sobota, 23 stycznia 2021

Episode 2 - Poszukiwacze przygód i historii - Fabryka prądu - Dworki - Fabryki - Końdzio - cz.3

    Tak, mogę poświadczyć, że w sylewstrową noc Końdzia nie było na ulicy naszego malutkiego osiedla...  Resztę przeczytajcie, bo warto!


Wielkopolska Episode 1 - "Fabryka prądu"...
W uszach gwizdały jeszcze sylwestrowe wystrzały a niczym nie zmącony sen przerwał przenikliwy jęk budzika - 1 stycznia piąta rano. W głowie totalny mętlik przecież to jakieś szaleństwo wstawać na urbex wtedy kiedy wszyscy dopiero zasypiają. Cóż pasja wymaga poświęceń a termin nie był przypadkowy jeden z czterech obiektów który mieliśmy w planie na ten dzień wymagał nietypowych godzin i zaskoczenia "czarnych pająków". White Arrow zabrzęczał swoim cichutkim dieslem oznaczać to mogło tylko jedno atakujemy Wielkopolskę.
Czas na zwiedzanie fabryki prądu" już dawno minął. Nasza ekipa od października dwa razy schodziła "na tarczy" niczym Grecki wojownik pod Maratonem nie dając rady zrobić nawet jednej foty. Nawet bycie czujnym jak ważka nie dawało możliwości wejścia na teren z racji mocno zaawansowanych prac wyburzeniowych i masy robotników ale w tym dniu miało być inaczej.
Pierwszy mrok uciekał gdzieś za horyzont kominowych chłodni szybka przebieżka bo w grupie maratończycy i sami sportowcy:) Uderzamy po terenie poszarpanym przez zęby żelaznych koparek. Krajobraz prawie księżycowy niczym Park TimanFaja na Lanzarotte po drodze budka "czarnych pająków" mijamy ją tuż za górką w środku leciwy niczego nieświadomy eksponat dobijany ostatnimi wersami sylwestrowej nocy z Polsatem. Dwie minuty i witamy się ze ścianą główną pierwsze zachwyty już się kłębią w głowie bo tu jeszcze nie byliśmy i pierwsze zaskoczenie, wszystkie wejścia zasypane zwałami ziemi!! Wprawne oko jedyny otwór wielkości metra wciąga nas do środka pojedynczo niczym lustro Alicję w krainie czarów do industrialnego świata silników, przęseł, drabinek i turbin. Udało się!!!! Aparaty już się grzeją to jest nasz dzień. Krok po kroku niesieni adrenaliną krążymy po obiekcie jak sęp nad Stepem Akermańskim.
Dół zaliczony. Czerwone ściany klatki schodowej wciągają nas po schodach na drugie piętro i tu pierwsza zaskoczenie wszystko oświetlone kaloryfery grzeją na full kurcze tu wciąż jest prąd.
Osiągamy level 2 wchodzimy do samego serca siadamy za sterami wszystko idzie zgodnie z planem zdjęcie za zdjęciem ale moje doświadczenie z innych obiektów zaburza spokój wewnętrzny i zapina ciśnienie do 180 - nie jest bezpiecznie a rozpalone światła nie wróżą nic dobrego.
I stało się... ciemność sterowni ratuje wyprawę zrywam z głowy czołówkę "specjalisty od okien" a za pancerną szybą pojawia się "czarny pająk" kurde! nie teraz!! nie w tej chwili! nie o tej godzinie! Potrzebujemy jeszcze co najmniej dwóch godzin na zakończenie misji. Ciszę przerywa łomot walącego serca. Już nic z tego nie będzie. Game Over
Do szafy mieścimy się w trójkę. Czas na rozwój akcji wydłuża się do maksimum. Zapada decyzja ewakuacji...
Korytarz znów zassał nas tym razem w dół.
Na coś przydają się te maratony i korporacyjna zimna krew:):)
Krok za krokiem wznosząc tumany pokoksowego pyłu lądujemy w metrowej dziurze... Misja zakończona.
Z lekkim niedosytem kierujemy się na następny obiekt.
Tam będzie spokojniej. Ale to już będzie inna historia. Wejdzie sami do fabryki prądu która zakończy swój żywot do końca 2021roku.









Episode 2 - Poszukiwacze przygód i historii - Dworki - Fabryki - Końdzio - cz.1

 

    To że Końdzio, mój młodszy sąsiad ma talenty poszukiwawcza wiedziałem od wielu lat. Wypiliśmy przez te lata wiele browarków w mojej jaskini. Opowiadał mi o swoich wyprawach po ruinach starych łódzkich fabryk. Robił przy okazji rewelacyjne zdjęcia, miejsc których niekiedy już nie ma. Wczoraj spotkaliśmy się u niego na kolacji, pokazał mi co teraz "wyprawia".., jestem pod wielkim wrażeniem! Potrafi pogodzić swoje obowiązki służbowe, z hobby, które z pewnością zazdroszczą mu tysiące mężczyzn.

    Stworzył z kilkoma kumplami grupę, której celem jest zwiedzanie takich zapomnianych, wyburzanych obiektów. Ich zasadą, której nigdy nie złamią jest, że bez względu co znajdą, nie mogą zabrać ze sobą do domów. Fantów jest naprawdę dużo, dokumenty, tablice, zdjęcia i inne artefakty. Szacun dla nich!

    Uzyskałem zgodę Kordka, żeby zamieścić na moim blogu opis jednej z ostatnich wypraw., po przeczytaniu przyznacie mi rację, że ma dobre pióro i fantazję! Nigdy nie podają lokalizacji, ze względu na bezpieczeństwo zwiedzanych obiektów. Zapraszam!


Panowie jesteśmy na miejscu oznajmił kierowca gasząc silnik. Kluczyk zazgrzytał w stacyjce dusząc silnik naszego white arrow, tłoki opadły na dno rozgrzanego diesla po czym zamilkła cisza. Otwieram drzwi a w nozdrza ciśnie się mróz pomieszany z zapachem palonego w kominku drewna z okolicznych domów. Z oddali widzę kolejny obiekt z naszej dzisiejszej wyprawy - wielkopolska Episode 2.
Pałace i dworki to nie są moi urbexowi faworyci ale ten pałac jest zupełnie inny. Zmarznięte błoto skrzypi pod nogami, zgrabiałe ręce sięgają po aparat a ogromne dęby i lipy jak niemi świadkowie tego miejsca zapraszają nas w swoje progi ukazując zimowe posępne oblicze. Tuż przy pałacowych schodach wielka lipa obrasta swoimi korzeniami mały pałacowy murek rozbijając go od środka niczym majestatyczne sekwoje w Kambodżańskiej Angkor Wat. Zimowe słońce wbija się w pomroczny staw nadając temu miejscu niesamowity klimat. Zwiedzamy parter. Zielone ściany lamperii osaczyły nas jak trujący bluszcz nie mamy żadnej wątpliwości kogo pałac gościł w ostatnich latach kiedy był jeszcze użytkowany. Tablice, porozrzucane książki, ławki, piękna sala gimnastyczna z kozłem do gimnastyki jak kolce jeża wstający od wilgoci parkiet przypomniały nam szkolne czasy. Samotnie stojące piece kaflowe w każdej sali uświadamiają ile pracy trzeba było włożyć aby móc codziennie prowadzić tu zajęcia. Przemykając po kolejnych klasach mijam szkolny sklepik i docieram na strych. Pośród całej gamy artefaktów w rękę wpada mi nadpalona książka do wychowania obywatelskiego. Przeskakując palcami po kolejnych stronach chwilę się wyłączam(…)
Słyszę zgrzyt białej kredy, rozkrzyczana dzieciarnia biega po korytarzu w niebieskich stylonowych fartuszkach z białymi kołnierzykami na których agrafką przypięta jest mała tarcza z napisem SP 40 nauczycielka pisze jakieś wzory na tablicy a pan od wfu pokazuje ćwiczenia.
Próbę powrotu do tamtych czasów przerywają kroki kolejnych uczestników wycieczki którzy docierają na strych. Wracam do rzeczywistości, pomału schodzimy po żółtych jak słoneczniki we wrześniu schodach. Trzymając się poręczy ścieram rękawiczką stary kurz unoszący piękny klimat całego pałacu. Na końcu poręczy zrywam ostatnie kawałki olejnej farby oznaczające zbliżający się kres tego miejsca. Jak większość takich zabytków również i ten w miejscowości……popada w ruinę a jego dni są policzone i tylko starodrzew jak niemy świadek tego miejsca może wytrzyma próbę czasu.
Wsiadamy do white arrow i lecimy dalej w Wielkopolskę na kolejny tym razem sakralny obiekt. Ale to już inna historia. Zapraszam Was do starej szkoły w pewnej małej leniwej wiosce.









Gałkówek - Andrzejów - Łodź - SAMOBÓJSTWO, ZBRODNIA CZY PRZYPADEK ? - Judaika - REPUBLIKA - 1933 - 34

 


REPUBLIKA – Sobota 29 kwietnia 1933


                  TAJEMNICZY TRUP KOBIETY ZNALEZIONO NA TORZE

                                   KOLEJOWYM POD GAŁKÓWKIEM


    Wczoraj o godz. 7-ej wieczór przewieziono na Dworzec Łódź – Kaliska jakąś kobietę, dającą słabe oznaki życia. Lekarz pogotowia miejskiego stwierdził wstrząs mózgu oraz złamania kończyn. Po udzieleniu doraźnej pomocy, odwieziono ją w stanie beznadziejnym do szpitala w Radogoszczu.

    Jak się okazało, niewiasta ta znaleziona została przez dróżnika na torze kolejowym w okolicy Gałkówka, przyczem na dworcu w Łodzi znalazł się świadek, który widział jakąś, wypadającą z wagonu pociągu, który zaledwie kilkanaście minut przedtem przybył do Łodzi.

    Przy ciężko rannej znaleziono jedynie bilet kolejowy, sprzedany na stacji Sarny do Łodzi. Natychmiast przeszukano wagony pociągu, którym denatka podróżowała. Został znaleziony bagaż, do którego nikt z pasażerów się nie przyznawał się. Policja niewątpliwie niebawem wyświetli ten tajemniczy wypadek i stwierdzi tożsamość nieszczęśliwej kobiety. Wielce zagadkowe jest również, czy zachodzi tu zabójstwo, samobójstwo czy też nieszczęśliwy wypadek.



REPUBLIKA – Niedziela 30 kwietnia 1933


                           SAMOBÓJSTWO, ZBRODNIA CZY PRZYPADEK?


Policji udało się ustalić nazwisko młodej niewiasty, znalezionej na torze kolejowym - Lipszycówna miała zamiar wyemigrować do Palestyny.


                  WŁADZE PRZEPROWADZAJĄ ENERGICZNE DOCHODZENIE


    Jak już wczoraj donosiliśmy, na torze kolejowym między Andrzejowem i Gałkówkiem około godziny siódmej wieczór zauważono młodą kobietę, dającą słabe oznaki życia, ciężko ranną i okrwawioną.

    Ranną znalazł dróżnik. Dzięki jego energii udało się nieznajomą ulokować w pociągu i odstawić do Łodzi. Około godziny wieczór na stację Łódź – Fabryczna przybyła karetka pogotowia miejskiego oraz przedstawiciele władz śledczych. Lekarz pogotowia dr. Zausmer stwierdził u denatki wstrząśnienie mózgu oraz liczne obrażenia i polecił umieścić poszkodowaną w szpitalu.

    Policja bagaż nieznajomej oraz poddała rewizji jej rzeczy, w tym przypuszczeniu, że tą drogą da się ustalić tło wypadku. Jednak i te wysiłki były płonne. W torebce nieznajomej brak było dowodu osobistego, znalazł się jedynie bilet kolejowy ze stacji Sarny do Łodzi.

    Dopiero wczoraj rano doszło wreszcie do ustalenia młodej kobiety. Jest to 20-to letnia Hanka Lipszyc, zamieszkała przy rodzicach przy ulicy Piotrkowskiej 31.

    Lipszycówna wyjechała do Saren do szkoły sjonistycznej, która kształci przyszłych kolonistów palestyńskich w uprawie roli i drzew pomarańczowych. Lipszycówna po ukończeniu szkoły zamierzała wyemigrować do Palestyny.

    Lipszycówna wczoraj wracała do Łodzi. Spotkał ją ciężki zawód, gdyż dowiedziała się, że na razie przynajmniej nie będzie mogła wyemigrować do Palestyny.

    Co się wydarzyło w biegnącym pociągu koło stacji Andrzejów, bezpośrednio przed tą chwilą, w której Lipszycówna upadła na tor – to będzie dotąd tajemnicą, dopóki nieszczęśliwa dziewczyna nie odzyska przytomności. Najbardziej prawdopodobny jest zamach samobójczy: zdesperowana Lipszycówna tuż przed przybyciem do Łodzi postanowiła odebrać sobie życie i wyskoczyła z pędzącego pociągu. Nie jest jednak wykluczona i inna ewentualność. Niewiasta mogła wypaść z pociągu przez przypadek, albo też mogła zostać z wagonu wyrzucona.

    Nieszczęśliwy wypadek, zamach samobójczy, czy zbrodnia – nad tym zastanawiają się władze śledcze w związku z tajemnicą nieszczęśliwej Lipszycówny.


REPUBLIKA – środa 18 kwietnia 1934

                     POD KOŁA POCIĄGU RZUCIŁA SIĘ NIEZNANA KOBIETA.


    Dziś rano na torze kolejowym pod Andrzejowem wydarzyła się znów krwawa tragedja. Służba kolejowa obserwowała przez pewien czas jakąś młodą kobietę, siedzącą w rowie koło toru.

    W chwili, gdy nadszedł pociąg, ku przerażeniu kilku osób, znajdujących się w sąsiedztwie stacji – nieznajoma wybiegła na tor i rozpostarłszy ramiona – przez krótką chwilę, jakiej potrzebował pociąg by do niej się zbliżyć – stała w tej pozycji, jakby czekając na nadejście śmierci.

    Samobójczyni nikt nie znał w okolicach. Władze prowadzą dochodzenie, celem ustalenia identyczności desperatki.



czwartek, 21 stycznia 2021

Karton Foto - Łódź - Wilkoszwski - Stumman - Ebay.

 

    Seria pięknych zdjęć na kartonie znalazła się na aukcji internetowej Ebay, tym bardziej mi bliskich, że dotyczących Łodzi! Wisienką na torcie są zdjęcia wykonane przez Wilkoszewskiego*, także przez Eliasza Stummana**


Wikipedia:

* - Saryusz Bronisław Paweł Wilkoszewski (ur. 1847 w Szczekocinach, w rodzinie szlacheckiej Leona i Marianny z Sobockich, zm. 11 czerwca 1901 w Łodzi) – fotograf zwany „łódzkim Canaletto, działacz społeczny.

W latach 1878–1888 wspólnie z Józefem Grodzickim prowadził zakład fotograficzny w Kielcach. Po dwóch latach usamodzielnił się. Jako właściciel zakładu fotograficznego pojął za żonę Mariannę Jankiewicz (w późniejszych latach znana łódzka aktorka i śpiewaczka)

19 lutego 1888 roku, w wynajętym we wrześniu 1887 r. od Ludwika Meyera lokalu w pasażu Meyera 5 – w willi „Trianon”, otworzył zakład fotograficzny. W roku 1903 jego żona, która usiłowała po jego śmierci dalej prowadzić firmę, przeniosła pracownię do lokalu przy ulicy Dzielnej 13.

Bronisław Wilkoszewski należał do łódzkiej inteligencji i bohemy – współtworzył Towarzystwo Śpiewacze „Lutnia”, należał do Towarzystwa Cyklistów. Jego atelier było miejscem wystaw artystycznych, przedstawień i koncertów.

W roku 1894 był oddany pod nadzór policji, a w 1896 prowadzono przeciwko niemu śledztwo w związku z rozpowszechnianiem rycin z napisem „Polonia. Konstytucja 3 Maja”.

Zmarł nagle, na atak serca, w lokalu „Resursy” w pomieszczeniach Grand Hotelu podczas gry w wista. Został pochowany w części katolickiej Starego Cmentarza w Łodzi

** - Eliasz Stumann (Stummann także Stumman, Штуман Илья Ариямович) (ur. 28 kwietnia 1834 w Szereście w Wielkim Księstwie Poznańskim, zm. 14 czerwca 1903 w Łodzi) – właściciel zakładu fotograficznego który prowadził w Łodzi od 1871 r. do śmierci.!

...W lutym 1900 r. uroczyście obchodził 50 – lecie działalności, co odnotowała miejscowa prasa, podkreślając że był wynalazcą „sylwetografii i fotografii wypukłej”. Wtedy też złożył w redakcji gazety 50 rubli jako dar na fundusz projektowanej kasy pomocy dla fotografów. Chcąc sprostać rosnącej konkurencji często reklamował się w gazetach, np. latem 1901 r. w co dziesiątym numerze „Gońca Łódzkiego” zamieszczał jednakowej treści anonse o obniżaniu w soboty i święta ceny tuzina fotografii wizytowych do 3 rubli, a gabinetowych do 8 rubli. Pod koniec życia pragnął przekazać zakład synowi Adolfowi, z którym od około 1890 r. razem pracowali. W kwietniu 1903 r. przeniósł do lokalu przy Piotrkowskiej 17, ale prawdopodobnie nie zdążył uruchomić tam zakładu. Zmarł w czerwcu 1903 r. w Łodzi. Pochowany na cmentarzu żydowskim przy ul. Brackiej.












środa, 20 stycznia 2021

Łaznów - Będków - Helena Stolarska - Autobiografia - Facebook - 1910

 Od zaledwie dwóch dni jest członkiem Wirtualne Muzeum Łódzkiego Wehikułu Czasu na Facebooku. 

     Przed chwilką znalazłem bardzo interesującą rzecz, autobiografię Helenki Stolarskiej urodzonej 17 lutego 1903 roku w Łaznowie. Watek uczęszczania do szkoły w Będkowie ma dla mnie wielkie znaczenie. Także nazwisko Stolarski było znane w Będkowie! Jak na 12-latkę piękny charakter pisma i poziom dorosłej osoby!

Na grupie ŁRWC pokazałem zdjęcie szkolne z Pensji dla Panien Juli Zbijewskiej z moją ciocią Heleną Stolarską (starszą siostrą mojej Mamy). W 1915r. Helena napisała pewnie jako pierwsze wypracowanie swoją AUTOBIOGRAFIĘ ( jako dwunastolatka). Niestety brak ostatniej strony o początku I Wojny Światowej na Widzewie, ale i tak to jest niesamowita lektura (kaligrafią) o zasiedlaniu Łodzi przez okoliczną ludność, w tym przypadku przez ogrodnika z folwarku Łaznów (mojego dziadka i babcię Jakóba i Józefę Stolarskich) do wsi Widzew Nr 35 ( później Rokicińska 93 już w Łodzi). Moja mama Janka też była na tej furze jako dwuletnie dziecko. Opis wydarzeń oczywiście dotyczy 1910r.







niedziela, 17 stycznia 2021

Rogowiec - Gmina Kleszczów - Tadeusz Przybylski - Dom

     Podczas sortowania niezliczonej ilości naszych rodzinnych zdjęć, znalazłem dwa, które przywołują szczególne wspomnienia, zarazem poczucie winy...Dom, który opisywałem na moim blogu (hasło Przybylski), miał długą i ciekawą historię. Zbudowany pod koniec XIX wieku, dawał schronienie wielu pokoleniom rogowiaków, był piekarnią żydowską, siedzibą cudownego serca człowieka - artysty malarza Tadeusza Przybylskiego. Dom zniknął, został rozebrany, prawie 20 lat nie byłem obecny w Polsce, nie miałem wpływu na jego stan, może jednak mogłem coś więcej zrobić...




                                          Wujostwo Henryka i Jerzy Braunowie.


                                                           Szczyt domu od głównej drogi.


Zdjęcie pochodzi z książki o Elektrowni w Rogowcu, na nim Tadeusz Przybylski, autor tego malowidła.

sobota, 16 stycznia 2021

Łękińsko - Kleszczów - Kościół - Ksiądz - Dzieci - 1931

 

    Piękne znalezisko na Facebooku, zobaczcie sami!

Fotografia poniżej została znaleziona w latach 40tych w domu do którego wprowadzała się moja dalsza rodzina. Czy ktoś na podstawie daty oraz samego zdjęcia mógłby coś o nim powiedzieć?
Łękińsko – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie bełchatowskim, w gminie Kleszczów



piątek, 15 stycznia 2021

Republika - SAMOSĄD WE WSI CZARNOCIN POD ŁODZIĄ - WYPALIŁA OCZY KOCHANKOWI - 1933

 

REPUBLIKA - 12 Marca 1933


                        TŁUM PRZECIW ZBRODNIARCE


                SAMOSĄD WE WSI CZARNOCIN POD ŁODZIĄ


    Wczoraj pod Łodzią we wsi Czarnocin, doszło do ponurej sceny samosądu, która gdyby nie interwencja policji, skończyłaby się niechybnie tragicznie. Wieśniacy zebrali się pod domem akuszerki. Byliby spalili dom i ukamieniowali M. i jej córkę gdyby nie pomoc.

    Janina Morawska- córka akuszerki – nawiązała znajomość z miejscowym nauczycielem Józefem Buczkowskim przez krótki przeciąg czasu stołował się w domu Morawskiej, gdy jednak doszedł do przekonania, że matka i córka starają się zdobyć go na zięcia – przestał u nich bywać i przestał się stołować.

    Młoda Morawska. nie cieszyła się specjalnie dobrą opinią – musiało jej za to bardzo zależeć na małżeństwie z Buczkowskim, gdyż gdy nauczyciel się od niej usunął zemściła się na nim z okrucieństwem niesłychanym.

    Dwudziestego pierwszego lutego znaleziono Buczkowskiego na pół żywego. Leżał w rowie z twarzą poparzoną jakimś kwasem: miał wypalone oko i zżarte przez kwas policzki i szyję.

    Dochodzenie potwierdziło zeznania Morawskiego: napadła go młoda Morawska. Niedoszła małżonka nauczyciela wyznała z całą bezczelnością, że jest nie tylko sprawczynią zamachu na nauczyciela, ale, że rozprawi się także z jego rodzicom, którzy odwiedli od dalszego spotykania się z nią.

    Morawską aresztowano. Wczoraj została wypuszczona za kaucją na wolność i wczoraj zjawiła się w Czarnocinie. Chłopi zebrali się przed jej chałupą – zebrała się ich liczna ciżba. Tłum przybrał tak groźną postawę, że policjanci musieli siłą rozpędzać wieśniaków, którzy szykowali się do podłożenia ognia pod dom akuszerki.

    Tłum uspokojono. Rada gminy uchwaliła wysiedlenia Morawskich z gminy.


REPUBLIKA, sobota 30 grudnia 1933.

                                                  WYPALIŁA OCZY KOCHANKOWI


               za to, ze chciał ją porzucić – Wstrząsająca rozprawa przed sądem okręgowym.


                       MORAWSKA SKAZANA ZOSTAŁA NA 2 LATA WIĘZIENIA


    Oskarżona nazywa się Wanda Morawska. Ukończyła 6 klas gimnazjum. Poszkodowanym jest Józef Marian Buczkowski. Język sądowy nazywa Bukowskiego poszkodowanym. Ten termin jest szeroki w ustach prawnika. Tym razem jest on nieomal śmieszny w swej słabości.

                                          BUCZKOWSKI POSTRADAŁ WZROK.

    Nie ma obu gałek ocznych. A jest młodym, zdrowym inteligentnym człowiekiem. Trzyma się pochyło, z głową wysuniętą naprzód jak wszyscy ślepcy; jakby chciał wyczuć powonieniem mrok, w który wchodzi. Buczkowskiego prowadzi za rękę przyjaciel. I o Buczkowskim mówią wszyscy w tym procesie, jako o poszkodowanym. Tak samo mówi się o człowieku, który stracił palec, sto złotych, albo zgubił protestowany weksel…

    Buczkowski był nauczycielem w Czarnocinie. Matka oskarżonej miała kilku stołowników. Buczkowski stołował się również u Morawskiej. Rozpoczął pracę w Czarnocinie 15 sierpnia 1931 r. Po roku już wszystko było wiadome, że Murawska i Buczkowski stanowią parę.

    Pod koniec roku 1932 Morawska zaszła w ciążę. Prawie równocześnie zaczęły się psuć stosunki pomiędzy obojgiem. Murawska już raz miała dziecko, które umarło. Buczkowski dowiedział się, ze poza jego plecami Morawska miała jakoby utrzymywać stosunki z innymi mężczyznami, zajął się sam zresztą – może przelotnie – jedną ze swych koleżanek i coraz wyraźniej dawał Morawskiej do zrozumienia, że ma jej dość.

    Morawska próbowała prośbami – nic nie pomagało. Próbowała groźbami – skutek był również nikły. Pisywała do niego listy, że się otruje, że mu nie wybaczy nigdy, pokazywała mu nawet straszak, mówiąc, że jest to rewolwer i, ze wystrzałem z niego odbierze sobie życie. Morawska nawet prosiła o rozmowę ową przyjaciółkę Buczkowskiego, w której widziała rywalkę. Wyjaśniła jej całą sprawę, prosiła, by się odsunęła Buczkowskiego. Obie kobiety porozumiały się: Morawska wyszła nieco spokojniejsza – Buczkowski nie miał wobec tamtej poważnych zamiarów.

    Dwudziestego lutego Morawska zaprosiła do siebie Buczkowskiego. Gdy tylko młody człowiek przekroczył domu jej matki – wylała mu w twarz całą zawartość garnka, w którym sąsiad – blacharz przechowywał kwas solny.

    Nazajutrz Morawska zgłosiła się do policji i złożyła zeznania.

    Buczkowski miał wtedy przy sobie ów straszak, który odebrał Morawskiej. Wystrzelił z niego w tej samej chwili, gdy piekący płyn, wżerał mu się w żywe jeszcze oczy.

    Leczył się w szpitalu do kwietnia br. - przez dwa dni tylko widział. Dziś w jednym oku ma jeszcze pewne wyczucie światła…

    Morawska przyznaje się do winy. Na pytanie przewodniczącego sędziego - oświadcza, że nie ma nic do wyjaśnienia sądowi.

    Jest winna i prosi sąd, by ją ukarał.

    Dopiero na dalsze przepytywanie przewodniczącego Morawska oświadcza:

- zrobiła to z rozpaczy. Nie przygotowywałam niczego.

Wchodzą świadkowie. Jest Buczkowski. Ślepiec zupełny.

Przewodniczący: jaki jest zawód świadka?

Świadek: nauczyciel.

Przewodniczący: czy świadek jest teraz zwolniony z pracy?

Świadek: no tak, niewidomy jestem.

    Niewidomy Buczkowski staje przed pulpitem i składa pierwsze zeznania. Zaczyna drżącym głosem – ma nisko popuszczoną głowę.

- Chciałem podać sądowi kilka szczegółów z mojego poprzedniego życia gdy miałem oczy… Byłem uczniem, było nam bardzo ciężko, chodziłem czasami bez chleba do szkoły, ale uczyłem się pilnie i nigdy nie przestawałem z kobietami… Świadek przerywa swe zeznania – jest długa pauza, w której słychać jak tykają zegarki w kieszeniach wyraźnie wzruszonych sędziów.

Ciszę przerywa przewodniczący:

Przewodniczący: Może świadek źle się czuje i chce usiąść?

Świadek: nie dziękuję, opieram się. Postoję. Żaden kolega nie widział mnie nigdy z kobietami. Byłem chowany w twardych zasadach chrześcijańskich przez matkę. Zacząłem stołować się u matki oskarżonej. Muszę powiedzieć, że to nie była moja sprawa w tem, co zaszło między mną a oskarżoną. Już na samym początku zauważyłem z jej strony… - Tutaj znów na chwilę Buczkowski przerywa zeznania, by potem zwrócić się do przewodniczącego:

- czy ja bym nie mógł opowiedzieć nie tak przy wszystkich? To są ważne szczegóły.

Pan sędzia Olszewski zarządza niejawność rozprawy na czas zeznań Buczkowskiego.

    Z przemówień jednak prokuratora i obrońcy dowiedzieliśmy się potem, iż Buczkowski opisał sądowi dokładnie w jakich warunkach nawiązał stosunki z oskarżoną i, że z jego zeznań nie był on stroną agresywną, a ona.

    Skolei składa zeznania lekarz sądowy. Buczkowski stracił wzrok przez oblanie oczu kwasem. Nie widzi nic – ma w jednym oku wrażliwość na światło.

    Matka Buczkowskiego, zagadnięta o to, czy oskarżona groziła synowi, jeśli się nie ożeni z Morawską – nie można na to pytanie udzielić konkretnej odpowiedzi. Na to z miejsca dla świadków zrywa się sam Buczkowski.

- czy mogę coś powiedzieć?

Przewodniczący wzywa Buczkowskiego przed sąd

Świadek: miałem listy oskarżonej, z których jasno wynikało, że mi groziła śmiercią. Ale, te listy oskarżona mi ukradła. Tak jest. Mówię to zupełnie oficjalnie, ukradła mi je.

Nauczycielka, rzekoma rywalka Morawskiej, nie wnosi nic nowego do sprawy. Odbijała na hektografie elementarz i Buczkowski jej w tym pomagał. Przy tej pracy się spotykali. Lista świadków jest wyczerpana.

Prokurator p. Skąpski, opiera się na zeznaniach Buczkowskiego. To nie była tragedia uwiedzionej, bo przecież miała już przed tym dziecko, które umarło podobnie, jak dziecko Buczkowskiego. To ona wprowadziła w błąd Buczkowskiego, a nie on ją.

Obrońca ujmuje sprawę oczywista z drugiej strony. W ostatnim słowie Morawska – znać, że bez namysłu i przygotowania oświadcza:

- Gdyby on mógł odzyskać wzrok, to proszę mnie trzy razy ukarać. Jestem winna i mój żal, niestety, nic nie pomoże.

Morawska została skazana na dwa lata więzienia.



Karl Sedlatzek - Gewitter über Polen - Burza nad Polską - Czołgi - Samoloty - Groby - Propaganda - 1941 - cz.1

 Ciąg dalszy kłamstw hitlerowskiej propagandy...



Niemieckie czołgi na straży przy rzece Brdzie. Czołg jest nadal dobrze zakamuflowany, ale jest przygotowany ruszyć do przodu i przynieść nieskończoną zagładę w szeregach swoich przeciwników.


"Będziemy maszerować dalej" Piechota niemiecka, która w natarciu musiała wykonać niesamowite marsze.


Samolot zestrzelony przez niemieckie myśliwce, który dostał strzał w śmigło, ale wciąż był w stanie wylądować.


Dopiero po odmowie kapitulacji Warszawy, Niemcy ostrzelali przedmieścia Warszawy.


Groby pierwszych poległych żołnierzy niemieckich na skrzyżowaniu dróg w pobliżu Konina.