Tak, mogę poświadczyć, że w sylewstrową noc Końdzia nie było na ulicy naszego malutkiego osiedla... Resztę przeczytajcie, bo warto!
sobota, 23 stycznia 2021
Episode 2 - Poszukiwacze przygód i historii - Fabryka prądu - Dworki - Fabryki - Końdzio - cz.3
Episode 2 - Poszukiwacze przygód i historii - Dworki - Fabryki - Końdzio - cz.1
To że Końdzio, mój młodszy sąsiad ma talenty poszukiwawcza wiedziałem od wielu lat. Wypiliśmy przez te lata wiele browarków w mojej jaskini. Opowiadał mi o swoich wyprawach po ruinach starych łódzkich fabryk. Robił przy okazji rewelacyjne zdjęcia, miejsc których niekiedy już nie ma. Wczoraj spotkaliśmy się u niego na kolacji, pokazał mi co teraz "wyprawia".., jestem pod wielkim wrażeniem! Potrafi pogodzić swoje obowiązki służbowe, z hobby, które z pewnością zazdroszczą mu tysiące mężczyzn.
Stworzył z kilkoma kumplami grupę, której celem jest zwiedzanie takich zapomnianych, wyburzanych obiektów. Ich zasadą, której nigdy nie złamią jest, że bez względu co znajdą, nie mogą zabrać ze sobą do domów. Fantów jest naprawdę dużo, dokumenty, tablice, zdjęcia i inne artefakty. Szacun dla nich!
Uzyskałem zgodę Kordka, żeby zamieścić na moim blogu opis jednej z ostatnich wypraw., po przeczytaniu przyznacie mi rację, że ma dobre pióro i fantazję! Nigdy nie podają lokalizacji, ze względu na bezpieczeństwo zwiedzanych obiektów. Zapraszam!
Gałkówek - Andrzejów - Łodź - SAMOBÓJSTWO, ZBRODNIA CZY PRZYPADEK ? - Judaika - REPUBLIKA - 1933 - 34
REPUBLIKA – Sobota 29 kwietnia 1933
TAJEMNICZY TRUP KOBIETY ZNALEZIONO NA TORZE
KOLEJOWYM POD GAŁKÓWKIEM
Wczoraj o godz. 7-ej wieczór przewieziono na Dworzec Łódź – Kaliska jakąś kobietę, dającą słabe oznaki życia. Lekarz pogotowia miejskiego stwierdził wstrząs mózgu oraz złamania kończyn. Po udzieleniu doraźnej pomocy, odwieziono ją w stanie beznadziejnym do szpitala w Radogoszczu.
Jak się okazało, niewiasta ta znaleziona została przez dróżnika na torze kolejowym w okolicy Gałkówka, przyczem na dworcu w Łodzi znalazł się świadek, który widział jakąś, wypadającą z wagonu pociągu, który zaledwie kilkanaście minut przedtem przybył do Łodzi.
Przy ciężko rannej znaleziono jedynie bilet kolejowy, sprzedany na stacji Sarny do Łodzi. Natychmiast przeszukano wagony pociągu, którym denatka podróżowała. Został znaleziony bagaż, do którego nikt z pasażerów się nie przyznawał się. Policja niewątpliwie niebawem wyświetli ten tajemniczy wypadek i stwierdzi tożsamość nieszczęśliwej kobiety. Wielce zagadkowe jest również, czy zachodzi tu zabójstwo, samobójstwo czy też nieszczęśliwy wypadek.
REPUBLIKA – Niedziela 30 kwietnia 1933
SAMOBÓJSTWO, ZBRODNIA CZY PRZYPADEK?
Policji udało się ustalić nazwisko młodej niewiasty, znalezionej na torze kolejowym - Lipszycówna miała zamiar wyemigrować do Palestyny.
WŁADZE PRZEPROWADZAJĄ ENERGICZNE DOCHODZENIE
Jak już wczoraj donosiliśmy, na torze kolejowym między Andrzejowem i Gałkówkiem około godziny siódmej wieczór zauważono młodą kobietę, dającą słabe oznaki życia, ciężko ranną i okrwawioną.
Ranną znalazł dróżnik. Dzięki jego energii udało się nieznajomą ulokować w pociągu i odstawić do Łodzi. Około godziny wieczór na stację Łódź – Fabryczna przybyła karetka pogotowia miejskiego oraz przedstawiciele władz śledczych. Lekarz pogotowia dr. Zausmer stwierdził u denatki wstrząśnienie mózgu oraz liczne obrażenia i polecił umieścić poszkodowaną w szpitalu.
Policja bagaż nieznajomej oraz poddała rewizji jej rzeczy, w tym przypuszczeniu, że tą drogą da się ustalić tło wypadku. Jednak i te wysiłki były płonne. W torebce nieznajomej brak było dowodu osobistego, znalazł się jedynie bilet kolejowy ze stacji Sarny do Łodzi.
Dopiero wczoraj rano doszło wreszcie do ustalenia młodej kobiety. Jest to 20-to letnia Hanka Lipszyc, zamieszkała przy rodzicach przy ulicy Piotrkowskiej 31.
Lipszycówna wyjechała do Saren do szkoły sjonistycznej, która kształci przyszłych kolonistów palestyńskich w uprawie roli i drzew pomarańczowych. Lipszycówna po ukończeniu szkoły zamierzała wyemigrować do Palestyny.
Lipszycówna wczoraj wracała do Łodzi. Spotkał ją ciężki zawód, gdyż dowiedziała się, że na razie przynajmniej nie będzie mogła wyemigrować do Palestyny.
Co się wydarzyło w biegnącym pociągu koło stacji Andrzejów, bezpośrednio przed tą chwilą, w której Lipszycówna upadła na tor – to będzie dotąd tajemnicą, dopóki nieszczęśliwa dziewczyna nie odzyska przytomności. Najbardziej prawdopodobny jest zamach samobójczy: zdesperowana Lipszycówna tuż przed przybyciem do Łodzi postanowiła odebrać sobie życie i wyskoczyła z pędzącego pociągu. Nie jest jednak wykluczona i inna ewentualność. Niewiasta mogła wypaść z pociągu przez przypadek, albo też mogła zostać z wagonu wyrzucona.
Nieszczęśliwy wypadek, zamach samobójczy, czy zbrodnia – nad tym zastanawiają się władze śledcze w związku z tajemnicą nieszczęśliwej Lipszycówny.
POD KOŁA POCIĄGU RZUCIŁA SIĘ NIEZNANA KOBIETA.
Dziś rano na torze kolejowym pod Andrzejowem wydarzyła się znów krwawa tragedja. Służba kolejowa obserwowała przez pewien czas jakąś młodą kobietę, siedzącą w rowie koło toru.
W chwili, gdy nadszedł pociąg, ku przerażeniu kilku osób, znajdujących się w sąsiedztwie stacji – nieznajoma wybiegła na tor i rozpostarłszy ramiona – przez krótką chwilę, jakiej potrzebował pociąg by do niej się zbliżyć – stała w tej pozycji, jakby czekając na nadejście śmierci.
Samobójczyni nikt nie znał w okolicach. Władze prowadzą dochodzenie, celem ustalenia identyczności desperatki.
czwartek, 21 stycznia 2021
Karton Foto - Łódź - Wilkoszwski - Stumman - Ebay.
Seria pięknych zdjęć na kartonie znalazła się na aukcji internetowej Ebay, tym bardziej mi bliskich, że dotyczących Łodzi! Wisienką na torcie są zdjęcia wykonane przez Wilkoszewskiego*, także przez Eliasza Stummana**
Wikipedia:
* - Saryusz Bronisław Paweł Wilkoszewski (ur. 1847 w Szczekocinach, w rodzinie szlacheckiej Leona i Marianny z Sobockich, zm. 11 czerwca 1901 w Łodzi) – fotograf zwany „łódzkim Canaletto”, działacz społeczny.
W latach 1878–1888 wspólnie z Józefem Grodzickim prowadził zakład fotograficzny w Kielcach. Po dwóch latach usamodzielnił się. Jako właściciel zakładu fotograficznego pojął za żonę Mariannę Jankiewicz (w późniejszych latach znana łódzka aktorka i śpiewaczka)
19 lutego 1888 roku, w wynajętym we wrześniu 1887 r. od Ludwika Meyera lokalu w pasażu Meyera 5 – w willi „Trianon”, otworzył zakład fotograficzny. W roku 1903 jego żona, która usiłowała po jego śmierci dalej prowadzić firmę, przeniosła pracownię do lokalu przy ulicy Dzielnej 13.
Bronisław Wilkoszewski należał do łódzkiej inteligencji i bohemy – współtworzył Towarzystwo Śpiewacze „Lutnia”, należał do Towarzystwa Cyklistów. Jego atelier było miejscem wystaw artystycznych, przedstawień i koncertów.
W roku 1894 był oddany pod nadzór policji, a w 1896 prowadzono przeciwko niemu śledztwo w związku z rozpowszechnianiem rycin z napisem „Polonia. Konstytucja 3 Maja”.
Zmarł nagle, na atak serca, w lokalu „Resursy” w pomieszczeniach Grand Hotelu podczas gry w wista. Został pochowany w części katolickiej Starego Cmentarza w Łodzi
** - Eliasz Stumann (Stummann także Stumman, Штуман Илья Ариямович) (ur. 28 kwietnia 1834 w Szereście w Wielkim Księstwie Poznańskim, zm. 14 czerwca 1903 w Łodzi) – właściciel zakładu fotograficznego który prowadził w Łodzi od 1871 r. do śmierci.!
...W lutym 1900 r. uroczyście obchodził 50 – lecie działalności, co odnotowała miejscowa prasa, podkreślając że był wynalazcą „sylwetografii i fotografii wypukłej”. Wtedy też złożył w redakcji gazety 50 rubli jako dar na fundusz projektowanej kasy pomocy dla fotografów. Chcąc sprostać rosnącej konkurencji często reklamował się w gazetach, np. latem 1901 r. w co dziesiątym numerze „Gońca Łódzkiego” zamieszczał jednakowej treści anonse o obniżaniu w soboty i święta ceny tuzina fotografii wizytowych do 3 rubli, a gabinetowych do 8 rubli. Pod koniec życia pragnął przekazać zakład synowi Adolfowi, z którym od około 1890 r. razem pracowali. W kwietniu 1903 r. przeniósł do lokalu przy Piotrkowskiej 17, ale prawdopodobnie nie zdążył uruchomić tam zakładu. Zmarł w czerwcu 1903 r. w Łodzi. Pochowany na cmentarzu żydowskim przy ul. Brackiej.
środa, 20 stycznia 2021
Łaznów - Będków - Helena Stolarska - Autobiografia - Facebook - 1910
Od zaledwie dwóch dni jest członkiem Wirtualne Muzeum Łódzkiego Wehikułu Czasu na Facebooku.
Przed chwilką znalazłem bardzo interesującą rzecz, autobiografię Helenki Stolarskiej urodzonej 17 lutego 1903 roku w Łaznowie. Watek uczęszczania do szkoły w Będkowie ma dla mnie wielkie znaczenie. Także nazwisko Stolarski było znane w Będkowie! Jak na 12-latkę piękny charakter pisma i poziom dorosłej osoby!
Na grupie ŁRWC pokazałem zdjęcie szkolne z Pensji dla Panien Juli Zbijewskiej z moją ciocią Heleną Stolarską (starszą siostrą mojej Mamy). W 1915r. Helena napisała pewnie jako pierwsze wypracowanie swoją AUTOBIOGRAFIĘ ( jako dwunastolatka). Niestety brak ostatniej strony o początku I Wojny Światowej na Widzewie, ale i tak to jest niesamowita lektura (kaligrafią) o zasiedlaniu Łodzi przez okoliczną ludność, w tym przypadku przez ogrodnika z folwarku Łaznów (mojego dziadka i babcię Jakóba i Józefę Stolarskich) do wsi Widzew Nr 35 ( później Rokicińska 93 już w Łodzi). Moja mama Janka też była na tej furze jako dwuletnie dziecko. Opis wydarzeń oczywiście dotyczy 1910r.
niedziela, 17 stycznia 2021
Rogowiec - Gmina Kleszczów - Tadeusz Przybylski - Dom
Podczas sortowania niezliczonej ilości naszych rodzinnych zdjęć, znalazłem dwa, które przywołują szczególne wspomnienia, zarazem poczucie winy...Dom, który opisywałem na moim blogu (hasło Przybylski), miał długą i ciekawą historię. Zbudowany pod koniec XIX wieku, dawał schronienie wielu pokoleniom rogowiaków, był piekarnią żydowską, siedzibą cudownego serca człowieka - artysty malarza Tadeusza Przybylskiego. Dom zniknął, został rozebrany, prawie 20 lat nie byłem obecny w Polsce, nie miałem wpływu na jego stan, może jednak mogłem coś więcej zrobić...
sobota, 16 stycznia 2021
Łękińsko - Kleszczów - Kościół - Ksiądz - Dzieci - 1931
Piękne znalezisko na Facebooku, zobaczcie sami!
piątek, 15 stycznia 2021
Republika - SAMOSĄD WE WSI CZARNOCIN POD ŁODZIĄ - WYPALIŁA OCZY KOCHANKOWI - 1933
REPUBLIKA - 12 Marca 1933
TŁUM PRZECIW ZBRODNIARCE
SAMOSĄD WE WSI CZARNOCIN POD ŁODZIĄ
Wczoraj pod Łodzią we wsi Czarnocin, doszło do ponurej sceny samosądu, która gdyby nie interwencja policji, skończyłaby się niechybnie tragicznie. Wieśniacy zebrali się pod domem akuszerki. Byliby spalili dom i ukamieniowali M. i jej córkę gdyby nie pomoc.
Janina Morawska- córka akuszerki – nawiązała znajomość z miejscowym nauczycielem Józefem Buczkowskim przez krótki przeciąg czasu stołował się w domu Morawskiej, gdy jednak doszedł do przekonania, że matka i córka starają się zdobyć go na zięcia – przestał u nich bywać i przestał się stołować.
Młoda Morawska. nie cieszyła się specjalnie dobrą opinią – musiało jej za to bardzo zależeć na małżeństwie z Buczkowskim, gdyż gdy nauczyciel się od niej usunął zemściła się na nim z okrucieństwem niesłychanym.
Dwudziestego pierwszego lutego znaleziono Buczkowskiego na pół żywego. Leżał w rowie z twarzą poparzoną jakimś kwasem: miał wypalone oko i zżarte przez kwas policzki i szyję.
Dochodzenie potwierdziło zeznania Morawskiego: napadła go młoda Morawska. Niedoszła małżonka nauczyciela wyznała z całą bezczelnością, że jest nie tylko sprawczynią zamachu na nauczyciela, ale, że rozprawi się także z jego rodzicom, którzy odwiedli od dalszego spotykania się z nią.
Morawską aresztowano. Wczoraj została wypuszczona za kaucją na wolność i wczoraj zjawiła się w Czarnocinie. Chłopi zebrali się przed jej chałupą – zebrała się ich liczna ciżba. Tłum przybrał tak groźną postawę, że policjanci musieli siłą rozpędzać wieśniaków, którzy szykowali się do podłożenia ognia pod dom akuszerki.
Tłum uspokojono. Rada gminy uchwaliła wysiedlenia Morawskich z gminy.
REPUBLIKA, sobota 30 grudnia 1933.
WYPALIŁA OCZY KOCHANKOWI
za to, ze chciał ją porzucić – Wstrząsająca rozprawa przed sądem okręgowym.
MORAWSKA SKAZANA ZOSTAŁA NA 2 LATA WIĘZIENIA
Oskarżona nazywa się Wanda Morawska. Ukończyła 6 klas gimnazjum. Poszkodowanym jest Józef Marian Buczkowski. Język sądowy nazywa Bukowskiego poszkodowanym. Ten termin jest szeroki w ustach prawnika. Tym razem jest on nieomal śmieszny w swej słabości.
BUCZKOWSKI POSTRADAŁ WZROK.
Nie ma obu gałek ocznych. A jest młodym, zdrowym inteligentnym człowiekiem. Trzyma się pochyło, z głową wysuniętą naprzód jak wszyscy ślepcy; jakby chciał wyczuć powonieniem mrok, w który wchodzi. Buczkowskiego prowadzi za rękę przyjaciel. I o Buczkowskim mówią wszyscy w tym procesie, jako o poszkodowanym. Tak samo mówi się o człowieku, który stracił palec, sto złotych, albo zgubił protestowany weksel…
Buczkowski był nauczycielem w Czarnocinie. Matka oskarżonej miała kilku stołowników. Buczkowski stołował się również u Morawskiej. Rozpoczął pracę w Czarnocinie 15 sierpnia 1931 r. Po roku już wszystko było wiadome, że Murawska i Buczkowski stanowią parę.
Pod koniec roku 1932 Morawska zaszła w ciążę. Prawie równocześnie zaczęły się psuć stosunki pomiędzy obojgiem. Murawska już raz miała dziecko, które umarło. Buczkowski dowiedział się, ze poza jego plecami Morawska miała jakoby utrzymywać stosunki z innymi mężczyznami, zajął się sam zresztą – może przelotnie – jedną ze swych koleżanek i coraz wyraźniej dawał Morawskiej do zrozumienia, że ma jej dość.
Morawska próbowała prośbami – nic nie pomagało. Próbowała groźbami – skutek był również nikły. Pisywała do niego listy, że się otruje, że mu nie wybaczy nigdy, pokazywała mu nawet straszak, mówiąc, że jest to rewolwer i, ze wystrzałem z niego odbierze sobie życie. Morawska nawet prosiła o rozmowę ową przyjaciółkę Buczkowskiego, w której widziała rywalkę. Wyjaśniła jej całą sprawę, prosiła, by się odsunęła Buczkowskiego. Obie kobiety porozumiały się: Morawska wyszła nieco spokojniejsza – Buczkowski nie miał wobec tamtej poważnych zamiarów.
Dwudziestego lutego Morawska zaprosiła do siebie Buczkowskiego. Gdy tylko młody człowiek przekroczył domu jej matki – wylała mu w twarz całą zawartość garnka, w którym sąsiad – blacharz przechowywał kwas solny.
Nazajutrz Morawska zgłosiła się do policji i złożyła zeznania.
Buczkowski miał wtedy przy sobie ów straszak, który odebrał Morawskiej. Wystrzelił z niego w tej samej chwili, gdy piekący płyn, wżerał mu się w żywe jeszcze oczy.
Leczył się w szpitalu do kwietnia br. - przez dwa dni tylko widział. Dziś w jednym oku ma jeszcze pewne wyczucie światła…
Morawska przyznaje się do winy. Na pytanie przewodniczącego sędziego - oświadcza, że nie ma nic do wyjaśnienia sądowi.
Jest winna i prosi sąd, by ją ukarał.
Dopiero na dalsze przepytywanie przewodniczącego Morawska oświadcza:
- zrobiła to z rozpaczy. Nie przygotowywałam niczego.
Wchodzą świadkowie. Jest Buczkowski. Ślepiec zupełny.
Przewodniczący: jaki jest zawód świadka?
Świadek: nauczyciel.
Przewodniczący: czy świadek jest teraz zwolniony z pracy?
Świadek: no tak, niewidomy jestem.
Niewidomy Buczkowski staje przed pulpitem i składa pierwsze zeznania. Zaczyna drżącym głosem – ma nisko popuszczoną głowę.
- Chciałem podać sądowi kilka szczegółów z mojego poprzedniego życia gdy miałem oczy… Byłem uczniem, było nam bardzo ciężko, chodziłem czasami bez chleba do szkoły, ale uczyłem się pilnie i nigdy nie przestawałem z kobietami… Świadek przerywa swe zeznania – jest długa pauza, w której słychać jak tykają zegarki w kieszeniach wyraźnie wzruszonych sędziów.
Ciszę przerywa przewodniczący:
Przewodniczący: Może świadek źle się czuje i chce usiąść?
Świadek: nie dziękuję, opieram się. Postoję. Żaden kolega nie widział mnie nigdy z kobietami. Byłem chowany w twardych zasadach chrześcijańskich przez matkę. Zacząłem stołować się u matki oskarżonej. Muszę powiedzieć, że to nie była moja sprawa w tem, co zaszło między mną a oskarżoną. Już na samym początku zauważyłem z jej strony… - Tutaj znów na chwilę Buczkowski przerywa zeznania, by potem zwrócić się do przewodniczącego:
- czy ja bym nie mógł opowiedzieć nie tak przy wszystkich? To są ważne szczegóły.
Pan sędzia Olszewski zarządza niejawność rozprawy na czas zeznań Buczkowskiego.
Z przemówień jednak prokuratora i obrońcy dowiedzieliśmy się potem, iż Buczkowski opisał sądowi dokładnie w jakich warunkach nawiązał stosunki z oskarżoną i, że z jego zeznań nie był on stroną agresywną, a ona.
Skolei składa zeznania lekarz sądowy. Buczkowski stracił wzrok przez oblanie oczu kwasem. Nie widzi nic – ma w jednym oku wrażliwość na światło.
Matka Buczkowskiego, zagadnięta o to, czy oskarżona groziła synowi, jeśli się nie ożeni z Morawską – nie można na to pytanie udzielić konkretnej odpowiedzi. Na to z miejsca dla świadków zrywa się sam Buczkowski.
- czy mogę coś powiedzieć?
Przewodniczący wzywa Buczkowskiego przed sąd
Świadek: miałem listy oskarżonej, z których jasno wynikało, że mi groziła śmiercią. Ale, te listy oskarżona mi ukradła. Tak jest. Mówię to zupełnie oficjalnie, ukradła mi je.
Nauczycielka, rzekoma rywalka Morawskiej, nie wnosi nic nowego do sprawy. Odbijała na hektografie elementarz i Buczkowski jej w tym pomagał. Przy tej pracy się spotykali. Lista świadków jest wyczerpana.
Prokurator p. Skąpski, opiera się na zeznaniach Buczkowskiego. To nie była tragedia uwiedzionej, bo przecież miała już przed tym dziecko, które umarło podobnie, jak dziecko Buczkowskiego. To ona wprowadziła w błąd Buczkowskiego, a nie on ją.
Obrońca ujmuje sprawę oczywista z drugiej strony. W ostatnim słowie Morawska – znać, że bez namysłu i przygotowania oświadcza:
- Gdyby on mógł odzyskać wzrok, to proszę mnie trzy razy ukarać. Jestem winna i mój żal, niestety, nic nie pomoże.
Morawska została skazana na dwa lata więzienia.
Karl Sedlatzek - Gewitter über Polen - Burza nad Polską - Czołgi - Samoloty - Groby - Propaganda - 1941 - cz.1
Ciąg dalszy kłamstw hitlerowskiej propagandy...
"Będziemy maszerować dalej" Piechota niemiecka, która w natarciu musiała wykonać niesamowite marsze.
Samolot zestrzelony przez niemieckie myśliwce, który dostał strzał w śmigło, ale wciąż był w stanie wylądować.




































