czwartek, 17 stycznia 2019

Rogowiec - Kleszczów - Grafenort - Nowy Janów - Rodzina Braun

      Dzięki Stasiowi Hejakowi, który mi przysłał skany akt Archiwum Państwowego, mogę zamieszczać pełne informacje o moich przodkach. Najstarszą osobą, której  podobiznę posiadam, jest moja prababcia ze strony Taty, Konstancja Braun z domu Mielczarek. Urodziła się 11 września 1853 roku - (Co dziwne, urodziłem się dokładnie 99 lat i 11 miesięcy później - 11 października 1953 roku!) w Grafenorcie (obecnie Nowy Janów w gminie Kluki).
Wszystkie informacje i skany pochodzą z:



      Z wyciągów wynika, że Konstancja była 3 dzieckiem Łukasza i Anny (z domu Sztyjer) Mielczarków:
Józefy        urodzonej w 1850 roku
Marianny   urodzonej w 1852 roku
Stanisława urodzonego w 1860 roku.
     Także to, że Anna była zamężna wcześnie z Ferdynandem Krygierem i z tego małżeństwa urodziła się trójka dzieci:
Gotlib Marcin  urodzony w 1833 roku
Anna Karolina urodzona w 1839 roku
Julianna           urodzona w 1845 roku.
Anna rodząc 7-me dziecko miała 52 lata! - Wszystkie osoby wymienione w wykazie urodziły się w Grafenorcie.


     Niewiele dowiedziałem się o mojej prababci Konstancji. Wiedziałem, że pochodziła z Grafenortu, była właścicielką dużej karczmy tam że położonej, dokładniej w miejscu, gdzie znajduje się firma z kamieniami innymi materiałami budowlanymi.
     Najprawdopodobniej na początku lat 20-tych ubiegłego wieku, po wybudowaniu domu w Rogowcu przez jej syna Feliksa, przeniosła się razem z nim. Dożyła pięknego wieku, miała 95 lat kiedy zmarła 25 marca 1948 roku. Nie tylko mój Tata opowiadał, także inni wujkowie, że Konstancja lubiła sobie na wieczór, przed snem wypić chalbkę wódki! Kiedy jej nie dostała, "rozrabiała" do czasu, kiedy nie dostarczone tego środka nasennego!.
    Spoczywa na cmentarzu katolickim w Kleszczowie. Trudno ustalić w jakim dokładnie miejscu. Moja Kuzynka, nieżyjąca już Wiesława Przybyłek - Piątek ufundowała symboliczny grób Konstancji, każdego roku płoną znicze i są składane kwiaty na tym grobie.



            Zdjęcie (wycinek) z pogrzebu swojej wnuczki Waci, zmarłej 23 lutego 1933 roku.

 Wypis aktu urodzenia Konstancji:
Nr.43 Grafenort - Konstancja Mielczarek.

   Działo się we wsi Kaszewicach dnia jedynastego września tysiąc osiemset piećdziesiątego trzeciego roku o godzinie dziesiątej przed południem - stawił się Łukasz Mielczarek lat czterdzieści trzy mający, okupnik z Grafenortu, w obecności Józefa Walczyńskiego lat czterdzieści mającego okupnika z Wesołej i Walentego Bajera lat trzydzieści mającego, okupnika z Grafenortu, i okazli Nam dziecię płci żeńskiej w Grafenorcie, Dnia Dzisiejszego, o godzinie piątej zrana urodzonej .. matuszki? Anny z Mejerów lat czterdzieści dwa mającej: Dziecięciu temu na chrzcie świętym w dniu dzisiejszym odbytym nadane jest imię KONSTANCYA, a rodzicami jego chrzestnymi byli Stanisław Stępiński i Agnieszka Berentz. - Akt ten stawającym i ... a pisać nieumiejącym przeczytany przez Nas podpisany został....


wtorek, 15 stycznia 2019

Kresy - Moszoły - Oszmiany - Białoruś - Kazimierz Kozłowski - Świadectwo - Łódź

   W krótkim czasie mam szczęście z mojego archiwum wyciągnąć dokumenty dotyczące obecnej Białorusi, dokładniej powiatu oszmiańskiego!
   Pierwszy dokument dotyczył rodziny Kamińskich z Ożyszek powiat gminy Kucewickiej powiatu Oszmiańskiego.
   Dzisiaj znalazłem Świadectwo Ukończenia Kursu dla Stolarstwa Budowlanego przez Kozłowskiego Kazimierza urodzonego 8 sierpnia 1930 roku w Moszołach w powiecie oszmiańskim.
Musze przyznać, ze mam szczęście, być może "konika" jeśli chodzi o świadectwa szkolne - mam ich ok.300 sztuk. Nigdy nie sprawdzałem ich dokładnie, zwłaszcza miejsc urodzin. Jak znajdę więcej czasu, zwrócę na te fakty uwagę.
   Pierwsze co zrobiłem po odczytaniu miejsca urodzenia pana Kazimierza, było szukanie na Google hasła Moszoły i nazwiska Kozłowski.., i co, oczywiście znalazłem ciekawą informację!

Tomasz Kozłowski • [link widoczny dla zalogowanych]
IP: 77.115.59.XXX • Data: Środa, 26 grudnia 2007 23:09:15
Poszukuję infrmacji lub żyjącyh krewnych rodziny KOZŁOWSKICH - mieszkających przed wybuchem II-ej Wojny Światowej w Woj.Wileńskim,Powiat Oszmiana,zamieszkałych najprawdopodobniej w miejscowości Graużyszki lub Moszoły.W 1946 roku moja babka Felicja Kozłowska (ur.1900 lub 1904 r. w Wilnie)została repatryjowana na tereny dzisiejszej III RP wraz z maoletnimi wówczas córkami Stanisławą,Franciszką, oraz synami Kazimierzem oraz Józefem.Proszę o kontakt.Dziękuje! -*


 Mam nadzieję, że ta informacja dotrze do Tomasza Kozłowskiego. Łatwiej będzie szukać swoich przodków na terenie Łodzi!

* -

zaścianek Moszoły na mapie (powiat oszmiański, województwo ...


 





Łódź - Gazownia Miejska - Skarga - Pijaństwo - 1938-39

     Interesujące dokumenty z epoki dotyczące Gazowni Miejskiej w Łodzi z 1938/39. Groteskowa sytuacja, pijaństwo - pijany pracownik Gazowni. Najprawdopodobniej to pijany pracownik Michał Heliński złożył skargę na swojego przełożonego, majstra zmianowego Karola Gertnera do Zarządu Gazowni. Tak wynika z pisma Zarządu Gazowni Miejskiej z 29 grudnia 1938 roku, która prosi o natychmiastowe złożenie sprawozdania na piśmie.

    Faktycznie, już następnego dnia tj. 30 grudnia , na piśmie opisał cały przebieg feralnego wieczoru, Karol Gertner (Oryginalna pisownia):
                          DO ZARZĄDU GAZOWNI MIEJSKIEJ W ŁODZI.

    Na pismo z dn. 20.XII.1938 za Nr. 6274 wyjaśniam co następuje: p.Heliński Michał przybył na godz.22 do pracy pijany co stwierdzą p.p. Langner Józef dozorca przy bramie, palacze Krawczyk Ignacy, Pajor Bolesław, Niwiadomski Władysław i Dobraszek Dyonizy z którymi Heliński pracował przy wózku.
    Po przyjściu do pracy p.Heliński chciał jeszcze raz wyjść na ulicę po godz. 23-ej lecz dozorca p.Langner go nie wypuścił, wtedy Heliński oświadczył że przejdzie przez płot, ale wyjść musi.
    Po godz. 24-ej t.j. po gaszeniu nocnym latarni przybył do biura majstrów Dobraszek i oświadczył co następuje: "p.podmajstrzy Heliński jest tak pijany że niechce robić leży na ziemi, ja go wołałem aby wstał i straszyłem że pójdę do podmajstrzego powiedzieć lecz to nie pomogło."
    Na to oświadczyłem dobrze zaraz tam pójdę, wziąłem książeczki z pieniędzmi dla palaczy i w pieconi zastałem Helińskiego leżeć na posadce, obudziłem go i powiedziałem co to za porządek upiliście się i przychodzicie do roboty wynoście się do domu i wyszedłem z Helińskim poza piecownię przed którą leży różny materiał do budowy nowej piecowni, co może stwierdzić Dobraszek D. i wraciłem nazad do piecowni, oddałem palaczom pieniądze i zwymyślałem ich zato że mnie nie zawiadomili o tem że Heliński jest pijany. Co Heliński dalej czynił nie wiem, wysłałem dozorcę Wojciechowskiego po Sikorskiego J. i ten pracował do rana.

                                                                   Łódź 20.XII.                  Podpis.



     Na rozpatrzenie wyjaśnienia Karola Gertnera trzeba było czekać do 20 lutego 1939 roku:




 


   

Marienwerder - Kwidzyń - Konfirmacja - Marta Szlaftt - Ewangelicy - 1890

    Kontenerowe znalezisko - Pamiątka z Konfirmacji Marty Szlaftt, urodzonej 13 sierpnia 1876 roku. Świadectwo zostało wypisane w Marienwerder - Kwidzyń 26 czerwca 1890 roku. Piękna pamiątka.


poniedziałek, 14 stycznia 2019

Rodzina Gertner - Dąbraszek - Kulczycka - Oberle - Hanc - Ewangelicy - Pabianice - Łódź - 1796-1926

   Obecnie trudno mi powiedzieć kiedy stałem się właścicielem tego notesu? Chyba dosyć dawno, uznałem, że jest wart prezentacji, mimo, ze wiele kartek jest wyciętych...
   Z pewnością nie dojdę do całości, chociażby, dlaczego notes pochodzi z Rosji? - w którym roku były robione te zapiski. Na pierwszej i ostatnie stronie są modlitwy, możliwe, że pisano je na terenie Rosji w tęsknocie do Ojczyzny.
   Nic więcej nie wymyślę, zamieszczę treść ocalałych zapisków, są one ciekawe, być może ktoś szukających swoich przodków znajdzie coś dla siebie.

1. - Rodzice: Józef Dąbraszek - Katarzyna Kulczycka.
2. - 1905r. w czerwcu wyjechałem z Pabjanic do warszawy.
      1906r. zastałem wzięty do wojska.
      1907. powróciłem z wojska 20-go stycznia
      1908 udałem się w prachtykę za stolarza.
3. ..... w czasie od grudnia 1914 do 1915 zamieszkałem w Pabjanicach dopiero w styczniu 1916 roku
      za poparciem szwagra Michała De.... dostałem się do pracy w gazowni miejskiej w Łodzi.
4. - Pamiętnik
Ślub wziąłem dnia 20 listopada 1909 roku w kościele Panny Maryi w Pabjanicach udzielony przez ks. Kazimierza Bussa wikariusza, zapowiedzi były tylko w Łodzi w parafii św. Krzyża.
5. - Dziadek z matki
Wojciech Antoni Hanc
Katarzyna z Oberlów Hanc babka - miejsce moich dziadków Strasburg.
5. - Żony
Wincenty i Maryjanna - ojca - Dąbraszek
Maciej i Antonina - matki - Kulczycki.
6. - Józef Gertner umarł 31 stycznia 1917r. pochowany w Pabjanicach. zył lat 72
Katarzyna Gertner umarła 7 sierpnia 1926 r. żyła lat 69.
Wacław Gertner urodził się 2 grudnia 1925r. umarł 12 grudnia 1925r.
Katarzyna Dąbraszek umarła dn. 15 lutego 1926.
7. - Józef Gertner
Urodził się dnia 27 listopada 1845 roku.
Umar 1917 roku 31 stycznia.
Katarzyna Hanc
Urodzona dnia 18 września 1857 roku
Umarła 7 sierpnia 1926 roku.
8. - Wacław Gertner
urodzony w Księstwie Badeńskim we wsi Etyngen w roku 1796
umarł w Jutrzkowicach* dnia 19 maja 1856 . -
9. - Pabianice, ulica Wodno Nr. 423 Karol Sobczyk
      Pabianice , ul. Nowa Dom Szulca 402...
* - Jutrzkowice - obecnie Pabianice.

  












niedziela, 13 stycznia 2019

Rogowiec - Kleszczów - Marian Nagoda - Ryby - Wspomnienia - cz.2

       Dwa zdjęcia, niby normalne, jednak dla mnie mówiące i pokazujące bardzo dużo!
Sceny z Rogowca, trzej chłopcy, to bracia Andrzej, Kaziu i Marek Nagodowie. To chłopcy z którymi się bawiłem podczas moich wakacyjnych przygód...
       Zbiera się na wspominki.., tylko od czego zacząć? - Może od ryb - to było moje najważniejsze hobby szczenięcych lat. Było gdzie łapać, tylko nie było czym. - Cały strumyk, a w nim sumiki kanadyjskie, małe szczupaki, klenie i mnóstwo raków..
       Chęci były, tylko jak wspominałem brakowało sprzętu, nikt nie myślał o wędkach.  Jedyną możliwością było łapanie metalowym koszykiem w którym nosiło się ziemniaki podczas wykopek. Taki koszyk miał ten plus, że po bokach posiadał dwa uchwyty, dobrze przepuszczał wodę, gdyż otwory były sporawe. Wiele razy łapaliśmy w strumyku, jednak wyniki nikogo z nas nie zadawalały..., wyciągaliśmy drobiazg, który nie nadawał się do smażenia...Pokaźnych rozmiarów były sumiki, jednak po obraniu, łeb był większy niż reszta...
       Z tyłu naszych domów, w Porębie były stawy potorfowe, stawy może zbyt duże słowo. Bardziej trafnym będzie określenie, kanały. To były pozostałości po kopaniu torfu, ale sprzed wielu lat. Nie były zbyt głębokie, jednak pełne szlamu który tworzył się przez opadające latami sosnowe igły, czy też liście z wokół rosnących brzóz. Woda była czysta, na niej unosiły się liście nenufarów, cudowny widok, nieskazitelna natura. Tam postanowiliśmy poszaleć, było w tym troszeczkę dziecięcej głupoty. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z niebezpieczeństwa, to były bagna, bagna które są nieobliczalne.. W każdym bądź razie przemierzaliśmy z tym koszem całe połacie kanałów.., ale bez rezultatów. To, że były tam ryby, to sam się przekonałem. Kilka lat wcześniej chodziłem jako widz z moim wujkiem Stefkiem Mielczarkiem, tyle tylko, że on miał sak (taką sieć na długiej tyczce). Zawsze przynosiliśmy z tych miejsc wiadro złocistych linów, smukłych szczupaków i pękatych bąków czy też karasi. Moim partnerem przy koszu był najstarszy z braci Marek. Nie napisałem o problemach ze zdobyciem kosza - ten odpowiedni do łapania ryb był własnością Irusa (Irka) Mantyka. każdy z nas bał się iść po niego, bo oficjalnie byśmy go nie dostali... Padło na najmłodszych, nie przypominam sobie teraz który po niego poszedł Kaziu czy też Andrzej, jednak podczas wychodzenia poza podwórko, Irus wrzeszcząc, że wszystko widzi i nam coś niemiłego uczyni, jak nas złapie.. Jednak młodość ma swoje zalety, chronił nas las i szybkie nogi...
         W każdym bądź razie, zrezygnowani byliśmy blisko pastwy, przy niej był okrągły malutki stawik i tam.., nałapaliśmy piskorzy (ślizów). Jako to była frajda z ich wyjmowaniem, uciekały nam między palcami, wpadały znów do wody. Złapaliśmy ich kilkanaście, nie były zbyt wielkie, jednak wracaliśmy z tarczą!
        Piskorze nie miały ochoty bezczynnie poddać się operacji patroszenia, ślizgały się, uciekały, ktoś wpadł na pomysł (drastyczne).... W efekcie mama moich kolegów usmażyła je nam na maśle, smakowały wybornie!
        Nie chciałem na wstępie pisać o najmłodszym z naszej grupy, Kaziu.. zginął tragicznie porażony prądem podczas wspinaczki na słup wysokiego napięcia. Spoczywa wspólnie ze swoją mamą na cmentarzu katolickim w Kleszczowie.



    Rogowiec - Andrzej, Kaziu i Marek - w tle stodoła i budynek mieszkalny mojego wujka Wacka
    Kasikowskiego - obecnie tych budynków już nie ma, pobudował się było Sołtys.
       Rogowiec - podwórko rodziny Nagodów - Marek ze swoją kuzynką z Sosnowca Basią.

Rogowiec - Kleszczów - Marian Nagoda - Młyn wodny - Kamiński - Folwark - Wspomnienia - cz.1




                                                              Rogowiec – 12 stycznia 2019 roku.
       

       Podjechałem pod dom Mariana (Mańka) Nagody znajdujący się w Rogowcu przy ulicy Wiejskiej 12 z kilku powodów. Jako najstarszy z mieszkańców Rogowca, będzie wiedział o sprawach do których trudno już dotrzeć. Pierwszy z trójki „Muszkieterów” Heniu Mantyk, Marian Nagoda, Roman Braun odszedł na zawsze… Pytań mam co niemiara, ostatni to czas, aby czcigodni mieszkańcy Rogowca mogli opowiedzieć jak najwięcej.
      Byłem zrezygnowany, kiedy drzwi do domu były zamknięty.., nigdy nie zdarzyło mi się odwiedzając Mańka, abym zastał taką sytuację…
       Kilkakrotnie krzyknąłem jego imię, psy zrobiły wielki rajwach, i wtedy otworzyły się drzwi od parnika – parnika, bo tak ta nazwa pozostała w mojej pamięci. Jest to mały budynek, gdzie Zdzisia (jego żona) gotowała karmę dla kur i innych zwierząt gospodarczych. Ten obiekt spełniał jeszcze inną, bardzo ważną rolę. … Tam robiono „pieniądz” jak to powiedział Pawlak w „Samych Swoich” – Kończy nam się pieniądz.. Tak po Polsku, Maniuś i Romek w latach 60-ych robili tam gorzałeczkę (minęło 50 lat, obejmuje to "przestępstwo" amnestia).
       Usłyszałem słowo Andrzejku ! - i w drzwiach parnika pojawił się Maniuś!
Zaprosił mnie do środku, gdyż akurat gotował kapuśniak dla siebie. Pełny garnek smakowitej potrawy, od zapachu aż zakręciło mi się w głowie. Po minie Mańka widziałem, że jest bardzo zadowolony z mojej wizyty. Wie, że głównym naszym tematem będą wspominki, a kto ze starszych ludzi tego nie lubi?!
       Streściłem harmonogram moich pytań i znów zadałem pytanie:
- Czy masz jakieś zdjęcia? (powiedziałem, ze jadę prosto od Jadzi Mantyk, która wypożyczyła mi ponad 20 zdjęć).
Maniek, nie chciał być gorszy, choć ostatnio stwierdził, że żadnych zdjęć nie posiada, gdyż dzieciaki pozabierali.. Odpowiedział, żebyśmy poszli do domu, to coś znajdzie. W domu cieplutko, usadowiłem się wygodnie przy stole, Maniek poszedł do pobliskiego pokoju i wrócił z torebką pełną zdjęć! - to było to!
      Przeglądając zdjęcia, odłożyłem na troszeczkę później moje pytania, z którymi do niego przyjechałem. 
Marian na moje stwierdzenie, że on jest obecnie najstarszym na Rogowcu, odpowiedział zdecydowanie:
- Nie, najstarszym jest Heniek, on urodził się 3 miesiące wcześniej.
Zdjęcia bardzo ciekawe, na początek wybrałem 10 z nich, będę je zamieszczać cyklicznie.
Moim głównym zadaniem, było uzupełnienie brakujących faktów dotyczących rodziny Kamińskich i ich wodnego młyna.
     Zanim napiszę co opowiedział mi Maniek, tydzień wcześniej spotkałem na imprezie w Łodzi byłego mieszkańca Folwarku, Alfreda Tuczka, znanego łódzkiego prokuratora, który na pytanie o młyn i Kamińskich, odpowiedział, że doskonale pamięta czasy, jak ten młyn funkcjonował (urodził się w 1949 roku). Folwark sąsiadował bezpośrednio z Rogowcem i Alfred często go odwiedzał, opowiadał o zabawach na świeżym powietrzu pod Góra Piaskową.. - wystarczyła harmonia, na której grał jeden z mieszkańców.. - przednia zabawa z tańcami przeciągała się do późnych godzin nocnym, mimo, że wieś nie była zelektryzowana.

 Jedyne do tej pory zdjęcie mostu przy młynie w Rogowcu (ze zbioru Jadzi Mantyk). Nie rozpoznane osoby na zdjęciu.

Przekazał mi ważną a zarazem ciekawą informację - otóż Kamiński miał brata który mieszkał na Folwarku!
     Zadałem pierwsze pytanie:
Marianku, powiedz mi, co wiesz o Kamińskim?
- O kim? - musisz mówić głośniej, bo jestem przygłuchy.
O Kamińskiego z młyna? - ponowiłem pytanie.
- A o czym chcesz wiedzieć?
Jak miał na imię, bo nikt tego nie wie, dla wszystkich był po prostu Kamińskim..
- Ja wiem, miał na imię Bolek.
Super, pierwsza zagadka rozwiązana!
Pytanie drugie, czy miał brata na Folwarku?
- Jak nie, miał brata, miał na imię Kaziu.
I zaczęła się opowieść Mańka:
- Tu jak jest ten krzyż na Folwarku, to on tam mieszkał. On jest na jego polu (stoi do dzisiaj), za Niemców jak te krzyże wtedy rozwalali, właścicielem tego gospodarstwa był Niemiec Arend i on przez całą wojnę nie pozwolił go rozebrać!
- Oj to była piękna i bogata gospodarka.
Zapytałem o to, czy Bolesław miał dzieci?
- Tego to ja ci nie powiem, nie słyszałem nigdy, aby miał potomstwo. 
- Także Kaziu nie miał dzieci, z tego co słyszałem miał bratanka, jakąś tam rodzinę miał, ale od kogo on był i jak to ci nie potrafię powiedzieć..
Nie bez powodu zadawałem te pytania dotyczące potomków obu braci Kamińskich, wspomniałem o mojej wizycie w Rogowcu, kiedy zobaczyłem ruinę domu rodziny Kamińskich. Moje pytania dotyczyły, czy pamięta kto miał dostęp do tego budynku, kto go rozbierał?  Czy każdy kto chciał, to sobie zabierał co było w domu?
- Co się stało, co wszystko to ja nie wiem, ale kto rozbierał ten dom, to ci powiem. Przeważnie, to ten dom rozbierał Kucharki, co był żonaty u Kamińskiego, tego Józka na Folwarku.
Pytam, u Kazia Kamińskiego?
- U Kamińskiego, ale nie Kazia, a u jego syna co się wżeniał u Kucharskiego. - i to uny to rozbierali. Ale czy tam co było to ja nie wiem.
Czy ten Kucharski jeszcze żyje?
- No pewnie, że żyje.
A gdzie w takim razie mieszka, bo Folwark fizycznie już nie istnieje?
- Jak się kończy Kleszczów, na samym końcu Kleszczowa, w stronę Łękińska, tam on mieszka.
Tutaj zakończę dalszą relację, więcej informacji w tym temacie przekażę osobie bardzo zainteresowanej tą sprawą. Myślę, że informacje które umieściłem w tym tekście są bardzo ważne dla Pana Łukasza. 
Sam nie mogę decydować, czy mogę o Panu Łukaszu więcej napisać, niech on zadecyduje sam. Z całą pewnością, materiały jakie on posiada, byłyby uzupełnieniem historii Rodu Kamińskich! 
Co jest bardzo istotnym w sprawie poszukiwań Rodu Kamińskich, to to, że bracia Bolesław i Kazimierz Kamińscy przybyli w okolice Bełchatowa z dalekich kresowych terenów tj. Ożyszek koło Wilna (obecnej Litwy)




       

                               Zdjęcie ślubne Zdzisławy i Mariana Nagodów - ślub odbył się 1 czerwca 1957 roku.

  
  Stare dobre czasy: Marian z żoną Zdzisławą i synami Markiem i Andrzejem na swoim podwórku.

sobota, 12 stycznia 2019

Rogowiec - Kleszczów - Mantyk - Nagoda - Wspomnienia - Komunia - 1955

    Dzisiaj minęło 10 lat od śmierci mojej Mamy Jadwigi Braun - spoczywa wspólnie z moim Tatą , a jej mężem Janem, na cmentarzu w Bełchatowie. Odwiedziłem wspólnie z moją Żoną grób Rodziców, później odbyłem dwa spotkania. Pierwsze na Nowym Janowie z Jadzią Mantyk (to jest nazwisko panieńskie - tak chcę zostawić). następnie na samym Rogowcu z Marianem (Mańkiem) Nagodą. To było kilka wspaniałych godzin wspominek i oglądania starych zdjęć.
     Dzisiaj, na gorąco, jest za wcześnie na prezentację materiału, mam wszystko nagrane na dyktafonie, potrzebne będzie sporo czasu na przelanie wszystkiego na papier.
     Na początek chcę zaprezentować dwa zdjęcia:


1. - Komunia, która odbyła się w Kleszczowie w 1955 roku. na zdjęciu bohaterka przyszłych
      wspomnień, Jadzia Mantyk (urodzona w 1945 roku) z prawej strony i jej przyjaciółka, także
      rogowianka, Helenka Mantyk (także pozostaję przy nazwisku panieńskim).
2. - Zbiorowe zdjęcie komunijne w Kleszczowie. Ksiądz proboszcz Jan Burchard (proboszcz Parafii
      w Kleszczowie w latach 1948-1966). Dwie dziewczynki ze zdjęcia rozpoznane - od góry z lewej
      strony, druga Jadzia Mantyk i następna Helenka Mantyk.
     Może ktoś z czytelników rozpozna inne dziewczęta z Gminy Kleszczów?! Może Kleszczowski Informator zamieści to zdjęcie, szansa będzie zdecydowanie większa!


piątek, 11 stycznia 2019

Fabrykacka Łódź na pocztówkach - Karol Scheibler - Izrael Poznański - ok.1910

   Fabrykancka Łódź na pocztówkach - ładna seria trzech pocztówek z ok.1910 roku. Nie wszyscy z czytelników może na co dzień naocznie zobaczyć perełki łódzkiej architektury.
   Moje rodzinne miasto ma się czym pochwalić, nie chcę wchodzić w dysputę, że takich pięknych fabryk z przełomu XIX-XX wieku mogło zachować się zdecydowanie więcej... Jest nadzieja, że ratowanie łódzkich zabytków idzie w dobrym kierunku. Ostatnia, dobra wiadomość, to to, że Fabryka Adama Ossera – zabytkowy kompleks fabryczny, położony przy ul. Kilińskiego 222, zostanie zrewitalizowany. Powierzchnia budynków, to ponad 55.000 metrów kwadratowych! 
   Na moich pocztówkach są pokazanie Fabryki Izraela Poznańskiego i Karola Scheiblera. 

   Zaliczani byli razem z Ludwikiem Geyerem  do trzech łódzkich „królów bawełny.” 
Zapraszam czytelników na Facebook, jest na nim mój profil:
                                  Łódź na pocztówkach w okresie międzywojennym.  
Wstawiam tam pocztówki starej Łodzi.



Izrael Poznański, jid. ישראל פאזנאנסקי (ur. 25 sierpnia 1833 w Aleksandrowie Łódzkim, zm. 28 kwietnia 1900 w Łodzi) – przedsiębiorca łódzki pochodzenia żydowskiego. Zaliczany razem z Ludwikiem Geyerem i Karolem Scheiblerem do trzech łódzkich „królów bawełny” - Wikipedia.


Karol Wilhelm Scheibler (ur. 1 września 1820 roku  w Nadrenii, zm. 13 kwietnia 1881 roku w Łodzi). Karol Scheibler swoją działalnością rozpoczął nową epokę w dziejach przemysłowej Łodzi, zapewnił jej czołowe miejsce w Europie w dziedzinie przemysłu włókienniczego. Był twórcą wielkiego imperium przemysłowego, na które składał się zespół tzw. Centrali przy Wodnym Rynku (obecnie plac Zwycięstwa, kompleks Księżego Młyna oraz zabudowa biegnąca wzdłuż obecnej ul. ks.bha. W.Tymienieckiego i sięgająca ul.Piotrkowskiej o łącznej powierzchni około 500 hektarów - Wikipedia. . 

Teki Prelegenta - Propaganda - Bierut - Kołchoz - Armia Radziecka - 1950-51

    Na samym początku zastrzegam, że nie propaguję komunizmu!
Nie mogłem powstrzymać się, aby te 3 książeczki propagandowe zostawić w kontenerze z makulaturą na Skupie Złomu i Makulatury. Uważam, że takie rzeczy powinny w części pozostać jako ostrzeżenie przed dominacją, skrzywieniami które człowiek człowiekowi potrafi uczynić....
   Myślę, że wielokrotnie czytelnicy widzieli na filmach fabularnych które pokazywały pierwsze lata powojenne w Polsce, agitatorów-prelegentów którzy jeździli po wsiach?. Na podstawie takich właśnie tek, odbywało się "pranie mózgów". Ile tragedii wydarzyło się przy takich spotkaniach, mówić nie muszę...
    Dwie pierwsze teki mają po 32 strony, trzecia 15 stron, stan wszystkich bardzo dobry. W każdej z nich motto Bieruta:
"Przyjaźń ZSSR, pomoc ZSSR, przykład ZSSR - oto podstawowe źródło naszych zwycięstw"
                                                                                                 (B.Bierut)
Wydano je na wniosek Towarzystwa Przyjaźni Polsko - Radzieckiej w RSW "Prasa" Warszawa, al. Jerozolimskie 125.







Profesor Jan Moll - Radom - Poznań - Łódź - Kardiochirug - Recepta

     Życiorys światowej sławy chirurga, Jana Molla można znaleźć na Wikipedii i nie tylko. Pierwszy polski lekarz, który przeprowadził transplantację serca w Łodzi, w 1969 roku. Jestem szczęśliwcem, gdyż posiadam kilka rzeczy dotyczących profesora.
    Recepty, niby nic, jednak one pokazują cały etap jego życia i kariery. Niektóre są w bloczkach, kilka z nich zapisane ręką profesora, z wielką chęcią przekazałbym je do muzeum, gdyż warto zachować pamięć o tym wybitnym człowieku.

Pierwsza z recept - Profesor Jan Moll po uzyskaniu dyplomu lekarza w czerwcu 1939 roku, został zatrudniony w Szpitalu Św.Kazimierza w Radomiu.
Wikipedia: "W czasie wojny pracował jako chirurg w Radomiu pod kierownictwem profesora Kazimierza Nowakowskiego, z narażeniem życia ratując m.in. żołnierzy AK"....


                     Seria czterech recept z Poznania - na niektórych z nich zapiski profesora.
Wikipedia:
Po wojnie był związany początkowo ze Szpitalem im. Józefa Strusia w Poznaniu, gdzie w 1949 stworzył od podstaw Oddział Chirurgii Torakalnej. W Poznaniu w 1946 roku doktoryzował się, a w 1957 roku uzyskał stopień doktora habilitowanego i stanowisko docenta w tamtejszej Akademii Medycznej.

                                        Ostatnia recepta z Łodzi, ręczne zapiski profesora.
Wikipedia:
Z dniem 1 czerwca 1958 został przeniesiony z Akademii Medycznej w Poznaniu do Akademii Medycznej w Łodzi na stanowisko kierownika II Kliniki Chirurgicznej w Szpitalu Klinicznym im. dr.Seweryna Szterlinga w Łodzi, przekształconej w 1975 roku w Klinikę Kardiochirurgiczną Instytutu Kardiologii Akademii Medycznej w Łodzi i nieprzerwanie piastował to stanowisko aż do przejścia w stan spoczynku w 1983 roku. Od 1977 roku był ponadto dyrektorem Instytutu Kardiologii Akademii Medycznej w Łodzi.

Senior rodu Mollów, Jan, był pionierem polskiej kardiochirurgii. Pierwszy w Polsce wszczepił sztuczną zastawkę, dokonał koronarografii, przeszczepił bypassy i serce. Pochodził z Kujaw. Urodził się 24 października 1912 roku w Kowalewie Pomorskim. Jego ojciec Tadeusz prowadził aptekę. Potem rodzina Mollów przeniosła się do Inowrocławia. Jan studiował medycynę w Poznaniu i we Francji, a dyplom lekarza uzyskał na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. *

*Czytaj więcej: https://dzienniklodzki.pl/znane-rody-wojewodztwa-lodzkiego-rodzina-mollow-ma-medycyne-w-genach/ar/180265
                    Oryginalne zdjęcie pochodzi z mojego archiwum, profesor Jan Moll z prawej strony.


czwartek, 10 stycznia 2019

Łódź - UPT 9 - Urząd Pocztowy - Bałuty? - ok.1945-49

    Zdjęcie zagadka - Urząd Pocztowy UPT 9 w Łodzi. - tyle wiem o tym zdjęciu, może także to, że są to pierwsze lata powojenne.
Nie mam pojęcia co za budynki są w tle, czy zdjęcie zostało zrobione w pobliżu ulicy Wspólnej 8 na Bałutach?
Czy ktoś może przekazać więcej informacji?



Łódź ul.Tramwajowa 13-15 - Szpital wenerologiczny Marii i Magdaleny - Matka M.Karłowska -1926 - cz.3

                                                   - Oryginalna pisownia -

... - i tak w kółko. A i to nie stanowiło ułatwienia, że łódzkie pacjentki to bywał ongi żywioł dość burzliwy, boć za pół-uświadamianiem polityczno-społecznem wieją nader często wiatry wywrotowe...
     SS. Pasterki opanowały wszystkie te przeciwności. Najpierw urządziły starannie kaplicę, modląc się gorąco o rychłą możność jej powiększenia. Niebawem też rzeczywiście owe ex-kierowniczki szpitala, zajmujące sąsiadujące z kaplicą pokoje - wysiedlono, i można było przystąpić do przerobienia lokalności. 
    Dalej: Magistrat odnowił wnętrze gmachu, przyczem przerobiono odpowiednio rozkład sal na każdem piętrze, w ten sposób, że każde otrzymało swoją jadalnię i swoją pracownię. Wtedy już łatwiejszem stało się czuwanie nad porządkiem, a także gromadzenie chorych pod okiem Sióstr, oraz uczenie ich robót ręcznych, introligatorstwa, szycia itp.
    Skasowano też z czasem ową rozmównicę w bramie domu, - i do regulaminu wprowadzono punkt, wzbraniający wogóle przyjmowania odwiedzin męskich.
    Co przecież było szczytem pomysłowości i pracowitości, to urządzenie ogrodu. Cały ów, wyżej nazwany, placyk - śmietnik nawieziono przeszło tysiącem fur ziemi i założono na nim wzorowo rozplanowany ogród z trawnikami, kwietnikiem, alejkami - wysadzanemi porzeczkowemi i agrestowanemi krzewami, z kwaterami warzywnemi, - przyczem dla pożytku i dla urody ogrodu wyzyskano położony blisko staw. Całość jest oparkaniona, porządna i ładna. - Dodajemy, że nawiezienie owego 1.000 fur ziemi odbyło się bez jakiegokolwiek kosztu, gdyż właścicielowi, usuwającego ziemię z placu budowlanego, dogadzała niezmiernie możność złożenia jej niedaleko.


ŁÓDŹ - Szpital Marji Magdaleny - Pacjentki w ogrodzie - ul.Tramwajowa 13-15. - zdjęcie z tej książki.
     O korzyściach z tego ogrodu płynących - i mówić zbędne. Pacjentki mają zdrowy ruch, objekt dla swych zainteresowań, rozrywkę, a estetyka otoczenia też jest walorem, bynajmniej nieobojętnym.
     Śp. X. Biskup Tymieniecki dwukrotnie w latach 1927-30 odwiedzał szpital, czego przedtem nigdy nie czynił. Z jego ramienia odbywały się (i odbywają nadal), - od czasu do czasu oficjalne wizytacje. Tak samo i Magistrat m.Łodzi bardzo serjo parokrotnie przeprowadzał szczegółową rewizję, co mu za każdym razem posłużyło do wyrażenia żywego zadowolenia z działalności SS Pasterek na terenie szpitala pod wezwaniem Św. Marji Magdaleny.
    Posunięciem tem Zgromadzenie SS Pasterek od Opatrzności Boskiej podkreśliło raz jeszcze wartość swą dla życia, - jednocześnie czynem obalając pospolity zarzut o ciasnocie pojęć i zacofaniu klasztorów.
    Spełniło zatem i pełni wciąż wyjątkowe posłannictwo.

                                             Wycinki artykułów w łódzkiej prasie.


                                                                       - Koniec -