środa, 31 lipca 2019

Rola żydów w budowie Łodzi - Gazeta Głos Poranny - Judaika - Antysemityzm - Polemika - 1937 - cz.2



       Bardzo charakterystyczny był kryzys 1844-5 - Ówczesne akta mówią o "dotkliwym stanie ubóstwa i smutnego położenia miejscowych fabrykantów tkaczy", gdy "każdy z fabrykantów nawet pierwszych potrzeb nie jest w stanie zaspokoić". To też rozpoczęła się w 1845 pierwsza emigracja klęskowa, w szczególności do Dubna, gdzie ks.Lubomirska zakładał fabryki.
       O ile Łódź ostała się jako ośrodek przemysłowy, to stało się to w bardzo dużym stopniu dzięki żydom.



        W roku 1821 w Łodzi mieszkało wszystkiego 55 rodzin żydowskich, przeważnie mało zamożnych rzemieślników i kramarzy. Gdy koloniści niemieccy byli uprzywilejowani i korzystali z szeregu dobrodziejstw rządowych, żydzi musieli zwalczać cały szereg przeszkód prawno-administracyjnych oraz monopolistyczne zapędy Czechów i handlarzy Niemców. Tak trwało do roku 1848. Nie bacząc na to, Żydzi już niedługo przed tą przełomową datą poczęli odgrywać dominującą w łódzkim handlu włókienniczym (Redlich i Mamrot, Zelman i Berger). Ponadto odegrali żydzi w Łodzi dużą rolę przez szerokie stosowanie tzw. systemu "nakładowego". Żydowscy handlarze byli "fabrykantami bez fabryk", przyczepiając się do rozwoju chałupnictwa, czyli do przemysłu decentralizowanego z którego następnie ograniczenie, a nie w drodze zaszczepienia "rewolucyjnego" wyrośnie kapitalizm przemysłowy. W latach ostrego kryzysu podupadli koloniści przemysłowi znajdą środek egzystencji w zatrudnieniu, jakie otrzymają od żydowskich fabrykantów bez fabryk (przeważnie z okolicznych miast), od których otrzymali przędzę "na wyrobek". Miało to zresztą miejsce już podczas pierwszego kryzysu w r. 1831, gdy kupiec L.Berger (dziadek prez.Oskara Kona) zatrudnił większą ilość tkaczy, zdobywszy sobie sympatię nawet w gronie monopolistycznie usposobionego niemieckiego cechu tkaczy.
        Podczas ostrego kryzysu 1844 r., wedle ówczesnych akt "tkacze sami chodzili do sklepów kramarzy żydowskich, prosząc, aby od nich wyrobek kupili". W roku tym prawie 90% tkaczy łódzkich nabywało przędzę drogą zamiany "na wyrobki" i tęże drogą zarabiało na utrzymanie. - Jednym z większych nakładców był Jakub Rbaric? z Konstantynowa.
        Niektórzy z większych handlarzy przędzy i nakładców jak również i majstrowie żydowscy dążyli do zakładania własnych fabryk. Ta walka o prawo żydów do zakładania fabryk była długotrwała.; nazwiska D.Lande, L.Berger, Enoch Goldberg, A.Likiernik, Abram Friedman związane są dziejami tej walki. Wśród pierwszych fabrykantów  figurują D.Lande (bawełna) i Abram Prusak (wełna). Fabryki te, założone przez właścicieli - były dobrze wyposażone technicznie i należały do przodujących przedsiębiorstw.
        W r.1839 fabryka D.Lundego ustępuje tylko fabryce Geyera w Łodzi i fabryce Schlössera w Ozorkowie, wyprzedzając Grohmana, Petersa itd. Fabrykę Landego w r.1878 nabył Scheibler.


                                                       - Ciąg dalszy nastąpi - 

wtorek, 30 lipca 2019

Rola żydów w budowie Łodzi - Gazeta Głos Poranny - Judaika - Antysemityzm - Polemika - 1937 - cz.1

     Tego artykułu nie mogłem pominąć..., przeglądam od dawna rocznik Głosy Porannego z okresu międzywojennego. W każdym wydaniu (codzienna) tej gazety są tematy żydowskie, nie tylko tych mieszkających w Polsce ale i w Europie i Ameryce. Muszę przyznać, że Gazeta Poranna, nie była nastawiona negatywnie w tym temacie. Obiektywnie opisywała problemu, także ich sukcesy. Im było bliżej końca lat 30-tych, można było zauważyć nastroje antysemickie. Oczywiście najwięcej przypadków ataków na żydów było w hitlerowskich Niemczech, niestety, w Polsce nastawienia antyżydowskie nabierały z każdym miesięcy coraz większego rozmachu.
      Także ten artykuł napisany w kontrze przeciwko prof. R.Rybarskiemu, który negował zasługi polskich żydów w rozwoju Łodzi, przede wszystkim handlu i przemysłu bawełnianego.
      W szczególności, nie można zgodzić się z jego tezą, że:
" I zaczął jak pasożyt opanowywać rezultaty naszej (?!) pracy. - Sam niewiele stworzył, woli zagarnąć gotowe już warsztaty, często po to, by je dewastować lub dawną dobrą produkcję zastąpić bardziej popłatną tandetą".
       Nic bardziej mylnego, to właśnie żydzi byli najgorzej płatnymi robotnikami-wyrobnikami, oni, żeby wykarmić swoje duże rodziny, pracowali na granicy egzystencji. Najlepszym przykładem niech będzie bardzo ciekawa praca Rafała Górniaka "ŻYDZI BEŁCHATOWSCY", mały cytat z tej pracy:
       "W opisie carskiego urzędnika z tego okresu (insp. fabryczny guberni piotrk.), na oficjalnym blankiecie w języku rosyjskim można znaleźć opis wyzysku polskiego i żydowskiego proletariatu. "W osadzie Bełchatów pracowało około 2000 tkaczy straszliwie wyzyskiwanych od nakładców. Otrzymują oni najgorszą przędzę i uzyskują bardzo niską opłatę, np. za sztukę 90 łokci - 1,20 rb., tak, że niektórzy z nich pracując z 2 lub 3 członkami rodziny nie są w stanie zarobić 2 rb. tygodniowo. Poza tym nakładcy zamiast pieniędzy dają tkaczom kwitki, za które muszą oni kupować u krewnych nakładców towary najgorszego gatunku i po wyższej cenie. Nawet w wypadku choroby nie mogą wyprosić kilku kopiejek na zakup lekarstwa. Przy tak niskich zarobkach nakłada się na nich kary pieniężne sięgające 70 i więcej kopiejek tygodniowo. Nakładcy działają w tak ścisłym porozumieniu, że jeśli tkacz poskarży się komukolwiek, nie otrzyma już pracy od żadnego z nich". Wspomniany Chaim Tusk płacił robotnikowi, który pracował dla jego manufaktury 15 kopiejek czyli 1 zł. dniówkę. Można było za to kupić 2 kilo chleba. W innych ośrodkach zarobki przedstawiały się lepiej. Friedman podaje przykład tkacza łódzkiego: "Mosiek Frydman przyjął pracę u Abrama Friedmana jako snowacz za 9 zł. tygodniowo oraz stół i stancję. Pełny zarobek wynosić musiał co najmniej 18 zł. tygodniowo czyli 3 zł. dziennie, a więc 3-krotna płaca tkacza bełchatowskiego". **  


                              R O L A   Ż Y D Ó W  W  B U D O W I E   Ł O D Z I

      Na przykładzie dziejów handlu w Polsce wykazaliśmy całkowitą bezpodstawność tezy prof. R.Rybarskiego co do roli Żydów w ekonomice Polski. Wywody nasze moglibyśmy uzupełnić danymi z dziedziny rynkowości, gdzie po dziś dzień Żydzi odgrywają pierwszorzędną rolę lub kolejnictwa (Leopold Kronenberg, Jan Bloch, A.Salomonsohn, przemysłu cementowego (Eigerowie), cukiernictwa itp.
      Na łamach dziennika nie możemy wszystkich tych kwestii wyświetlić, nie możemy wytknąć wszystkich "herezji" prof.R.Rybarskiego, od których analizowany przez nas artykuł wprost się roi. Dla zakończenia polemiki poruszymy jeszcze jedynie kwestię udziału żydów w polskim przemyśle włókienniczym, zwłaszcza, iż problem ten zahacza o Łódź.
      W zajmującej nas obecnie kwestii prof.R.Rybarski pisze:
"W XIX wieku przeszła przez Polskę "rewolucja przemysłowa", dzięki której powstał przemysł fabryczny i warstwa robotnicza. Czy żydzi byli pionierami nowoczesnego przemysłu? Przyjrzyjmy się nazwiskom, które zapisały się w jego dziejach; z trudem znajdziemy między nimi wybitniejsze nazwisko żydowskie. założycielami przemysłu byli przeważnie ludzie obcego pochodzenia, ale nie żydzi."
       "W poszczególnych środowiskach przemysłu proces zdobywania sobie przez żydów pozycji, na typowy przebieg: można to śledzić w Łodzi, Bielsku, Białej itd. Przyszedł kiedyś skromny majster do Polski, zwykle z Niemiec, dorabiał się ciężką pracą. Jego warsztat wzrastał z pokolenia na pokolenie, aż powstała wielka fabryka, produkująca solidnie dobry towar. - Ale przyszły różne kryzysy i wstrząśnienia, nastały nowe warunki i obyczaje handlowe, w których lepiej się czuje bardziej ruchliwy żywioł żydowski. I zaczął jak pasożyt opanowywać rezultaty naszej (?!) pracy. - Sam niewiele stworzył, woli zagarnąć gotowe już warsztaty, często po to, by je dewastować lub dawną dobrą produkcję zastąpić bardziej popłatną tandetą".
       Oto jak przedstawia sobie sprawę rozwoju przemysłu polskiego w szczególności przemysłu włókienniczego, uczony ekonomista patrzący na świat przez antysemickie okulary.
       A jakżeż rzecz na się w rzeczywistości? Rozpatrujemy tę sprawę na przykładzie Łodzi, posługując się artykułami p.p. nacz.E.Rosseta, mgr.J.Staszewskiego, dr.A.Bachulskiego, mec.J.Litwina, A.Alperina, w "Roczniku Łódzkim"(tom I i II), a zwłaszcza świetną i oprojektowaną pracą naukową dr.Filipa Friedmana "Dzieje Żydów w Łodzi"
                                                      
                                                                       *

      Po kongresie wiedeńskim (rok 1815) pod wpływem ministra Lubeckiego przystąpiono w Królestwie Kongresowym do zaszczepienia przemysłu w szczególności sukiennictwa. Rozpoczęła się swoista kolonizacja przemysłowa, sprowadzanie przędzalników i tkaczów Niemców z Czech, a zwłaszcza z Saksoni. Kolonistów obdarzono różnymi wolnościami, gruntami, budulcem, dotacjami i pożyczkami długoterminowymi. - Jednym z miasteczek przeznaczonych na kolonizację przemysłową, była mała osada biskupia - Łódź. Pierwsi koloniści przemysłowi zjawili się tu w r.1821. Byli to przeważnie tzw. werkmajstry. Pomimo szeregu przywilejów i opieki skarbu zaszczepianie przemysłu nie poszło w Łodzi bynajmniej gładko. Pierwszemu łódzkiemu przędzalnikowi Wendischowi dawał się odczuwać brak kapitału obrotowego, w szczególności brak pieniędzy na zakup surowca. Pierwszym fabrykantom dawał się również we znaki brak zbytu towarów.
      Toteż Łódź przeszła szereg ciężkich kryzysów: w r.1931, w latach 1844-5, w r.1863, przy czym podczas ostatniego kryzysu mocno ucierpiał L.Geyer, który pierwszy w Łodzi, który pierwszy w Łodzi użył maszyny parowej.*

* Wikipedia (zdjęcie i opis): - Pod koniec roku 1838 Ludwik Geyer zainstalował w „Białej Fabryce” pierwszą nie tylko w Łodzi, ale w całym przemyśle włókienniczym Królestwa Polskiego maszynę parową o mocy 60 KM. Rozpoczęła się w ten sposób mechanizacja przemysłu włókienniczego, czego oznaką było pojawienie się w Łodzi pierwszego komina fabrycznego.

 Ludwik Ferdynand Geyer (ur. 7 stycznia 1805 roku w Berlinie, zm. 21 października 1868 roku w Łodzi.) – przemysłowiec, jeden z pionierów rozwoju przemysłu włókienniczego w Łodzi i w Polsce, właściciel pierwszej fabryki włókienniczej o napędzie parowym w Królestwie Polskim.

 ** -

Rafał Górniak - ŻYDZI BEŁCHATOWSCY - 1993 - cz.6

 

                                                KONIEC CZĘŚCI I

poniedziałek, 29 lipca 2019

Gazeta "Głos Poranny" - Kraszew - Andrespol - Kronika wypadków - Zabawa - Mord - 1938


        Szukając w starych gazetach informacji o mojej okolicy, nie można było pominąć małej notatki o Kraszewie. Mój Bukowiec graniczy z tą wsią należącą do gminy Andrespol. Gdyby nie śmierć jednego z uczestników zabawy, można uznać resztę tych informacji za śmieszne z kilku powodów.
        Od kiedy to na zabawę taneczną zabiera ktoś duszę żelazną (mniemam, że chodzi o duszę od żelazka)?! Informacja o zapłaceniu orkiestrze 50 groszy, co było zarzewiem całej tej tragicznej w skutkach historii, nie jest jasna... Czyżby zapłacił za mało, czy też zapłacił za piosenkę, która nie spodobała się jego przeciwnikowi...Cztery lata za zabicie człowieka?? - ówczesna Temida była bardzo łagodna...

                          
                                NOŻEM W PIERŚ O 50 GROSZY DLA ORKIESTRY

          Na zabawie w Kraszewie pod Łodzią między Stanisławem GABARĄ i jego przyjacielem Janem KOZIOŁEM, a Marianem SIEDLECKIM doszło do kłótni o zapłacenie orkiestrze 50 groszy.
          W wyniku powstałej awantury Siedlecki uderzył Gabarę duszą żelazną w głowę. W odpowiedzi na to Gabara ugodził go nożem w pierś. Siedlecki zmarł. Gabara i Kozioł, który pomagał mu w bijatyce, stanęli przed sądem. Gabara został skazany na 4 lata więzienia, a Kozioł na 8 miesięcy z zawieszeniem.

Źródło: Bibliotek Cyfrowa - Głos Poranny z 25 lutego 1938 roku.

niedziela, 28 lipca 2019

1 wojna światowa - Gazeta "Głos Poranny" - Bitwa o Brzeziny - Cyrusowa Wola - Skarb - 1939

         Następny materiał znaleziony w Gazecie Porannej z dnia 23 kwietnia 1939 roku dotyczący Bitwy o Brzeziny. Kto nie lubi opowiadań o zakopanych skarbach?! Wiemy, że w ostatnich latach, jak grzybów po deszczu, pojawiło się po lasach, czy też polach setki poszukiwaczy z wykrywaczami metalu. Szukają, szukają (czasami tego, czego nie zgubili), narażając się na karne konsekwencje z powodu idiotycznych przepisów...
         Czasami jestem wściekły, kiedy znajduję dziury w ziemi po takich poszukiwaczach.., cokolwiek znajdą, ale ziemi już nie wyrównają. Chodzą spacerowicze, czy też grzybiarze po lesie i wpadają w takie dziury, głupota, brak wyobraźni??..Jednak legendy o zakopanych skarbach w dalszym ciągu istnieją, "ładują" amatorów skarbów. Uważam, że jest to fajne, dorośli panowie, znów zmieniają się w małych chłopców jak w pamiętnym serialu o Panu Samochodziku...
         Ten materiał mówi o skarbach z okresy wielkiej bitwy, ale innym wymiarze.., wtedy nie było wykrywaczy... Uważam, że jest to ciekawy wątek!

                                           SKARB, KTÓREGO NIE BYŁO...
                            Oszukańcza spółka dla eksploatacji naiwnych wieśniaków

       Niezwykle charakterystyczną sprawę, ilustrującą znakomicie naiwność i ciemnotę, która po dziś dzień pokutuje wśród niektórych warstw społecznych, rozpatrywał w dniu wczorajszym sąd grodzki. Tło tej sprawy jest następujące:
       Podczas wojny światowej, w roku 1914, doszło do potyczki miedzy oddziałem rosyjskim i niemieckim na terenie powiatu brzezińskiego, na polach Cyrusowa Wola*. W wyniku potyczki oddział rosyjski został rozgromiony. Cofający się pułk pozostawił tabory, jaszcze itp. Na tle tej potyczki, zrodziła się w okolicy legenda, że gdzieś w ziemi zakopane są skarby rosyjskie. Legenda głosiła, że w jednym z zakopanych jaszczów artyleryjskich, znajdują sie ruble w ilości, stanowiącej wielki majątek.
       Legendę podawano sobie z ust do ust, czyniono nawet próby poszukiwań, ale zarzucono je, ponieważ nie przyniosły rezultatów. W roku 1932 do Cyrusowej Woli przybył jakiś osobnik, który oświadczył, iż był uczestnikiem pamiętnej potyczki i jest w posiadaniu dokładnego planu, gdzie zakopany jest jaszcz ze skarbami.
      Opowiedział tę historię sołtysowi, sołtys w największej tajemnicy kilu wieśniakom i wkrótce po wsi gruchnęła wieść o bliskim  już wykopaniu olbrzymich skarbów. Zawiązał się komitet pod przewodnictwem sołtysa ANDRZEJA NOSKOWSKIEGO, a kilkunastu wieśniaków wpłaciło różne sumy, dla prowadzenia robót związanych z wykopaniem skarbu.
      Sołtys pieniądze zainkasował, gdzieś tam poczęto coś kopać. Płynęły dni i miesiące... Gdy Noskowskiego  interpelowano, co ze skarbem, twierdził, że część już wykopano, że skarby spieniężono, że udziałowcy mają już majątek w Gdyni i Bydgoszczy, za te pieniądze nabyte.
      Minęły dalsze miesiące. Nikt z członków "kooperatywy dla eksploatacji jaszcza" nie dostał ani grosza. Urząd śledczy, dowiedziawszy się o aferze, wszczął dochodzenie. Nikt jednak nie chciał złożyć obciążających zeznań, ponieważ po wsi chodziła wieść, "że duchy strzegą skarbów i mogą się zdenerwować".
      W rezultacie jednak udało się policji zebrać na ogólną sumę 30 tysięcy złotych. Sołtys ze wspólnikiem ANTONIM MICHALAKIEM i jego żoną stanęli przed sądem. Rozprawa została odroczona, dla przesłuchania świadków.



* - Wola Cyrusowa – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie brzezińskim, w gminie Dmosin. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa skierniewickiego. Wola Cyrusowa jest siedzibą parafii Kościoła Starokatolickiego Mariawitów pw. Wikipedia

1 wojna światowa - Gazeta "Głos Poranny" - Bitwa o Brzeziny - Rzgów - Gałkówek - Brzeziny - Niemcy - Cmentarze wojenne - 1939

     W ostatnim czasie szczegółowo przeglądam w Bibliotece Cyfrowej "Głos Poranny" z okresu międzywojennego. szukam informacji, notatek dotyczących mojej gminy Brójce, gminy Andrespol, a także wszelkich informacji dotyczących pamiętnej Bitwy o Brzeziny w 1914 roku.
     Znalazłem dwa ciekawe artykuły dotyczące tego ostatniego tematu. Oto pierwszy z nich:

                                              OFICEROWIE NIEMIECCY W ŁODZI
                    zwiedzili tereny pamiętnych bitew, w których w 1914 roku brali udział

      W dniu onegdajszym zakończyły się oficjalne przyjęcia z okazji pobytu w Polsce delegacji wojska niemieckiego. W czasie obiadu wydanego przez attache wojskowego przy ambasadzie Rzeszy w Warszawie płk. von Studnitza, w którym wzięła udział delegacja niemiecka i towarzyszący jej oficerowie polscy. w trakcie rozmowy towarzyskiej okazało się, że szef delegacji armii niemieckiej gen. Liebman, komendant akademii wojennej Rzeszy, był jednym z wyższych dowódców armii niemieckiej w czasie wojny światowej i brał udział w bitwie pod Łodzią. Ponadto w bitwie pod Brzezinami brał udział obecny ambasador Rzeszy w Polsce von Moltke, jako oficer kawalerii niemieckiej w armii Mackensena, a jeden z członków delegacji ppłk.Scheller był dowódcą oddziału piechoty, walczącej w roku 1914 w lasach w Gałkówku.
      Generał Liebman i ambasador von Moltke wyrazili ochotę zwiedzenia terenów pamiętnych walk z wojny światowej w okolicach Łodzi. Życzeniu gości niemieckich uczyniono zadość i w związku z tym pobyt ich w Polsce został przedłużony o jeden dzień.
      Wczoraj w godzinach rannych delegacja armii niemieckiej z gen.Liebmanem na czele, ambasador von Moltke, attache wojskowy płk. von Studnitz i przydzieleni im oficerowie polscy, przybyli samochodami do Łodzi.
       Najpierw oficerowie niemieccy udali się na tereny w pobliżu Rzgowa, gdzie, jak wiadomo istnieje historyczny cmentarz z okresu wojny światowej. U bram cmentarza oczekiwał goci dowódca okręgu korpusu gen. Wł.Langer z adiutantem kpt.Czihirynem i oficerami sztabu. ponadto obecny był konsul Rzeszy w Łodzi von Berchem- Koenigsfeld.

       Delegacja niemiecka złożyła wieniec u stóp wielkiego krzyża na cmentarzu, po czym po zwiedzeniu terenów bitewnych goście udali się do Brzezin, gdzie również rozegrały w 1914 roku krwawe boje, będące zresztą początkiem zwycięskiej ofensywy niemieckiej na froncie rosyjskim. W bitwie tej brali udział gen.Liebman, jako ówczesny szef sztabu 19 dywizji piechoty, ambasador von Moltke jako wyższy oficer pułku kirasjerów.
       O godzinie 3-ej goście wrócili do Łodzi i byli obecni na obiedzie wydanym przez dowódcę O.K. gen.Langnera w salonach ogniska oficerskiego. W obiedzie wziął również udział ambasador von Moltke i konsul von Berchem- Koenigsfeld.
       Z Łodzi delegacja wróciła do warszawy, skąd wieczorem żegnana na dworcu przez gen.Rogulskiego oraz oficerów sztabu głównego 1 M.S. Wojskowego, wyjechała do Berlina. należy dodać, że większość oficerów niemieckich - członków delegacji, zna język polski, którego nauczyli się w czasie pobytu w Polsce, w okresie wojny światowej.



czwartek, 25 lipca 2019

Gazeta "Głos Poranny" - Andrespol - Wiśniowa Góra - Andrzejów - Wypadek - Judaika - 1939

        Na łamach Gazety Głos Poranny z dnia 6 i 7 czerwca 1939 roku znalazłem notatki dotyczące gminy Andrespol. Chodzi o wypadek auta i bryczki, na skutek czego rannych zostało 6 osób. Ciekawa forma opisu tego wypadku.


      Na szosie na Wiśniowej Górze wydarzył się tragiczny wypadek. Szsą jechała bryczka, w której siedziało 6 osób, udających się na dworzec w Andrzejowie.
      Nagle podjechało w szybkim tempie auto osobowe. Słaby i nie posiadający prawa jazdy kierowca nie umiał zahamować samochodu, który wpadł na bryczkę.
      Nastąpiło zderzenie. Bryczka została strzaskana, a pasażerowie wypadli na bruk. 4 osoby zostały lżej ranne, doznając jedynie ogólnych potłuczeń ciała. Natomiast ciężkie obrażenia cielesne odnieśli małżonkowie Werdiger z Łodzi (Piotrkowska 88). Wezwano do nich przebywającego na Wiśniowej Górze dr.Lubicza, który stwierdził u Werdigera złamanie kości kolanowej, a u jego żony pęknięcie kości stopy, oraz ogólne obrażenia.
      Po nałożeniu opatrunków małżeństwa Werdiger przewieziono na własne żądanie do domu w łodzi. Pozostałe ofiary wypadku po nałożeniu opatrunków udały się w dalszą drogę.



     Donosiliśmy wczoraj o tragicznym wypadku, jaki wydarzył się na szosie na Wiśniowej Górze**, gdzie auto osobowe najechało na bryczkę, wskutek czego 6 osób zostało rannych.
     Poza małżonkami Werdiger, którzy zostali ciężko ranni, ogólnych obrażeń ciała doznali Guta Koplowicz (Brzezińska 64), Estara Szlamowicz, na letnisku w Hulankach pod Andrzejowem,*Mieczysław Błat (Zydowska 29) i Chil-Chaskiel Cyperman (Limanowskiego 8).
      Dochodzenie policyjne ustaliło, iż winę ponosi kierowca i właściciel auta kupiec łódzki Mieczysław BAUMGARTEN (Mielczarskiego 24), który prowadził samochód bez prawa jazdy, jechał zbyt szybko i nie umiał hamować. Wskutek wypadku auto zostało uszkodzone, a rozbita bryczka potoczyła się wraz z pasażerami do głębokiego rowu.


* - Hulanka - powstała w 1850 roku z wydzielenia części ziemi z folwarku Bedoń. Historycy uważają, że nazwa pochodzi od karczmy dworskiej lub miejsca zabaw ludowych organizowanych na jednej z leśnych polan. W 1991 roku wieś została przyłączona do Justynowa, wcześniej była w Nowym Bedoniu.
** - Wiśniowa Góra - nazwa używana od 1878 roku. Geneza nie jest znana. Miejscowość powstała 26 XI 1877 roku z części dóbr bedońskich określanych wówczas jako „osada Zimna Woda”, „ w granicach osady zwanej Stróża” oraz „część wyciętego i podzielonego lasu należącego do majątku Bedoń”.

Historia Gminy - Gmina Andrespol


andrespol.pl/p,253,historia-gminy,1

środa, 24 lipca 2019

Bukowiec - Königsbach - Ulica Górna 79 - Adam Felker - Inwentaryzacja - cz.2


Górna 79 - Budynek mieszkalny murowany z 1932 roku, obecnie opuszczony, budynek gospodarczy prawdopodobnie zbudowany po 1945 roku. Oryginalna studnia.







Bukowiec - Königsbach - Ulica Górna 85 - Karl Rau - Inwentaryzacja - cz.1

    Postanowiłem sfinalizować od dawna zamiar skatalogowania budynków które jeszcze pozostały w Bukowcu. Oczywiście chodzi o budynki sprzed 1945 roku. Pozostało ich nie wiele, te które jeszcze stoją są w bardzo złym stanie...Bardzo żałuję, ze tak późno zabrałem się do tej pracy, w ostatnich 10 latach zniknęło około 30% budynków i zabudowań gospodarczych w stosunku do obecnego stanu.
    Niezwykle pomocnym materiałem są przesłane przez Ericha  mapki z wykazem mieszkańców. Postanowiłem zacząć od Górnego Bukowca, tj. ulicy Górnej od Wygody. Po lewej stronie obecnie są numery od 43 do 85. Licząc od góry pod numerem 85 niewiele pozostało z substancji budynków, dom mieszkalny - drewniany został zburzony ok.3 lata temu, pozostał murowany budynek gospodarczy, gospodarstwo to należało do rodziny Karla Rau.





                                                                   Budynek gospodarczy

                                        Pozostałości po budynku mieszkalnym Karla Rau.

sobota, 20 lipca 2019

Rogów - Cmentarz wojenny - Łódź - 1 wojna światowa - Gazeta "Głos Poranny" - 1931

       Długie godziny spędziłem wirtualnie w Cyfrowej Bibliotece. Przeglądałem numer po numerze GOS PORANNY z 1931 roku. Dużo ciekawych artykułów, jednak ten który prezentuję poniżej jest dla mnie najbardziej wartościowy! Opis cmentarza wojennego w Rogowie - jest w nim tak dużo szczegółowych opisów, że przyda się osobom które opiekują się tą nekropolią.

                                      NA CMENTARZU POD ROGOWEM
        WZGÓRZE ŚMIERCI - SYMBOL PROTESTU PRZECIWKO OKRUTNEMU
                                             MOLOCHOWI ŚMIERCI

                 
          MŁODZIEŻ SZKOLNA NIE POTRAFI USZANOWAĆ ŚWIĘTEGO MIEJSCA,
                         UMIESZCZAJĄC GŁUPIE I PORNOGRAFICZNE NAPISY

        Coraz częściej słyszy się wielkim głosem po całym świecie rozlegające się żądanie zaprzestania zbrojeń, przedsięwzięcia wszelkich możliwości, które by raz na zawsze wyrugowały wojnę z szeregu środków załatwiających międzynarodowych konfliktów. Entuzjastyczne okrzyki tysięcy tłumów publiczności podczas witania i żegnania dyplomatów przybyłych na konferencje do Londynu, Paryża i Berlina, są dowodem, że narody szczerze pragną pokoju. Bo co dała Europie wielka wojna światowa? Imperializm i militaryzm, śmierć lub kalectwo najlepszego materiału ludzkiego, niszczenie tysięcy miast i osad, upadek poczucia moralnego.
        Słuszne jest żądanie, że jeśli cywilizacja nie zniszczy wojny, to wojna zniszczy cywilizację. Do wprowadzenia trwałego pokoju bardziej niż godzina mowy dyplomatów, sążniste artykuły i traktaty przyczynić się może widok po dzień dzisiejszy niezabliźnionych ran, zadanych przez wielką wojnę europejską.
        Męki inwalidów, nędza rodzin pozbawionych ojców, tysiące mogił nieznanych ofiar molocha wojny silniej przemawiają do rozumu i uczucia, niż wywody uczonych i dyplomatów.
        Niedaleko Łodzi przy szosie Ruda Pabjanicka - Rogów, znajduje się cmentarz 2000 poległych w wojnie europejskiej.Kilkanaście kroków od toru kolejek dojazdowych leży lasek świerkowy, otoczony niskim murem; ten ostatni co parę metrów przerywany jest okrągłymi otworami z żelaznymi, kształtem swym przypominającymi krzyż Virtuti Militari ornamentami.
        Prze wąską furtkę wchodzimy na cmentarz. Po obu stronach alejki, jak gdyby na straży stojące, duże, trawą obrośnięte  i kamieniami obstawione wspólne groby. Na małej kamiennej tabliczce napis: "37 nieznanych żołnierzy armii niemieckiej." Kilka kroków dalej podobna mogiła.
        Przed nami wspina się na kilka metrów wysokie wzgórze, którego szczyt stanowi środek cmentarza, równomiernie opadające we wszystkich kierunkach. Wchodzimy na górę. na imponującym około 4 metry wysokim nasypie z głazów polnych stoi umocowany żelaznymi prętami potężny drewniany krzyż. z jednej strony nasypu kamienna tablica z napisem:
                                                   Hier ruhen in Gott
                                                 2000 tapfere Krieger
po drugiej stronie płyta ze słowami:
                                                      Pro Patria...
        Równolegle z monumentem po obu jego stronach po 10 obelisków z nazwami niemieckich oddziałów wojskowych, które walczyły pod Łodzią i których żołnierze spoczywają na tym cmentarzu.
        U stóp wzgórza długie szeregi nagrobków. na prostych drewnianych krzyżach wykrajane napisy. Stopień imię i nazwisko. data urodzenia. Data śmierci. Gdzieniegdzie zwiędły wieniec. Na krańcach cmentarza dwie kapliczki, kształtem przypominające chińskie pagody. szare i proste, jak więzienne cele. na prostych deskach jakieś głupie i pornograficzne napisy, umieszczane przez przyjeżdżającą tu "na wagary" młodzież. Uczniowie wyższych klas szkół średnich nie umieją uszanować tego świętego miejsca.
        Idziemy dalej. Kawałek wolnego placu. Znów groby. Tu leży 38 nieznanych żołnierzy byłej armii niemieckiej. Obok kilkunastu poległych byłej armii rosyjskiej. Śmiertelni niegdyś wrogowie; może nie jeden z nich padł od kuli tego, z którym teraz spoczywa w wspólnej mogile. Ziemia - rodzicielka ich pojednała. Z masy prostych nagrobków odcina się czarny marmurowy pomnik generała. Przed kilku laty były tu trzy groby cesarsko-niemieckich dygnitarzy. Zwłoki jednego z nich wywiozła rodzina w roku ubiegłym do Niemiec.
        Nad całą okolicą panuje śmiertelna cisza. Z oddali tylko dolatują wesołe okrzyki grupy wycieczkowiczów. Jakże dziwnie brzmi ten beztroski śmiech wśród nagrobków młodych, niewinnych ofiar wojny.
        Opuszczamy cmentarz. Z oddali czernieje górujący nad okolicą krzyż, który urasta do symbolu wielkiej skargi pod adresem tych, którzy wojnę europejską wywołali i przekleństwa tych, co o nowej przemyśliwują rzezi.
  

Źródło: Biblioteka Cyfrowa - Głos Poranny z 22 sierpnia 1931 roku

Tomaszów - Wolbórz - Piłka nożna - Bitwa zawodników - Gazeta "Głos Poranny" Łódź - 1931

     Wydawałoby się, że gorzej w piłce nożnej być już nie może...Obecnie ekscesy kiboli osiągają granice absurdu.. - Co mamy jednak powiedzieć, kiedy przed 88 laty wcale lepiej nie było...W "Głosie Porannym" z 20 sierpnia 1931 roku w rubryce: "Co się dzieje w Tomaszowie" znalazłem następującą notatkę:

                                                    BÓJKA NA MECZU
     Sensację wywołał przebieg meczu piłkarskiego pomiędzy Młotem (Tomaszów), a Szczerbcem (Wolbórz). W trakcie zawodów jeden z graczy Szczerbca uderzył drągiem żelaznym po głowie gracza przeciwnej drużyny. Fakt ten do tego stopnia oburzył publiczność, że usiłowała ona obić drużynę wolborską. W rezultacie podczas bójki potłuczonych zostało kilka osób, przeważnie graczy Młota.

     Szczerbiec obił Młota! - Nie mamy informacji jak zachował się sędzia (wtedy nie było żółtych ani czerwonych kartek)...Może skorzystał z drąga żelaznego?! - pytanie dodatkowe: skąd wziął się na boisku taki argument??!!



Źródło: Biblioteka Cyfrowa - Głos Poranny - 20.VIII.1931

piątek, 19 lipca 2019

Bukowiec - Königsbach - Pożar - Gazeta "Głos Poranny" Łódź - 1929


         Przeglądając archiwalne roczniki Głosu Porannego na Bibliotece Cyfrowej znalazłem notatkę dotyczącą Bukowca w gminie Brójce. Informacja o pożarze w Bukowcu ukazała się 11 maja 1929 roku,oto treść:
                                Pioruny w powiecie wywołały groźny pożar we wsi Bukowiec

         Ubiegłej nocy podczas szalejącej burzy nad województwem łódzkim piorun uderzył w zabudowania gospodarskie, należące do Antoniego Kaczmarka we wsi Bukowiec, gminy Brójce, powiatu łódzkiego. W ciągu jednej chwili dom mieszkalny, stodoła i inne zabudowania gospodarcze stanęły w ogniu, wskutek silnego wiatru, który przerzucał niszczycielski żywioł z jednego budynku na drugi. Pastwą płomieni padł doszczętnie cały majątek Kaczmarka oraz dom mieszkalny sąsiada jego Stanisława Zakrzewskiego, na który również przerzucił się ogień. W ogniu spłonęły 4 konie, 18 sztuk bydła i nierogacizny, maszyny rolnicze itp.

         Mam problem, gdyż bardzo dobrze mam rozpracowaną historię Bukowca i jego mieszkańców. Obu zamieszczonych w notatce tj. Antoniego Kaczmarka jak i Stanisława Zakrzewskiego nie ma w spisie mieszkańców. Bukowiec był typowo zamkniętą wsią, do roku 1945 zamieszkiwali w zdecydowanej większości mieszkańcy wyznania ewangelickiego. Na koniec 1944 roku Bukowiec zamieszkiwało 1010 mieszkańców, w tej liczbie tylko dwie polskie rodziny: Jankiewicza Ludwika i Kozłowskiego Piotra. Jest to dla mnie nowy temat, myślę, że czytelnicy pomogą mi w rozwiązaniu tej zagadki.




Tkalnia Bawełny J.Jersak - Zelów - Bracia Czescy - Strajk okupacyjny - Bereza Kartuska - Gazeta - 1937 - cz.3

   W tej części dotyczącej Zelowa i Józefa Jersaka właściciela Tkalni, zamieszczam artykuł zamieszczony w gazecie "Gos Poranny" Łódź z dnia 11 grudnia 1937roku. Nie jest on przyjazny zelowskiemu fabrykantowi...
   Mam wielką prośbę do czytelników, zwłaszcza tych związanych z Zelowem - szukam zdjęć tej fabryki, ciekawostek, opowieści poszerzających ten temat. Zamieszczę na moim blogu, materiał będzie pełniejszy, także bardziej ciekawy.




                                               JERSAK OSADZONY W BEREZIE
ZA WIELOKROTNE PRZEKRACZANIE PRZEPISÓW SANITARNYCH, BUDOWLANYCH I O
                                                CZASIE PRACY ROBOTNIKÓW.

       Polska Agencja Telegraficzna donosi: W dniu 9 grudnia został zatrzymany i skierowany do miejsca odosobnienia Józef Jersak, właściciel  Tkalni w Zelowie, powiatu łaskiego.
       Jersak był wielokrotnie karany administracyjnie grzywną i aresztem bezwzględnym za przekraczanie przepisów sanitarnych, budowlanych i przemysłowych, a w szczególności przepisów o czasie pracy i umowie pracy robotników, przy czym stosunek jego pracowników zatrudnionych w Tkalni nosił zdecydowanie charakter szykany, co powodowało szereg zakłóceń w pracy i zagrażało bezpieczeństwu publicznemu.

                                                 "TO BYŁ PRAWDZIWY KORSARZ"

       Niezwłocznie po otrzymaniu powyższej wiadomości, zwróciliśmy się do p.Krzynówka, kierownika klasowego związku zawodowego robotników i robotnic  przemysłu włókienniczego w Polsce, aby uzyskać bliższe szczegóły, dotyczące osoby Józefa Jersaka i jego ustosunkowania się do robotników.
       - Od tylu lat, od ilu istnieje w Zelowie fabryka Jersaka - mówi p.Krzynówek - nie honorował on cennika płac, ani obowiązujących przepisów o czasie i warunkach pracy. Przez dłuższy okres czasu ,postępowanie to uchodziło mu płazem, był bowiem niezrzeszony i umowy zbiorowe nie dotyczyły go. Kierowano wprawdzie sprawy przeciwko niemu do sądu, tu bronił się i tłumaczył, ale ponieważ tylko część robotników składała skargę, wyroki nie były dla niego zbyt bolesne, a w każdym razie nie zniechęcały go kontynuowania krzywdzących metod.



        Od dnia 2 sierpnia b.r. kiedy to umowa zbiorowa rozciągnięta została na cały przemysł i przymus honorowania uzyskanych przez robotników na konferencji w Warszawie postulatów, obowiązywał również Jersaka, nie było tygodnia bez zatargów, strajków i okupacji. Jersak wyraźnie kpił z zarządzeń Inspekcji Pracy i starostwa. Szykanował robotników, obniżając samowolnie stawki, zatrzymywał zarobki.
        Po jednym z licznych strajków, Jersak zgodził się wreszcie zapłacić 50 procent zaległości robotnikom, już przy wzięciu pod uwagę upustów, jakie przysługiwały  mu jako właścicielowi fabryki w Zelowie. Ale i tej krzywdzącej robotników umowy nie dotrzymał. Wybuchły dwa kolejne strajki połączone w okupację.
        Jersak z reguły uchylał się od przybycia na konferencje, zwoływane w inspekcji pracy. Nie pamiętamy po prostu czasu, u Jersaka był spokój. Wczoraj z polecenia władz bezpieczeństwa opieczętowano kocioł w jego fabryce, to też trwający strajk okupacyjny  zostanie w dniu dzisiejszym zostanie zlikwidowany jako bezprzedmiotowy.
       Niewątpliwie obecnie, po osadzeniu go w obozie odosobnienia, robotnicy wystąpią do sądu o zabezpieczenie swych należności i z powództwem cywilnym. Jesak mieszkał w Łodzi, tu więc w łódzkim sądzie pracy, zostanie zaskarżony.
       Posiada on sklep hurtowy na ul. Zgierskiej 4, będzie więc można uzyskać zabezpieczenie. To był prawdziwy korsarz, żerujący na niedoli robotniczej - kończy p.Krzynówek.

Tkalnia Bawełny J.Jersak - Zelów - Bracia Czescy - Strajk okupacyjny - Gazeta - 1937 - cz.2

   W gazecie "Głos Handlowy" Łódź z dnia 11 grudnia 1937 roku jest zamieszczony artykuł dotyczący strajku okupacyjnego w Tkalni Bawełny J.Jersaka w Zelowie. To jeden z dwóch artykułów w tej gazecie, inny dotyczący uwięzienia J.Jesaka w Berezie Kartuskiej.
                                             

                                            METODY WYZYSKU W ZELOWIE
     PRZY NAJWIĘKSZYM WYSIŁKU ROBOTNIK ZARABIAŁ 15 ZŁ. TYGODNIOWO


            Przed kilkoma dniami w jednym z pism warszawskich ukazał się reportaż z Zelowa, który   poniżej w skrócie zamieszczamy.
Fabryka Jersaka mieści się w samym środku osady, przy ulicy Św. Anny, o kilkaset kroków od głównego rynku, standartowego nieomal rynku wszystkich miasteczek w Kongresówce.
     Ulica zabudowana jest z jednej strony: nędznie, niechlujnie i brudno. Rynsztoki niebrukowanej, napęczniałej wilgocią jezdni spływają w pole brudnymi kałużami ścieków. W rzadkich promieniach światła odbija się w nich refleks zniekształconej tęczy.
     Ulice puste i bezludne zamykają olbrzymie zabudowania z czerwonej cegły, ogrodzone od miasta murowanym płotem.
                                        Jesteśmy na miejscu - w fabryce Jersaka.
      Wąskie fabryczne podwórko prowadzi do tkalni. Przed nią kontrola, to posterunki strajkowe. Wprowadzają nas za chwilę do hali maszyn, do delegata. Jest i on - młody jeszcze, ale już zniszczony robociarz o zapadłej klatce piersiowej, gardłowym głosie i cerze przeżartej kurzem najlichszej bawełny, oparami barwników i wyziewami przegrzanej oliwy.
      Taką cerę mają tu zresztą wszyscy otaczający nas robotnicy. jest ich coraz więcej, z suszarni, farbiarni i magazynów schodzą się pojedyńczo i grupami, tworząc zacieśniający się coraz bardziej krąg.
                                                          O co poszło?
      Szmer ucicha, gdy zaczyna mówić delegat.
      - Pracuję u Jersaka od wielu lat. Warunki pracy w tym największym zelowskim zakładzie przemysłowym nigdy nie były dobre, ostatnio jednak pogorszyły się strasznie.
      Nie honorowano postanowień zawartej dla okręgu łódzkiego umowy zbiorczej, wszelkie napomnienia i uwagi Inspekcji Pracy zbywano niczym.
      Wprowadzono stosowne chyba wśród murzynów tylko stawki teoretyczne, z tym , że każdy musi je osiągnąć pracą akordową. Równocześnie stopniowo pogarszano gatunek bawełny i obniżano ceny jednostkowe od metra tkanego materiału.
      Trzeba było ich utkać o wiele, wiele więcej niż wszędzie indziej, zamiast na 2-ch, jak to wszędzie, kazano pracować na 3 i 4 warsztatach. Stawki teoretyczne wynosiły 6 i 5 złotych dziennie.
W praktyce przy największym wysiłku zarabiano 1,50 zł do 2,50 zł. dziennie - 15 zł. tygodniowo.
       Rozmowie przysłuchuje się tłum. Potakują, przypominają szczegóły, opowiadają jak bardzo ciężko z zarobków ich było wyżyć.
                                                Gdyby maszyny umiały mówić....
      Z tłumu wyrywa się okrzyk starszej kobiety:
      Gdyby maszyny umiały mówić!...
      Ale maszyny nie mówią. Stoją rzędami, przeraźliwie spokojne, unieruchomione. Na ramach warsztatów tu i ówdzie wisi nie wykorzystana płachta drukowanej bawełny. Leżą zwoje jej naprzeciw okna, jeszcze i już zaczęte...
                                                     Niepoprawnych wydalać....
      Opowiadanie ludzi wyświetla historię straszliwego wyzysku dalej.
      - Długi czas znoszono to spokojnie. Żyć trzeba, każdy dzień nieprzepracowany to przy 50-cio złotowym miesięcznym budżecie rodziny zelowskiego robotnika strata niepowetowana. Pracowali więc i cierpieli - niechęć i poczucie krzywdy rosły...
Dopełniła się miara gdy kierownik fabryki począł wydalać robotników, którzy nie mogli "wyrobić" podwyższonych coraz bardziej norm pracy. Stosowano politykę napominania, wymówieniami.
      Gdy tylko ktoś przepisanej normy nie osiągnął, dosięgało go wymówienie, z tym, ze będzie ponownie przyjęty, jeśli w okresie wymówienia się "poprawi". Niektórzy "poprawiali się" dłużej ślęczeli nad migającymi tam i z powrotem krosnami tkackich warsztatów., zdwajali pracowitość i uwagę.
      Nie pomogło... Przed dwoma tygodniami 2 z pośród 7 którzy "poprawić sę"... nie ppotafili - wydalono.
                                                    Wymówienie - hasło strajku.
       Wyciśnięci do ostatnich sił, wyeksploatowani ponad granicę możliwości ludzie pójść mieli na bruk. Wszyscy oprzytomnieli. Stało się przeraźliwie jasne, że w następnej kolejce pójść mogą i oni, ze nic nie powstrzyma bezprzykładnej fali wyzysku.
      Wymówienie stało się hasłem strajku - pierwszego strajku okupacyjnego w dziejach małej chałupniczej osady.
                                                     Żądania robotników.
      Żądano przyjęcia niesłusznie zwolnionych robotników i przestrzegania umowy zbiorowej co do warunków pracy, orzeczenia zaś co do cen. Przede wszystkim jednak zażądano wypłaty różnicy między otrzymanymi za pracę pieniędzmi, a istotnymi zarobkami ustalonymi przez orzeczenie komisji arbitrażowej dla okręgu łódzkiego. Różnica ta od chwili wydania orzeczenia wynosi ok.30 tys. złotych.
                                                     "Prędzej inspekcji zabraknie papieru"
       Natychmiast po wybuchu strajku Inspekcja Pracy zwołała konferencję. Właściciel się na nią nie stawił, nie stawił się też na kilka konferencji następnych. Ukarano go mandatami za niestawiennictwo. Grzywnę chętnie zapłacił, a robotnikom powiedział przez "trzecie usta", że prędzej inspekcji zabraknie papieru i atramentu do pisania protokółów, niż jemu pieniędzy na płacenie mandatów.
       Zatargiem zajęły się władze administracyjne. W Łasku w starostwie odbyła się w tej sprawie konferencja  i ona spełzła na niczym.
                                                                   Strajk trwa.
       Strajk więc trwa. W martwej ciszy zelowskich zakładów Jersaka ożywają niedawne wspomnienia innych podobnych metod i równie podobnego protestu. To Żyrardów za czasów francuskich koncesjonariuszów - miasto potu i łez, straszliwych  metod cudzoziemskiego  kapitału i upokorzenia robotników.


                      

Materiał pochodzi:

1·,ˇˇ - Regionalia Ziemi Łódzkiej


Feliks Przyłubski - Radomsko - Warszawa - Łódź - 1982

    O Feliksie Przyłubskim pisałem na moim blogu wielokrotnie, mam bogaty materiał dotyczący tej osoby. Tym razem zamieszczam trzy karty pocztowe autorstwa pana Feliksa, pisane do swojego wielkiego przyjaciela ze szkolnej ławy Karola Kowalewskiego (znany łódzki adwokat).
     To były jedne z ostatnich z korespondencji między przyjaciółmi. Feliks Przyłubski zmarł 24 stycznia 1983 roku.


Feliks Przyłubski (1906-1983) - polski autor publikacji popularyzujących używanie poprawnej polszczyzny w mowie i piśmie.
Znakomitą większość książek napisał wspólnie z żoną.
Z propozycji Przyłubskich chętnie korzystano w szkołach podstawowych.
Wybrane publikacje: "Litery - przewodnik dla nauczycieli" (1976), "Gdzie postawić przecinek?" (1978), "Język polski na co dzień" (Wiedza Powszechna), "Litery - nauka czytania" (WSiP), "Litery - wycinanka" (WSiP), "Mam 6 lat - materiały do ćwiczeń" (WSiP).
Żona; Ewa










czwartek, 18 lipca 2019

Tkalnia Bawełny J.Jersak - Zelów - Bracia Czescy - Okupacja - Nacjonalizacja - Dokumenty - cz.1

    W moich przepastnych archiwach jest kilka segregatorów z dokumentami znanego łódzkiego adwokata Karola Kowalewskiego. Wiele materiału dotyczącego tej osoby zamieściłem wcześniej na moim blogu. Przeglądając jego notatki zwróciłem uwagę na trzy dokumenty dotyczące Zelowa. Pan Karol był osobą niezwykle oszczędną! - pisząc swoje wspomnienia używał dokumentów i pism prawniczych zapisanych po jednej stronie, niezwykła oszczędność papieru!
    Właśnie na tych 3 dokumentach dotyczących Zelowa umieścił "Wspomnienia -Tom IV - Napoleon"
    Szukając na Google informacji o rodzinie Jersak "zagrzebałem" się w obszernym materiale. Bardzo ciekawy temat, historia Tkalni Bawełny, czeskiego pochodzenia Józefa Jersaka jest dla mnie pasjonującym tematem. Mój materiał dotyczy okresu okupacji niemieckiej kiedy to zarekwirowano cały majątek Józefa Jersaka na rzecz Rzeszy Niemieckiej. Nie lepiej potraktowano mieszkańca Zelowa w 1947 roku, kiedy ponownie go okradziono z majątku poprzez "upaństwowienie" Tkalni Mechanicznej "J.Jersak" w  Zelowie ul. Żeromskiego 21....
    Postaram się, bo warto obszerniej opisać historię Józefa Jersaka w kilku częściach!
Z pierwszego dokumentu wynika, że najprawdopodobniej żona Józefa, Amalia Jersak (była obywatelka Polska, obecnie bezpaństwowa), urodzona 19 lutego 1900 roku w Zelowie, powiat Łask, opuściła Zelów i przeniosła się do Pragi gdzie ubiegała się o pobyt stały od dnia 20.9.1941 roku.


Namiestnik Rzeszy w Okręgu Warty z dniem 9 czerwca 1941 roku podjął decyzję REKWIZYCJI 
Na zasadzie Rozporządzenia o rekwizycji majątku obywatela byłego Państwa Polskiego z dnia 17 września 1939 roku (ogłoszone w Dzienniku Ustaw Rzeszy, rok 1940 cz.I.Str.1270) rekwiruje się niniejszym cały majątek Józefa Jersaka, a w szczególności Tkalnię bawełny w Zelowie na rzecz Rzeszy Niemieckiej w celu zabezpieczenia, dopóki rekwizycja nie nastąpi, zaświadcza się niniejszym.

                                                                           Namiestnik w Okręgu Warty
                                                                                    - Steffens -


                         Do Ministerstwa Przemysłu i Handlu w Warszawie
                                                                                              

                                                                                                Wykaz Nr.5 poz.22
                                                                                                przesłane 8/8.47r.
                                                                                                nr.d. 2288/47

                                                                 WNIOSEK
 w sprawie Tkalni Mechanicznej "J.Jersak Zelów ul.Żeromskiego 21.

          W Łódzkim Dzienniku Wojewódzkim Nr.19 z dn. 16 listopada 1946 r, została ogłoszona do upaństwowienia Tkalnia Mechaniczna "J.Jersak Zelów ul.Żeromskiego 21.
          Ponieważ peteci byli Czechami przed wojną, w czasie wojny i obecnie i dlatego Niemcy skonfiskowali ich majątek - wysiedlili ich (odpowiednie tłumaczenie dokumentów załączam) zgłaszam niniejszym ich prawa do uczestniczenia w postępowaniu odszkodowczym, jako właścicieli.

                                                                                                             Adwokat.




środa, 17 lipca 2019

Dokument - Ewangelicy - Oława - Ohlau - Przybyliński - Kuchler - cz.5





Akt urodzenia Waltera Gerharda Przybyliński urodzonego 10.12.1914 roku w Oławie, rodzice: ojciec Vincent Przybyliński wyznania katolickiego, matka Frieda z domu Kuchler, wyznania ewangelickiego, zamieszkałych w Oławie.




Dokument - Ewangelicy - Karsk - Kerzig - Myślibórz - Soldin - Kościół ewangelicki - Meissner - część 4

   Cztery dokumenty - wypisy z aktów chrztu wydane przez kancelarię kościoła ewangelickiego w Karsku (Karzig) powiecie Myślibórz (Soldin). Podobne dokumenty wstawiałem dużo wcześniej na moim blogu, pochodzą one z pękatej teczki z dokumentami, którą zakupiłem kilkanaście lat temu na Flohmarku w Langenhagen (Niemcy). Katorżnicza praca nieznanej mi osoby, która kilkadziesiąt lat szukała dokumentów dotyczących swoich przodków. W tej części prezentuję dokumenty dotyczące rodziny: MEISSNER. Nie tłumacze ich, niestety brakuje czasu, ręczne zapisy są niekiedy mało czytelne.

Na www.polskaniezwykła.pl znalazłem informacje o tym kościele ewangelickim w Myśliborzu:

Myślibórz - Kościół św. Mateusza (XVI-XIX w.). Atrakcje turystyczne ...




Myślibórz

Kościół św. Mateusza (XVI-XIX w.)

 

 

Myślibórz to wieś w powiecie konińskim ziemskim leżąca około 3 km na południowy zachód od Goliny. Miejscowość położona jest malowniczo na skraju pradoliny Warty. Wieś wspominana jest w źródłach pisanych z 1288 r. Do tego czasu Myślibórz stanowił własność cystersów z Lądu. Po nich jego właścicielami był ród Żychlińskich. To za czasów tej rodziny powstał najstarszy istniejący dziś obiekt – kościół parafialny pw. św. Mateusza.
Kościół św. Mateusza zbudowany został w centrum wsi na skarpie pradoliny Warty. Wzniesiono go w XVI w. w stylu późnogotyckim. Z woli właściciela wsi Rocha Żychlińskiego przez pewien czas od 1578 r. użytkowali go ewangelicy. Pierwotna budowla poddawana była kilkukrotnym przebudowom w XVII, XVIII i XIX w. W ich wyniku zatarciu uległy gotyckie cechy budowli.
Dziś świątynia jest jednonawowa z węższym i niższym prezbiterium. Zachodnią część kościoła zamyka czworoboczna wieża z czterospadowym dachem. Wyposażenie pochodzi z XVII-XVIII w. Na uwagą zasługują barokowe ołtarze główny i boczny. Kościół św. Mateusza w Myśliborzu wpisany został w 1970 r. do rejestru zabytków Narodowego Instytutu Dziedzictwa pod pozycją 651749.






Dokument - Ewangelicy - Alt Jastrzembowo - Jastrzębowo - Bentschen - Zbąszyń - Kotzanowo - Kocanowo - Hübner - Müller - Kelm - Welke - cz.3





Akt urodzenia i chrztu: Rosina Dorothea Hübner, córka Gottlieba Hübner wyznania ewangelickiego , i matki Christina Welke wyznania ewangelickiego, urodzona 19 stycznia 1795 roku w Alt Jastrzemskie.


Akt urodzenia i chrztu: Johanna Juliana Müller, córka Gottlieba Müller wyznania ewangelickiego, matki Jahanna Luise Welke wyznania ewangelickiego, urodzona 16 listopada 1822 roku w Jastrzębowie, ochrzczona 22 listopada 1822 roku.

Carl August Krüger, ojciec Michael Krüger wyznania ewangelickiego, matka Anna Caroline z domu Kelm, urodzony 6 stycznia 1814 roku, w Kocanowie, ochrzczony 16 stycznia 1814 roku.

wtorek, 16 lipca 2019

Dokument - Ewangelicy - Alt Jastrzembowo - Jastrzębowo - Czeniejewo - Bentschen - Zbąszyń - Grubske - Grubsko - cz.2

   Następne z dokumentów z mojego archiwum dotyczących mieszkańców Zbąszynia i okolic, wszystkich wyznania ewangelickiego. Być może pomogą w znalezieniu swoich przodków, także pomocne dla ludzi zajmujących się cmentarzami ewangelickimi.


Dokument - Ewangelicy - Jastrzębowo ... - Historia nieznana





Akt zgonu: Andreas Haudke - ewangelik, parafia ewangelicka w Zbąszyniu, zmarł 15 maja 1840 roku w wieku 52 lat i 9 miesięcy.


Akt ślubu: Christph Gelhar z ????lat 18, syn Johanna Gelhar, i Christina Jünke, lat 16, córki ?? Jünke wzięli ślub 14 listopada 1808 roku w kościele ewangelickim w Czernejewie.




Akt ślubu: Andreas Handke, ewangelik, urodzony w Grubsku, lat 29, syn Gottfrtieda Handke, i Rosina Dorothea Hübner, wyznania ewangelickiego w Jastrzębowie - Alt Jastrzembowo, ,lat 22, córka Gottlieba Hübner, wzięli ślub 19 stycznia 1816 roku w kościele ewangelickim w Alt Jastrzembowo.


Akt zgonu: parafia ewangelicka w Zbąszyniu zaświadcza, że Rosina Dorothea Hase z domu Hübner, owdowiała Handke, zmarła w Grubsku w dniu 21 maja 1848 roku w wieku 52 lat i 4 miesięcy.

 Akt urodzenia i chrztu: Johann Wilhelm Handke, ojciec Wilhelm Handke, matka Johanne Julianne z domu  Müller, urodzony 15 listopada 1847 w Grubsku, ochrzczony 21 listopada 1847 roku.

Akt urodzenia i chrztu: Christoph Gelhar, ojciec Johann Gelhar, matka Anna Elisabeth z domu Schroeder, urodzony 5 czerwca 1791 roku w Wiatrower Haul, ochrzczony 10 czerwca 1791 roku.

piątek, 12 lipca 2019

Artur Abraham Brauner - Reżyser - Łódź - Żyd - Wspomnienie

   Przed pięcioma dniami zmarł Artur Brauner, urodzony 1 sierpnia 1918 roku w Łodzi. Właściwe imię to Abraham które nosił do wybuchu 2 wojny światowej. Wywodził się z żydowskiej rodziny, od wczesnej młodości jego pasją był film. Wielkim szczęściem dla niego, jego czwórki rodzeństwa i rodziców była decyzja ucieczki z okupowanej Łodzi. Na krótko przed utworzeniem łódzkiego getta w 1940 roku uciekli na tereny Związku Sowieckiego. Szczęśliwie, ukrywając swoje pochodzenie przetrwali piekło wojny, po zakończeniu wojny wrócili do Łodzi. Niestety, ich nadzieje na spokojne życie nie miały szans, ich bliższa i dalsza rodzina nie miała tyle szczęścia, 49 osób zginęło w getcie i obozach zagłady. Rodzice z trójką jego rodzeństwa zdecydowali się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych, natomiast Artur marząc cały czas o karierze reżyserskiej widział swoją szansę w Europie, dokładniej w Berlinie. I tak na początku 1946 roku wyjechał do Berlina Zachodniego i tam zaczęła się jego światowa kariera.
    Dzięki niemu mogłem jako młody człowiek pasjonować się filmami  z Winnetou i Old Shatterhandem. Był bardzo płodnym reżyserem i producentem - powstało za jego życia 300 filmów!
W 1992 roku został Honorowym Obywatelem Miasta Łodzi.
Zmarł w wieku 101 lat w Berlinie w dniu 7 lipca tego roku, spoczął na berlińskim cmentarzu. Był jednym z wielu wielkich łodzian, cześć jego pamięci!


                                  Artur Abraham Brauner - zdjęcie pochodzi z Wikipedii.

wtorek, 9 lipca 2019

Białoruś - Cmentarze żydowskie - Чаму яўрэйскія могілкі па ўсёй краіне стаяць занядбаныя?

    Na którymś z portalów znalazłem artykuł poświęconych żydowskim cmentarzom na Białorusi. Ciekawy temat, zarazem bardzo podobny do klimatu w Polsce. Podane jest, że na terenie Białorusi jest 300 cmentarzy, w Polsce wielokrotnie więcej. Ich stan? - wydaje mi się, że jest bardzo
podobny...
    Cmentarze żydowskie w miastach są w lepszym stanie niż we wsiach, czy też małych miasteczkach. Zachowanie gmin żydowskich również bardzo podobne - brak zainteresowania w rekonstrukcji tych cmentarzy,. nie zależnie od reguł religijnych. Coś w tym jest, czego nie potrafię zrozumieć, jest grupa ludzi-wolontariuszy chcących pomagać, ich starania odbijają się o przysłowiową ścianę...
     Rządzący także nie mają interesu w wydawaniu pieniędzy w renowacje, także często antysemickie nastawienie społeczeństwa powoduje, że lepiej nie mieć zbyt dużego związku z tymi sprawami.
     Za pomocą automatycznego tłumacza zapisałem tekst tego artykułu. Jest jaki jest, wydaje mi się, że treść jest w większości zrozumiała, ciekawa, powinna zainteresować "grobersów"zajmujących się pracami na cmentarzach zarówno żydowskich jak i ewangelickich. Zapraszam!



Чаму яўрэйскія могілкі па ўсёй краіне стаяць занядбаныя?




3 dni temu - Старшыня сельвыканкама: «Хочаце, каб быў парадак, прыедзьце і прыбярыце». Павел Кахнюк накіраваў гэтае пытанне ў Целяханскі ...


   Dziś na Białorusi pozostało około 300 cmentarzy żydowskich. Dokładniej mówiąc, nie jest prawdą, że zostały one zachowane. Większość z tych cmentarzy jest opuszczone, zarośnięte, czasami tylko przez nawigację internetową można znaleźć do nich drogę. Na przykład cmentarz Telechany w obwodzie brzeskim. Paul Kohnyuk czytelnik „Nasza Niwa” zwrócił uwagę w tym temacie .



„Podróżowałem trochę po Białorusi. Przede wszystkim jestem zainteresowany starymi
zamkniętymi cmentarzami. Takim jak w Telechanach dzielnicy Ivatsevichi, byłem bardzo zaskoczony, że jest tam kirkut, - pisał w „Naszej Niwy” Kohnyuk. Zarośnięty krzewami, nagrobki rozbite i rozproszone. Cmentarz zaśmiecony butelkami plastikowymi, ślady ognia. Jeśli porównamy je z wypielęgnowanymi: katolickim, niemieckim, uderzył mnie jako turystę ten zaniedbany cmentarz żydowski. Nie jest jasne, dlaczego władze lokalne nie dbają o to miejsce - stwierdza oburzony Pawel.
Paweł Kohnyuk wysyła to pytanie do rady wsi Telehanskij .

    Przewodniczący Telehanskij selispolkoma Trofim Demyanchik wyjaśnił, że grunt,
na którym znajdują się groby nie jest wymieniony jako cmentarz, ani w bilansie lub w dowolnym selispolkome miejskich obiektów użyteczności publicznej. Z tego powodu nikt go nie sprząta.
W tym przypadku, Trofim Trofimovich wyjaśnił, że każdego roku porządki na cmentarzu robią miejscowi uczniowie, którzy regularnie za pomocą środków czystości tam pracują. .
 „W 2016 Telechany odwiedziła żydowska społeczność z Pińska. Poprosiliśmy ich o pomoc finansową oraz o uczestniczenie w pracach nad poprawą stanu cmentarza, ale oni odmówili, a od kilku lat nikt z tej społeczności lub krewnych tam pochowanych nie bierze udziału w opiece nad cmentarzem - odpowiada Trofim Demidchik.

„Na moją prośbę odpowiedziano mi, że będąc po części obywatelem, mogę przyjść i
pomagać w porządkowaniu cmentarza” - mówi Pawel Kohnyuk.
„Cmentarz jest możliwe, aby chronić”
  Mohylew, prawdopodobnie jest jedynym miastem na Białorusi, gdzie wysiłkami 
miejscowych działaczy dawnego cmentarza żydowskiego nadano status wartości 
historycznej i kulturowej. 
W „Nasza Niwa”, wypowiada się działaczka społeczności żydowskiej Mohylewa Ida 
Szenderowicz:
    
„Nadanie tej części żydowskiego Mohylewa statusu wartości historycznych i 
kulturowych zajęło nam prawie rok. Wspólnie z pracownikami Muzeum Miasta i 
Towarzystwa Opieki historycznych i kulturowych zabytków, dokumentów, 
przygotowaliśmy dla naszego Komitetu Wykonawczego, który uzasadniał kulturowe 
i historyczne znaczenie cmentarza „- mówi Ida Szenderowicz.
 
 
 
 
Na Białorusi specjalną trudność z nadaniem statusu wartości historycznej 
cmentarzom jest udowodnienie, że te tereny są cmentarzami.
„Większość kirkutów w miastach jest uznawana jako las, pole, ale nie cmentarze.
Trudności zaczynają się przed nadaniem statusu terytorium cmentarza. Muszą być 
właściciele gruntów i zachowane inne procedury administracyjne”- mówi Ida 
Szenderowicz.
„To kolejny cmentarz w regionie Mohylew ze statusem wartości historycznej 
i kulturowej. Nadanie tego statusu pierwszy zainicjował prokurator Mohylewa.”
- dodaje Pani Ida.
 
Ida Szenderowicz wyjaśnia, że ​​choć opieka nad cmentarzem wymaga czasu, wysiłku 
i pieniędzy, ale te problemy są rozwiązywane, jeśli ludzie są zainteresowani. 
Ponadto, kirkut może stać się pełnoprawną atrakcją turystyczną.
„Główną rzeczą - pragnienie” - podsumowała pani Ida.
 
Redaktor „Shalom” Portal: Białoruś - kraj o zniszczonej pamięci
 
Aleksander Furs - etnograf, redaktor naczelny portalu „Shalom”, wypowiedział się 
w „Nasze Niva”. Stara się wyjaśnić dlaczego kirkuty na Białorusi były w złym 
stanie.„Nie możemy powiedzieć, że wszystkie cmentarze żydowskie w Białorusi są 
opuszczone. Na wsiach,rzeczywiście wiele z tych cmentarzy ma raczej słabą kondycję.
Są porośnięte drzewami i krzewami, często ich nie widać. Jednak cmentarze w 
granicach miast są stosunkowo dobrze utrzymane. Jest wykaszana trawa, choć nie ma 
ogrodzeń. Przykładem może być Rakowy? lub Chechersk „- mówi Furs.
Społeczność żydowska na Białorusi po II wojnie światowej, z powodu Holokaustu
i zimnych stosunków w okresie sowieckim, prawie zniknęła. Ci, którzy przeżyli wojnę, 
z latach 70-tych zaczęli wyjeżdżać do Izraela. W wielu miastach, także w samym 
Telechany, dbanie o nie było fizycznie niemożliwe, gdyż nie było już potomków tam 
pochowanych.
 
 
 
A rząd białoruski nie akceptuje dziedzictwa żydowskiego, którego częścią jest
pogrzeb żydowski. W społeczeństwie nie ma świadomości faktu, że dziedzictwo 
żydowskie na Białorusi - to część samej Białorusi, której niemożliwe 
byłoby zaprzeczyć”- przeżywa Aleksander Furs .
„Niestety, Białoruś - to kraj o zniszczonej pamięci - dodaje Aleksander Furs. - 
Zły stan pochówku to nie tylko wyłącznie cmentarze żydowskie, ale w ogóle 
wszystkich.Ludzie nie pamiętają swoich korzeni, a czasami nie są w stanie wymienić 
co najmniej pięciu pokoleń swoich przodków. Nie wspominając, że nie wiedzą, gdzie 
są pochowani. Powiedział, że potrzeba jednego pokolenia aby zmienić przekształcenie
kulturowe.
Aleksander Furs mówi, że, niestety nie opracowano i scentralizowano podejścia, jak 
zapisać kirkuty, nawet w samych organizacjach.
„Istnieje szereg projektów doskonalących cmentarze, ale obejmują one tylko kilka
miast. Na przykład, żydowski student Centrum Kultury „Hillel”, który w tym roku
odwiedził kirkut w Lidzie, Beshenkovichi Sztetl Pamięci Restoration - nie 
społeczność wolontariuszy, która jest zaangażowana na cmentarzu w Beshenkovichi. 
Ale inicjatorem była dziewczyna z Petersburga, Anna Klimovich.
Jest to doskonała inicjatywa społeczności żydowskiej w Mohylewie w przywróceniu 
kirkutu.
Jest to jak dotąd jedyny w Białorusi przykładem tego, jak żydowskim grobom 
można nadać status wartości historycznej i kulturowej, a także dostosować do nich 
przynajmniej niektóre dziedziny prawa.
Nie Moscow Centre „Sefer” - jedna z niewielu instytucji, która profesjonalnie
zajmuje się badaniem grobów żydowskich. Istnieje pewne niedopatrzenie cmentarzy
w miejscach, gdzie nie są one obojętne dla miejscowej ludności. Ale, niestety,
wysiłki te nie są wystarczające, aby pokryć nawet ćwierć cmentarza żydowskiego na
Białorusi”- skarży się Aleksander Furs.
 
Co on zaleca robi?
 
 

„Kosić trawę, wycinać krzaki i tak dalej. Jeśli samorządy będą chętne - możemy się 
zgodzić, żeby wzięli również udział w pracach. Dostosować kontakty z organizacjami 
żydowskimi, mogącymi pomóc - mówi Furs. - Ale znowu, na Białorusi jest specyficzne 
podejście do żydowskich grobów ze strony instytucji i społeczności żydowskich.