wtorek, 3 września 2019

Rogowiec - Kleszczów - Bronisław Mantyk - Sołtys - Znachor


     Dawnymi czasy, na wsiach byli tzw. znachorzy, ludzie którzy potrafili prawie wszystko. Nie było dróg, telefonów, pogotowia ratunkowego, w przypadku zachorowania, leczono się na miejscu. tak było w przypadku ludzi jak i zwierząt domowych. O Bronisławie Mantyku, mieszkańcu wsi Rogowiec, słyszałem bardzo dużo z opowiadań mojego taty, jak i mieszkańców tej wsi. Obrósł legendą, był postacią nietuzinkową, nie przez przypadek był przez długie lata sołtysem, także tym który potrafił leczyć. niestety, sam sobie nie potrafił pomóc, zachorował na nowotwór, ciężko chorował, zmarł w wieku 59 lat, spoczywa na cmentarzu w Kleszczowie.
     To, że dzisiaj wspominam o nim, przyczyniła się rozmowa z Adolfem z Kleszczowa, który jest ostatnim ewangelikiem w tej okolicy. Dlaczego rozmawiałem z nim? - otóż było on mieszkańcem wsi Stawek, niedaleko Rogowca, wsi, która już nie istnieje, ze względu na powstającą kopalnie i elektrownię. O osobie Adolfa napiszę osobno - to on podczas naszej rozmowy wspomniał o Bronisławie Mantyku.
      Osiemdziesięcioletni obecnie pan Adolf wspomina jak to mając 19 lat miał wypadek na rowerze. Upadł tak nieszczęśliwie, że połamał sobie kości w łokciu lewej ręki, także część z nich była przemieszczona. Był u lekarzy, poskładali połamane kości, jednak nie wszystko było w porządku. Znając wiedzę i doświadczenia pana Bronisława, zdecydował się prosić o pomoc. Przy ogromnym bólu, kości zostały prawidłowo ustawione - tutaj pan Adolf nadmienia, że jak pan Bronisław miał w swoich rękach chorego, nie puścił go mimo protestów, niekiedy płaczu, aż do momentu zakończenia "operacji". Drugim w Rogowcu, który robił podobne rzeczy (jednak nie osiągnął tej wiedzy, w takim stopniu jak jego sąsiad był Zenon Mantyk) - jednak on nie był tak "twardy"i niekiedy puszczał delikwenta przed zakończeniem zabiegu.
       Wracając do pana Adolfa, wspomniał, że chyba miesiąc po tym nastawianiu mijał się na wysokości Kleszczowa z panem Bronisławem, Adolf jechał na rowerze, miał chorą rękę na temblaku. Bronisław zajechał mu drogę furmanką, pytając:
- Co to ma znaczyć?!
- Czemu masz rękę podwiązaną?!
- Czy nie mówiłem tobie, że masz pracować nad nią, masz regularnie ją przygotowywać do normalnej pracy?!
- Jak tak będziesz postępować, nigdy nie uzyskasz w niej pełni władzy!
- Zagroził mi, że jak mnie jeszcze raz tak zobaczy, rozmontuje mi mój łokieć do stanu poprzedniego!- pomogło!



Ile lat miał pani tata kiedy umarł?
- Niecałe 60 lat, zmarł na raka, chorował dłuższy czas.
czy do końca piastował funkcję sołtysa?
  - Tak, do końca, chociaż ostatni rok przed śmiercią nie mógł w pełni spełniać swoich obowiązków, ze względu na postępującą chorobę. Zastępował go jak mógł Zdzisiu, miał kilkanaście lat, pomagał w obliczeniach. Zaraz, po śmierci taty sołtysem został Leon Mantyk.
Czy tata od dawna zajmował się nastawianiem złamanych kończyn, zwichnięć, od kogo tego wszystkiego się nauczył?
   - Jak tylko pamiętam zajmował się leczeniem ludzi, swoje nauki pobierał u swojego ojca, to była rodzinna tradycja. muszę zaznaczyć, że z czwórki rodzeństwa tylko on umiał pomagać chorym.
   - Nie tylko ludziom pomagał, również jechał do chorych krów, czy tez koni. W większości przy problemach przy cieleniu lub źrebieniu.
   - Muszę ci powiedzieć, że pamiętam taki przypadek, kiedy wyjmował z boku krowy cielaka. Często, czy to z Janowa, czy też z  innych pobliskich wsi, przyjeżdżali po niego w dzień czy też w nocy rolnicy którzy mieli problemy z rodzącą rogacizną.
Pamiętam niewiele pani tatę, jednak jak tylko sięgam pamięcią, zawsze słyszałem najlepsze opinie o nim, jego pracowitości i dobroci.
   - Zgadza się, tata był bardzo szanowany, muszę ci powiedzieć, że za swoją pomoc w leczeniu nigdy nie przyjął nawet jednej złotówki. Zdarzało się, ze ludzie chcieli płacić mu pieniędzmi - a w tym czasie na wsiach żyło się bezgotówkowo, ludzie byli samowystarczalni, jeśli to, był to handel wymienny), wtedy zdecydowanie odmawiał, mówiąc, że jest to dar od Boga i za to nie może brać wynagrodzenia.
   - Wiesz przecież, że mieliśmy jak na rogowskie warunki naprawdę wielką gospodarkę. Dla przykładu, podczas kopania kartofli, a wtedy pracowało się motykami, zeszło się tyle ludzi bez żadnej prośby, że w ciągu dnia wszystkie kartofle były wykopane. Ludzie ci, chcieli chociaż w takiej formie odwdzięczyć się za okazaną przez tatę pomoc.
    - Moja mama widząc co się dzieje, szybko biegła do domu, wypełniała dwa sabatniki piekąc ciasta. Przygotowywała jak mogła uroczystą wieczerzę. Na stole było i mięso (zawsze mieliśmy peklowane, czy też solone mięso ze świni, gdyż każdego roku zabijaliśmy wyhodowane przez nas dwie sztuki) i wszystkie wiejskie przysmaki.


        Nie tylko zdarzała się taka sąsiedzka pomoc jak przy wykopkach, także podczas sianokosów. Byłam młodą dziewczyną, przegrabiałam siano aby szybciej schło, wtedy też bez zapowiedzi zawsze ktoś przychodził i mi pomagał.
-  Andrzejku, muszę przy tej sposobności wspomnieć o bracie mojego taty, Felku Mantyku. Był przez kilkanaście lat wójtem w Klukach.
        Rozmowa nasza odbywała się w obecności wnuczki pana Bronisława, Danusi Braun, która w tym momencie przyszła ze smacznym obiadem serwowanym w ogrodzie. W żartach powiedziałem, żeby przysłuchiwała się opowieści o swoim dziadku, bo z pewnością mało wie w tym temacie. pomyliłem się, odpowiedziała mi natychmiast zdecydowanym głosem:
     - Oj, bardzo się mylisz, ja wszystko wiem o moim dziadku. Byłam bardzo mała jak zmarł w czerwcu 1965 roku, miałam wtedy 4 lata, ale znam z opowiadań jak dobrym był człowiekiem i fachowcem niosącym pomoc ludziom i zwierzętom.
    - Słyszałam o przypadku, kiedy mój dziadek tak profesjonalnie poskładał połamany obojczyk u jednego z mieszkańców, że z łódzkiego WAM-u przyjechała na Rogowiec specjalna komisja składająca się z lekarzy, którzy chcieli naocznie zobaczyć człowieka, który bez wykształcenia medycznego potrafi czynić takie cuda.
    - Andrzejku - mówi pani Marysia, wyobraź sobie, że po tej wizycie mój tata pojechał do Łodzi na Akademię Medyczną, tam pokazywał i opowiadał co potrafi. Dostał bardzo poważną propozycję: duże mieszkanie, pracę, szkoły dla całej rodziny. nie chcieli nawet słyszeć, że wróci na Rogowiec.
    - Mój tata zdecydowanie odrzucił tą intratną propozycję - powiedział:
    - W żadnym przypadku nie opuszczę Rogowca, tam jest moja liczna rodzina, duże gospodarstwo, tam są ludzie którzy potrzebują mojej pomocy. W Łodzi przebywał pół roku. Danusia dopowiada, że wracając otrzymał specjalne pozwolenie jako ortopeda, że może bez żadnych obaw leczyć ludzi! To w tych latach było wprost niemożliwe, musiał być naprawdę wielkim fachowcem kiedy okazano mu takie zaufanie!
   Jego przypadek można porównać z bohaterem filmu Znachor.
   - Pamiętam przypadek kobiety mówi Danusia, która spotkała nas w lesie kiedy zbieraliśmy jagody i powiedziała, że gdyby nie mój dziadek, to z pewnością już by nie żyła, czy też nigdy nie chodziła. Pani Marysia mówi, że faktycznie, pamięta ten przypadek, kiedy to przywieźli ją na do mojego taty na wozie konnym, miała wszystko pozrywane w wyniku wypadku, w szczególności kręgosłup. Tata wszystko ponastawiał, tak, ze ta kobieta mogła normalnie funkcjonować.
   Zapytałem czy pan Bronisław urodził się w Rogowcu.
   - Nie, odpowiedziała pani Marysia, tata mój urodził się w Nowym Janowie (Grafenorcie). Wywodził się z dużej rodziny, miał trzech braci, wspomnianego wcześniej Feliksa, Leona i Zenona którzy także przeprowadzili się na Rogowiec. Była także siostra, która jako mała dziewczynka zachorowała na krztusiec i zmarła, spoczywa na cmentarzu w Kaszewicach. Moja mamusia bardzo rozpaczała, nie mogła przeboleć jej śmierci. Wspomnę jeszcze, że mój tatuś był bardzo podobny mentalnie do Felka, natomiast Leon i Zenon mieli inne charaktery.
    Tyle wspominek o Bronisławie Mantyku. Wprosiłem się na wspominki w innych tematach, także związanych z Rogowcem i rodziną Mantyków. Pani Marysia wyraziła zgodę, myślę, że przeczytacie państwo ciekawy materiał, gdyż Rogowiec jest tego wart!

poniedziałek, 2 września 2019

Biskup Matteo Zuppi - Kościół - Aleteia - Artykuł


       Myślę, że każdy przeczyta ten materiał, pomimo, ze prezentuję tylko część. Takich księży potrzebujemy, od nich można nauczyć się pokory.. Zapraszam do przeczytania całości pod:


https://pl.aleteia.org › 2019/09/02 › nie-jest-biskupem-a-zostanie-kardynal...


Żeby zostać księdzem, uciekł z domu. Jest biskupem bezdomnych i bezrobotnych. Zostanie kardynałem

Kiedy w 2010 r. zapytano go, gdzie teraz chciałby pracować, poprosił o możliwie peryferyjną parafię z możliwie dużymi problemami... Teraz, zgodnie z wolą papieża Franciszka, zostanie kardynałem.

Żeby zostać księdzem, uciekł z domu. A zaraz po święceniach w 1981 roku uciekł na ulicę. Do biednych, bezdomnych, bezrobotnych, naćpanych. Na peryferie. Związany z pomagającą ubogim wspólnotą Sant’Egidio przez trzydzieści lat posługiwał przy bazylice Santa Maria na rzymskim Zatybrzu. Kiedy w 2010 zapytano go, gdzie teraz chciałby pracować, poprosił o możliwie peryferyjną parafię z możliwie dużymi problemami. I tak został proboszczem osiemdziesięciotysięcznej wspólnoty w Torre Angela.



W 2012 roku został biskupem pomocniczym diecezji Rzym-centrum (otoczonej plus minus dziesięcioma diecezjami podmiejskimi, tworzącymi strukturę kościelną Wiecznego Miasta). To wtedy powiedział, że Kościół musi być jak rzeka, która nie boi się zabrudzić, płynąc przez swoje miasto. Nominację na arcybiskupa Bolonii otrzymał na jesieni 2015 roku.

12 grudnia 2015 roku biskup Matteo Zuppi odbył ingres do swojej bolońskiej katedry. Wieczorem. Przedtem, zgodnie z planem ogłoszonym już kilka dni po październikowej nominacji, odwiedził parafię leżącą przy samej granicy diecezji, spotkał się z zagrożonymi utratą pracy pracownikami fabryki Saeco i zjadł obiad z ubogimi w domu pomocy.
Znalazł czas na rozmowę z uchodźcami z północnej Afryki, na dworcu złożył hołd ofiarom ataku terrorystycznego z 1980 roku i pojawił się na dziecięcym oddziale onkologicznym szpitala św. Urszuli. W międzyczasie wymienił niezliczone uściski i pozdrowienia, wysłuchał bez pośpiechu kilkudziesięciu osób, a po obiedzie wpadł do kuchni podziękować kucharkom i zapytać, czy umieją przygotować jego ulubioną pastę........

 

niedziela, 1 września 2019

2 wojna światowa - Bazińska Aleksandra - Muzeum Warszawy - Dokument

        W ubiegłym miesiącu, dokładniej 23 lipca otrzymałem takiego oto e-maila z Muzeum Warszawy:

Szanowny Panie, 
z prawdziwym przejęciem odkryłam na Pańskim blogu informację o dokumentach, które zakupił Pan w łódzkim antykwariacie . Znajduje się wśród nich Berufs-Ausweis Aleksandry Bazińskiej, ur w 1921 roku. 

Ojciec Aleksandry, Aleksander Baziński był autorem  przechowywanego w Muzeum Warszawy pamiętnika – wspomnień z września 1939 roku. W związku z planowaną publikacją pamiętnika poszukujemy kontaktu z potomkami autora. Znalezienie tego dokumentu ( ze zdjęciem!) na Pana stronie będzie być może jakąś pomocą. Niezależnie od tego, czy uda się znaleźć dzieci Aleksandry (która zapewne po wojnie nosiła inne nazwisko) czy też nie, bylibyśmy bardzo zainteresowani możliwością wykorzystania dokumentu do publikacji. 
Czy zechciałby Pan go nam udostępnić?
Prosimy o informację

Z wyrazami szacunku
................... (nie podaję imienia i nazwiska osoby piszącej. 

 
     Odpowiedziałem na ten e-mail przesyłając skan tego dokumentu, w odpowiedzi otrzymałem: 
 
 
Bardzo dziękuję, to wspaniale,
jednak z pliku o takiej rozdzielczości, jak u Pana na stronie, nie da się wykorzystać do druku. Czy byłaby możliwość zrobienia lepszego skanu tego dokumentu? 
Muzeum oczywiście pokryłoby koszt takiej operacji.

 
Pozdrawiam serdecznie 
     Nie chcąc bawić się w skanowanie, podjąłem decyzję, że przekaże w prezencie ten dokument, gdyż uważam, że jego miejsce powinno być w muzeum.

 
 
Szanowny Panie, 
z wielką wdzięcznością przyjmujemy Pana propozycję. Byłoby wspaniale, gdyby ta pamiątka mogła się znaleźć w zbiorach Muzeum Warszawy, tym bardziej, że Aleksandra Bazińska występuje w pamiętniku ojca jako  bardzo wyrazista postać. Będzie się Pan mógł o tym przekonać, bo z przyjemnością przyślę Panu egzemplarz książki, kiedy się tylko ukaże. 

Prosimy zatem o przesłanie dokumentu na adres;

.............................
Działu Badań nad Warszawą
Head of Research Department

Muzeum Warszawy
Rynek Starego Miasta 28–42, 00-272 Warszawa

Przyjęcie daru do Muzeum ma swoje procedury, dlatego podaję właśnie ten, a nie mój własny adres. Oczywiście może się Pan spodziewać potwierdzenia i podziękowania z naszej strony. 
Ja osobiście już teraz serdecznie Panu dziękuję.
 
 
 
 
 
           Wysłałem list polecony, taką odpowiedź otrzymałem:
 
 
Szanowny Panie,
jestem niezmiernie wdzięczna za ten dar. Będę zobowiązana za przesłanie go na mój oficjalny, muzealny adres: Muzeum Warszawy, Rynek Starego Miasta 28-42, 00-272 Warszawa. Dary do Muzeum przyjmuje specjalnie powołana do tego celu Komisja, będę Pana informować o procedurze i podam sygnaturę obiektu w inwentarzu muzealnym. Pozwolę sobie również przesłać Panu książkę, jak tylko zostanie wydana.
Z wyrazami szacunku,
Szanowny Panie,
raz jeszcze dziękuję za dar i przepraszam, że Pana niepokoję, ale procedura Muzeum ma pewne wymogi. Jeśli chciałby Pan być formalnie naszym darczyńcom (fakt ten odnotowywany jest w księgach inwentarzowych), Muzeum musi Panu przesłać różne dokumenty do podpisu. Czy wyraża Pan zgodę, bym przekazała Pana adres mailowy do pracowników Działu Gromadzenia Zbiorów?
Z wyrazami szacunku,
 
 
 
        Nie śmiem nawet podejrzewać, że pani pisząca do mnie miała złe zamiary. Jednak procedury związane z potwierdzenia darowania czegoś do muzeum są co najmniej dziwne.  Mój kumpel, czeka ponad rok na potwierdzenie... To nie sprzyja, żeby darować coś więcej, zagmatwane procedury, terminy.., nie wygląda to najlepiej... 
       Nie mam szczególnie parcia na podziękowania, dużo dokumentów, zdjęć, czy też pocztówek przesyłałem w prezencie do podobnych instytucji, czy też osób prywatnych. Jednak miłym jest, że  mam swój malutki wkład w powiększaniu kolekcji, w szczególności dla miasta Warszawy, która dokładnie 80 lat temu została zaatakowana przez niemieckiego okupanta i została ograbiona ze skarbów kultury.
 
        
 
 

niedziela, 25 sierpnia 2019

K.K.Staathalterei Lwów - K.K. Bezirkshauptmannschaft Tarnów - Kolej - Legitymacja - 1903




    Pierwszy raz odwiedziłem Targ Staroci organizowany przez Ośrodek Kultury Górna przy współpracy z Fundacją Przędzalnia Sztuki na Księżym Młynie w Łodzi. Ten sam klimat jak w Spale, być może jeszcze bardziej kameralny. Byłem od godziny 12 w południe, sporo sprzedawców się rozkładało ze swoimi skarbami, być może później było więcej sprzedających. Znalazłem to, czego szukałem! - Pan Grzegorz miał baaardzo dużo zdjęć i pocztówek, w większości pochodzących z Łodzi. Użyczył mi stołeczka, gdyż samo przeglądanie zdjęć zajęło mi prawie godzinę. Z prawie 500-600 zdjęć wybrałem 5 które mnie zaciekawiły, pod koniec pan Grzegorz podsunął mi segregator z dokumentami. To właśnie w nim znalazłem bardzo ciekawy dokument, który prezentuję poniżej. Co prawda, nie jest on związany z Łodzią, ale oryginalność nie pozwalała mi go nie kupić.
     Chodzi dokładniej o legitymacje Legitimation für Active K.K. bez. K.u.K. Staats und Hofbedienstete. -Legitymacja dla urzędników K.K i K.i.K. stanu aktywnego i sądów. Jej właścicielem był inżynier Mayer Tächer, który na podstawie tej legitymacji i zdjęcia na kartonie mógł korzystać z ulg przy przejazdach koleją. Niestety, nie mogę odczytać jaki zawód wykonywał.. Z widocznego tłoczonego stempla: K.K.Statthalterei in Lemberg (K.K.Porucznikostwo we Lwowie), można przypuszczać, ze przemieszczał się na trasie Lwów - Tarnów.
Jeśli chodzi o K.u.K. to prawdopodobnie były to: bataliony zapasowy i uzupełnień 57 Pułku Piechoty (carskiej i królewskiej armii). W latach 1900-  do wybuchu 1 wojny światowej w 1914 roku stacjonowały w Tarnowie komenda tego 57 pułki jak i III i IV batalion.





                                         Stempel tłoczony K.K.Porucznikostwo we Lwowie


poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Łódż - ul.Dzielna 18 - Teatr niemiecki "Thalia" - Krzysztof Gładki - Książka protokółów - 1923-39 - cz.3

         Tym protokołem z posiedzenia zarządu Teatru niemieckiego "Thalia" kończę prezentację. Tych protokołów jest naprawdę dużo, jednak muszę zachować prawo własności Krzysztofa Gładkiego do tych dokumentów. Jeśli kogoś interesuje dalsza treść, proszę napisać do mnie, przekaże prośbę osobie zainteresowanej.
                                                        

                                                          POSIEDZENIE ZARZĄDU
                                                             z dnia 17 grudnia 1923

           W obecności 9 nowo wybranych członków zarządu i rady nadzorczej a m. pp. Ostermana, martina, Lange, Oberlandera, Hessego, Gusego, Kubitza, Thiema i Petersa, pan Oberlander zagaił posiedzenie zarządu o godzinie 8,30 wieczorem. Na porządku dziennym jest podział mandatów zarządu. po dłuższych przemowach wybrano:
         na przewodniczącego:
                                                     p.Emila Oberlandera                                Łódź, Piotrkowska 149
         na wiceprzewodniczącego
                                                     p.Jakóba Pettersa                                                Ewangelicka 1
         na sekretarzy                      
                                                     p.Alfreda Guse                                                   Orla 1
                                                     p.Rudolfa Kubitza                                              Zamenhofa 26
         na skarbników                   
                                                     p.inż. Karola Lange                                            Gdańska 84
                                                     p.Alfreda Meissnera                                           Nawrot 40
         na członków komitetu sztuki dramatycznej
                                                     p.Adolfa Martina                                                Orla 5
                                                     p.Oswalda Hesse                                                 Al.Kościuszki 31
                                                     p.Hermana Thiema                                             Wólczańska 91

            Siedzibą stowarzyszenia wybrano, na propozycję p.Pettersa, mimo ..... tegoż pana. Adres: Łódź, ul.Ewangelicka 1.
            Na wniosek p.Oberlandera uchwalono napisać do dyrekcji bielskiego i gdańskiego teatru niemieckiego w sprawie ewentualnych występów ich zespołów artystycznych.
            Pozatem posiedzenie zamknięto o godz. 11 wieczorem





.

niedziela, 18 sierpnia 2019

Łódż - ul.Dzielna 18 - Teatr niemiecki "Thalia" - Krzysztof Gładki - Książka protokółów - 1923-39 - cz.2

    
                                       WALNE ZGROMADZENIE Z DNIA 12.12.23.

           W obecności 23 członków odbyło się pierwsze walne zgromadzenie stowarzyszenia lokalnego "Thalia". początek o godz. 8,30 wieczorem na sali konferencyjnej w gmachu niemieckiego gimnazjum.
           Posiedzenie zagaił p. Brunon Janisz określając w krótkich zarysach powstanie i zadanie stowarzyszenia lokalnego. Mówca proponuje jednocześnie na przewodniczącego dzisiejszego zgromadzenia p.redaktora Aleksisa Drewinga. Wniosek przyjęto jednomyślnie.
           Pan Red. Drewing przyjmuje mandat i prosi na asesorów p.Franciszka Leonharda i dr. Kurta Schweikuta, a na sekretarza p. Bertholda Urlicha?.
                         Porządek dzienny jest następujący:
                         1) Odczytanie ustawy stowarzyszenia
                         2) Wybór rady nadzorczej.
                         3) Wybór zarządu.
                         4) Wybór komisji rewizyjnej.
                         5) Ustalenia wysokości składki członkowskiej i składki wpisowej.
           Pan E.Oberlander odczytuje statut, który został jednogłośnie przyjęli. Do rady nadzorczej większością głosów wybrani zostali panowie:
                         Juljusz Buhle
                         Brunon Janisz
                         Franz Leonhardt
                         Inż. Karol Lange
                         Rudolf  Prusse
                         Rudolf Lange
                         Adolf  Martin?
                         Artur Ostermmann
                         Emil Oberlander
                         Jakob Pettersjan?
                         Rudolf Prusse
                         Eugenjusz Richter
                         Cezary Romisch
                         Dr. Kurt Schweikert
                         Juljusz Triebe
                         mec. Alfred Vogel
                         Jan wende
                         Albert Ziegler
         Do zarządu wybrano następujących panów:
                         Bertolda Urlicha
                         Alfreda Guse
                         Oswalda Hesse
                       i Rudolfa Knibitza
         Do komisji rewizyjnej wybrano:
                  p.p. Adolfa Neumana
                         Rudolfa Wistehube
         Na kandydatów do zarządu wybrano:
                  p.p. Henryka Drose
                       i Alfreda Heissnera
         Uchwalono ustalić składki członkowskie na 1 złoty miesięcznie, a wpisowe na 1 złoty minimum (jednorazowo) po oficjalnym kursie franka szwajcarskiego.
         Koniec posiedzenia o 10 wieczorem.
                                                                                Przewodniczący walnego zgromadzenia

Sekretarz;                                              Asesorowie:

          
Na skanach widać, że protokoły z tego pierwszego spotkania piły pisane w dwóch językach; polskim i niemieckim. Są pewne rozbieżności w nich, ja na to nie mam wpływu.



Łódż - ul.Dzielna 18 - Teatr niemiecki "Thalia" - Krzysztof Gładki - Książka protokółów - 1923-39 - cz.1

     Krzysiu Gładki, kolekcjoner starych guzików (autor kilku książek z tego tematu) jest również pasjonatem historii. Przez wiele lat był właścicielem Skupu Złomu i Makulatury w Łodzi przy ulicy Praskiej. Tam go też poznałem przed kilku laty - nabyłem od niego wiele eksponatów do moich kolekcji, wielogodzinne dyskusje wzbogacały moją wiedze o Łodzi. Niestety, kultowy punkt skupu nie istnieje już od ponad 2 lat, jednak jego pasja do zbieractwa się nie zmniejszyła. Jeździ pod łódzkich skupach i skupuje stare zdjęcia, pocztówki i dokumenty....
    Jednym z takich najprawdziwszych skarbów, wyjętych z kontenera z makulaturą jest:


"KSIĄŻKA PROTOKÓŁÓW POSIEDZEŃ ZARZĄDU  NIEMIECKIEGO STOWARZYSZENIA
                                 TEATRALNEGO "THALIA" W ŁODZI - 1923-39"
     Książka-zeszyt formatu A-4 jest wspaniałym materiałem badawczym, nazwiska (niekiedy adresy) założycieli, społeczników, aktorów, podnoszą wartość historyczną jak i materialną tego dokumentu! ja pozwolę sobie zaprezentować tylko część tego materiału. Jeśli czytelnicy są zainteresowani dokładniejszych wglądem podam namiary na pana Krzysztofa.

     Troszeczkę historii dotyczącej powstania tego Stowarzyszenia jak i działalności na terenie Łodzi. Znakomity opis znajdziemy (na pocztówce widoczny budynek w którym mieścił się Teatr "Thalia" ) w:



baedekerlodz.blogspot.com/.../ulica-dzielna-18-narutowicza-20-czyli.html
    





Łódź - ul. Pomorska 18 - ul.Mazowiecka 18 - Tablica uliczna - GMINA WYZNANIOWA ŻYDOWSKA - Krzysztof Gładki - ok.1900


       Są jeszcze piękne pamiątki po minionych czasach! - Mój kolega Krzysiu Gładki znalazł na jednym łódzkich Skupów Złomu i Makulaturę cudowną tablicę! Marzenie każdego kolekcjonera szyldów ulicznych - ja sam mam ponad 60 starych ulicznych tablic z lat 1945-70, ale takiem perełki nigdy nie miałem...
       Jeśli się nie mylę, ulica Mazowiecka już nie istnieje, jest obecnie ulica Pomorska. Jeśli tak, budynek pod numerem 18 to GMINA WYZNANIOWA ŻYDOWSKA!
       Zdjęcie wspólczesne kamienicy przy ulicy Pmorskiej 18 pochodzi z:








Łódź - Łódzkie Towarzystwo "CHICAGO" - Książeczka - Krzysztof Gładki - ok.1910


   Spora zagwozdka - Książeczka związana z historią Łodzi, następny dokument wypożyczone przez kolegę Krzysia Gładkiego. Szukałem, szukałem bez skutku, instytucja Łódzkie Towarzystwo "Chicago" jest nieznana na Google..Nie bardzo wiem, gdzie dalej szukać, być może ktoś z czytelników pomoże?






Rejent Walerian Ryfiński - Powstanie Styczniowe - Łódź - Pomorska 1 - Krzysztof Gładki - 1911

   Następny, ciekawy dokument dotyczący historii Łodzi. Przekazał mi grzecznościowo wiele dokumentów dotyczących naszego miasta kolega Krzysztof Gładki. Niestety, nie potrafię przetłumaczyć z języka rosyjskiego, być może ktoś mi w tym pomoże. Ja skoncentrowałem się na tym, kto wypisał ten dokument. Okazuje się, że autorem jest pan Ryfiński Walerian, weteran powstania styczniowego! Łódzki notariusz, znakomicie opisana postać pod:
Jakub Lutosławski 
NOTARIAT W ŁODZI W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM
na stronie 193 Ryfiński Walerian (1901-1915, 1917-1923)
    



Ryfiński Walerian (1901-1915, 1917-1923) Walerian Ryfiński najprawdopodobniej urodził się w połowie XIX stulecia. Był weteranem powstania styczniowego. Przed 1900 r. był pełniącym obowiązki sędziego śledczego w Łodzi. Następnie został zamianowany na jedną z czterech nowo utworzonych posad notarialnych w Łodzi obok E. Trojanowskiego, F. Rybarskiego i J. Żyźniewskiego. Prowadził kancelarię przy ul. Piotrkowskiej 47 do 12 września 1915 r. Spisał w tym czasie prawie 98 tys. aktów. Dalszą pracę przerwała mu wojna. Dnia 10 września 1917 r.powrócił do pracy notariusza w Łodzi. Jego kancelaria znajdowała się wówczas przy ul. Piotrkowskiej 46. Do 30 września 1923 r. spisał kolejne 46 tys. aktów. Odszedł z notariatu na własną prośbę. Nie są znane dalsze jego losy. Prawdopodobnie zmarł 24 sierpnia 1928 r. przeżywszy lat 89 zmarł. Pochowany został w zbiorowym grobie powstańców.*

    Nie bardzo zgadza się adres, pod który przyjmował interesantów Rejent Walerian Ryfiński. W tym dokumencie jest podany adres: dawna ulica Średnia 1 , obecnie ulica Pomorska.






* -



KOLEKTURA LOTERII PAŃSTWOWEJ - Józef Hirschberg - Łódź - Piotrkowska 24 - Wygrana - Loteria - Krzysztof Gładki - 1919


         Któż by nie chciał otrzymać taką kartkę pocztową?! Wygrana w Loterii Państwowej na sumę 1.000 złotych była z pewnością wielką niespodzianką dla pana Grzelczaka, łodzianina zamieszkałego przy ulicy Rokicińskiej 84.
         Właśnie dzisiaj mija dokładnie 100 lat i jeden miesiąc, kiedy Józef Hirschberg właściciel kantoru wymiany KOLEKTURY LOTERII PAŃSTWOWEJ w Łodzi,ul.Piotrkowska 24, wysłał tę kartkę!
         Właścicielem tej kartki jest mój kolega Krzysiu Gładki, który grzecznościowo wypożyczył mi ten materiał, dzięki Krzysiu!
         Piotrkowska 24 - przebogata historia tej kamienicy z I połowy XIX wieku. Wyczerpujące informacje w tym temacie znajdziecie państwo pod:






          Jedno z ogłoszeń prasowych dotyczących Kantoru Wymiany Józefa Hirschberga.

sobota, 17 sierpnia 2019

ORMO - OCHOTNICZA REZERWA MILICJI OBYWATELSKIEJ - Łódź - Facebook - Komentarze


    Wiedziałem, że to zdjęcie jest prowokujące, wyzwoli wiele emocji. Jest to jedno z kilku , które znalazłem w kontenerze z makulaturą na jednym z łódzkich skupów. Jedno było pewne, że zrobiono je w Łodzi, tajemnicą było to, gdzie dokładnie.
     Nie spodziewałem się, że takie emocje pojawią się na Facebooku, będzie tyle komentarzy (69), także laików (49), w niecałe 20 godzin!
     Większość komentarzy pokazuje, że ORMO (OCHOTNICZA REZERWA MILICJI OBYWATELSKIEJ)* nie była akceptowana przez społeczeństwo. Proszę ocenić , co zawierają komentarze, myślę, że jest to dobry materiał badawczy.





* - Wikipedia:
Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej (ORMO) – paramilitarna organizacja ochotnicza społeczna wspierająca MO, powołana uchwałą Rady Ministrów z 21 lutego 1946 oraz – wydanego na podstawie tej uchwały – zarządzenia ministra bezpieczeństwa publicznego z 22 lutego 1946, zaś rozwiązana ustawą uchwaloną przez Sejm 23 listopada 1989.
W okresie szczytowym liczyła ok. 400 tysięcy ludzi, w większości rekrutowanych spośród członków , PZPR ale również z dużym udziałem ZSL i SD i bezpartyjnych.
W momencie podjęcia decyzji Sejmu o likwidacji ORMO liczyła ona 328 510 członków