wtorek, 20 listopada 2018

2 wojna światowa - Kartki propagandowe Wehrmacht - Propaganda-Postkarten von Kriegsberichter - Rosja - cz.1


   Karki propagandowe korespondentów wojennych (Propaganda-Postkarten von Kriegsberichter) w czasie 2 wojny światowej istniały we wszystkich formacjach niemieckich wojsk. W moim ponad 25-cio letnim okresie kolekcjonerstwa, miałem w rękach setki kart propagandowych, niewiele z nich było moją własnością. Większość była poza zasięgiem mojej kieszeni, w szczególności te wysłane z frontów jako Feldpost. Dużą ilość sprzedałem, takie jest życie. Podczas porządkowania znalazłem kilka kartek które w większości ośmieszając Rosję, jej mieszkańców. Tysiące takich kartek dochodziło do rodzin niemieckich żołnierzy, to zwiększało i tak złą opinię o wszystkim co było na wschodzie....



























poniedziałek, 19 listopada 2018

List intencyjny - Firma W.Tryniszewski i S-ka - Czesław Zażuliński - Warszawa - 1891

Piękne pisma z epoki, listy intencyjne z 1891 roku!!! Drukowane w językach: polskim, francuskim, niemieckim i  rosyjskim (wszystkie dokumenty są moją własnością). Być może zainteresują fanów historii Warszawy! Nie znalazłem tej firmy w wykazach, być może ktoś podpowie, gdzie dokładnie ta firma się znajdowała?















List intencyjny - Firma M.Marro - Albert M.Maro i SP. - Stanisław W.Zawadzki - Kielce - 1890-91

      Piękne pisma z epoki, listy intencyjne z lat 1890-91!!! Drukowane w językach: polskim i rosyjskim (wszystkie dokumenty są moją własnością). Być może zainteresują fanów Kielc!








Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Bełchatów - Pierwsza miłość - 1921 - cz.11


                                                          ROZDZIAŁ 7

   Kiedy opisuję wszystkie chwile, które pamiętam, nie mogę pominąć i stron sentymentalnych, gdyż postanowiłem wszystko ważniejsze umieścić w pamiętniku.
   Również w roku 1921 serce moje pierwszy raz silniej zabiło ku pewnej kobiecie: Wła... Mich...Pierwszy raz w życiu stanęła mi miłość przed oczyma w poetycznym świetle.
   Powiedział pewien filozof: "Czas to lekarz". I bynajmniej nie przesadził co mej miłości; a znowu drugi powiedział "Stara miłość nie rdzewieje"- jednak ten, co do mnie się pomylił, gdyż zardzewiała ma pierwsza miłość. W chwili kiedy piszę te słowa kończę lat 25 i nie ożeniłem się, i ta kobieta również. Jednakże dziś nie pojął bym ją za żonę. A w tedy? Nie mogę sobie dziś wyobrazić jak szalałem za nią.
   Zdawało mi się w ten czas, ze już nie ma dla mnie innej kobiety tylko ta jedyna w świecie najpiękniejsza ze wszystkich. A czasem, gdy znajdowałem się na zabawie czy w innem towarzystwie - a nie było jej, już nie interesowały mnie inne kobiety.
- A dziś? - zmieniła mi się natura, dziś kocham jedną tydzień, a po tygodniu za inną tęsknię.
   Oj, bo ta co kochałem wtedy zdawała się dla mnie aniołem, lub jaką świętą na obrazku. - Twarz u niej biała, pociągła, a rumieniec rozkwitał na jej policzkach jak róża, ciemna szatynka, oczy piwne szybko latające w orbitach, świadczące o ostrym temperamencie, z siarki i ognia złożonego, pod którym drżało i topniało wszystko, gdy na kogo skierowało swój wzrok hypnotyzujący. Co wycierpiał przez te oczy, które wzbudziły w mem sercu iskry miłości, tego dziś nie umiem wypowiedzieć, wiem tylko co wycierpiałem kochając szalenie.



    Kiedy się z nią spotykałem doznawałem błogiego zaczarowania zahypnotyzowany siła jej wzroku, tak, ze stałem przed nią onieśmielony, niezdolny słowa przemówić, a kiedy prowadziliśmy rozmowę, jej głos był dla mnie czemś nadprzyrodzonym, że chciałbym słuchać tego głosu wiecznie, ten głos upajający, taki błogi, budzący dziwne, rozkoszne dreszcze, a gdy brałem jej rękę do swych rąk, czułem jakby prąd elektryczny przebiegający mnie na wskroś, ze mnie pokusa brała, - przyciągnąć ją ku sobie, otoczyć ramionami i gorącym, namiętnym pocałunkiem wyssać nektar słodyczy z jej ust, lecz nie miałem odwagi spłoszyć motylka.
   A nieraz bywało, siedzieliśmy wieczorem w słuchaniu w własne oddechy, w serc bicie, a urywkami przemawiając do siebie, a cała przyroda zdawała się nam być muzyką taką błogą, anielską, ze serca nasze przestawały bić swem miarowem uderzeniem; a uszy łowiły najlżejszy szum liści poruszających się lekko, a wiater łagodny jakby głaskał, łączył nasze serca będące blisko siebie, a wzrok nasz biegał hen w nieskończony wszechświat. A kiedy żegnałem ją nie mogłem się z nią rozejść, gdy przyszedłem do siebie, to tak mi było samotnie, smutno i tęskno, że sen odemnie odbiegał, a całe noce marzyłem o niej, jej wdzięczna twarzyczka stała zawsze mi przed oczyma prześladując mnie nawet we śnie. I kto wie jak długo by się ciągnęła ta sielanka, gdyby nie zazdrość, ta nas rozłączyła, gdyż lubiła i innych wabić, nie mogąc tego znieść porzuciłem ją, - w dodatku złożyły się i inne przyczyny o których zamilczę.
   Moje słodkie sny i marzenia pierzchły w jednej chwili, a które mi się przedstawiały w tak egzotycznym świetle. Pozostała mi tylko tęsknota i nadzieja, ze może kiedyś? - Kiedyś w życiu napotkam ideał taki o jakim marzyłem i marzę.

                                                     - ciąg dalszy nastąpi - 

6 Pułk Pancerny Dzieci Lwowskich - Ppłk. Henryk Świetlicki - Włochy - Monte Cassino - cz.1

   Historię podpułkownika Henryka Świetlickiego opisywałem dosyć szczegółowo na moim blogu. Pokłosiem tego był e-mail który otrzymałem 30 października 2018 roku. Oto jego treść:
Szanowny Panie,
mój ojciec służył w Pułku 6 Pancernym  Dzieci Lwowskich... Posiadam 1 fotografię żołnierzy w czasie przeglądu wojska przez jakiegoś wysokiej rangi oficera. Domyślam się, że może nim być dowódca baonu czołgów ppłk Henryk Świetlicki. Niestety, nie udało mi się znaleźć w internecie jakiegokolwiek zdjęcia pana pułkownika w wieku średnim by zweryfikować, czy to On widnieje na tej fotografii. Porównując osobę ze zdjęcia z fotografią rozpoczynającego karierę wojskową Henryka Świetlickiego jestem prawie pewny (duże podobieństwo)  że przegląd wojska dokonuje ppłk Henryk Świetlicki.
W związku z tym mam pytanie, czy jest pan w stanie potwierdzić moje przypuszczenia? Jeżeli tak, to prześlę Panu scan tej fotografii...
A czy jest w sieci jakaś strona z fotografiami żołnierzy 6 Pancernego Dzieci Lwowskich, bym mógł tam umieścić swoje zdjęcie?
Pozdrawiam
Andrzej
Bardzo mnie ta wiadomość z intrygowała!  - jak najszybciej chciałem to zdjęcie zobaczyć, dosyć dobrze znałem z fotografii pana Henryka. Dość długo trwała nasza korespondencja na linii: Pan Andrzej - Jerzy i Ryszard Świetliccy i ja. Wreszcie, 14 listopada otrzymałem skan zdjęcia wraz z komentarzem:

Bardzo, bardzo przepraszam za tak długą przerwę ale zupełnie zapomniałem, że miałem wysłać Panu scan zdjęcia. Co prawda jakość fotografii nie jest najlepsza ale być może uda się Panu potwierdzić bądź zaprzeczyć, że na zdjęciu wizytującym żołnierzy jest pułkownik Świetlicki, czy też jest to ktoś inny... 
Pozdrawiam
Andrzej

Natychmiast napisałem do Pana Andrzeja, czego dowiedziałem się w tym temacie. W dniu 17 listopada otrzymałem wiadomość:

Serdeczne dzięki za wyjaśnienia. Zupełnie nie wiedziałem, że zdjęcie pochodzi z terytorium Niemiec. tato mój (ur.1919r.) wstąpił do armii Andersa w momencie jej tworzenia i przebył z nią cały szlak. Był on kierowcą / mechanikiem czołgu/. Z tego co opowiadał początki były bardzo ciężkie. Wyżywienie paskudne m.innymi zdarzało się mu jadać głowy od śledzi... Po wyjściu spod panowania sowietów, jedzenie było świetne (czekolada, puszki z mięsem). Nie brakowało papierosów. W konkretnych walkach mało brał udział choć otrzymał order za walkę o Monte Cassino (czołgiści nie uczestniczyli w zdobywaniu tego wzgórza). na zakończenie kampanii znalazł się w Anglii skąd wrócił ze wspaniałą skórzaną walizką (mam ją do dzisiaj) oraz m.innymi maszynką do golenia, która służyła mu do końca swoich dni (1979r.). Później w Polsce Ludowej wiadomo... Wszystkie dokumenty ze szlaku bojowego przechowywane były u dalszej rodziny, a w domu nie było żadnego śladu jego udziału w armii Andersa. Nigdy nie był prześladowany z tego powodu i wiódł spokojne życie... Czekam z niecierpliwością na zdjęcia z Pańskiego bloga w tym właśnie temacie... Proszę o króciutką informację, gdy będą dostępne.
Pozdrawiam
Andrzej.


                                    Skan zdjęcia przesłany przez Pana Andrzeja





Ważne ujęcie podczas wizytacji. Za podpułkownikiem Henrykiem Świetlickim który był dowódcą tego pułku w okresie od 9.10. 1942 do 21.5.1944 (ciężkie obrażenia, amputacja stopy) idzie ppłk. Feliks Motyka, dowódca 24.5.1944 - 1947 r. malutki epizod miał mjr. Józef Zasadni który zastąpił rannego ppłk Świetlickiego w dniach 22-23 maja 1944 roku (według źródeł historycznych, nie wytrzymał psychicznie ciężaru dowodzenia pułkiem i został skierowany na inny odcinek frontu).


Zdjęcie zostało zrobione po wizycie u swoich podopieczny w drodze powrotnej z Genui do San Remo - 1946 rok.

Przypominam: wszelkie prawa do zdjęć posiadają Panowie Jerzy i Ryszard Świetliccy. Dalsze prezentacje możliwe po pisemnej prośby na adres mojego bloga.





 

 
                        
      



   
 
  

niedziela, 18 listopada 2018

Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Bełchatów - Kamieńsk - Szkoła - Policja - 1921 - cz.10


           Co się wtedy stało ze mną działo Bóg tylko świadkiem, w pierwszej chwili nie mogłem słowa przemówić na swoja obronę, nie chciałem się uniewinniać nawet, nie rzekłem też ani słowa na taką podłość. A coś poczęło gryźć moje serce, całe moje jesteśtwo - jak gorycz i trucizna tamowały mi te słowa, oddech dusiło wprost. Ujrzałem się samotny, opuszczony, całe moje sieroctwo stanęło mi przed oczyma, w tej chwili zrozumiałem, ze nie mają w swym sercu nic uczucia, tylko spalenisko. A co było tam może niegdyś wygasło, a pozostało tylko, samolubstwo. Niezdolni kochać w swym życiu nic!
           Nie mogłem znieść tego upokorzenia dłużej, na kursy przestałem uczęszczać, gdyż mi już nie pozwolono żadną siła chodzić na lekcje. Więc zrobiłem sobie postanowienie, że jak tylko będzie sposobność, odejdę. Wreszcie przyszedł oczekiwany przeze mnie dzień, poniedziałek handlowy w najbliższym miasteczku w Bełchatowie; pojechano wtedy na jarmark, a ja tylko tego czekając, spakowałem manatki w wór, przywiązałem sobie na plecach i bez żadnego żalu pożegnałem swój przytułek.
          Ale dokąd miałem iść? - nigdzie, tylko do rodzinnego miasta - tam gdzie dotąd mieszkają: brat, ciocia i wujkowie. A było to podczas zimy; śniegi i zaspy nie do przebycia, do tego obarczony ciężarem ważącym z 50 kilogramów, nie lekko mi było, ale już wszystko jedno, powiedziałem sobie: lepsza śmierć z głodu i zimna niż być po prostu więzionym! Dał Bóg, że szczęśliwie doszedłem do stacji Kamieńsk, resztę drogi przebyłem koleją. Ale gdy przybyłem do Radomska nowa trudność mnie spotkała; jakże odnaleźć krewnych? Błądziłem po ulicach, wypytywałem się; wreszcie udało mi się odnaleźć ciocię Walochową. Niedługo się jednak cieszyłem swobodą. Na drugi dzień gdy przyszedł wieczór, położyliśmy się wszyscy spać...., ktoś zaczął pukać do drzwi, ciocia wstała, otworzyła, patrzę; wchodzi policja i aresztuje mnie jak zbrodniarza. - Boże ty widziałeś moją hańbę i upokorzenie, wzięto mnie do wychowania jako syna, ale gdy mnie sami zmusili do ucieczki, to zamiast przyjechać na miejsce, oddano mnie w ręce policji jak najgorszego przestępcę. Przenocowałem w komisariacie policji w Radomsku, a rano odesłali mnie pod eskortą do Piotrkowa i uwięzili, gdzie przesiedziałem całą dobę i znowu jak przedtem dostawiono do Woźnik - tam znowu musiałem nocować w pace nieogrzanej, tylko w kącie było trochę barłogu na którym drżałem z zimna przez całą noc, pomimo mrozu który przewyższał - 20 stopni - cud, ze nie zamarzłem. nadszedł dzień, znowu pod eskortą odprowadzono mnie do Bełchatowa, z Bełchatowa do Grocholic, gdzie się przenocowałem w areszcie, a gdy przyszedł dzień przyjechał mój przybrany ojciec i zabrał mnie do siebie.
           Przez te parę dni przeszedłem całe ciekło życia, - prosiłem Boga ażeby mnie zabrał do siebie z tego padołu płaczu i niesprawiedliwości ludzkiej, gdyż poznałem ludzi bliżej, poznałem ich serca. pomyślałem sobie wtedy, iż Bóg stworzywszy człowieka pomylił się nad tego rodzaju stworzeniem; złożonego: z kłamstwa i obłudy, a rzadko tylko złożonego z doskonałości. Te chwile tak mi serce zakrwawiły, ze będę pamiętał je do grobowej deski. Dziś przebaczyłem już to wszystko tym, którzy mnie do tego popchnęli, ale zapomnieć tego nie mogę i nie zapomnę...
           Nadmienia nawiasem: iż to się działo w styczniu 1921 roku..
           Potem co przeszło już nie byłem tak skrępowany, ale do szkoły przestałem chodzić, uczyłem się tylko z podręczników teoretycznych zasięgając równocześnie porad nauczyciela. I do tego uczęszczałem jako amator na przedstawienia, a miałem w tym kierunku, tak że bym miał odpowiednie wykształcenie poszedłbym na scenę; jako artysta, gdyż ze wszystkich zawodów nad któremi się zastanawiałem, spostrzegłem, że jestem stworzony tylko na artystę. Bo kiedy występowałem na scenie i począłem grać swą rolę - widzowie zwracali wzrok na mnie, a podczas przerw bili mi bis, a po ukończeniu przedstawienia inteligencja składała mi gratulacje.

                                                       - dalszy ciąg nastąpi -


Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Bełchatów - 1 Wojna Światowa - 1914 - cz.9


    Minęło ponad 3 lata jak zaprzestałem publikacji pamiętnika Stanisława Mastalerza - Bieganowskiego...Zapomniałem, inne materiały, trudno powiedzieć. Bardzo ciekawe wspomnienia pisane ręką młodego człowieka, który stracił rodziców jako dziecko (swoich ojczymów traktuje jako mamę i tatę), jego tragiczne losy, warto poczytać. Zapraszam czytelników do części pierwszej, którą zamieściłem 15 lutego 2015 roku:

Historia nieznana: Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Bełchatów ...


historia-nieznana.blogspot.com/2015/03/pamietnik-znaleziony-w-radomsko_17.html


     
                                                    

                                                             ROZDZIAŁ 5

        Cofam się myślą do 1916 roku. W nowo powstałej Ojczyźnie poczęto tworzyć więcej szkół - niż było w zaborze rosyjskim. Założono też szkołę oddaloną od nas o dwa kilometry. I ja też począłem chodzić pierwszy rok do szkoły, a że umiałem już czytać i pisać, wstąpiłem od razu do trzeciego stopnia. p I tu też przed wstąpieniem do szkoły musiałem się nabłagać zanim mi pozwolono.
        Trudno mi szło z początku, gdyż nie znałem dobrze rachunków, pisałem również, lecz nie gramatycznie, lecz powoli pokonywałem wszystkie trudności - tak, że byłem pierwszym uczniem w klasie. Ale gdy przeszła zima, a z nią mróz i śniegi - zabraniano mi uczęszczać na lekcje, ale jak się uparłem, ani jednej lekcji nie opuściłem. W dodatku kupiono mi drewniane trepy i w nich chodziłem do szkoły pomimo śniegów i błota, a czasem dla dogody wziąłem trepy w rękę i biegłem tak przez zaspy śniegowe.
         I to nie było powodu do takiej biedy iżbym musiał w drewnianych trepach chodzić - ale po prostu, żeby mi uprzykrzyć chodzenie do szkoły. Bo mawiano: "Poco mu tej mądrości?" - my bez nauki żyli i żyjemy, to i on żyć będzie. Po prostu zazdroszczono mi żebym nie był mądrzejszym od nich. Ale mnie się nie uprzykrzyło, nie narzekałem nigdy - chociaż dostałem odciski na nogach i choć nieraz mi nogi marzły. Ale gdy nadeszła wiosna musiałem przestać chodzić do szkoły, gdyż musiałem paść bydło.




                                                              ROZDZIAŁ 6

          Minęły dwa lata od chwili, gdy przestałem chodzić do szkoły, w tym czasie nauczycielkę inspektor przydzielił do innej szkoły, a nam przysłał nauczyciela p. Borkowskiego - pochodzącego rodem z Podola. To był niestrudzony i chętny wychowawca do pracy nauczycielskiej, gdyż mimo zajęć cało-dziennych, prowadził jeszcze kursy wieczorowe dla dorosłych, ponadto prowadził przedstawienia teatralne. Otóż i ja począłem chodzić na kursy wieczorowe pierwszą zimę - mimo sprzeciwów i sarkań mych ojców - i ukończyłem z dobrym wynikiem stopień trzeci.
          Na następną zimę znowu począłem uczęszczać na kursy wieczorowe do czwartego stopnia, lecz już częściej spotykały mnie trudności połączone z zabranianiem chodzenia na kursy, pomimo to chodziłem do Świąt Bożego Narodzenia. Gdy minęły Święta Trzech Króli, nadszedł pierwszy wieczór lekcji. Przygotowałem lekcje, złożyłem w teczkę i miałem wychodzić - gdy matka wzięła mi niespodzianie książki i zamknęła w pokoju. Ojciec wtedy był na wsi. Pogniewałem się, wziąłem młotka i powiedziałem, że rozbiję zamek, a do szkoły muszę iść. Z tego powodu wytworzyła się cała awantura. Gdy ojciec przyszedł, matka opowiedziała cały przebieg od a do z, przyłożywszy jeszcze dwa razy tyle. A ojciec wtedy powiada: "Co? - on zamki będzie rozbijał! Jak mu źle, to mogłaś mu jego szmaty wyrzucić i niech sobie idzie na złamany łeb!"..

                                                        Ciąg dalszy nastąpi -

Feliks Przyłubski - Elementarz - Radomsko - Warszawa - Korespondencja - Różewicz Janusz Tadeusz Stanisław -1975



               Ciekawa korespondencja pisana ręką Feliksa Przyłubskiego* do znanego łódzkiego adwokata. Kilka interesujących wątków, być może będzie pomocna dla poszukiwaczy historii.


* Feliks Przyłubski (46875) - Lubimyczytać.pl


lubimyczytac.pl/autor/46875/feliks-przylubski


Feliks Przyłubski (1906-1983) - polski autor publikacji popularyzujących używanie poprawnej polszczyzny w mowie i piśmie.
Znakomitą większość książek napisał wspólnie z żoną.
Z propozycji Przyłubskich chętnie korzystano w szkołach podstawowych.
Wybrane publikacje: "Litery - przewodnik dla nauczycieli" (1976), "Gdzie postawić przecinek?" (1978), "Język polski na co dzień" (Wiedza Powszechna), "Litery - nauka czytania" (WSiP), "Litery - wycinanka" (WSiP), "Mam 6 lat - materiały do ćwiczeń" (WSiP).
Żona; Ewa




    Drogi Karolu!                                                                      dn. 02.07.75
 Wielką zrobiliście mi siurpryzę i frajdę Waszą kartką, która doszła mnie urzędowo przez Interpress. Ano tak, przez 11 lat kleiliśmy ten elementarz, aż wreszcie wychodzi. Czujemy się jak przed premierą: wieńce i oklaski albo gwizdy i zgniłe jaja. Przecież wszystko zależy od tego, jak zareagują. Aktorami są nauczyciele, reżyserem Ministerstwo i jego dostojne agendy. prócz elementarza to się tam poniewierają po księgarniach inne dzieła naszej małżeńskiej spółki. Dłuższy żywot ma "Język polski na co dzień"(7 wydań) i "Gdzie postawić przecinek" (3 wyd.). Ja przed wojną uczyłem w Radomsku, skąd mnie po wojnie wykopsali. Osiedliśmy w Warszawie, gdzie pracowałem jako redaktor po wydawnictwach. Od 3 lat jestem na emeryturze, co się fatalnie odbija na moim zachowaniu. Zamiast siedzieć w pantoflach, czytać Kraszewskiego i oczekiwać listonosza z emeryturą - ciągle gdzieś coś piszę, drukuję, gdzieś tam gadam, przy czym mnie fotografują, a nawet puszczają na ekran (szklany). Rozumiem całą niewłaściwość mego postępowania, ale mi się spieszy, bo nie wiadomo, ile czasu człowiek ma jeszcze do dyspozycji. Wybierałem się (i wybieram!) do Łodzi, bo tam tkwią materiały dwóch moich tematów: akta personalne z lat 1822-1855 mego pradziadka, nauczyciela, o tych moich przodkach chciałbym napisać - drugi temat: grób i okoliczności śmierci mojego najlepszego ucznia Janusza Różewicza (brata poety Tadeusza i reżysera filmowego Stanisława), o którym też chcę napisać. Tymczasem nie mama czasu. Jeszcze raz dziękuję za list i gratuluję.
                                                                                   Ściskam serdecznie
                                                                                            Feliks

Materiał poniżej pochodzi: Radomsk.pl - blog historyczno-turystyczny

Feliks Przyłubski

Ten artykuł dodałem 26.04.2017 roku
Urodził się 15 grudnia 1906 roku w Radomsku. Ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego w Piotrkowie Trybunalskim. Był autorem słynnego „Elementarza”, z którego wiele pokoleń Polaków poznawało litery i uczyło się czytać.
feliks_przylubski

Na froncie drugiej wojny światowej

31 sierpnia 1939 roku Przyłubski został zmobilizowany do Kadry Zapasowej Piechoty 7 DP w Piotrkowie Trybunalskim. Jego jednostka znalazła się na terenie dzisiejszej Ukrainy, gdzie kilka razy ścierała się z Sowietami. Przyłubskiemu udało się unikać bezpośrednich starć, ale kilku jego współtowarzyszy nie miało tego szczęścia. W okolicach Burzca (lubelskie) trafili na ostrzał niemiecki i zostali spacyfikowani. Do końca wojny Przyłubski przebywał w oflagach, czyli obozach jenieckich. 29 kwietnia 1945 roku oflag Sandbostel został oswobodzony przez Anglików. Przyłubski został powołany do komisji weryfikacji matur kobiet – żołnierzy z AK w Oberlangen, potem przebywał w szpitalu w Huntlosen (zapalenie nerek i ogólne wyczerpanie), pracował w obozie w Bremen jako oficer kulturalno-oświatowy, następnie w teatrze UNRRA w Hanowerze, skąd 17 września 1946 roku wyjechał do Polski.

Założyciel radomszczańskiego Mechanika

Przyłubski był organizatorem i pierwszym dyrektorem Szkoły Przemysłowej Z.P. „Metalurgia” i Gimnazjum Przemysłowego. Obie szkoły podlegały Zjednoczeniu Polskich Fabryk Drutu w Bytomiu oraz Ministerstwu Przemysłu Ciężkiego. Inauguracja pierwszego roku szkolnego nastąpiła 1 września 1947 roku. Za czasów dyrektorowania Przyłubskiego szkoła nie miała swojego budynku ani warsztatów. Nauka odbywała się w różnych miejscach – w szkole ogólnokształcącej przy ul. Bugaj 4, w świetlicy „Metalurgii” i Fabryki Maszyn. Pierwsze warsztaty zorganizowano na strychu oddziału mechanicznego Z.P. „Metalurgia”, utworzono tam halę produkcyjną, w której uczniowie odbywali praktyki z zakresu obróbki ręcznej metali. W następnym roku szkolnym (1948/49) dział obróbki mechanicznej zorganizowano w budynku po byłej hucie szkła (dzisiejsza ul. Św. Rozalii). Funkcjonowało tam 26 różnego rodzaju maszyn – tokarki, frezarki, strugarki, szlifierki do ostrzenia narzędzi. Starania o uzyskanie budynku szkolnego i zorganizowanie własnych warsztatów powierzono Romanowi Rogalskiemu, zastępcy kierownika wydziału mechanicznego Z.P. „Metalurgia”. W 1949 r. zakupiono niewykończony budynek mieszczący się przy ul. Bugaj 4 z przeznaczeniem na pomieszczenia szkolne. Przy adaptacji budynku brała udział młodzież i nauczyciele. W maju 1949 roku Przyłubski odszedł do innej pracy, a na stanowisku dyrektora szkoły zastąpił go Stanisław Górka. Warto wiedzieć, że kontynuatorem tradycji Gimnazjum Przemysłowego i Szkoły Przemysłowej jest dziś „Mechanik”, czyli Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Radomsku. W budynku tej szkoły znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona założycielowi. Można o niej przeczytać tutaj.

Polonista

Feliks Przyłubski był przede wszystkim polonistą, autorem publikacji popularyzujących używanie poprawnej polszczyzny w mowie i piśmie. Znakomitą większość książek napisał wspólnie z żoną Ewą (z domu Gierzyńska). Z propozycji Przyłubskich chętnie korzystano w szkołach podstawowych.
Przyłubscy są autorami metody nauki czytania, w której bierze udział funkcja wzrokowa, słuchowa oraz kinestetyczno – ruchowa. We wstępnym okresie nauki czytania tzw. przedliterowym autorzy zwracają uwagę na to, aby dzieci zapamiętywały obrazy graficzne wybranych wyrazów i odczytywały je w całości.
Przyłubscy są autorami popularnym łamańców językowych, służących nauce poprawnej wymowy. Przykłady:
- nie żebrz na zebrze
- Poprztykały się trzy skrzaty:
pstry, kosmaty i garbaty.
Chrabąszczowa je zganiła,
a dżdżownica pogodziła
- trolejbusy i autobusy kursują regularnie.
przylubscy_litery

piątek, 16 listopada 2018

2 wojna światowa - "Autostrada do piekła" - Wehrmacht - Polska - Rosja? - cz.1

 Kilka zdjęć z albumu, który kupiłem wiele lat temu w Langenhagen koło Hannoveru. Rodzinny album, wiele prywatnych zdjęć w większości powojennych. Pomiędzy ok. 30 zdjęć z okresu 2 wojny światowej, niestety, jest dużo śladów po usunięciu tych bardziej wartościowych. Niestety, wszystkie są mocne przyklejone do kart albumu, te które udało mi się "uwolnić" nie mają stempli lub opisów...
W tytule napisałem "autostrada do piekła", myślę, ze jest to dobre określenie. Niemcy parli na wschód wszelkimi sposobami i metodami.., co ich spotkało wiemy..










czwartek, 15 listopada 2018

Łódż - Fotograf Aleksander Meyer - Fotografia - Grupa - Ksiądz - Sztandar - Tajemnica - do 1940 roku

  Dwa tajemnicze zdjęcia dużego formatu: 18,0x24,0 cm, w idealnym stanie (zabezpieczone folią). Sam nie jestem w stanie chociażby w przybliżeniu opisać, kto jest na tych fotografiach... Być może osoby na zdjęciach związane są z muzyką: Stowarzyszenie Śpiewacze? Liczę, że ktoś z czytelników będzie w stanie pomóc, chociażby rozpoznając sztandar.








Bieżeń - Truskolasy - Częstochowa - Księga Parafialna - Generalgouvernement Warschau - 1918

          Wyrwana strona z księgi parafialnej.., niby nic ciekawego, jednak.... Ktoś wyrwał ją, bo była mu potrzebna, nie przypuszczał być może, że później ktoś będzie potrzebował tych danych dla swoich potrzeb...
Na Forum Towarzystwa Genealogicznego Ziemi Częstochowskiej znalazłem taką prośbę:

Witam,
poszukuję aktu:
1908 r. Truskolasy/Bieżeń akt nr 140 małżeństwo Sneka Ignacy i Głąb Modzelewska Katarzyna.
Będę wdzięczy za przesłanie skanu na ...........

Z góry dziękuję, pozdrawiam
Grzegorz
Ta karta nie ma dla mnie większej wartości, być może znaczki skarbowe Gen. Gouv. Warschau z 1918 roku są poszukiwane. Wstawiam na moim blogu, gdyż, być może ktoś szuka osób mieszkających na terenie Truskolasy - Bieżeń.