niedziela, 23 maja 2021

Mord - Wiskitno - Stróża - Kraszew - Ludwik Jankiewicz - Polizei - Wacker - Bukowiec - Königsbach - 1941


    Bartłomiej Jankiewicz, mieszkaniec Kraszewa, nauczyciel, historyk, ponownie przyszedł mi z pomoca. Napisał wczoraj do mnie ciekawego e-maila  dotyczącego Mordu w Wiskitnie. Okazuje się, że nie tylko Pan Bartłomiej zainteresował się tym tematem jako historyk, także z tego powodu, że brat jego pradziadka Ludwik Jankiewicz był jedną z ofiar tego mordu. Zapraszam do czytania, dziękując jednocześnie Panu Bartłomiejowi za udostęnienie tego materiału:


   Powiat łódzki, jak i cały obszar rejencji łódzkiej stał się areną wielu niemieckich zbrodni. Najgłośniej wśród mieszkańców gminy Brójce zapisały się wydarzenia z 10 maja 1941 r. W gospodarstwie Zygmunta Kałużki w Wiskitnie - Lesie k. Wiśniowej Góry zabito wachmistrza Karla Wackera. Przez swoją postawę i gorliwość był on powszechnie znienawidzony przez Polaków. Feralnego dnia zatrzymał dwie kobiety z mięsem i mlekiem kupionym od żony Kałużki i jej szwagierki Cecylii. Następnie po rewizji w gospodarstwie Kałużki znalazł tam dużą ilość mięsa, pochodzącą z nielegalnego uboju. Podczas przesłuchaniu u miejscowego sołtysa Johanna Glassa, Wacker biciem zmusił Kałużków do składania zeznań. W trakcie kolejnej rewizji doszło do bójki między Wackerem a Kałużką i jego krewnymi - Antonim i Nikodemem Gondzią. Zatrzymani, brutalnie bici przez żandarma za próbę ucieczki, zaczęli się bronić. Wacker w bójce otrzymał śmiertelny cios kamieniem w głowę. Jeszcze tego samego dnia w Pabianicach aresztowano Kałużkę wraz z żoną.

   Wkrótce trafili oni na posterunek w Wiśniowej Górze. Następnego dnia Z. Kałużkę przewieziono do siedziby gestapo na ul. Anstada w Łodzi. Niemcy rozpoczęli równolegle poszukiwania Gondziów. Po paru dniach ujęli w Pabianicach Antoniego Gondzię. Jego ojciec ukrywał się w Generalnym Gubernatorstwie, lecz został załapany dwa miesiące później. Ustalenia Niemców jasno wskazywały, że zabójcy Wackera nie korzystali z pomocy miejscowych. Mimo tego, przebywający nieopodal w terenie namiestnik Kraju Warty Artur Greiser zarządził w porozumieniu z prezesem rejencji łódzkiej Friedrichem Übelhörem, publiczną pokazową egzekucję w Wiskitnie. W nocy z 10 na 11 maja 1941 r. dokonano aresztowań w Wiskitnie 42 Polaków. Aresztowanych przewieziono do siedziby Gestapo, a potem osadzono w łódzkim więzieniu na ul. Sterlinga. Spośród aresztowanych wybrano 12 gospodarzy z Wiskitna na czele z Zygmuntem Kałużką i 2 z Bukowca. Tymi ostatnimi byli: Ludwik Jankiewicz[1] i Antoni Frączkowski. 11 maja 1941 r. rozstrzelano ich w Wiskitnie w obecności całej spędzonej wsi, razem z rodzinami ofiar. Oprócz Kałużki nikt nie miał nic wspólnego z zamordowaniem Wackera[2]. Resztę aresztowanych wysłano do obozów koncentracyjnych. Po wojnie ocalało tylko dwóch spośród nich. Dodatkowo z Wiskitna wysiedlono większości Polaków i osiedlono w ich miejsce Niemców z Konstantynowa[3].



[1] Stryj przyszłego Naczelnika Gminy Andrespol i prezesa Banku Spółdzielczego w Andrespolu, mieszkańca Kraszewa - Bronisława Jankiewicza.  Szczegóły sprawy - zob. APŁ, Sąd Specjalny w Łodzi, sygn. 2965.  

 

[2] Egzekucji dokonał 28- osobowy pluton 2 kompanii 31 batalionu Schupo porucznika Fenske. Miejsce egzekucji obstawiła 1 kompania tego batalionu.

 

[3] M. Cygański, Powiat łódzki w latach okupacji hitlerowskiej, [w:] Rocznik Łódzki, t. XVI, łódź 1972, s. 111 - 113. 


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


     Bartłomiej Jankiewicz, Einwohner von Kraszew, Lehrer und Historiker, kam mir wieder zu Hilfe. Gestern schrieb er mir eine interessante E-Mail bezüglich des Mordes in Wiskitno. Es stellt sich heraus, dass sich Herr Bartlomiej nicht nur als Historiker für dieses Thema interessiert, sondern auch, weil der Bruder seines Urgroßvaters Ludwik Jankiewicz eines der Opfer dieses Mordes war. Ich lade Sie ein, den Artikel zu lesen und danke Herrn Bartlomiej für die Bereitstellung dieses Materials:




   Der Bezirk Lodz, wie auch das gesamte Gebiet der Lodzer Regentschaft, wurde zum Schauplatz vieler deutscher Verbrechen. Auf dem Gehöft von Zygmunt Kalużka in Wiskitno-Las bei Wiśniowa Góra wurde ein Unteroffizier-Meister Karl Wacker getötet. Wegen seiner Haltung und seines Eifers war er bei den Polen weithin verhasst. An diesem unglücklichen Tag hielt er zwei Frauen mit Fleisch und Milch an, die er von Kałużkas Frau und ihrer Schwägerin Cecylia gekauft hatte. Dann, nach einer Durchsuchung in Kałużkas Hof, fand er dort eine große Menge Fleisch, das aus illegaler Schlachtung stammte. Während des Verhörs im Haus des örtlichen Ortsvorstehers Johann Glass schlug Wacker die Familie Kałużka, um sie zu einer Aussage zu bewegen. Bei einer weiteren Durchsuchung kam es zu einem Streit zwischen Wacker und Kałużka und seinen Verwandten, Antoni und Nikodem Gonia. Die Gefangenen, die von einem Gendarmen brutal geschlagen wurden, weil sie versuchten zu fliehen, begannen sich zu wehren. Während des Kampfes erhielt Wacker einen tödlichen Schlag mit einem Stein auf den Kopf. Am selben Tag wurden in Pabianice Kałużka und seine Frau verhaftet.


   Bald wurden sie zur Polizeistation in Wiśniowa Góra geschickt. Am nächsten Tag wird Z. Kałużka wurde in das Gestapo-Hauptquartier in der Anstad-Straße in Łódź gebracht. Zur gleichen Zeit begannen die Deutschen, nach den Goniidzas zu suchen. Nach ein paar Tagen nahmen sie Antoni Gondzi in Pabianice gefangen. Sein Vater versteckte sich im Generalgouvernement, wurde aber zwei Monate später gefasst. Die Erkenntnisse der Deutschen wiesen eindeutig darauf hin, dass sich die Mörder Wackers nicht der Hilfe der Einheimischen bedienten. Trotzdem ordnete der Gouverneur des Warthelandes Artur Greiser, der sich in der Nähe aufhielt, im Einvernehmen mit dem Vorsitzenden des Kreises Lodz, Friedrich Übelhör, eine öffentliche Schauhinrichtung in Wiskitno an. In der Nacht vom 10. auf den 11. Mai 1941 wurden in Wiskitno 42 Polen verhaftet. Die Verhafteten wurden ins Gestapo-Hauptquartier gebracht und dann im Gefängnis in der Lodzer Sterlinga-Straße inhaftiert. Unter den Verhafteten befanden sich 12 Bauern aus Wiskitno, angeführt von Zygmunt Kalużka, und 2 aus Bukowiec. Letztere waren: Ludwik Jankiewicz[1] und Antoni Frączkowski. Am 11. Mai 1941 wurden sie in Wiskitno in Anwesenheit des ganzen Dorfes und der Familien der Opfer erschossen. Außer Kałużka hatte niemand etwas mit dem Mord an Wacker zu tun[2]. Der Rest der Verhafteten wurde in Konzentrationslager geschickt. Nur zwei von ihnen überlebten nach dem Krieg. Außerdem wurde die Mehrheit der Polen aus Wiskitno vertrieben, und an ihrer Stelle wurden Deutsche aus Konstantynów angesiedelt[3].



1] Der Onkel des zukünftigen Gemeindevorstehers von Andrespol und Präsidenten der Genossenschaftsbank in Andrespol, wohnhaft in Kraszewo - Bronisław Jankiewicz.  Für Details des Falles, siehe APŁ, Sondergericht in Łódź, Ref. 2965.  


 


2] Die Hinrichtung wurde von einem 28-köpfigen Zug der 2. Kompanie des 31. Schupo-Bataillons von Leutnant Fenske durchgeführt. Die Hinrichtungsstätte wurde von der 1. Kompanie dieses Bataillons bewacht.


 


3] M. Cygański, Powiat Łódzki während der Nazi-Besetzung, [in:] Rocznik Łódzki, Bd. XVI, Łódź 1972, S. 111-113. 

czwartek, 20 maja 2021

DAWNY ANDRZEJÓW I ANDRZEJOWIANIE NA STAREJ FOTOGRAFII - Andrzejów - Schmidt - Pogrzeb - Karawan - 1935 - cz.2


    Następne bardzo interesujące zdjęcia z okresu międzywojennego z Andrzejowa.

W związku z nimi nasuwa się kilka pytań?

- gdzie mieścił się w Andrzejowie ten skład węgla?

- czy pan Schmidt był ewangelikiem?

- czy ten orszak pogrzebowy zmierza na cmentarz ewangelicki, czy też katolicki?

Mam nadzieję, że czytelnicy pomogą w odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.




            Pogrzeb p. Schmidta właściciela składu węglowego w Andrzejowie (1935r.)

środa, 19 maja 2021

DAWNY ANDRZEJÓW I ANDRZEJOWIANIE NA STAREJ FOTOGRAFII - Bedoń - Kościół - cz.1

     Miałem przyjemność wypożyczyć ciekawe opracowanie dotyczące historii Andrzejowa koło Łodzi.

Znalazłem tam prawie 60 wspaniałych zdjęć z epoki! W tej części zaprezentuję fotografie związane z kościołem zwBedoniu, z całą pewności nie wszyscy je znają:







                                                Budowa kościoła w Bedoniu (1924-1934)




                         Kościół w stanie surowym i drewniana kaplica (fot. z 1934r.)


                                     Pożar starej kaplicy w Bedoniu 18 VIII 1934r.


                         


Wiskitno - Stróża - Kurowice - Mord - Otto Heike

                                      

    Powracam do mordu na 14 Polakach w Wiskitnie. Ciągle brakuje mi ważnych faktów, liczę, że w najbliższym czasie otrzymam pomoc ze strony IPN w Łodzi. Mam kilka wspomnień, każde z nich różni się detalami...Dzisiaj zamieszczam dwa materiały, pierwszym jest moje tłumaczenie z książki Otto Heike 150 Jahre Schwabensiedlungen in Polen 1795-1945, na stronie 246:

    Jesienią 1943 r. doszło do niespodziewanej dużej akcji odwetowej, w wyniku której rozstrzelano 14 Polaków. Żandarmeria w Königsbach otrzymała poufne informacje, że w odległym gospodarstwie w Wiskitnie ma miejsce niedozwolony ubój. Po czym ochroniarz Friedrich Wacker z Königsbach udał się we wskazane miejsce i zaskoczył Polaków swoją niezapowiadaną wizytą. Zgorzkniałość i być może strach przed karą śmierci za takie przestępstwa musiała kompletnie zdziwić Polaków. Obezwładnili ochroniarza, zastrzelili go z jego własnego pistoletu służbowego i pochowali w pobliskim lesie. Wiadomość o ohydnym zabójstwie Wackera dotarła do Königsbach, kiedy Gauleiter Greiser właśnie przybył na inspekcję. Nakazał akcję odwetową i aresztowano łącznie 14 Polaków, w tym Ludwiga Jankiewicza z Unterdorf, zupełnie nieszkodliwego człowieka, który mówił w szwabskim dialekcie i na początku 1940 roku musiał oddać swoje gospodarstwo synowi rolnika z Königsbach. Zakładników najpierw aresztowano w Kirschbergu (Wiśniowa Góra), a następnego dnia przewieziono do Wiskitna, związano i rozstrzelano w tym samym miejscu, w którym zamordowano niemieckiego policjanta. Polacy mieszkający w okolicy musieli wziąć udział w egzekucji jako widzowie.

Po rozstrzelaniu zakładników w 1945 roku nastąpiły makabryczne następstwa. Niemieccy więźniowie obozu z Königsbach otrzymali od polskiej milicji rozkaz, aby gołymi rękami wydobywać zwłoki, które w tamtym czasie tymczasowo zostały zakopane. Kilku Königsbacherów, o których mówiono, że pomogli wybrać zakładników, zostało wysłanych na śmierć przez nowych władców.


                                 
                                                           Mogiła w Strózy.


Wczoraj spotkałem się z pewnym panem (prosił, żeby nie podawać jego nazwiska), który kilka lat temu opisał ten mord (urodził się w Wiśniowej Górze w 1942 roku).:

                                 MORD ZAKŁADNIKÓW WISKICKICH.


    Informacje które zebrałem w ciągu mego zycia pochodzą z obydwóch stron. To znaczy upraszczając od Polaków i miejscowych Niemców.

    W czasie okupacji niemieckiej zabronione było tzw (szlachtowanie - ubijanie) zwierząt bez zgody okupanta. Były też obowiązkowe podatki w naturze, płodów rolnych. Za nielegalny ubój groziły bardzo surowe kary (kara śmierci). Według wersji mojej rozmówczyni, żandarmi którzy kontrolowali ludność na rogatkach miasta Łodzi, w tym przypadku na ul. Rokicińskiej pod mostem na Widzewie, przy kontrolowanej kobiecie znaleźli tzw. "rąbankę"(mięso). Musiała powiedzieć gdzie to mięso nabyła.

    Do tego gospodarza w Wiskitnie wysłano żandarma konno z Bukowca, bo tam był posterunek żandarmerii. Żandarm zastał gospodarza na "gorącym uczynku". Tą samą siekierą zabił żandarma, koń spłoszył się i bez jeźdzca wrócił na posterunek. Ponieważ wiadomo było dokąd był wysłany, wszystko stało się jasnym.

    Co do sposobu wyboru zakładników nie otrzymałem żadnych informacji. Wybrano 12-tu zakładników, wywieziono ich na skraj lasu kraszewskiego od strony Woli Rakowej. Tam dwóch dodatkowych ludzi musiało wykopać dół do którego wrzucono 12-tu rozstrzelanych zakładników i tych dwóch co wykopali dół. Całe to zajście wypatrzyli chłopcy, wspieli się na drzewa i całe to zajście obserwowali.

    Drugi rozmówca, kolega z pracy, wtedy miał około 18-tu lat opowiedział mi, że tym zakładnikom żona rzeźnika z Wiskitna osobiście drutem kolczastym wiązała dłonie. Gdzy przeszło wyzwolenie nie zdążyła uciec i miejscowi zakopali ją żywcem.

    Trzeci rozmówca w 2015 roku powiedział, ze wśród tych zamordowanych był jego wujek, jak go po wojnie odkopali, to poznali go, bo miał na sobie kożuch, a w nim pieniądze. W/g słów jego mamy miał związane dłonie, ale czym, tego nie wiedział.

    Po wyzwoleniu - to był jesienią, zebrano kobiety z okolicznych wsi niemieckich. Miały iść na kopania ziemniaków. Zostawiono tylko kobiety z małymi dziećmi. faktycznie przyprowadzono do tej zbiorowej mogiły. Tam już czekały rodziny zamordowanych. Kobiety gołymi rękami musiały rozkopać grób. Co się działo nie trudno sobie wyobrazić. w pierwszej wersji rozmówczyni powiedział, ze rosjanie wiedząc co się wydarzy, wysłali oficera który zaczął strzelać, ludzie rozpierzchli się i to uratowało im życie.

    W drugiej wersji, po kilku latach wyglądąło to inaczej, ale też było możliwe. Więc, gdy wydobywano kolejne ciała zamordowanych, gniew rodzin był tak wielki, że wyładowano go na kobietach. Wtedy nadleciał samolot (kukuróźnik), który zaczął ostrzeliwać tłum. Tłum rozpierzchł się i skończyło się tylko na cięzkich pobiciach.

    Z tym samolotem może być prawda, bo lotnisko polowe znajdowało się między Przylesiem (Bolesławowem) a Feliksinem, obok "kipy" nasypu pod obwodnicę drogową z Łodzi do Andrespola...




wtorek, 18 maja 2021

Bukowiec - Brójce - Rejestr zbrodni niemieckich - IPN - Mord - 1939

     Dzięki znajomemu, który pracuje w IPN, otrzymałem  do wglądu  REJESTRU MIEJSC I FAKTÓW ZBRODNI POPEŁNIONYCH PRZEZ OKUPANTA HITLEROWSKIEGO NA ZIEMIACH POLSKICH W LATACH 1939-1945. WOJEWÓDZTWO ŁÓDZKIE MIEJSKIE.

    Na stronie 9-tej tego opracowania znalazłem dwie notatki związane z moją gminą Brójce.

1. - Bukowiec, gm. Brójce - IX.1939r.

Miejscowy hitlerowiec zastrzelił 3 osoby. Nazwisk ofiar nie ustalono. Zwłoki zakopano w Bukowcu (obecnie plac GS).

   Opisywałem to miejsce na moim blogu:

1. Wywiad z Panią Janiną Frydrych - ..."tak pamiętam byli to Niemcy. W latach późniejszych wykopywano tylko same kości, kopiąc w tym miejscu doły. . Przyjechała jakaś komisja, zabrali szczątki i pojechali, kiedy to było nie pamiętam. Te doły i trupy były od strony północnej cmentarza. To byli niemieccy żołnierze.

 2. Pan Czesław Filip wspomina, że pracując w Spółdzielni Gminnej w Bukowcu, w latach siedemdziesiątych podczas kopania dołów pod gaszone wapno, odkopano ludzkie szczątki. Był to teren pomiędzy obecnym sklepem GS i cmentarzem ewangelickim. Okazało się, że byli to żołnierze niemieccy, szczątki wielu żołnierzy zebrano i wywieziono"....


Patowa sytuacja, zachodzi pytanie, czyje kości wydobyto? Czy wszystkie? Od czasu, kiedy zainteresowałem się tym miejscem, miałem duże wątpliwości. Uważam, może lepiej, jestem przekonany, że nie wszystkich zmarłych wydobyto... Rejest prezentowany powyżej pochodzi z 1983 roku. Być może nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę.

Działka pomiędzy sklepem GS i cmentarzem ewangelickim w Bukowcu, na której znaleziono ludzkie zwłoki podczas kopania dołów pod wapno.
Ein Grundstück zwischen dem GS-Lager und dem evangelischen Friedhof in Bukowiec, wo beim Ausheben von Kalkgruben eine menschliche Leiche gefunden wurde.


2. - Brójce, gm. Brójce - 8.IX.1939 r.

      W czasie ostrzeliwania przez nieznaną formację wojska niemieckiego karetki sanitarnej zginęły przy szosie 2 osoby. Jedną z ofiar był: Roman Utek z Radomia. Zwłoki po ekshumacji pochowano na cmentarzu w Kurowicach.



W tym temacie zero informacji, poszukam.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Dank eines Bekannten, der für das Institut des Nationalen Gedenkens (IPN) arbeitet, konnte ich das VERZEICHNIS DER ORTE UND TATSACHEN DER VON DEN HITLER-BESETZERN AUF POLNISCHEM GELÄNDE IN DEN JAHREN 1939-1945 begangenen VERBRECHEN einsehen.


    Auf Seite 9 dieser Publikation habe ich zwei Notizen gefunden, die mit meiner Gemeinde Brójce verbunden sind.


1 - Bukowiec, Gemeinde Brójce - September 1939.


Ein lokaler Nazi hat drei Menschen erschossen. Die Namen der Opfer sind nicht bekannt. Die Leichen wurden in Bukowiec (heute GS-Platz) begraben.


   Ich habe diesen Ort in meinem Blog beschrieben:


1. Interview mit Frau Janina Frydrych - ... "ja ich erinnere mich, dass es Deutsche waren. In späteren Jahren wurden nur noch die Knochen ausgegraben, Gruben wurden an dieser Stelle ausgehoben. . Irgendeine Kommission kam, nahm die Überreste und ging, ich weiß nicht mehr, wann das war. Diese Gruben und Leichen befanden sich an der Nordseite des Friedhofs. Es waren deutsche Soldaten.


 Herr Czeslaw Filip erinnert sich, dass bei der Arbeit in der Gemeinschaftsgenossenschaft in Bukowiec in den 1970er Jahren beim Ausheben von Gruben für Kalk menschliche Überreste ausgegraben wurden. Sie befand sich auf dem Gelände zwischen dem heutigen GS-Laden und dem evangelischen Friedhof. Es stellte sich heraus, dass es deutsche Soldaten waren, die Überreste vieler Soldaten wurden eingesammelt und abtransportiert"....


Die Patt-Situation, die Frage ist, wessen Knochen ausgegraben wurden? Oder alle? Seitdem ich mich für diesen Ort interessiert habe, hatte ich große Zweifel. Ich glaube, vielleicht besser, ich bin überzeugt, dass nicht alle Toten ausgegraben wurden... Das oben dargestellte Register ist von 1983. Wir werden vielleicht nie erfahren, wie es wirklich war.

2 - Brójce, Gemeinde Brójce - 8. September 1939.


      Bei der Beschießung eines Krankenwagens durch eine unbekannte Formation der deutschen Armee wurden 2 Personen am Straßenrand getötet. Eines der Opfer war: Roman Utek aus Radom. Nach der Exhumierung wurden die Leichen auf dem Friedhof in Kurowice beigesetzt.





poniedziałek, 17 maja 2021

Wola Rakowa - Cmentarz ewangelicki - Porządkowanie

 


    "Powstać na nowo po całkowitym zniszczeniu"; (zwrot, w mitol. grec. Feniks – legendarny ptak z Etiopii).

    Tak daleko nie musimy sięgać, dokładniej chodzi o cmentarz ewangelicki w Gminie Brójce, drugi na jej terenie. Wola Rakowa, wieś z długą i bogatą historią, także dotyczącą osadników pochodzenia ewangelickiego. Idę o zakład, że prawie nikt z młodszego pokolenia nie zdaje sobie sprawy, że na terenie tej pięknej wsi, żyli i pracowali niemieccy osadnicy. Kościół, cmentarz zniknęły po 1945 roku. Dlatego wspomniałem o Feniksie, że cmentarz o który walczyłęm (niestety bezskutecznie) znów pokazął swoje oblicze!

    W marcu 1916 roku pisałem na blogu o tym cmentarzu. Chciałem równolegle prowadzić prace porządkowe na cmentarza w Bukowcu i Woli Rakowej. Złożyłem pismo na dziennik w Urzędzie Gminy w Brójcach, w którym zwracałem się z prośbą na zgodę w uporządkowaniu tej malutkiej nekropolii. Niestety, nieprzychylne wiatry wiały w moim kierunku, nie otrzymałem odpowiedzi zwrotnej na piśmie. Podczas rozmowy z pracownikiem gminy usłyszałem, że to nie jest dobry czas, rok przed wyborami szmorządowymi w naszej gminie ....Także mój apel o pomoc finasową na zakup kilkunastu krzewów na jednej z komisji radnych, nie spotkała się z jakimkolwiek odzewem...

    Jacek Samiec, bo On jest bohaterem tego materiału, dokonał czegoś wielkiego! Pracując przez pełne dwie soboty przywrócił wspólnie ze swoim synem i pracownikami swojej firmy godność spoczywających na tym cmentarzu mieszkańców Woli Rakowej! Pozostały co prawda tylko dwie ramy grobowe, jednak warto było!

    Odwiedziłem go dzisiaj, dziękując mu i gratulując wykonanej pracy. W najbliższym czasie stanie 3 metrowy krzyż i tablica informacyjna!

Jacku, z całego serca dziękuję!

1 mar 2016 — Wola Rakowa - Brójce - Cmentarz ewangelicki - Zbiorowa mogiła. W dniu dzisiejszym pojechałem do Woli Rakowej, gdyż otrzymałem ...

        










środa, 5 maja 2021

Archeologia - Wykopaliska - Opole - Racibórz - Kozłowscy - Muzeum - 1952-60

     Temat Stanisława Pękali urodzonego w Kurowicach nie kończy się, następne i następne zdjęcia. Pana Stanisława nie ma już wśród nas, nie mogę go spytać jaki miał związek z tymi zdjęciami poniżej...

    Archeologia, moje marzenie z lat młodzieńczych, niestety, trzeba liczyć siły na zamiary. Skończyło się na "wykopaliskach" na czarno w kilku ciekawych miejscach, w latch 70-tych, jeszcze bez wykrywaczy metalu..., ale było super!

    Opole, nie trudno zgadnąć po pieczątce, o jakie wykopaliska chodziło?

Posłuże się początkiem artykułu:


PRACE WYKOPALISKOWE NA OSTRÓWKU W OPOLU W ...

W HOŁUBOWICZ · Cytowane przez 7 — nej w Opolu pod kierownictwem prof, dr Włodzimierza Hołubowicza. Zastępcą kie- ... 2 Współpracujący z archeologami na Ostrówku w Opolu Komitet Badań Nauko- ... ślad na terenie zbadanym do calca w latach 1952—1954. Młodsze od niej.

"Prof. Bogusław Gediga spędził na badaniach archeologicznych opolskiego Ostrówka kawał swojego życia. Przyjechał tu pierwszy raz jeszcze jako student Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był 1952 rok, północny cypel wyspy Pasieki wyglądał zupełnie inaczej niż dziś, amfiteatr - symbol Opola obok Wieży Piastowskiej - powstał dopiero 10 lat później. - Miejsce wykopalisk robiło wówczas niesamowite wrażenie, bardzo dobrze widoczne były mury średniowiecznego zamku, a w kolejnych, głębszych warstwach można było odnaleźć drewniane pozostałości grodu - wspomina profesor.


Naukowcy prace na tym terenie prowadzili od 1948 roku aż przez trzy dekady. Ale jako pierwsi do grodu piastowskiego sprzed tysiąca lat dokopali się Niemcy."...

Uważam, że zaprezentowane zdjęcia mają swoją wartość historyczną, być może ktoś rozpozna swoich bliskich?

Na ostatnim z prezentowanych zdjęć jest postać pewnej Pani związanej z Raciborzem w początkach lat 60-tych, posiadam z tego samego źródła ponad 70 fotografii, na których jest ta Pani, z mężem i synkiem. W korepondencji, bardzo często wymieniane jest Muzeum w Raciborzu, myślę, że jest to Pani Krystyna Kozłowska, na etui ze zdjęciami jest napisane: KOZŁOWSCY. Może ktoś dopowie dalszą historię?









wtorek, 4 maja 2021

Łódź - Pippel - Dzieci - Lalka - Wózek - Fotografia - 1932-37

     Następne z wielu zdjęć, których jestem posiadaczem, a są związane z osobą Stanisława Pękali uordzone 2 października 1926 w Kurowicach. Te obecnie prezentowane pochodzą z Łodzi, z Atleier Alfreda Pippela. Pierwsze 8 fotografi pochodzi z 1937 roku, pozostałe z 1932 roku. Wszystkie sa piękne!



















Łódź - Orkiestra mandolinistów - W. Filipczyński - Facebook - 1911

 

    Prosże zobaczyć, przeczytać, co może spowodować zamieszczenie jednego zdjęcia. Moc internetu jest przeogromna! dwa dniu temu na profilu Łódzki Wehikuł Czasu zamieściłem zdjęcie które posiadam w moim zbiorze. Przedstawia ono dosłownie:

ŁÓDZKA ORKIESTRA MANDOLINISTÓW POD KIERUNKIEM W.FILIPCZYŃSKIEGO Z 1911

Nie spodziewałem się takiej reakcji członków Wehikułu, tym razem obyło się bez brzydkich komentarzy. Wniesiono moc wspaniały informacji w tym temacie, wzbogacając tym samym naszą wiedzę o naszej pięknej Łodzi!






-  Najsłynniejsza orkiestra mandolinistów była pod kierunkiem Edwarda Ciukszy. Jednak tam grali dorośli.

O tej szkółce dla młodych nie słyszałam. Było ich kilka.

-  Ciuksza był aż do lat 60-tych

-  Pan Cezary Banaszkiewicz .znakomity akordeonista grał w tej orkiestrze lata 60 i później .
Uczyłem się gry na akordeonie w Harnamie u Pana Cezarego .znakomity muzyk i człowiek .
Pozdrawiam Harnamowcow.
Pokój Jego Duszy

-  Bardzo interesująca informacja.

-  jeszcze '62 roku jak byłem w XI klasie występowali w sali gimnastycznej... także regularnie słyszało sie ich przez radio

-  słuchałam przez radio,mama też lubiła.

-  Grałam na mandolinie w zespole profesora Sokołowskiego w roku1964 Szkoła podstawa nr 120 Może jest ktoś z tego zespołu

-  Basia Pietruszka też wtedy

-  OKnie ma sprawy, jak coś przypadkiem się przypomni, albo ktoś z Twoich bliskich, to napisz proszę, na priv również można śmiało 
🙂
Też pamięć mam już nie taką jak kiedyś, ale to nasza ojczyzna.
Dlatego prosiłem mojego 70 letniego ojca by spisał dla mnie wszystko co pamięta ze swego życia. Był lepszy ode mnie, powstała gruba kniga, ale najwięcej jest o jego podbojach wieku szczenięcego, nie upilnowalem. 😃 takulka by napisał o tym co dla mnie było najważniejsze, czyli o Zbiorczej. Przepiękne lata sześćdziesiąte, może tylko dla mnie, a nie dla niego? Ponoć polityka wtedy była bardzo nieciekawa, a on się tym za bardzo interesował.
Dobrze, że ja nie mam potomków, nie muszę wspominać i pisać dla nich.
Bo tak naprawdę najważniejsze jest tu i teraz, ten moment, przeszłość nie istnieje, przyszłość jeszcze nie istnieje, więc szkoda życia tracić na bycie nieobecnym.
Nie żyć przeszłością tego nam wszystkim życzę. Wiem, że można być trupem za życia, gdy nasz umysł zawiedzie nas na takie manowce.
Ja musiałem zmienić swoje życie by nie iść automatycznie zgodnie z tradycją, gdyż nie była to dobra tradycja, bo przez nią, gdy się ją kultywuje, a robi się to nadal w przeważającej większości, przyczynia się do zabijania, so cierpienia i niewolenia bezbronnych wobec ludzi nieludzkich istot, Ziemian, zwanych zwierzetami, które lądują na talerzach, kończą życie, choć nie muszą, bo weganizm jest zdrowszy dla naszych ciał i to zostało udowodnione, sam to sprawdziłem przez 40 lat niekultuwowania tej tradycji, podłej, obozów zagłady dla moich braci mniejszych, fabryk śmierci gdzie co roku miliardy zwierząt idą pod nóż. Bo tradycja, bo kubki smakowe, bo bylejakość życia ludzi zmanipulowanych, śpiących w swym życiu, pozwalających na to.
W tej grupie zajmujemy się przeszłością Łodzi, a nikt nie dawał postów o tradycji życia rzeźni łódzkich, jatek. Mało przyjemny temat dla kronikarzy przeszłości naszego kochanego miasta?

-  z mojego projektu "Skorowidz ikonografii łódzkiej w "Łodzi w Ilustracji" (http://lodz.wilustracji.kowner.pl/)

-  34. FILIPCZYŃSKI Wacław; mierniczy Wydz. Technicznego Zarządu m. Łodzi
– ur. ....... – zm. .........
– mierniczy Wydz. Technicznego Zarządu m. Łodzi (1938)
– w lipcu 1938 r. obchodził 20-lecie pracy w samorządzie łódzkim
1938
– nr 31, z 31 VII, s. 4: zdjęcie portretowe

-  Ta dziecięca orkiestra nie ma nic wspólnego z Orkiestrą Mandolinistow Polskiego Radia pod dyrekcją Edwarda Ciukszy. Ciuksza kierował orkiestrą mandolonistow w Wilnie. Po wojnie i depatriacji znalazl się w Łodzi i tu odtworzył taką orkiestrę od nowa znacznie poszerzając jej sklad.

-  A czy ktokolwiek z komentujących twierdzi, że ma coś wspólnego? Przecież nie.

-  Nad zdjęcie jest napisane pod czyim kierunkiem grała ta orkiestra. Szkoda, że nic o niej nie wiem.

-   Pani Staniszewska i Pan Bocian wyrazili przypuszczenie, że zdjecie może mieć związek z Orkiestrą Edwarda Ciukszy.

-  Pani Staniszewska zwróciła mi tylko uwagę na literówkę w nazwisku. Wcześniej napisałam "Czukszy". Pan Bocian też nie odnosił się do zdjęcia tylko do mojej wypowiedzi w której orkiestrę Ciukszy wspomniałam.
A poza wszystkim pozdrawiam serdecznie mojego częstego rozmówcę telefonicznego. Był czas kiedy często przez pomyłkę dzwonił Pan do mnie, a nie do mojego męża. 😄(Kiedyś miał zepsuty telefon i podał mój jako kontaktowy...potem miał Pan wpisanych dwóch Woźniakow i najczęściej wybierał mnie.)

-  Ucieszyłem się. Świat jest pełen niespodzianek. Miłych. Okazuje się ze n

-  Smartfon, z którego piszę dał mi kuksańca i wytrącił ciąg dalszy. Okazuje się, że nigdy nie ma nadmiaru telefonów. Raczej uporczywy ich niedosyt. Dużo serdeczności, dla Pani i męża Krxysztofa.

-  Najprawdopodobniej ten sam....

-  W oprac. na temat życia muzycznego z tamtego ok. w naszym mieście pod nazwą Łódzka Orkiestra Mandolinistów występuje tylko jedna. We wrzesniu 1906r. powstała przy LIRZE Orkiestra Mandolinowa złożona z mandolin, gitar i bałałajek. Organizatorem jej był Wacław Korotkiewicz.

-  Nie wiem czy to ma związek,ale jak chodziłam do Sz.P.nr 66 w latach 1957-1960 lub jeszcze dłużej była taka mini orkiestra i chór,w orkiestrze były osoby,które grały na mandolinach,gitarze i innych.ja usiłowałam grać na mandolinie,bo tak chciał Tata,ale jestem leworęczna i nikt nie wpadł na to,że takie dziecko nigdy nie będzie grac,jeżeli instrument nie zostanie przestrojony dla leworęcznych.Wspominam o tej orkiestrze,ale niewiele pamiętam,może ktoś wie coś więcej.

-  Nie mam żadnych wiadomości o działalności tej orkiestry w pierwszej połowie dwudziestego wieku. Wiem, że w drugiej połowie była Orkiestra Mandolinistów w Łódzkiej Rozgłośni Polskiego Radia i z pewnością grał w niej Pan Jerzy Wasiela, który był znakomitym nauczycielem skrzypiec w PPSM przy ul.Jaracza 19. a ja od 1953r. do 1960r. byłam jego uczennicą.

-  Elu, ja też byłam uczennicą pan Jerzego Wasieli w latach 1960-1970, ale w szkole na pl. Zwycięstwa. Utrzymywałam z nim kontakt aż do jego śmierci. Znałam dobrze córkę Ewę i to ona zawiadomiła mnie o jego śmierci i dacie pogrzebu. Niestety dyrektor na pogrzeb nie chciał nas zwolnić z części próby :-(( jest nas kilkoro grających w naszej orkiestrze).

-  Wiem ,Basiu, że wielu bardzo dobrych skrzypków było uczniami właśnie prof. Wasieli, Jego uczniowie nie musieli latami poprawiać aparatu i nikt z nich chyba nie miał problemów z kontynuowaniem nauki w Liceum i Wyższej Szkole u najlepszych pedagogów. Profesorów: Franciszka Jamrego, , Zenona Hodora i Zenona Płoszaja. Niestety nie żyje już nie tylko pan Jerzy Wasiela,( nie znam daty) ale także jego uczniowie. Pierwsza odeszła bardzo zdolna i bardzo sympatyczna Gosia Błażejewska, a nie tak dawno Iwona Wojciechowska. Innych nie jestem pewna, więc nie będę pisać, żeby nie popełnić straszliwej gafy.

-  Kiedy byłam ostatni raz u prof. Wasieli zadziwiło mnie jak dużo wiedział o swoich wychowankach, gdzie pracują, nawet o tych, którzy wyjechali za granicę. Jego uczniami byli: Magda Tomalak-Wierzba, Iwona Przyłęcka, Magda Kozłowska, oboje Łuczakowie, Iza Ceglińska.

-  Ja pamiętam te wcześniejsze roczniki, ale także Mirka Hodora, który wchodził na lekcję, bo odprowadzał go dziadek, ale na tych lekcjach jednak nie był. Na Jaracza były podwójne drzwi, więc Mirek "odstawał" lekcje między nimi. Nie wiem, jak długo mógł uprawiać ten proceder, ale trochę trwało, zanim został "rozpracowany"!

-  Niestety Magda Tomalak i Iwona Przyłęcka dawno nie żyją, takie dobre skrzypaczki. Bardzo przykro. Mirek na szczęście dobrze się ma, gra w Bilbao. Hultaj, ale jaaaki zdolny i inteligentny. Nic mu nie przeszkodziło zostać świetnym skrzypkiem . Ma bardzo zdolnego syna pianistę.

-  Przepraszam, nie wybaczalny błąd. Iwona Przyłęcka na szczęście żyje, mieszka w Bilbao. Nie żyje Janka Przyłęcka, również skrzypaczka.

-  W latach 50-tych działała młodzieżówa orkiestra mandolinistów przy Młodzieżowym Domu Kultury na Moniuszki. Była taką szkółka po lekcjach, ale także koncertowała. Orkiestra była w przyjaznych relacjach z Edwardem Ciukszą. Nota bene - Ciuksza był tłumaczem przysięgłym z kilku języków naszych wschodnich sąsiadów. W tej roli pozostał we wdzięcznej pamięci moich Rodziców, jak to wilnianin. Kancelarie miał przy ul Piotrkowskiej.

-  Taką orkiestrę prowadził Bronisław Hajn.

-  Grób Ciukszeńki jest na cmentarzu katolickim na Dołach.

-  kiedyś na nagrobku miał wyrytą harfę. Teraz razem z nim leży chyba jego żona Jadwiga. Na nowym nagrobki harfy już nie ma, a szkoda.

poniedziałek, 3 maja 2021

Alfred Pippel - Łódź - Łagiewniki - Klasztor - Zdjęcia - ok.1925

 

    Zdjęć z Pracowni Alfreda Pippela ciąg dalszy. Pytanie zasadnicze, czy pokazują Łóź, czy też mniejszą miejscowość koło Łodzi? Wstawiłem jedno ze zdjęć na facebook, myślę, ze wkrótce otrzmam wiadomość. Dodam tylko, że są one naprawdę piękne!

     "Perełeczka" z Łagiewnik, tak napisał Członek Łódzkiego Wehikułu Czasu Stef Brajter! Jako potwierdzenie przesłał skan pieknej pocztówki z tamtych czasów! Dziękuję Stef! Tak, to prawda, to są perełeczki z lat międzywojennych!











niedziela, 2 maja 2021

Łódź - ul. Rudzka - Pogrzeb - Karawan - Rabin - ok.1935

     Seria 6-ciu zdjęć formatu pocztówkowego prawdopodobnie związanych z Łodzią. Były wśród dziesiątek innych zdjęć związanych jak wspomniałem z Łodzią i Gminą Brójce. Dwa z nich wstawiłem na Facebooku, pierwsze komentarze świadczą, że to ulica Zgierska. Ile w tym prawdy. poczekajmy. Może ktoś z czytelników tego bloga zna prawdę?

    Tekst powyżej był aktualny kilka godzin temu, jak wielka jest moc Facobooka, proszę sprawdzić!

Okazuje się, ze faktycznie chodzi o zdjęcia z terenu Łodzi, dokładnie ulica Rudzka z okolicy 54! Jako potwierdzenie zamieszcza współczesną fotografię tej części ulicy nadesłaną przez Członka Grupy, bardzo dziękuję Panu Dariuszowi Bińkowskiemu! Duż wnióśł również Senator Bonisławski pisząć: 

"Panie Andrzeju - to zdjęcie z pogrzebu ucznia gimnazjum w Rudzie Pab.. Ciekaw jestem innych zdjęć Pippela. Pozdrawiam"

    Zamieszczam również ciekawsze komentarze, które pojawiły się w tym temacie:

Pogrzeb mojej śp.Babci 12.03.1958r odbył się w ten sposób. Karawan zabrał trumnę z ul. Krasickiego i cała rodzina szła za karawanem na cmentarz św. Franciszka przy ul. Rzgowskiej 156 ( Chojny )

Wtedy ul. Rzgowska była wybrukowana i przechodziło się przez tory kolejowe ( dzisiej jest tam wiadukt )
- a wiec to zdjęcie może być zrobione na tej ulicy.
A karawan był identyczny.

-  1967 mój tata też miał taki pogrzeb

-   moj tata tak mówi cały czas jak coś jest do du...y. Moja siostra rocznik 1987 tez to po nim przejęła.

-   Było też powiedzonko masz nóżki zgrabne jak konie od Kajlicha

-   Ja słyszałam ""idź do Pipla na wystawę"

-   Rozstaw torów wzdłuż ulicy jakby "łódzki".

-   Marne życie, ale śmierć piękna.

     Zgierska

-   Karawan też jakby kojarzący się z tym, który był na cmentarzu Zarzew.

-   Dokładnie Rudzka przy Magdaleny widać moja kamienicę przeżyłam w niej ponad 40 lat

-   Mowilo sie faktycznie ze ... cos " jest do pipla" ..znaczy do niczego. Sad sie to wzielo? Biedny      fotograf

-    też mi się kojarzy z rynkiem Bałuckim ta kamienica w tle

-   U innego Pippla można było kupić raki. Ukuto więc powiedzonko, aby kogoś spławić: IDŹ PAN DO PIPPLA NA RAKI! 

-   Alfred Pippel, Nawrot 2.
Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „Aparaty fotograficzne (używane) wszelkich rozmiarów j systemó W są do nabycia w Składzie przyborów fotograficznych Alfreda Pippel, ul. Nawrot 2. 668 668-4”



-   znam pochodzenie słowa "siajowe", słyszałem też w dzieciństwie "do pipla", ale skąd się wzięło negatywne znaczenie tego słowa?

    - skąd się wzięło siajowe to wiem i rozumiem, ale dlaczego moja babcia używała określenia "do pipla" w negatywnym znaczeniu, tego nie wiem i już nie ustalę niestety.

    - Pippel lubił poprawiać sylwetki fotografowanych, ku ich uciesze, wkładając coś pod ich odzież. Krótko mówiąc "wypychał" fotografowanych. Stąd powiedzenie "Idź do Pippla i daj się wypchać" skrócone później do "Idź do Pippla", ponieważ i tak wszyscy w Łodzi wiedzięli o co chodzi.


-   Bracia Edward i Alfred Pipplowie prowadzili zakład fotograficzny na Nawrot 24, a potem sklep z akcesoriami foto na Nawrot 2, który istniał, ale już pod inną własnością do 1939 roku. Powiedzenie wzięło się z tego, że Edward wypychał swoim modelom ramiona poduszkami aby wyglądali okazalej na zdjęciach. Oznaczało w dużym skrócie, żeby spadać, odwalić się. Coś gównianego, do niczego znaczyło "siajowe", ale to inna postać 

😉. Trzeci Pippel - Otto był znanym malarzem. Wychował się na Nawrot, a mieszkał do śmierci pod Monachium.
      - owiedzenia : "do pipla" i "siajowe" miały podobne znaczenie : do d..y, byle jakie. Używała ich moja babcia, rocznik 1906, od pokoleń łodzianka.

-   Ryszard Bonisławski
Panie Andrzeju - to zdjęcie z pogrzebu ucznia gimnazjum w Rudzie Pab.. Ciekaw jestem innych zdjęć Pippela. Pozdrawiam
6
  • Lubię to!
  • Odpowiedz
  • 3 godz.
    -   Związek ma. Pan Pippel lubił poprawiać sylwetki fotografowanych, ku ich uciesze, wkładając coś pod ich odzież. Krótko mówiąc "wypychał" fotografowanych. Stąd powiedzenie "Idź do Pippla i daj się wypchać" skrócone później do "Idź do Pippla", ponieważ i tak wszyscy w Łodzi wiedzięli o co chodzi.

Po przeczytaniu tych komentarzy, ile można nowych informacji się nauczyć?!