niedziela, 12 listopada 2017

Kurnos - Borki - Zawady - Cmentarz ewangelicki - Piekarnia - Rodzina Gutknecht

Pisząc o cmentarzach ewangelickich, o spoczywających tam mieszkańcach pobliskich wsi, nie spodziewałem się tak pozytywnych informacji. Pozytywnych, tym bardziej, że pisałem o osobie z którą mogą kojarzyć się negatywne skojarzenia. W marcu ubiegłego roku pisałem o cmentarzu ewangelickim w Borkach-Kurnosie. Spoczywa na nim Berthold Gutknecht który zmarł 30 stycznia 1949 roku. Dobry SS-mann - jakże dziwnie to brzmi! Pisałem o podobnych ludziach, którzy pomagali Polakom, narażali siebie, swoje rodziny, jednak pomagali! Nie chcę rozwijać tego tematu, proszę przeczytać materiał który przekazał mi Pan Bogdan Gutknecht, wnuczek Bertholda. Miałem także okazję porozmawiać telefonicznie z synem Bertholda, Panem Jerzym Gutknechtem. To właśnie Pan Jerzy prowadził ponad 20 lat piekarnię w Kurnosie od 1978 roku. Były piłkarz Skry Bełchatów, później z różnych powodów zawodnik Concordii Piotrków. Bardzo ciekawa postać, mam nadzieję, że spotkam się z nim w Bełchatowie i zamieszczę kilka nowości na moim blogu. Dziękuję obu Panom za pozytywną ocenę tego co napisałem.

                                    Marianna (z domu Hertel) i Berthold Gutknecht.

Historia nieznana: Borki - Kurnos - Bełchatów - Cmentarz ewangelicki ...

historia-nieznana.blogspot.com/2016/03/borki-kurnos-bechatow-cmentarz.html
13 mar 2016 - Ciąg dalszy naszej dzisiejszej podróży po cmentarzach. Trzecim cmentarzem był mały ewangelicki cmentarzyk w Borkach, graniczących z ...




Chciałbym Panu bardzo podziękować za prowadzenie świetnego bloga historia-nieznana. Trafiłem na niego szukając, po raz kolejny, informacji o moim dziadku Bertholdzie Gutknechcie. Nie spodziewałem się znaleźć tak obszernego artykułu. Kilka dni wcześniej dyskutowaliśmy z bratem na jego temat. Ja niby wiedziałem, że był w SS, brat widział nawet jego zdjęcie w mundurze SS. Powoływałem się na wspomnienia mojego taty, że dziadek był przekonany, że pomagał ludziom w Kurnosie i będzie wśród nich bezpieczny. Niemniej historia o dobrym SS-manie nie była do końca dla żadnego z nas do końca przekonująca. Pański artykuł bardzo ją uwiarygodnia. Gdybym sam rozmawiał z tymi ludźmi (żona Henryka Folkmana był przyjaciółką mojej mamy – rodzice często ich odwiedzali) pewnie usłyszałbym to samo, ale czy do końca uwierzyłbym? Pewnie uznałbym, że lukrują historię. Nazywam się Bogdan Gutknecht, obecnie mieszkam w Radomiu, dokąd przeniosłem się dwadzieścia lat temu z Bełchatowa. Od kilku lat tworzę drzewo genealogiczne naszej rodziny. Polega to na tym, że co parę lat znajduję nowe materiały i przez parę miesięcy pracuję nad nimi i odkładam na kolejne kilka lat. Tym bardziej podziwiam Pana za determinację i systematyczność w swojej pasji. Najstarsze, pewne,  informacje o moich przodkach, o nazwisku Gutknecht dotyczą Gotfryda i pochodzą z około 1830 roku. Już wtedy mieszkali w Zawadach – była to wieś obok Bełchatowa. Był tam Pan na zapomnianym cmentarzu ewangelickim. Skąd Gotfryd się tam znalazł? Pewnie z obecnej Wielkopolski. W okolicach Koła nazwisko to występowało często. Podobnie w XVIII wieku w okolicach Bełchatowa. W Zawadach było np. dwóch Gotfrydów w podobnym wieku i mających żony Karoliny, i przez chwilę uważałem ich za jedną osobę. Przez następne sto lat gospodarzyli sobie Gutknechtowie w Zawadach. Byli rolnikami, niepiśmiennymi. Co niektórzy po czterdziestce nauczyli się podpisywać. Mieli swój kościół ewangelicki (obecnie nie istniejący) w Bełchatowie co ułatwiało kultywowanie tradycji i języka niemieckiego, a z drugiej strony ograniczało integrację ze społecznością katolicką. Żenili się i wychodzili za mąż głównie w swojej wierze (podejrzewam, że pewne luki w moich badaniach mogą wynikać z tego, że nie sprawdziłem do tej pory aktów z kościołów katolickich pod tym kątem). Pierwszym znanym mi przodkiem, który opuścił Zawady był właśnie Berthold. W latach trzydziestych ożenił się z Marianną Hertel, katoliczką z Kurnosa i tam się przeprowadził. Miał trzech synów: Zenona (1934-2006) – mojego tatę, Jerzego (1939-) i Ryszarda (1942-2013). Po wybuchu wojny Berthold służył w SS, co potwierdza jego zaginiona fotografia w mundurze. Podobno służył gdzieś na północ od Łodzi – Łowicz, Łęczyca. Tak przynajmniej twierdzi mój brat, który wie to zapewne od taty lub stryjów. W związku z informacją w Pana artykule o tym, że należał do SD (które było chyba częścią SS) mam pytanie, czy ta informacja jest potwierdzona jakimś dokumentem? Niestety nie mogę znaleźć jakichkolwiek źródeł, które by potwierdzały losy dziadka podczas wojny. Niemieckie archiwa są płatne i trudno dla mnie dostępne ze względu na słabą znajomość niemieckiego.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza