Następny z dokumentów dotyczących Brodnicy, dokładniej wsi Zbiczno. Abgaben Vertheilungd Plan - Plan dystrybucji dóbr z okresu kwiecień - sierpień 1867 roku. Wymienione są dwa nazwiska Cichockich, Johanna i Michaela (Jana i Michała). Stan dokumentu zdecydowanie dobry, być może żyją potomkowie Cichockich?
wtorek, 12 lutego 2019
Brodnica - Strasburg Wpr. - List - Kościół - ok.1840-50
Plik starych dokumentów (kilkadziesiąt arkuszy) z lat 1840-60 kupiłem wiele lat temu na Allegro. Wszystkie dotyczą Brodnicy - Strasburg Wpr. Stan większości z nich jest dobry, wziąwszy pod uwagę, że minęło ponad 150 lat! Nie jestem w stanie, wielu z nich odczytać, mimo, że w części pisane są po polsku. Są to także wpisy metrykalne, rachunki, list. Powinny z pewnością znajdować się w płockim archiwum, jak znalazły się na rynku, pozostanie chyba na zawsze tajemnicą. Wstawię na moim blogu kilka z nich, w przypadku zainteresowania w tym temacie, proszę o wiadomość, przekażę dokładniejsze skany.
Jako pierwszy zamieszczam list dozorcy szpitala Aug. Grodzickiego do Dziekana (Xięże Dzekanie)w Brodnicy. Papier czerpany ze znakiem wodnym:
ST
B
Interesująca treść, jednak nie jestem w stanie odczytać całości.
Wielmożny Xęże Dzekanie
Odsyłam Dzwone Mesersmyta i Linkowo Ekcylens X. Dzekana teyże i Ekcelens tego Zuchwatego i Niewdzięcznego Sługi Kopacza Ostatnij. Wiadomo było X.Dzekanowi iż że za Dozor Kościoła Fary podziękowałem Wielmożnemu Xędzu Biskupowi w Bytnorcy (Bytnoszy?) Pana Roszyżewskiego ieżeli zRozumiał mowe Niemiecko Ofiarowałem tylko Służyć do Nowego Roku tagże Dotrzymałem Lubo mej było Bardzo często te pokusy Satanskie znieść chocas były z Usczypliwem Zdrowiu moiego Dotrzymałem. Czesyłem się iż to Wola Boska tak Bóg Chciał - a Jeżeli na Żądanie Xędza Dzekana nieprzybytem do naradzenia wZględem ..... tego dnia niebyłem w Kościele miałem pilne zatrudzenię Niech mnie X.Dzekan Daruie Prawdziwie muszę wynurzyc moie Milczenie. Dla Czego iż przez Całe przecząg mego Dozorstwa Jedno Solo i truczyzno Dla Luckich B... ........ tem się w Oczach X.Dzekana , więc Abym Uniknąc tych Wszelkich nieprzyjemnoscy i Z.... Niepotrzebnych Które O... możę w Zgl....Osoby X.Dzekana. ...... Broniąc Jego Chonor, zycie z Moiey strony Zdrowia Dobrego i Wszelkich pomyslnoscy na tym Swiecie a po Ukonczeniu Życia doczesnego Niechi Bug Uwięcy Korono Chwali Niebieskiej z Całego Serca Życia.
....... ..... i Dozorca Spitala Aug. Grodzicki
Dzięki niezastąpionemu archiwiście Stasiowi Hejakowi, otrzymałem tekst poprawiony, troszeczkę inaczej brzmiący. Pozwoliłem sobie zamieścić cały materiał. Dzięki wielkie Stasiu!
Jako pierwszy zamieszczam list dozorcy szpitala Aug. Grodzickiego do Dziekana (Xięże Dzekanie)w Brodnicy. Papier czerpany ze znakiem wodnym:
ST
B
Interesująca treść, jednak nie jestem w stanie odczytać całości.
Wielmożny Xęże Dzekanie
Odsyłam Dzwone Mesersmyta i Linkowo Ekcylens X. Dzekana teyże i Ekcelens tego Zuchwatego i Niewdzięcznego Sługi Kopacza Ostatnij. Wiadomo było X.Dzekanowi iż że za Dozor Kościoła Fary podziękowałem Wielmożnemu Xędzu Biskupowi w Bytnorcy (Bytnoszy?) Pana Roszyżewskiego ieżeli zRozumiał mowe Niemiecko Ofiarowałem tylko Służyć do Nowego Roku tagże Dotrzymałem Lubo mej było Bardzo często te pokusy Satanskie znieść chocas były z Usczypliwem Zdrowiu moiego Dotrzymałem. Czesyłem się iż to Wola Boska tak Bóg Chciał - a Jeżeli na Żądanie Xędza Dzekana nieprzybytem do naradzenia wZględem ..... tego dnia niebyłem w Kościele miałem pilne zatrudzenię Niech mnie X.Dzekan Daruie Prawdziwie muszę wynurzyc moie Milczenie. Dla Czego iż przez Całe przecząg mego Dozorstwa Jedno Solo i truczyzno Dla Luckich B... ........ tem się w Oczach X.Dzekana , więc Abym Uniknąc tych Wszelkich nieprzyjemnoscy i Z.... Niepotrzebnych Które O... możę w Zgl....Osoby X.Dzekana. ...... Broniąc Jego Chonor, zycie z Moiey strony Zdrowia Dobrego i Wszelkich pomyslnoscy na tym Swiecie a po Ukonczeniu Życia doczesnego Niechi Bug Uwięcy Korono Chwali Niebieskiej z Całego Serca Życia.
....... ..... i Dozorca Spitala Aug. Grodzicki
Dzięki niezastąpionemu archiwiście Stasiowi Hejakowi, otrzymałem tekst poprawiony, troszeczkę inaczej brzmiący. Pozwoliłem sobie zamieścić cały materiał. Dzięki wielkie Stasiu!
Odsyłam Dzwone Mesersmyta i Linkowo (prawdopodobne są to nazwy
miejscowości ) Ekselencji księdzu Dziekanowi także i Ekselencji tego
Zuchwatego i Niewdzięcznego sługi Kopacza (prawdopodobnie chodzi o
poprzednika ) ostatniego.Wiadomo było księdzu Dziekanowi iż ja za dozór
kościoła fary podziękowałem Wielmożnemu księdzu Biskupowi w Bitności " (
prawdopodobnie chodzi tutaj o miasto Brodnica) lecz może być także
użyte też w obecności " Pana Roszyjewskiego.Jeżeli zrozumiał mowę
niemiecką ofiarowałem tylko służyć do Nowego Roku także dotrzymałem.Lubo
mi było bardzo często te pokusy szatańskie znieźć, chociaż były z
uszczerbkiem zdrowia mojego dotrzymałem.Cieszyłem się iż to Wola Boska
tak Bóg chciał.A jeżeli na żądanie księdza Dziekana nieprzybyłem do
naradzenia względem Ławski ?tego dnia nie byłem w kościele, miałem pilne
zatrudzenie.Niech mnie ksiądz Dziekan daruje.Prawdziwie muszę wynurzyć
moje milczenie dlaczego ja opuściłem dozorstwo kościoła fary.Oto
dlatego, iż przez cały przeciąg mego dozorstwa jedynie sól i trucizna.
Dla ludzkich bajek znajdowałem sie w oczach księdza Dziekana,więc abym
uniknął tych wszelkich nieprzyjemności i złości niepotrzebnych które
? mojej względem osoby księdza Dziekana ? .Broniąc
jego honor życzę z mojej strony zdrowia dobrego i wszelkich pomyślności
na tym świecie,a po ukończeniu życia doczesnego niechaj Bóg uwieńczy
koronę chwały niebieskiej, z całego serca życzę.
szpital brodnicki i dozorca szpitala Aug Grodzicki
niedziela, 10 lutego 2019
Żołnierze wyklęci - Sieradz - Sąd wojenny - Egzekucja - Machała Leon - Powijaki - 1948 - część 9
Ponad cztery lata temu zamieściłem opis procesu Sądu Wojskowego w Łodzi z 1948 roku, w którym to oskarżano siedmiu żołnierzy podziemia. Jednego z nich Antoniego Wyrwasa pseudonim Jacek skazano na karę śmierci i wyrok wykonano. W odcinkach 1-8 zamieściłem cały stenogram procesu:
Żołnierze wyklęci - Sieradz - Sąd wojskowy - 1948 - część 1
W moich archiwach znalazłem sporo dokumentów dotyczących Leona Machały, urodzonego 16 czerwca 1917 roku w kol.Starce w Sowijakach powiat Sieradz. Skazano go w tym procesie na 8 lat więzienia.
Prezentuję dwa ważne według mnie dokumenty, które informują o zakończeniu kary:Więzienie w Potulicach Dnia 11.2.1955r.
Nr. akt sprawy Sr.5/48
Nr. księgi więźniów .......
Świadectwo o zwolnieniu
Więzień Machał Leon s. Wojciecha z Sowijakach powiat Sieradz skazany wyrokiem W.S.Rej. w Łodzi w dniu 29 stycznia 1948r. na 8 lat więzienia za art. 86 § 2 KKWP. zwolniony został dziś warunkowo fakultatywnie. Podczas pobytu w więzieniu sprawował się .......
Obowiązany jest zameldować się w biurze Milicji w Łodzi nie później jak dnia 14 lutego 1955 r.
Naczelnik więzienia.
Wojskowy Sąd Rejonowy Znak akt:Śr.5/48
w Łodzi.
P r o t o k ó ł
------------------
posiedzenia niejawnego
Łódź, dnia 8.2.1955r.
Obecni:
Przewodniczący - major. Andrysiak Henryk
Sędziowie - por. Gąsiorowski Dionizy
- por. Lasek Michał
Protokólant - urz. kontr. Chabrowska Jadwiga
Prokurator wojskowy - kpt. Suski Adam
Przedmiot posiedzenia: Wniosek Wojskowego Prokuratora Rejonowego w Łodzi o warunkowe
zwolnienie skaz. Machały Leona s.Wojciecha na zasadzie art. 1 i 11 ustawy
z dnia 31.10.1951r.?Dz.U.R.P.Nr.58 poz.399?
Prokurator potwierdza mój pisemny wniosek i wnosi o natychmiastowe warunkowe zwolnienie skaz. Machały.
Referent mjr.Andrysiak przychyla się do wniosku Prokuratora i uzasadnia: Machała Leon s.Wojciecha został skazany wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Łodzi z dnia 29.1.1948r. z art.86 § 2 KKWP, 259 KK, 3 Dekr. z dnia 16.11.1945r. na osiem lat więzienia, z zaliczeniem aresztu od dnia 27 października 1947r. Skazany odbył już połowę orzeczonej kary więzienia. W więzieniu zachowuje się nienagannie, zatrudniony w warsztatach masowej produkcji z pracy wywiązuje się należycie.
Mając powyższe na uwadze należy przypuszczać, że po zwolnieniu będzie on prowadził życie uczciwego człowieka pracy i dlatego Sąd postanawił:
1. Na zasadzie art.1 i 11 ustawy z dnia 31.10.1951r.?Dz.U.R.P.Nr.58 poz.399/ skaz. Machałę Leona s.Wojciecha warunkowo zwolnić, oznaczając mu okres próby na jeden rok, licząc okres ten od daty zwolnienia.
2. Zarządzić natychmiastowe warunkowe zwolnienie skaz.Machały Leona s.Wojciecha z więzienia.
Protokólant: Przewodniczący:
/Chabrowska Jadwiga/ /mjr.Andrysiak Henryk/
Na zakończenie tej smutnej historii, wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Łodzi postanowiono unieważnić wyrok byłego Wojskowego Sądu w Łodzi na skazanym Leonie Machale.
Poniżej zamieszczam część wniosku o odszkodowanie od Skarbu Państwa:
piątek, 8 lutego 2019
Siedem Groszy - Bombowiec Bezrobotny Froncek - Radomsko - 1939
Wcześniej, zamieszczam gazetę Siedem Groszy w temacie Chojen, teraz powracam do tej gazety. Na jej łamach prowadzona była akcja kupna samolotu-bombowca "Bezrobotny Froncek" jak i zapoczątkowano drukowanie bardzo popularnego komiksu o tej samej nazwie. Datki na zakup tego samolotu były drukowane na łamach gazety każdego dnia. Tysiące ludzi wpłacało nie tylko pieniądze, także biżuterię! Oto wycinek znaleziony w sieci o tym komiksie:
......"Z kolei bezrobotny Frącek to bohater polskiego komiksu z międzywojnia, który zawładnął wyobraźnią ówczesnych Polaków. Bohater pojawiał się w winiecie pisma „7 Groszy”, w którym drukowano jego przygody, ciężarówki rozwożące gazetę miały go namalowanego na burtach. Frącek był tak popularny, że wygrał w plebiscycie na nazwę polskiego bombowca!"...*
Z tego numeru chcę zaprezentować materiał dotyczący Radomska:
PIORUN ZABIŁ CHŁOPCA.
w czasie przechodzącej nad powiatem radomszczańskim burzy, na łąkach wioski Jankowice piorun uderzył w drzewo, pod którym schronił się przed deszczem pasący bydło 16-letni Wacław Soja. Rażony piorunem chłopiec padł trupem na miejscu.
500 BEZROBOTNYCH.
Liczba bezrobotnych na terenie Radomska miasta i gminy oraz sąsiedniej gm. Gomunice wynosi 500 osób. Z tej liczby około 150 bezrobotnych pobiera zasiłki ustawowe z Funduszu Pracy, pozostałe zaś 350 osób znajduje się w ewidencji Komitetu Pomocy Bezrobotnym i pobiera zapomogi doraźne w postaci kuponów żywnościowych.
SUBWENCJA DLA R. O. S. P.
Zarząd Miejski przyznał dla Radomszczańskiej Ochotniczej Straży Pożarnej bezzwrotny zasiłek w wysokości 2.000 zł. Niezależnie od tego samorząd miejski przeznaczył dla Straży 1.000 zł. za polewanie ulic.
STOLARZE NA P. O. P.
Na specjalnie zwołanym zebraniu Chrześcijańskiego Cechu Stolarzy w Radomsku postanowiono jednomyślnie przeznaczyć 300 zł. na Pożyczkę Obrony Przeciwlotniczej. Kwota ta pochodzi z oszczędności cechowych.
41.000 ZŁ. NA OŚRODKI ZDROWIA W POWIECIE RADOMSZCZAŃSKIM.
Stan zdrowia mieszkańców powiatu radomszczańskiego obecnie stanowi jedną z głównych trosko samorządu powiatowego. Ludność wiejska do tej pory ma bardzo trudny dostęp do lekarzy, których powiat radomszczański, liczący 25 dużych gmin, posiada zaledwie 6. Skutkiem tego i z braku instytucji oglądaczy zwłok, mieszkańcy wsi rzadko kiedy udają sie do lekarza i nie znają nawet przyczyny zgonu.
Wydział Powiatowy w radomsku, pragnąc zlikwidować ten niezdrowy układ stosunków, opracował szczegółowo plan pokrycia powiatu radomszczańskiego siecią ośrodków zdrowia w przeciągu kilkuletniego okresu czasu. Ośrodki takie powstaną w większych miejscowościach powiatu i działalnością swoją promieniować będą na bliższą i dalszą okolicę. Na Ośrodki zdrowia przeznaczono w r.b. 41.676 zł. Oprócz tego podjęto starania w kierunku uruchomienia instytucji oglądaczy zwłok.
* -
Tomaszów Mazowiecki - Gimnazjum Koedukacyjne Stowarzyszenia Kupców - Zenon Czernek - Dziennik - 1930/31
Ciekawy dziennik na rok szkolny 1930/31 w Gimnazjum Koedukacyjnym Stowarzyszenia Kupców w Tomaszowie mazowieckim. Jego stan nie jest zadawalający, kilka kart jest uszkodzonych, brakuje też pieczątek Gimnazjum, czy też podpisów nauczycieli. Jednak sam dziennik posiada już wartość historyczną.
Troszeczkę informacji o historii tej szkoły znalezione na Wikipedii:
W 1903 roku została otworzona pierwsza szkoła średnia w Tomaszowie. Składała się z siedmiu klas i nosiła nazwę Szkoły Handlowej Stowarzyszonych Kupców Handlowych. Budowa głównego budynku została sfinansowana przez tomaszowskich fabrykantów z rodzin:
Po inauguracji utworzona została Rada Opiekuńcza Szkoły. Pierwszym jej prezesem został dr Jan Rode. Szkoła do 1905 roku posiadała dotację państwową. Warunkiem jej przyznania było utrzymanie języka rosyjskiego jako wykładowego. Również pierwszym dyrektorem szkoły został Rosjanin - J. Dobrowolski.
Zaledwie dwa lata po utworzeniu szkoły doszło w niej do strajku. Zainicjował go uczeń Lucjan Szuster. Młodzież protestowała przeciwko językowi rosyjskiemu jako językowi wykładanemu. Władze ugięły się pod presją społeczeństwa i wprowadzono do szkół język polski jako główny. Szkoła straciła jedank dotacje państwową. Po falach strajków z 1905 roku zmieniono również dyrektora - pierwszym polskim dyrektorem został Ludwik Kowalczewski. Po wprowadzeniu języka polskiego jako wykładanego, oraz wymianie dyrekcji na polską - część darczyńców wycofała się ze sprawowania opieki nad szkołą. Zaczęła się ona borykać z trudnościami finansowymi. W 1912 zrezygnowano z koedukacyjnych klas tworząc jedynie klasy żeńskie.
W roku szkolnym 1914/1915 (rok wybuchu I wojny światowej) szkoła nie została otworzona, ponieważ było zbyt mało uczniów. Na krótko budynek szkolny został przekształcony na szpital. Szkołę udało się uruchomić się w rok później. W 1917 zmieniono ją w ośmioklasowe Gimnazjum Filologiczne. Od 1922 dyrektorem został Adam Pawłowski, który tę funkcję pełnił do wybuchu II wojny światowej. W 1922 roku została przekształcona na Gimnazjum Humanistyczne Stowarzyszenia Kupców. W 1937 uzyskano koncesję na prowadzenie Liceum Ogólnokształcącego – humanistycznego i matematyczno-fizycznego.
Po wybuchu II wojny światowej profesorowie tej szkoły prowadzili tajne nauczanie. W 1940 został aresztowany wraz z rodziną dyrektor Pawłowski. Zginął w 1942 roku zamordowany w obozie Dachau. Zginął tam także profesor Leon May. Po wyzwoleniu, już 21 lutego 1945 roku dyrektor Antoni Jargocki powołał pierwszą radę pedagogiczną. 27 czerwca 1945 roku rozdano pierwsze siedemnascie świadectw dojrzałości. W 1972 roku utworzono klasy o profilu sportowym, a w 1977 roku szkoła wzbogaciła się o salę gimnastyczną.
W 2013 roku szkoła uroczyście obchodziła 110 lat istnienia[4][5][6].
Nazwy szkoły od 1903:
Troszeczkę informacji o historii tej szkoły znalezione na Wikipedii:
W 1903 roku została otworzona pierwsza szkoła średnia w Tomaszowie. Składała się z siedmiu klas i nosiła nazwę Szkoły Handlowej Stowarzyszonych Kupców Handlowych. Budowa głównego budynku została sfinansowana przez tomaszowskich fabrykantów z rodzin:
- Landsbergów;
- Furstenwaldów;
- Pieschów;
- Halpernów;
- Morsztynkiewiczów.
Po inauguracji utworzona została Rada Opiekuńcza Szkoły. Pierwszym jej prezesem został dr Jan Rode. Szkoła do 1905 roku posiadała dotację państwową. Warunkiem jej przyznania było utrzymanie języka rosyjskiego jako wykładowego. Również pierwszym dyrektorem szkoły został Rosjanin - J. Dobrowolski.
Zaledwie dwa lata po utworzeniu szkoły doszło w niej do strajku. Zainicjował go uczeń Lucjan Szuster. Młodzież protestowała przeciwko językowi rosyjskiemu jako językowi wykładanemu. Władze ugięły się pod presją społeczeństwa i wprowadzono do szkół język polski jako główny. Szkoła straciła jedank dotacje państwową. Po falach strajków z 1905 roku zmieniono również dyrektora - pierwszym polskim dyrektorem został Ludwik Kowalczewski. Po wprowadzeniu języka polskiego jako wykładanego, oraz wymianie dyrekcji na polską - część darczyńców wycofała się ze sprawowania opieki nad szkołą. Zaczęła się ona borykać z trudnościami finansowymi. W 1912 zrezygnowano z koedukacyjnych klas tworząc jedynie klasy żeńskie.
W roku szkolnym 1914/1915 (rok wybuchu I wojny światowej) szkoła nie została otworzona, ponieważ było zbyt mało uczniów. Na krótko budynek szkolny został przekształcony na szpital. Szkołę udało się uruchomić się w rok później. W 1917 zmieniono ją w ośmioklasowe Gimnazjum Filologiczne. Od 1922 dyrektorem został Adam Pawłowski, który tę funkcję pełnił do wybuchu II wojny światowej. W 1922 roku została przekształcona na Gimnazjum Humanistyczne Stowarzyszenia Kupców. W 1937 uzyskano koncesję na prowadzenie Liceum Ogólnokształcącego – humanistycznego i matematyczno-fizycznego.
Po wybuchu II wojny światowej profesorowie tej szkoły prowadzili tajne nauczanie. W 1940 został aresztowany wraz z rodziną dyrektor Pawłowski. Zginął w 1942 roku zamordowany w obozie Dachau. Zginął tam także profesor Leon May. Po wyzwoleniu, już 21 lutego 1945 roku dyrektor Antoni Jargocki powołał pierwszą radę pedagogiczną. 27 czerwca 1945 roku rozdano pierwsze siedemnascie świadectw dojrzałości. W 1972 roku utworzono klasy o profilu sportowym, a w 1977 roku szkoła wzbogaciła się o salę gimnastyczną.
W 2013 roku szkoła uroczyście obchodziła 110 lat istnienia[4][5][6].
Nazwy szkoły od 1903:
- 1903–1914 – Siedmioklasowa Szkoła Handlowa w Tomaszowie Rawskim
- 1914–1917 – Szkoła Handlowa Stowarzyszenia Kupców w Tomaszowie Rawskim
- 1917–1922 – Ośmioklasowe Koedukacyjne Gimnazjum Filologiczne Stowarzyszenia Kupców w Tomaszowie Rawskim
- 1923–1924 – Ośmioklasowe Humanistyczne Koedukacyjne Gimnazjum Stowarzyszenia Kupców w Tomaszowie Mazowieckim
- 1924–1933 – Gimnazjum Humanistyczne Stowarzyszenia Kupców w Tomaszowie Mazowieckim
- 1933–1939 – Gimnazjum i Liceum Humanistyczne Stowarzyszenia Szkolnego w Tomaszowie Mazowieckim
- 1940–1944 – Konspiracyjne Gimnazjum i Liceum Humanistyczne w Tomaszowie Mazowieckim (tajne nauczanie)
- 1945–1948 – I Państwowe Koedukacyjne Gimnazjum i Liceum
- 1948–1950 – I Państwowe Gimnazjum Koedukacyjne
- 1950–1972 – I Liceum Ogólnokształcące
- 1972 – I Liceum Ogólnokształcące im. Jarosława Dąbrowskiego
czwartek, 7 lutego 2019
Bukowiec - Königsbach - Cmentary ewangelicki - Zima
Cmentarz ewangelicki w Bukowcu w zimowym śnie. Mnóstwo śladów na śniegu, nie, nie ludzkich, tylko pozostawione przez zające, dziki i sarenki. Na dolnych zdjęciach widoczne straty, powalone drzewo, na szczęście, że padło w dobrym kierunku, nieliczne nagrobki nie uległy uszkodzeniu. Nie przypuszczałem, że jest tak chore, w środku było puste. Bluszcz który porasta prawie wszystkiego drzewa na tym cmentarzu powoduje, że nie widać nawet kory lub śladów uszkodzeń.. Muszę pobawić się w dzięcioła, posprawdzać stan innych rosnących drzew, w szczególności tych rosnących w pobliży ulicy Rokicińskiej.
Józef Janowski - Wola Łokotowa - Popień - Łódź ul. Kilińskiego 118 - Dowód Osobisty - cz.3
Jedno z niewielu zdjęć związanych z dziadkiem Janowskim, które zachowały się z Woli Łokotowej.
Józef Janowski z czwórką przyjaciół:
F.Karaszewskiego, B.Wydrychiewicza, ? Lebiedzińskiego, K.Lisiaka. Zdjęcie wykonano 5 maja 1917 roku.
Prezentuję kompletny dowód osobisty Józefa Janowskiego wydany 30 marca 1922 roku.
Józef Janowski z czwórką przyjaciół:
F.Karaszewskiego, B.Wydrychiewicza, ? Lebiedzińskiego, K.Lisiaka. Zdjęcie wykonano 5 maja 1917 roku.
Prezentuję kompletny dowód osobisty Józefa Janowskiego wydany 30 marca 1922 roku.
poniedziałek, 4 lutego 2019
Rogowiec - Kleszczów - Morderstwo - Elektrownia - Milicja Obywatelska
Piękny sierpniowy wieczór, już po kolacji zbierałem się do snu, kiedy przyszedł bardzo poddenerwowany Józek.
- Chodź szybko ze mną, nie uwierzysz co się stało...
Cóż takiego, spytałem? - ciemno na dworze, a Ty mnie gdzieś ciągniesz...
- Nie uwierzysz, ale zamordowano kobietę!
Co? - Gdzie? - Kiedy?! - nie chciałem mu uwierzyć. U nas, w Rogowcu?!
- Jak tobie mówię, że tak, to tak!- zamordowano kobietę w domu mojej teściowej...
Dziwnie się poczułem, nie wiem czy to był strach, czy też przedsmak sensacji, jakiej Rogowiec w swojej historii nie doświadczył. Jak stałem podążyłem za nim, Józek był bardzo podekscytowany, doradził abyśmy bardzo ostrożnie, bez zbędnego hałasu podeszli do jednego z okien drewnianego domu w którym rzecz ta miała miejsce.
Drewniany dom z przełomu XIX/XX wieku, połączony z obórką jak większość domów z tego okresu, kryty słomą. Małe okienka, czas naznaczył ściany które jak schorowany starszy człowiek zaczęły się zginać.. Urok tego domu był niezaprzeczalny, kwiaty rosnące wzdłuż muru w przydomowym ogródku, uzupełniały niepowtarzalne piękno mijającego czasu (niestety, kilka lat później pożar zakończył bezpowrotnie żywot tego domu).
Lata siedemdziesiąte, elektryczność był podłączona, ale nie na ulicy, ciemno, że oko wykol, ciśnienie mi rosło, jednak, kiedy Józek swoją latarką zaświecił do środka, włosy stanęły mi dęba! W dużym, podwójnym łóżku leżała kobieta z podniesionymi rękoma. Nigdy nie widziałem trupa, jednak od razu można było wyczuć, że ona nie żyje... Krwawe wybroczyny na twarzy, sztywne ręce... Straszliwy bałagan, brudna pognieciona pościel, wokół walające się brudne ciuchy, butelki po alkoholu.. - armagedon.
Józek dał mi ręką znak, abyśmy się po cichutku wycofali w bezpieczne miejsce, gdyż w środku znajduje się dwójka współlokatorów zamordowanej kobiety.. Nie było żadnych oznak, że oni tam są, jednak spotkanie z potencjalnymi mordercami nie bardzo nam się uśmiechało....
Tutaj muszę wyjaśnić, dlaczego w tym domu mieszkali lokatorzy. Lata siedemdziesiąte, to intensywny okres budowy elektrowni, tysiące napływowych robotników. Robotnicze hotele nie były w stanie wszystkim zapewnić dachu nad głową, mieszkańcy pobliskich wiosek widząc możliwość zarobku , wynajmowali mieszkania, całe domy. Nikt nie pytał, nie zaglądał w dusze przyszłych lokatorów...Teściowa Józka zmarła rok wcześniej, dom stał pusty, była okazja....
Trójkę tych lokatorów znałem z widzenia, widać ich było wieczorami, zazwyczaj po pracy, nie stronili od alkoholu. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że zamordowana była matką kilkorga dzieci, które jej zabrano do Domów Dziecka, totalna patologia...
Będąc w bezpiecznej odległości zaczęliśmy głośno myśleć - co z tym wszystkim zrobić? Telefonów komórkowych jeszcze wtedy nie było, jedyny telefon był u Sołtysa Heńka Mantyka. Nie mieliśmy najmniejszej ochoty być rozpoznanymi, woleliśmy być anonimowi. Postanowiliśmy, ze dojdziemy na Biłgoraj, tam w byłej leśniczówce stacjonował wieczorami stróż i był telefon. Nie bardzo mogliśmy dojść do zgody względem tego, który z nas ma zatelefonować na MO (Milicja Obywatelska). Padło na mnie, gdyż byłem młodszy i bardziej "wykształcony".., poprosiłem portiera aby udostępnił mi telefon... Wykręciłem numer i drżącym głosem powiedziałem o co mi chodzi. Padło pytanie, kim jestem? - głośno odpowiedziałem, że nie powiem, wolę zostać anonimem, gdyż boję się o moje bezpieczeństwo. Jeśli chcą niech przyjadą stwierdziłem - myślę, że uznali moje zgłoszenie za bardzo prawdopodobne, gdyż dyżurny posterunku w Bełchatowie powiedział, że natychmiast wysyła samochód z milicjantami.
Ulżyło nam obu, szybko wybiegliśmy z budynku i ile sił w nogach pobiegliśmy na Rogowiec. Położyliśmy się jak partyzanci w pobliżu rozwidlenia drogi w kierunku Nowego Janowa. Z niecierpliwością spoglądaliśmy w kierunku polnej drogi wychodzącej z biłgorajskiego lasu, z którego miał nadjechać milicyjny patrol. Nawet nie mieliśmy ochoty zapalić, bardziej ze strachu, niż ze wstrętu do nikotyny, tak aby nas nie nakryto - czuliśmy się jak bohaterowie kryminalnego filmu. Czas się nam niesamowicie dłużył, z Bełchatowa na miejsce zbrodni było prawie 20 kilometrów, jeszcze te drogi... Wreszcie po jakimś czasie zabłysły światła samochodowych reflektorów. Warszawa jechała przez Rogowiec w całkowitych ciemnościach, widać było, że kierowca nigdy tutaj był - zatrzymali się, jeden milicjantów wysiadł i zaczął się rozglądać.
Nie mieliśmy sumienia dalej się ukrywać, wstaliśmy, zbliżyliśmy się i podeszliśmy do milicjanta.
- Otrzymaliśmy meldunek, że pod takim a takim numerem coś złego się stało - zapytał nas - nie wiecie gdzie jest ten dom?
Udaliśmy, że nic nie wiemy, ale wskazaliśmy, gdzie mają podjechać.
Była ich czwórka, widzieliśmy jak ostrożnie podeszli do domu i latarkami świecili po wszystkich oknach. Wreszcie zaświecili do tego właściwego, w tym czasie podeszliśmy także, widzieliśmy ich przejęte twarze., któryś z nich zadzwonił z telefonu znajdującego się w milicyjnym aucie.
Czekaliśmy dobre 40 minut kiedy przyjechała milicyjna nyska pełna ludzi, kilku było w mundurach, jeden po cywilnemu (to był prokurator). Ustalenia były krótkie, akcja jak kryminalnego filmu, jeden z nich wybił szybę w oknie, inni błyskawicznie z krzykiem wskoczyli do środka. Chwilę po tym zabłysło światło w tym pokoju i zobaczyliśmy kotłowaninę. Milicjanci zwlekli z łóżka dwóch zupełnie pijanych i zaspanych mężczyzn, nie patyczkowali się z nimi, rzucili na podłogę i skuli. Otworzyli drzwi od środka i wywlekli ich na zewnątrz, widzieliśmy tylko, że wsadzali ich do nyski. Nie czekaliśmy na dalszy ciąg wydarzeń, emocje wzięły górę, być może strach, że milicjanci skapują się i zaczną nas podejrzewać, że to my byliśmy informatorami?
Poszliśmy do mnie, tam "rąbneliśmy" sobie po kielichu "lekarstwa" (lekarstwem nazywałem 50 lub 60 procentowy bimberek który przywoziłem z Łodzi na Rogowiec jak walutę wymienialną - ale o tym przy następnym wspominkach). Józek rano musiał iść do pracy, jednak "lekarstwo" bardzo nam pomogło, doszliśmy jako tako do siebie..
Na drugi dzień cały Rogowiec był postawiony na głowie, dyskusjom nie było końca - morderstwo, morderstwo! Cały dom wokół był przez cały ranek obstawiony, trwały czynności kryminologów. Miejscowi mieszkańcy i goście z pobliskiego Nowego Janowa grupkami obserwowali w dozwolonej odległości co tam się dzieje.
Ja z Józkiem chodziliśmy z podniesionymi głowami, że to my, nikt inny nie wytropił morderców! - jednak nasza idylla nie trwała długo, po tygodniu oboje mężczyzn zostało zwolnionych z aresztu.. Byliśmy dosłownie sparaliżowani, kiedy ich zobaczyliśmy na własne oczy..., wielki strach nas przepełniał.
Co będzie jak się skapują, że to my??
Jednak, na drugi dzień zniknęli oni na zawsze.., spokój powrócił do naszych serc.. Dowiedzieliśmy się, że ta kobieta była bita od dawna, to ostatnie nie było główną przyczyną zgonu, tylko prawdopodobnie wypity w nadmiarze alkohol..., taka wersję usłyszeliśmy.. Ile było w tym prawdy, nie nam oceniać...
Rok później Józek z Halinką pokazali mi milicyjny tygodnik (teraz nie pamiętam tytułu tego czasopisma). W środku był artykuł na całą stronę z tytułem : Anonimowy telefon.....
Chodziłem dumny jak paw, tym anonimem byłem ja, autor tych wspomnień....
- Chodź szybko ze mną, nie uwierzysz co się stało...
Cóż takiego, spytałem? - ciemno na dworze, a Ty mnie gdzieś ciągniesz...
- Nie uwierzysz, ale zamordowano kobietę!
Co? - Gdzie? - Kiedy?! - nie chciałem mu uwierzyć. U nas, w Rogowcu?!
- Jak tobie mówię, że tak, to tak!- zamordowano kobietę w domu mojej teściowej...
Dziwnie się poczułem, nie wiem czy to był strach, czy też przedsmak sensacji, jakiej Rogowiec w swojej historii nie doświadczył. Jak stałem podążyłem za nim, Józek był bardzo podekscytowany, doradził abyśmy bardzo ostrożnie, bez zbędnego hałasu podeszli do jednego z okien drewnianego domu w którym rzecz ta miała miejsce.
Drewniany dom z przełomu XIX/XX wieku, połączony z obórką jak większość domów z tego okresu, kryty słomą. Małe okienka, czas naznaczył ściany które jak schorowany starszy człowiek zaczęły się zginać.. Urok tego domu był niezaprzeczalny, kwiaty rosnące wzdłuż muru w przydomowym ogródku, uzupełniały niepowtarzalne piękno mijającego czasu (niestety, kilka lat później pożar zakończył bezpowrotnie żywot tego domu).
Lata siedemdziesiąte, elektryczność był podłączona, ale nie na ulicy, ciemno, że oko wykol, ciśnienie mi rosło, jednak, kiedy Józek swoją latarką zaświecił do środka, włosy stanęły mi dęba! W dużym, podwójnym łóżku leżała kobieta z podniesionymi rękoma. Nigdy nie widziałem trupa, jednak od razu można było wyczuć, że ona nie żyje... Krwawe wybroczyny na twarzy, sztywne ręce... Straszliwy bałagan, brudna pognieciona pościel, wokół walające się brudne ciuchy, butelki po alkoholu.. - armagedon.
Józek dał mi ręką znak, abyśmy się po cichutku wycofali w bezpieczne miejsce, gdyż w środku znajduje się dwójka współlokatorów zamordowanej kobiety.. Nie było żadnych oznak, że oni tam są, jednak spotkanie z potencjalnymi mordercami nie bardzo nam się uśmiechało....
Tutaj muszę wyjaśnić, dlaczego w tym domu mieszkali lokatorzy. Lata siedemdziesiąte, to intensywny okres budowy elektrowni, tysiące napływowych robotników. Robotnicze hotele nie były w stanie wszystkim zapewnić dachu nad głową, mieszkańcy pobliskich wiosek widząc możliwość zarobku , wynajmowali mieszkania, całe domy. Nikt nie pytał, nie zaglądał w dusze przyszłych lokatorów...Teściowa Józka zmarła rok wcześniej, dom stał pusty, była okazja....
Trójkę tych lokatorów znałem z widzenia, widać ich było wieczorami, zazwyczaj po pracy, nie stronili od alkoholu. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że zamordowana była matką kilkorga dzieci, które jej zabrano do Domów Dziecka, totalna patologia...
Będąc w bezpiecznej odległości zaczęliśmy głośno myśleć - co z tym wszystkim zrobić? Telefonów komórkowych jeszcze wtedy nie było, jedyny telefon był u Sołtysa Heńka Mantyka. Nie mieliśmy najmniejszej ochoty być rozpoznanymi, woleliśmy być anonimowi. Postanowiliśmy, ze dojdziemy na Biłgoraj, tam w byłej leśniczówce stacjonował wieczorami stróż i był telefon. Nie bardzo mogliśmy dojść do zgody względem tego, który z nas ma zatelefonować na MO (Milicja Obywatelska). Padło na mnie, gdyż byłem młodszy i bardziej "wykształcony".., poprosiłem portiera aby udostępnił mi telefon... Wykręciłem numer i drżącym głosem powiedziałem o co mi chodzi. Padło pytanie, kim jestem? - głośno odpowiedziałem, że nie powiem, wolę zostać anonimem, gdyż boję się o moje bezpieczeństwo. Jeśli chcą niech przyjadą stwierdziłem - myślę, że uznali moje zgłoszenie za bardzo prawdopodobne, gdyż dyżurny posterunku w Bełchatowie powiedział, że natychmiast wysyła samochód z milicjantami.
Ulżyło nam obu, szybko wybiegliśmy z budynku i ile sił w nogach pobiegliśmy na Rogowiec. Położyliśmy się jak partyzanci w pobliżu rozwidlenia drogi w kierunku Nowego Janowa. Z niecierpliwością spoglądaliśmy w kierunku polnej drogi wychodzącej z biłgorajskiego lasu, z którego miał nadjechać milicyjny patrol. Nawet nie mieliśmy ochoty zapalić, bardziej ze strachu, niż ze wstrętu do nikotyny, tak aby nas nie nakryto - czuliśmy się jak bohaterowie kryminalnego filmu. Czas się nam niesamowicie dłużył, z Bełchatowa na miejsce zbrodni było prawie 20 kilometrów, jeszcze te drogi... Wreszcie po jakimś czasie zabłysły światła samochodowych reflektorów. Warszawa jechała przez Rogowiec w całkowitych ciemnościach, widać było, że kierowca nigdy tutaj był - zatrzymali się, jeden milicjantów wysiadł i zaczął się rozglądać.
Nie mieliśmy sumienia dalej się ukrywać, wstaliśmy, zbliżyliśmy się i podeszliśmy do milicjanta.
- Otrzymaliśmy meldunek, że pod takim a takim numerem coś złego się stało - zapytał nas - nie wiecie gdzie jest ten dom?
Udaliśmy, że nic nie wiemy, ale wskazaliśmy, gdzie mają podjechać.
Była ich czwórka, widzieliśmy jak ostrożnie podeszli do domu i latarkami świecili po wszystkich oknach. Wreszcie zaświecili do tego właściwego, w tym czasie podeszliśmy także, widzieliśmy ich przejęte twarze., któryś z nich zadzwonił z telefonu znajdującego się w milicyjnym aucie.
Czekaliśmy dobre 40 minut kiedy przyjechała milicyjna nyska pełna ludzi, kilku było w mundurach, jeden po cywilnemu (to był prokurator). Ustalenia były krótkie, akcja jak kryminalnego filmu, jeden z nich wybił szybę w oknie, inni błyskawicznie z krzykiem wskoczyli do środka. Chwilę po tym zabłysło światło w tym pokoju i zobaczyliśmy kotłowaninę. Milicjanci zwlekli z łóżka dwóch zupełnie pijanych i zaspanych mężczyzn, nie patyczkowali się z nimi, rzucili na podłogę i skuli. Otworzyli drzwi od środka i wywlekli ich na zewnątrz, widzieliśmy tylko, że wsadzali ich do nyski. Nie czekaliśmy na dalszy ciąg wydarzeń, emocje wzięły górę, być może strach, że milicjanci skapują się i zaczną nas podejrzewać, że to my byliśmy informatorami?
Poszliśmy do mnie, tam "rąbneliśmy" sobie po kielichu "lekarstwa" (lekarstwem nazywałem 50 lub 60 procentowy bimberek który przywoziłem z Łodzi na Rogowiec jak walutę wymienialną - ale o tym przy następnym wspominkach). Józek rano musiał iść do pracy, jednak "lekarstwo" bardzo nam pomogło, doszliśmy jako tako do siebie..
Na drugi dzień cały Rogowiec był postawiony na głowie, dyskusjom nie było końca - morderstwo, morderstwo! Cały dom wokół był przez cały ranek obstawiony, trwały czynności kryminologów. Miejscowi mieszkańcy i goście z pobliskiego Nowego Janowa grupkami obserwowali w dozwolonej odległości co tam się dzieje.
Ja z Józkiem chodziliśmy z podniesionymi głowami, że to my, nikt inny nie wytropił morderców! - jednak nasza idylla nie trwała długo, po tygodniu oboje mężczyzn zostało zwolnionych z aresztu.. Byliśmy dosłownie sparaliżowani, kiedy ich zobaczyliśmy na własne oczy..., wielki strach nas przepełniał.
Co będzie jak się skapują, że to my??
Jednak, na drugi dzień zniknęli oni na zawsze.., spokój powrócił do naszych serc.. Dowiedzieliśmy się, że ta kobieta była bita od dawna, to ostatnie nie było główną przyczyną zgonu, tylko prawdopodobnie wypity w nadmiarze alkohol..., taka wersję usłyszeliśmy.. Ile było w tym prawdy, nie nam oceniać...
Rok później Józek z Halinką pokazali mi milicyjny tygodnik (teraz nie pamiętam tytułu tego czasopisma). W środku był artykuł na całą stronę z tytułem : Anonimowy telefon.....
Chodziłem dumny jak paw, tym anonimem byłem ja, autor tych wspomnień....
Weg und Ziel - Pastor Leupold - Hannover - Sympozjum "Cmentarze, milczący świadkowie historii." - Łódź
W dniu dzisiejszym otrzymałem wiadomość e-mailową od bardzo dobrego znajomego Pastora Georga Leupolda z Wolsburga. Jak zwykle bardzo serdeczne życzenia, także nowy numer czasopisma "Weg und Ziel" - Nr. 02/03 - Ferbruar/März 2019.
W numerze spora niespodzianka, artykuł Albrechta Grözinger (którego miałem przyjemność spotkać podczas jego wizyty w Borowej w ubiegłym roku) na temat Sympozjum "Cmentarze, milczący świadkowie historii. Edycja druga" w Łodzi 17.11.2019 roku w Centrum Dialogu im. Marka Edelmana.
Tłumaczenie, które zamieszczam poniżej nie jest perfekcyjne, jednak pokazuje sens całego materiału. Fajnie, że w Niemczech zainteresowano się tym ważnym tematem, jakim jest przywracanie godności spoczywającym ludziom na cmentarzach ewangelickich w Polsce.
Weg und Ziel w większości na swoich łamach zamieszcza materiał poświęcony centralnej Polsce. W następnej części zamieszczę cały numer tego czasopisma. Serdecznie dziękuję Goergowi za ten materiał!
W numerze spora niespodzianka, artykuł Albrechta Grözinger (którego miałem przyjemność spotkać podczas jego wizyty w Borowej w ubiegłym roku) na temat Sympozjum "Cmentarze, milczący świadkowie historii. Edycja druga" w Łodzi 17.11.2019 roku w Centrum Dialogu im. Marka Edelmana.
Tłumaczenie, które zamieszczam poniżej nie jest perfekcyjne, jednak pokazuje sens całego materiału. Fajnie, że w Niemczech zainteresowano się tym ważnym tematem, jakim jest przywracanie godności spoczywającym ludziom na cmentarzach ewangelickich w Polsce.
Weg und Ziel w większości na swoich łamach zamieszcza materiał poświęcony centralnej Polsce. W następnej części zamieszczę cały numer tego czasopisma. Serdecznie dziękuję Goergowi za ten materiał!
W Łodzi po raz drugi odbyła się konferencja na temat
cmentarzy protestanckich zorganizowana przez nieformalną grupę REM i Centrum
Dialogowe im. Marka Edelmanna.Prelegenci pochodzili z różnych organizacji z całej Polski. Różnorodność tematów przełamała oryginalne ramy, ponieważ przedstawiciele Lubelskiego stowarzyszenia "Fontanna Pamięci" Teresa Klimowicz, Jan Kutnik i Monika Tarajko zaprezentowali swój projekt na żydowskich cmentarzach wiejskich, a także Szymon Modrzejewski i Olga Solarz z kamieniarstwa "Magurycz" odrestaurowali cmentarze Ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego w Beskidzie Niskim. Po powitaniu przez organizatorów, proboszcz parafii protestanckiej Marcin Undas ze Zgierza pod Łodzią przedstawił dawną i aktualną sytuację prawną cmentarzy protestanckich.
Piotr Wypych z administracji Zespołu Nadpilicznańskiego Parku Krajobrazowego jednego z trzech w województwie łódzkim przedstawił następnie niektóre z cmentarzy protestanckich na terenach parków, a także działania podjęte w celu przypomnienia o ich istnieniu. Pan Wypych odniósł się do flory, na podstawie której można rozpoznać w lesie cmentarze i ich granice. Oprócz typowych cmentarzy protestanckich, istnieją obszary wśród trzech parków krajobrazowych, gdzie znajdują się także cmentarze wojskowe z I wojny światowej.
Piotr Wypych z administracji Zespołu Nadpilicznańskiego Parku Krajobrazowego jednego z trzech w województwie łódzkim przedstawił następnie niektóre z cmentarzy protestanckich na terenach parków, a także działania podjęte w celu przypomnienia o ich istnieniu. Pan Wypych odniósł się do flory, na podstawie której można rozpoznać w lesie cmentarze i ich granice. Oprócz typowych cmentarzy protestanckich, istnieją obszary wśród trzech parków krajobrazowych, gdzie znajdują się także cmentarze wojskowe z I wojny światowej.
Cezary Pawlak, prezes Towarzystwa Opieki nad Starym Cmentarzem przy ulicy
Ogrodowej w Łodzi, opisał osobliwości tego miejskiego cmentarza z działem
protestanckim, prawosławnym i katolickim, a także działalnością społeczeństwa.
Monika Cepil z Uniwersytetu Łódzkiego wykorzystała fragmenty mapy z Królestwa
Polskiego do pokazania specyfiki wybranych cmentarzy w centralnej Polsce
Maciej Błachowicz z Wydziału Poznańskiego Uniwersytetu w Poznaniu relacjonował
na cmentarzu luterańskim w Kaliszu Rogatce, a także Małgorzata Fabiszak i Anna
Weronika Brzezińska z tej samej uczelni o kulturze społecznej pamięci w ogóle,
a na cmentarzach poznańskich w szczególności z województwa wielkopolskiego
(Wielkopolska),które zostały przekształcone w parki.
Joanna Wałkowska z Poznańskiego Towarzystwa Rewitalizacji Starożytnych
Cmentarzy "Koimation" wykazała różne interpretacje symboli nagrobnych.
Konin w Wielkopolsce był dwukrotnie reprezentowany przez proboszcza
protestanckiego Waldemara Wunsza, a także Damiana Kruczkowskiego z "Wielkopolskiego
Stowarzyszenia na rzecz Pamięci Frydhof".
Waldemar Wunsz był bardzo imponujący w wyrażaniu nakładania się i różnicowania
narodowości i religii, kwestionowaniu ogólnych stereotypów i dostarczaniu przykładów.
Michał P. Wiśniewski relacjonował z Województwa Pomorsko-Kujawskiego
stowarzyszenia Toruńskiego Lapidarium: "Zapomniane cmentarze na Pomorzu i Kujawach"
o działalności tego stowarzyszenia.
Marta Małkus, dyrektor Zespołu Muzeum Ziemi Wschowskiej we Wschowie
w województwie Lubuskim, poinformowała o planach, o ulicznym Starym Cmentarzu
z Korzuchowa (Freystadt) na Śląsku nad Beuthen Oder(Bytom Odrzański),
Schlichtingsheim (Szlichtyngowa), Miasteczko Fraustadt(Wschowa), Lissa (Leszno),
aby stworzyć Schmiegel (Śmigiel), które również mają charakter transgraniczny
do Halle / S. może zostać przedłużony.
Przedstawiła także imponujący cmentarz ewangelicki we WschowejFraustädter z 1609 r.,
oraz dźwiękową interpretację jego symboli grobowych. Z województwa warmińsko-
mazurskiego seminarium wzbogaciło się o kontrybucje Wiktora Knercera z Fundacji
Borussia w Olsztynie na cmentarze ewangelickie na Mazurach oraz Annę Majewską
z Uniwersytetu Łódzkiego na cmentarzach protestanckich w opuszczonych wioskach na
Mazurach.
Prywatny właściciel terenów cmentarza ewangelickiego w Gostkowie w województwie
dolnośląskim poinformował o jej staraniach o uczynienie tego miejsca godnym pomnikiem
zmarłych.
Jako gość specjalny Maciej Lipiński z Fundacji "Kamienie Niepamięci" udzielał
praktycznych wskazówek na temat postępowania z władzami i nawiązywał do swoich
doświadczeń z Rzecznikiem Praw Obywatelskich RP.
Konferencja była okazją do wymiany doświadczeń i zapoznania się z często
nieobowiązkową pracą wielu zainteresowanych osób z całej Polski. Istnieje nadzieja,
że uczestnicy będą ściślej współpracować i ostatecznie zinstytucjonalizować.
Bardzo imponujące jest zaangażowanie, z jakim często młodzi ludzie radzą sobie
z historią ich rodzinnego regionu, którego historii nie można było zobaczyć bez
takich działań,a które następnie zostałyby zapomniane.
Albrecht Grözinger, Lodz
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























