niedziela, 1 lipca 2018

Irena Kirszenstein - Szewińska - Legenda sportu

      

        Irena była od dziecka moją idolką, była jedną z cudownych dzieci Wunderteamu – określenie  polskiej reprezentacji lekkoatletycznej w latach 1956–1966. Nie było w latach 50-60, internetu, kilkunastu sportowych kanałów telewizji, a jednak cała Polska żyła tym sportem.
        Pamiętam jak dzisiaj Igrzyska Olimpijskie w Tokio (1964). Nasze malutkie mieszkanko, pierwszy telewizor który stał na szafie… Igrzyska, ich moc nie dawała mi spać, mój tata zasłaniał mi plecami możliwość oglądania późną nocą.. Jednak udając, że śpię, obserwowałem walkę naszych sportowców!
Pamiętam wspaniałe zwycięstwo naszej sztafety 4x100 metrów kobiet: Teresa Ciepły, Irena Kirsznstein, Halina Górecka i Ewa Kłobukowska z czasem 43,6 sekundy!

            Getty Images / Tony Duffy/Staff / Na zdjęciu: Irena Szewińska podczas igrzysk w Montrealu (1976)
         

Nie mniej pasjonujący był konkurs skoku w dal, Irenka zdobyła srebrny medal wynikiem 6,60 cm! Ktoś, kto chociaż troszeczkę zna się na tym sporcie, wie co to oznacza, 54 lata później, nie mamy zawodniczki naszego kraju, która potrafi skoczyć w pobliżu tego wyniku!
        Irena przeskoczyła wszelkie możliwe granice, w biegach i skokach. Zdobyła 7 medali olimpijskich. Jej wynik 49,28 sek. w biegu na 400 metrów na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu, był wtedy rekordem świata. Do dnia dzisiejszego, jest najlepszym wynikiem w historii naszej lekkoatletyki…..
        To, że Irena miała pochodzenie żydowskie, nie było tajemnicą. Być może Gomułce ktoś doradził, żeby zatrzymać ją i jej rodzinę, nie wyrzucać z kraju jak tysiące innych obywateli polskich, wyznania hebrajskiego w 1968 roku…
        Pomimo galaktycznych osiągnięć w sporcie, cudownej patriotycznej postawy, Irena nie była być może, ze względu na swoje pochodzenie zbyt lubiana. Ja tak to odczuwam, Irena mogła z pewnością dać po zakończeniu swojej wspaniałej kariery dużo więcej dla naszego sportu.
        Wiem, że bardzo dużo poświęciła na wychowanie swojego synka Andrzejka, jak to się mówi :”że, do tanga trzeba dwojga”… Za późno teraz na czcze gadanie, odeszła największa gwiazda naszego sportu, cudowna kobieta. W mojej pamięci pozostanie na zawsze!
         Co teraz powie „redaktor” Ziemkiewicz określając Żydów mianem „chciwych parchów”. Jedna z tych „parchów” rozsławiła nasz Krajów, świat nie zapomina o Irenie Szewińskiej.To wczoraj prezes Komitetu Olimpijskiego powiedział Thomas Bach. - Aby uczcić jej pamięć, poprosiłem o opuszczenie flagi olimpijskiej w siedzibie MKOL

W Wikipedii można przeczytać m.innym :

Pochodzenie i wykształcenie
Urodziła się jako Irena Kirszenstein w rodzinie żydowskiej, 24 maja 1946 w Leningradzie. Jej ojciec, Jakub Gustaw Kirszenstein (1919−2002) był inżynierem akustykiem i pochodził z Warszawy, natomiast matka, Eugenia z domu Rafalska (1922−1996), z Kijowa[7]. Rodzice poznali się w Uzbekistanie, dokąd w 1941 ewakuowano kijowskie zakłady, w których pracowała matka Ireny, a także leningradzki instytut, w którym studiował jej ojciec. W 1947 Kirszensteinowie wraz z córką osiedlili się w Warszawie. W 1953 jej rodzice rozwiedli się, a Irena zamieszkała z matką przy al. Świerczewskiego (dziś al. Solidarności) w Warszawie[8].
Była absolwentką XXXVII Liceum Ogólnokształcącego im. Jarosława Dąbrowskiego w Warszawie oraz Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego (1970, specjalizacja: ekonomia transportu)[9].

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza