sobota, 18 sierpnia 2018

Kołomyja - Ukraina - Oława - Rodzina Huber i Dubowiecki - Cmentarz - Cz.1

          Niesamowita historia dotyczy mojego nowego Kolegi, Ryszarda Hubera, z którym poznałem się w autobusie jadącym do Kołomyi. To on zadał mi jako pierwszy pytanie:
- Pan też?
Moja odpowiedź, brzmiała:
- oczywiście tak!
Nie myślałem nawet przez chwilę, że los połączy nas na dobre i złe przez całe 14 dni naszego pobytu! Tworzyliśmy zgrane trio wspólnie z Sebastianem. Oprócz ciężkiej pracy przy stawianiu nagrobków, zawsze znalazł się czas na żarty, dyskusje. Ktoś kto nas nie znał, mógł przypuszczać, że za chwilę się pobijemy... Nic z tego, wszystkie żarty, podśmiechujki były w granicach koleżeńskich. To nam bardzo pomagało przy pracy, każdy z nas coś doradził, nasza praca była improwizacją przy składaniu, wierceniu czy też klejeniu każdego piaskowca, marmuru czy też granitu. Gdybyśmy nie związali się przyjaźnią, po zakończonej pracy każdy chowałby się do swoich pokoi. Nie dane nam to było, po kąpieli pod prysznicem, wspólnej obiadokolacji, następnym etapem był basem, przepisowy kufelek zimnego piwka i żarty do ciemnej nocy.


O naszej trójce będzie jeszcze okazja coś napisać. teraz chcę się skoncentrować na Rysiu. Wywiad z nim ma dla mnie wielkie znaczenie, jest odpowiedzią, dlaczego pracujemy jako wolontariusze na Kresach:



Jadąc do Kołomyi w 2004 roku wiedziałeś, że na tym cmentarzu mogą znajdować się groby Twoich bliskich?
 - słyszałem od mojego ojca o tym, że tam żyje jego siostra, zresztą ojciec mieszkał w Kołomyi do 1945 roku. Jak żyła jego siostra mieliśmy kontakty listowne, po jej śmierci wszystko ustało.
Czy wcześniej znałeś, widziałeś się osobiście z Bolesławem Dubowieckim?
- nie, znałem tylko jego mamę. Podczas mojej pierwszej wizyty z okazji otwarcia cmentarza katolickiego w Kołomyi w 2004 roku, spotkałem się z nią. Od tego czasu nasze kontakty były poprawne, pisaliśmy do siebie kartki z życzeniami na święta, także telefonowaliśmy. Niestety zmarła rok później. 

                       Maria Dubowiecka z domu Huber z synkiem Bolesławem.

Czy znałeś adres domu w którym mieszkała ciocia, a także Twój tata do 1945 roku?
- nie, nie znałem. Pamiętasz jak wysiadłem z naszego autobusu kiedy jechaliście na mszę do kościoła katolickiego w Kołomyi, a później na wodospady Jaremcza. Odnalazłem ten dom, jednak nikogo w nim nie było. Spotkałem obok takiego staruszka, zacząłem z nim rozmowę, troszeczkę nam to nie wychodziło. Zrozumiałem, że Bolesław Dubowiecki (syn mojej cioci) przychodzi nieraz do tego domu, być może będzie dzisiaj po godzinie 14. Dałem mu 50 hrywien, aby powiadomił go o mojej wizycie, także podałem swój numer telefonu. Później okazało się, że ten „staruszek” ma 50 lat, jest troszeczkę uzależniony od mocnych trunków. Sprawił się dobrze, przekazał informacje swojej żonie, ona natychmiast skontaktowała się z Bolkiem. Ja zdążyłem na tą mszę i wtedy Bolek zadzwonił do mnie i przyszedł pod kościół. Pojechaliście dalej, a ja z nim poszliśmy do niego do domu.

                               W tle wspomniany dom rodziny Huberów w Kołomyi.

Czy wiedziałeś wcześnie gdzie znajduje się grób rodziny Huber?
Nie bardzo, wcześniej znalazłem na internecie 3 zdjęcia pomników z tego cmentarza. Nie wiedziałem dokładnie który to z nich. Dopiero Bolek pokazał mi ten właściwy.
Wspominałeś o swoim tacie, może coś bliższego.
- mój tata, Jakub Huber urodził się w 1898 roku w Kołomyi, służył podczas I wojny światowej w armii austryjackiej. Mam jeszcze jego fotografie gdzie był w okopach. Był żonaty, miał córkę i syna. Jego rodzinę dosięgła wielka tragedia w 1944 roku , dokładnie w Wigilię. Banda U.P.A napadła na wioskę, w domu były córka i, syn i babcia ze strony jego żony. Jego żony nie było w tym czasie, gdyż została w marcu 1944 roku wywieziona na Sybir.
Zanim opowiesz o tym tragicznym wigilijnym dniu 1944 roku, ciekaw jestem co stało się z jego żoną, wróciła z Syberii?
- niestety, nie. Mój tata szukał jej, po wyzwoleniu, w maju 1945 roku otrzymał z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie list (mam go w domu), że los tej kobiety nie jest znany. Nigdy nie dowiedział się o jej losach. Pisał jeszcze z Oławy, w której zamieszkał po wyjeździe z Kołomyi. Ożenił się powtórnie, ja urodziłem się w 1951 roku.
Dlaczego wrócił do Polski bez swojej siostry?
- to też ciekawa historia. Pewien Ukrainiec, ich sąsiad doniósł do ruskich, że moja ciocia jest Niemką. Rosjanie przyszli natychmiast, aresztowali ją i wsadzili do więzienia. Tak przesiedziała całe 13 miesięcy, nie było już możliwości wyjazdów… Ten Ukrainiec przepraszał ją za niesłuszne posądzenie, mieszkali długie lata obok siebie…


                       Elżbieta Huber (babcia Ryszarda) z lewej Bisia Huber i siostra Czesława.
Wróćmy jednak do tego pamiętnego dnia w Wigilię 1944 roku.
- mój tata zdecydował, że dzieci na święta pojadą do babci, tam spędzą Wigilię. To była wioska bliska granic Kołomyi. Prawdopodobnie obecny teren hotelu w którym mieszkamy był miejscem tej zbrodni. Wpadła banda U.P.A i zaczęła palić całą wioskę, mordowano każdego którego napotkano. Babcia z córka i synem mojego taty były w tym czasie w kuchni. Syn schował się pod łóżkiem. Widział wszystko, moment kiedy zastrzelono jego siostrę i babcię. Banderowcy przeszukiwali łóżko pod którym się schronił, na szczęście go nie odnaleźli. Niestety, ta tragedia odbiła się na jego psychice. Niedługo po przyjeździe z tatą do Oławy odebrał sobie życie, wieszając się w komórce.
Co powiesz bliższego o swoim tacie, jak żył, kiedy zmarł.
- ostatnie osiem lat leżał w łóżku, miał sparaliżowaną  prawą stronę. Dużo opowiadał mi o swoje młodości, o walka podczas I wojny światowej, byłem zbyt młody aby pytać bardziej szczegółowo, teraz wszystko wyleciało z pamięci. Przez ostatnie kilka lat ciągle nam mówił, ze już umiera. Przyzwyczailiśmy się do tego, nie traktowaliśmy jego wypowiedzi poważnie. Aż do momentu, kiedy wezwał nas do siebie, nie wyglądał gorzej niż zwykle, głos taki sam. Powiedział do mnie, ze musze skończyć technikum, prowadzić się poprawnie, z resztą rodziny także rozmawiał. Chwilę po tym, oczy mu się rozszerzyły, pokazały się białka, tata naprawdę umarł…..
Wspominałeś wcześniej, że byłeś na otwarciu tego cmentarza w Kołomyi w 2004 roku. Interesuje mnie ten wątek.
- to był całkowity przypadek, pamiętam jak dzisiaj. Siedzieliśmy z żoną w kuchni podczas posiłku, czytałem gazetę. Znalazłem w niej informację, że Telewizja Polska organizuje wyjazd do Kołomyi na teren cmentarza, są wolne miejsca. Zadzwoniłem do znajomego, on dalej i w ostatnie chwili znalazło się dla mnie miejsce w autokarze.
Jak wyglądał ten cmentarz 14 lat temu?
- wielka tragedia, była jedna ścieżka prowadząca do kaplicy, druga w kierunku tego wielkiego krzyża, reszta była zarośnięta, nie było nic widać, żadnych nagrobków, tylko śmieci i chaszcze. Byłem pełen podziwu wracają ponownie po kilkunastu latach, te nie jest ten sam cmentarz!

Bohaterowie tego wywiadu: Bolesław w środku, Ryszard po prawej na terenie cmentarza w Kołomyi.


       Dzięki uprzejmości Bolesława Dubowieckiego otrzymałem w prezencie siedem wspaniałych, oryginalnych  zdjęć o okresu 1910-1925. Także skany dokumentów i zdjęć rodziny Dubowieckich. Bardzo dziękuję Bolesławie! Zamieszczę je w następnych odcinkach na moim blogu.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza