sobota, 15 czerwca 2019

Bukowiec - Königsbach - Barbara i Klaus Egler - Kainath - Wildemann - Ucieczka - 2 wojna światowa - Wizyta - Stammbuch - Historia - cz.5

   
       W 1918 r. powstała Rzeczpospolita Polska, a mieszkańcy Bukowca  otrzymali polskie obywatelstwo, wprowadzono polski język urzędowy i zaproszenie do dołączenia do polskiego państwa. Mężczyźni z Bukowca zwrócili się teraz w walce przeciwko Armii Czerwonej. W związku z tym poległo dwóch mężczyzn.
       Podczas II wojny światowej 1939-1945 wielu młodych mężczyzn natychmiast zabrano do polskiej armii w celach wojennych, aby walczyli przeciwko Niemcom. Wojna z Polską trwała zaledwie 14 dni, a Polska została pokonana.
9 listopada 1939 r., po zajęciu Polski, miasto Łódź (Litzmannstadt) i okolice zostały włączone do Kraju Warty Reichsgau, wyznaczone jako terytorium Niemiec i „oczyszczane” z Polaków i Żydów.
To było także przyczyną ataków podczas ucieczki i wydaleniu w 1945 roku.
Rok 1945, i później stał się punktem końcowym wioski i jej mieszkańców po 142 latach zmiennej historii. Już w styczniu 1945 r. duża część mieszkańców Bukowca uciekła, ponieważ armia rosyjska przedarła się przez front niemiecki na wschodzie i przemieszczała się w szybkim tempie.
Pozostali mieszkańcy, starsze i chore lub duże rodziny pozostali z Polakami, a później zostali również wydaleni. 
Stu trzech mieszkańców = 10% wszystkich mieszkańców zginęło na frontach, zostało uwięzionych, zamordowanych lub byli w obozach koncentracyjnych. W tym Carl Egler i Martin Wildemann, którzy zginęli podczas ucieczki lub zostali zamordowani.
                                                         - ciąg dalszy nastąpi -







1918 wurde die Republik Polen gegründet und die Königsberbacher erhielten die polnische Staatsangehörigkeit, die polnische Amstsprache und die Aufforderung, in das polnische Herr einzutreten. Die Königsbacher Männer kämpfen jetz einmal umgedreth gegen die Roten Armee. Zwei Männer sind dabei gefalen. Im 2 Weltkrieg 1939-1945 wurden zahlreiche junge Männer sofort zu Kriegsbegin in die polnische Armee eigezogen, um gegen Deutschland zu kämpfen. Der Krieg gegen Polen dauerte aber nur 14 Tage und Polen war besiegt. Am 9.11.1939 wurde nach der besetzung Polens die Stadt Lodz (Litzmannstadt) und die weitere Umgebung in den Reichsgau Wartheland eingegliedert, als deutsche Gebiet ausgewiesen und von den Polen und Juden "Gesäubert". Hier liegen auch mit die Gründe der Übergriffe bei der Flucht und Vertreibung 1945. Das Jahr 1945 und später wurde Endpunkt des Ortes und seiner Bewohner nach 142 Jahre einer wechselhaften Geschichte. Bereits im Januar 1945 begab sich ein grosser Teil der Königsbacher auf die Flucht, denn die russische Armee durch die deutsche Front im Osten durchgebrochen und war auf einem schnellen Vormarsch. Weitere Bewohner, die Alten und Kranken bzw. grosse Familien bleiben unter den Polen und wurden später vertrieben.
103 Einwohner = 10% aller Einwohner sind an den Fronten, Gefangenschaft, Ermordund oder Konzentrationslager umgekommen. Darunter Carl Egler und Martin Wildemann, die auf der Flucht bzw. durch die Ermordung umgekommen sind.

                                                               - wird fortgesetzt -     

piątek, 14 czerwca 2019

Bukowiec - Königsbach - Łaznowska Wola - Grömbach - Cmentarz ewangelicki - Barbara i Klaus Egler - Wizyta - cz.2

    Wizyta na cmentarzu ewangelickim w Bukowcu. Na zdjęciach 1-4 Barbara i Klaus oglądają ocalone nagrobki. Na trzech z nich odnaleźli swoich przodków!
     Jestem w tej komfortowej sytuacji, że wszyscy w Bukowcu mnie znają (czy wszyscy są tym zachwyceni, nie powiedziałbym). Chodzi o to, że kierują niemieckich turystów do mnie, oni przekazują następnym i tak to się toczy..
     W przypadku innych cmentarzy w mojej okolicy nie ma takiej możliwości, szkoda, jestem przekonany, że przybysze z Niemiec odwiedzają z pewnością Łaznowską Wolę, Andrzejów, Borową czy też Zieloną Górę...Na "moim" cmentarzu jest informacja na tablicy z moim numerem telefonu lub adresem e-mailowym. Szkoda każdego odwiedzającego, gdyż mają ze sobą bardzo ciekawe materiały w postaci wspomnień , czy też zdjęć. Nie odnajdując miejsc pochówku swoich przodków z pewnością nie wrócą w te same miejsca..








     Duże wrażenie zrobił cmentarz w Łaznowskiej Woli (zdjęcia 5-7). Ponad godzinę poświęciliśmy na jego zwiedzanie, oboje chodzili od grobu do grobu. Nie ominęli wojennych kwater. Byli pełni szacunku za włożoną pracę.





Bukowiec - Königsbach - Barbara i Klaus Egler - Kainath - Wildemann - 1 wojna światowa - Wizyta - Stammbuch - Historia - cz.4



Bukowiec i jego mieszkańcy byli wyspą na obcej ziemi z obcym językiem i środowiskiem, z częstymi zmianami władzy, a tym samym zmienną historią, co zmusiło tych byłych Szwabów i Prusów do ścisłej ochrony swoich zwyczajów i obyczajów, do secesji i nieznajomych, izolowania się i nie dopuszczania obcych elementów ludowych. Żenili się tylko między sobą, więc wielu z rodzin: Egler, Wildemann, Rau, Bühler  tworzyli tzw. rodzinne kasty.
Dlatego koncentracja po wydaleniu i ucieczce z Großgörschen koło Lipska w 1806 r., spowodowała, że w Königsbach - Bukowcu było już 373 mieszkańców. Do takiej sytuacji przyczyniło się bogactwo w postaci wcześniej urodzonych dzieci.
Oczywiste, że ludzie na miejscu nie mieli wystarczających opcji życiowych przy takim przyroście. Dlatego część wróciła do starej ojczyzny inni dalej do zachodnich obszarów Rosji.
W tej lokalizacji bliskość niewielkiej miejscowości Łodzi (odległej17 km - ) można uznać za szczęście, ponieważ było to częścią „obfitości”, także za szczęście, ponieważ ta część mieszkańców bez zatrudnienia, mogła tam znaleźć pracę. Oczywiście miasto to było również głównym obszarem sprzedaży produktów rolnych rolników z Bukowca.  
Od 1815 r. Królestwie Polskim władzę sprawował rosyjski gubernator w Warszawie (92 km).
Dostęp nowych osadników zanikł, a Szwabowie rozwijali się coraz bardziej w rodzaj wyspy bez dostaw świeżej krwi ze Szwabii.
Od 1830 r. przejął władzę Car rosyjski (cesarz) wraz z wprowadzeniem rosyjskiego języka urzędowego i rosyjskiego obowiązku służby wojskowej dla mieszkańców Bukowca, którego nie zmienił do 1918 r.
W czasie wojny światowej 1914-1918 rezerwiści się w pierwszych dniach wojny walczyli w armii rosyjskiej, aby walczyć z Niemcami.
Ale już 27.8.1914 Łódź i 28.8.1914 Bukowiec został zajęty przez wojska niemieckie. Entuzjazm mieszkańców Bukowca dla niemieckiego „wyzwoliciela” był ograniczony.
Podczas ciężkich walk między wojskami rosyjskimi i niemieckimi na różnych frontach pierwszej wojny światowej 13 mieszkańców Bukowca zmarło za cara rosyjskiego. W tym Hermann Wildemann.

                                                  - ciąg dalszy nastąpi - 



Königsbach und seine Bewohner waren eine Insel in einem fremden land mit einer Fremden Sprache und Umwelt, mit oftmaligem Wechsel der Obrigkeit und damit einer wechselhaften Geschichte, die diese ehemalige Schwaben und Preussen zwang, streng  ihre Bräuche und Sitten zu wahren, sich abzuschotten und keine fremde Volkselemente im Ort zuzulassen. Geheiratet wurde nur unter sich, deshalb die vielen Egler, Wildemann, rau, Bühler u.a. Familienhäufungen.
Deshalb die Konzentration nach der Flucht und Vertreibung in Großgörschen bei Leipzig und die Versuche 1806 gab es in Königsbach schon 373 Einwohner. Der starke Kinderreichtum der damaligen Zeit hat dazu beigetragen. Natürlich gab es für diesen starken Zugang von Menschen nicht genügend Lebensmöglichkeiten. Ein Teil zog wieder in die alte Heimat zurück bzw. weiter nach Russland westlichen Gebiete. In diese Lage kann die Nähe des Städtchen Lodz (17 km. - Enfernung) als Glück betrachtet werden, denn dort konnte ein Teil der "überflussigen" Einwohner Arbeit finden. Diese Stadt war natürlich auch das Hauptabsatzbebiet für die landwirtschaftlichen Erzeugnisse der Königsbacher Bauern.
Ab 1815 übte das Königreich Polen nit einem russischen Statthalter in warschau (92km.) die Staatshoheit  aus. Der Zugang neuer Siedler versiegte und die Schwaben entwickelten sich immer mehr zu einer Inselfunktion ohne Nachschub frishen Blutes aus Schwaben. Ab 1830 übernahm der russische Zar (Kaiser) mit der Einführung der russischen Amtssprache und des russische Militärdinstens fur die Königsbacher die Macht, die er bis zum Jahre 1918 nicht mehr abgab.Im Weltkrieg 19141918 rückten deshalb die Reservisten in den ersten Kriegstagen in die russische Armee ein, um gegen Deutschland zu kämpfen. Aber bereits am 27.8.1914 wurde Lodz und am 28.8.1914 Königsbach von der deutschen Truppen besetz. Die Begeisterung der Königsbacher für die deutsche "Befreiung" hielt sich in Grenzen. Bei den schweren Kämpfen zwischen den russischen und deutsche Truppen an den verschiedenen Frontabschnitten des 1 Weltkriegs starben 13 Königsbacher fur den russischen Zaren. darunter hermann Wildemann.

                                                                  - wird fortgesetzt -                       

Gałkówek - Muzeum - Goniec Krakowski - Judaika - Jędrzejów - Antysemityzma - 1940

     W zbiorach Muzeum w Gałkówku znajdują się także gazety, jedna z nich :
GONIEC KRAKOWSKI z dnia 13 kwietnia 1940 roku zawiera ciekawe artykuły. Wiadomo, że i ta gazeta była pod kontrolą niemieckiego okupanta. Na 6 stronach, można przeczytać informacje z frontu, co za tym idzie sukcesów wojsk hitlerowskich. Artykuł który prezentuję z działu kronikarskiego jest bardzo antysemicki. Proszę przeczytać i ocenić...




Jeden z nich chcę zaprezentować. W dziale KRONIKA, znajduje się materiał dotyczący Jędrzejowa

                                                    Jędrzejów zmienił oblicze.
    (j) Jędrzejów, powiatowe miasto dość dużym uprzemysłowieniu, nabrało po działaniach wojennych innego oblicza. Miasto dawniej brudne, do dziś zresztą  zażydzone, ropiejące handelkami brodatych synów Wschodu, nagle zmieniło swe oblicze pod działaniem energicznych zarządzeń Władz. Znikły brudne handle żydowskie, a miejsce ich zajęły całkiem inne sklepy aryjczyków. Higjena dawniej tak mocno zaniedbana, pozostawiła swoje piętno. Dziś jest czysto, zupełnie czysto, mimo, że ludność miasta zwiększyła się wydatnie.
     Samo miasto dużo zyskało dzięki przyłączeniu do powiatu jędrzejowskiego, dawnego powiatu włoszczowskiego. Ruch zatem w mieście jest daleko większy, całe masy interesantów spieszy do stolicy powiatu, co odbija się niezwykle dodatnio na budżecie polskich kupców. Uruchomienie wszystkich dawniejszych przedsiębiorstw pod komisarycznym zarządem dało pracę i chleb, dawniej wynędzniałym i wyzyskiwanym rodzinom miejscowych robotników, a także dało możność zatrudnienia, a także dało możność zatrudnienia żywicielom rodzin wysiedlonych.
     Obecnie, dawniej małe i ciche miasto powiatowe, dzięki nowym korzystnym warunkom, idzie ku swemu przeznaczeniu, tj. do rozwoju. Niedługo na drodze Kielce-Kraków leżeć będzie duże miasto równające się, jeśli nie liczbą i wielkością, to ekspansją rozwojową sąsiedzkich Kielcom, stając się na dużym odcinku ogniskiem cywilizacji i kultury..




W okresie międzywojennym 73 procent mieszkańców Jędrzejowa stanowili Żydzi. W okresie międzywojennym doszło do pogromu antyżydowskiego w mieście. Delegacja Żydów z miasta udała się do Piłsudskiego z prośbą o pomoc. Ten stwierdził, że "sprawa żydowska jest teraz bardzo zawikłana" i poradził Żydom żeby sami ją rozwiązali poprzez wyjazd do Palestyny. Podczas kampanii wrześniowej miasto nie ucierpiało zanadto ale ofiary wśród ludności były dość poważne. Utworzono tu getto dla ludności żydowskiej, znajdujące się w obrębie ulic: Kilińskiego, Pińczowska, Duh-Imbora i Głowackiego, kilkadziesiąt osób wywieziono do Auschwitz. Niemcy wymordowali ok. 3000 mieszkańców w tym całą ludność żydowską*

*-Jędrzejów - Wikipedia
en.wikipedia.org/wiki/Jędrzejów.
    

środa, 12 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Maczek - Normandia - Zakończenie wojny - Urząd Bezpieczeństwa - - Wojsko Polskie -cz.8

     Na teren Niemiec wkroczyliśmy przez miasto Harem, na które nie mówiło się inaczej jak Maczków. W pobliżu Maczkowa znajdował się obóz koncentracyjny Oberlangen, a w nim dużo Polek. Ostatnim miejscem mojego postoju w Niemczech był Osnabruck. Koniec wojny zastał mnie gdy wracałem z urlopu z Paryża, w Lille. Wieczorem zobaczyliśmy miasto oświetlone po raz pierwszy od wielu lat, śpiewy, muzyka, tańce i wino.


                                                Tadeusz Kosiorek - 1944 rok.
   

       Trudno się było temu przeciwstawić, trzeba było urlop przedłużyć. Gdy wróciłem do jednostki koledzy opowiadali jak to zakończenie wojny u nas przebiegało. Strzelano ze wszystkich luf, nawet z dział przeciwlotniczych. Na wiwat, za to, że skończył się czas poniewierki i śmierci. Jeszcze nie zastanawiałem się co będę robił dalej. Chciałem poznać Niemcy, był na to czas. Zwiedziłem Bremen, Hamburg, Hanover, Góry Harzu, obozy koncentracyjne w bergen-Belsen oraz Falingbostel. Zwiedziłem również Rotterdam, Amsterdam i Zagłębie Ruhry. Kiedy przechodziłem koło obozu Falingbostel byłem świadkiem wesela. Śpiewy, muzyka, bardzo uroczyście jak na owe czasy. Ten moment będę zawsze pamiętał, gdyż owe wesele, było weselem mojej rodzonej siostry. Wtedy oczywiście o tym nie wiedziałem.

                                Drużyna piłkarska (Tadeusz Kosiorek) - Niemcy - 1945 rok.

      W czasie późniejszym  odnalazłem siostrę i dopiero wtedy o tym się dowiedziałem. Kilku kolegów, w sposób nielegalny udało się na rekonesans do Polski. Oczywiście powrócili. Różne były ich zdania. Z Niemiec wyjechałem w 1946 roku, przez Wilhemshaven do Anglii. Różne miałem oferty, nawet takie aby jechać na okupację Japonii i obywatelstwo USA. Krążyły pogłoski, że całe polskie lotnictwo chce przejąc Brazylia.
      Koledzy emigrowali do różnych części świata: do Australii, Tasmanii, Francji, Holandii, a nawet do Niemiec by się tam ożenić i osiedlić. ja mimo, że to wszystko było bardzo zachęcające, postanowiłem wracać do Polski. nastąpiło to w 1947 roku.
      Zaraz po powrocie, mając fach w ręku i duże doświadczenie zawodowe podjąłem pracę i w jednej firmie przepracowałem 33 lata, od powrotu do emerytury. Nie żałuję tego, mimo, że spotykało mnie dużo przykrości związanych z moim powrotem. Wytykano mi często, że jestem "andersowiec", a ja powiem szczerze byłem dumny z tego. Co taki jeden z drugim wie o wojnie i o tym, co tam się w Rosji działo, jak z nami Polakami postępowano.

                      Tadeusz Kosiorek przy rozbitym samolocie niemieckim - Niemcy - 1945 rok.

      Byłem, widziałem i szczęśliwie przeżyłem. Byłem u Andersa, a u kogo miałem być? Miałem inny wybór?
      Generał Anders z tych tysięcy uciemiężonych ocalałych z łagrów Polaków zrobił żołnierzy, którzy później walczyli o Monte Casino, Ankonę i Bolonię okrywając się należną chwałą. Generał Anders wywiódł nas z azjatyckiej części ZSRR, chroniąc nas przed głodem, mrozem, tyfusem, malarią, a nade wszystko przed upadkiem moralnym. A to MU cześć i chwała oraz dozgonna pamięć żołnierza.
      takie było moje życie w Polsce i takie są teraz moje refleksje. Był okres kiedy pieczołowicie interesowało się mną UB. Często wracam do rozmyślań i kalkulacji, czy tam na Zachodzie byłoby mi lepiej żyć. Pewno, ze byłoby lepiej pod względem materialnym, pewno, że nikt by nie wytykał mi moją walkę czy inne myślenie, ale co obczyzna to obczyzna, nie byłbym między swoimi.
     Jestem w Polsce, bo tu dla Polaka jedyne miejsce na świecie mimo, że serce boli i to dosłownie. Jestem po trzech zawałach, ale do wspomnień wojennych zawsze wracam. Tego zapomnieć się nie da.

Gałków 1.4.1994                                                           Podpis

                                                               KONIEC

Jeszcze raz, serdeczne podziękowania dla Dominika za udostępnienie tego materiału. Spisane na maszynie wspomnienia Tadeusza Kosiorka są własnością MUZEUM W GAŁKÓWKU.

sobota, 8 czerwca 2019

Bukowiec - Königsbach - Barbara i Klaus Egler - Kainath - Wildemann - Wizyta - Stammbuch - Historia - cz.3


   Tekst który zamieszczam jest pisany po niemiecku, jego autorem był jeden z członków rodziny Barbary Egler - zmarł przed wieloma laty. Zamieszczam pierwszą część tego materiału z moim tłumaczeniem. bardzo ciekawe i interesujący materiał!








W 1803 roku do trudnej podróży wyszło z okolic Baden w.b. i Alzacji, pierwsze 17 rodzin na wyznaczony obszar, 17 km. od Lodzi i 92 km. od Warszawy na otwarty teren składający się tylko z drzew, krzaków i torfowisk.

                W jaki sposób dokonano selekcji Szwabów chętnych do osiedlenia?

Wyboru dokonali urzędnicy rządu pruskiego zgodnie ze ścisłymi standardami. Niezbędne były kwalifikacje w dziedzinie rolnictwa i hodowli zwierząt. Nienaganny chrześcijański styl życia, Serwis i wola przestrzegania prawa, zobowiązanie do uczestniczenia w nabożeństwach, wyróżniające sąsiedztwo i życzliwość, gotówka i posłuszeństwo.

 Wszystko to zostało zapisane w zeznaniach i potwierdzone przez odpowiedzialnego pastora miejscowego kościoła.
 
Został wydany paszport, który zawierał przynależność do państwa pruskiego. Ponadto list wzywający wszelkie władze do zapewnienia ochrony i opieki podróżującym osadnikom. Potem rozpoczął się wyjazd konnymi wozami do nieznanego i dalekiego kraju. 
Głównym zadaniem było uprawianie tej pustej i niezagospodarowanej (bez domów, ulic i studni) ziemi i nadaniu tym miejscom możliwości zamieszkania dla przyszłych pokoleń. Jest to porównywalne do zdobywania dzikiego zachodu. Ale bez ekscesów, które miały tam miejsce. Zapewniała to już ścisła selekcja osadników.
Pierwszymi osadnikami (kolonistami) w latach 1803/1805 (którzy nadal mieszkali w ziemiankach) byli:

- Jacob Wildemann z Auerbach (Baden)
- Johann Kainath z Pfaffenhofen (Neckarkreis)
- Mathias Kainath z Winterlingen (Wtb.)
Rodzina Egler wyemigrowała ze Szwabii w okresie 1810/15.
Pierwszą działalnością osadników była więc budowa ziemianek, cięcie lasu, osuszanie terenu, kopanie studni, budowa pieców do wypieku chleba i budowa dróg w której brała udział cała społeczność. 
Nazwa Königsbach została wybrana i zatwierdzona przez rząd, ponieważ pięć z tych pierwszych rodzin pochodziło z Königsbach w Kreichegau (między Karlruhe i Pforzhein). Königsbach był trzecim Schwabów osadą w południowo-wschodnich Prusach, założonym po pruskiej kolonizacji (1795-1806) w Polsce.
Każda rodzina zakontraktowała 30 akrów tego pustkowia na własny użytek. W 141 lat później (1945 r.) te 7,5 ha nadal stanowiły średnią wielkość poszczególnych gospodarstw.
Ponadto, bydło, narzędzia i rodzaj pieniędzy komercyjnych były dostarczane przez państwo pruskie, które obejmowało również koszty budowy pierwszego budynku mieszkalnego. także budynek gospodarczy po wybudowaniu ziemianki. Otrzymali zwolnienie z opłat na pewien okres czasu.



Im Jahre 1803 trafen nach einer beschwerlichen Reise aus den Raum baden, w.b. und dem Elsaß die ersten 17 Familien auf einem abgegrenzten Gebiet ein, des 17 kilometer. v.Lodz und 92 km. v. Warschau lag und nur aus Baum-u. Strauchbewuchs, Moor und freiem Land bestand.
                   Wie erfolgte die Auswahl der siedlungswilligen Schwaben? 

Die Auswahl erfolgte durch Gewerbeämter der preussischen Regierung nach strengen Maßstäben. Notwendige Qualifikation auf den Gebieten Ackerbau und Viehzucht.
Einwandfreier christlicher lebenswandel, vorhandenes, Barvermögen, Gehorsamkeit.
Diensteifrigkeit und den Willen die Gesetze einhalten, verpflichtung zur Teilnahme an den Gottesdiensten, ausgeprägte Nachbarschaftshilfe und Freundlichkeit.

Das alles wurde in ein Zeugnis festgehalten und von dem zuständigen Pfarrer der Heimatgemeinde bestätigt.
Es wurde in ein Pass ausgestellt, der die Zugehörigkeit zum preussischen Staat enthielt. Dazu ein Schreiben, das alle Behörden aufforderte, den reisenden Siedlern Schutz und Obhut zu gewähren. Dann begann der Aufbruch mit Ross und Wagen in das unbekannte ferne land. Hauptaufgabe, ein unbebautes und wüstes land (ohne Häuser, Strassen oder Brunnen vorzufinden), urbar zu machen und für die zukünftigen Generationen bewohnbar zu gestalten. Das ist vergleichbar mit der Besiedlung des wilden Westens. Aber ohne die Auswüchse, die dort stattgefunden haben. Dafür sorgte schon die strenge Auswahl der Siedler.
Zu den ersten Siedlern (Kolonisten) gehören 1803/1805 (die noch in Erdhütten wohnen).
- Jacob Wildemann aus Auerbach (Baden)
- Johann Kainath aus Pfaffenhofen (Neckarkreis)
- Mathias Kainath aus Winterlingen (Wtb.)
Die Familie Egler wird erst um 1810/15 aus Schwaben eingewandert sein. 
Die ersten Tätigkeiten der Siedler waren deshalb der bau von erüdhutten, die Walddrodung, die Trockenlegung des Geländes, der Brunnen - u. Backofenbau und der Wegebau in Gemeinschaftarbeit.

Der Name Königsbach wurde deshalb gewählt und auch von der Regirung genehmigt, weil fünf dieser ersten Familien aus Königsbach in Kreichegau (zwischen Karlruhe und Pforzhein). Königsbach war die dritte Schwabensiedlung in Südostpreußen, die nach dem preussichen Kolonisationswerk (1795-1806) in Polen gegrundet worden ist.Jede familie bekam vertraglich 30 Morgen dieser Einöde zum persönlichen Gebrauch. Diese 7,5 ha waren auch 141 Jahre später (1945) immer noch die Durchschnittsgrösse der einzelner Hofhaltungen.
Ferner wurden Vieh, Werkzeuge und eine Art Handelgeld durch den preussischen Staat bereitsgestellt, der auch die Kosten für der bau der ersten Wohn-u.Wirtschaftsgebäude nach der Erdhüttenzeit übernahm. Es wurde auch über einen Zeitraum eine Abgabenfreicheit gewährt.


                                                               - ciąg dalszy nastąpi -


Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Maczek - Normandia - - Wojsko Polskie -cz.7

     Zaczęto nas uczyć słówek niemieckich, zapoznano nas z umundurowaniem wroga. Wreszcie nadszedł ten dla nas pamiętny dzień. załadowano nas na barki i z portu Southampton przez Kanał la Manche wylądowaliśmy koło Caen w Normandii. Nie było to łatwe i bezpieczne i choć już nigdy z nas widział gołym okiem brzeg francuski, nikt nie by ł pewien czy dopłynie cały.
     Co chwilę fontanny wody tryskały od min głębinowych, a samo wybrzeże najeżone były palami aby utrudnić lądowanie gladerów. Pierwsze lotnisko jakie  zdobyliśmy było w Caen. Tu w Normandii spotkaliśmy pierwszych Polaków. Były to dzieci-wyśta Poloki, no to dejta sygaret dla papa, a jak już dostali domagali się - czekolat dla mama. Daliśmy im również kilka puszek konserw, a oni nas częstowali calvadosem.
      Przed inwazją zwracano nam uwagę abyśmy bardzo ostrożnie zgadzali się na wszelkiego rodzaju poczęstunki. W tym celu otrzymaliśmy specjalne pigułki do odkażania wody. Calvados był jednak nie zatruty i bardzo nam smakował. Po krótkim pobycie w Normandii skierowano nas do północnej francji w okolice Lille. Po drodze widzieliśmy wyrzutnie V1, oczywiście już unieruchomione. Okolice Lille zamieszkałe były przez Polaków zatrudnionych tam w kopalniach węgla. W tym czasie odbywał się tam pobór ochotników do Wojska Polskiego. W mojej jednostce mieliśmy więc: Anglików, Polaków z Belgii i Francji oraz Polonusów z Brazylii i Argentyny. Do tego jeszcze doszli folksdojcze wzięci do niewoli przez Anglików w Afryce, którzy zostali zrehabilitowani. Ci ostatni to Ślązacy.


                                    Tadeusz Kosiorek z kolegą - Anglia - 1943 rok.
     Będąc w północnej części Francji odczuliśmy najwięcej polskości. Rozgrywaliśmy mecze piłki nożnej, zapraszano nas w gościnę, były restauracje polskie, gdzie wszystko można było kupić i sprzedać. Przeniesiono nas do Belgii. Pierwszym lotniskiem było Kutrik k. Menin. Następnym miejscem, które było mi przeznaczone to lotnisko koło Brukseli Grinbergen. Zostałem zakwaterowany w miejscowości Humbek u rodziny Von Gustaw Eden, który był właścicielem młyna elektrycznego. Tu bardzo często nawiedzały nas "buz bomby" tak nazywaliśmy pociski V1. Jedna z nich łagodnie lądując zaczepiła płatem o barak w którym kwaterowali Anglicy, ale na szczęście nie eksplodowała. Znów zmiana, tym razem lotnisko Gent, gdzie na własnej skórze odczuliśmy niemiecką operację w Ardenach. Opuszczamy Belgię i zatrzymujemy się w Holandii koło Bredy lotnisko Gilze. Zarówno lotnisko jak i miasto wyzwolone zostało przez Polaków pod dowództwem generał Maczka. Przez Arnhem koło Najmengen wszędzie spotykaliśmy polskie akcenty, by ła to droga walki dywizji generała Maczka.

                                                           - ciąg dalszy nastąpi -
     

    

Bukowiec - Königsbach - Barbara i Klaus Egler - Kainath - Wildemann - Wizyta - Stammbuch - 2

    Piękna grafika z wykazem całej rodziny Egler - Kainath - Wildemann - Wpisałem tylko te 3 nazwiska, gdyż są to osoby urodzone w Bukowcu.

W tym materiale jest zawarta informacja o uroczystościach takich jak śluby, nauczanie, chrzty:

Die Trauungen in Pabianitz erfolgten deshalb dort , weil dort die Pfarrer der evangelische Kirche des Kirchengebietes war. Der Pfarrer aus Pabianice besuchte besuchte der Königsbach nur einmal im Monat zu kirchlichen Anlässen. In der Zwischenzeit war der Schulmeister als Kantor Für die Belange Zuständig. Er war dazu mit entsprechenden Vollmachten (Taufe, Predigt u.a.) ausgestattet.

Uroczystości weselne odbywały się w Pabianicach, ponieważ tam był proboszcz kościoła ewangelickiego.  Pastor z Pabianic odwiedzał Bukowiec - Königsbach, tylko raz w miesiącu celem odprawienia uroczystości religijnych.W międzyczasie odpowiedzialny za te kwestie był dyrektor szkoły jako kantor.Został upoważniony w odpowiednie uprawnienia (chrzest, nauczanie itp.).

 







piątek, 7 czerwca 2019

Bukowiec - Königsbach - Barbara i Klaus Egler - Wizyta - Stammbuch - 1

    Oprócz opisu wczorajszej wizyty Barbary i Klasa, prezentuję materiał który przywieźli ze sobą, jest to piękne opracowanie historii rodzin Egler i Wildemann. Sporo zdjęć, drzewo genealogiczne i bardzo ciekawie opisana historia Bukowca na 8-miu stronach maszynopisu!
    Zdjęcia (kopie) są kiepskiej jakości, jednak obiecano mi, że inne które są w posiadaniu rodziny Egler, będą dobrej jakości. Już nie mogę się doczekać!  








Bukowiec - Königsbach - Barbara i Klaus Egler - Wizyta - cz.1

      Jadą goście jadą! - przez ostatnie siedem dni nie miałem takiego "najazdu" gości z Niemiec! Jako pierwsi zameldowali się Carmen Beret z siostrami i mężem, jako następni Sylwia Wacker z Michaelem Voigt. Wczoraj otrzymałem wiadomość telefoniczną, że do naszej restauracji-hotelu Szachulec w Bukowcu zawitali goście z Niemiec i są problemy z ich zrozumieniem. Prośba o pomoc nie mogła być odrzucona z mojej strony! - i tak po 10 minutach poznałem Barbarę i Klausa Egler. Miła rozmowa podczas obiadu na restauracyjnym tarasie, dowiedziałem się, ze po raz pierwszy zawitali do Bukowca, śladem swoich przodków.
      Mieli ze sobą przepiękny skrypt, ze wszystkim szczegółami, drzewem genealogicznym rodziny Egler i Wildemann. Godzinę wcześniej próbowali sami coś zobaczyć, zwiedzić... - niestety, było to niemożliwe, jak w przypadku innych odwiedzających Bukowiec. Brak tablic informacyjnych, szkoda, gdyż od 5 lat walczyłem o program "Muzeum w przestrzeni"...być może zawieją lepsze wiatry, nadzieja umiera na końcu...
      Zaproponowałem plan zwiedzania i się zaczęło:
Nie mogłem nie pokazać naszej przepięknej szkoły i przedszkola z leśną klasą i obserwatorium astronomiczne - oboje byli pod naprawdę wielkim wrażeniem!

                                         Barbara i Klaus ma terenie leśnej klasy w Bukowcu.
Ważnym punktem był teren, gdzie do lat 60-tych ubiegłego wieku stał kościół ewangelicki. Widziałem wielkie wzruszenie Barbary, stała z pochyloną głową, przekazała mi, że w tym momencie wyobraża sobie swoich rodziców i dziadków idących na niedzielną mszę....

Barbara i Klaus na tle poniemieckiej szkoły, w której uczyli się jej rodzice. - z lewej strony znajdował się kiedyś kościół ewangelicki.

Ważnym punktem był spacer ulicą Dolną, znajdują się na tej ulicy stare drewniane domy, pozostało ich niewiele, w najbliższym czasie, Radni (jestem w mniejszości)  mojej Gminy przegłosują dokument o łatwiejszej rozbiórce podobnych budynków.. No cóż, pozostanie dokumentacja zdjęciowa i wspomnienia...

             Barbara i Klaus przed jednym z drewnianych domów przy ulicy Dolnej.

W następnej części opiszę dalsze zwiedzanie Bukowca jak i Łaznowskiej Woli.


czwartek, 6 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Sikorski - Wosjo Polskie -cz.6

     Stał tam polski dywizjon 303 i 517 do którego dostałem przydział, ale później na skutek reorganizacji przeniesiony zostałem do dywizjonu 318 w Detling k.Meidstone Hrabstwo Kent. Krązyły tu pogłoski, że Meidstone nie jest bombardowane przez Niemców, gdyż więziony jest tu zastępca Hitlera, Rudolf Hess. W dywizjonie 318 służbę pełniłem jako lotogrametrowiec i już myślałem, ze tak będzie do końca wojny, gdy odezwały się dolegliwości z okresu pobytu w raju sowieckim.
     Wróciła malaria i tylko z tego powodu zamiast ze sławnym polskim lotnikiem Stanisławem Skalskim lecieć do Włoch, znalazłem się w szpitalu w Chatam, a następnie w wojskowym szpitalu Dartfort. W szpitalu tym leżało kilku Polaków. Było nam tu bardzo dobrze, szczególnie, że Polacy byli pod specjalną opieką Towarzystwa Polsko-Angielskiego Opieki nad rannymi i chorymi. Odwiedzała nas żona generała Sosnkowska i inne panie.


                                         Tadeusz Kosiorek - Anglia 1944r.
     
      Śmierć generała Sikorskiego pogrążyła nas w smutku i żałobie. Nie dane mi było uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych z powodu służby, ale w krótkim czasie odwiedziłem miejsce wiecznego spoczynku generała, które znajdowało się na cmentarzu Polskich Lotników w Nowwark.


                            Cmentarz żołnierzy polskich w Anglii - 1945r.
     

       Po kłopotach chorobowych zostałem skierowany do 411 R.S.U. Była to jednostka pomocnicza przy 131 Wingu czyli skrzydle. W okresie przygotowań do inwazji stacjonowaliśmy w południowej Anglii, w Chichester, Heston Fulham blisko Londynu. Naloty niemiecki bombowców odbywały się przeważnie nocą. nad Londynem rozwieszone były balony zaporowe, a pod Londynem "undergraund", kolej podziemna służyła jako schron przeciwlotniczy.


                                       Tadeusz Kosiorek z kolegą - Anglia - 1944r.

      Mieszkańcy Londynu przychodzili tu spać, bo V1, czyli tajemnicza broń niemiecka trochę paniki tu zrobiła. Pamiętam jak nad lotniskiem w Fulham rakieta V1 mając uszkodzonego automatycznego pilota, krążyła w koło raz wyżej, raz niżej. Czekaliśmy w napięciu gdzie i kiedy spadnie. Zaczęto przygotowywać nas do inwazji. Przepustki wstrzymano, choć nas Polaków żandarmeria R.A.F. traktowała łagodnie. Wykorzystało to dwóch Anglików i w pożyczonych od Polaków mundurach z "POLAND" na rękawie, z naszymi orzełkami, pojechali do Londynu. Żandarmi byli jednak bardzo czujni i owych przebierańców zdemaskowali mimo, że si.ę zapierali, iż angielskiego nie znają. Oczywiście był raport karny, który odbierał major Dąbrowski, ale skończyło się na "ku chwale ojczyzny".

środa, 5 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Kresy - Sowieci - Starobielsk - Łagry - Tockoje - Generał Sikorski - Wosjo Polskie -cz.5

     W Starobielsku stanąłem przed komisją wojskową, - wszyscy byli zdolni do służby. Wreszcie wymarsz do transportu kolejowego, większość boso, oberwani i wynędzniali. na przeciw nas defilowali bojcy, nasi dotychczasowi gnębiciele. Żegnaliśmy ich wyuczonymi przeklęstwami rosyjskimi, na nic innego nie zasłużyli. Dostałem przydział 6 DP (Dywizja Piechoty) 6 kompania w Tockoje w Kazachstanie. Zima, a szczególnie zima w Tackoje to coś co nie da się opisać. Słupek rtęci wskazywał 40 stopni poniżej zera. Koszary nasze to namioty. Woda w manierce pod głową zamarzła. Wyżywienie marne, 2 razy dziennie zupka plus 400 gram chleba, w którym było wszystko tylko najmniej mąki. Czego tam człowiek nie znalazł, był łubin, proso, jęczmień i owies.
     Wypuszczaliśmy się pod sterty kołchozowe by ukraść trochę kłosów zbożowych. By zmniejszyć skutki głodu wysyłano nas z dywizji do pracy w kołchozach. Przeważnie młóciliśmy zboże, a jeśli był mniejszy śnieg to nawet koszono. W kołchozach pozostali tylko starcy, dzieci i kobiety. Jedliśmy wspólnie z jednego kotła i trochę odżywialiśmy się. Władać bronią uczyliśmy się na drewnianych karabinach, lufy też były drewniane. Rosjanie, teraz już nasi sojusznicy widać nie dowierzali i broni nie dawali. Stopniowo też zaczęto nas mundurować. jak jedna kompania dostała czapki, to druga z kolei spodnie itd. Do Tockoje zaczęli napływać Polacy którym udało się zbiec, gdyż nikt ich o utworzeniu wojska polskiego nie zawiadamiał. W grudniu 1941r. odwiedził nasze wojsko naczelny Wódz Generał Władysław Sikorski i zaraz po jego wyjeździe nastąpił wyjazd do Uzbekistanu. Wyjazd bez żadnego zaaklimatyzowania przyczynił się do wielu chorób i epidemii tyfusu, żółtaczki, szkorbutu i kurzej ślepoty.
      Wyjechaliśmy przy 40 stopni poniżej zera, a tu przywitała nas gorączka tak na 30 stopni w cieniu. Nic dziwnego, że w takich warunkach nawet wodę trzeba było tu porcjować. Zaczęły krążyć pogłoski najróżniejsze. Mówiono, że mamy wyjechać do Persji, a Sowieci nie chcą nas puścić. To znów przyszła taka wiadomość, aby robić zapasy żywności na podróż przez góry Afganistanu. Mówiono również, że 5 dywizja jest już uzbrojona i toczy potyczki z Sowietami. Co było prawdą, a co tylko plotką nie pamiętam gdyż owładnęły mnie wyżej wymienione choroby, wyłączając tyfus. pamiętam tyle, że mnie z barki znoszono na noszach do szpitala w Pahlawi.
      Widziałem dym i czułem swąd palących się ciuchów, które na sobie przywieźliśmy z raju. szczęście, że koledzy nie pozostawili mnie z ZSRR. Opowiadali mi później jaką podróż mieliśmy przez Morze Kaspijskie. Ciasnota okropna: cywile, kobiety, dzieci i wojsko. załatwianie się przez burtę lub na pokład. Co drugi miał biegunkę. Kilka osób wpadło do morza, kilka osób zostało w tłoku zadeptane, nikt się tym nie przejmował, trwała straszna walka o życie, o to aby jak najdalej być od tego "raju" na ziemi. Ze szpitala w Pahlawi przewieziono mnie do Teheranu i tam kurowałem się przez 2 miesiące. nastąpił wyjazd do Iraku.
      Dostałem przydział 17 pułku Ułanów Krechowieckich i stąd oddelegowano mnie do lotnictwa. Skoszarowani wybrańcy do Anglii zostaliśmy w Kanakin  nad rzeką Tygrys w Persji. Tu pożegnał nas generał Anders, a ja dostąpiłem zaszczytu bierzmowania przez samego biskupa Gawlinę, naczelnego kapelana Wojska Polskiego. Wyjechaliśmy do portu Bastra, gdzie załadowano nas na hinduski statek handlowy i przez Zatokę Perską dopłynęliśmy do Bombaju. Statek skrzypiał niesamowicie, a szczurów było na nim moc. W odległości kilkudziesięciu kilometrów od Bombaju spędziliśmy na odpoczynku kilka dni. Zwiedziliśmy Bombaj, a obowiązkiem każdego z nas było: przejechać się rykszą, zobaczyć zaklinaczy wężów i pogłaskać świętą krowę. Z Indii wypłynęliśmy amerykańskim statkiem "Maripoza" w konwoju kilkudziesięciu jednostek morskich wiozących ropę z Iranu. Tak się złożyło, ze nie wszyscy jednak z Indii wyjechali. Pozostali ci, którzy na swoje nieszczęście złapali kawalerską chorobę.

                                   Tadeusz Kosiorek - lotnisko w Anglii - 1943 rok.

      Konwój był patrolowany przez okręty wojenne i ubezpieczany balonami zaporowymi. Gdyśmy przepływali przez równik odbyła się ceremonia zgodna z tradycją marynarską. Madagaskar minęliśmy z prawej strony, a Przylądek Dobrej Nadziei i w końcu Kapsztad, - postój dwa dni. Widziałem miasto, piękne wille kolonistów i nędzę tubylców. Zwiedzałem plantację ananasów. Kapsztad opuściliśmy tym samym statkiem, lecz samotnie już bez konwoju. Patrolowały nas tylko myśliwce. częste zmiany kursu i kilka alarmów bojowych. Co zwykły żołnierz mógł się dowiedzieć więcej? Biskaje minęliśmy daleko na zachód i od północy dotarliśmy do Riverpool. Byłem już na wyspie brytyjskiej. Podróż statkiem trwała 24 dni. Z Riverpoolu koleją do Blackpool, gdzie nas przemundurowano, uczono angielskiego i przysposabiano do służby w lotnictwie. Zakwaterowani i żywieni byliśmy u osób prywatnych . Pierwszym lotniskiem w Anglii na którym stacjonowałem był Norholt k.Londynu.

                                      Tadeusz Kosiorek - lotnisko w Anglii - 1943 rok.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Pałac w Kościelnikach Górnych (woj. dolnośląskie) - Podróże


Znalezione w sieci:

Pałac w Kościelnikach Górnych (woj. dolnośląskie) - Podróże

podroze.onet.pl/ciekawe/palac-w-koscielnikach...
 
Już nic nie może bardziej porazić... , podobne sytuacje jak w Kościelnikach Górnych dziej.ą się na terenie prawie całej Polski...Cytat z tego ciekawego jak i przerażającego materiału:
..."Wnętrza pałacu przerażają kompletną demolką. Cokolwiek przedstawiało tu jakąś wartość, znikło. Skute tynki, przeorane posadzki, wyprute instalacje. Jeśli to miał być remont, to skutek jest uderzająco podobny do pałacu w Wojcieszowie, gdzie obiekt został zdewastowany w następstwie poszukiwania skarbów...
 
       W mojej Gminie również podobnie traktowano zabytkowe budynki..., nie wymienię które, bo i tak mam dość wrogów z tego powodu. W najbliższym czasie Urząd Gminy Brójce stworzy specjalną komisję (mam nadzieję z wspólnie z konserwatorem) celem usunięcia z gminnego wykazu zabytków wszystkich budynków które zagrażają bezpieczeństwu...Pójdą do zburzenia ostatnie domy pamiętające czasy 1 wojny światowej...Rozumiem sytuacje w których naprawdę są obiekty których nie da się odrestaurować, które szpecą., jednak są na terenie naszej gminy domy które przy pomocy gminy lub państwa można zachować dla następnych pokoleń.
        Wiem , że są to moje utopijne marzenia....
Pod linkiem u góry znajdziecie państwo obszerny materiał dotyczący pięknego pałacu, którego czeka smutny koniec... (zdjęcia również pochodzą z tego materiału).

 
 

 

Stan przedzawałowy. Historia Pałacu w Kościelnikach Górnych

 

Zdemolowany pałac porzucono na pastwę złodziei i deszczu. Najpierw zawali się dach, potem polecą stropy. Taki będzie koniec pięknej budowli koło Lubania na Dolnym Śląsku, o ile w krytycznym momencie nikt nie odważy się na interwencję.   


 

niedziela, 2 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Kresy - Sowieci - Starobielsk - Łagry - cz.4

        W Świętosławiu zastał mnie wybuch wojny niemiecko-rosyjskiej. samoloty niemieckie ostrzelały obóz, ale na szczęście bez ofiar, ani rannych nie było. Już 23 czerwca nastąpiła pośpieszna ewakuacja. Pędzili nas poganiając psami. Tak było do stacji kolejowej Dolina. Załadowano nas do wagonów towarowych 16-to tonowych. W takim wagonie było nas 74 osoby. Wagon bez prycz, a wyżywienie 1kg. cukru lub wiadro cienkiej zupki, lub 2 kg. chleba dla wszystkich ludzi w wagonie. Transport nasz stale był bombardowany i ostrzeliwany przez niemieckie samoloty. Wielu ludzi zginęło, w tym sporo z rąk ruskich, ale wielu po prostu z głodu. Trudno tu operować liczbami ponieważ byliśmy tak dobrze pilnowani, że nie wiadomo było co się dzieje w sąsiednim wagonie. Słychać było tylko nawoływania ludzi z wagonów:
- dajcie nam jeść, dajcie wody.
Ludność cywilna chciała nawet nam podać coś do jedzenia, ale ochrona nie tylko nie pozwalała, lecz wprost oznajmiała ludziom, by nic nie podawać bo wieziemy germańców. Ta straszna podróż trwała 24 dni i zakończyła się w Starobielsku. Długo woziłem pamiątkę z tej koszmarnej podróży, przestrzelony dekiel od menażki. Przestrzelił mi go bojec z karabinu, gdy usiłowałem złapać trochę deszczowej wody. Trudno będzie komuś uwierzyć, ale były takie wypadki, że jak jeden mocz oddawał, drugi podstawiał rękę, aby choć tym moczem wargi spieczone zwilżyć.
       Gdy ktoś zmarł, wołano wartownika, który najpierw nabluźnił na zmarłego, a później za nogi i wyrzucał z wagonu. W starobielsku znajdowały się dwa obozy. Jeden to cerkiew, drugi pod namiotami. Nikt z nas nie zdawał sobie sprawy jaki los spotkał poprzednich mieszkańców tych obozów, które teraz my zajmowaliśmy. Mieszkali tu przecież polscy oficerowie później zamordowani. Gdy nas rozładowywano w Starobielsku, wielu nie mogło wyjść z wagonu o własnych siłach. Ja mając 17 lat ważyłem 67 kilogramów, tu mając już 20 lat ważyłem 38 kg. Na terenie cerkwi znajdował się barak bardzo troskliwie strzeżony. Mieszkańcami tego baraku byli jeńcy, przeważnie Ślązacy, których nie zdążono wymienić z Niemcami. Każdy z tych Ślązaków starał się udowodnić swoją niemczyznę w różny sposób, nawet za pomocą tatuaży o tematyce niemieckiej.
       Baraki w Starobielsku były strasznie zapluskwione. Nie można było w nich spać. Dobrze, że to pora letnia, więc spaliśmy pod gołym niebem. Na ścianach i pryczach można było dostrzec wykute nazwiska i stopnie naszych poprzedników, późniejsze ofiary.
       Tu w Starobielsku dowiedzieliśmy się o umowie Stalin-Sikorski. Agitowano, aby nie wstępować do polskiego wojska, a zaciągnąć się do armii czerwonej. Obiecywano nowe ubrania i więcej chleba. Znalazło się kilku z terenów wschodnich i ci pozostali. Otrzymaliśmy po 500 rubli odszkodowania za krzywdy moralne i fizyczne. Za pieniądze te kupiłem 2 kg. pomidorów, mimo iż nigdy ich nie jadłem. Nauczył mnie głód.

                                                        - ciąg dalszy nastąpi -

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Kresy - Sowieci - Łagry - cz.3

     Stan osobowy brygad zmieniał się  bardzo często, chyba tylko w tym celu aby się ludzie z sobą nie zżyli. Politruk posiadał też swoich kapusi przeważnie Ukraińców i Białorusinów, a niektórych z nich za dobre donosicielstwo nawet rekonwojowali. Wprowadzono płacę za pracę, ale w praktyce okazało się, ze my im jeszcze musimy dopłacać. Jeżeli któryś miał to szczęście, że otrzymał kilka rubli, musiał otrzymać od politruka "rozpisku" na kupno 10 dkg. kiełbasy, cukierków lub wody kolońskiej. Ale to jeszcze nie wszystko, - taki zakup mógł być dokonany tylko z okazji jakiegoś święta np. 1 Maja lub rocznicy rewolucji październikowej. Wykonanie normy było w naszym życiu najważniejsze, bo nawet kto normy nie wykonał, nie mógł otrzymać listu, który do niego doszedł.
     Nie pamiętam w którym to było obozie, ale gdzieś nad rzeką Horyń, gdzie pracowaliśmy przy nasypie na most. Mieszkaliśmy w spichrzu, czteropiętrowe prycze, pościel to tylko co na sobie, - przy tym pchły i wszy. Spodziewając się wizyty naczelnika i politruka chcieliśmy aby oni też pożyli naszym życiem. Napełnialiśmy dwa pudełeczka od zapałek wszami i rozsialiśmy je po niemile widzianych gościach. Kiedy wszy stały się aktywne usłyszeliśmy jak naczelnik joby na nas rzucał i z zemsty wszystkich nas do łaźni wysłał. My do łaźni, a ubrania do weszo-bójki, gdzie je/wszy - tylko rozdrażniło i zaczęły nas dopiero jebać, więcej niż naczelnik z politrukiem. Zostałem wtedy racjonalizatorem. Koszulę podłożyłem pod walec co ugniatał kamienie na szosie, ale nie przyniosło to pożądanego skutku. Zacząłem gacie i koszulę brudzić ropą i smarami, to dopiero poskutkowało. Ale mój wynalazek nie chciano opatentować, gdyż w ZSRR wszystko było wtedy "kazionne".
      Zima z 39 na 40 była sroga. Obuwie owijało się szmatami, tułów workami od cementu, broń Boże gazetami, które służyły do skrętów z karaszków słonecznika czy innych liści. Naczelnikiem obozu był oficer nazwiskiem Syczyński. Mścił się nad jeńcami, gdyż odpłacał dług za 1920r. kiedy był w Polskiej niewoli. Często odbywały się rewizje, które pozbawiały nas dokumentów, fotografii, medalików, krzyżyków i innych rzeczy osobistych. Spotkałem się kilka razy z serdecznością ze strony władz obozowych, np. gdy naczelnik mnie zamknął, politruk wypuścił mnie mówiąc, ze nie mógłby spać wtedy kiedy ja musiałbym siedzieć. Czasem i konwojenci z przymrużeniem oka patrzyli jak podawano kromkę chleba. Czasem ludzie z nadzoru dopisywali trochę niewykonanej pracy, gdyż od tego zależał rodzaj kotła z którego nas karmiono. Zdarzało się, że pilnujący nas bojcy też podali kromkę chleba mimo, iż sami mieli mało. Ale to były tylko wyjątki, które jednak upewniały nas, że są jeszcze ludzie na świecie.
      Praca była ciężka a wymagania duże, trudne do wykonaia. Trzeba było czasem trochę rozumem ruszyć aby sobie pracę ułatwić. W Zborowie zatrudniony byłem jako brukarz. Nigdy bym normy nie wykonał gdybym kamienie kładł a nie na płask. Pracowałem też przy tłuczeniu kamienia z normą 1,5m3. Normy nie wykonałem i za karę wywieziono mnie do kamieniołom ów w Świętosławiu k.Stryja.
     Tam powstała taka piosenka:
Normy, normy i tylko normy
Kilof, łopata i młot
Wyrabiaj procent aby nie wyjść z normy
Choć cię zalewa zimny pot
     Normy stale powiększają
     A na obiad jeść nam dają
     Jęczmień, owies, pół chleba na dwóch
     Łeb od śledzia zamiast sała
     Dostaje brygada cała
     A na deser porcję takich słów
Normy, normy i tylko normy
Kilof, łopata i młot
Wyrabiaj procent aby nie wyjść z normy
Choć cię zalewa zimny pot
     Wypędzą cię na robote
     Jeśli będziesz miał ochotę
     Wyrobisz normę albo dwie
     Lecz oszczędzaj swoje siły
     Które ci się już zużyły
     I zostawiaj na późniejsze dni.
Normy, normy itd.....
   
No, oprócz kilofa, łopaty i młota była jeszcze taczka.
                                                          Ciąg dalszy nastąpi.