wtorek, 4 grudnia 2018

Feliks Bernas Lubecki "Ryszard" - "Faber" - Powstanie Warszawskie - Armia Krajowa - Skarżysko - Szydłowiec - Wpomnienia - 1939

      Nie wiem jak zacząć...., czy przeprosiny wystarczą?
      Nie jestem w stanie dokładnie powiedzieć, kiedy Pan Andrzej Godecki, właściciel sklepu  antykami w Łodzi, ul. Kilińskiego 166, zadzwonił do mnie, że zamyka swój antykwariat i zaprasza mnie gdyż ma dla mnie prezent.
      Antykwariat Pana Andrzeja odwiedzałem kilka razy w roku, miłe rozmowy, niekiedy coś kupowałem (w szczególności stare zdjęcia). Pojawiłem się, smutne spotkanie, gdyż zdawałem sobie sprawę, że nie będziemy mieli okazji ponownie się spotkać... Ileż to już pożegnałem wspaniałych łódzkich antykwariuszy...
     Podczas tego spotkania otrzymałem wspomniany prezent, maszynopis Feliksa Bernasa - Lubeckiego. Dokładnie 103 strony wspomnień żołnierza Armii Krajowej, uczestnika Powstania Warszawskiego, działającego i walczącego pod pseudonimem "Ryszard". Swoje wspomnienia zakończył dnia 19.II.1984 roku.
     Nie mam pojęcia, czy swoje wspomnienia Feliks Bernas -Lubecki wydał w formie książki, czy też w inne formie, dlatego pozwolę sobie pozwolić na ich prezentację na moim blogu w wielu odcinkach. Zapraszam do czytania, warto!
    

    Dlaczego przeprosiny? - otóż do tej pory nie zadzwoniłem do Pana Andrzej, aby podziękować... Zadzwonię w najbliższym czasie, posypując swoją głowę popiołem....

Wracając do wspomnień Feliksa Lubeckiego, chcę przedstawić materiał który znalazłem pod:

Powstańcze Biogramy - Feliks Bernas






Pseudonim
"Faber"
Data urodzenia
1923-04-07
Data śmierci
1994-07-27
Stopień
-
Stopień
podporucznik
Miejsce urodzenia
Drzewica
Imiona rodziców
Piotr - Kazimiera z domu Wiecińska
Pseudonimy
"Ryszard", "Faber"
Nazwisko konspiracyjne
Lubecki
Udział w konspiracji 1939-1944
Wiosną 1943 r. ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych (kapral podchorąży). Po okresie działalności w Skarżysko Kamiennej w komórce bezpieczeństwa AK (Baza Start IV dla Okręgu Kieleckiego AK), unikając aresztowania przeniesiony do Warszawy w styczniu 1944 r.
Oddział
Armia Krajowa - zgrupowanie "Radosław" - batalion "Czata 49" - drożyna porucznika "Andrzeja" Antoniego Sławskiego, następnie dowódca drużyny łączników przy dowództwie batalionu
Szlak bojowy
Wola - Stare Miasto - kanały - Śródmieście - Czerniaków
Awanse
Przedstawiony do awansu na plutonowego podchorążego we wniosku z 17.08.1944 r., awansowany na podporucznika czasu wojny 4.09.1944 r.
Odniesione rany
Ranny 15.09.44 r. na ul.Okrąg 2
Losy po Powstaniu
Wzięty do niewoli na Czerniakowie - patrz: Protokół przesłuchania powstańca Feliksa Lubeckiego przez oficera SS z Grupy Bojowej Reinefarth z dnia 22.09.44 r. Fragment: "... Podprowadzony podporucznik AK czasu wojny Feliks Lubecki, ur. 4.3.1921 w Pińsku, zamieszkały w Warszawie, ul.Mokotowska 65/11 (...)". (źródło: "Powstanie Warszawskie 1944 w dokumentach z archiwów służb specjalnych", pod red. Mierecki P., Christoforow W., Warszawa-Moskwa 2007, s. 443-445). Jeniec obozów Stalag X-B Sandbostel, następnie Oflagu X-C Lübeck
Losy po wojnie
W 1946 r. powrócił do Polski.
Miejsce śmierci
Łódź

 
        

                            PIERWSZE DNI WOJNY W SKARŻYSKU I SZYDŁOWCU.

     Jest 29.VIII. 1939 r. - świt. Budzi mnie grzmot silników. Podrywam się z łóżka, pędzę na balkon. Obok już jest Ojciec. Piękny bezchmurny dzień. Na tle niebieskiego nieba widzimy eskadrę bombowców. Lecą w słońcu majestatycznie, wyglądają pięknie - to nasze Łosie. Znamy je doskonale. Na nich przecież lata Kazik. Może jest wśród nich. Dokąd lecą? Później dowiedzieliśmy się, która już nadchodziła, której oczekiwaliśmy z obawą, ale i pewnością młodości, że zwycięstwo będzie nasze. Atmosfera napięta; jestem razem z innymi kolegami w służbie OPL.
     1.IX.39r. - rano włączam radio i słyszę komunikat specjalny - wojna jest faktem. Tego samego dnia i następnego nad Skarżyskiem na dużej wysokości przelatują formacje i pojedyńcze samoloty - to samoloty nie nasze, tu w samym środku polski i tak bezkarnie. Drugiego dnia wojny na łąki koło fabryk amunicji, bomb i rakiet padają niemieckie bomby. Nie wyrządzają szkód. Gorzka prawda doszła do naszej świadomości dopiero po dniach. Te fabryki były potrzebne niemcom, potrzebne nieuszkodzone. Po co więc trafiać?
     Niedziela - 3.IX.  O 6oo rano byłem w naszej "Katedrze" na mszy, u spowiedzi i komunii. Trzeba się było duchowo przygotować na najgorsze, to się już podświadomie czuło.
     Ok. godz. 9oo rano jestem z Jurkiem Bilew na patrolu. Stoimy na rogu ul.Piłsudskiego i Kościuszki. Rozbolał mnie ząb, idziemy w kierunku apteki po jakiś lek. Nagle słyszymy błyskawicznie narastający szum. Z kierunku Skarżyska-Książęcego na b.małej wysokości leci kilka bombowców. nad torami kolejowymi zaczyna się z nich coś wysypywać jak groch. Przez chwilę myślę - ulotki? Po paru sekundach słychać głuche i b.bliskie detonacje. Leżę z Jurkiem w jakiejś bramie. samoloty zawracają. Bomby sypią się znowu. Przelatywały nad moim domem. Ogarnia mnie przerażenie. Domu nie widzę. To jednak tylko nerwy. Stoi nie naruszony. Bomby spadły przed nim i za nim. Jedna spadła dokładnie e miejscu, gdzie przed kilkoma minutami stałem z Jurkiem. Uratował mnie mój bolący ząb? najpewniej jednak poranna modlitwa w kościele. Obok zburzony dom doktora. Są ofiary w ludziach. Tak zaczęła się dla mnie wojna....
    Tego samego dnia w obawie przed dalszym bombardowaniem naszego dużego węzła kolejowego, Rodzice przenoszą się do przyjaciół na tzw. Place i jeszcze tego samego dnia, dalej do pp. Krakowiaków na ulicę Orlą.

                                                      - ciąg dalszy nastąpi -




              

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza