czwartek, 25 października 2018

Adwokat - Piotrków Trybunalski - Łódź - Wspomnienia - Dzieciństwo 1906-1916 - cz.2


                 Pamiętam również, jak siedzę na wysokim dziecinnym krzesełku przysunięty do stołu i mimo usilnego nalegania, nie chcę jeść. Należałem do tak. zw. "niedojadków". Nie miałem nigdy apetytu i jedzenie mi w różny sposób po prostu wmuszano. Pamiętam n.p. jak uchylają się się drzwi i ukazuje się w nich głowa dziadka z siwą brodą, który grozi mi, ze mnie zabierze, jeśli nie będę jadł. W jakiś czas potem zobaczyłem w przedpokoju zapomnianą maskę owego "dziada", co zupełnie zdekonspirowało go w moich oczach.
                 Ta walka o jedzenie ciągnęła się aż do mojego pójścia do szkoły średniej, a więc do 11 roku życia, kiedy to zacząłem jeść normalnie, bez próśb i gróźb. Nigdy jednak nie byłem łakomy i mogły stać na stole słodycze i owoce, a nigdy ich sam, bez zachęty nie ruszyłem.
                  Pamiętam także moje zachorowanie na dławca (croup - krup). Jest to bardzo niebezpieczna choroba dziecięca, występująca nagle, polegająca na zatkaniu krtani i w razie braku natychmiastowej pomocy lekarskiej, dziecko się dusi.
                  Widzę siebie, jak stoję na krześle przed umywalnią i druga ciotka - Marcia (Marta K., potem zamężna Thierbach), nakłania mnie, żebym płukał gardło. Opieram się i po chwili tracę przytomność. Budzę się na moment w nocy, na skutek ukłucia w brzuch i widzę nad sobą lekarza. (Naszym lekarzem był wówczas dr. Szancer, a gdy zmarł dr. Kobos).
                   Uratował mi wówczas życie znajdujący się w mieszkaniu telefon. Pamiętam go dobrze. Drewniana szafeczka koloru brązowego w kształcie pulpiciku na wydłużonej podstawie, była przymocowana do ściany. Na szafeczce znajdowały się widełki, a na nich słuchawka z tubką do mówienia. Trzeba było zakręcić korbką, zdjąć słuchawkę i powiedzieć żądany numer do telefonistki łączącej w centrali.
                   Z bolesnych przeżyć pamiętam jeszcze, jak oparzyła mnie praczka żelazkiem do prasowania. Stało się to w ciemnym korytarzu, gdzie nie zauważyła, że mnie mija. Byłem tak mały, ze niosąc żelazko w opuszczonej ręce, oparzyła mnie w policzek. Bardzo mnie to bolało, płakałem, a ślad w postaci lekkiego wgłębienia, utrzymywał się przez wiele lat.
                   Upamiętniło mi się również wyrwanie pierwszego zęba. Byłem już wówczas 6-letnim chłopcem. Idę z mamą do dentysty, która schodach mówi do mnie:
- Tylko nie zrób mi wstydu, zachowuj się jak mężczyzna.
Podobno Mamy nie zawiodłem, a dentysta pochwalił mnie, że nawet nie krzyknąłem. Pamiętam jednak, że w momencie wyrwania, z bólu podniosłem gwałtownie nogę! Warto tu wspomnieć, że w całym Piotrkowie było wówczas zaledwie dwóch dentystów. Ten, który nam stale leczył zęby, nazywał się Michalski.
                   Z okresu dzieciństwa upamiętnił mi się na całe życie smak kotleta! Chorowałem na dezynterię (czerwonkę) i dłuższy czas byłem na ścisłej diecie. W okresie rekonwalescencji, jako pierwsze danie, po dotychczasowych kaszkach i kleikach, dostałem kotlecik saute' z kury. Od tego czasu nie zapomniałem, ani wspaniałego smaku, ani nawet nazwy tej potrawy.
                    Zastanawiałem się od jakiego wieku człowiek jest w stanie pamiętać coś ze swego dzieciństwa i myślę, że od 3-4 roku życia. Pamiętam np., ze byłem z Rodzicami gdzieś w obcej miejscowości, było dużo ludzi i widziałem w klatce lisa, którego ktoś drażnił. jak ustaliłem, było to na Wystawie Przemysłu i Rolnictwa w Częstochowie, która odbyła w 1909r., a więc wówczas miałem 3 lata.
                     Przypominam sobie również widok słonia, któremu Ojciec mój rzuca kawałki bułki, a on łapie trąbą. Hipopotama, jak pływa w basenie; jakiś plac w obcym mieście, gdzie Ojciec kupuje mi gumowego białego słonia i gumowego czerwonego konia, obydwa z gwiazdkami w brzuchu. Jakiś kurort, w którym jest nieuregulowana rzeczka, niedaleko jej willa, a w niej starsi chłopcy dają nam piękne żaglowce (zabawki), które potem Mama nie pozwali mi, mimo mego płaczu, zabrać w podróż do domu. Są tam też niedaleko łazienki a w nich w wannie Mam siedzi w błocie i t.p.

                                                      - ciąg dalszy nastąpi -

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza