poniedziałek, 15 października 2018

Judaika - Kwestia żydowska w Polsce - Adwokat - Wspomnienia - Łódź - Piotrków - Wojsko - Gródek Jagielloński - Lwów - cz.6



                       Pierwszym najważniejszym obowiązkiem Obywatela jest obrona kraju, ale Żydzi nie mieli zamiaru  ryzykować życia nie swojej ojczyzny, a więc i tak dla Polski, jak i dla każdego innego obcego państwa, które tu panowało i dlatego w wojsku służył tylko ten z nich, który nie miał możliwości wykręcenia się pod pretekstem wad organicznych lub za łapówkę. Wyjątki potwierdziły tylko regułę. W czasie swojej służby wojskowej zetknąłem się osobiście z bardzo charakterystycznymi faktami które tutaj przytoczę.
                       Leszczyńskiego (imienia nie pamiętam) poznałem wówczas, gdy w 1922 r. przyjechał do naszej klasy gimnazjum. Był synem zamożnego kupca żydowskiego (o tak polskim nazwisku), z któregoś miasta powiatowego (Łęczyca, Łowicz?). Mówiono, że dlatego się przeniósł do Piotrkowa, bo w poprzednim gimnazjum koledzy nie chcieli z nim chodzić do szkoły. Przyczyną miał być fakt, że gdy latem 1920 roku, cała starsza młodzież gimnazjalna wstąpiła do armii ochotniczej, w związku z ofensywą bolszewików na Polskę, on się wyłamał z ogólnej uchwały. W naszej klasie mało miałem z nim kontaktu, gdyż był kilka lat starszy ode mnie i siedział w innej stronie izby szkolnej, a poza tym był u nas tylko rok.
                       Warto tu dodać, że Polska, na skutek prokomunistycznego zachowania się ludności żydowskiej na terenach zajętych przez bolszewików, straciła do niej zaufanie i nawet ci inteligenci pochodzenia żydowskiego, którzy na skutek ogólnej presji psychologicznej, zgłosili się na ochotnika do wojska w 1920r., lub zostali wysłani na front, a zgrupowano ich w osobnym obozie wojskowym, gdzie pozostali aż do demobilizacji.
                       Ale wróćmy do Leszczyńskiego. Spotkałem go dopiero po 6 latach w szkole podchorążych (Gródek Jagielloński) przywitałem jak starego znajomego. Byliśmy zaledwie kilka tygodni w wojsku, gdy jeden z kolegów, spotkawszy mnie w drzwiach budynku koszarowego, poprosił o pomoc. Chodziło o to, że Leszczyński przed chwilą zwichnął czy złamał sobie stopę na podwórku. Nie zwlekając pobiegłem z kolegą do siedzącego na ziemi i zrobiwszy z rąk "stołeczek", wnieśliśmy go do koszar na pierwsze piętro, gdzie ułożyliśmy na pryczy w jego sali. W związku z tym wypadkiem został przeniesiony do szpitala wojskowego w Przemyślu i już nigdy go nie widziałem, a co było dalej - napiszę trochę niżej.
                       W naszej kompani był również mały chuderlawy Żydek, który wyglądał na karykaturę żołnierza. Rynsztunek po prostu wisiał na nim, a że był małego wzrostu, więc łopatka saperska, zawieszona na stałe rozluźnionym pasie głównym, wlokła się nieomal po ziemi. Kiedyś w czasie przerwy w ćwiczeniach  polowych siadł koło mnie i zaczęliśmy rozmawiać. Spytałem go wówczas, czy nie jest chory, bo tak mizernie wygląda. Odpowiedział, że jest bardzo słaby i służba wojskowa przekracza jego siły.
- Dlaczego nie starasz się o zwolnienie z wojska - powiedziałem pełen współczucia.
- Niestety, nie chcą mnie zwolnić, bo jestem podobno zdrów, ale cóż z tego, kiedy nie mam sił.
Zwolniono go jednak, o czym zresztą wówczas nie wiedziałem, gdyż ze względu na wzrost byłem na początku pierwszego plutonu, a on na końcu w trzecim plutonie.
                       Pewnej niedzieli, korzystając z przepustki, pojechałem do Lwowa, aby go zwiedzić. Na dworcu kolejowym we Lwowie zaczepił mnie jakiś młody, uśmiechnięty człowiek w czapce studenta politechniki.
- Dzień dobry kolego, nie poznajecie mnie?
Byłem zszokowany, studenta nie poznawałem, zresztą kogóż mógłbym znać we Lwowie?
- Przepraszam, ale to pewnie jakaś pomyłka - odpowiedziałem nieco strapiony.
- Ależ nie! Jestem X z I kompani szkoły podchorążych w Gródku.
Dopiero nazwisko (którego już teraz nie pamiętam) przypomniało mi owego zabiedzonego Żydka, ale jakże on teraz inaczej wyglądał! Pełny w sobie, z pucołowatym wręcz obliczu, wcale nie był podobny do tego, którego znałem.
                                          
                                                          - ciąg dalszy nastąpi -

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza