wtorek, 6 stycznia 2026

Konstantynów - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 10/1952 - cz.2

 

                                                      W dawnej ojczyźnie dzisiaj

Pochodząca z okolic Łodzi rodaczka pisze:

                                                               Drogi Willi!

Tak, „stare dobre czasy” nie zawsze takie były. Tylko to, co utracone, otacza się jasnym blaskiem i pozorem, idealizujemy to i w naszych marzeniach wyodrębniamy z wszelkich trudności i trosk tamtej codzienności; czyste i jasne stoi przed nami jak kawałek nieprzemijającego, wiecznego raju. Ale kto żyje tutaj, na ziemi, nie stąpa tylko po miękkiej trawie łąkowej, musi również przechodzić przez ciernie i osty. A gdy przeglądamy wielką księgę przeszłości, zawsze znajdujemy to potwierdzenie. Nie inaczej jest w historii... gminy Konstantynów. W wyniku wydarzeń wojennych z 1914 roku spłonął nie tylko kościół, ale także kilka ulic w mieście obróciło się w gruzy i popiół. Jednocześnie zmieniły się warunki materialnego rozwoju: ogromna Rosja nagle przestała być rynkiem zbytu dla tkalni w Konstantynowie, co spowodowało wybuch głodu i bezrobocia.

Dopiero wraz z końcem wojny w 1918 roku sytuacja uległa poprawie. Powstało państwo polskie i podobnie jak duże fabryki w Łodzi, również mniejsze zakłady w Konstantynowie przestawiły się na nowy rynek zbytu. Życie toczyło się dalej i gdy tylko udało się przezwyciężyć najgorszą biedę, przystąpiono do odbudowy zniszczonego kościoła. Wyjątkowa ofiarność członków gminy umożliwiła odbudowę świątyni już w 1923 roku według starego planu, jedynie z mniejszą wieżą.

Wśród darowizn i funduszy na nowy kościół należy wspomnieć, że dwa duże żyrandole pochodzą od protestanckich kobiet z Konstantynowa, a prace malarskie w kościele opłacił radny Julius Dietrich. -Rat Julius Dietrich, a ołtarz i ambona są darem czterech mieszkańców Łodzi, którzy wcześniej mieszkali w Konstantynowie i których nazwiska brzmią: Lipski, Schütz, Hampel oraz mistrz stolarski Julius Reit. Ołtarz i chrzcielnicę ufundował Friedrich Zobel. Organy, ławki i oświetlenie zostały zakupione dzięki ofiarom znanych członków gminy, takich jak Stamm, Schulz, Gehlert, Hoffmann, Heine, Fröhnel, Schmalz, Stehr, Mittmann, Patzer, Holz, Hirsekorn, Kaynath, Semmler, Sonneberg, Pasinski i inni.

Działalność stowarzyszeń w ramach parafii nabrała błogosławionego rozmachu pod kierownictwem pastora Leopolda Schmidta. Działało stowarzyszenie śpiewaczy kościelnych „Harmonia”, chór puzonowy „Jubilate”, stowarzyszenie kobiet ewangelickich, stowarzyszenie młodzieżowe, a także stowarzyszenie dziewcząt. Nabożeństwa dla dzieci miały czasami od 15 do 20 pomocników, podczas gdy liczba wiernych wzrosła w międzyczasie do 2500. Życie kościelne kwitło. A poza tym? Nasi Volksdeutsche mogli być zadowoleni, majątek się powiększał, choć nie w takim tempie jak za czasów carskich, ale wystarczał dla wszystkich. Tak mogło być przez wiele dziesięcioleci – ale nie miało tak być! Niepokoje wywołane nacjonalizmem dotarły również do tego miasteczka. Hitler w Rzeszy kładł ogromny nacisk na wartości narodowe, a my tutaj, za granicą, odczuliśmy to w 1939 roku. Polacy i Żydzi zaczęli się na nas gniewać – „najstraszliwszym z horrorów jest człowiek w swoim szaleństwie” – niemieckie domy zostały splądrowane, a gdy groził wybuch wojny, rozpoczęły się aresztowania i deportacje, w wyniku których niektórzy z deportowanych zostali okrutnie zamordowani. Jednak burza minęła bez większych strat, zostaliśmy wyzwoleni, ale kto mógł wtedy przewidzieć, że za to wyzwolenie zapłacimy całą naszą egzystencją w ojczyźnie?

Wróciliśmy do Rzeszy. Jednak nie był to dobry znak, że dla władz Rzeszy, a zwłaszcza dla gauleitera Greisera, chrześcijaństwo i Kościół nie miały już żadnego znaczenia, że aby służyć bożkowi „narodowi”, bez skrupułów lekceważono wszelkie prawa boskie i ludzkie, wyrzucano Polaków z ich domów z dnia na dzień, wypędzano ich z gospodarstw, degradowano do „ludzi drugiej kategorii”, nie, w Biblii jest napisane: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni!” I „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”. Tak, w 1945 roku doświadczyliśmy tego wystarczająco! Rozliczenie było tak straszne, że często pytaliśmy: dlaczego, Panie, to wszystko nas spotkało?

Spójrzmy jeszcze raz na przebieg życia parafialnego w latach 1939–1945! Wtedy to pastor Leopold Schmidt został pozbawiony urzędu (zmarł w 1944 roku w Pabianicach), wtedy to wybudowany w latach 30. dom chóru kościelnego „Harmonia” został wywłaszczony i przekształcony w kino, w końcu w kościele siłą usunięto skarbonki na datki, a już w 1941 r. nowy pastor – był to P. Leopold Ganz, który objął tę parafię dopiero 20 lutego 1940 r. – a następnie kantor zostali wcieleni do Wehrmachtu. Mimo to ewangeliccy Niemcy pozostali wierni swojemu kościołowi. Liczba wiernych wzrosła do 3800 dzięki przesiedleńcom z Wołynia, Galicji, Besarabii i krajów bałtyckich. Bez żadnej pomocy ze strony urzędu gospodarczego odnowili oni starą, zrujnowaną plebanię, a gdy nie było już pastora i kantora – ostatnimi kantorami byli Kretschmer i Weiß – znaleźli się mężczyźni, którzy prowadzili nabożeństwa, aż kolejno pastorzy Otto, Welk i Sommer przejęli opiekę nad gminą Konstantynów.

                                                                       Upadek w 1945 r.

Styczeń 1945 r. położył kres również tej niemieckiej gminie w środkowych Niemczech. Długi ciąg zamordowanych, poległych, tych, którzy popełnili samobójstwo, zmarłych w więzieniach i obozach, charakteryzuje ten koniec. Szczęśliwy ten, kto zdołał w porę opuścić ojczyznę i uciec, gdy drogi były jeszcze otwarte! Pozostali musieli ponieść karę i zapłacić za coś, za co nie byli winni: musieli krwawić w szponach i zębach swoich bliźnich, którzy stali się bestiami, musieli znosić nieskończone cierpienia i przeżycia. Losy tamtych czasów były różnorodne; przytaczamy tutaj relację młodej mieszkanki Konstantynowa:

„9 kwietnia 1945 r. Niemcy z Konstantynowa zostali aresztowani i umieszczeni w kościele. Następnego dnia wywieziono ich do Łodzi. Zamknięto ich w więzieniu przy ul. Sterlinga i Kopernika (na tydzień), a 16 kwietnia przewieziono do Warszawy. Tutaj wraz z wieloma innymi Niemcami trafili do więzienia Mokotów. Ja sama 18 maja 1945 r. trafiłam do Płocka, a dokładniej do tamtejszego więzienia. Jest nas 200 kobiet i musimy pracować na terenie więzienia. Umierają tu: panna Hubner z Łodzi, pani Rosner z Łodzi, pani Matter z Zgierza, pani Stachel (Stachowski) z Konstantynowa, Elli Fenner z Łodzi.

Wyżywienie, jak wszędzie, jest złe, ale pracy jest dużo. Często zaczynamy wcześnie, kiedy jeszcze świeci księżyc. Na majątku w Płocku pozostaję do 12 listopada 1948 r. Następnie wracam do Warszawy, do obozu Anielewicza, w którym przebywają głównie jeńcy wojenni i gdzie również nas traktuje się jak jeńców. W 1949 r. zostaję przeniesiona z Anielewicza do obozu Potulice koło Nakła; transportem, najpierw do strefy wschodniej, w końcu czeka mnie upragniona wolność. T. Sch


                                                        In der alten Heimat heute

                                     Eine Landsmännin schreibt aus der Lodzer Gebiet:

"Lieber Willi!

Ja, die "gute alte Zeit" war nicht immer so. Nur das Verlorene umgibt sich immer mit hellem Glanz und Schein, wir idealisieren es und heben es in unseren Träumen aus allen Nöten und Sorgen auch des damaligen Alltags heraus; rein und licht steht es vor uns, wie ein Stück unvergänglichen, immer bleibenden Paradieses. Wer aber hier auf der Erde lebt, dessen FUß geht nicht nur über weiches Wiesengras, er muß ebenso über Dornen und Disteln schreiten. Und blättern wir im großen Buch der Vergangenheit zurück, so finden wir dies stets aufs neu bestätigt. Nicht anders ist es in der Geschichte.. der Gemeinde Konstantynow. Da verbrannte in den Kriegsereignissen von 1914 nicht nur die Kirche, sondern auch mehrere Straßen in der Stadt sanken in Schutt und Asche. Gleichzeitig aber änderten sich die Bedingungen für das materielle Vorwärtskommen: das große riesige Rußland fiel als Absatzgebtet für die Konstantynower Webereien plötzlich fort und Hunger und Arbeitslosigkeit brachen aus.

Erst mit Kriegsende 1918 besserten sich die Verhältnisse. Der polnische Staat entstand und genau so wie die großen Fabriken in Lodz stellten sich auch die kleineren Betriebe in Konstantynow auf das neue Absatzgebtet um. Das Leben ging weiter und kaum, daß die äußerste Not überwunden war, schritt man auch an den Wiederaufbau der zerstörten Kirche. Die einzigartige Opferbereitschaft der Gemeindeglieder ermöglichte es, daß das Gotteshaus schon 1923 nach dem alten Plan, lediglich mit einem kleineren Turm, wiederaufgebaut werden konnte.

Im einzelnen sei von den Spenden und Stiftungen für die neue Kirche erwähnt, daß zwei große Kronleuchter von dEm evangelischen Frauen in Konstantynow stammen, daß die Malerarbeiten in der Kirche Kons,.-Rat Julius Dietrich bezahlt hat, daß Altar und Kanzel eine Schenkung von vier Lodzern darstellen, die vorher in Konstantynow gewohnt haben und deren Namen folgende sind: Lipski, Schütz, Hampel und der Tischlermeister Julius Reit. Altarbild und Taufstein stiftete Friedrich Zobel. Orgel, Bänke und Beleuchtung wurden aus Opfern namhafter Gemeindeglieder angeschafft wie Stamm, Schulz, Gehlert, Hoffmann, Heine, Fröhnel, Schmalz, Stehr, Mittmann, Patzer, Holz, Hirsekorn, Kaynath, Semmler, Sonneberg, Pasinski u. a.

Die Vereinstätigkeit innerhalb der Kirchengemeinde nahm unter Pastor Leopold Schmidt einen segensreichen Aufschwung. Da gab es den Kirchengesangverein "Harmonia", den Posaunenchor "Jubilate", den ev.- Frauenverein, den Jünglingsverein und auch ein Jungfrauenverein fehlte nicht. Der Kindergottesdienst aber hatte zeitweise 15 bis 20 Helferinnen und Helfer, während die Seelenzahl der Gemeinde inzwischen auf 2500 angewachsen war. S6 blühte das kirchliche Leben. Und sonst? Da konnten unsere Volksdeutschen auch zufrieden sein, Hab und Gut mehrten sich, wenngleich nicht in dem Tempo wie zur Zarenzeit, aber es reichte für jeden. Viele Jahrzehnte hätte es so gehen können - aber es sollte nicht sein! Die durch den Nationalismus heraufbeschworene Unruhe erreichte auch dieses Städtchen. Hitler im Reich pochte gewaltig auf die Volkstumswerte und wir hier im Ausland hatten es dann 1939 zu spüren. Polen und Juden fingen an, gegen uns wild zu werden - "der schrecklichste der Schrecken ist ja der Mensch in seinem Wahn" - deutsche Häuser wurden geplündert und als dann der Krieg auszubrechen drohte, begannen die Festnahmen und Verschleppungen, wobei einige dieser Verschleppten grausam, umgebracht worden sind. Doch das Unwetter ging eigentlich noch glimpflich vorüber, wir wurden ja befreit, aber daß wir diese Befreiung einmal mit aH unserer Existenz in der Heimat bezahlen sollten - wer hätte das damals geahnt??

Wir waren "ins Reich heimgekehrt". Allein, es war kein gutes Zeichen, daß bei den Behörden des Reiches, insonderheit bei Gauleiter Greiser, Christentum und Kirche nichts mehr gelten sollten, daß man sich, um dem Götzen "Volk" Z,u dienen, bedenkenlos über alles göttliche und menschliche Recht hinwegsetzte, die Polen über Nacht aus ihren Wohnungen warf, sie von ihren Wirtschaften fortjagte, sie zu "Menschen zweiter Klasse" degradierte, nein, in der Bibetsteht: "Richtet nicht, auf daß ihr ,nicht gerichtet werdet!" Und "wer Wind sät, wird Sturm ernten". Ja, wir haben es 1945 zur Genüge erfahren!! Grausig ist die Abrechnung gewesen, so grausig, daß wir uns of.t gefragt haben: Warum, Herr, dies alles über uns??

Blicken wir noch mal auf den Gang des Gemeindelebens von 1939 bis 1945! Da wurde Pastor Leopold Schmidt amtsenthoben (er starb 1944 in Pabianice), da wurde das in den 30er Jahren aufgebaute Haus des Kirchengesangvereins Harmonia" enteignet und in ein Kino umgebaut, da wurden schließlich die Opferstöcke in der Kirche gewaltsam entfernt da wurden schon 1941 der neue Pastor - es war P. Leopold Ganz, der erst am 20. Februar 1940 diese Pfarrstelle übernommen hatte - und dann der Kantor zur Wehrmacht eingezogen. Trotzdem aber sind die evangelischen Deutschen ihrer Kirche treu geblieben. Die Seelenzahl war durch die Umsiedler aus Wolhynien, Galizien, Bessarabien und dem Baltikum auf 3800 gestiegen. Sie erneuerten ohne jede Hilfe des Wirtschaftsamtes das alte baufällige Gemeindehaus und als Pastor und Kantor nicht mehr da waren letzte Kantoren waren Kretschmer und Weiß - fanden sich Männer die Lesegottesdienste hielten, bis nacheinander die Pastoren Otto, Welk und Sommer die Betreuung der Gemeinde Konstantynow mit übernahmen.

                                                            Der Untergang 1945

Der Januar 1945 setzte den Schlußstrich auch unter diese deutsche Gemeinde Mittelpolens. Ein langer Zug der Ermordeten, der Umgekommenen, der in den Freitod Gegangenen, der in den Gefängnissen und Lagern Gestorbenen kenzeichnet das Ende. Wohl dem, der sich rechtzeItig vom Heimatboden hat lösen können und geflüchtet ist, als die Wege noch offen waren! Die anderen mußten büßen und bezahlen für das, woran sie nicht schuld waren: mußten bluten in den Krallen und Zähnen der zu Bestien gewordenen Mitmenschen" mußten Unendliches leiden und durchmachen. Vielfältig sind die Schicksale jener Zeit gewesen; wir greifen hier den Bericht einer jungen Konstanynowoerin heraus:

"Am 9. April 1945 wurden die Deutschen .. Konstantynows verhaftet und in der Kirche gelagert. Den nachsten Tag Abtransport nach Lodz. Eingesperrt in das Gefängnis ul. Sterlinga und Kopernika (eine Woche lang), dann am 16. April Wegbeförderung nach Warschau. Hier mit vielen anderen Deutschen zusammen im Gefängnis Mokotow. Ich selbst komme am 18. Mai 1945 nach Plock raus und zwar in das dortige Gefängnis. Wir sind 200 Frauen und müssen auf dem Gute des Gefängnisses arbeiten. Es sterben hier: Frl. Hubner aus Lodz; Fr. Rosner, Lodz; Fr. Matter aus Zgierz; Fr. Stachel (Stachowski) aus Konstantynow; Elli Fenner aus Lodz.

Verpflegung wie überall schlecht, Arbeit aber ist viel. Früh fangen wir oft an, wenn noch der Mond scheint. Ich bin auf dem Plozker Gut bis 12. November 1948. Dann geht es zurück nach Warschau, nach dem Lager Anieliwicza, in dem meist Kriegsgefangene sind und wo auch wir als solche behandelt werden. 1949 werde ich von der Anieliwicza nach dem Lager Potulice bei Nakel verfrachtet; mit einem Transport, zunächst in die Ostzone, winkt endlich die heißersehnte Freiheit."                    T. Sch

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz