sobota, 3 stycznia 2026

Z dni 1945 roku - Margarete Riske - Der Heimatbote - Obóz pracy - Ozorków - Sikawa - 2/1953 - cz.1

Bardzo długo zastanawiałem się, czy ten materiał zamieścić na moim blogu. Nie wnikam, jak jest on stronniczy, nieobiektywny... Motywem przewodnim w tych obszernych wspomnieniach Margarete Riske, Niemki urodzonej i mieszkającej w Polsce, była SIKAWA (więzienie, obóz pracy). Sikawa miejsce kaźni setek ludzi różnych narodowości. Byłem tam w latach 60-tych kilka razy jako odwiedzający, nie przypuszczałem, (ze względu na młody wiek) co tam się działo.... W czasie okupacji Niemcy więzili Polaków, tortury, bicie mordy były na porządku dziennym, po wyzwoleniu role w części się odmieniły, później komuniści więzili i mordowali żołnierzy Armii Krajowej.... Jest to przeklęte miejsce na ziemi.... Aby nic podobnego się więcej nie powtórzyło!


                                                         Z dni 1945 roku

2. Makk. 1, 24 do 29:

A oto modlitwa Nehemiasza: Panie, Boże nasz, który stworzyłeś wszystko i jesteś straszny, potężny, sprawiedliwy i miłosierny, jedyny prawdziwy król i dobroczyńca, który sam dajesz wszystkie dary, który sam jesteś sprawiedliwy, wszechmocny i wieczny, który wybawiłeś Izrael od wszelkiego zła, który wybrałeś naszych ojców i uświęciłeś ich: przyjmij ofiarę za cały lud Izraela i zachowaj oraz uświęć swoje dziedzictwo.

Zbierz nas, rozproszonych, wybaw tych, którzy muszą służyć poganom, i spójrz na nas, pogardzanych, których wszyscy się boją, aby poganie poznali, że Ty jesteś naszym Bogiem.

Ukarz tych, którzy nas uciskają i z wielką siłą nakładają na nas hańbę.

Zasadź swój lud ponownie w swoim świętym miejscu, jak powiedział Mojżesz.


W nocy z 16 na 17 stycznia 1945 r. obudziło mnie pukanie. Moja córka Gertrud stała na zewnątrz wraz ze swoją sąsiadką i prosiła o wpuszczenie. Otworzyłam drzwi, a ona z przerażeniem krzyknęła: „Mamo, nie wiecie, że wszystkie sklepy są otwarte? Wszyscy Niemcy są w ruchu, robią zakupy przed ucieczką, musimy wyjechać”. „Nie, dziecko”, odpowiedziałam, „dziadek leży chory w łóżku, nie mogę go zostawić samego”. „Ach, mamo, chodź z nami”. „Nie, moje dziecko, muszę zostać!” – „Żegnaj, mamo, musimy się spieszyć, do widzenia!” – Szybki uścisk, pocałunek – i zniknęły. Zamknęłam drzwi i wróciłam do łóżka. Nie wiem, czy jeszcze zasnęliśmy.

Następnego ranka przyszły nasze sprzedawczynie i sklep został otwarty jak zwykle. Poszedłem z kartkami żywnościowymi do urzędu gospodarczego. Niemieccy żołnierze nadal stali na posterunkach, ale wszystkie władze, od burmistrza po nocnego stróża, dowództwo lotnictwa z jego sztabem – z wyjątkiem jednego młodego oficera pełniącego służbę i kilku żołnierzy – wszystko zostało ewakuowane, w pośpiechu. W drodze do domu spotkałem policjanta, który powiedział mi, że otrzymał rozkaz stawienia się dziś rano w Görnau (Zgierz), ale tramwaje już nie jeżdżą i będzie musiał iść pieszo. Kupił jeszcze papierosy w naszym sklepie i ruszył – na pewną śmierć!

Działalność sklepu prawie całkowicie zamarła, Niemcy prawie już nie byli obecni lub przygotowywali się do ucieczki. W powietrzu wisiało niesamowite napięcie, coś się szykowało...

Ale nic się jeszcze nie wydarzyło. Mój mąż powiedział: „Już dwa razy przetrwaliśmy burzę wojenną (w 1914 i 1939 roku), więc przetrwamy ją również po raz trzeci. Nie będzie aż tak źle”. Zapadła noc i położyliśmy się spokojnie spać. Nagle, około godziny 3 lub 4, ktoś zaczął gwałtownie pukać do drzwi sklepu! Zanim mój mąż zdążył wstać, drzwi już trzeszczały we wszystkich szwach, deski pękały, szyby rozbijały się na tysiące odłamków, a „wyzwoliciele”, Rosjanie i Polacy, wtargnęli do środka. Nadszedł inny świat! Ciężko uzbrojeni żołnierze oświetlali pomieszczenia latarkami, na czele z dzikim Polakiem, który z chciwością napełniał przyniesiony worek, podczas gdy Rosjanie zaopatrywali się w wyroby tytoniowe i wszystko, co tylko mogli, po czym ponownie się wycofali. Staliśmy jako niemymi widzami i prawie nikt nie zwracał na nas uwagi. Nie mogliśmy już oczywiście zamknąć drzwi i szybko się ubraliśmy. Z niepokojem myśleliśmy o naszych bliskich. Czy zdążyli uciec?

Nie mieliśmy jednak zbyt wiele czasu na rozmyślania – Rosjanie przybywali jeden po drugim. Oczywiście silnie uzbrojeni. Musieliśmy im tylko pokazywać, gdzie co się znajduje, ponieważ każdy miał swoje własne życzenia. Nasze trzy piękne nowe pojemniki na mleko zostały wypełnione towarem, załadowane na samochody wraz z workami cukru i cukrem kandyzowanym i ruszyły w drogę – aby zrobić miejsce dla innych. Było to ciągłe przychodzenie i odchodzenie. Od czasu do czasu pojawiali się też przyjaźni oficerowie; jeden z nich poradził nam nawet, abyśmy usunęli niemiecki szyld firmy z domu, abyśmy mieli trochę więcej spokoju przed grabieżcami. Nie pomogło to jednak, ponieważ Polacy zadbali o to, aby Rosjanie znaleźli drogę.

Nad ranem pojawił się ponownie większy oddział. Oficer zamknął się w naszym salonie, a kiedy po długim czasie wyszedł i odszedł, stwierdziliśmy, że otworzył wszystkie szafki, biurko i bufet, wszystko przeszukał i przetrzepał.

Szukano zapewne dokumentów lub książek, które mogłyby świadczyć o naszej przynależności do partii hitlerowskiej, ale nic takiego nie znaleziono, ponieważ nie należeliśmy do żadnej partii. Nasz mały odbiornik radiowy oddaliśmy Polakowi mieszkającemu w tylnej części domu, o to urządzenie pytano później jeszcze wiele razy. Osobiście widziałem, jak na głównej ulicy zastrzelono starszego mężczyznę i pozostawiono jego ciało na kilka dni, tylko dlatego, że miał radio.

                                                                   (Ciąg dalszy nastąpi.)


Ich habe lange überlegt, ob ich diesen Beitrag in meinem Blog veröffentlichen soll. Ich gehe nicht darauf ein, wie voreingenommen und unobjektiv er ist... Das Leitmotiv dieser umfangreichen Erinnerungen einer in Polen geborenen und lebenden Deutschen war SIKAWA (Gefängnis, Arbeitslager). Sikawa war ein Ort, an dem Hunderte von Menschen verschiedener Nationalitäten hingerichtet wurden. Ich war in den 60er Jahren mehrmals als Besucher dort, aber aufgrund meines jungen Alters hatte ich keine Ahnung, was dort vor sich ging... Während der Besatzungszeit sperrten die Deutschen Polen ein, Folter, Schläge und Morde waren an der Tagesordnung. Nach der Befreiung kehrten sich die Rollen teilweise um, später sperrten die Kommunisten Soldaten der Heimatarmee ein und ermordeten sie... Es ist ein verfluchter Ort auf dieser Erde... Damit sich so etwas nie wiederholt!

                                                          Aus den Tagen von 1945

2. Makkab. 1, 24 bis 29:

Dies aber war das Gebet Nehemias: Herr, unser Gott, der du alle Dinge geschaffen hast und bist schrecklich, stark und gerecht und barmherzig und allein der rechte König und Wohltäter, der du allein alle Gaben gibst, der du allein gerecht, allmächtig und ewig bist, der du Israel erlösest aus allem Ubel, der du unsere Väter erwählet und sie geheiliget hast: nimm das Opfer an für das ganze Volk Israel und bewahre und heilige dein Erbe.

Bringe uns Zerstreue te wieder zusammen, erlöse die, so den Heiden dienen müssen, und siehe uns Verachtete an, davor jedermann ein Grauen hat: daß doch die Heiden erfahren, daß du unser Gott seiest.

Strafe, die uns unterdrücken und mit großem Pochen uns alle Schande anlegen.

Pflanze Dein Volk wieder an Deinen heiligen Ort, wie Mose gesagt hat.

In der Nacht vom 16. zum 17. Januar 1945 wurde ich durch Klopfen aus dem Schlaf geweckt. Meine Tochter Gertrud stand mit ihrer Nachbarin draußen und begehrte Einlaß. Ich öffnete, schreckensbleich rief sie: "Mutti, ihr wißt wohl gar nicht, daß alle Geschäfte geöffnet sind?  Alle Deutschen sind in Bewegung, sie kaufen für die Flucht ein, wir müssen fort'". "Nein, Kind", erwiderte ich, "Opa liegt krank zu Bett, ich kann ihn nicht allein lassen." "Ach, Mutti, komm doch mit uns". "Nein, mein Kind, ich muß bleiben!" - "Lebe wohl, Mutti, wir müssen eilen, auf Wiedersehn!" - Eine flüchtige Umarmung, ein Kuß - und sie waren entschwunden. Ich verschloß die Tür, ging wieder zu Bett. Ob wir noch geschlafen haben, ich weiß es nicht.

Am anderen Morgen kamen unsere Verkäuferinnen und das Geschäft wurde, wie üblich, geöffnet. Ich begab mich mit den Lebensmittelmarken zum Wirtschaftsamt. Dort standen die deutschen Soldaten noch auf Posten, aber alle Behörden, vom Bürgermeister bis zum Nachtwächter, das Oberkommando der Luftwaffe mit seinen Stab - bis auf einen jungen diensttuenden Offizier und einige Mannschaften - alles war ausgerückt, Hals über Kopf fort. - Auf dem Heimweg treffe ich einen Polizisten, der erzählt mir, er habe Befehl bekommen, sich heute früh in Görnau (Zgierz) zu stellen, nun fahre aber keine Elektrisch mehr und da müsse er sich wohl zu Fuß auf den Weg machen. Er kaufte sich für den Weg noch Zigaretten in unserem Geschäft und schritt - in den sicheren Tod!

Der Geschäftsbetrieb lag fast völlig still, Deutsche waren kaum noch da oder bereiteten sich zur Flucht vor. Eine unheimliche Spannung lag in der Luft, es braute sich etwas zusammen -- - -

Doch - es geschah noch nichts. Mein Mann sagte: "Schon zweimal haben wir den Kriegssturm hier überlebt (1914 und 1939). und so werden wir ihn auch das dritte Mal überleben. Das wird schon so schlimm nicht werden." - Die Nacht brach herein, und wir legten uns denn ruhig schlafen. -- Plötzlich, gegen 3 oder 4 Uhr, heftiges Klopfen gegen die Ladentür! Ehe mein Mann in die Hosen kam, krachte sie bereits in allen Fugen, brachen die Bretter, splitterten die Scheiben in tausend Scherben, drangen die "Befreier", die Russen und Polen, herein. Die andere Welt war da! Schwerbewaffnete Soldaten leuchteten mit ihren Taschenlampen, angeführt von einem wüsten Polen, der sich mit Begierde den mitgebrachten Sack füllte, während die Russen sich mit Rauchwaren und allem Möglichen versorgten, wonach sie wieder abzogen. -- Wir standen als stumme Zuschauer dabei und man nahm kaum Notiz von uns. Die Tür konnten wir freilich nicht mehr verschließen und zogen uns denn rasch fertig an. Mit Bangigkeit dachten wir an unsere Lieben. Ob sie wohl noch fortgekommen waren?

Viel Zeit zum Nachdenken blieb aber nicht- die Russen kamen bald am laufenden Band. Natürlich stark bewaffnet. Wir hatten ihnen immer nur zu zeigen, wo dieses oder jenes stand, denn jeder hatte seine eigenen Wünsche. Unsere drei schönen neuen Milchbehälter wurden voll Ware gepackt und mit Zuckersäcken und Kandiszucker auf Autos qeladen und ab ging die Fahrt - um anderen Platz zu machen. Das war ein ständiges Kommen und Gehen. Ab und zu waren auch paar freundliche Offiziere dabei; einer riet uns sogar, doch das deutsche Firmenschild vom Hause zu entfernen, damit wir etwas mehr Ruhe vor den Plünderern hätten. Es hat aber nichts genützt, denn die Polen sorgten schon dafür, daß die Russen den Weg fanden.

Gegen Morgen erschien wieder ein größerer Trupp. Der Offizier schloß sich in unser Wohnzimmer ein, und als er nach langer Zeit herauskam und weggegangen war, stellten wir fest, daß er alle Schränke, Schreibtisch und Büfett aufgeschlossen und alles herausgewühlt und durchsucht hatte. - Man suchte wohl nach Papieren oder Büchern, die ein Beweis für unsere Hitler-Parteizugehörigkeit sein sollten, doch da lag Fehlanzeige vor, denn wir waren keiner Partei angeschlossen. - Unseren kleinen Volksempfänger gaben wir einem Polen im Hinterhaus, nach diesem Gerät wurde nachher noch x-mal gefragt. Persönlich habe ich es sogar erlebt, daß man einen älteren Mann in der Hauptstraße erschoß und dort einige Tage tot liegen ließ, bloß weil er ein Radio gehabt hatte. 

                                                                        (Wird fortgesetzt.)


ßÄäÖöÜü

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz