wtorek, 20 stycznia 2026

Kwilno - Władysławów - Łęczyca - Wygnanie złego ducha - Der Heimatbote - 3/1960

 

                                                       WYGNANIE ZŁEGO DUCHA

Wracając myślami do roku 1945, chcę opowiedzieć o wydarzeniu, które po raz kolejny pokazuje, jak wówczas Polacy w euforii i radości zwycięstwa stracili wszelką rozsądność i tylko nieliczni nie dali się porwać ogólnej euforii i szaleństwu.

Na południowym skraju powiatu łęczyckiego leżały nasze dwie wioski Kwilno i Władysławów. Należały one do parafii Ozorków, ale Ozorków znajdował się 14 km dalej, więc większość parafian nie miała możliwości uczestniczenia w niedzielnych nabożeństwach. Również konfirmanci mieli trudności z pokonywaniem tych 14 km dwa razy w tygodniu, ponieważ w okolicy nie było wygodnego autobusu ani pociągu. Dlatego w 1935 roku obie wioski postanowiły zbudować własną salę modlitewną. W każdy możliwy sposób zbierano pieniądze i wciąż żywo pamiętam, jak nasz nieżyjący już prezes Heinrich Petrich nieustannie podróżował, aby pozyskać środki i siłę roboczą. Po wielu trudnych wyrzeczeniach dom stanął, a także zatrudniono kantora. Wszystko wydawało się być w porządku – aż do wydarzeń z 1945 roku – o których chcę opowiedzieć.

Dom modlitwy pozostawał opuszczony i zniszczony, całkowicie ograbiony przez Polaków. W październiku 1945 roku postanowili oni urządzić w nim szkołę. Uszkodzenia można było naprawić tylko prowizorycznie. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak wypędzenie złego ducha, które miało miejsce w grudniową niedzielę. To, co tam zobaczyłem, do dziś pozostaje dla mnie niezrozumiałe. Sam musiałem zawieźć tam wójta, a ktoś inny katolickiego duchownego.

W domu modlitwy, gdzie przez prawie dziesięć lat w każdą niedzielę głoszono słowo Boże, Polacy tańczyli i hałasowali. Pili tam obficie wódkę, aż padali z nóg. W tym towarzystwie swoje miejsce znalazł również katolicki duchowny, który z pozornie szczęśliwym i zadowolonym uśmiechem obserwował to zamieszanie. Tuż przed powrotem do domu ponownie podniósł ręce i wygnał złego ducha, który, jak powiedział, zagnieździł się tam wraz z ewangelikami. Potem wódka nadal płynęła, a pary kręciły się w rytm polki lub oberka. Kiedy później zapytałem kilku Polaków, czy wierzą w innego Boga niż my i dlaczego wypędzają jednego Boga, aby ponownie wprowadzić tego samego, nie znali odpowiedzi. Obudzili się z odurzenia dopiero wtedy, gdy było już za późno i komunistyczne rządy ostatecznie się umocniły.

                                                                                                                 Rudolf Petrich

                          NOWY EWANG. DOM MODLITWY  WE WŁADYSŁAWOWIE - KWILNIE

Zgodnie z doniesieniami, w niedzielę 29 grudnia 1935 r. we Władysławowie - Kwilnie koło Ozorkowa poświęcono nowy protestancki dom modlitwy.
Źródło: Die Zeit in Bild 1.5.1936


                                 AUSTREIBUNG DES BÖSEN GEISTEN

Zurückdenkend an die Zeit von 1945 will ich ein Erlebnis erzählen, das wieder einmal aufzeigt, wie damals die Polen im Rausch und Jubel des Sieges jegliche Vernunft verloren und es nur wenige gab, die sich von dem allgemeinen Rausch und Wahn nich mitreißen ließen. 

Da lagen am südlichen Rande des Kreises Lentschütz unsere beiden Dörfer Kwilno und Wladyslawów. Sie gehörten zur Kirchengemeinde Ozorkow, aber Ozorkow war 14 km entfernt, so daß es dem größten Teil der Gemeindeglieder nicht möglich war, den sonntäglichen Gottesdienst zu besuchen. Auch die Konfirmanden hatten ihre liebe Not zweimal in der Woche, diese 14 km zu. durchmessen, denn ein bequemer Omnibus oder Bahn fehlten n dieser Gegend. Darum beschlossen die beiden Dörfer 1935, sich selbst einen Betsaal zu bauen. Auf alle erdenkliche Weise wurde Geld gesammelt und mir ist noch lebhaft in Erinnerung, wie unser nun schon verewigter Vorstand Heinrich Petrich laufend unterwegs war um Mittel und Arbeitskräfte zu gewinnen. Nach vielen und harten Opfern stand das Haus und auch ein Kantor wurde bestellt Alles schien glücklich zu sein - bis zu jenen Ereignissen von 1945 - und davon will ich berichten.

In Verlassenheit und Öde lag nunmehr das Bethaus, von den Polen. total ausgeraubt: Im. Oktober 1945 beschlossen sie dann, danin eine Schule einzurichten. Nur notdürftig konnte der angerichtete Schaden behoben werden Was mich aber am meisten überraschte, war die Austreibung des bösen Geistes, die an einem Dezembersonntag stattfand. Was ich dort sah,i,st mir heute noch unverständlich. Ich selbst mußte den Wojt (Distriktsvorsteher) hinfahren ein anderer den katholischen Geistlichen. 

In dem Bethaus, wo fast zehn Jahre Sonntag für Sonntag Gottes Wort gepredigt wurde, tanzten und grölten die Polen. Sie tranken dort ausgiebig ihren Wodka, bis sie umfielen. In dieser Gesellschaft suchte auch der katholische Geistliche seinen Platz, und mit einem scheinbar glücklichen und zufriedenen lächeln sah er dem Treiben zu. Kurz vor seiner Heimfahrt hob er noch einmal die Hände und trieb den bösen Geist der wie er sagte, sich mit den Evangelischen dort eingenistet habe, aus. Danach floß weiter der Wodka, und die Pärchen, drehten sich im Takte einer Polka oder Oberek. Als ich später mal einige Polen fragte, ob sie an einen anderen Gott glaubten als wir, und warum sie einen Gott austreiben, um denselben wieder einzusetzen, wüßten sie keine Antwort. Sie erwachten erst aus ihrem Rausch, als es zu spät war und die kommunistische Herrschaft sich endgültig befestigt natte. 

                                                                                                                   Rudolf Petrich


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz