środa, 21 stycznia 2026

Niemcy pomagali partyzantom - Łódź - Litzmannstadt - Der Heimatbote - 12/1962

                                               Niemcy pomagali partyzantom

                                        „Czy moja siekiera jest już gotowa?”

Władze Łodzi świętowały 20. rocznicę powstania PPR. PPR, dosłownie: Polska Partia Robotnicza, to partia komunistyczna, która powstała w 1942 roku na terenie Łodzi. Jej członkowie, na czele z towarzyszem Ignacym Logą-Słowińskim, zobowiązali się wówczas do walki z faszystami i do dziś opowiadają o swoich bohaterskich czynach, które rozpoczęli w podziemiu. Żyją tym tak samo, jak uchodźcy swoimi doświadczeniami z czasów ucieczki i wysiedlenia. Bo „wspomnienie przetrwanych trudów jest przyjemne”. Można to spotkać wszędzie.

Ale w Łodzi było to bardzo trudne, uważa dziś sekretarz partii Marian Kuliński. „Wielu spośród tysięcy Niemców mieszkających w tym mieście obserwowało każdy krok Polaków. Ale jestem dumny, że praca w sabotażowych oddziałach, na froncie walki, nie poszła na marne. Najpiękniejszą opowieścią była dla mnie zawsze relacja z różnych akcji sabotażowych”. „ Niestety nie mogłem pozostać w kierownictwie „frontu”. Musiałem uciekać z Łodzi, ponieważ Niemcy mnie ścigali. Wyjechałem do Tomaszowa i pracowałem w fabryce tekstylnej. Tomaszów również od samego początku był dobrze „strzeżony” przez Niemców ... ”

Tajne spotkania partyzantów odbywały się w Łodzi przy Voglerweg 26 (uI. Admiralska 18 a), w mieszkaniu Stefana Grabowskiego. Miał on kuźnię przy Marysińskiej 13, która była pierwszym punktem kontaktowym. Kiedy ktoś przychodził i mówił: „Dzień dobry. Czy moja siekiera jest już gotowa?”, kowal Grabowski przyglądał się mu badawczo i odpowiadał: „Tak. Wszystko w porządku, towarzyszu, proszę wejść”. Było to hasło rozpoznawcze i znak, że powietrze jest „czyste”.

Na początku „grupy bojowe Frontu Ludowego” nie miały ani broni, ani materiałów wybuchowych, tylko niepohamowaną nienawiść do wszystkiego, co niemieckie, która rozpalana była już samym dźwiękiem słowa „Litzmannstadt”. W swoim domu kowal Grabowski posiadał wiele książek. To właśnie z niemieckiej encyklopedii Orgelbranda członkowie ruchu oporu znaleźli przepisy, dzięki którym mogli wytworzyć materiały wybuchowe, które następnie wykorzystano do produkcji granatów.

Z tej dzielnicy Łodzi pochodziła grupa młodzieżowa „Promienni”, która wyróżniała się w walce z Niemcami. Młodszy syn kowala Grabowskiego wraz z ośmioma bojownikami z tej grupy zginął pod Psarami. Niemcy pojmali go podczas potyczki i 11 maja powiesili na cmentarzu żydowskim w Łowiczu. Wcześniej, 30 kwietnia 1943 r. o godz. 2 w nocy, w domu jego ojca w Łodzi rozpoczęła się wielka rewizja. Kowal Grabowski był jednak tak sprytny, że Niemcy nie znaleźli u niego ani broni, ani tajnych dokumentów. Wiedzieli jednak, że był głównym wrogiem i zabrali go do więzienia przy ul. Sterlinga. Nie wydał żadnego ze swoich licznych towarzyszy i ostatecznie zginął w obozie koncentracyjnym Mauthausen.

Interesuje nas fakt, że Niemcy znacznie pomagali partyzantom. Żona wspomnianego kowala opowiada: „Niemcy bardzo nam pomagali. Nasze radio zanieśliśmy do Niemca o nazwisku Hugo Grieschke. Nasi ludzie chodzili do niego i słuchali (zakazanych) zagranicznych audycji. To właśnie z nich czerpali informacje do tajnych "gazet”. Papier do gazet partyzanci otrzymywali od siostrzenicy kowala, która pracowała w niemieckiej papierni przy ulicy Piotrkowskiej 90. Także powielacz, bez którego podziemna propaganda byłaby prawie niemożliwa?

Zajmował się tym Niemiec Adolf Tebus, obecnie mieszkający w strefie. Nosił mundur NSDAP (!) i kupił urządzenie na podstawie prawdziwej „karty zaopatrzeniowej”. Tramwajem przewiózł je do partyzantów na przedmieściach Łodzi, do Marysina. Ci ostatni wydali później tajną gazetę „Głos Łodzi” w nakładzie 2000 egzemplarzy, które były rozprowadzane w sposób niepozorny, tak że niemieccy strażnicy nic nie zauważyli... Jeden z kolporterów mieszkał przy Deutschlandplatz (Plac Wolności)... Tak, w niemieckim Litzmannstadt działo się wiele rzeczy...


Ignacy Loga-Sowiński – polski komunistyczny działacz związkowy i polityk. Członek Biura Politycznego KC PZPR, poseł do Krajowej Rady Narodowej, na Sejm Ustawodawczy oraz Sejm PRL II, III, IV i V kadencji, członek i zastępca przewodniczącego Rady Państwa. Ambasador PRL w Turcji. Budowniczy Polski Ludowej. Wikipedia

                                        Deutsche halfen Partisanen

                                      "Ist meine Axt schon fertig?"

Das amtliche Lodz feierte den 20. Jahrestag der Entstehung der PPR. Die PPR, wörtlich: Polska Partia Robotnicza, ist eine kommunistische Partei, die im Jahre 1942 im Lodzer Gebiet ins Leben gerufen wurde. Ihre Mitglieder, an der Spitze Genosse Ignacy Loga-Slowinski, verschworen sich damals zum Kampf gegen die Faschisten und erzählen noch heute von den im Untergrund began genen Heldentaten. Sie leben davon wie die Flüchtlinge von ihren Erlebnissen während der Flucht und Vertreibung. Denn "die Erinnerung an überstandene Mühsale ist angenehm " Man findet das überall.

Aber in Lodz war es sehr schwer, meint Parteisekretär Marian Kulinski heute. "Viele der Tausende von Deutschen, die in dieser Stadt wohnten, beobachteten jeden Schritt der Polen. Aber ich bin stolz, daß die Arbeit in den Sabotage-Aussmüssen, in der Kampf-Front" nicht umsonst war. Ich hörte als die schönste Erzählung immer den Bericht von den verschiedenen Sabotageaktionen. " Weiter sagte er: "Leider konnte im in der Leitung der "Front" nicht bleiben. Ich mußte aus Lodz flüchten, denn die Deutschen waren hinter mir her. Begab mich nach Tomaschow, arbeitete in der Textilfabrik. Auch Tomaschow war gleich von Anfang an von den Deutschen gut "bewacht" ... "

Die geheimen Zusammenkünfte der Partisanen fanden in Litzmannstadt im Voglerweg 26 (uI. Admiralska 18 a) statt, in der Wohnung eines Stefan Grabowski. Der hatte in der Marysinska 13 eine Schmiede, die der erste Kontaktpunkt war. Kam hier einer und sprach: "Guten Tag. Ist meine Axt schon fertig?, dann sah ihn der Schmied Grabowski prüfend an und sagte: "Ja. Alles ist in Ordnung, Genosse komm herein". Es war das Erkennungswort und auch Zeichen, daß die Luft "sauber" sei.

Am Anfang hatten die "Kampfgruppen der Volksfront" weder Waffen noch Sprengmaterial, nur den unbändigen Haß gegen alles Deutsche, der schon beim Klang des Wortes "Litzmannstadt" aufloderte. Dom Schmied Grabowski besaß viele Bücher. Ausgerechnet aus der deutschen Enzyklopädie Orgelbrands ersahen die Widerständler die Rezepte, mit deren Hilfe sie Sprengmaterial herstellen konnten, das dann zu Granaten verwendet wurde.

Aus diesem Lodzer Viertel kamen aum die ,Strahlenden" (Promienisci), eine Jugendgruppe, die sich gegen die Deutschen hervortat. Der jüngere Sohn von Schmied Grabowski wurde zusammen mit 8 Kämpfern der Gruppe bei Psary getötet. Das heißt, die Deutschen schnappten ihn nam, dem Scharmützel und hängten ihn am 11. Mai auf dem jüdischen Friedhof zu Lowitsch auf. Bei seinem Vater in Lodz hatte vorher, am 30. 4. 1943, nachts 2 Uhr, die große Haussuchung begonnen. Schmied Grabowski war aber ein solcher Fuchs, daß die Deutschen weder Waffen noch geheime Schriften bei ihm finden konnten. Sie wußten jedoch, daß er ein Hauptfeind war und nahmen ihn ins Gefängnis ul.Sterlinga mit. Er verriet keinen der vielen mit ihm bekannten Genossen und starb schließlich im KZ Mauthausen.

Uns interessiert, daß eigene Deutsche den Partisanen wesentlich geholfen haben. So erzählt die Frau des erwähnten Smmiedes: "Viel haben uns die Deutschen geholfen. Unser Radio brachten wir zu einem Deutschen, der Hugo Grieschke hieß. Unsere gingen dann zu ihm hin und hörten die (verbotenen) ausländischen Sendungen. Gerade aus diesen schöpften sie die Nachrichten für die Geheimblätter." Das Papier für die Blätter bekamen die Partisanen von der Nichte des Schmiedes, die in einem deutschen Papiergeschäft in der Petrikauer 90 beschäftigt war. Und den Vervielfältiger selbst, ohne den die unterirdische Propaganda kaum möglich war?

Den besorgte der Deutsche Adolf Tebus, heute in der Zone lebend. Er trug die Uniform der NSDAP (!) und kaufte den Apparat auf einen regelrechten "Bezugschein" . Mit der Straßenbahn, brachte er ihn in den Lodzer Vorort Marysin zu den Partisanen. Die stellten später den geheimen "Glos Lodzi" mit einer Auflage von 2000 Exemplaren her, die unauffällig vertrieben wurden, so daß die deutschen Wachtmeister nichts merkten ... Ein Kolporteur wohnte am Deutschlandplatz (Plac Wolnosci) ... Ja, im deutschen Litzmannstadt geschahen so manche Dinge ...

Ignacy Loga-Sowiński – polnischer kommunistischer Gewerkschaftsaktivist und Politiker. Mitglied des Politbüros der Polnischen Vereinigten Arbeiterpartei (PZPR), Abgeordneter des Nationalen Rates, des Gesetzgebenden Sejm und des Sejm der Volksrepublik Polen der II., III., IV. und V. Legislaturperiode, Mitglied und stellvertretender Vorsitzender des Staatsrates. Botschafter der Volksrepublik Polen in der Türkei. Erbauer des Volkspolens. Wikipedia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz