czwartek, 22 stycznia 2026

Nagroda za humanitaryzm - Oskar Welk - Łódź - Więzienie - Der Heimatbote - 10/1964

 

                                                   Nagroda za humanitaryzm

Humanitaryzm się opłaca. Tak jak traktujesz innych, tak samo będą traktować ciebie. Wielu doświadczyło tego w czasie wojny i po jej zakończeniu. Oto jedna z historii.

Mieszkałem w Łodzi przy linii autobusowej, gdzie mieliśmy własny dom. Do 1940 roku mieszkały w nim prawie wyłącznie rodziny żydowskie. Następnie nastąpiła przesiedlenie wszystkich Żydów do niesławnego getta w Litzmannstadt, a mieszkania w naszym domu prawie całkowicie opustoszały. Zostały one pozostawione w stanie zaniedbanym i zniszczonym. W międzyczasie Niemcy z Rzeszy, którzy przybyli do Litzmannstadt, podobnie jak Niemcy przesiedleni tutaj z krajów bałtyckich, Białegostoku, Galicji itp. szukali mieszkań. Niektórzy wprowadzili się do dawnych mieszkań żydowskich, inni odrzucili je z powodu zaniedbania.

W naszym domu przez dłuższy czas stały puste pokoje, w których wcześniej mieszkali Żydzi, ponieważ żaden Niemiec nie chciał ich wynająć. W końcu znalazła się biedna polska rodzina bednarzy, która chciała wynająć te pokoje i sama je wyremontować. Zgodziłem się, a liczna rodzina wprowadziła się z radością. Niewysoki czynsz był zawsze płacony punktualnie i żyliśmy z tymi ludźmi w najpiękniejszej zgodzie, nawet gdy w 1943 roku zostałem powołany do Wehrmachtu, a moja żona przejęła zarządzanie domem.

Rodzina bednarzy miała dorosłego syna, którego urząd pracy w Litzmannstadt wysłał do pracy w Starej Rzeszy. Chłopak nie mógł jednak znieść przymusowego wysłania, zwłaszcza że tęsknił za narzeczoną, która pozostała w Litzmannstadt, i potajemnie wrócił do L. Wkrótce jednak gestapo dowiedziało się o tym i aresztowało chłopca. Został przewieziony do Radegast i osadzony w więzieniu, w którym oprócz Polaków przebywało również kilku niemieckich więźniów. Niedługo potem samoloty zrzuciły na więzienie bomby zapalające, rzekomo rosyjskie, i ściśle strzeżony budynek stanął w płomieniach. Nieczynna fabryka z wieloma więźniami została strawiona przez płomienie i nikt nie przeżył, również Polak, który trafił tam 4 dni wcześniej, zginął w okropnych męczarniach. Kilka dni później, 19 stycznia 1945 r., wojska rosyjskie wkroczyły do Łodzi i ślepa wściekłość mogła wyładować się na Niemcach, którzy nie uciekli.

W naszej okolicy nienawiść i pragnienie zemsty wobec Niemców, którzy spowodowali tak straszną śmierć syna rodziny Böttcherów, były niezmierzone. Moja żona wraz z czwórką małych dzieci pozostała w tym domu i była zdana na łaskę Polaków. Mścili się oni na wielu pozostałych bezbronnych niemieckich rodzinach. Wtedy przelano wiele niewinnej krwi. Nie tak jednak postąpiła dotknięta wielkim cierpieniem biedna rodzina w naszym domu.

W 1945 roku trafiłem w ręce Polaków i jako więzień i internowany zostałem przewieziony do Łodzi i osadzony w więzieniu przy ulicy Kraszewskiego 1-5. Początkowo przebywali tam wyłącznie więźniowie niemieccy, ale z biegiem czasu, gdy więzienia stawały się coraz bardziej przepełnione, dołączyli do nich również przedstawiciele innych narodowości. Zostałem oskarżony o przynależność do SA i skazany przez ówczesny Sąd Specjalny dla Niemców (Specjalny Sąd Karny) na 3 lata więzienia.

Ten sąd specjalny został utworzony przez Polaków już w 1944 roku, kiedy ponownie rozpoczęli rządy z Lublina. Zgodnie z paragrafami 1 i 2 nieludzkiego dekretu skazywano niemieckich oskarżonych. § 1 przewidywał karę śmierci, § 2 kary więzienia od 3 do 15 lat. Nie było niższych wymiarów kary. 17 listopada 1946 r. ustawa reżimu lubelskiego z 22 lipca 1944 r. straciła moc. Od tego dnia przynależność do SA w czasie wojny nie była już przestępstwem, oczywiście bez udowodnionej winy.

Wśród nas, więźniów, rozeszła się wiadomość, że karę można zmniejszyć, jeśli udowodni się, że ma się nienaganną opinię i nie ma żadnych wpisów w rejestrze. Kiedy odbyłem dwie trzecie kary, złożyłem odpowiedni wniosek. Wniosek ten przeszedł przez różne instancje i ostatecznie trafił do komisariatu policji mojej dawnej dzielnicy. Polscy sąsiedzi mieli zeznawać na temat mojego postępowania w czasie niemieckiej okupacji. Przesłuchano przede wszystkim rodzinę Böttcherów, ponieważ milicja miała nadzieję znaleźć u tej rodziny wystarczającą nienawiść i oskarżenia wobec mnie.

Ale oto rodzina Böttcherów wystawiła mi tak dobrą opinię, że nawet komendant milicji więziennej był zdumiony i powiedział do mnie, kiedy otrzymał zaświadczenie z komisariatu policji: „Jakże piękne jest to, gdy człowiek ma czyste sumienie i pomimo dokładnego zbadania jego przeszłości nie można mu nic zarzucić. Wtedy nie ma dla niego znaczenia, jak ciężkie mogą być ciosy losu”. Nauczyłem się doceniać tę biedną, okrutnie dotkniętą przez los rodzinę Böttcherów, pomimo ówczesnych antagonizmów między Niemcami a Polakami. Wśród nienawistnych Polaków spotkałem więc również ludzi o wielkiej szlachetności, wielkiej dobroci serca i czystym sumieniu.

                                                                                                                             Oskar Welk


                                          Lohn der Menschlichkeit

Menschlichkeit zahlt sich aus. Wie man dem anderen begegnet, wird einem auch begegnet werden. Viele haben es in der Kriegs- und Nachkriegszeit erfahren nach. folgend eine Geschichte. 

Ich wohnte in Lodz an der Buschlinie, wo wir ein eigenes Haus besaßen. Es wurde bis zum Jahre 1940 fast nur von jüdischen Familien.bewohnt. Dann. kam die Umsiedlung aller Juden in das berüchtigte Litzmannstadter Getto, und die Wohnungen in unserem Hause wurden fast leer. Sie wurden in einem verwahrlosten und verkommenen Zustand zurückgelassen. Inzwischen suchten die in Litzmannstadt eingetroffenen Reichsdeutschen wie die auch hierher umgesiedelten Deutschen aus dem

Baltikum, Bialystok, Galizien usw. Wohnungen. Manche zogen in eine ehemals Jüdische Wohnung ein, andere verschmähten eine solche wegen der Verwahrlosung.

In unserem Hause standen auch längere Zeit vordem von Juden bewohnte Räume leer, weil kein Deutscher sie haben wollte. Schließlich fand sich eine arme polnische Böttcherfamilie, die diese Räume mieten und selbst instandsetzen wollte. Ich willigte ein, und die kinderreiche Familie zog beglückt ein. Der nicht hohe Mietzins wurde immer pünktlich entrichtet und wir lebten mit diesen Leutchen in schönstem Frieden auch als ich 1943 zur Wehrmacht eingezogen wurde und meine Frau die Verwaltung des Hauses übernahm.

Die Böttcherfamilie hatte einen erwachsenen Sohn den das Litzmannstädter Arbeitsamt nach dem Altreich zur Arbeit verschickte. Der Junge konnte es aber in der Zwangsverschickung nicht aushalten, zumal ihn die Sehnsucht nach der in Litzmannstadt zurückgebliebenen Braut erfüllte, und er kehrte mit äußersier Heimlichkeit nach L. zurück. Davon aber bekam die Gestapo in kurzer Zeit Nachricht und verhaftete den Burschen. Er wurde. nach Radegast gebracht und in. dem Gefängnis festgesetzt, in dem neben polnischen auch einige deutsche Häftlinge saßen. Kurze Zeit darauf warfen Flugzeuge Brandbomben auf das Gefängnis, angeblich russische, und das streng bewachte Gebaude geriet in Brand. Die stillgelegte Fabrik mit den vielen Insassen wurde ein Raub der Flammen und es kam niemand mit dem Leben davon, auch der vor 4 Tagen eingelieferte Pole ging elend zugrunde. Einige Tage später, am 19. Januar 1945, zogen die russischen Truppen in Lodz ein und blinde Wut konnte sich gegen nicht geflüchtete Deutsche austoben.

In unserer Gegend waren Haß und Rachegefühle gegen die Deutschen, die den Sohn der. Böttcherfamilie in solch einen größlichen Tod lagten, unermeßlich. Meine Frau mit Ihren vier kleinen Kindern war in diesem Hause zurückgeblieben und der Willkür der Polen ausgeliefert. Sie rächten sich an den vielen zurückgebliebenen wehrlosen deutschen Familien. Es ist damals sehr viel unschuldiges Blut vergossen worden. Nicht so aber handelte die von großem Leid betroffene arme Familie in unserem Hause.

Ich geriet 1945 in polnische Hände und wurde als Gefangener und Internierter nach Lodz gebracht und in das Gefängnis an der Kraszewskiego 1-5 eingeliefert. Dort waren anfangs nur deutsche Häftlinge untergebracht; im Laufe der Zeit als die Gefängnisse immer voller wurden, kamen auch Vertreter anderer Nationalitäten hinzu. Ich wurde der Zugehörigkeit zur SA beschuldigt und vom damaligen Sondergericht für Deutsche (Specjalny Sad Karny) zu 3 Jahren Zuchthaus verurteilt.

Dieses Sondergericht hatten die Polen gleich 1944 geschaffen als sie von Lublin aus wieder mit dem Regieren begannen. Gemäß den Paragraphen 1 und 2 eines unmenschlichen Dekrets wurden deutsche Angeklagte verurteilt. § 1 sah die Todesstrafe vor, § 2 Zuchthausstrafen von 3 bis 15 Jahren. Ein niedrigeres Strafmaß gab es nicht. Am 17. 11. 1946 trat dieses Gesetz des Lubliner Regimes vom 22. Juli 1944 außer Kraft. Von diesem Tage an war die Zugehörigkeit zur SA während des Krieges nicht mehr ein Verbrechen, natürlich ohne nachgewiesenes Verschulden.

Unter uns Strafgefangenen wurde bekannt, daß einem Häftling die Strafe ermäßigt werde, wenn er nachweise, daß sein Leumundszeugnis einwandfrei sei und im Register kein Vermerk vorhanden ist. Als ich zwei Drittel meiner Strafe abgebüßt hotte, reichte ich ein entsprechendes Gesuch ein. Dieses Gesuch durchlief verschiedene Instanzen und landete endlich im Polizeirevier meines ehemaligen Bezirks. Polnische Nachbarn sollten über mein Verholten während der deutschen Besatzungszeit aussagen. Vor allem wurde die Böttcherfamilie ausgefragt, denn die Miliz hoffte bei dieser Familie genügend Haß und Anklage gegen mich zu finden.

Doch siehe da, die Böttcherfamilie stellte mir einen solch guten leumund aus, daß selbst der Milizkommandant des Gefängnisses staunte und zu mir sagte, als er das Führungszeugnis des Polizeireviers los: "Wie schön ist es doch, wenn ein Mensch ein sauberes Gewissen hat, daß ihm trotz gründlicher Nachprüfung seiner Vergangenheit nicht das Geringste nachgesagt werden kann. Es kann ihm dann alles egal sein, wie hart auch seine Schicksalsschläge sein mögen." Diese arme, vom Schicksal grausam heimgesuchte Böttcherfamilie lernte ich schätzen trotz der damaligen Gegensätze zwischen Deutschen und Polen. Ich begegnete also unter den haßerfüllten Polen auch Menschen von großem Edelmut, großer Herzensgüte und rnit sauberem Gewissen. 

                                                                                                                         Oskar Welk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz