środa, 31 grudnia 2025

Marta Kołaczkowska - Bochenek - Wspomnienie

 

                                                          WSPOMNIENIE

Dzisiaj mija rok od śmierci naszej Przyjaciółki Marty Kołaczkowskiej – Bochenek. Zmarła 31 grudnia 2024 roku w jednym ze szpitali w Hanowerze. Martę poznaliśmy dzięki hobby jej męża Andrzeja na jednym ze związkowych jezior w okolicach Hanoweru na początku lat 90-tych. Wędkarstwo połączyło nasze rodziny, trudno zliczyć wyjazdy, noce spędzone nad wodą. Także spotkania w naszych domach.

Zarówno Marta jak i Andrzej starali nie wspominać ostatnich lat przed wyjazdem na obczyznę. Marta była aktywną primabaleriną Opery Narodowej, Andrzej w TVP prowadził swój cykliczny program. Stan Wojenny zmienił wszystko w ich życiu. Andrzej odmówił założenia wojskowego munduru i występu w nim na ekranach. Reżim Jaruzelskiego wygnał Andrzeja do Katowic, zabierając mu jego stałe programy. Również Marta odczuła grozę degradacji. Decyzja o emigracji nie była łatwa, jednak konieczna. Otrzymali bilety w jedną stronę. Jako nieliczni otrzymali azyl w RFN. Zamieszkali w uroczym zakątku na obrzeżach Hanoweru – Benthe. Andrzej mimo podeszłego wieku został cenionym programistą komputerowym, Marta uczyła przez długie lata w szkole baletowej w Padeborn. Co roku odbywały się na scenie miejscowego teatru przedstawienia jej uczniów. Mieliśmy szczęście i przyjemność być zaproszeni na jeden z tych spektakli.

Nasz powrót do Polski wiązał się z rozstaniem. Jednak nie zapominali o nas, na każde święta wysyłali do nas piękne karty świąteczne. Często dzwoniliśmy do siebie, zapraszając ich do naszego domu w Bukowcu.

Brak czasu i wizyty w Warszawie u mamy Andrzeja, Heleny Kołaczkowskiej nie pozwalały na spotkania. Mama Helena zmarła w 2018 roku w wieku 102 lat. Jako ciekawostkę podam, że była autorką tekstu słynnej warszawskiej piosenki o odbudowie zniszczonej Stolicy „Na prawo most, na lewo most”, wielkiego przeboju śpiewanego również przez Alinę Janowską i Irenę Santor. Była autorką tekstów kilkunastu znanych piosenek.

Krótkie wizyty w Warszawie dzielili również na spotkania z rodziną Daniela Olbrychskiego.








Jednak doczekaliśmy się kilku wizyt naszych Przyjaciół w Bukowcu. Był to miło spędzony czas przy wspaniałym hiszpańskim winie przywiezionym przez naszych Przyjaciół i wspominkach minionych lat.

Już wtedy Andrzej walczył z nieuleczalną chorobą, niestety 5 października 2020 roku zmarł w Hanowerze. Jego pożegnanie odbyło się w Warszawie, spoczął na cmentarzu Wólce Węglowej. Miałem szczęście wspomnieć przy jego urnie o naszych latach przyjaźni, po wcześniejszej mowie pożegnalnej Daniela Olbrychskiego.

Marta odwiedziła nas w miesiąc po pogrzebie Andrzeja, spędzony wspólnie tydzień pozostanie na zawsze w naszej pamięci. Mieliśmy dalekosiężne plany…, niestety szybko postępująca choroba zniweczyła nasze marzenia. Martusia odeszła 31 grudnia w wieku 84 lat. Jej pogrzeb odbył się 5 września w Warszawie, na cmentarzu Komunalnym Północnym. 

Ps. Byli oni teściami zmarłej w tym roku Joasi Kołaczkowskiej - Kabaret Hrabi..

Owocem jej ostatniej u nas wizyty była jej dedykacja w przepięknym albumie Zofii Nasierowskiej i Agnieszki Osieckiej "Fotonostalgia" - znani i lubiani w obrazie i anegdocie w którym na stronach 26-27 są piękne zdjęcia Marty i jej charakterystyka:

Kochani!

Elu i Andrzeju...

Życie nas zbliżyło przez ryby, a mój znak Zodiaku to RYBY.

Chyba Przeznaczenie chciało coś przez to powiedzieć...

Dzięki Wam za to, że byliście ze mną w najtrudniejszym okresie i czasie mojego życia!

Teraz została mi już tylko miłość do tańca.

Kochajcie się, to NAJWAŻNIEJSZE. On by WAM to samo powiedział.

                                                                                                   Wasza Marta

10 lipca - miesiąc PO... 2021

 


 

Martusia i Andrzejek na zawsze pozostaną w naszej pamięci!

Ps. Byli oni teściami zmarłej Joasi Kołaczkowskiej.

Krótka wzmianka o Andrzeju:

Andrzej Kołaczkowski - Bochenek urodził się 10 czerwca 1940 roku w Warszawie. Był absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, zakończył studia z dyplomem magistra socjologii, mieszkając w RFN był aktywnym dziennikarzem i podróżnikiem. Swoje teksty publicystyczne zamieszał na łamach niezależnego portalu dziennikarskiego im. Stefana Bratkowskiego. Był autorem 3 książek poświęconych pielgrzymkom do Santiago de Compostela: "Nie idź tam człowieku!", "Santiago de Compostela" i "Santiago de Compostela" - poradnik pielgrzyma. Po 50 latach twardego ateizmu podczas swojej podróży do Santiago de Compostela zmienił radykalnie swoje spojrzenie na wiarę.  



Marta Bochenek przemknęła przez scenę Teatru Wielkiego jak frenetyczna błyskawica. Pamiętam jak środowisko baletowe ogłosiło sensację, jaką było pojawienie się Marty Bochenek, i z jakim uczuciem podniecenia szło się na "Don Kichota", żeby obejrzeć ją w roli Mercedes. To były czasy, kiedy pisano też o wybitnych artystach i dziełach solidnie, długachne recenzje. Kiedy przyszła tedy premiera "Pożądania" Bacewiczówny - gdzie Marta Bochenek grała rolę Śmierci - czcionki aż wypuczały się od zachwytów. Marta Bochenek jednak , z wielkim fasonem, wcześnie wycofała się z zawodu, zabrała się z powodzeniem za choreografię, a później przeniosła się do Niemiec, gdzie wykłada, pracuje, ma dom i .świetnie jej się dzieje. Mimo to koledzy dobrze o niej mówią.

Informacje o Marcie:

Post Ogólnokształcąca Szkoła Baletowa im. Olgi Sławskiej-Lipczyńskiej w Poznaniu

Dotarła do nas smutna wiadomość... 31 grudnia 2024 roku zmarła Marta Bochenek - tancerka i choreografka, absolwentka poznańskiej szkoły baletowej (1960), której kariera rozwinęła się w Warszawie: najpierw w zespole baletowym Opery Warszawskiej, później Teatru Wielkiego, gdzie debiutowała w 1961 w roli Batyldy w balecie "Giselle". Na scenie warszawskiej występowała m.in. w: "Kamiennym kwiecie", "Świteziance", "Zaczarowanej oberży", "Święcie wiosny" Rodriguesa/ Strawińskiego, "Don Kichocie", "Jeziorze łabędzim", "Oczekiwaniu", "Ad hominem", "Panu Twardowskim", "Harnasiach", "Kopciuszku", "Romeo i Julii", "Pożądaniu". W 1970 zadebiutowała jako choreografka, tworząc sceny taneczne do opery kameralnej "Julia i Romeo" do muzyki Bernadetty Matuszczak z Ewą Głowacką i Ryszardem Węgrzynkiem w tytułowych rolach. Kolejnym opusem choreograficznym były "Metafrazy" do muzyki Jerzego Maksymiuka (1971). Później Marta Bochenek przygotowała jeszcze dla zespołu warszawskiego w 1975 roku "Etiudy baletowe" do muzyki Komedy, "Swinging music" Serockiego, "Capriccio" i "Kwartet smyczkowy" Pendereckiego. W 1982 roku opracowała choreografię do opery kameralnej Henryka Czyża "Inge Bartsch". Była choreografką w zespole Jeunnesses Musicales. Współpracowała jako choreografka z Telewizją Polską, przygotowując choreografię do spektakli telewizyjnych: "Bliźniak" w reżyserii Lecha Wojciechowskiego (1975) i "Lizystrata" w reżyserii Antoniego Halora (1978) oraz filmów: "Palace Hotel" w reżyserii Ewy Kruk (1977) i "Akademia Pana Kleksa" w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego (1983).
Fotografia: Marta Bochenek, fot. Edward Hartwig, "Livietta i Tracollo" Pergolesiego, 1971. Archiwum Teatru Wielkiego -Opery Narodowej w Warszawie.
Informacja ze strony fb Joanna Sibilska
Żegnamy naszą absolwentkę RIP.🖤

ZAIKS.org:
MARTA BOCHENEK

Primabalerina, choreografka, pedagog, do sekcji H naszego Stowarzyszenia przystąpiła w 1971 roku, rekomendowana przez wybitnych polskich tancerzy – Witolda Grucę i Zdzisława Nardellego. Zmarła w wieku 84 lat.

Warszawianka, przed ukończeniem średniej szkoły baletowej w Poznaniu pracowała przez kilka miesięcy w tamtejszym Polskim Zespole Tańca. W marcu 1961 została zaangażowana do Opery Warszawskiej (później: zespół Teatru Wielkiego Opery i Baletu), gdzie przez wiele lat stworzyła pamiętne role w spektaklach takich jak Giselle, Pan Twardowski, Świtezianka, Jezioro łabędzie, Romeo i Julia, Harnasie, Kopciuszek, Święto wiosny… W 1968 roku założyła Warszawską Grupę Baletową Jeunesses Musicales (zwróciła uwagę krytyków choreografią do Musica sinfonica in tre movienti Grażyny Bacewicz). Do opowieści o Romeo i Julii wróciła w 1970, gdy Bernadetta Matuszczak poświęciła bohaterom kameralną operę – Bochenek przygotowała wszystkie układy taneczne. Kolejne jej znaczące choreografie to kompozycje Henryka Czyża, Krzysztofa Komedy, Jerzego Maksymiuka, Krzysztofa Pendereckiego, Kazimierza Serockiego, by wymienić tylko kilku. Peer Gynt, wystawiony w Operze Śląskiej w Bytomiu, gdzie w latach 1978-1981 kierowała zespołem baletu, przyniósł jej nagrodę „Złotej Maski” – jedyne wyróżnienie, jakiego się doczekała. Marta Bochenek współpracowała również z TVP, realizując choreografie do spektakli Teatru Telewizji, recitali i programów rozrywkowych, oraz z filmem – jej autorstwa są sceny taneczne w Akademii pana Kleksa Krzysztofa Gradowskiego czy w Palace Hotel Ewy Kruk.

„Pozostawiła po sobie nie tylko piękno w tanecznej ekspresji, ale także wzór zaangażowania i pasji, które inspirowały kolejne pokolenia artystów” – żegnał ją zespół Opery Śląskiej.

taniecPOLSKA:

Marta Bochenek – tancerka i choreografka, przez lata związana z Teatrem Wielkim – Operą Narodową w Warszawie.

W 1960 roku ukończyła Państwową Średnią Szkołę Baletową w Poznaniu.

Następnie podjęła pracę w zespole baletowym Państwowej Opery w Warszawie (od 1962 roku – Teatru Wielkiego w Warszawie).

W latach 1961–1973 występowała w takich spektaklach jak: Giselle (Batylda), Kamienny kwiat (Drogi kamień), Świtezianka (Dziewczyna), Zaczarowana oberża, Święto wiosny (Dziewczyna), Syn marnotrawny (Dziewczyna), Trójkątny kapelusz (Dziewczyna), Temat z wariacjami (Cztery Temperamenty) (Dziewczyna), Don Kichot (Mercedes, Driada), Jezioro łabędzie (Łabędź), Oczekiwanie (Pani), Ad hominem (Dziewczyna A, solistka), Halka (solowa partia baletowa), Orfeusz (Furia), Pan Twardowski (Czarna kotka, Czarownica, Panna, Karczmarka), Harnasie (Siostra Pana Młodego), Kopciuszek (Macocha), Romeo i Julia (w Tarantelli), Pożądanie (Śmierć).

Współpracowała z Warszawską Grupą Baletową, działającą w ramach polskiej sekcji międzynarodowej organizacji młodzieży muzycznej Jeunesses Musicales. W 1969 roku zwróciła na siebie uwagę choreografią do utworu Grażyny Bacewicz Musica sinfonica in tre movimenti.

W 1970 roku stworzyła układy taneczne do opery kameralnej Julia i Romeo do muzyki Bernadetty Matuszczak. W kolejnych latach opracowała choreografie do takich kompozycji jak: Metafrazy Jerzego Maksymiuka (1971), Etiudy baletowe Krzysztofa Komedy (1975), Swinging music Kazimierza Serockiego (1975) oraz Capriccio (1975) i Kwartet smyczkowy (1975) Krzysztofa Pendereckiego. Jest też autorką choreografii do opery kameralnej Henryka Czyża Inge Bartsch (1982).

Po zakończeniu pracy w Teatrze Wielkim w Warszawie kierowała baletem Centralnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego (1973–1974). W 1978 roku objęła kierownictwo zespołu baletowego Opery Śląskiej. W latach 80. po odejściu z Opery Śląskiej, pracowała w  teatrach dramatycznych i kontynuowała współpracę z telewizją.

Stworzyła także choreografie do oper, takich jak Król Roger (Opera Wrocławska, 1982) i Traviata (Teatr Wielki w Poznaniu, 1983).

Jej dorobek twórczy obejmuje choreografie w przedstawieniach Teatru Telewizji, m.in. Bliźniak Zdzisława Gozdawy i Wacława Stępnia w reżyserii Lecha Wojciechowskiego (1975) oraz Lizystrata w reżyserii Antoniego Halora (1978). Stworzyła również sceny taneczne do filmów Palace Hotel (1977) i Akademia Pana Kleksa (1983).

W 1979 roku w Katowicach otrzymała „Złotą Maskę” w plebiscycie „Wieczoru”.

W stanie wojennym wyjechała do Niemiec, gdzie pozostała aktywna jako pedagożka tańca.

Zmarła 31 grudnia 2024 roku.








sobota, 27 grudnia 2025

Powrót do Brzezin - Der Heimatbote - 3/1971

                                         Prawo i niesprawiedliwość 1945

                                          – Powrót pieszo do Brzezin –

Po upadku w kwietniu 1945 r. wróciłem pieszo z Luckau w Łużycach do Brzezin. Nie potrafię opisać szczegółowo, jak straszny los spotkał mnie wtedy. Zostałem brutalnie pobity przez polskich milicjantów, a także cywilów.

 Miałem przyznać się, ilu Polaków i Rosjan zamordowałem lub zabiłem podczas okupacji hitlerowskiej. Nie mogłem już mówić, tak bardzo spuchła mi szczęka, a kilka kości (żeber) było złamanych. Po ustaleniu miejsca pobytu kilku Niemców zostałem również przesłuchany przez śledczego Wacława Pakułę, który przez sześć godzin mnie bił. Byłem naprawdę bardziej martwy niż żywy i w nieznośnym bólu i agonii wyciągnąłem ręce i powiedziałem po polsku: „Moje ręce są czyste jak kryształ! Byłem ofiarą reżimu hitlerowskiego i prawie umarłem z głodu w jego lochach”. Rzeczywiście, 23 kwietnia 1945 r., kiedy Rosjanie wyzwolili nas z hitlerowskich lochów, ważyłem tylko 92 funty. Moja normalna waga wynosi około 170 funtów.

Jeszcze tylko krótko o losie niektórych Niemców z Brzezin. Mistrz kowalski Emil Steigert wraz z Emilem Probkiem zostali zastrzeleni przez Rosjan w 1945 roku w Paprotni*. Ciała leżały tam na łące przez długi czas, zanim zostały zakopane w ziemi. Emil Steigert miał przy sobie podobno dużo pieniędzy. Rosjanie powiedzieli: „Ach, kapitalista”. Polak Teo Halka, do którego domu obaj wbiegli, wydał ich wkraczającym Rosjanom. Rodzina Halka poprosiła panią Steigert o pochowanie tych dwóch „tłustych Szwabów”, ale pani St. odmówiła wykonania tej prośby. Ciała pozostały na miejscu.

Ciekawe jest jeszcze postępowanie sądowe przed łódzkim „Sądem Okręgowym” w 1945 roku. Johann Probek, imiennik wspomnianego wcześniej Emila Probka, został oskarżony o udział w zamordowaniu Polaka Józefa Budkiewicza. We wrześniu 1939 r. Budkiewicz odłączył konia od pługa Niemca Johanna Probka i zaprzęgł go do własnego wozu, aby uciec przed wojskami niemieckimi do Rawy Mazowieckiej lub Warszawy. Po zwycięstwie Wehrmachtu i utworzeniu Warthegau Johann Probek pozwał Budkiewicza za kradzież konia, a niemiecki sąd specjalny nie zwlekał długo i natychmiast skazał B. jako „Polaka” na śmierć. Został on stracony, a w 1945 r. strona polska również skazała Johanna Probka na karę śmierci. Jednak stał się cud: Probek został uniewinniony! Wszyscy jego polscy najemcy i znajomi wystawili mu bowiem dobre referencje. Probek trafił jedynie do obozu Sikawa i był traktowany tak samo jak wszyscy inni Niemcy. Ta sprawa była promykiem nadziei w tamtych czasach.

                                                                                                             Theo Zerbe, dawniej Brzeziny

* - Paprotnia – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie brzezińskim, w gminie Brzeziny. W latach 1975–1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa skierniewickiego. Przez wieś przebiega droga krajowa nr 72. Miejscowość włączona jest do sieci komunikacji autobusowej MPK Łódź: linia 53. Wikipedia

Ich bin während des Zusammenbruchs im April 1945 von Luckau in der Lausitz nach Brzeziny zu Fuß zurückgewandert. Ich kann es Ihnen nicht im einzelnen schildern, welch grauenhaften: Schlcksal ich seinerzeit in die Hände gelaufen bin. Unglaublich brutal wurde ich von den polnischen Milizionären und auch Zivilisten geschlagen. Ich sollte gestehen wieviel Polen und Russen ich während der Hitler -Okkupation ermordet bzw. erschlagen habe. Ich konnte nicht mehr sprechen, so war schon mein Unterkiefer angeschwollen, so waren schon einige Knochen (Rippen) gebrochen. Nach dem Verbleib mehrerer Deutscher wurde ich auch von dem Herrn Untersuchungsbeamten Waclaw Pakula unter sechsstündigen Schlägen. befragt. Ich bin wahrhaftig mehr tot als lebendig gewesen und reckte in meiner unerträglichen Schmerzens- bzw. Todesnot meine Hände aus und sagte in polnischer Sprache: "Meine Hände sind von diesen Taten sauber wie Kristall! Ich bin ein Opfer des Hitlerregimes gewesen und mußte in dessen Kerkern beinahe den Hungertod sterben." Tatsächlich hatte ich am 23. April 1945, als uns die Russen aus dem Hitlerkerker befreiten, nur noch ein Körpergewicht von 92 pfund. Mein normales Uetziges) Körpergewicht sind ca. 170 pfund.

Nur noch kurz, wie es einigen Deutschen aus Brzeziny erging. Der Schmiedemeister Emil Steigert wurde zusammen mit Emü Probek bei Paprotnia im Wiesental 1945 von Russen erschossen. Die Leichen lagen dort auf der Wiese sehr lange, ehe sie in die Erde eingebuddelt wurden. Emil Steigert hat- te angeblich sehr viel Geld bei sich. Die Russen sagten: "Ah, du Kapitalist." Der PoleTeo Halka, in dessen Haus die beiden hineingelaufen sind, hat diese an die einmarschierenden Russen verraten. Frau Steigert wurde von der Familie Halka aufgefordert, diese beiden "fetten Schwabes" zu beerdigen, aber Frau St. weigerte sich, einer solchen Aufforderung nachzukommen. Die Leichen blieben liegen.

Interessant noch eine Gerichtsverhandlung vor dem Lodzer "Sad Okregowy" (Sond Okrengowy) im Jahre 1945. Da wurde Ldm. Johann Probek, ein Namensvetter des vorerwähnten Emil Probek, des Mitwirkens bei der Ermordung des Polen Jozef Budkiewicz beschuldigt. Dieser Budkiewicz hatte im September 1939 dem Deutschen Johann Probek beim pflügen ein pferd ausgespannt und es an seinen eigenen Wagen angespannt, um damit vor den deutschen Truppen nach Rawa Maz. bzw. Warschau zu flüchten. Nach dem Sieg der Wehrmacht und der Entstehung des Warthegaues hat Johann Probek den Budkiewicz wegen des geraubten pferdes verklagt und das deutsche Sondergericht fackelte damals nicht lange und verurteilte den B. als "Pollacken" unverzüglich zum Tode. Er wurde auch hingerichtet und nun war 1945 für Johann Probek von polnischer Seite auch das Todesurteil vorgesehen. Doch ein Wunder ist geschehen: Probek wurde freigesprochen! Denn alle seine polnischen Mieter und Bekannten haben ein gutes Zeugnis für ihn ausgestellt. Probek kam lediglich in das Lager Sikawa und wurde genauso behandelt wie alle anderen Deutschen. Dieser Fall war ein Lichtblick in jener Zeit.

                                                                                                             Theo Zerbe, früher Brzeziny 

* - Paprotnia – ein Dorf in Polen, gelegen in der Woiwodschaft Łódź, im Landkreis Brzeziny, in der Gemeinde Brzeziny. In den Jahren 1975–1998 gehörte der Ort administrativ zur Woiwodschaft Skierniewice. Durch das Dorf verläuft die Landesstraße Nr. 72. Der Ort ist an das Busnetz MPK Łódź angebunden: Linie 53. Wikipedia

Niemieckie osadnictwo - Konin - Der Heimatbote - 5/1971

 Typowe gospodarstwo rolne niemieckich osadników w rejonie Warthebruch koło Konina. Ponieważ powodzie na Warcie nie miały tak niszczycielskich skutków jak na nizinie wiślanej, domy w rejonie Bruch nie były budowane na palach. Ograniczono się raczej do wyboru miejsc budowy na pojedynczych wzniesieniach terenu. Według polskiego spisu ludności z 9 grudnia 1931 r. w powiecie konińsko-słupskim mieszkało 16 787 Niemców, natomiast w powiecie kolskim odnotowano 7771 Niemców.



Typisches Bauernhaus der deutschen Siedler im Warthebruch bei Konin. - Da die Überschwemmungen der Warthe sich nicht derart verheerend auswirkten, wie dies in der Weichselniederung der Fall war, wurden im Bruch die Häuser nicht auf Wurten erbaut. Vielmehr beschränkte man sich darauf, die Bauplätze auf einzelnen Bodenerhebungen auszuwählen - Nach der polnischen Volkszählung vom 9.12.1931 lebten im Kreise Konin-Slupca 16 787 Deutsche, während im Kreise Kola 7771 Deutsche gezählt wurden.

Grünberg - Zielona Góra - Niemieckie osadnictwo - Volksfreund Kalender - 1933

 Ciekawe zdjęcie znalazłem w Kalendarzu: Volksfreund-Kalender für Stadt und Land auf das Jahr 1933. 7. Jg

                                   Niemiecka zagroda w Grünbergu (Zielona Góra) koło Łodzi.


                                   Deutsches Bauerngehöft in Grünberg bei Lodz.

Cmentarz ewangelicki - Lisice - Kwaśne - Somsiory - Sierpc - Der Heimatbote - 11/1970

                                         Opuszczony cmentarz ewangelicki w Lisicach

Patrząc na to zdjęcie, niektórzy czytelnicy Heimatboten pomyślą zapewne, że jest to cmentarz z ostatnich czasów w naszej niezapomnianej starej ojczyźnie, gdzie nasze pozostałe ewangelickie cmentarze wiejskie otoczone polami leżą opuszczone i spustoszone na polskim krajobrazie. Ale tak nie jest. Jest to cmentarz, jaki mogliśmy spotkać, gdy jeszcze mieszkaliśmy w ojczyźnie!

Podczas moich licznych i często dalekich wędrówek po naszej dawnej ojczyźnie mijałem takie cmentarze. Jakże ciche i opuszczone leżały one na tej ziemi! W wyniku emigracji Niemców do innych części kraju, gdzie mieli nadzieję na lepsze warunki życia, a także w wyniku wypędzenia osadników, którzy ledwo zdążyli się osiedlić, przez polskich właścicieli ziemskich, cmentarze te pozostały całkowicie opuszczone.

Taki opuszczony cmentarz znajdował się w pobliżu niemieckiej gminy szkolnej Somsiory* w powiecie Ripińskim. Leżał spokojnie, ukryty w lesie sosnowym. Otaczała go wykopana fosa i usypany wał ziemny. Nadal rozpoznawalne, ale już spłaszczone kopce grobowe i ścieżki pokrywała leśna trawa i mech. Samotność i cisza lasu otaczały to miejsce spoczynku zmarłych głęboką ciszą. Tylko gdy wiatr muskał wierzchołki sosen, szumiał delikatną kołysankę dla spoczywających tu zmarłych.

Niedaleko dużego młyna wodnego Kwaśne nad rzeką Skrwa**, w pobliżu miasta powiatowego Sierpc/Sichelberg, znajdował się opuszczony wiele lat temu cmentarz ewangelicki. Nie było tu już nawet kopców grobowych, a ślady cmentarza już dawno zniknęły. Kiedy przechodziłem tam pewnego letniego dnia, zobaczyłem dojrzewające, falujące pole żyta, które pokrywało dawną powierzchnię cmentarza. Kiedy ciepły letni wiatr powiewał nad nim, wydawało mi się, że w szumie dojrzewającego pola zboża na tym dawnym cmentarzu słyszę melancholijną melodię o umieraniu i przemijaniu wszystkiego, co ziemskie. A pochylone, bladożółte łodygi żyta z ciężkimi kłosami stały jak ciche, pobożne modlące się osoby z głęboko pochylonymi głowami na tym miejscu spoczynku zmarłych. A w dolinie rzeka szumiała nad kamienistym żwirem i korzeniami drzew, śpiewając swoją monotonną pieśń w dzień i w nocy.

Takim opuszczonym cmentarzem ewangelickim był również cmentarz w Lisicach. Wieś Lisice leżała na południowej granicy powiatu Sierpc/Sichelberg, półtora kilometra od polskiej wsi Bożewo***. Przybywając do Lisic, od razu odnosiło się wrażenie, że znajduje się w niemieckiej osadzie. Świadczyły o tym przyjazne gospodarstwa z pięknymi sadami owocowymi, a także cmentarz. I tak właśnie kiedyś wyglądały Lisice: niemiecka parafia kantoralna. Należała do parafii Sierpca. Kantorat był niewielki. Dlatego nieliczni osadnicy mogli zapłacić swojemu nauczycielowi kantoralnemu tylko bardzo skromne wynagrodzenie. Był on więc zmuszony szukać dodatkowych źródeł dochodu, aby utrzymać swoją rodzinę. Starsi ludzie opowiadali mi, że ostatni kantor z Lisic był dobrym skrzypkiem. Dlatego niektóre wieczory brał skrzypce pod pachę i udawał się do pobliskiego Bozewa, aby grać na potańcówkach. Być może był to tylko pojedynczy przypadek, że kantor z konieczności podejmował się dodatkowej pracy.

Potem nadeszły czasy, kiedy niemieccy osadnicy z Lisic ogarnęła gorączka emigracyjna. Sprzedali swoje gospodarstwa i pola Polakom i przenieśli się w inne okolice, gdzie liczyli na większy sukces swojej ciężkiej pracy. Tylko jedna rodzina osadników nie miała serca rozstać się ze swoją ukochaną ziemią. Pozostała ona na miejscu i mieszkała jeszcze przez wiele lat w wsi, która stała się teraz polska. Być może jest to również wyjątkowy przypadek, że jedna rodzina chłopów posiadała cały cmentarz dla siebie. Kiedy jednak również ta rodzina sprzedała swoje gospodarstwo Polakowi i przeniosła się do miasta Sierpc, niemieckie życie w Lisicach całkowicie wygasło.

Pozostał jednak cmentarz, który nadal był świadkiem dawnej niemieckiej wsi osadniczej. Leżał cicho i całkowicie opuszczony pośrodku pola uprawne. Żadna droga nie prowadziła już do niego z wiejskiej drogi. Polski rolnik, do którego należało pole wokół cmentarza, już dawno zaorał tę drogę. Do cmentarza można było dotrzeć tylko po bruździe. Był otoczony wysokim wałem ziemnym, na którym rosła żywopłot z bzu. Groby porastała gęsta trawa, ale nadal można je było rozpoznać jako wysokie pagórki. Żaden grób nie miał już zwyczajowego krzyża. Jednak pośrodku tego miejsca nadal stał wysoki krzyż cmentarny. Przez wiele lat był on mocno wygięty przez burze i warunki atmosferyczne. Jednak nadal górował nad żywopłotem bzu, wznosząc się wysoko nad wsią i rozciągającymi się wokół nią płaskimi polami. Wiosną kwitnący bez rozprzestrzeniał swój słodki zapach nad małym cmentarzem i pobliskimi polami. Latem pola kukurydzy otaczające cmentarz falowały i szumiały, gdy ciepły wiatr przetaczał się nad ziemią. Jednak gdy późną jesienią szalały gwałtowne burze, śpiewały one w nagich gałęziach bzu melancholijną pieśń żałobną.

Dzisiaj nie ma już śladu po dawnym cmentarzu ewangelickim w Lisicach. Polski rolnik, którego pola otaczają cmentarz, już dawno zaorał wyrównane groby. A nad spoczywającymi tu zmarłymi zielenią się i rosną nasiona, a zboże dojrzewa. Kiedy w tych dniach mokre i zimne listopadowe burze wieją nad rozległą, płaską krainą, to świeżo zaorane pole lub zielona międzyplon pokrywają dawny cmentarz.

A kiedy w niedzielę zmarłych ponownie wspominamy naszych zmarłych w opuszczonej starej ojczyźnie, pamiętajmy również o tych, którzy spoczywają na dawno opuszczonych cmentarzach, i módlmy się pieśnią z naszego ojczystego śpiewnika kościelnego:

Spoczywajcie w pokoju, kości zmarłych,

Tam, w cichej samotności.

Spoczywajcie, aż nadejdzie koniec,

Gdy Pan was wezwie do radości

Z waszych grobów

Do radosnych niebios.

                                                                                                    (Fr.Konr. Hiller)

                                                                                                    Otto Lange, Langendamm

* - Somsiory – wieś w Polsce położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie rypińskim, w gminie Brzuze. - Wikipedia

** - Kwaśno – wieś w Polsce położona w woj. mazowieckim, w powiecie sierpeckim w gminie Sierpc. - Wikipedia.

*** - Bożewo – wieś w Polsce położona w województwie mazowieckim, w powiecie sierpeckim, w gminie Mochowo. Ma status solectwa. W Królestwie Kongresowym wieś była siedzibą gminy Bożewo. W latach 1954–1972 wieś należała i była siedzibą władz gromady Bożewo. Wikipedia

                            Listopadowy wieczór na cmentarzu ewangelickim w Lisicach

                               Novemberabend am evangelischen Friedhof in Lisice

                             Der verlassene evangelische Friedhof In Lisice

Beim Betrachten dieses Bildes wird wohl mancher Leser des Heimatboten meinen, dies sei ein Friedhof aus jüngster Zeit in unserer unvergessenen alten Heimat, wo ja unsere zurückgebliebenen evangelischen Dorffriedhöfe von Feldern umgeben verlassen und verödet in der polnischen Landschaft daliegen. Aber dem ist nicht so. Es ist ein Friedhof, wie wir ihn auch schon antreffen konnten, als wir noch in der Heimat wohnten!

Auf meinen vielen und oft weiten Wanderungen durch unsere alte Heimat bin ich an solchen Friedhöfen vorbeigekommen. Wie still und vereinsamt lagen sie im Lande da! Durch die Auswanderung der Deutschen in andere Landesteile, wo sie bessere Lebensverhältnisse erhofften, oder auch durch die Vertreibung der kaum seßhaft gewordenen Siedler durch die polnischen Grundherren, blieben diese Friedhöfe völlig verlassen zurück.

Solch ein verlassener Friedhof befand sich in der Nähe der deutschen Schulgemeinde Somsiory im Kreise Rippin. Friedlich lag er in einem Kiefernwalde versteckt da. Er war von einem ausgehobenen Graben und aufgeschütteten Erdwall umfriedet. Die noch erkennbaren, aber schon flachgewordenen Grabhügel und die Wege bedeckte Waldgras 4nd Moos. Einsamkeit und waldesstille hüllten diese Ruhestätte der Toten in tiefes Schweigen. Nur wenn der Wind hoch oben über die Kiefernwipfel strich, säuselte er den hier Ruhenden ein sanftes Schlummerlied zu.

Auch unweit der großen Wassermühle Kwasne am Flusse Skrwa bei der Kreisstadt Sierpc/Sichelberg lag ein bereits vor vielen Jahren verlassener evangelischer Friedhof. Hier waren nicht einmal Grabhügel mehr zu sehen, und die Spuren eines Friedhofes waren längst verwischt. Als ich dort an einem Hochsommertag vorbeiwanderte, sah ich ein reifendes wogendes Roggenfeld, das die einstige Totenfläche bedeckte. Als der warme Sommerwind darüber hinwegzog, da war mir, als hörte ich in dem Rauschen des 'reifenden Kornfeldes auf diesem einstigen Gottesacker eine wehmütige Melodie vom Sterben und Vergehen alles Irdischen. Und die gebeugten fahlgelben Roggenhalme mit ihren lcornsatten schweren Ähren standen wie stille fromme Beter mit tiefgeneigten Häuptern auf diesem Ruheort der Heimgegangenen. Und unten im Tal rauschte der Fluß über Steingeröll und Baumwurzeln dahin und sang sein monotones Lied bei Tag und bei Nacht.

Ein solch verlassener evangelischer Friedhof war auch der in Lisice. Das Dorf Lisice lag an der Südgrenze des Kreises Sierpc/Sichelberg. anderthalb Kilometer von dem polnischen Kirchdorf Bozewo entfernt. Kam man nach Lisice, so bekam man gleich den Eindruck, daß man sich in einer deutschenSiedlung befinde. Die freundlichen Bauernhöfe mit den schönen Obstgärten und auch der Friedhof zeugten ja dafür. Und das war Lisice auch einst gewesen: eine deutsche Kantoratsgemeinde. Sie gehörte zur Kirchengemeinde Sierpc. Das Kantorat war nur klein. Und so konnten die wenigen Siedler ihrem Kantorlehrer auch nur einen sehr ärmlichen Lohn zahlen. Daher war er gezwungen, für den Unterhalt seiner Familie nach Nebenverdienst Ausschau zu halten. Alte Leute erzählten mir, daß der letzte Kantorlehrer von Lisice ein gute Geigenspieler gewesen sei. Und so habe er an manchen Abenden seine Fidel unter den Arm geklemmt und sei in das nahegelegene Bozewo gewandert, um dort auf einer "Musika" zum Tanz aufzuspielen. Dies mag nur ein Einzelfall gewesen sein, daß ein Kantorlehrer aus Not zu solchem Nebenverdienst griff.

Dann kam eine Zeit, in der die deutschen Siedler von Lisice vom Auswanderungsfieber ergriffen wurden. Sie verkauften ihre Gehöfte und Felder an Polen und zogen in ein anderes Gebiet, wo sie sich mehr Erfolg von ihrer schweren Arbeit versprachen. Nur eine Siedlerfamilie brachte es nicht übers Herz, sich von ihrer geliebten Scholle zu trennen. Sie blieb zurück und wohnte noch viele Jahre in dem nun polnisch gewordenen Dorf. Und auch dies mag wohl ein Einzelfall sein, daß eine einzige Bauernfamilie einen ganzen Friedhof für sieh besaß. Als dann aber auch diese Familie ihren Hof an einen Polen verkaufte und in die Stadt Sierpc zog, erlosch das deutsche Leben in Lisice vollends.

Zurück aber blieb der Friedhof und war noch immer Zeuge vom einstigen deutschen Siedlerdorf. Mitten im Ackerfeld lag er still und ganz verlassen da. Kein Weg führte mehr von der Dorfstraße zu ihm hinauf. Der polnische Bauer, dem hier um den Friedhof das Feld gehörte, hatte den Weg schon vor langer Zeit umgepflügt. Nur in einer Ackerfurche konnte man zum Friedhof gelangen. Er war von einem hohen Erdwall umfriedet, auf dem eine Fliederhecke gepflanzt war. Die Gräber waren mit dichtem Gras bewachsen, aber man konnte sie als hohe Hügel noch gut erkennen. Kein Grab wies mehr das übliche Kreuz auf. Aber mitten auf dieser Stätte erhob sich noch das hohe Friedhofskreuz. Durch die vielen Jahre war es vom Sturm und Wetter schon stark gebeugt. Aber noch immer schaute es hoch über die Fliederhecke auf das Dorf und weit über die umliegenden flachen Felder. Im Frühling breitete der blühende Flieder verschwenderisch seinen süßen Duft über den kleinen Friedhof und die nahen Äcker. Im Sommer wogten und rauschten die um den Friedhof liegenden Kornfelder, wenn der warme Wind über das Land zog. Wenn aber im Spätherbst die rauhen Stürme brausten, dann sangen sie in den kahlen Fliederzweigen ein wehmütiges Klagelied.

Heute ist wohl nicht eine Spur mehr von dem einstigen evangelischen Friedhof in Lisice. Der polnische Bauer, dessen Äcker den Friedhof umschließen, führt wohl schon längst den Pflug über die eingeebneten Gräber. Und es grünt und wächst die Saat und reift das Korn über den hier Ruhenden. Wenn in diesen Tagen die naßkalten Novemberstürme dort über das weite flache Land wehen, dann deckt ein frisCihgeptlügter Acker oder eine grüne intersaat den gewesenen Friedhof.

Und wenn wir am Totensonntag wieder unserer Entschlafenen in der verlassenen alten Heimat gedenken, dann wollen wir auch dieser dort auf den längst verlassenen Friedhöfen Ruhenden gedenken und mit dem Liedervers unseres Heimatkirchengesangbuches beten:

Ruhet wohl, ihr Totenbeine,

Dort in stiller Einsamkeit.

Ruhet, bis das End erscheine,

Da der HERR euch zu der Freud

Rufen wird aus euren Grüften

Zu den frohen Himmelslüften.

                                                                                                   (Fr.Konr. Hiller)

                                                                                                   Otto Lange, Langendamm




* - Somsiory – Dorf in Polen in der Woiwodschaft Kujawien-Pommern, im Landkreis Rypin, in der Gemeinde Brzuze. - Wikipedia

** - Kwaśno – Dorf in Polen in der Woiwodschaft Masowien, im Landkreis Sierpc, in der Gemeinde Sierpc. - Wikipedia.

*** - Bożewo – Dorf in Polen in der Woiwodschaft Masowien, im Landkreis Sierpc, in der Gemeinde Mochowo. Es hat den Status einer Gemeinde. Im Kongresskönigreich war das Dorf Sitz der Gemeinde Bożewo. In den Jahren 1954–1972 gehörte das Dorf zur Gemeinde Bożewo und war deren Sitz. Wikipedia

piątek, 26 grudnia 2025

Cmentarz ewangelicki - Somsiory - Radzynek - Rypin - Der Heimatbote - 11/1981

 


                                   Cmentarz górski na Ziemi Dobrzyńskiej

Wyjątkowy w swoim rodzaju jest ewangelicki cmentarz parafii szkolnej i kantoralnej Somsiory*, położony w Dobriner Schweiz w powiecie Rypin.

Kiedy w 1750 roku niemieccy osadnicy założyli tutaj gminę szkolną i kantoralną Somsiory, istniejąca już od dawna mała sąsiednia kantoralia Radzynek została rozwiązana i przyłączona do nowej, znacznie większej kantoriali Somsiory. Mały, otoczony wysokim wałem ziemnym cmentarz leśny w Radzynku** nie był już używany do pochówków. Połączone kantory utworzyły na wysokim piaszczystym wzgórzu dość duży cmentarz i ogrodziły go drewnianym płotem. Jednak dojazd do tego cmentarza był bardzo trudny. Opowiadano mi, że latem, podczas długotrwałej suszy, kiedy droga dojazdowa składała się wyłącznie z mielonego piasku, aby dostać się na cmentarz, trzeba było zaprzęgać cztery konie do wozu z trumną.

Kiedy wędrowałem po Ziemi Dobrzyńskiej, chętnie wybierałem wąską ścieżkę, która prowadziła obok tego górskiego cmentarza. Najpierw szło się tą ścieżką wzdłuż brzegu dużego jeziora Charszewer See. Fale rozbijały się z hukiem o wysokie, porośnięte olchami brzegi. Następnie dochodziło się do łąk Rudaer, gdzie strumień płynął wśród korzeni drzew w kierunku pobliskiego jeziora.

I właśnie tutaj w moim sercu zapisał się niezatarty obraz tego górskiego cmentarza, zwłaszcza gdy przechodziłem tędy w letni wieczór. Za olchami i wierzbami rosnącymi nad strumieniem wznosił się górski cmentarz. Wysoki krzyż cmentarny stojący pośrodku cmentarza ciemno odcinał się od wieczornego nieba. Obok niego wznosiła się ogromna sosna, która prawdopodobnie rosła tu już jako małe drzewko, kiedy zakładano cmentarz. Jej ciemnozielona korona sięgała daleko ponad zalesione wzgórza, pomiędzy którymi lśniły srebrzyste jeziora Dobriner Schweiz. Kiedy wieczorne słońce oświetlało jego smukły pień, stał on na cmentarzu jak wysoka kolumna ognia. Zmęczonymi skrzydłami kruk poleciał do pobliskiego lasu, aby tam zająć swoje nocne miejsce. A w dole, przy strumieniu, ukryte w krzakach, słowiki zaczęły już śpiewać swoje słodkie pieśni.

Kiedy w niedzielę zmarłych ponownie w duchu przebywamy na opuszczonych cmentarzach naszej starej ojczyzny, to także na tym górskim cmentarzu w Sonsiory. I nasuwa się nam pytanie: jak on teraz wygląda? Wysoki krzyż cmentarny zapewne już tam nie stoi. Zgniótł się i leży w wysokiej trawie cmentarza. Deski ogrodzenia zapewne już dawno wykorzystano na opał. A ogromna sosna zapewne padła ofiarą siekiery i nie spogląda już na cichą krainę Dobriner Schweiz. Nie mamy co do tego pewności. Ale jedno wiemy: nadal spoczywają tam zmarli, „którzy zostali pochowani tam na górze”. Spoczywają w pokoju, gdy listopadowa burza goni szare chmury nad zalesionym cmentarzem na wzgórzu i pada zimny deszcz. A kiedy w niedzielę zmarłych wspominamy naszych bliskich w ojczyźnie, wspominamy również tych, którzy spoczywają w ciszy i samotności na cmentarzu na wzgórzu i modlimy się w ciszy wraz z Friedrichem Konradem Hillerem:

Spoczywajcie w pokoju, martwe kości,

W cichej samotności,

Spoczywajcie, aż nadejdzie koniec,

Kiedy Pan was wezwie do radości

Z waszych grobów

Do wolnych przestrzeni nieba.

                                                                                                    Otto Lange

Somsiory – wieś w Polsce położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie rypińskim, w gminie Brzuze. Wikipedia

Radzynek – wieś w Polsce, położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie rypińskim, w gminie Brzuze. W latach 1975–1998 wieś administracyjnie należała do województwa włocławskiego. Wikipedia

                                         Ein Bergfriedhof in der Dobriner Schweiz

Einmalig in seiner Art ist der evangelische Friedhof der Schul und Kantoratsgemeinde Sonsiory, der in der Dobriner Schweiz im Kreise Rypin gelegen ist.

Als im Jahre 1750 deutsche Siedler hier die Schul- und Kantoratsgemeinde Somsiory gründeten, löste sich das schon längst bestehende kleine angrenzende Kantorat - Radzynek auf und schloß sich dem neuen viel größeren Kantorat Somsiory an.  Der kleinc mit einem hohen Erdwall umfriedete waldfriedhof von Radzynek wurde nicht mehr für Beerdigungen benutzt. Die nun zusammengeschlossenen Kantorate legten auf eincm hohen Sandhügel einen recht großen Friedhof an und umfriedeten diesen mir einem Bretterzaun. Allerdings war dle Auffahrt zu diesem Friedhof sehr schwierig. Man erzählte mir, daß man im Sommer bei langandauernde Trockenheit, wenn der Auffahrtweg nur noch aus Mahlsand bestand, dann vier Pferde vor den wagen mit dem Sarg anspannen mußte, um zum Friedhof hinaufzukommen.

Wenn ich durch die Dobriner Schweiz wanderte wählte ich gern einen schmalen Steig, dcr an diesem Bergfriedhof vorbeiführte. Zuerst wanderte man auf diesem Steig am Ufer des großen Charszewer Sees entlang. Die wellen schlugen rauschend gegen das mit Erlen bestandene hohe Ufer. Dann kam man auf die Rudaer Wiesen, wo ein Bach über Baumwurzeln plätschernd einem nahen See entgegenfloß.

Und hier hat sich mir ein unauslöschliches Bild von diesem Bergfriedhof in mein Herz cingeprägt, vor allem, wenn ich hier am Sommefabend vorüberkam. Hinter den am Bach stehenden Erlen und Kopfweiden erhob sich der Bergiriedhof. Das mitten auf dem Friedhof stehende hohe Friedhofskreuz hob sich dunkel vom Abend himmel ab. Daneben erhob sich die Riesenkiefer, die schon hier wohl als kleiner Baum gestanden hat, als man damals hier den Friedhof anlegte. Mit ihrer dunkelgrünen Baumkrone schaute sie weit über die bewaldeten Hügel mit den dazwischen liegenden silbern gänzenden Seen der Dobriner Schweiz. Wenn die Abendsonne ihren kienigen Stamm anstrahlte, stand er als hohe Feuersäule dort auf dem Friedhof. Mit müden Flügelschlag flog ein Rabe dem nahen Walde zu, um dort seinen Nachtsitz einzunehmen. Und unten am Bach, im Gebüsch versteckt, begannen schon die Nachtigallen ihre süßen Weisen zu flöten.

Wenn wir am Totensonntag wieder im Geist auf den verlassenen Friedhöfen unserer alten Heimat weilen, dann auch auf jenem Bergfriedhof zu Sonsiory. Und uns legt sich die Frage aufs Herz: wie mag er jetzt aussehen? Das hohe Friedhofskreuz wird dort wohl nicht mehr stehen. Es wird morsch geworden sein, liegt vermodernd im hohen Gras des Friedhofs. Den Bretterzaun wird man wohl schor längst zu Brennholz verwendet haben. Und die Riesenkiefer wird wohl schon der Axt zum Opfer gefallen sein und schaut nicht mehr in das stille Land der Dobriner Schweiz. Über dies alles haben wir keine Gewißheit. Aber eines wissen wir: Noch ruhen dort die Entschlafenen, "die man droben brach't zu Grabe". In Frieden ruhen sie, wenn der Novembersturm die grauen wolken über den jetzt bewaldeten Bergfriedhof jagt und kalte Regenschauer peitscht. Und wenn wir am Totensonntag unserer Heimgegangenen in der Heimat gedenken, so gedenken wir auch dieser auf dem Bergfriedhof in stiller Einsamkeit Ruhenden und sprechen in stiller Andacht mir Friedrich Konrad Hiller:

Ruhet wohl, ihr Totenbeine,

In der stillen Einsamkeit,

Ruhet, bis das End'erscheine,

Da der HERR euch zu der Freud'

Rufen wird aus euren Grüsten

Zu den freien Himmehlüften. 

                                                                                               Otto Lange

środa, 24 grudnia 2025

Lipno Parafia - Jasień - Sadki - 15 Kantoratów - Der Heimatbote - 4/1969

 


                         Parafia ewangelicko-luterańska w Lipnie i jej stuletni kościół

                                                    Piętnaście parafii kantoralnych.

Po I wojnie światowej do parafii Lipno należały następujące parafie kantoralne:

1. A d a m ó w  z cmentarzem. Parafia ta leżała już w powiecie Rypin. Nigdy nie istniała tu szkoła. Sala lekcyjna, w której odbywały się zajęcia szkolne i nabożeństwa czytane, znajdowała się w gospodarstwie rolnym, w którym mieszkał również kantor.

2. B a r a n y  z dwoma cmentarzami, jednym w miejscowości i jednym w Grabiny. W Barany znajdowała się okazała szkoła, jednak bez sali modlitewnej. Na nabożeństwa wierni gromadzili się w dużej sali lekcyjnej. Ponieważ miejscowość ta nie była oddalona od Lipna, nie zbudowano tu sali modlitewnej, ponieważ wierni często chodzili na nabożeństwa do miasta.

3. B o g u c i n  z jednym cmentarzem. Tutaj gmina posiadała murowany i przestronny budynek modlitewny i szkolny.

4. H o d o  r o n z e k - C h o d o r ą ż e k   z jednym cmentarzem. Ta parafia powstała podczas I wojny światowej, odłączając się od parafii Makowiec, do której dotychczas należała, i budując drewniany dom modlitwy i szkołę.

5. E l z a n o w o   z cmentarzem. Parafia nie posiadała sali modlitewnej i początkowo nie odprawiano tu nabożeństw. Dopiero nauczyciel Gustav Prill rozpoczął nabożeństwa czytane. Kiedy w 1936 r. spłonęła stara szkoła, gmina zbudowała nową na prywatnej działce.

6. Fa b j a n k i  z cmentarzem. Pod potężnym topolą stał tu najstarszy dom modlitwy i szkoła w całej parafii, zbudowany z mocnych desek sosnowych. Widzieliśmy go w poprzednim numerze Heimatboten na stronie 7.

7. J a s i e ń - S a d k i  z cmentarzem.

8. J a n o w o  z cmentarzem w katolickiej wsi Grodzień. Ta parafia kantoralna posiadała w dawnych czasach budynek szkolny z morgą ziemi. Później kantoralostwo zostało rozwiązane i przyłączone do pobliskiej parafii szkolnej i kantoralnej Makowiec. Podczas I wojny światowej ponownie stała się niezależna, a mieszkańcy zbudowali małą drewnianą szkołę z mieszkaniem dla nauczyciela i salą lekcyjną, w której odbywały się również nabożeństwa. Szkoła istniała jednak tylko przez krótki czas i ponownie przyłączyła się do Makowca.

9. L u b u w i e c   z cmentarzem . Również ta parafia odłączyła się podczas I wojny światowej od parafii szkolnej i kantoralnej Makowiec i stała się niezależna. Z drewnianych bali zbudowano dom modlitwy i szkołę oraz założono cmentarz. Jednak po krótkim czasie dom modlitwy i szkoła spłonęły. Wybudowano wtedy solidny budynek, który jednak nie mógł zostać w pełni ukończony z powodu II wojny światowej.

10. L o n k e  z cmentarzem w Neu Lonke i drugim w Huta Lonke. Ta duża gmina, licząca około 100 rodzin chłopskich, stała się w 1936 r. samodzielną gminą kościelną. Już wcześniej dom modlitwy został przebudowany na kościół . Wybudowano również plebanię. Nową parafię przejął dotychczasowy wikariusz Bruno Ochendrowitsch z Lipna.

11. M i o d u s y   z cmentarzem w Teodorowie, położonym w pięknym miejscu na wzgórzu nad jeziorem. Pamiętając o wielkich poświęceniach, parafia wybudowała w miejscu starej modlitewni i szkoły okazałe mieszkanie dla nauczyciela z dużą salą lekcyjną i kaplicą.

13. O r ł o w o  z cmentarzem. Tutejsza szkoła i piękna kaplica spłonęły po I wojnie światowej . Na terenie kościelnym zbudowano dużą, solidną salę lekcyjną z mieszkaniem dla nauczyciela. Planowany kościół nie powstał z powodu wojny w 1939 roku. Kantorat stał się filią nowo powstałej parafii Lonke.

14. R y s z e w e k  z  cmentarzem. Budynek szkolny nie miał sali modlitewnej, ponieważ nie odprawiano tu nabożeństw. Chodzono do pobliskiego kościoła w Lipnie.

15. W i t k o w o.  Ta parafia miała dwa cmentarze, jeden w Witkowie, a drugi w Olesznie. W Olesznie istniała wcześniej mała, niezależna parafia. Ze względu na małą liczbę wiernych została ona rozwiązana i przyłączona do Witkowa. Do parafii Lipno należeli również ewangelicy z dwóch miast: Kikol i Skempe. W Kikolu znajdował się również cmentarz ewangelicki.

W pierwszych dziesięcioleciach po utworzeniu parafii Lipno należała do niej również położona nad Wisłą parafia kantora  L e n g - W i t o s z y n . Została ona następnie oddzielona od Lipna i przyłączona do parafii Włocławek, ponieważ leżała „u bram” tego miasta.

                                                                              Ostatnie lata

Do II wojny światowej w Lipnie oraz w kantoratach Jasień, Orłowo i Makowiec działały chóry puzonowe. Chóry mieszane istniały w Lipnie, Jasieniu, Orłowie i Baranach.

W ostatnich latach działalności pastora Buse w Lipnie pracowali wikariusze Richard Hertel i Bruno Ochendrowitsch. Pastor Ochendrowitsch przejął, jak już wspomniano, utworzoną w 1937 r. parafię Lonke. Od 1961 r. działa w prowincji Entre Rias w Argentynie. Pastor Hertel został powołany do niemieckiej Wehrmachtu i poległ na froncie wschodnim.

W wyniku osiedlenia się Niemców z Besarabii podczas II wojny światowej w katolickich wioskach Zaduszniki i Grodzień powstały dwa nowe miejsca głoszenia kazań. Nabożeństwa odbywały się tutaj w gospodarstwach rolnych Niemców z Besarabii.

Podczas II wojny światowej parafia ponownie straciła dwa największe dzwony. Zostały one zabrane przez władze Rzeszy do celów wojennych. Od tego czasu z wieży kościoła rozbrzmiewał już tylko dźwięk najmniejszych dzwonów, które pozostawiono parafii.

Również pastor Erich Buse został powołany do Wehrmachtu; w 1942 r. zabrano go jako tłumacza języka rosyjskiego. Parafią opiekował się odtąd pastor Eugen Hofmann z sąsiedniego Makowiska – w czasie wojny: Wolschebuden. Dwa razy w miesiącu odprawiał nabożeństwa w kościele w Lipnie, jeździł motocyklem do kantora i dodatkowo zarządzał nieobsadzoną parafią w Lonke. W pozostałe niedziele nabożeństwa odprawiał odpowiedni kantor, ostatnio niżej podpisany, który również w każdą niedzielę odprawiał nabożeństwa w jednym z kantoratów.

Ostatnich pięciu kantorów w Lipnie wymieniono tutaj z imienia i nazwiska: Emil S c h i e f e r, Wilhelm

H e n t s c h e l  sen., Wilhelm H e n t s c h e l  jun., Hermann T o m m  i autor tych słów.

                                                                                    *

Pastor Erich Buse nie powrócił z Rosji. Zmarł 7 listopada 1945 roku w obozie jenieckim w Tbilisi na błonicę. Tam też znalazł swoje ostatnie miejsce spoczynku, z dala od ukochanej parafii w Lipnie, której służył jako wierny sługa Pana. My, jego parafianie, rozproszeni po wszystkich stronach świata, chcemy upamiętnić go pieśnią Paula Gerhardta:

Błogosławiony jesteś, dziecko wierności,

masz i nosisz

z chwałą i okrzykami wdzięczności

zwycięstwo, koronę czci.

Bóg sam daje ci palmy

w twoją prawą rękę,

a ty śpiewasz psalmy radości

Temu, który odwrócił twoje cierpienie.

                                                                                                    Otto Lange

                                                                                                           3072 Langendamm


                                    Szkoła i dom modlitwy w Jasieniu-Sadkach z ogromną lipą

                                  Das Bet- und Schulhaus in Jasien-Sadki mit der Riesenlinde

    Lipno – miasto w Polsce położone w województwie kujawsko-pomorskim, siedziba powiatu lipnowskiego oraz gminy wiejskiej Lipno. W XIX w. za czasów zaboru rosyjskiego miasto powiatowe guberni płockiej, następnie w województwie warszawskim i pomorskim. W latach 1945–1954 siedziba wiejskiej gminy Jastrzębie. Wikipedia


         Die evangelisch-lutherische Kirchengemeinde Lipno und ihre 100 jährige Kirche

                                                        Fünfzehn Kantoratsgemeinden.

Folgende Kantoratsgemeinden gehörten nach dem 1. Weltkrieg zur Pfarrgemeinde Lipno:

1. A d a m ó w  mit einem Friedhof. Diese Kantoratsgemeinde leg schon im Kreise Rypin. Hier hat nie ein Schulhaus bestanden. Der Klassenraum, in dem Schulunterricht und Lesegottesdienste abgehalten wurden, befand sich in einem Bauernhaus in dem auch der Kanfor wohnte. 

2. B a r a n y  mit zwei Friedhöfen, einem am Ort und einern in Grabiny. In Barany gab es ein stattliches Schulhaus, jedoch ohne Betsaal. Zu den Gottesdiensten versammelte sich die Gemeinde im großen Klassenraum. Weil der Ort nicht weit von Lipno entfernt lag, war hier kein Betsaal erbaut worden da man oft in die Stadt zum Gottesdienst ging. 

3. B o g u c i n  mit einem Friedhof. Hier besaß die Gemeinde ein gemauertes und geräumiges Bet- und Schulhaus.

4. H o d o  r o n z e k  mit einem Friedhof. Dieses Kantorat entstand im ersten Weltkrieg, indem es sich von der Kantoratsgemeinde Makowiec abspaltete, zu der es bis dahin gehörte, und aus Holzbohlen ein Bet- und Schulhaus erbaute.

5. E l s a n o w o   mit einem Friedhof. Das Kantorat besaß keinen Betsaal und es wurden hier anfangs keine Gottesdienste abgehalten. Erst der Lehrer Gustav Prill begann mit Lesegottesdiensten . Als das alte Schulhaus 1936 abbrannte, erbaute die Gemeinde ein neues auf einem privaten Grundstück.

6. Fa b j a n k i  mit einem Friedhof. Unter einer mächtigen Pappel stand hier das aus starken Kiefernbohlen erbaute älteste Bet- und Schulhaus der ganzen Kirchengemeinde. Wir sahen es in der vorigen Nummer des Heimatboten auf Seite 7.

7. J a s i e n - S a d k i  mit einem Friedhof.

8. J a n o w o  mit einem Friedhof in dem katholischen Kirchdorf Grodzen. Diese Kantoratsgemeinde besaß in alter Zeit ein Schulhaus mit einem Morgen Land. Später löste sich das Kantorat auf und schloß sich der nahegelegenen Schul- und Kantoratsgemeinde Makowiec an. Im ersten Weltkrieg wurde es wieder selbständig und die Leute erbauten sich ein kleines hölzernes Schulhaus mit Lehrerwohnung und Klassenraum, in welchem auch die Gottesdienste stattfanden. Die Schule existierte aber wieder nur kurze Zeit, und man schloß sich abermals Makowiec on.

9. L u b u w i e c   mit einem Friedhof . Auch diese Gemeinde löste sich im 1. Weltkrieg von der Schul- und Kanlorafsgemeinde Makowiec und wurde selbständig. Es wurde aus Holzbohlen ein Bet- und Schulhaus erbaut und ein Friedhof angelegt. Nach kurzer Zeit brannte jedoch das Bet- und Schulhaus ab. Nun wurde. ein massives errichtet, das aber infolge des zweiten Weltkrieges nicht vollends ausgebaut werden konnte.

10. L o n k e  mit einem Friedhof in Neu Lonke und dem anderen in Huta Lonke. Diese große Gemeinde, die etwa 100 Bauernfamilien zählte, wurde 1936 eine selbständige Kirchengemeinde. Bereits vorher war das Bethaus zu einer Kirche umgebaut worden . Auch ein pfarrhaus wurde erbaut. Die neue Pfarrstelle übernahm der bisherige Vikar Bruno Ochendrowitsch aus Lipno.

11. M i o d u s y   mit einem sehr schön auf einem Hügel am See gelegenen Friedhof in Teodorowo. Unter sehr großen Opfern erbaute die Gemeinde anstelle des alten Bet- und Schulhauses eine stattliche Lehrerwohnung mit einem großen Klassenzimmer und eine Kapelle.

13. O r ł o w o  mit einem Friedhof. Das hiesige Schulhaus und de schöne Kapelle brannten nach dem 1. Weltkrieg ab . Auf einem kirchlichen Grundstück wurde eine massive große Schulklasse mit Lehrerwohnung errichtet. Die geplante Kirche kam durch den Krieg von 1939 nicht mehr zustande. Das Kantorat wurde eine Filiale der neuerstandenen Pfarrgemeinde Lonke.

14. R y s z e w e k  mit einem Friedhof. Das Schulhaus hatte keinen. Betsaal denn hier wurden. keine Gottesdienste gehalten. Man ging in die nahegelegene Lipner Kirche.

15. W i t k o w o.  Dieses Kantorat hatte zwei Friedhöfe einen in Witkowo und einen in Oleszno. In Oleszno hatte in früherer Zeit eine kleine selbständige Kantoratsgemeinde bestanden. Wegen der geringen Seelenzahl wurde sie aufgelöst und am Witkowo angeschlossen. Zur Kirchengemeinde Lipno gehörten auch die Evangelischen aus den beiden Städten Kikol und Skempe. In Kikol befand sich auch ein evangelischer Friedhof.

In den ersten Jahrzehnten noch Gründung der Pfarrgemeinde Lipno gehörte nach die an der Weichsel liegende Kantoratsgemeinde  L e n g - W i t o s z y n  zu ihr. Sie wurde dann von Lipno abgetrennt und der Kirchengemeinde Wloclawek angeschlossen, da sie ja "vor den Toren" dieser Stadt lag.

                                                      Die letzten Jahre

Bis zum zweiten Weltkrieg bestanden in Lipno und in den Kantoraten Jasien, Orlowo und Makowiec Posaunenchöre. Gemischte Gesangchöre gab es in Lipno, Jasien, Orlowo und Barany.

In den letzten Jahren der Amtstätigkeit von Pastor Buse waren in Lipno die Vikare Richard Hertel und Bruno Ochendrowitsch tätig. Pastor Ochendrowitsch übernahm, wie schon gesagt, die 1937 errichtete Pfarrstelle Lonke. Er wirkt seit 1961 in der Provinz Entre Rias in Argentinien. Pastor Hertel wurde zur deutschen Wehrmacht eingezogen und ist an der Ostfront gefallen.

Durch die Ansiedlung von Bessarabiendeutschen im zweiten Weltkrieg entstanden in den katholischen Kirchdörfern  Z a d u s z n i k i  und  G r o d z e n  zwei neue PredigtsteIlen. Die Gottesdienste wurden hier in den Bauernhöfen der Bessarabiendeutschen gehalten.

Im 2. Weltkrieg verlor die Kirchengemeinde wieder die bei·den größten Glocken. Sie wurden von den Behörden des Reiches für Kriegszwecke weggenommen. Von da an klang vom Kirchturm recht vereinsamt nur noch das Geläute der kleinsten Glocke, die man der Gemeinde gelassen hatte.

Auch Pastor Erich Buse wurde zur Wehrmacht einberufen; man holte ihn 1942 als Dolmetscher für. die russische Sprache. Die Pfarrgemeinde wurde nunmehr von Pastor Eugen Hofmann aus dem benachbarten  M a k o w i s k o  - in der Kriegszeit: Wolschebuden - betreut. Er hielt an zwei Sonntagen im Monat in der Kirche zu Lipno Gottesdienst, fuhr mit seinem Motorrad auf die Kantorate und verwaltete dazu noch die unbesetzte Kirchengemeinde Lonke. An den anderen Sonntagen wurden von dem jeweiligen Kantor Lesegottesdienste gehalten, zuletzt vom Unterzeichneten, der auch an jedem Sonntag in einem der Kantorate Gottesdienst hielt.

Die letzten fünf Kantoren in Lipno seien hier namentlich aufgeführt: Emil  S c h i e f e r,  Wilhelm 

H e n t s c h e l sen., Wilhelm H e n t s c h e l  jun., Hermann  T o m m  und Schreiber dieser Zeilen.

                                                                         *

Pastor Erich Buse ist aus Rußland nicht zurückgekehrt. Er starb am 7. November 1945 in einem Gefangenenlager in Tiflis an Diphterie. Dort hat er auch seine letzte Ruhestätte gefunden, fern seiner geliebten Lipnoer Gemeinde, der er als treuer Knecht des HERRN gedient hat. Wir, seine Pfarrkinder, die in alle Winde zerstreut worden sind, wollen seiner mit dem Liedervers von Paul Gerhardt gedenken:

Wohl dir, du Kind der Treue,

du hast und trägst davon

mit Ruhm und Dankgeschreie

den Sieg, die Ehrenkron.

Gott gibt dir selbst die Palmen

in deine rechte Hand,

und du singst Freudenpsalmen

dem, der dein Leid gewandt.

                                                                                           Otto Lange

                                                                                           3072 Langendamm

Lipno – eine Stadt in Polen in der Woiwodschaft Kujawien-Pommern, Sitz des Landkreises Lipno und der Landgemeinde Lipno. Im 19. Jahrhundert, während der russischen Besatzung, war Lipno Kreisstadt der Provinz Płock, später der Woiwodschaften Warschau und Pommern. In den Jahren 1945–1954 war Lipno Sitz der Landgemeinde Jastrzębie. Wikipedia