sobota, 20 grudnia 2025

Podróż do Polski - Leśnik wieś - Uniejów - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 3/1968 - cz.2

 

                                                       W rodzinnym Uniejowie

Następnego dnia pojechałem autobusem przez Aleksandrów i Poddębice do Uniejowa. Miasta i miejscowości sprawiały ogólnie wrażenie zaniedbanych i brudnych. Drogi pozostawiały wiele do życzenia. Nie było jednak trudno nawiązać kontakt z ludźmi. W autobusie poznałem Polaka, który zaprosił mnie potem na posiłek. Byłem zaskoczony, ponieważ nigdy wcześniej nie widziałem tej osoby. Mężczyzna zamówił w Uniejowie obfity posiłek i zapłacił za niego.

Okolica była mi dobrze znana, ponieważ w latach 1922–1939 pracowałem tu jako nauczyciel i kantor. Mieszkałem w Młynach i Leszniku w powiecie tureckim.

W Uniejowie odwiedziłem panią Tomczak, której mąż był nauczycielem i zginął w obozie koncentracyjnym Dachau. Również w sprawie tego mężczyzny starałem się o pomoc, ale władze nazistowskie nie chciały mnie wysłuchać i mężczyzna musiał zginąć. Wdowa przyjęła mnie bardzo serdecznie i podarowała mi „Suchą Polską” (kiełbasa?) na drogę.

Następnie udałem się do Wielencina, aby odwiedzić starą nauczycielkę, która nadal pełni swoją funkcję. Przed wojną była moją sąsiadką – również tutaj spotkało mnie serdeczne powitanie! Po obiedzie taksówka zawiozła mnie z powrotem do Uniejowa, gdzie nocowałem u rzeźnika.

Przed wojną przez 18 lat robiłem u niego zakupy. Był on niegdyś jednym z najbogatszych ludzi w Uniejowie, posiadał dobrze prosperującą rzeźnię i dwa domy. Dzisiaj jego przedsiębiorstwo i domy są zarządzane przez państwo; nie otrzymuje on za to ani grosza czynszu. Jego córka jest dentystką i wspiera go finansowo. Spędziliśmy u nich miły wieczór, jedząc i pijąc. Dużo rozmawialiśmy o przeszłości i teraźniejszości. Następnego dnia pojechałem z Uniejowa przez Balin do Isabelli. Droga była tak zła, że moja taksówka musiała się zatrzymać. Poszedłem pieszo i odwiedziłem mojego byłego ucznia Josefa Drzena. Udzielił mi pomocy, dając mi dwa konie i bryczkę. Siedzenie składało się z koryta i worka słomy, tak jak to znaliśmy z dawnych czasów. Widząc to w 1967 roku, można było odnieść wrażenie, że świat zatrzymał się tu 30 lat temu. Na moją podróż do Polski kupiłem nowy garnitur i płaszcz. Kiedy wysiadłem z bryczki, moje ubrania trudno było nazwać nowymi.

                                                Dom modlitwy i cmentarz w Leśniku

Udałem się również do Leśnika i odwiedziłem dawny dom modlitwy. W domu modlitwy Maniek Jaruga, który mieszkał w tym budynku, miał swoje pomieszczenie gospodarcze. Ten widok i wspomnienia z przeszłości skłoniły mnie do refleksji. Zwłaszcza, że spędziłem wiele lat i godzin w tych pomieszczeniach.

Podobnie przygnębiające wrażenie wywarł na mnie cmentarz. Nie było już ogrodzenia ani żadnych istotnych cech charakterystycznych dla cmentarza. Nagrobki zostały usunięte, a na ich miejscu zbudowano fermę norek.

W wiosce Leśnik odwiedziłem 90-letnią panią Jarugę. Była chora i leżała w bardzo skromnym łóżku. Jako materac służyła jej zużyta słomiana prycza, a mieszkanie trudno opisać. Przed wejściem stała stara sieczkarnia, a wszystko było pokryte brudem i nędzą. Podarowałem jej 20 złotych, bardzo się ucieszyła. Na moje pytanie, czy wierzy w Jezusa, zaczęła gwałtownie płakać i potwierdziła to. Po odwiedzeniu jeszcze trzech rolników, którzy żyją w podobnych, bardzo ubogich warunkach, poszedłem do domu, który zbudowałem w 1935 roku.

Byłem wstrząśnięty! Widok tego zaniedbanego i zniszczonego domu, który kiedyś był moją własnością, a teraz, brudny i całkowicie nieestetyczny, bardziej przypominał składzik niż ludzkie mieszkanie, wywołał we mnie ogromną rozpacz. Ach, a mężczyzna, który tam mieszkał, wyglądał równie zniszczony i smutny. O, nędza świata!

Leśnik – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie poddębickim, w gminie Poddębice. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa sieradzkiego.

                                                                        - ciąg dalszy nastąpi -


                                                         Im heimatlichen Uniejow

Am nächsten Tage fuhr ich mit dem Bus über Alexandrow und Poddembice nach Uniejow. Die Städte und Orte machten allgmein einen ungepflegten und unsauberen Eindruck. Die Straßen ließen viel zu wünschen übrig. Mit den Menschen aber war es nicht schwer, Kontakt aufzunehmen. Ich lernte im Bus einen Polen kennen, der mich hinterher zu einem Essen einlud. Ich war überrascht, weil ich diesen Menschen nie zuvor gesehen hatte. Der Mann ließ in Uniejow ein ordentliches Essen auftragen und bezahlte auch die Zeche.

Die Gegend war mir heimatlich vertraut, ich bin von 1922 bis 1939 hier als Lehrer und Kantor tätig gewesen. Meine Wohnorte waren Mlyny und Leschnik, Kreis Turek.

In Uniejow besuchte ich eine Frau Tomczak, deren Mann Lehrer war und im KZ Dachau umgekommen ist. Auch für diesen Mann habe ich mich verwendet, fand aber bei den Nazibehörden kein Gehör, der Mann mußte sterben. Die Witwe hat mich sehr gut aufgenommen und mir noch eine "Sucha Polska" auf den Weg mitgegeben.

Dann begab ich mich nach Wielencin, um eine alte Lehrerin zu besuchen, die noch heute im Amte ist. Sie war vor dem Kriege meine Nachbarin - auch hier ein herzliches Wiedersehen! Nach dem Mittagessen brachte mich ein Taxi nach Uniejow zurück, wo ich bei einem Schlachter übernachtete.

Bei diesem Schlachter habe ich vor dem Kriege 18 Jahre lang eingekauft. Er war früher einer der reichsten Leute Uniejows, besaß eine gutgehende Schlachterei und zwei Häuser. Heute werden sein Betrieb und die Häuser vom Staat verwaltet; er erhält dafür nicht einen Pfennig Miete. Seine Tochter ist Zahnärztin und unterstützt ihn. Es gab bei ihnen einen geselligen Abend, gutes Essen und Trinken. Dabei wurde viel über Vergangenheit und Gegenwart diskutiert. Am nächsten Tage fuhr ich von Uniejow über Balin nach Isabella. Der Weg war so schlecht, daß mein Taxi schließlich halten mußte. Ich ging zu Fuß weiter und suchte meinen ehemaligen Schüler Josef Drzen auf. Er stellte sich mit zwei pferden und einer "bryczka" zur Verfügung. Da bestand der Sitz aus einer Futterkrippe und dem Strohsack darauf, wie wir es von früher her kannten. Wenn man es 1967 sah, hatte man den Eindruck, als wäre die Welt hier vor 30 Jahren stehengeblieben. Für meine Polenfahrt hatte ich mir einen neuen Anzug und Mantel gekauft. Als ich von dem Panjewagen herabstieg, konnte man meine Sachen kaum noch als neu bezeichnen.

                                               Betsaal und Friedhof in Leschnik

Ich begab mich auch nach Leschnik und besuchte den ehemaligen Betsaal. Im Betsaal hatte Maniek Jaruga, der in dem Gebäude wohnte, seine Rumpelkammer. Dieser Anblick und die Erinnerungen aus der Vergangenheit stimmten mich nachdenklich. Zumal ich doch viele Jahre und Stunden in diesen Räumen verbracht habe. 

Einen ähnlich niederdrückenden Eindruck machte der Friedhof. Keine Einfriedigung und keine wesentlichen Merkmale eines Gottesackers waren mehr festzustellen. Die Grabmale hat man abtransportiert und eine Nerzfarm damit erbaut. 

Im Dorfe Leschnik besuchte ich noch die 90 jährige Frau Jaruga. Sie war krank und lag in einem ganz ärmlichen Bett. Als Matratze diente eine durchgelegene Strohschütte, und die Wohnung ist kaum zu beschreiben. Vor dem Eingang stand eine uralte Häckselmaschine, und es starrte alles vor Armut und Schmutz. Ich schenkte ihr 20 Zloty, sie freute sich sehr. Auf meine Frage, ob sie an Jesus glaube, weinte sie heftig und bejahte es. Nachdem ich noch drei Bauern aufgesucht hatte, die in ähnlichen, sehr ärmlichen Verhältnissen leben, ging ich zu dem Haus, das ich 1935 erbaut habe. 

Ich war erschüttert! Beim Anblick dieses verwahrlosten und verkommenen Hauses, das einmal mein Eigentum war und jetzt, von innen verschmutzt und völlig unansehnlich, einer Rumpelkammer ähnlicher war, als einer menschlichen Behausung, kam mich das große Elend an. Ach, und der Mann, der darinnen wohnte, sah genau so verkommen und traurig aus. O, Jammer der Welt!

                                                       - Schluß folgt - 

Wikipedia

https://pl.wikipedia.org › wiki › Leśnik_(Woiwodschaft...

Leśnik – Dorf in Polen in der Woiwodschaft Łódź, im Landkreis Poddębice, in der Gemeinde Poddębice. In den Jahren 1975–1998 gehörte der Ort administrativ zur Woiwodschaft Sieradz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz