sobota, 23 października 2021

Gałkówek - Christoph Scherfer - Poszukiwania przodków - Koło młyńskie - Profanacja nagrobka...

 

     Następna korespondencja, którą otrzymałem związaną z materiałami które zamieszczam na moim blogu. Faktycznie, nie tak dawno zamieściłem materiał o tym, że wójt gminy Gałkówek był na koronacji cara Rosji. Podzieliłem się prośbą Christopha z największym znawcą tematyki Gałkowskiej Dominikiem Trojakiem. Na gorąco powiedział mi o postaci Prof. Dr. Erwina Scherfera aus Wremen (Niemcy). To samo nazwisko, wielki pasjonat historii okolic Gałkówka. Dominik obiecał, ze poszuka w muzealnych archiwach materiałów związanych z wójtem Scherferem, miejmy nadzieję, że poszukiwania zakończą się sukcesem.

Wracając do sedna sprawy, wczoraj odpowiedziałem na prośbę Christopha. Natychmiast otrzymałem odpowiedź z ciekawym zdjęciem i opisem!

Zdjęcie przedstawia koło młyńskie przerobione z płyty nagrobnej Anny Rosiny Scherfer z domu Pubanz (zm. 11.2.1841 w Gałkówku)!

Myślę, że to nie koniec tej historii, zrobię wszystko, aby pomóc szukającemu swych rodzinnych korzeni Christophowi!

Gałkówek - Wójt Wilhelm Szerfer - Koronacja cara Aleksander III Romanow - Tydzień - 1883


              Anna Rosina Scherfer z domu Pubanz była babką Johanna Wilhelma Scherfera

     Die nächste Korrespondenz, die ich erhielt, betraf Materialien, die ich in meinem Blog veröffentlicht habe. Vor nicht allzu langer Zeit habe ich darüber berichtet, dass der Gemeindevorsteher von Galkowek an der Krönung des Zaren von Russland teilgenommen hat. Ich habe die Anfrage von Christoph an Dominik Trojak, den größten Experten für Galkowek, weitergeleitet. Er erzählte mir herzlichst von der Figur des Prof. Dr. Erwin Scherfer aus Wremen (Deutschland). Der gleiche Name, ein großer Liebhaber der Geschichte der Region Galkow. Dominik versprach, in den Archiven des Museums nach Materialien zu suchen, die mit Bürgermeister Scherfer in Verbindung stehen; hoffen wir, dass die Suche erfolgreich sein wird.


Um auf das Thema zurückzukommen, habe ich gestern auf die Anfrage von Christoph geantwortet. Ich erhielt sofort eine Antwort mit einem interessanten Foto und einer Beschreibung!


Das Foto zeigt ein aus dem Grabstein von Anna Rosina Scherfer geb. Pubanz (gest. 11.2.1841 in Galkowek) umgebautes Mühlrad!


Ich denke, dass dies nicht das Ende der Geschichte ist, ich werde alles tun, um Christoph zu helfen, der auf der Suche nach seinen familiären Wurzeln ist!

Szanowny Panie Braun,

Ze zdziwieniem odnalazłem na Pana blogu artykuł z 8 września 2021 roku, w którym pisze Pan o wójcie Gałkówka Wilhelmie Szerferze na koronacji Aleksandra III Romanowa. Zakładam, że ten Wilhelm Szerfer/Scherfer to mój pradziadek Johann Wilhelm Scherfer (1842-1905). Jeśli możesz napisać mi więcej o nim, byłbym bardzo wdzięczny! Czy istnieją jakieś inne dokumenty potwierdzające jego obecność na koronacji?

Interesuję się historią mojej rodziny i wiem, że rodzina Scherferów mieszkała głównie w Gałkówku. Znalazłem waszą stronę już wtedy, gdy poznałem Carmen Beret, z którą mam wspólnych przodków z rodziny Krieg w Nowosolnej.

Dziękuję i pozdrawiam
Christoph Scherfer, Berlin

Lieber Herr Braun,

mit Überraschung habe ich Ihren Blog-Artikel vom 8. September 2021 gefunden, in dem Sie über den Dorfvorsteher von Galkowek Wilhelm Szerfer bei der Krönung von Alexander III. Romanow schreiben. Ich nehme an, dass dieser Wilhelm Szerfer/Scherfer mein Ururgroßvater Johann Wilhelm Scherfer (1842-1905) war. Wenn Sie mir mehr über ihn schreiben können, wäre ich dafür sehr dankbar! Gibt es zur Anwesenheit bei der Krönung vielleicht weitere Dokumente?

Ich interessiere mich für meine Familiengeschichte und weiß, dass die Familie Scherfer vor allem in Galkowek wohnte. Ich habe Ihre Seite schon Ihre Webseite gefunden, als ich Carmen Beret kennengelernt habe, mit der ich gemeinsame Vorfahren der Familie Krieg in Nowosolna habe.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                    Akt chrztu Johanna Wilhelma Scherfera z 1.7.1842 r. w Brzezinach



Hallo Christoph!
Vielen Dank für Ihre E-Mail. Ich habe Ihren Fall an den renommiertesten Experten zum Thema Galkowek, Dominik Trojak, den Direktor des örtlichen Museums, weitergeleitet. Kennen Sie eine Person Prof. Dr. Erwin Scherfer aus Wremen? Seine Familie stammt aus Galkowek.
Mit freundlichen Grüßen
Andreas 

Bardzo dziękuję za szybką odpowiedź! Tak, jestem w kontakcie z Erwinem Scherferem od kilku lat i wiem o jego bliskich związkach z Gałkówkiem. Jednak Erwin Scherfer i ja jesteśmy tylko dość daleko spokrewnieni poprzez wspólnego przodka sprzed sześciu pokoleń. Chętnie przekażę dane i informacje, które znam na temat rodziny Scherfer.


Wpisu o chrzcie mojego pradziadka Johanna Wilhelma Scherfera z 1.7.1842 r. w Brzezinach prawdopodobnie niestety nie można już odnaleźć, ponieważ nie zachowały się akta kościelne Brzezin z tego okresu.

Jednak wpis o jego pochówku z 28.10.1905 r. można znaleźć tutaj (Łódź Trojcy 563/1905): https://metryki.genealodzy.pl/metryka.php?ar=3&zs=1566d&sy=1905&kt=3&plik=562-567.jpg#zoom=1&x=132&y=958


 Kilka lat temu na cmentarz powróciła płyta nagrobna Anny Rosiny Scherfer z domu Pubanz (zm. 11.2.1841 w Gałkówku), która została przerobiona na kamień młyński. Owa Anna Rosina Scherfer z domu Pubanz była babką Johanna Wilhelma Scherfera - a więc moją pra-pra-pra-pra-prababką.



Hallo Andreas,

vielen Dank für die schnelle Antwort! Ja, mit Erwin Scherfer bin ich seit einigen Jahren im Kontakt und weiß über seine enge Beziehung zu Galkowek. Erwin Scherfer und ich sind aber nur recht entfernt verwandt über einen gemeinsamen Vorfahren vor sechs Generationen. Gerne kann ich auch die mir bekannten Daten und Informationen zur Familie Scherfer weitergeben.

Der Taufeintrag meines Ururgroßvaters Johann Wilhelm Scherfer vom 1.7.1842 in Brzeziny ist wohl leider nicht mehr zu finden, da die Kirchenbücher von Brzeziny aus dieser Zeit nicht erhalten sind.
Sein Begräbniseintrag vom 28.10.1905 findet sich jedoch hier (Lodz Trojcy 563/1905): https://metryki.genealodzy.pl/metryka.php?ar=3&zs=1566d&sy=1905&kt=3&plik=562-567.jpg#zoom=1&x=132&y=958

Vor einigen Jahren wurde ein zu einem Mühlstein umgearbeiteter Grabstein von Anna Rosina Scherfer geborene Pubanz (gest. 11.2.1841 in Galkowek) an den Friedhof zurückgebracht. Diese Anna Rosina Scherfer geb. Pubanz war die Großmutter von Johann Wilhelm Scherfer - also meine Ur-Ur-Ur-Urgroßmutter.

Viele Grüße
Christoph Scherfer

Cmentarz ewangelicki - Grób - Adolf Henschke - Andrzejów

     Zagłębiając się w głab cmentarza ewangelickiego w Andrzejowie, w mocno porośniętym dzikimi drzewkami terenie są widoczne liczne ramy grobowe i nieliczne płyty w różnym stanie. Niestety, pozostały tylko te wykonane z cementu lub z lastryko... Marmur, piaskowiec, granic zniknął, gdzie? - wiadomo...

W tak krótkim czasie, nie miałem szans na dokładniejsze zbadanie terenu. Dwa groby widoczne na zdjęciu, najbliższe kwaterze rodziny Krause w tej chwili prezentuję.

Ciekawy nagrobek Adolfa Henschke, płyta w kilku miejscach popękana (próbowano ją oderwać z podstawy), jednak zachowała się, zdjęcie zerwano.. Podjąłem próbę jej odwrócenia, niestety, wrośnięta w ziemię i ciężar, ta operacja się nie powiodła...

Grób obok, nagrobek wykonany z cementu uległ znacznemu utlenieniu. Z zachowaniem największej ostrożności postaram się odczytać napisy, są one mało czytelne. Postawiłem leżącego obok od lat psa bez głowy z plastiku, niech pilnuje tego grobu. Ten pies-zabawka, jest pozostałością po zabawach miejscowych dzieci. Tak, kiedyś takie cmentarze były miejscem zabaw dla dzieci, młodzieży. One nie robiły większych szkód, w przeciwieństwie do dorosłych...  


                                                         ------ ***  -----  


   In den Tiefen des evangelischen Friedhofs in Andrzejów, in einem stark mit wilden Bäumen bewachsenen Bereich, sind zahlreiche Grabeinfassungen und einige Grabplatten in unterschiedlichem Zustand zu sehen. Leider gibt es nur noch solche aus Zement oder Terrazzo... Marmor, Sandstein, Bordüren sind verschwunden, wohin? - Sie wissen schon...


In so kurzer Zeit hatte ich keine Gelegenheit, das Gebiet genauer zu untersuchen. Zwei der auf dem Bild sichtbaren Gräber, die dem Wohnhaus der Familie Krause am nächsten liegen, werden hier vorgestellt.


Ein interessanter Grabstein von Adolf Henschke, die Platte war an mehreren Stellen gerissen (es wurde versucht, sie vom Sockel zu reißen), aber sie hat überlebt, das Foto wurde abgerissen. Ich habe versucht, ihn umzudrehen, aber leider scheiterte das Vorhaben, weil er im Boden und im Gewicht steckte...


Das daneben liegende Grab, ein Grabstein aus Zement, ist stark oxidiert. Mit größter Sorgfalt werde ich versuchen, die Inschriften zu lesen, sie sind kaum lesbar. Ich habe seit Jahren einen kopflosen Plastikhund daneben liegen, er soll dieses Grab bewachen. Dieser Spielzeughund ist ein Überbleibsel der lokalen Kinderspiele. Ja, solche Friedhöfe waren früher ein Spielplatz für Kinder und Jugendliche. Im Gegensatz zu den Erwachsenen haben sie nicht viel Schaden angerichtet... 






                             Tu spoczywa w Bogu mój drogi mąż, nasz dobry ojciec

                                                      Adolf Henschke
                                                      ur.   11 maja 1882
                                                     zm. 12 lutego 1921
                                                   Spoczywaj w pokoju!

                              Hier ruht in Gott mein lieber Gatte unser guter Vatter
                            
                                                     Adolf Henschke

                                                    geb. d. 11 Mai 1882
                                                  gest. d. 12 Februar 1921
                                                        Ruhe sanft!




piątek, 22 października 2021

Bukowiec - Königsbach - Kościół - Religia - Otto Heike 150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN.. - cz.4

 

    Pomysł odbudowy zniszczonej szkoły i domu modlitwy został podjęty już latem 1916 r. Przy okazji wizyty proboszcza wojskowego Lic. Althausa. Na spotkaniu mieszkańców wsi w celu założenia lokalnego oddziału „Niemieckiego Stowarzyszenia dla Łodzi i Okolicy” obecny także dziennikarz łódzki Adolf Eichler zaproponował powołanie komitetu ds. Budowy nowej szkoły i domu modlitwy. Na kolejnym spotkaniu parafialnym ówczesny przywódca kościoła Alexander Egler i członkowie rady kościelnej przeforsowali ustanowienie komitetu budowlanego i ustanowienie ogólnej opłaty budowlanej przeciwko początkowemu oporowi rolników. Oprócz Eglera w skład komitetu budowlanego wchodzili także burmistrz wioski Adam Felker oraz właściciele farmy Johhan Felker, Martin Maier, Karl Roth, Karl Hamm i Karl Wildemann. Pierwszym budulcem była darowizna Komitetu Pomocy potrzebującym Niemcom protestanckim w Generalnej Guberni Warszawskiej, imigracja wspomnianego wyżej Stowarzyszenia Niemieckiego oraz efekt zbiórki przeprowadzonej przez pastora wojskowego Althausa w Rzeszy. Duchowny opisał tragiczne losy parafii Königsbach w gazecie Württenberg i wezwał do zbiórki pieniędzy. Oczywiście te przykłady zachęciły również wszystkich mieszkańców, aby komitet budowlany mógł zdecydować o rozpoczęciu budowy na początku nowego roku.


    Starając się o oficjalne zatwierdzenie projektu budowlanego, rządowy architekt Schräder z komendy policji w Łodzi w sposób niesamolubny przyszedł z pomocą ludowi Königsbach. Opracował plan budowy kościoła i szkoły oraz tak intensywnie propagował prace przygotowawcze, że rolnicy byli w stanie dojechać do materiału budowlanego jeszcze przed rozpoczęciem wiosennych upraw. Członkowie kongregacji rywalizowali między sobą w hiszpańskiej służbie i robotach ziemnych pod fundamenty, choć w trzecim roku wojny przygnębili ich przede wszystkim zmartwienia i chleb powszedni. W marcu 1917 r. Do Königsbach przybył przewodniczący Gustav-Adolf-Verein, prof. Rendtorff, w towarzystwie Lic. Althausa i Adolfa Eichlera i ogłosił dużą dotację na budowę kościoła. Fundusz wsparcia Konsystorza Warszawskiego obiecał pomoc w wysokości 10 000 marek. Dary otrzymywano także od innych organizacji i szeregu parafii.


    Budowniczowie pracują z wzorową energią, ściany małego kościoła i szkoły są połączone z nim pośrednim budynkiem, który już górował nad Manshöhe, tak aby kamień węgielny można było włożyć 15 lipca. W uroczystości wzięła udział nie tylko cała społeczność, ale także liczni goście z okolicznych wsi i Łodzi, przedstawiciele Stowarzyszenia na rzecz Niemieckości za Granicą, Stowarzyszenia Gustawa Adolfa, organizacji kościelnych i świeckich oraz posłów władz cywilnych i wojskowych. Odpowiedzialny lokalny pastor delegat, pastor Rudolf Schmidt z Pabianic, modlił się ze zgromadzeniem o powodzenie budowy, a także wygłosił mowę poświęcenia, na której oparł tekst z Koryntian: „Nikt nie może podać innego powodu, z wyjątkiem tego, który jest złożony, którym jest Jezus Chrystus. " Tak jak cały budynek spoczywa na fundamencie, tak całe nasze życie powinno być zbudowane na nauce Chrystusa. We wszystkich potrzebach życia człowiek znalazłby krzepiącą siłę w Bogu; tylko od Niego przyjdzie błogosławieństwo dla naszej codziennej pracy i ukończenia rozpoczętej budowy.

                                                          --- ***  ---

Der Gedanke an einen Wiederaufbau des zerstörten Schul- und Bethauses war bereits im Sommer 1916 anläßlich eines Besuches des Militärpfarrers Lic. Althaus aufgenommen. Bei einer Versammlung der Dorfbewohner zur Gründung einer Ortsstelle des "Deutsche Vereins für Lodz und Umgebung" regte dann der ebenfalls anwesende Lodzer Journalist Adolf Eichler die Bildung eines Komitees für den Bau eines neuen Schul- und Bethauses an. Der damalige Kirchenvorsteher Alexander Egler und Mitglider des Kirchenvorstandes setzten auf einer weiteren Gemeindeversammlung gegen den anfänglichen Wiederstand der bauern die Gründung eines Bauausschuses und die Festlegung einer allgemeinen Bauumlage durch. Dem Bauausschuß gehörten außer Egler noch der Dorfschulze Adam Felker sowie die Hofbesitzer Johhan Felker, Martin Maier, Karl Roth, Karl Hamm und Karl Wildemann an. Erste Bausteine waren eine Spende des Hilfsausschusses für die notleindenden evangelischen Deutschen in Generalgouvernement Warschau, eine Zuwanderung des vorhin erwähnten Deutschen Vereins und das Ergebnis einer von Militärpfarrer Althaus im Reich durchgeführten Sammelaktion. Der Geistiche hatte in einer württenbergischen Zeitung das tragische Schicksal der Königsbacher Kirchengemeinde geschildert und zu einer Spendaktion aufgerufen. Diese Beispiele spornten natürlich auch alle Ortsansässigen an, so daß der Bauausschuß zu Beginn des neuen Jahres den Baubeginn beschließen konnte.


Bei den Bemühungen um die behördliche Genehmigung des Bauvorhabens kam den Königsbachern in uneigennütziger Weise der Regirungsbaumeister Schräder vom Polizeipräsidium in Lodz zu Hilfe. Er entwarf den Plan für den Kirch- und Schulbau und förderte die Vorarbeiten so intensiv, daß die Bauern noch vor Beginn der Frühjahrbestellung des Baumaterial amfahren konnten. In Gespanndiensten und bei Erdarbeiten für die Fundamente wetteiferten die Gemeindeglieder untereinander, obwohl sie im dritten Kriegsjahr in erster Linie von Sorgen und das tägliche Brot bedrückt waren. Im März 1917 kam der Vorsitzende des Gustav-Adolf-Vereins, Prof. Rendtorff, in Begleitung von Lic. Althaus und Adolf Eichler nach Königsbach und küngigte eine größere Spende für den Kirchbau an. Die Unterstützungskasse des Warschauer Konsistoriums stellte eine Beihilfe von 10000 Mark in Aussicht. Auch von anderen Organisationen und einer Reihe von Kirchengemeinden kamen Zuwendungen.


Mit beispielhaften Elan setzen sich die Bauleute ein, die Mauern des Kirchleins und der durch einen Zwischenbau mit ihm verbundenen Schule ragten bereits über Manshöhe empor, so daß am 15 Juli die feierliche Grundsteinlegung vorgenommen werden konnte. Zu dieser Feier war nicht nur die ganze Gemeinde erschienen, sondern auch viele besucher aus den Nachbardörfen und aus Lodz, Vertreter des Vereins für das Deutschtum im Ausland, des Gustav-Adolf-Vereins, kirchlicher und weltlicher Organisationen sowie Abgesandte der Zivil- und Militärbehörden. Der zuständige Ortspfarrer Abgesandeter, Pastor Rudolf Schmidt aus Pabianice, betete mit der Gemeinde um das Gelingen des Baues und hielt auch die Weiherede, der er einen Text aus dem Korintherbrief zugrndelegte "Einen anderen Grund kann niemand legen, außer dem der gelegt ist, welcher ist Jesus Christus." Wie auf dem Fundament der ganze Bau ruhen wird, so sollte sich auf der Lehre Christi unser ganzes Leben aufbauen. In allen Nöten des Lebens fände der Mensch in Gott stärkende Kraft, von ihm allein würde auch der Segen für unsere tägliche Arbeit und für die Vollendung des begonnenen bauwerkes kommen.




Jan i Florentyna Krause - Grób - Cmentarz ewangelicki - Andrzejów - cz.1

 

    Następna, słabo przespana noc, dużo czasu na myślenie... Grób rodziny Jana Krause, mam cały czas z tyłu głowy, zbliża się 1 listopada, dzień w który zapala się znicze, pochyla głowy w zadumie. Marzyło mi się, że tak samo, tego dnia stanę przy grobie Jana Krause. Wczoraj dzwoniłem do Dominika także w tej sprawie, chciałem ustalić termin poszukiwania tego grobu. Wstępnie ustaliliśmy date 2 listopada… Jednak coś mi dzisiaj w nocy mówiło: - jedź z samego rana, znajdziesz ten grób.

Myślę, że Dominik nie będzie miał tego za złe, zrobiłem samowolkę….

     Podjąłem decyzję wyjazdu, spakowałem najpotrzebniejsze narzędzia, wodę, szczotki i pojechałem do Andrzejowa. Byłem dobrej myśli, latem Pan Włodzimierz pokazywał mi, gdzie według niego ten grób może być zlokalizowany. Zaopatrzony w metalowy szpikulec przystąpiłem do ataku na busz. „Przekłułem” ponad 50 metrów kwadratowych porośniętych dziczkami, różami. Właśnie te dzikie róże (zdjęcie 1-2) broniły swojego terytorium, wyszedłem pokłuty niemiłosiernie, nie odnajdując tego czego szukałem….Byłem bliski rezygnacji, jednak postanowiłem zaatakować zarośla z innej troszeczkę strony. Pan Włodzimierz udostępnił mi zdjęcie grobu rodziny Krause, z czasów kiedy był kręcony film. Było mi zdecydowanie lżej w poszukiwaniach. W tym buszy znajduje się wiele nagrobków (poniszczonych), ram grobowych, gdzieś na 15-tym metrze w głębi zarośli natrafiłem na wzgórek, który mógłby być tym poszukiwanym. Z drżeniem rąk rozgarnąłem gąszcz bluszczu i opadłych liści: zobaczyłem trzy litery Kra…, (zdjęcie 6) wystarczyło! Cieszyłem się w samotności jakbym odkrył Amerykę!

    Jednak, zanim zabrałem się na czyszczenie grobu, analizowałem, z której strony najkrótszą drogą można dotrzeć w przyszłości do tego miejsca. Wybrałem wejście na końcu alejki, karczowanie zajęło mi ponad dwie i pół godziny. Niestety, starość odbija swoje oblicze, nie jestem już tak sprawny jak podczas karczowania cmentarza ewangelickiego w Bukowcu. Jednak uważam, że przejście jest bezpieczne, można bez przeszkód tam dojść (zdjęcia 13-15). Zapraszam wszystkich, którzy chcą zapalić znicz, lub położyć kwiatki, do odwiedzin tego grobu. Jan Krause i jego małżonka Florentyna, zasługują w szczególności na pamięć i szacunek. Zmarli: Jan 25.1.1944, Florentyna 26.2.1944. Od zawsze okazywali swój patriotyzm do Polski, mimo że mieli niemieckie korzenie, byli wyznania ewangelickiego. Na moim blogu poświęciłem bardzo dużo miejsca tej rodzinie, właścicielom największej w Polsce fabryki kafli „Ceramika” w Andrespolu, także dużego tartaku i cegielni w Łodzi. O ich skromności może świadczyć ich grób, położony w głębi cmentarza, a o polskości napis: GRÓB RODZINY KRAUSE… Po tej rodzinie pozostały do dnia dzisiejszego trzy domy na ulicy Fabrycznej w Andrespolu, Ochotnicza Straż Pożarna, czy też Gminny Ośrodek Kultury w Wiśniowej Górze…

                                                                       --- *** ---

    Wieder eine schlecht geschlafene Nacht, viel Zeit zum Nachdenken... Das Grab der Familie von Jan Krause ist ständig in meinem Hinterkopf, der 1. November rückt näher, der Tag, an dem die Kerzen angezündet werden, die Köpfe zum Nachdenken gesenkt. Ich träumte, dass ich an diesem Tag auch am Grab von Jan Krause stehen würde. Gestern habe ich Dominik auch deswegen angerufen, ich wollte einen Termin für die Suche nach diesem Grab festlegen. Wir haben uns vorläufig auf den 2. November geeinigt... Aber irgendetwas sagte mir heute Abend: - gehen Sie gleich morgen früh hin, dann werden Sie dieses Grab finden.


Ich denke, dass Dominik nichts dagegen haben wird, ich habe es auf meiner eigenen....


     Ich fasste den Entschluss zu gehen, packte die nötigsten Werkzeuge, Wasser und Pinsel ein und fuhr nach Andrzejów. Ich war guter Dinge, denn im Sommer hatte mir Herr Włodzimierz gezeigt, wo dieses Grab seiner Meinung nach zu finden sein könnte. Ausgestattet mit einem Metallspieß, begann ich meinen Angriff auf den Busch. Ich habe über 50 Quadratmeter mit Wildrosen bewachsener Fläche "durchstochen". Diese Wildrosen (Foto 1-2) verteidigten ihr Revier, ich stach gnadenlos zu und fand nicht, was ich suchte....Bevor ich kurz davor war, aufzugeben, beschloss ich, den Busch von einer anderen Seite anzugreifen. Herr Wlodzimierz stellte mir ein Foto des Grabes der Familie Krause zur Verfügung, das aus der Zeit stammt, als der Film gedreht wurde. Ich war definitiv leichter bei meiner Suche. In diesem Gebüsch gibt es viele Grabsteine (zerstört), Grabeinfassungen, irgendwo auf dem 15. Meter in der Tiefe der Büsche fand ich einen Hügel, der der gesuchte sein könnte. Mit zitternden Händen durchkämmte ich das Dickicht aus Efeu und herabgefallenen Blättern: Ich sah drei Buchstaben Kra..., (Foto 6) es war genug! Ich freute mich in der Einsamkeit, als ob ich Amerika entdeckt hätte!


    Bevor ich jedoch mit der Reinigung des Grabes begann, untersuchte ich, von welcher Seite aus der kürzeste Weg zu diesem Ort in Zukunft zu erreichen wäre. Ich wählte den Eingang am Ende der Gasse, die Rodung dauerte über zweieinhalb Stunden. Leider fordert das Alter seinen Tribut, und ich bin nicht mehr so fit, wie ich es bei der Räumung des evangelischen Friedhofs in Bukowiec war. Ich denke jedoch, dass die Kreuzung sicher ist und man dort ohne Probleme laufen kann (Fotos 13-15). Ich lade alle, die eine Kerze anzünden oder Blumen niederlegen möchten, ein, dieses Grab zu besuchen. Vor allem Jan Krause und seine Frau Florentyna verdienen es, dass man sich an sie erinnert und ihnen Respekt zollt. Sie starben: Jan 25.1.1944, Florentyna 26.2.1944. Sie zeigten immer ihren Patriotismus gegenüber Polen, obwohl sie deutsche Wurzeln hatten und evangelischer Konfession waren. Ich habe dieser Familie, die Eigentümer der größten polnischen Fliesenfabrik "Ceramika" in Andrespol sowie eines großen Sägewerks und einer Ziegelei in Lodz ist, viel Platz in meinem Blog gewidmet. Von ihrer Bescheidenheit zeugt ihr Grab, das sich tief auf dem Friedhof befindet, und von ihrer Polnizität die Inschrift: Grab der FAMILIE KRAUSE... Bis heute sind drei Häuser in der Fabryczna-Straße in Andrespol, die Freiwillige Feuerwehr oder das Gemeindekulturzentrum in Wiśniowa Góra nach der Familie benannt...





                          Tak wygląda wejście prowadzące do grobu rodziny Karuse.

                                                              Karczowanie.









czwartek, 21 października 2021

Spotkania Świrzan - Biuletyn - Kresy - Ukraina - Echo - 1929

 Dlaczego zamieszczam materiał związany ze Świrzem? - od dawna otrzymuję od Pana Józefa Wyspaińskiego informację o najświerzszych numerach : "Spotkania Świrzan".

Ciekawe materiały bez dwóch zdań, dlatego pozwoliłem sobie dodać ten materiał poniżej, gratulacje za wkład włożony w redagowanie tego pisma!

Tytuł: Spotkania Świrzan. Typ obiektu: biuletyn. Więcej 

Świrz (ukr. Свірж, za II RP także Swirz) – wieś w rejonie przemyślańskim obwodu lwowskiego Ukrainy, nad rzeką Świrż. - Wikipedia.

Echo. 1929-06-18 R. 5 nr 150

       TRZY STRZAŁY NIE ZATRZYMAŁY OPRYSZKA.


               POLICJANT NA CHŁOPSKIEJ SZKAPIE.


ZE LWOWA DONOSZĄ:

    Onegdaj po południu posterunkowy Stanisław Jagniątkowski z posterunku Świrz, pow. Przemyślany powracając z obchodu spotkał nieznanego osobnika, który powiedział mu, że nazywa się Piotrowski i pochodzi ze Świarza. Posterunkowy Jagniątkowski powziął jednak podejrzenie i zaprowadził go do mieszkania wójta w Świrzu. W chwili gdy mówił z wójtem rzekomy Piotrowski uderzył go z nienacka wałkiem po głowie zadając mu ranę nad prawym okiem, i rzucił się do ucieczki.

Po kilku minutach Jagniątkowski  odzyskał przytomność i rozpoczął pogoń za bandytą, przyczem trzykrotnie strzelił ale bez skutku. Spotkawszy pasącego się konia posterunkowy Jagniątkowski  wsiadł na niego i dopadł uciekającego. Schwytawszy go, doprowadził do posterunku, gdzie stwierdzono, że bandyta ten nazywa się Jakim Jakimczuk i przed 3 dniami zbiegł z więzienia karnego w Drohobyczu, gdzie odsiadywał karę 7-letniego więzienia za rabunek.





wtorek, 19 października 2021

Bukowiec - Königsbach - Kościół - Religia - Otto Heike 150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN.. - cz.3

 


     Z duszpasterzy w Pabianicach, którzy ze względu na oddalenie wioski od oficjalnej siedziby nie mogli nawiązać kontaktu z ludnością, o starszym pastorze z Königsbach Eugen Engel wciąż czule wspominany jeszcze z czasów z przed I wojną światową. Urodził się w Brzezinach jako syn nauczyciela i kantora, dlatego przywiózł z domu głęboką pobożność i poważne oddanie posłudze. Jako kaznodzieja dobrze rozumiał potrzeby drobnych rolników ze Szwabii, którzy czcili go jako ważnego i zawsze pomocnego pastora. Następcą Engelsa w 1914 roku był żywy, ale łatwo drażliwy pastor Rudolf Schmidt. W przeciwieństwie do Engela pastor Schmidt był wyraźnie niezręczny w kontaktach z „prostymi ludźmi” i nawet w kazaniu nie zawsze mógł we właściwy sposób przemawiać do zgromadzenia prostych, nieco dziwnych, ale poza tym dobrodusznych chłopów. Odniosło się przy nim wrażenie, że chciał podkreślić autorytet swojej klasy przed chłopskim rozmówcą, niezależnie od tego, czy chodziło o konieczny kontakt z kantorem, radnymi, czy z samymi parafianami.

Należy wspomnieć o kapelanie wojskowym z okresu I wojny światowej, który w okresie okupacji niemieckiej pełnił funkcję proboszcza gubernatora w Łodzi. Był to Lic. Paul Althaus, „kanclerz-rzecznik połysku i polerowania”, jak ujął to ówczesny niemiecki przywódca Adolf Eichler. Jako pierwszy Niemiec Rzeszy spotkał się z niemieckimi kolonistami z ciepłym współczuciem po usłyszeniu o dotkliwej wizytacji Königsbach w pierwszych miesiącach wojny. Po swojej pierwszej wizycie w szwabskiej osadzie zainicjował też powołanie komitetu ds. Odbudowy kościoła i szkoły. Do tego pomysłu zmobilizował różne agencje w Rzeszy, takie jak Stowarzyszenie Gustawa Adolfa, Stowarzyszenie na rzecz Niemców za Granicą, Komitet Pomocniczy Niemców protestanckich w Generalnym Gubernatorstwie, Stowarzyszenie Niemieckie w Łodzi i różne agencje rządowe. W dniu 15 grudnia 1916 r. Pastor Althaus udał się do Königsbach na wykład, jeszcze w tym czasie w prowizorycznych salach lekcyjnych w domu Sutterów, i podniósł psychicznie wciąż zdesperowanych mieszkańców i obiecał pomóc im w odbudowie kościoła. Czy to na tym wykładzie, czy na nabożeństwach, które kilkakrotnie odbywał w Königsbach, za każdym razem urzekał go wyraźny język, zrozumiały nawet dla zwykłego człowieka, oraz graficzna interpretacja tekstów biblijnych.

Po bitwie łódzkiej i wspomnianym już „przełomie Brzezin” Rosjanie zniszczyli 86 zagród, a prawie stuletnia sala modlitewna wraz ze szkołą stanęła w płomieniach. Straszliwa katastrofa przyniosła wspólnocie tyle nieszczęść, że na razie nie można było pomyśleć o budowie szkoły czy nawet kościoła. Jednak już na początku 1915 r. Gmina wynajęła duże gospodarstwo rolne od Karla Eglera w Oberdorfie (Górny Bukowiec), gdzie odprawiał czytelnictwo emerytowany nauczyciel Adam Kainath, który po wybuchu wojny przeniósł się do Königsbach. Później w domu Sutterów w pobliżu starej szkoły znaleziono dwa odpowiednie pokoje; służyły społeczności jako środek tymczasowy, aż do ukończenia budowy nowego kościoła późną jesienią 1917 roku.



Von den Pfarrern in Pabianice, die schon allein wegen der Abgelegenheit des Dorfes von ihrem Amtsitz nur wenig Kontakt zu den Menschen gewinnen konnten, ist aus der zeit vor dem Ersten Weltkrieg den älteren Königsbachern Pastor Eugen Engel noch in guter Erinnerung. Er war in Brzeziny als Sohn eines Lehrers und kantors geboren und brachte also von Hause aus innige Frömmigkeit und ernsthafte Hingabe für das geistliche Amt mit. Als Prediger hatte er das rechte Verständnis für die Bedürfnisse der schwäbischen Kleinbauern, die in ihm den gültigen und allzeit hilfsbereiten Seelsorger verehrten. Nachfolger Engels wurde 1914 der lebhafte, aber auch leicht reizbare Pastor Rudolf Schmidt. Im Gegensatz zu Engel fiel Pastor Schmidt der Umgang mit "einfachen Leuten" sichtlich schewr, und auch in der Predigt konnte er eine Gemeinde von einfachen, leicht querköpfigen, aber sonst gutmütigen bauern nicht immer in der richtigen Weise ansprechen. Man hatte bei ihm den Eindruck, als ob er die Autorität seines Standes den bäuerlichen Gesprächspartner gegenüber hervoheben wollte, ganz gleich, ob es sich um den kirchendienstlich notwendigen Kontakt mit dam Kantor, mit den Mitgliedern des Kirchenvorstandes oder mit den Gemeindegliedern selbst handelte.



    Aus der Zeit des Ersten Weltkrieges ist der Name eines Militärgeistliechen zu nennen, der während der deutschen besetzung als Gouvernementspfarrer in Lodz tätig war. Es war Lic. Paul Althaus, ein "Kanzleredner von Glanz und Schliff", wie es der damalige Deutschtumsführer Adolf Eichler ausdrückte. Als erster Reichsdeutscher begegnete er den deutschen Kolonisten mit warmer Anteilnahme, nachdem er von der schweren Heimsuchung Königsbachs in den ersten Monaten des Krieges gehört hatte. Nach seinem ersten Besuch in der Schwabensiedlung gab er auch Anstoß zur Gründung eines Ausschusses für den Wiederaufbau von Kirche und Schule. Er mobilisierte für diesen gedanken verschiedene Stellen im Reich, so den Gustav-Adolf-Verein, den Verein für das Deutschtum im Ausland, den Hilfsausschuß für die evangelischen Deutschen in Generalgouvernement, den in Lodz bestehenden Deutschen Verein und auch verschiedene Regierungsstellen. Am 15 Dezember 1916 kan Pastor Althaus zu einem Vortrag nach Königsbach, da mals noch in den provisorischen Schulräumen in Hause Sutter, richtete die immer noch verzagten Bewohner seelisch auf und versprach seine Hilfe beim Wiederausbau eines Gotteshauses. Ob bei diesem Vortrag oder bei Predigtgottesdiensten, die er mehrmals in Königsbach erhielt, jedesmal fesselte gungskraft, seine klare, auch für den einfachen Mann verständliche Sprache sowie durch die bildhafte Auslegung der biblischen Texte.

Nach der Schlacht um Lodz und dem bereits erwähnten "Durchbruch von Brzeziny" hatten die Russen 86 Gehöfte und den fast hundertjährigen Betsaal mit der Schule in Flammen aufgehen lassen. Die furchtbare Katastrophe brachte so viel Elend über die gemeinde, daß vorerst an den Bau einer Schule oder gar einer Kirche nicht gedacht werden konnte. Aber schon Anfang 1915 mietete die Gemeinde eine große bauernstube bei Karl Egler in Oberdorf, wo der bereits pensionierte und nach Ausbruch des Krieges nach Königsbach verzogene Lehrer Adam Kainath Lesegottesdienste abhielt. Später fand man zwei geeignete Räume im hause Sutter in der Nähe der alten Schule; sie dienten der gemeinde als Provisorium bis zur Fertigstellung der neuen Kirche im Spätherbst 1917.


poniedziałek, 18 października 2021

Bukowiec - Königsbach - Kościół - Religia - Otto Heike 150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN.. - cz.2

     Pastor  kościoła ewangelickiego w Pabianicach do którego struktur przynależał Bukowiec, przyjeżdżał na kazanie i komunię tylko raz w miesiącu. Aby jego wizyty mogły dojść do skutku, ktoś  z wyznaczonych tego dnia rolników musiał odbyć swoją furmanką zaprzężoną w konie podróż przez Rzgów do Pabianic i odebrać pastora, co zabierało kilka godzin czasu. Pastor noc spędzał w mieszkaniu nauczyciela, w niedzielę rano odprawił nabożeństwo, po południu udzielał ślubów, a następnie powracał furmanką do Pabianic. Choć na przełomie XIX i XX wieku w bezpośrednim sąsiedztwie Bukowca i niemieckiej osady Andrzejów powstała samodzielna parafia, która była w sporze z hierarchami kościelnymi w Pabianicach za odmienność i niesubordynację, spowodowała, że Bukowiec mimo tak małej odległości nie przystąpił do tych struktur. Wydaje się, że duży wpływ miały naciski z Pabianic.

Szwabscy​​osadnicy prawdopodobnie wznieśli pierwszy kościół w 1808 roku jako budynek z muru pruskiego bez wieży. Duża sala modlitewna mogła pomieścić dobre 250 osób i była wyposażona w chór i dwie boczne galerie. W 1845 roku na szczycie chóru zainstalowano małe organy. Autor dobrze pamięta tradycyjne ustawienie miejsc podczas nabożeństwa: żonaci mężczyźni usiedli po prawej stronie, kobiety po lewej; w galeriach po prawej młodzież męska, po lewej młodzież żeńska. Miejsce przed organami zarezerwowano dla chóru puzonowego i kościelnego. Sala modlitewna była zawsze dobrze wyposażona na niedzielne nabożeństwa; ponieważ było to niepisane prawo, że przynajmniej jedna osoba dorosła z każdej rodziny powinna chodzić do kościoła. W wielkie święta, zwłaszcza Boże Narodzenie, kiedy uczniowie odgrywali szopki, sceny mówione i kolędy, sala z trudem mogła pomieścić gości. W określone dni, kiedy uczęszczano do kościoła, zbiórka pieniężna była przeznaczona dla kantora lub kościelnego. Przed I wojną światową na talerzu znajdowały się kwoty od 50 kopiejek do 2 rubli. Niezależnie od tego, torba z dzwonkiem krążyła w każdą niedzielę. Kantorami byli poszczególni nauczyciele, z których na szczególną uwagę zasługują Adam Kainath i Karl Meier. Kainath, urodzony w Bukowcu, zarządzał kantoramtem przez 23 lata i miał wzorowy stosunek zaufania do parafian. Meier pracował dla kościoła przez 30 lat. Jego autorytet jako „ojca wioski” opierał się na sumiennym wykonywaniu swoich obowiązków, na wielkiej sile wiary, którą starał się przekazać innym, oraz na oddaniu się swojemu urzędowi. Szczególnie zaktywizował życie wspólnotowe, m.in. zakładając chór kościelny, troszczył się o dorastającą młodzież. Był także promotorem Ewangelickiego Stowarzyszenia Kobiet, które powstało z inicjatywy miejscowego kapelana w 1930 r., a na jego czele stanęła żona nauczyciela Meiera.


    Der Pastor des zuständigen Kirchenspiels in Pabianice kam nur einmal pro Monat zum Predigt- und Abendmahllsgottesdienst. Reihum mußten die Bauern ein Gespann nach Pabianice schicken und den Pastor abholen. Er übernachtete in der Wohnung des Lehrers und hielt am Sonntagvormittag den Gottesdienst, nahm am nachmitag Trauungen vor und wurde denn mit dem Fuhrwerk nach Pabianice zurückgebracht. Zwar enstand um die Jahrhundertwende in unmittelberer Nähe von Königsbach, un der deutschen Siedlung Andrzejów eine selbständige Kirchengemeinde, aber die gewachsene Struktur des zuständigen Kirchenspiels durfte anscheinend aus formalen Gründen nicht geändert werden.

Das erste Gotteshaus errichten die schwäbischen Siedler wahrscheinlich im jahre 1808 als Fachwerkbau ohne Thurm. Der große Betsaal konnte gut 250 Personen fassen und war mit einem Chor und zwei Seitenemporen ausgestattet. Auf dem Chor wurde 1845 eine kleine Orgel installiert. Gut erinnert sich der Verfasser an die traditionelle Sitzordnung während des Gottesdienstes: Unten saßen auf der rechten Seite die verheirateten Männer, links die Frauen; auf den Emporen rechts die männliche und links die weibliche Jugend. Der Platz vor der Orgel war dem Posaunenchor und dem Kirchechor vorbehalten. Der Betsaal war zu den sontäglichen Gottesdiensten immer gut besetzt; denn es war ein ungeschriebenes Gesetz, daß aus jeder Familie mindestens ein Erwachsener zur Kirche ging. An hohen Feiertagen, besonders zu Weihnachten, wenn die Schulkinder Krippenspiele, Sprechszenen und Weihnachtslieder darobten, konnte der Saal die besucher kaum fassen. An bestimmten Tagen mit gutem Kirchenbesuch war die Kollekte für den kantor oder für den Küster bestimmt. Es wurden vor dem Ersten Weltkrieg Beträge zwischen 50 Kopeken und 2 Rubel in der Teller gelegt. Unabhängig hiervon ging an jedem Sonntag der Klingelbeutel herum. Kantoren waren also die jeweligen Lehrer, von denen Adam Kainath und Karl Meier besondere Erwähnung verdienen. Kainath, ein gebürtige Königsbacher, verwaltete das kantoamt 23 Jahre lang und stand zu den Gemeindegliedern in einenm beispielhaften vertrauensverhältnis. meier wirkte sogar 30 jahre im Dienste der kirche. Seine Autorität als "Vater des Dorfes" gründete sich auf gewissenhafte Pflichterfüllung, auf seine große Glaubenskraft, die er auch auf andere zu übertragen versuchte, und auf die Hingabe an sein Amt. Er hat in besonderem Maße das Gemeinschaftsleben aktiviert, etwa durch die Gründung eines Kirchenchores, und sich der heranwachsenden Jugend angenommen. Er förderte auch den Evangelischen Frauenbund, der 1930 auf Initiatyve des Ortsgeistlichen enstanden war und von der Ehefrau des lehrers Meier geleitet wurde.


niedziela, 17 października 2021

Bukowiec - Königsbach - Kościół - Religia - Otto Heike 150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN.. - cz.1

    Książka Otto Heike 150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN IN POLEN 1795-1945, była, jest i będzie dla mnie składnicą informacji o terenach mi bliskich. Oczywiście Bukowiec jest numerem jeden. Rozdział o religii i kościele jest wiodącym. Materiał który zamieszczę w kilku częściach opowie całą historię na przestrzeni ponad 140 lat pobytu osadników ze Szwabii.

Niestety, śladów ich bytności coraz mniej.., cmentarz popada ponownie w ruinę, szkoła przykościelna w opłakanym stanie...

Cóż pozostaną tylko wspomnienia zapisane na kartach papieru, ich nie można wymazać...


     Dla wiosek kolonialnych, czy to w centralnej Polsce, czy na Wołyniu, kościół był nie tylko kwestią wiary i duszpasterstwa, był najważniejszym czynnikiem w walce o zachowanie języka i narodowości. Ewangelik był synonimem języka niemieckiego, a kościół katolicki był kościołem „polskim”. Był to nieunikniony rozwój i wynikał z bliskiego związku między przekonaniami a pochodzeniem etnicznym.

Nieliczni katolicy wśród osadników w 1803 i 1804 roku - tylko 9 z około 250 dusz było katolikami - wkrótce poczuli się tak samotni pośród ewangelicznej „przytłaczającej mocy”, że zrezygnowali z zakupionych gospodarstw i przenieśli się do Łodzi, gdzie tylko było to możliwe. miał odwiedzić niemieckojęzycznego księdza katolickiego w celu spowiedzi. Oprócz nielicznych Polaków mieszkających na skraju wsi przed I wojną światową wśród mieszkańców Königsbach były tylko dwie rodziny katolickie.

Jako parafia protestancka Königsbach została podporządkowana parafii w Pabianicach w 1815 roku. Nie było to dobre rozwiązanie, bo to małe miasteczko było oddalone od Königsbach o 21 km i nawet po wprowadzeniu ruchu kolejowego można było do niego dojechać tylko konno i furmanką przez Rzgów. Pomimo niedogodności i trudności związanych z ruchem drogowym dla kongregacji i pastora, nic w tym zadaniu nie zmieniło się od ponad 100 lat. A ponieważ duchowny nie był w stanie odpowiednio zaopatrzyć wspólnoty, która była oddalona od jego miejsca zamieszkania, duża część zadań duszpasterskich kościoła musiała spaść na kantora. Związek między szkołą a kościołem, nauczaniem i urzędem kantora, który wyrósł z potrzeby w ciągu pierwszych kilku lat, okazał się celowy dla społeczności wiejskiej. Podstawę prawną otrzymał w prawie kościelnym z 1849 r., które zalegalizowało powstanie szkół kantorów i poddało je konsystorzowi w Warszawie.


Pastor odpowiedzialnego przedstawienia kościelnego w Pabianicach przychodził na kazanie i komunię tylko raz w miesiącu. Z kolei chłopi musieli wysłać ekipę do Pabianic i odebrać pastora. Noc spędził w mieszkaniu nauczyciela, w niedzielę rano odprawił nabożeństwo, po południu urządził wesela, a następnie powrócił furmanką do Pabianic. Choć na przełomie XIX i XX wieku w bezpośrednim sąsiedztwie Königsbach i niemieckiej osady Andrzejów powstała samodzielna parafia, ustalona struktura spektaklu kościelnego najwyraźniej nie mogła zostać zmieniona ze względów formalnych.

Nauczyciele protestanccy byli już przygotowani do pełnienia odpowiedzialnej funkcji kantora w niepełnym wymiarze godzin już podczas szkolenia seminaryjnego. Śpiew, gra na organach i wykłady ustne były ważnymi przedmiotami, których nauczano w kolegium nauczycielskim w Warszawie, a później w Łodzi. Nauczyciel ze wsi niemiecko-protestanckiej był zobowiązany do gry na organach w każdą niedzielę i czytania kazania co najmniej trzy razy w miesiącu. Nabożeństwo kantora obejmowało również naukę o dżemie, chrzciny, przyjmowanie rachunków, zarządzanie sekretarzem chrztu i śmierci oraz różnego rodzaju drobne akty urzędowe, a na koniec odprowadzał zmarłego na cmentarz. Kantorat przynosił nauczycielowi dodatkowe dochody; Musiał jednak zrezygnować z urlopu i urlopu, ponieważ zastępstwo było możliwe tylko w nagłych przypadkach.


Bukowiecka świątynia w latach 30-tych XX wieku. Źródło: Ostlandbild/Rode, 1937, Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi

Das Buch Otto Heike 150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN IN POLEN 1795-1945, war, ist und bleibt für mich eine Fundgrube für Informationen über Gebiete, die mir nahe stehen. Natürlich ist Bukowiec die Nummer eins. Das Kapitel über Religion und Kirche ist das wichtigste Kapitel. Das Material, das ich in mehreren Teilen aufnehmen werde, wird die ganze Geschichte des mehr als 140 Jahre dauernden Aufenthalts der schwäbischen Siedler erzählen.


Leider gibt es immer weniger Spuren ihrer Anwesenheit..., der Friedhof verfällt wieder, die Kirchenschule ist in einem beklagenswerten Zustand...


Nun, was bleibt, sind die Erinnerungen, die auf den Blättern stehen, sie können nicht gelöscht werden...

    Für die Kolonistendörfer, ob in Mittelpolen oder in Wolhynien, war die Kirche nur eine Angelegenheit des Glaubens und der Seelsorge, sie war der wesentlichste Faktor im Kampf um die Erhaltung der Sprache und des Volkstums. Evangelisch war gleichbedeutend mit deutsch, und die katolische Kirche war eben die "polnische" Kirche. Das war eine zwangsläufige Entwicklung und resultierte aus der engen Verbindung von Glauben und Volkstum.

Die wenigen Katholiken unter der Siedlern der Jahre 1803 und 1804 - von etwa 250 Seelen waren nur 9 katholischen Glaubens - fühlten sich inmitten der evangelischen "Öbermacht" glaubenmäßig bald so vereinsamt, daß sie die erwobenen Hofstellen aufgaben und nach Lodz zogen, wo immerhin die Möglichkeit gegeben war, einen deutschsprechenden katholischen Priester für die Beichte aufzusuchen. Abgesehen von den wenigen am Dorfrand wohnenden Polen gab es vor dem Ersten Weltkrieg unter der Bevölkerung von Königsbach nur zwei katholische Familien.

Als evangelische Kirchengemeinde wurde Königsbach 1815 der Pfarrei Pabianice unterstellt. Das war keine gute Lösung, denn dieses Städtchen war 21 km von Königsbach entfernt und auch nach Einführung des Eisenbahnverkehrs nur mit dem Pferdefuhrwerk über Rzgów zu erreichen. Trotz der verkehersmäßigen Nachteile und Erschwernisse für die Gemeinde und den Pfarrer hat sich mehr als 100 Jahre lang an dieseran dieser Zuordnung nichts geändert. Und da der Geistliche die von seinem Wohnort entlegene Gemeinde nicht ausreichend versorgen konnte, mußte ein großer Teil der kirchlich-seelsorgerichend Aufgaben dem kantor zufallen. Die aus der Not der ersten Jahre erwachsene Verbindung von Schule und Kirche, von Lehr- und Kantoramt hatte sich für die Dorfgemeinschaft als zweckmäsig erwiesen. Sie erhielt ihre rechtliche Grundlage in dem Kirchengesetz von 1849, welches die Einrichtung der Kantoratsschulen legalisierte und sie dem Konsistorium in Warschau unterstellte.

Die evangelischen Lehrer wurde schon in der Seminarausbildung auf ihr verantwortungsvolles Nebenamt als kantor vorbereitet. Gesang, Orgelspiel und mündlicher Vortrag waren in Warschau wie auch später in Lodz wichtige Unterrrichtsfächer des Lehrerseminars. Der deutsch-evangelische Dorflehrer war verplichtet, an jedem Sonntag Orgel zu spielen und mindestens dreimal im Monat die Predigt zu lesen. Zum kirchlichen Dienst des kantors gehörten auch der Konfitmandenunterricht, das taufen, die Entgegennahme der Aufgebote, die Führung des Taufs- und Totenreisters und kleine Amtshandlungen verschiedener Art. Schließlich gab er auch dem Verstorbenen das Geleit zum Friedhof. Das Kantorat brachte dem Lehrer zusätzliche Einkünfte; er mußte allerdings auf Ferien und Urlaub verzichten, denn eine Vertretung war nur in dringenden Fällen möglich.


piątek, 15 października 2021

Bukowiec - Königsbach - Administracja wspólnoty - Sołtys - Schulzen - Otto Heike - 150 JAHRE ...

 Takie prawa obowiązywały w szwabskiej osadzie Bukowcu - Königsbach w pierwszych latach osadnictwa, materiał pochodzi z książki Otto Heike - 150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN IN POLEN 1795-1945

                                           W SŁUŻBIE WSPÓLNOTY

Administracja wspólnoty:

     Ze swojej ojczyzny w południowych Niemczech osadnicy znali samorządność w swoich gminach. Z tego powodu Komisja Osiedleńcza przyznała im prawo samodzielnego wybierania organów administracji lokalnej. Pierwszym i najważniejszym był Schulzenamt. Odpowiedni kandydat był wybierany co roku przez zgromadzenie gminne i zaprzysięgany pod przepisową przysięgą "lojalności i sprawiedliwości". Dopiero wtedy izba domowa Kalischa zatwierdzała wybraną osobę.

Początkowo jednym z obowiązków sołtysa było przewodniczenie sądowi wiejskiemu, który składał się z trzech lub czterech członków jako ławników. Była to raczej rola arbitra w "sporach i wzajemnej niesubordynacji"; większe przestępstwa musiał sądzić sąd izbowy. Zgodnie z aktem dziedzicznym osadnicy byli zobowiązani do przestrzegania zarządzeń wójta i wyroków sądu wiejskiego. Zapis ten zapewniał autorytet sołtysa i wójta, co pozytywnie wpływało na współżycie społeczności. Do sądu wiejskiego należało przede wszystkim rozstrzyganie spraw spadkowych, opiekuńczych i kupna-sprzedaży oraz protokołowanie tych spraw. Autorytet posunął się nawet do tego, że szeryf w porozumieniu z ławą przysięgłych mógł pozbawić pracy złego rolnika, jeśli ten nie reagował na wcześniejsze upomnienie lub karę ze strony sądu wiejskiego.

W pierwszych latach Schulze był zasadniczo odpowiedzialny za nadzór nad uporządkowaną budową domów i karczowaniem ziemi, za terminowe płacenie podatków i składek procentowych oraz za nadzór nad szkołą. Wszystkie zamówienia na kwatery i furażerki, a także zapewnienie obsługi koni i wozów, przekazywano również wiejskiemu szkolnikowi. W koloniach, które nie posiadały jeszcze karczmarza, Schulze musiał przejąć także "oficjalne" stanowisko oberżysty. Za swoją pracę otrzymał specjalny przydział ziemi. W większości przypadków było to pół akra, które otrzymywał bez podatku, a ponadto otrzymywał część dochodów, które wpływały do administracji miejskiej z tytułu nałożonych grzywien.

Po 1820 roku zachowano prawo do demokratycznego wyboru sołtysa, ale pozbawiono go władzy sądowniczej, nawet w drobnych sprawach. Obok wójtów, zgromadzenie gminne wybierało teraz także stałego przedstawiciela sołtysa, tzw. Unterschulza (Podsołtysa), który miał na bieżąco wykonywać pewne zadania administracyjne. Wybrani przedstawiciele gminni byli zatwierdzani przez władze administracyjne tylko wtedy, gdy znali język polski. Kadencja była ograniczona do 3 lat, ale mogła być przerwana lub zawieszona w przypadku udowodnionego nadużycia władzy publicznej. Użytkowanie ziemi zostało ograniczone: zamiast pierwotnych pół akrów Schulze zachowali tylko 4 akry, a Unterschulz 2 akry.

                


                 IM DIENSTE DER GEMEINSCHAFT


Die Verwaltung der Gemeinde:

    Von ihrer süddeutschen heimat her waren die Siedler mit der Selbstverwaltung in ihren Gemeinden vertraut. Deshalb räumte ihnen die Ansiedlungskommission auch für den neuen Recht ein, die Organe der örtlichen Verwaltung selbst zu wählen. An erster Stelle stand das Schulzenamt. Durch Wahl, die alljährlich von der Gemeindeversammlung vorgenommen wurde, kam ein geeigneter Bewerber in sein Amt, nachem er mit dem vorgeschriebenen Schwur "aufTreue und Gerechtigkeit" vereidigt worden war. Dann erst gab die Kalischer Domänenkammer dem Gewählten die Bestätigung.

Zu den Obliegenheiten des Schulzen gehörte am Anfang auch der Vorsitz im Dorfgericht, dem drei bis vier Mitglieder als Schöffen angehörten. Es war mehr die Rolle eines Schiedsmannes in "Streitigkeiten und gegenseitigen Widersetzlichkeiten"; größere Vergehen hatte das Kammergericht abzuurteilen. Die Ansiedler waren laut Erbverschreibung verplichtet, sich den Anordnungen des Dorfschulzen und dem Urteil des Dorfgerichts zu fügen. Mit deieser Bestimmung war die Autorität des Schulzen und der Schöffen gesichert, und das wirkte sich im Zusammenleben der Gemeinde positiv aus. Das Dorfgericht hatte vornehmlich Erbschafts-, Vormundschafts- und Verkaufsangelegenheiten zu regeln und darüber protokoll zu führen. Die Kompetenz ging sogar so weit, daß der Schulze im Einvernehmen mit den geschworenen einem schlechten Landwirt die Stelle aberkennen konnte, wenn er auf vorangegangene dorfgerichtliche Ermahnung oder Strafe nicht reagiert hatte.

 In den ersten Jahren hatte der Schulze im wesentlich den ordentlichen Hausbau und die Rodung zu überwachen, auf die pünktliche Zahlung der Abgaben und Zinsbeiträge zu achten und die Aufsicht über die Schule zu führen. Auch gingen sämtliche Quartier- und Fouragabefehle sowie die Bereitstellung von Gespanndiensten über den Dorfschulzen. In Kolonien, die noch keinen Krugwirt hatten, mußte der Schulze auch den "amtlichen" Ausschank übernehmen. Für seine Tätikheit erhielt er eine besondere Landzuteilung. Meist war es eine halbe Hufe, die ihm abgabenfreien Notzung überlassen wurde; außerdem erhielt er einen Anteil des Einkünfte, die aus verhängten Geldstrafen der Gemeindeverwaltung zuflossen.

Nach 1820 blieb zwar das Recht einer demokratischen Schulzenwahl erhalten, aber die Gerichtsberkeit, auch in Bagatellsachen, wurde dem Schulzen entzogen. Außer den Schöffen wählte die Gemeindeversammlung jetzt auch einen ständigen vertreter des Dorfschulzen, den sogenannten Unterschulz (polnisch Podsołtys), der laufend gewisse Verwaltungsaufgaben wahrznehmen hatte. Die jeweils gewählten Gemeindvertreter wurden nur dann von der Verwaltungsbehörde bestätigt, wenn der polnischen Sprache einigermaßen mächtig waren. Die Amtszeit ersteckte sich auf 3 jahre; sie konnte aber bei nachgewiesenem Mißbrauch der Amstgewalt unterbrochen oder aufgehoben werden. Die Landnutzung wurde beschnitten: Statt der urspünglichvorgesehenen halben Hufe, behielt der Schulze nur noch 4 Morgen und der Unterschulz 2 Morgen.


Natolin - Teolin - Mileszki - Otto Heike - 150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN IN POLEN 1795-1945 - cz.2

 

    Na południowy zachód od Neu-Sulzfeld, we wsi Mileszki, zwanej przez Niemców Militz, w 1790 r. zamieszkali imigranci z Badenii. 12 kwietnia 1790 r. pan na Mileszkach Johann Kanty Stetkiewicz zawarł z "Holendrem i szkolnikiem" Gottfriedem Offenhammerem umowę, na mocy której grunty należące do folwarku Mileszki, które "otoczone są lasami, borem i krzewami w kierunku granicznych wzgórz Wiskitna", które nadają się do wyrębu i nie przynoszą zysku, zostały scedowane na rzecz wyżej wymienionego Gottlieba zgodnie z warunkami wymienionymi poniżej na wieczność z odsetkami, a wyżej wymieniony i wybrany Schulze będzie wychowywał dla całej społeczności, a społeczność dla niego". Schulze otrzymywał za swoje usługi pół hufca wolnej ziemi, a za drugie pół hufca musiał płacić odsetki po 30 latach. Każdy osadnik przybywający do Mileszek miał otrzymać jedno kopyto ziemi, z czego 60 guldenów miało być płacone corocznie panu dworu w dniu św. Marcina. Wszyscy badeńscy Szwabowie, którzy na podstawie tej umowy osiedlili się w Mileszkach, byli wyznania katolickiego. Liczyły one około 500 osób. Podobnie jak w innych miejscowościach zamieszkałych przez niemiecką ludność katolicką, z czasem nastąpiło silne wyobcowanie osadników z języka niemieckiego. Stało się tak, ponieważ byli oni zależni od polskiego Kościoła katolickiego i dlatego nie mieli nauczania kościelnego w języku ojczystym. Nie było tu też niemieckiej szkoły. Wreszcie duża część osadników w Mileszkach była w znacznym stopniu wyobcowana z języka niemieckiego.

Na początku 1945 r. następujące gospodarstwa w tych trzech wsiach miały niemieckich właścicieli (w nawiasach podano grunty dzierżawione):




Südwestlich von Neu-Sulzfeld bestand się 1790 das von Einwanderern aus baden besidelte Dorf Mileszki, von den Deutschen Militz genannt. Am 12 April 1790 schloß der Gutsherr von Mileszki Johann Kanty Stetkiewicz mit dem „Holländer und Schulzen” Gottfried Offenhammer einen Vertrag, demzufolge die zum Gut Mileszki gehörenden Gelände, die „in Richtung der Grenzhügel von Wiskitno von Wäldern, Forsten und Sträuchern umgeben sind, die sich zum Roden eignen und keinen Profit bringen, dem oben erwähnten Gottlieb gemäß den unten genannten Bedigungen für ewige Zeiten zu Zins abgetreten, und der oben erwähnte und gewählte Schulze soll für die ganze Gemeinde und die Gemeinde für ihn aufbringen”. Dem Schulzen wurde für seine Dienste eine halbe Hufe freien Landes geschenkt und für eine zweite halbe Hufe mußte er nach Ablauf von 30 Jahren Zins zahlen. Jeder nach Mileszki kommende Siedler soll eine Hufe Land bekommen, von welchen jährlich am Martinstag 60 Gulden an den Gutsherrn zu entrichten. Die aufgrund dieses Vertrages in Mileszki angesiedelten badener Schwaben waren sämtlich katholischen Glaubens. Ihre Zahl betrug rund 500 Personen. Wie in anderen Siedlungen mit deutscher katholischer Bevölkerung setzte im Laufe der Zeit auch hier eine strake Entfremdung der Siedler von der deutschen Sprache ein. Weil się auf die polnische katholische Kirche angewiesen waren und daher eine kirchliche Bereuung in der Muttersprache fehlte, kam es zu dieser Entwicklung. Eine deutsche Schule gab es hier ebenfalls nicht. Zuletzt war ein großer Teil der Siedler in Mileszki der deutschen Sprache weitgehend entfremdet.

Anfang 1945 hatten in diesen drei Dörfern folgende Bauernhöfe deutsche Besitzer (im Klammern gepachtetes Land):



czwartek, 14 października 2021

Natolin - Teolin - Mileszki - Otto Heike - 150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN IN POLEN 1795-1945 -cz.1

 Idąc wątkiem Mileszek, postanowiłem zamieścić materiał dotyczący trzech wsi Teolina, Natolina i Mileszek. Materiał poniżej pochodzi z ksiązki Otto Heike: 

150 JAHRE SCHWABENSIEDLUNGEN IN POLEN 1795-1945. - strony 96-98.

                                       TEOLIN - NATOLIN - MILESZKI


     Po utworzeniu przez Kongres Wiedeński Królestwa Polskiego, w 1820 r. na północny wschód od Neu-Sulzfeld (Nowosolna) powstała szwabska osada Teolin, a w 1840 r. wieś Natolin, którą również zasiedlili Szwabowie. Prawdopodobnie to właśnie nowo przybyli imigranci ze Szwabii dali impuls do założenia tych wsi na skraju rozległych lasów prywatnych i państwowych. Równie pewne wydaje się jednak, że synowie chłopów z kolonii Neu-Sulzfeld (Nowosolna), która w międzyczasie osiągnęła znaczny dobrobyt, skorzystali z okazji i założyli nowe gospodarstwa, zwłaszcza w Natolinie. Jednak gleba zarówno w Teolinie, jak i w Natolinie była tylko średniej jakości. Mimo to obie miejscowości rozwijały się całkiem dobrze i w ciągu dziesięcioleci osiągnęły znaczny dobrobyt. Wkrótce po założeniu wsi wybudowano w Teolinie szkołę, a w 1837 r. utworzono tu parafię szkolno-kantoratową. Później do szkoły uczęszczały również dzieci z Natolina. Mieszkańcy obu osad zachowali niemiecką tożsamość do 1945 roku. W szkole zachowano również niemiecki język wykładowy, choć z ograniczeniem wprowadzonym po 1918 roku. W roku szkolnym 1925/26 wybudowano w Teolinie nową szkołę i dom modlitwy. Nauczycielem w szkole w Teolinie od 1929 roku był Alfred Rüdiger. W 1933 r. do szkoły uczęszczało 54 dzieci, z czego 7 było katolikami. W roku szkolnym 1938/39 liczba uczniów wynosiła 48 osób.



                                      TEOLIN – NATOLIN – MILESZKI


      Nachdem der Wiener Kongreß das Königsreich Polen geschaffen hatte, entstanden nordöstlich angrenzend an Neu-Sulzfeld im jahre 1820 die Schwabensiedlung Teolin und 1840 das gleichfalls von Schwaben besiedelte Dorf Natolin. Vermutlich haben neu eingetroffene schwäbische Einwanderer den anstoß zur Gründung dieser am Rande ausgedehnter Privat-und Staatswälder gelegenen Dorfgründungen gegeben. Aber enenso sicher scheint, daß herangewachsene Bauernsöhne aus der inzwischen zu bedeutendem Wohlstand gelangten Kolonie Neu-Sulzfeld die Gelegenheit wahrnahmen, insbesondere in Natolin, neue Landwirtschaften zu errichten. Allerdings war der Boden sowohl in Teolin als auch Natolin nur von mäßiger Qualität. Dennoch entwickelten sich beide Dörfer recht gut und gelagnten im Laufe der Jahrzehnte ebenfalls zu einem beachtlichen Wohlstand. In Teolin wurde bald nach der Dorfgründung eine Schule erbaut, die Schul-und Kantoratsgemeinde wurde hier im Jahre 1837 gegründet. Die Schule besuchten später auch Kinder aus Natolin. Die Bewohner beider Siedlungen hielten ihre deutsche Eigenart bis 1945 aufrecht. Auch blieb in der Schule, allerdings mit der nach 1918 eingeführten Einschränkung, die deutsche Unterrichstssprache erhalten. Im Schuljahr 1925/26 wurde in Teolin ein neues Schul-und Bethaus errichtet. Lehrer an der Schule in Teolin war seit dem jahre 1929 Alfred Rüdiger. 1933 wurde die Schule von 54 Kindern besucht, davon waren 7 katholisch. Im Schujahr 1938/39 betrug die Schülerzahl 48.