Mam ciekawy temat dla ciebie Andrzeju - tak rozpoczął wczorajszą rozmowę telefoniczną mój kumpel Dominik Trojak.
USUWANIE
KRZYŻY
Polska była
i jest krajem katolickim. Katolicy czczą Marię, matkę Jezusa, jako świętą. W
szczególnych miejscach, takich jak przejścia graniczne i skrzyżowania dróg, w
Polsce zwyczajowo stawiano duże drewniane krzyże, przed którymi katolicy z
szacunkiem się kłaniali. Nikomu to nie przeszkadzało, dopóki nasz region nie
odwiedził gauleiter (Artur Greiser – mój przypisek). Nalegał on, aby w Kraju
Warty usunięto tę „bzdurę”. Komisarz urzędowy wydał więc lokalnym władzom
polecenie:
„Krzyże
muszą zniknąć”. Mój ojciec przejął od swojego ojca przekonanie, że nie wolno
niszczyć świętości innych. Jako sołtys musiał jednak wykonać rozkaz. Przekazał
go sąsiadującym polskim chłopom i zalecił: „Wykopcie krzyż i zawieźcie go na
plac budowy Niemieckiego Domu. Zostanie tam z szacunkiem wykorzystany jako
belka. Będziecie wiedzieć, gdzie jest. A my będziemy mieli spokój”. Tak właśnie
wykonano ten rozkaz. Obejrzałem krzyż na placu budowy. Było to dobre drewno. Na
powierzchni widoczna była żywica. Miało to być krwią Chrystusa. Niemiecki dom
miał stać się domem kultury, w którym odbywałyby się różne imprezy. Dziś jest
to polska szkoła we wsi, a sala gimnastyczna służy również do organizacji
potańcówek. Niewielu Polaków wie dziś, że ich krzyż, który kiedyś stał między
Borową a Karpinem, znalazł godne miejsce w tym domu.
Sołtys w
Gałkowa Małego postąpił inaczej. Wraz ze swoim parobkiem ściął krzyż i
przerobił go na drewno opałowe. Było to zbezczeszczenie świętości dla
katolików. Jego czyn wywołał wobec niego ogromną niechęć. Za to na początku
1945 roku został skazany na śmierć.
Nie jest tajemnicą, że obaj mocno interesujemy się wszystkim co jest związane z Borową, a tym budynkiem w szczególności. W okresie niemieckiej okupacji nazwano go Domem Ludowym lub Domem Niemieckim. Był on miejscem nie tylko zebrań i spotkań miejscowych rolników i mieszkańców, także nacjonalistycznych organizacji z całego regionu.
Zamieszczam poniżej kilka skrótów artykułów z prasy okupacyjnej dotyczących tego budynku:
Litzmannstädter Zeitung z 1943 roku pisze:
..."Nieczęsto zdarza się, by rolnicy i rolniczki z odległych gospodarstw zbierali się w tak dużym gronie swojej lokalnej grupy.
Dlatego też czwartkowy wiec w Domu Niemieckim w Wilhelmswalde - Borowa był imponującym wydarzeniem dla niemieckiej ludności tego obszaru położonego blisko granicy Generalnej Guberni. Młodzież i mężczyźni z oddziałów ustawili się przed Domem Niemieckim, a kiedy przybył przywódca okręgu Mees wraz z przywódcą okręgowym rolników Bosse, ze strony Pimpfów* rozległy się werble bębnów. To, co zapowiadają już liczne powozy i furmanki przed miejscem spotkania, staje się jeszcze bardziej wyraźne na sali. Mężczyźni i kobiety siedzą ściśnięci, a tłum wciąż się wlewa, tak że duża część przybyłych nie może już znaleźć miejsc.
Flagi stoją przed sceną, a kiedy HJ i BDM** śpiewają pieśń pochwalną, goście i mieszkańcy stali się już jedną wielką wspólnotą, która jest również nosicielem niemieckiego testamentu kulturowego w najbardziej na wschód wysuniętej części naszego Kraju Warty"....
Litzmannstadter Zeitung z 11 maja 1941 opisuje wizytę Gauleitera Greisera m.innymi w Borowej 10 maja 1941 roku:
..."Około południa Gauleiter Greiser przybył do Löwenstladt (Brzezin) na historyczny grunt Brzezin, gdzie został powitany przez burmistrza S.A. Oberführera Jansa. Burmistrz przekazał Gauleiterowi szczegółowy raport o rozwoju politycznym Löwenstadt i poinformował go o stanie prac planistycznych. W drodze do Wilhelmswalde (Borowa) niemieccy chłopcy i dziewczęta wielokrotnie pozdrawiali swojego Gauleitera zbawiennymi okrzykami, a liczni Volksgenssenowie ustawiali się przy drodze. Widoczne z daleka transparenty wyrażały powitanie, a samochód Gauleitera musiał się raz po raz zatrzymywać, by przyjąć pozdrowienia i życzenia od ludzi.
W Wilhemswald (Borowa) zastępca Gauleitera, Bg. Schmalz, zabrał głos w poruszającym przemówieniu, w którym wyraził podziękowanie Gauleitera za dotychczasową pracę. "Fuehrer potrzebuje was i waszej pracy, a wy potrzebujecie Fuehrera" - wykrzyknął mówca - "i dopilnujecie, aby Warthegau (Kraj Warty) nie różniło się kiedyś pod żadnym względem od Starej Rzeszy". Również tutaj Gauleiter Greiser mógł obiecać partii swoje wsparcie i pomoc w dalszej pracy. Szczególnie ciepłe było pożegnanie młodzieży z Gauleiterem"....
Także w Litzmannstadter Zeitung z 2 lipca 1942 roku zamieszczono duży artykuł (ze zdjęciem poniżej) poświęcony inauguracji Domu Ludowego:
..."Gdyby powiedzieć lojalnym mieszkańcom starej niemieckiej gminy Wilhelmswalde - ich nazwisko nawiązuje do pruskiego królewskiego imienia Fryderyka Wilhelma I, który założył gminę zaledwie pięć lat temu - że niemieccy studenci pewnego dnia bez przeszkód zaplanowaliby dla nich dom gminny i że budynek ten zostałby wzniesiony w wolnym, Wielkim Imperium Niemieckim, to byłoby to dla nich zupełnie niemożliwe. W tej najdłuższej wiosce ulicznej we wschodniej części Kraju Warty, położonej na granicy Generalnej Guberni, nie można było się tego spodziewać, zwłaszcza w latach 1935-36, kiedy to ci Niemcy, których dziadkowie przybyli do kraju z północy Rzeszy około 1800 roku, zbudowali wspólnie ofiarnie niemiecki kościół. Nawet gdy ci zawsze odważni przedstawiciele przodków musieli po pożarze założyć własną szkołę w gospodarstwie rolnym, na pewno nie podejrzewali, że pewnego dnia szczęście ich własnej niemieckiej świetlicy rozkwitnie.
Tak wyglądał ten budynek z 1942 roku...
Ale teraz przyszedł czas na inaugurację pięknego niemieckiego domu w okolicy lokalnej grupy Andrespol, do której należy Wilhelswalde. Jest to nagroda za zawsze niemiecką postawę na tym terenie miejscowej grupy, do której dołączyło już kilkuset Niemców ze starego terytorium Rzeszy, a która ma największą liczbę starozakonnych Niemców ze wszystkich obszarów wiejskich we wschodniej części Warhegau - tylko 3250. Podczas wizyty szef miejscowej grupy, Kahlmann, opowiedział nam o walce o tożsamość narodową w latach obcego panowania, podczas których wspólnota zawsze miała niemieckiego naczelnika wioski, podobnie jak Polacy starali się pociągnąć za sobą poszczególnych Niemców z obietnicami, ponieważ nie mogli zrobić nic przeciwko zamkniętej społeczności niemieckiej. Zgłosił również powstanie gmin Galkówek i Zielona Góra - Grünberg, które, podobnie jak Wilhelmswalde, powstały około 140 lat temu w wyniku starań rządu pruskiego; dalej Łaznowska Wola - Grönbach, Wiończyń i inne, które zostały założone przez niemieckich osadników z udziałem właścicieli ziemskich"....
„Ich habe ein interessantes Thema für dich, Andrzej“ – so begann mein Kumpel Dominik Trojak gestern unser Telefongespräch.
„Ich war am Sonntag auf dem Weg nach Tomaszów und habe gesehen, dass die Dachdeckung der alten Schule in Borowa entfernt wurde...“
– Hast du vielleicht kurz Zeit, dort vorbeizufahren und eventuell mit den Mitarbeitern über dieses Kreuz zu sprechen?
Im vergangenen Jahr interessierte uns die Sache mit dem hölzernen Wegkreuz, das noch Anfang der 40er Jahre des letzten Jahrhunderts zwischen Borowa und Karpin stand. In Herbert Höfts Buch „Turbulente Zeiten“ wird eine interessante Geschichte im Zusammenhang mit Wegkreuzen beschrieben:
ENTFERNUNG VON KREUZEN
Polen war und ist ein katholisches Land. Katholiken verehren Maria, die Mutter Jesu, als Heilige. An besonderen Orten, wie Grenzübergängen und Wegkreuzungen, wurden in Polen üblicherweise große Holzkreuze aufgestellt, vor denen sich Katholiken ehrfürchtig verneigten. Das störte niemanden, bis unser Land von einem Gauleiter (Artur Greiser – meine Anmerkung) besucht wurde. Er bestand darauf, dass dieser „Unsinn“ im Wartland beseitigt werde. Der amtliche Kommissar erteilte den lokalen Behörden daher den Befehl:
„Die Kreuze müssen verschwinden.“ Mein Vater hatte von seinem Vater die Überzeugung übernommen, dass man die Heiligtümer anderer nicht zerstören darf. Als Dorfvorsteher musste er den Befehl jedoch ausführen. Er gab ihn an die benachbarten polnischen Bauern weiter und wies sie an: „Graben Sie das Kreuz aus und bringen Sie es zur Baustelle des Deutschen Hauses. Dort wird es mit Respekt als Balken verwendet werden. Ihr werdet wissen, wo es ist. Und wir werden unsere Ruhe haben.“ Genau so wurde dieser Befehl ausgeführt. Ich habe mir das Kreuz auf der Baustelle angesehen. Es war gutes Holz. Auf der Oberfläche war Harz zu sehen. Das sollte das Blut Christi sein. Das Deutsche Haus sollte ein Kulturhaus werden, in dem verschiedene Veranstaltungen stattfinden sollten. Heute ist es die polnische Schule im Dorf, und die Turnhalle dient auch zur Organisation von Tanzveranstaltungen. Nur wenige Polen wissen heute, dass ihr Kreuz, das einst zwischen Borowa und Karpin stand, in diesem Haus einen würdigen Platz gefunden hat.
Der Dorfvorsteher von Gałków Mały handelte anders. Zusammen mit seinem Knecht fällte er das Kreuz und verarbeitete es zu Brennholz. Für Katholiken war dies eine Entweihung des Heiligen. Seine Tat löste große Abneigung gegen ihn aus. Dafür wurde er Anfang 1945 zum Tode verurteilt.
Es ist kein Geheimnis, dass wir uns beide sehr für alles interessieren, was mit Borowa zu tun hat, und für dieses Gebäude im Besonderen. Während der deutschen Besatzung wurde es als Volkshaus oder Deutsches Haus bezeichnet. Es war nicht nur ein Ort für Versammlungen und Treffen der örtlichen Bauern und Einwohner, sondern auch für nationalistische Organisationen aus der gesamten Region.
Im Folgenden füge ich einige Auszüge aus Artikeln der Besatzungspresse zu diesem Gebäude ein:
Die Litzmannstädter Zeitung aus dem Jahr 1943 schreibt:
...„Es kommt nicht oft vor, dass sich Bauern und Bäuerinnen von weit entfernten Höfen in so großer Zahl ihrer lokalen Gruppe versammeln.
Daher war die Versammlung am Donnerstag im Deutschen Haus in Wilhelmswalde-Borowa ein beeindruckendes Ereignis für die deutsche Bevölkerung dieses Gebiets nahe der Grenze zum Generalgouvernement. Jugendliche und Männer aus den Abteilungen stellten sich vor dem Deutschen Haus auf, und als der Kreisleiter Mees zusammen mit dem Kreisbauernführer Bosse eintraf, ertönten von Seiten der Pimpf* Trommelwirbel. Was bereits die zahlreichen Kutschen und Pferdewagen vor dem Versammlungsort ankündigen, wird im Saal noch deutlicher. Männer und Frauen sitzen dicht gedrängt, und die Menge strömt weiter herein, sodass ein großer Teil der Anwesenden keine Plätze mehr finden kann.
Fahnen stehen vor der Bühne, und als die HJ und der BDM** ein Loblied singen, sind Gäste und Einwohner bereits zu einer großen Gemeinschaft verschmolzen, die auch Träger des deutschen Kulturerbes im östlichsten Teil unseres Warthelandes ist“....
Die Litzmannstadter Zeitung vom 11. Mai 1941 beschreibt unter anderem den Besuch von Gauleiter Greiser in Borowa am 10. Mai 1941:
..." Gegen Mittag traf Gauleiter Greiser in Löwenstadt (Brzezin) auf dem historischen Boden von Brzezin ein, wo er vom Bürgermeister, dem SA-Oberführer Jans, empfangen wurde. Der Bürgermeister übermittelte dem Gauleiter einen detaillierten Bericht über die politische Entwicklung von Löwenstadt und informierte ihn über den Stand der Planungsarbeiten. Auf dem Weg nach Wilhelmswalde (Borowa) begrüßten deutsche Jungen und Mädchen ihren Gauleiter wiederholt mit jubelnden Rufen, und zahlreiche Volksgenossen stellten sich am Straßenrand auf. Von weitem sichtbare Transparente drückten die Begrüßung aus, und das Auto des Gauleiters musste immer wieder anhalten, um die Grüße und Wünsche der Menschen entgegenzunehmen.
In Wilhelmswalde (Borowa) ergriff der Stellvertreter des Gauleiters, Bg. Schmalz, das Wort in einer bewegenden Rede, in der er dem Gauleiter für die bisherige Arbeit dankte. „Der Führer braucht euch und eure Arbeit, und ihr braucht den Führer“, rief der Redner aus, „und ihr werdet dafür sorgen, dass sich der Warthegau (Wartheland) eines Tages in keiner Hinsicht vom Alten Reich unterscheidet.“ Auch hier konnte Gauleiter Greiser der Partei seine Unterstützung und Hilfe bei der weiteren Arbeit zusichern. Besonders herzlich war der Abschied der Jugend vom Gauleiter“....
Auch in der Litzmannstadter Zeitung vom 2. Juli 1942 erschien ein großer Artikel (mit dem Foto unten) über die Einweihung des Volkshauses:
...“ Hätte man den treuen Einwohnern der alten deutschen Gemeinde Wilhelmswalde – deren Name auf den preußischen König Friedrich Wilhelm I. zurückgeht, der die Gemeinde vor nur fünf Jahren gegründet hatte – gesagt, dass deutsche Studenten eines Tages ungehindert ein Gemeindehaus für sie planen würden und dass dieses Gebäude im freien, Deutschen Reiches errichtet worden wäre, wäre dies für sie völlig unmöglich gewesen. In diesem längsten Straßendorf im östlichen Teil des Warthelandes, an der Grenze zum Generalgouvernement gelegen, war dies nicht zu erwarten, insbesondere in den Jahren 1935–36, als jene Deutschen, deren Großväter um 1800 aus dem Norden des Reiches in das Land gekommen waren, gemeinsam aufopferungsvoll eine deutsche Kirche bauten. Selbst als diese stets mutigen Nachfahren nach einem Brand auf einem Bauernhof eine eigene Schule gründen mussten, ahnten sie sicherlich nicht, dass eines Tages das Glück ihres eigenen deutschen Vereinsheims aufblühen würde.
Nun ist es jedoch an der Zeit, das schöne deutsche Haus in der Umgebung der Ortsgruppe Andrespol, zu der Wilhelswalde gehört, einzuweihen. Dies ist eine Belohnung für die stets deutsche Haltung dieser Ortsgruppe, der sich bereits mehrere hundert Deutsche aus dem ehemaligen Reichsgebiet angeschlossen haben und die mit nur 3250 die größte Zahl altgläubiger Deutscher aller ländlichen Gebiete im östlichen Teil des Warhegau aufweist. Während des Besuchs erzählte uns der Vorsitzende der Ortsgruppe, Kahlmann, vom Kampf um die nationale Identität in den Jahren der Fremdherrschaft, in denen die Gemeinde stets einen deutschen Dorfvorsteher hatte, während die Polen versuchten, einzelne Deutsche mit Versprechungen auf ihre Seite zu ziehen, da sie gegen die geschlossene deutsche Gemeinschaft nichts ausrichten konnten. Er erwähnte auch die Gründung der Gemeinden Galkówek und Zielona Góra – Grünberg, die ebenso wie Wilhelmswalde vor etwa 140 Jahren auf Betreiben der preußischen Regierung entstanden; ferner Łaznowska Wola – Grönbach, Wiończyń und andere, die von deutschen Siedlern unter Beteiligung von Grundbesitzern gegründet wurden“....
Noch am selben Tag fuhr ich nach Borowa und stellte fest, dass der Zugang zum Gelände der ehemaligen Schule nicht verschlossen war. Ich beschloss, aus der Nähe ein paar Fotos zu machen. Der Zustand des Gebäudes und der Umgebung erschreckte mich. Keine Spur von den schönen Bäumen, die auf dem Foto von 2005 zu sehen waren (es blieben nur herausgerissene Stümpfe zurück), zerbrochene Fensterscheiben, Feuchtigkeitsschäden....
Ein sehr trauriger Anblick, in diesem Moment war ich überzeugt, dass es sich nicht um Verfall handelte, sondern um bewusste Vorbereitungen für den Abriss.....
Ich habe mich bei Bekannten umgehört und es stellte sich heraus, dass ich Recht hatte. Die Schule mit dem Grundstück wurde vor einigen Jahren verkauft. Ein privater Investor kann tun, was er will – traurig, sehr traurig. Der zerstörte evangelische Friedhof auf der anderen Straßenseite, die nach dem Krieg zerstörte evangelische Kirche, viele Gebäude aus der Zwischenkriegszeit verschwinden von einem Tag auf den anderen. Gibt es eine Chance, dass sich das zum Besseren wendet?



.jpg)











-1.jpg)








