Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łódź-Litzmannstadt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łódź-Litzmannstadt. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2022

Bechcice - Młyn wodny - Osadnictwo niemieckie - Litzmannstädter Zeitung - 1944

    

Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt. 1944-02-24 Jg. 27 nr 55

      

                     Nie ustawaj w wysiłkach na rzecz Wielkiej Kroniki Lokalnej! 

     Wszystkie artykuły dotyczące historii lokalnej na naszym Wschodzie, który nie został jeszcze całkowicie zgermanizowany, mają za zadanie stymulować, odświeżać wspomnienia, krótko mówiąc, dostarczać budulca do lokalnej kroniki, która jest niezbędna w każdej wyzwolonej społeczności. Zapisywanie historii wsi to obowiązek honorowy, ponieważ jest to niemiecki dokument kulturowy i twórczy. Nie należy zapominać, że spisywanie niemieckiej tradycji na wyzwolonym Wschodzie jest także podziękowaniem dla naszych wyzwolicieli. W tym sensie wracamy do starej heskiej osady Bechcice koło Nertal z życzeniem: "Tylko udostępnijcie ją dla wielkiej lokalnej kroniki! Obraz czysto niemieckiej kolonii nie byłby pełny, gdybyśmy nie wspomnieli, że pobliski młyn wodny również zawsze był w niemieckim posiadaniu. I tak 75-letni ojciec Scharmann mógł nam powiedzieć, że w Bechcicach, gdzie znajdowały się 22 niemieckie gospodarstwa heskie, nigdy nie osiedlił się żaden Polak. Wieś Babice, która również jest zamieszkana przez osadników heskich i nie należy, jak Bechcice, do powiatu łaskiego, lecz do Litzmannstadt-Land za pobliską granicą powiatową, zawsze była blisko związana, co miało również wpływ na zawieranie małżeństw między wioskami. Niegdyś w każdej z zagród było krosno, które stanowiło niezbędny element gospodarstwa domowego rolnika. A kiedy w wiosce kolonistów trudno było "prząść jedwab" przy ograniczonych zasobach żywności ornej, rodziny chłopskie tkały dla firm z Litzmannstadt jako pracę domową, do której dostarczano im osnowę i wątek. W starych aktach małżeństwa, w książkach i na nagrobkach znaleźliśmy nazwy miejscowości, które były tak samo typowe dla Hesji, jak nazwiska rodowe. Grabenau, Eudorf, Niederolm, Arnsheim, Elbenrod to przykłady imigracji głównie z Górnej Hesji, z części dawnego Wielkiego Księstwa Hesji-Darmstadt. Według tych nazw miejscowości, to właśnie z powiatu Alsfeld, położonego na skraju gór Vogelsberg, pochodziła większość bechcickich kolonistów. W międzyczasie udowodniono, że majątek w Bechcicach był w posiadaniu niemieckim już około 1800 r. i należał do dwóch pokoleń rodziny Menge, która prawdopodobnie również pochodziła z terenów Hesji. W ten sposób zamyka się pierścień dawnej niemieckiej fundacji wiejskiej Bechcice. Stary Scharmann mógł poczynić następujące istotne spostrzeżenie na temat zachowania niemieckiego charakteru swojej wsi: "Są tu nawet ludzie, którzy potrafią jeszcze przysięgać w dobrym języku heskim. Pytanie, czy jest to zaleta, zostało oddalone mądrym zdaniem: "Najważniejsze, że zawsze nazywają rzeczy po imieniu! Najstarszy heski osadnik wspominał jeszcze z rozrzewnieniem swoją młodość w Litzmannstadt, które kiedyś było jeszcze całkiem sporą wioską. Opowiadał, jak zatrzymał się z zaprzęgiem krów swojego ojca - kolejnym typowo heskim dziedzictwem chłopskim - na środku "Petrikauer" (dzisiejsza Adolf-Hitler-Strasse), która była wówczas otoczona jedynie parterowymi domami. To było dawno temu, ale tylko pozornie, nawet nie 70 lat temu. oe .



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                   Nur weiter machen für Die große Ortschronik! 

Alle heimatkundlichen Artikel in unserem noch restlos einzudeutschenden Osten haben den höheren Zweck, anzuregen, die Erinnerung aufzufrischen, kurz gesagt, Bausteine herbeizutragen, für die jeder befreiten Gemeinde unerläßlichen Ortschronik. Die Dorfgeschichte aufzuzeichnen ist eine Ehrenpflicht, weil sie ein deutsches Kultur- und Schaffensdokument bedeutet. Es ist nicht zu vergessen, daß das schriftliche Niederlegen der deutschen Tradition im befreiten Osten auch ein Dank an unsere Befreier ist in diesem Sinne kommen wir auf die alte Hessensiedlung Bechcice bei Nertal mit dem Wunsch zurück: Nur welter machen für die große Ortschronik! Das Bild einer rein deutschen Kolonie wäre nicht vollständig, wollte man nicht erwähnen, daß auch die nahe Wassermühle sich stets in deutschem Besitz hielt. Und so konnte der 75jährige Vater Scharmann uns mitteilen, daß in Bechcice mit seinen noch 22 deutschen Hessenhöfen nie ein Pole ansässig wurde. Zu der ebenfalls von hessischen Siedlern bewohnten Ortschaft Babice, die nicht wie Bechcice zum Kreis Lask, sondern über die nahe Kreisgrenze hinweg zu Litzmannstadt-Land gehört, bestanden von jeher enge Beziehungen, die sich auch durch Heirat von Dorf zu Dorf auswirkten. Einststand in jedem der Gehöfte ein Webstuhl, der ja früher unbedingt zu einem Bauernhaushalt gehörte. Und als man im Kolonistendorf mit der begrenzten Ackernahrung kaum „Seide spinnen" konnte, da webten die Bauernfamilien für Litzmannstädter Betriebe, als Heimarbeit, wobei ihnen Kette und Schuß geliefert wurden. In alten Heiratsurkunden wie in Büchern und auf Grabsteinen fanden wir Ortsnamen vor, die ebenso typisches Hessenland bedeuten wie die Familiennamen. Grabenau, Eudorf, Niederolm, Arnsheim, Elbenrod sind Beispiele dafür, daß die Einwanderung vornehmlich aus Oberhessen, aus einem Teil des früheren Großherzogtums Hessen-Darmstadt kamen. Und zwar war es nach diesen Ortsbezeichnungen der Kreis Alsfeld am Rande des Vogelsberges, aus dem die meisten der Bechcicer Kolonisten kamen. Inzwischen wurde nachgewiesen, daß auch das Gut Bechcice schon um 1800 in deutschem Besitz war und zwei Generationen einer Familie Menge gehörte, die vermutlich auch aus dem Hessenland kam. So schließt sich der Ring der alten deutschen Dorfgründung Bechcice. Der alte Scharmann konnte noch bedeutungsvoll zur Erhaltung der landsmännischen Eigenart in seinem Wohnort feststellen: „Hier gibtes sogar noch Leute, die auf gut Hessisch kräftig fluchen können." Die Frage, ob dies ein Vorteil sei. wurde mit dem weisen Satz abgetan: „Hauptsache, daß sie dabei stets das Kind beim richtigen Namen nennen!' Von dem ältesten Hessensiedler war noch die Jugenderinnerung aufschlußreich, die er an das einst noch ganz dörfliche Litzmannstadt hatte. Er sprach davon, wie er mit dem Kuhgespann seines Vaters — auch ein typisch hessisches Bauernerbteil — mitten auf der damals nur von einstöckigen Häusern umgebenen „Petrikauer " (heutige Adolf-Hitler-Straße ) gehalten habe. Lang ist,s her, aber nur scheinbar, noch nich t einmal 70 Jahre.    oe .
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                            Just keep going for The Great Local Chronicle! 
     All articles on local history in our East, which has yet to be completely Germanised, have the higher purpose of stimulating, refreshing memories, in short, of providing building blocks for the local chronicle that is indispensable to every liberated community. Recording the history of a village is a duty of honour, because it is a German cultural and creative document. It should not be forgotten that writing down the German tradition in the liberated East is also a way of thanking our liberators. In this sense, we return to the old Hessian settlement of Bechcice near Nertal with the wish: "Only make it more accessible for the great local chronicle! The picture of a purely German colony would not be complete if we did not mention that the nearby water mill has always been in German possession. And so the 75-year-old father Scharmann was able to tell us that no Pole ever settled in Bechcice with its 22 German Hessian farms. The village of Babice, which is also inhabited by Hessian settlers and does not belong to the Lask district like Bechcice, but to Litzmannstadt-Land across the nearby district border, has always had close ties, which also had an effect through marriages from village to village. At one time there was a loom in each of the homesteads, which used to be an essential part of a farmer's household. And when it was hardly possible to "spin silk" in the colonists' village with the limited arable food, the peasant families wove for Litzmannstadt businesses, as home work, whereby warp and weft were supplied to them. In old marriage certificates as well as in books and on gravestones, we found place names that were just as typical of Hesse as the family names. Grabenau, Eudorf, Niederolm, Arnsheim, Elbenrod are examples of immigration mainly from Upper Hesse, from a part of the former Grand Duchy of Hesse-Darmstadt. According to these place names, it was the district of Alsfeld on the edge of the Vogelsberg mountains from which most of the Bechcice colonists came. In the meantime, it has been proven that the Bechcice estate was also already in German possession around 1800 and belonged to two generations of a Menge family, who presumably also came from the Hessian region. Thus the ring of the old German village foundation of Bechcice is closed. The old Scharmann was able to make the following significant observation about the preservation of the German character of his village: "There are even people here who can still swear in good Hessian. The question of whether this was an advantage was dismissed with the wise sentence: "The main thing is that they always call a spade a spade! The oldest Hessian settler still had a revealing memory of his youth in Litzmannstadt, which was once still quite a village. He spoke of how he had stopped with his father's cow team - another typical Hessian peasant heritage - in the middle of the "Petrikauer" (today's Adolf-Hitler-Strasse), which was then surrounded only by single-storey houses. It was a long time ago, but only apparently, not even 70 years ago. oe .

Mydło za 5 kilo kości - Łódź - Litzmannstadt - Litzmannstädter Zeitung - 1944

    Czas wojenny, czego to niemieccy okupanci nie wymyslili...... Nie wspomnieli w materiale, że w tym samym czasie w obozach koncentracyjnych wytwarzano mydło z ludzi......   

Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt. 1944-04-15 Jg. 27 nr 106

                                   Za 5 kg kości można otrzymać kostkę mydła

     Komisarz Rzeszy do spraw wykorzystania starych materiałów informuje: Kości zwierzęce wszelkiego rodzaju, tj. nie tylko dużych zwierząt, ale także zajęcy, królików, zwierzyny łownej i drobiu, są najcenniejszym surowcem, z którego otrzymuje się produkty dla ponad 100 gałęzi gospodarki, a niektórych z nich nie da się zastąpić. W związku z przedłużającym się czasem trwania wojny coraz większego znaczenia nabiera wykorzystywanie w przemyśle chemicznym i w wielu gałęziach handlu surowców pozyskiwanych z kości zamiast w pełni syntetycznych produktów wytwarzanych przy większym nakładzie pracy i energii. Dlatego nie wolno dopuścić do zepsucia się kości, lecz należy je poddać obróbce chemicznej. Z kości, nawet gotowanej przez wiele godzin, przemysł chemiczny nadal pozyskuje 8 procent tłuszczu do celów spożywczych oraz wiele surowców do produkcji wyrobów technicznych. W porozumieniu z Urzędem Rzeszy ds. Tłuszczów Przemysłowych (Reichsstelle für industrielle Fette) część tłuszczu wyekstrahowanego z kości ma być rozdawana w postaci zsiadłego mydła o wysokiej zawartości tłuszczu tym, którzy regularnie dostarczają kości gromadzące się w kuchni. Za 5 kg można kupić kostkę zsiadłego mydła, którą otrzymują osoby wykonujące szczególnie brudną pracę. Dystrybucja mydła odbywa się za pośrednictwem handlu kośćmi, od którego szkoły otrzymują także żetony zaopatrzenia. Oprócz żetonów 5-kg wydawane są również żetony 1-kg. Do tego celu służą arkusze zbiorcze, na które należy nakleić znaczki 1-kilogramowe. Ponadto w każdej gminie znajdują się punkty zbiórki (urząd burmistrza), gdzie każdy może oddać kości w zamian za znaczki. Uczniowie otrzymują żetony w szkolnym punkcie zbiórki, więc nadal można oddać kości uczniom i nadal otrzymywać żeton mydła. Kostkę mydła zsiadłego można nabyć w każdym sklepie detalicznym oferującym mydło zsiadłe za znaczek referencyjny o nominale 5 kg lub za arkusz kolekcjonerski z czterema dodatkowymi znaczkami o nominale 1 kg. Stemple wycofania mydła są ważne od 1 kwietnia 1944 r. Jeśli znaczki nie zostały jeszcze wszędzie rozprowadzone, będą dostępne w krótkim czasie, tak aby każdy, kto dostarczy kości, mógł otrzymać uprawnienia do zakupu mydła zsiadłego.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kriegszeit, was die deutschen Besatzer nicht erfunden haben...... Sie erwähnten in dem Material nicht, dass zur gleichen Zeit Seife aus Menschen in den Konzentrationslagern hergestellt wurde......   

     Der Reichskommissar für Altmaterialverwertung teilt mit: Tierknochen aller Art, also nicht nur von Großtieren, sondern auch von Hasen, Kaninchen, Wild und Geflügel, sind wertvollster Rohstoff, aus dem für über 100 Wirtschaftszweige zum Teil nicht ersetzbare Erzeugnisse gewonnen werden. Mit der längeren Dauer des Krieges wird es immer wichtiger, die aus den Knochen gewonnenen Rohstoffe an Stelle der unter größerem Arbeits- und Energieaufwand hergestellten vollsynthetischen Erzeugnisse in der chemischen Industrie und vielen Gewerbezweigen einzusetzen. Knochen dürfen deshalb nicht mehr verderben, sondern müssen der chemischen Verarbeitung zugeführt werden. Aus einem, wenn auch stundenlang gekochten Knochen, gewinnt die chemische Industrie noch immer 8 Prozent Fett für Speisezwecke und viele Rohstoffe zur Herstellung technischer Erzeugnisse. In Ubereinkunft mit der Reichsstelle für industrielle Fette soll an diejenigen, die die in der Küche anfallenden Knochen regelmäßig abliefern, ein Teil des aus den Knochen gewonnenen Fettes in Form von Kernseife mit hohem Fettgehalt ausgegeben werden. Für 5 kg gibt es ein Stück Kernseife, wie es die mit besonders schmutzigen Arbeiten Beschäftigten erhalten. Die Verteilung der Seifenbezugsberochtigung erfolgt über den Knochenhandel, von dem auch die Schulen die Bezugsmarken erhalten. Nebon 5-kg-Marken werden auch 1-kg-Marken ausgegeben. Dazu gibt es Sammelbogen, auf die die 1-kg-Marken einzukleben sind. Zusätzlich werden in jeder Gemeinde (Bürgermeisteramt) Annahmestellen erlichtet, auf denen jeder Knochen gegen die Bozugsmarken abliefern kann. Die Schulkinder erhalten die Bezugsmarken in der Schulvorsammelstelle, so daß man weiterhin die Knochen an die Schuljugend abgeben kann und doch seine Seifenbezugsmarke erhält. Für eine 5-kg-Bezugsmarke oder einen Sammelbogen, der mit vier weiteren 1-kg-Marken beklebt ist, kann das Stück Kernseife in jedem Einzelhandelsgeschäft, das Kernseife führt, gekauft werden. Die Seifenabzugsmarken gelten vom 1. April 1944 an. Wenn die Marken noch nicht überall verteilt sind, so werden diese in kurzer Zeit vorliegen, so daß jeder, der Knochen abliefert, seine Bezugsberechtigung für Kernseife erhalten kann.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wartime, what the German occupiers did not invent...... They did not mention in the material that at the same time soap was being made from people in the concentration camps......   

    The Reich Commissioner for the Utilisation of Old Materials informs: Animal bones of all kinds, i.e. not only of large animals, but also of hares, rabbits, game and poultry, are the most valuable raw material from which products are obtained for more than 100 branches of the economy, some of which cannot be replaced. With the prolonged duration of the war, it is becoming increasingly important to use the raw materials obtained from bones in the chemical industry and in many branches of trade instead of the fully synthetic products manufactured with greater labour and energy input. Bones must therefore no longer be allowed to spoil, but must be fed into chemical processing. From a bone, even if cooked for hours, the chemical industry still extracts 8 per cent fat for food purposes and many raw materials for the manufacture of technical products. In agreement with the Reichsstelle für industrielle Fette (Reich Office for Industrial Fats), a portion of the fat extracted from the bones is to be distributed in the form of curd soap with a high fat content to those who regularly deliver the bones that accumulate in the kitchen. For 5 kg, there is a bar of curd soap, as given to those engaged in particularly dirty work. The distribution of the soap supply is done through the bone trade, from which the schools also receive the supply tokens. In addition to 5-kg tokens, 1-kg tokens are also issued. For this purpose, there are collection sheets on which the 1-kg stamps are to be glued. In addition, there are collection points in every municipality (mayor's office) where everyone can hand in bones in exchange for the stamps. The schoolchildren receive the tokens at the school collection point, so that one can still hand in the bones to the schoolchildren and still receive one's soap token. For a 5 kg reference stamp or a collection sheet with four more 1 kg stamps attached, the bar of curd soap can be purchased at any retail shop that carries curd soap. The soap withdrawal stamps are valid from 1 April 1944. If the stamps have not yet been distributed everywhere, they will be available in a short time so that everyone who delivers bones can receive their entitlement to buy curd soap.

sobota, 28 maja 2022

Głazy narzutowe - Trupianka - Łódź - Park Poniatowskiego - Litzmannstädter Zeitung 1942-

 Interesujący materiał zamieszczony w Litzmannstädter Zeitung z 1942 roku na temat głazów narzutowych w Łodzi i okolicy. W 1928 r. krakowski mineralog Zerndt przebadał zbiór 64 skał narzutowych. Ciekawe ile z nich pozostało do naszych czasów, chociażby ten z Parku im. księcia J.Poniatowskiego?

Litzmannstädter Zeitung 1942-04-16


    Jak powiedział nam niedawno pan Emil Steinert, odpowiedzialny za państwową ochronę przyrody w powiecie Litzmannstadt, obecnie zajmuje się on również głazami narzutowymi. W tym celu odbył niedawno podróż po swoim regionie, aby uchronić przed zniszczeniem granitowe bloki narzutowe, które były "na skraju wyginięcia", tzn. miały być wykorzystane jako materiał budowlany. Nasz wschód nie jest już bogaty w kamienie głazowe. Aż do ściany karpackiej można je znaleźć w większych i mniejszych ilościach i rozmiarach. W dawnych czasach były one znacznie liczniejsze, ale ponieważ, jak już wspomniałem, są często używane jako materiał budowlany, liczba bloków błędnych lub wędrujących, jak nadal nazywa się bloki błędne, znacznie się zmniejszyła. Większe okazy, kawałki o długości jednego metra i więcej, zostały więc objęte ochroną przyrody i nie mogą zostać wysadzone w powietrze. Niemiecka ustawa o ochronie przyrody z 1935 r. (wprowadzona w Warthegau 11 marca 1941 r.) klasyfikuje je do rejestru pomników przyrody. To jest dobra rzecz. W ten sposób zostaną zachowane starożytne głazy, świadkowie epoki zwanej epoką lodowcową, która minęła 20 tysięcy lat temu. Szczególnie duże głazy tworzą osobliwą dekorację krajobrazu. Olbrzymie kamienie, często porośnięte mchem i obite lub wygładzone podczas długiej wędrówki, były widziane przez pierwszych ludzi, którzy osiedlili się w naszych stronach. Legendy splatają barwną sieć wokół starożytnych kamieni. Potężne lodowce przyniosły je do nas z krajów nordyckich. Uczony potrafi określić miejsce swojego pochodzenia i drogę, jaką przebył z miejsca, w którym powstał. Na rysunku pokazano dwa nieregularne bloki. Jeden z nich znajduje się w pięknym lesie brzozowym w Trupiance, na południowy zachód od Aleksandrowa. 

Wiosną u jego stóp bujnie kwitną fiołki i całe wyspy rosiczek. Potężny kamień, płaski na szczycie jak płyta, jest znany w całym regionie. Od niepamiętnych czasów tańczono na nim na weselach. Kamień był już przeznaczony do wysadzenia w powietrze. Na szczęście właściciel dowiedział się o tym i w ostatniej chwili udało mu się zapobiec najgorszemu. Gdy na miejscu pojawili się przedstawiciele władz, którzy zabronili demontażu kamienia, zdążyła oderwać się tylko jego krawędź. Drugi kamień, który pokazaliśmy, znajduje się w Parku Młodzieży Hitlerowskiej. 



Został on wydobyty podczas kanalizacji naszego miasta w 1927 roku. W tym czasie na powierzchnię wydobyto dużą liczbę bloków narzutowych. Największe z nich zostały umieszczone we wspomnianym parku oraz w Quellparku. W 1928 r. krakowski mineralog Zerndt przebadał zbiór 64 skał narzutowych wydobytych w naszym mieście, które oczywiście stanowią tylko niewielką część występujących tu głazów. Dziewięć z tych skał to tzw. skały wylewne (skały wylewające się z krateru jak strumień). Dwa brązowe porfiry bałtyckie, diabaz z Kinnekule i kamień migdałowy z diabazu bałtyckiego zostały uznane za pewne głazy przewodzące. Niepewne były: porfir z Poskallavik, diabaz z Tabergu, diabaz bałtycki z rejonu Öja, alteria diabazu bałtyckiego. Kamienie musiały przebyć długą drogę, aby do nas dotrzeć. Na przykład Kinnekule znajduje się nad jeziorem Wener, a Taberg niedaleko jeziora Wetter w Szwecji, natomiast Öja na szwedzkiej wyspie Gotlandia. W tym czasie Zerndt zauważył, że skały narzutowe w okolicach naszego miasta to w większości czerwone porfiry bałtyckie oraz porfiry ze szwedzkich regionów Smaland i Dalarne. Inny mineralog napisał pracę na temat głazu z czerwonego piaskowca, który również został odkryty podczas prac koagulacyjnych w 1927 roku. Według jego przypuszczeń, skała macierzysta tego kamienia znajduje się nad jeziorem Onoga - obecnie szeroko znanym z czasów wojny - ale nie jest ona pochodzenia szwedzkiego. Jak widać, głazy narzutowe stanowią również problem dla nauki. Nie jest to więc romantyczna zachcianka, gdy apelujemy o ochronę tych wiekowych, szarych kamieni.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     Wie der mit dem staatlichen Naturschutz im Regierungsbezirk Litzmannstadt Beauftragte, Herr Emil Steinert, uns letztens erzählte, betreut er jetzt auch die Findlingssteine. Er habe letztens zu diesem Zweck sein Gebiet bereist, um Granitfindlinge, die „auf dem Aussterbeetat standen", d.h. als Baumaterial Verwendung finden sollten, vor der Vernichtung zu bewahren. Unser Osten ist nicht mehr reich an Findlingssteinen. Bis zum Karpatenwall findet man sie tu größeren und kleineren Mengen und Ausmaßen, Früher waren sie viel zahlreicher vorhanden: aber da sie wie gesagt, gern als Werkstoff benutzt werden, ist die Anzahl der erratischen oder Wanderblöcke, wie die Findlinge auch noch genannt werden, bedeutend zurückgegangen. Die größeren Exemplare, die Stücke von einem Meter und darüber, wurden daher unter Naturschutz gestellt und dürfen nicht gesprengt werden. Das deutsche Naturschutzgesetz vom Jahre 1935 (im Warthegau eingeführt am 11. März 1941) ordnet ihre Eintragung in das Naturdenkmalbuch ein. Das ist gut so. Auf diese Weise werden die uralten Recken, die Zeugen sind eines Zeitabschnittes unserer Erde, der Eiszeit genannt wird und 20 000 Jahre hinter uns liegt, erhalten bleiben. Besonders große Blöcke bilden einen eigenartigen Schmuck der Landschaft. Die oft mit Moos bewachsenen, auf  ihrem langen Weg zerschrammten oder glattgeschliffenen Riesensteine haben die ersten Menschen gesehen, die sich in unseren Gefilden niederließen. Sagen weben um die alten Steine ihr buntes Gespinst. Gewaltige Gletscher hüben sie aus den nordischen Landern zu uns gebracht. Der Gelehrte vermag aus ihrer Beschaffenheit den Herkunftsort festzustellen und den Weg, den sie zurückgelegt haben. Zwei erratische Blöcke zeigen wir hier im Bild. Der eine liegt in einem herrlichen Birkenjungwald in Trupianka , südwestlich von Alexandrow. Veilchen blühen im Frühling in verschwenderischer Fülle zu seinen Füßen und ganze Inseln des Sonnentaus. Der mächtige Stein, der oben flach ist wie eine Platte, ist in der ganzen Gegend bekannt. Seit altersher tanzten auf ihm die Hochzeiter. Der Stein war bereits zur Sprengung bestimmt. Zum Glück erfuhr der Verlasser davon und es gelang ihm in letzter Minute, das Schlimmste zu verhüten. Nur der Rand des Steines war  abgesprengt, als die Behördenvertreter am Tatort erschienen, um die Zerlegung des Steines zu verbieten. Der zweite von uns gezeigte Stein steht in unserem Hitler-Jugend-Park. Er ist während der Kanalisierung unserer Stadt im Jahre 1927 ausgegraben worden. Eine größere Anzahl Findlinge wurden damals an die Erdoberfläche befördert. Die größten wurden im genannten Park sowie im Quellpark aufgestellt. Der Krakauer Mineraloge Zerndt hat 1928 eine Sammlung von 64 in unserer Stadt ausgegrabenen erratischen Gesteine, die natürlich nur einen geringen Bruchteil der hier gefundenen Blöcke ausmachen, untersucht. Neun der Steine waren sogenannte Ergußsteins (aus einem Krater stromartig ergossene Steine). Als sichere Leitgeschiebe wurden erkannt: zwei braune Ostseeporphyre, ein Kinnekule-Diabas, ein Ostsee-Diabas-Mandelstein. Unsicher waren: ein Poskallavik-Porphyr, ein Diabas von Taberg, ein Ostsee-Diabas aus der Gegend von Öja , ein Ostsee-Diabas-Mandelstein. Die Steine haben einen weiten Weg zurücklegen müssen, um zu uns zu gelangen. So liegt Kinnekule am Wener-See und Taberg unweit des Wetter-Sees in Schweden, während Öja auf der schwedischen Insel Gotland liegt. Zerndt hat damals die Feststellung gemacht, daß die in der Umgegend unserer Stadt vorhandenen Findlingssteine zumeist rote OstseePorphyre sowie Porphyre aus den schwedischen Landschaften Smaland und Dalarne sind. Ein anderer Mineraloge hat eine Arbeit über einen roten Sandsteinfindling geschrieben, der gleichfalls während der Kanalisationsarbeiten von 1927 zutage gelördeit wurde. Nach seinen Vermutunqen ist der Mutterfelsen jenes Steines am — jetzt im Krieg weithin bekanntgewordenen— Onoga-See zu suchen, Schwedischer Herkunft ist er jedenfalls nicht. Wie wir sehen, stellen die Findlingssteine auch der Wissenschaft Probleme. Es ist also keine romantische Marotte, wenn wir zum Schutz dieser altersgrauen Steine aufrufen

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

      As the person in charge of the state nature conservation in the administrative district of Litzmannstadt, Mr. Emil Steinert, told us the other day, he is now also taking care of the erratic boulders. He had recently travelled through his region for this purpose, in order to save granite erratic blocks that were "on the verge of extinction", i.e. that were to be used as building material, from destruction. Our east is no longer rich in boulder stones. Up to the Carpathian Wall they can be found in larger and smaller quantities and sizes. In former times they were much more numerous: but since, as I said, they are often used as building material, the number of erratic or wandering blocks, as the erratic blocks are still called, has decreased considerably. The larger specimens, the pieces of one metre and more, have therefore been placed under nature protection and may not be blown up. The German Nature Conservation Act of 1935 (introduced in the Warthegau on 11 March 1941) classifies their entry in the register of natural monuments. This is a good thing. In this way, the ancient boulders, witnesses to a period of our earth called the Ice Age, 20,000 years behind us, will be preserved. Especially large boulders form a peculiar decoration of the landscape. The giant stones, often overgrown with moss and bruised or ground smooth on their long journey, were seen by the first people to settle in our climes. Legends weave their colourful web around the ancient stones. Mighty glaciers brought them to us from the Nordic countries. The scholar can determine their place of origin and the route they have taken from their composition. Two erratic blocks are shown here in the picture. One is located in a beautiful birch forest in Trupianka, southwest of Alexandrov. Violets bloom in lavish profusion at its feet in spring and whole islands of sundew. The mighty stone, flat on top like a slab, is known throughout the region. Since time immemorial, weddings have danced on it. The stone was already destined to be blown up. Fortunately, the owner found out about it and managed to prevent the worst at the last minute. Only the edge of the stone had been blown off when the authorities' representatives appeared at the scene to forbid the stone's dismantling. The second stone we showed is in our Hitler Youth Park. It was dug up during the canalisation of our city in 1927. A large number of erratic blocks were brought to the surface at that time. The largest ones were placed in the aforementioned park as well as in Quellpark. In 1928 the Krakow mineralogist Zerndt examined a collection of 64 erratic rocks excavated in our town, which of course make up only a small fraction of the boulders found here. Nine of the rocks were so-called effusive rocks (rocks poured out of a crater like a stream). Two brown Baltic Sea porphyry, one Kinnekule diabase and one Baltic Sea diabase almond stone were found to be certain conductive boulders. Uncertain were: a Poskallavik porphyry, a diabase from Taberg, a Baltic diabase from the Öja area , a Baltic diabase alter. The stones have had to travel a long way to reach us. For example, Kinnekule is located at Lake Wener and Taberg not far from Lake Wetter in Sweden, while Öja is on the Swedish island of Gotland. At that time Zerndt made the observation that the erratic rocks in the vicinity of our town are mostly red Baltic Sea porphyries as well as porphyries from the Swedish regions of Smaland and Dalarne. Another mineralogist has written a paper about a red sandstone boulder that was also discovered during the 1927 coalisation work. According to his assumptions, the mother rock of this stone is to be found at Lake Onoga - now widely known during the war - but it is not of Swedish origin. As we can see, the erratic boulders also pose problems for science. So it is not a romantic whim when we call for the protection of these age-grey stones.






czwartek, 18 listopada 2021

Łódź - Litzmannstadt - Słonie na łódzkich ulicach - Cyrk Althoff - Litzmannstädter Zeitung - 1944

 

Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt. 1944-06-19 Jg. 27 nr 171

    W tych dniach zbiórka uliczna na rzecz Niemieckiego Czerwonego Krzyża jest nie tylko środkiem do dobrego celu: nie tylko małym rewanżem ojczyzny za bohaterstwo i poświęcenie żołnierza niemieckiego - jest także dowodem jedności i zjednoczenia Niemców oraz świadectwem tego, że w dniach, w których wojna o wolność i przyszłość narodu niemieckiego zbliża się do punktu kulminacyjnego, a tym samym do rozstrzygnięcia, naród niemiecki jest w pełni świadomy swoich obowiązków. W wiernym spokoju naród niemiecki oczekuje na decyzję, pracę i poświęcenie. Dowiodły tego również przedwczorajsze i wczorajsze zbiórki uliczne. Różne imprezy przyczyniły się do wzrostu ogólnego wyniku, a także zapewniły relaks i dobrą rozrywkę wszystkim, którzy wzięli w nich udział. Już w sobotę zbiórkę rozpoczęły występy zespołu żandarmerii polowej. Pod batutą starszego sierżanta Niewerta, zespół dał koncert przed budynkiem poczty głównej i zagrał skoczną muzykę marszową. Tu również uruchomiono puszki kwestarskie. 

    Niedzielny poranek rozpoczął się paradą cyrku Althoff. Zorganizowane przez dyrekcję cyrku i magazyn branżowy "Der deutsche Handel" w DAF, wzięli w nim udział artyści i zwierzęta. Procesja wiodła głównymi ulicami miasta i spotkała się z radosnym przyjęciem, zwłaszcza przez towarzyszące jej dzieci. Konie, prowadzone przez stajennych w kolorowych trykotach lub dosiadane przez Amazonki we wspaniałych mundurach, wielbłądy i olbrzymy świata zwierząt, słonie, stanowiły piękny widok, gdy mijały długie rzędy gapiów, które ustawiały się na ulicach lub oblegały okna. Artyści w dorożkach lub obok orszaku zajęci byli przyjmowaniem napływających monet; ich puszki do zbierania zapełniały się szybciej niż można się było spodziewać. Ich kapelusze również musiały zostać użyte do zbierania datków. Wesołości procesji dodawały dźwięki kapeli cyrkowej. Wyciągnięto aparaty fotograficzne, a nawet ustawiono sprzęt filmowy, aby uchwycić nie tak powszechny obraz. Kolejna przejażdżka na grzbietach kucyków i słoni dała wszystkim jeszcze jedną okazję do zabawy, a także przyniosła sporo pieniędzy.  



    In diesen Tagen ist die Straßensammlung für das Deutsche Rote Kreuz nicht nur Mittel zu einem guten Zweck: nicht nur eine kleine Gegenleistung der Heimat für das Heldentum und den Opfermut des deutschen Soldaten — m diesen Tagen ist sie auch ein Beweis der Einigkeit und Geschlossenheit der Deutschen und ein Zeugnis dafür, daß in den Tagen, in denen der Krieg um die Freiheit und Zukunft dp.s deutschen Volkes seinem Höhepunkt und damit der Entscheidung zustrebt, das deutsche Volk sich seiner Pflichten voll bewußt ist. In gläubiger Ruhe sieht der deutsche Mensch der Entscheidung entgegen, arbeitet und opfert. Auch die vorgestrige und gestrige Straßensammlung hat das bewiesen. Die verschiedenartigen Veranstaltungen trugen noch zur Erhöhung des Gesamtergebnisses bei, darüber hinaus vermittelten sie allen, die daran teilnahmen, Entspannung und gute Unterhaltung. Bereits am Sonnabend wurde die Sammlung durch Darbietungen eines Musikzuges der Feldgendarmerie begonnen. Unter Stabführung des Oberfeldwebels Nievert konzertierte, der Musikkörper vor dem Gebäude der Hauptpost und brachte flotte Marschmusik zu Gehör. Die Sammelbüchsen traten auch hier in Tätigkeit. 

    Zirkusleitung und der Fachschalt „Der deutsche Handel" in der DAF. veranstaltet, nahmen Artisten und Tiere daran teil. Quei durch die Hauptverkehrsstraßen der Stadt führte der Zug, der das jubelnde Entzücken zumal der Kinder hervorrief, die ihn begleiteten. Sie boten ein schönes Bild, so die Pferde, von Stallknechten in buntem Dreß geführt oder von Amazonen in prächtigen Uniformen geritten, die Kamele und die Riesen der Tierwelt, die Elefanten, die an den langen Reihen Schaulustiger, die überall die Straßen säumten oder die Fenster belagerten, vorbeizogen. Die Artisten in Droschken oder neben dem Zug hatten zu tun, die Münzen, die ihnen entgegenströmten entgegenzunehmen; ihre Sammelbüchsen waren schneller als erwartet gefüllt. Auch ihre Hüte mußten dazu herhalten, die Spenden aufzunehmen. Das klingende Spiel der Zirkuskapelle unterstrich noch die Fröhlichkeit des Umzugs. Fotoapparate wurden gezückt und selbst Filmgeräte wurden aufgestellt, um das nicht alltägliche Bild festzuhalten. Das anschließende Reiten auf den Rücken der Ponys und Elefanten gab jedermann noch einmal Gelegenheit zur Freude und brachte gleichfalls nicht wenig ein.