Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 grudnia 2025

Pastor Robert Badke - Wspomnienia - Konin i okolice - Der Heimatbote - 6/1971 - cz.3

                             Studia teologiczne i pierwsza praca w Warszawie

Jesienią 1921 roku wyjechałem do Warszawy, aby studiować teologię na Uniwersytecie Warszawskim. W Warszawie po raz pierwszy zetknąłem się z polskim protestantyzmem. Tutaj po raz pierwszy uczestniczyłem w nabożeństwie luterańskim w języku polskim. Wywarło to na mnie głębokie wrażenie. Moje horyzonty się poszerzyły, moja wiedza wzrosła. Tutaj po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że wiara luterańska przekroczyła wąskie granice językowe i że Kościół luterański nie jest tylko kościołem niemieckim, jak często powtarzano w języku potocznym. Ewangelia i wiara luterańska przybrały wymiar światowy, nie dały się ograniczyć ani barierami językowymi, ani przynależnością narodową, ani cechami rasowymi. Stało się dla mnie jasne, że Chrystus przyszedł dla wszystkich, umarł za wszystkich, dokonał zbawienia dla wszystkich. Było to ogromne przeżycie i od tego czasu nic nie mogło zachwiać moją wiedzą. Już wtedy zrozumiałem, że dla sługi Chrystusa i duchownego luterańskiego nie może być wyższego imperatywu niż głoszenie Ewangelii we wszystkich językach, pamiętając słowa Jezusa: „Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego”.

Kocham mój język niemiecki, z upodobaniem głoszę kazania w tym języku. Jeśli jednak znajdę się w sytuacji, w której mam do czynienia z ludźmi mówiącymi innym językiem i pragnącymi, abym głosił im Ewangelię w ich języku ojczystym, nie zawaham się ani chwili, aby głosić kazania w języku polskim, angielskim, a nawet rosyjskim, zgodnie z wymaganiami sytuacji. Nie oznacza to oczywiście, że zaniedbuję lub zaniedbałem swój język ojczysty. Nie. W Warszawie słuchałem wykładów w języku polskim, ale studiowałem teologię z niemieckich książek napisanych przez najwybitniejszych teologów niemieckojęzycznych. Przez wiele lat pomagałem w niemieckiej służbie dla dzieci, najpierw pod kierownictwem pastora Rügera, a następnie pod kierownictwem duchownych Bruno Loefflera i Waldemara Krusche. Utrzymywałem kontakty z niemieckimi osobistościami, takimi jak Somschor w Warszawie i Grams w Sompolnie, które miały inne poglądy religijne. Korzystałem z każdej okazji, aby przyswoić sobie niemieckie wartości, ale fanatyzm narodowy pozostał mi obcy. Dzięki temu mogłem dobrze funkcjonować w polskim środowisku ewangelickim. Dobrze rozumiałem polskich współwyznawców ewangelickich, znalazłem też zrozumienie dla siebie jako Niemca i ewangelika. Wśród współwyznawców, dla których na pierwszym miejscu jest wiara, a nie narodowość, zawsze można znaleźć drogę!

I tę drogę znalazłem również w Warszawie. Na długo przed ukończeniem studiów teologicznych warszawska gmina powołała mnie na wychowawcę, a następnie dyrektora swojego sierocińca. Swoją pracę wychowawczą wykonywałem w oparciu o wiedzę, którą zdobyłem podczas studiów u Förstera i innych niemieckojęzycznych pedagogów. Pewne trudności sprawiła mi decyzja o pełnieniu funkcji zastępczej nauczyciela religii w polsko-ewangelickim seminarium nauczycielskim w Soldau. Kiedy jednak dyrektor seminarium Biedrawa przyjechał specjalnie do Warszawy i na polecenie biskupa D. Bursche'a zaproponował mi zastępstwo, opisując mi krytyczną sytuację, w której seminarzyści na trzy miesiące przed maturą nie mieli lekcji religii i groziło im, że nie zostaną dopuszczeni do egzaminów, zdecydowałem się to zrobić. Jednak w Soldau nie omieszkałem złożyć wizyty niemieckiemu superintendentowi Barczewskiemu! Było to w 1925 roku.

Rok później – 28 czerwca 1926 roku – po zdaniu wszystkich wymaganych egzaminów otrzymałem dyplom Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Warszawskiego i tym samym uzyskałem kwalifikacje teologiczne do podjęcia służby jako pastor w Kościele Ewangelicko-Augsburskim. Pozostała tylko jedna przeszkoda do pokonania, a mianowicie pierwszy egzamin konsystorialny pro venia concionandi, podczas którego radcy konsystorialni Loth i Dietrich pod przewodnictwem biskupa Burschego musieli potwierdzić moją ortodoksyjność. Kiedy to się stało, 31 października 1926 r. odbyły się moja święcenia kapłańskie w warszawskim kościele św. Trójcy i zostałem zatrudniony jako wikariusz ewangelicko-augsburskiej gminy w Warszawie.

Moja działalność duszpasterska w Warszawie należy do najpiękniejszych wspomnień w moim życiu. Współpraca z warszawskimi pastorami Loth, Michelisem i Rügerem była wzorowa. Mogłem zastępować tych pastorów głównie podczas nabożeństw w języku niemieckim, które nadal odbywały się w Warszawie. Chętnie zastępowałem również pastorów w okolicach Warszawy, gdzie wszystkie nabożeństwa nadal odbywały się w języku niemieckim. Po pół roku powierzono mi dodatkowo zarządzanie parafiami Wengrów i Sadolas-Płatkownica. Opieka nad tymi parafiami z ich rozproszonymi koloniami, a także służba jako wikariusz w Warszawie i nauczyciel religii w kilku warszawskich gimnazjach całkowicie wypełniały mój czas. Były to kolejne wspaniałe doświadczenia, które mogłem zgromadzić, a ciepła więź łączyła zwłaszcza wielu niemieckich kolonistów w okolicach Warszawy z młodym i pełnym entuzjazmu wikariuszem z Warszawy. Nierzadko odbywałem podróże ewangelizacyjne, które prowadziły mnie od jednej kolonii do drugiej i czasami trwały kilka tygodni. Jeszcze po wielu latach spotykałem ludzi z Warszawy i okolic i za każdym razem było to radosne spotkanie. Niektórych z nich mogłem przyjąć do mojej nowej wspólnoty w Edmonton, np. rodzinę Ratke, a także krewnych nauczycieli Tonna i Brauna, którzy pracowali jako nauczyciele śpiewu w Platkownica i Sadoles w Segen.

1 kwietnia 1928 r. musiałem przerwać swoją działalność w Warszawie. Otrzymałem wezwanie do Konina po zdaniu drugiego egzaminu teologicznego „proministerio”.

                                                                (Ciąg dalszy nastąpi)


                        Theologisches Studium und erste Tätigkeit in Warschau

Im Herbst des Jahres 1921 ging ich nach Warschau, um an der Warschauer Universität Theologie zu studieren. In Warschau begegnete ich zum erstenmal dem polnischen Protestantismus. Hier wohnte ich zum ersten Mal einem lutherischen Gottesdienst in polnischer Sprache bei. Das machte auf mich einen tiefen Eindruck. Mein Gesichtskreis weitete sich, meine Erkenntnis wuchs. Hier erkannte ich zum ersten Mal, daß der lutherische Glaube die engen Sprachgrenzen gesprengt hat und daß die lutherische Kirche nicht nur eine deutsche Kirche ist, wie das im Volksmund immer wieder hieß. Das Evangelium und der lutherische Glaube nahm Weltausmaße an, er ließ sich nicht einengen weder durch Sprachgrenzen, noch durch Volkszugehörigkeit oder Rassenmerkmale. Es ist mir klar geworden, christus ist für alle gekommen, für alle gestorben, er hat für alle die Erlösung vollbracht. Das war ein gewaltiges Erlebnis und seitdem konnte mich nichts mehr in meiner Erkenntnis erschüttern. Schon damals ist es mir aufgegangen, daß es für einen Diener Christi und einen lutherischen Geistlichen keinen höheren Imperativ geben kann, als den, daß man das Evangelium in allen Sprachen verkündigen muß, eingedenk der Worte Jesu: "Gehet hin in alle Welt und lehret alle völker und taufet sie im Namen Gottes des Vaters, des Sohnes und des Hl. Geistes."

Ich liebe meine deutsche Sprache, ich predige deutsch mit Vorliebe. Wenn ich aber in eine Situation hineingestellt werde, in der anderssprechende Menschen mir gegenüberstehen und diese von mir das Evangelium in ihrer Muttersprache wünschen, werde ich nicht einen Augenblick lang zögern, polnisch oder englisch oder auch russisch zu predigen, wie es die Lage eben erfordert. Das bedeutet natürlich nicht, daß ich meine Muttersprache vernachlässige oder vernachlässigt habe. Nein. Ich hörte in Warschau Vorträge in polnischer Sprache, aber ich studierte Theologie aus deutschen Büchern, die von den prominentesten deutschsprachigen Theologen geschrieben wurden. Ich habe als Helfer im deutschen Kindergottesdienst jahrelang mitgewirkt, zunächst unter Pastor Rüger, dann auch unter den Geistlichen Bruno Loeffler und Waldemar Krusche. Ich hielt Verbindung zu deutschen Persönlichkeiten wie Somschor in Warschau, Grams in Sompolno, die kirchlich anders ausgerichtet waren. Ich benutzte jede Gelegenheit, deutsche Werte in mir aufzunehmen, aber völkischer Fanatismus ist mir fremd geblieben. Darum konnte ich auch in einer polnisch - evangelischen Umgebung gut auskommen. Ich habe polnisch - evangelische Glaubensgenossen gut verstanden, ich habe auch Verständnis für mich als deutsch, evangelischen Menschen gefunden. Unter Glaubensgenossen, für die der Glaube und nicht das Volkstum an erster Stelle steht, ist eben ein gangbarer Weg immer zu finden!!.

Und diesen Weg habe ich auch in Warschau gefunden. Noch lange vor dem Abschluß meines theologischen Studiums hat die Warschauer Gemeinde mich zum Erzieher und dann zum Leiter ihres Waisenhauses berufen. Meine Erziehungsarbeit habe ich aufgrund der Erkenntnisse durchgeführt, die mir aus dem Studium eines Förster oder anderer deutschsprachiger Pädagogen erwachsen waren. Gewisse Schwierigkeiten hat mir die Entscheidung bereitet, als Religionslehrer an dem polnisch-evangelischen Lehrerseminar in Soldau vertretungsweise zu fungieren. Als aber Seminardirektor Biedrawa eigens nach Warschau gekommen ist und mir auf Empfehlung von Bischof  D. Bursche die Vertretung angetragen hat und mir dabei die kritische Situation schilderte, daß die Seminaristen drei Monate vor dem Abitur ohne einen Religionsunterricht dastehen und Gefahr laufen, zum Abitur nicht zugelassen zu werden, habe ich mich auch dazu entschieden. Aber in Soldau selbst habe ich es nicht unterlassen, dem deutschen Superintendenten Barczewski meinen Antrittsbesuch zu machen! Das war 1925.

Ein Jahr darauf - am 28. Juni 1926 - habe ich nach Ablegen aller vorgeschriebenen Prüfungen das Diplom der Theologischen Fakultät der Universität Warschau erhalten und war somit theologisch reif, den Dienst als pfarrer in der Evang.-Augsburgischen Kirche anzutreten. Nur noch eine Hürde mußte genommen werden, und das war die erste konsistorielle Prüfung pro venia concionandi, in welcher die Konsistorialräte Loth und Dietrich mit Bischof Bursche an der Spitze die Rechtsgläubigkeit bestätigen mußten. Als auch das geschehen war, erfolgte meine Ordination in der Warschauer St. Trinitatiskirche am 31. Oktober 1926 und die Anstellung als Vikar der Ev.-Augsb. Gemeinde in Warschau.

Meine pastorale Tätigkeit in Warschau gehört mit zu den schönsten Erinnerungen überhaupt. Die Zusammenarbeit mit den Warschauer Pastoren Loth, Michelis, Rüger war vorbildlich. Ich durfte diese Pastoren meistens bei deutschsprachigen Gottesdiensten vertreten, die es in Warschau noch immer gab. Gern habe ich auch Vertretungen in der Umgebung von Warschau übernommen, wo alle Gottesdienste noch immer in deutscher Sprache gehalten wurden. Nach einem halben Jahr wurde mir zusätzlich die Verwaltung der Gemeinden Wengrow und Sadoles - Platkownica übertragen. Die Betreuung dieser Gemeinden mit ihren weitzerstreuten Kolonien, sowie der Dienst als Vikar in Warschau und Religionslehrer an einigen Gymnasien in Warschau haben meine Zeit ganz ausgefüllt. Es waren wieder wunderbare Erfahrungen, die ich dabei sammeln durfte, und ein Band der warmen Zusammengehörigkeit umschloß besonders die vielen deutschen Kolonisten in der Umgebung von Warschau mit dem jungen und begeisterten Vikar aus Warschau. Nicht selten habe ich Evangelisationsreisen unternommen, die mich von einer Kolonie zur anderen führten und die sich manchmal über Wochen erstreckten. Noch nach vielen Jahren durfte ich Menschen aus Warschau und Umgebung begegnen und es war jedes Mal ein freudiges Wiedersehen. Einige von ihnen habe ich selbst in Edmonton in meine neue Gemeinde' aufnehmen können, wie z.B. Familie Ratke, auch Verwandte von den Lehrern Tonn und Braun, die in Platkownica bzw. Sadoles als Kantorlehrer in Segen gewirkt haben.

Am 1. April 1928 mußte meine Tätigkeit in Warschau abgebrochen werden. Mich ereilte' der Ruf, nach Konin zu gehen, nachdem ich zuvor die zweite theologische Prüfung "proministerio" abgelegt hatte.

                                                                               (Fortsetzung folgt)


poniedziałek, 17 czerwca 2024

Instytut Pileckiego - Warszawa - Bundesarchiv - Będków - Ceniawy - Agenci SS - cz.3

 W najśmielszych marzeniach nie spodziewałem się, że dokumenty które udało mi się pozyskać z Instytutu Pileckiego w Warszawie będą zawierały dzienne raporty niemieckiego szpicla do oddziału SS w Koluszkach! V-Agent, bo tak nazywano swoich szpicli działał aktywnie w partyzantce na terenie gminy Będków, w szczególności w Magdalance i Ceniawach. Jego prawdziwe nazwisko to Szczepaniak, pod przykrywką: Jan Krzetuski.

Jego raporty datowane są od połowy 1944 roku, do 15 stycznia 1945 roku. W nich bardzo dokładnie podawał nazwiska partyzantów, co robili, jakie akcje planowali. 

Olbrzymią wiedzę jaką posiada Andrzej Nitek, miejscowy regionalista, przekazał mi, że jego tata, opowiadał o wykonaniu wyroku śmierci na ojcu Szczepaniku zamieszkałym w Ceniawach w 1944 roku. Wyrok wykonał Graf. Podobno po zakończeniu wojny widywano Szczepanika von Krzetuskiego, który był aktywny w Służbie Bezpieczeństwa!

W dokumentach znajduje się kopia rozkazu pisanego ołówkiem przez dowódcę partyzantów majora Sokoła do rąk własnych porucznika Rysia, dowódcy 16 kompanii. (Rozkaz nr.6 Naczelnej Komendy P.P.K.).

Jest też lista wszystkich V-Agentów z terenu Tomaszowa, Rawy Mazowieckiej i innych okolic.

Bez zgody Instytutu Pileckiego, jak i niemieckiego Bundesarchiv, nie mogę obecnie czegokolwiek prezentować z dokumentów. 

Na początku lipca ponownie będę w warszawskich archiwum, mając nadzieję na dostęp do kolejnych materiałów z tego tematu.



Instytut Pileckiego - Warszawa - Bundesarchiv - Łódź - Olechów - Andrzejów - Dokumenty - cz.2

 W pierwszej części wspominałem o wizycie w Instytucie Pileckiego w Warszawie. 

Przez ostatni miesiąc przeznaczyłem wiele godzin na tłumaczenia tych dokumentów. Dzisiaj chciałbym poruszyć temat Olechowa, obecnie należącego do Łodzi. Po wybuchu 2 Wojny Światowej, Niemcy postanowili rozbudować węzeł kolejowy pomiędzy Andrzejowem i Olechowem. Bandycki pomysł wdrażali konsekwentnie w życie. Na początku 1941 roku zbudowano obozy pracy dla: Żydów, Polaków, jeńców wojennych angielskich i rosyjskich. Jestem w posiadaniu kopii zeznań 26 osób z terenu Polski składanych przez prokuratorami w latach 60-70-tych ubiegłego wieku. Świadkowie zeznawali o mordach na Żydach, których wieszano publicznie na terenie obozu. Pokazowe egzekucje musieli Żydzi wykonywać sami, zakładając pętle swoim rodakom, jak i strącając ławki na których stali skazani... Ludobójstwo odbywało się do czasu wywiezienia ostatnich Żydów do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. 

Protokoły zeznań były tłumaczone na niemiecki przez Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, i wysyłane do niemieckiej prokuratury. Materiał jest przerażający, jednak po otrzymaniu zgody na publikację, postaram się zamieścić ten materiał na moim blogu. Zgodę muszę otrzymać ze strony Instytutu Pileckiego w Warszawie i Bundesarchiv w RFN.

niedziela, 16 czerwca 2024

Instytut Pileckiego - Warszawa - Bundesarchiv - Dokumenty - cz.1

 

W kwietniu tego roku Damian Polny z Koluszek wspomniał o Instytucie Pileckiego, mieszczącego się w Warszawie, w którym znajduje się ponad 1 milion dokumentów przekazanych przez niemiecki Bundesarchiv (Archiwum Federalne). Nadmienił, że jest możliwość skorzystania z tych zasobów po uprzednim ustaleniu terminu wizyty. Damian załatwił wszystko jak należy i tak 23 maja wyruszyliśmy w trójkę samochodem Kacpra Buldeckiego. 

Instytut mieści się w okazałym wieżowcu w centrum Warszawy, Po zameldowaniu się, zostaliśmy przez miłą panią dowiezieni na 32 piętro, do pomieszczenia w którym otworzyły się nam przepastne archiwa!

Każdy z nas miał swoje tematy: Kacper szukał wszystkiego co wiąże się z Brzezinami, dokładniej ewangelikami i Żydami.

Damian koncentrował się na Koluszkach, w szczególności okresem 2 Wojny Światowej.

Moim zadaniem było zdobyć jak najwięcej materiałów dotyczących Będkowa, Olechowa (obozy pracy Żydów, Polaków, Anglików i Rosjan w czasie 1940-1945), także mordem na 14 Polakach w Wiskitnie w maju 1941 roku. 

Nie powiem, każdy z nas wyjeżdżał z Warszawy pełny (po zjedzeniu dobrego obiadu), także pełen bardzo ciekawych materiałów archiwalnych! 

Obecnie, nie mogę wstawiać na blogu żadnych dokumentów, bez uprzedniej zgody Instytutu Pileckiego, jak i niemieckiego Archiwum Federalnego. Myślę, że nie powinno być z tym większych problemów. Materiały które udało mi się w przeciągu tego czasu przetłumaczyć, mają wielką wartość historyczną, wniosą wiele nowych, jakże potrzebnych faktów!

           Kacper Buldecki przy monitorze w pomieszczeniu Instytutu Pileckiego.

                                         Widok na Warszawę z 32 piętra Instytutu.


Im April dieses Jahres erwähnte Damian Polny von Koluszki das Pilecki-Institut in Warschau, das mehr als 1 Million Dokumente beherbergt, die vom deutschen Bundesarchiv gestiftet wurden. Er erwähnte, dass es möglich ist, diese Ressourcen nach Vereinbarung zu nutzen. Damian arrangierte alles wie erwartet, und so fuhren wir drei am 23. Mai mit dem Auto von Kacper Buldecki los. 

Das Institut befindet sich in einem prächtigen Wolkenkratzer im Zentrum Warschaus. Nachdem wir eingecheckt hatten, wurden wir von einer freundlichen Dame in den 32sten Stock geführt, in einen Raum, in dem sich uns die riesigen Archive eröffneten!

Jeder von uns hatte sein eigenes Thema: Kacper suchte nach allem, was mit Birchwood zu tun hatte, insbesondere nach Evangelikalen und Juden.

Damian konzentrierte sich auf Koluszki, insbesondere auf die Zeit des Zweiten Weltkriegs.

Meine Aufgabe war es, so viel Material wie möglich über Bêbkow, Olechów (Arbeitslager für Juden, Polen, Engländer und Russen in den Jahren 1940-1945) sowie über die Ermordung von 14 Polen in Wiskitno im Mai 1941 zu sammeln. 

Ich will nicht sagen, dass jeder Warschau satt verlassen hat (nach einem guten Mittagessen), aber auch voll mit sehr interessantem  Archivmaterial! 

Heutzutage kann ich ohne die vorherige Genehmigung des Pilecki-Instituts sowie des deutschen Bundesarchivs keine Dokumente in den Blog einfügen. Ich denke, dass es dabei keine größeren Probleme geben sollte. Die Materialien, die ich in dieser Zeit übersetzen konnte, sind von großem historischen Wert und werden viele neue, dringend benötigte Fakten bringen!



środa, 25 stycznia 2023

Herman Wendt - Rodzina - Nowosolna - Neu-Sulzfeld - Łódź - cz.2

 

W ubiegłym roku (22.4.2022) zamieściłem na blogu materiał o Hermanie Wendt. 

Herman Wendt - Nowosolna - Neu-Sulzfeld - Łódź - Kolej - Elektrownia - 1945


Na początku tego roku napisał do mnie Pan Szymon:

"Dzień dobry, znalazłem ten artykuł przypadkiem, poznałem dość dobrze historię rodziny Wendt. Żona Hermana Wendta była to Janina Wendt z domu Weil. Posiadam kilka zdjęć tej rodziny jeżeli jest Pan zainteresowany to proszę o kontakt na e-mail:......"

 Troszeczkę czasu to trwała, dzisiaj otrzymałem ten materiał poparty zdjęciami. Bardzo dziękuję Panie Szymonie, być może ktoś odnajdzie swoich bliskich, na tym polega moja praca na blogu,serdecznie pozdrawiam i zapraszam do lektury!

Dzień dobry, 

Przepraszam że dopiero teraz odpisuję na pana wiadomość ale zdrowie mi nie pozwala tak angażować się jak kiedyś ale jeżeli chodzi o rodzinę Hermana Wendta to opisuję : 
Herman Wendt miał żonę Janinę Weil córkę Bolesława i Malwiny  Weilów, Janina miała także dwie siostry Helenę Olgę Weil która także razem z Hermanem Wendtem zginęła 3 sierpnia 1944 roku, oraz Irenę Łucję Weil ( 1890-1955 ). Jeżeli chodzi o Hermana i Janinę Wendt to mieli oni dwie córki które nigdy nie założyły rodziny były to Anna Wendt ( ur. 31 sierpnia 1925 roku w Łodzi, zmarła 19 grudnia 2011 roku w Łodzi ) oraz Janinę Wendt ( ur. 18 kwietnia w Łodzi, zmarła 19 lutego 2020 roku - z tego co mi wiadomo zmarła w swoim mieszkaniu pogrzebem zajęło się miasto)
Herman i Janina spoczywają w warszawie zamieszczam w załączniku zdjęcia z ich grobu, natomiast córki spoczywają w grobie Bolesława Weila i jego rodziny ( także przesyłam zdjęcia ich grobu ) 
Posiadam także pocztówkę Janiny Weil zrobioną prawdopodobnie w 1917 roku oraz jej zdjęcie z roku 1928. ( także dołączam do załącznika ) 
W razie pytań proszę śmiało pytać mam nadzieje że jakoś dam radę pomóc. 
Pozdrawiam 
Szymon S.

Przepraszam zapomniałem dodać że posiadam jeszcze zdjęcie z podobizną Bolesława  Weila ojca Janiny Wendt zamieszczam w załączniku 







                                                           Grób Bolesława Weil.



                                                             Janina Weil - Wendt

      

.                                                             Nieznajoma.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


piątek, 22 kwietnia 2022

Herman Wendt - Nowosolna - Neu-Sulzfeld - Łódź - Kolej - Elektrownia - 1945

     Bardzo zawiłe losy wojenne... - Wielkie tragedie, które wstrząsnęły polskie społeczeństwo bez względu na religię i wyznanie. Także rodzinę zasłużonego dla Łodzi i Polskich Gór Hermana Wendta. Urodzony 20 lutego 1883 roku w Nowosolnej, ewangelik, w rodzinie niemieckich osadników, nie przyjął po wybuchu 2 Wojny Światowej propozycji podpisania Volkslisty i objęcia intratnej posady dyrektora Elektrowni Łódzkiej. Nie mając żadnych szans na normalną egzystencję na terenie Łodzi ucieka wraz z rodziną do Warszawy. W Stolicy ukrywa się, występuje pod znamiennym pseudonimem Wędrowicz. Uczestniczy w Powstaniu Warszawskim, jednak na jego samym początku zostaje rozstrzelany przez Niemców w dniu 3 sierpnia 1944. Spoczywa na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie przy. ul. Młynarskiej.


Nowosolna - Neu-Sulzfeld została założona około 1802 r. w ramach tak zwanej kolonizacji fryderycjańskiej i zasiedlona została przez protestantów niemieckich pochodzących w większości z Wirtembergii. Ponadto osiedlili się tu też osadnicy z Badeni, Lotaryngii, Prus i z poznańskiego. - Wikipedia.

    Dlaczego o tej postaci piszę, otóż w moich archiwach znajduje się ciekawy dokument związany bezpośrednio z Hermanem Wendtem:

                                                                                                     Łódź, dnia 20 marca 1945 roku.


                                                                           Do Załogowej

                                                                           Łódzkiej Elektrycznej Wąskotorowej

                                                                           w Łodzi.

                                                                           u. Piotrkowska 77.

                                                                                                   Henryka Wendta,

                                                                                                   czasowo zamieszkałego w Łodzi

                                                                                                   przy ul. Przejazd Nr. 86

                                                                             Podanie

     Uprzejmie proszę Radę Załogową Łódzkiej Elektrycznej i Wąskotorowej Kolejki Dojazdowej o zarządzenie wydania mi mebli i rzeczy znajdujących się w Chocianowicach, cZęściowo w mieszkaniu inż. Weyera, częściowo zaś w piwnicy remizy, a stanowiącej własność brata mego ś.p. inż. Hermana Wendta, długoletniego pracownika Elektrowni Łódzkiej, Polaka, który zginął od kuli niemieckiej w Warszawie, a którego rodzina wywieziona została przez okupantów na roboty przymusowe do Lipska.

    Jako najbliższy krewny zmarłego, pragnąłbym zabezpieczyć do czasu powrotu wdowy i córek niżej podane meble i rzeczy:

   1/ gabinet kompletny łącznie z biurkiem.

   2/ urządzenie pokoju jadalnego.

   3/ urządzenie pokoju sypialnego

   4/ jasno-zielone meble salonowe

   5/ 8 obrazów

   6/ 2 skrzynie z bielizną, pościelą i innymi rzeczami

   7/ 2 dywany

   Wiarygodność mojego oświadczenia potwierdzają współpracownicy zmarłego brata mego:

1. Komorowski Józef, zam. w Łodzi przy ul. Przejazd Nr.50

2. Komorowski Zygmunt, zam. w Łodzi przy ul. Sienkiewicza Nr.63

3. Weil Jan, zam. w Łodzi przy ul. Al. Kościuszki Nr.69

Potwierdzam, ze ś.p. inż. Herman Wendt                         Powyższą prośbę ob. Henryka Wendta

był długoletnim pracownikiem Elektowni                        popiera Rada Załogowa Elektrowni

Łódzkiej. Prośbę ob. Henryka Wendta, brata                    Łódzkiej  Przewodniczący.  

zmarłego goraco popieram.

Łódź, dnia 21 marca 1945r.




Informacje które znalazłem na temat inż. Hermana Wendta (Wikipedia):

Herman Wendt (ur. 20 lutego 1883 w Nowosolnej k. Łodzi, zm. 3 sierpnia 1944 w Warszawie) − polski inżynier, wieloletni pracownik Elektrowni Łódzkiej, działacz Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (PTT). W chwili wybuchu wojny był Prezesem Oddziału Łódzkiego PTT. Ofiara represji Niemiec hitlerowskich w Polsce.

Z wykształcenia inżynier elektryk, całą karierę zawodową przebył w Elektrowni Łódzkiej. W 1939 r. był kierownikiem Działu Liczników. Po wybuchu II wojny światowej i zajęciu Łodzi przez Niemców odmówił przyjęcia volkslisty i objęcia intratnej posady dyrektora Elektrowni Łódzkiej. Uciekł z żoną i córkami do Warszawy. Tu ukrywał się pod nazwiskiem Wędrowicz. Zginął podczas powstania warszawskiego, rozstrzelany przez Niemców w dniu 3 sierpnia 1944. Spoczywa na cmentarzu ewangelicko-augsburskim przy ul. Młynarskiej w Warszawie (aleja 52, miejsce 83)

Do Towarzystwa Tatrzańskiego wstąpił w 1918. W 1921 był współorganizatorem Oddziału Łódzkiego PTT i przez cały okres międzywojenny był członkiem Zarządu. Od 1934 był wiceprezesem, a od marca 1939 prezesem Zarządu Oddziału równolegle był wiceprezesem i prezesem Sekcji Narciarskiej Oddziału Łódzkiego PTT. Był też czynnym działaczem Polskiego Związku Narciarskiego (PZN). Organizował zawody narciarskie w okolicach Łodzi.

Jako pierwszy łodzianin uzyskał uprawnienia Przodownika Górskiej Odznaki Turystycznej (GOT), utworzonej przez PTT w 1935 r. Posiadał uprawnienia na potwierdzenie wycieczek odbytych w Tatrach, i jako jedyny oprócz tego w Beskidach Zachodnich i Środkowych[2].

Wraz z Karolem Izydorczykiem byli kuratorami wystawy fotograficznej pt. „Piękno Polski”, którą w 1927 zorganizował Oddział Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego (PTK) wspólnie z Wojewódzką Komisją Turystyczną. Pokazano zestawy zdjęć krajoznawczych z całego kraju.


Legitymacja Polskiego Związku Narciarskiego, Hermana Wendta, 1926

Legitymacja (nr 4402) w formie książeczki wystawionej przez Polski Związek Narciarski Hermanowi Wendtowi 28 grudnia 1 926 r., z fotografią wklejoną na drugiej stronie legitymacji. Potwierdzona odciskiem owalnej pieczątki tuszowej z symbolem skrzyżowanych nart w polu środkowym i napisem w otoku: „POLSKIE TOWARZYSTWO NARCIARSKIE / SEKCJA NARCIARSKA”; na stronie czwartej dane osobiste posiadacza legitymacji, na stronach 5-7 potwierdzenia ważności legitymacji na kolejne sezony – 1926/1927, 1927/1928, 1928/1929 i 1929/1930 – wpisami odręcznymi atramentem, pieczątkami tuszowymi i wklejanymi znaczkami Polskiego Związku Narciarskiego (Zakopane 1927-1929). Stron 12 plus okładki tekturowe obciągnięte czarnym płótnem ze złotym wytłoczeniem: „Polski Związek Narciarski / LEGITYMACJA / PZN”. - Źródło: Muzeum Miasta Łodzi

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Eine sehr komplizierte Geschichte aus der Kriegszeit... - Große Tragödien, die die polnische Gesellschaft unabhängig von Religion und Konfession erschütterten. Auch die Familie von Herman Wendt, der sich um Lodz und die polnischen Berge verdient gemacht hat. Der am 20. Februar 1883 in Nowosolna in einer deutschen Siedlerfamilie geborene Evangelist lehnte nach Ausbruch des Zweiten Weltkriegs den Vorschlag ab, sich in die Volksliste einzutragen und den lukrativen Posten des Direktors des Kraftwerks Lodz anzunehmen. Da er in Łódź keine Chance auf eine normale Existenz hatte, floh er mit seiner Familie nach Warschau. In der Hauptstadt versteckt er sich und tritt unter dem berüchtigten Pseudonym Wędrowicz auf. Er nahm am Warschauer Aufstand teil, wurde aber gleich zu Beginn am 3. August 1944 von den Deutschen erschossen und auf dem Evangelisch-Augsburgischen Friedhof in Warschau in der Młynarska-Straße beigesetzt.

Nowosolna - Neu-Sulzfeld wurde um 1802 im Rahmen der so genannten friderizianischen Kolonisation gegründet und von deutschen Protestanten, vor allem aus Württemberg, besiedelt. Darüber hinaus ließen sich auch Siedler aus Baden, Lothringen, Preußen und Posen hier nieder. - Wikipedia.


    Ich schreibe über diese Figur, weil sich in meinem Archiv ein interessantes Dokument befindet, das direkt mit Herman Wendt in Verbindung steht:


                                                                                                     Łódź, 20. März 1945.




                                                                           An die Besatzung der


                                                                           Elektrische Schmalspurbahn


                                                                           in Łódź.


                                                                           u. Piotrkowska 77.


                                                                                                   Henryk Wendt,


                                                                                                   mit vorübergehendem Aufenthalt in Łódź


                                                                                                   in der Przejazd-Straße 86


                                                                             Anmeldung


     Ich ersuche den Vorstand der Łódź Elektrischen und Schmalspur-Pendelbahn, die Herausgabe der Möbel und Gegenstände anzuordnen, die sich in Chocianowice befinden, teils in der Wohnung des Ingenieurs Weyer, teils im Keller der Feuerwache, und die meinem Bruder, dem verstorbenen Ingenieur Herman Wendt, einem langjährigen Mitarbeiter des Łódź Elektrizitätswerks, einem Polen, gehören, der in Warschau durch eine deutsche Kugel getötet wurde und dessen Familie von den Besatzern zur Zwangsarbeit nach Leipzig deportiert wurde.


    Als engster Verwandter des Verstorbenen möchte ich die folgenden Möbel und Gegenstände bis zur Rückkehr der Witwe und der Töchter sicherstellen:


   1/ ein komplettes Arbeitszimmer mit einem Schreibtisch.


   2/ Möblierung des Speisesaals.


   3/ Möblierung des Schlafzimmers


   4/ hellgrüne wohnzimmermöbel


   5/ 8 Gemälde


   6/ 2 Truhen mit Wäsche, Bettzeug und anderen Dingen


   7/ 2 Teppiche


   Die Glaubwürdigkeit meiner Aussage wird von den Bekannten meines verstorbenen Bruders bestätigt:


1) Komorowski Józef, wohnhaft in Lodz, Przejazd-Straße Nr. 50


2) Komorowski Zygmunt, wohnhaft in der Sienkiewicza-Straße 63, Lodz, Polen


3. weil Jan, wohnhaft in der Kościuszki-Straße 69, Lodz.


Ich bestätige, dass der verstorbene Ingenieur Herman Wendt den oben genannten Antrag von Henryk Wendt


war ein langjähriger Mitarbeiter des Kraftwerks und wird vom Besatzungsrat von Elektrownia unterstützt


Rat des Kraftwerks Lodz. Der Antrag von Herrn Henryk Wendt, Bruder des Präsidenten von Lodz.  


Ich unterstütze den Verstorbenen von ganzem Herzen.


Łódź, 21. März 1945.

Informationen, die ich über den Ingenieur Herman Wendt gefunden habe (Wikipedia):


Herman Wendt (geboren am 20. Februar 1883 in Nowosolna bei Łódź, gestorben am 3. August 1944 in Warschau) war ein polnischer Ingenieur, langjähriger Mitarbeiter des Kraftwerks Łódź und Aktivist der Polnischen Tatra-Gesellschaft (PTT). Bei Kriegsausbruch war er Präsident der Lodzer Abteilung der PTT. Ein Opfer der Repressionen Nazi-Deutschlands in Polen.


Der studierte Elektroingenieur verbrachte seine gesamte berufliche Laufbahn im Kraftwerk Lodz. Im Jahr 1939 war er Leiter der Abteilung Messgeräte. Nach Ausbruch des Zweiten Weltkriegs und der Besetzung von Lodz durch die Deutschen weigerte er sich, der Volksliste beizutreten und den lukrativen Posten des Direktors des Kraftwerks Lodz anzunehmen. Er flüchtete mit seiner Frau und seinen Töchtern nach Warschau. Hier versteckte er sich unter dem Namen Wędrowicz. Er starb während des Warschauer Aufstands und wurde am 3. August 1944 von den Deutschen erschossen. Er ist auf dem Evangelisch-Augsburgischen Friedhof in der Młynarska-Straße in Warschau begraben (Allee 52, Platz 83)


1918 trat er der Polnischen Tatra-Gesellschaft bei, 1921 war er Mitbegründer der Lodzer Abteilung der Polnischen Tatra-Gesellschaft und gehörte dem Vorstand während der gesamten Zwischenkriegszeit an. Ab 1934 war er stellvertretender Vorsitzender und ab März 1939 Vorsitzender des Zweigvereins, gleichzeitig war er stellvertretender Vorsitzender und Vorsitzender der Sektion Skifahren des Lodzer Zweigs der PTT. Er war auch ein aktives Mitglied des Polnischen Skiverbandes (PZN). Er organisierte Skiwettbewerbe in der Umgebung von Lodz.


Er war der erste Einwohner von Łódź, der eine Genehmigung als Bergwanderführer (GOT) erhielt, die 1935 von der PTT eingeführt wurde.


Gemeinsam mit Karol Izydorczyk waren sie Kuratoren der Fotoausstellung "Die Schönheit Polens", die 1935 im Museum der Tatra in Warschau stattfand. "Die Ausstellung wurde 1927 von der Zweigstelle der Polnischen Gesellschaft für Tourismus (PTK) in Zusammenarbeit mit dem Tourismusausschuss der Provinz organisiert. Es wurden Fotoserien von Sehenswürdigkeiten aus dem ganzen Land gezeigt.





wtorek, 29 marca 2022

1 Wojna Światowa - Feldpost - Warszawa - Jabłonna - Zegrze - Wierzbica (Serock) - 1916 - cz.3

 Poczty polowe (Feldpost) od zawsze cieszyły się moim zainteresowaniem....Żołnierze pisali do swoich rodzin najczęściej w okopach, na kolanie, kopiowymi ołówkami co czuli, tego nie da się opisać, samemu nie będąc w podobnej sytuacji. To, że przetrwały do naszych czasów jest wspaniałe, bohaterów piszących z frontu już od dana nie ma wśród nas, wielu z nich ginęło po napisaniu tych kartek... Posiadam w swoich archiwach wiele pocztówek, kartek pocztowych z taką korespondencją. leżą w kartonach, pozwalam więc sobie małą ich część pokazać na moim blogu. Zacząłem od terenu Warszawy, dokładnie Jabłonnej, Zegrza, Wierzbicy koło Serocka. Teraz przedstawiam rok 1916, kiedy front przesuwał się z Łodzi, Tomaszowa, Brzezin właśnie w kierunku Warszawy Wszystkie pokazane skany są pocztówkami w widokami Warszawy. 

 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Feldpostämter haben mich schon immer interessiert....Soldaten schrieben an ihre Familien, meist im Schützengraben, auf den Knien, mit Kopierstiften, was sie fühlten, kann ich nicht beschreiben, da ich selbst nicht in einer ähnlichen Situation war. Die Tatsache, dass sie bis heute überlebt haben, ist wunderbar, denn die Helden, die von der Front schrieben, sind nicht mehr unter uns, viele von ihnen starben, nachdem sie diese Notizen geschrieben hatten... Ich habe viele Postkarten und Postkarten mit solcher Korrespondenz in meinem Archiv. Sie liegen in Kisten, und so erlaube ich mir, einen kleinen Teil davon in meinem Blog zu zeigen. Ich begann in der Gegend von Warschau, genauer gesagt in Jabłonna, Zegrze und Wierzbica bei Serock. Jetzt stelle ich das Jahr 1916 vor, als sich die Front von Łódź, Tomaszów, Brzeziny in Richtung Warschau bewegte. Alle abgebildeten Scans sind Postkarten mit Ansichten von Warschau. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Field post offices (Feldpost) have always been of interest to me....Soldiers wrote to their families, usually in the trenches, on their knees, with copying pencils, what they felt, it is impossible to describe, not being in a similar situation myself. The fact that they have survived to this day is wonderful, the heroes who wrote from the front are no longer with us, many of them died after writing these letters... I have many postcards and postcards with such correspondence in my archives. They are lying in cardboard boxes, so I allow myself to show a small part of them on my blog. I started from the Warsaw area, precisely Jabłonna, Zegrze, and Wierzbica near Serock. Now I present the year 1916, when the front was moving from Łódź, Tomaszów, Brzeziny towards Warsaw. All scans shown are postcards with views of Warsaw. 














1 Wojna Światowa - Feldpost - Warszawa - Jabłonna - Zegrze - Wierzbica (Serock) - 1915 - cz.2

   Poczty polowe (Feldpost) od zawsze cieszyły się moim zainteresowaniem....Żołnierze pisali do swoich rodzin najczęściej w okopach, na kolanie, kopiowymi ołówkami co czuli, tego nie da się opisać, samemu nie będąc w podobnej sytuacji. To, że przetrwały do naszych czasów jest wspaniałe, bohaterów piszących z frontu już od dana nie ma wśród nas, wielu z nich ginęło po napisaniu tych kartek... Posiadam w swoich archiwach wiele pocztówek, kartek pocztowych z taką korespondencją. leżą w kartonach, pozwalam więc sobie małą ich część pokazać na moim blogu. Zacząłem od terenu Warszawy, dokładnie Jabłonnej, Zegrza, Wierzbicy koło Serocka. Teraz przedstawiam rok 1915, kiedy front przesuwał się z Łodzi, Tomaszowa, Brzezin właśnie w kierunku Warszawy Wszystkie pokazane skany są pocztówkami w widokami Warszawy. 

 ---------------------------------------- P--------------------------------------------------------------------------------

    Feldpostämter haben mich schon immer interessiert....Soldaten schrieben an ihre Familien, meist im Schützengraben, auf den Knien, mit Kopierstiften, was sie fühlten, kann ich nicht beschreiben, da ich selbst nicht in einer ähnlichen Situation war. Die Tatsache, dass sie bis heute überlebt haben, ist wunderbar, denn die Helden, die von der Front schrieben, sind nicht mehr unter uns, viele von ihnen starben, nachdem sie diese Notizen geschrieben hatten... Ich habe viele Postkarten und Postkarten mit solcher Korrespondenz in meinem Archiv. Sie liegen in Kisten, und so erlaube ich mir, einen kleinen Teil davon in meinem Blog zu zeigen. Ich begann in der Gegend von Warschau, genauer gesagt in Jabłonna, Zegrze und Wierzbica bei Serock. Jetzt stelle ich das Jahr 1915 vor, als sich die Front von Łódź, Tomaszów, Brzeziny in Richtung Warschau bewegte. Alle abgebildeten Scans sind Postkarten mit Ansichten von Warschau. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Field post offices (Feldpost) have always been of interest to me....Soldiers wrote to their families, usually in the trenches, on their knees, with copying pencils, what they felt, it is impossible to describe, not being in a similar situation myself. The fact that they have survived to this day is wonderful, the heroes who wrote from the front are no longer with us, many of them died after writing these letters... I have many postcards and postcards with such correspondence in my archives. They are lying in cardboard boxes, so I allow myself to show a small part of them on my blog. I started from the Warsaw area, precisely Jabłonna, Zegrze, and Wierzbica near Serock. Now I present the year 1915, when the front was moving from Łódź, Tomaszów, Brzeziny towards Warsaw. All scans shown are postcards with views of Warsaw. 













1 Wojna Światowa - Feldpost - Warszawa - Jabłonna - Zegrze - Wierzbica (Serock) - cz.1

     Poczty polowe (Feldpost) od zawsze cieszyły się moim zainteresowaniem....Żołnierze pisali do swoich rodzin najczęściej w okopach, na kolanie, kopiowymi ołówkami co czuli, tego nie da się opisać, samemu nie będąc w podobnej sytuacji. To, że przetrwały do naszych czasów jest wspaniałe, bohaterów piszących z frontu już od dana nie ma wśród nas, wielu z nich ginęło po napisaniu tych kartek... Posiadam w swoich archiwach wiele pocztówek, kartek pocztowych z taką korespondencją. leżą w kartonach, pozwalam więc sobie małą ich część pokazać na moim blogu. zaczynam od terenu warszawy, dokładnie Jabłonnej, Zegrza i na końcu ciekawa pozycja z Wierzbicy koło Serocka. Wszystkie pokazane skany są pocztówkami w widokami Warszawy.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Feldpostämter (Feldpost) haben mich schon immer interessiert....Soldaten schrieben an ihre Familien, meist im Schützengraben, auf den Knien, mit Kopierstiften, was sie fühlten, kann ich nicht beschreiben, da ich selbst nicht in einer ähnlichen Situation war. Die Tatsache, dass sie bis heute überlebt haben, ist wunderbar, denn die Helden, die von der Front schrieben, sind nicht mehr unter uns, viele von ihnen starben, nachdem sie diese Notizen geschrieben hatten... Ich habe viele Postkarten in meinem Archiv, Postkarten mit solcher Korrespondenz. Sie liegen in Kisten, und so erlaube ich mir, einen kleinen Teil davon in meinem Blog zu zeigen. Ich beginne mit der Gegend um Warschau, genauer gesagt mit Jabłonna, Zegrze, und am Ende ein interessantes Stück aus Wierzbica bei Serock. Alle gezeigten Scans sind Postkarten mit Ansichten von Warschau.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Field post offices (Feldpost) have always been of interest to me....Soldiers wrote to their families, usually in the trenches, on their knees, with copying pencils, what they felt, it is impossible to describe, not being in a similar situation myself. The fact that they have survived to this day is wonderful, the heroes who wrote from the front are no longer with us, many of them died after writing these notes... I have many postcards in my archives, postcards with such correspondence. They are lying in boxes, so I allow myself to show a small part of them on my blog. I start from the Warsaw area, precisely Jabłonna, Zegrze, and at the end an interesting item from Wierzbica near Serock. All scans shown are postcards with views of Warsaw.







niedziela, 21 listopada 2021

Cmentarz wojenny - Warszawa - Pogrzeby - Dziennik Narodowy - 1915

     Przeglądając archiwa ze starymi gazetami, w szczególności z okresu Wielkiej Wojny, można znaleźć ciekawe, niekiedy wstrząsające materiały. jednym z nich jest artykuł dotycząc pochówków żołnierzy poległych na polu bitwy, jak i zmarłych w wojskowych lazaretach. Miejscem pochówku jest cmentarz wojenny w Warszawie opodał cmentarza powązkowskiego. 

Zamieszczam dwa zdjęcia i pocztówkę z moich zbiorów, jakby na przekór tych warszawskim pochówkom, gdzie honorowo i uroczyście żegnano poległych żołnierzy...



Dziennik Narodowy. 1915-05-16 R. 1 nr 13

     Pod powyższym tytułem czytamy w «Świecie» warszawskim wzruszający opis cmentarza ofiar wojny, który wyrósł świeżo daleko, za cmentarzem powązkowskim: Droga z początku równa dobiega do wzgórkowatej części cmentarza, gdzie zaczyna się istny las krzyżów mogilnych świeżo ustawionych. Krzyże te ścisłymi rzędami zatknięte na mogiłach jednolitych. ciągnących się jakby prawidłowe szańce z głębszemi przejściami, kryją bowiem dwie warstwy zwłok jedna nad drugą ściśle układanych w trumnach jedna obok drugiej. Kilkudziesięciu pospolitaków polskich pełni czynności grabarzy, ryjąc się nieustannie w żółtym piasku. Kopią oni dół generalny, głęboki na piętro, ustawiają w nim rzędy trumien zasypują krańcowe, pozostawiając wykop do następnego dnia, nim dół granicy cmentarza sięgnie.

A oto natrafiamy na chwilę, gdy przeszło 40 trumien, ustawionych jedna na drugiej stertami, czeka kolei złożenia w ziemi, a jeszcze to nie koniec, gdyż od bramy cmentarza wlecze się nowa fura ze zwłokami, a zakopywanie trwa do szóstej wieczorem.

Oglądamy bliżej trumny, Stosownie do przyjętego w szpitalu zwyczaju niektóre z nich mają ponaklejane kartki z imieniem i nazwiskiem zmarłego, na innych zaś widnieje tylko kredą nakreślony napis, dozorca zaś pilnuje, by ściśle według ceduły, ustawiano w dole trumny i na tem polega ceremoniał pogrzebowy, modły bowiem odprawiane są w kapliczkach szpitalnych i tylko zrzadka duchowny towarzyszy zwłokom na miejsce wiecznego spoczynku.




To samo wreszcie z braku czasu dzieje się ze zwłokami oficerów i cała różnica polega na tem, że mają oddzielną kwaterę i chowani są jedną warstwą, lecz mogiły ich zdobią takie same, co i na mogiłach żołnierskich krzyżyki.

A oto kwatera, mieszcząca zwłoki żołnierzy katolików. Zaledwie dwie czy trzy mogiły zdobią skromne wianuszki od bliźnich, którzy zdołali się dowiedzieć o zgonie swojego. Reszta czeka na przyszłe odwiedziny, a może tylko na pamięć w dzień Zaduszny ludności warszawskiej, która nie powinna o mogiłach poległych rodaków. Jeszcze dalej kwatera mogił dla jeńców. Leżą tam obok siebie żołnierze austryjaccy i niemieccy, polacy, niemcy, czesi, węgrzy, słowacy, chorwaci..

Niema tam różnic. Lejtnant von Liebert leży obok Józka Kubiaka, poznańczyka; wicefeldfebel pruski Mischke sąsiaduje z szeregowcem z galicji, Grzelakiem, a oficer austryjacki, zapewnie chorwat, Adrian Wlachowic, z węgrem Istwanem Bizar, a potem Schultzów i Müllerów przedzielają Sitarki, Gontale i zające spod tarnowa, Wadowic lub Krotoszyna.

Nieopodal na ziemi odosobniona jeszcze jedna trumna. Leży w niej Fryc Winter, zmarły w szpitalu jeniec. Pospolitakom nie chce się przedłużać grobowego rowu, bo ziemia z wierzchu zmarzła, lecz jeden z nich wpada na praktyczny pomysł wydłubania w bocznej ścianie grobu otworu na trumnę, skąd sypie się miękki piasek i robota za chwilę ukończona.






     Bei der Durchsicht von Archiven mit alten Zeitungen, vor allem aus der Zeit des Ersten Weltkriegs, kann man interessante, manchmal auch schockierende Materialien finden. Eines davon ist ein Artikel über die Beerdigung von Soldaten, die auf dem Schlachtfeld gefallen sind, sowie von solchen, die in Lazaretten gestorben sind. Die Begräbnisstätte ist der Kriegsfriedhof in Warschau in der Nähe des Powazki-Friedhofs.

    Hier sind zwei Fotos und eine Postkarte aus meiner Sammlung, als ob ich trotz der Warschauer Gräber, auf denen die gefallenen Soldaten ehrenvoll und feierlich verabschiedet wurden... 

     Unter dem oben genannten Titel lesen wir in der Warschauer "Welt" eine bewegende Beschreibung des Friedhofs der Kriegsopfer, der frisch hinter dem Pow±zki-Friedhof entstanden ist: Die zunächst ebene Straße erreicht den hügeligen Teil des Friedhofs, wo ein wahrer Wald von frisch aufgestellten Grabkreuzen beginnt. Diese Kreuze stehen in dichten Reihen auf gleichförmigen Gräbern, die sich wie richtige Schanzen mit tieferen Gängen ausdehnen, da sie zwei übereinander liegende Schichten von Leichen verbergen, die dicht nebeneinander in Särgen angeordnet sind. Mehrere Dutzend polnische Bürger sind als Totengräber tätig und graben ständig im gelben Sand. Sie heben eine allgemeine Grube aus, die ein Stockwerk tief ist, stellen darin die Sargreihen auf und füllen die letzten Särge ein, wobei sie die Grube bis zum nächsten Tag verlassen, bevor sie die Grenze des Friedhofs erreicht. 

Und hier erleben wir einen Moment, in dem mehr als vierzig Särge, haufenweise übereinander gestapelt, der Reihe nach darauf warten, in die Erde gebracht zu werden, und das ist noch nicht das Ende, denn ein neuer Wagen mit Leichen wird vom Friedhofstor hereingeschleppt, und die Beerdigung dauert bis sechs Uhr abends.

Nach dem Brauch des Krankenhauses sind einige Särge mit Aufklebern mit dem Vor- und Nachnamen des Verstorbenen versehen, während auf anderen nur eine Inschrift mit Kreide zu sehen ist. Der Hausmeister achtet darauf, dass die Särge streng nach der Zeder aufgestellt werden, und darum geht es bei der Beerdigungszeremonie, denn in den Krankenhauskapellen werden Gebete gesprochen, und nur selten begleitet ein Priester den Leichnam zu seiner ewigen Ruhestätte.

Der Unterschied besteht darin, dass sie ein separates Quartier haben und in einer Schicht beigesetzt werden, aber ihre Gräber sind mit denselben Kreuzen geschmückt wie die der Soldaten.

Und hier ist der Bereich, in dem die Leichen der katholischen Soldaten liegen. Nur zwei oder drei Gräber sind mit bescheidenen Girlanden von den Nachbarn geschmückt, denen es gelungen ist, vom Tod ihrer Angehörigen zu erfahren. Die übrigen warten auf künftige Besuche oder vielleicht auch nur auf das Gedenken der Warschauer an Allerseelen, die die Gräber ihrer gefallenen Landsleute nicht vergessen sollten. Außerdem gibt es noch ein Viertel der Gräber für die Kriegsgefangenen. Österreichische und deutsche Soldaten, Polen, Deutsche, Tschechen, Ungarn, Slowaken, Kroaten liegen dort Seite an Seite.

Es gibt keine Unterschiede. Leutnant von Liebert liegt neben Józek Kubiak, einem Posener; der preußische stellvertretende Oberst Mischke neben einem Gefreiten aus Galizien, Grzelak, und ein österreichischer Offizier, wahrscheinlich ein Kroate, Adrian Wlachowic, mit einem Ungarn, Istwan Bizar, und dann sind die Schultzes und Müllers durch Sitarki, Gontale und Hasen aus Tarnów, Wadowice oder Krotoszyn getrennt.

In der Nähe liegt ein weiterer Sarg einsam auf dem Boden. Darin liegt Fryc Winter, ein Kriegsgefangener, der im Krankenhaus starb. Die Bürger wollen die Grabgrube nicht erweitern, da der Boden darüber gefroren ist, aber einer von ihnen kommt auf die praktische Idee, ein Loch in die Seite des Grabes für den Sarg zu graben, aus dem weicher Sand fällt, und die Arbeit ist im Handumdrehen erledigt.