Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justynów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justynów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lipca 2024

Justynów - Mord - Die Zeit im Bild - 1927

 


                                                 Masowy mord w Justynowie koło Łodzi.




Ciężka zbrodnia w Justynowie, która pochłonęła życie czterech osób, jest nadal badana. Nasze zdjęcie przedstawia głowę zabitej rodziny, starego Klemma, przy pracy w fabryce.  „Freie Presse” z „Lodzer Zeitung”

Noch immer das schwere Verbrechen im Justynów, dem vier Menschenleben zum Opfer fielen, ingsefühnt. Unser Bild zeigt das Haupt der abgeschlachteten Familie den alten Klemm, bei der Arbeit im Betriebe der Vorgängerin der "Freie Presse" der "Lodzer Zeitung"


poniedziałek, 8 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.11

 Ostatnia część z procesu wampira.

Dziennik Łódzki. 1969-02-06 R. 24 nr 31

Wczoraj przed Sądem Wojewódzkim dla województwa łódzkiego, zakończyła się sesja, która z kilkudniowymi przerwami toczyła się w gmachu przy Pl. Dąbrowskiego przez blisko miesiąc . 17 stycznia br. na ławie oskarżonych zasiadł człowiek oskarżony o zbrodnie świadczące o skrajnym wynaturzeniu - zabójstwo 7 kobiet oraz usiłowanie zabójstwa 6 kobiet.......

Niestety ta część materiału została wycięta....


wieloma względami wyjątkowym procesie. Długo przed godziną 14 na obu kondygnacjach siedziby sądu, przed wejściem na salę rozpraw, gromadziły się tłumy ludzi, Wśród publiczności wielu było członków rodzin osób poszkodowanych, liczni mieszkańcy okolic Gałkówka, które przestępca w ciągu swej wieloletniej działalności odwiedzał szczególnie często. Na ostatni dzień procesu przybyło wiele osób, które czynami osławionego „ wampira" poczuły się zagrożone w swoim prawie do bezpiecznego życia. Przyszli się upewnić, że prawo jest w stanie dać społeczeństwu ochronę przed najbardziej nawet wyrafinowanymi złoczyńcami. Wiele osób przybyło zapewne wczoraj do sądu także z mniej zrozumiałych, ludzkich pobudek.

Na ogłoszenie wyroku, sąd stawił się w składzie, który rozpatrywał sprawę oskarżonego i orzekał w procesie sędziów Sądu Wojewódzkiego M. Kłosa i J. Frątczaka, pod przewodnictwem prezesa Sądu Wojewódzkiego T. Rybickiego. Strony reprezentowane były przez wiceprokuratorów wojewódzkich: R. Szczęsnego i R. Kacprzaka oraz adwokatów łódzkich: J. Leszczyńskiego i E. Góreckiego.

Gdy oskarżony St. Modzelewski przy wzmocnionej w dniu wczorajszym eskorcie, zajął miejsce na ławie oskarżonych, przewodniczący kompletu sędziowskiego przystąpił do odczytywania sentencji wyroku. Gdy padały słowa formuły prawnej:, „W imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej... Sąd Wojewódzki w Łodzi... uznaje oskarżonego za winnego popełnionych czynów, zarzucanych aktem oskarżenia, na sali sądowej zapanowała Wyrokiem sądu, St. Modzelewski skazany został za każde z siedmiu dokonanych zabójstw na karę śmierci i utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze. Za sześciokrotne usiłowanie zabójstw kobiet na tle  seksualnym, sąd wymierzył oskarżonemu kary od dożywotniego więzienia do 10 lat więzienia, za rozboje z kradzieżami oraz nielegalne posiadanie broni kary od 6 do 1 roku więzienia. Na podstawie art. 31 i 34 k.k. sąd wymierzył oskarżonemu, w miejsce tych poszczególnych kar zasadniczych i dodatkowych, Jedną karę łączną - karę śmierci i utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze.

W atmosferze głębokiej powagi, przewodniczący sądu przedstawił następnie uzasadnienie wyroku. Sąd miał do rozstrzygnięcia szczególnie trudną, co do której oskarżyciele publiczni i obrońcy postawili przeciwne wnioski. Sprawy tej sąd nie potraktował jako przypadku, lecz jako rozstrzygnięcie losu konkretnego człowieka, z którego całym życiem wnikliwie się zapoznał. Oskarżony wcześnie stał się jednostką trudną, niepodatną na wychowawcze oddziaływanie społeczeństwa. Okazał się jednostką tak dalece zdemoralizowaną, że żadne próby reedukacji nie odniosły skutku. Sąd ustosunkował się także szczegółowo do podniesionych w mowie obrończej wątpliwości. Nie podważyły one przekonania sądu o konieczności zastosowania najwyższego wymiaru kary. Wyrok wydany wczoraj przez Sąd Wojewódzki w Łodzi, nie jest jeszcze prawomocny przysługuje od niego odwołanie do sądu wyższej instancji. Oskarżony przyjął wyrok z kamienną twarzą. Gdy sąd zapytuje go:

 „Czy oskarżony zrozumiał wyrok i pouczenie?" - St. Modzelewski w milczeniu, potakująco kiwa głową. Natychmiast po zakończeniu rozprawy St. Modzelewski poprosił o widzenie z obrońcą. Jak nas poinformował adw. J. Leszczyński zamierza on wystąpić o rewizję wyroku. Prosto z sali rozpraw St. Modzelewski przewieziony został do Centralnego Więzienia w Łodzi. 

                                                                                                               M. KRAJOWNA

niedziela, 7 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.10

 

Dziennik Łódzki. 1969-02-05 R. 24 nr 30



                                            WAMPIR Z GAŁKÓWKA PRZED SĄDEM

Na wstępie wczorajszego, 11 dnia rozprawy karnej przeciwko Stanisławowi Modzelewskiemu, sąd ustosunkował się do wniosków obrony dotyczących dalszych badań nad poczytalnością oskarżonego. Ponieważ we wniosku nie zarzuca się opinii powołanych przez sąd psychiatrów niejasności, będą sprzeczności, a jedynie wskazuje na potrzebę weryfikacji (czego nie zna procedura procesu), sąd oddalił wniosek o powołanie drugiego zespołu biegłych. Sąd stwierdził, że wskazywane we wniosku braki, w zakresie badań, jeżeli nawet wystąpiły, to nie mają wpływu na możliwość oceny osobowości oskarżonego i jego działania przestępczego. Sąd na zakończenie postępowania dowodowego ujawnił zgromadzone w toku śledztwa dokumenty i dowody, a następnie udzielił głosu oskarżycielowi publicznemu. 

Niezwykle silnie zabrzmiały wczoraj w wielkiej sali Sądu Wojewódzkiego przemówienia oskarżycielskie obu występująeycb w sprawie prokuratorów. Występujący jako pierwszy prokurator R. Kacprzak, skoncentrował uwagę na decydujących w procesie problemach dowiedzenia oskarżonemu zarzutów objętych aktem oskarżenia. Proces osławionego „wampira z Gałkówka" toczy się w atmosferze powszechnego potępienia go przez całe społeczeństwo. W sposób odrażający naruszył on podstawowy przywilej każdego człowieka - prawo do życia. Równocześnie jednak, jak to wymaga wysoki humanitaryzm prawa, w procesie karnym liczyć się mogą tylko fakty i dowody oparte na prawdzie obiektywnej. W 7 wypadkach zabójstw, zbrodniarz usunął najważniejszych świadków zbrodni. Kobiety, które zginęły - babki wnukom, matki dzieciom, młode robotnice i uczennice, nie wskażą winowajcy. Do zabójstw tych przyznał się oskarżony Stanisław Modzelewski. Twierdzi jednak, że nie pamięta, nie może pojąć, jak do tych gwałtownych czynów doszło. Jest to w świetle opinii biegłych nie do przyjęcia. Taką widać obrał oskarżony linię obrony. Przesłuchiwany kilkadziesiąt razy, nigdy nie podawał wszystkiego. Dawkował informacje w zależności od przedstawionych dowodów. Proces dowiódł niezbicie, że oskarżony miał obiektywne możliwości przebywania we wszystkich miejscach zbrodni, znał je dobrze i dlatego je właśnie wybierał. Zeznania oskarżonego i świadków oraz materiał faktograficzny, ułożyły się w toku procesu w logiczną całość. Oskarżony, ulegając swemu spaczonemu popędowi, przygotowywał świadomie i realizował swe sadystyczne czyny. 

Szczególną szkodliwość społeczną czynów zarzucanych St. Modzelewskiemu, scharakteryzował w swym wystąpieniu drugi oskarżyciel - H. Szczęsny. Oskarżony miał wszystkie warunki, by życie swe ułożyć jak inni obywatele. Stał się jednak jednostką niebezpieczną, która dla zaspokojenia popędu, nie zawahała się przed czynami zbrodniczymi. Szkodliwość społeczna osiągnęła w jego wypadku stopień najwyższy. w przyznaniu się oskarżonego, oskarżyciel publiczny nie dojrzał okoliczności łagodzących, gdyż dotyczy ono tylko samych faktów. Co do czynów, oskarżony ani przez moment nie okazał skruchy. Tylko najwyższa kara może zapobiec jego dalszej szkodliwości.

Prokurator H.Szczęsny w oparciu o kwalifikację siedmiu zarzucanych czynów na zasadzie art. 225 par. 1 k.k. wniósł wczoraj o ukaranie St. Modzelewskiego za każde z zabójstw karą śmierci. Wniósł także o ukaranie go karą śmierci za zbrodnicze napady dokonane w czerwcu 1953 r. oraz w czerwcu 1955 r. o wymierzenie za pozostałe zarzuty odpowiednio wysokich kar i pozbawienie go praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze.

Po oskarżycielach głos zabrał obrońca z urzędu J.Leszczyński. Z wielkim talentem i pasją udokumentował on w swym wystąpieniu wszystkie wątpliwości, które mogą w tej sprawie przemówić na korzyść oskarżonego i podważyć słuszność zastosowania najwyższego wymiaru kary. Obrońca postawił tezę, że w zarzutach zabójstw wiele jest cech poszlakowych i że St. Modzolewski jako osobnik encefaloptyczny, podatny na sugestię, wiele szczegółów, do których się przyznał, mógł przyswoić sobie w toku śledztwa. Wątpliwości obrońcy budzą okoliczności zabójstw  i opinia biegłych o świadomym działaniu. Umysłowość oskarżonego oceniona została w niej przesadnie. Mimo nie stwierdzenia choroby psychicznej, mogły w postępowaniu oskarżonego dojść do głosu psychozy działające okresowo i wywołać spięcia oraz zaniki świadomości, powodując przewagę sił popędu nad wolą. Obrońca przytoczył precedensowe przypadki procesów, gdy encelopatia, której jest wiele odmian - była uznana za podstawę niepoczytalności oskarżonego. Obrońca wniósł także o zmianę kwalifikacji  co do usiłowania 6 zabójstw na czyny z art. 236 i 237 kk. (uszkodzenie ciała). Odrębną linię obrony przedstawił drugi obrońca z urzędu, prosząc w konkluzji sąd o miłosierdzie przy ferowaniu wyroku.

Po wysłuchaniu głosów stron, sąd zwrócił się do St. Modzelewskiego:

Co oskarżony chce powiedzieć w ostatnim słowie? odpowiedź oskarżonego brzmiała:

"Ja tam nikogo nie przekonam, duszy nie pokażę, nie ma więc sensu. Niech sąd zarządzi".

Dziś w 12 dniu procesu, sąd ogłosi wyrok.

                                                                                         M. KRAJÓWNA




Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.9

 

Dziennik Łódzki. 1969-02-04 R. 24 nr 29


Wczorajszy 10 dzień rozprawy karnej przeciwko Stanisławowi Modzelewskiemu poświęcony był węzłowej kwestii postępowania dowodowego. Jak już informowaliśmy, jako ostatni świadkowie zeznawać mieli wczoraj członkowie rodziny oskarżonego - jego siostra Janina K. oraz jej syn. Starsza o 19 lat od brata, Janina K., znała go od dziecka, przez wiele lat z nim przebywała. Do jej opinii strony procesu przywiązywały duże znaczenie. Tak jak poprzednio żona oskarżonego, tak i obecnie dalszych dwoje osób, bliskich, skorzystało z prawa odmowy zeznań. W chwili wejścia członków rodziny, na salę rozpraw. St. Modzelewski rzucił w ich stronę jedno ukradkowe, bardzo krótkie spojrzenie. Potem natychmiast przyjął od kilko dni dla niego charakterystyczną postawę - nisko opuścił głowę, opierając ją o barierę ławy oskarżonych. Orzeczenie sądowo-psychiatryczne sporządzone po przeszło 5·miesięcznej obserwacji oskarżonego, w pełni utrzymali wczoraj powołani przez sąd biegli specjaliści psychiatrii A. Różycki oraz K. Grabowski. Złożyli oni także wczoraj opinię uzupełniającą. Po obserwacji oskarżonego w procesie, w czasie którego brał on żywy udział i uważnie śledził zeznania świadków, nie ma ich zdaniem podstaw do zmiany opinii sformułowanej w toku śledztwa, nie ma też podstaw do twierdzeń, że St. Modzelewski nie miał rozeznania znaczenia czynów w czasie popełniania przestępstw i kierowania swym postępowaniem. .Jest on osobnikiem encefalopatycznym, z wyraźnie zaznaczonymi odchyleniami charakterologicznymi. Przeprowadzone badania dodatkowe nie ujawniły objawów, które mogłyby świadczyć o zaburzeniach psychicznych. Chodziło tu o stwierdzenie czv dostrzeżone n niego zmiany charakterologiczne, są wtórne i powstały na tle organicznego uszkodzenia mózgowia  (oskarżony doznał w różnych okresach życia trzykrotnie urazów głowy), czy też są one następstwem zaniedbań wychowaczych i wynikiem oddziałowywania środowiska w jakim przebywał. W toku obserwacji i badań, lekarze stwierdzili, że u St. Modzolewskiego odchylenia nie są następstwem urazów. Zadatki negatywnych cech pojawiły się u niego już we wczesnym dzieciństwie, a następnie utrwaliły się. Nigdy me okazywał on poczucia więzi z najbliższą rodziną, nie przejawiał uczuć wdzięczności za okazaną dobroć, nie posiadał żadnego poczucia wyrządzonej krzywdy. Lekarze nie stwierdzili u oskarżonego także cech charakterystycznych dla osób dotkniętych pourazowymi zaburzeniami psychicznymi, w postaci zmian otępiennych. lub degradacji życiowej. Wręcz przeciwnie widoczna jest u niego aktvwność życiowa i awans, wybicie się ponad środowisko z którego wyszedł. Obserwacje wykazały też, że dobrze potrafi kierować swym postępowaniem, a obniżenie zdolności hamowania i krytycyzmu następowało u niego zwykle pod wpływem alkoholu.

Wiele dodatkowych pytań zadawali wczoraj biegłym obrońcy, oskarżyciele i sąd. Sąd położył szczególny nacisk na kwestię  w jakim stopniu sfera uczuć i moralności istniejąca u oskarżonego mogła zadziałać w przypadkach rozpatrywanych interesował się sugerowana przez oskarżonego niepamięcią.

Biegli w odpowiedzi stwierdzili, że w przypadku St. Modzolewskiego decydującą dla sprawy jest siła popędu i woli. U człowieka dorosłego gdy, afekt i intelekt są w normie, popęd nie góruje nad wolą. U oskarżonego modulacja afektu była prawidłowa. Gdy zagrażało mu niebezpieczeństwo, potrafić przerwać działanie przestępcze. W okresie gdy u oskarżonego nie ujawniono działań przestępczych, swe sadystyczne skłonności wyładowywał on w domu, traktując żonę w bardzo podobny sposób jak swoje ofiary. W czasie czynów gwałtownych, u oskarżonego mogło następować pełne zawężenie pola świadomości, ale o charakterze fizjologicznym. Opisywana przez oskarżonego niepamięć wybiórcza, dotycząca momentów zbrodniczych jest zdaniem lekarzy, po zdemaskowaniu, jego postawą obronną.

Po wysłuchaniu opinii biegłych, obrońca J. Leszczyński wniósł wczoraj o powołanie dodatkowych biegłych oraz weryfikacji opinii biegłych w części seksuologicznej i psychologicznej. Drugi obrońca E. Górecki podkreślił. że o decyzji sądu w tej sprawie powinna zadecydować wyjątkowość procesu. Przeciw temu stanowisku obrony ponownie oponował oskarżyciel, twierdząc, że powołanie drugiego składu biegłych jest zasadne dopiero w chwili podważenia słuszności opinii pierwszego składu. Decyzje w tej sprawie ogłosi sąd dziś, w jedenastym dniu procesu.

                                                                                                                      M. KRAJOWNA

sobota, 6 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.8

 

Dziennik Łódzki. 1969-02-01 R. 24 nr 27

                      ZEZNANIA BIEGŁYCH NA PROCESIE "WAMPIRA"

Toczaca się od 17 stycznia w Sądzie Wojewódzkim dla woj. łódzkiego rozprawa karna przeciwko Stanisławowi Modzolewskiemu, zbliża się do momentu wydania przez sąd wyroku. Z wyjątkiem chorych i już nie żyjących, przed sądem wypowiedzieli się wszyscy z listy świadków. Zeznania świadków, a w śród nich 5 zaatakowanych przez oskarżonego kobiet, pokrywają się z materiałem dowodowym zgromadzonym na 3.500 stronach akt śledztwa.

Aby problem winy i kary nie mógł budzić najmniejszych wątpliwości, sąd szczególnie precyzyjnie potraktował w procesie postępowanie dowodowe. Zakończenie tego postępowania w dniu wczorajszym, uniemożliwiło niestawienie się siostry oskarżonego Janiny K. Zeznania tej osoby, znającej dobrze oskarżonego, mają znaczenie dla pełnego poznania jego osobowości.

Za zgodą stron, sąd odczytał w procesie zeznania ze śledztwa osób, które nie odpowiadały osobiście z powodów uzasadnionych. Na uwagę zasługują zeznania b. sąsiada Modzolewskich z ul. Dumnej w Łodzi, świadka częstego, nie miłosiernego bicia przez Modzelewskiego własnej żony.

Wczoraj sąd wysłuchał także zeznań spóźnionego świadka Mirosław B. Jest ona jedną z osób, które 29 marca 1956 r. na kilkanaście minut przed morderstwem 18-letniej Heleny W. widziały dziewczynę idącą ku wsi Borowa z obcym mężczyzną. Jak zeznał w procesie St. Modzolewski, z dziewczyną tą nawiązał idąc w tym samym kierunku konwencjonalną rozmowę, pytając gdzie mieszka, skąd wraca i.t.p. Później - jak zeznał - wrócił jeszcze raz na miejsce "zajścia", ale pamiętając, że był widziany przez ludzi wybrał zupełnie inne ścieżki. Świadek Mirosława B. przytoczyła zasłyszany urywek rozmowy, zgodny z tym, co zeznał oskarżony. Sąd pyta świadka, czy poznaje człowieka na ławie oskarżonych. Świadek: Tak, poznaję go po krępej postaci, a także po profilu. 

Obrońca (chcąc uściślić): Czy świadek może oskarżonego rozpoznać kategorycznie? 

Swiadek: Tak. Tego mężczyzny w śledztwie mi nie pokazywano. Mimo upływu lat i choć utył, nie mam wątpliwości. Sąd odczytał wczoraj szczegółowe protokoły sekcji zwłok zamordowanych 7 kobiet. Wy- stępują w nich charakterystyczne wspólne cechy. Sąd wysłuchał wczoraj także opinii biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej AM w Krakowie, którzy na wniosek Prokuratury Woj. w Łodzi wystawili ją na podstawie akt śledztwa, a po wysłuchaniu zeznań kobiet, które przeżyły napady, uzupełnili ją opinią sporządzoną w toku procesu. Sąd postawił biegłym pytanie zasadnicze: 

Czy czyny przestępcze, o które oskarżony jest St. Modzelewski są zbieżne, czy materiał dowodowy wskazuje na to, że mogła ich dokonać ta sama osoba? 

Czy działanie było ukierunkowane, a motywy seksualne? Na podstawie opinii przedstawionych przez dr med. E. Barana oraz lek. med. A. Jastrzębskiego, sumaryczną opinię sądowo-lekarską przedstawił doc. dr med. S. Kobiela. Zaznaczył on, że wnioski te nie zajmują się osobowością oskarżonego, którą nakreślił sądowi biegły psychiatra. Medycyna sądowa ocenia w tym wypadku tylko same skutki przestępczej działalności. We wszystkich przestępstwach rozpatrywanych w procesie, biegły S. Kobiela stwierdził wiele cech działania rozmyślnego. Wszystkie kobiety zostały najpierw ogłuszone, a później pozbawione życia w podobny, gwałtowny sposób u ofiar występuje także uszkodzenie narządów rodnych. Wszystkie kobiety zostały znalezione w miejscach ustronnych. Ten kompleks cech jest typowy dla morderstw z lubieżności, szczytowej formy sadyzmu. Dopuszczają się ich osobniki zboczone, znajdując zaspokojenie seksualne poprzez zadawanie bólu partnerce. Tak jak w rozpatrywanych w procesie przypadkach, nie zawsze musi to kończyć się zabójstwem. Sadyście wystarcza często samo bicie, dręczenie drugiej osoby. Przed krańcowym etapem przestępczego działania może uchronić ofiarę spłoszenie lub zniechęcenie złoczyńcy. 

Prokurator: Czy w tej konkretnej sprawie występuje na kierunkowane na zaspokojenie popędu działanie przestępcy? 

Biegły: Tak. zarówno u zabitych, jak i u ofiar żyjących. - Dalszy ciąg procesu - głosy biegłych i stron w poniedziałek, 3 lutego. 

                                                                                                      M. KRAJOWNA




Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.7

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-31 R. 24 nr 26



Wczorajszy ósmy dzień rozprawy karnej przeciwko Stanisławowi Modzelewskiemu, miał być ostatnim dniem postępowania dowodowego. Sąd kontynuował wczoraj przesłuchania świadków oskarżenia, którzy pierwotnie odpowiadać mieli 25 bm. Ich zeznania dotyczyły okoliczności zabójstw dwóch młodych kobiet, które zamordowane zostały w 1956 roku, w odstępie 4 miesięcy, w tej samej okolicy między Gałkówkiem i wsią Borowa. Obie kobiety - 18-letnia Helena W. oraz 24-letnia Helena K. poniosły śmierć na skutek uduszenia. W Zakładzie Medycyny Sądowej stwierdzono, że oba zabójstwa dokonane zostały na tle seksualnym. 

Sąd niezwykle drobiazgowo I obiektywnie konfrontował wczoraj zeznania świadków z dowodami zabezpieczonymi przez organa śledcze na miejscu zbrodni oraz z zeznaniami oskarżonego. Potwierdziło się m.in. niezbicie, że 29 marca 1956 r. uczennica łódzkiego technikum Helena W. była w Wydziale Zdrowia w Brzezinach po talon na wyprawkę niemowlęcą, a następnie odebrała ją w sklepie PSS. Sam oskarżony podał w swych zeznaniach. że jednej z ofiar zabrał paczkę, a gdy okazało się co w niej jest, to „łaszki dziecięce" wyrzucił gdzieś po drodze. Obcego człowieka, który z paczką szedł drogą polną ku stacji, widzieli w tym dniu małżonkowie Ewa i Henryk K. Człowiek ten mijając ich, odwrócił głowę.

Zeznania składała wczoraj także kobieta, która była na miejscu zbrodni po jej zajściu. Ciało dziewczyny według jej relacji przykryte było płaszczem ortalionowym. Oskarżony zeznał wcześniej, że przed odejściem przykrył leżącą jej własnym płaszczem. 

Ośmiu świadków składało wczoraj zeznania, dotyczące okoliczności śmierci 24-letniej Heleny K. 29 lipca 1956 r. o godz. 8.25 wyjechała ona z siostrą i szwagrem z Łodzi w odwiedziny do krewnych. He lena do Borowej, jej siostra z mężem do innej wioski. Mieli wracać do Łodzi tym samym wieczornym pociągiem. Helena K. jednak do siostry w Borowej nie przybyła, nie powróciła także do Łodzi. 

Jak zeznał oskarżony, w sobotę 28 lipca 1956 r. wybrał się wieczorem w odwiedziny do żony przebywającej w Łodzi. Wysiadł jednak w Lipcach Reymontowskich i poszedł nad torami w kierunku Gałkówka. W niedzielę rano spotkał na polnej drodze koło Gałkówka idącą samotnie kobietę, którą zaczepił. Zwłoki Heleny K. znaleziono ukryte w krzakach jeżyn, przykryte trawą. Obok znaleziono kabel miedziany. Przy tych właśnie krzakach, obcego mężczyznę widziało w niedzielę kilka osób, m.in. Mieczysław N., który przyjechał z Łodzi do dzieci przebywających na letnisku. świadek ten wyjechał z Łodzi następnym pociągiem po tym, którym wyjechała do Gałkówka Helena K. Gdy mijał krępego mężczyznę, ten odwrócił się i poprawiał włosy. Przy konfrontacji w toku śledztwa, świadek ten spośród czterech mężczyzn wskazał jako podejrzanego St. Modzelewskiego. Mężczyznę kręcącego się obok krzaków. widziały także dwie dziewczynki - córki Mieczysława N., które przestraszyły się go i uciekły. Widziała go także wówczas 14-letnia. Wiesława K„ jak najpierw mocował się z jakąś kobietą, a później gdy sam klęczał obok jeżyn.

Sąd pyta świadka: Dlaczego pani tak ważnych szczegółów nie podała od razu w pierwszym przesłuchaniu, w śledztwie? 

Swiadek: Byłam jeszcze bardzo młoda i bałam się. Mężczyzna ten spojrzał na mnie. Jeździłam przez wiele lat na letnisko do Gałkówka i słyszałam o morderstwach. Bałam się, bo wiedziałam , że groźny wampir jest jeszcze nie ujęty. 

Sąd: Czy oskarżony przypomina tamtego mężczyznę? 

Swiadek: Zdaje mi się, że jest inny. Oskarżony jest grubszy. 

Wczoraj sąd wysłuchał także zeznań trzech sióstr zamordowanej Heleny K. Filomena S., do której Helena jechała z wizytą krytycznego dnia, zeznawać miała, jako pierwsza. Na widok zabójcy siostry. kobieta ta zemdlała, nie zdążywszy odpowiedzieć na pierwsze pytanie sądu. Pierwszej pomocy natychmiast udzielili obecni na sali lekarze-biegli, których grono powiększyło się wczoraj do 5 specjalistów. Filomena S. udzielała następnie sądowi wyjaśnień siedząc na krześle. Gdy po swej wypowiedzi wstała - zemdlała po raz drugi. Otoczono ją powtórnie troskliwą opieką. 

Wczoraj złożył przed sądem zeznania ojciec dziecka żony St. Modzelewskiego - Stanisław G. Znajomość z nią zawarł w 1961 r. Mieszkali wtedy razem przez dwa tygodnie w jego mieszkaniu w Warszawie. Świadek ten potwierdził, że był poinformowany, że w 1962 r. przyszło na świat jego dziecko. 

Sąd: Czy żona Modzelewskiego mówiła coś o współżyciu z mężem? 

Świadek: Mówiła, że ją bije i że nic ich nie łączy. Zbrzydło jej takie życie. 

Z wezwanych 100 świadków, nie zgłosiła się m. in. siostra oskarżonego. Kwestia jej zeznań zostanie wyjaśniona w dniu dzisiejszym. Po zakończeniu postępowania dowodowego głos będą mieli biegli, rzecznicy oskarżenia oraz obrońcy.

                                                                                                      M.KRAJOWNA

piątek, 5 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.6

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-30 R. 24 nr 25

Po czterodniowej przerwie, na wokandzie Sądu Wojewódzkiego znalazła się ponownie sprawa 40-letniego Stanisława Modzelewskiego, osławionego mordercy kobiet. Wczorajszy, siódmy dzień rozprawy, stanowił jeden z punktów kulminacyjnych procesu. Oskarżony o dokonanie zabójstw 7 kobiet Stanisław Modzelewski, złożył w pierwszych dniach procesu szczegółowe zeznania dotyczące napadów na kobiety w latach 1952-67. Jego wersja wydarzeń, w uderzający sposób zgadzała się z zeznaniami nieraz nawet drugoplanowych świadków. Oskarżony nie mogąc przewidzieć, w jaki sposób spotkania z nim przedstawiać będą kobiety, które usiłował zamordować, podał też w procesie wiele charakterystycznych szczegółów o wypadkach, w których przestraszony porzucał swe maltretowane ofiary. Z kobietami tymi, po uplywie 15 lat, spotkał się teraz oko w oko na sali sądowej. Wczoraj przed sądem stawiło się 5 napadniętych kobiet, należących do grupy głównych świadków oskarżenia. Sąd wysłuchał zeznań Wandy O. napadniętej 15 czerwca 1953 r. w Łodzi, w okolicy, w której wówczas mieszkał oskarżony. Przed śmiercią uratowały ją strzały strażnika przemysłowego, oddane po jej wołaniu o pomoc. Zeznawały też Zofia B. i Aleksandra L. na które St. Modzelewski napadł w Justynowie, napadnięta w okolicy Chocianowic Janina W. raz Stefania J., na którą St. Modzelewski napadł w Łodzi 21.VI. 1955 r. Niezwykle dramatyczny przebieg miały zeznania Wandy O. Przed sądem staje starannie ubrana kobieta lat około 40. Na jej widok oskarżony spuszcza głowę. Łamiącym się głosem kobieta oświadcza, że nie jest w stanie opisać jeszcze raz tego, co jej się przydarzyło gdy w 1953 r. będąc w szóstym miesiącu ciąży, wracała po pracy do domu. Sąd odczytuje więc jej zeznania z akt śledztwa. Wanda O. została napadnięta w chwili gdy wyprzedzała na ścieżce obcego mężczyznę. Uderzył ją w głowę, ścisnął za gardło i przewrócił. Związał ręce i zdjął obrączkę, krzycząc: „Ja cię wykończę za to, żeś krzyczała". Leżącą bił kablem po gołym ciele i kazał liczyć razy. 

Sąd pyta świadka: Dlaczego świadek nie chciała tego sama zeznać? 

Świadek: Bo jest mi ciężko. 

Sąd: Czy twarz napastnika pani zapamiętała? 

Swiadek: Nie. Szedł przede mną, a później przewrócił mnie twarzą do ziemi. 

Sąd: Czy rozpoznałaby go Pani?

Świadek: Nie.

Sąd: Świadek powiedziała oskarżonemu, że jest w ciąży?

Świadek: Tak, zaraz jak mnie tylko przewrócił.

Sąd: czy coś powiedział?

Świadek: Nie.

Sąd: Jak długo przebywała Pani w szpitalu po tym napadzie?

Świadek: Nie pamiętam dokładnie. Chciałam wrócić szybko do domu, obawiałam się bowiem jakiegoś napadu na dziecko. Myślałam, że wchodzą w grę sprawy pieniężne. Sąd zwraca się do oskarżonego: Czy przypadek opisany przez świadka miał taki przebieg?

Oskarżony: Tak.

Wanda O. natychmiast po złożeniu zeznań opuszcza salę rozpraw.

Podobny przebieg wypadków opisały inne kobiety, które przy szczęśliwym zbiegu okoliczności wydostały się z rąk oprawcy. Zofia B., napadnięta została w Justynowie blisko swego domu, ·w chwili gdy obawiając się idącego przed nią mężczyzny, poczuła się już bezpieczniejsza. Mężczyzna nagle zawrócił i krzyknął:„Stój, bo strzelam", potem rzucił się na nią, przewrócił i zaczął dusić. Gdy ostatkiem sił przeraźliwie krzyknęła, napastnik począł uciekać przez pola. Zeznawał także mąż napadniętej, który w miejscu gdzie pozostały ślady na świeżo zaoranej ziemi, znalazł później kabel i taśmę.

Sąd: Czy w tym miejscu zdarzył się już kiedyś podobny wypadek?

Swiadek: Tak. została tam także napadnięta moja znajoma, która szła wtedy z drugą kobietą. Napastnik ukradł jej paczkę, w której wiozła suchy chleb dla kur. 

Sąd pyta oskarżonego: Czy pamiętacie wydarzenie w czasie którego terroryzowaliście kobietę słowami: „Stój, bo strzelam ?

Oskarżony: Tak. Ale to było wtedy. gdy zabrałem paczkę z chlebem.

Zeznania dotyczące drugiej napadu w Justynowie, na dwie idące razem obok toru kobiety składały Aleksandra i Hlina S. Po ich zeznaniach sąd pyta oskarżonego: 

Czy taki był przebieg tego wypadku? 

Oskarżony: Tak, a szczegóły to chyba świadek najlepiej  zapamiętała. 

Jako ostatnia z kobiet, które przeżyły brutalne napady St. Modzelewskiego, zeznawała wczoraj Stefania J. 21 czerwca 1955 r. wracała późno z pracy w aptece, gdy spostrzegła siedzącego w życie mężczyznę . Tak, jak inne swe ofiary St. Modzelewski przewrócił ją, uderzył w głowę, tłukąc okulary, jedną ręką du- sił i bił, a drugą kneblował usta. Gdy napadnięta udała, że straciła przytomność (być może to właśnie ją uratowało), ściągnął jej z ręki zegarek i przed odejściem kilka razy kopnął.

Sąd: Czy świadek coś mówiła w czasie, napadu'! 

Świadek: Zapytałam czego ode mnie chce i powiedziałam, że by mnie puścił, bo śpieszę do dziecka. Odpowiedział bardzo ordynarnie, że mi pokaże czego chce. 

Sąd: Czy świadek przypomina sobie napastnika? 

Świadek: Nie, pamiętam jednak jego głos, jest bardzo podobny do głosu oskarżonego. 

Obrońca: Czy napastnik dał jakoś do zrozumienia, co było przyczyną napadu, że chodziło może o gwałt? 

Swiadek: Nie. 

Zeznają wczoraj kobiety, Choć w podobny sposób terroryzowane i brutalnie maltretowane, w czasie napadów nie były w stanie wywnioskować co chciał osiągnąć bandyta. Przedmioty, które im kradł, nie miały większej wartości. W chwili napadu, żadna z nich nie wiedziała, że w podobnych okolicznościach kilka innych kobiet poniosło śmierć. 

                                                                                                            M. KRAJOWNA

czwartek, 4 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.4

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-24 R. 24 nr 20



Wczoraj, w piątym dniu rozprawy karnej przeciwko osławionemu „wampirowi" z Gałkówka, Stanisławowi Modzelewskiemu zeznania składało 17 świadków. .Fakty przez nich przytaczane dotyczyły okresu sprzed 16 i 17 lat i związane były z niektórymi okolicznościami, które towarzyszyły pierwszym trzem morderstwom dokonanym przez wówczas 23-letniego St. Modzelewskiego na 61 letniej Józefie P. w lesie Zielona Góra koło Gałkówka, 32-letniej Marii K. w lesie Modlica koło Tuszyna oraz na 21-letniej Teresie P. w Józefowie koło Łodzi. W okresie między tymi trzema zabójstwami, a następnym morderstwem w styczniu 1955 r. dokonanym na 24-letniej Irenie D. St. Modzelewski trzykrotnie w 1953 i 1954 roku usiłował dokonać morderstw na kobietach w podobnych okolicznościach. 

Miejsca, w których robił zasadzki na kobiety, oskarżony znał dobrze. Po terenie powiatu łódzkiego i brzezińskiego poruszał się często samochodem, służąc w wojsku jako kierowca w batalionie budowlanym. 

Zwraca uwagę charakterystyczny szczegół z tego okresu. Służbę wojskową na terenie województwa łódzkiego St. Modzelewski rozpoczął na wiosnę 1951 roku. W grudniu tego roku ożenił się z łodzianką, a po upływie 7 miesięcy popełnił „mord z lubieżności" na 67-letniej kobiecie. 22 grudnia 1952 r., St. Modzelewski zwolniony z wojska zamieszkuje u żony w Łodzi i po upływie 5 dni, w czasie jej nieobecności, wybiera się tramwajem linii Łódź - Tuszyn do Modlicy, gdzie znajduje sobie następną ofiarę. O okolicznościach towarzyszących zabójstwu w Modlicy, dokonanym na mężatce, matce 5-letniej dziewczynki i 6-letniego chłopca, zeznawali wczoraj: leśniczy, który pomógł odszukać jej zwłoki, brat ofiary, jej krewny, siostra i mąż. Maria K. przybyła w grudniu do rodziców w Rydzynkach na święta. 27 grudnia 1952 r. wybrała się do Łodzi po lekarstwa dla dzieci i już nie wróciła. Odnaleziono ją w lesie uduszoną własnym szalikiem. Zeznania świadków pokrywają się z zeznaniami oskarżonego. Mąż Marii K. potwierdza, że na miejscu zabójstwa nie znaleziono złotej obrączki, srebrnego pierścionka oraz około 3 metrów materiału, który jego żona miała w torbie. Wczoraj sąd przesłuchał także osoby, które w lipcu 1952 r. zetknęły się z okolicznościami zabójstwa 67-letniej .Józefy P. - m.in. ówczesnego komendanta posterunku MO w Gałkówku, robotnika leśnego i kobiet, które były wtedy w lesie na jagodach, tak jak Józefa P.

Jak wynika z zeznań złożonych przez ówczesnego kolegę St. Modzelewskiego w większej grupie pili wtedy wódkę w restauracji w Gałkówku. Świadek ten słyszał, że st. Modzelewski w dniu tym po pijanemu pobił podoficera na stacji w Koluszkach i zatrzymany został w areszcie. Świadek ten określa oskarżonego i jako człowieka niezrównoważonego, który łatwo się unosił. Biegły zapytuje świadka, w czym się to wyrażało. 

-  No, choćby w używaniu „łaciny. 

Wczoraj złożył także zeznanie funkcjonariusz MO, który 29 lipca 1952 r. pełnił służbę w dyżurce aresztu w Koluszkach. stwierdza, że nie wie dlaczego człowiek ten był wtedy zatrzymany, ale pamięta, że leżał na pryczy mocno pijany. Dziś można przypuszczać, że w awanturze wywołanej w Koluszkach i zatrzymaniu, oskarżony chciał sobie wówczas stworzyć na wszelki wypadek alibi. 

Wczoraj zeznawali także dwaj bracia zamordowanej 28 lutego 1953 r. Teresy P. W sobotę wieczorem młoda kobieta wracała z zakupami do domu, gdy na polnej drodze spotkała Modzelewskiego. Starszy brat był po odnalezieniu zwłok na miejscu zbrodni. 

Sąd: Czy były tam ślady świadczące o walce? 

Swiadek: Wyraźne, siostra była silna, ale napastnik silniejszy. 

Prokurator: Czy świadek był na miejscu gdy do akcji ścigania użyto psa milicyjnego? 

Swiadek: Tak, pies doprowadził po śladach do przystanku tramwajowego przy ul. Skrajnej. I to oświadczenie zgodne jest z tym co podał oskarżony. Z tego przystanku, po napadzie St. Modzelewski wrócił wtedy tramwajem do domu. Przez cały czas zeznań świadków, nie było wczoraj widać twarzy oskarżonego. Skulił się na ławce i nisko zwiesił głowę. Dziś w dalszym ciągu zeznają świadkowie. 

                                                                                                                        M. KRAJ()WN A

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.3

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-21 R. 24 nr 17

                                    "WAMPIR Z GAŁKÓWKA" PRZED SĄDEM.

                                             TRZECI DZIEŃ PROCESU

W trwającym przed Sądem Wojewódzkim dla woj. łódzkiego procesie karnym przeciwko 40-letniemu Stanisławowi Modzelewskiemu, osławionemu „wampirowi z Gałkówka", wczoraj sąd zarządził przerwę. Pierwsze dni procesu, zgodnie z harmonogramem rozprawy poświęcone były przesłuchaniom oskarżonego. Przychylając się do życzenia oskarżonego, zeznaniom dotyczącym najbardziej intymnych momentów jego życia osobistego, poświęcony został dodatkowy dzień procesu. Zeznania te sąd odbierać będzie dziś w godzinach popołudniowych, przy drzwiach zamkniętych, bez udziału publiczności. Harmonogram rozprawy przewiduje, że w dniach od 22 do 25, a następnie 29 i 30 stycznia, sąd przesłuchiwać będzie świadków, których lista obejmuje 100 osób,. Na środę wezwanie otrzymały m. in. żona oskarżonego oraz córka jednej z ofiar St. Modzelewskiego 87-letniej mieszkanki Warszawy. 

                                                                                                                              M. K



poniedziałek, 18 grudnia 2023

Justynów - Gałkówek - Niewypały - Odłamki bomb - 1947

Podobny problem miał miejsce w mojej gminie Brójce. Jeszcze kilka lat temu na terenie nieczynnej już żwirowni pomiędzy Wardzynem i Pałczewem wojsko wysadzało w powietrze znalezione niewypały z terenu Łodzi i okolic. Mieszkańcy protestowali i gmina wypowiedziała umowę z wojskiem.

Express Ilustrowany. 1947-06-17 R. 2 nr 163

                   ODŁAMKI BOMB ZAGRAŻAJĄ MIESZKAŃCOM JUSTYNOWA
                                           Władze powinny temu zapobiec.
    Na biurku redaktora "Expressu" leży nowy masowy przycisk NA PAPIERY. Jest to trzykilogramowy odłamek bomby lotniczej, która rozerwała się w ubiegły piątek 13 b. m. w pobliżu Justynowa pod Łodzią.
    Jeden z czytelników naszego pisma, który nadesłał odłamek pisze w załączonym liście, że pomiędzy Gałkówkiem i Justynowem pod Łodzią są usuwane niewypały lotnicze i artyleryjskie. W ubiegły piątek wybuchy następowały w odstępach 10 minut od godziny 12-ej w południe do godziny 20 wieczorem. Odłamki padały w pobliżu terenów zamieszkałych. Ludność tamtejsza z obawy przed lecącymi z nieba odłamkami bomb obawia się wypędzać bydło na pastwisko i udawać się do pracy w polu. Dodać należy, że już w roku ubiegłym prowadzone były w tym miejscu prace nad wysadzaniem niewypałów i również ludność czuła się zagrożona, mimo, że dotychczas na szczęście nie było wypadków śmiertelnych.
    Wydaje się, że odpowiednie władze winny albo przenieść miejsce likwidowania niewypałów w okolice niezamieszkałe, albo obmyśleć sposoby zabezpieczające ludność cywilną przed zranieniem lub zniszczeniem mienia. Warto nadmienić, że na przykład w Warszawie wysadzanie ruin lub poniemieckich bunkrów praktykowane jest zwykle o wczesnych godzinach porannych, gdy na ulicach nie ma przechodniów i ludność pozostaje jeszcze w mieszkaniach. mamy nadzieję, że władze sprawą tą się zainteresują ku radości naszych czytelników w Justynowie i Gałkówku.


 

niedziela, 21 sierpnia 2022

Borowa - Wilhelmswalde - Szkoła Powszechna - Muzeum w Gałkowie - cz.3

     Jak już wcześniej wspominałem, jestem w posiadaniu zeszytu pisanego ręcznie przez nauczyciela Szkoły w Borowej Edmunda Brauna. W tej części zamieszczę serię ZAŚWIADCZEŃ,  o uczniach z tej szkoły. Liczę, że niejedna osoba odnajdzie swoich bliskich w tych dokumentach:

1. Do Zarządu Publicznej Szkoły Powszechnej w Grabinie. (sygn. 4.I.1932r. - No.1).

    Rich.. Karol, syn Karola, ur. 9.3.1921 do dnia 21.1.1931 uczęszczał do szkoły powsz. w Borowie.

    i był w trzecim oddziale.

2. Friedenstaub Alfed?, syn Adolfa, ur. 12.2.1919r w Borowie, do dnia 21.12.1931r, uczęszczał do

    tutejszej szkoły i był w trzecim oddziale. - (sygn. 9.I.1932r. - No. 2).

3. Do Zarządu Publicznej Szkoły Powszechnej w Małczewie. (sygn. 21.I.1932r. - No. 3).

    Himmel Alicja, ur. w grudniu 1918, córka Olgi Himmel, od 18.1.1932r. uczęszczała do tutejszej

    szkoły w Borowie.

4. Do Zarządu Publ. Szkoły Powszechnej w Justynowie.(sygn. 30.1.1932r. No.4)

    Drews Irma, córka Adolfa i Elzy, od dnia 12 do 23 stycznia uczęszczał do szkoły w Borowie.

5. Do zarządu Publicznej szkoły Powszechnej w Justynowie. (sygn. 12.2.1932r. No. 5).

    Wilk Harry, syn Jana, ur. 5.5.1924r. do dnia 6.2.1932r. uczęszczał do szkoły w Borowie.-1 oddział.

6. Do Zarządu Publ. Szkoły Powsz. w Leosinie. (sygn. 26.2.1932r, No. 7.)

    Leder Adolf, syn Gustawa ur. 24.51920r., od dnia 10.1.1932r. uczęszczał do szkoły w Borowie.

. Do Zarządu Publ. Szkoły Powszechnej w Bukowcu. (sygn. 28.2.1932r. No. 8).

    Kühler Frida, córka niezamężnej Idy Kihler w dniu dzisiejszym przyjęta została do tutejszej szkoły. 

    


środa, 16 lutego 2022

Łódź - Szkoła Podstawowa Nr.70 - Kronika Szkolna - Wycieczka - Justynów - 1957-67 - cz.2

     Czerwiec każdego roku szkolnego był czasem relaksu, wycieczek, także uroczystych obchodów dziecięcego święta. Nie inaczej było w Szkole Podstawowej nr.70. Wpis z 2 czerwca 1958 roku:

W dniu tym dzieci naszej szkoły obchodziły swój uroczysty dzień "Dzień Dziecka". Piękne upominki, wyróżnienia, kukiełki, oraz wycieczki podmiejskie wypełniły ten piękny dzień, który na długo pozostanie w ich pamięci.

Klasy starsze były na dalszych wycieczkach, jak w Spale, Tomaszowie i Inowłodzu, inne w justynowskich lasach.






poniedziałek, 8 marca 2021

Gałkówek - Justynów - Kolej - Samobójstwo - Republika - 1933

 


                    TO BYŁ NIESZCZĘŚLIWY WYPADEK


                ECHA ZNALEZIENIA ZMASAKROWANYCH ZWŁOK NA TORZE.




    W dniu 28 b.m, a więc w ubiegły piątek, na torze kolejowym Gałkówek – Koluszki, w pobliżu nowo utworzonego przystanku kolejowego Justynów, znaleziono zwłoki młodej dziewczyny, jak się następnie okazało – 16-letniej Heleny Zorek.

    Zwłoki były przecięte w okropny sposób kołami lokomotywy. Obie kończyny dolne były obcięte w górnej części ud.

    Początkowo zachodziły podejrzenia, iż Zorkówna została wepchnięta pod pociąg, lub też popełniła samobójstwo.

    W toku dochodzeń stwierdzono, iż obydwie możliwości odpadają, albowiem Zorkówna, służąca u przebywającego na letnisku w Justynowie starszego sierżanta Podolaka, nie miała powodów do popełnienia rozpaczliwego czynu. A poza tym brak jakichkolwiek znajomości ze strony młodziutkiej służącej poddawał w wątpliwość podejrzenia jakiejś eskapady, która zakończyćby się mogła wepchnięciem dziewczyny pod koła pociągu.

    Dochodzenia zatrzymały się na hipotezie, iż miał tu miejsce nieszczęśliwy wypadek, samobójstwo samobójstwo wykluczają bowiem przede wszystkim takie okoliczności, jak położenie zwłok i brak jakiegokolwiek przygotowań rozstania się z życiem, a wreszcie jak i sam rodzaj przejechania przez pociąg.

    

Wydaje się najbardziej prawdopodobne, iż Zorkówna szła zamyślona środkiem toru kolejowego nie usłyszała łoskotu nadjeżdżającego pociągu, a pchnięta przez lokomotywę – upadła w poprzek jednej z szyn, wskutek właśnie nastąpiło obcięcie obydwu nóg i częściowe zgniecenie kości miednicy, co spowodowało nieomal natychmiastową śmierć.


niedziela, 1 marca 2020

Gałków - Justynów - Wielki wybuch - Skład amunicji - Muzeum w Gałkowie - 1944 - cz.2

 Każde z tych 3 zdjęć jest ciekawsze jedno od drugiego. Jest to ich premiera na forach! Oczywiście dzięki Dominikowi i Jankowi z Muzeum w Gałkowie Dużym.
    Jak już wspominałem wcześniej, podczas moich wywiadów z mieszkańcami Bukowca, ten temat był poruszany.
Kazimierz Banach:
-...." W związku z bombardowaniami, pan Kazimierz wspomina o zbombardowaniu fabryki prochu w Justynowie:
- tę fabrykę to ruskie samoloty zbombardowały, u nas to tak wszystko fruwało, odłamki, że nie można było wytrzymać. To była niemiecka prochownia, zbombardowali ją nocą, tam były pokopane takie głębokie rowy. Niemcy na wypadek bombardowania przetrzymywali tam amunicję, ale ruski wywiad dobrze działał, tak że i te rowy zbombardowali. Słyszałem, że tam mnóstwo ludzi zginęło, ruski wywiad dobrze wyczuł.
Po wojnie przejęli to Polacy. Też produkowali tam broń"....

Jadwiga Frydrych:
..."W Gałkówku była niemiecka fabryka prochu (prochownia) i amunicji, pracowali w niej Niemcy z Bukowca, także Polacy. Nie wiem co się tam stało, czy ktoś specjalnie coś zrobił, w każdym bądź razie nastąpił w niej wielki wybuch, krótko przed wyzwoleniem. Wiem, że zginęło tak kilku ludzi, tak strasznie biło, a tutaj w Bukowcu w domach to szyby wylatywały. Był taki podmuch, że na naszym podwórku, na dębach stare liście zrywało! Nasi Niemcy to ze strachu wszystkie pouciekali, chowali się w lesie kraszewskim. Jak później tam poszliśmy, ujrzeliśmy olbrzymie doły, takie, że w każdy weszłyby nasze dwa domy. Leżało wokół dużo mosiężnych łusek, my jako dzieci zbieraliśmy je, bo skupowali je na skupie złomu. Tata nam zabronił, gdyż bał się, że wdepniemy na jakiś niewypał, ale mówiliśmy mu, że będziemy uważać, każdy chciał zarobić troszkę pieniędzy"...



                                                   Prawda, weszły by ze dwa domy...




sobota, 29 lutego 2020

Gałków - Justynów - Wielki wybuch - Skład amunicji - Muzeum w Gałkowie - 1944 - cz.1



    Jedno w tej całej historii jest pewne. „28 lipca 1944 r. o godzinie 11.55 nastąpił pierwszy wybuch" - tak wspomina to wydarzenie pan Zbigniew Głażewski.
    O wielkim i tragicznym w skutkach wybuchu na terenie niemieckich składów amunicji na terenie Gałkowa dowiedziałem się podczas moich wywiadów z mieszkańcami Bukowca. Każdy z żyjących, będących w tamtych dniach  nawet pośrednim świadkiem tego wydarzenia wspominał z przejęciem. Bukowiec od miejsca katastrofy znajduje się o dobre kilka kilometrów, jednak w większości domów powylatywały szyby. To świadczy o mocy i sile eksplozji. 
    Czytając materiały w tym temacie, nie napisano jednoznacznie, kto stał za tym wybuchem, dywersją. Wskazuje się, że mogła to być akcja grupy dywersyjnej AK z Łodzi, dywersja na miejscu (mniej prawdopodobna), ładunek wybuchowy zrzucony z samolotu, czy też samozapłon... 
     Porażające skutki tego wybuchu świadczą o ilości ofiar, zginęło ponad 40 robotników polskich, ukraińskich jak i niemieckich żołnierzy. Jeszcze więcej było rannych. 
     Będąc kilka dni temu na terenie Muzeum w Gałkowie Dużym, z rąk kolegów Dominika i Janka otrzymałem grzecznościowo do zaprezentowania na moim blogu unikalnych zdjęć z tego wybuchu! Te zdjęcia powiększone, na specjalnej planszy można oglądać na terenie Muzeum, do czego serdecznie namawiam wszystkich!
     Także dokładny opis tego wybuch prezentuje Dominik Trojak w 



W końcu lipca 1944 r. nastąpił wielki wybuch w Składnicy Amunicji, który spowodował śmierć 50 osób, a 300 ranił. Las, po tym wybuchu, został „nafaszerowany” ...
     Prezentuję w tej części dwa najbardziej ciekawe według mnie zdjęcia pokazujące ogrom i tragizm tego wydarzenia.




        W centralnej części zdjęcia widoczne ofiary wybuchu i ekipy przeszukujące zgliszcza.



                         Widoczna siła wybuchu - zniszczony na setkach metrów las.

czwartek, 1 lutego 2018

Justynów - Andrespol - Cmentarz ewangelicki - Improwizacja


    Dzięki uprzejmości Dominika mogłem przeczytać artykuł "Krok, dwa przed orkiestrą" zamieszczony w gminnej gazecie Andrespola. Mowa w nim o właścicielu prawnym cmentarza ewangelickiego w Justynowie, pana Pawle Sobótce. Byłem kilkakrotnie na tym cmentarzu, pisałem na moim blogu. Zdania nie zmieniłem i nie zmienię nawet czytając ten artykuł.
    Powinny być granice nakreślone prawem, dotyczące możliwości improwizacji, ingerencji  w miejscu gdzie spoczywają ludzie bez względu na ich wiarę...
    Najlepszym potwierdzeniem moich słów jest cytat z tego artykułu:
    " ... W Justynowie dla wizji Sobótki mało jest zrozumienia. Sporo za to plotek i złośliwości..."