Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łaznowska Wola - Grömbach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łaznowska Wola - Grömbach. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 czerwca 2026

Grünbach - Łaznowska Wola - Felicjanów - Getto Koluszki - Przesłuchanie - B u c h h o l z

 Hess. Landeskriminalamt Abt. Hess. V 3                           Alfeld/Leine, 19. 5. 69

                                                  PRZESŁUCHANIE

Wezwana do stawienia się na posterunku policji w Alfeld/Leine jest owdowiała gospodyni domowa
B u c h h o l z  Maria z domu Maier, urodzona 6 maja 1901 r. w Grünbach (Łaznowska Wola), powiat Brzeziny, zamieszkała 3220 Alfeld/Leine, Winsenburger Str. 61, i oświadczyła, upomniana, że mówi prawdę:
Zostałam poinformowana, że mam być przesłuchana w charakterze świadka w postępowaniu przygotowawczym przeciwko Karlowi G r ö ß e r o w i  i innym osobom. Zostałam poinstruowana, że mogę odmówić odpowiedzi na pytania, na które odpowiedź zgodnie z prawdą obciążyłaby mnie lub bliskiego krewnego. Nie jestem spokrewniona z oskarżonym przez krew lub małżeństwo.
Sprawa w toku:
Na początku przesłuchania w długiej rozmowie opowiedziałam swoje trudne losy.
Dorastałam w Grünbach i przez 8 lat uczęszczałam do szkoły podstawowej. W 1920 roku wyszłam za mąż za Wilhelma Buchholza, urodzonego 16 stycznia 1890 roku. Zaraz po ślubie przeprowadziłam się z mężem do jego domu w Starym Felicjanowie. Mieszkaliśmy w domu nr 6, nie było nazwy ulicy. Później kupiliśmy kolejne gospodarstwo. To był dom nr 10.
Mój mąż cały czas pracował w swoim gospodarstwie. Miał dwóch braci, którzy byli niewidomi. On również musiał pracować na ich farmach.
Pamiętam zamieszki w maju 1939 roku. W Felicjanowie nie zginął żaden Niemiec. Mieliśmy dobre stosunki z Polakami, dlatego pomagali pilnować naszego majątku. Mieliśmy tylko powybijane okna i drzwi.
W 1940 r. powstał Selbstschutz. Mój mąż nie należał do tej formacji. Ale później musiał wstąpić do SA.
Mój mąż nie brał udziału w odgradzaniu getta, kiedy wywożono Żydów, ale kilka razy był oddelegowany, kiedy trzeba było aresztować Polaków, którzy mieli wyjechać do Niemiec na roboty. Mój mąż nie lubił tej pracy i zawsze się od niej uchylał. Wiem to z wielu rozmów z nim.
W Starym-Felicjanowie nie mieszkali Żydzi. Ludność była w połowie polska i w połowie niemiecka. W Koluszkach byli Żydzi, z którymi mieliśmy dobre stosunki. Wiosną 1941 r. mój mąż został burmistrzem Długiego.
Nie chciał objąć tego urzędu, ale musiał to zrobić, ponieważ młodsi mężczyźni zostali powołani do wojska i potrzebny był niemiecki burmistrz. Pełnił tę funkcję do stycznia 1945 roku.
Najpierw próbowaliśmy uciekać, ale potem zawróciliśmy, bo nie mieliśmy sobie nic do zarzucenia. Mój mąż ukrywał się przez dwa tygodnie. Potem został aresztowany przez Polaków w niedzielę. Musiał pracować dla Polaków i spać na komisariacie. We wtorek został zabrany razem z Baumem i Tierlingiem rzekomo do Brzezin na przesłuchanie. Trzej mężczyźni zostali zastrzeleni w lesie za wsią. Mój mąż został postrzelony w głowę, brakowało mu dwóch zębów, a jego ubranie było rozdarte na klatce piersiowej. Baum i Tierling zostali rozebrani prawie do naga. U Bauma głowa była całkowicie zmiażdżona. Tierlingowi brakowało jednej czwartej głowy.
Przyczyna zabójstw mogła być tylko następująca: Baum przejął biznes napojów Żyda E h r l i c h a . Tierling był odpowiedzialny za przydzielanie mieszkań Niemcom i w ramach tej funkcji musiał oczywiście odbierać mieszkania Polakom. Jestem przekonana, że mój mąż nic złego Polakom nie zrobił. Zastrzelono go również dlatego, że był burmistrzem i - w najszerszym tego słowa znaczeniu - brał udział w aresztowaniu Polaków, którzy musieli wyjechać do pracy do Niemiec. Teraz napomknęłam o tym, jak mój mąż stanął w obronie Polaków. Nie da się jednak tego wszystkiego spisać.
Po wojnie byłem bardzo maltretowana fizycznie przez Polaków. W 1946 roku zostałam aresztowana i wysłana do Skierniewic, gdzie oskarżono mnie o zdradę Polski. Następnie przewieziono mnie do więzienia w Warszawie, gdzie byłam przesłuchiwana w bardzo złych warunkach. Z Warszawy wysłano mnie do obozu w Sikawie. Tam zostaliśmy skierowani do pracy. Stamtąd wysłano mnie do fabryki, gdzie musiałam pracować dla Polaków. Miałam wypadek i straciłam prawe przedramię. Za ten wypadek zostałam skazana na trzy lata więzienia. Z własnej woli włożyłam rękę do maszyny.
Sprostowuję swoją wypowiedź, że byłam aresztowana już w 1945 roku. Uciekłem z Polski w maju 1947 roku.
Członkowie mojej rodziny byli w różnych obozach i musieli pracować dla Polaków jeszcze przez kilka lat.
Pamiętam getto w Koluszkach. Był to teren wokół rynku. Prawdą jest, że mieliśmy działkę, która dochodziła do getta. Sytuacja zdrowotna i żywnościowa Żydów była zła. Żydzi, którzy mieli pieniądze, mogli kupić dodatkową żywność. Polacy i Niemcy nadal robili interesy z Żydami, mimo że getto było już zamknięte. Wiem, że Żydzi mogli opuszczać getto tylko z przepustką. Tak było, gdy szli do pracy. Nie wiem, co stało się z Żydami, którzy opuścili getto bez zezwolenia. W tym kontekście nie wiem nic o rozstrzeliwaniu Żydów. Nie ma sensu podawać mi dalszych szczegółów na ten temat z zeznań świadków. Nie mogę podać żadnych szczegółów na ten temat. Prowadziłam również interesy z Żydami w getcie w postaci przynoszenia im żywności i płacenia mi za nią po normalnej cenie.
Widziałem przesiedlenie Żydów z Koluszek. Wyjaśniam, że widziałem kolumnę Żydów pędzonych w kierunku stacji kolejowej z odległości około 100 metrów. Nie podchodziłam bliżej, aby uniknąć gapiów lub znanych mi Żydów mówiących, że podziwiam widowisko wysiedlenia. Widziałam około 5 lub 6 rozstrzelanych Żydów. Byli to starsi ludzie, którzy nie mogli już chodzić. Uklękli, a żandarmi, którzy szli na końcu, zastrzelili ich. Nie ma co do tego wątpliwości. Ja to widziałam. Nie pamiętam, który z żandarmów ich zastrzelił. Nie mogę podać żadnych nazwisk. Żydzi musieli się dowiedzieć o zbliżającej się deportacji. Jedna Żydówka zawsze przysyłała do mnie dwójkę swoich dzieci. Dawałam im jedzenie. Na dwa dni przed deportacją powiedzieli, że to chyba ostatni chleb, jaki dostaną. Nie wiem, kto konkretnie z policji był zaangażowany w akcję deportacyjną.
Widziałam, jak Żydów ładowano do wagonów towarowych. Bito ich karabinami, o innych aktach zabijania nie mogę nic powiedzieć. Naprawdę nie ma sensu pokazywać mi innych, dalszych zeznań.
Żydzi mieli w rękach małe zawiniątka, gdy pędzono ich na stację kolejową. To, co musieli zostawić, zostało później rozdane lub zlicytowane. Mówiono, że w pozostawionej przez nich pościeli było jeszcze dwoje martwych dzieci.
Z koluszkowskich żandarmów pamiętam tylko G u s t a  i  S c h u h m a n n a. Innych imion nie pamiętam.
Poświęciłam trochę czasu na przejrzenie folderu ze zdjęciami. Umundurowany mężczyzna na zdjęciu nr 24 wygląda mi znajomo. Ale nie mogę sobie przypomnieć kontekstu, w którym go pamiętam. Rozpoznaję kilka zdjęć. Nie potrafię jednak podać nazwisk umundurowanych mężczyzn na zdjęciu, a w szczególności nie potrafię podać żadnych informacji na temat ich udziału w akcji przesiedleńczej w Koluszkach lub w zabójstwach.
Pamiętam, że w Koluszkach po przesiedleniu Żydów mówiło się, że zostali oni wywiezieni do Treblinki. Więcej szczegółów nie poznałam. Były jakieś sugestie, że Żydzi zostali zabici. Ale nie chciałam w to wierzyć.
Wielokrotnie odwiedzałam władze niemieckie w Tomaszowie, gdy mąż nie miał czasu. Nie potrafię już podać nazwisk członków władz.
Nigdy nie miałam nic wspólnego z innymi komisariatami, zwłaszcza z gestapo.
Mieliśmy Żyda, któremu pozwolono u nas pracować. Miałem zaświadczenie z Tomaszowa, że Żyd został nam przydzielony do pracy. Nie pamiętam, kto wydał to zaświadczenie w Tomaszowie. Żandarm przyszedł na nasze podwórko i chciał pobić tego Żyda, ale mój mąż interweniował i go powstrzymał. Wiem na pewno, że ten Żyd pracował u nas do czasu przesiedlenia Żydów i dopiero wtedy nie mógł już do nas przychodzić. Był w getcie w Koluszkach z kilkoma innymi Żydami jeszcze przez około 14 dni. W tym czasie Niemcy pozwolili żydowskim krawcom pracować za darmo. Nie wiem, co stało się z tymi Żydami później
Nie mogę podać żadnych dalszych szczegółów.
Zamknięte:

                                                                                     Odczytano, zatwierdzono i podpisano


                                                V e r n e h m u n_g

Vorgeladen erscheint bei der Polizeistation in Alfeld/Leine die verw. Hausfrau

B u c h h o 1 z   geb. Maier, Marie, .

geb. 6.5.1901 in Grünbach, Krs. Brzeziny, wohnh. 3220 Alfeld/Leine, Winsenburger Str. 61,

und erklärt, zur Wahrheit ermahnt:

Mir wurde eröffnet, daß ich in der gerichtlichen Voruntersuchung sache gegen Karl G r ö ß e r   u. a. als Zeugin vernommen werden soll. Ich bin belehrt worden, daß ich auf Fragen, durch deren wahrheitsgemäße Beantwortung ich mich selbst oder einen nahen Angehörigen belasten würde, die Auskunft verweigern kann. Mit den Angeschuldigten bin ich nicht verwandt oder verschwägert.

Zur Sache: 

Ich habe zu Beginn der Vernehmung in einem langen Gespräch mein schweres Schicksal erzählt.

Ich bin in Grünbach aufgewachsen und habe 8 Klassen die Volksschule besucht. 1920 habe ich Wilhelm Buchholz, geb. 16.1.1890, geheiratet. Gleich nach der Eheschließung zog ich mit meinem Mann in sein Haus in Alt-Eelicjanow. Wir wohnten im Haus Nr. 6, eine Straßenbezeichnung gab es nicht. Später kauften wir eine weitere Landwirtschaft dazu. Dies war das Haus Nr. 10.

Mein Mann hat ununterbrochen seine Landwirtschaft bearbeitet. Er hatte zwei Brüder, die blind waren. Deren wandwirtsenaft mußte er auch noch mit bewirtschaften. 

An die Unruhen im Mai 1959 erinnere ich mich. In Felicjonow kamen keine Deutschen ums Leben. Wir hatten mit Polen ein gutes Verhältnis, weshalb sie unser Anwesen mit bewachten. Uns wurden nur die Scheiben und die Türen eingeworfen.

1910 wurde dec Selbstschutz gebildet. Dieser Formation gehörte mein Mann nicht an. Später mußte er aber in die SA gehen.

Mein kann war bei der Absperrung des Gettos, als die Juden ausgesiedelt wurden, nicht mit eingesetzt, ar war jedoch mehrmals mit eingeteilt, als Polen festgenommen werden mußten, die nach Deutschland zur Arbeit sollten. Mein Mann hat diese Tätigkeit aber nicht gern gemacht und sich immer gedrückt. Dies weiß ich aus vielen Gesprachen mit ihm.

In Alt-Felicjanow lebten keine Juden. Die Bevölkerung war zu Hälfte polnisch und zur Hälfte deutsch. In Koluszki lebten Juden Mit diesen Juden hatten wir ein gutes Verhältnis. Im Frühjahr 1941 wurde mein Mann Bürgermeister in Dlugie.

Er wollte dieses Amt nicht übernehmen, mußte es ober, weil die jüngeren Männer eingezogen worden waren und ein deutscher Bürgermeister sein sollte. Er übte diese Tätigkeit aus bis Januar 1945.

Zunächst versuchten wir zu flüchten, kehrten dann aber wieder um, weil, wir uns nichts vorzuwerfen hatten. Mein Mann versteckte sich zwei Wochen. Dann wurde er von den Polen an einem Sonntag festgenommen. Er mußte bei Polen arbeiten und auf der Polizeidienststelle schlafen. Dienstags wurde er zusammen mit Baum und T i e r l i n g abtransportiert, angeblich nach Brzeziny zum Verhör. Die drei Männer wurden im Wald hinter der Gemeinde erschossen. Mein Mann hatte einen Kopfschuß, ihm fehlten zwei Zähne und die Kleidung war an der Brust aufgerissen. Baum und Tierling waren fast nackt ausgezogon. Von Baum war kein hopf mehr vorhanden. Dieser war völlig zerschlagen. Bei Tierling fohlte ein Viertel dos Kopfes.

Der Grund für die Tötungen Kann nur folgender gewesen sein: Baum hatte den Getränkehandel des Juden E h r l i c h  übernommen. Tierling war für die Zuweisung von Wohnungen für die Deutschen zuständig und hat in dieser Funktion natürlich den Polen Wohnungen wegnehmen müssen. Mein Hann hat den Polen nach meiner Überzeugung nichts Böses angetan. Er wurde mit erschossen, weil er Bürgermeister war und sich - im weitesten Sinne gesehen - an der Festnahme von Polen beteiligte, die nach Deutschland zur Arbeit mußten. Ich habe jetzt andeutungsweise erzählt, wie sich mein Hann für die Polen eingesetzt hat. Es führt jedoch zu nicht diesegalles aufzuschreiben.

Ich wurde nach dem Kriege von Polen körperlich schwer mißhandelt. Im Jahre 1946 wurde ich festgenommen, kam nach Skierniewice, wo ich unter Anklage gestellt wurde, ich hätte Polen verraten. Dann wurde ich nach Warschau ins Gefängnis gebracht, wo ich unter sehr schlimmen Bedingungen verhört wurde. Von Warschau aus kam ich ins Lager nach Schikawa. Dort wurden wir zur Arbeit eingesetzt. Von dort aus kam ich in eine Fabrik, wo ich für die Polen arbeiten mußte. Ich hatte einen Unfall und verol den rechten Unterarm. Ich wurde wegen dieses Unfalles mit drei Jahren Gefängnis bestraft. Ich hätte die Hand von mir aus in die Maschine gesteckt.

Ich berichtige meine Aussage dahingehend, daß ich bereits 1945 festgenommen wurde. Im Mai 1947 bin ich aus Polen geflohen.

Meine Familienangehörigen waren in verschiedenen Lagern und mußt noch mehrere Jahre für die Polen arbeiten.

An das Getto in Koluszki erinnere ich mich. Es war die Gegend um den Marktplatz eingerichtet. Es, ist richtig, das wir ein Grundstück hatten, das bin an das Getto ging. Der Gesundheitszustand und die Ernährungslage der Juden war schlecht. Juden, die Geld hatten, konnten sich zusätzlich Nahrungsmittel Kaufen. Die Polen und die Deutschen haben mit den Juden noch Geschäfte gemacht obwohl das Getto schon abgeschlossen war. Ich weiß, daß Juden das Getto nur mit einem Passierschein verlassen durften. Dies war der fall, wenn sie zur Arbeit gingen. Was es mit Juden gab, die das Getto unbefugt verlassen haben, weiß ich nicht. In diesem Zusammenhang ist mir nichts von der Erschießung von Juden bekannt. Es ist zwecklos, mir darüber weitere Einzelheiten aus bishörigen Zeugenaussagen vorzuhalten. Ich kann hierzu keine Angabe machen. Ich habe auch mit den Juden noch Geschäfte im Getto gemacht in der form, daß ich ihnen Nahrungsmittel brachte und mir dies zu einem normalen Preis bezahlen ließ.

Die Aussiedlung der Juden aus Koluszki habe ich gesehen. Ich erkläre dazu, daß ich auf eine Entfernung von etwa 100 m gesehen habe, wie die Kolonne der Juden in Richtung Bahnhof getrieben wurde. Ich ging nicht näher hin, um zu vermeiden, daß die Zuschauer oder die mich bekannten Juden sagen würden, ich würde mich in dem Schauspiel des Abtransportes ergötzen. Ich habe gesehen, wie etwa 5 bis 6 Juden erschossen wurden. Dies waren alte Leute, die nicht mehr gehen konnten. Sie knieten sich hin und die Gendarme, die am Schluß gingen haben sie erschossen. Daran besteht kein Zweifel. Das habe ich gesehen. Wer von den Gendarmen geschossen hat, weiß ich nicht mehr anzugeben. Ich kann keine Namen nennen. Die Juden mußten von der bevorstehenden Aussiedlung Kenntnis erlangt haben. Eine Jüdin hat immer ihre zwei Kinder zu mir geschickt. Ich gab ihnen Nahrungsmittel. Sie sagten zwei Tage vor dem Abtransport, daß dies wohl ihr letztes Brot sei, das sie holen würden. Wer im einzelnen von der Polizei an der Aussiedlungsaktion beteiligt war, weiß ich nicht.

Ich habe noch gesehen, wie die Juden in die Güterwagen verladen wurden. Sie wurden hierbei mit Gewahrkolzen geschlagen, über weitere Tötungshandlungen vermag ich Keine Auskunft zu geben. Mir weitere Aussagen vorzuhalten, ist wirklich zwecklos.

Die Juden hatten kleine Bündel in der Hand, als sie zum Bahnhof getrieben wurden. Was sie zurücklassen mußten, wurde nachher verschenkt oder versteigert. Es wurde erzählt, daß in dem zurückgelassenen Bettzeug noch zwei tote Säuglinge gelegen hätten.

Von den Gendarmen in Koluszki erinnere ich mich nur an Gust und S c h u h m a n n. Weitere Namen sind mir nicht mehr in Erinnerung.

Ich habe mir die Lichtbildmappe in Ruhe angesechen. Der auf Bild 24 abgebildete Uniformierte kommt mir bekannt vor. Ich weiß aber nicht mehr, in welchem Zusammenhang ich mich an ihn erinnere. Mir kommen mehrere Bilder begannt vor. Ich kann aber die Namen der abgebildeten Uniformierten nicht nennen und insbesondere keine Angaben über ihre Beteiligung an der Aussiedlungsaktion in Koluszki oder an Tötungshandlungen machen.

Ich erinnere mich, das in Koluszki nach der Aussiedlung der Juden davon gesprochen wurde, sie seien nach Treblinka gebracht worden. Nähere Einzelheiten habe ich nicht erfahren. Es wurde andeutungsweise davon gesprochen, die Juden seien getötet worden. Ich wollte aber nicht daran glauben.

Ich bin wiederholt zu deutschen Behörden nach Tomaszow gekommen, wenn mein Mann keine Zeit batte. Namen von Dienststellenangehörigen kann ich nicht mehr angeben.

Mit anderen Polizeidienststellen, insbesondere der Gestapo, hatte ich nie etwas zu tun.

Wir hatten einen Juden, der bei uns arbeiten durfte. Ich hatte eine Bescheinigung von Tomaszow, daß uns ein Jude zur Arbeitsleistung zugewiesen wurde. Wer in Tomaszow diese Bescheinigung ausstellte, weiß ich nicht mehr. Ein Gendarm kam zu uns auf den Hof und wollte den Juden schlagen, mein Mann ging dazwischen und hat dies verhindert. Ich weiß genau, daß dieser Jude bis zur Aussiedlung der Juden bei uns gearbeitet hat und erst dann nicht mehr zu uns kommen durfte. Er war mit einigen weiteren Juden noch etwa 14 Tage in Koluszki im Getto. Die Deutschen haben während dieser Zeit noch kostenlos bei den jüdischen Schneidern arbeiten lassen. Was es später mit diesen Juden gab, weiß ich nich

Weitere Angaben kann ich nicht machen.

Geschlossen:


                                                                    Vorgelesen, genehmigt und unterschrieben

sobota, 6 grudnia 2025

Bukowiec - Łaznowska Wola - Nowosolna = Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 1/1975

 Ciekawy materiał dotyczący sytuacji ewangelików po 1945 roku w okolicach Łodzi w miastach, miasteczkach i wioskach. Otto Heike w dosyć obszernym opracowaniu pisze również o Dobrzyniu, Przedeczy, Chodeczy, Kutnie, Płocku, Wyszogradzie, Białymstoku. 

Wybrałem to, co mnie najbardziej interesuje, "mój" Bukowiec, także Łaznowską Wolę czy też Nowosolną.

Cały artykuł zamieszczono na stronie 5 Der Heimatbote w styczniu 1975 roku.


                        STARA OJCZYZNA – DOŚWIADCZENIA Z 1974 ROKU

                                     W miastach i wsiach w okolicach Łodzi

A teraz jeszcze kilka informacji o losach kościołów ewangelickich w miastach i wsiach okolic Łodzi. Pozytywne wiadomości napływają ze Zgierza, gdzie w miejsce kościoła ewangelickiego zniszczonego podczas wojny we wrześniu 1939 r. przez niemiecką bombę lotniczą, udało się zbudować nowy kościół w pobliżu cmentarza ewangelickiego, który został poświęcony w czerwcu 1972 r. Stosunkowo dobrze wygląda sytuacja kościołów w miastach Pabianice, Ozorków i Tomaszów, chociaż również tutaj stan budynków pozostawia wiele do życzenia. W Aleksandrowie, niegdyś zamieszkałym głównie przez Niemców i ewangelików, a podczas wojny nazywanym Wirkheim, ponieważ pracowało tu wielu tkaczy pończoch, kościół ewangelicki został przejęty przez katolików, a nabożeństwa ewangelickie muszą być odprawiane w małej kaplicy cmentarnej.

W żadnym z tych miast nie można już mówić o kwitnącym życiu parafialnym. Nieliczni pozostali ewangelicy to w większości osoby starsze, które ze względu na wysokość składek kościelnych nie są w stanie utrzymać własnego pastora. Tak więc parafią w Łodzi i pozostałą częścią parafii w Ozorkowie opiekuje się pastor Mariusz Werner ze Zgierza. Na przykład parafia w Tomaszowie liczy obecnie około 300 zarejestrowanych członków, w Zduńskiej Woli około 130; tutaj miejscowy pastor Jerzy Drzewiecki, ur. 4.6.1939 r., jakiś czas temu wyemigrował do Republiki Federalnej Niemiec, obecnie nazywa się Gregor Henke, tzn. przyjął nazwisko panieńskie swojej żony, co jest u nas prawnie możliwe (dzięki pełnej równości mężczyzn i kobiet przed urzędnikiem stanu cywilnego).

Bardzo smutna sytuacja panuje w dawnych niemieckich wioskach w okolicach Łodzi. Jako przykład można podać szwabskie wioski Neusalzfeld/Nowosolna, Groembach/Łaznowska Wola i Königsbach/Bukowiec. Ewangelicki kościół w Neusalzfeld został sprzedany Kościołowi katolickiemu. Kościół w Groembach został wynajęty przedsiębiorstwu gospodarczemu. Wreszcie piękny kościółek w Königsbach, zbudowany podczas I wojny światowej, został rozebrany. Kiedy zapytaliśmy w Königsbach o okoliczności rozbiórki kościoła, powiedziano nam, że został on sprzedany przez ewangelickie władze kościelne. Natomiast konsystorz poinformował nas, że kościół w Königsbach został rozebrany z własnej inicjatywy przez lokalne władze.





Interessantes Material über die Situation der Evangelischen nach 1945 in der Umgebung von Łódź in Städten, Kleinstädten und Dörfern. Otto Heike schreibt in seiner recht umfangreichen Studie auch über Dobrzyń, Przedecz, Chodecz, Kutno, Płock, Wyszogród und Białystok.

Ich habe das ausgewählt, was mich am meisten interessiert, „mein” Bukowiec, aber auch Łaznowska Wola oder Nowosolna.

Der gesamte Artikel wurde im Januar 1975 auf Seite 5 des Heimatboten veröffentlicht.

                                  DIE ALTE HEIMAT - IM JAHRE 1974 ERLEBT

                                       In den Städten und Dörfern bei Lodz

Und nun noch einige Angaben über das Schicksal  den evangelischen Gotteshäuser in den Städten und Dörfern des Gebietes um Lodz. Erfreundliches ist aus Zgierz zu berichten, wo als Ersatz für die im Septemberkrieg 1939 durch eine deutsche Fliegerbombe zerstörte ev. Kirche ein neues Gotteshaus nahe am ev. Friedhof erbaut werden konnte, das im Juni 1972 eingeweiht wurde. Verhältnismäßig guy ist es auch um die Kirchen in den Städten Pabianice, Ozorków und Tomaszów bestellt, wenngleich auch hier bauliche Zustand zu wünschenläßt. In den einst so überwiegend von Deutschen und Evangelischen bewohnten Alexandrów - im Kriege Wirkheim, weil hier so viele Strumpfwirker wirkten - ist das evangelische Gotteshaus von den Katholiken in Anspruch genommen werden und der evangelische Gottesdienst muß in der kleinen Friedhofskapelle abgehalten werden.

Von einem blühenden Gemeindeleben kann man in allen diesen Städten kaum noch sprechen. Die in geringer Zahl zurückgebliebenen Evangelischen sind zumeist alte Leute und durch ihre Kirchenbeiträge nicht in der Lage, einen eigenen Pastor zu unterhalten. So wird in Lodz und die Restgemeinde Ozorków von Pastor Mariusz Werner in Zgierz betreut. Die Tomaschower Gemeinde z. B. zählt jetzt etwa 300 registierte Gemeindeglieder, die in Zdunska Wola um 130; hier ist der Ortspastor Jerzy Drzewiecki, geb. 4.6.1939, vor einiger Zeit in die Bundesrepublik abgewandert, er heißt heute Gregor Henke, d.h. er hat den Mädchenn Namen seiner Frau angenommen, was gesetztlich bei uns möglich ist (durch die volle Gleichstellung von Mann und Frau vor dem Standesbeamten).

Ganz traurig sieht es in dem ehemals von Deutschen bewohnten Dörfern bei Lodz aus. Als Beispiel seinen die Schwabendörfer Neusalzfeld/Nowosolna, Groembach/Łaznowska Wola und Königsbach/Bukowiec angeführt. Das ev. Gotteshaus in Neusalzfeld wurde an die Katholische Kirche verkauft. Das Gotteshaus in Groembach wurde an ein Wirtschaftsunternehmen vermietet. Das schöne, im 1. Weltkrieg neu erbaute Kirchlein zu Königsbach schließlich ist abgerissen worden. Als wir in Königsbach nach den Umständen des Abbruches der Kirche fragten, wurde uns gesagt, sie sei von der evang. Kirchenleitung verkauft worden. Demgegenüber wurde uns vom Konsistorium bedeutet, daß die Kirche in Königsbach  von den örtlichen Stellen eigenmächtig abgerissen worden sei.

Es gab unzählige deutsche ländliche Siedlungen im Raum zwischen Weichsel, Warthe und Prosna und weit darüber hinaus. Sie alle hatten jewels ein Bethaus und Kantorat, im größeren Ort die Kirche. Es wäre noch von so vielen Bethäusern und Kantoraten in unserer Heimat zu berichten, die hier  nicht erwähnt werden konnten. Vielleicht geschieht es nach und nach durch Besuchsreisende, denn Polen ist zur Zeit ein offenes Land.

                                                                                                     Otto Heike

czwartek, 10 lipca 2025

Łaznowska Wola - Grömbach - A.Kiss i W. Rode - Kościół - Groby wojenne - ok.1940

 

Źródło: 


Fot.: 12,8x17,5 cm. Tytuł z karty archiw. (pole Titel). Fotografia przyklejona do szarej karty Archiv Ostlandbild. Poniżej tytułu w polu Urheber: "Ostlandbild". W polu Neg.-Nr.: "1233/48". Fotografia przedstawia budynek dawnego kościoła ewangelickiego w Łaznowskiej Woli (niem. Grömbach). Fotografia pochodzi z Archiwum Ostlandbild współtworzonego przez A.Kissa i W.Rodego w latach 1939-1945.


Fot.: 12,8x17,5 cm. Tytuł z rewersu. Po lewej stronie u góry pieczęć: Auf. Nr. 1969, Uhrebervermerk Ostlandbild-Archiv". U dołu z prawej strony pieczęć:"Urheberrecht Alfred Kiß Ostlandbild-Archiv, Litzmannstadt, Adolf-Hitler - Str. 145". Fotografia przedstawia groby niemieckich żołnierzy z 1914 roku na cmentarzu ewangelickim w Woli Łaznowskiej (niem. Grömbach). Fotografia pochodzi z Archiwum Ostlandbild współtworzonego przez A.Kissa i W.Rodego w latach 1939-1945.




środa, 4 grudnia 2024

Zielona Góra - Bukowiec - Łaznowska Wola - Niemiecki Związek - Deutsche Post - 1917

Deutsche Post : organ des "Deutschen Vereins für Lodz und Umgegend" und der "Deutschen Selbsthilfe" : erscheint wöchentlich einmal, Sonntags. 1917-01-14 Jg 3 Nr 2

GRÜNBERG

Członkowie Niemieckiego Stowarzyszenia mieszkający w Grünbergu, którzy wcześniej należeli do lokalnej grupy Königsbach, utworzyli własną grupę. W ostatnią niedzielę, po porannym nabożeństwie, panowie Eichler, Flierl i Alexander Egler wygłosili krótkie przemówienia na temat Związku Niemieckiego i jego działalności. Nowa grupa lokalna liczy już 40 członków. W skład zarządu wchodzą następujący panowie: Johann Bauer jako przewodniczący, Johann Kühler jako drugi przewodniczący, Friedrich Müller jako skarbnik, Adolf Friele jako sekretarz oraz Karl Rittman, Michael Legler, Max Kajnath i Jacob Kajnath jako asesorzy.

KÖNIGSBACH.

W niedzielne popołudnie liczni członkowie Niemieckiego Stowarzyszenia zebrali się na nieformalnym spotkaniu w budynku szkoły. Pan Flierl, redaktor, wygłosił długie przemówienie na temat najważniejszych spraw niemieckich. Przewodniczący lokalnej grupy, pan Egler, poinformował o postępie prac przygotowawczych do planowanej budowy domu modlitwy oraz o darowiznach już otrzymanych z Łodzi i Pabianic.

GRÜNBACH

W niedzielę 14 stycznia w szkole odbyło się spotkanie członków lokalnej grupy i licznych gości. Pan Eichler mówił o przyszłości kolonistów niemieckich w Polsce. - W dyskusji, która się wywiązała, wyrażono życzenie, aby w przyszłości co miesiąc odbywało się jakieś wydarzenie - wykład lub popołudnie rozrywkowe. - Pan nauczyciel Glaß został wybrany drugim sekretarzem grupy lokalnej.

GRÜNBERG

Die in Grünberg wohnhaften Mitglieder des Deutschen Vereins, die bisher der Ortsgruppe Königsbach angeschlossen waren, haben eine eigene Gruppe gebildet. Am vergangenen Sonntag nach der Morgenandacht hielten  die Herren Eichler, Flierl und Alexander Egler kurze Ansprachen über den Deutschen Vereins und seine Tätigkeit. Der neuen Ortsgruppe gehören bereits 40 Mitglieder an. Der Vorstand bilden folgenden Herren: als Vorsitzender Johann Bauer als 2 Vorsitzender Johann Kühler, als Schatzmeister Friedrich Müller, als Schriftführer Adolf Friele und als Beisitzer Karl Rittman, Michael Legler, Max Kajnath, und Jacob Kajnath.

KÖNIGSBACH.

Am Sonntag nachmittag fanden sich zahlreiche Mitglieder des Deutschen Vereins zu einer zwanglosen Zusammenkunft im Gemeindeschulhaus ein. Herr Redakteur Flierl hielt eine längere Ansprache über die wichtigsten deutschen Angelegenheiten. Der Vorsitzende der Ortsgruppe, Herr Egler berschtete über den Fortgang der Vorarbeiten für den in Aussicht genommenen Bau eines Bethauses und über die Spenden aus Lodz und Pabianice, die bereits eingegangen sind.

GRÜNBACH

Eine zusammenkunft der Mitglieder der Ortsgruppe und zahlreicher Gäste fand am Sonntag, dem 14. Januar, in der Schule statt. Herr Eichler sprach über Zukunft der Deutschen Kolonisten in Polen. - In der darauffolgenden Aussprache wurde der Wunsch geäußert daß in Zukunft jeden Monat eine Veranstaltung-Vortrags=oder Unterhaltungs=Nachmittags stattfinden möge. - Herr Lehrer Glaß wurde zum zweiten Schriftführer der Ortsgruppe gewählt.


środa, 24 lipca 2024

Sandra Braun - Śladami swoich przodków - Bukowiec - Łaznowska Wola - Brzeziny - cz.4

 Być może ktoś z czytelników pomyśli, że jestem narcyzem..., trudno, kto nie lubi pochwał, miłych słów?

Sandra nie jest pierwsza, która dzięki mojemu blogowi poznała bliżej historię i miejsca w których mieszkali i spoczywają jej przodkowie. Ponad 10 lat ciężko pracuję jako wolontariusz na wielu cmentarzach ewangelickich i nie tylko. Oprowadzam wycieczki, opowiadam o historii Bukowca i okolicznych osad. Pochwał jak na lekarstwo, często słyszę krytyczne słowa i opinie ..... Coraz ciężej jest mi pracować, (wiek, zdrowie), jednak moimi witaminami są Kacperek, Damian, Dominik i inni Grobersi! Także takie opinie jakie napisała Sandra, dają pozytywnego kopa!

        Bukowiec - Sandra z książka Otto Heike: 150 Jahre Schwabensiedlungen i Polen 1795-1945

Byłam bardzo podekscytowana możliwością odwiedzenia niektórych wiosek na południowy wschód od Łodzi w lipcu 2024 roku, aby zobaczyć niektóre z obszarów, w których żyli moi przodkowie. Od kilku lat badam historię mojej rodziny i wiele się nauczyłem dzięki zapisom online i pracy historyków takich jak Andrzej Braun. Bez szczegółowej pracy historycznej Andrzeja na temat niemieckiego osadnictwa na południowy wschód od Łodzi, nie wiedziałbym tak wiele o emigracji mojej rodziny z Bad Wurttemberg do Kanady.

Oczywiście zawsze byłem zaznajomiona z historią mojej rodziny w Kanadzie. Moi dziadkowie, Albert Braun i Olga Kemp, urodzili się w Marjanówce i Nowo Pawłówce (wioskach położonych około 12 km na północ od dzisiejszego Równego na Ukrainie, w regionie zwanym Wołyniem) odpowiednio w 1904 i 1907 roku, kiedy obszar ten był częścią Rosji. ICH rodzice, po obu stronach, również urodzili się na tym samym obszarze. Dziadek Albert powiedział, że jako młody człowiek wstąpił do polskiego wojska, aby dostarczać zaopatrzenie na linię frontu, jeżdżąc konno. (musiała to być wojna polsko-bolszewicka w 1919 r.). Następnie, w 1920 roku, region nagle stał się częścią Polski! Moi dziadkowie pobrali się w 1927 roku w pobliskim Tuszynie (około 30 km na wschód od Równego) w kościele ewangelicko-luterańskim. W tym czasie wielu ich przyjaciół i krewnych przenosiło się do Stanów Zjednoczonych i Kanady, a zmęczeni wojną dziadkowie wyemigrowali do Kanady około 1928 roku, osiedlając się w południowym Saskatchewan, aby zająć się rolnictwem. Mieli pewną rodzinę, która wyemigrowała do USA, ale w tym czasie granice USA były zamknięte dla niemieckiej imigracji, więc Kanada stała się ich wyborem.

Kiedy po raz pierwszy badałem swoje pochodzenie, zagłębiłem się w powiązania z Wołyniem. Niektórzy z moich krewnych byli w stanie podróżować w okolice Równego, aby zobaczyć miejsca tych niemieckich wiosek naszych przodków. Jednak konkretne wioski moich dziadków zostały zaorane i już nie istnieją.

Pewnego dnia natknąłem się na stronę Andrzeja Brauna o historii osadnictwa niemieckiego w okolicach Łodzi i gminy Brójce. Rozpoznałem na niej kilka nazwisk rodzinnych. Dowiedziałem się, że Bukowiec nazywam się kiedyś Königsbach i przypomniałem sobie, jak jedna z moich ciotek mówiła, że mamy przodków z miejscowości o nazwie Königsbach. Nigdy nie mogłem odkryć, gdzie dokładnie było to miejsce. Czy to może być to? Po przestudiowaniu strony internetowej Andrzeja, wszystko ułożyło się w całość. Jego praca polegająca na tłumaczeniu i publikowaniu dokumentów z przeszłości Bukowca doprowadziła mnie do wielu powiązań rodzinnych. Dowiedziałem się, że było wielu członków rodziny z obu linii moich dziadków, nie tylko z Bukowca, ale z pobliskich regionów, takich jak Łaznowska Wola (urodzili się tam oboje moi 2X pradziadkowie), Kotliny (miejsce urodzenia mojej 2x prababci), Brzeziny (miejsce urodzenia mojej 3x prababci) i innych obszarów, takich jak Kurowice, Dalków, Gostynin i Pabianice. Niektórzy z moich przodków mieszkali na tych terenach od 1700 roku!

Badając dokumenty, a zwłaszcza listę wczesnych kolonistów Bukowca, która identyfikowała miejsca, z których pochodzili ci koloniści w Bad Wurttembergii, mogłem zobaczyć, że wielu moich przodków pochodziło z wiosek położonych wokół Karlsrhue w Niemczech i innych pobliskich obszarów, takich jak Langensteinbach, Winterlingen, Auerbach, Soellingen, Pfaffenhofen i Oberacker.

Byłam szczególnie podekscytowana odkryciem, że mój pięciokrotny pradziadek, Johann Michael Uckele (1767 - 1847) i jego rodzina, pochodząca z Langensteinbach w Wirtembergii, znaleźli się na liście pierwszych kolonistów Bukowca w 1804 roku (German Settlers of Koenigsbach, Poland by T. Stangle, s. 205-207).

W przeciwieństwie do wiosek w pobliżu obecnego Równego na Ukrainie, gdzie urodzili się moi dziadkowie i pradziadkowie, wioski moich starszych niemieckich przodków, położone w sercu Polski, są żywe i widoczne. Istnieją i można je odwiedzać. W niektórych wioskach nadal znajdują się budynki zbudowane przez niemieckich kolonistów.

 W niektórych miejscowościach znajdują się niemieckie cmentarze, które są konserwowane i rekonstruowane jako dowód niemieckiej obecności. Udało mi się na przykład zidentyfikować pewne powiązania rodzinne na cmentarzu ewangelickim w Bukowcu. Na tych cmentarzach spoczywają dusze moich przodków. Ja i inni potomkowie tych dusz jesteśmy wdzięczni za pracę wszystkich tych, którzy zachowują dla nas te wspomnienia, utrzymując stare niemieckie budowle jako część historii, pomagając w utrzymaniu cmentarzy i przyjmując odwiedzających. Wielkie dzięki.

                        Bukowiec - Cmentarz ewangelicko - Tablica informacyjna.



 I was so excited to visit some villages southeast of Lodz in July, 2024 to see some of the areas in which my ancestors lived. For a few years I have been researching my family history and have learned so much through online records and through the work of historians like Andrzej Braun. Without Andrzej’s detailed historical work about German settlement southeast of the Lodz area, I would not have known so much about my family’s emigration from Bad Wurttemberg to Canada.

I was always familiar, of course, with my family’s history in Canada. My grandparents, Albert Braun and Olga Kemp, were born in Marjanowka and Nowo Pawlowka (villages about 12 km north of current-day Rivne, Ukraine in a region called Wolyn/Volhynia) in 1904 and 1907 respectively, when the area was part of Russia. THEIR parents, on both sides, were also born in that same area. Grandfather Albert said, as a young man, he joined the Polish military to deliver supplies to the frontlines, riding on horseback. (This must have been the Polish-Soviet War of 1919). Then, in 1920, the region suddenly became part of Poland! My grandparents married in 1927 in nearby Tutschyn (about 30 km east of Rivne) in the Evangelical Lutheran church. By this time, many of their friends and relatives were moving to the US and Canada, and tiring of war, my grandparents emigrated to Canada about 1928, settling in southern Saskatchewan to engage in farming. They had some family who had emigrated to the US, but the US borders had closed to German immigration at that time, so Canada became their choice.

When I first researched my ancestry, I dug into the Wolyn/Volhynia connection. Some of my relatives were able to travel to the Rivne area to see the places of these German villages of our ancestors. The specific villages of my grandparents, however, had been plowed under and they no longer exist.

One day, I came across Andrezj Braun’s site about the history of German settlement around Lodz and Brojce commune area. I recognized some family surnames on the site. I learned that Bukowiec used to be called Konigsbach and I recalled one of my aunts saying that we had ancestors from a place called Konigsbach. I never could discover where this place was, exactly. Could this be it? Upon studying Andrzej’s website, it all came together. His work translating and posting documents from Bukoweic’s past, led me to many family connections. I learned that there were many family members from both my grandparent’s lines, not only from Bukowiec, but from nearby regions such as Laznowska Wola (both of my 2X great-grandparents were born there), Kotliny (birthplace of my 2x great grandmother), Brzeziny (birth place of my 3x great-grandmother) and other areas such as Kurowice, Dalkow, Gostynin, and Pabianice. Some of my ancestors lived in these areas from the 1700s!

By exploring the documents, and particularly the list of early colonists of Bukowiec, which identified the places these colonists came from in Bad Wurttemberg, I was able to see that many of my ancestors had come from villages located around Karlsrhue, Germany and other nearby areas such as Langensteinbach, Winterlingen, Auerbach, Soellingen, Pfaffenhofen and Oberacker.

I was especially thrilled to discover that my 5X great-grandfather, Johann Michael Uckele  (1767 – 1847) and his family, originally of Langensteinbach, Wuerttemberg, was among the list of earliest colonists of Bukowiec in 1804 (German Settlers of Koenigsbach, Poland by T. Stangle, p. 205-207).

Unlike the villages near current Rivne, Ukraine where my grandparents and great-grandparents were born, the villages of my older German ancestors, located in the heart of Poland, are alive and visible. They exist and can be visited. Some of the villages still have buildings that were built by the German colonists.
Some of the villages even have German cemeteries being conserved and reconstructed as proof of the German presence. I was able to identify some family connections in the Evangelical Cemetery in Bukowiec, for example. These cemeteries carry the souls of my ancestors. I, and other descendants of these souls, are grateful for the work of all of those who preserve these memories for us by keeping old German structures as part of history, by helping to maintain the cemetery sites, and by hosting visitors. Many thanks. 

                 Brzeziny - Cmentarz ewangelicki - Sandra idzie śladami swoich przodków!





Ich habe mich sehr darauf gefreut, im Juli 2024 einige der Dörfer südöstlich von Lodz zu besuchen, um einige der Gebiete zu sehen, in denen meine Vorfahren lebten. Ich erforsche meine Familiengeschichte schon seit einigen Jahren und habe viel durch Online-Aufzeichnungen und die Arbeit von Historikern wie Andrew Braun gelernt. Ohne Andrews detaillierte historische Arbeit über die deutsche Siedlung südöstlich von Lodz hätte ich nicht so viel über die Auswanderung meiner Familie von Bad Württemberg nach Kanada gewusst.

Natürlich war ich mit der Geschichte meiner Familie in Kanada immer vertraut. Meine Großeltern, Albert Braun und Olga Kemp, wurden 1904 bzw. 1907 in Marjanovka und Novo-Pavlovka (Dörfer etwa 12 km nördlich des heutigen Rivne, Ukraine, in einer Region namens Volyn) geboren, als das Gebiet zu Russland gehörte. Ihre Eltern wurden ebenfalls in dieser Gegend geboren. Großvater Albert erzählte, dass er als junger Mann der polnischen Armee beitrat, um zu Pferd Nachschub an die Front zu liefern. (Es muss der polnisch-bolschewistische Krieg im Jahr 1919 gewesen sein). Dann, 1920, wurde die Region plötzlich Teil von Polen! Meine Großeltern heirateten 1927 im nahe gelegenen Tuszyn (etwa 30 km östlich von Rivne) in einer evangelisch-lutherischen Kirche. Zu dieser Zeit zogen viele ihrer Freunde und Verwandten in die Vereinigten Staaten und nach Kanada, und meine Großeltern, die des Krieges überdrüssig waren, wanderten um 1928 nach Kanada aus und ließen sich im südlichen Saskatchewan als Farmer nieder. Sie hatten einige Verwandte, die in die USA ausgewandert waren, aber zu dieser Zeit waren die Grenzen der USA für deutsche Einwanderer geschlossen, so dass sie sich für Kanada entschieden.

Bei meinen ersten Nachforschungen über meine Vorfahren habe ich mich mit den Verbindungen zu Wolhynien befasst. Einige meiner Verwandten konnten in die Gegend um Riwne reisen, um die Orte der deutschen Dörfer unserer Vorfahren zu besuchen. Die konkreten Dörfer meiner Großeltern wurden jedoch umgepflügt und existieren nicht mehr.

Eines Tages stieß ich auf die Website von Andrzej Braun über die Geschichte der deutschen Siedlungen in der Umgebung von Lodz und in der Gemeinde Brójce. Ich erkannte dort mehrere Familiennamen wieder. Ich erfuhr, dass Bukowiec früher Königsbach hieß, und ich erinnerte mich, dass eine meiner Tanten sagte, wir hätten Vorfahren aus einem Ort namens Königsbach. Ich konnte nie herausfinden, wo genau dieser Ort lag. Könnte das der Ort sein? Nachdem ich Andrews Website studiert hatte, fügte sich alles zusammen. Seine Arbeit beim Übersetzen und Veröffentlichen von Dokumenten aus der Vergangenheit von Bukovec führte mich zu vielen Familienverbindungen. Ich erfuhr, dass viele Familienmitglieder aus beiden Linien meiner Großeltern nicht nur aus Bukowiec stammten, sondern auch aus nahe gelegenen Regionen wie Laznowska Wola (beide meiner zweifachen Urgroßeltern wurden dort geboren), Kotliny (Geburtsort meiner zweifachen Urgroßmutter), Brzeziny (Geburtsort meiner dreifachen Urgroßmutter) und anderen Gebieten wie Kurowice, Dalkow, Gostynin und Pabianice. Einige meiner Vorfahren lebten in diesen Gebieten seit 1700!

Bei der Durchsicht von Dokumenten, insbesondere der Liste der frühen Kolonisten von Beeching, aus der hervorging, woher diese Kolonisten in Bad Württemberg stammten, konnte ich feststellen, dass viele meiner Vorfahren aus Dörfern um Karlsrhue in Deutschland und anderen nahe gelegenen Gebieten wie Langensteinbach, Winterlingen, Auerbach, Söllingen, Pfaffenhofen und Oberacker stammten.

Ich war besonders begeistert, als ich entdeckte, dass mein fünffacher Urgroßvater Johann Michael Uckele (1767 - 1847) und seine Familie, die ursprünglich aus Langensteinbach in Württemberg stammten, 1804 als die ersten Kolonisten von Bukowiec aufgeführt wurden (German Settlers of Koenigsbach, Poland von T. Stangle, S. 205-207).

Anders als die Dörfer in der Nähe des heutigen Rivne in der Ukraine, wo meine Großeltern und Urgroßeltern geboren wurden, sind die Dörfer meiner älteren deutschen Vorfahren im Herzen Polens lebendig und sichtbar. Sie existieren und können besucht werden. In einigen Dörfern gibt es noch Gebäude, die von deutschen Kolonisten gebaut wurden.

In einigen Dörfern gibt es deutsche Friedhöfe, die konserviert und rekonstruiert werden, um Zeugnisse der deutschen Präsenz zu erhalten. So konnte ich zum Beispiel auf dem evangelischen Friedhof in Bukowiec einige familiäre Verbindungen feststellen. Auf diesen Friedhöfen ruhen die Seelen meiner Vorfahren. Ich und andere Nachkommen dieser Seelen sind dankbar für die Arbeit all derer, die diese Erinnerungen für uns bewahren, indem sie die alten deutschen Gebäude als Teil der Geschichte erhalten, bei der Pflege der Friedhöfe helfen und Besucher willkommen heißen. Ein großes Dankeschön.





Sandra Braun - Śladami swoich przodków - Bukowiec - Łaznowska Wola - Brzeziny - cz.2

    Podczas jazdy z Bukowca do Łaznowskiej Woli, Sandra nagrywała całą drogę, wczuwając się do czasów, kiedy to członkowie jej rodziny przemierzali wielokrotnie tę drogę w celach rodzinnych, czy też służbowych. Nekropolia w Łaznowskiej Woli jest zdecydowanie większa niż w Bukowcu, dlatego zostawiłem Sandrę, aby sama dokładnie odwiedziła wszystkie groby, począwszy od wojenny z okresu I W.Ś. po groby jej przodków. Upalna pogoda nie sprzyjała dłuższym spacerom, chociaż trzeba przyznać, że drzewa i przyziemna roślinność dawały troszeczkę chłodu.





During the drive from Bukowiec to Laznowska Wola, Sandra recorded the whole way, getting a feel for the times when her family members traveled the road many times for family or business purposes. The necropolis in Laznowska Wola is definitely larger than the one in Bukowiec, so I left Sandra to carefully visit all the graves on her own, from the war graves from the WWI period. to the graves of her ancestors. The hot weather was not conducive to longer walks, although it must be admitted that the trees and ground vegetation provided a little bit of cooling.


Während der Fahrt von Bukowiec nach Laznowska Wola hat Sandra die gesamte Strecke aufgezeichnet, um ein Gefühl für die Zeiten zu bekommen, in denen Mitglieder ihrer Familie diesen Weg oft aus familiären oder geschäftlichen Gründen zurückgelegt haben. Die Nekropole in Łaznowska Wola ist deutlich größer als die in Bukowiec, und so überließ ich es Sandra, alle Gräber selbst sorgfältig zu besuchen, von den Kriegsgräbern aus der Zeit des Ersten Weltkriegs bis hin zu den Gräbern ihrer Vorfahren. Das heiße Wetter war nicht gerade förderlich für längere Spaziergänge, obwohl ich zugeben muss, dass die Bäume und die bodenständige Vegetation ein wenig Abkühlung verschafften.


Sandra Braun - Śladami swoich przodków - Bukowiec - Łaznowska Wola - Brzeziny - cz.1

 Minęło 6 lat kiedy po raz pierwszy napisała do mnie Sandra Braun (nie jesteśmy powiązani rodzinnie) z Calgary w Kanadzie. Dokładnie 6 stycznia 2018 roku Sandra napisała do mnie, że jej przodkowie byli jednymi z pierwszych osadników w Bukowcu - Königsbach , i nie tylko.

Napisała:

Czytam Twojego bloga z wielkim zainteresowaniem. Wielu moich przodków pochodzi z rejonu Bukowca/Łódź , będę bardziej zagłębiać się w Twoją stronę.

Po mojej matczynej stronie:

Moją praprababcią była Elisabeth Bajer/Baier (1852). Jej ojcem był Christoph Baier (1830), a matką Katharina Wacker (1832).

Inne nazwiska rodzinne to Julianne Becker (1809), Johann Wacker (1806), Anna Kling (1909). Georg Jacob Wacker zmarł w Bukowcu 24 grudnia 1860 roku. Inne nazwisko rodowe to Kajnath/Kainath.

Po mojej ojcowskiej stronie:

Zastanawiam się, czy jesteśmy spokrewnieni? Mój prapradziadek to Fryderyck Braun i Wilhelmine Krause z Piotrkowa, którzy pobrali się w Koninie w 1858 roku. Rodzicami Fryderyka byli Karl Braun i Kristine Kibler.

W następnych wiadomościach pisała m.innymi:

Mam wielu przodków z obszaru na południowy wschód od Łodzi. Są to:

Wildemann z Königsbach

Krause z Łaznowskiej Woli i Kotlin

Drewitz/Drews z Brzezin

Braun - Piotrków

Bajer z Königsbach

Ehresman z Königsbach

Wacker z Königsbach

Kajnath/Kainath z Königsbach

Mam też kilku bezpośrednich przodków, którzy mieszkali w Grombach - Łaznowskiej Woli (nazwisko Kemp). A moja prapraprababcia Beate Abraham (z domu Sperling) zmarła w Czyżeminie. 

Wreszcie 7 lipca Sandra wylądowała na łódzkim lotnisku Lublinek, zamieszkała w Hotelu Ambasador. Następnego dnia wspólnie z moją żoną przywieźliśmy Sandrę do Bukowca, gdzie po śniadaniu pojechaliśmy w podróż szlakiem jej przodków.

Najwięcej czasu poświęciliśmy oczywiście w Bukowcu. Podczas pokazywania, gdzie znajdował się kościół ewangelicki, wstąpiliśmy także do Pani Joli Różyckiej, która w starym dworku prowadzi Onjaty. Ten okazały budynek wybudował przemysłowiec Paschke pod koniec XIX wieku, tam też znajdowała się fabryka pończoch, która dawała pracę chałupniczą prawie 300-kobietom z Bukowca. Pani Jola włada dobrze angielskim, więc nasza wizyta mocno się przedłużyła. Rozmowom nie było końca, także mogliśmy spróbować smacznej ziołowej herbatki!

Widać było duże wzruszenie, kiedy Sandra stawała przy grobach swoich przodków na bukowieckim cmentarzu. Sam odczuwałem zadowolenie, że warto było poświęcić swój czas i wysiłek, aby zniszczone, rozrzucone części nagrobków posklejać i postawić, aby odwiedzający mogli w spokoju oddać cześć tam spoczywającym dawnym mieszkańcom Bukowca!














It's been 6 years when Sandra Braun (we are not family related) from Calgary, Canada wrote to me for the first time. Exactly on January 6, 2018, Sandra wrote to me that her ancestors were among the first settlers in Bukowitz - Königsbach, and beyond.

She wrote:

I read your blog with great interest. Many of my ancestors are from the Bukowc/K Königsbach area , I will delve more into your site.

On my maternal side:

My great-grandmother was Elisabeth Bajer/Baier (1852). Her father was Christoph Baier (1830) and her mother was Katharina Wacker (1832).

Other family names include Julianne Becker (1809), Johann Wacker (1806), and Anna Kling (1909). Georg Jacob Wacker died in Bukowiec on December 24, 1860. Another family name was Kajnath/Kainath.

On my paternal side:

I wonder if we are related? My great-grandfather was Frederick Braun and Wilhelmine Krause of Piotrkow, who married in Konin in 1858. Frederick's parents were Karl Braun and Kristine Kibler.

In subsequent messages she wrote, among other things:

I have many ancestors from the area southeast of Lodz. They are:

Wildemann from Königsbach

Krause from Laznowska Wola and Kotlin

Drewitz/Drews from Brzeziny

Braun - Piotrkow

Bajer from Königsbach

Ehresman from Königsbach

Wacker from Königsbach

Kajnath/Kainath from Königsbach

I also have some direct ancestors who lived in Grombach - Laznowska Wola (surname Kemp). And my great-great-grandmother Beate Abraham (nee Sperling) died in Czyzmin.

Finally, on July 7, Sandra landed at Lublinek airport in Lodz, settled in the Ambassador Hotel. The next day, my wife and I brought Sandra to Bukowiec, where after breakfast we went on a journey along the trail of her ancestors.

We spent the most time in Bukowiec, of course. While being shown where the Evangelical church was located, we also stopped by to see Mrs. Jola Rózycki, who runs Onjaty in an old mansion. This stately building was built by the industrialist Paschke in the late 19th century, and there was a hosiery factory there that gave cottage jobs to nearly 300-women from Bukowiec. Ms. Jola speaks good English, so our visit was heavily prolonged. There was no end to conversations, also we were able to taste some tasty herbal tea!

You could see a lot of emotion when Sandra stood by the graves of her ancestors in the Bukovec cemetery. I myself felt satisfaction that it was worth my time and effort to have the damaged, scattered parts of the tombstones glued together and put up, so that visitors could pay their respects in peace to the former residents of Bukovec resting there!


Es ist sechs Jahre her, dass Sandra Braun (wir sind nicht verwandt) aus Calgary, Kanada, mir zum ersten Mal schrieb. Am 6. Januar 2018, um genau zu sein, schrieb mir Sandra, dass ihre Vorfahren zu den ersten Siedlern in Bukowitz - Königsbach und darüber hinaus gehörten.

Sie schrieb:

Ich habe Ihren Blog mit großem Interesse gelesen. Viele meiner Vorfahren stammen aus der Gegend um Bukowc/Łódź, ich werde mich weiter mit Ihrer Seite beschäftigen.

Auf meiner Seite mütterlicherseits:

Meine Urgroßmutter war Elisabeth Bajer/Baier (1852). Ihr Vater war Christoph Baier (1830) und ihre Mutter war Katharina Wacker (1832).

Andere Familiennamen sind Julianne Becker (1809), Johann Wacker (1806), Anna Kling (1909). Georg Jacob Wacker starb am 24. Dezember 1860 in Bukowiec. Ein weiterer Familienname war Kajnath/Kainath.

Auf meiner väterlichen Seite:

Ich frage mich, ob wir verwandt sind? Mein Ururgroßvater war Frederick Braun und Wilhelmine Krause aus Piotrków, die 1858 in Konin heirateten. Friedrichs Eltern waren Karl Braun und Kristine Kibler.

In späteren Nachrichten schrieb sie unter anderem:

Ich habe viele Vorfahren aus dem Gebiet südöstlich von Łódź. Dazu gehören:

Wildemann aus Königsbach

Krause aus Łaznowska Wola und Kotlin

Drewitz/Drews aus Brzeziny

Braun aus Piotrków

Bajer aus Königsbach

Ehresman aus Königsbach

Wacker aus Königsbach

Kajnath/Kainath aus Königsbach

Ich habe auch einige direkte Vorfahren, die in Grombach - Laznowska Wola lebten (Nachname Kemp). Und meine Ur-Ur-Großmutter Beate Abraham (geb. Sperling) ist in Czyzmin gestorben.

Am 7. Juli landete Sandra schließlich auf dem Flughafen Lublinek in Łódź und wohnte im Ambassador Hotel. Am nächsten Tag brachten meine Frau und ich Sandra nach Bukowiec, wo wir nach dem Frühstück eine Reise auf den Spuren ihrer Vorfahren unternahmen.

Die meiste Zeit verbrachten wir natürlich in Bukowiec. Wir ließen uns den Standort der evangelischen Kirche zeigen und besuchten auch Frau Jola Różycki, die in einem alten Herrenhaus Onjaty betreibt. Dieses stattliche Gebäude wurde Ende des 19. Jahrhunderts von dem Industriellen Paschke erbaut und beherbergte eine Strumpffabrik, in der fast 300 Frauen aus Bukowiec in Heimarbeit arbeiteten. Frau Jola spricht gut Englisch, so dass sich unser Besuch gut in die Länge zog. Die Gespräche nahmen kein Ende, und wir durften auch einen leckeren Kräutertee probieren!

Als Sandra an den Gräbern ihrer Vorfahren auf dem Bukovec-Friedhof stand, konnte man viele Emotionen sehen. Ich selbst empfand Genugtuung darüber, dass es meine Zeit und Mühe wert war, die beschädigten, verstreuten Teile der Grabsteine wieder zusammenzusetzen und aufzustellen, damit die Besucher den ehemaligen Bewohnern von Bukovec, die dort ruhen, in Ruhe ihre Aufwartung machen können!

poniedziałek, 6 maja 2024

Łaznowska Wola - Grömbach - Die Zeit im Bild - Pożar - 1937

 




                                                        Niemiecka wioska w ruinie.
                                        Fotorelacja z wielkiego pożaru w Grömbach.
Niegdyś piękne domy i duże dziedzińce teraz przedstawiają obraz bezsensownej dewastacji. Żywioł często nie oszczędził nawet ścian i spowodował ich zawalenie.









Pomimo trudności i rozpaczy, ludzie wracają do pracy. Czerwonawe dachy zbijane z pozostałych belek i desek, są wznoszone; maszyny są wprawiane w ruch; W ciężkim trudzie,życie toczy się dalej..






Łaznowska Wola - Grömbach - Freie Presse - Pożar - 1937

       O tej tragedii jaka wydarzyła się  28 maja 1937 roku w Łaznowskiej Woli pisałem na moim blogu wcześniej (30 czerwca 2021). Dwa artykuły, różnią się w swoich opisach. Najważniejszy to ten, że w obecnym podano, że spłonęło 20 gospodarstw, w polskiej gazecie, że 36 zabudowań.  W tym artykule podano, że sprawcami tego pożaru byli polscy pracownicy mieszkający w pobliżu cegielni. W części 2, zamieszczam zdjęcia zrobione krótko po pożarze.


Łaznowska Wola - Grömbach - Rokiciny - Pożar - Straż Pożarna - Republika - 1937

       


                     

                                                      Niemiecka wioska w ruinie.

                         (Od członka naszej redakcji pkb, który podróżował do Grömbach).


Jedną z najlepszych dróg w województwie łódzkim (a jest naprawdę dobra), przez Andrzejów, Königsbach - Bukowiec i Karpin dotarliśmy w niespełna godzinę pod tablicę informującą, że stuletnia niemiecka wieś przydrożna Grömbach - Łaznowska Wola - części maszyn rolniczych - znajdowała się właśnie tutaj, około 30 kilometrów od Łodzi, przy drodze prowadzącej do Rokicin i Gałkówka.

Chciałoby się wręcz powiedzieć: była. Z pięknych domów otoczonych ogrodami pozostało niewiele, a zamiast stodół i stajni widać tylko zwęglone, tlące się jeszcze belki i pogięte części maszyn rolniczych.

Dwadzieścia dwie farmy zostały zniszczone przez płomienie w ciągu kilku krótkich godzin w zeszłym tygodniu. Wysiłki ratunkowe mężczyzn i kobiet spieszących do domu, bezinteresowna, praktyczna pomoc przejeżdżających oficerów, późne przybycie straży pożarnej z Łodzi, Tomaszowa i Brzecina - niektórzy ludzie z Grömbach ledwo zdołali uratować swoje życie  i swoich małych dzieci.

Nieświadomi świadkowie pożaru, który wybuchł o godzinie 11 w domu zamieszkałym przez polskich robotników obok miejscowej cegielni, byli zrozpaczeni. W ciągu kilku minut lecące iskry, którym sprzyjał silny wiatr, podpaliły kryte strzechą dachy gospodarstw w Łaznowskiej Woli na przestrzeni prawie półtora kilometra. Płomienie oszczędziły tylko dwa lub trzy murowane gospodarstwa. Spłonęły gospodarstwa: Boberka, Fiksa, Rittmanna, Włodarczyka, Promińskiego, Pauline Kühler, Karla Kühlera, Rudolfa Klemma, Ludwiga Klemma, Kepplera, Rudolfa Hau, Friedricha Klemma, Friedenstaba, Kuhlmanna, Hinza, Menera, Wegnera, Juliua Eglera i Karla Grubera. Spłonęło również gospodarstwo Grunwalda, które znajdowało się już w Rokicinach. Większość poszkodowanych nie była ubezpieczona w ogóle lub tylko w ograniczonym zakresie.

Łaznowska Wola była zamieszkana głównie przez Szwabów i został założony około 1800 r. przez Południowopruską Komorę Wojenną i Domenalną oraz Urząd Domenalny w Łaznowie. Mniej więcej w tym samym czasie powstały również osady Wiończyń, Wilhelmswald - Borowa, Grünberg - Zielona Góra i Neu-Sulzfeld - Nowosolna, dobrze znane wszystkim łodzianom jako letniska.

Gruzy wciąż dymią, a zapach spalenizny unosi się nad okolicą kilometrami - ale ręce niemieckich rolników, początkowo zrozpaczone i zastygłe w bezradności, już znów pracują. Twarde chłopskie pięści już przybijają deskę do deski, kobieca pracowitość już pielęgnuje pola, pola i wyblakłe bydło, choć z łzawiącymi oczami.

A ziarno na polach dojrzewa i kwitnie. Drzewa i łodygi są ciężkie od owoców. Szeroka ziemia oddycha życiem. 

J.G.B. dał nam 5 złotych i E.R. również 5 złotych, w sumie 10 złotych jako pierwszą darowiznę dla ciężko doświadczonych mieszkańców w Łaznowskiej Woli.



Ein deutsche Dorf in Schutt und Asche.
(Von unserem nach Grömbach entstandten pkb-Redaktionsmitglied). 


 

Auf einer des besten Straßen der Lodzer Wojewodschaft (die wirklich gut ist), sind wir in knapp eine Stunde über Andrzejów, Königsbach und Karpin an der Tafel angelangt, die in etwa 30 kilometer Entfernung von Lodz – an der Straße, die nach Rokiciny i Gałkówek weiterführt – besagt, daß sich hier das hundertjähriger deutsche Straßendorf Grömbach – Teile landwirtschaftlicher Maschinen.

Fast möchte man sagen: befand. Denn von den gartenumgebenen Schmucken Häusern sind nich viele mehr übrig geblieben, und anstelle der Scheunen und Ställe sieht man nur verkohlte, noch schelende Balken und verbogene Teil landwirtschtlicher Maschinen.

Zweiundzwanzig Wirtschaften sin dam Freietag der verganengen Woche im Laufe kurzer Mittagsstunden ein Raub der Flammen geworden. Nichts halfen die Rettungsbemühungen der von den Zelben heimwärts stürzenden Männer und Frauen, nichts die uneingennützige, praktische Hilfe zufällig vorbeifahrender Offiziere, nicht das späte Eintreffen der Lodzer, Tomaschower und Brzeziner Feuerwehr – manchem Grömbacher gelang es kaum, sein und Feiner kleinen Kinder nacktes Leben zu retten.

Berzweifelte Bilder boten sich den ohnmächtigen Zeugen des Brandes, der um 11 Uhr in einem neben der örtlichen Ziegelei befindlichen, von polnischen Arbeitern bewohnten Haus ausbrach. Der durch starken Wind begünstigte funkenflug setzte im Laufe weniger Minuten die Strohdächer der Gehöfte von Grömbach auf einer Strecke von nahezu eineinhalb Kilometer in Brand. Nur zwei oder drei gemauerte Wirtschaften blieben von den Flammen verschont. Die auf die Grundmauern brannten nie der die Wirtschaften von: Boberek, Fiks, Rittmann, Włodarczyk, Promiński, Pauline, Kühler, Karl Kühler, Rudolf Klemm, Ludwig Klemm, Keppler, Rudolf Hau, Friedrich Klemm, Friedenstab, Kuhlmann, Hinz, Mener, Wegner, Julius Egler und Karl Gruber. Auch die bereits in Rokiciny liegende Wirtschaft von Grunwald verbrannte. Die meinsten der Getroffenen waren überhaupt nicht ober nur gering versichert.

Grömbach ist eine zumeist von Schwaben bewohnte, die um 1800 von der südpreußischen Kriegs-und Domänenkammer und Domänenamte Łaznów gegründet wurde. Zur gleichen Zeit etwa entstanden auch die als Sommerausenthaltsorte allen Lodzer bestens bekkanten Siedlungen Wionczyn, Wilhelmswald, Grünberg und Neu-Sulzfeld.

Noch rauchen Trümmer noch liegt kilometerweit Brandtgeruch über dem Land – aber schon sind die anfangs in Berzweiflung gestalteten, in Hilflosigkeit erstarrten Hände hundertfältig geprüfter deutscher Bauern wieder tätig. Schon nagelt harte Bauernfaust Bret tan Brett, schon besorgt, wenn auch tränenden Auges, Frauenfleiß Acker, Feld und verblibenes Bieh.

Und die Saat auf den Feldern reift und blüht. Fruchtschwer sind Bäume und Halme. Leben atmet das weite Land.

Als erste Spende für die schwer geprüften Volksgennosen in Grömbach wurden uns von J.G.B. 5 Zloty und von E.R. ebenfalls 5 Zloty zusammen 10 Zloty übergeben.