Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Napad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Napad. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 maja 2025

Radomszczański Maruszeczko - Wola Grzymalina - Mord - Napad - 1938

 Fabuła jak na sensacyjnym filmie gangsterskim, działo się w piotrkowskim i radomszczańskim terenie!

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1938-06-12 R. 68 nr 133

                               Krwawy łańcuch zbrodni zabitego bandyty. 

                   "Radomszczański Maruszeczko" terroryzował dwa powiaty - 

                               Walka oddziału policji z osaczonym bandytą  

P i o t r k ó w 10. 6. - Od dłuższego czasu na terenach powiatów piotrkowskiego i radomszczańskiego grasował groźny bandyta Mieczysław Gajewski z Radomska. Przezywany on był "radomszczańskim Maruszeczką", gdyż potrafił się w porę po dokonanej zbrodni ukryć, poza tym umiał dobrze strzelać z rewolweruu. Uzbrojony Gajewski był postrachem mieszkańców obu powiatów. 

Kroki jego znaczyły się krwią pomordowanych lub ranionych osób. W dniu 7 marca rb. zabił swą żonę Leokadię za rzekomą zdradę małżeńską. Ścigany za zbrodnię skrył się we wsi Kosówka w pow. piotrkowskim i tu śmiertelnie zranił w dniu 18 marca Wieczorka Ignacego, który wkrótce zmarł. Tego samego dnia usiłował dokonać napadu rabunkowego na mieszkanie Chany Kazanowskiej w Piotrkowie. W dniu 7 kwietnia w Radomsku strzelał do ścigającego go policjanta, przy czym zraniona została jedna z przyjaciółek bandyty Waleria Zjawiona z Radomska. 

Wkrótce potem, bo już w dniu 28 kwietnia, we wsi Wola Grzymalina w pow. piotrkowskim ze wspólnikiem swym Tadeuszem Miedziarskim dokonał napadu rabunkowego na sklep spożywczy Józefa Kaczmarka. Po zrabowaniu 12 zł gotówką i artykułów spożywczych ciężko zranił właściciela sklepu, następnie zastrzelił szwagra jego Stanisława Szczęsnego. Miedziarski zaś zastrzelił żonę Kaczmarka, Władysławę. Po zbrodni bandyci zbiegli. Pościg policyjny częściowo się udał, gdyż złapany został Miedziarski, Gajewski zaś zbiegł, wypływając w Piotrkowie, gdzie postrzelił dwu posterunkowych policji w dniu 24 maja na ul. Rolniczej. Do dnia 8 czerwca bandyta nie dał o sobie znaku. Wypłynął on w Gorzkowicach, gdzie, jak się okazało, żebrał. Na skutek informacji o bandycie, który ukrywał się w zbożu przy stacji kolejowej, do Gorzkowic pojechało z Piotrkowa kilku posterunkowych Służby Śledczej z podkomisarzem Olszewskim na czele. W obławie wziął również udział komisarz Nikles, w zastępstwie komendanta powiatowego.

W czasie poszukiwań w zaroślach ustalono miejsce ukrycia się Gajewskiego. Było ono doskonale zamaskowane, gdyż z trzech stron otoczone zostało, groblę z czwartej zaś dotykało zboże. Na widok zbliżającej się policji Gajewski począł strzelać, na co policja odpowiedziała ogniem. Jedna z kul trafiła w głowę przod. służby śledczej Zygmunta Klimaska. Leżący już na ziemi bandyta strzelił do biegnącego komisarza Miklesa raniąc go ciężko w głowę. Kilka strzałów oddanych przez pozostałych policjantów trafiło Gajewskiego, który zmarł na miejscu. Znaleziono przy nim dwa rewolwery kal. 7,65. Komisarza Miklesa przewieziono do szpitala w Łodzi. Wkrótce odbędzie się rozprawa przeciwko wspólnikowi Gajewskiego, Miedziarskiemu, która w części odsłoni burzliwe życie groźnego bandyty i jego wspólnika.

piątek, 8 grudnia 2023

Wiśniowa Góra - Feliksin - Judaika - Napad - Policja - Wiadomości Codzienne - 1926

 Ciekawy materiał zamieszczony w łódzkiej gazecie. 

Wiadomości Codzienne. 1926-09-07 R.1 Nr 129



                                          JAK TO BYŁO NA WIŚNIOWEJ GÓRZE

CHULIGAŃSKI NAPAD - ZEMSTA ZA KARĘ WIĘZIENNĄ. POLICJANT PRZYWÓDCĄ.                                                           ZDEMOLOWANA BUŻNICA.

Natychmiast po otrzymaniu wiadomości o zajściach na Wiśniowej Górze, współpracownik nasz udał się na miejsce, by zbadać rzecz dokładnie i uniknąć pomyłek, od których roi się we wczorajszych dziennikach, podających przebieg zajścia.

Po usilnych staraniach i wywiadach, udało się nam uzyskać szczegóły, które cofają prolog napadu o jeden rok i dają mu tło wybitnie antysemickie i zemsty.

Przed rokiem, mniej więcej koło Nowego Roku ktoś wybił szyby w oknach mieszkania rzezaka Lejby Aronowicza i rabina Tojermana. Przeprowadzone dochodzenie wykazało, że na "przyjemność" te pozwolili sobie gospodarze wsi Feliksin, którzy na mocy wyroków sądowych odsiedzieli karę w areszcie. Od tego czasu owa banda, której przewodził policjant Nowakowski czekała jedynie okazji by się zemścić na rabinie i rzezakach.

Okazja taka nadarzyła się w nocy z piątku na sobotę.

W mieszkaniu Aronowicza odbywała się uczta poweselna i domek rozbrzmiewał wesołymi spiewami i smiechem.

Nagle trzasła szyba w oknie i w tej samej chwili do mieszkania wpadł kamień, za nim drugi i dalsze.

Niebywała panika wynikła wśród zgromadzonych gości i tembardziej wzmogła się, gdy rozległ się krzyk i ktoś upadł na podłogę.

Rzucono się na ratunek rannemu, którym okazał się Szlama Bojdek, rzezak z Andrzejowa, lecz znów grad kamieni padł do wnętrza mieszkania i wszyscy poczęli chować się pod stoły i łóżka, wzywając pomocy.

Napastnicy widocznie przestraszyli się, gdyż odeszli od domku rzezaka, lecz po chwili znów rozpoczęło się bombardowanie bóżnicy, którą doszczętnie zdemolowano, a potem napastnicy usiłowali dostać się do sąsiadującego z bóżnicą mieszkania rabina, lecz po wyłamaniu klamki u drzwi i wybiciu kilku szyb, zbiegli w kierunku Feliksina.

Nazajutrz rano postanowiono zaalarmować policję i zwrócono się do znajdującego się na urlopie policjanta Nowakowskiego, by pojechał z kimś do Łodzi i zameldował o wypadku.

Nowakowski oświadczył, że dopiero rano wrócił do Łodzi i wie, ze policja łódzka zainteresowała się napadem, lecz gdy nalegano nań, obiecał, że zamelduje o wypadku komendanta posterunku w Brójcach, poczem pojedzie w sprawie tej do Łodzi.

Bezskutecznie jednak czekano na Nowakowskiego, aż jeden z letników pojechał do Łodzi, a wówczas przybył na Wiśniową Górę komendant policji powiatowej Marzantowicz i rozpoczął śledztwo. Niebawem aresztowani zostali pod zarzutem udziału w bandzie gospodarze Feliksina Abramczykowie Antoni i nikodem, Smoliński Franciszek, Potakowski Józef, Owczarek i Krauze.

Okazało się, że przed napadem banda do dodania sobie animuszu popijała gorzałką w knajpie w Andrespolu i że podczas libacji obecny był również Nowakowski, choć jako urlopowany w cywilnym ubraniu. 

Mieszkańcy Wiśniowej Góry przypomnieli sobie zajścia z przed roku i zwrócili na te wypadki uwagę p. Marzanowiczowi.

Nowakowski przeczył, jakoby miał brać udział w napadzie, że był w Łodzi, lecz gdy skonfrontowano go z naocznymi świadkami przyznał się do inkrymitowanego mu czynu.

Wszystkich winnych osadzono w areszcie, a Nowakowski został zawieszony w czynnościach, lecz na razie na wolności.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dodatkowo o powstaniu posterunku policji w Wiśniowej Górze, kosztem Brójec...

Ilustrowana Republika. 1931-06-07 R. 9 nr 154

Na Wiśniowe] Górze zaprowadzono stały posterunek policyjny. Z dniem 1 czerwca r. b. posterunek policji państwowej w Brójcach został przeniesiony do Wiśniowej Góry, która w czasie sezonu letniego jest zaludniona przez licznych letników — łodzian. Posterunek policji zainstalowany został czasowo w wynajętym budynku, a komendę jego objął dotychczasowy komendant posterunku w Brójcach starszy przodownik Gierka. Powyższa tranzlokacja została zaprowadzona w związku z narzekaniami na stan bezpieczeństwa na letniskach podmiejskich, (a) 







czwartek, 23 lutego 2023

Gałkówek - Napad - Złodziej dżentelmen - Republika - 1926

 Złodziej dżentelmen!

Ilustrowana Republika. 1926-04-22 R. 2 no 111

Całuję rączki łaskawe pani! Temi słowy pożegnał bandyta swą ofiarę. Uścisk dłoni wydał opryszka w ręce władz.

PISOWNIA ORYGINALNA
     OCZYWISTA, ZDJĘCIE NIE ZWIĄZANE Z TYM PRZYPADKIEM.....


     W maju 1923 roku w Gałkówku w domu kasjera kolejowego Ksawerego Witkowskiego dokonany został niezwykle śmiały napad bandycki. Działo się to w nocy. Witkowski pełniąc obowiązki służbowe znajdował się na stacji i w domu była jedynie jego żona. O godzinie 11 w nocy pani Witkowska po uprzedniem zgaszeniu lampy naftowej ułożyła się do snu. Gdy zapadła w drzemkę nagle do uszu jej doleciał szmer cicho prowadzonej przed domem rozmowy. Po chwili na tle okna zamajaczyła się wyciągnięta ręka i nim Witkowska zdołała się zorjetować w sytuacji, rozległ się brzęk tłuczonego szkła i do pokoju wskoczyli dwaj jacyś osobnicy. Przerażona kobieta nie mogąc wydobyć z siebie słowa osłupionym wzrokiem spoglądała na przybyłych. Widząc to, jeden z napastników wyciągnął z kieszeni rewolwer, podszedł do łóżka Witkowskiej i przykrywszy ją aż po szyję pierzyną, usiadł u jej stóp. — Niech panienka się nie boi — rzekł z uśmiechem bawiąc się rewolwerem— nie zrobimy jej nic złego. Zabierzemy sobie tylko trochę forsy i nic więcej. Jeżeli jednak panienka będzie krzyczała wrócimy po dwóch dniach, a przez ten czas zamówimy dla niej miejsce na cmentarzu. Przerażona kobieta milczała. Bandyci skrupulatnie przeszukali mieszkanie, zabrali wszystkie wartościowe przedmioty, między innymi fuzję Witkowskiego, wiszącą nad łóżkiem. Bezczelność włamywaczy była zadziwiająca. Przed' odejściem bowiem jeden z bandytów który poprzednio rozmawiał już z Witkowską, podał jej na pożegnanie rękę. Gdy przerażona niewiasta nie ruszyła się ukryta pod pierzyną, opryszek wyciągnął jej z pod pierzyny delikatnie rękę i siarczyście ją ucałował. 
— Bardzo mi przykro, żc nie mogę się przedstawić — zakończył.
W chwili, gdy bandyta podawał jej rękę Witkowska spostrzegła, iż bandyta nie ma palca wskazującego. Szczegół ten Witkowska zapamiętała. Zawiadomiona o napadzie policja wdrożyła nazajutrz energiczne dochodzenie. Mimo energicznej akcji policyjnej dopiero po dwuch latach żmudnych poszukiwań udało się władzom bezpieczeństwa w grudniu ubiegłego roku pochwycić bandytów. Aresztowany w Koluszkach osobnik, podejrzany o kradzież, przyznał się do dokonania napadu bandyckiego w Gałkówku. Jak się okazało był to niejaki Jan Rembowski kilkakrotnie karany za kradzieże. Na śledztwie Rembowski zeznał, iż wspólnikiem jego w wyprawie na dom kasjera Witkowskiego, był niejaki Zieliński, którego również aresztowano. W dniu wczorajszym sprawa ta znalazła się na wokandzie sądu okręgowego, który rozważał ją pod przewodnictwem sędziego Arnolda w asyście sędziów Wileckiego i Kurczyńskiego. Prócz dwuch bandytów na ławie oskarżonych znalazł się również niejaki Adam Rogowski, który zakupił od opryszków skradzioną przez nich fuzję. Świadek Witkowska z całą dokładnością opisuje okoliczności napadu nadmieniając iż przypomina sobie dokładnie Zielińskiego, u którego spostrzegła brak palca wskazującego. Mimo to Zieliński nie przyznaje się do winy. Prokurator Kawczak w przemowie swej nazywając opryszków tych naśladowcami Rinaldo Rinaldiniego domaga sic dla nich surowej kary. Sąd po naradzie skazał Jana Rembowskiego na pięć lat więzienia. Jana Zielińskiego zaś na sześć lat więzienia. Obu bandytów pozbawiono praw stanu. Adam Rogowski za kupno kradzionej fuzji skazany został na miesiąc aresztu z zawieszeniem wyroku na przeciąg trzech lat.

niedziela, 15 stycznia 2023

Andrespol - Głowno - Letniska - Napady - Ilustrowana Republika - 1927

 


Ilustrowana Republika. 1927-08-10 R. 3 no 218



Bezpieczeństwo na letniskach. Policja pono jest . Dwa krwawe napady pod Łodzią.

W porze letniej staje się niezmiernie aktualną kwestia utrzymania spokoju i bezpieczeństwa na letniskach podmiejskich, które, niestety, pod tym względem pozostawiają bardzo wiele do życzenia. Sama świadomość istnienia posterunku policyjnego na wsi letnikom nie wystarcza. Policja, jeśli ma spełnić należycie swe obowiązki polegające na zapewnienia obywatelom ładu, porządku i bezpieczeństwa, musi być przede wszystkiem widoczna. Tymczasem pod Łodzią policjant jest niemal okazem muzealnym. Nikt go nie widzi ani w dzień ani w nocy. Korzystają z tego oczywiście męty społeczne, siejąc panikę wśród letników częstemi awanturami, strzelaniną a nawet napadami. Dwa wypadki, jakie zdarzyły się onegdaj w dwóch miejscowościach letniskowych pod Łodzią, wykazują dobitnie, że środki bezpieczeństwa, przedsięwzięte przez policję na letniskach, daleko odbiegają od koniecznych potrzeb w tym kierunku.

We wsi Swoboda pod Głownem mieszka wraz z rodziną od kilku tygodni kupiec łódzki, niejaki Orbach, zamieszkały w Łodzi przy ul. Nowomieyskiej 9. Onegdaj o godzinie 7-ej wieczorem, rodzina Orbachów zasiadła na werandzie do kolacji. Wśród domowników panował wesoły nastrój. Nagle wśród kolacji rozległ się w pobliżu huk wystrzału karabinowego i jednocześnie p. O. z jękiem spadł z krzesła na ziemię. Na werandzie powstało wielkie zamieszanie. Zrozpaczone dzieci z płaczem rzuciły się na rannego ojca, który przed chwilą jeszcze siedział zdrów i wesół razem z nimi przy stole. Z głowy pana O. sączyła się wąska struga krwi. Zaalarmowani sąsiedzi zajęli się natychmiast ratowaniem nieszczęśliwej ofiary tajemniczego napadu. Po dłuższych zabiegach udało się pana O. przywrócić do przytomności. Pierwszej pomocy udzielił nieszczęśliwemu letnikowi, przebywający w Swobodzie starszy felczer p Szustak. Stwierdzono, że kula tkwi w głowie. Zawezwano więc lekarzy z Głowna, którzy nie mogli jednak podjąć się wyjęcia kuli. Rodzina wyjechała wobec tego z rannym natychmiast do Łodzi, gdzie jeden z chirurgów dokonał szczęśliwie operacji wyjęcia kuli Stan zdrowia pana O. jest poważny, nie budzący jednak obaw. Zawiadomiona o wypadku policja wszczęła w tej sprawie śledztwo. Sprawca napadu znikł bez śladu. 

Drugi wypadek zdarzył się bliżej Łodzi we wsi Andrespol w pobliżu Wiśniowej Góry. Jeden z gospodarzy andrespolskich niejaki Roth wyprawili onegdaj chrzciny, na które zaprosił swych znajomych z całej wsi. Wesołe towarzystwo wódką zakrapiało zabawę, która przeciągnęła się do późnego wieczora. Po zabawie goście w stanie podchmielonym rozsypali się po całej wsi i zaczęli napadać na spacerujących po drodze letników. W całej wsi powstała nieopisana panika. Letnicy poczęli w pośpiechu uciekać do swych mieszkań, zamykając za sobą szczelnie drzwi i okna. Awanturnicy nie zrazili się jednak ucieczką swych ofiar i nadal kontynuowali „polowanie na letników". W czasie awantur zostali dotkliwie pobici przez napastników dwaj łodzianie: niejaki Garfinikiel i Wajsman. - Obydwóch w stanie ciężkim odwieziono do Łodzi. Zaalarmowana o wypadkach policja przybyła już po ucieczce napastników, wobec czego ograniczono się tylko do spisania protokółu. Dwa wyżej opisane wypadki winny być ostrzeżeniem dla policji powiatowej, która widocznie zbyt mało wagi przywiązuje do bezpieczeństwa naszych letmisik, skoro podobne ekscesy zdarzają się coraz częściej, a winni wymykają się bezkarnie z rąk sprawiedliwości. 

środa, 11 stycznia 2023

Karpin - Kurowice - Minister Czechowski - Napad - Dziennik Łódzki - 1946

 

Postać byłego ministra komunistycznego jest mi znana z rozmów ze starszymi mieszkańcami Karpina. Mieli o nim jak najlepsze zdanie, był uczynny, miał piękną żonę, co za tym idzie, także problemy. Mieszkał po zakończeniu wojny w starym młynie wodnym w Karpinie, po którym nie ma obecnie śladu...Następna znana postać jaką ostatnio prezentuję na blogu

Dziennik Łódzki. 1946-08-02 R. 2 nr 210



                       ZUCHWAŁY NAPAD BANDYTÓW NA WIEŚ KARPIN.
                            Storturowano i ograbiono b. min. Czechowskiego - 
                        Ofiarą bandytów padła również miejscowa spółdzielnia.
    Wszyscy podróżujący szosą, w kierunku Tomaszowa, przypominają sobie dobrze na 22 kilometrze od Łodzi wieś Kurowice z widocznym z daleka dużym kościołem, znajdującym się miejscu, gdzie szosa skręca ku południowi. W odległości paruset metrów od tej ruchliwej szosy leży wieś karpin, w której wczoraj wieczorem grasowali zuchwali bandyci.
    Około godz. 21-ej 4 bandytów wtargnęło do zagrody ob. czechowskiego, byłego ministra pierwszego rządu ludowego. Ofiarę napadu pobito kolbami automatów i skopano.
    Dom ogólnie szanowanego wśród miejscowej ludności obywatela Czechowskiego został ogołocony ze wszystkiego: z garderoby, bielizny, żywności. Zabrano również pościel, a nawet pończoszki dziecka.
    Zagrabione rzeczy bandyci załadowali na oczekujący wóz, zagrozili ob. Czechowskiemu śmiercią, jeśli w ciągu tygodnia nie złoży na umówionym miejscu okupu w wys. 60.000 złotych, po czym zniknęli w ciemnościach.
    Nad ranem przekonano się, że ta sama szajka ograbiła również spółdzielnię oraz miejscowego piekarza i rzeźnika.
    Zaalarmowane posterunki milicji obywatelskiej wszczęły natychmiast pościg, który naprowadził już na ślady bandytów.



Życiorys na Wikipedia
Jan Czechowski (ur. 16 maja 1894 w Babach, zm. 14 grudnia 1972 w Łodzi) – polski polityk i działacz ruchu ludowego.

Po ukończeniu w 1918 Szkoły Handlowej Zgromadzenia Kupców w Łodzi powrócił do rodzinnej wsi i prowadził gospodarstwo rolne. Od 1917 członek PSL „Wyzwolenie” w Królestwie Polskim, należał do głównych organizatorów partii. Od 1931 działacz Stronnictwa Ludowego, a także Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici” w powiecie piotrkowskim. W latach 1918–1928 członek wydziału sejmiku powiatowego w Piotrkowie.

Podczas okupacji niemieckiej członek Stronnictwa Ludowego „Roch”. W 1944 wstąpił do współpracującego z PPR Stronnictwa Ludowego „Wola Ludu”, został członkiem Zarządu Głównego tego ugrupowania. Organizował rady narodowe, współpracował z PPR. W czerwcu 1944 wyjechał do Moskwy, reprezentując SL „Wola Ludu”, brał udział w rozmowach w sprawie utworzenia PKWN.

Od 21 lipca 1944 do 31 grudnia 1944 był kierownikiem resortu sprawiedliwości PKWN. Od 18 września do 25 listopada 1944 skarbnik Tymczasowego Zarządu Głównego Stronnictwa Ludowego (satelickiego wobec Polskiej Partii Robotniczej), od 25 listopada 1944 do 26 marca 1945 wiceprezes Zarządu Głównego SL. Następnie prezes Powiatowego Zarządu SL w Łodzi i członek Wojewódzkiego Zarządu SL, Rady Naczelnej oraz zastępca członka Naczelnego Komitetu Wykonawczego SL.

W latach 1944–1947 był posłem do KRN. Uchwałą Prezydium KRN z 3 stycznia 1945 odznaczony Orderem Krzyża Grunwaldu III klasy. Odznaczony również Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

środa, 3 listopada 2021

Będków - Bielice - Piątek - Napad - Kurjer Łódzki - 1927

 

Kurjer Łódzki. 1927-01-27 R. 27 nr 26


                BANDYTA, KTÓRY USIŁOWAŁ GRAĆ ROLĘ GENTELMENA,
                      będzie miał dośc czasu aby przestudjować "savoir viver".
                Stanisław Fulbiszewski skazany został na 15 lat ciężkiego więzienia.

     W dniu onegdajszym Sąd Okręgowy w wydziale karnym, na sesji wyjazdowej w Łęczycy, pod przewodnictwem sędziego Witkowskiego, w asyście sędziów Arnolda i Jurkowskiego, rozważał sprawę przeciwko 21-letniemu Stanisławowi Pulbiszewskiemu, oskarżonemu o napad rabunkowy z rewolwerem w ręku. W dniu 1 września 1925 roku do kuźni Stefana Tulińskiego we wsi Bielice, gm. Piątek, pow. łęczyckiego, przybył pewien nieznajomy, jak się później okazało Stanisław Fulbiszewski z prośbą o pozwolenie ogrzania się. Ponieważ przybysz już kilkakrotnie do kuźni zachodził i raz nawet u Tulińskiego nocował, kowal nie oponował. Wieczorem po zamknięciu kuźni, Tuliński zaprosił nieznajomego do swego do mu na kolację. Po spożyciu wieczerzy i dłuższej pogawędce Tuliński z żoną i nieznajomym udali się na spoczynek. Około godziny 3 w nocy Tuliński obudził się i spostrzegł, że nieznajomy ubrany jest w bluzę jego żony. Po chwili nieznajomy wstał, podszedł do Tulińsklego, pokazał mu rewolwer i zakomunikował, że już od czterech lat jest bandytą. Steroryzowawszy w ten sposób Tulińskiego, nieznajomy ubrał się w odzież kowala i grożąc rewolwerem, pożegnał się z Tulińskim i oddalił się. Przeprowadzone bezpośrednio po napadzie dochodzenie sprawcy nie ujawniło. W 17 dni po tym wypadku, bandyta Fulbiszewski przybył do sklepu niejakiego Piotra Palmowskiego we wsi Będków i poprosił o posiłek. Skonsumowawszy podane porcje, Pulbiszewski usiłował opuścić sklep, lecz zatrzymany pytaniem właściciela: „dlacze go pan nie płaci", odrzekł: „bo nie mam pieniędzy"!, poczem wyciągnąwszy rewolwer zażądał wydania mu gotówki. Żona właściciela sklepiku wyjęła 20 złotych i wręczyła bandycie. Po dokonaniu rabunku usiłował uiścić należną kwotę, ale oniemieli z przerażenia Palmowscy nie, przyjęli jej. Po tej prezentacji bandyta pożegnawszy właściciela, polecił mu nie meldować o zajściu policji i ulotnił się. Ujęty Fulbiszewski w sprawie innych napadów rabunkowych przyznał się do po pełnienia przestępstw, zgodnie z okolicznościami sprawy. Wskutek przyznania się oskarżonego do winy, sąd nie badał wezwanych na sprawę świadków. Przedstawiciel oskarżenia publicznego prokurator Stachowski, analizując czyny oskarżonego, przyszedł do wniosku, że bandyta ten nie stanowi już materjału na uczciwego człowieka i bezwzględnie powinien być odseparowany na przeciąg możliwie najdłuższego czasu od społeczeń stwa. Po półgodzinnej naradzie sąd ogłosił wyrok, mocą którego bandyta Stanisław Pulbiszewskl skazany został na 15 lat ciężkiego więzienia z pozbawieniem praw. (u) --::::-  




czwartek, 28 października 2021

Grünberg - Zielona Góra - Andrespol - Napad - Głos Polski - 1919

 

Głos Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1919-06-01 R. 2 no 149


                      NAPADY BANDYCKIE W POWIECIE BRZEZIŃSKIM.

    Bandyci energicznie scigani przez policję tutejszą, przenieśli się do powiatu brzezińskiego, gdzie dokonywują częstych zbrojnych napadów.

W ubiegłym tygodniu zanotowano policji o dwóch wypadkach.

O godzinie 12 i pół po północy, powracający z lasu gospodarz Karol Keler we wsi Zielona Góra, gmina Gałków, zauważył, iż dwie szyby w oknie jego mieszkania od podwórza są wybite. Przeczuwając coś złego, K. Zawołał na córkę. Nie otrzymał wszakże żadnej odpowiedzi. nagle usłyszał nieznajomy mu głos: "stój, bo ci palnę w łeb".

Keler wymierzył w nieznajomego widłami, które trzymał w ręku. Wówczas otoczyło go kilku bandytów, uzbrojonych w rewolwery - jeden z nich posiadał karabin.

Kelre otrzymał cztery rany kłute i kilka ciosów kolbą karabinową, poczem zaprowadzono go do mieszkania i wrzucono do piwnicy, na dzwiach której postawiono duży ceber. następnie bandyci wzięli się do pracy i zrabowawszy ubranie, pościel i t. p. wartości 6,000 mk., oraz 1,500 mk. gotówką zbiegli.

Zielona Góra – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Andrespol. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa piotrkowskiego. Według danych z 31 grudnia 2019 wieś zamieszkuje 305 osób. Wikipedia

 
                                   BANDITENÜBERFÄLLE IM BEZIRK BRZEZIN.

    Die von der Polizei verfolgten Banditen haben sich in den Bezirk Brzezinski begeben, wo sie häufig bewaffnete Raubüberfälle verüben.

In der vergangenen Woche wurden der Polizei zwei Vorfälle gemeldet.

Um 12.30 Uhr bemerkte Karol Keler, ein Landwirt, der aus dem Wald im Dorf Zielona Góra (Grünberg), Gemeinde Galkow, zurückkehrte, dass zwei Scheiben des Fensters seiner Wohnung zerbrochen waren. Als er merkte, dass etwas nicht stimmte, rief er nach seiner Tochter. Er erhielt jedoch keine Antwort. Plötzlich hörte er eine ihm unbekannte Stimme: "Halt, oder ich schieße dir in den Kopf".

Keler richtete eine Mistgabel auf den Fremden, die er in der Hand hielt. Dann wurde er von mehreren mit Revolvern bewaffneten Banditen umzingelt, von denen einer ein Gewehr hatte.

Kelre wurde mit vier Messerstichen und mehreren Schlägen mit dem Gewehrkolben verletzt. Danach wurde er in eine Wohnung geführt und in einen Keller geworfen, auf dessen Türschwelle ein großes Fass gestellt worden war.

Zielona Góra ist ein Dorf in Polen, in der Woiwodschaft Łódź, im Landkreis Łódź Ost, in der Gemeinde Andrespol. In den Jahren 1975-1998 gehörte das Dorf verwaltungsmäßig zur Woiwodschaft Piotrków. Nach den Daten vom 31. Dezember 2019 hat das Dorf 305 Einwohner. Wikipedia

czwartek, 2 września 2021

Gałkówek -Tartak - Dwór - Dziedzic Różycki - Rozwój - 1907

 Interesujące, powiem więcej: bardzo interesujący materiał!

Ciekawi mnie, gdzie był ten dwór w Gałkówku, gdzie był tartak?

Czy coś więcej można przeczytać w sprawie p.p. Różyckich? 

Rozwój. 1907-03-20 No 65



Napady bandytów.

Korespondent "Kur.Warsz."z Brzezin. pisze co następuje: 
Od kilkunastu dni dochodziły nas ciągle wieści z przyległych .okolic, że jakaś banda, złożona z 20-tu czy więcej ludzi dopuszcza się rozbojów. Nie dawaliśmy temu wiary, gdy nagle z Brzezin wyruszyla policya z kozakamj, sędzią śledczym i naczelnikiem straży ziemskiej na śledztwo do Galkowka, gdzie dwór pp.  Różyckich stal się polem dzialań rozbójniczych.
Napad wykonano o godzinie 11-ej w nocy na d. 15-ty b. m. banda otoczyła dwór i polecila stróżowi obudzić pp. Różyckich.Wylękniony stróż stanął pod oknem sypialni i zaczął wołać 
- Panie dziedzieu! panie dziedzicu! 
Krzyk stróża był tak niezwykły, że p. Różycki od razu domyślił się o co chodzi. Otworzył jednak lufcik i spytał stróża o powód krzyku. Wówczas wysunął się herszt bandy i oświadczył, ze jeżeli "pan dziedzic" nie otworzy głównych drzwi do dworu, to będą zmuszeni całą siedzibę pańską zburzyć ze szczętem. Wobec tak jasno postawionej sprawy podwoje dworu otworzono.
Banda rozbiegła się po pokojach, poustawiała wszędzie placówki i rozpoczęła rabunek, który trwał 20 minut i wyrządził około rb. 1.000 szkody pp. Różyckich, a szczególnie samej pani, gdyż p.R., przeczuwając napad, pieniędzy w domu nie trzymał. Banda, zrabowawszy klejnoty i niewielką gotówkę, kazał się odwieźć do stacyi Andrzejów, wstąpiwszy po drodze na tartak p.Różyckiego, gdzie kasyerowi zrabowano całą gotowiznę.
W tartaku bandyci już raz przed tygodniem byli i zapowiedzieli wówczas, że dwór "zrewidują_", co też się stało.
P.p. Różyccy opuścili Gałkówek. Pani R. wyjechała do rodziców w Łomżyńskie, a p. R. będzie stale mieszkał w Brzezinach, skąd ma zamiar czuwać nad gospodarstwem w Gałkówku. Bandyci głośno oświadczyli, że wszystkie dwory okoliczne "zrewidują" i "wypaproszą" z gotówki. "Dworów"- mówili - niewiele, to się prędko uprawimy. Następnie weźmiemy sie do chłopów i będziemy im zabierali kartofle, a na ostatku muszą worki otworzyć koloniści pod Łodzią bo my nie będziemy zdychać z głodu.

sobota, 28 sierpnia 2021

Karpin (Brójce) - Napad - Echo - 1927

 

Echo. 1928-10-27 R. 4 nr 256

                   Trzy zuchwałe napady bandyckie w ciągu jednego dnia. 

                          Obrabowanie pasażerów samochodu i wozów.

Łódź. 27 października. W dniu wczorajszym na szosie Łódź — Ujazd pokazała się szajka bandycka, która w ciągu godziny dokonała 3 zuchwałych napadów rabunkowych. Oto około godziny 6 wieczorem na szosie obok wsi Karpin, gminy Brojce, w powiecie łódzkim, wyskoczyło z małej olszyn ki 4-ch zamaskowanych bandytów, którzy pod groźbą rewolwerów zatrzymali samochód półcieżarowy za liczbą Ł . D. nr. 80274 zdążający z Łodzi do Ujazdu. Zuchwali bandyci steroryzowawsz y pasażerów zrabowali Majerowi Goldbergowi portfel z 25 złotemi gotówki \ wekslami na 150 złotych; Joskowi Kligierowl 5 złotych, Anieli Stroińskiej 33 złote; Zofji Chłyda 27 złotych i szoferowi Janowi Piesowiczowi, którego jeden z bandytów pobił dotkliwie, zegarek srebrny. Po dokonanym rabunku bandyci znikli w olszynce. W kilka minut później ta sama zbrodnicza czwórka obrabowała nauczyciela Wiktora Bobkę, któremu skradła 25 złotych, srebrny zegarek, portfel 1 rękawiczki skórzane. Przed godziną 7 wieczorem bandyci w tem samem niemal miejscu zatrzymali 2 przejeżdżające furmańki i z kretesem obraboyvall jadących w liczbie kilku osób. Po dokonanych napadach bandyci znikli w lasku. Wszczęty przez policję natychmiastowy pościg trwał do białego rana, lecz bandytów nie zdołano ujać. W dniu dzisiejszym na miejsce zuchwałych napadów wyjechał naczelnik Urzędu Śledczego w Łodzi nadkomisarz Weyer z kilku zdolnymi wywiadowcami i psem policyjnym „lordem" . Jak się dowiadujemy w ostatniej chwili władze śledcze są już na tropie bandytów; wszelkie wyniki dochodzenia trzymane są jednak w tajemnicy.




wtorek, 17 sierpnia 2021

Andrzejów - Gmina Andrespol - Napad - Express Ilustrowany - 1929

 

Express Wieczorny Ilustrowany. 1929-11-28 R. 7 nr 328





JEDNĄ OSOBĘ ZABIŁ I DWIE CIĘŻKO RANIŁ.

PROKURATOR ZRZEKŁ SIĘ OSKARŻENIA.


Łódź, 28 listopada.

W Andrzejowie pod Łodzią rozegrął się krwawy dramat, którego ofiarą padły trzy osoby.
Bolesław Jarrzyna, handlarz trzody chlewnej, przywiózł dla miejscowego rzeźnika, Stefana Winkla, kilkadziesiąt sztuk bydła. Winkel, zadowolony z dostarczonego towaru, zaprosił handlarza do knajpy, gdzie przy kieliszku mieli szczegółowo omówić warunki transakcji.
Gdzy siedzieli przy stoliku, do restauracji weszło kilku osobników. Byli to bracia Głogowscy, Herman Wutke i inni, którzy mieli jakieś porachunki osobiste z Jarzyną i postanowili się z nim natychmiast rozprawić.
Jarzyna znalazwszy się w niebezpieczeństwie, uciekł tylnem wejściem i schował się w mieszkaniu Winkla, który udzuelił mu schronienia i oświadczył, że będzie go bronił przed napastnikami.
Głogowscy i Wutke nie dali jednak za wygraną i po kilku minutach poczęli dobijać się do mieszkania rzeźnika. Gdy Winlkel oświadczył im prze drzwi, że ich nie wpuści do wnętrza, napastnicy ROZPOCZĘLI FORMALNE OBLĘŻENIE, BOMBARDUJĄC OKNA KAMIENIAMI.
Nie mogąc przez okna dostać się do mieszkania, awanturnicy po pewnym czasie przynieśli żelazne sztaby i przy ich pomocy wyłamali drzwi i poczem WYCIĄGNĘLI RZEŹNIKA NA ULICĘ I ZACZĘLI GO OKŁADAĆ PAŁKAMI.
Winkel wyrwał się z rąk napastników i z odległości kilku kroków dał do nich 5 STRZAŁÓW Z REWOLWERU.  Trzy kule były celne. Mieczysław Głogowski padł trupem na miejscu, a brat jego i Wutke zostali bardzo ciężko ranni.
Przewieziono ich do szpitala, w którym w ciągu kilku miesięcy przebywali na kuracji. Winkel pociągnięty do odpowiedzialności karnej, w dniu wczorajszym stanął przed sądem. Na sprawie wszyscy świadkowie twierdzili kategorycznie, że Winkel działał w obronie własnego życia, wobec czego, na skutek ich zeznań, prokurator zrzekł się oskarżenia.
Sąd po krótkiej naradzie uniewinnił rzeźnika.





poniedziałek, 19 lipca 2021

Kurowice Kościelce - Napad - Głos Polski - 1920


Głos Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1920-05-21 R. 3 no 132

Kurowice Kościelne – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Brójce. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do ówczesnego województwa łódzkiego. Wikipedia


                                      Napady bandyckie. 

Onegdaj w nocy we wsi Kurowice-Kościelne, gm. Czarnocic, pow. łódzkiego, dokonano zuchwałego napadu bandyckiego na dwie zagrody, w celach rabunkowych. Bandytami, jak stwierdzono, byli dezerterzy, uzbrojeni w karabiny, zorganlzowani w liczbie 10-ciu w szajkę , operującą w tamtych okolicach. Czterej z nich wtargnęli najpierw do domu Katarzyny Świderek, którą, rozbudziwszy ze snu, steroryzowali i rozkazali, aby wskazała, gdzie ma okryte pieniądze Splądrowawszy cały dom, bandyci zabrali około tysiąca marek gotówką, zegarek srebrny, złotą broszkę, zapasy żywności i inne przedmioty ogólnej wartości 30,000 mrk. Następnie ciż sami bandyci napadli na pobliski dom zamieszkiwany przez matkę Swiderkowej, 58 letnią Marjannę Majek, gdzie pod groźbą wymusili od właścicielki wydanie szkatułki, zawierającej 6,000 mrk. gotówką. Nadto zrabowali różne wartościowe rzeczy i z łupem odeszli. Przyłączywszy się do oczekujących 5 towarzyszy, razem zbiegli do pobliskiego lasu Kraszewskiego. O zuchwałym napadzie dano natychmiast znać t elefonicznie do komendy policji w Łodzi oraz na powiat łódzki, która delegowała komisarza Płońskiego z oddziałem; niezależnie od tego wyruszył oddział policji miejskiej. Osaczono las w Kraszewie j dano szereg strzałów, bandyci odpowiedzieli strzałami. Obława nie dała na razie pozytywnych wyników, policja jednak jest na tropie zuchwałych bandytów. 




czwartek, 15 lipca 2021

Wągry - Gałków - Andrzejów - Napad - Rozwój - 1905

 

Znalezione w: 

Rozwój. 1905-03-13 No 55





Napady. We wsi Wągry pod Gałkowem. w pow. brzezińskim, mieszka Maryanna Janowska, lat 30, wdowa po. zmarłym robotniku kolei łódzkiej. Przed niedawym czasie odszkodowanie za śmierć męża w ilości 1.000 Rubli. Pieniądze te natychmiast po odebraniu ulokowala w jednym z banków łódzkich. W nocy z soboty na niedzielę, przebudziwszy się , spostrzegła stojących koło łóżka kilku drabów, którzy kategorycznie zażądali wydania pieniędzy, poczem zaczęli się w najokropniejszy sposób nad nią pastwić. Wywlekłszy z łóżka, poczęli bić, nożem zadawać rany, wykręcać palce, sądząc że pieniądze są, a tylko. ich znaleźć nie mogą. Nareszcie znaleziony kwit bankowy przekonał ich o prawidziwym stanie rzeczy, zabrawszy więc tylko 6 rb. i nieco garderoby, zbiegli. Sąsiedzi usłyszawszy jęki Janowskiej, pośpieszyli jej z pomocą; rany na prędce opatrzyli i odwieźli do stacyi Andrzejów; koleją przywiezio ją do Lodzi. Ze stacyi karetka Pogotowia odwiozła ją do szpitala św. Aleksandra. Stan zdrowia Janowskiej jest bardzo groźny.


czwartek, 28 stycznia 2021

Ewcin - Będków - Walka o świnię znalazła swój epilog w sądzie - Republika - 1934

 

REPUBLIKA, sobota 20 października 1934


UZBROJONA W SZPADEL RZUCIŁA SIĘ NA SEKWESTRATORA.


                                      Walka o świnię znalazła swój epilog w sądzie.


Tomaszów 19 października.


Do zagrody Marjanny Hejduk we wsi Ewcin gminy Będków, zgłosił się sekwestrator urzędy skarbowego w Brzezinach, Tadeusz Pępowiński celem ściągnięcia zaległych podatków w wysokości 41 złotych. Ponieważ Hejdukowa nie chciała uregulować długu, sekwestrator skierował się do chlewu, by zająć świnię.

Jednakże zagrodziła mu drogę Hejdukowa, zamierzając się nań szpadlem, krzyczała „zbliż się, a rozbiję ci głowę”.

Wobec tak groźnej postawy dłużniczki sekwestrator zmuszony był zaniechać swych czynności służbowych i zażądać asysty policji z Będkowa.

Za to przestępstwo Hejdukowa stanęła przez sądem okręgowym, który skazał ją na dwa miesiące aresztu, zawieszając wykonanie tej kary na przeciąg trzech lat.