Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prut. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 sierpnia 2021

Kołomyja - Ukraina - Kresy - Działo się...- Łódzka prasa - Echo - 1930-38 - cz.4

 

Echo. 1929-05-24 R. 5 nr 125





Truciciel polskich żołnierzy . Chleb z mąki rozrabianej wodą deszczową sprzedawał 49-mu pp. niesumienny dostawca.

Kołomyja 24. 5. (Od wł . k.) W 49 p: p. w Kołomyi wykryto poważne nadużycia przy dostawie chleba dla wojska. Nadużyć tvch dopuszczał się niejaki Walberg. który od dłuższego czasu był w kontakcie z władzami wojskowemi. Walberg przy pomocy zaufanych piekarzy robił specjalną mieszankę chleba, która sprzedawał wojsku jako artykuł pierwszej jakości. Walberg w swej bezczelności posunął się tak daleko, że do rozrabiania maki używał wody deszczowej. Nadużycia zostały wykryte dzięki sprzeczce wspólników. Walberga aresztowano. Dalsze dochodzenie prowadzi żandarmerja. Ostatnio jak 
stwierdzono kilkudziesięciu żołnierzy musiano ulokować w szpitalu z powodu zatrucia. 

 

========================================================================

Echo. 1937-07-19 R. 13 nr 199





MIAŁA, CZY NIE MIAŁA? Powikłana Historia.

Z Kołomyi donoszą: Przed kilku dniami zjawiła się w wydziale śledczym policji w Kołomyi 14-!etnia mundantka adwokacka Maria X. i złożyła sensacyjne doniesienie, iż w czerwcu tego roku w Stanisławowie urodziła dziecko, którego ojcem jest osoba zajmująca znaczne stanowisko społeczne w Kołomyi, a której nazwisko podała. Zeznania te wydawały się prawdziwe, nawet dziecko młoda matka okazała policji. Stwierdzono, że w Stanisławowie ochrzciła je dziewczyna na obce nazwisko, widocznie w tym celu, aby ludzie się o jej „wypadku" nie dowiedzieli. Przeciw ojcu wszczęto wobec tego 
dochodzenia o zbrodnię wobec nieletniej Jednakże obecnie sprawa przybrała sensacyjny zwrot! Oto. policja aresztowała pod zarzutem zabójstwa matkę owej muntlantki, utrzymując, że ona zamordowała dziecko swej nieletniej córki. Okazało się mianowicie w międzyczasie, że zjawiła się kobieta, która udowodniła, że dziecko wskazane przez młodocianą mundantkę jest jej dzieckiem i że „pożyczyła" ona je młodocianej matce w celach bliżej nieznanych. Ponieważ badanie biegłych lekarzy wskazuje na to, że mundantka stała się rzeczywiście matką, przeto narzuciło się pytanie, co się z noworodkiem stało. Aresztowana matka owej mundantki uporczywie utrzymuje, że jej córka dziecka nie miała. _
=========================================================================

Echo. 1932-02-06 R. 8 nr 37




Nierozsądna brawura dwóch żołnierzy. Jeden poniósł śmierć — drugi dogorywa .

Kołomyja. 6 lutego. Dwaj żołnierze z 30 pp. wyjechali ze Stanisławowa pośpiesznym pociągiem w stronę Kołomyi. Po drodze postanowił; zwiedzić jeszcze wieś Turke. Z powodu tego, że pocąg pośpieszny na stacji w Turce nie staje, obaj wyskoczyli z pociągu, jednak tak nieszczęśliwie, że jeden z nich, nieustalonego nazwiska, poniósł śmierć na miejscu. drugi natomiast odniósł cieżke obrażenia cielesne i dogorywa w szpitalu.  
=========================================================================

Echo. 1936-11-16 R. 12 nr 319




Auto komendanta straży granicznej WPADŁO Z MOSTU DO RZEKI

KOŁOMYJA 16.11. Wczoraj o godzinie 21,15 zaalarmowano miasto nasze o nieszczęśliwym wypadku, jaki zdarzył się na moście nad Prutem, łączącym Kołomyję z Wierbiążem. O tej porze jechał autem od strony Wicrbiąża komendant straży granicznej kom. St. Cechojecki wraz z żoną i dzieckiem. Komisarz orientował się według toru kolejowego. W pewnym momencie, gdzie droga rozwiodła się, tuż nad Prutem, komisarz wjechał .na most j z nieustalonych po wodów runął wraz z autem ze znacznej wysokości do wody. Tonących wyratowało pogotowie PKP. Komisarz wyszedł bez szwanku, natomiast dziecko jest ciężko ranne.
=========================================================================

Echo. 1938-09-09 R. 14 nr 250


CZY ZASKRZYPI SZUBIENICA W KOŁOMYI?

Z Kołomyi donoszą:  Przed senatem karnym Sądu Okręgowego w Kołomyi toczy się proces, który zakończyć się może wyrokiem śmierci. Na ławie oskarżonych zasiadł zimny i cyniczny zbir Bazyli Sorochin, oraz 4 osoby, oskarżone o to , że wynajęły go do zamordowania niejakiej Haffi Smodczuk.
W r. 1925 niejaka Maria Smodczuk urodziła nieślubne dziecko, a wyrokiem sądu kosowskiego ojcem tego dziecka został uznany zamożny gospodarz, Bazyli Oleniuk. Opiekunką dziecka została 
ustanowiona babka dziecka, Hafia Smodczuk, która w r. 1937 zaskarżyła Oleniuka do sądu o wypłacenie zaległych rat alimentacyjnych. Okazało się, że Oleniuk przepisał cały majątek na swą żonę. Sąd unieważnił akt darowizny i zasądził Oleniuka na zapłatę około 2000 złotych. W Oleniukach rosła nienawiść do energicznej opiekunki dziecka. Początkowo toczyły się pertraktacje o ugodowe załatwienie pretensyj, w końcu Smodczukowa oświadczyła, że o wysokości sumy zadecyduje, gdy odbierze w Kosowie wyrok na piśmie. Ten pisemny wyrok wydawał się Oleniukom najgroźniejszy. W ich ciemnym umyśle zrodził się obłędny wniosek: jeśli zginie stara Smodczukowa i zniszczy się wyrok, to nie trzeba będzie za grzech młodości zapłacić.W Kołomyi poznali człowieka gotowego za pieniądze zamordować nawet własną matkę, Bazylego Sorochana. Obiecali mu zapłacić dużo pieniędzy za zamordowanie starej kobiety. Przez miesiąc Sorochan przebywał u nich, aż się zdażyła okazja; W marcu 1938r. Smodczukowa wybrała się do Kosowa do sądu po wyrok, a w drodze powrotnej Sorochan w lesie ją zamordował. Siekierą, wręczoną mu przez swych mocodawców, rozpłatał jej czaszkę i zabrał jej - wyrok. "Łup" ten zaniósł do Ołeniuków, którzy ucieszyli się, że pozbyli się wroga i dla ostatecznego unicestwienia sprawy alimentacyjnej, wyrok spalili.
Niedługo cieszyli się wolnością; w trzy dni później zostali aresztowani, gdyż słusznie policja przypuszczała, że tylko im mogło zależeć na śmierci starej kobiety. W dwa tygodnie później do domu Ołeniuków zgłosił się morderca ponownie - po nagrodę. Zastał jednak tylko starą krewną aresztowanych Ołeniuków, która mu dała 10 złotych i kazała poszukać świadków, którzyby potwierdzili jego alibi. Sorochan jednak miast tego począł się ukrywać i to zwróciło na niego uwagę policji. Schwytano go w momencie, gdy krążył koło domu Ołeniuków. Gdy zbrodniarz widział, że poszlaki przemawiają przeciw niemu, przyznał się do okropnej zbrodni, na całe swe usprawiedliwienie podał, że namówili go Ołeniukowie, przecież porządni gospodarze, a on chciał zarobić.... Na rozprawie zeznań swych nie zmienił, a jedynie Ołeniukowie przeczą.
Rozprawa jest wyznaczona na dwa dni. Oskarżonym grozi wyrok śmierci.


             

wtorek, 3 sierpnia 2021

Kołomyja - Ukraina - Kresy - Działo się...- Łódzka prasa - Echo - 1930-38 - cz.3

 

Echo. 1936-05-11 R. 12 nr 131





Aresztowanie adwokata za szkalowanie sędziów

Z Kołomyi donoszą: W Kosowie koło Kołomyi został przytrzymany przez policję tamtejszy adwokat, dr. Michał Bodnar.. Adwokata odstawiono do więzienia kołomyjskiego, gdzie dbywać będzie karę 16-tygodniowego aresztu wymierzoną mu za obrazę władz. Dr. Bodnar zasypywał Ministerstwo 
Sprawiedliwości pismami i zażaleniami na sędziów, oraz na sposób ich urzędowania. Ponieważ zarzuty adwokata były gołosłowne sąd kołomyjski (dr. Bodnar starał się o wyłączenie nietylko sądu kołomyjskiego, lecz całej Apelacji lwowskiej!) skazał go prawomocnie na 7 miesięcy bezwględnego aresztu. Połowę kary mu darowano na podstawie amnestji, a resztę musi obecnie odbyć.
========================================================================

Echo. 1935-12-11 R. 11 nr 344





KUTREM DO ABISYNJI.. . UCIECZKA  AWANTURNICZYCH UCZNIÓW

KOŁOMYJA 11.12. W Śniatynie policja dworcowa przytrzymała w pociągu bukareszteńskim niejakiego Stefana Płonkę, 20 letniego robotnika z Bochni, który złożył na stępujące SENSACYJNE zeznania: W lecie br. zapoznał się z uczniem gimnazjum handlowego w Krakowie, Edwardem Capikiem i obaj ułożyli plan ucieczki zagranicę. Gdy wybuchła wojną włosko abisyńska postanowili stanowczo przedostać się do Abisynji. Do tego przedsięwzięcia wciągnęli ponadto uczniów krakowskich gimnazjum Marjana Boronia, Stanisława Zjadacza, Edwarda Popęka, Jana Koenka Franciszka Maksyma oraz robotnika Władysława Fedorygę i wyznaczyli datę wyjazdu na dzień 2 bm. W oznaczonym dniu znaleźli się wszyscy na dworcu kolejowym w Krakowie, gdzie kasjerem obrali Krzaka i na jego ręce złożyli pieniądze, które otrzymali od rodziców na opłatv szkolne. Postanowili pojechać na Polesie, by tam zakupić łódź i rzekami pojechać do... Abisynii, lecz widząc, że rzeki zamarzły, postanowili jechać do Konstancy nad Morzem Czarnem, kupić tam kuter i popłynąć do brzegów Czarnego Lądu. Najpierw udali się do Trzebiny, następnie pokolel byli w Dęblinie, Lublinie i Lwowie, Dnia 6 bm. wieczorem przyjechali do Kołomyi, gdzie znaleźli gościnny przytułek w hotelu Berga. Tu doszło do awantury: Fewdoryga upił się i począł wymachiwać nożem. Ż zamieszania skorzystał Płonka i skradł u „kasjera" Krzaka portfel z suma 100 zł., poczem wsiadł do pociągu i pojechał do Śniatynia, by tam przekroczyć nielegalnie granicę do Rumunii. Został jed nak aresztowany. W dalszym ciągu Pionka opowiada, te ,kapitanem" był Maksym, który cieszył się wśród kolegów największym szacunkiem. Wiadomo jeszcze, że pozostali chłopcy którym już zostało tylko 40 zł., udali sie pieszo w kierunku Kosowa, aby tamtędy się przedostać do Rumunii. Całe przedsięwzięcie noszące nawet cechy daleko posuniętej dojrzałości (chłopcy umieją się tak dobrze ukrywać, że ich dotychczas policja nie schwytała) narażone zostało na niepowodzenia, — zdaniem Plonki — głównie dlatego, że chłopcy nie dowierzali kasjerom. Z drogi, uciekinierzy, którzy są przekonani, że jako Europejczycy zostaną w Abisynii natychmiast generałami, nie napisali do domu ani jednego listu  
======================================================================

Echo. 1930-07-31 R. 6 nr 207





Ponury dramat miłosny. Podwójne samobójstwo.

Kołomyja. 31 sierpnia. Miasto Horodenka w woj. stanisławowskiem było we wtorek widownią ponurego dramatu.  Żona miejscowego lekarza dr. Teofila Kulczyckiego oraz młody kandydat adwokacki dr. Prokop odebrali sobie życie wystrzałem z rewolwerów. Kulczycka z dr. Prokopem łączyły oddawna intymne stosunki miłosne. Onegdaj doszło między dr. Prokopem a dr. Kulczyckim do wielkiej scysji, w czasie której Kulczycka popełniła samobójstwo. Na wiadomość o tragicznym zgonie targnął się na swe życie dr. Prokop. 
========================================================================

Echo. 1938-08-16 R. 14 nr 226





Ojciec żebrak - córka wróżka Sąd odsłonił otchłań upadku moralnego.

Z KOŁOMYI donoszą: - Przed Sądem karnym w Kołomyi, pod przew. wiceprezesa s.o. Soboty toczyła się sensacyjna sprawa przeciw 66-letniemu Feibiszowi Hilsenrathowi z Kołomyi (Sobieskiego 44), który w nocy z 22 na 23 maja r.b. zadał swej nieślubnej córce Zofii Zeichner, podczas snu 7 ciosów siekierą w głowę, raniąc ją bardzo ciężko. Na krzyk Zeichnerówny nadbiegł dozorca domu Stefan Furyk, który wyrwał z rąk rozwścieczonego ojca siekierę i zawezwał policję. Rozprawa toczył.a się za pośrednictwem zaprzysiężoncgo tłumacza dr. B. Fesslera, gdyż oskarżony zna wyłącznie język 
żydowski. Zeznał on, że trudni się zawodowo żebratwem i od 10 lat mieszka razem ze swą córką. Twierdzi, że to ona na jego życie nastawała, że krytycznej nocy, zbudziwszy się, zauważył, że córka schodzi z łóżka uzbrojona w siekierę i zdąża do niego. Wówczas w obronie własnej zadał jej tą właśnie siekierą kilka cio.sów w głowę. Następnie zeznawała jako świadek jego córka. Porusza się ona o kulach, gdyż od urodzenia nie włada nogami. Jest ona - jak sama twierdzi - zawodową „wróżką" i w ten sposób zarabia na swe utrzymanie. Ojciec nie tylko ją maltretował przy każdej sposobności, lecz - jak zeznała w śledztwie - usiłował także dopuścić się w stosunku do niej zbrodniczych wybryków. W czasie nieporozumień nieraz radziła mu, by się utopił, gdyż nie chce i nim razem przebywać. Zbudziła się krytycznej nocy wskutek strasznego bólu i spostrzegła, że ojciec jest nad nią nachylony i zadaję jej siekierą ciosy w skroń i ramiona:. Zalana krwią, wkrótce straciła przytomność. Chorowała po tym bardzo długo i lekarze stracili już nadzieję na utrzymanie je.i przy życiu. Świadek Stefan Furyk na ogół potwierdzał zeznania pokrzywdzonej. Proces ten wykazał dno upadku moralnego w rodzinie oskarżonego. W ostatnim swym słowie, oskarżony oświadczył, że córka chciała go się pozbyć z domu, gdyż utrzymywała stosunki z synem gospodatza i chciała z nim zamieszkać. Sąd skazał oskarżonego na 4 lata więzienia. Oskarżony zapowiedzi.al apelację. Córka na korytarzu po wyroku odezwała się - „Za mało"....
=========================================================================

Echo. 1931-03-17 R. 7 nr 75




Syn udusił matkę. Nieudana ucieczka .

7. Kołomyi donoszą: W Rzukocinie pod Kołomyją dokonano wczoraj morderstwa na osobie gos podyni Paraśki Stadniczuk. Mianowicie denatka licząca lat 51 została we własnem mieszkaniu uduszona. W wyniku śledztwa policyjnego przytrzymano rodzonego jej syna Michała, jako podejrzanego o dokonanie morderstwa z chęci zawładnięcia pozostałym po matce majątkiem. W czasie aresztowania Michał Stadniczuk usiłował zbiec lecz zapobiegł temu posterunkowy P. P. Kędzierski jcdnvm strzałem ostrzegawczym ze swego karabinu. 

=======================================================================


poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Kołomyja - Ukraina - Kresy - Działo się...- Łódzka prasa - Echo - 1922-34 - cz.2

 Działo się Kołomyi - Ukraina  - Echo łódzkie




Echo. 1934-12-21 R. 10 nr 349



Napad zamaskowanych bandytów na mieszkanie kierownika szkoły. 

KOŁOMYJ A 21.12. W powiecie kołomyjskim przez szereg miesięcy nie było ani jednego napadu rabunkowego aż do początku bm. Obecnie w ciągu jednego tygodnia co dzień prawie powtarzają się napady. Tajemniczo przedstawia się sprawa napadu na mieszkanie p. Filasowej, kierowniczki szkoły na przedmieściu kołomyjskiem Diatkowice. Kierowniczka mieszkająca w budynku szkolnym, wyjechała wraz z nauczycielką na konferencję do Kołomyi , zostawiając w domu dzieci same, gdyż mąż pani Filasowej jest również zajęty w Kołomyi, jako urzędnik Rady Powiatowej. W godzinę po wyjeździe Filasowej przybyli dwaj zamaskowani osobnicy, którzy mimo gwałtownego płacvzu dzieci, przeszukali skrupulatnie całe mieszkanie, nie zabierając jednak niczego, choć mieli w ręku biżuterię. - 
Kiedy dzieci wszczęły krzyk spłoszeni bandyci ulotnili się. Podobno napastnicy szukali broni, której jednak nie znaleźli.
========================================================================

Echo. 1931-07-23 R. 7 nr 199


Autobus mknący bez szofera powodem szeregu wypadków.  

Z Kołomyi donoszą: Szofer z Kosowa, Jan Pilch, spowodował mimowoli śmierć człowieka na dojeździe kolejowym przed dworcem w Kołomyi, wśród następujących okoliczności. Pilch chciał puścić w ruch motor swego autobusu przez zakręcenie korbą. Wskutek nieostrożności zwolnił on poprzednio wszystkie hamulce i bezpieczniki. Nieostrożność ta dala wynik nieoczekiwany przez niego. Mianowicie korba motoru wskutek zapalenia się gazów odrzuciła w bok szofera, a autobus, niczem niehamowany ruszył z miejsca pełnym pędem. Pod koła rozszalałego autobusu dostał się 64-letni Jakób Jaworski, eksporter nierogacizny w Kołomyi. Doznał on zgniecenia klatki piersiowej i naruszenia kręgosłupa. Odwieziony do szpitala powszechnego — zmarł po kilkugodzinnych męczarniach. Drugą ofiarą padł przechodzący właśnie żołnierz, który odniósł szereg lżejszych obrażeń. Również zniszczone zostały stojące obok dworca dwie dorożki konne. Nakoniec zatrzymał się rozszalały autobus na żelaznych słupkach przed dworcem i dopiero teraz zdołał go szofer opanować. Szczególnemu szczęściu przypisać naleźy małą liczbę ofiar, a między innemi także i tej okoliczności, że motor był nastawiony na słaby bieg oraz mniejszemu, niż zwykle o tej porze ruchowei pasażerskiemu.
========================================================================

Echo. 1935-06-22 R. 11 nr 172


                                HEJŻE NA CZAROWNICĘ!

                              CIEMNOTA WSI HACULSKIEJ


Z Kołotnyi donoszą:
We wsi huculskiej Berezów w powiecie kolomyjskim rozpowszechniona jest wiara w czarownice. W związku z tym zabobonem zdarzył się następujący wypadek: Do niejakie] Anny Drohomireckiej, zażywającej sławy czarownicy, przyszła niejaka Julja Romańczycowa i prosiła ją, by odwiedziła natychmiast jej ciężko chorego męża, który chciał zasięgnąć jej porady. W mieszkaniu Romańczyców spostrzegła Drohomirecka, że została zwabiona w zasadzkę, gdyż Romańczyc nie był wcale chory, lecz rzucił się na starą kobietę i powalił ją na ziemię, żona jego zaś związała jej nogi rzemieniem, a dokoła jej szyi założyła pętlicę i poczęła ją z całych sił dusić. Następnie zgięła głowę półprzytomnej „czarowmcy'' twarzą do ziemi i chwyciła siekierę, która zamierzała ściąć Drohomireckiej głowę. W tym momencie nadszedł niejaki Kiceluk, który zawołał głośno: „szandary idut" Romańczycowa na chwilę odstąpiła od kobiety, z czego skorzystał wieśniak i ją rozbroił. Romańczycowa stanęła przed sądem okr. w Kołomyi. Oskarżona zeznała, że była przekonana, że „czarownica" rzuciła na jej męża czary, które spowodowały u niego chorobę i za to chciała ją ukarać. Sąd skazał Romańczycowa w uwzględnieniu jej ciemnoty na 7 mies. więzienia.
=======================================================================

Echo. 1934-09-13 R. 10 nr 251



Złodzieje utopili dozorcę sadu. Nocna wyprawa po cudze owoce.

Z Kołomyi donoszą: Potworna zbrodnia została dokonana w nocy w miejscowości Soroki (pow. Kołomyja). Złodzieje którzy prawdopodobnie chcieli kraść owoce w sadzie inż. J. Marmarosza, zabili dozorcę sadu, Szymona Vogla, w ten sposób, że wrzucili go do wielkiego zbiornika gnojówki, znajdującego się na folwarku inż. Marmorosza. Strażnik utonął w zbiorniku głębokim na 4 metry, a zwłoki jego znaleziono przypadkowo. Posterunek P. P. w Winogradzie przytrzymał w związku z tem niejakiego Maksyma Jurczaka, w którego towarzystwie widziano denata kilka godzin przed mordem. Bestjalska zbrodnia wywołała wstrząsające wrażenie w całej okolicy.
=======================================================================

Echo. 1934-08-30 R. 10 nr 237


Krzyk tonących kobiet pchnął ucznia w objęcia śmierci
Kołomyja, 30 sierpnia. Zdarzył się w Kołomyi tragiczny wypadek na rzece Prut, na t. zw. plaży oskrzesinieckiej. W miejscu, gdzie znajduje się prom, poczęły tonąć dwie kobiety. Krzyk ich usłyszał stojący na prawym brzegu uczeń 8 klasy gimn., Michał Guluk i natychmiast rzucił się na pomoc. Równocześnie pośpieszyli tonącym z pomocą absolwenci gimn. I., Eug. Botullński i Adam Szpakowski, którzy wyciągnęli tonące kobiety na brzeg. W tej samej chwili zauważyli, że Guluk, który był świetnym pływakiem, znikł; przypuszczali więc, że nurkuje. Gdy G. nie wypłynął, poczęli go szukać w 6-metrowej głębi, jednakowoż bez skutku. Zwłoki ś. p. Guluka wydobyto na drugi dzień. Okazało się, że uczeń doznał spowodu wysiłku — ataku serca.  
========================================================================


środa, 31 października 2018

Kresy - Prut - Haculi - Ukraina - Światowid - 8.11.1924

 Jestem w posiadaniu pełnego rocznika tygodnika "Światowid", zestawu pięknego czasopisma. Mnóstwo fotografii i opisów z Polski i ze świata. W związku z tym, że w tym roku odwiedziłem piękną Ukrainę, zwiedzałem z przyjaciółmi wiele miejsc gdzie żyli i mieszkali Haculi. Dlatego jako pierwsze wstawiam artykuł pod tytułem:
                                  Z MALOWNICZEGO ZAKĄTKA POLSKI
      Jednym z najpiękniejszych zakątków Rzeczpospolitej jest niewątpliwie okolica Prutu. Malownicze krajobrazy oraz doskonałe warunki klimatyczne ściągają tam rok rocznie tysiące kuracjuszy z najdalszych stron Polski. Okolice te zamieszkują Haculi, sposobem życia i zatrudnieniem przypominający naszych górali tatrzańskich. Również i ich stroje są zbliżone bardzo do strojów naszych Zakopiańców. Malowniczość terenów zamieszkałych przez hacułów jak i ich stroje i zabawy ludowe były tematem wielu polskich malarzy. Aksentowicz uwiecznił w wielu obrazach zwyczaje ludowe hacułów jak "wesele", "święcenie Jordanu" i.t.d. Również wiele interesujących tematów czerpał wśród tej ludności znakomity malarz ś.p. Dębicki.
      Ludność haculska w odróżnieniu od ludności ruskiej nie zajmuje się zupełnie polityką. Wobec naszych włądz jest zupełnie lojalną i ani nie myśli o przewrotowych koncepcjach Petruszewicza. To też rząd polski otacza tę ludność ojcowską opieką, tem potrzebniejszą iż - jak wiadomo - wśród hacułów panują od wielu dziesiątek lat nagminnie choroby zaraźliwe. Rząd nasz ze strasznymi temi chorobami walczy skutecznie, i jest nadzieja, że w niedługim już czasie zaraza ta zostanie w zupełności wytępioną. Przyczyni się to do wzmożenia napływu kuracjuszów do Worochty, Jaremcza i innych podkarpackich miejscowości.

                           Typowa zagroda gospodarza na Haculszczyźnie.

                 Lepianki hacułów, którzy zagrody swe stracili w czasie wojny.

                              Haculi w odświętnych strojach na odpuście. Na pierwszym planie bogaty
                                                           gospodarz z nieodstępną fajką.

                                  Dziewczę haculskie w drodze do cerkwi. (Fot.K.Strzelecki)

                           Hacuł rozmawiający ze swym sąsiadem przy pomocy długiej trąby.

                    Grupa hacułek w malowniczych strojach ludowych na odpuście.

                                      Transport mleka i bryndzy z gór do doliny.