Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kirschberg - Wiśniowa Góra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kirschberg - Wiśniowa Góra. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 listopada 2023

Wiśniowa Góra - Andrespol - Turystyka - Judaika Wille - Ogłoszenia - 1910-36

Wiśniowa Góra w gminie Andrespol w okresie międzywojennym była miejscem wakacyjnego odpoczynku dla łodzian, którzy szukali spokoju, czystego powietrza, jakiego w zadymionej Łodzi próżno szukać. Wiśniowa Góra rywalizowała o letników z sąsiednimi wsiami takimi jak Kraszew, Gałkówek, Bedoń. Jednak najwięcej łodzian-żydów kierowało się właśnie na Wiśniową Górę. Nie bez kozery nazywano Wiśniową Górę "Polską Riwierą"! Na moim blogu zamieszczałem wiele artykułów z tych lat międzywojennych w temacie łódzkich żydów. Z tych materiałów można było się dowiedzieć o bardzo dobrze rozwiniętej bazie mieszkaniowej i rozrywkowej. Duża ilość sklepów spożywczych, także z koszernym mięsem, dużo lokali rozrywkowych i tzw. "tanzbud" dominujących. Także w okresie kanikuły działały gabinety lekarskie z żydowską obsadą. Około 100 domków letnich zbudowano dla żydowskich turystów, które po rozpoczęciu 2 wojny światowej zajęli niemieccy osadnicy. 

    Bardzo mnie interesuje, czy ktoś z miejscowych fanów historii opisał historię istniejących jeszcze wzdłuż lasu pięknych drewnianych willi. Do kogo należały? - W tych ogłoszeniach znajdujemy nazwiska: Kaczorowski, Krenicer, Mincowa. Szkoda, aby te domy zniknęły bez poznania ich historii....

Najer_Folksblat1928_nr138a.pdf


Najer Fołksbłat. 1928-05-31 R. 8 nr 126


Neue Lodzer Zeitung. 1910-06-11 Jg 9 Nr 258 Abend-Ausgabe


Ilustrowana Republika. 1936-06-21 R. 14 nr 169



czwartek, 2 listopada 2023

Andrzejów - Andreshof - Kirschberg - Wiśniowa Góra - Der Heimatbote

Informacje dotyczące niemieckich osadników z terenu Andrzejowa i Wiśniowej Góry na łamach Der Heimatbote z lat 1951-1971

Informationen über deutsche Siedler aus der Gegend von Andrzejów und Wiśniowa Góra auf den Seiten von Der Heimatbote von 1951-1971

Der Heimatbote - 7/1951

Poszukiwani:

Adolf Vogel, ur. 18.6.1906 r., urodzony w Andrzejowie, ostatnie miejsce zamieszkania Olechów k. Łodzi, zaginiony od 1944 r.

Erwin Vogel, ur. 3.5.1911 r., ostatnie miejsce zamieszkania Olechów k. Łodzi, oboje rodzeństwo rodziców Johanna i Berty Vogel.

                                                                           Melanie Vogel z domu Egler.

Gesucht wurden:

Adolf Vogel, geb. 18.6.1906, geb. in Andrzejow, wohnhaft zuletzt Olechow bei Lodz, vermißt seit 1944.

Erwin Vogel, geb. 3.5.1911, zuletzt Olechow bei Lodz, beide ges. von den Eltern Johann und Berta Vogel

Melanie Vogel geb. Egler.

Der Heimatbote - 7/1953

Poszukiwani:

Panna Luise Wagner, Textilien, Andrzejów

Gesucht wurden:

Freulein Luise Wagner, Txtilien, Andrzejow

Der Heimatbote - 9/1955

Pan Adolf Damitz, urodzony w Andrzejowie, powiat Łódź, opuścił ziemski świat w biblijnym wieku 85 lat w dniu 27 czerwca 1955 roku. W 1945 r. zmarły wraz z żoną Amalie, z domu Milnikel, uciekł z Łodzi do Heide w Holsztynie, Schützenstraße 2.

Im biblischen Alter von 85 Jahren verließ die irdischen Gefilde am 27. Juni 1955 Herr Adolf Damitz, geb. in Andrzejow, Kr. Lodz. Im Jahre 1945 flüchtete der Verstorbene mit seiner Gattin Amalie, geb. Milnikel, aus Lodz nach Heide in Holstein, Schützenstraße 2

Der Heimatbote - 5/1958

Późni repatrianci: Olga M a i e r   z d. Jess z Andrzejowa k. Łodzi, ostatnio w Justynowie, z 5 dzieci (16-23 lata);

Spätaussiedler: Olga M a i e r  geb. Jess aus Andrzejow bei Lodz, zul. Justynow, mit 5 Kindern (16-23 Jahre);

Der Heimatbote - 7/1958

65 urodziny. W dniu 30 lipca nasza kochana mama, babcia i prababcia. Pani Lydia Hettig z domu Werk, zamieszkała w Keldenich (Eifel), o. Andrzejów (Łódź), obchodzi 65. urodziny. Gratulujemy jej córce Irmie i mężowi Gustavowi Stibke, a także wnukom i prawnukom.

65. Geburtstag. Am 30. Juli feiert unsere liebe Mutter, Oma und Uroma. Frau Lydia Hettig geb. Werk, wohnhaft in Keldenich (Eifel), fr. Andrzejow (Lodz), ihren 65. Geburtstag. Dazu gratulieren: die Tochter Irma und Gatte Gustav Stibke, sowie Enkel und Urenkel.

Der Heimatbote - 7/1961

Po krótkim, ale ciężkim cierpieniu, znoszonym z wielką cierpliwością, moja droga i wierna żona, nasza niezapomniana matka, teściowa i siostra, zmarła 19.5.1961.


                                             OLGA LYDIA WILL, z domu Mans

ur. 19.10.1907 r. w Konstynowie k. Łodzi.

W głębokiej żałobie: mąż Adolf Will, synowie Georg, Kurt, Waldemar oraz krewni 

Pirmasens, Kart-Maria-von-Weber-Str. 13, dawniej Łódź, Andrzejów



Nach kurzem, aber schwerem,mit großer Geduld ,ertragenem Leiden verschied am 19.5.1961 meine liebe und treusorgende Frau, unsere unvergeßliche Mutter, Schwiegermutter und ,Schwester

                                             OLGA  LYDIA  WILL, geb. Mans

geboren am 19.10.1907 in Konstynow,bei Lodz.

In mefer Trauer:

der Ehemann Adolf Will, Söhne Georg, Kurt, Waldemar und Angehörige 

Pimasens, Kart-Maria-von-Weber-Str. 13, früher Lodz, Andrzejow

Der Heimatbote - 10/1963

85 lat w dniu 14.10. Pani Olga Kontschak. owdowiała Führus z domu Matuschewski z Andrzejowa / Łodzi. obecnie Haldorf üb. Kassel

Geburtstag - 85 Jahre am 14. 10. Frau Olga Kontschak. verw. Führus geb. Matuschewski aus Andrzejow /Lodz. jetzt Haldorf üb. Kassel

Der Heimatbote - 1/1964

Urodziny 90

25. 2. 1964 Pan Reinhold Schabelon, dawniej w Andrzejowie, powiat łódzki, obecnie mieszkający z córką Elfriede Hamp w Allendorf, Sudetenstraße 21, powiat Marburg/Lahn;

Geburtstag 90

am 25. 2. 1964 Herr Reinhold Schabelon, früher Andrzejow, Kr. Lodz, jetzt bei 'seiner Tochter Elfriede Hamp in Stadt Allendorf, Sudetenstraße 21, Kr. Marburg/Lahn;

Der Heimatbote - 9/1972

81 lat w dniu 27.9. Pani Emmeline Krieg w 5672 Leichlingen-Hüschelrath, Fasanenstr. 36, fr. Łódź-Radegast, Hohensteinerstr. 183, urodzona w Andrzejowie;

81 Jahre am 27.9. Frau Emmeline Krieg in 5672 Leichlingen-Hüschelrath, Fasanenstr. 36, fr. Lodz-Radegast, Hohensteinerstr. 183, geb. in Andrzejow;

Der Heimatbote - 3/1979 

Urodziny - 13.3. pani Irma Doberstein z domu Arndt, an den Vossbergen 52, 29 Oldenburg, fr. Andrzejów k. Łodzi (jej mąż Reinhold zmarł na zawał serca w 1973 r.).

Geburtstag:

Am 13.3. Frau Irma Doberstein geb. Arndt, an den Vossbergen 52, 29 Oldenburg, fr. Andrzejow bei Lodz, (ihr Mann Reinhold starb 1973 an Herzschlag).

An 14.3. Frau Else Nickel geb. Meier, Kl. Kiesau 6, 24 Lübeck, fr. Andrespol, Kr. Lodz.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Der Heimatbote - 8/1972

Urodziny 84

P. Wilhelm Ostermann w marcu tego roku poleciał do USA, gdzie po przylocie musiał udać się do szpitala. Ma nadzieję wrócić do Niemiec (497 Rehme, Marienstr. 3) jesienią i przesyła pozdrowienia wszystkim swoim byłym parafianom z Andrzejowa i Groembach koło Łodzi.

Geburtstag 84

P. Wilhelm Ostermann flog im März d.J. nach USA, wo er nach der Ankunft in ein Krankenhaus gehen mußte. Er hofft  im Herbst wieder in Deutschland (497 Rehme, Marienstr. 3) zu sein und grüßt auf diesem Wege alle seine ehern. Gemeindeglieder aus Andrzejow und Groembach bei Lodz.

Der Heimatbote - 8/1972

Urodziny - 28.8. Ldm. Ernst Hofsess w 472 Beckum, Geisslerstr. 18, fr. Andrzejów i Kirschberg;

am 28.8. Ldm. Ernst Hofsess in 472 Beckum, Geisslerstr. 18, fr. Andrzejow und Kirschberg;

Der Heimatbote - 8/1966

Rodacy, którzy opuścili starą ojczyznę dopiero w 1965 r. Olga Grulke, z domu Gatke, wdowa Janitzki, ur. 1889, z Wiśniowej Góry 39, .później z Andrzejowa, ul. Rokicińska 41.

Landsleute, die erst im Jahre 1965 die alte Heimat verließen Olga Grulke, geb. Gatke, verw. Janitzki, geb. 1889, aus Kirschberg 39, zul. Andrzejow, u!. Rokicinska 41. -

Der Heimatbote - 5/1967

Spodobało się Bogu Wszechmogącemu nagle i niespodziewanie zabrać mojego ukochanego męża, naszego drogiego ojca, teścia i dziadka, naszego drogiego brata, szwagra, wujka i kuzyna.


                                                   REINHOLD KRIESE

na krótko przed osiągnięciem wieku 62 lat, w wyniku tragicznego wypadku przy pracy w dniu 3 marca 1967 roku. Pogrzeb odbył się 8 marca 1967 r. na Cmentarzu Południowym w Lipsku. 

W cichej żałobie:

Selli Kr i es e z domu Müller, Resi Kr i e s e, Siegfried Kr i e s e  z żoną 1lona i dwoje wnucząt

Magdeborn koło Lipska dawniej Andrzejów koło Łodzi

Gott dem Allmächtigen hat es gefallen, plötzlich und unerwartet meinen innigst geliebten Gatten, unseren lieben Vater, Schwieg er- und Großvater, unseren lieben Bruder, Schwager, Onkel und Cousin

                                                   REINHOLD KRIESE

kurz vor Vollendung seines 62. Lebensjahres durch einen tragischen Betriebsunfall am 3. März 1967 aus diesem Leben abzurufen. Die Beerdigung fand am 8. 3. 67 auf dem Leipziger Südfriedhof statt. 

In stiller Trauer:

Selli Kr i es e geb. Müller

Resi Kr i e s e

Siegfried Kr i e s e und Frau 1I0na

sowie zwei Enkel

Magdeborn bei Leipzig

früher Andrzejow bei Lodz

Der Heimatbote - 9/1968

Oboje małżonkowie 80

28 sierpnia pan Ernst Hofseß obchodził swoje 80. urodziny. Jego żona Wanda, z domu Buchholz, będzie obchodzić 80. urodziny 27 września. Gratulujemy obojgu i życzymy wszystkiego najlepszego w przyszłości Szwagierka Klara Buchholz i siostrzenice dawniej Andrzejowa i Wiśniowej Góry obecnie 472 Beckum/Westf., Geißlerstraße 18 (rodzina Walter Hoffmann dołącza do nich).



Beide Ehegatten 80

Am 28. August feierte Herr Ernst Hof se ß seinen 80. Ehrentag. Und so Gott will, begeht seine Frau Wanda geb. Buchholz am 27. September gl.eichfalls ihren 80. Ehrentag. Zu diesen Freudentagen gratulieren herzliehst beiden und wünschen weiterhin alles Gute Schwägerin Klara Buchholz und Nichten früher Andrzejow und Kirschberg jetzt 472 Beckum/Westf., Geißlerstraße 18 (Familie Walter Hoffmann schließt sich an).

Der Heimatbote - 6/1969

Po długiej, ciężkiej chorobie, znoszonej z wielką cierpliwością, 9 maja zmarł mój drogi mąż, nasz dobry i wierny ojciec, teść, dziadek, brat, szwagier i wujek.


                                                           EDMUND KRIESE

w wieku 67 lat.

W cichej żałobie: Ida Kr i e se, z domu Schindel, Horst Kr i e s e  i pani IIse, z domu Lange Agnes Lange, z domu Kriese, Werner Lange i wnuki 4049 Gierath, Rosenweg 5, Kr. Grevenbroich, dawniej Andrzejów, k.  Łodzi.

Nach langem, schweren, mit großer Geduld ertragenem Leiden verschied am 9. Mai mein lieber Mann, unser guter und treusorgender Vater, Schwiegervater, Großvater, Bruder, Schwager und Onkel

                                                           EDMUND KRIESE

im Alter von 67 Jahren.

In stiller Trauer: Ida Kr i e se, geb. Schindel, Horst Kr i e s e und Frau IIse, geb. Lange Agnes La n g e, geb. Kriese, Werner La n g e und die Enkelkinder  4049 Gierath, Rosenweg 5, Kr. Grevenbroich, Früher Andrzejow, Kreis Lodz

Der Heimatbote - 9/1969

78 lat w dniu 27. 9. Pani Emmeline Krieg z domu Kriese w 5672 Leichlingen, Metzholz 1b, fr. Andrzejów i Łódź-Radegast

78 Jahre am 27. 9. Frau Emmeline Krieg geb. Kriese in 5672 Leichlingen, Metzholz 1b, fr. Andrzejow und Lodz-Radegast

Der Heimatbote - 2/1970

W dniu 70. urodzin

Pani Alma Sc h u I z domu Leon, dawniej z Andrzejowa koło Łodzi, obecnie 581 Witten-Annen, Goethestrasse 4, skończyła 70 lat. Gratulacje, drogi kuzynie i ciociu: Gustav i pani Frieda Leon, Oskar, Eva, Monika i Richard Leon

Zum 70. Geburtstag

Frau Alma Sc h u I z geb. Leon, früher Andrzejow bei Lodz, jetzt 581 Witten-Annen, Goethe- straße 4, wird 70 Jahre alt. Herzliche Glückwünsche senden Dir, liebe Cousine und Tante: Gustav und Frau Frieda Leon, Oskar, Eva, Monika und Richard Leon


Der Heimatbote - 8/1970

Urodziny 82 - 28.8. Ldm. Ernst Hofsess, dawniej Andrzejów i Wiśniowa Góra, w 472 Beckum, Geißlerstr. 18;

Geburtstag 82 - am 28.8. Ldm. Ernst Hofsess, früher Andrzejow und Kirschberg, in 472 Beckum, Geißlerstr. 18;

Der Heimatbote - 9/1970

79 lat w dniu 27.9. Pani Emmeline Krieg z domu Kriese z Łodzi-Radegast, Hoheilsteinerstr. 183, w 5672 Leichlingen, Metzholz 1 b (pochodząca z Andrzejowa)

79 Jahre am 27.9. Frau Emmeline Krieg geb. Kriese aus Lodz- Radegast, Hoheilsteinerstr. 183, in 5672 Leichlingen, Metzholz 1 b (gebürtig aus Andrzejow)

Der Heimatbote - 8/1971

83 lata 28.8. Ldm. Ernst Hofseß w 472 Beckum, Geißlerstr.18, wcz. Andrzejów i Wiśniowa Góra;

83 Jahre am 28.8. Ldm. Ernst Hofseß in 472 Beckum,Geißlerstr.18, fr. Andrzejow und Kirschberg;

wtorek, 20 grudnia 2022

Andrzejów - Orkiestra Dęta - Kościół ewangelicki - Wiśniowa Góra - Heimatbote - 5/1969 - cz.2

 


Uroczystość poświęcenia

    Poświęcenie sztandaru na płaskim terenie było bez precedensu, a to coś znaczyło. 10 maja 1936 roku zebrał się więc ogromny tłum. Oprócz miejscowego proboszcza w uroczystości wzięli udział pastorzy Doberstein i Lipski oraz około 500 gości. Wśród nich było 14 orkiestr i pięć sztandarów oraz liczne delegacje i deputaty.

   Kościół był przepełniony; wielu członków wiary musiało stać na zewnątrz. Poświęcenia sztandaru dokonał ks. O s t e r m a n n, a asystowali proboszczowie D o b e r s t e i n  i  L i p s k i. Po nabożeństwie uformowała się kilometrowa procesja. Z wartką muzyką marszową udał się do sali ldm. Janicka w K i r s c h be r g u (Wiśniowa Góra). Policja starała się, aby droga była wolna od innego ruchu. Jasne słońce i głęboki błękit nieba zwiększyły uroczystość tego dnia, po tym jak dzień wcześniej padał deszcz. Hala w Kirschbergu oferowała miejsce dla tysiąca osób, mogli oni zjeść obiad i po przerwie o 16.00 dalej świętować. Kluby i delegacje przekazały piny do sztandaru tak, że górna połowa trzonu sztandaru była nimi całkowicie pokryta. Flaga została umieszczona w szafie, której front składał się z jednej szyby. Gdy członek odchodził do wieczności, sztandar zawsze szedł z nim. Gabinet mieścił się we własnym "lokalu" klubowym, gdzie znajdowała się 300-tomowa biblioteka.

Zawsze lojalni

    Oczywistą sprawą dla Stowarzyszenia Chóru Puzon był udział w publicznych pochodach w polskie święta narodowe, czy to 3 maja, czy 11 listopada. Niemcy zapewnili muzykę i flagę oraz umożliwili procesję. Stowarzyszenie było niepolityczne i nigdy nie dało się wciągnąć w wielkie walki narodowe. Zależało jej jedynie na propagowaniu protestanckiego chorału i muzyki kościelnej, ale także na kultywowaniu niemieckiej pieśni ludowej i towarzyskości. 

    Do 1938 roku stowarzyszenie organizowało coroczne przyjęcie ogrodowe. Festiwale te cieszyły się ogromną popularnością i dobrą frekwencją. Odbywały się one najczęściej w domu kościelnego Adolfa Werka w Andrzejowie. Ponieważ puzoniści nie dmuchali do tańca, zawsze wzywano kilku muzyków, którzy grali dla par. Chór mógł z łatwością zagrać wszystkie nowe przeboje i tańce, ale uznano za niestosowne chwalić i wysławiać Boga w kościele rano, a po południu przy pomocy tych samych instrumentów podgrzewać przyjemności tego świata. Na festiwalach chóralnych, oprócz strzelania do tarczy i loterii na zastawy, popularne było strzelanie do gwiazd. Często trzeba było ustawić dwie gwiazdy, jedną dla partii, drugą dla warstw. Zawsze było to ekscytujące, gdy z gwiazdy zwisały tylko trzy promienie: "Marszałek", "Wicekról" i "Król". Tradycyjnie były to dwie gęsi dla wicekróla i baran dla króla. Często ciemność zapadała zanim gwiazda była pusta. W takim przypadku ostatnie nagrody zostały następnie zlicytowane. Gdy zaczęło się ściemniać, przez plac targowy przeszła parada dzieci z kolorowymi lampionami.

     Ponieważ wolno było podawać napoje alkoholowe, był bufet ze sznapsem i piwem i mówiono: Raz możesz się przyłączyć do cesarza! Ale ludzie pili umiarkowanie; nasi Niemcy wiedzieli, jak daleko mogą się posunąć. Na ogół nie było trupów sznapsów czy piwa. Cały teren festiwalu był oświetlony elektrycznie do godziny 23. Potem zgasły światła i ostatni uczestnicy spieszyli do domu podekscytowani. Od tego czasu minęło ponad 30 lat. My starsi ludzie jeszcze dobrze pamiętamy wydarzenia w domu, młodzi nic o nich nie wiedzą. I już zaczyna się nad nimi rozpościerać zasłona zapomnienia. Jak długo jeszcze - i wszystko zostanie zapomniane? Cóż, mówi się: Co ma się narodzić w miłości, musi zginąć w życiu - ale czy to prawda? Zresztą wiele rzeczy już zginęło w życiu, które nie zostały przekazane ani na piśmie, ani ustnie.

Edmund Kries


Widzimy ołtarz i ambonę z kościoła w Andrzejowie koło Łodzi. Na środku ołtarza: błogosławiący Chrystus.(Zdjęcie z 1936 roku; nadesłane przez Ldm. Edmund Kriese).

Wir sehen Altar und Kanzel der Kirche zu Andrzejow bei Lodz. In der Mitte des Altars: der segnende Christus. (Aufnahme 1936; übersandt von Ldm. Edmund Kriese).


Das Fest der Weihe

    Eine Fahnenweihe auf dem flachen Lande war noch nie dagewesen und wollte etwas heißen. So strömte denn am 10. Mai 1936 eine riesige Menschenmenge zusammen. Außer dem Ortspastor nahmen die Pastoren Doberstein und Lipski an der Feier teil sowie ca. 500 Gäste. Darunter waren 14 Orchester und fünf Fahnen sowie zahlreiche Delegationen und Abordnungen.

    Die Kirche war überbesetzt; viele Glaubengenossen mußten draußen stehen. Die Weihe der Fahne vollzog P. O s t e r m a n n, während die Pastoren D o b e r s t e i n und Li p s k i assistierten. Nach dem Gottesdienst bildete sich ein kilometerlanger Zug. Unter flotter Marschmusik ging es zu dem 2 Kilometer entfernten Saal des ldm. Janick in K i r s c h b e r g (Wisniowa Gora). Die Polizei war bemüht, die Straße von sonstigem Verkehr freizuhalten. Strahlender· Sonnenschein und tiefblauer Himmel erhöhten die Feierlichkeit des Tages, nachdem es am Vortage noch in Strömen geregnet hatte. Der Saal in Kirschberg bot tausend Personen Platz, man konnte sein Mittagessei'l einnehmen und nach einer Pause um 16 Uhr weiter feiern. Da wurde der offizielle Teil fortgesetzt und die neue Fahne reich beschenkt.Vereine und Delegationen stifteten Fahnennägel, so daß die obere Hälfte des Fahnenschaftes von diesen ganz bedeckt war. Die Fahne kam in einen Schrank, dessen Vorderseite aus einer einzigen Glasscheibe bestand. Wenn nun ein Mitglied in die Ewigkeit ging, ging auch die Fahne immer mit. Der Schrank befand sich in dem vereinseigenen lokal" in dem es eine 300 Bände zählende Bücherei gab.

Immer in loyaler Haltung

   Dem Posaunistenchorverein war es eine Selbstverständlichkeit, daß er sich an den öffentlichen Umzügen der polnischen Staatsfeiertage beteiligte, ob das nun am 3. Mai war oder am 11. November. Die Deutschen stellten Musik und Fahne und ermöglichten erst den Umzug. Der Verein war unpolitisch und hat sich nie in die großen völkischen Kämpfe hineinziehen lassen. Er wollte nur den evangelischen Choral und die Kirchenmusik heben, daneben auch das deutsche Volkslied und die Geselligkeit pflegen 

    Bis zum Jahre 1938 hat der Verein alljährlich ein Gartenfest veranstaltet. Diese Feste waren außerordentlich beliebt und gut besucht. Gewöhnlich fanden sie bei Kirchenvorsteher Adolf Werk in Andrzejow statt. Weil die Posaunisten grundsatzlich nicht zum Tanze bliesen, waren immer ein paar Musiker bestellt nach deren Klängen sich die Paare drehten. Der Chorverein hätte ohne weiteres all die neuen Schlager und Tänze spielen können, aber man fand es unpassend, vormittags. in der Kirche Gott zu loben und zu preisen und nachmittags mit denselben Instrumenten die Lüste dieser Welt anzuheizen. Auf den Chorfesten wurde neben Scheibenschießen und Pfandlotterie gern das Sternschießen praktiziert. Häufig mußten zwei Sterne aufgestellt werden, der eine für die Lose, der andere für die Lagen. Spannend wurde es Immer wenn an einem Stern nur drei Strahlen hingen: der "Marschall, der "Vizekönig , der "König". Traditionsgemäß gab es für den Vize. zwei Gänse und für den König einen Schafbock. Oft brach die Dunkelheit herein, ehe der Stern leer war. In einem solchen Falle sind dann die letzten Preise verlost worden. Wenn es zu dunkeln begann, fand ein Kinderumzug über die Festwiese mit bunten Lampions statt.

     Da alkoholische Getränke ausgeschenkt werden durften, gab es ein Büffett mit Schnaps und Bier und es hieß:Einmal kannst du mit dem Kaiser mittun! Doch trank man mäßig; unsere Deutschen wußten, wie weit się gehen konnten. Schnaps- und Bierleichen gab es im allgemeinen nicht. Die ganze Festwiese war bis 23 Uhr elektrisch beleuchtet. Dann wurde das Licht gelöscht und die letzten Teilnehmer eilten beschwingt heimwärts. Seitdem sind über 30 Jahre vergangen. Wir Alten gedenken der Begebenheiten bei uns zu Hause noch gut, die Jugend weiß nichts mehr davon. Und schon beginnt sich der Schleier des Vergessens darüber zu breiten. Wie lange noch – und alles wird vergessen sein? Wohl heißt es: Was in liebe soll erstehen, muß im Leben untergehen - aber ob das stimmt? Jedenfalls ist im Leben schon vieles untergegangen, das weder schriftlich noch mündlich überliefert wurde.

Edmund Kries

środa, 22 września 2021

Pieńki Brójeckie (Leśne Odpadki) - Stróża - Wiśniowa Góra - Sąsiedzkie porachunki - Rozwój - 1905

 

 Nienawiść, porachunki międzysąsiedzkie były, są i niestety będą…

Co się działo w Pieńkach Brójeckich (obecnie leśne Odpadki) i Wiśniowej Górze przeczytajcie Państwo sami...


Leśne Odpadki – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Brójce. Wieś jednorzędowa. We wsi znajduje się pomnik przyrody: lipa drobnolistna o obwodzie pnia 420 cm oraz głaz narzutowy o wysokości 100 cm i obwodzie 487 cm. Wikipedia

Rozwój. 1905-07-11 No 151

                                          Z B R O D N I A

Zbrodnia

    Gospodarz wsi Pieńki Brójeckie, powiatu łódzkiego, Marcin Skonka, mający lat przeszło 50, został zabity w lesie, na terytoryum gminy Gałkówek, powiatu brzezińskiego, w poblżu swojej wsi dnia 27-go czerwca r. b. o godzinie 6 rano, przez swego sąsiada, gospodarza tejże wsi Pieńki Brójeckie J. Kisiela, mającego lat okolo 49. Tak brzmi krótka wzmianka o samym fakcie zbrodni. Ciekawe są jednakże przyczyny, które doprowadziły do zbrodni. Marcin Skonka posiadał we wsi Pieńki Brójeckie osadę gospodarską, składającą się z dziewięciu morgów pola z zabudowaniami i odznaczał się wielce gwałtownem usposobieniem, którego pohamować nie umiał. Z tego powodu Marcin Skonka nie tylko bliższym sąsiadom ale w całej wsi znany byt ze swej zapalczywości, której przy lada sposobności dał liczne dowody i dlatego ze wszystkiemi sąsiadami w ciągłej pozostawał kłótni. Czy to bydle sąsiada wpadło na jego pole czy dzieci sąsiada posprzeczały się z jego dziećmi, nawet zwykle przejście przez jego pole było powodem do kłótni, a że nieboszczyk był temperamentu bardzo krewkiego, więc przy każdej okazyi występował czynnie w obronie niby naruszonych praw swoich. Gdy dzieci sąsiada pobiły się z jego dziećmi, Skonka, nie mogąc znaleźć zemsty na sąsiedzie, bo ten był nieobecny, powybijał okna w domu sąsiada, chłopaków, którzy przszli przez jego pole, gonił z rydlem po polu, obiecując zabić kogo złapie, i byłby z pewnością tego dokonał, szczęsciem, że chłopcy uciekli. Pierwszem słowem u Skonki w złości było - zabiję. Otóż 20 go czerwca r. b. owce sąsiada Skonki, gospodarza Kisiela, wpadły na zasiane pole Skonki, a chociaż nie zrobiły wielkiej szkody, bo zaraz zostały wypędzone przez domowników Kisiela, Jednakże Skonka, dowiedziawszy się o tem, zaklął się, że tego Kisielowi nie daruje, że go zabije. Kisiel nosił codziennie rano mleko letnikom, zamieszkującym w Wiśniowej Górze. Skonka zaczął czatować na niego w lesie, przez który Kisiel dla skrócenia drogi przechodził. Kisiel wiedział o tem, więc się strzegł, a że las gęsty, a w lesie ścieżek wiele więc uplynęło dni kilka a Skonka Kisiela jakoś nie mogł spotkać. Widząc, że samemu trudno wezwał sobie do pomocy syna swego Franciszka Skonkę, mającego lat okolo 20, syna stawiał na jednej ścieżce, a sam stawał na innej. Dnia 27 czerwca, gdy Kisiel z blaszankami mleka na plecach i z kijem w ręku wczesnym rankiem przedzierał się krętą ścieżką pomiędzy gęstwiną, spotkał na ścieżce czatującego nań Skonkę- ojca. Skonka rzucił się ku Kisielowi, a podniósłszy potężną pałkę w górę, wymierzył cios prosto w głowę Kisiela, ale zamachnąwszy się się zanadto zawadził pałką o gałęź i uderzenie w głowę wypadło słabsze od zamierzonego. Kisiel zachwiał się na nogach, ale przytomności nie stracił. Zrzucił blaszanki z mlekiem na ziemię i stając w obronie własnej, uderzył Sonkę kijem w głowę tak silnie, że przeciął mu do krwi nad czołem. Skonkę to doprowadziło do wściekłości, krzyknął do syna, żeby mu przybywał do pomocy i rzucił się ku Kisielowi, zadając mu razy na chybił trafił. Kisiel, widząc, że z nim kiepsko i ze swoim kijem nie wiele poradzi, rzucił się ku Skonce, wydarł mu pałkę i uderzył go nim w głowę. Skonka upadł, a Kisiel słysząc głos nadbiegającego młodego Skonki, porwał blaszanki na plecy i począł uciekać ku Wiśniowej Górze. Młody Skonka gonił go i rzucał w niego kamieniami.

    Kisiel, będąc poraniony i bojąc się ponownego napadu Skonków w powrotnej drodze, ale już nie poszedł przez las, ale uprosiwszy sobie za towarzyszów jednego gospodarza ze wsi Wiśniowa Góra i sołtysa ze wsi Struża w ich towarzystwie inną drogą powrócił do domu.

    Po powrocie Kisiel dowiedział się, że Skonkowie jeszcze z lasu nie powrócili. Jakoż okazało się później, że stary Skonka, ciężko ranny, sam do domu wrócić nie mógł, a pozostawiony bez pomocy w kilka godzin życie zakończył.

    Tak to mściwy Skonka, za błahą rzecz, nastając na życie cudze, namęczywszy się w okropnych boleściach kilka godzin, nieszczęśliwa ofiara swojej zapalczywości, zmarł z zadanej mu rany przez tego, na którego życie nastawał.

    Zjechał na miejsce sąd, ale ponieważ cała wieś zaświadczyła o spokojnym charakterze Kisiela i gwałtownej zapalczywości Skonki, przeprowadził więc śledztwo i pozostawił Kisiela na Wolności.







wtorek, 31 sierpnia 2021

Kirschberg - Wiśniowa Góra - Święto - Folksdojcze - Litzmannstädter Zeitung - 1943

 

Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt. 1943-05-06 Jg. 26 nr 126


                                   Święto narodowe w Kirschbergu (Wiśniowa Góra) 

We wszystkich obozach przesiedleńczych obchodzono święto, o czym szczegółowo informowaliśmy. Nasze zdjęcia pokazują uroczystość w Kirschbergu. Po lewej stronie fragment tańca ze wstążkami, po prawej zespół tańca ludowego młodzieży przesiedleńczej. Obersturmbannführer Gisibll zdążył powitać i podziękować  HJ. BDM i JM, Spielschar Westfalen oraz korpusowi muzycznemu Schutzpolizei za ich udział, który zapewnił bardzo efektowny przebieg festiwalu. 

Nationalfeiertag in Kirschberg 

D e r Nationale Feiertag wurde in allen Umsledlerlagern festlich begangen, worüber wir - ausführlich berichteten. Unsere Bilder zeigen die Feier in Kirschberg. Links ein Ausschnitt ans dem Bändertanz, rechts eine Volkstanzgruppe der Umstedlerjugend. Obersturmbannführer Gisibll konnte der in HJ. , BDM . und JM. zusammengeschlossenen Umsidlerjugend, der Spielschar Westfalen und dem Musikkorps der Schutzpolizei für Ihre Mitwirkung danken, die einen sehr eindrucksvollen Verlauf des Festes sicherte. 




wtorek, 17 sierpnia 2021

Wiśniowa Góra - Kirschberg - Volksdojcze - Litzmannstädter Zeitung-1943

 Wiśniowa Góra – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Andrespol. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do ówczesnego województwa łódzkiego. Miejscowość dzieli się na 30 ulic. Wikipedia

Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt. 1943-09-03 Jg. 26 nr 246

Wiśniowa Góra.

    Tkactwa również trzeba się nauczyć. Dziewczęta przesiedlone do Litzmannstadt z obozów Kirschberg i Litzmannstadt-Schlieffenstraße zostały ponadto wezwane na czterotygodniowy kurs tkactwa prowadzony przez Młodzieżowe Kierownictwo Rzeszy w Wallhausen nad Jeziorem Bodeńskim. Te chorwacko-niemieckie dziewczęta, które czekają jeszcze na osiedlenie, mają nauczyć się tam podstaw tkactwa oraz pozyskiwania i przygotowywania materiałów, aby później mogły ożywić tę starą niemiecką sztukę w swoich wiejskich domach. W związku ze stale rosnącą hodowlą owiec w Kraju Warty, również w mniejszych gospodarstwach, jest absolutnie konieczne, aby uzyskaną wełnę można było przetwarzać również we własnym domu na własny użytek. Jest to jednak możliwe tylko wtedy, gdy nasze rodaczki i dziewczęta opanują tę technikę i z dumną radością - jak za dawnych lat - będą spędzać wieczory w przędzalniach wiejskich. 


Kirschberg.

     Auch das Weben will gelernt sein. Zu einem von der Reichsjugendführunq geleiteten vierwöchigen Weblehrganq in Wallhausen am Bodensee wurden auch Umsiedlermädel des Einsatzstabes Litzmannstadt, und zwar aus den Lagern Kirschberg und Litzmannstadt-Schlieffenstraße einberufen. Diese kroatiendeutschen Mädel, die noch vor ihrer Ansiedlung stehen, sollen dort die Grundbegriffe des Webens und der Materialgewinnung und -Zubereitung erlernen, um später in ihrem bäuerlichen Haushalt diese alte deutsche Kunst wieder neu aufleben zu lassen. Im Verein mit der im Wartheland ständiq ansteigenden Schafzucht, auch auf kleineren Wirtschaften, wird es unbedingt erforderlich, daß die gewonnene Wolle für den eigenen Gebrauch auch im eigenen Haus verarbeitet werden kann. Dies ist jedoch nur möglich, wenn unsere Landfrauen und Mädel die Technik beherrschen und mit stolzer Freude — wie in alten Zeiten — den Feierabend in den Spinnstuben der Dorfgemeinschaft verbringen 


sobota, 14 sierpnia 2021

Gałkówek - Andrespol - Wiśniowa Góra - Litzmann - Cmentarz wojenny - Litzmannstädter Zeitung -1943

 

Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt. 1943-05-05 Jg. 26 nr 125

                              Powiat z nową siedzibą administracyjną.

         W miejscu, gdzie toczyły się walki przełomu Litzmanna /Zabytkowa wartownia.

Powiat Gałkówek ma historyczną nazwę i silną niemiecką tradycję, która wyraża się w niemieckiej populacji liczącej około 11.000 osób, z których duża część ma długą tradycję, tzn. przeżyła czasy walki etnicznej podczas wieloletniego obcego panowania. Oprócz tego jest tu 121 rodzin przesiedleńców z Buchenlandu, Dobrudży i Wołynia, ale także kilku etnicznych przesiedleńców niemieckich. A niektórzy ze starych, zasiedziałych Niemców niemieckiej krwi do dziś przeżywają, jak nazwa Gałkówek stała się historyczna w czasie I wojny światowej, jak generał Litzmann, "Lew Brzezin", podjął decyzję o dokonaniu wielkiego przełomu z tego małego domku strażnika kolejowego na leśnej drodze na wschód od stacji. Stary wiatrak w dzielnicy, który był ogniskiem bitwy w 1914 roku, został już dawno odbudowany i wpisany na listę zabytków. Tak jak w gminie Rzgów znajduje się znany grób u bram Litzmannstadt, tak i Gałkówek ma swój grób z 1914 roku na wyniosłym leśnym wzgórzu. Jest to leśny cmentarz Nieznanego Żołnierza, do którego prowadzą schody, a który w ubiegłym roku otrzymał bramę wejściową z gładkiego drewna brzozowego. Prosty kamień informuje, że poległo tu 300 rosyjskich żołnierzy. Na tym zalesionym wzgórzu znajduje się jednak również dodany później pomnik niemieckich wojowników, których nazwiska wypisane są na małych kamiennych płytach. Ci polegli żołnierze z I wojny światowej zostali pierwotnie pochowani w lesie przy Wiśniowej Górze (Kirschberg). Powiat Gałkówek jest urzędem granicznym przy Generalnym Gubernatorstwie i zajmuje powierzchnię około 100 km2, z czego około 15 km2 stanowią lasy. Wiele starych domów letniskowych podkreśla zalety tego leśnego położenia, które zawsze było wykorzystywane z dużego miasta Litzmannstadt. Od około dwóch lat administracją tego urzędu kierował Amtskommissar Rott, który miał swój budynek biurowy - początkowo składający się tylko z czterech pokoi - w Gałkówku, a więc na skraju terenu. Chociaż później powstały dwa domy dla administracji, konieczne okazało się stworzenie prawdziwego centrum administracyjnego, które znalazło się w Andrespolu, gdzie mieszczą się również różne biura partyjne. W urzędzie miejskim, położonym dość centralnie, urządzono 15 pokoi dla 28 miejscowości w prosty i praktyczny sposób. Pomimo trudności spowodowanych wojną, przeprowadzka została zakończona w październiku 1942 roku. Teraz wszystkie wydziały mieszczą się w jednym budynku, co znacznie ułatwia pracę. W tym biurze szczególną uwagę przykuwa przyjazna sala weselna. Dzięki dobrej współpracy pomiędzy poszczególnymi biurami budowa postępowała bardzo szybko. Przykładem tego jest dziewięć niemieckich szkół i około 15 km ulepszonych dróg i ścieżek wybudowanych w ramach prac społecznych. Coroczne wydobycie torfu jest również wyrazem wspólnych wysiłków urzędu i ludności. Administracja tego silnego niemieckiego bastionu w powiecie Litzmannstadt została w międzyczasie dodatkowo ustabilizowana dzięki temu, że obecny komisarz powiatowy został już dawno zatwierdzony.  



Amtsbezirk mit neuem Vervaltungsßitzt.

Wu die Kämpfe des Litzmann- Durchbruchs sich abspielten./Historisches Wärterhaus.

Der Amtsbezirk Galkowek hat einen geschichtlichen Namen und eine starke deutsche Tradition, die in einer deutschen Bewohnerschaft von rund 11 000 Köpfen ihren Ausdruck findet, von denen ein großer Teil alteingesessen ist, also die Zeit des Volkstumskampfes in den vielen Jahren der Fremdherrschaft mitgemacht hat. Dazu kommen 121 Umsiedlerfamilien aus dem Buchenland, der Dobrudscha und Wolhynien, aber auch eine ganze Reihe Volksdeutscher Umsiedler. Und mancher von den Alteingessenen deutschen Blutes hat es noch miterlebt, wie der Name Galkowek im Ersten Weltkrieg geschichtlich wurde, wie von jenem Bahnwärter-Häuschen an der Waldstrccke östlich der Station der „Löwe von Brzeziny", General Litzmann, den Entschluß zu dem großen Durchbruch faßte. Wieder ist längst die alte Windmühle im Amtsbezirk aufgebaut und unter Denkmalschutz gestellt, die im Kriegsjahr 1914 im Brennpunkt der Schlacht lag. Wie die Gemeinde Rzgow den bekannten Gräberberg vor den Toren Litzmannstadts hat, so hat auch Galkowek von 1914 her auf erhabener Waldhöhe seinen Gräberberg. Es ist der Waldfriedhof des Unbekannten Soldaten, zu dem treppenartig Stufen emporführen und der im Vorjahr aus schlichtem Birkenholz ein Eingangstor erhielt ein einfacher Stein kündet, daß hier 300 russische Soldaten fieleni ringsum sind dann unter den hohen Fichten kleine Erdhügel, Gräber der Namenlosen. Auf dieser bewaldeten Anhöhe ist aber auch eine erst später hinzugekommene Gedenkstätte deutscher Krieger, deren Namen kleine Steinplatten künden. Diese Gefallenen des Ersten Weltkrieges waren aber ursprünglich im Wald von Kirschberg zur letzten Ruhestätte gebettet. Der Amtsbezirk Galkowek ist ein Grenzamt nach dem Generalgouvernement hin, hat etwa 100 Quadratkilometer Fläche, von denen etwa 15 Quadratkilometer Wald sind. Manches alte Sommerhaus unterstreicht den Vorzug dieser Waldlage, der von jeher aus der Großstadt Litzmannstadt heraus ausgenutzt wurde. Die Verwaltung dieses Amtes wird seit rund zwei Jahren von Amtskommissar Rott geführt, der sein Dienstgebäude — ursprünglich nur aus vier Räumen bestehend — in Galkowek , also am Rande des Gebietes, hatte. Wenn auch später zwei Häuser für die Verwaltung eingerichtet werden konnten, so erwies sich als gegeben, einen wirklichen Verwaltungsmittelpunkt zu schaffen, der in Andrespol gefunden wurde, wo sich auch die verschiedenen Parteidienststellen befinden. Es wurde mit 15 Räumen im Gemeindeamt, ziemlich zentral gelegen, für die 28 Ortschaften einfach und zweckmäßig ausgebaut. Trotz kriegsbedingter Erschwernisse konnte der Umzug bereits im Oktober 1942 bewerkstelligt werden. Und jetzt sind die verschiedenen Abteilungen alle im gleichen Haus vereint, was die Arbeit sehr erleichtert. Ein freundlicher Trauraum fällt in diesem Amt besonders ins Auge. In guter Zusammenarbeit der einzelnen Amtsstellen ist der Aufbau rüstig vorangegangen. Er wird beispielsweise durch neun deutsche Schulen und rund 15 km verbesserter Wege und Straßen, die in Gemeinschaftsarbeit errichtet wurden, verkörpert. Auch die alljährlich betriebene Torfgewinnung ist der Ausdruck gemeinsamen Schaffens von Amt und Bevölkerung. Die Verwaltung dieses starken Deutschtums-Bollwerks im Litzmannstädter Landkreis wurde inzwischen noch dadurch stabilisiert, daß der jetzige Amtskommissar längst bestätigt wurde.


niedziela, 25 lipca 2021

Kraszew - Andrespol - TRAGEDJA MIŁOSNA W KRASZEWIE - Judaika - Głos Poranny - 1936

 Działo się w Kraszewie, gmina Andrespol.

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1936-08-19 R. 8 nr 226

.Kraszew – wieś w Polsce, położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Andrespol. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do ówczesnego województwa łódzkiego. Miejscowość ma powierzchnię 2,20 km². W Kraszewie znajduje się Sala Królestwa miejscowego zboru Świadków Jehowy. Wikipedia 





                    TRAGEDJA MIŁOSNA W KRASZEWIE


ARTYSTA – MALARZ ZASTRZELIŁ STUDENTKĘ, POCZEM WYSTRZAŁEM W USTA I SKROŃ POZBAWIŁ SIĘ ŻYCIA.


    Miejscowość letniskowa Kraszew, znajdująca się w pobliżu Wiśniowej Góry, była wczoraj w godzinach porannych widownią wstrząsającego dramatu miłosnego, który pociągnął za sobą dwie ofiary.

    Tragedja ta poruszyła okoliczne letniska i wywołała duże wrażenie w Łodzi, gdyż bohaterami jej były znane na terenie naszego miasta osoby, a mianowicie 20-letnia studentka, córka znanej rodziny łódzkiej – Mania Fiszmanówna (Żeromskiego 29) i nieszczęśliwie w niej zakochany 29-letni atrysta malarz Pinkus Zelman.

W świetle zebranych przez nas szczegółów

                                               TŁO KRWAWEGO DRAMATU

przedstawia się jak następuje:

    Przed pewnym czasem przybył z Warszawy do Łodzi młody malarz Pinkus Zelman. Zelman był mężem znanej tancerki Judyty Berg.

    Ze względu na nierówny tryb życia, jaki prowadził od dłuższego czasu, powstały między nim a żoną niesnaski, w wyniku których małżeństwo odseparowało się. Niebawem dojść miało do rozwodu.

    Przed trzema laty w pensjonacie w Śródborowie Pinkus Zelman poznał Fiszmanówną, która niedawno powróciła z Medjolanu, gdzie studiowała radiotechnikę.

    Młoda dziewczyna wywarła na malarzu duże wrażenie, odznaczała się bowiem niepospolitą urodą.

    Od tego dnia począwszy między studentką i malarzem zawiązała się bardzo zażyła przyjaźń.

    Pewnego dnia ZELMAN OŚWIADCZYŁ SIĘ, młodej studentce, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia. Oświadczyny te Fiszmanówna z miejsca odrzuciła, tymbardziej, że dowiedziała się, iż Zelman jest żonaty oraz, że posiada za sobą burzliwą przeszłość i uchodzi za dziwaka i niepoczytalnego neurastenika.

    Mogła to z resztą wywnioskować nawet na swej znajomości z malarzem, który, celem zdobycia względów studentki, nie zawahał się użyć gróźb.

    W rezultacie Fiszmanówna poczęła unikać Zelmana. Wprowadziło go to w stan silnego zdenerwowania. Zelman, w miarę unikania go przez Fleiszmanównę, począł ją coraz bardziej napastować, oczekiwał ją często przed domem, w którym mieszkała, pilnując każdego jej kroku.

    Nie pomogły żadne perswazje młodej kobiety, która wyraźnie oświadczyła mu, iż uważa znajomość z malarzem za zerwaną.

    Aby raz na zawsze skończyć z niepożądanym intruzem FISZMANÓWNA OPUSZCZA ŁÓDŹ i udaje się do swych rodziców przebywających na letnisku w Kraszewie.

    Zelman nie dał jednak za wygraną. Przed 3 tygodniami wyjeżdża za nią do Kraszewa i zamieszkuje w pensjonacie Likermana na Wiśniowej Górze w pobliżu mieszkania Fiszmanów.

    Zelman nie chcąc, czy też bojąc się zjawić w mieszkaniu rodziców studentki, posłał tam chłopca z kartką, w której poprosił o krótkie spotkanie. Fiszmanówna, jak gdyby przeczuwając nieszczęście, początkowo nie chciał wyjść do lasu, potem jednak zmieniła zamiar i zdecydowała się wyjść do Zelmana. Siostry jej ostrzegały ją i prosiły, by pozostała w domu.

W odpowiedzi na to Fiszmanówna oświadczyła:

            „JEŚLI NIE WYJDĘ – TO SIĘ NIGDY NIE SKOŃCZY”.

W chwilę potem doszło do spotkania w lesie w odległości kilkunastu metrów od domku.

    Zelman, zdradzając silne zdenerwowanie, jeszcze raz zwrócił się do Fiszmanówny z prośbą, aby zgodziła się zostać jego żoną. Studentka kategorycznie odmówiła.

    Wówczas młody malarz wpadł w istny szła. Błyskawicznym ruchem dobył rewolweru. W chwilę później oddał w stronę studentki 4 STRZAŁY z bardzo bliskiej odległości. 3 kule ugodziły dziewczynę w klatke piersiową, szyję i oko, czwarta utkwiła w drzewie.

    Nieszczęśliwa studentka runęła na murawę, brocząc krwią. W sekundę potem zmarła.

    Na widok swej ofiary ZELMAN STRZELIŁ SOBIE DWUKROTNIE W USTA I W SKROŃ i padł na ziemię w odległości 1 metra od zwłok Fiszmanówny.

    Na odgłos strzałów rewolwerowych wybiegły z mieszkania matka i siostry Fiszmanówny. Rozpaczliwe krzyki rodziny zwabiły licznych letników.

    Przechodząca obok miejsca wypadku młoda dziewczyna – jedyny świadek krwawego dramatu pobiegła na posterunek policji i zaalarmowała władze. Do beznadziejnie rannego Zelmana wezwano dr. Frenkla, który przybył na miejsce i udzielił mu pierwszej pomocy.

    Ze względu na silny upływ krwi nie można było samobójcy ruszać z miejsca. Po godzinnych męczarniach Zelman zakończył życie, nie odzyskując przytomności.

    Na miejscu krwawego zajścia rozgrywały się wstrząsające do głębi sceny. Rozpacz rodziny nie miała granic.

    Przybyli niezwłocznie na miejsce przedstawiciele władz wszczęli dochodzenie. Zwłoki ofiar dramatu zabezpieczono.

    Przesłuchany jedyny świadek tragedji – młoda dziewczyna – dokładnie opisała przebieg krótkiej rozmowy między Zelmanem a Fiszmanówną.

    Kiedy Zelman wyciągnął z kieszeni rewolwer DZIEWCZYNA KRZYKNĘŁA. To też po oddaniu 3 strzałów w kierunku studentki Zelman wystrzelił w stronę świadka zajścia. Kula jednak chybiła i utkwiła w drzewie. Niezwłocznie po wypadku policja zawiadomiła siostry Zelmana zamieszkałe w Łodzi przy ul. Południowej 23.

    Te jednak, nie chciały nic słyszeć o bracie, z którym źle żyły z powodu jego dziwactw i do Kraszewa nie chciały przyjechać. Dopiero interwencja policji spowodowała ich wyjazd do Kraszewa, gdzie nastąpiło przesłuchanie.

    Zwłoki Fiszmanówny i Zelmana zostały w godzinach popołudniowych, za zezwoleniem władz prokuratorskich, przywiezione karetką „Ostatnia Posługa” do Łodzi i złożone w domu przedpogrzebowym na cmentarzu żydowskim.

    Należy zaznaczyć, że Zelman, który uchodził w sferach artystycznych za miernego malarza, znany był jako WAGABUNDA I HULAKA.

    Przed 4 laty zakochał się w Warszawie w jednej z aktorek, której również groził zabójstwem. Aktorka ta wyjechała jednak zagranicę. W sferach malarskich wyrażano się o Zelmanie, jako o człowieku nienormalnym o chorobliwych skłonnościach.






piątek, 23 lipca 2021

Wiśniowa Góra - Zabawy, zabawy,zabawy - Plakaty - Straż Pożarna - ok.1920-35

 

Urszula Sipińska spiewała - "To był świat w zupełnie starym stylu" . Tak, to prawda, lata międzywojenne w Wiśniowej Górze były zupełnie inne niż teraz..., tam się żyło, bawiło. Pozostał tylko wspomnień czar, dlatego warto przypominać to,czego już nie zobaczymy...








środa, 21 lipca 2021

Andrespol - Wiśniowa Góra - Ceramika - Krause - Napad - Śmierć - Echo - 1928

     Działo się w gminie Andrespol! Oprócz terści, fascynuje mnie pierwsze zdjęcie pokazujące dom, zarazem sklep mięsny Stefana Winkla.







Echo. 1928-12-03 R. 4 nr 287

             SZCZEGÓŁY KRWAWEJ TRAGEDJI W ANDRESPOLU

                             Gniazdo zawalidrogów pod bokiem Łodzi.

Zamieszczona w sobotnim nu merze wiadomość, otrzymana od przygodnego korespondenta i— o krwawem zajściu pod Andrzejowem spowodowała wysłanie naszego sprawozdawcy na miejsce wypadku. Z opisu niżej zamieszczonego widzimy, -że chodziło tu o krwawy epilog napadu na spokojnego mieszkańca Andrespola, dokonanego przez notorycznych zawalidrogów, niepokojących stale te okolice. Na wieść o ponurej tragedji w Andrespolu pod Łodzią wyruszyłem niezwłocznie na miejsce. Okazało się, że z Andrzejowa do Andrespola trzeba iść trzy kilometry w górę najpierw drogą polną a później szosą. Jak na złość nigdzie nie mogłem dostać furmanki, zatem wóz ani auto nie jechały szosą. Po godzinie wreszcie, klnąc w żywe kamienie swą wycieczkę, zziajany dobrnąłem do jakiejś knajpy, której właściciel w sposób nadspodziewanie uprzejmy poinformował mnie, że do miejsca tragedji będzie jeszcze kilometr. Zauważy pan taki niski domek przy szosie akurat naprzeciwko kaflarni Krauzego. Ano co robić!-  jeszcze kilometr po miłem swojskiem błotku. Z lewej strony jakiś wielki budynek fabryczny, z prawej parterowy domek drewniany. W nim z frontu dwa sklepy: w jednym rezyduje zegarmistrz o dźwięcznem nazwisku Kajdanow, w drugim mieści się skład wędlin i mięsa Stefana Winkla. Nazwisko to i imię widnieje na szyldach po obu stronach drzwi sklepowych.

A więc to tu!

 Trup znajdował się w sąsiedniej zagrodzie u kowala w szopie.. Idziemy przeto do kowala, brniemy w nieprawdopodobnem błocie przez dziedziniec. W kuźni wre praca. Młoty dzwonią, miech sapie. Gdzie trup? O, tam za temi drzwiami. Takie sobie proste drzwi z nieheblowauych desek. Stajemy u progu szopy. Mieści się w niej widocznie warsztat stolarski, bo widać na ścianach wiszące piły i stające na półkach heble. W szopie tłum ludzi. Jakaś babina w chustce pochlipuje. Tłum, milcząc, rozstępuje się. I oto oczom naszym ukazuje się podłoga, wysłana słomą. Na środku leży „coś" przykryte żółtym papierem. Ukazują się zsiniałe już zwłoki szczupłego czarniawego młodzieńca. Odzianv nędznie: wvszarzała połatanai podarta marynarka, wybrudzona wapnem i gipsem, wdzianą bezpośrednio na brudną koszule. 

Jak sie nazywał zabity, ile miał lat. gdzie mieszkał? 

Notuję: Mieczysław Głogówski, 23 lata. mieszkaniec Wiśniowej Góry. 

Kto go zabił? - Ano wiadomo: rzeźnik Winkel. Z brauninga go zastrzelił. A w jakich okolicznościach? Kto to może wiedzieć? Kaflarze widzieli, to powiedzą. 

Wchodzimy do sklepu Stefana Winkla. I tu oełno ludzi. Za kontuarom żona Winkla Marjanna. Przystojna kobieta — typ rzeźniczki o tryskających krwią i zdrowiem policzkach. Okazuje sie. że Stefana Winkla niema. Pojechał do Łodzi na badanie". 

Nagle podchodzi do nas jakiś przystojny jeeomość w burce i długich butach. 

— Panowie pewnie z redakcji ?— zadaje zupełnie trafne pytanie. — Opowiem panom wszystko od początku. gdvż byłem obecny przy zajściu i nawet brałem w niem udział. Usadowiliśmy sie w małym pokoiku za sklepem i rozmówca zaczął swe opowiadanie. 

— Nazywam sie Hafensztajn, Robert Hafensztajn. mam lat 33 mieszkam na Wiśniowej Górze handluje nierogacizną wspólnie z Bolesławem Jarzyną. Stefana Winkla znamy bardzo dobrze, pozostajemy z nim bowiem w stosunkach handlowych . Jest to bardzo zacny i porządny człowiek. Poza sklepem detalicznym, prowadzi hurtowy handel schabami wiepierzowemi, dostawia też mięso dla wojska. Onegdaj po o godzinie 5 wieczorem przyjechaliśmy z Jarzyna do Winkla z transportem bitych świń. Zrzuciliśmy mięso z wozu i poszliśmy na piwo do restauracji Rota przy moście. Naraz wpadają do knajpy brat zabitego Mieczysława Głogowsklego 43 letni Woiciech i kolega jego Henryk Wutzke, obydwaj kaflarze od Krauzego. Podbiegają do Jarzvnv i pytają: ilu was tu jest. bo nas tu jest paru"! Widać było. że zamierzają sprowokować awanturę.


Przeczuwając to właściciel restauracjl przywołał do siebie Jarzynę. Tymczasem przed piwiarnia zebrała sie większa banda kolegów Głogowskiego, wobec czego Jarzyna wyszedł kuchnią i udał sie do Winkla. W międzyczasie awanturnicy znaleźli sobie inna ofiarę. Napadli na przechodzaceeo szosą mieszkańca Żakowic 55-letniego Wilhelma Kiblera i pobili go ciężko. 

Jest tu nawet obecny. Zawołam go.

 Po chwili do izbv wchodzi starszy, szpakowaty mężczyzna, ubogo odziany. Na twarzy jego widnieją ślady okaleczeń. — Pobili mnie łobuzy I wódkę kazali sobie stawiać. Bili, a gdy zemdlałem, to mnie woda oblewali znęcali sie dalej.. 

— A teraz wrócimy do Jarzyny — ciągnął dalel Hafensztajn. — Po przyjściu do Winkla usiadł sobie w kuchni. Naraz wpadło dwóch awanturników kaflarzy i zaczełi go bić. Na odgłos bółki wszedł do kuchni Stefan Winkler.

 — Nie pozwolę mojego gościa krzywdzić u mnie w mieszkaniu. — Wspólnie ze mna i z Jarzyną wypchnął awanturników do sklepu, gdzie bvła Mariana Winklowa. Nagle jeden z awanturników wyjął z kieszeni krótki łom żelazny zadał nim Winklowi straszliwy cios w głowe. Jednocześnie w okna posypał sie grąd kamieni. Zalewając się krwią padł rzeźnik na ziemię. Wówczas żona jego nie tracąc przytomności umysłu, pobiegła do kuchni, przyniosła stamtąd wiadro wody i chlusnęła nią w męża. To przywróciło mu przytomność. Zerwał się i pobiegł do sąsiedniego pokoju, skąd po chwili wrócił i braunlngiem w ręku. Stanął w oknie i zaczął prażyć napastników. Rozpierzchli się, a na miejscu pozostali trzej ciężko ranni prowodyrzy: Wojciech i Mieczysław Głogowski oraz Henryk Wutzke. Siedliśmy z rannym Winklem na wóz i pognaliśmy co koń wy skoczy ku stacji w Andrzejowie na posterunek policji. Wkrótce potem przybyło z Łodzi pogotowie ratunkowe, które zabrało do szpitala ciężko rannych Wojciecha Głogowskiego i Henryka Wutzkego. Mieczysław Głogowski przed przybyciem pogotowia zmarł w szopie, do której go przeniesiono. Również i Winkiel pojechał do Łodzi na opatrunek. Taką żeśmy przeżyli straszną tragedję, kończy nasz rozmówca. 

— Winkiel był w prawie strzelać po działał we własnej obronie. Wkrótce potem opuściliśmy sklep Winkla. Jakiś gospodarz ulitował się nad nami i podwiózł nas wozem do stacji. W drodze wyłoniła się rozmowa: - porządny człowiek ten Winkiel.— oświadczył mój woźnica — a ci bracia Głogowscy i Wutzke to znani awanturnicy i nożowcy, jak wogóle wszyscy kaflarze od Krauzego. Niema soboty, by nie wywołali jakiejś krwawej awantury po wypłacie. Przechodniów biją, na furmanki napadają, rabują, uprząż przerzynają.. 

Tu na Wiśniowej Górze i w Feliksinie straszna granda mieszka. W Feliksinie naprzykład żaden obcy się nie pokaże bo go zaraz pobiją i obrabują jeśli nie położą trupem. Toć niedalej, jak trzy lata temu wyrżnięto w Feliksinie wycieczkę młodvch chłopców z Widzewa. Trzech padło trupem, kilku zostało okrutnie pokaleczonych. Takie tu u nas strony. A policji mało. Prawie wcale. Dobrze, że zamożniejsi gospodarze mają broń. Tak gawędząc dojechaliśmy do stacji. W wagonie zastanawialiśmy się nad tem, że tu pod Łodzią istnieje dziki Meksyk, gdzie wyrzynają całe wycieczki. I pomyśleć, że tysiące ludzi nie bacząc na nie, wyjeżdża corocznie na Wiśniową Górę na letnisko. Tak więc bezpieczeństwo publiczne u nas na wsi przedstawia bardzo dużo do życzenia. A w Sejmie mówi się o dalszem okrojeniu wydatków na policje. K.

sobota, 10 lipca 2021

Wiśniowa Góra - Las za drutem kolczastym - Republika - panorama - Andrespol -1931- cz.2

 

Uzupełnienie zdjęciami do materiału który zamieściłem na blogu 1 lipca b.roku.:

 Działo się w Gminie Andrespol - Wiśniowa Góra - Las za drutem - Republika - 19.7.1931

Zdjęcia pochodzą z Dodatek niedzielny Republika - Panorama z 13 lipca 1930 roku:


Liczne rzesze letników rozkoszują się powierzem leśnym, ale niesty..., tylko na odległość.


            Na brzegu lasy stoi tablica głosząca, że "wstęp do lasu surowo wzbroniony"





Kto zaś nie posiada pieniędzy na opłacenie wejścia "szwarcuje się" do lasy przez druty.



czwartek, 1 lipca 2021

Wiśniowa Góra - Las za drutem kolczastym - Republika - Andrespol -1931 - cz.1

 Działo się w Gminie Andrespol - Wiśniowa Góra - Las za drutem - Republika - 19.7.1931





Las za drutem kolczastym. Skandaliczne stosunki na Wiśniowej Górze

Oryginalna pisownia.

   Niewątpliwie jednem z najzdrowszych letnisk pod Łodzią jest Wiśniowa Góra. Położona wśród iglastych lasów, na piaszczystych terenach, jest ona miejscowością klimatyczną, zalecaną przez lekarzy dla chorych na serce i płuca. To też liczba letników obecnie przekracza 20 tysięcy ludzi. Zdawałoby się, iż gmina Brus, w obrębie której znajduje się Wiśniowa Góra, uczyni wszystko, aby jak najbardziej uprzyjemnić pobyt letnikom i tem samem przyczyni się do jej rozbudowy. Jednakże tak nie jest. Stosunki na Wiśniowej są wprost skandaliczne! Przedewszystkiem dojazd jest okropny. Aby połączyć Wiśniową z traktem tomaszowskim, należy poprawić jakieś 2 kilometry szosy. Ostatnio szosę poczęto na prawiąc, lecz nagle roboty przerwano i jest rzeczą wątpliwą, czy w tym roku zostaną one skończone. Wskutek tego na Wiśniową można się dostać tylko przez piaszczystą dróżkę, tak wąską, że nie mogą się na niej minąć dwa wozy. W dodatku jakiś jegomość za prawo przejazdu pobiera od każdej taksówki opłaty w wysokości 50 groszy. Na Wiśniowej praktykuje kilkunastu lekarzy, gdyż znajduje się tam mnóstwo chorych na płuca, mimo to w całej miejscowości niema ani jednego telefonu. W razie więc nagłego wypadku niema sposobu skomunikowania się z Łodzią. A teraz sprawa najbardziej horrendalna. Atrakcją Wiśniowej stanowią olbrzymie lasy. I oto przed dwoma tygodniami lasy te zostały ogrodzone kolczastym zardzewiałym drutem. Wstęp do lasów mają ci, którzy wykupią bilet sezonowy w cenie 10 złotych lub też każdorazowo uiszczą 30 groszy za wejście. Wszystko byłoby jeszcze do zniesienia, gdyby sprzedaż tych biletów była przynajmniej dostępna dla przeciętnego śmiertelnika. Tak jednak nie jest. Bilety sprzedawane są w rozmaitych okolicach, raz na Wiśniowej, raz w Kraszewie, raz jeszcze gdzie indziej. Ale gdzie i kiedy bilety te są sprzedawane, trudno się dowiedzieć. Ody się przychodzi do leśniczówki w Kraszewie okazuje się, iż tego dnia bilety sprzedawane są na Wiśniowej Górze, Gdy się wraca na Wiśniową, dowiadujemy się, iż rzeczywiście pan leśniczy był na Wiśniowej, ale obecnie już go niema. A gdy wreszcie zostajemy dopuszczeni przed oblicze urzędnika, którego się tytułuje „panem leśniczym" okazuje się, iż ten pan nie posiada najmniejszego poczucia taktu, a również jego pojęcia o elementarnych zasadach grzeczności, zwłaszcza wobec kobiet, są wręcz hotentockie.




Niedawno pan leśniczy wydal klucze od furtek tym letnikom, którzy wykupili bilety sezonowe. Przed kilku dnia mi kłódki od tych furtek zostały odrutowane. I oto, aby dostać się do lasu należy przejść kilkaset metrów. Ponieważ nie każdemu chce się nadrabiać tyle drogi, wobec tego letnicy, zwłaszcza dzieci, przechodzą między drutami i czę sto kaleczą się lub rozdzierają sobie ubranie. Należy zaznaczyć, iż każde zadraśnięcie grozi zakażeniem krwi. Taki jest los obywateli, którzy przybywają na Wiśniową dla odpoczynku i zdrowia! Nierozumne zarządzenie leśnictwa krzywdzi nie tylko letników, ale i robotników którzy w niedzielę i święta przybywają do lasów. Między nimi jest wielu bezrobotnych. Ponieważ normalnie rodzina, składająca się z czterech osób, musiałaby zapłacić za wejście do lasu zł. 1.20, więc też nic dziwnego, że bezrobotni na wydatek tak] pozwolić sobie nie mogą. Stąd niezadowolenie i wymysły. Istotnie, czyż to nie oburzające, że bezrobotnego pozbawia się prawa do powietrza? Mamy nadzieję, iż na uwagi te zwrócą uwagę panowie starostowie powiatu łódzkiego i brzezińskiego — i stosunki panujące na Wiśniowej Górze zlikwidują. A przede wszystkiem pouczą wszechwładnego leśniczego, że nie „nos dla tabakiery, a tabakiera dla nosa..."