Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Kosiorek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Kosiorek. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Maczek - Normandia - Zakończenie wojny - Urząd Bezpieczeństwa - - Wojsko Polskie -cz.8

     Na teren Niemiec wkroczyliśmy przez miasto Harem, na które nie mówiło się inaczej jak Maczków. W pobliżu Maczkowa znajdował się obóz koncentracyjny Oberlangen, a w nim dużo Polek. Ostatnim miejscem mojego postoju w Niemczech był Osnabruck. Koniec wojny zastał mnie gdy wracałem z urlopu z Paryża, w Lille. Wieczorem zobaczyliśmy miasto oświetlone po raz pierwszy od wielu lat, śpiewy, muzyka, tańce i wino.


                                                Tadeusz Kosiorek - 1944 rok.
   

       Trudno się było temu przeciwstawić, trzeba było urlop przedłużyć. Gdy wróciłem do jednostki koledzy opowiadali jak to zakończenie wojny u nas przebiegało. Strzelano ze wszystkich luf, nawet z dział przeciwlotniczych. Na wiwat, za to, że skończył się czas poniewierki i śmierci. Jeszcze nie zastanawiałem się co będę robił dalej. Chciałem poznać Niemcy, był na to czas. Zwiedziłem Bremen, Hamburg, Hanover, Góry Harzu, obozy koncentracyjne w bergen-Belsen oraz Falingbostel. Zwiedziłem również Rotterdam, Amsterdam i Zagłębie Ruhry. Kiedy przechodziłem koło obozu Falingbostel byłem świadkiem wesela. Śpiewy, muzyka, bardzo uroczyście jak na owe czasy. Ten moment będę zawsze pamiętał, gdyż owe wesele, było weselem mojej rodzonej siostry. Wtedy oczywiście o tym nie wiedziałem.

                                Drużyna piłkarska (Tadeusz Kosiorek) - Niemcy - 1945 rok.

      W czasie późniejszym  odnalazłem siostrę i dopiero wtedy o tym się dowiedziałem. Kilku kolegów, w sposób nielegalny udało się na rekonesans do Polski. Oczywiście powrócili. Różne były ich zdania. Z Niemiec wyjechałem w 1946 roku, przez Wilhemshaven do Anglii. Różne miałem oferty, nawet takie aby jechać na okupację Japonii i obywatelstwo USA. Krążyły pogłoski, że całe polskie lotnictwo chce przejąc Brazylia.
      Koledzy emigrowali do różnych części świata: do Australii, Tasmanii, Francji, Holandii, a nawet do Niemiec by się tam ożenić i osiedlić. ja mimo, że to wszystko było bardzo zachęcające, postanowiłem wracać do Polski. nastąpiło to w 1947 roku.
      Zaraz po powrocie, mając fach w ręku i duże doświadczenie zawodowe podjąłem pracę i w jednej firmie przepracowałem 33 lata, od powrotu do emerytury. Nie żałuję tego, mimo, że spotykało mnie dużo przykrości związanych z moim powrotem. Wytykano mi często, że jestem "andersowiec", a ja powiem szczerze byłem dumny z tego. Co taki jeden z drugim wie o wojnie i o tym, co tam się w Rosji działo, jak z nami Polakami postępowano.

                      Tadeusz Kosiorek przy rozbitym samolocie niemieckim - Niemcy - 1945 rok.

      Byłem, widziałem i szczęśliwie przeżyłem. Byłem u Andersa, a u kogo miałem być? Miałem inny wybór?
      Generał Anders z tych tysięcy uciemiężonych ocalałych z łagrów Polaków zrobił żołnierzy, którzy później walczyli o Monte Casino, Ankonę i Bolonię okrywając się należną chwałą. Generał Anders wywiódł nas z azjatyckiej części ZSRR, chroniąc nas przed głodem, mrozem, tyfusem, malarią, a nade wszystko przed upadkiem moralnym. A to MU cześć i chwała oraz dozgonna pamięć żołnierza.
      takie było moje życie w Polsce i takie są teraz moje refleksje. Był okres kiedy pieczołowicie interesowało się mną UB. Często wracam do rozmyślań i kalkulacji, czy tam na Zachodzie byłoby mi lepiej żyć. Pewno, ze byłoby lepiej pod względem materialnym, pewno, że nikt by nie wytykał mi moją walkę czy inne myślenie, ale co obczyzna to obczyzna, nie byłbym między swoimi.
     Jestem w Polsce, bo tu dla Polaka jedyne miejsce na świecie mimo, że serce boli i to dosłownie. Jestem po trzech zawałach, ale do wspomnień wojennych zawsze wracam. Tego zapomnieć się nie da.

Gałków 1.4.1994                                                           Podpis

                                                               KONIEC

Jeszcze raz, serdeczne podziękowania dla Dominika za udostępnienie tego materiału. Spisane na maszynie wspomnienia Tadeusza Kosiorka są własnością MUZEUM W GAŁKÓWKU.

sobota, 8 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Maczek - Normandia - - Wojsko Polskie -cz.7

     Zaczęto nas uczyć słówek niemieckich, zapoznano nas z umundurowaniem wroga. Wreszcie nadszedł ten dla nas pamiętny dzień. załadowano nas na barki i z portu Southampton przez Kanał la Manche wylądowaliśmy koło Caen w Normandii. Nie było to łatwe i bezpieczne i choć już nigdy z nas widział gołym okiem brzeg francuski, nikt nie by ł pewien czy dopłynie cały.
     Co chwilę fontanny wody tryskały od min głębinowych, a samo wybrzeże najeżone były palami aby utrudnić lądowanie gladerów. Pierwsze lotnisko jakie  zdobyliśmy było w Caen. Tu w Normandii spotkaliśmy pierwszych Polaków. Były to dzieci-wyśta Poloki, no to dejta sygaret dla papa, a jak już dostali domagali się - czekolat dla mama. Daliśmy im również kilka puszek konserw, a oni nas częstowali calvadosem.
      Przed inwazją zwracano nam uwagę abyśmy bardzo ostrożnie zgadzali się na wszelkiego rodzaju poczęstunki. W tym celu otrzymaliśmy specjalne pigułki do odkażania wody. Calvados był jednak nie zatruty i bardzo nam smakował. Po krótkim pobycie w Normandii skierowano nas do północnej francji w okolice Lille. Po drodze widzieliśmy wyrzutnie V1, oczywiście już unieruchomione. Okolice Lille zamieszkałe były przez Polaków zatrudnionych tam w kopalniach węgla. W tym czasie odbywał się tam pobór ochotników do Wojska Polskiego. W mojej jednostce mieliśmy więc: Anglików, Polaków z Belgii i Francji oraz Polonusów z Brazylii i Argentyny. Do tego jeszcze doszli folksdojcze wzięci do niewoli przez Anglików w Afryce, którzy zostali zrehabilitowani. Ci ostatni to Ślązacy.


                                    Tadeusz Kosiorek z kolegą - Anglia - 1943 rok.
     Będąc w północnej części Francji odczuliśmy najwięcej polskości. Rozgrywaliśmy mecze piłki nożnej, zapraszano nas w gościnę, były restauracje polskie, gdzie wszystko można było kupić i sprzedać. Przeniesiono nas do Belgii. Pierwszym lotniskiem było Kutrik k. Menin. Następnym miejscem, które było mi przeznaczone to lotnisko koło Brukseli Grinbergen. Zostałem zakwaterowany w miejscowości Humbek u rodziny Von Gustaw Eden, który był właścicielem młyna elektrycznego. Tu bardzo często nawiedzały nas "buz bomby" tak nazywaliśmy pociski V1. Jedna z nich łagodnie lądując zaczepiła płatem o barak w którym kwaterowali Anglicy, ale na szczęście nie eksplodowała. Znów zmiana, tym razem lotnisko Gent, gdzie na własnej skórze odczuliśmy niemiecką operację w Ardenach. Opuszczamy Belgię i zatrzymujemy się w Holandii koło Bredy lotnisko Gilze. Zarówno lotnisko jak i miasto wyzwolone zostało przez Polaków pod dowództwem generał Maczka. Przez Arnhem koło Najmengen wszędzie spotykaliśmy polskie akcenty, by ła to droga walki dywizji generała Maczka.

                                                           - ciąg dalszy nastąpi -
     

    

czwartek, 6 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Sikorski - Wosjo Polskie -cz.6

     Stał tam polski dywizjon 303 i 517 do którego dostałem przydział, ale później na skutek reorganizacji przeniesiony zostałem do dywizjonu 318 w Detling k.Meidstone Hrabstwo Kent. Krązyły tu pogłoski, że Meidstone nie jest bombardowane przez Niemców, gdyż więziony jest tu zastępca Hitlera, Rudolf Hess. W dywizjonie 318 służbę pełniłem jako lotogrametrowiec i już myślałem, ze tak będzie do końca wojny, gdy odezwały się dolegliwości z okresu pobytu w raju sowieckim.
     Wróciła malaria i tylko z tego powodu zamiast ze sławnym polskim lotnikiem Stanisławem Skalskim lecieć do Włoch, znalazłem się w szpitalu w Chatam, a następnie w wojskowym szpitalu Dartfort. W szpitalu tym leżało kilku Polaków. Było nam tu bardzo dobrze, szczególnie, że Polacy byli pod specjalną opieką Towarzystwa Polsko-Angielskiego Opieki nad rannymi i chorymi. Odwiedzała nas żona generała Sosnkowska i inne panie.


                                         Tadeusz Kosiorek - Anglia 1944r.
     
      Śmierć generała Sikorskiego pogrążyła nas w smutku i żałobie. Nie dane mi było uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych z powodu służby, ale w krótkim czasie odwiedziłem miejsce wiecznego spoczynku generała, które znajdowało się na cmentarzu Polskich Lotników w Nowwark.


                            Cmentarz żołnierzy polskich w Anglii - 1945r.
     

       Po kłopotach chorobowych zostałem skierowany do 411 R.S.U. Była to jednostka pomocnicza przy 131 Wingu czyli skrzydle. W okresie przygotowań do inwazji stacjonowaliśmy w południowej Anglii, w Chichester, Heston Fulham blisko Londynu. Naloty niemiecki bombowców odbywały się przeważnie nocą. nad Londynem rozwieszone były balony zaporowe, a pod Londynem "undergraund", kolej podziemna służyła jako schron przeciwlotniczy.


                                       Tadeusz Kosiorek z kolegą - Anglia - 1944r.

      Mieszkańcy Londynu przychodzili tu spać, bo V1, czyli tajemnicza broń niemiecka trochę paniki tu zrobiła. Pamiętam jak nad lotniskiem w Fulham rakieta V1 mając uszkodzonego automatycznego pilota, krążyła w koło raz wyżej, raz niżej. Czekaliśmy w napięciu gdzie i kiedy spadnie. Zaczęto przygotowywać nas do inwazji. Przepustki wstrzymano, choć nas Polaków żandarmeria R.A.F. traktowała łagodnie. Wykorzystało to dwóch Anglików i w pożyczonych od Polaków mundurach z "POLAND" na rękawie, z naszymi orzełkami, pojechali do Londynu. Żandarmi byli jednak bardzo czujni i owych przebierańców zdemaskowali mimo, że si.ę zapierali, iż angielskiego nie znają. Oczywiście był raport karny, który odbierał major Dąbrowski, ale skończyło się na "ku chwale ojczyzny".

środa, 5 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Kresy - Sowieci - Starobielsk - Łagry - Tockoje - Generał Sikorski - Wosjo Polskie -cz.5

     W Starobielsku stanąłem przed komisją wojskową, - wszyscy byli zdolni do służby. Wreszcie wymarsz do transportu kolejowego, większość boso, oberwani i wynędzniali. na przeciw nas defilowali bojcy, nasi dotychczasowi gnębiciele. Żegnaliśmy ich wyuczonymi przeklęstwami rosyjskimi, na nic innego nie zasłużyli. Dostałem przydział 6 DP (Dywizja Piechoty) 6 kompania w Tockoje w Kazachstanie. Zima, a szczególnie zima w Tackoje to coś co nie da się opisać. Słupek rtęci wskazywał 40 stopni poniżej zera. Koszary nasze to namioty. Woda w manierce pod głową zamarzła. Wyżywienie marne, 2 razy dziennie zupka plus 400 gram chleba, w którym było wszystko tylko najmniej mąki. Czego tam człowiek nie znalazł, był łubin, proso, jęczmień i owies.
     Wypuszczaliśmy się pod sterty kołchozowe by ukraść trochę kłosów zbożowych. By zmniejszyć skutki głodu wysyłano nas z dywizji do pracy w kołchozach. Przeważnie młóciliśmy zboże, a jeśli był mniejszy śnieg to nawet koszono. W kołchozach pozostali tylko starcy, dzieci i kobiety. Jedliśmy wspólnie z jednego kotła i trochę odżywialiśmy się. Władać bronią uczyliśmy się na drewnianych karabinach, lufy też były drewniane. Rosjanie, teraz już nasi sojusznicy widać nie dowierzali i broni nie dawali. Stopniowo też zaczęto nas mundurować. jak jedna kompania dostała czapki, to druga z kolei spodnie itd. Do Tockoje zaczęli napływać Polacy którym udało się zbiec, gdyż nikt ich o utworzeniu wojska polskiego nie zawiadamiał. W grudniu 1941r. odwiedził nasze wojsko naczelny Wódz Generał Władysław Sikorski i zaraz po jego wyjeździe nastąpił wyjazd do Uzbekistanu. Wyjazd bez żadnego zaaklimatyzowania przyczynił się do wielu chorób i epidemii tyfusu, żółtaczki, szkorbutu i kurzej ślepoty.
      Wyjechaliśmy przy 40 stopni poniżej zera, a tu przywitała nas gorączka tak na 30 stopni w cieniu. Nic dziwnego, że w takich warunkach nawet wodę trzeba było tu porcjować. Zaczęły krążyć pogłoski najróżniejsze. Mówiono, że mamy wyjechać do Persji, a Sowieci nie chcą nas puścić. To znów przyszła taka wiadomość, aby robić zapasy żywności na podróż przez góry Afganistanu. Mówiono również, że 5 dywizja jest już uzbrojona i toczy potyczki z Sowietami. Co było prawdą, a co tylko plotką nie pamiętam gdyż owładnęły mnie wyżej wymienione choroby, wyłączając tyfus. pamiętam tyle, że mnie z barki znoszono na noszach do szpitala w Pahlawi.
      Widziałem dym i czułem swąd palących się ciuchów, które na sobie przywieźliśmy z raju. szczęście, że koledzy nie pozostawili mnie z ZSRR. Opowiadali mi później jaką podróż mieliśmy przez Morze Kaspijskie. Ciasnota okropna: cywile, kobiety, dzieci i wojsko. załatwianie się przez burtę lub na pokład. Co drugi miał biegunkę. Kilka osób wpadło do morza, kilka osób zostało w tłoku zadeptane, nikt się tym nie przejmował, trwała straszna walka o życie, o to aby jak najdalej być od tego "raju" na ziemi. Ze szpitala w Pahlawi przewieziono mnie do Teheranu i tam kurowałem się przez 2 miesiące. nastąpił wyjazd do Iraku.
      Dostałem przydział 17 pułku Ułanów Krechowieckich i stąd oddelegowano mnie do lotnictwa. Skoszarowani wybrańcy do Anglii zostaliśmy w Kanakin  nad rzeką Tygrys w Persji. Tu pożegnał nas generał Anders, a ja dostąpiłem zaszczytu bierzmowania przez samego biskupa Gawlinę, naczelnego kapelana Wojska Polskiego. Wyjechaliśmy do portu Bastra, gdzie załadowano nas na hinduski statek handlowy i przez Zatokę Perską dopłynęliśmy do Bombaju. Statek skrzypiał niesamowicie, a szczurów było na nim moc. W odległości kilkudziesięciu kilometrów od Bombaju spędziliśmy na odpoczynku kilka dni. Zwiedziliśmy Bombaj, a obowiązkiem każdego z nas było: przejechać się rykszą, zobaczyć zaklinaczy wężów i pogłaskać świętą krowę. Z Indii wypłynęliśmy amerykańskim statkiem "Maripoza" w konwoju kilkudziesięciu jednostek morskich wiozących ropę z Iranu. Tak się złożyło, ze nie wszyscy jednak z Indii wyjechali. Pozostali ci, którzy na swoje nieszczęście złapali kawalerską chorobę.

                                   Tadeusz Kosiorek - lotnisko w Anglii - 1943 rok.

      Konwój był patrolowany przez okręty wojenne i ubezpieczany balonami zaporowymi. Gdyśmy przepływali przez równik odbyła się ceremonia zgodna z tradycją marynarską. Madagaskar minęliśmy z prawej strony, a Przylądek Dobrej Nadziei i w końcu Kapsztad, - postój dwa dni. Widziałem miasto, piękne wille kolonistów i nędzę tubylców. Zwiedzałem plantację ananasów. Kapsztad opuściliśmy tym samym statkiem, lecz samotnie już bez konwoju. Patrolowały nas tylko myśliwce. częste zmiany kursu i kilka alarmów bojowych. Co zwykły żołnierz mógł się dowiedzieć więcej? Biskaje minęliśmy daleko na zachód i od północy dotarliśmy do Riverpool. Byłem już na wyspie brytyjskiej. Podróż statkiem trwała 24 dni. Z Riverpoolu koleją do Blackpool, gdzie nas przemundurowano, uczono angielskiego i przysposabiano do służby w lotnictwie. Zakwaterowani i żywieni byliśmy u osób prywatnych . Pierwszym lotniskiem w Anglii na którym stacjonowałem był Norholt k.Londynu.

                                      Tadeusz Kosiorek - lotnisko w Anglii - 1943 rok.

niedziela, 2 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Kresy - Sowieci - Starobielsk - Łagry - cz.4

        W Świętosławiu zastał mnie wybuch wojny niemiecko-rosyjskiej. samoloty niemieckie ostrzelały obóz, ale na szczęście bez ofiar, ani rannych nie było. Już 23 czerwca nastąpiła pośpieszna ewakuacja. Pędzili nas poganiając psami. Tak było do stacji kolejowej Dolina. Załadowano nas do wagonów towarowych 16-to tonowych. W takim wagonie było nas 74 osoby. Wagon bez prycz, a wyżywienie 1kg. cukru lub wiadro cienkiej zupki, lub 2 kg. chleba dla wszystkich ludzi w wagonie. Transport nasz stale był bombardowany i ostrzeliwany przez niemieckie samoloty. Wielu ludzi zginęło, w tym sporo z rąk ruskich, ale wielu po prostu z głodu. Trudno tu operować liczbami ponieważ byliśmy tak dobrze pilnowani, że nie wiadomo było co się dzieje w sąsiednim wagonie. Słychać było tylko nawoływania ludzi z wagonów:
- dajcie nam jeść, dajcie wody.
Ludność cywilna chciała nawet nam podać coś do jedzenia, ale ochrona nie tylko nie pozwalała, lecz wprost oznajmiała ludziom, by nic nie podawać bo wieziemy germańców. Ta straszna podróż trwała 24 dni i zakończyła się w Starobielsku. Długo woziłem pamiątkę z tej koszmarnej podróży, przestrzelony dekiel od menażki. Przestrzelił mi go bojec z karabinu, gdy usiłowałem złapać trochę deszczowej wody. Trudno będzie komuś uwierzyć, ale były takie wypadki, że jak jeden mocz oddawał, drugi podstawiał rękę, aby choć tym moczem wargi spieczone zwilżyć.
       Gdy ktoś zmarł, wołano wartownika, który najpierw nabluźnił na zmarłego, a później za nogi i wyrzucał z wagonu. W starobielsku znajdowały się dwa obozy. Jeden to cerkiew, drugi pod namiotami. Nikt z nas nie zdawał sobie sprawy jaki los spotkał poprzednich mieszkańców tych obozów, które teraz my zajmowaliśmy. Mieszkali tu przecież polscy oficerowie później zamordowani. Gdy nas rozładowywano w Starobielsku, wielu nie mogło wyjść z wagonu o własnych siłach. Ja mając 17 lat ważyłem 67 kilogramów, tu mając już 20 lat ważyłem 38 kg. Na terenie cerkwi znajdował się barak bardzo troskliwie strzeżony. Mieszkańcami tego baraku byli jeńcy, przeważnie Ślązacy, których nie zdążono wymienić z Niemcami. Każdy z tych Ślązaków starał się udowodnić swoją niemczyznę w różny sposób, nawet za pomocą tatuaży o tematyce niemieckiej.
       Baraki w Starobielsku były strasznie zapluskwione. Nie można było w nich spać. Dobrze, że to pora letnia, więc spaliśmy pod gołym niebem. Na ścianach i pryczach można było dostrzec wykute nazwiska i stopnie naszych poprzedników, późniejsze ofiary.
       Tu w Starobielsku dowiedzieliśmy się o umowie Stalin-Sikorski. Agitowano, aby nie wstępować do polskiego wojska, a zaciągnąć się do armii czerwonej. Obiecywano nowe ubrania i więcej chleba. Znalazło się kilku z terenów wschodnich i ci pozostali. Otrzymaliśmy po 500 rubli odszkodowania za krzywdy moralne i fizyczne. Za pieniądze te kupiłem 2 kg. pomidorów, mimo iż nigdy ich nie jadłem. Nauczył mnie głód.

                                                        - ciąg dalszy nastąpi -

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Kresy - Sowieci - Łagry - cz.3

     Stan osobowy brygad zmieniał się  bardzo często, chyba tylko w tym celu aby się ludzie z sobą nie zżyli. Politruk posiadał też swoich kapusi przeważnie Ukraińców i Białorusinów, a niektórych z nich za dobre donosicielstwo nawet rekonwojowali. Wprowadzono płacę za pracę, ale w praktyce okazało się, ze my im jeszcze musimy dopłacać. Jeżeli któryś miał to szczęście, że otrzymał kilka rubli, musiał otrzymać od politruka "rozpisku" na kupno 10 dkg. kiełbasy, cukierków lub wody kolońskiej. Ale to jeszcze nie wszystko, - taki zakup mógł być dokonany tylko z okazji jakiegoś święta np. 1 Maja lub rocznicy rewolucji październikowej. Wykonanie normy było w naszym życiu najważniejsze, bo nawet kto normy nie wykonał, nie mógł otrzymać listu, który do niego doszedł.
     Nie pamiętam w którym to było obozie, ale gdzieś nad rzeką Horyń, gdzie pracowaliśmy przy nasypie na most. Mieszkaliśmy w spichrzu, czteropiętrowe prycze, pościel to tylko co na sobie, - przy tym pchły i wszy. Spodziewając się wizyty naczelnika i politruka chcieliśmy aby oni też pożyli naszym życiem. Napełnialiśmy dwa pudełeczka od zapałek wszami i rozsialiśmy je po niemile widzianych gościach. Kiedy wszy stały się aktywne usłyszeliśmy jak naczelnik joby na nas rzucał i z zemsty wszystkich nas do łaźni wysłał. My do łaźni, a ubrania do weszo-bójki, gdzie je/wszy - tylko rozdrażniło i zaczęły nas dopiero jebać, więcej niż naczelnik z politrukiem. Zostałem wtedy racjonalizatorem. Koszulę podłożyłem pod walec co ugniatał kamienie na szosie, ale nie przyniosło to pożądanego skutku. Zacząłem gacie i koszulę brudzić ropą i smarami, to dopiero poskutkowało. Ale mój wynalazek nie chciano opatentować, gdyż w ZSRR wszystko było wtedy "kazionne".
      Zima z 39 na 40 była sroga. Obuwie owijało się szmatami, tułów workami od cementu, broń Boże gazetami, które służyły do skrętów z karaszków słonecznika czy innych liści. Naczelnikiem obozu był oficer nazwiskiem Syczyński. Mścił się nad jeńcami, gdyż odpłacał dług za 1920r. kiedy był w Polskiej niewoli. Często odbywały się rewizje, które pozbawiały nas dokumentów, fotografii, medalików, krzyżyków i innych rzeczy osobistych. Spotkałem się kilka razy z serdecznością ze strony władz obozowych, np. gdy naczelnik mnie zamknął, politruk wypuścił mnie mówiąc, ze nie mógłby spać wtedy kiedy ja musiałbym siedzieć. Czasem i konwojenci z przymrużeniem oka patrzyli jak podawano kromkę chleba. Czasem ludzie z nadzoru dopisywali trochę niewykonanej pracy, gdyż od tego zależał rodzaj kotła z którego nas karmiono. Zdarzało się, że pilnujący nas bojcy też podali kromkę chleba mimo, iż sami mieli mało. Ale to były tylko wyjątki, które jednak upewniały nas, że są jeszcze ludzie na świecie.
      Praca była ciężka a wymagania duże, trudne do wykonaia. Trzeba było czasem trochę rozumem ruszyć aby sobie pracę ułatwić. W Zborowie zatrudniony byłem jako brukarz. Nigdy bym normy nie wykonał gdybym kamienie kładł a nie na płask. Pracowałem też przy tłuczeniu kamienia z normą 1,5m3. Normy nie wykonałem i za karę wywieziono mnie do kamieniołom ów w Świętosławiu k.Stryja.
     Tam powstała taka piosenka:
Normy, normy i tylko normy
Kilof, łopata i młot
Wyrabiaj procent aby nie wyjść z normy
Choć cię zalewa zimny pot
     Normy stale powiększają
     A na obiad jeść nam dają
     Jęczmień, owies, pół chleba na dwóch
     Łeb od śledzia zamiast sała
     Dostaje brygada cała
     A na deser porcję takich słów
Normy, normy i tylko normy
Kilof, łopata i młot
Wyrabiaj procent aby nie wyjść z normy
Choć cię zalewa zimny pot
     Wypędzą cię na robote
     Jeśli będziesz miał ochotę
     Wyrobisz normę albo dwie
     Lecz oszczędzaj swoje siły
     Które ci się już zużyły
     I zostawiaj na późniejsze dni.
Normy, normy itd.....
   
No, oprócz kilofa, łopaty i młota była jeszcze taczka.
                                                          Ciąg dalszy nastąpi.
    

środa, 29 maja 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Łagry - Kresy - Sowieci - cz.2

     .... Podstawiono pociągi, które były oznaczone, który dokąd odjedzie. Wsiadłem oczywiście w ten, który miał jechać w stronę Łodzi, no bo poinformowano nas, że jedziemy "damoj". Żołnierze radzieccy ubijali nas jak przysłowiowe śledzie w beczce i gdy już nie można było nikogo więcej dołączyć, drzwi zabijano, okna zabijano, a wagony kolbami gwintówek opukano. Szybko doszło do nas, że jedziemy, ale bynajmniej nie do domu. Droga ucieczki byłaby wtedy drogą śmierci, bo na buforach i dachach bojcy z psami. Znaleźliśmy się w Szepietówce. I znów ta sama historia jak w Kowlu. Ludzie z całej Polski, a przecież Szepietówka to miasteczko leżące już w granicach ZSRR. Widziałem tu: policjantów, księży, kolejarzy, strażaków, poczciarzy, leśników a nawet harcerzy, słowem wszyscy, którzy byli w mundurach zostali wzięci do niewoli.
        Straszny widok, gdy oficerowie polscy zmuszeni są do zbierania rękoma kału ludzkiego. Nie takiego traktowania spodziewaliśmy się od braci Słowian.
        Za deklem zupy stałem w kolejce ponad 20 godzin. Tu właśnie pierwszy raz w życiu jadłem psa, którego ukradliśmy bojcom, głód doprowadził właśnie do tego. Sowieci zaczęli ewidencjonować wszystkich zatrzymanych, a najwięcej interesowali się stanem majątkowym, o co po kilka razy pytali. W dniu 5 października w grupie kilku tysięcy ludzi, pieszo popędzono nas do Równego, gdzie były dwa obozy dla takich właśnie jak ja.
        Dostałem się do młyna, gdzie pluskiew było tyle, że nigdy tego nie zapomnę. Zatrudnieni zostaliśmy przy budowie drogi Lwów - Kijów i wciąż przenoszeni z obozu do obozu. Przeszedłem w tym czasie następujące obozy:
        - Równe, Hoszcza, Babin, Korzec, Ostróg, Żytyń, Zborów, Świętosław k.Stryja.
Nasi prześladowcy obiecywali, ze na 15 grudnia zostaniemy zwolnieni do domów, w obozach rozwieszone były plakaty z których wynikało, ze kto wykona 100% wyjedzie pociągiem, kto mniej, - furmanką, a ci najgorsi, - pieszo. Widziałem plakat na którym orzeł biały przebity jest przez radzieckiego bojca bagnetem. Widziałem wiele innych poniżających nas Polaków ekscesów. W dniu 13 grudnia 39r. byłem wtedy w obozie Babin i zatrudniony byłem przy wydobywaniu żwiru, - dowiedzieliśmy się o wybuchu wojny radziecko-fińskiej. Natychmiast obóz został wzmocniony dodatkową ochroną. Wybudowano "bocianie gniazda", założono podwójne ogrodzenia, sprowadzono psy. Zabroniono nam wszystkiego, nawet nie wolno było śpiewać, ale nie słuchaliśmy, i idąc do pracy czasem po 12 kilometrów, śpiewaliśmy "Marsz, marsz Polonia" - "Tam gdzie spienione sine fale" i inne patriotyczne pieśni piosenki.
      Życie było podłe i uzależnione od wykonywanej normy. Wprowadzono kotły: kocioł karny dla tego co wyrobił mniej niż 60% - 400 gramów chleba, woda i na noc do karceru. Było również "prembludo" do tego który wyrobił ponad 120%. Uroczyście politruk wręczał pieroga z kaszy z dedykacją "eto Stachanow Sowieckiego Sajuza, on rabotajet on, dołżyn kuszać, a wy job wasza mać smatryjcie"
      Cały stan obozu podzielony był na brygady po 25 jeńców, których pilnowało 3 bojców i pies. Nasza władza to naczelnik, politruk i ochrona. Politruk uświadamiał nas, czytał komunikaty z frontu. - których każdy jeniec wyuczył się na pamięć. Gdy poruszaliśmy temat generała Sikorskiego odpowiadał:
- Nie myślcie, że przyjedzie na białym koniu i was oswobodzi.

                                                     - ciąg dalszy nastąpi -

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - Wojna - cz.1

       Otrzymałem grzecznościowo od Dominika Trojaka do wykorzystania na moim blogu bardzo ciekawy materiał dotyczący mieszkańców Gałkówka. Jest to pękaty segregator (własność Muzeum im.L.Marciniak w Gałkówku) pod nazwą:
                          "WOJENNE LOSY MIESZKAŃCÓW GAŁKOWA"
       Bardzo dużo materiału w postaci zestawów, tabel dotyczących tragicznych lat niemieckiej okupacji w latach 1939-45. Z imienia i nazwiska są wymienieni mieszkańcy którzy byli więźniami obozów koncentracyjnych, przymusowi robotnicy wywiezieni na roboty w Niemczech, rozstrzelani przez niemieckiego okupanta zarówno w samych Gałkówku jak i na innych terenach. Jest także lista ofiar podczas wybuchu składnicy amunicji w dniu 30 lipca 1944 roku.
       Materiału jest tak wiele, że nie bardzo wiedziałem co, jako pierwsze mam zaprezentować... Zdecydowałem, ze zaprezentuję czytelnikom postać Tadeusza Kosiorka, bardzo barwnej postaci, lotnika bojowych dywizjonów 317 i 318. Zapraszam do jego wspomnień, okraszonych wspaniałymi fotografiami z tego okresu:

           RELACJA Z PRZEŻYĆ WOJENNYCH 1939/1945 KOSIORKA TADEUSZA.

        Urodziłem się w dniu 9 stycznia 1921r. w Gałkowie Dużym pow.Brzeziny, w rodzinie chłopskiej. Od dziecka, zarówno w domu jak i w szkole wychowano mnie w duchu głębokiej miłości do wszystkiego co polskie, do polskiej ojczyzny. Jestem z pokolenia tych, co urodzeni zaraz po odzyskaniu niepodległości mieli wrodzone, że Polskę należy kochać, odbudowywać, a nade wszystko chronić zdobytej krwią przodków niepodległości.
       Pochodziłem z rodziny drobnych rolników, i już w okresie dzieciństwa zdawałem sobie sprawę, że na roli nie pozostanę, z tej prostej przyczyny, iż ziemi dla wszystkich nie starczy. Miałem wiele zamiłowań, ale nie wiedziałem które z nich nabierze realnych kształtów. Tymczasem więc żyłem w Polsce Niepodległej, życiem młodego Polaka. Chodziłem do szkoły, uprawiałem z zamiłowaniem sport i pomagałem rodzicom w pracy na roli.
       W marcu 1939r., wtedy gdy miałem już 17 lat, wstąpiłem do Junackich Hufców Pracy co mi dało naukę i zawód oraz możliwość pracy. Zostałem skierowany do 16 batalionu JHP w Bronowicach Małych k.Krakowa. Po krótkim przeszkoleniu zostaliśmy skierowani do pracy przy budowie fortyfikacji w łomżyńskie pow.Wizna, wieś Kaliszewo nad rzeką Narew.


     Junacki Hufiec Pracy - ćwiczenia wojskowe - 1939r.  - Tadeusz Kosiorek - trzeci od lewej.


       Nadciągająca wojna ukierunkowała również zadania JHP. Z tytułu tego, że już przed wstąpieniem do JHP miałem ukończony kurs Przysposobienia Wojskowego zostałem skierowany do służby wartowniczej z bronią w ręku przy forcie Paliszewo. W takim charakterze zastał mnie wybuch wojny w dniu 1 września 1939r.
       Pierwsze dni wojny to ciągłe naloty lotnictwa niemieckiego, ostrzeliwanie i bombardowanie, zwiększające  swoje nasilenie w miarę zbliżającego się frontu. Około 9 września batalion JHP został skierowany do ewakuacji w stronę wschodnią. Szliśmy nocami, a dnie spędzaliśmy w lasach. Któregoś dnia natchnęliśmy się na patrol niemiecki, doszło do strzelaniny. Zaraz po tym dowódca podziękował nam za służbę i rzekł:
- kto chce ze mną, a kto na własną rękę? - wybrałem to pierwsze.
       W Białej Podlaskiej przyłączyliśmy się do wojskowego transportu kolejowego i przez Baranowicze, Pińsk, Łuck i Kowel znaleźliśmy się w Zdołbunowie k.Równego. Był to dzień 17 września 1939r.. Otrzymaliśmy rozkaz aby nie walczyć z Armią czerwoną, gdyż ta idzie Polsce z pomocą. Nazajutrz, 18 września spotkaliśmy się z wojskiem radzieckim. Zostaliśmy otoczeni przez znaczne siły i czołgi. rewizja, konfiskata broni, ostrych narzędzi i dobytku osobistego, i oczywiście niewola.
       Trzymano nas bez wody i jedzenia przez dwa dni, a po upływie tych dwóch dni otrzymaliśmy przepustki i zezwolenie na powrót do domu. Daleko jednak nie uszliśmy. W Rółwnym przepustki odebrano i pieszo odtransportowano do Kowla. W miejscowości Różyszcza ostrzelali nas Ukraińcy, mimo, ze byliśmy pilnowani przez bojców. W Kowlu znajdowało się wtedy kilkanaście tysięcy wojskowych i cywilów z różnych stron Polski.

                                                          - ciąg dalszy nastąpi -