Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kołomyja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kołomyja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 kwietnia 2026

Kołomyja - Ogłoszenia - Na wesoło - Express Niedzielny Ilustrowany - 1930


Express Niedzielny Ilustrowany. 1930-09-21 R. 8 nr 263

OGŁOSZENIA 

Trudno nie uśmiechnąć się przynajmniej przy porównywaniu tekstu dzisiejszych ogłoszeń z ogłoszeniami, jakie ukazywały się w pismach z przed stu laty. Przede wszystkiem zwraca uwagę ich forma, po drugie - niezwykła treść, niemal niezrozumiała dla nas, lub znana tylko z opowiadań i wspomnień. Dziś czas jest drogi, tempo tycia wzrosło o i kilkaset kilometrów na godzinę, nie ma więc miejsca ani czasu na rozwlekły styl. Pisma, w których ogłoszenia te ukazywały się są już przeważnie zniszczone. Tylko w niektórych domach i znaleźć jeszcze można na zakurzonych półkach i pożółkłe komplety owych rzadkich gazet. Niżej przytoczone ogłoszenia są właśnie rezultatem takich trudnych poszukiwań. Niektóre z tych ogłoszeń pochodzą z 1850 roku, większość zaś z czasów jeszcze dawniejszych. Oto kilka wzorów:



OSTRZEŻENIE

„Zabraniam niniejszem zarówno cukierniom jak i piekarniom pożyczania czegokolwiek mojemu Wilhelmowi. Po pierwsze dostaje on kieszonkowe, po drugie zaś psuje sobie żołądek słodyczami, które mu szkodzą jak mnie zapewnił dr. Eberhardt. Jest to więc łakomstwo, którego tolerować nie mogę. On otrzymuje co niedzielę swą porcję placka. F. Niemeier, fabrykant kart."

Z ŻAŁOBNEJ KARTY

"Męża mojego już nie ma. Nie chciał dłużej żyć. Gdyby nawet chciał. nie pozwoliłaby mu na to ciężka padagra. Skończył swój żywot w nocy z 10 na 11 lipca. Interes jego prowadzę nadal. Jednocześnie zawiadamiam, że nieprawdą jest, jakobym wyszła za mąż za mojego podmajstra. Mam zamiar wyjść za mąż za lekarza, który leczył mego męża i odnosił się doń z wielką miłością, tak iż mogę mieć do niego pełne zaufanie. O nieskładanie wizyt kondolencyjnych prosi nieutulona w żalu wdowa K. Gaber"


SPROSTOWANIE

"W ostatnich dniach odwiedziałem się o rzeczy wprost niewiarygodnej. Stolarz Schwotzer z Kołomyi posądza mnie o utrzymywanie stosunków z jego 60-letnią żoną. Jakkolwiek żona moja rozgrzeszyła mnie w zupełności, nie przywiązując żadnej wagi do tego oświadczenia, mimo to muszę się wytłumaczyć przed opinją publiczną i zaznaczam, że jeżeli wyżej wymieniony Schwotzer nie zaprzestanie rozpuszczania o mnie fałszywych pogłosek, w takim razie sprawę skieruję do władz cesarsko - sądowych. 

Wolfgang Windshei

MATRYMONIALNE

Mam 43 lata i od trzech lat jestem wdową. Zarabiam nieźle. Mogłabym wyżywić siebie i mężą. Jestem piękna. Wczoraj w teatrze ktoś zwrócił się do mnie per "panna". Posiadam gotówkę 1.400 talarów. Mam 27-letniego syna, który sam na siebie pracuje.

NIEWYPŁACALNOŚĆ.

Kto pożyczy pieniędzy mojemu synowi Efraimowi Joklowi, może się już z niemi pożegnać. Za Efraima Jokla nie płacę żadnych długów, gdyż mnie samemu ledwie starczy na utrzymanie. Niema więc mowy, ażebym płacił za obowiązania Efraima Jokla, którego uważam za własnego syna z musu, lecz nie z własnej woli.

Kazimierz Jokel.

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Kołomyja - Haculszczyzna - Kronika wypadków

 

Ilustrowana Republika. 1937-08-21 R. 15 nr 229

PO 22 LATACH POWRÓCIŁ Z WIELKIEJ WOJNY.

Lwów 20 sierpnia

Po 22-ch latach  nieobecności do Kołomyi były żołnierz austryjacki Taras Fundur, który dostał się podczas wojny światowej do rosyjskiej niewoli.

Po przewrocie bolszewickim osiedlił się w Rosji i - chociaż pozostawił w kraju dą żonę - ożenił się powtórnie z Rosjanką.

Obecnie przyjechał do Kołomyi wraz z żoną.

Rodziców nie zastał już przy życiu. Spotkał się natomiast ze swą pierwszą żoną, która po wieloletnim  daremnym oczekiwaniu na jego powrót - przed paru laty wyszła za mąż i jest matką trojga dzieci.

Nowy Kurjer Łódzki : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1915-02-17 R. 5 nr 47




Rozwój. 1912-09-07 No 205



Głos Polski : dziennik polityczny, społeczny i literacki. 1922-11-18 [właśc. 19] R. 5 nr 319 [właśc. 318]

DRAMAT MIŁOSNY.

Absolwent praw Józef Bernhaut, mieszkaniec Kołomyi, przyjechał do Łodzi do swojej narzeczonej, zarządzającej orkiestrą w "Gastromomji", Józefy T. Onegdaj po spożyciu kolacji, zakrapianej obficie wódką, udał się B. do Hotelu "Amerykańskiego" przy ulicy Zielonej 12. Wszedłszy do pokoju, zajmowanego przez swą narzeczoną, Bernhard wyjął rewolwer i strzelił sobie w serce. Kula przeszła na wylot obok serca. Zawezwany lekarz pogotowia pozostawił denata w stanie ciężkim na miejscu, gdyż obawa przed krwotokiem nie zezwoliła na zabranie go do szpitala.

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1935-04-20 R. 65 nr 92

Napad rabunkowy L w ó w (TeL wl.) Wieczorem we wtorek dokonano zuchwałego napadu na dyrektora banku i kantoru wymiany w Kołomyi  Z. Krissa w chwili, gdy wracał do domu. Na schodach domu, gdzie Kriss mieszkał, zaczaił się napastnik, który uderzył znienacka dyrektora w głowę cięźkim żelazem. Rannego spostrzegli domownicy. Według orzeczenia lekarza, Kriss ma złamaną kość czaszkową. Jest on jeszcze przytomny, lecz stracił pamięć. Łupem bandyty padła teczka z pokaźną gotówką w walucie polskiej i zagranicznej oraz weksle na sumę 50.000 złotych. 

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1936-08-26 R. 8 nr 233



Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1936-09-18 R. 66 nr 217

Cztery złote na komunistów hiszpańskich 

War s z a w a. (Tel. wI.) Władze administracyjne w Kołomyi pociągnęły do odpowiedzialności przewodniczącą "Bundu" Gizelę Herman za urządzenie nielegalnej zbiórki publicznej na czerwoną milicję w Hiszpanji. Zebrano .aż ... 4 złote 20 gr. 

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1936-11-18 R. 66 nr 269

Samochód wpadł do rzeki  L w ó w. (Tel. wł.) W piątek wieczorem wydarzyła się w Kołomyi przy moście nad Prutem katastrofa samochodowa. Z Kołomyi jechał samochód, kierowany przez nadkomisarza straży granicznej Wł. Ochańskiego, w kierunku Kosowa. Wskutek gęstej mgły samochód wjechał na nasyp kolejowy między mostem kolejowym a drogowym, a stamtąd z wysokości 6 metrów spadł do rzeki. ulegając doszczętnemu rozbiciu. Nadkomisarz Ochański oraz towarzysząca mu żona wraz z dwojgiem dzieci odnieśli ciężkie obrażenia. Zwłaszcza jedno dziecko zostało ciężko ranne. Na miejsce wypadku przybyła policja, straż pożarna oraz pluton pionierów, celem wydobycia samochodu. Rannych przewieziono do szpitala. 

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1937-07-16 R. 9 nr 192 [właśc. 193]


Trzej huculi żywcem pogrzebani przy szukaniu zbójnickiego skarbu

Z Kołomyi donoszą.: Tragiczną śmiercią. zginęło trzech hucułów, poszukujących legendarnego skarbu zbójnickiego. Na Kosowszczyźnie od dłuższego krążyły pogłoski, iż w szczelinie skalnej pod przysiółkiem Senycia kolo Krzyworówki ukryte są olbrzymie skarby słynnego zbójnika Dobosza. Iwan Gregoraszczuk, hucuł z Żabiego w czerwcu rozpoczął z kilkoma robotnikami poszukiwania skarbu, kopiąc we wskazanym miejscu jamę głębokości przeszło 7 metrów. 
Gdy przed kilku dniami Gregoraszczuk przyszedł z robotnikami do jamy, by kopać dalej, stwierdził, że jest ona całkowicie zasypana i że ktoś musiał pod zwałami ziemi ponieść śmierć. Zawiadomił o swoich spostrzeżeniach policję. Powtórnie rozkopano jamę i znaleziono na dnie zwłoki 60-letniego Jurki Gąsienickiego, oraz dwu innych hucułów, którzy na własną rękę szukali widocznie skarbów. 


Łodzianin : organ P.P.S. 1938-01-12 no 11


Łodzianin : organ P.P.S. 1938-05-10 no 129

LOT BALONÓW.
 W powiecie kołomyjskim i sąsiednich lądowały dalsze balony, które wystartowały z Mościc. Na polach w Zamolincach w odległości 2 km. od Kołomyi wylądował balon "Hel" z załogą kapitan Stencel i kapitan Osiński z Warszawy. Lądowanie odbyło się wczoraj o godz. 12 minut 50. W Załotowie powiat Śniatyn wylądował balon nie ustalonej nazwy około godz. 12 minut 30. Balon "Mazowsze" z załogą p.p. Ptasiński i Wrzesiński lądował o godz. 5 minut 58 rano na polach w rejonie miejscowości Serafince powiatu Horodenka. Lądowanie odbyło się bez wypadku.

Echo. 1938-09-03 R. 14 nr 244


Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1938-11-12 R. 68 nr 260

Wyrok w głośnym procesie komunistycznym.  17 oskarżonych skazano na 67 lat więzienia - Osoba głównego oskarżonego.  
S t a n i s ł a w ów, 10. 11. - W głośnym procesie komunistycznym mgr Naszkowskiego i tow., jaki się toczył przed Sądem w Stanisławowie, po przemówieniach obrońców, którzy w liczbie 16 bronili oskarżonych - zapadł wyrok, mocą. którego zostali skazani (w nawiasach lata więzienia): 1) mgr Marian Naszkowski (8 lat), 2) Chaim Ball (6 lat), 3) Ariel Schnudler (4 lata), 4) Chaja Schmidler (4 lata), 5) Fried Turtel (5 lat), 6) Eliza Lercher, absolwentka gimnazjum (2 lata i 6 miesięcy), 7) Sonia Morgenstern (2 lata), 8) Sala Fischler mająca ukończone 7 klas gimn. (5 lat i 6 miesięcy), 9) Abraham Haber (5 lat), 10) Soche Astman (7 lat), 11) Maksymilian Allwein, technik dentystyczny z Kołomyi (2 lata), 12) Włodzimierz Sydor z Nadwórnej (2 lata), 13) Iwan Fedorec z Lachowiec (1 rok i 6 miesięcy), 14) Józef Dmytriw z Markowiec (2 lata), 16) Andrzej Ożarko, stolarz z Dubowiec (2 lata i 6 miesięcy), 17) Klara Szpricówna (5 lat). Wszyscy skazani pozbawieni zostali praw obywatelskich i honorowych na przeciąg lat 10. 15 oskarżonych uniewinniono. Główny oskarżony mgr Marian Naszkowski jest, jak sam twierdzi, bezwyznaniowym, choć zapisany był jako rzymsko-katolicki. Pochodzi on z rodziny żydowskiej, która przeszła na katolicyzm. Naszkowski biegle włada językiem swych przodków - żargonem. Jako student był czynnym członkiem stowarzyszeń katolickich i tę jego działalność pewien odłam prasy, drukowanej w polskim języku, przede wszystkim wysuwa, przemilczając zupełnie żydowskie pochodzenie Naszkowskiego, którego imię i nazwisko wielu może zmylić. I przy tej okazji wychodzi na jaw jak bardzo słuszne jest żądanie, by różne Mońki Unsery nie przedzierżgały w Marianów Naszkowskich, aby w następnych pokoleniach powrócić do starych metod "pracy" dla ojczyzny, ułatwionych brzmieniem nazwiska.

Echo. 1938-12-30 R. 14 nr 362




Echo. 1939-03-03 R. 15 nr 62



niedziela, 26 kwietnia 2026

Kołomyja - Worochta - Haculszczyzna - Kronika wypadków

Kurjer Wieczorny. 1923-02-21, R. 3 Nr.42

                                                       Carewicz rosyjski w Kołomyi.



Kurjer Łódzki. 1927-07-01 R. 27 nr 178

SCHWYTANIE GROŹNEGO MORDERCY.

Poszukiwany przez policję 27-letni morderca Iwan Habczak, który dla kilku morgów gruntu wymordował całą rodzinę, złożoną z 6-ciu członków, został w dniach ostatnich  przez posterunkowego P.P. Sołtysa ujęty na stacji w Worochcie w chwili, gdy usiłował zbiec pociągiem do Kołomyi. Aresztowanego Habczaka odstawiono pod silną eskortą do dyspozycji sądu okręgowego w Kołomyi.


Kurjer Łódzki. 1928-05-27 R. 28 nr 146

Czerwony, urodzaJny pył spada na Małopolskę. 

Warszawa. 26 maja. (Tel. wt.) . ...,... Po niedawnym czarnym deszczu który spadł we Lwowie, ostatnio znowu w okolicach Kołomyi zaobserwowano tajemnicze zjawisko atmosferyczne. Mianowicie spadł brudny, czarno-czerwony deszcz, który pozostawił po sobie osad barwy czerwonawej.  

Bydło, pasące się na polach, samo powróciło do domów, nie tykając zµpetnie trawy. Osad pozostały po deszczu badany dokładnie pod mikroskopem wykazuje połączenie siarki i krzemionki. 

Ilustrowana Republika. 1934-01-11 R. 12 nr 10

Wilki na Huculszczyźnie pożarły a kobietę i dwoje dzieci .  

Z Kołomyi donoszą o nawiedzeniu Huculszczyzny przez groźną plagę w postaci wilków, które włóczą się całemi stadami, a w porze nocnej nachodzą nawet wsie. Początkowo wilki napadały na bydło, obecnie na ludzi. Niema dnia, w którym nie słyszałoby o jakimś nowym wypadku rozszarpania człowieka. W okolicy Bukowiec w pow. kossowskim wilki napadły na dziecko idące do szkoły i pożarły je, tak że znaleziono tylko książki i pokrwawione strzępki ubrania. Pod Kutami znaleziono buty i części ubrania kobiety i małego chłopczyka. Oboje padli pastwą wilków. , Wielkie stada wilków nie boją się nawet strzałów karabinowych, o czem świadczy wypadek na pograniczu polsko - rumuńskiem. Dwaj rumuńscy strażnicy graniczni, napadnięci przez większe stado wilków, mimo ostrzeliwania się z karabinów i położenia trupem kilku wilków, zostali rozszarpani przez krwiożercze zwierzęta. Organizowane przez starostwo powiatowe wielkie obławy na wilki nie dały do tej pory rezultatów, gdyż na miejsce stad wytrzebionych zjawiają się nowe i liczniejsze. Doszło do tego, że huculi w porze nocnej boją się wychylić poza próg chaty, gdyż wilki podchodzą pod same drzwi domostw we wsiach. 



Echo. 1935-12-22 R. 11 nr 355

Oszust w kurtce szofera. Więzienie za podszywanie się pod cudze nazwisko.

Ze Stanisławowa donoszą: W ręce policji stanisławowskiej wpadł notoryczny oszust karany więzieniem w wielu państwach europejskich, — Jegomość ten przedstawiając się za dr. Józefa Frenkla asystenta kliniki w Paryżu odwiedzał stanisławowskich lekarzy i usiłował wyłudzić różne kwoty pod pretekstem, że został okradziony z dokumentów i pieniędzy w Stanisławowie. Aresztowano go i odstawiono do dyspozycji sądu. Na rozprawie Frenkel opowiedział, że pochodzi z Putily (Rumunia) i w roku 1925 jako przestępca polityczny, zmuszony był do opuszczenia granic Rumunii, ponieważ stał w Jassach na czele spisku zmierzającego do zgładzenia ówczesnego króla Ferdynanda. Frenkel który był przez sąd w Kołomyi karany 6 mies. więzieniem twierdził na rozprawie, że jest niewinny i padł ofiarą omyłki sądowej. W, toku przeprowadzenia dochodzeń wyszło na jaw w jak chytry sposób usiłował Frenkel naciągnąć dr. Minę Haller, Frenkel przebrał się w kurtkę szofera i zgłosił się do dr. Haller z listem od lekarza wiedeńskiego dr. Otto Ebenswalda. W liście tym dr. Ebenswald - Frenkel prosi dr. H. o wręczenie szoferowi kwoty 80 zł. gdyż wciągnięty do jednej z kawiarń stanisławowskich przegrał wszystkie pieniądze w pokera. Lekarka kazała oszustowi zgłosić się za godzinę, by zbadać autentyczność jego opowiadania. Oczywista wszystko było zmyślone. Oszust był jednak ostrożny i nie przyszedł więcej do lekarki. W drugim wypadku Frenkel udając lekarza, ciężko choremu obywatelowi p. K. oświadczył, że lekarze źle go leczą i sam zaczął „leczyć" wyłudzając od p. K. większą gotówkę. Frenkel został skazany za podszywanie się pod cudze nazwisko na 1 miesiąc więzienia. Po odsiedzeniu kary zostanie Frenkel odstawiony do Rumunji, gdzie jest poszukiwany przez prokuraturę.

Echo. 1936-01-26 R. 12 nr 26

DRAMATYCZNA WALKA LUDZI Z RZEKĄ O ŻYCIE CZŁOWIEKA.

Z Kołomyi donoszą: W Tułukowie wydarzył się tragiczny wypadek. Na rzece Prut, pokrytej cienką powłoką lodu, ślizgał się wraz z kolegami 16- letni uczeń Michał Mokry. Pomimo, że lód trzeszczał lekkomyślni chłopcy nie zwracali na to uwagi. Około południa pod wpływem słońca lód stajał i załamał się pod Mokrym. Chłopiec zapadł się po barki I trzymał się rękami kurczowo powierzchni lodowej. Akcja ratunkowa, którą prawie natychmiast rozpoczęto, była bardzo utrudniona, gdyż nikt nie miał odwagi wstąpić na zdradliwą powłokę. Dopiero po godzinnych próbach udało się wydobyć ucznia w ten sposób, że przysunięto do niego długą na kilkanaście metrów drabinę. Niestety jednak ratunek nie na wiele się zdał, gdyż uczeń zmarł po godzinie wskutek paraliżu serca.

Dziennik Narodowy. 1938-04-17 R. 24 nr 88 [właśc. 89]

Zbiorowy mord Nocny napad bandytów na rodzinę kupca 

W Chlebiczynie Leśnym pow. Kołomyja dwaj bandyci napadli ubiegłej nocy na dom kupca Premingera. Wywiązała się walka z domownikami, w czasie której kupiec, jego żona i 19-letni syn zostali zabici, a poraniona córka uratowała się, skacząc przez okno. Bandyci splądrowali mieszkanie i zbiegli. Na miejsce przybył komendant powiatowy P. P. z Kołomyi i natychmiast wszczął dochodzenia. 

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1938-09-11 R. 10 nr 249




Echo. 1939-01-01 R. 15 nr 1

Adwokat ukarany grzywną - za uderzenie pięścią w stół.

Z Kołomyi .do,noszą: Przed Sądem Okręgowym (wydział od wotawczy) toczyła się ciekawa rozprawa kama przeciw adwokatowi kosowskiemu, drowi L. F„ oskarżonemu o nieprzyzwoite zachowanie się w sądzie.

Przed kilku tygodniami dr F. zastępował pewnego klienta w rozprawie. Podczas zeznań świadka, adwokat uderzył pięścią w stół, wołając: „Psiakrew, Jak on kręci •.. " Sędzia, uznawszy zachowanie się adwokata za nieprzyzwoite, sporządził zapisek urzędowy i wskutek tego sprawa oparła się o Sąd Grodzki w Kosowie, przed którym adwokat zasiadł na ławie oskarżonych pod zarzutem występku z art. 128 K.K. W wyniku rozprawy zapadł wyrok skazujący dra F. na grzywnę, a wczoraj wiceprezes S. O., przed którym sprawa toczyła się na skutek apelacji zasądzonego adwokata, wyrok sądu kosowskiego zatwierdził. 

Sprawa wzbudziła w kołach palestry kołomyjskiej wielkie zainteresowanie.  

Echo. 1939-01-12 R. 15 nr 12



czwartek, 24 października 2024

Kołomyja - Janusz Meissner - Historja matrymonjalna - 1934

 Z największą przyjemnością przeczytałem materiał pisany ręką wspaniałego człowieka, pisarza, pilota, żołnierza, myśliwego Janusza Meissnera. Tym ciekawszy materiał, że w Kołomyi spędziłem dwa wspaniałe tygodnie podczas prac restauracyjnych na katalickim cmentarzu.

Janusz Gniewomił Meissnerps. lit. Porucznik HerbertOrski (ur. 21 stycznia 1901 w Warszawie, zm. 28 lutego 1978 w Krakowie) – polski pisarz, dziennikarz i wojskowy. Kapitan pilot Wojska Polskiego, kawaler Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari. - Źródło: Wikipedia.

Orędownik : ilustrowane pismo narodowe i katolickie : wydanie ł[ódzkie]. 1934-11-14 R. 64 nr 259



JANUSZ MEISSNER

HISTORJA MATRYMONJALNA

Spotkałem go zupełnie przypadkowo w Kołomyi, po trzech latach niewidzenia. Był w mundurze podporucznika artylerji. Poznałem go od razu, (choć zawsze, ilekroć o nim myślałem, w pamięci mej rysowała się postać uczniaka z siódmej klasy gimnazjum imienia Staszica, w granatowej kurtce i jasnoniebieskiemi wypustkami pa kołnierzu; niezapomniana postać największego po wsze czasy urwisa, który dał się we znaki nauczycielom i wychowawcom kilku szkół średnich w Warszawie, zwiedzając je kolejno wraz ze mnę. od wstępnej, aż do matury. Byłem jego przyjacielem ,.na śmierć i życie" i zawsze wylewano nas jednocześnie, poczem znów razem przyjmowano do innej skarbnicy wiedzy. Dopiero wojna rozdzieliła nas na długo: Rzeczycki wstąpił do wojska w Warszawie; ja. dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności i własnemu przemysłowi, odrazu dostałem się do szkoły pilotów. Potem dochodziły mnie tylko od czasu do czasu wieści o tem, co się z nim dzieje. I wreszcie spotkałem go w tej dziurze. Naturalnie rzuciliśmy się sobie w objęcia, a że była pora poobiednia. poszliśmy do jedynej w Kołomyi cukierni z muzyką, pana Wawrzyńca Szczypiorkiewicza.

     Pamiętam tę cukiernię bardzo słabo. Zato pan Szczypiorkiewicz dobrze pamięta zapewne nasz pobyt w swoim zakładzie: wypiliśmy u niego we dwóch 96 krupników i zjedliśmy dwa ciastka.. Jak świat światem, a Kołomyja - Kołomyją., nikt nie wypił tam tyle gorącego nektaru. Wspominaliśmy dawne czasy i u Górskiego, i u Reya, i u Rondthalera, i u Staszica. Wspominaliśmy Babcię. Samochód od niemieckiego i Bouffała od fizyki. Słońskiego, Rygiera, Zydlera, Kudelskiego... Potem zaś dziwiliśmy się, że przecie przy boskiej i tych zacnych pedagogów pomocy wyrośliśmy na ludzi, choć należało się raczej spodziewać, że skończymy w kryminale.

     Naturalne, odrazu było po nas widać, że spoważnieliśmy bardzo. Obaj przecież nosiliśmy oficerskie mundury i po kilka wstążeczek orderowych na piersi,

     Byliśmy tedy godni i stateczni aż do piętnastej czy osiemnastej kolejki. Potem opowiedzieliśmy sobie przeżycia wojenne i służbowe. Okazało się, że prawie jednocześnie zostaliśmy podporucznikami i nawet odznaczyliśmy się tych samych bitwach.

    Przy trzydziestej kolejce wyszło najaw, że zarówno Tadka, jak i mnie wysłano do Kołomyi po odbiór rekrutów. Rekrutów jednak nie było i należało albo czekać na ich przybycie parę dni, albo wracać do Lwowa.

- Do Lwowa?!

Wcale nie wiedzieliśmy, że obaj mamy przydział we Lwowie. To była nowa okazja: kazaliśmy podać następny dzbanek krupniku_ Mój Boże, jakie to już dawne czasy! Cóżbym dał za to, aby być teraz podporucznikiem i mieć dwadzieścia jeden lat! Znam tylko dwa piękne stopnie oficerskie: podporucznika i marszałka. Dziś - jestem kapitanem. Marszałkiem ani podporucznikiem nie będę nigdy     

     A wówczas? Świat należał do mnie! Byłem przekonany. że wszyscy patrzę. z zachwytem na mój nowiutki mundur z żółtym, nieprzepisowo niskim kołnierzem, na moją jedną jedyną gwiazdkę na czapce z olbrzymim daszkiem i na dyndający wdzięcznie Virtuti. Wszystkie kobiety uśmiechały się tylko do mnie; wszyscy mężczyźni mnie podziwiali. Boże, jaki byłem durny! 

     W cukierni robiło się tymczasem ludno. Poprzychodziły nawet jakieś panienki z mamusiami i ciociami. Wszystkie były ładne, bo właśnie dobijaliśmy do czterdziestej kolejki. Podobały nam się nawet ciocie; i mamusie też! To sprowadziło nasze zwierzenia na drogi sentymentalne. Właściwie zwierzałem się ja. bo Tadek lekceważył te sprawy. Byłem wtedy kochliwy, jak pensjonarka i akurat po zawodzie miłosnym. W głębi duszy wierzyłem, że się wszystko jeszcze zmieni na moją korzyść (czar munduru), ale uderzyłem w ton pesymistyczny. Przyczyna mego zmartwienia mieszkała w Warszawie, miała lat 17 i ignorowała mnie całkowicie, pokpiwając wesoło z moich uczuć. Wreszcie zaproponowała mi przyjaźń. Odszedłem z raną w sercu. 

- Na imię jej StelIa - poinformowałem Tadeusza. 

- Rany boskie! - przeraził się. 

- Stella? - Nie podoba ci się? 

- Phi, dlaczego? Znałem gościa, co się kochał w Elfrydzie. Też dostał kosza a imię jeszcze straszliwsze. Stella? Owszem: dźwięcznie. 

    Spostrzegłem, że jestem nierozumiany i że moje niepowodzenia nie budzą. współczucia. Tadek siedział nachmurzony i nieco ironiczny. 

- Pal ją sześć, tę Stellę - rzekłem po bohatersku. - Napijmy się. Rozchmurzył się odrazu.

 - Tak to rozumiem - grzmotnął mnie w łopatkę, aż jękło. - Co tam baby! Za naszą. starą, męską. przyjaźń! I zmordowaliśmy dzbanek do dna. 

    Potem huknęliśmy, że będziemy płacić. Sam pan Szczypiorkiewicz przyniósł nam rachunek za 47 kolejek krupniku. a prócz tego kazał podać trzy większe kielichy, żeby się z· nami napić. Bardzo nas szanował. że jeszcze możemy siedzieć równo sztywno, ale widocznie miał wątpliwości czy poradzimy sobie z chodzeniem, bo wyprowadził nas pod ręce aż za próg.

Poradziliśmy sobie. Wprawdzie chcieliśmy potem kupić od burmistrza ratusz, a od straży ogniowej sikawkę (za co o mało nas nie odstawiono na komendę miasta), ale skończyło się na obwarzankach. Potem, nie zawiadomiwszy właściciela. pożyczyliśmy z rogu ciemnej uliczki rozklekotaną dryndę i pojechaliśmy na spacer. Tadek powoził, a ja śpiewałem .,o mój rozmarynie". Wreszcie, zamieniwszy jeszcze po drodze szyldy akuszerki i zakładu pogrzebowego, udaliśmy się na dworzec, aby wsiąść do lwowskiego pociągu. Tak się zaczęła druga faza naszej serdecznej przyjaźni. Zamieszkaliśmy obok siebie. na czwartem piętrze, w pokojach kawalerskich z bieżącą wodą..

Tadek okazał się domatorem: posiadał własne meble, patefon, aparat fotograficzny, dwie talje kart i wspaniałą stojącą lampę, która tworzyła całość z niskim stolikiem na książki, trzema półeczkami na drobiazgi i bibeloty. Prawda! - miał jeszcze kanapę i na niej ze dwadzieścia przeróżnych poduszek, zagadkowego pochodzenia (takie rzeczy łączą się ściśle z kobietą i to z kobietą sentymentalną, a Tadek nie lubił sentymentalnych niewiast). Ja miałem tylko wieczne pióro do podpisywania weksli i tapczan Resztę jakoś dokompletowaliśmy przy boskiej i ludzkiej pomocy, poczem zaczęliśmy wieść wesoły kawalerski żywot. Powodziło nam się rozmaicie. Obroty koła fortuny były zresztą dość regularne: przez kilka pierwszych dni w miesiącu zwykle byliśmy górą; przez kilka ostatnich już można było wykombinować gdzie zaliczkę, najgorszy był zawsze środek: nikt wtedy nie miał pieniędzy,...

sobota, 16 lipca 2022

Kołomyja - Ukraina - Kresy - Łódzkie Echo Wieczorne - Krwawe wesele - Facebook - 1928

 

W Kołolmyji byłem jeden jedyny raz cztery lata temu. To Miasto na zawsze pozostanie wc mojej pamięci, poznałem tam wielu wartosciowych ludzi. Poznałem też historię tego Miasta i regionu, jednak najwazniejszym był cmentarz na którym pracowałem dwa tygodnie jako wolontariusz. Na Facebooku jest profil: Kołomyja Info-genealogia i historia.

Od dawna wstawiam tam materiały poświęcone temu regionowi znalezione na łamach starych gazet z okresu międzywojennego. Często po zamieszczeniu treści artykułu czytelnicy piszą ciekawe komentarze uzupłniające ich treść. Tak stało się także z poniższym artykułem, jedna z prowadzących ten profil, Pani Ania przekazał ciekawe informacje. Zapraszam.

Dom weselny był pod adresem Rzeźniana 13. Wdowiec Michał Kozłowski w styczniu 1928 pochował pierwszą żonę i miał na wychwaniu 2 małych dzieci i to dlatego pewnie tak szybko powtórnie się żeni z Klarą Bobak / Bobyk. Ślub odbył się 02.09.1928. Dziękuję za tą informację.


Kołomyja Info - genealogia i historia


ŁÓDZKIE ECHO WIECZORNE. 1928-09-11


Jedni tańczą na weselu drudzy kłują gości na weselu.
Z Kołomyi donoszą:
Mieszkańcy ul. Rzeźnianej na przedmieściu Kuckiem w Kołomyi, zostali onegdaj zaalarmowani o godz. 12 w nocy strasznemi, krew mrożacemi krzykami i wołaniami o pomoc.. Jak się okazało. Marceli Bobak, były sierżant miejskiej policji, wyprawiał swej siostrzenicy gody weselne. Miedzy zaproszonymi gośćmi znajdował sie również kuzyn gospodarza Karol Bobak z Pistynia wraz ze swą narzeczona. Zabawa przeciągnęła sie. przeplatana gęstemi kolejkami monopolówki. gdy wtem Karol Bobak, który podpił sobie dobrze, wyszedł na podwórze, wyciągnął nóż i wraz ze swa narzeczona począł na wszystkie strony zadawać razy. Z podwórza wtargnął do mieszkania i pomimo, że odebrano mu nóż. uzbroił się powtórnie i tu dopiero zaczęła sie masakra. Zajechał najprzód majchrem w lewy bok Józefa Kozłowskiego, brata pana młodego, poczem dopadł Jozefa Wróblewskiego, któremu zrobił harakiri. następnie Patkowskiego „dziobnął" kilkakrotnie. Zabrakło w końcu cierpliwości napastowanym. Jak jeden mąż rzucili sie na awanturnika, zadając mu szereg cieć i uderzeń po głowie, skutkiem których pękła czaszka. Zaalarmowana policja przybyła na miejsce i zlikwidowała bójkę. Gdv przystąpiono do aresztowania krewkiejnarzeczonej Bobaka, ta nie dając za wygrana, rzuciła sie na policjanta, uderzając go w twarz, poczem w przystępie furii kopnęła przedstawiciela władzy w brzuch. Wezwane pogotowie ratunkowe udzieliło pierwszej pomocy pomasakrowanym. następnie odwiozło ich do szpitala, gdzie walczą ze śmiercią.


poniedziałek, 4 lipca 2022

Kołomyja - Łódź - Dzieje nawróconego złodzieja - 1933

 

Ilustrowana Republika. 1933-08-20 R. 11 nr 231

         NIEZWYKŁE DZIEJE NAWRÓCONEGO ZŁODZIEJA.


Chciał zwrócić zrabowane pieniądze. - Wyrzuty sumienia zaprowadziły go do … więzienia.


Zygmunt Orzechowski, mieszkaniec Kołomyi, czasowo przebywający w Łodzi, sublokator w domu pp. Sobczaków przy ulicy Napiórkowskiego z jednej strony, i Kazimierz Bratoszewski niegdyś zawodowy złodziej rodem z Częstochowy z drugiej strony -- byli bohaterami niezwykłej historji. Doprawdy trzeba aż z Kołomyi przyjechać do Łodzi — by przeżyć to, co przeżył Orzechowski. Orzechowski trudnił się handlem. Nie bacząc na ciężkie czasy, miewał przy sobie niekiedy nawet stosunkowo większe sumy i to w gotówce. Feralnego dnia — dwunastego kwietnia br. — Orzechowski wracał ulicą Napiórkowskiego do domu z 950 złotemi w portfelu. Czy Bratoszewski upatrzył sobie Orzechowskiego, czy też węchem złodziejskim wyczuł jaki jest stan portfelu kołomyjanina — dość. że Orzechowski padł pod kilku ciosami kija, jaki miał w ręku Bratoszewski. Gdy się ockną! — portfelu z pieniędzmi już przy sobie nie znalazł.

Wdrożone dochodzenie nie doprowadziło narazie do ujęcia napastnika. Orzechowski już był przebolał stratę pieniędzy i wykurował się z sińców – gdy ktoś zapukał do mieszkania Sobczaków. Przybysz pytał się o pana Orzechowskiego.

W sprawie osobistej", — oświadczył przybyły pani Sobczak.

W sprawie ściśle osobistej"...

Między przybyłym a Orzechowskim wywiązała się następująca rozmowa:

Przybysz: — Jestem Bratoszewski. Orzechowski: — Bardzo mi miło. Czem mogę panu służyć?

P. — Chciałbym z panem zamienić kilka słów w cztery oczy. Orzechowski mocno zdziwiony i trochę zaniepokojony: przecież dopiero nie dawno wyleczył się z guzów).

Niech pan pozwoli do pokoju. Przybysz (w pokoju): Przed kilku tygodniami zmarła mi żona. Nie żyłem z nią od wielu lat. Po żonie otrzymałem poważny spadek. Byłem również u spowiedzi. Chcę wrócić na uczciwą drogę... Orzechowski (coraz bardziej zaniepokojony).

Co mnie to może?...

Przybysz: — Co to pana może obchodzić?.

- Bardzo to pana musi nawet obchodzić. Przynoszę panu pieniądze. Dużo pieniędzy: 950 złotych w gotówce.

Orzechowski: — 950 złotych — tyle akurat, ile mi zrabowano? Przybysz: — Zgadł pan! Zgadł pan również, że ja Kazimierz Bratoszewski, były złodziej recydywista, jestem tym, który dnia 12 kwietnia...

Orzechowski (zrywając się z krzesła, wrzeszczy ku oknu):

Ratunku! Trzymajcie bandytę! Na pomoc! Rodacy! Bratoszewski (zrywa się również z krzesła). — Panie! Chciałem przecież wrócić na dobrą drogę. Panie, nie gub mnie pan! Ksiądz dobrodziej na spowiedzi kazał mi pójść do pana, łaski i przebaczenia prosić...

Orzechowski (nie słysząc próśb i błagań Bratoszewskiego):

Na pomoc Na pomoc!

Gdy mieszkaniec Kołomyi opamiętał się – było za późno. W mieszkaniu Sobczaków było mrowie ludzi. Policjant kazał zamknąć drzwi. Wczoraj stanął nieszczęśliwy Bratoszewski przed sądem grodzkim. I opowiedział sądowi smutne dzieje swego nawrócenia. Biedny Bratoszewski — stary wyga złodziejski — nim wróci na drogę uczciwości — będzie musiał przejść przez czteroletni czyściec w wiezieniu. Orzechowski wraca do Kołomyi. Raz napad — potem znów taka historja z nawróconym grzesznikiem. Orzechowski ma Łodzi po uszy.




niedziela, 27 marca 2022

Kołomyja - Kresy - Rodzina Chomiak - Bolesław Śliwiński - Fotografie - Teatr Śląski - 1931- cz.4

 W części III przedstawiałem dwa zdjęcia związane z cyrkiem i Mikołajem Chomiakiem. Nie mogłem znaleźć informacji na temat Cyrku Szapito i dlatego napisałem do Bolesława, czy ma więcej informacji w tym temacie. Oto odpowiedź: 

Witaj drogi Andrzej!

Potwierdzenia oficjalnego tego faktu związanego z cyrkiem nie mamy, bo kiedy Mikołaj Chomiak w 1945 roku został aresztowany przez „nkwd”, to z domu zabrali dosłownie wszystko. Rok później jego żona Rozalia Chomiak „wykupiła” swojego męża i rodzinny fotoalbum. Te zdjęcia z cyrku pochodzą właśnie z tego albumu. Ale teściowa moja i jej brat śp. Bogdan Chomiak (były zastępca dyrektora Teatru Śląskiego w Katowicach) tak mówili. Co ciekawe cyrk ten przyjeżdżał specjalnie do Mikołaja Chomiaka żeby odnawiać uprząż dla koni i obroże dla psów. Pewną informacją jest również to, że cyrk ten dał w Kołomyi dwa przedstawienia, a dziadek z Rodziną byli gośćmi honorowymi. Po tych przedstawieniach pojechał bezpośrednio na tourne do Stanów Zjednoczonych.


Bogdan Chomiak, kierownik techniczny Teatru Śląskiego, były tancerz Teatru II Armii W.P., od roku 1947 nieprzerwanie związany z Katowicami, odznaczony medalami wojennymi, Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Złota Odznaką "Zasłużonemu w rozwoju województwa katowickiego".

sobota, 26 marca 2022

Kołomyja - Kresy - Bolesław Śliwiński - Fotografie - Cyrk Szapito - 1931- cz.3

 Jeśli Kołomyja to i Bolesław Śliwiński! Pomalutku otwierają się archiwa jego rodziny. Tym razem przesłał dwa cudowne zdjęcia dziadka ze strony swojej żony. Tylko podziwiać i pozazdrościć, ze przetrwały do naszych czsów!

Oto wpis pod zdjęciami Bolesława Śliwińskiego:

Dziadek żony  Mikołaj Chomiak (ten z lewej z wąsami) wykonał zamówienia na uprząź dla koni i obroże dla psów Wiedeńskiego cyrku Szapito.




sobota, 19 marca 2022

Kołomyja - Kresy - Bolesław Śliwiński - Fotografie - 1931- cz.2

   Piekna fotografia z 1931 roku przesłana przez Bolesława Śliwińskiego!

Na pamiątkowym zdjęciu Zarządy Cechu szewców, rymarzy, garbarzy i rzemiosł pokrewnych w Kołomyi sa:

Siedzą od lewej: W.Patkowski, A.Morozowicki, M.Chomiak (sekretarz - dziadek żony Bolesława), R.Wersller (starszy cechu), A.Popik (Zastępca), K.Patkowski, M.Piskozub (Sekretarz).

Stoją od lewej: M.Lutnik, J.Wodziczko, J.Sanojca, J.Chomiak, M.Romańczuk, S.Friemet, Ch.Grunwerk, M.Feder, I.Goldschrein, I.Abzug, B.Koch.




 

piątek, 18 marca 2022

Kołomyja - Kresy - Bolesław Śliwiński - Fotografie - cz.1

 Wojna! - straszne słowo. Zawsze żyłem w przeświadczeniu, że nie muszę się zmagać z wojenna traumą jak moi Rodzice i bliscy.  Patrząc w obraz telewizora nie wierzę, że to może być prawdą...

    Ukraina, bliski mi kraj, nie tylko z mojego pobytu podczas prac na cmentarzu polskim w Kołomyi, także mojego zbioru kresowych pocztówek. Jednak najważniejszym jest poznanie Bolesława Śliwińskiego o którym pisałem na swoim blogu. Z mojej winy jak zwykle nasze kontakty się rozluźniły, Bolesława pisał piękne życzenia świąteczne, niestety nie zawsze na nie odpowiadałem... Przykro mi Bolesławie. 

Dużo opowiadał mi o Bolesławie i Kołomyi mój przyjaciel Kacper z Brzezin. Także ostatnie wydarzenia powodowały, że to był temat nr.1. Poprosiłem Kacpra, żeby napisał do Bolesława, że przyjmę go z żoną pod swój dach w tych trudnych chwilach. Odpowiedź nadeszła bardzo szybko: zostaję, tu jest moje miejsce, będę walczył! Bolesław (rocznik 1950) jest wielkim bohaterem, także zdjęcie które pod swoją deklaracją zamieścił, mówi wszystko!


Wczoraj wieczorem odbyliśmy godzinną rozmowę na Messengerze, rozmawialiśmy o wszystkim. Poprosiłem go, żeby mógł spisać jego historię i rodziny, a jest bardzo bogata i ciekawa. Nie minęło kilka godzin, kiedy na mój adres e-mailowy przesła dwa wspaniałe zdjęcia związane z jego rodziną i Kołomyją.

Prezentuję oczywiście pierwsze z nich:

Zarząd Cechu szewców, rymarzy, garbarzy i rzemiosł pokrewnych w Kołomyi z lutego1944r.
siedzą - 3-z lewej- szef niemieckiej kancelarii finansów Kołomyjskiego Powiatu. (ubrany po cywilnemu), który uratował nie jednego żyda, polaka, ukraińca od niemieckiej niewoli.
siedzą - 4-z lewa Mikołaj Chomiak - dziadek mojej żony.




czwartek, 5 sierpnia 2021

Kołomyja - Ukraina - Kresy - Działo się...- Łódzka prasa - Echo - 1930-38 - cz.4

 

Echo. 1929-05-24 R. 5 nr 125





Truciciel polskich żołnierzy . Chleb z mąki rozrabianej wodą deszczową sprzedawał 49-mu pp. niesumienny dostawca.

Kołomyja 24. 5. (Od wł . k.) W 49 p: p. w Kołomyi wykryto poważne nadużycia przy dostawie chleba dla wojska. Nadużyć tvch dopuszczał się niejaki Walberg. który od dłuższego czasu był w kontakcie z władzami wojskowemi. Walberg przy pomocy zaufanych piekarzy robił specjalną mieszankę chleba, która sprzedawał wojsku jako artykuł pierwszej jakości. Walberg w swej bezczelności posunął się tak daleko, że do rozrabiania maki używał wody deszczowej. Nadużycia zostały wykryte dzięki sprzeczce wspólników. Walberga aresztowano. Dalsze dochodzenie prowadzi żandarmerja. Ostatnio jak 
stwierdzono kilkudziesięciu żołnierzy musiano ulokować w szpitalu z powodu zatrucia. 

 

========================================================================

Echo. 1937-07-19 R. 13 nr 199





MIAŁA, CZY NIE MIAŁA? Powikłana Historia.

Z Kołomyi donoszą: Przed kilku dniami zjawiła się w wydziale śledczym policji w Kołomyi 14-!etnia mundantka adwokacka Maria X. i złożyła sensacyjne doniesienie, iż w czerwcu tego roku w Stanisławowie urodziła dziecko, którego ojcem jest osoba zajmująca znaczne stanowisko społeczne w Kołomyi, a której nazwisko podała. Zeznania te wydawały się prawdziwe, nawet dziecko młoda matka okazała policji. Stwierdzono, że w Stanisławowie ochrzciła je dziewczyna na obce nazwisko, widocznie w tym celu, aby ludzie się o jej „wypadku" nie dowiedzieli. Przeciw ojcu wszczęto wobec tego 
dochodzenia o zbrodnię wobec nieletniej Jednakże obecnie sprawa przybrała sensacyjny zwrot! Oto. policja aresztowała pod zarzutem zabójstwa matkę owej muntlantki, utrzymując, że ona zamordowała dziecko swej nieletniej córki. Okazało się mianowicie w międzyczasie, że zjawiła się kobieta, która udowodniła, że dziecko wskazane przez młodocianą mundantkę jest jej dzieckiem i że „pożyczyła" ona je młodocianej matce w celach bliżej nieznanych. Ponieważ badanie biegłych lekarzy wskazuje na to, że mundantka stała się rzeczywiście matką, przeto narzuciło się pytanie, co się z noworodkiem stało. Aresztowana matka owej mundantki uporczywie utrzymuje, że jej córka dziecka nie miała. _
=========================================================================

Echo. 1932-02-06 R. 8 nr 37




Nierozsądna brawura dwóch żołnierzy. Jeden poniósł śmierć — drugi dogorywa .

Kołomyja. 6 lutego. Dwaj żołnierze z 30 pp. wyjechali ze Stanisławowa pośpiesznym pociągiem w stronę Kołomyi. Po drodze postanowił; zwiedzić jeszcze wieś Turke. Z powodu tego, że pocąg pośpieszny na stacji w Turce nie staje, obaj wyskoczyli z pociągu, jednak tak nieszczęśliwie, że jeden z nich, nieustalonego nazwiska, poniósł śmierć na miejscu. drugi natomiast odniósł cieżke obrażenia cielesne i dogorywa w szpitalu.  
=========================================================================

Echo. 1936-11-16 R. 12 nr 319




Auto komendanta straży granicznej WPADŁO Z MOSTU DO RZEKI

KOŁOMYJA 16.11. Wczoraj o godzinie 21,15 zaalarmowano miasto nasze o nieszczęśliwym wypadku, jaki zdarzył się na moście nad Prutem, łączącym Kołomyję z Wierbiążem. O tej porze jechał autem od strony Wicrbiąża komendant straży granicznej kom. St. Cechojecki wraz z żoną i dzieckiem. Komisarz orientował się według toru kolejowego. W pewnym momencie, gdzie droga rozwiodła się, tuż nad Prutem, komisarz wjechał .na most j z nieustalonych po wodów runął wraz z autem ze znacznej wysokości do wody. Tonących wyratowało pogotowie PKP. Komisarz wyszedł bez szwanku, natomiast dziecko jest ciężko ranne.
=========================================================================

Echo. 1938-09-09 R. 14 nr 250


CZY ZASKRZYPI SZUBIENICA W KOŁOMYI?

Z Kołomyi donoszą:  Przed senatem karnym Sądu Okręgowego w Kołomyi toczy się proces, który zakończyć się może wyrokiem śmierci. Na ławie oskarżonych zasiadł zimny i cyniczny zbir Bazyli Sorochin, oraz 4 osoby, oskarżone o to , że wynajęły go do zamordowania niejakiej Haffi Smodczuk.
W r. 1925 niejaka Maria Smodczuk urodziła nieślubne dziecko, a wyrokiem sądu kosowskiego ojcem tego dziecka został uznany zamożny gospodarz, Bazyli Oleniuk. Opiekunką dziecka została 
ustanowiona babka dziecka, Hafia Smodczuk, która w r. 1937 zaskarżyła Oleniuka do sądu o wypłacenie zaległych rat alimentacyjnych. Okazało się, że Oleniuk przepisał cały majątek na swą żonę. Sąd unieważnił akt darowizny i zasądził Oleniuka na zapłatę około 2000 złotych. W Oleniukach rosła nienawiść do energicznej opiekunki dziecka. Początkowo toczyły się pertraktacje o ugodowe załatwienie pretensyj, w końcu Smodczukowa oświadczyła, że o wysokości sumy zadecyduje, gdy odbierze w Kosowie wyrok na piśmie. Ten pisemny wyrok wydawał się Oleniukom najgroźniejszy. W ich ciemnym umyśle zrodził się obłędny wniosek: jeśli zginie stara Smodczukowa i zniszczy się wyrok, to nie trzeba będzie za grzech młodości zapłacić.W Kołomyi poznali człowieka gotowego za pieniądze zamordować nawet własną matkę, Bazylego Sorochana. Obiecali mu zapłacić dużo pieniędzy za zamordowanie starej kobiety. Przez miesiąc Sorochan przebywał u nich, aż się zdażyła okazja; W marcu 1938r. Smodczukowa wybrała się do Kosowa do sądu po wyrok, a w drodze powrotnej Sorochan w lesie ją zamordował. Siekierą, wręczoną mu przez swych mocodawców, rozpłatał jej czaszkę i zabrał jej - wyrok. "Łup" ten zaniósł do Ołeniuków, którzy ucieszyli się, że pozbyli się wroga i dla ostatecznego unicestwienia sprawy alimentacyjnej, wyrok spalili.
Niedługo cieszyli się wolnością; w trzy dni później zostali aresztowani, gdyż słusznie policja przypuszczała, że tylko im mogło zależeć na śmierci starej kobiety. W dwa tygodnie później do domu Ołeniuków zgłosił się morderca ponownie - po nagrodę. Zastał jednak tylko starą krewną aresztowanych Ołeniuków, która mu dała 10 złotych i kazała poszukać świadków, którzyby potwierdzili jego alibi. Sorochan jednak miast tego począł się ukrywać i to zwróciło na niego uwagę policji. Schwytano go w momencie, gdy krążył koło domu Ołeniuków. Gdy zbrodniarz widział, że poszlaki przemawiają przeciw niemu, przyznał się do okropnej zbrodni, na całe swe usprawiedliwienie podał, że namówili go Ołeniukowie, przecież porządni gospodarze, a on chciał zarobić.... Na rozprawie zeznań swych nie zmienił, a jedynie Ołeniukowie przeczą.
Rozprawa jest wyznaczona na dwa dni. Oskarżonym grozi wyrok śmierci.


             

wtorek, 3 sierpnia 2021

Kołomyja - Ukraina - Kresy - Działo się...- Łódzka prasa - Echo - 1930-38 - cz.3

 

Echo. 1936-05-11 R. 12 nr 131





Aresztowanie adwokata za szkalowanie sędziów

Z Kołomyi donoszą: W Kosowie koło Kołomyi został przytrzymany przez policję tamtejszy adwokat, dr. Michał Bodnar.. Adwokata odstawiono do więzienia kołomyjskiego, gdzie dbywać będzie karę 16-tygodniowego aresztu wymierzoną mu za obrazę władz. Dr. Bodnar zasypywał Ministerstwo 
Sprawiedliwości pismami i zażaleniami na sędziów, oraz na sposób ich urzędowania. Ponieważ zarzuty adwokata były gołosłowne sąd kołomyjski (dr. Bodnar starał się o wyłączenie nietylko sądu kołomyjskiego, lecz całej Apelacji lwowskiej!) skazał go prawomocnie na 7 miesięcy bezwględnego aresztu. Połowę kary mu darowano na podstawie amnestji, a resztę musi obecnie odbyć.
========================================================================

Echo. 1935-12-11 R. 11 nr 344





KUTREM DO ABISYNJI.. . UCIECZKA  AWANTURNICZYCH UCZNIÓW

KOŁOMYJA 11.12. W Śniatynie policja dworcowa przytrzymała w pociągu bukareszteńskim niejakiego Stefana Płonkę, 20 letniego robotnika z Bochni, który złożył na stępujące SENSACYJNE zeznania: W lecie br. zapoznał się z uczniem gimnazjum handlowego w Krakowie, Edwardem Capikiem i obaj ułożyli plan ucieczki zagranicę. Gdy wybuchła wojną włosko abisyńska postanowili stanowczo przedostać się do Abisynji. Do tego przedsięwzięcia wciągnęli ponadto uczniów krakowskich gimnazjum Marjana Boronia, Stanisława Zjadacza, Edwarda Popęka, Jana Koenka Franciszka Maksyma oraz robotnika Władysława Fedorygę i wyznaczyli datę wyjazdu na dzień 2 bm. W oznaczonym dniu znaleźli się wszyscy na dworcu kolejowym w Krakowie, gdzie kasjerem obrali Krzaka i na jego ręce złożyli pieniądze, które otrzymali od rodziców na opłatv szkolne. Postanowili pojechać na Polesie, by tam zakupić łódź i rzekami pojechać do... Abisynii, lecz widząc, że rzeki zamarzły, postanowili jechać do Konstancy nad Morzem Czarnem, kupić tam kuter i popłynąć do brzegów Czarnego Lądu. Najpierw udali się do Trzebiny, następnie pokolel byli w Dęblinie, Lublinie i Lwowie, Dnia 6 bm. wieczorem przyjechali do Kołomyi, gdzie znaleźli gościnny przytułek w hotelu Berga. Tu doszło do awantury: Fewdoryga upił się i począł wymachiwać nożem. Ż zamieszania skorzystał Płonka i skradł u „kasjera" Krzaka portfel z suma 100 zł., poczem wsiadł do pociągu i pojechał do Śniatynia, by tam przekroczyć nielegalnie granicę do Rumunii. Został jed nak aresztowany. W dalszym ciągu Pionka opowiada, te ,kapitanem" był Maksym, który cieszył się wśród kolegów największym szacunkiem. Wiadomo jeszcze, że pozostali chłopcy którym już zostało tylko 40 zł., udali sie pieszo w kierunku Kosowa, aby tamtędy się przedostać do Rumunii. Całe przedsięwzięcie noszące nawet cechy daleko posuniętej dojrzałości (chłopcy umieją się tak dobrze ukrywać, że ich dotychczas policja nie schwytała) narażone zostało na niepowodzenia, — zdaniem Plonki — głównie dlatego, że chłopcy nie dowierzali kasjerom. Z drogi, uciekinierzy, którzy są przekonani, że jako Europejczycy zostaną w Abisynii natychmiast generałami, nie napisali do domu ani jednego listu  
======================================================================

Echo. 1930-07-31 R. 6 nr 207





Ponury dramat miłosny. Podwójne samobójstwo.

Kołomyja. 31 sierpnia. Miasto Horodenka w woj. stanisławowskiem było we wtorek widownią ponurego dramatu.  Żona miejscowego lekarza dr. Teofila Kulczyckiego oraz młody kandydat adwokacki dr. Prokop odebrali sobie życie wystrzałem z rewolwerów. Kulczycka z dr. Prokopem łączyły oddawna intymne stosunki miłosne. Onegdaj doszło między dr. Prokopem a dr. Kulczyckim do wielkiej scysji, w czasie której Kulczycka popełniła samobójstwo. Na wiadomość o tragicznym zgonie targnął się na swe życie dr. Prokop. 
========================================================================

Echo. 1938-08-16 R. 14 nr 226





Ojciec żebrak - córka wróżka Sąd odsłonił otchłań upadku moralnego.

Z KOŁOMYI donoszą: - Przed Sądem karnym w Kołomyi, pod przew. wiceprezesa s.o. Soboty toczyła się sensacyjna sprawa przeciw 66-letniemu Feibiszowi Hilsenrathowi z Kołomyi (Sobieskiego 44), który w nocy z 22 na 23 maja r.b. zadał swej nieślubnej córce Zofii Zeichner, podczas snu 7 ciosów siekierą w głowę, raniąc ją bardzo ciężko. Na krzyk Zeichnerówny nadbiegł dozorca domu Stefan Furyk, który wyrwał z rąk rozwścieczonego ojca siekierę i zawezwał policję. Rozprawa toczył.a się za pośrednictwem zaprzysiężoncgo tłumacza dr. B. Fesslera, gdyż oskarżony zna wyłącznie język 
żydowski. Zeznał on, że trudni się zawodowo żebratwem i od 10 lat mieszka razem ze swą córką. Twierdzi, że to ona na jego życie nastawała, że krytycznej nocy, zbudziwszy się, zauważył, że córka schodzi z łóżka uzbrojona w siekierę i zdąża do niego. Wówczas w obronie własnej zadał jej tą właśnie siekierą kilka cio.sów w głowę. Następnie zeznawała jako świadek jego córka. Porusza się ona o kulach, gdyż od urodzenia nie włada nogami. Jest ona - jak sama twierdzi - zawodową „wróżką" i w ten sposób zarabia na swe utrzymanie. Ojciec nie tylko ją maltretował przy każdej sposobności, lecz - jak zeznała w śledztwie - usiłował także dopuścić się w stosunku do niej zbrodniczych wybryków. W czasie nieporozumień nieraz radziła mu, by się utopił, gdyż nie chce i nim razem przebywać. Zbudziła się krytycznej nocy wskutek strasznego bólu i spostrzegła, że ojciec jest nad nią nachylony i zadaję jej siekierą ciosy w skroń i ramiona:. Zalana krwią, wkrótce straciła przytomność. Chorowała po tym bardzo długo i lekarze stracili już nadzieję na utrzymanie je.i przy życiu. Świadek Stefan Furyk na ogół potwierdzał zeznania pokrzywdzonej. Proces ten wykazał dno upadku moralnego w rodzinie oskarżonego. W ostatnim swym słowie, oskarżony oświadczył, że córka chciała go się pozbyć z domu, gdyż utrzymywała stosunki z synem gospodatza i chciała z nim zamieszkać. Sąd skazał oskarżonego na 4 lata więzienia. Oskarżony zapowiedzi.al apelację. Córka na korytarzu po wyroku odezwała się - „Za mało"....
=========================================================================

Echo. 1931-03-17 R. 7 nr 75




Syn udusił matkę. Nieudana ucieczka .

7. Kołomyi donoszą: W Rzukocinie pod Kołomyją dokonano wczoraj morderstwa na osobie gos podyni Paraśki Stadniczuk. Mianowicie denatka licząca lat 51 została we własnem mieszkaniu uduszona. W wyniku śledztwa policyjnego przytrzymano rodzonego jej syna Michała, jako podejrzanego o dokonanie morderstwa z chęci zawładnięcia pozostałym po matce majątkiem. W czasie aresztowania Michał Stadniczuk usiłował zbiec lecz zapobiegł temu posterunkowy P. P. Kędzierski jcdnvm strzałem ostrzegawczym ze swego karabinu. 

=======================================================================