Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieluń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieluń. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 listopada 2018

Cukrownia - Wieluń - Dyrektor - ok.1930

       Pozostały wspomnienia i sentyment..... Cukrownia w Wieluniu powstała w 1912 roku. Przetrwała kryzysy i zawieruchy obu wojen, dawała pracę setkom ludzi, także rolnikom którzy dostarczali swoje buraki. Tak było prawie 90 lat. W 2008 roku rozpoczęło się wywożenie podstawowych maszyn, co za tym idzie fizyczne niszczenie zasłużonego zakładu pracy.
       Zdjęcie, które kilka lat temu kupiłem w Łodzi, ma wartość sentymentalną... Na zdjęciu formatu pocztówkowego widoczny jest dyrektor Cukrowni "Wieluń". Być może znajdzie uznanie dla fanów Wielunia. Więcej w temacie tej fabryki znajdą państwo pod:

Cukrownia w Wieluniu wczoraj i dziś [GALERIA ZDJĘĆ] - NaszeMiasto ...


wielun.naszemiasto.pl › Historia



W tym roku minęło 15 lat od kiedy w Wieluniu zaprzestano produkcji cukru. Dokładnie ostatniego dnia lipca 2003 roku 95 pracowników Cukrowni „Wieluń” otrzymało wymówienia. Pół roku wcześniej fabryka przeszła w ręce francusko-niemieckiego koncernu Saint Louis Sucre, który zdecydował o jej likwidacji.....


sobota, 28 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - Zaduszki - Cmentarz - cz.8

W dniu wczorajszym zadzwonił do mnie nieznany mi człowiek. Jednak po dosłownie  dziesięciu sekundach, zrozumiałem, kto ze mną rozmawia! Tą osobą był Pan Bolesław Głębocki, syn naszej pamiętnikowej Krysi !!! Muszę w tym miejscu przedstawić postać Pani Haliny Piec, nauczycielki Szkoły w Wierzbiu. Bardzo zaangażowała się w tym temacie, to dzięki niej nawiązałem bezpośredni kontakt z Rodziną Włodarczyków. Nie będę w szczegółach opisywał mojej wczorajszej rozmowy z Panem Bolesławem (trzech Bolesławów!), zaznaczę, że była bardzo serdeczna, z wielkimi nadziejami na podanie większej ilości informacji na moim blogu.
Taki oto komentarz otrzymałem ze strony trzeciego Bolesława:
"Ocalił Pan od zniszczenia cenne rodzinne pamiątki rodziny Bolesława Włodarczyk. Pańska pasja jest niezwykle inspirująca i godna promocji w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jestem wdzięcznym beneficjentem Pańskich dociekań. Będziemy w kontakcie . Bolesław Głębowicz wnuk"

Podjąłem także decyzję, żeby te pamiętniki, jak szybciej trafiły do rąk Pani Krystyny. Muszę wszystkie strony skserować, także wprowadzić na mój komputer troszeczkę to potrwa. Mając taki nawał prac, zdecydowałem, że nie będę przepisywać pamiętników, tylko zamieszczać ksero poszczególnych stron. Czytelnicy, mogą po wciśnięciu myszką dowolnie powiększać strony.

Włodarczyk Bolesław-ojciec:


Włodarczyk Krysia - 9 lat:








Włodarczyk Bolesław (Boleś): 





poniedziałek, 23 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - Mord - Katyń - cz.7

Włodarczyk Bolesław-ojciec:

                                                                                                                25 sierpnia 1931 r.
Cały pozostały wolny sierpień spędziliśmy na czele z Krysią w Wąsaczu, u rodziców mamusi. Jest to ładna wioska, znajdująca się nad rzeką wartą, a więc w lecie pobyt u niej może sprawić dużo przyjemności. Tylko na nieszczęście jest daleko oddalona od Wierzbia, trudno się więc tam dostać. Najprzód jechaliśmy furą. I tutaj pokazało się całe babskie tchórzostwo Krysi. Przytuliła się w chustce do Rózi, która ją wiozła i ani jednem "słowem"nie zdradziła swojej obecności. Dopiero w pociągu odzyskała rezon: trochę bawiła się, trochę spała i tak szczęśliwie dojechała do ostatniej stacji. Ale teraz znów trzeba jechać furą. Krysia zachowywała się podobnie. Niedaleko Wąsacza złapała nas burza z deszczem, a kiedy zajechaliśmy przed dom dziadków, deszcz zmienił się w ulewę. Jak tu zdjąć dziecko? Do tego czasu pod parasolami była jak pod dachem, ale teraz trudno było z wysokiego woza wziąć ją razem z całymi manatkami i parasolem. Tymczasem Krysia obudziła się i rozpoczęła krzyczeć. Cała rodzina stojąca w przedsionki poczęła na wyścigi dawać rady, a dziadek, ojciec i matka niezdecydowanymi ruchami starali się jakoś wydostać dziewczynkę z kolan matki i przenieść do domu. Ale wtedy jak deus ex machina zjawiła się babka. Nim opanowaliśmy sytuację, w cienkiej sukience, nie bacząc na deszcz, rzuciła się na wóz, mimo krzyku matki, że złamie dziecko, chwyciła je i pędem pobiegła do domu. Odetchnęliśmy z ulgą. Po tej podróży Krysia płakała jakiś czas, bo bolał ją brzuszek, ale na drugi dzień była już zdrowa. Teraz zaczęły się oględziny dziewuchy. Dziadek założył okulary, a wuj Janek pomagał mu robić obserwację. Tak sobie kiwali głowami, trochę chwalili, bo jakże można inaczej, ale zdaje się, wrażenia silnego nie zrobiła. Powoli Krysia zaczęła pokazywać, co umie. pokazała wszystkie swoje uśmiechy, siłę i zapas słów (gu, ga,ta, i.t.d.), zademonstrowała całą mądrość, a i serca poczęły lgnąć do tej najmniejszej obywatelki rodziny. Wuj Janek ze zbytniej troskliwości uczył babkę kąpać dziecko. babka się trochę gniewała, bo przecie kąpała jego i jeszcze czworo jemu podobnych. Dwa tygodnie prędko przeszły i trzeba było wracać do domu. W drodze powrotnej nadzwyczajnych przygód nie było, chyba to że w czasie jazdy pociągiem, "kazała" się ojcu trzymać w oknie, ażeby patrzeć na migający krajobraz.


Włodarczyk Krysia - 9 lat:
                                                                                                   Dnia 7.V.1941 r.
Nareszcie doczekaliśmy się ciepła. Przebywamy ciągle na dworze. Po graniu, lekcjach i katechizmie zaraz chyc na dwór. Jeszcze nie skończym obiadu zaraz poszłam na dwór. Urwałam trawy dla królików. Wytarłam talerze i wzięłam się do pisania kochanego pamiętnika.

                                                                                                   Dnia 9.V.1941 r.
Postanowiłam pisać cię kochany pamiętniku trzy razy na tydzień w poniedziałek, środę i piątek. dzisiaj właśnie jest piątek. Wczoraj było bardzo zimno, nawet trochę prószył śnieg. A dziś jest ciepło.

                                              Koniec zeszytu nr.1


Włodarczyk Bolesław (Boleś): 

                                                                                                     Sołtysy, dnia 17.X. 1944 r.  
Nasza grusza. Naprzeciw rośnie gruszka. W tym roku miała dziewięć gruszek. Miała dlatego tak mało, bo jest młoda, Te gruszki nazywają się (miodówki). Teraz gruszka wygląda ładnie. Listki jej są czerwone. Niektóre mają chęć spaść.

                                                                                                     Sołtysy, dnia 23.X. 1944 r.  
Jak spędziłem niedzielę. W niedzielę rano wypluskałem się w miednicy. Zjadłem śniadanie i wybiegłem na dwór. Po obiedzie przyszedł Zdziś i Franek, bawiliśmy się dość ładnie. Na wieczór czytałem książkę pod tytułem"Młodzi gwardziści" Przyborowskiego. Bohaterem jest Tomasz Landikier.

                                                                                                      Sołtysy, dnia 27.X. 1944 r. 
Kochany Jędrusiu!
Miałem już od dawna napisać  do Ciebie list. Dzisiaj mam trochę czasu, więc piszę. Mam tutaj trzech kolegów Janek Orzeszyna, syn wdowca i Zdzisiu Figas, syn górnika i Franek Ciesielski. Czasem w niedzielę bawimy się w wojsko, czasem w kapitana okrętu. Obecnie czytam książkę pod tytułem: "Tajemnica Romka". Czytałem dużo , dużo innych książek. Czy ty też czytałeś książki? Ja przerabiam czwartą klasę, a ty podobno trzecią. Czy Krysia zaczęłą chodzić do pierwszej klasy? Ciocia pisała, że byłeś z Krysią w Gołkowicach na letnisku. Napisz mi kochany kuzynie, czy już wróciliście do domu. Całuję Cię mocno.
                                                                                              Boleś
ps. Dla Cioci pozdrowienia. 

                                                                          

                            

czwartek, 19 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - Mord - Katyń - cz.6

Dynamicznie rozwija się historia Rodziny Włodarczyk. Udało mi się skontaktować z dyrektorem Szkoły w Wierzbiu, Panem Jackiem Błasikiem. Miła i efektywna rozmowa telefoniczna, dowiedziałem się kilku nowych faktów. Najsmutniejszy, to to, że Pan Bolesław (Boleś) Włodarczyk odszedł na zawsze. Ten pozytywny, to, że Pani Krystyna żyje! W dniu dzisiejszym zadzwoniła do mnie, nauczycielka tej szkoły, Pani Halina Piec. Długa rozmowa, wniosła sporo nowych wiadomości, chociażby takie, że Pani Krystyna mieszka w Katowicach, Pan Bolesław, aż do śmierci mieszkał w Łodzi, jego żona jest lekarzem. Nie chcę obecnie podawać więcej informacji, czekam na numer telefonu do Pani Krystyny. Po tej rozmowie, za jej zgodą, fakty z życia jej Rodziny, opiszę dokładniej, a jest o czym pisać!





Włodarczyk Bolesław-ojciec:
                                                                                                         3 sierpnia 1931 r.
Tatuś wrócił wreszcie z tego wojska. Ponieważ mamusia nie miała czasu notować swoich spostrzeżeń nad Hanią, więc ten okres czasu kiedy ojciec chodził z karabinem zostanie tajemnicą. Przede wszystkim Hania zmieniła imię na Krysia. Mamusi przestało się podobać imię Hania, no i chciała trochę zrobić przyjemność tatusiowi, więc poszła do księdza, a ten dał się namówić na dodanie jeszcze jednego imienia t.j. Krystyna. W ten sposób z Hani zrodziła się Krysia. Pierwsze wrażenia ojca po powrocie z wojska: Dziewczynka bardzo urosła i zmężniała. gaworzy już na dobre. Rozumie się, są to wyrazy bez związku, często nie można ich wcale uchwycić, jednak mówi dużo. Główkę trzyma zupełnie prosto i pewnie. Przy tem rozgląda się na wszystkie strony. bardzo dużo się śmieje. Ogromnie jest wrażliwa na kolory. Potrafi zabawić się patrzeniem na jakąś kolorową rzecz dłuższy czas, a czasem krzyczy, gdy się ją zabiera, a ona jest na coś zapatrzona. Dobry ma też słuch. Najmniejszy hałas potrafi ją obudzić, albo zmusić do odwrócenia główki w kierunku źródła głosu. Gdy chce jakąś rzecz chwycić robi ruchy w kierunku danego przedmiotu, nie może go natomiast złapać garstką. Ruchy rąk jeszcze nie skoordynowane. Po zatem dużo krzyczy, je i śpi. Takie są wrażenia ojca przy spotkaniu z córką po 6-cio tygodniowem niewidzeniu się.


Włodarczyk Krysia - 9 lat:
                                                                                                           dnia 16 IV.1941
Drugie święta Wielkanocne jesteśmy bez tatusia. Dlatego było nam smutno. W Wielką sobotę była u mnie Irka z  którą zapoznałam się. W Boże Narodzenie u p.p. Leśniczych. Przyniosła nam 2 pisanki p.Dedkowa, Pani Dedkowa zaprosiła nas na pierwsze święta do siebie. mamusia poszła na rezurekcję, a Boleś i ja zostaliśmy. Zaraz po rezurekcji Mamusia poszła do pani Jaskólskiej na śniadanie i pani Leśniczowa też poszła, bo ona była na rezurekcji. Zjedliśmy śniadanie i czekamy aż przyjdą po nas. O 10 g. przyszli Rysiu i pan Włodek. Mnie zabrał p.Włodek, a synka Rysiu. W p.p.Dedków ładnie się bawiliśmy.
                                                                                                         

                                                                                                           dnia 27.IV.1941 r.
Dzisiaj jest niedziela. Jest dżdżysto, więc jesteśmy w domu. W tygodniu mam robotę. Dzień ma 12 g, lekcji 3 grania, bo się uczę. W piątek dużo szło wojska. W tym roku pójdę do komunii. Już chodzę na katechizm. Mamusia bardzo chciała żebym dopiero chodziła jak Tatuś wróci. Ale Babcia i ja chciałyśmy w tym roku. Wreszcie Mamusia się zgodziła. Część moich koleżanek poszła w tamtym roku, a reszta w tym.

                                                                                                           dnia 1.V.1941 r
Wczoraj przyszło dwóch żandarmów. Przyszli po podkurzać siatkę i ramki. Bo pewno nie pisałam, że nam zabrali ule. Po południu przyszła do mnie Hania Łachówna z dziećmi Edziem i Elusią. Edzio jest straszny urwis, trzeba go bardzo pilnować, żeby nie wyszedł na drogę. Elusia bawiła się lalką, a Boleś z Edziem w konie, a Hania i ja bawiłyśmy się w piłkę. Już późno było gdy poszła Hania z dziećmi.
  

                                                                                                           dnia 5 maja 1941 r.
Bardzo się dziwię, że jest 5 maj a tak bardzo zimno jak by to była jesień a nie wiosna. Na katechizmie byłam w zimowym palcie i jeszcze było mi zimno. Pąki na drzewach nie rozkwitają. Wczoraj i dzisiaj nawet trochę śnieg padał. Wobec tego najwięcej jesteśmy w domu. Pewno nie pisałam że Mamusia nas uczy grać na fortepianie. Mamusia jest w dobrym humorze, pewno dlatego, że miała bardzo dobry sen o Tatusiu.       

Włodarczyk Bolesław (Boleś):  

                                                                                                        Sołtysy, dnia 31 maja 44 r.   
Jak wygląda nasz ogródek. W tym roku nie sadziliśmy wcale warzyw, bo bardzo kury kopią. Zasadziliśmy tylko kartofle, bober i groch okrągły, który bardzo lubię. A na boku słoneczniki. w ogródku naszym rośnie jabłoń, leszczyna, maliny i grusza.

                                                                                                        Sołtysy, dnia 3.X. 44 r.      
Moja pierwsza lekcja. Nauka moja zaczęła się dopiero 30 września. najpierw przeszkodziła choroba Babci, a potem byłem chory na odrę, więc dlatego tak późno zacząłem się uczyć. Bardzo tęskniłem za lekcjami. Najlepiej na pierwszej lekcji udały mi się rachunki. Przekonałem się, że nic nie zapomniałem, z czego bardzo się cieszę.

                                                                                                       Sołtysy, dnia 14.X. 1944 r.  
Prace jesienne w polu. teraz na polach jest gwarni i rojno. Rolnicy orzą, bronują i sieją żyto. Kobiety kopią kartofle. dzieci pasą krowy i palą ogniska. Słowiki i skowronki już odleciały, a dziś odlatywały dzikie gęsi. Gęgały na cały głos, jakby się z nami żegnały.                                                                                                                                       

niedziela, 15 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - Mord - Katyń - cz.5

Miałem przeczucie, że te 16 zeszytów- pamiętników rodziny Włodarczyk, mają w swojej treści dziwną moc, można powiedzieć tajemnicę !
Zacząłem zamieszczać w odcinkach równocześnie wspomnienia trójki bohaterów. Nie znałem imienia, seniora Włodarczyka, wiedziałem tylko, że od wybuchu wojny, zarówno Krysia jak i Boluś ubolewają z powodu braku Ojca. Miałem dziwne przeczucie, że on nie żyje...Wczoraj przeczytałem końcówkę wspomnień Bolusia z 1949 roku, gdzie wspomina, że stracili nadzieję na jego powrót, że najprawdopodobniej spotkają się w niebie...
W tym momencie zacząłem szukać na Google Bolesława Włodarczyka... i natychmiast znalazłem, że został zamordowany w 1940 roku w Charkowie.... W części czwartej, zamieściłem wspomnienia Krysi, która napisała:
                                                                                                              dnia 8.IV.1941 r.
"Już rok minął 6 kwietnia, gdy dostaliśmy telegram od tatusia. Bardzo się martwimy. Codziennie rozmawiamy o Tatusiu i bardzo tęsknimy."

To był moment, kiedy zacząłem podejrzewać najgorsze, okres, kiedy tysiące Polskich oficerów, inteligentów zamknięto w obozach w Starobielsku i innych na terenie sowieckiej Rosji. Ten telegram został napisany ze Starobielska, był ostatnią wiadomością, kochanego syna, męża  i ojca...
Bolesław Włodarczyk był podporucznikiem i we wrześniu 1939 został zmobilizowany do 27 Pułku Piechoty w Częstochowie. Był pedagogiem, w 1934 roku, został kierownikiem Szkoły Podstawowej w Wierzbiu...

                          Bolesław Włodarczyk - Junior - Boleś - 4 maja 2015 roku.

Informacje te zaczerpnąłem z materiału:

Człowiek żyje tyle, ile trwa pamięć o nim... Katyń ... - wierzbiespsk.pl

wierzbiespsk.hol.es/.../56-czlowiek-zyje-tyle-ile-trwa-pamiec-o-nim-katyn-1940-pami...
19 maj 2015 - Wspomnienie Bolesława Włodarczyka- kierownika Szkoły Powszechnej w Wierzbiu. W świadomości i sercach Polaków, pamięć o ofiarach ...
Są w tym materiale wspomnienia syna, podporucznika Włodarczyka, także Bolesława, we wspomnieniach piszę o nim BOLUŚ!
Zamieszczane wspomnienia na moim blogu nabierają jeszcze większej wartości historycznej, zapraszam Czytelników do czytania całego materiału, który będzie się ukazywać w następnych odcinkach!
 

sobota, 14 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Ożarów - Sołtysy - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - cz.4

Włodarczyk Bolesław-ojciec:
                                                                                                                    2 czerwca 1931 r.
Chrzest. Przyjechali zaproszeni goście, przyjechali kumowie, przyjechał ksiądz, który tej uroczystości miał dokonać - ks.Spirra. Dużo kłopotu było z imieniem. Matka zostawała przy swojej Hani, ojciec przy Krysi. Za matkę była chrzestna matka, a po cichu i babka, za ojca nikt się nie wypowiadał, to i przegłosowali chłopa. Została więc Hanką, co ojciec musiał przyjąć i czuć się zadowolonym. Jest rzeczywiście zadowolony, jakby kochał Krysię. Potem wzięli dziecko przystrojone odpowiednio i powlekli do kościoła, a cała familia parami postępowała za tą nowo mianowaną Hanią. W kościele nie wiadomo z jakich powodów zaczęła ogromnie krzyczeć. Babka W. wróżyła, że będzie mieć dobry głos. Takie pocieszenie widocznie Hani nie zadawalało,
bo krzyczała coraz głośniej. Wreszcie skończyły się te uroczystości i krzyki i cała familia znowu w dawnym porządku wróciła do domu. Tutaj ks. Spirra wyraził swój podziw, że przy wkładaniu dziewczynka do buzi soli, wcale nie krzyczała, jak to zwykle robią inne dzieci. Całe towarzystwo wypiło trochę za zdrowie Hani, pobawiło się na jej intencję i rozjechało się do domów. Ostatni wyjechał stryjek-chrzestny Stach, a na drugi dzień ciocia-chrzestna Zosia.

                                                                                                                      4 czerwca 1931 r.
Dziewczynka bardzo się poprawiła. Zaczyna żyć jak porządni ludzie: śpi w nocy, a bawi się w dzień. W ogóle czuje się dobrze i rośnie w oczach. Powiadają, że już mówi "ga", ale zdaje się to mało prawdopodobne. Bardzo wcześnie zaczynałoby. Jest bardzo mocna. Potrafi zupełnie samodzielnie unieść się w krzyżu i opierać się tylko na nóżkach i główce tak, że można zupełnie swobodnie pod kręgosłupem przesuwać jej rękę. Będzie pewnie jaką Konopacką.

                                                                                                                      9 czerwca 1931 r.
Hania już całkiem wyraźnie mówi "ga" i "gu". oprócz tego "a". Nie wygłasza tego dość często, ale jest w dobrym humorze i ma dużą chęć bawić się, wtedy wychodzą jej z buzi te dźwięki. Po zatem jest zdrowa i czuje się dobrze.

                                                                                                                     21 czerwca 1931 r.
W ostatnich czasach Hania zrobiła ogromne postępy. Przede wszystkim ogromnie lubi towarzystwo. Może być w najlepszym humorze, ale gdy tylko zostawi się ją samą zaraz robi wrzask. Kilka dni tego zupełnie samodzielnie uniosła głowę od poduszki. Była wprawdzie "na ręku" w pozycji pionowo=leżącej, ale i tak ogromnie nas to zdziwiło. Bardzo lubi się bawić. Śmieje się wtedy na głos i rączkami macha, jakby chciała co złapać. Wszyscy wtedy są zadowoleni i patrzą się na nią, jak w obraz. Gdy jej coś dokuczy, płacze i to płacze łezkami. Wczoraj miała pełne oczka łez. Często nie płacze, ale grymasi. Wtedy wychodzą jej z gardła nieartykułowane dźwięki i ma minę ogromnie nieszczęśliwą. "Ga" przyłączyła już z "a" i mówi "aga". Raz wypowiedziałą "tata".
Tatuś dziś wyjeżdża do wojska na ćwiczenia. Bardzo mu jest przykro, że musi rzucać na 6 tygodni swój dom i swoje skarby, ale nic na to poradzić nie może. Pozostawia swoją Hanię pod opieką mamusi i babci.


Włodarczyk Krysia - 9 lat:

                                                                                                             dnia 10.II.1941 r.
Znowu jest odwilż. Nie byliśmy już dwa dni na dworze. Mamusia mówi , że jest niezdrowe powietrze i dzieci chorują na dyfteryt. A ja nie chciałabym żeby była odwilż, bo Józia Klechówna zrobiła tor saneczkowy. Bardzo dobrze zjeżdżało się. Bardzo się dziwiłam, że Boleś (brat mój) wcale się nie bał. Ale teraz nie można, bo jest odwilż.

                                                                                             Wierzbie dnia 27.II.1941 r.
Mieliśmy zmartwienie, Mamusia zachorowała. Babcia postawiła Mamusi 5 razy bańki. Bardzo bolało. Kilka dni przedtem Mamusia była u p.p.Kempów i przyniosła 2 gry. Jedna w którą nie umieliśmy grać, a druga bardzo ładna, nazywa się loteryjka z flagami państw. Codziennie przychodzą do mnie Janka i Mańka i gramy w loteryjkę.

                                                                                             Wierzbie dnia 10.III.1941 r.
10 marca siedzę sobie, a tu słychać niemiecką rozmowę. Patrzymy, a tu wchodzi 3 żandarmów. Obejrzeli klasy, mieszkanie i kazali wyprowadzić się na plebanię. Meble z pokoi wynieśli dzisiaj. A ubranie i rzeczy z kuchni mieli wynieść jutro. Gdzie mieliśmy spać, był to maleńki jasny pokoik. Kilka dni przespaliśmy w pokoiku. Raz Mamusia zawołała p. sołtysa i przestawili łóżko do kuchni. Jest ona duża, większa niż w szkole. W poprzednią niedzielę przyszło pewno 8 dziewczynek ale ksiądz je wypędził, bo bardzo hałasowały i powiedział, że dwie, trzy to można. Wczoraj  przyszły Hela, Zosia i Hania bawiłyśmy w szkołę.               
    

                                                                                                               dnia 8.IV.1941 r.
Już rok minął 6 kwietnia, gdy dostaliśmy telegram od tatusia. Bardzo się martwimy. Codziennie rozmawiamy o Tatusiu i bardzo tęsknimy. 4 i 5 było bardzo ciepło. Ciągle byliśmy na dworze. Bawiliśmy się z Bolesiem w kopertaca i w piłkę. Zjedliśmy kolację na dworze, bo Boleś nie chciał iść do domu. A dzisiaj i wczoraj jest bardzo zimno więc, siedzimy w domu.


Włodarczyk Bolesław:
                                                                                               Sołtysy, dnia 29.IV.1944
 Streszczenie: "Odwiedziny"
 Dzieci wiejskie zaprosiły do siebie dzieci z miasta. Gdy ich z daleka ujrzały, wołały: Witajcie.
Przyniosły im mydło i ręczniki by się umyły. Potem dały im jeść. Mleko, chleb, miód, ziemniaki. Była kąpiel w rzece . Przyjechały wozy i zabrały dzieci do miasta.

                                                                                               Czwartek 11 maja
W niedzielę przyjechała do nas Ciocia Frania, o 8-mej na wieczór. Spałem więc sam. Krysia z Babcią, a Mamusia z ciocią. Zadowolony byłem, bo miałem dużo do opowiadania i chciałem pokazać Cioci moje znaczki, bo je składam. Mam francuskie, portugalskie, niemieckie, belgijskie i z Guberni. Ciocia powiedziała, że mi w liście przyśle szwajcarskich.


                                                                                                Sołtysy, dnia 22.V.1944
Jak spędziłem niedzielę. Rano gdy się obudziłem słońce było już wysoko. Ubrałem się czemprędzej  i wybiegłem na dwór. Potem poszedłem na śniadanie. Po śniadaniu trochę pobiegałem. O godzinie 11-ej poszedłem trochę się pomodlić. Pomodliłem się. Obiad był zaraz. Po obiedzie położyłem się spać. Po 3-ciej 10 zaczęła się burza. Potrwała do 3g. min.55. Pierwsza burza w tym roku.
                                              


                

piątek, 13 stycznia 2017

Kościół - Biskup - Odezwa - Alkoholizm - Rodzina Kos - Rzymsko - 1939

Ulotka - Odezwa -  wydana przez Biskupów Polskich z dnia 5 lutego 1939 roku.
Temat przewodni, to walka z alkoholizmem, ciekawie napisana odezwa. Była rozprowadzana na terenie Rzymska i okolicach, miejsca gdzie mieszkała rodzina Michała Kosa. Konkretne dane pokazujące, co można kupić za pieniądze wydane na alkohol:

Ciekawe, czy obecnie są podobne statystyki. Ileż to samolotów dziennie, jest przepijane w obecnym czasie?







czwartek, 12 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Ożarów - Sołtysy - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - cz.3

                                  

Włodarczyk-ojciec:
                                                                                                            Dnia 21 maja 1931 r.
Dzisiaj przyjechała babcia Sadłowska i tatuś - furą po swoje skarby. Na nieszczęście po południu rozpadał się deszcz tak, że wszyscy chodzili "jak ścięci". Najwięcej martwiła się matka, a najmniej córka, która się deszczem nie przejmowała. Mamusia kupiła smoczek i usiłowała dać go do buzi dziewusze. Ta jednak bardzo energicznie przeciwko temu protestowała. Wprawdzie próbowała go, ale gdy przekonała się, że on nic konkretnego nie daje wypluwała go z buzi. Wreszcie zaczęło się przejaśniać. Zapakowaliśmy matkę i córkę w ciepłe rzeczy i dalej w drogę. Dziecko całą drogę spało, tylko niedaleko domu zaczęło robić grymasy tak, że przez wieś jechaliśmy z muzyką. Babcia, która ją piastowała uciszała jak mogła, ale nie wiele to pomagało. Świeże powietrze widocznie wpłynęło na apetyt. Do domu wniósł ją tatuś, przyczem i tutaj witała dom wielkim wrzaskiem, który ucichł dopiero po karmieniu. Pędem zasnęła snem sprawiedliwego.

                                                                                                            Dnia 24 maja 1931 r.
Nasza maleńka już się na dobre śmieje. Nie wiadomo co ten śmiech w niej wywołuje, czy jakieś zjawy "święte", czy "myśli" o cudnym cycusiu mamusi, czy jakieś inne dla niej przyjemne rzeczy, trudno dociec. W każdym razie śmieje się i to dość często. Da się także zauważyć cechę charakterystyczną dla całej rodziny Sadłowskich, to jest ogromną przyjemność przy t.z.w.  drapaniu. Oczki jej wychodzą z zachwytu, kiedy "smerze" się ją po pleckach. Potem możnaby poznać nieodrodną córkę matki.

                                                                                                             Dnia 28 maja 1931 r.
Dziewczynka zaczyna się rozpieszczać. W nocy lubi bawić się, a w dzień śpi. Sprawia tam babce i mamusi dużo kłopotu, bo obie nigdy się porządnie nie wyśpią. Nie chcemy jej przyzwyczajać do ciągłego noszenia na rękach, ale nikt nie może wytrzymać, kiedy zacznie krzyczeć. Ostatecznie stanęło na tem, ze dziewczynka już teraz "każe" się nosić. Kiedy tego życzenia nie spełnia się, zaczyna się awantura. Ale co takiej niewolno?

                                                                                                              Dnia 1 maja 1931 r.
Dzisiaj tatuś pojechał do Wielunia i kupił ma się rozumieć na weksel dla córki wózek. Sprawił tem ogromną radość, ale matce i sobie, bo dziewucha wcale wózkiem nie była zachwycona. Owszem krzyczała bardzo solidnie i nie kwapiła się aby w swojej siedzibie osiąść. ma się rozumieć, wózek został z miejsca złożony, wyścielony poduszkami i włożona do niego dziewczynka. Nie zrobiło to na nią większego wrażenia, tylko jak postawiono jej daszek rozglądała się po nim ciekawie. Oboje rodzice i babka byli jednak zachwyceni pięknością wózka i dziecka, a najwięcej obojgu w komplecie. Jutro będą naszej maleńkiej chrzciny. Przygotowują się do tej uroczystości już dzisiaj, co można poznać po zdenerwowaniu kobiet i nieporządku w kuchni.







Włodarczyk Krysia - 9 lat:

                                                                                                               4 stycznia 1941 roku.
Prawie w każde święto przychodzą do mnie koleżanki. Bawimy się w różne zabawy a podczas świąt najczęściej śpiewamy kolędy, których dużo umiemy. Wczoraj cały dzień padał śnieg. Dzisiaj jest zawierucha śnieżna. rano mamusia odwalała śnieg ze ścieżek, a tera podobno znowu są zasypane.

                                                                                                                Wierzbie dn.7.I.1941
Dzisiaj jest ładny dzień. Mamusia powiedziała, że możemy iść na dwór. na dworze było miło, bo wszędzie dużo śniegu. Mamusia się ubrała i poszła z nami. Spotkaliśmy p.Leśniczową. Niedługo wyjechał sankami p.Leśniczy i chciał nas zabrać, ale Mamusia nie chciała bo, by się kartofle rozgotowały.

                                                                                                                 dnia 31.I.1941 r.
Wczoraj byliśmy na spacerze. Poszliśmy w stronę Ożarowa. Byłam lekko ubrana tylko w sweterku i w szaliku. Zapomniałam się pochwalić , że mi Mamusia sweter na drutach zrobiła. Mordowała się biedaczka ale mi zrobiła piękny sweter w kokartki. A ja piszę, piszę, a nie napisałam najważniejszej rzeczy. Gdy tak spacerujemy , spotkaliśmy p.Leśnniczową i zabrała nas. Najpierw pojechaliśmy do p.Płuciennika, potem na Sołtysy do Szeclówny a na ostatku do p.Błacha. Bardzo było przyjemnie jechać sankami.

                                                                                                                Wierzbie dnia 25.I.1941 r.
Kilka dni temu gdy była odwilż zdawało się że wiosna. Rynsztokami płynęła woda. Lecz od dwóch dni jest zima. dzisiaj jest bardzo zimno, nie byliśmy na spacerze, bo było 19 stopni mrozu. Na tem kończę dzisiejsze opisywanie może kiedy indziej się coś więcej przydarzy. 

Włodarczyk Bolesław:

                                                                                                          Sołtysy, dnia 22.III.44 
Wiosna zaczyna się 21 marca. Od tego czasu dzień się robi dłuższy a noc krótsza. Wiosna w tym  roku będzie późna, bo jeszcze jest mróz i śnieg. Dzisiaj jest na dworze jak w styczniu.

                                                                                                       Wierzbie, dnia 28.III.44
Jak spędziłem niedzielę. Rano w niedzielę zmartwiłem się bardzo, bo padał śnieg. Po południu się wyjaśniło, to też przyszli Ździś i Franek. Woziliśmy się na sankach. A potem bawiliśmy się w wojowników, czyli w Indian. Przed wieczorem padał śnieg więc poszliśmy do Janka.

                                                                                                          Sołtysy, dnia 14.IV. 1944
Jak spędziłem święta. Mamusia z Krysią w pierwszy dzień świąt poszły do p.p. Czesnych. Ja się zostałem z babcią i dziadkiem w domu. Dzień był bardzo ładny. To też cały dzień byłem na dworze. Przyszli do mnie koledzy bawiliśmy się w chowanego. Mamusia przyniosła mi dwie książki "Złoty Garnek" i W Wąwozach Samosierry".

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Ożarów - Sołtysy - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - cz.2

Oryginalna pisownia.



Włodarczyk-ojciec:
                                                                                                       18 maja 1931 r.
" Dnia 16 i 17 tatuś nie przyjechał do mamusi i córki. Był troszkę zmęczony i mamusi kazała mu odpocząć. Przyjechał za to wujek Henio z żoną. Dziewczynka w dalszym ciągu zdrowa. na buzi dostała takich maleńkich krostek t.zn. potówek, ale to nic niebezpiecznego. Często myślimy jakie jej dać imię. Oboje rodzice są niezdecydowani. Matka niby chce Hania, ale zgadza się też na propozycję ojca: Aleksandra, albo Krystyna. Na dalszym planie są Halina i Alina. Pewne jest drugie imię, imię matki: Kazimiera. Mamusi się ogromnie przykrzy w tym Wieluniu, chciałaby jak najprędzej jechać do Wierzbia.
                                                                                                        20 maja 1931 r. 
Dziewczynka jest już duża. na buzi zrobiła się biała, tylko jeszcze ciałko ma czerwone. Z rączek zaczęła schodzić jej skórka. Jest na ogół spokojna i jak nakarmiona nie krzyczy. O tym, że jej się chce jeść daje znać wrzaskiem, albo szukaniem piersi po poduszce. Przy tej czynności, aż główkę przekrzywia i buzią łapie tak pewna jest, że ta ciepła chmura powinna dać jej jeść. Przez sen już się troszkę uśmiecha. nas buzi robi jej się w tedy dołeczek. Rysy twarzy ma ładne, tylko nosek jakiś inny jak rodziców. mamusia wmawia, że nosek ma ojca, ale nie bardzo w to wszyscy wierzą. Jutro pojedziemy do Wierzbia. Najwięcej cieszy się z tego matka, której te "przyjemności" szpitalne ogromnie już dokuczały.

Włodarczyk Krysia - 9 lat:
                                                                                                           2 grudnia 1940 r.
Od psów trzeba było płacić 8,20 Marek. Dlatego daliśmy Mikusia listonoszowi, a Kawkę zaprowadziliśmy z Babcią do p.p. Jaskólskich. Babci bardzo żal Kawki.

                                                                                                         27 grudnia 1940 r.
Uprosiliśmy Mamusię i pozwoliła nam ubrać choinkę, chociaż była maleńka, ale nam się podobała. Dziadek przybił ją do krzesła. Synek powiedział że jest bardzo szczęśliwy, że ma choinkę. Wieczorem zapaliliśmy świeczki i śpiewaliśmy kolędy. Na kolacji wigilijnej była Nowaczka. Ogromnie nam było przykro, że nie było Tatusia.
W drugi dzień świąt byliśmy u p. Leśniczowej. Przyjechali po nas końmi. Rysiu miał ładną choinkę, na biało ubraną. Przy choince śpiewaliśmy kolędy. Do domu wracaliśmy dopiero o 8-ej, też końmi. Dziadziusiom przykrzyło się bez nas. Byliśmy bardzo zadowoleni z tej wizyty. Zapomniałam napisać, że pod choinką coś się dla nas znalazło.


                                                                                                            3 stycznia 1941 roku.
Boleś powiedział, że w tym roku musi Tatuś wrócić. Oby Bozia dała, żeby tak się stało. mamusia się spodziewa listu od Tatusia, bo ma sny na list.

Włodarczyk Bolesław:
                                                                                                            24.I.1943 rok.
Po obiedzie wracaliśmy do kałuż. P. Kempowa i Bodziu odprowadzili nas pod same Marki. U Rysia odpoczęliśmy. Bari reperował piec. A Ujmina sprzątała w pokoju. Po kilku minutach poszliśmy dalej. Do domu było daleko. Idziemy i idziemy a domu nie ma i nie ma. Aż widać puste pole. Zobaczyłem nasz dom, ucieszyłem się tym bardzo. Zaszliśmy do domu i Babcia i Dziadziuś byli zadowoleni z naszego przyjścia. Jak lepiłem bałwana, bardzo chciałem żeby spadł śnieg. Wreszcie przyszedł. Zacząłem lepić bałwana od dołu. Ulepiłem go do połowy. Potem zacząłem robić mu głowę, następnie twarz. Oczy miał z dwóch czerwonych guzików, a nos z żółtej marchwi. Zamiast ust wsadziłem mu starą fajkę i już był gotowy. Byłem z niego zadowolony.
Mój gołębnik.
Mam 50 gołębi. Rano gdy idę im dawać jeść, to wszystkie wesoło gruchają. gruchu! gruchu! gruchu!
Nasypałem i grochu, cała chmura gołębi zleciała z grzędy. Wyszedłem i poszedłem do szopy wziołęm siekierkę i kij i poszedłem do gołębnika. Postanowiłem ów kij i zaczołem kuć. Wbiłem go. Pobiegłem po papugę do domu. Maju, Maju gdzie jesteś zawołałem. Siedziała ona na kijku.

                                                                                            Sołtysy dnia 10.II.1943 roku.
Na Marki poszedłem z mamusią i Krysią. Szliśmy przez las. Na dworze wtedy była bardzo ładna. Na Marki poszliśmy dlatego, że były Rysia imieniny. Oprócz nas byli tam: Aldziu Wiesia i pan Włodek. Wróciliśmy wieczorem.

                                                                                                          dnia 25.II.1944
U nas nad sadzawką rośnie leszczyna. Po środku jest mała ławeczka. Dziadziuś to miejsce nazywa altanką. Nad sadzawką rośnie jeszcze brzózka. Jak miło gdy zielenią się liście brzozy. Wróbelek śpiewa który ma gniazdko na leszczynie to tak wygląda jakby grała muzyka.



środa, 11 stycznia 2017

Pamiętnik - Wierzbie - Kałuże - Ożarów - Sołtysy - Wieluń - Rodzina Włodarczyk - cz.1

Najświeższy nabytek ze Skupu Makulatury! W kontenerze na makulaturę leżało 16 zeszytów pamiętników, pisanych ręką trzech członków rodziny Włodarczyk, ojca (w roku 1931), córki Krysi (w latach 1941-47) i syna Bolka (w latach 1943-49). Akcja bohaterów tych pamiętników dzieje się na terenie wsi Sołtysy, Kałuże, Wierzbia i Ożarowa. Krysia Włodarczyk urodziła się w 1931 roku, jej brat jest młodszy, obecnie nie wiem w jakim jest wieku. Myślę, że w pamiętniku dojdę do tego. Niestety, nie jestem w stanie podać imienia ich ojca, ani wieku. Jedyny zeszyt w którym pisze, nie posiada początku, ani końca... Wspomnienia całej trójki są bardzo ciekawe, w szczególności dzieci, jak widzą tragiczne dni okupacji, oczyma dzieci! Prawdopodobnie, ojciec bohaterów nie wrócił z kampanii wrześniowej, szczególnie Krysia bardzo za nim tęskni..
Będę równolegle zamieszczać wspomnienia całej trójki, będzie sporo odcinków. Jeżeli czytelników zainteresują losy, zapraszam na systematyczne odwiedzanie mojego bloga.


Włodarczyk-ojciec:
"... uważała, że jej się należy. Tylko gdy było trochę mało mleczka, to krzyczała. Tatuś jak przyjechał, zastał je t.zn. matkę i córkę w łóżku, przytulone do siebie i obie ogromnie zadowolone.
                                                                                                          15 maja 1931
Dziewczynka oprócz oddychania i załatwiania czynności pieluchowych daje już dużo znaków, że jest mieszkanką ziemi. Najpierwszym objawem życia był krzyk - zapewnie będzie miała śliczny głos, drugim kichanie - będzie zdrowa i wreszcie ziewnięcia, takie mocne, rozkoszne - pewno będzie i dużo wymagać od życia. Powodzi też już oczkami za ręką. Nie chciał temu ostatniemu wierzyć stryjek Stach, któremu trzeba było to aż zademonstrować !.....(oryginalna pisownia)



Włodarczyk Krysia - 9 lat:
                                                                                                            dnia 10 listopada 1940
Często myślę,że jak Tatuś powróci, to Mu wszystko opowiem. Ale o wielu rzeczach zapomniałabym dlatego postanowiłam pisać pamiętnik. Latem myślałam że wojna się skończy przed zimą. Cieszyłam się że będziemy mieli choinkę i razem z Tatusiem będziemy ją ubierać. mamusia powiedziała że dopóki tatuś nie wróci nie będziemy mieli choinki.

                                                                                                            dnia 11 listopada
Byliśmy w niedzielę u pani Leśniczowej. Boleś pojechał z Rysiem na rowerze, a pani Leśniczowa, mamusia i ja poszłyśmy za nimi. Rysiu się z nami bawił. Najedliśmy się dużo smacznych rzeczy. Do domu odwieźli nas końmi.


Włodarczyk Bolesław:

"Historia starej gruszy. Rosła sobie stara grusza. Najlepsze jej przyjaciółki były wiewiórka i jaskółka. Wiewiórka miała dziuplę na samym wierzchołku, a jaskółka koło niej. Aż pewnego dnia grusza zachorowała. trzeba było przyzwać doktora. Przyzwano. Przyleciał w szarym płaszczu. Ten doktór nazywał się dzięcioł. Odpoczął i wziął się do badania. Obstukał popukał i powiada do jaskółki że dziś jej koniec życia.
                                                                                                             Olek.
Jak wygląda nasza izba. w naszej izbie stoją trzy łóżka. Na jednym łóżku śpi dziadziuś. A na drugim Mamusia i ja. na trzecim Babcia i Krysia. Są też wda okna. Jedno wychodzi na południe a drugie na zachód. Mamy też żelazny piec od którego bardzo jest ciepło, ale i dużo kurzu.