Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głos Robotniczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głos Robotniczy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 kwietnia 2025

Majków Średni - 60-lecie urodzin Bieruta - Zobowiązania - Głos Robotniczy - 1952

 

Głos Robotniczy : organ KW i KŁ Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 1952-04-25 R. 8 nr 99

CHŁOPI Z MAJKOWA ŚREDNIEGO WYKONALI ZOBOWIĄZANIE.

Po prawej stronie drogi ciągną się okazałe, w większości murowane budynki gospodarcze chłopów gromady Majków Średni, w powiecie piotrkowskim. Przed każdym domem ogrodzony ogródek, dobrze utrzymany. Na drodze i przed domami panuje czystość i porządek. Przez otwarte okna mieszkań dobiegają z głośników radiowych dźwięki muzyki, cała gromada bowiem jest zradiofonizowana.

Od szeregu dni Majków Średni żyje wiosną i pracą przy siewach. Głośno rozbrzmiewają pokrzykiwania chłopów na konie, ciągnące siewniki, brony i kultywatory. Wszyscy gospodarze zrozumieli tu, że wczesne i szybkie siewy - to bogatsze i lepsze plony. Skoro tylko ziemia trochę obeschła, wnet wszyscy chłopi wyszli w pole. W domach zostały tylko dzieci i starcy. Jeszcze przed świętami rozpoczął siewy Stanisław Pieluszek, a w ślad za nim poszli inni chłopi, 18 kwietnia, w dniu 60- lecia urodzin Prezydenta Bolesława Bieruta. Pieluszek miał już obsiane swe pole, inni chłopi również spieszyli się bardzo, aby do wieczora zakończyć siewy, aby wypełnić swe zobowiązania.

Gromada Majków Średni długo i starannie przygotowywała się do akcji siewnej, a najwięcej czasu na przygotowanie poświęcał sołtys Stanisław Wężyk. Na zebraniach gromadzkich informował chłopów, kiedy mogą otrzymać nawozy sztuczne, kwalifikowane ziarno siewne i potrzebne narzędzi rolnicze. Ponieważ w gromadzie znajduje się 7 prywatnych siewników, więc ustalono ich pracę w ten sposób, że każdy chłop mógł w terminie obsiać swe pola siewnikiem. Nie zapomniano także o pomocy sąsiedzkiej dla nie posiadających sprzężaju, a takich gospodarzy jest kilku. Małorolnemu, Mieczysławowi Kotasowi pomógł uprawić ziemię Piotr Tuta, a Ignacemu Sierantowi pomógł Ignacy Pietras.

Nad właściwą realizacją pomocy sąsiedzkiej i terminowym wykonaniem siewów w gromadzie czuwał sołtys Wężyk. I on już ukończył siewy. Wężyk ma dziewięcioro dzieci, jest więc dla kogo pracować. Najstarszy syn, liczący 17 lat, uczy się w Szkole Przemysłowej w Piotrkowie. Troje dzieci chodzi do szkoły podstawowej, a pozostałe - to jeszcze maleństwa.

- Mimo tak licznej rodziny - powiada Wężyk - żyję w dostatku i o wiele lepiej mi się powodzi niż przed wojną. Z tych 6,5 hektara ziemi wyżywi się cała rodzina, a co należy się państwu, to jeszcze z nadwyżką odstawiam, gdyż zrozumiałem, że dobrobyt mój i mej rodziny zawdzięczam władzy ludowej i naszemu kochanemu prezydentowi Bierutowi.

Wężyk był dwa razy w Warszawie: wkrótce po wyzwoleniu i w 1950 roku. Opowiadał potem sąsiadom, jak szybko odbudowuje się nasza stolica, jakie powstają tam wielkie i piękne domy. Cieszy się, że z roku na rok wzrasta świadomość wśród mieszkańców gromady, a praca jego, jako sołtysa, staje się lżejsza. Raduje go szybkie zakończenie siewów w gromadzie.

- Są już u nas chłopi, co z niechęcią patrzą na swe wąskie, małe poletka, które tak niewygodnie uprawiać maszynami - oświadcza Wężyk. 

- Coraz częściej rozmawiają oni między sobą o spółdzielniach produkcyjnych i chcieliby ujrzeć na własne oczy ich gospodarkę. Trzeba więc, ażeby ZSCh pomógł im zorganizować wycieczkę do spółdzielni produkcyjnej. Niech sami przekonają się o wyższością gospodarki zespołowej nad indywidualną, a w przyszłym roku na pewno siać będą zespołowo.

Tak więc w dzień 60-lecia urodzin Prezydenta Bieruta jeszcze przed zachodem słońca, gromada Majków Średni, zakończyła siewy, zwycięsko wykonując swe zadania.

                                                                                           S.Lewandowski.




środa, 2 kwietnia 2025

Majków Duży - Rodzina Karcz - Głos Robotniczy - 1951

Dlaczego wstawiam materiał poświęcony wsi Majków Duży? 

Wczoraj zaprosiła mnie na Facebooku moja imienniczka Monika Braun, której zaproszenie z przyjemnością przyjąłem. Okazało się, że jest administratorem ciekawej strony:

Majków i okolice - Nasze Korzenie

Wszystko, co jest związane z historią, mnie interesuje. Majków jest położony niezbyt daleko od terenów Kleszczowa, w szczególności Rogowca. Czytając materiały tam zamieszczone, pojawiają się tam nazwiska bardzo mi bliskie, np. osoba Romana Brauna, brata mojego taty. 

Chciałbym "wkupić" się, dlatego zamieszczam materiał poświęcony tym okolicom.

Głos Robotniczy:1951-12-15/16 R. 7 nr 323

ŻOŁNIERZE I ZMP-OWCY Z GROMADY MAJKÓW.

Ojciec pieszczotliwie gładził ręką sukno munduru. Oglądał ogorzałą, czerstwą, tryskającą zdrowiem twarz syna, który wyrósł i zmężniał, 

- W wojsku zrobiono, ze mnie człowieka. Nauka i praca, szkolenie, życie z kolegami, opieka oficerów, będących starszymi braćmi, przyjaciółmi i opiekunami żołnierzy - wszystko to uczyniło mnie takim jakim jestem - powiedział Krystian Karcz do ojca. 

Opowiadaniom i pytaniom nie było końca. A czy mają wygodne łóżka? A jak z nauką? 

- Uczymy się razem, wspólnie. Silniejsi w nauce pomagają słabszym. - A jak tam z jedzeniem? Czy pod dostatkiem? 

- Dobrze i w bród - odpowiedział Krystian i ze swej strony zapytał: A jak tam gromada stoi ze sprzedażą państwu zboża? Czy już wszystko odstawiliście? 

- Noo.... Niby odwożą -- odparł jakoś niepewnie stary Karcz, a Karczowa odeszła do pieca. Krystian przenosił pytający wzrok z ojca na matkę i znów zapytał: to jeszcze macie zaległości? Z dalszej rozmowy dowiedział się, że gromada Majków Duży znajduje się na szarym końcu gminy, że się ludzie ociągają i t. p. 



To nie dobrze - stwierdził Krystian - zaczął opowiadać. Słuchali go z uwagą. Mówił o sojuszu robotniczo chłopskim, o wielkich budowlach socjalizmu, o wspaniałych fabrykach, o nowej socjalistycznej Warszawie, o wysiłku tysięcy robotników w walce o uczynienie Polski krajem silnym i bogatym, w którym zarówno chłop jak i robotnik wieść będą dostatnie, szczęśliwe i spokojne życie. O ludowym Wojsku Polskim, stojącym na straży pokoju, na straży pokojowej, twórczej pracy robotnika i chłopa. o wojsku, którego oficerami są synowie robotników i chłopów. 

- Sprzedając państwu zboże dajecie je przecież swoim dzieciom, które pełnią zaszczytną służbę wojskową, uczą się w szkołach, korzystają z bezpłatnej nauki oraz stypendiów - stwierdził. 

- Masz rację synu - przytaknęli Karczowie. Kiedy rano Krystian wyjrzał oknem, przed domem zobaczył swoich kolegów, członków ZMP Wojtanię, Radkiego i Pietrasa. Skinęli mu przyjaźnie dłońmi. - Zaraz wrócę, powiedział do matki, wychodrząc; 

- Gdzie ojciec? - zapytał jeszcze. 

- W stodole, przygotowuje zboże do sprzedaży - odpowiedziała matka. Koledzy powitali go serdecznie i szybko przystąpili do sprawy z którą przyszli. Z troską w głosie mówili. że ich gromada wlecze się na szarym końcu, żeby im pomógł, on, doświadczony „stary" żołnierz. Dodał im otuchy krótkim żołnierskim: zrobi się! Przez kilka dni uwijali się jak w ukropie. żołnierz i ojciec rozmawiali z chłopakami Karczewa z kobietami, ZMP-owcy działali wśród kolegów z organizacji i niezorganizowanych. Tłumaczyli, przytaczali przykłady, pomagali, tam gdzie było to potrzebne. Pomagał im dzielnie Bronisław Miller, który również przyjechał ze swej jednostki wojskowej na urlop. - Trzeba do ludzi mówić z sercem, bo nie zawsze wszystko rozumieją, a wtedy obudzimy „śpiący" Majków - mówili między sobą. I obudzili. Na gromadzkim zebraniu chłopi z Majkowa Dużego postanowili razem, manifestacyjnie odstawić zboże. „Spiący" Majków ze śpiewem, przy dźwiękach harmonii, z transparentami odstawił ziarno. Gromada Majków Duży tego dnia sprzedała Państwu 350 kwintali ziarna. Wieczorem ZMP-owcy wraz z żołnierzami cieszyli się jak dzieci, że ich wysiłki przyniosły tak wspaniałe rezultaty. ZMP-owiec Pietras, z lekka się zająkując i spoglądając po obecnych rzucił nieśmiało: Sąsiednie gromady jak Rokszyce, Gomulin i Kolonia Gomulin nie wykonały jeszcze planu. - Mało Ci było, Pietras, w Majkowie roboty? Będziesz miał pracę w Rokszycach lub Gomulinie - zapewnili go. Trzeba będzie i tam, jak w Majkowie, przekonać chłopów o obowiązku jaki mają wobec Państwa. 

- Czy aby damy radę: - zastanowił się przez chwilę Wojtania, ale Krystian Karcz objął ich ramionami rzucił stanowczo: zrobi się!

                                                                                                       Janina Borówko

czwartek, 20 lutego 2025

Bukowiec - Rolnictwo - Głos Robotniczy - 1954

 Jakże ciepło się robi, kiedy widzi się zdjęcia z Bukowca! Bez wzgledu na to, że to był czas komuny.


Głos Robotniczy : organ KW i KŁ Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 1954-08-21/22 R. 10 nr 198

METRY ZA METRY.

Łódzcy włókniarze realizując wskazania II Zjazdu PZPR dają pracującym chłopom tańsze, lepsze, estetyczniejsze wykonane metry tkanin. Pracująca wieś naszego województwa w zrozumieniu tych samych wskazań w zamian za trud włókniarzy dostarcza im metry dorodnego ziarna.



Przodujący małorolny chłop Józef Rewicz z Gromady Bukowiec, w gminie Brójce jako jeden z pierwszych w gminie sprzedał należne państwu zboże.



Tempo dostaw zboża z dnia na dzień poważnie się wzmaga. Od 11 b. m. pracujący chłopi gminy Brójce wykonują dzienne plany dostaw ziarna w około 200 %.



Codziennie kilkadziesiąt wozów dostarcza zboże z magazynu w Bukowcu do stacji kolejowej w Andrzejowie.



Skrzypią wozy naładowane pękatymi workami, pełnymi ziarna. Chleba będzie w bród.


czwartek, 1 lutego 2024

Kolonie letnie - Wima - Wiśniowa Góra - Głos Robotniczy - 1946 - cz.5

Muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem po przeczytaniu poniższego materiału. Ogrom włożonej pracy na ruinach prawie 2.500 budynków. Trudne do zrozumienia, zniszczone domy nie były efektem działań wojennych, a szabrowników... Liczby mówią same za siebie. Szczęśliwe dzieci które przyjechały z zadymionej Łodzi, znalazły raj w Wiśniowej Górze. 

GlosRobotniczy1946_nr243a.pdf

                                     WIŚNIOWA GÓRA - KRÓLESTWO DZIECI.

                                             Wielkie osiedle wczasów i kolonii.

    Wiśniowa Góra, nazwa dobrze znana wszystkim mieszkańcom Łodzi, przed wojną jedna z najbardziej przeludnionych miejscowości podłódzkich.

    Miejscowość such, lesista i posiadająca kiedyś świetną komunikację z Łodzią, dzięki walorom zdrowotnym, zawdzięczała niebywałą frekwencję dochodzącą do 14 tysięcy osób.

    W czasie okupacji Niemcy urządzili tu obóz dla wysiedlonych z krajów bałtyckich i Rumunii. Niezabezpieczone w porę po ucieczce Niemców budynki, a było ich na Wiśniowej Górze 481, zostały podczas zimy 1945 roku gruntownie rozszabrowane. Okupant założył tutaj 6 szpitali, szabrownicy rozkradali nie tylko urządzenia, pościel, bieliznę, ale potrafili rozebrać 47 największych domów, po których pozostały jedynie resztki gruzu, z 2434 budynków powyrywano, drzwi, okna, podłogi, piece, werandy, a nawet oszalowanie. Nie pozostawiono ani jednego domu nadającego się do użytku.

    W końcu ubiegłego roku Tymczasowy Zarząd Państwowy przekazał zarząd nad Wiśniową Górą Wydziałowi Opieki Społecznej Zarządu Miejskiego w Łodzi, który postanowił założyć tu osiedle opiekuńcze, będące bazą miejskich i społecznych zakładów opieki, oraz miejscem wczasów dla dzieci łódzkich.

    Przed kilkoma dniami z inicjatywy Zarządu Miejskiego został zorganizowany dla przedstawicieli organizacji społecznych i instytucji opiekuńczych pokaz dotychczasowych osiągnięć Wydziału Opieki Społecznej oraz wyników włożonej w odbudowę osiedla na Wiśniowej Górze, pracy poszczególnych organizacji, dysponujących tu kompleksami wyremontowanych budynków.

    Poza Wydziałem Opieki Społecznej, który w Wiśniowej Górze w starannie wyremontowanych budynkach posiada domy starców, dom matki i dziecka, oraz dom dla dzieci w wieku przedszkolnym (ten ostatni jeszcze nie uruchomiony), na podstawie odpowiednich umów objęły i odremontowały na Wiśniowej Górze kompleks budynków na kolonie dla dzieci swych pracowników firma Widzewska Manufaktura (3 domy, w których przebywa obecnie 120 dzieci) i firma Szajbler i Grohman, której osiedle, składające się z 10 domów (z pobytu z nich skorzystało 450 dzieci), jest reprezentacyjną częścią częścią Wiśniowej Góry, ze względu na rozmiar prac dokonanych oraz estetykę rozplanowania i urządzenia zieleńców i kwietników. Podobno na wiosnę wszystko tu było jedną ruiną. dzięki zabiegliwości, pracowitości i inicjatywie ob. Andrzejczaka, który jest duszą i motorem kolonii, tereny przyznane firmie Szeibler i Grohman korzystnie odbijają się od całości dość jeszcze ubożuchno wyglądającego osiedla. Towarzystwo Kolonii i Półkolonii Letnich wyremontowało 11 domów, przebywało w nich na wywczasach 2456 dzieci.

    Związek Zawodowy Pracowników Samorządu Terytorialnego i Użyteczności Publicznej wyremontował 7 domów. Spędziło tu urlopy 127 członków Związku, a 100 wykorzystało je na weekendy. Jeden z domów przeznaczony został na restaurację - stołówkę. Obecnie przystąpiono do prac związanych z przygotowaniem osiedla na zimę.

    Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci w trzech domach urządziło kolonie dla 439 dzieci.

    Wspaniały dom szykuje Związek Inwalidów Wojennych dla sierot po poległych i inwalidach wojennych, wkrótce zostanie już otwarty.

    Ogrom pracy i 12 milionów złotych włożono, by z ruin stworzyć 54 budynki mieszkalne i by je przystosować do potrzeb kolonii i wczasów pracowniczych. Wiśniowa Góra to w tej chwili królestwo dzieci. Pod kierunkiem wychowawców spędzają czas na zabawie i odpoczynku. Przyjechały tu po zdrowie i z nowymi siłami wkroczą w rok szkolny.

    



     Nad stanem zdrowia dzieci kolonijnych i mieszkańców osiedla czuwała przez całe lato misja lekarska radziecka, która otworzyła tu ambulatorium i szpitalik dla dzieci na 18 łóżek. Dzięki ofiarnej pracy lekarzy i pielęgniarek radzieckich warunki sanitarne kolonii były bez zarzutu. jedynym bodaj obiektem, który na terenie Wiśniowej Góry nie uległ gruntownej dewastacji jest basen pływacki, jakie nie posiada żadna z podłódzkich miejscowości letniskowych. Wyremontowano już duży budynek kina-teatru. Wobec braku aparatury wykorzystywany jest on jako sala teatralna, odczytowa itp.
     Planów i projektów, związanych z przyszłorocznym działaniem osiedla kolonii i wczasów na Wiśniowej Górze jest dużo. Za rok ma tu znaleźć pomieszczenie 8 tysięcy dzieci i 2 tysiące dorosłych, powstać ma przystanek kolejowy w Błędowie. Osiedle ma zostać rozplanowane jako park oparty o sąsiadujący las państwowy. te wszystkie plany i projekty, wierzyć należy, na pewno zostaną zrealizowane.

                                                                                                                                I.K.




środa, 31 stycznia 2024

Kolonie letnie - Wima - Wiśniowa Góra - Głos Robotniczy - 1946 - cz.4


                                                           Słońce - Swoboda - Troskliwa swoboda.

                                                    RADOSNE LATO ROBOTNICZEJ DZIATWY.

                                                           Kolonie PZPB Nr.1 w Wiśniowej Górze.


 

Po obu stronach pięknie wygracowanej drogi, wśród starannie utrzymanych klombów, ciągnie się szereg drewnianych domków z oszklonymi werandami. Na piaskownicach, na polanie, huśtawce i w lesie - wszędzie grupy roześmianych dzieci. Tutaj właśnie, w Wiśniowej Górze, znajduje się ośrodek kolonii letnich dla dzieci robotników PZPB Nr.1 (Scheibler).

     19 maja rozpoczął się pierwszy turnus - dla najmłodszych, w wieku 4-7 lat, za parę dni przyjadą dzieci w wieku szkolnym 8-15 lat. Do końca lata kolonia Scheiblerowców da słońce, swobodę i wypoczynek przeszło jednemu tysiącowi dzieci swych pracowników.

    Gdy zwiedzamy kolonię, mimowoli nasuwa się nam porównanie z czasami sanacyjnymi, kiedy to dzieci robotników łódzkich nawet nie wiedziały, jak wygląda wieś, kiedy dusiły się przez upalne lato w dusznych murach miasta, bo rodzice nie mieli żadnych możliwości, by zapewnić im zdrowe wakacje. Wiśniowa Góra była w tych czasach przywilejem dzieci bogatych fabrykantów, którzy byli również właścicielami domków składających się dzisiaj za kolonię PZPB Nr.1.

    Rada Zakładowa PZPB Nr.1 w porozumieniu z Wydziałem Socjalnym Zakładów zajęła się willami w Wiśniowej Górze jeszcze w roku 1946. Wyremontowano budynki, zabudowano nową kuchnię z wielkimi kotłami, sprowadzono specjalne łóżeczka dla dzieci młodszych i starszych, urządzono jadalnie, świetlicę i punkt sanitarny z apteczką, wagą i izolatkami dla dzieci na wypadek choroby. Nie zapomniano też o aparacie radiowym, bibliotece, różnych grach, kredkach itp. , które wypełniają dzieciom dni deszczowe. Zakupiono pościel i powleczenia, ręczniki, nakrycia i miseczki. Wiele pracy i trudu włożyli tu robotnicy PZBP Nr.1. Zato mają dziś pełną satysfakcję - kolonia nie tylko całkowicie wypełnia swe zadania, ale cieszy oczy estetycznym wyglądem - to doskonale zorganizowane państewko dziecięce, gdzie dobro dziecka jest najważniejszym celem. 




    Dziećmi w Wiśniowej Górze zajmuje się wykwalifikowany personel. W chwili obecnej na 260 dzieci jest 8 wychowawczyń i 15 pomocnic. Opalone buzie, śmiejące się ślepki mówią same za siebie - dzieci czują się tutaj świetnie i w pełni korzystają z dobrodziejstw lata. Wyżywienie jest doskonałe. PZPB Nr.1 mają własną fermę, skąd dowozi się codzień 180 litrów pełnotłustego mleka, masło, jaja, śmietanę, jarzyny i owoce. Nie brak im nawet tak drogich pomidorów i truskawek.

    Na koloniach PZPB Nr.1, jeden z budynków został dla dzieci robotników PZPB Nr.14 (Sztajnert) 30-cioro dzieci korzysta tutaj z tych samych praw, co reszta dzieci. 

    Nad całością życia na koloni czuwają w pierwszym rzędzie kierownik tow. Zygmunt Śląza, oraz obywatel Helena Jastrzębska. Ich codzienny trud wynagradzają w pełni radosne buziaki dziecięce.

     W najbliższych dniach pierwszy turnus dobiega końca - w sobotę dzieci wezmą udział w pożegnalnym przedstawieniu kostiumowym.

    Opuszczamy kolonię PZPB Nr.1, która jest prawdziwym powodem zdobyczy świata pracy - z głębokim przekonaniem, że dzieciom robotniczym dobrze się tam dzieje. 

                                                                                                                                   M.Z.

wtorek, 30 stycznia 2024

Kolonie letnie - Wima - Wiśniowa Góra - Głos Robotniczy - 1946 - cz.2

 Dziennikarz Głosu Robotniczego, być może zakochał się w Wiśniowej Górze, gdyż  w okresie 19-21 czerwca 1946 roku, każdego dnia pisano o Wiśniowej Górze! W numerze z 20 czerwca dwukrotnie!

                                   W " SEZONOWYM" PAŃSTWIE DZIECIĘCYM.

Nie jesteśmy imperlialistami, a przecież posiadamy... kolonie. Znajdują się one ..., wewnątrz kraju i służą wyłącznie interesom naszych dzieci. Służą dobrze i pożytecznie, gdyż zapewniają tysiącom bębnów przyjemne i zdrowe spędzenie wakacji. (Na zdjęciu - ośrodek kolonii letnich PZPB Nr.1 w Wiśniowej Górze. Ośrodek prowadzony jest wzorowo; dzieci - oprócz estetycznego i higienicznego letniego mieszkania i dobrej aprowizacji - korzystają z pięknie urządzonej świetlicy, biblioteki, radio itp.)




                                                        BASEN W WIŚNIOWEJ GÓRZE.
    Na wczorajszym posiedzeniu Kolegium Zarządu Miejskiego omawiana była między innymi sprawa opłat za korzystanie z plaży w Wiśniowej Górze.
    Zostały ustalone za korzystanie z plaży następujące ceny: dla dzieci znajdujących się na koloniach - ryczałt 100 zł. miesięcznie, dla uczennic i uczniów - jednorazowy wstęp 15 zł., dla dorosłych, urzędników państwowych i samorządowych, oraz dla wojska 25 zł. jednorazowo, wszyscy inni będą płacić 50 zł. za wstęp, do czego dojdzie opłata za szatnię w wysokości 20 zł. przy bilecie normalnym i 10 zł. przy bilecie ulgowym.




Kolonie letnie - Wima - Wiśniowa Góra - Głos Robotniczy - 1946 - cz.3

Miłe, że w pierwszych latach powojennych Wiśniowa Góra dzierżyła palmę pierszeństwa jako najlepszy ośrodek kolonijny w Polsce! Pytanie: czy ten budynek przetrwał do naszych czasów? Może są świadkowie tych czasów?

GlosRobotniczy1948nr167a.pdf

                                                      Radosny  wypoczynek

                          WIŚNIOWA GÓRA CHLUBA OŚRODKÓW KOLONIJNYCH W POLSCE.

                                             Łódzkie dzieci na wywczasach.



Od jednego z towarzyszy z PZPS Nr. 9 (Kinderman) otrzymaliśmy list o kolonii w Wiśniowej Górze dla dzieci pracowników Zakładów.

List ten przytaczamy dosłownie:

- "W piękny sobotni poranek wybraliśmy się do nich w odwiedziny wraz z przewodniczącym Rady Zakładowej oraz przedstawicielem dyrekcji.

    Delegacja pojechała oczywiście, nie z próżnymi rękoma, zawieźliśmy dzieciom kosze truskawek i czereśni. Dzieci są właśnie w pięknym sosnowym lesie. Zwiedzamy więc tymaczasem ich sypialnie oraz kuchnię. Wszędzie czysto i schludnie. A oto wracają dzieci. Buzie rumiane, oczka roześmiane, widać od razu, że im się tu źle nie dzieje. W oknach sąsiedzkich willi widnieją zaciekawione buziaczki dziecięce. To chłopcy i dziewczynki z PZPB Nr. 1 i PZPB Nr.17.

    Po obfitym obiedzie i deserze dzieci nas raczą piosenkami i wierszykami. 4-letni Jaś opowiada bajeczkę o "Jasiu i Małgosi".

"Kto z was chce wrócić do domu?" - pytamy malutkich wczasowiczów. Znalazło się tylko dwoje chętnych, pozostałe chcą zostać jak najdłużej.

    Trzeba pożegnać nasze roześmiane pociechy. Proszą o ponowne odwiedziny, co im solennie przyrzekamy. Każdy z nas myśli, że z tych dzieci wyrośnie przyszłe pokolenie naszej Polski Ludowej. Pokolenie zdrowe i silne.

                                                                                                            Pracownik PZPB Nr.9

Zachęceni listem naszego pracownika, postanowiliśmy odwiedzić kolonię. Istotnie, obraz przedstawiony w liście całkowicie odpowiadał rzeczywistości. Należy jednak dodać, że chociaż nie byliśmy w Wiśniowej Górze w sobotę, a inny dzień tygodnia - dzieci i tym razem, dzieci z apetytem zjadały truskawki.

Kolonia jest pięknie położona na obszernym lesistymi terenie. Dzieci mają wiele przestrzeni do zabawy. Są tutaj podobnie, jak na innych koloniach w Wiśniowej Górze, tylko dzieci w wieku przedszkolnym, małe brzdące, o które, widać, dbają wychowawczynie, bo są grzeczne, czysto ubrane. Wyżywienie otrzymują 6 razy dziennie.

    Kierownik kolonii, tow. Józef Zemełko, uprzejmie udziela nam informacji.

- Administracja kolonii dla dla dzieci pracowników "Kindermana", "Stolarowa" i "Geyera", które obecnie są na pierwszym turnusie, zajmuje się Towarzystwo Kolonii i Półkolonii Letnich - to znaczy daje pawilony, obsługę, przygotowuje posiłki i dobiera wychowawczynie. Towarzystwo Kolonii oddaje swoje domy wyłącznie dla dzieci ze szkół łódzkich i dzieci pracowników przemysłu państwowego. Obecnie z trzech fabryk jest ok. 150 dzieci, za tydzień przybędzie jeszcze grupa 1000 dzieci z łódzkich szkół.

Towarzystwo Kolonii przygotowuje wille na ich przyjęcie. Właśnie remontuje się kuchnie, bieli budynki, i czyni inne niezbędne inwestycje.

- Przemysł Państwowy - mówi tow. Zamełko, płaci nam za utrzymanie 1 dziecka po 6 tysięcy miesięcznie. Za tę sumę staramy się dziecku zapewnić wszystko, czego mu trzeba. Dotacje i subwencje, jakie otrzymujemy z Zarządu Miasta i innych źródeł, umożliwiając nam konserwację willi i remonty.

    Wydaje nam się jednak, że należałoby tutaj urządzić jeszcze tereny sportowe, zwłaszcza dla młodzieży szkolnej - na przykład siatkówkę, koszykówkę itp. i jednocześnie sprowadzić sprzęt sportowy.

    W ciągu tego lata parę tysięcy dzieci łódzkich znajduje tu zdrowy wypoczynek i miły, radosny pobyt. Jest to jeden z największych ośrodków kolonijnych w Polsce.

                                                                                                                                M.Z.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Łódź - Sport - Ł.K.S. - Siatkówka - Koszykówka - Kobiety - 1976

     Te dwa zdjęcia (duży format) znalazłem w kontenerze z makulaturą na terenie Skupu Złomu i Makulatury w Łodzi przy ul. Tramwajowej (już od kilku lat nie istnieje..)
     Myślę, że warto je zaprezentować fanom łódzkiego sportu. Są one autorstwa Zbranickiego, były (być) może prezentowane w Głosie Robotniczym. Na drugim zdjęciu, tak uważam, są koszykarki Ł.K.S.-u. Jeśli się mylę proszę o info. Było by fajnie, gdyby ktoś podesłał mi imiona i nazwiska bohaterów ze zdjęć (oczywiście chodzi o drugie zdjęcie)!
     Mam sporo innych fotografii dotyczących Łodzi z lat 60-70. Zamieszczę je w odpowiednim czasie, być może ktoś będzie wysuwał zarzuty propagowania komunizmu... Ja chcę zaprezentować Łódź, jaka była kilkadziesiąt lat temu, nic więcej...