Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Częstochowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Częstochowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 sierpnia 2021

Kurowice - Orkiestra - Gmina Brójce - Pielgrzymka - Tydzień - 1884 -1899

 Z wielkim zadowoleniem przeczytałem artykuł zamieszczony w gazecie Tydzien z 1884 roku. Orkiestra dęta w Kurowicach o której mowa, istnieje do dnia dzisiejszego, ma się bardzo dobrze! Przygrywa na wszystkich uroczystościach gminnych i nie tylko, także podczas pogrzebów! Jestem dumny, że na terenie naszej małej gminy, mamy artystów z tak długim stażem i tradycjami!

Tydzień. 1884-06-22 R. 12 Nr 25


                                  Orkiestry włościańskie i małomiasteczke.

    W przechodzie przez nasze miasto, z rożnych miejscowości kraju, licznych kompanij pątników, na uroczystość Zielonych Świątek do Częstochowy i w powrocie z niej, nic można było nie zwrócić uwagi na gromadę włościan z parafii Kurowice, położonej o 4 wiorsty od stacyi kolei Rokiciny. Gromadzie tej przewodniczyła orkiestra z 12 włościan złożona, na dętych instrumentach, przy towarzystwie wielkiego bębna przygrywająca pięknie i harmonijnio hymny religijne, naprzemian z chórem wieśniaków i wieśniaczek, zgodnie i umiejętnie śpiewających. Zaciekawieni tern miłem zjawiakiem, powzięliśmy kilka dokładnych w tym przedmiocie wiadomości, a mianowicie, że nauczycielem i dyrygującym kurowicką orkiestrą jest miejscowy organista Andrzej Doryn, lat 30 kilka liczący, który na zadane mu pytania odpowiedziuł uprzejmie, że sam powziąwszy początki nauki muzyki od wiejskiego nauczyciela, potem, jako wolny słuchacz, studyjował muzykę w Instytucie Muzycznym w Warszawie, a następnie uczył się instrumentacyi w Łodzi. Sam też gra na kilku instrumentach i jako baryton bierzę udział w chórze śpiewaków ułożonym na 4 głosy. Przy zdolnościach, zamiłowaniu piękna i należytem przygotowaniu, utworzył on przed kilku laty orkiestrę z 16 osób i chór śpiewaków. Orkiestra kurowicka poświęcona głównie służbie kościołów, nie odmawia niekiedy swoich posług i znaczniejszym dworom okolicznym podczas zabaw. Co do orkiestr włościjańskich i małomiasteczkowych, te, prócz znanej i przodującej innym orkiestry w Maluszynie u hr.Ostrowskiego i wzmiankowanej kurowiekiej, już od kilku lat zaprowadzone są: we wsi Milejowie o milkę od Piotrkowa, w miasteczku Sulejowie; a za Pilicą, o ile nam wiadomo, we wsiach: Studzianny, Skrzyńsku, w miasteczku Szydłowcu i Suchedniowie.

Tydzień. 1899-08-20 R. 27 Nr 34


  
W parafii Kurowice w powiecie łódzkim, w niedzielę 6 sierpnia odbył się odpust Przemienienia Pańskiego, na który raczył przybyć ks. Przeor Rejman z Jasnej Góry. Ludu z całej okolicy i miasta Łodzi zebrało się może do 10,000. Summę celebrował ks. Ludwik Ruciński z Łaznowa, kazanie głosił ks. Jan Żak ze Rzgowa, ks. Przeor zaś odprawił wotywę przed Przemienieniem Pańskim. Zaraz po summie, w obecności wszystkich kapłanów przybyłych na odpust w liczbie kilkunastu pobłogosławieni zostali przez ks. Przeora staruszkowie jubilaci, żyjący ze sobą w stanie małżeńskim lat 50: Kacper i Maryjanna Niebelscy, ze wsi Wola Rakowa, parafii kurowickiej, oboje starzy gospodarze. Mowę ua tym uroczystym akcie wygłosił ks. kanonik Cheruba L Tuszyna. Na summie, ślubie jubileuszowym i w czasie obiadu przygrywała orkiestra miejscowa chłopska, pod dyrekcyją stałego swego kapelmajstra Władysława Ognrowskiego. Pomimo takiego natłoku ludu, dzięki gospodarzom parafii umyślnie w tym celu wyznaczonym, porządek był wzorowy i nie spostrzegło sili ani jednego pijanego, choć w Kurowicach istnieje karczma i lud pić lubi. Nieszpory celebrował ks. Alfons Trepkowski z Bendkowa. 

piątek, 15 listopada 2019

Blog REUNION 69 - Pamiętniki z getta w Częstochowie - Łódź - Judaika - Getto - cz.3


    Podczas wojny przyjechała z Sosnowca jego siostra z dzieckiem i mężem, który był lekarzem. Przyjechały jeszcze siostry teściowej. Wszyscy mieszkali razem. Wówczas mój mąż mógł już wyjść z domu. W dużym i małym getcie w ogóle mieszkało się w okropnych warunkach. W małym getcie nie było już rodziców, ale wciskali wszystkich i ugniatali w tych mieszkaniach, które pozostały. Po ślubie wynajęliśmy pokój w alei Wolności 19 na przeciwko rodziców u rodziny żydowskiej. Trwało to jednak krótko, bo Niemcy chyba w marcu czy raczej w kwietniu 1941 roku zrobili getto. No i przenieśliśmy się wszyscy tam i tam już musieliśmy siedzieć. Mąż pracował i miał przepustkę z getta do pracy, nawet wyjeżdżał rowerem do pracy na ulicę Jaskrowską. Dzięki tej pracy, niemiecki treuhänder zarejestrował mnie i moją najmłodszą siostrę jako pracownice i miałyśmy auswaisy.
     Jako pracujące w tym zakładzie przeszłyśmy selekcję. Doprowadzili nas do takiego miejsca, w którym zbierali wszystkich Żydów podczas selekcji. I po prostu wskazywali na życie, na śmierć, na życie, na śmierć. Wysyłali do wagonów do Treblinki albo zostawiali. Nas tam było kilka kobiet, zatrudnionych w wytwórni amunicji. Mąż chyba by pamiętał, co to była za amunicja. Ja sobie przypominam, że były to granaty, jakieś duże pociski, coś takiego. Mojemu mężowi, którego znał treuhänder, Niemiec dał te auswajsy, ale tam było kilka osób, które po prostu zapłaciły Niemcom za to, że im dali auswajsy. Selekcję przeprowadzał Degenhart. Pytał się, co te żydówki robią w fabryce zbrojeniowej. A ten Niemiec, który koniecznie nas chciał wyciągnąć powiedział: Aha, ale nie ma takiego zawodu. Takiego zawodu nie było tylko po prostu tam się robiło odlewy ze stali tych granatów czy czegoś. Taki odlew musiał mieć włożony do środka pręt z dziurkami, podobny do fujarki, po to by otworami wychodził płomień. Myśmy robiły warkocze ze słomy i musiałyśmy tak owijać te rurki, by nie zakrywać tych dziurek. Słoma wypalała się w czasie tego odlewu tak wyglądała ta produkcja. I on szybko powiedział. Nie ma czegoś takiego, a tamten udawał mądrego, i coś odpowiedział.
    Dyskusja była przy nas, na terenie fabryki, która przed wojną nazywała Metalurgia. Była to żydowska fabryka przy ulicy Krótkiej. Przy tej fabryce, kręcił się też Żyd Zeninger załatwiał owemu treuhänderowi, różne sprawunki, miał niedorozwiniętego syna. Degenhart przy nas go zastrzelił. Przytrzymał chłopca za kołnierz i strzelił mu w tył głowy. Na ulicy Warszawskiej było duże getto. Mieszkaliśmy tam w domu, który w tej chwili nie istnieje, w dwóch małych pokoikach z kuchnią: moi rodzice, babcia przywieziona z Łodzi, najmłodsza siostra, ta siostra, która wróciła ze Lwowa z mężem, siostra mojej mamy z dzieckiem i my z mężem. Ale myśmy, ja z mężem i najmłodsza siostra Hanna, wcześniej wieczorem, po sądnym dniu Jom Kippur, wyszliśmy i nocowałyśmy w tej fabryce i stamtąd poszliśmy na akcję, bo wiedzieliśmy, że już stoją wagony. Pożegnaliśmy się z rodzicami. W tej Metalurgii jeszcze spotkałyśmy się z siostrą. Ojca, który po prostu zwrócił uwagę Niemców, że tak pięknie mówi po niemiecku odstawili i na jakiś czas został w getcie. Był pracownikiem na tak zwanej placówce przy ul Garibaldiego 28, były tam magazyny dla Niemców.
     Pewnego razu wywołali wszystkich Żydów pracowników, ojciec stanął nie w tym miejscu, co potrzeba i wywieziono go do Treblinki. Matkę wywieziono pierwszego dnia. Babcię, prawdopodobnie zastrzelili, była już przygarbioną, źle chodziła i pewnie liczyli, że nie dojdzie pieszo do wagonów. Tych wszystkich, których zastrzelili w czasie akcji, selekcji, chowali na ulicy Kawiej. Był tam plac, na którym na rozkaz Niemców wykopano ogromne rowy i wrzucano do nich wszystkich Żydów, których zabito. Świeżo zamordowanych, wieziono takimi wozami, jakimi przed wojną woziło się mięso. Wozy te były z wierzchu zakryte, ciągnęły je konie. Z tych wozów wożących świeże ludzkie ciała lała się krew. Podczas akcji, prowadzili nas przez tą ulicę; wzdłuż krawężników były strumyki krwi. Jeszcze jak dawniej było nas więcej w Częstochowie a odbywały się jakieś uroczystości, i jechaliśmy na cmentarz żydowski, to po drodze wstępowaliśmy na ulicę Kawią.
Tam się składało wieńce i świecono znicze. Pierwsza siostra wraz z swoim mężem zginęli 20 marca 1943 roku podczas tzw. akcji inteligencji w Częstochowie. Niemcy wymordowali wówczas sto kilkadziesiąt osób, które przy pierwszej selekcji pozostawiono przy życiu. Część z tych ludzi miała dzieci, z tych stu kilkudziesięciu osób pozostało około dwudziestu paru sierot dziecięcych. Wszyscy zamordowani podczas tej akcji zostali pochowani w jednym grobie na cmentarzu żydowskim w Częstochowie. Druga siostra wyszła z getta, uwierzyła w szczęśliwą gwiazdę. Niestety zadenuncjowana przez Polaków w Radomsku zginęła w Auschwitz-Birkenau. Robiono na niej jakieś okropne doświadczenia. Ktoś, kto wiedział jak zginęła nie chciał mi tego powiedzieć. Częstochowskie duże getto nie było ogrodzone, u wylotu wszystkich ulic stali żydowscy policjanci.
    Polacy mieli prawo przechodzić i przejeżdżać przez teren getta bez żadnych problemów, bo musieli. Ulica Warszawska była główną ulicą w kierunku na Warszawę. Pamiętam jak przez ulicę Warszawską szedł kondukt pogrzebowy ojca mojej koleżanki szkolnej, bo przez Warszawską dochodziło się do cmentarza na Kulach. My wszyscy mieliśmy opaski z Gwiazdą. Poza granice getta nie było wolno wychodzić, chyba, że ktoś miał przepustkę. Na przepustce, dokładnie nie pamiętam, chyba było określone, ile razy w ciągu dnia wolno wychodzić. Mój mąż miał taką przepustkę, również mój ojciec z początku miał przepustkę, później utracił ją. Wolno nam było tylko do pewnych godzin poruszać się, obowiązywała godzina policyjna. Poza gettem w mieście też była godzina policyjna. Któregoś dnia po godzinie policyjnej podlewaliśmy hodowany w skrzynce na balkonie krzaczek pomidorów i wszystkich nas w tym także moich rodziców zabrała żydowska policja, gdzieś nas wyprowadzili i wypuścili nas potem. Do policji żydowskiej ludzie mieli dużo pretensji. Niektórzy z tych policjantów byli bardzo przyzwoici, a niektórym się po prostu poprzewracało w głowach. Przede wszystkim żądali pieniędzy dla siebie od obywateli, o których wiedzieli, że jeszcze mają jakieś zasoby pieniężne albo, że handlują gdzieś poza gettem. Uważali, że wszyscy policjanci muszą mieć wysokie buty tzw. oficerki, więc komu mogli, to zabierali.

Blog REUNION 69 - Pamiętniki z getta w Częstochowie - Łódź - Judaika - Getto - cz.2


W moim gimnazjum im J. Słowackiego był duży rygor, ale dało się żyć. Po moim zbuntowaniu się, jedna z matek żydowskich prowadziła nas na nabożeństwa do synagogi i już nie chodziłyśmy na Jasną Górę. Tylko z dwoma koleżankami po maturze się nie pożegnałam. Incydent, jaki miałam z nimi był podczas pobytu w Olsztynie. Co roku wiosną wyjeżdżałyśmy z gimnazjum na tydzień do Olsztyna pod Częstochową. Komitet rodzicielski z gimnazjum im. J. Słowackiego miał tam wspaniałą willę. Przyjeżdżali do nas nauczyciele, każdy przyjeżdżał na jeden dzień i prowadził pięć godzin zajęć szkolnych z jednego przedmiotu. Któraś z tych koleżanek coś powiedziała, nie wiedząc, że ja jestem w pokoju, co mnie zdenerwowało dokładnie teraz już nie pamiętam. Jedną po wielu latach spotkałam po wojnie w Zakopanym. I nie chciałam się nawet z nią spotkać, ale ona wytłumaczyła mnie, że była młodą, że była jeszcze głupia. Stryj tej drugiej był księdzem. Ów ksiądz z kościelnym przechowywali Żydów.
Po wojnie otrzymali odznaczenia. Z epizodów w tej szkole pamiętam, że pisząc wypracowanie z polskiego napisałam: pseudo-przystojni kawalerowie zielonej wstążki. Bardzo to zdenerwowało moje koleżanki. W owym czasie podczas zamieszek na uczelniach faszyzujący endecy nosili jako swoja odznakę wpiętą w klapę zieloną kokardkę. Moje koleżanki nie zdenerwowały się tą zieloną wstążką, lecz określeniem chłopaków jako pseudo-przystojnych. Rok przed maturą podczas zimy w karnawale miałyśmy lekcje tańca. Przychodzili do nas koledzy z równoległych klas z Sienkiewicza i Traugutta. Poznałam wówczas kolegę, z którym potem się spotykałam. Chociaż to było gimnazjalistom zakazane, chodziłam z nim po ulicach.
Po wojnie dowiedziałam się od drugiego kolegi z jego klasy Żyda, że zrobili nad nim w gimnazjum Traugutta sąd, że przynosi wstyd całej szkole, bo chodzi z Żydówką z Słowackiego. On mnie tego nie powiedział. Chłopiec ten był później w podchorążówce i zginął zaraz na początku wojny. W 1932 roku skończyłam gimnazjum im J. Słowackiego. Potem skończyłam dwuletnie studium handlowe w Wolnej Wszechnicy Polskiej w Łodzi. Podczas mojej nauki w Łodzi hitlerowcy zaczynali podnosić tam głowę. W mieście tym była duża grupa żydowskiej młodzieży; utrzymywałam z nią kontakty i nie miałam kontaktów z grupami hitlerowskiej młodzieży. W Łodzi byłam krótko, musiałam coś szybko skończyć, bo trzy lata po mnie na studia szła moja siostra. Dwojga dzieci jednocześnie ojciec nie utrzymałby na studiach tym bardziej, że podczas wielkiego kryzysu ekonomicznego ojciec stracił majątek.
Została mu nieruchomość, z której nic nie miał. Po skończeniu Wszechnicy pracowałam aż do wybuchu wojny jako księgowa w Północnym Towarzystwie Transportowo-Specjalnym. Nie byłam główną księgową, prowadziłam kartoteki. Głównym księgowym był starszy człowiek w wieku mojego ojca. Wtedy dobrze było w ogóle posiadać jakąś pracę. Miałam rodzeństwo. Jedna z sióstr była młodsza ode mnie o niecałe trzy lata, druga siostra była młodsza o dziewięć lat. Pierwsza skończyła chemię na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem mieszkała we Lwowie. Jej chłopak także rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim a kończył je we Lwowie. Miałam wspaniałe dzieciństwo.
Z pamiątek po rodzinnym domu pozostała mi biblioteka, zegar oraz biurko ojca, meble te kiedyś stały w gabinecie ojca. Jakimś trafem udało się je uratować. Po dojściu w 1933 roku Hitlera do władzy udzielił nam się strach. Wiedzieliśmy, że jest źle. Przychodziły do nas grupy Żydów, których oni wyrzucali z Niemiec i zostawiali na polskiej granicy. Ja nie pamiętam czy mieli oni jakieś powiązanie z Polską. Czy pochodzili z Polski? Polska musiała ich przyjąć. Kilka dni przed wybuchem wojny zamknięto nasze biuro. Szef, który miał swoją siedzibę w Warszawie, posiadał szwajcarskie obywatelstwo wyjechał do Szwajcarii. Moja mama, jeszcze wtedy miałam swoją matkę, wyjechała do Łodzi, ponieważ Łódź była bardziej na wschód, więc chciała uciekać z Częstochowy. Częstochowa była bardzo blisko granicy; w Lublińcu była komora celna. Ojciec się uparł i powiedział, że na pewno wojny nie będzie. Myśmy jednak wyjechały z matką do Łodzi. Wówczas, gdy pierwsze bomby spadły na Polskę, byłyśmy w Łodzi. Potem ojciec dał nam znać, że jednak uciekał, i już wrócił. Dowiedziałam się również, że mój narzeczony też jest w Częstochowie.
Nie został zmobilizowany, chociaż chciał iść ochotniczo do wojska. Zabrakło mundurów i broni, więc został ze swoimi rodzicami w Częstochowie. Z Łodzi wracaliśmy pod koniec września towarowym pociągiem. Niedaleko Częstochowy była katastrofa, wagon stanął w poprzek torów. Ja uległam wówczas wypadkowi, rozbiłam głowę pod łukiem brwiowym. W wagonie towarowym, w którym przewoziło się zwierzęta były zamocowane ciężkie żelazne kółka, do których przywiązywano zwierzęta, by podczas podróży były unieruchomione. Mnie rzuciło podczas tej katastrofy głową na takie kółko. We wrześniu 1940 roku po wyrzuceniu nas przez Niemców z mieszkania na ul Kilińskiego, gmina żydowska przydzieliła nam dwa pokoje w mieszkaniu u znajomych, którzy mieli duże mieszkanie na rogu ul Kopernika i alei Wolności. Było to chyba pod numerem 18 przy ul Wolności.
To jest narożny dom, stoją tam dwa złączone razem domy. Róg Kopernika i Wolności. Znajomi, u których mieliśmy te dwa pokoje nazywali się Dawidowicz. Wówczas zagęszczali mieszkania, bo przecież gdzieś trzeba było zakwaterować tych wszystkich Żydów, których wyrzucano z ich mieszkań. W tym mieszkaniu mieszkali gospodarze, ich córka z synkiem i jeszcze jedna kobieta, której mąż był w wojsku i nie wiem, czy potem wrócił czy nie. Był podobno na Wschodzie. Mieszkała tam jeszcze jedna kobieta z dzieckiem, moi rodzice, ja i moja siostra, bo druga siostra była we Lwowie. W Sylwestra z 1939 na 1940 rok przekroczyła zieloną granicę i dostała się do Lwowa. Pozostał jej chyba jeszcze jeden semestr na chemii, którą studiowała.
Jej decyzję przyśpieszyła wiadomość od chłopaka, że on już dostał się z Krakowa do Lwowa i tam będzie kończył medycynę. No i ona poszła do niego. Wróciła dopiero potem jak Niemcy weszli do Lwowa. Pojechał po nich znajomy ojca i przywiózł ich do Częstochowy. Wcześniej ów znajomy przywiózł też, przed zamknięciem łódzkiego getta, babcię. 22 grudnia 1940 roku wzięłam ślub w Częstochowie. Mąż z początku nie miał pracy, potem już pracował. Warunki były trudne, ponieważ jego ojciec nie pracował, więc nie można było wcześniej wziąć ślubu, narzeczony miał na głowie rodziców. Ja byłam u rodziców i on był u swoich rodziców.

Blog REUNION 69 - Pamiętniki z getta w Częstochowie - Łódź - Judaika - Getto - cz.1

    Zapraszam czytelników na bardzo ciekawy blog
    Istnieje od 2012 roku, duża oglądalność, ciekawe artykuły. Zawsze z ciekawością czytam nowości. Od jakiegoś czasu publikowane są w częściach wspomnienia. Do chwili obecnej ukazało się 14 części. Dla mnie ważny jest wątek dotyczący Łodzi, łódzkiego getta. Zapraszam na część 1:

Pamietniki z getta w Czestochowie ( 1 )

sobota, 15 grudnia 2018

Częstochowa - Cmentarz żydowski - Gazeta Wyborcza - Skandal w Częstochowie. Obrzydliwe antysemickie napisy na bramie ...


 Znalezione w sieci Gazeta Wyborcza, artykuł pióra Doroty Steinhagen z 14 grudnia 2018:
:
18 godzin temu - 'Żydzi do piasku', 'Cyklon B' - takie napisy pojawiły się na bramie cmentarza żydowskiego przy ul. Złotej. Policja prowadzi postępowanie, a ...

Skandal w Częstochowie. Obrzydliwe antysemickie napisy na bramie cmentarza żydowskiego

 

 

"Żydzi do piasku", "Cyklon B" - takie napisy pojawiły się na bramie cmentarza żydowskiego przy ul. Złotej. Policja prowadzi postępowanie, a miejska radna żąda od prezydenta Częstochowy, by natychmiast zlecił odnowienie bramy.

Do policji informacja o antysemickich napisach na bramie żydowskiego cmentarza w Częstochowie dotarła w czwartek. Policjanci byli na miejscu, potwierdzili fakt, przeprowadzili czynności i będą prowadzić postępowanie.
Częstochowska radna PO Jolanta Urbańska zwróciła się z interpelacją do prezydenta Częstochowy, by spowodował natychmiastowe odnowienie bramy. Do interpelacji dołączyła zdjęcia zdewastowanej bramy. – Została również przewrócona tablica, którą ufundował Zygmunt Rolat, honorowy obywatel Częstochowy – dodaje Urbańska. – Dla Częstochowy te napisy to hańba i kolejny przejaw antysemityzmu. Władze mają obowiązek zwalczać takie zachowania.

    Fot. Jolanta Urbańska

Wieści o zbezczeszczeniu cmentarza dotarły już także do Alona Goldmana, prezydenta Światowego Związku Żydów Częstochowian. Kontaktował się z przyjaciółmi w Częstochowie z prośbą o reakcję. – To nie pierwsza taka sytuacja związana z częstochowskim cmentarzem żydowskim – przypomina Urbańska. – Może wyjściem byłoby zamontowanie tam miejskiego monitoringu? Już się o to zwracałam do prezydenta, ale podobno przeszkodą jest fakt, że ten teren nie należy do miasta, tylko do Gminy Wyznaniowej Żydowskiej.
Na szczęście, jak tłumaczy Włodzimierz Tutaj, częstochowski magistrat ma z Gminą Wyznaniową Żydowską niepisaną umowę, że reaguje w podobnych przypadkach. – Pracownicy wydziału ochrony środowiska byli tam niedawno i zamalowywali inne napisy – informuje Tutaj. – Zapowiedzieli, że ponownie pojadą i sprawdzą, co tym razem jest do zrobienia.
Policja będzie prowadzić postępowanie w porozumieniu z prokuraturą.

    Fot. Jolanta Urbańska

 

środa, 12 grudnia 2018

Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Jeżów - Wojsko - 7 Pułk Artylerii Częstochowa - Miłostki - 1929 - cz.16


    Właśnie w tym czasie mój bliższy znajomy W.Mistala, z którym jesteśmy pokumani - gdyż trzymałem mu syna do chrztu - Powiada:
- "Ja bym Cię zapoznał z pewną dziewczyną, którą byś mógł pojąc za żonę, czego bym sobie bardzo życzył - gdyż znam ciebie i ją i według mego poglądu na rzeczy najlepiej byście do siebie pasowali." A gdy mi wyliczył jej przymioty, które zasługują na pochwałę - zainteresowała mnie ta osoba bardzo i postanowiłem poznać ją osobiście.
    W tym celu poszliśmy do wsi Jeżowa 5 marca do jej miejsca zamieszkania. Niby o wypożyczenie książek - a poznania p.Zosi Świstakówny i po wspólnej rozmowie wywnioskowałem, że można zainteresować się bliżej jej osobą. W tym celu poszedłem po raz drugi 17 marca i gdy ujrzałem ją ubraną odświętnie w całej krasie urody, serce moje zabiło żywiej ku Zosi. A kiedy jeszcze poczęliśmy flirtować, później rozmawiać bliżej poznaliśmy się wzajemnie i spostrzegliśmy, że nasze serca jednym rytmem biją ku sobie.
    Oby tylko nie było w tem cienia kokieterii z jej strony, bo choć ja lubię też kokieterować, jednakże byłem otwarty i szczery. A kiedy wyszedłem od Zosi poczułem, że tam gdzieś w komórce mego serca zajęła miejsce, a serce uderza przyśpieszonym tętnem, tak zrodziło się głębsze w mem sercu uczucie ku Zosi - a uczucie zrodziło i tęsknotę ku niej. A na to wszystko co przyszłość pokaże, zobaczymy..............
    Z 23 na 24 marca miałem sen taki:
chociaż do snów małą wagę przywiązuję, jednakże ten sen zapisuje dla doświadczenia. Śniło mi się, iż ktoś doręczył mi jakieś pisma - niby list - niby świadectwa, lecz jedno pismo najwięcej mnie zainteresowało, - gdy przeczytałem, dowiedziałem się, iż na 15 września tego roku mam wykonać jakieś zobowiązania, lecz zrozumiałem z tego pisma, że gdzieś mam iść w termin na młynarza. Przytem mi się śniło, iż Wojtańcówną się całowałem - ciekawość co z tego wyniknie?
- Odpowiedź zbliżona do snu:
4.4.29r otrzymałem list od brata Stefana, który w dniu 2.2.29 został wcielony do wojska do 7 p.a.p. 7 bat. - do tego samego i tej baterji, w której ja służyłem, a urodzony jest 15 września - troszkę zbliżone do powyższego snu....



    Zima jak panowała w 1929 roku zasługuje na to, ażeby ją umieścić w pamiętniku. Gdyż mrozy dochodziły 40,0 Celsjusza, począwszy od 15 grudnia do 15 marca włącznie trzymał jednostajnie; a śniegi spadły metrowej grubości. I choć śniegi z końcem marca stopniały, to jednakże 5 kwietnia przyleciał do pól m. i mróz dochodził do 10,o Celsjusza i tak wytrwał do 10 kwietnia.
    Tej zimy kartofle co nigdy w piwnicach i kopcach nie zmarzły - to w tym roku pomarzły jak i bydło w oborach. Najstarsi ludzie nie pamiętają tak surowej zimy jak w tym roku; dopiero 16 kwietnia wyjechali ludzie w pola.
 
                                                          - ROZDZIAŁ 11 -

    9.V.29r. - Stosunki moje z Zosią Świstakówną zacieśniają się serdeczniejszy węzeł. W dniu tym byłem u niej. Mówimy sobie już po imieniu: Zania i Stasiek jak to brzmi poetycznie. Już mnie teraz żadna siła od Zosi nie oddali; ani Zani ode mnie. A da Bóg to w niedługim czasie staniemy na ślubnym kobiercu
    26.V.29r. - Stosunki moje z Świastakówną pozostały dziś zerwane na zawsze, już nie powrócę do niej. A przyczyną zerwania była obłuda i fałsz, które u niej spostrzegłem i materializm; a ja takich ludzi nienawidzę, a do takich typów właśnie się ona zaliczała, gdyż chodziło nas dwóch, a jeden o drugim nie wiedział - i z nim i ze mną było na: "per ty" i dopiero chciała sobie wybrać z nas bogatszego. Powiedziałem jej: materialistko! Żeń się z majątkiem, nie ze mną!
                     Nie ufaj nigdy kobiecie
                     Bo to stworzenie najfałszywsze na świecie!

                                                    + ciąg dalszy nastąpi - 

niedziela, 2 grudnia 2018

Białystok - Tatarów - Wieliczka - Częstochowa - Album - do 1939 roku

          Następny album, tym razem z Polski, bardzo zniszczony, zdjęcia mocno przyklejone do stron albumu, wielu brakuje... Białostockie klimaty, sporej części zdjęć nie skanowałem, starałem się zaprezentować te do 1939 roku, być może ktoś, coś rozpozna.. Dlatego zamieściłem też ostatnie zdjęcie z wykazem nazwisk, jedno z nich należy do z pewnością do bohatera tego albumu.

















                                                    Z tyłu: Tatarów 1933 rok.



piątek, 30 listopada 2018

Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Wojsko - 7 Pułk Artylerii Częstochowa - Kamienica Polska - Listy do domu - 1927/28 - cz.15



                                                Kochani Rodzice!                                   Kamienica Polska 7/8.27r.

    Nie mogłem przyjechać do was z tego względu iż jak tylko przyjechaliśmy z Rembertowa do Częstochowy, zaraz na drugi dzień zostałem przydzielony na funkcję do kasyna oficerskiego jako podoficer - mojem zadaniem na funkcji jest: dostarczanie prowiantu do kuchni kasynowej, sprowadzanie wódek i prowadzenie rachunkowości - czyli buchalerii. Teraz dopiero wiem, ze żyję w wojsku jak się patrzy. Obecnie wyjechaliśmy na manewry połączone - i ja również z całem kasynem do Kamienicy Polskiej oddalonej od Częstochowy na południe 17 kilometrów, a po dwóch tygodniach pobytu w kamienicy pojechaliśmy pod Kraków.
                                                                                                        Stasiek


                                                Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 19/9.27r.

    Dziś odchodził 4-ty rocznik do cywila! Gdy zobaczyłem ich po cywilnemu, ubranych z kuferkami, z fantazją cywila! - na wolności, który nie potrzebuje przed lada gołębiarzem na baczność stać; wtedy tak mi się dziwnie zrobiło, samotnie - ale musiałem zapomnieć o wszystkim i podnieść nos po żołniersku do góry. Ale mówię do kolegi: już po raz drugi żegnamy rezerwistów, ale po raz trzeci to nas będą żegnali za 6 miesięcy, jest to jeszcze szmat czasu, ale przyjedzie zima to ten czas przeleci.
                                                                                     
                                                                                                         Stasiek

                                                Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 6/XI.27r.

    Niedługo święta Bożego Narodzenia nadejdą, to spodziewam się, że przyjadę na urlop. Napijemy się wtedy wódki takiej, jakiej żeście jeszcze nie pili.

                                                                                                         Stasiek



     Nadszedł marzec 1928 roku, już liczyć przesłużyłem służbę wojskową i dziesiątego marca mam iść do cywila. tak człowiek czekał tego dnia! - a gdy miał nadejść to jakoś człowiekowi żal
 było wojska opuścić, już za domem nie tęskniłem, gdyż miałem dobre życie i wypicie i pieniądze miałem na papierosy i kino i inne zachcianki, wiem, ze mi w cywilu tak dobrze nie było i nie będzie może nigdy w życiu, jak miałem przy wojsku.
    Ale trudno, nadszedł dziesiąty marca, wydano cywilne ubrania i jazda do cywila. Jak przyszedłem do wojska; mówiłem sobie" kiedy ja wysłużę, a tymczasem przeszło półtora roku jak biczem strzelił, ze na ostatku żal było wyjeżdżać do domu.
    Urządzono zbiórkę wszystkich idących do cywila na placu, p. Pułkownik, dowódca nasz powiedział mowę pożegnalną. następnie uformowano nas w czwórki, orkiestra wraz z delegacją odprowadziła nas przy dźwiękach orkiestry na stację. I jazda! Już człowiek w cywilu!

                                                               - Rozdział 10 -

    Gdzy przyszedłem do cywila, kupiłem sobie rower i używałem kawalerki co się zowie przez całe lato. Co niedzielę do innej dziewczyny i flirtowałem z niemi.
    Lecz gdy nadszedł 1929 rok.
    Postanowiłem ustatkować się.
    A co mnie spotka w tym roku ???
    na to pytanie odpowiedzą dni przychodzące jak zwykle co roku; zdaje mi się, iż rok temu pozostanie pamiętny w mem życiu, gdyż postanowiłem: - ożenić się - łatwo się to wymawia, ale nie łatwo wykonuje, gdyż wymaga trzeźwości i zastanowienia nad tak ważnym przedsięwzięciem.
    Ożenić się łatwo, ale jakie będą skutki małżeństwa trudno przewidzieć. Czy takie jakie sobie ja przedstawiam, że być powinno? Więc albo... albo... Małżeństwo to loterja!
    Z tych dziewcząt do których chodziłem, ani jednej nie znalazłem, która by odpowiadała mym wymaganiom, a cóż dopiero świeżo zapoznana dziewczyna???


    

niedziela, 25 listopada 2018

Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Wojsko - 7 Pułk Artylerii Częstochowa - Wesoła - Armata - Listy do domu - 1926/27 - cz.14


                                                 Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 23/I.27

      20 to jest w niedzielę byliśmy po południu o godz. 3-ciej z całą szkołą na Jasnej Górze, zwiedzaliśmy skarbiec i cały klasztor.
      21 do południa zwiedzaliśmy fabrykę włókienniczą "Częstochowiankę". Opiszę ją cokolwiek: Jest to kolosalna fabryka zajmująca obszar 60-ciu morgowy; robotników zatrudnia 5.000, węgla dziennie spala 5 wagonów - jest to największa fabryka w Częstochowie pod względem zabudowań i produkcji.
     
                                                                                                       Stasiek

                                                Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 12/III.27

     Prędzej nie przyjadę do Was jak na św. Wielkanocne, bo pomimo tego, że będę 2 św. na św. Józef, ale, że są to marszałka p. Piłsudskiego imieniny więc będziemy mieli defiladę.
     W piątek, to jest 11 marca byliśmy u spowiedzi na Jasnej Górze, a w sobotę byliśmy na komunji.
     Poproszę o 10 złotych.

                                                                                                        Stasiek


                                                 Kochani Rodzice!                                          Wesoła 2/VI.27

     Przymrozki, zimna i deszcze u nas panują, tak, że w płaszczach jest zimno, a w barakach to chcemy pomarznąć.
     Z manewrów powrócimy do Częstochowy 25 czerwca, to później może otrzymam urlop lub przepustkę. Pytacie się co to za miasto Rembertów? Rembertów jest to małe miasteczko jak pół Bełchatowa. Jest to pierwszy przystanek za Warszawą, oddalony o 5 kilometrów od Warszawy, a my za Rembertowem stoimy jeszcze oddaleni o 7 kilometrów, przy drugiej stacji, która się nazywa Wesoła.
    Więc jesteśmy oddaleni od warszawy na wschód o 12 kilometrów. A my mieszkamy w takich barakach jak pogorzelcy. Tych lasów i tego piachu jest 10 kilometrów kwadratowych. Co drugi, lub trzeci dzień wyjeżdżamy na ostre strzelanie i walimy, dziw, że człowiek nie ogłuchnie.

                                                                                                        Stasiek




                                                 Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 14/VI.27

     Doskonale mi dnie lecą, tylko noce mamy zimne - tak, że pod kocami i płaszczem chcemy pozamarzać. Posyłam fotografię całego działonu, czyli 6 ludzi obsługi,  kazaliśmy się fotografować w niedzielę, to jest 12 czerwca po południu, gdyż mieliśmy wyjazd na strzelanie nocne i zaraz się sfotografowaliśmy w umundurowaniu dziennym - czyli w stroju ćwiczebnym, jak żołnierz chodzi zwykle.
     Opiszę tę fotografię i obsługę działa:
1. (pierwszy) od prawej strony jest kierowniczy, który się trzyma ręką za drążek kierowniczy - jego obowiązkiem jest kierować działem.
2. (drugi). zamkowy, który ma rękę prawą wyciągniętą - jego obowiązkiem jest otwieranie i zamykanie zamka i odpalanie.
3. (trzeci) Ładowniczy trzyma w ręku pocisk - jego obowiązkiem jest ładować działo.
4. (czwarty) Celowniczy - jestem nim ja, celowniczy ma za zadanie ustawiać działo i celować.
5. (piąty) Amunicyjny trzyma w ręku łuskę z prochem, jego zadaniem jest podawać pociski i łuski, nastawianie zapalników i podawać ładowniczemu.
6. (szósty) W..czyciel - trzyma w ręku pocisk, jego zadaniem jest wyjmować pociski z krzynki i podawać amunicyjnemu.
     W pierwsze święto Zielonych Świątek byłem w warszawie. 27 wyjeżdżamy do Częstochowy, to jak tylko będę mógł, zaraz przyjadę do was na przepustkę, lub urlop.



Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Wojsko - 7 Pułk Artylerii Częstochowa - Listy do domu - 1926/27 - cz.13

     Tak rozpoczęło się dla mnie życie wojskowe, o którym nie miałem pojęcia. Jakie dla mnie było życie wojskowe, na to odpowie moja korespondencja listowa.





                                    Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 28/X.26

    Jestem zdrowy dotychczas, ale jak dalej: buty dostaliśmy takie, co pełno wody i błota w nich, tak, ze nogi chyba odmrożę gdy przyjdą większe mrozy. Proszę o parę złotych, gdyż są bardzo potrzebne na chleb.
                                                                                       Stasiek

                                    Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 14/XI.26

    10 złotych odebrałem, za które dziękuję. Pytacie mi się, jakie mam zajęcia. Otóż porabiam to co wszyscy. Rano wstaję o godzinie 6-tej i zaraz idziemy do obrokowania koni, później do koszar rozbieramy się i myjemy, potem śniadanie takie: pół litra czarnej kawy i razowy chleb, potem idziemy na gimnastykę 30 minut, działoczyny 2 godziny, potem z bronią ręczną, albo jazda konna 2 godziny i południe; znów obrokowanie koni, potem obiad.
      Po obiedzie: przymusowe nauczanie, wykłady o służbie, później czyszczenie koni, obrokowanie i wieczór. Jemy kolację i chcesz czy nie chcesz, musisz śpiewać, naprawiać swoje umundurowanie i o godzinie 9-tej spać. W tygodniu byliśmy 3 razy w kościele: w środę, sobotę i niedzielę. Na urlopie będę w święta Bożego narodzenia.

                                                                                          Stasiek

                                      Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 5/XII.26

     Od pierwszego grudnia jestem przydzielony z baterji do szkoły podoficerskiej i mam teraz lepiej, aby Wam wyszczególnić w czem lepiej, to zaraz opiszę: Rano śpimy do godziny 6-tej. O 6-tej pobudka i idziemy do umywalni, po umyciu mamy gimnastykę, potem idziemy po śniadanie. Po śniadaniu idziemy na ćwiczenia, od godz. 8-mej do 11-tej.
     Od 11-tej do 12-tej wykłady. Od 12-tej do 2-giej obiad. Od 2-giej do 4-tej jazda konna. Do 9-tej zaś mamy takie utykania. Niedługo się już rozłamiemy opłatkiem

                                                                                        Stasiek

                                      Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 20/XII.26

      Cieszyłem się, że na święta uściskam Was serdecznie i spędzę z Wami te święta. Tymczasem stało się inaczej. - nikt ze szkoły na urlop nie pojedzie, z tego względu, że nie mamy butów, tylko w łatanych chodzimy, co się woda wlewa i wylewa.
      Dalej donoszę, iż 19-tego, to jest w niedzielę mieliśmy przysięgę, wobec tego nie jesteśmy już rekrutami lecz kanonierami. Proszę o przysłanie 5 złotych.

                                                                                         Stasiek


                                       Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 23/I.27

      Przybyłem szczęśliwie od was do pułku z przepustki - a ci co się spóźnili, dostali po 4 dni ścisłego i to tylko w święta.
      W Nowy Rok też dostałem przepustkę, ale z powodu słoty i błota nie przybyłem do Was - lecz pojechałem do Nowo-Radomska.

                                                                                      Stasiek







sobota, 24 listopada 2018

Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Bełchatów - Miłostki - Wojsko - 7 Pułk Artylerii Częstochowa - 1926 - cz.12


                                                       ROZDZIAŁ 8

    Moja sielankowa miłość przeszła jak cień i nigdy już nie powróciła, nie czułem nawet żalu ni tęsknoty za "nią". To był pierwszy atak miłości na moje serce, ale go wytrzymałem, nie uległem, gdyż jak się sam później przekonałem: więcej zmysłowość tu grała rolę.
    Spotykałem później i inne kobiety, w których się chwilowo kochałem, jak: J.Ł.... J.D. - L.S. - S.B. - F.J. - ale jak prędko zajęły me serce, tak też prędko opuszczały.
    Bo też stałem się już trzeźwiejszy pod względem sentymentalnym, moje uczucie już nie było tak pochopne, gdyż nie napotykało swego bratniego serca.
    Osierocony zostałem tak młodo, że pieszczot i tej serdeczności nie zaznałem w życiu wcale, a pieściły mnie tylko ciernie. Więc mojem dążeniem i pragnieniem było i jest , ażeby móc znaleźć taką towarzyszkę życia, z którą był bym szczęśliwym, a życie by było prawdziwie chrześcijańskie małżeństwa pożycie; nie chciałem by moje ognisko rodzinne było podobne do tych rodzin, a które się spotyka nieomal na każdym kroku.
    Gdzie nie ma tej harmonji małżeńskiej, gdzie mąż żonie nie da dobrego słowa, ani żona mężowi, gdzie nie ma zgody słowami przekonywującymi - lecz siłą i kłótnią i to nazywają zgodą, zyciem małżeńskim. A gdzie są ich śluby dane przed ołtarzem?
    O! - jak ludzie nie umieją urządzić sobie gniazda rodzinnego, gdzie dwie osoby nie mogą żyć w zgodzie, szacunku i miłości?
    A cóż dopiero rzec na całe społeczeństwo, wyhodowane na takim łonie rodzinnym i czemu się dziwimy, ze nie ma: ładu, porządku, zgody i jedności w Państwie?
    Jakie jednostki, takie społeczeństwo!
    Jakie rodziny - taki kraj; jaki przykład dają rodzice tak i dzieci pójdą ich śladem. O nie chciałem, aby stworzone przeze mnie gniazdo rodzinne było podobne do tych małżeństw niezgodnych, wolałbym pozostać do śmierci samotnym.

                                                        ROZDZIAŁ 8

    - 1926 rok przeszedłem też różnie. Mianowicie postanowili moi ojcowie ożenić mnie z sąsiada córką: Janiną Pąperską; pomiędzy rodzicami jej, a mojemi już to było dawno ułożone - szło tylko o wykonanie. Właśnie w tym roku kończyła 16 lat, a ponieważ była jedynaczką, rodzice jej starzy, postanowili nie czekając dalej ożenić ją.
    Przedtem chodziłem nawet do niej, brałem ją na zabawy, ale gdy jej rodzice powiedzieli, iż za mnie wydadzą swą córkę za mąż, od razu dalej od niej drapaka, porzuciłem ją. Aczkolwiek nie była brzydka, w dodatku bogata - z gospodarstwem 30-to morgowym. Jednakże nie czułem ku niej odrobiny sympatii - nie kochałem ją. Myślałem sobie: cóż mi po majątku, jeżeli ja jej kochać nie będę? I mimo perswodowań, tłumaczeń i gróźb mych rodziców nie dałem się przekonać.

                                    ---------------------------------------------------------




    W tym roku właśnie miałem iść do wojska, choć na komisję poborową stawałem w roku 1925, ale pozostałem zaliczony do ponad kontygensu; dopiero w tym roku otrzymałem wezwanie i przydział do artylerji polowej 7 p.a.p. w Częstochowie. Na dzień 13.X.1926 roku. I zgodnie z wezwaniem stawiłem się na oznaczony dzień w pułku i zaraz na drugi dzień zostałem wcielony do 7-mej baterji, gdzie zostałem umundurowany.

czwartek, 15 listopada 2018

Bieżeń - Truskolasy - Częstochowa - Księga Parafialna - Generalgouvernement Warschau - 1918

          Wyrwana strona z księgi parafialnej.., niby nic ciekawego, jednak.... Ktoś wyrwał ją, bo była mu potrzebna, nie przypuszczał być może, że później ktoś będzie potrzebował tych danych dla swoich potrzeb...
Na Forum Towarzystwa Genealogicznego Ziemi Częstochowskiej znalazłem taką prośbę:

Witam,
poszukuję aktu:
1908 r. Truskolasy/Bieżeń akt nr 140 małżeństwo Sneka Ignacy i Głąb Modzelewska Katarzyna.
Będę wdzięczy za przesłanie skanu na ...........

Z góry dziękuję, pozdrawiam
Grzegorz
Ta karta nie ma dla mnie większej wartości, być może znaczki skarbowe Gen. Gouv. Warschau z 1918 roku są poszukiwane. Wstawiam na moim blogu, gdyż, być może ktoś szuka osób mieszkających na terenie Truskolasy - Bieżeń.