Na teren Niemiec wkroczyliśmy przez miasto Harem, na które nie mówiło się inaczej jak Maczków. W pobliżu Maczkowa znajdował się obóz koncentracyjny Oberlangen, a w nim dużo Polek. Ostatnim miejscem mojego postoju w Niemczech był Osnabruck. Koniec wojny zastał mnie gdy wracałem z urlopu z Paryża, w Lille. Wieczorem zobaczyliśmy miasto oświetlone po raz pierwszy od wielu lat, śpiewy, muzyka, tańce i wino.
Tadeusz Kosiorek - 1944 rok.
Trudno się było temu przeciwstawić, trzeba było urlop przedłużyć. Gdy wróciłem do jednostki koledzy opowiadali jak to zakończenie wojny u nas przebiegało. Strzelano ze wszystkich luf, nawet z dział przeciwlotniczych. Na wiwat, za to, że skończył się czas poniewierki i śmierci. Jeszcze nie zastanawiałem się co będę robił dalej. Chciałem poznać Niemcy, był na to czas. Zwiedziłem Bremen, Hamburg, Hanover, Góry Harzu, obozy koncentracyjne w bergen-Belsen oraz Falingbostel. Zwiedziłem również Rotterdam, Amsterdam i Zagłębie Ruhry. Kiedy przechodziłem koło obozu Falingbostel byłem świadkiem wesela. Śpiewy, muzyka, bardzo uroczyście jak na owe czasy. Ten moment będę zawsze pamiętał, gdyż owe wesele, było weselem mojej rodzonej siostry. Wtedy oczywiście o tym nie wiedziałem.
Drużyna piłkarska (Tadeusz Kosiorek) - Niemcy - 1945 rok.
W czasie późniejszym odnalazłem siostrę i dopiero wtedy o tym się dowiedziałem. Kilku kolegów, w sposób nielegalny udało się na rekonesans do Polski. Oczywiście powrócili. Różne były ich zdania. Z Niemiec wyjechałem w 1946 roku, przez Wilhemshaven do Anglii. Różne miałem oferty, nawet takie aby jechać na okupację Japonii i obywatelstwo USA. Krążyły pogłoski, że całe polskie lotnictwo chce przejąc Brazylia.
Koledzy emigrowali do różnych części świata: do Australii, Tasmanii, Francji, Holandii, a nawet do Niemiec by się tam ożenić i osiedlić. ja mimo, że to wszystko było bardzo zachęcające, postanowiłem wracać do Polski. nastąpiło to w 1947 roku.
Zaraz po powrocie, mając fach w ręku i duże doświadczenie zawodowe podjąłem pracę i w jednej firmie przepracowałem 33 lata, od powrotu do emerytury. Nie żałuję tego, mimo, że spotykało mnie dużo przykrości związanych z moim powrotem. Wytykano mi często, że jestem "andersowiec", a ja powiem szczerze byłem dumny z tego. Co taki jeden z drugim wie o wojnie i o tym, co tam się w Rosji działo, jak z nami Polakami postępowano.
Tadeusz Kosiorek przy rozbitym samolocie niemieckim - Niemcy - 1945 rok.
Byłem, widziałem i szczęśliwie przeżyłem. Byłem u Andersa, a u kogo miałem być? Miałem inny wybór?
Generał Anders z tych tysięcy uciemiężonych ocalałych z łagrów Polaków zrobił żołnierzy, którzy później walczyli o Monte Casino, Ankonę i Bolonię okrywając się należną chwałą. Generał Anders wywiódł nas z azjatyckiej części ZSRR, chroniąc nas przed głodem, mrozem, tyfusem, malarią, a nade wszystko przed upadkiem moralnym. A to MU cześć i chwała oraz dozgonna pamięć żołnierza.
takie było moje życie w Polsce i takie są teraz moje refleksje. Był okres kiedy pieczołowicie interesowało się mną UB. Często wracam do rozmyślań i kalkulacji, czy tam na Zachodzie byłoby mi lepiej żyć. Pewno, ze byłoby lepiej pod względem materialnym, pewno, że nikt by nie wytykał mi moją walkę czy inne myślenie, ale co obczyzna to obczyzna, nie byłbym między swoimi.
Jestem w Polsce, bo tu dla Polaka jedyne miejsce na świecie mimo, że serce boli i to dosłownie. Jestem po trzech zawałach, ale do wspomnień wojennych zawsze wracam. Tego zapomnieć się nie da.
Gałków 1.4.1994 Podpis
KONIEC
Jeszcze raz, serdeczne podziękowania dla Dominika za udostępnienie tego materiału. Spisane na maszynie wspomnienia Tadeusza Kosiorka są własnością MUZEUM W GAŁKÓWKU.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Generał Maczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Generał Maczek. Pokaż wszystkie posty
środa, 12 czerwca 2019
Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Maczek - Normandia - Zakończenie wojny - Urząd Bezpieczeństwa - - Wojsko Polskie -cz.8
Etykiety:
2 Wojna Światowa,
Anders,
Anglia,
Dywizjon 318,
Generał Maczek,
Indie,
Irak,
Kresy,
lotnik,
Łagry,
Muzeum Gałkówek,
Normandia,
Persja,
Samolot,
Sikorski,
Sowieci,
Starobielsk,
Tadeusz Kosiorek,
V1,
Wspomnienia
sobota, 8 czerwca 2019
Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Maczek - Normandia - - Wojsko Polskie -cz.7
Zaczęto nas uczyć słówek niemieckich, zapoznano nas z umundurowaniem wroga. Wreszcie nadszedł ten dla nas pamiętny dzień. załadowano nas na barki i z portu Southampton przez Kanał la Manche wylądowaliśmy koło Caen w Normandii. Nie było to łatwe i bezpieczne i choć już nigdy z nas widział gołym okiem brzeg francuski, nikt nie by ł pewien czy dopłynie cały.
Co chwilę fontanny wody tryskały od min głębinowych, a samo wybrzeże najeżone były palami aby utrudnić lądowanie gladerów. Pierwsze lotnisko jakie zdobyliśmy było w Caen. Tu w Normandii spotkaliśmy pierwszych Polaków. Były to dzieci-wyśta Poloki, no to dejta sygaret dla papa, a jak już dostali domagali się - czekolat dla mama. Daliśmy im również kilka puszek konserw, a oni nas częstowali calvadosem.
Przed inwazją zwracano nam uwagę abyśmy bardzo ostrożnie zgadzali się na wszelkiego rodzaju poczęstunki. W tym celu otrzymaliśmy specjalne pigułki do odkażania wody. Calvados był jednak nie zatruty i bardzo nam smakował. Po krótkim pobycie w Normandii skierowano nas do północnej francji w okolice Lille. Po drodze widzieliśmy wyrzutnie V1, oczywiście już unieruchomione. Okolice Lille zamieszkałe były przez Polaków zatrudnionych tam w kopalniach węgla. W tym czasie odbywał się tam pobór ochotników do Wojska Polskiego. W mojej jednostce mieliśmy więc: Anglików, Polaków z Belgii i Francji oraz Polonusów z Brazylii i Argentyny. Do tego jeszcze doszli folksdojcze wzięci do niewoli przez Anglików w Afryce, którzy zostali zrehabilitowani. Ci ostatni to Ślązacy.
Tadeusz Kosiorek z kolegą - Anglia - 1943 rok.
Będąc w północnej części Francji odczuliśmy najwięcej polskości. Rozgrywaliśmy mecze piłki nożnej, zapraszano nas w gościnę, były restauracje polskie, gdzie wszystko można było kupić i sprzedać. Przeniesiono nas do Belgii. Pierwszym lotniskiem było Kutrik k. Menin. Następnym miejscem, które było mi przeznaczone to lotnisko koło Brukseli Grinbergen. Zostałem zakwaterowany w miejscowości Humbek u rodziny Von Gustaw Eden, który był właścicielem młyna elektrycznego. Tu bardzo często nawiedzały nas "buz bomby" tak nazywaliśmy pociski V1. Jedna z nich łagodnie lądując zaczepiła płatem o barak w którym kwaterowali Anglicy, ale na szczęście nie eksplodowała. Znów zmiana, tym razem lotnisko Gent, gdzie na własnej skórze odczuliśmy niemiecką operację w Ardenach. Opuszczamy Belgię i zatrzymujemy się w Holandii koło Bredy lotnisko Gilze. Zarówno lotnisko jak i miasto wyzwolone zostało przez Polaków pod dowództwem generał Maczka. Przez Arnhem koło Najmengen wszędzie spotykaliśmy polskie akcenty, by ła to droga walki dywizji generała Maczka.
- ciąg dalszy nastąpi -
Co chwilę fontanny wody tryskały od min głębinowych, a samo wybrzeże najeżone były palami aby utrudnić lądowanie gladerów. Pierwsze lotnisko jakie zdobyliśmy było w Caen. Tu w Normandii spotkaliśmy pierwszych Polaków. Były to dzieci-wyśta Poloki, no to dejta sygaret dla papa, a jak już dostali domagali się - czekolat dla mama. Daliśmy im również kilka puszek konserw, a oni nas częstowali calvadosem.
Przed inwazją zwracano nam uwagę abyśmy bardzo ostrożnie zgadzali się na wszelkiego rodzaju poczęstunki. W tym celu otrzymaliśmy specjalne pigułki do odkażania wody. Calvados był jednak nie zatruty i bardzo nam smakował. Po krótkim pobycie w Normandii skierowano nas do północnej francji w okolice Lille. Po drodze widzieliśmy wyrzutnie V1, oczywiście już unieruchomione. Okolice Lille zamieszkałe były przez Polaków zatrudnionych tam w kopalniach węgla. W tym czasie odbywał się tam pobór ochotników do Wojska Polskiego. W mojej jednostce mieliśmy więc: Anglików, Polaków z Belgii i Francji oraz Polonusów z Brazylii i Argentyny. Do tego jeszcze doszli folksdojcze wzięci do niewoli przez Anglików w Afryce, którzy zostali zrehabilitowani. Ci ostatni to Ślązacy.
Tadeusz Kosiorek z kolegą - Anglia - 1943 rok.
Będąc w północnej części Francji odczuliśmy najwięcej polskości. Rozgrywaliśmy mecze piłki nożnej, zapraszano nas w gościnę, były restauracje polskie, gdzie wszystko można było kupić i sprzedać. Przeniesiono nas do Belgii. Pierwszym lotniskiem było Kutrik k. Menin. Następnym miejscem, które było mi przeznaczone to lotnisko koło Brukseli Grinbergen. Zostałem zakwaterowany w miejscowości Humbek u rodziny Von Gustaw Eden, który był właścicielem młyna elektrycznego. Tu bardzo często nawiedzały nas "buz bomby" tak nazywaliśmy pociski V1. Jedna z nich łagodnie lądując zaczepiła płatem o barak w którym kwaterowali Anglicy, ale na szczęście nie eksplodowała. Znów zmiana, tym razem lotnisko Gent, gdzie na własnej skórze odczuliśmy niemiecką operację w Ardenach. Opuszczamy Belgię i zatrzymujemy się w Holandii koło Bredy lotnisko Gilze. Zarówno lotnisko jak i miasto wyzwolone zostało przez Polaków pod dowództwem generał Maczka. Przez Arnhem koło Najmengen wszędzie spotykaliśmy polskie akcenty, by ła to droga walki dywizji generała Maczka.
- ciąg dalszy nastąpi -
Etykiety:
2 Wojna Światowa,
Anders,
Anglia,
Dywizjon 318,
Generał Maczek,
Indie,
Irak,
Kresy,
lotnik,
Łagry,
Muzeum Gałkówek,
Normandia,
Persja,
Samolot,
Sikorski,
Sowieci,
Starobielsk,
Tadeusz Kosiorek,
V1,
Wspomnienia
Subskrybuj:
Posty (Atom)



