Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 grudnia 2018

Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Jeżów - Wojsko - 7 Pułk Artylerii Częstochowa - Miłostki - 1929 - cz.16


    Właśnie w tym czasie mój bliższy znajomy W.Mistala, z którym jesteśmy pokumani - gdyż trzymałem mu syna do chrztu - Powiada:
- "Ja bym Cię zapoznał z pewną dziewczyną, którą byś mógł pojąc za żonę, czego bym sobie bardzo życzył - gdyż znam ciebie i ją i według mego poglądu na rzeczy najlepiej byście do siebie pasowali." A gdy mi wyliczył jej przymioty, które zasługują na pochwałę - zainteresowała mnie ta osoba bardzo i postanowiłem poznać ją osobiście.
    W tym celu poszliśmy do wsi Jeżowa 5 marca do jej miejsca zamieszkania. Niby o wypożyczenie książek - a poznania p.Zosi Świstakówny i po wspólnej rozmowie wywnioskowałem, że można zainteresować się bliżej jej osobą. W tym celu poszedłem po raz drugi 17 marca i gdy ujrzałem ją ubraną odświętnie w całej krasie urody, serce moje zabiło żywiej ku Zosi. A kiedy jeszcze poczęliśmy flirtować, później rozmawiać bliżej poznaliśmy się wzajemnie i spostrzegliśmy, że nasze serca jednym rytmem biją ku sobie.
    Oby tylko nie było w tem cienia kokieterii z jej strony, bo choć ja lubię też kokieterować, jednakże byłem otwarty i szczery. A kiedy wyszedłem od Zosi poczułem, że tam gdzieś w komórce mego serca zajęła miejsce, a serce uderza przyśpieszonym tętnem, tak zrodziło się głębsze w mem sercu uczucie ku Zosi - a uczucie zrodziło i tęsknotę ku niej. A na to wszystko co przyszłość pokaże, zobaczymy..............
    Z 23 na 24 marca miałem sen taki:
chociaż do snów małą wagę przywiązuję, jednakże ten sen zapisuje dla doświadczenia. Śniło mi się, iż ktoś doręczył mi jakieś pisma - niby list - niby świadectwa, lecz jedno pismo najwięcej mnie zainteresowało, - gdy przeczytałem, dowiedziałem się, iż na 15 września tego roku mam wykonać jakieś zobowiązania, lecz zrozumiałem z tego pisma, że gdzieś mam iść w termin na młynarza. Przytem mi się śniło, iż Wojtańcówną się całowałem - ciekawość co z tego wyniknie?
- Odpowiedź zbliżona do snu:
4.4.29r otrzymałem list od brata Stefana, który w dniu 2.2.29 został wcielony do wojska do 7 p.a.p. 7 bat. - do tego samego i tej baterji, w której ja służyłem, a urodzony jest 15 września - troszkę zbliżone do powyższego snu....



    Zima jak panowała w 1929 roku zasługuje na to, ażeby ją umieścić w pamiętniku. Gdyż mrozy dochodziły 40,0 Celsjusza, począwszy od 15 grudnia do 15 marca włącznie trzymał jednostajnie; a śniegi spadły metrowej grubości. I choć śniegi z końcem marca stopniały, to jednakże 5 kwietnia przyleciał do pól m. i mróz dochodził do 10,o Celsjusza i tak wytrwał do 10 kwietnia.
    Tej zimy kartofle co nigdy w piwnicach i kopcach nie zmarzły - to w tym roku pomarzły jak i bydło w oborach. Najstarsi ludzie nie pamiętają tak surowej zimy jak w tym roku; dopiero 16 kwietnia wyjechali ludzie w pola.
 
                                                          - ROZDZIAŁ 11 -

    9.V.29r. - Stosunki moje z Zosią Świstakówną zacieśniają się serdeczniejszy węzeł. W dniu tym byłem u niej. Mówimy sobie już po imieniu: Zania i Stasiek jak to brzmi poetycznie. Już mnie teraz żadna siła od Zosi nie oddali; ani Zani ode mnie. A da Bóg to w niedługim czasie staniemy na ślubnym kobiercu
    26.V.29r. - Stosunki moje z Świastakówną pozostały dziś zerwane na zawsze, już nie powrócę do niej. A przyczyną zerwania była obłuda i fałsz, które u niej spostrzegłem i materializm; a ja takich ludzi nienawidzę, a do takich typów właśnie się ona zaliczała, gdyż chodziło nas dwóch, a jeden o drugim nie wiedział - i z nim i ze mną było na: "per ty" i dopiero chciała sobie wybrać z nas bogatszego. Powiedziałem jej: materialistko! Żeń się z majątkiem, nie ze mną!
                     Nie ufaj nigdy kobiecie
                     Bo to stworzenie najfałszywsze na świecie!

                                                    + ciąg dalszy nastąpi - 

piątek, 30 listopada 2018

Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Wojsko - 7 Pułk Artylerii Częstochowa - Kamienica Polska - Listy do domu - 1927/28 - cz.15



                                                Kochani Rodzice!                                   Kamienica Polska 7/8.27r.

    Nie mogłem przyjechać do was z tego względu iż jak tylko przyjechaliśmy z Rembertowa do Częstochowy, zaraz na drugi dzień zostałem przydzielony na funkcję do kasyna oficerskiego jako podoficer - mojem zadaniem na funkcji jest: dostarczanie prowiantu do kuchni kasynowej, sprowadzanie wódek i prowadzenie rachunkowości - czyli buchalerii. Teraz dopiero wiem, ze żyję w wojsku jak się patrzy. Obecnie wyjechaliśmy na manewry połączone - i ja również z całem kasynem do Kamienicy Polskiej oddalonej od Częstochowy na południe 17 kilometrów, a po dwóch tygodniach pobytu w kamienicy pojechaliśmy pod Kraków.
                                                                                                        Stasiek


                                                Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 19/9.27r.

    Dziś odchodził 4-ty rocznik do cywila! Gdy zobaczyłem ich po cywilnemu, ubranych z kuferkami, z fantazją cywila! - na wolności, który nie potrzebuje przed lada gołębiarzem na baczność stać; wtedy tak mi się dziwnie zrobiło, samotnie - ale musiałem zapomnieć o wszystkim i podnieść nos po żołniersku do góry. Ale mówię do kolegi: już po raz drugi żegnamy rezerwistów, ale po raz trzeci to nas będą żegnali za 6 miesięcy, jest to jeszcze szmat czasu, ale przyjedzie zima to ten czas przeleci.
                                                                                     
                                                                                                         Stasiek

                                                Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 6/XI.27r.

    Niedługo święta Bożego Narodzenia nadejdą, to spodziewam się, że przyjadę na urlop. Napijemy się wtedy wódki takiej, jakiej żeście jeszcze nie pili.

                                                                                                         Stasiek



     Nadszedł marzec 1928 roku, już liczyć przesłużyłem służbę wojskową i dziesiątego marca mam iść do cywila. tak człowiek czekał tego dnia! - a gdy miał nadejść to jakoś człowiekowi żal
 było wojska opuścić, już za domem nie tęskniłem, gdyż miałem dobre życie i wypicie i pieniądze miałem na papierosy i kino i inne zachcianki, wiem, ze mi w cywilu tak dobrze nie było i nie będzie może nigdy w życiu, jak miałem przy wojsku.
    Ale trudno, nadszedł dziesiąty marca, wydano cywilne ubrania i jazda do cywila. Jak przyszedłem do wojska; mówiłem sobie" kiedy ja wysłużę, a tymczasem przeszło półtora roku jak biczem strzelił, ze na ostatku żal było wyjeżdżać do domu.
    Urządzono zbiórkę wszystkich idących do cywila na placu, p. Pułkownik, dowódca nasz powiedział mowę pożegnalną. następnie uformowano nas w czwórki, orkiestra wraz z delegacją odprowadziła nas przy dźwiękach orkiestry na stację. I jazda! Już człowiek w cywilu!

                                                               - Rozdział 10 -

    Gdzy przyszedłem do cywila, kupiłem sobie rower i używałem kawalerki co się zowie przez całe lato. Co niedzielę do innej dziewczyny i flirtowałem z niemi.
    Lecz gdy nadszedł 1929 rok.
    Postanowiłem ustatkować się.
    A co mnie spotka w tym roku ???
    na to pytanie odpowiedzą dni przychodzące jak zwykle co roku; zdaje mi się, iż rok temu pozostanie pamiętny w mem życiu, gdyż postanowiłem: - ożenić się - łatwo się to wymawia, ale nie łatwo wykonuje, gdyż wymaga trzeźwości i zastanowienia nad tak ważnym przedsięwzięciem.
    Ożenić się łatwo, ale jakie będą skutki małżeństwa trudno przewidzieć. Czy takie jakie sobie ja przedstawiam, że być powinno? Więc albo... albo... Małżeństwo to loterja!
    Z tych dziewcząt do których chodziłem, ani jednej nie znalazłem, która by odpowiadała mym wymaganiom, a cóż dopiero świeżo zapoznana dziewczyna???


    

niedziela, 25 listopada 2018

Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Wojsko - 7 Pułk Artylerii Częstochowa - Wesoła - Armata - Listy do domu - 1926/27 - cz.14


                                                 Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 23/I.27

      20 to jest w niedzielę byliśmy po południu o godz. 3-ciej z całą szkołą na Jasnej Górze, zwiedzaliśmy skarbiec i cały klasztor.
      21 do południa zwiedzaliśmy fabrykę włókienniczą "Częstochowiankę". Opiszę ją cokolwiek: Jest to kolosalna fabryka zajmująca obszar 60-ciu morgowy; robotników zatrudnia 5.000, węgla dziennie spala 5 wagonów - jest to największa fabryka w Częstochowie pod względem zabudowań i produkcji.
     
                                                                                                       Stasiek

                                                Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 12/III.27

     Prędzej nie przyjadę do Was jak na św. Wielkanocne, bo pomimo tego, że będę 2 św. na św. Józef, ale, że są to marszałka p. Piłsudskiego imieniny więc będziemy mieli defiladę.
     W piątek, to jest 11 marca byliśmy u spowiedzi na Jasnej Górze, a w sobotę byliśmy na komunji.
     Poproszę o 10 złotych.

                                                                                                        Stasiek


                                                 Kochani Rodzice!                                          Wesoła 2/VI.27

     Przymrozki, zimna i deszcze u nas panują, tak, że w płaszczach jest zimno, a w barakach to chcemy pomarznąć.
     Z manewrów powrócimy do Częstochowy 25 czerwca, to później może otrzymam urlop lub przepustkę. Pytacie się co to za miasto Rembertów? Rembertów jest to małe miasteczko jak pół Bełchatowa. Jest to pierwszy przystanek za Warszawą, oddalony o 5 kilometrów od Warszawy, a my za Rembertowem stoimy jeszcze oddaleni o 7 kilometrów, przy drugiej stacji, która się nazywa Wesoła.
    Więc jesteśmy oddaleni od warszawy na wschód o 12 kilometrów. A my mieszkamy w takich barakach jak pogorzelcy. Tych lasów i tego piachu jest 10 kilometrów kwadratowych. Co drugi, lub trzeci dzień wyjeżdżamy na ostre strzelanie i walimy, dziw, że człowiek nie ogłuchnie.

                                                                                                        Stasiek




                                                 Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 14/VI.27

     Doskonale mi dnie lecą, tylko noce mamy zimne - tak, że pod kocami i płaszczem chcemy pozamarzać. Posyłam fotografię całego działonu, czyli 6 ludzi obsługi,  kazaliśmy się fotografować w niedzielę, to jest 12 czerwca po południu, gdyż mieliśmy wyjazd na strzelanie nocne i zaraz się sfotografowaliśmy w umundurowaniu dziennym - czyli w stroju ćwiczebnym, jak żołnierz chodzi zwykle.
     Opiszę tę fotografię i obsługę działa:
1. (pierwszy) od prawej strony jest kierowniczy, który się trzyma ręką za drążek kierowniczy - jego obowiązkiem jest kierować działem.
2. (drugi). zamkowy, który ma rękę prawą wyciągniętą - jego obowiązkiem jest otwieranie i zamykanie zamka i odpalanie.
3. (trzeci) Ładowniczy trzyma w ręku pocisk - jego obowiązkiem jest ładować działo.
4. (czwarty) Celowniczy - jestem nim ja, celowniczy ma za zadanie ustawiać działo i celować.
5. (piąty) Amunicyjny trzyma w ręku łuskę z prochem, jego zadaniem jest podawać pociski i łuski, nastawianie zapalników i podawać ładowniczemu.
6. (szósty) W..czyciel - trzyma w ręku pocisk, jego zadaniem jest wyjmować pociski z krzynki i podawać amunicyjnemu.
     W pierwsze święto Zielonych Świątek byłem w warszawie. 27 wyjeżdżamy do Częstochowy, to jak tylko będę mógł, zaraz przyjadę do was na przepustkę, lub urlop.



Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Wojsko - 7 Pułk Artylerii Częstochowa - Listy do domu - 1926/27 - cz.13

     Tak rozpoczęło się dla mnie życie wojskowe, o którym nie miałem pojęcia. Jakie dla mnie było życie wojskowe, na to odpowie moja korespondencja listowa.





                                    Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 28/X.26

    Jestem zdrowy dotychczas, ale jak dalej: buty dostaliśmy takie, co pełno wody i błota w nich, tak, ze nogi chyba odmrożę gdy przyjdą większe mrozy. Proszę o parę złotych, gdyż są bardzo potrzebne na chleb.
                                                                                       Stasiek

                                    Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 14/XI.26

    10 złotych odebrałem, za które dziękuję. Pytacie mi się, jakie mam zajęcia. Otóż porabiam to co wszyscy. Rano wstaję o godzinie 6-tej i zaraz idziemy do obrokowania koni, później do koszar rozbieramy się i myjemy, potem śniadanie takie: pół litra czarnej kawy i razowy chleb, potem idziemy na gimnastykę 30 minut, działoczyny 2 godziny, potem z bronią ręczną, albo jazda konna 2 godziny i południe; znów obrokowanie koni, potem obiad.
      Po obiedzie: przymusowe nauczanie, wykłady o służbie, później czyszczenie koni, obrokowanie i wieczór. Jemy kolację i chcesz czy nie chcesz, musisz śpiewać, naprawiać swoje umundurowanie i o godzinie 9-tej spać. W tygodniu byliśmy 3 razy w kościele: w środę, sobotę i niedzielę. Na urlopie będę w święta Bożego narodzenia.

                                                                                          Stasiek

                                      Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 5/XII.26

     Od pierwszego grudnia jestem przydzielony z baterji do szkoły podoficerskiej i mam teraz lepiej, aby Wam wyszczególnić w czem lepiej, to zaraz opiszę: Rano śpimy do godziny 6-tej. O 6-tej pobudka i idziemy do umywalni, po umyciu mamy gimnastykę, potem idziemy po śniadanie. Po śniadaniu idziemy na ćwiczenia, od godz. 8-mej do 11-tej.
     Od 11-tej do 12-tej wykłady. Od 12-tej do 2-giej obiad. Od 2-giej do 4-tej jazda konna. Do 9-tej zaś mamy takie utykania. Niedługo się już rozłamiemy opłatkiem

                                                                                        Stasiek

                                      Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 20/XII.26

      Cieszyłem się, że na święta uściskam Was serdecznie i spędzę z Wami te święta. Tymczasem stało się inaczej. - nikt ze szkoły na urlop nie pojedzie, z tego względu, że nie mamy butów, tylko w łatanych chodzimy, co się woda wlewa i wylewa.
      Dalej donoszę, iż 19-tego, to jest w niedzielę mieliśmy przysięgę, wobec tego nie jesteśmy już rekrutami lecz kanonierami. Proszę o przysłanie 5 złotych.

                                                                                         Stasiek


                                       Kochani Rodzice!                                          Częstochowa 23/I.27

      Przybyłem szczęśliwie od was do pułku z przepustki - a ci co się spóźnili, dostali po 4 dni ścisłego i to tylko w święta.
      W Nowy Rok też dostałem przepustkę, ale z powodu słoty i błota nie przybyłem do Was - lecz pojechałem do Nowo-Radomska.

                                                                                      Stasiek







sobota, 24 listopada 2018

Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Bełchatów - Miłostki - Wojsko - 7 Pułk Artylerii Częstochowa - 1926 - cz.12


                                                       ROZDZIAŁ 8

    Moja sielankowa miłość przeszła jak cień i nigdy już nie powróciła, nie czułem nawet żalu ni tęsknoty za "nią". To był pierwszy atak miłości na moje serce, ale go wytrzymałem, nie uległem, gdyż jak się sam później przekonałem: więcej zmysłowość tu grała rolę.
    Spotykałem później i inne kobiety, w których się chwilowo kochałem, jak: J.Ł.... J.D. - L.S. - S.B. - F.J. - ale jak prędko zajęły me serce, tak też prędko opuszczały.
    Bo też stałem się już trzeźwiejszy pod względem sentymentalnym, moje uczucie już nie było tak pochopne, gdyż nie napotykało swego bratniego serca.
    Osierocony zostałem tak młodo, że pieszczot i tej serdeczności nie zaznałem w życiu wcale, a pieściły mnie tylko ciernie. Więc mojem dążeniem i pragnieniem było i jest , ażeby móc znaleźć taką towarzyszkę życia, z którą był bym szczęśliwym, a życie by było prawdziwie chrześcijańskie małżeństwa pożycie; nie chciałem by moje ognisko rodzinne było podobne do tych rodzin, a które się spotyka nieomal na każdym kroku.
    Gdzie nie ma tej harmonji małżeńskiej, gdzie mąż żonie nie da dobrego słowa, ani żona mężowi, gdzie nie ma zgody słowami przekonywującymi - lecz siłą i kłótnią i to nazywają zgodą, zyciem małżeńskim. A gdzie są ich śluby dane przed ołtarzem?
    O! - jak ludzie nie umieją urządzić sobie gniazda rodzinnego, gdzie dwie osoby nie mogą żyć w zgodzie, szacunku i miłości?
    A cóż dopiero rzec na całe społeczeństwo, wyhodowane na takim łonie rodzinnym i czemu się dziwimy, ze nie ma: ładu, porządku, zgody i jedności w Państwie?
    Jakie jednostki, takie społeczeństwo!
    Jakie rodziny - taki kraj; jaki przykład dają rodzice tak i dzieci pójdą ich śladem. O nie chciałem, aby stworzone przeze mnie gniazdo rodzinne było podobne do tych małżeństw niezgodnych, wolałbym pozostać do śmierci samotnym.

                                                        ROZDZIAŁ 8

    - 1926 rok przeszedłem też różnie. Mianowicie postanowili moi ojcowie ożenić mnie z sąsiada córką: Janiną Pąperską; pomiędzy rodzicami jej, a mojemi już to było dawno ułożone - szło tylko o wykonanie. Właśnie w tym roku kończyła 16 lat, a ponieważ była jedynaczką, rodzice jej starzy, postanowili nie czekając dalej ożenić ją.
    Przedtem chodziłem nawet do niej, brałem ją na zabawy, ale gdy jej rodzice powiedzieli, iż za mnie wydadzą swą córkę za mąż, od razu dalej od niej drapaka, porzuciłem ją. Aczkolwiek nie była brzydka, w dodatku bogata - z gospodarstwem 30-to morgowym. Jednakże nie czułem ku niej odrobiny sympatii - nie kochałem ją. Myślałem sobie: cóż mi po majątku, jeżeli ja jej kochać nie będę? I mimo perswodowań, tłumaczeń i gróźb mych rodziców nie dałem się przekonać.

                                    ---------------------------------------------------------




    W tym roku właśnie miałem iść do wojska, choć na komisję poborową stawałem w roku 1925, ale pozostałem zaliczony do ponad kontygensu; dopiero w tym roku otrzymałem wezwanie i przydział do artylerji polowej 7 p.a.p. w Częstochowie. Na dzień 13.X.1926 roku. I zgodnie z wezwaniem stawiłem się na oznaczony dzień w pułku i zaraz na drugi dzień zostałem wcielony do 7-mej baterji, gdzie zostałem umundurowany.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Pamiętnik znaleziony w... - Radomsko - Bełchatów - Pierwsza miłość - 1921 - cz.11


                                                          ROZDZIAŁ 7

   Kiedy opisuję wszystkie chwile, które pamiętam, nie mogę pominąć i stron sentymentalnych, gdyż postanowiłem wszystko ważniejsze umieścić w pamiętniku.
   Również w roku 1921 serce moje pierwszy raz silniej zabiło ku pewnej kobiecie: Wła... Mich...Pierwszy raz w życiu stanęła mi miłość przed oczyma w poetycznym świetle.
   Powiedział pewien filozof: "Czas to lekarz". I bynajmniej nie przesadził co mej miłości; a znowu drugi powiedział "Stara miłość nie rdzewieje"- jednak ten, co do mnie się pomylił, gdyż zardzewiała ma pierwsza miłość. W chwili kiedy piszę te słowa kończę lat 25 i nie ożeniłem się, i ta kobieta również. Jednakże dziś nie pojął bym ją za żonę. A w tedy? Nie mogę sobie dziś wyobrazić jak szalałem za nią.
   Zdawało mi się w ten czas, ze już nie ma dla mnie innej kobiety tylko ta jedyna w świecie najpiękniejsza ze wszystkich. A czasem, gdy znajdowałem się na zabawie czy w innem towarzystwie - a nie było jej, już nie interesowały mnie inne kobiety.
- A dziś? - zmieniła mi się natura, dziś kocham jedną tydzień, a po tygodniu za inną tęsknię.
   Oj, bo ta co kochałem wtedy zdawała się dla mnie aniołem, lub jaką świętą na obrazku. - Twarz u niej biała, pociągła, a rumieniec rozkwitał na jej policzkach jak róża, ciemna szatynka, oczy piwne szybko latające w orbitach, świadczące o ostrym temperamencie, z siarki i ognia złożonego, pod którym drżało i topniało wszystko, gdy na kogo skierowało swój wzrok hypnotyzujący. Co wycierpiał przez te oczy, które wzbudziły w mem sercu iskry miłości, tego dziś nie umiem wypowiedzieć, wiem tylko co wycierpiałem kochając szalenie.



    Kiedy się z nią spotykałem doznawałem błogiego zaczarowania zahypnotyzowany siła jej wzroku, tak, ze stałem przed nią onieśmielony, niezdolny słowa przemówić, a kiedy prowadziliśmy rozmowę, jej głos był dla mnie czemś nadprzyrodzonym, że chciałbym słuchać tego głosu wiecznie, ten głos upajający, taki błogi, budzący dziwne, rozkoszne dreszcze, a gdy brałem jej rękę do swych rąk, czułem jakby prąd elektryczny przebiegający mnie na wskroś, ze mnie pokusa brała, - przyciągnąć ją ku sobie, otoczyć ramionami i gorącym, namiętnym pocałunkiem wyssać nektar słodyczy z jej ust, lecz nie miałem odwagi spłoszyć motylka.
   A nieraz bywało, siedzieliśmy wieczorem w słuchaniu w własne oddechy, w serc bicie, a urywkami przemawiając do siebie, a cała przyroda zdawała się nam być muzyką taką błogą, anielską, ze serca nasze przestawały bić swem miarowem uderzeniem; a uszy łowiły najlżejszy szum liści poruszających się lekko, a wiater łagodny jakby głaskał, łączył nasze serca będące blisko siebie, a wzrok nasz biegał hen w nieskończony wszechświat. A kiedy żegnałem ją nie mogłem się z nią rozejść, gdy przyszedłem do siebie, to tak mi było samotnie, smutno i tęskno, że sen odemnie odbiegał, a całe noce marzyłem o niej, jej wdzięczna twarzyczka stała zawsze mi przed oczyma prześladując mnie nawet we śnie. I kto wie jak długo by się ciągnęła ta sielanka, gdyby nie zazdrość, ta nas rozłączyła, gdyż lubiła i innych wabić, nie mogąc tego znieść porzuciłem ją, - w dodatku złożyły się i inne przyczyny o których zamilczę.
   Moje słodkie sny i marzenia pierzchły w jednej chwili, a które mi się przedstawiały w tak egzotycznym świetle. Pozostała mi tylko tęsknota i nadzieja, ze może kiedyś? - Kiedyś w życiu napotkam ideał taki o jakim marzyłem i marzę.

                                                     - ciąg dalszy nastąpi -