Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hieny cmentarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hieny cmentarne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 października 2022

Łódź - Cmentarz żydowski - Hieny cmentarne - Dziennik Popularny - 1976

 Źródło: Dziennik Popularny. 1976-11-19 R. 32 nr 264

 Z OZDÓB CMENTARNYCH CHCIAŁ ZBUDOWAĆ KOMINEK.

Osobliwy przypadek wśród notowanych w kronikach kryminalnych tzw. hien cmentarnych stanowi 33-letni Janusz K. współwłaściciel willi na Chojnach. Kradł on z cmentarza żydowskiego na Dołach rozmaite ozdoby. które chciał wykorzystać do urządzenia wnętrz w swoim domu. Były to m. in. płaskorzeźby kamienne, stylowe kolumny, wieńce laurowe ręcznie kute w brązie oraz rozmaite ornamenty. Wartość skradzionych przez niego ozdób oszacowano na około 40 tys. z Swoją działalnością przestępczą wyrządził niepowetowane szkody niszcząc grobowce o charakterze zabytkowym, objęte z tego powodu ochroną prawną, Janusz K. zatrzymany został w wyniku czynności operacyjnych bałuckiej MO. Kilka tygodni temu zainteresowano się  bordowym „Fiatem 125p", który często widywany był koło cmentarza. Zaobserwowano też, że pod murem cmentarnym pojawiła się sterta rozmaitych ozdób zdjętych z grobowców. Pewnego dnia ozdoby zginęły i od tej pory „Fiat" przestał przyjeżdżać w okolice cmentarza. W domu Janusza K. odkryto cały warsztat kamieniarski, w którym komponował skradzione z cmentarza ozdoby na dekoracje swej willi. W czasie przesłuchania opowiedział, że zamierzał sobie zbudować m. in. stylowy kominek. Janusz K. został aresztowany. Ujawniono też, że dokonał on kradzieży na szkodę zakładu. w którym pracował jako kierowca.



Cmentarze katolickie - Hieny cmentarne - Dziennik Łódzki - 1990

Ostatnie zdanie w tym artykule: "Tak zakończyła się cmentarna afera uznana przez organa ścigania i wymiaru sprawiedliwości za największą po wojnie", być może odnosi się do cmentarzy katolickich. Znacznie większe szkody były na cmentarzach żydowskich i ewangelickich....

Źródło: Dziennik Łódzki. 1990-10-16 R. [46] nr 24


                                   CMENTARNA  AFERA NA  POŁUDNIU POLSKI.

Życie jest coraz uboższe, za to kronikę kryminalną mamy z dnia na dzień bogatszą. Wpisują się do niej na stałe przestępstwa jeszcze do niedawna zupełnie sporadyczne. Przychodzi nam oswajać się na nowo z napadami z bronią w ręku w biały dzień, z zamachami bombowymi. Jak dowodzi zakończony niedawno w Bielsku-Białej proces pięcioosobowej szajki uprawiającej haniebny proceder łupienia grobów - odrażające zajęcie hien cmentarnych nie odeszło, jak można by naiwnie sądzić, w przeszłość. 

      Pięciu mężczyzn w wieku od 34 do 51 lat, dotychczas nie karanych, żonatych, mających dzieci przez kilka lat ograbiało groby na licznych cmentarzach Polski południowej, łupiąc nieboszczyków z wszelkich kosztowności z jakimi ich pochowano. Rozbijali grobowce, profanowali szczątki zwłok, by wyrywać z czaszek złote zęby, wyjmować z rozbitych trumien biżuterię. W ciągu trzech lat (84-8) obrabowali blisko 500 grobów w 66 miejscowościach , m. in. Przemyślu, Tarnowie, Bochni, Nowym Sączu, Bielsku, Cieszynie, Żywcu, Andrychowie i innych. Wybierali stare okazałe grobowce adwokatów, lekarzy, ziemian, księży. Do świeżych grobów nie sięgali. - Ludzie chowają się teraz biednie - zeznawali na procesie. Potrafili w ciągu jednej nocy otworzyć i 20 grobowców. Piątka działała w luźnych grupach po dwóch, trzech. Wsiadali w pociąg, jechali do wybranej miejscowości za dnia, zbierając informacje o bogatych rodzinach z okolicy i nocą ruszali na robotę. Pili przed i po. Przed - na odwagę , po - aby spłukać trupi odor. Pustoszyli cmentarze w 17 województwach na południu kraju. W niektórych tamtejszych miejscowościach - zanim ujęto szajkę - zakładano społeczne komitety ochrony cmentarzy. 

Po ujęciu członkowie bandy zostali przebadani przez psychiatrę, który orzekł ich całkowitą normalność, wykluczając jakiekolwiek odstępstwa od normy psychicznej. Podczas procesu wszyscy  deklarowali swoją religijność mówiąc, że nie opuszczali nigdy niedzielnych mszy św a jeden z mch za kosztowności z cmentarnych rabunków wyprawił swojemu dziecku uroczystość pierwszej komunii. Usiłowali się usprawiedliwiać frazesem oślepieniu złotem.

Prawomocnym wyrokiem wydanym przed miesiącem przez Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej skazani zostali na kary więzienia od 3 do 10 lat, grzywny od 200 tys. do 1 miliona oraz na kary dodatkowe pozbawienia praw publicznych na okres 3 do 10 lat. Na mocy amnestii z grudnia ub. roku wymienione kary więzienia uległy skróceniu, a w dwóch wypadkach w wyniku zaliczenia w poczet kary okresu przebywania w areszcie skazani bezpośrednio po procesie wyszli na wolność. Tak zakończyła się cmentarna afera uznana przez organa ścigania i wymiaru sprawiedliwości za największą po wojnie.

T.L.

 




Cmentarze ewangelickie - Hieny cmentarne - Proces - Dziennik Łódzki - 1963

 

Niewiele podobnych artykułów można znaleźć na łamach prasy. Kradzieże, profanacje na cmentarzach ewangelickich na terenie całej Polski były nagminne. Nie było wielu, którzy ganili ten proceder....

Źródło: Dziennik Łódzki. 1963-07-18 R. 18 nr 170

DZIEŃ POWSZEDNI TEMIDY.

EKSTRA - HIENY

    Jak już informowała swego czasu  prasa - parę miesięcy temu na cmentarzu augsbursko-ewangelickim w Zgierzu ujęto na gorącym uczynku kradzieży płyt pomnikowych Kazimierę Olech. zamieszkałą w Zgierzu. Szybko też okazało się, że jest ona członkiem działającej na szeroką skalę zorganizowanej grupy złodziei cmentarnych od dłuższego czasu grasującej głównie na cmentarzach ewangelickich  w wielu miejscowościach kraju.

     Wkrótce po "zgierskiej wpadce" we wsi Wacyn pod Radomiem zatrzymano ukrywającego się tam szefa i inicjatora tej złodziejskiej grupy, mieszkańca Szczecina - dwojga imion Stefana - Mariana M.

      W trakcie wnikliwego śledztwa przeprowadzonego przez Komendę Wojewódzką Milicji Obywatelskiej w Łodzi, ujawniono wiele szczegółów, które czynią ze sprawy hien cmentarnych problem zasługujący na szersze potraktowanie. I to nie tylko dlatego, że tego typu przestępcy budzą szczególną odrazę, ale również ze względu na rozmiar ich "działalności", jak też na przyczyny, które sprawiły, że przez wiele miesięcy mogli oni swój haniebny proceder uprawiać bezkarnie.

     Zaczęło się w 1961 roku w Trzebiatowie, gdzie M. zwoził materiał na miejscową budowę. Podczas rozładowywania wozu M. parę razy udawał się na spacer w kierunku pobliskiego cmentarza ewangelickiego. Nie były to tylko spacery li tylko na wyprostowanie nóg....

     Pewnego dnia M. zaproponował robotnikom budowlanym zarobek po godzinach pracy. Ci- nie wiedząc zrazu o co chodzi - chętnie przystali na propozycję. O charakterze pracy dowiedzieli się dopiero wówczas, gdy im zlecono załadunek .... marmurowych płyt wyjętych z cmentarnych pomników.

    Przy tak "legalnie" dokonywanym przestępstwie trudno mówić o zachowaniu tajemnicy. W krótkim czasie M. zawędrował do aresztu, a Sąd Powiatowy w Gryficach surowo ocenił jego postępek, wymierzając mu karę 1,5 roku więzienia.

    Wydawałoby się, że kara ta ostudzi zapał M. do "spacerów" po cmentarzach. Gdy więc w połowie roku 1962 uzyskał on przerwę w odsiadywaniu wyroku, można było sądzić, że podejmie uczciwą pracę.

    Stało się jednak inaczej, a pierwsza wpadka tyle tylko nauczyła M., że... trzeba w "tych sprawach" zachować nieco większą ostrożność!

    Nie wiadomo, czy wychodząc z więzienia miał już przemyślany plan "akcji". Wiadomo tylko, że proponując "współpracę" dwukrotnie już karanemu sądownie mieszkańcowi Szczecina Stanisławowi D., powiedział początkowo, że chodzi o wywóz kamienia z Ziem Zachodnich.

    W kilka dni później wspólnicy udali się pożyczoną "Pobiedą" do Piły, gdzie w nocy ładują do bagażnika marmurowe płyty, wyniesione z miejscowego cmentarza. D. wie więc już o jakie to "kamienie" chodzi. Ale "interes" jest dochodowy, a D. nie ma skrupułów, gdy chodzi o zarobek!

    Już po pierwszych "wywózkach" M. kupuje sobie własny samochód - solidnego "Buicka". Wkrótce też przestępcza grupa wzrasta o dwie dalsze osoby: szwagierkę D. , Alfredę P. i jego kolegę Wojciecha M. (oboje ze Szczecina). Wydłuża się też rejestr objętych "wywózką kamienia" cmentarzy. Między innymi figurują na nim takie miejscowości, jak wspomniana Piła, Kietrz, Bobrów, Głupczyce, Koźle, Głuchołazy, Dzierżoniów, Strzelin, Wałbrzych, Jedlicze Zdrój, Pierzyce Śląskie, Duszniki, Nowa Ruda, Korfantów, Świebodzice, Kętrzyn, Głogówek... Na niektóre z tamtejszych cmentarzy złodzieje robią wypady po kilka razy. Nikt im nie przeszkadza, nikt nie przerywa pasma ich ohydnych kradzieży!

     Wszystkie drogi prowadzą ... Lublina. Tu bowiem mieszka i działa mistrz kamieniarski Stanisław Gołofita, chętnie kupujący marmur po "ulgowych" cenach. W prawdzie napisy na płytach informują o ich pochodzeniu, ale "przymyka na to oczy". Z cmentarza "przyszły", na cmentarz wrócą - powiada. Oczywiście, wracały, tylko nie tam skąd je brutalnie wyrwano i za sowitą opłatą, którą zagarnia Gołofita za swój kamieniarski towar!

    Tu też, w Lublinie, dochodzi do rozbicia spółki. M. upił się i nocował w Izbie Wytrzeźwień, D. wyraził niezadowolenie z "pensji" (1.500 zł. za "wypad") i zażądał udziału w zyskach. M. surowo ocenił te "występki" i "rozwiązał umowę" ze wspólnikami. Nowych wspólników znalazł w Łodzi - braci Wiktora i Adama M., a wkrótce po tym wspomnianą na wstępie Kazimierę O. 

    Spółka "organizuje towar" na cmentarzach w Pabianicach, Łęczycy i Zgierzu, gdzie wreszcie podwija im się noga. Wkrótce po tym wszyscy znajdują się w więzieniu, gdzie oczekują dziś na sądowy epilog sprawy.

    Śledztwo wykazało, że łupem M. i jego wspólników padły płyty nagrobkowe ogólnej wartości 579 tys zł! Jedynie jednak w województwie łódzkim administracje cmentarzy mogły sporządzić pełny wykaz strat. W innych miejscowościach objętych przestępczą działalnością hien M. administracje terenów cmentarnych, a niejednokrotnie i miejscowe jednostki MO o kradzieżach dowiedziały się dopiero... z zeznań członków bandy! Nie wiadomo więc, czy opierająca się głównie na tych zeznaniach suma 579 tyś. nie jest zbyt niska w porównaniu z rzeczywistymi stratami, spowodowanymi "akcją wywózkową" przestępczej grupy.

    Już i ta jednak suma zaskakuje swą wysokością. Zwłaszcza w porównaniu  z ujawnionymi w czasie śledztwa faktami dotyczącymi ochrony terenów cmentarnych - gdzie jak widać - obok spoczywających nieboszczyków, spoczywa też zakuty w kamień niebagatelny majątek.

    Tymczasem okazuje się, że w większości wypadków n i k t tego m a j ą t k u  n i e  p i l n u j e. Można więc - przy minimum ostrożności - brać ile dusza zapragnie.

    Stanu tego nie można uznać za normalny. Sam szacunek do miejsca poświęconego zmarłym, nie stanowi - jak się okazało - dostatecznej zapory przeciwko zakusom ludzi pokroju M. i jego wspólników. Nie stanowi i stanowić nie może. 

                                                                                    Janusz Krajewski.


In der Presse sind nur wenige ähnliche Artikel zu finden. Diebstähle und Schändungen auf protestantischen Friedhöfen in ganz Polen waren an der Tagesordnung. Es gab nicht viele, die diese Praxis getadelt haben....

TEMIDA-WOCHENTAG.

EXTREMJÄGER


    Wie bereits vor einiger Zeit in der Presse berichtet, wurde vor einigen Monaten auf dem evangelischen Friedhof in Zgierz, Kazimiera Olech. einem Einwohner von Zgierz. Es stellte sich bald heraus, dass sie Mitglied einer groß angelegten organisierten Gruppe von Friedhofsdieben war, die seit langem in vielen Orten des Landes vor allem evangelische Friedhöfe heimsuchten.

    Kurz nach der "Verhaftung" im Dorf Wacyn in der Nähe von Radom wurde der Anführer und Anstifter dieser Diebesbande, ein Einwohner von Szczecin - zwei Namen Stefan - Marian M., der sich dort versteckt hielt, festgenommen.

    Im Zuge einer gründlichen Untersuchung durch das Provinzhauptquartier der Bürgerwehr in Łódź wurde eine Reihe von Details aufgedeckt, die den Fall der Friedhofshyänen zu einem Problem machen, das eine breitere Behandlung verdient. Dies liegt nicht nur daran, dass diese Verbrecher besonders abstoßend sind, sondern auch am Ausmaß ihrer "Aktivitäten" und an den Gründen, warum sie ihre schändlichen Handlungen über viele Monate hinweg ungestraft ausüben konnten.

    Es begann 1961 in Trzebiatow, wo M. Material für eine örtliche Baustelle transportierte. Während er den Wagen auslud, machte M. mehrere Spaziergänge in Richtung des nahe gelegenen evangelischen Friedhofs. Es waren nicht nur Spaziergänge, um sich die Beine zu vertreten....

    Eines Tages bot M. den Bauarbeitern an, nach Feierabend Geld zu verdienen. Da sie zunächst nicht wussten, worum es ging, stimmten sie dem Vorschlag bereitwillig zu. Sie erfuhren erst von der Art der Arbeit, als sie den Auftrag erhielten, .... zu laden. Marmorplatten von Friedhofsdenkmälern entfernt.

    Bei einem so "legalen" Verbrechen kann man kaum von Geheimhaltung sprechen. Schon nach kurzer Zeit war M. in Haft, und das Bezirksgericht Gryfice verurteilte seine Taten hart und verhängte eine Haftstrafe von 1,5 Jahren.

    Es scheint, als würde diese Strafe M.s Begeisterung für "Spaziergänge" auf Friedhöfen abkühlen. Als er Mitte 1962 von seiner Strafe befreit wurde, hätte man meinen können, dass er eine ehrliche Arbeit aufnehmen würde.

    Doch das Gegenteil war der Fall, und der erste Ausrutscher lehrte M. nur so viel, dass.... müssen in "diesen Dingen" etwas vorsichtiger sein!

    Es ist nicht bekannt, ob er bereits einen gut durchdachten "Aktionsplan" hatte, als er aus dem Gefängnis kam. Was wir wissen, ist, dass er Stanisław D., einem zweifach vorbestraften Einwohner von Stettin, eine "Zusammenarbeit" vorschlug, wobei es zunächst um die Ausfuhr von Steinen aus den Westgebieten ging.

    Einige Tage später fuhren die Komplizen mit einer geliehenen "Pobieda" nach Piła, wo sie nachts Marmorplatten von einem örtlichen Friedhof in den Kofferraum luden. D. weiß also bereits, um welche Art von "Steinen" es sich handelt. Aber das "Geschäft" ist profitabel und D. hat keine Skrupel, wenn es darum geht, Geld zu verdienen!

    Schon nach den ersten "Exporten" kauft sich M. ein eigenes Auto - einen robusten "Buick". Bald wächst die kriminelle Gruppe auf zwei weitere Personen an: D's Schwägerin. Alfreda P. und sein Kollege Wojciech M. (beide aus Szczecin). Das Verzeichnis der Friedhöfe, die unter den "Steinexport" fallen, wächst ebenfalls. Es umfasst unter anderem Piła, Kietrz, Bobrów, Głupczyce, Koźle, Głuchołazy, Dzierżoniów, Strzelin, Wałbrzych, Jedlicze Zdrój, Pierzyce Śląskie, Duszniki, Nowa Ruda, Korfantów, Świebodzice, Kętrzyn, Głogówek.... Diebe machen mehrere Ausflüge zu einigen der dortigen Friedhöfe. Niemand stört sie, niemand unterbricht ihre Reihe abscheulicher Diebstähle!

    Alle Wege führen ... Lublin. Hier lebt und arbeitet der Steinmetzmeister Stanisław Gołofita, der gerne Marmor zu "Discount"-Preisen kauft. Zwar weisen die Inschriften auf den Platten auf ihre Herkunft hin, aber er "drückt ein Auge zu". Sie "kamen vom Friedhof, sie werden zum Friedhof zurückkehren", sagt er. Natürlich kehrten sie zurück, nur nicht von dort, wo sie brutal entwurzelt worden waren, und gegen eine saftige Gebühr, die Gołofita für seine Steinmetzarbeiten kassiert!

     Auch hier, in Lublin, ist die Partnerschaft zerbrochen. M. betrank sich und verbrachte die Nacht in der Ausnüchterungszelle, D. äußerte seine Unzufriedenheit mit seinem "Gehalt" (1.500 Zl. pro "Ausflug") und verlangte einen Anteil am Gewinn. M. bewertete diese "Übertretungen" hart und "kündigte den Vertrag" mit den Partnern. In Lodz fand er neue Partner - die Brüder Wiktor und Adam M., und kurz darauf die bereits erwähnte Kazimiera O. 

   Das Unternehmen "organisiert die Waren" auf den Friedhöfen von Pabianice, Łęczyca und Zgierz, wo sie schließlich ein Bein bekommen. Bald darauf finden sie sich alle im Gefängnis wieder, wo sie heute auf das gerichtliche Nachspiel des Falles warten.

Die Untersuchung ergab, dass die Beute von M. und seinen Komplizen auf Grabsteine im Gesamtwert von 579.000 PLN fiel! Allerdings konnten die Friedhofsverwaltungen nur in der Provinz Lodz eine vollständige Liste der Verluste erstellen. In anderen Städten und Dörfern, in denen die M.-Hyänen kriminell aktiv waren, erfuhren die Friedhofsverwaltungen und oft auch die örtlichen Milizeinheiten nur von den Diebstählen.... aus den Geständnissen von Bandenmitgliedern! Es ist daher unklar, ob die Summe von 579.000, die sich hauptsächlich auf diese Geständnisse stützt, im Vergleich zu den tatsächlichen Schäden, die durch die "Exportaktion" der kriminellen Gruppe verursacht wurden, nicht zu niedrig ist.

    Doch selbst diese Summe ist überraschend hoch. Vor allem, wenn man sie mit den Fakten vergleicht, die bei der Untersuchung zum Schutz des Friedhofsgeländes zutage traten - wo, wie man sieht, neben den ruhenden Verstorbenen auch eine beträchtliche Menge an mit Steinen verkrustetem Eigentum vorhanden ist.

    In der Zwischenzeit hat sich herausgestellt, dass dies in der Mehrzahl der Fälle nicht der Fall ist. Mit einem Minimum an Vorsicht kann man also so viel nehmen, wie das Herz begehrt.

    Dieser Zustand kann nicht als normal angesehen werden. Der Respekt vor dem Ort, der den Toten gewidmet ist, ist, wie sich herausstellte, keine ausreichende Barriere gegen die Versuchungen von Leuten wie M. und seinen Gefährten. Das ist nicht der Fall und kann es auch nicht sein. 


                                                                                    Janusz Krajewski.






   



    

środa, 19 października 2022

Łódź - Cmentarz - Hieny cmentarne - Express Ilustrowany - 1947

 

Express Ilustrowany. 1947-08-03 R. 2 nr 210

UJĘCIE HIENY CMENTARNEJ

Bezczelni rabusie kradną płyty z nagrobków.

Dozorca cmentarza katolickiego przy ul. Rzgowskiej zauważył jakiegoś podejrzanego osobnika, który skradał się w kierunku jednego z grobów.

Nie płosząc go dozorca wszedł w głuchą aleję cmentarza. Nieznajomy przekonany, że nikt go nie widzi, zdjął z grobu płytę kamienną i usiłował unieść ją ze sobą.

Hienę cmentarną zatrzymano. Tym, który sprofanował grób, okazał się 23-letni Leon K. zamieszkały w Łodzi przy ulicy Tuszyńskiej. Osadzono go pod kluczem do dyspozycji władz prokuratorskich.

Jesteśmy przekonani, że władze ukażą przykładnie bezczelnego rabusia. Cmentarze nasze stały się terenem częstych kradzieży i profanacji, przy czym sprawcy rozzuchwaleni bezkarnością często na siłę dokonywują swych niecnych czynów.

Pisaliśmy niedawno, że drogi w miejscowości letniskowej Tuszyn-Las wybrukowane są zrabowanymi z cmentarza płytami nagrobkowymi. Dróg takich można znaleźć więcej, jest to niewątpliwy wpływ niemiecki, wiemy bowiem dobrze, że to Niemcy hańbili i profanowali miejsca wiecznego odpoczynku umarłych.

Z tym większą bezwzględnością winniśmy wytępić wszystkich naśladowców zbrodniczych Hannów. Składając najdroższe osoby na wieczny odpoczynek, musimy mieć tę pewność, że nic ani nikt nie sprofanuje drogiego naszemu sercu miejsca!



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

FRIEDHOFSHYÄNE GEFANGEN

Dreiste Räuber stehlen Grabplatten von Grabsteinen.

Der Hausmeister des katholischen Friedhofs in der Rzgowska-Straße bemerkte eine verdächtige Person, die sich zu einem der Gräber schlich.

Ohne ihn zu verscheuchen, betrat der Hausmeister die schmutzige Gasse des Friedhofs. Der Fremde, der davon überzeugt war, dass ihn niemand sehen konnte, nahm eine Steinplatte aus dem Grab und versuchte, sie mit sich fortzutragen.

Die Friedhofshyäne wurde gestoppt. Der Grabschänder stellte sich als der 23-jährige Leon K. heraus, der in der Tuszynska-Straße in Łódź wohnt. Er wurde unter Verschluss gehalten und den Strafverfolgungsbehörden zur Verfügung gestellt.

Wir sind zuversichtlich, dass die Behörden den dreisten Räuber exemplarisch bestrafen werden. Unsere Friedhöfe sind zu einem Ort häufiger Diebstähle und Schändungen geworden, und die Täter, die sich über Straffreiheit freuen, führen ihre Untaten oft mit Gewalt aus.

Vor kurzem haben wir darüber berichtet, dass die Straßen im Feriendorf Tuszyn-Las mit Grabsteinen gepflastert sind, die vom Friedhof gestohlen wurden. Es gibt noch mehr solcher Straßen; dies ist zweifellos ein deutscher Einfluss, denn wir wissen sehr wohl, dass es die Deutschen waren, die die ewigen Ruhestätten der Toten entweihten und entweihen.

Mit umso größerer Rücksichtslosigkeit sollten wir alle Nachahmer des kriminellen Hanns ausrotten. Wenn wir unsere Liebsten zur Ruhe betten, müssen wir die Gewissheit haben, dass nichts und niemand den Ort entweihen wird, der uns am Herzen liegt!

wtorek, 18 października 2022

Łódź - Cmentarz ewangelicki - Hieny cmentarne - Heimatbote - Dziennik Łódzki - 1957

 O hienach cmentarnych grasujących na terenie Łodzi w latach 50-tych w opisie dwóch gazet, prosze poczytać.



Hieny cmentarne

     O sytuacji na Starym Cmentarzu Ewangelickim przy ulicy Ogrodowej w Łodzi pisała latem 1957 roku łódzka gazeta:

"Noc ... W ciemności niewyraźnie wyróżniają się krzyże i kamienne anioły płaczące na starych grobach. Obok niskiego płotu snuje się cień. 

     Przez chwilę się waha, po czym przeskakując nad przeszkodą, kieruje się w głąb cmentarza. Tłum innych cieni wypełza z mroku nocy za nim, bezszelestnie skręcają w kierunku kaplicy, rozbijają kratę okna i wślizgują się do środka.

     Błyskają lampy elektryczne. W ich świetle tajemnicze cienie nabierają realnych kształtów: nocni goście cmentarza to tłum młodych nastolatków. Jeden z nich właśnie wyciągnął butelkę wódki ... "

     Fragment powieści kryminalnej? "Nie" - pisze gazeta, na której widnieje data 23/24 czerwca 1957 roku - "bardzo realny wycinek naszego łódzkiego życia. Cmentarz, o którym mowa to Stary Cmentarz Luterański przy ul. Ogrodowej 43, a kaplica, o której mowa to mauzoleum Scheiblera, które jest obiektem zabytkowym.

     Tak, to mauzoleum zostało wyremontowane przez wydział kultury miasta Łodzi ze względu na jego wartość muzealną. Ale niedługo po remoncie nieznani sprawcy wyłamali kratę ostatniego okna na parterze i znów służyło ono - jak przed rokiem - jako miejsce spotkań i obozowisko bandy brutali i przestępców.

     Po raz kolejny w barbarzyński sposób zdewastowano Stary Cmentarz. Sama Gazeta Polska pisze: "Znikają metalowe tablice, litery z brązu, nawet całe nagrobki. Nie tak dawno temu, piękna

brązowy nagrobek rodziny Eisertów został odpiłowany przy fundamentach przez złodziei. Udało się go uratować tylko przez przypadek.

     Otto Krinke, grabarz zatrudniony na cmentarzu, mógłby wiele powiedzieć na ten temat. Oczywiście na prośbę obecnej ev.-augsb. społeczności luterańskiej w Łodzi na cmentarzu kilkakrotnie pojawiły się patrole policyjne. Niewiele to jednak pomogło, zniszczenia trwają nadal.

     Winne jest również to, że po zmniejszeniu powierzchni cmentarza w 1946 roku i zniszczeniu części starego murowanego ogrodzenia, postawiono nowe ogrodzenie, które było zbyt niskie, co znacznie ułatwiło złodziejom dostanie się na cmentarz i prowadzenie nieczystych działań i wykonywać tam swoje nieczyste praktyki" - smutne, bardzo smutne!

ŹRÓDŁO: Dziennik Łódzki. 1957-06-23/24 R. 13 nr 148

JAK Z POWIEŚCI KRYMINALNEJ

HIENY CMENTARNE

Noc.„ w ciemnościach rysują się niewyraźnie krzyże i kamienne anioły płaczące na starych grobach. W pewnej chwili obok niskiego parkanu zatrzymał się cleń. Przez chwilę zawahał się, a potem, przeskoczywszy przeszkodę, skierował się w głąb cmentarza.

Gromada innych cieni wypełzła w ślad za nim z mroków nocy. Bezszelestnie skierowały się one w stronę kaplicy, rozbiły kratę okna i weszły do środka.

Błysnęły elektryczne latarki. W świetle ich tajemnicze cienie nabrały realnych kształtów: nocnymi gośćmi cmentarza okazała się gromadka młodych chuliganów. Jeden z nich wydobył butelkę wódki... 

Wyjątek z jednej, modnych teraz, makabrycznych powieści kryminalnych? Nic! Całkiem realny wycinek naszego łódzkiego życia. Cmentarz o którym wspominaliśmy, to Stary Ewangelicki Cmentarz przy ul. Ogrodowej 43. kaplica, o której była mowa - zabytkowa kaplica Scheiblerów. Dzięki swoim wysoce artystycznym wartościom uzna na ona została za zabytkową, a jako taka, wyremontowana przez Wydział Kultury Prez. RN m. Łodzi.

    Niestety, wkrótce po remoncie nieznani sprawcy wyłamali kratę w ostatnim parterowym oknie kaplicy i znowu banda łobuzów i przestępców uczyniła z nich (jak przed rokiem) swoją bazę wypadową. I znów Stary Cmentarz dewastowany jest w sposób barbarzyński. A jest to piękny cmentarz związany mocno - jak to kiedyś wykazał w swojej interesującej książce Stanisław Rachalewski - z dziejami naszego miasta. Między innymi znajduje się tu grób słynnego murzyńskiego tragika Ira Aldridge'a. Są i inne grobowce, dzieła wysokiej sztuki. Niestety, ulegają one systematycznej dewastacji. Znikają tablice metalowe. brązowe litery a nawet całe nagrobki. Nie tak dawno przepiękny brązowy pomnik grobowy rodziny Eisertów został u podstaw upiłowany przez złodziei. Uratowano go tylko dzięki przypadkowi.

     Na temat ten dużo mógłby powiedzieć grabarz cmentarza Otton Krinke. Na interwencję parafii ewangelicko-augsburskiej w Łodzi przysłano też niejednokrotnie na cmentarz patrole milicji. Niestety, niewiele to pomaga, dewastacja cmentarza postępuje naprzód.

     Warto zaznaczyć, że w roku 1946, po zmniejszeniu przez Zarząd Miejski terenu cmentarza i wyburzeniu części starego parkanu murowanego, miano wybudować w tym miejscu nowy nowy parkan według dawnego wzoru. Plan ten zrealizowano jednak dopiero w części. Nowy parkan jest za niski, co ułatwia złodziejaszkom przedostanie się na teren cmentarza i kontynuowanie tam niszczycielskich praktyk.

     Sporo pisze się w Łodzi o kulturze, zawężając niestety temat. warto jednak zająć się również i kulturą naszego życia codziennego: a właśnie niszczenie Starego Ewangelickiego Cmentarza stanowi rażący przykład jak bardzo jest to konieczne.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Friedhofshyänen

     Wie es auf dem Alten Evangelischen Friedhof an der ul. Ogrodowa ,in Lodz im Sommer 1957 zugeht, darüber schreibt eine Zeitung in, Lodz:

"Nacht ... In der Dunkelheit heben sich undeutlich Kreuze und steinerne Engel heraus, die auf alten Gräbern weinen. Neben dem niedrigen Zaun verhält ein Schatten. 

     Eine Weile lang zögert er dann, das Hindernis überspringend, begibt er sich in die Tiefe des Friedhofs. Eine Schar anderer Schatten kriecht hinter ihm aus dem Dunkel der Nacht hervor, Geräuschlos wenden sie sich in die Richtunq der Kapelle, zerschlagen das Gitterwerk des Fensters und schlüpfen hinein.

     Elektrische Lampen blitzen auf. In ihrem Licht nehmen die geheimnisvollen Schatten reale Gestalt an: die nächtlichen Gäste des Friedhofs sind eine Schar junger Halbstarker. Einer von ihnen hat gerade eine Flasche Wodka herausqezogen ... "

     Ein Abschnitt aus einem Kriminalroman? "Nein", schreibt die Zeitung, die das Datum des 23/24. Juni 1957 trägt, ,.ein ganz realer Ausschnitt unseres Lodzer Lebens. Der Friedhof um den es geht, ist der Alte Evang. Friedhof an der ul. Ogrodowa 43, die Kapelle, von der die Rede war, ist dos unter Denkmalsschutz stehende Mausoleum Scheiblers."

     Ja, dieses Mausoleum war wegen seines Museumswertes von der Kulturabteilung der Stadt Lodz wieder in Ordnung gebracht worden. Aber nicht lange nach der Reparatur brachen unbekannte Täter das Gitter des letzten Parterrefensters heraus und wieder diente es - wie vor einem Jahr - einer Bande von Bengeln und Verbrechern als Treffpunkt und Lager.

     Wieder wurde der Alte Friedhof in barbarischer Weise verwüstet. Die polnische Zeitung schreibt selbst: "Es verschwinden die metallenen Tafeln, die bronzenen Buchstaben, ja ganze Grabmäler. Vor nicht zu langer Zeit wurde das wunderschöne bronzene Grabmal der Familie Eisert von Dieben an den Fundamenten abgesägt. Es wurde nur durch einen Zufall gerettet.

     Zu diesem Thema könnte der auf dem Friedhof angestellte Totengräber Otto Krinke sehr viel sagen. Freilich sind auf die Bitte der heutigen ev.-augsb. Gemeinde In Lodz hin verschiedentlich Polizei-Patrouillen auf dem Friedhof erschienen. Aber viel hat es nicht geholfen, die Verwüstung geht weiter.

     Schuld ist auch, daß noch der Verkleinerung des Friedhofes 1946 und der Zerstörung eines Teiles des alten gemauerten Zaunes ein neuer zu niedriger Zaun errichtet wurde, der es dem Diebesgesindel sehr erleichtert, auf den Friedhof zu kommen, und dort seine unsauberen Praktiken zu vollführen" - Traurig, sehr traurig!


Dziennik Łódzki. 1957-06-23/24 R. 13 nr 148

WIE AUS EINEM KRIMINALROMAN

FRIEDHOFSHYÄNEN

     Kreuze und steinerne Engel, die auf alten Gräbern weinen, sind undeutlich in die Dunkelheit gezeichnet. An einer Stelle hielt eine Reinigungskraft neben einem niedrigen Zaun an. Er zögerte einen Moment und ging dann, nachdem er das Hindernis übersprungen hatte, tiefer in den Friedhof hinein.

     Eine Gruppe anderer Schatten kroch aus der Dunkelheit der Nacht hinter ihm her. Lautlos gingen sie auf die Kapelle zu, schlugen das Fenstergitter ein und traten ein.

     Elektrische Fackeln blitzten auf. Im Licht wurden ihre geheimnisvollen Schatten real: Die nächtlichen Friedhofsbesucher entpuppten sich als eine Bande junger Hooligans. Einer von ihnen holte eine Flasche Wodka.... 

     Eine Ausnahme aus einem der heute in Mode gekommenen makabren Kriminalromane? Nichts! Das ist ein echtes Stück unseres Lodzer Lebens. Bei dem erwähnten Friedhof handelt es sich um den Alten Evangelischen Friedhof in der Ogrodowa-Straße 43. Die betreffende Kapelle ist die historische Scheibler-Kapelle. Aufgrund seines hohen künstlerischen Wertes wurde es als historisches Gebäude anerkannt und als solches von der Kulturabteilung des Präsidiums der Stadt Łódź renoviert. Die Abteilung für Kultur der Stadt Łódź.

     Leider brachen unbekannte Täter kurz nach der Renovierung das Gitter des letzten Fensters im Erdgeschoss der Kapelle auf und eine Bande von Schlägern und Kriminellen machte es erneut zu ihrem Stützpunkt (wie schon vor einem Jahr). Und wieder einmal wird der Alte Friedhof auf barbarische Weise verwüstet. Und dies ist ein wunderschöner Friedhof, der - wie Stanisław Rachalewski einst in seinem interessanten Buch zeigte - eng mit der Geschichte unserer Stadt verbunden ist. Dort befindet sich unter anderem das Grab des berühmten Neger-Tragödianten Ira Aldridge. Es gibt auch andere Gräber, Werke der hohen Kunst. Leider werden sie systematisch vernichtet. Metalltafeln, Bronzebuchstaben und sogar ganze Grabsteine verschwinden. Vor nicht allzu langer Zeit wurde das schöne Bronzegrabdenkmal der Familie Eisert von Dieben am Sockel abgesägt. Es wurde nur durch Zufall gerettet.

     Der Totengräber des Friedhofs Otton Krinke konnte viel dazu sagen. Auf Intervention der Evangelisch-Augsburgischen Kirchengemeinde in Lodz wurden auch mehrmals Polizeistreifen auf den Friedhof geschickt. Leider hilft das nicht viel, die Verwüstung des Friedhofs schreitet weiter voran.

     Es ist erwähnenswert, dass 1946, nachdem die Stadtverwaltung die Fläche des Friedhofs verkleinert und einen Teil des alten Ziegelzauns abgerissen hatte, an dieser Stelle ein neuer Zaun nach dem alten Muster errichtet werden sollte. Dieser Plan wurde jedoch nur teilweise umgesetzt. Der neue Zaun ist zu niedrig und macht es Dieben leicht, den Friedhof zu betreten und dort ihre zerstörerischen Praktiken fortzusetzen.

     In Lodz wird viel über Kultur geschrieben, was das Thema leider verengt. Es lohnt sich aber auch, sich mit der Kultur unseres Alltags auseinanderzusetzen: und gerade die Zerstörung des Alten Evangelischen Friedhofs ist ein krasses Beispiel dafür, wie notwendig das ist.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 13 października 2022

Łódź - Cmentarze ewangelickie - Hieny cmentarne - Heimatbote - 02/1964

 Proces "hien cmentarnych" opisany w Heimatbote z 02/1964 roku.

Bezczeszczyciel cmentarza skazany

4 stycznia 1964 roku przed Sądem Wojewódzkim w Łodzi zakończył się proces, który napełnia nas satysfakcją. Sprawa dotyczyła 10 złodziei cmentarnych, którzy planowo kradli płyty marmurowe z cmentarzy protestanckich. W sumie wyłamali płyty z około 130 zachowanych pomników protestanckich i sprzedali je lubelskiemu paserowi, niejakiemu Stanisławowi Gołofitowi, który miał prywatny zakład kamieniarski w Lublinie. Ogólną wartość płyt marmurowych skradzionych z cmentarzy na terenie byłej Rzeszy Niemieckiej, a później z naszych cmentarzy protestanckich w Pabianicach, Łęczycy i Zgierzu szacuje się na 100.000 zł. Gang "pracował" bez zakłóceń od czerwca 1962 r. do stycznia 1963 r. W styczniu 1963 r. na cmentarzu ewangelickim w Zgierzu milicjanci przyłapali 42-letnią Kasimirę Olech na kradzieży płyt nagrobnych. Po trwającym rok policyjnym śledztwie skazano cały gang, na czele którego stał 31-letni mieszkaniec Szczecina Marian Mejnerowicz. Otrzymał 7 lat więzienia i 60000 zł. Wspomniany stały nabywca płyt marmurowych, St. Gołofit, został skazany na 6 lat i grzywnę w wysokości 70000 zł. grzywny, natomiast pomocnicy zwerbowani z terenu Szczecina i Łodzi oprócz grzywien otrzymali kary więzienia od trzech i pół roku w dół. - Koniec z "Dzikim Zachodem" na naszych cmentarzach?


Friedhofsschänder abgeurteilt

Am 4. Januar 1964 ging vor dem Lodzer WojewocLschaftsgericht ein Prozeß zu Ende, der uns mit Genugtuung erfüllt. Es handelte sich um 10 Friedhofsdiebe, die planmäßig Marmorplatten von evangelischen Friedhöfen stahlen. Insgesamt brachen sie aus rund 130 noch erhalten gebliebenen evangelischen Denkmälern die Platten heraus und verkauften sie an einen Hehler nach Lublin weiter, einen gewissen Stanislaw Golofit, der in Lublin einen privaten Steinmetzbetrieb hatte. Der Gesamtwert ihrer von Friedhöfen im ehemals reichsdeutschen Gebiet und nachher von unseren evangelischen Friedhöfen in Pabianice, Lentschutz und Zgierz geraubten Marmorplatten wird auf 100000 Zl. geschätzt. Die Bande "arbeitete" von Juni 1962 bis Januar 1963 ungestört. Im Januar 1963 ertappten Milizbeamte auf dem ev. Friedhof -in Zgierz die 42 jährige Kasimira Olech auf frischer Tat - sie war gerade dabei, Grabsteinplatten zu stehlen. Nach einjährigen polizeilichen Ermittlungen konnte jetzt die Verurteilung der ganzen Bande erfolgen, an deren Spitze der 31 jährige Stettiner Einwohner Marian Mejnerowicz stand. Er bekam 7 Jahre Gefängnis und 60000 Zł. Geldstrafe und der schon genannte ständige Aufkäufer der Marmorplatten, St. Golofit, 6 Jahre und 70000 Zl. Geldbuße, während die aus dem Stettiner und Lodzer Gebiet geworbenen Helfer neben Geldbußen Freiheitsstrafen von dreieinhalb Jahren abwärts erhielten. - Kein "Wildwest" mehr auf unseren Friedhöfen?

sobota, 23 listopada 2019

Białystok - Hieny cmentarne - Kamieniarz - Cmentarz ewangelicki - Gazeta Wyborcza


     Nic nowego, nic sensacyjnego w tym temacie..., z tą tylko różnicą, że proceder wykradania nagrobków z cmentarzy ewangelickich trwa w najlepsze...i to jest niebywałe! Liczyłem, że to już historia, podobne przypadki możemy przytaczać z opowiadań, myliłem się... Ocenę zostawiam czytelnikom...



DZIENNIKARZ BIAŁOSTOCKIEJ WYBORCZEJ UJAWNIŁ PRZESTĘPCZY PROCEDER
Na terenie zakładu kamieniarskiego w Białymstoku, dziennikarz Andrzej Kłopotowski odkrył proceder związany z kradzieżą zabytkowych nagrobków. Były one przerabiane i sprzedawane jako elementy współczesnych nagrobków.
Sprawą zajmuje się biuro Konserwatora Zabytków.
Śledztwo w sprawie wszczęła też Prokuratura Rejonowa w Białymstoku.
Więcej o sprawie możecie Państw przeczytać na stronach Gazety Wyborczej.



https://bialystok.wyborcza.pl/…/7,87318,25435482,cmentarne-…
Autorem zdjęć jest Andrzej Kłopotowski.
Jeśli na terenie jakiegoś zakładu kamieniarskiego lub posesji prywatnej znajdziecie Państwo zabytkowe nagrobki. Prosimy o wykonanie zdjęć i przesłanie ich wraz z dokładnym adresem do nas lub na adres Ośrodka:
omzrik@gmail.com
Nasi aktywiści zweryfikują każdą taką informację i w przypadku ujawnienia przestępstwa przygotują zawiadomienie do właściwej prokuratury.