Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 kwietnia 2026

Bitwa o Brzeziny 1914 roku - Horst Milnikel - Co słychać w Andrzejowie - cz.3

 Kończyła się amunicja strzelecka i artyleryjska. Brakowało żywności, ciepłej odzieży, lekarstw. Około 1000 wozów zaopatrzenia i z rannymi z braku koni ciągnęło 6.000 jeńców rosyjskich. Mróz dokuczał bardzo, w nocy - 20 stopni C., na wozach zamarzali ranni. Żołnierze obydwu walczących stron umierali z zimna w pozycji strzeleckiej 24 listopada. Sztab, wojsko z rannymi i jeńcy o godzinie 2 w nocy ruszył z Wiskitna w drogę powrotną przez Giemzów na Kurowice, żeby utrzymać w tajemnicy wycofywanie wojsk obręcze kół od wozów "żelaznych" owijano powrósłami ze słomy.

W Kurowicach z powodu ostrzału artyleryjskiego wojska rozdzielają się; dalej maszerują przez zamarznięte pola. Następne spotkanie wojsk w Brzezinach.

- 50 Dywizja maszeruje przez Rokiciny.

- 49 Dywizja maszeruje przez Borowo.

-  3 Dywizja maszeruje przez las gałkowski.

Trzecia Dywizja po przeprawie w Bukowcu przez Miazgę maszeruje na wiś Zielona Góra. Po przygotowaniach do zdobycia torów kolejowych linii Łódź - Koluszki wojska ruszają o godz. 12 w południe do natarcia.

Po uporczywych walkach tory są zdobyte. Po krótkim wypoczynku (sztab zajął kurnik w budynku dróżnika na skraju lasu gałkowskiego od strony Justynowa, gdyż w domku dróżnika byli ranni żołnierze rosyjscy), dywizja rusza o godz. 7:30 wieczorem północnym skrajem lasu gałkowskiego na Gałków i dalej przez Małczew do Brzezin. Po trzygodzinnym marszu przez pola i godzinnej walce ponownie zdobyło Brzeziny. Wzięto do niewoli dwóch generałów. W razie przedłużającego się oporu Rosjan, wschodnia część Brzezin miała być spalona. Następnego dnia dołączyły 49 i 50 Dywizja, które przełamały pierścień okrążenia w okolicach wsi Borowo i Chrusty Stare.

Razem ruszono w kierunku na Lipiny. Artyleria zajęła stanowiska wokół wsi Polik. Tam została zaskoczona atakiem rosyjskiej piechoty. Straciła dwa działa, które 8 dni później zostały wystawione w Petersburgu jako trofea wojenne. Nocą po przełamaniu linii frontu zgrupowanie znalazło się po niemieckiej stronie frontu. Dowódcom wojsk rosyjskich bardzo zależało na wzięciu do niewoli w/w. zgrupowania, gdyż naczelny dowódca Wojsk Rosyjskich wielki książe Mikołaj Mikołajewicz już dwa dni wcześniej ogłosił, że zgrupowanie zostało okrążone i wzięte do niewoli. Dowódcy dobrze wiedzieli, że nie tylko szeregowi żołnierze, ale też generałowie którzy popadli w niełaski, dostawali bilet na Syberię - w jedną stronę.

Ponieważ korpus, który działał w naszej najbliższej okolicy w ciągu dwóch tygodni był ciągle w natarciu lub w odwrocie, atakowany ze wszystkich stron przez wojska rosyjskie, poległych żołnierzy pochowali Rosjanie w masowych grobach.

W okresie okupacji hitlerowskiej groby ekshumowano, około stu poległych zabrały rodziny do Niemiec. Poległych rozdzielono. Cmentarze są wspólne ale mają część rosyjską i niemiecką.

Jak już wspominałem, kwatery poległych Polaków są w części niemieckiej jak i rosyjskiej.

Niemcy gen. Litzmanna okrzyknęli bohaterem. Łódź w okresie okupacji nazwano Litzmannstadt. Pomnik Tadeusza Kościuszki miano obalić, na jego miejscu miał stanąć pomnik generała Litzmanna.

Po tych działaniach linia frontu nieznacznie zmieniła się. Wojska okopały się i przeszły do wojny pozycyjnej.

Ofensywa Niemiecka odniosła taki skutek, że Rosjanie nie rozpoczęli zaplanowanego natarcia na Wrocław i Berlin.

Tylko źródła niemieckie podają szczegóły tej batalii i opis walk w naszej okolicy. Informacje zaczerpnąłem z książki Teodora Jakobsa -  Der Löwe von Brzeziny wydanej w 1937 roku.

                                              Wojska Niemieckie maszerują na front.
                        Artyleria Lancelle wspiera działania piechoty. Obleganie Łodzi.

Artylerii Lancelle udało się wjechać galopem przed własną linię wojsk ostrzeliwując ogniem bezpośrednim wroga.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Die Munition für Infanterie und Artillerie ging zur Neige. Es fehlte an Lebensmitteln, warmer Kleidung und Medikamenten. Etwa 1000 Versorgungs- und Verwundetenwagen wurden mangels Pferden von 6.000 russischen Kriegsgefangenen gezogen. Der Frost war sehr bitter, nachts herrschten -20 °C, auf den Wagen erfroren die Verwundeten. Soldaten beider Konfliktparteien starben am 24. November in Schussposition vor Kälte. Der Stab, die Truppen mit den Verwundeten und die Kriegsgefangenen brachen um 2 Uhr nachts von Wiskitno auf den Rückweg über Giemzów nach Kurowice auf, um den Truppenrückzug geheim zu halten; die Felgen der „eisernen“ Wagen wurden mit Strohseilen umwickelt.
In Kurowice teilen sich die Truppen aufgrund von Artilleriefeuer auf; sie marschieren weiter über die gefrorenen Felder. Das nächste Treffen der Truppen findet in Brzeziny statt.
- Die 50. Division marschiert durch Rokiciny.
- Die 49. Division marschiert durch Borowo.
-  Die 3. Division marschiert durch den Gałkowski-Wald.
Nach der Überquerung der Miazga in Bukowiec marschiert die 3. Division auf Zielona Góra zu. Nach den Vorbereitungen zur Eroberung der Eisenbahnstrecke Łódź–Koluszki rücken die Truppen um 12 Uhr mittags zum Angriff aus.
Nach hartnäckigen Kämpfen werden die Gleise erobert. Nach einer kurzen Rast (der Stab bezog einen Hühnerstall im Haus des Gleiswärters am Rande des Gałkowski-Waldes auf der Seite von Justynów, da sich im Haus des Gleiswärters verwundete russische Soldaten befanden), marschiert die Division um 19:30 Uhr am nördlichen Rand des Gałkowski-Waldes in Richtung Gałków und weiter über Małczew nach Brzeziny. Nach einem dreistündigen Marsch über Felder und einem einstündigen Kampf erobert sie erneut Brzeziny. Zwei Generäle werden gefangen genommen. Im Falle anhaltenden Widerstands der Russen sollte der östliche Teil von Brzeziny niedergebrannt werden. Am nächsten Tag schlossen sich die 49. und 50. Division an, die den Umzingelungsring in der Nähe der Dörfer Borowo und Chrusty Stare durchbrachen.
Gemeinsam rückte man in Richtung Lipiny vor. Die Artillerie bezog Stellungen um das Dorf Polik. Dort wurde sie von einem Angriff der russischen Infanterie überrascht. Sie verlor zwei Geschütze, die acht Tage später in St. Petersburg als Kriegstrophäen ausgestellt wurden. In der Nacht nach dem Durchbruch der Frontlinie befand sich die Truppengruppe auf der deutschen Seite der Front. Den russischen Befehlshabern lag sehr viel daran, die oben genannte Truppe gefangen zu nehmen, da der Oberbefehlshaber der russischen Streitkräfte, Großfürst Nikolai Nikolajewitsch, bereits zwei Tage zuvor verkündet hatte, dass die Truppe eingekesselt und gefangen genommen worden sei. Die Kommandeure wussten sehr wohl, dass nicht nur einfache Soldaten, sondern auch Generäle, die in Ungnade gefallen waren, eine Fahrkarte nach Sibirien erhielten – ohne Rückfahrt.
Da das Korps, das in unserer unmittelbaren Umgebung operierte, zwei Wochen lang ständig im Angriff oder auf dem Rückzug war und von allen Seiten von russischen Truppen angegriffen wurde, begruben die Russen die gefallenen Soldaten in Massengräbern.
Während der deutschen Besatzungszeit wurden die Gräber exhumiert, etwa hundert Gefallene wurden von ihren Familien nach Deutschland überführt. Die Gefallenen wurden getrennt beigesetzt. Die Friedhöfe sind gemeinsam, haben aber einen russischen und einen deutschen Teil.
Wie bereits erwähnt, befinden sich die Grabstätten der gefallenen Polen sowohl im deutschen als auch im russischen Teil.
Die Deutschen erklärten General Litzmann zum Helden. Łódź wurde während der Besatzungszeit in Litzmannstadt umbenannt. Das Tadeusz-Kościuszko-Denkmal sollte gestürzt werden, an seiner Stelle sollte ein Denkmal für General Litzmann errichtet werden.
Nach diesen Maßnahmen verschob sich die Frontlinie geringfügig. Die Truppen gruben sich ein und gingen zum Stellungskrieg über.
Die deutsche Offensive hatte zur Folge, dass die Russen ihren geplanten Vorstoß auf Breslau und Berlin nicht starteten.
Nur deutsche Quellen liefern Details zu dieser Schlacht und eine Beschreibung der Kämpfe in unserer Gegend. Die Informationen entnahm ich dem 1937 erschienenen Buch von Theodor Jakobs – „Der Löwe von Brzeziny“.



poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Bitwa o Brzeziny 1914 roku - Horst Milnikel - Olechów - Kurowice - Bukowiec - Karpin - Co słychać w Andrzejowie - cz.2

 Po zdobyciu Borowej i przeprawie na rzece Miazdze w Karpinie, ruszyli dalej na Kurowice. Inna część wojsk tego zgrupowania po ciężkich walkach zdobyła wsie Brójce i Eufeminów. Dywizja gen. Litzmanna walczyła o wieś Bedoń. Rosjanie ostrzeliwali Niemców z dział ustawionych w Andrespolu i Kraszewie. Walki toczyły się nocą przy temperaturze - 10 stopni. Wieś płonęła, kolejne domy zapalały się trafione pociskami armatnimi. Huk wybuchających pocisków mieszał się z jednostajnym szumem skrzydeł opodal stojącego wiatraka. Rankiem zdobyto Bedoń.

Park i zabudowania gospodarcze oraz pałac w Bedoniu, zamienione przez Rosjan w twierdzę broniły się dalej.

Dopiero po użyciu najcięższych dział stojących na południowym skraju Bukowca (w odległości 8 km.) Niemcy przełamali opór Rosjan. Atak na Bedoń prowadził osobiście dowódca regimentu (pułku) gen. mjr. Friedenburg, w asyście dowódców batalionów.

Po zdobyciu szturmem zabudowań dworskich wzięto do niewoli około 1000 jeńców, zdobyto 6 ciężkich karabinów maszynowych. Miazga i mosty na rzece były jeszcze w rękach Rosjan (w tym roku w trakcie prowadzenia robót ziemnych w Bedoniu natrafiono na rowy strzeleckie wypełnione amunicją) w następnej kolejności zdobyto Kraszew i Andrespol.

Sztab gen. Litzmanna i lazaret urządzono w Kurowicach. 20 listopada 1914 roku zaatakowano Rzgów, zdobyto wieś Grodzisko. Dziewiąta Brygada kawalerii przez Stróżę i Szklaną Hutę ma atakować Feliksin, z linii drogi Andrespol - Wiśniowa Góra. Po uporczywych walkach trwających od 8 rano do późnych godzin popołudniowych, szturmem, w walce na bagnety, łopaty, pięści zdobyto wieś. Wzięto do niewoli około 1000 jeńców.

Przygotowania do szturmu na wieś Olechów, którego bronią Dywizje Syberyjskie. Lancelle na swojej drabinie obserwacyjnej na przedpolach Olechowa od strony Wiskitna.
Vorbereitungen für den Sturm auf das Dorf Olechów, das von den Sibirischen Divisionen verteidigt wird. Lancelle auf seiner Beobachtungsleiter vor den Toren von Olechów, von der Seite von Wiskitno aus gesehen.

22 listopada 1914 roku sztab wojsk gen. Litzmanna przeniósł się do wsi Wiskitno. Wojska nacierały w kierunku na Starową Górę. Ponieważ okazało się niemożliwe dotarcie do drogi Łódź - Tuszyn postanowiono zmienić kierunek natarcia na północny. Zaatakowano wsie Dąbrowa i Olechów (dzisiaj ulice Zakładowa i Olechowska). Olechowa broniły doborowe oddziały gwardii moskiewskiej oraz dywizje syberyjskie.

Po ciężkich walkach, które przyniosły duże straty obu walczącym stronom Niemcy zajęli Olechów. Przedpola wsi zalegały setki rannych i zabitych (jeden Regiment - pułk w tej bitwie stracił 6 oficerów i 300 żołnierzy). Wieczorem dotarli łącznicy z korpusu wojsk okrążających Łódź od północy. Uzgodniono, że 23 listopada wojska uderzą na Mileszki i połączą się tamtejszym korpusem. Czas naglił gdyż ze wszystkich kierunków zbliżały się dalsze jednostki wojsk rosyjskich, w celu okrążenia XXV, XX i 3 Dywizji liczących razem około 12.000 żołnierzy.

W tym samym czasie Naczelne Dowództwo wojsk niemieckich wysłało depeszę do doiwódcy całego zgrupowania, żeby kontynuować marsz w kierunku na Brzeziny i dalej do linii frontu.

Dla okrążonych wojsk był to szok. Przed nimi był tylko jeden dzień walk i praktycznie koniec kampanii. Decyzja sztabu zmuszała ich do pokonania tej samej drogi, którą przecierali sobie w nieustannych bojach w ciągu tygodnia.

Wojska niemieckie atakują wojska rosyjskie broniące Olechowa. Atak od strony Wiskitna.
Deutsche Truppen greifen die russischen Truppen an, die Olechow verteidigen. Der Angriff erfolgt von Wiskitno aus.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nach der Einnahme von Borowa und der Überquerung des Flusses Miazga bei Karpin zogen sie weiter nach Kurowice. Ein anderer Teil der Truppen dieser Gruppierung eroberte nach schweren Kämpfen die Dörfer Brójce und Eufeminów. Die Division von General Litzmann kämpfte um das Dorf Bedoń. Die Russen beschossen die Deutschen mit Kanonen, die in Andrespol und Kraszewo aufgestellt waren. Die Kämpfe fanden nachts bei einer Temperatur von -10 Grad statt. Das Dorf brannte, ein Haus nach dem anderen ging in Flammen auf, getroffen von Kanonengeschossen. Der Knall der explodierenden Geschosse vermischte sich mit dem gleichmäßigen Rauschen der Flügel der nahegelegenen Windmühle. Am Morgen wurde Bedoń eingenommen.

Der Park, die Wirtschaftsgebäude und das Schloss in Bedoń, die von den Russen in eine Festung umgewandelt worden waren, leisteten weiterhin Widerstand.

Erst nach dem Einsatz der schwersten Geschütze, die am südlichen Rand von Bukowiec (in 8 km Entfernung) standen, konnten die Deutschen den Widerstand der Russen brechen. Den Angriff auf Bedoń leitete persönlich der Regimentskommandeur, Generalmajor Friedenburg, in Begleitung der Bataillonskommandeure.

Nach der Erstürmung der Gutsgebäude wurden etwa 1000 Gefangene genommen und 6 schwere Maschinengewehre erbeutet. Miazga und die Brücken über den Fluss befanden sich noch in russischer Hand (in diesem Jahr stieß man bei Erdarbeiten in Bedoń auf mit Munition gefüllte Schützengräben); als Nächstes wurden Kraszew und Andrespol eingenommen.

Der Stab von General Litzmann und das Lazarett wurden in Kurowice eingerichtet. Am 20. November 1914 wurde Rzgów angegriffen, das Dorf Grodzisko erobert. Die 9. Kavalleriebrigade soll über Stróża und Szklana Huta Feliksin angreifen, von der Straße Andrespol – Wiśniowa Góra aus. Nach hartnäckigen Kämpfen, die von 8 Uhr morgens bis in die späten Nachmittagsstunden andauerten, wurde das Dorf im Sturmangriff, im Kampf mit Bajonetten, Schaufeln und Fäusten eingenommen. Etwa 1000 Gefangene wurden genommen.

Am 22. November 1914 verlegte der Stab der Truppen von General Litzmann seinen Sitz in das Dorf Wiskitno. Die Truppen rückten in Richtung Starowa Góra vor. Da es sich als unmöglich erwies, die Straße Łódź–Tuszyn zu erreichen, wurde beschlossen, die Angriffsrichtung nach Norden zu ändern. Die Dörfer Dąbrowa und Olechów (heute die Straßen Zakładowa und Olechowska) wurden angegriffen. Olechów wurde von Eliteeinheiten der Moskauer Garde sowie sibirischen Divisionen verteidigt.

Nach schweren Kämpfen, die beiden Seiten große Verluste bescherten, eroberten die Deutschen Olechów. Vor den Toren des Dorfes lagen Hunderte von Verwundeten und Toten (ein Regiment verlor in dieser Schlacht 6 Offiziere und 300 Soldaten). Am Abend trafen Verbindungsleute des Korps ein, das Łódź von Norden her umzingelte. Es wurde vereinbart, dass die Truppen am 23. November auf Mileszki vorstoßen und sich dort mit dem dortigen Korps vereinen sollten. Die Zeit drängte, da sich aus allen Richtungen weitere Einheiten der russischen Armee näherten, um die XXV., XX. und 3. Division mit insgesamt etwa 12.000 Soldaten einzukreisen.

Zur gleichen Zeit sandte das Oberkommando der deutschen Truppen eine Depesche an den Befehlshaber der gesamten Gruppierung, den Marsch in Richtung Brzeziny und weiter zur Frontlinie fortzusetzen.

Für die eingekesselten Truppen war dies ein Schock. Vor ihnen lag nur noch ein Tag des Kampfes und praktisch das Ende der Kampagne. Die Entscheidung des Stabes zwang sie, denselben Weg zurückzulegen, den sie sich in den vergangenen Wochen in ununterbrochenen Kämpfen gebahnt hatten.


piątek, 9 maja 2025

Stryków - Brójce - Borowa - Andrespol - Andrzejów - Kotliny - Pomór drobiu - 1943

 

Litzmannstädter Zeitung mit dem amtlichen Bekanntmachungen für Stadt und Kreis Litzmannstadt. 1943-12-09 Jg. 26 nr 343

Okazuje się, że pomór drobiu był również znany w okresie wojennym!

Starosta powiatu Łódź.

 Ogłoszenie. W stadach kurczaków następujących hodowców drobiu urzędowy lekarz weterynarii stwierdził wybuch pomoru drobiu: 

a) Zgierz: Sager, Alfons, Krummestraße 16; Wagener, Wanda, Krumme. Straße 16; Przepiórskl, Kazimierz, Krummestraße 16; Wagener, Arno, Krumme Straße 16; Łapacz, Frieda, Hlindenburgstraße 27.

b) S t r y k ó w: Kurczewskl, Josef, Gen.-Litzmann-Straße 12.

c) Andrzejów (rejon Gałków): Kreise, Ida, nr 70; Hettig, Teodor nr 74; Kadler, Reinhold, nr 75. 

d) Andrespol (rejon Gałków): Rometsch, Alma, Töpferstraße 3.

e) B e d o ń (rejon Gałków): Heller, Oskar, nr 147. 

i) Sąsieczno (rejon Galkau): Frede, Paul, nr 14; Pawłowski, Andreas, nr 20. 

g) Borowa (rejon Gałków): Erstling, Emil, nr 50; Pikarski, Andre, nr 80; Wojclk, Waleria, nr 78.

h) C i s ó w (rejon Brójce): Bednarski, Franz, nr 43.

i) Ko t l i n y (okręg Brójce): Pietrzko, Andre, nr 14.

Miejsca Andrespol i Cisów zostają ogłoszone strefą zamkniętą. Nad miastami Stryków i Zgierz oraz miejscowościami Andrzejów, Sasieczno, Bedoń, Kotliny i Borowa została już wprowadzona blokada. Na tereny zamknięte obowiązują przepisy mojego zarządzenia w sprawie ochrony przed pomorem drobiu z dnia 23 lipca 1943 r., opublikowanego w nr 205 gazety Litzmannstädter Zeitung z dnia 24 lipca 1943 r.

Der Landrat des Kreises Litzmannstadt 

Bekantmachung. 

In dem Hühnerbestand der nachfolgenden Geflügelhalter ist der Ausbruch der Hühnerpest amtstierärztlich festgestellt worden: 

a) G ö r n a u: Sager, Allons, Krummestraße 16; Wagener, Wanda, Krumme. Straße 16; Przepiorskl, Kazimierz, Krummestraße 16; Wagener, Arno, Krumme Straße 16; Lapacz, Frieda, Hindenburgstraße 27.

b) S t r i c k a u: Kurczewskl, Josef, Gen.-Litzmann-Straße 12. 

c) Andreshof (Amtsbezirk Galkau): Kreise, Ida, Nr. 70; Hettig, Teodor Nr. 74; Kadler, Reinhold, Nr. 75. 

d) Andrespol (Amtsbezirk Galkau): Rometsch, Alma, Töpferstraße 3. 

e) B e d o n (Amtsbezirk Galkau): Heller, Oskar, Nr. 147. 

i) Sasieczno (Amtsbezirk Galkau): Frede, Paul, Nr. 14; Pawlowski, Andreas, Nr. 20. 

g) Wilhelmswalde (Amtsbezirk Galkau): Erstling, Emil, Nr. 50; Pikarski, Andre, Nr. 80; Wojcik, Waleria, Nr. 78. 

h) C i s o w (Amtsbezirk Brojce): Bednarski, Franz, Nr. 43.

 i) Ko t l i n y (Amtsbezirk Brojce): Pietrzko, Andre, Nr. 14. 

Die Orte Andrespol und Cisow werden zum Sperrgebiet erklärt. Über die Städte Strickau und Gornau und die Orte Andreshof, Sasieczno, Bedon, Kotliny und Wilhelmswalde ist die Sperre bereits verhängt worden. FUr die Sperrgebiete gelten die Bestimmungen meiner Viehseuchenpoliziostlichen Anordnung zum Schutze gegen die Hühnerpest vom 23. 7. 1943, veröffentlicht in Nr. 205 der Litzmannstädter Zeitung vom 24. 7. 1943.

poniedziałek, 8 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.11

 Ostatnia część z procesu wampira.

Dziennik Łódzki. 1969-02-06 R. 24 nr 31

Wczoraj przed Sądem Wojewódzkim dla województwa łódzkiego, zakończyła się sesja, która z kilkudniowymi przerwami toczyła się w gmachu przy Pl. Dąbrowskiego przez blisko miesiąc . 17 stycznia br. na ławie oskarżonych zasiadł człowiek oskarżony o zbrodnie świadczące o skrajnym wynaturzeniu - zabójstwo 7 kobiet oraz usiłowanie zabójstwa 6 kobiet.......

Niestety ta część materiału została wycięta....


wieloma względami wyjątkowym procesie. Długo przed godziną 14 na obu kondygnacjach siedziby sądu, przed wejściem na salę rozpraw, gromadziły się tłumy ludzi, Wśród publiczności wielu było członków rodzin osób poszkodowanych, liczni mieszkańcy okolic Gałkówka, które przestępca w ciągu swej wieloletniej działalności odwiedzał szczególnie często. Na ostatni dzień procesu przybyło wiele osób, które czynami osławionego „ wampira" poczuły się zagrożone w swoim prawie do bezpiecznego życia. Przyszli się upewnić, że prawo jest w stanie dać społeczeństwu ochronę przed najbardziej nawet wyrafinowanymi złoczyńcami. Wiele osób przybyło zapewne wczoraj do sądu także z mniej zrozumiałych, ludzkich pobudek.

Na ogłoszenie wyroku, sąd stawił się w składzie, który rozpatrywał sprawę oskarżonego i orzekał w procesie sędziów Sądu Wojewódzkiego M. Kłosa i J. Frątczaka, pod przewodnictwem prezesa Sądu Wojewódzkiego T. Rybickiego. Strony reprezentowane były przez wiceprokuratorów wojewódzkich: R. Szczęsnego i R. Kacprzaka oraz adwokatów łódzkich: J. Leszczyńskiego i E. Góreckiego.

Gdy oskarżony St. Modzelewski przy wzmocnionej w dniu wczorajszym eskorcie, zajął miejsce na ławie oskarżonych, przewodniczący kompletu sędziowskiego przystąpił do odczytywania sentencji wyroku. Gdy padały słowa formuły prawnej:, „W imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej... Sąd Wojewódzki w Łodzi... uznaje oskarżonego za winnego popełnionych czynów, zarzucanych aktem oskarżenia, na sali sądowej zapanowała Wyrokiem sądu, St. Modzelewski skazany został za każde z siedmiu dokonanych zabójstw na karę śmierci i utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze. Za sześciokrotne usiłowanie zabójstw kobiet na tle  seksualnym, sąd wymierzył oskarżonemu kary od dożywotniego więzienia do 10 lat więzienia, za rozboje z kradzieżami oraz nielegalne posiadanie broni kary od 6 do 1 roku więzienia. Na podstawie art. 31 i 34 k.k. sąd wymierzył oskarżonemu, w miejsce tych poszczególnych kar zasadniczych i dodatkowych, Jedną karę łączną - karę śmierci i utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze.

W atmosferze głębokiej powagi, przewodniczący sądu przedstawił następnie uzasadnienie wyroku. Sąd miał do rozstrzygnięcia szczególnie trudną, co do której oskarżyciele publiczni i obrońcy postawili przeciwne wnioski. Sprawy tej sąd nie potraktował jako przypadku, lecz jako rozstrzygnięcie losu konkretnego człowieka, z którego całym życiem wnikliwie się zapoznał. Oskarżony wcześnie stał się jednostką trudną, niepodatną na wychowawcze oddziaływanie społeczeństwa. Okazał się jednostką tak dalece zdemoralizowaną, że żadne próby reedukacji nie odniosły skutku. Sąd ustosunkował się także szczegółowo do podniesionych w mowie obrończej wątpliwości. Nie podważyły one przekonania sądu o konieczności zastosowania najwyższego wymiaru kary. Wyrok wydany wczoraj przez Sąd Wojewódzki w Łodzi, nie jest jeszcze prawomocny przysługuje od niego odwołanie do sądu wyższej instancji. Oskarżony przyjął wyrok z kamienną twarzą. Gdy sąd zapytuje go:

 „Czy oskarżony zrozumiał wyrok i pouczenie?" - St. Modzelewski w milczeniu, potakująco kiwa głową. Natychmiast po zakończeniu rozprawy St. Modzelewski poprosił o widzenie z obrońcą. Jak nas poinformował adw. J. Leszczyński zamierza on wystąpić o rewizję wyroku. Prosto z sali rozpraw St. Modzelewski przewieziony został do Centralnego Więzienia w Łodzi. 

                                                                                                               M. KRAJOWNA

niedziela, 7 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.10

 

Dziennik Łódzki. 1969-02-05 R. 24 nr 30



                                            WAMPIR Z GAŁKÓWKA PRZED SĄDEM

Na wstępie wczorajszego, 11 dnia rozprawy karnej przeciwko Stanisławowi Modzelewskiemu, sąd ustosunkował się do wniosków obrony dotyczących dalszych badań nad poczytalnością oskarżonego. Ponieważ we wniosku nie zarzuca się opinii powołanych przez sąd psychiatrów niejasności, będą sprzeczności, a jedynie wskazuje na potrzebę weryfikacji (czego nie zna procedura procesu), sąd oddalił wniosek o powołanie drugiego zespołu biegłych. Sąd stwierdził, że wskazywane we wniosku braki, w zakresie badań, jeżeli nawet wystąpiły, to nie mają wpływu na możliwość oceny osobowości oskarżonego i jego działania przestępczego. Sąd na zakończenie postępowania dowodowego ujawnił zgromadzone w toku śledztwa dokumenty i dowody, a następnie udzielił głosu oskarżycielowi publicznemu. 

Niezwykle silnie zabrzmiały wczoraj w wielkiej sali Sądu Wojewódzkiego przemówienia oskarżycielskie obu występująeycb w sprawie prokuratorów. Występujący jako pierwszy prokurator R. Kacprzak, skoncentrował uwagę na decydujących w procesie problemach dowiedzenia oskarżonemu zarzutów objętych aktem oskarżenia. Proces osławionego „wampira z Gałkówka" toczy się w atmosferze powszechnego potępienia go przez całe społeczeństwo. W sposób odrażający naruszył on podstawowy przywilej każdego człowieka - prawo do życia. Równocześnie jednak, jak to wymaga wysoki humanitaryzm prawa, w procesie karnym liczyć się mogą tylko fakty i dowody oparte na prawdzie obiektywnej. W 7 wypadkach zabójstw, zbrodniarz usunął najważniejszych świadków zbrodni. Kobiety, które zginęły - babki wnukom, matki dzieciom, młode robotnice i uczennice, nie wskażą winowajcy. Do zabójstw tych przyznał się oskarżony Stanisław Modzelewski. Twierdzi jednak, że nie pamięta, nie może pojąć, jak do tych gwałtownych czynów doszło. Jest to w świetle opinii biegłych nie do przyjęcia. Taką widać obrał oskarżony linię obrony. Przesłuchiwany kilkadziesiąt razy, nigdy nie podawał wszystkiego. Dawkował informacje w zależności od przedstawionych dowodów. Proces dowiódł niezbicie, że oskarżony miał obiektywne możliwości przebywania we wszystkich miejscach zbrodni, znał je dobrze i dlatego je właśnie wybierał. Zeznania oskarżonego i świadków oraz materiał faktograficzny, ułożyły się w toku procesu w logiczną całość. Oskarżony, ulegając swemu spaczonemu popędowi, przygotowywał świadomie i realizował swe sadystyczne czyny. 

Szczególną szkodliwość społeczną czynów zarzucanych St. Modzelewskiemu, scharakteryzował w swym wystąpieniu drugi oskarżyciel - H. Szczęsny. Oskarżony miał wszystkie warunki, by życie swe ułożyć jak inni obywatele. Stał się jednak jednostką niebezpieczną, która dla zaspokojenia popędu, nie zawahała się przed czynami zbrodniczymi. Szkodliwość społeczna osiągnęła w jego wypadku stopień najwyższy. w przyznaniu się oskarżonego, oskarżyciel publiczny nie dojrzał okoliczności łagodzących, gdyż dotyczy ono tylko samych faktów. Co do czynów, oskarżony ani przez moment nie okazał skruchy. Tylko najwyższa kara może zapobiec jego dalszej szkodliwości.

Prokurator H.Szczęsny w oparciu o kwalifikację siedmiu zarzucanych czynów na zasadzie art. 225 par. 1 k.k. wniósł wczoraj o ukaranie St. Modzelewskiego za każde z zabójstw karą śmierci. Wniósł także o ukaranie go karą śmierci za zbrodnicze napady dokonane w czerwcu 1953 r. oraz w czerwcu 1955 r. o wymierzenie za pozostałe zarzuty odpowiednio wysokich kar i pozbawienie go praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze.

Po oskarżycielach głos zabrał obrońca z urzędu J.Leszczyński. Z wielkim talentem i pasją udokumentował on w swym wystąpieniu wszystkie wątpliwości, które mogą w tej sprawie przemówić na korzyść oskarżonego i podważyć słuszność zastosowania najwyższego wymiaru kary. Obrońca postawił tezę, że w zarzutach zabójstw wiele jest cech poszlakowych i że St. Modzolewski jako osobnik encefaloptyczny, podatny na sugestię, wiele szczegółów, do których się przyznał, mógł przyswoić sobie w toku śledztwa. Wątpliwości obrońcy budzą okoliczności zabójstw  i opinia biegłych o świadomym działaniu. Umysłowość oskarżonego oceniona została w niej przesadnie. Mimo nie stwierdzenia choroby psychicznej, mogły w postępowaniu oskarżonego dojść do głosu psychozy działające okresowo i wywołać spięcia oraz zaniki świadomości, powodując przewagę sił popędu nad wolą. Obrońca przytoczył precedensowe przypadki procesów, gdy encelopatia, której jest wiele odmian - była uznana za podstawę niepoczytalności oskarżonego. Obrońca wniósł także o zmianę kwalifikacji  co do usiłowania 6 zabójstw na czyny z art. 236 i 237 kk. (uszkodzenie ciała). Odrębną linię obrony przedstawił drugi obrońca z urzędu, prosząc w konkluzji sąd o miłosierdzie przy ferowaniu wyroku.

Po wysłuchaniu głosów stron, sąd zwrócił się do St. Modzelewskiego:

Co oskarżony chce powiedzieć w ostatnim słowie? odpowiedź oskarżonego brzmiała:

"Ja tam nikogo nie przekonam, duszy nie pokażę, nie ma więc sensu. Niech sąd zarządzi".

Dziś w 12 dniu procesu, sąd ogłosi wyrok.

                                                                                         M. KRAJÓWNA




Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.9

 

Dziennik Łódzki. 1969-02-04 R. 24 nr 29


Wczorajszy 10 dzień rozprawy karnej przeciwko Stanisławowi Modzelewskiemu poświęcony był węzłowej kwestii postępowania dowodowego. Jak już informowaliśmy, jako ostatni świadkowie zeznawać mieli wczoraj członkowie rodziny oskarżonego - jego siostra Janina K. oraz jej syn. Starsza o 19 lat od brata, Janina K., znała go od dziecka, przez wiele lat z nim przebywała. Do jej opinii strony procesu przywiązywały duże znaczenie. Tak jak poprzednio żona oskarżonego, tak i obecnie dalszych dwoje osób, bliskich, skorzystało z prawa odmowy zeznań. W chwili wejścia członków rodziny, na salę rozpraw. St. Modzelewski rzucił w ich stronę jedno ukradkowe, bardzo krótkie spojrzenie. Potem natychmiast przyjął od kilko dni dla niego charakterystyczną postawę - nisko opuścił głowę, opierając ją o barierę ławy oskarżonych. Orzeczenie sądowo-psychiatryczne sporządzone po przeszło 5·miesięcznej obserwacji oskarżonego, w pełni utrzymali wczoraj powołani przez sąd biegli specjaliści psychiatrii A. Różycki oraz K. Grabowski. Złożyli oni także wczoraj opinię uzupełniającą. Po obserwacji oskarżonego w procesie, w czasie którego brał on żywy udział i uważnie śledził zeznania świadków, nie ma ich zdaniem podstaw do zmiany opinii sformułowanej w toku śledztwa, nie ma też podstaw do twierdzeń, że St. Modzelewski nie miał rozeznania znaczenia czynów w czasie popełniania przestępstw i kierowania swym postępowaniem. .Jest on osobnikiem encefalopatycznym, z wyraźnie zaznaczonymi odchyleniami charakterologicznymi. Przeprowadzone badania dodatkowe nie ujawniły objawów, które mogłyby świadczyć o zaburzeniach psychicznych. Chodziło tu o stwierdzenie czv dostrzeżone n niego zmiany charakterologiczne, są wtórne i powstały na tle organicznego uszkodzenia mózgowia  (oskarżony doznał w różnych okresach życia trzykrotnie urazów głowy), czy też są one następstwem zaniedbań wychowaczych i wynikiem oddziałowywania środowiska w jakim przebywał. W toku obserwacji i badań, lekarze stwierdzili, że u St. Modzolewskiego odchylenia nie są następstwem urazów. Zadatki negatywnych cech pojawiły się u niego już we wczesnym dzieciństwie, a następnie utrwaliły się. Nigdy me okazywał on poczucia więzi z najbliższą rodziną, nie przejawiał uczuć wdzięczności za okazaną dobroć, nie posiadał żadnego poczucia wyrządzonej krzywdy. Lekarze nie stwierdzili u oskarżonego także cech charakterystycznych dla osób dotkniętych pourazowymi zaburzeniami psychicznymi, w postaci zmian otępiennych. lub degradacji życiowej. Wręcz przeciwnie widoczna jest u niego aktvwność życiowa i awans, wybicie się ponad środowisko z którego wyszedł. Obserwacje wykazały też, że dobrze potrafi kierować swym postępowaniem, a obniżenie zdolności hamowania i krytycyzmu następowało u niego zwykle pod wpływem alkoholu.

Wiele dodatkowych pytań zadawali wczoraj biegłym obrońcy, oskarżyciele i sąd. Sąd położył szczególny nacisk na kwestię  w jakim stopniu sfera uczuć i moralności istniejąca u oskarżonego mogła zadziałać w przypadkach rozpatrywanych interesował się sugerowana przez oskarżonego niepamięcią.

Biegli w odpowiedzi stwierdzili, że w przypadku St. Modzolewskiego decydującą dla sprawy jest siła popędu i woli. U człowieka dorosłego gdy, afekt i intelekt są w normie, popęd nie góruje nad wolą. U oskarżonego modulacja afektu była prawidłowa. Gdy zagrażało mu niebezpieczeństwo, potrafić przerwać działanie przestępcze. W okresie gdy u oskarżonego nie ujawniono działań przestępczych, swe sadystyczne skłonności wyładowywał on w domu, traktując żonę w bardzo podobny sposób jak swoje ofiary. W czasie czynów gwałtownych, u oskarżonego mogło następować pełne zawężenie pola świadomości, ale o charakterze fizjologicznym. Opisywana przez oskarżonego niepamięć wybiórcza, dotycząca momentów zbrodniczych jest zdaniem lekarzy, po zdemaskowaniu, jego postawą obronną.

Po wysłuchaniu opinii biegłych, obrońca J. Leszczyński wniósł wczoraj o powołanie dodatkowych biegłych oraz weryfikacji opinii biegłych w części seksuologicznej i psychologicznej. Drugi obrońca E. Górecki podkreślił. że o decyzji sądu w tej sprawie powinna zadecydować wyjątkowość procesu. Przeciw temu stanowisku obrony ponownie oponował oskarżyciel, twierdząc, że powołanie drugiego składu biegłych jest zasadne dopiero w chwili podważenia słuszności opinii pierwszego składu. Decyzje w tej sprawie ogłosi sąd dziś, w jedenastym dniu procesu.

                                                                                                                      M. KRAJOWNA

sobota, 6 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.8

 

Dziennik Łódzki. 1969-02-01 R. 24 nr 27

                      ZEZNANIA BIEGŁYCH NA PROCESIE "WAMPIRA"

Toczaca się od 17 stycznia w Sądzie Wojewódzkim dla woj. łódzkiego rozprawa karna przeciwko Stanisławowi Modzolewskiemu, zbliża się do momentu wydania przez sąd wyroku. Z wyjątkiem chorych i już nie żyjących, przed sądem wypowiedzieli się wszyscy z listy świadków. Zeznania świadków, a w śród nich 5 zaatakowanych przez oskarżonego kobiet, pokrywają się z materiałem dowodowym zgromadzonym na 3.500 stronach akt śledztwa.

Aby problem winy i kary nie mógł budzić najmniejszych wątpliwości, sąd szczególnie precyzyjnie potraktował w procesie postępowanie dowodowe. Zakończenie tego postępowania w dniu wczorajszym, uniemożliwiło niestawienie się siostry oskarżonego Janiny K. Zeznania tej osoby, znającej dobrze oskarżonego, mają znaczenie dla pełnego poznania jego osobowości.

Za zgodą stron, sąd odczytał w procesie zeznania ze śledztwa osób, które nie odpowiadały osobiście z powodów uzasadnionych. Na uwagę zasługują zeznania b. sąsiada Modzolewskich z ul. Dumnej w Łodzi, świadka częstego, nie miłosiernego bicia przez Modzelewskiego własnej żony.

Wczoraj sąd wysłuchał także zeznań spóźnionego świadka Mirosław B. Jest ona jedną z osób, które 29 marca 1956 r. na kilkanaście minut przed morderstwem 18-letniej Heleny W. widziały dziewczynę idącą ku wsi Borowa z obcym mężczyzną. Jak zeznał w procesie St. Modzolewski, z dziewczyną tą nawiązał idąc w tym samym kierunku konwencjonalną rozmowę, pytając gdzie mieszka, skąd wraca i.t.p. Później - jak zeznał - wrócił jeszcze raz na miejsce "zajścia", ale pamiętając, że był widziany przez ludzi wybrał zupełnie inne ścieżki. Świadek Mirosława B. przytoczyła zasłyszany urywek rozmowy, zgodny z tym, co zeznał oskarżony. Sąd pyta świadka, czy poznaje człowieka na ławie oskarżonych. Świadek: Tak, poznaję go po krępej postaci, a także po profilu. 

Obrońca (chcąc uściślić): Czy świadek może oskarżonego rozpoznać kategorycznie? 

Swiadek: Tak. Tego mężczyzny w śledztwie mi nie pokazywano. Mimo upływu lat i choć utył, nie mam wątpliwości. Sąd odczytał wczoraj szczegółowe protokoły sekcji zwłok zamordowanych 7 kobiet. Wy- stępują w nich charakterystyczne wspólne cechy. Sąd wysłuchał wczoraj także opinii biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej AM w Krakowie, którzy na wniosek Prokuratury Woj. w Łodzi wystawili ją na podstawie akt śledztwa, a po wysłuchaniu zeznań kobiet, które przeżyły napady, uzupełnili ją opinią sporządzoną w toku procesu. Sąd postawił biegłym pytanie zasadnicze: 

Czy czyny przestępcze, o które oskarżony jest St. Modzelewski są zbieżne, czy materiał dowodowy wskazuje na to, że mogła ich dokonać ta sama osoba? 

Czy działanie było ukierunkowane, a motywy seksualne? Na podstawie opinii przedstawionych przez dr med. E. Barana oraz lek. med. A. Jastrzębskiego, sumaryczną opinię sądowo-lekarską przedstawił doc. dr med. S. Kobiela. Zaznaczył on, że wnioski te nie zajmują się osobowością oskarżonego, którą nakreślił sądowi biegły psychiatra. Medycyna sądowa ocenia w tym wypadku tylko same skutki przestępczej działalności. We wszystkich przestępstwach rozpatrywanych w procesie, biegły S. Kobiela stwierdził wiele cech działania rozmyślnego. Wszystkie kobiety zostały najpierw ogłuszone, a później pozbawione życia w podobny, gwałtowny sposób u ofiar występuje także uszkodzenie narządów rodnych. Wszystkie kobiety zostały znalezione w miejscach ustronnych. Ten kompleks cech jest typowy dla morderstw z lubieżności, szczytowej formy sadyzmu. Dopuszczają się ich osobniki zboczone, znajdując zaspokojenie seksualne poprzez zadawanie bólu partnerce. Tak jak w rozpatrywanych w procesie przypadkach, nie zawsze musi to kończyć się zabójstwem. Sadyście wystarcza często samo bicie, dręczenie drugiej osoby. Przed krańcowym etapem przestępczego działania może uchronić ofiarę spłoszenie lub zniechęcenie złoczyńcy. 

Prokurator: Czy w tej konkretnej sprawie występuje na kierunkowane na zaspokojenie popędu działanie przestępcy? 

Biegły: Tak. zarówno u zabitych, jak i u ofiar żyjących. - Dalszy ciąg procesu - głosy biegłych i stron w poniedziałek, 3 lutego. 

                                                                                                      M. KRAJOWNA




Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.7

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-31 R. 24 nr 26



Wczorajszy ósmy dzień rozprawy karnej przeciwko Stanisławowi Modzelewskiemu, miał być ostatnim dniem postępowania dowodowego. Sąd kontynuował wczoraj przesłuchania świadków oskarżenia, którzy pierwotnie odpowiadać mieli 25 bm. Ich zeznania dotyczyły okoliczności zabójstw dwóch młodych kobiet, które zamordowane zostały w 1956 roku, w odstępie 4 miesięcy, w tej samej okolicy między Gałkówkiem i wsią Borowa. Obie kobiety - 18-letnia Helena W. oraz 24-letnia Helena K. poniosły śmierć na skutek uduszenia. W Zakładzie Medycyny Sądowej stwierdzono, że oba zabójstwa dokonane zostały na tle seksualnym. 

Sąd niezwykle drobiazgowo I obiektywnie konfrontował wczoraj zeznania świadków z dowodami zabezpieczonymi przez organa śledcze na miejscu zbrodni oraz z zeznaniami oskarżonego. Potwierdziło się m.in. niezbicie, że 29 marca 1956 r. uczennica łódzkiego technikum Helena W. była w Wydziale Zdrowia w Brzezinach po talon na wyprawkę niemowlęcą, a następnie odebrała ją w sklepie PSS. Sam oskarżony podał w swych zeznaniach. że jednej z ofiar zabrał paczkę, a gdy okazało się co w niej jest, to „łaszki dziecięce" wyrzucił gdzieś po drodze. Obcego człowieka, który z paczką szedł drogą polną ku stacji, widzieli w tym dniu małżonkowie Ewa i Henryk K. Człowiek ten mijając ich, odwrócił głowę.

Zeznania składała wczoraj także kobieta, która była na miejscu zbrodni po jej zajściu. Ciało dziewczyny według jej relacji przykryte było płaszczem ortalionowym. Oskarżony zeznał wcześniej, że przed odejściem przykrył leżącą jej własnym płaszczem. 

Ośmiu świadków składało wczoraj zeznania, dotyczące okoliczności śmierci 24-letniej Heleny K. 29 lipca 1956 r. o godz. 8.25 wyjechała ona z siostrą i szwagrem z Łodzi w odwiedziny do krewnych. He lena do Borowej, jej siostra z mężem do innej wioski. Mieli wracać do Łodzi tym samym wieczornym pociągiem. Helena K. jednak do siostry w Borowej nie przybyła, nie powróciła także do Łodzi. 

Jak zeznał oskarżony, w sobotę 28 lipca 1956 r. wybrał się wieczorem w odwiedziny do żony przebywającej w Łodzi. Wysiadł jednak w Lipcach Reymontowskich i poszedł nad torami w kierunku Gałkówka. W niedzielę rano spotkał na polnej drodze koło Gałkówka idącą samotnie kobietę, którą zaczepił. Zwłoki Heleny K. znaleziono ukryte w krzakach jeżyn, przykryte trawą. Obok znaleziono kabel miedziany. Przy tych właśnie krzakach, obcego mężczyznę widziało w niedzielę kilka osób, m.in. Mieczysław N., który przyjechał z Łodzi do dzieci przebywających na letnisku. świadek ten wyjechał z Łodzi następnym pociągiem po tym, którym wyjechała do Gałkówka Helena K. Gdy mijał krępego mężczyznę, ten odwrócił się i poprawiał włosy. Przy konfrontacji w toku śledztwa, świadek ten spośród czterech mężczyzn wskazał jako podejrzanego St. Modzelewskiego. Mężczyznę kręcącego się obok krzaków. widziały także dwie dziewczynki - córki Mieczysława N., które przestraszyły się go i uciekły. Widziała go także wówczas 14-letnia. Wiesława K„ jak najpierw mocował się z jakąś kobietą, a później gdy sam klęczał obok jeżyn.

Sąd pyta świadka: Dlaczego pani tak ważnych szczegółów nie podała od razu w pierwszym przesłuchaniu, w śledztwie? 

Swiadek: Byłam jeszcze bardzo młoda i bałam się. Mężczyzna ten spojrzał na mnie. Jeździłam przez wiele lat na letnisko do Gałkówka i słyszałam o morderstwach. Bałam się, bo wiedziałam , że groźny wampir jest jeszcze nie ujęty. 

Sąd: Czy oskarżony przypomina tamtego mężczyznę? 

Swiadek: Zdaje mi się, że jest inny. Oskarżony jest grubszy. 

Wczoraj sąd wysłuchał także zeznań trzech sióstr zamordowanej Heleny K. Filomena S., do której Helena jechała z wizytą krytycznego dnia, zeznawać miała, jako pierwsza. Na widok zabójcy siostry. kobieta ta zemdlała, nie zdążywszy odpowiedzieć na pierwsze pytanie sądu. Pierwszej pomocy natychmiast udzielili obecni na sali lekarze-biegli, których grono powiększyło się wczoraj do 5 specjalistów. Filomena S. udzielała następnie sądowi wyjaśnień siedząc na krześle. Gdy po swej wypowiedzi wstała - zemdlała po raz drugi. Otoczono ją powtórnie troskliwą opieką. 

Wczoraj złożył przed sądem zeznania ojciec dziecka żony St. Modzelewskiego - Stanisław G. Znajomość z nią zawarł w 1961 r. Mieszkali wtedy razem przez dwa tygodnie w jego mieszkaniu w Warszawie. Świadek ten potwierdził, że był poinformowany, że w 1962 r. przyszło na świat jego dziecko. 

Sąd: Czy żona Modzelewskiego mówiła coś o współżyciu z mężem? 

Świadek: Mówiła, że ją bije i że nic ich nie łączy. Zbrzydło jej takie życie. 

Z wezwanych 100 świadków, nie zgłosiła się m. in. siostra oskarżonego. Kwestia jej zeznań zostanie wyjaśniona w dniu dzisiejszym. Po zakończeniu postępowania dowodowego głos będą mieli biegli, rzecznicy oskarżenia oraz obrońcy.

                                                                                                      M.KRAJOWNA

piątek, 5 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.6

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-30 R. 24 nr 25

Po czterodniowej przerwie, na wokandzie Sądu Wojewódzkiego znalazła się ponownie sprawa 40-letniego Stanisława Modzelewskiego, osławionego mordercy kobiet. Wczorajszy, siódmy dzień rozprawy, stanowił jeden z punktów kulminacyjnych procesu. Oskarżony o dokonanie zabójstw 7 kobiet Stanisław Modzelewski, złożył w pierwszych dniach procesu szczegółowe zeznania dotyczące napadów na kobiety w latach 1952-67. Jego wersja wydarzeń, w uderzający sposób zgadzała się z zeznaniami nieraz nawet drugoplanowych świadków. Oskarżony nie mogąc przewidzieć, w jaki sposób spotkania z nim przedstawiać będą kobiety, które usiłował zamordować, podał też w procesie wiele charakterystycznych szczegółów o wypadkach, w których przestraszony porzucał swe maltretowane ofiary. Z kobietami tymi, po uplywie 15 lat, spotkał się teraz oko w oko na sali sądowej. Wczoraj przed sądem stawiło się 5 napadniętych kobiet, należących do grupy głównych świadków oskarżenia. Sąd wysłuchał zeznań Wandy O. napadniętej 15 czerwca 1953 r. w Łodzi, w okolicy, w której wówczas mieszkał oskarżony. Przed śmiercią uratowały ją strzały strażnika przemysłowego, oddane po jej wołaniu o pomoc. Zeznawały też Zofia B. i Aleksandra L. na które St. Modzelewski napadł w Justynowie, napadnięta w okolicy Chocianowic Janina W. raz Stefania J., na którą St. Modzelewski napadł w Łodzi 21.VI. 1955 r. Niezwykle dramatyczny przebieg miały zeznania Wandy O. Przed sądem staje starannie ubrana kobieta lat około 40. Na jej widok oskarżony spuszcza głowę. Łamiącym się głosem kobieta oświadcza, że nie jest w stanie opisać jeszcze raz tego, co jej się przydarzyło gdy w 1953 r. będąc w szóstym miesiącu ciąży, wracała po pracy do domu. Sąd odczytuje więc jej zeznania z akt śledztwa. Wanda O. została napadnięta w chwili gdy wyprzedzała na ścieżce obcego mężczyznę. Uderzył ją w głowę, ścisnął za gardło i przewrócił. Związał ręce i zdjął obrączkę, krzycząc: „Ja cię wykończę za to, żeś krzyczała". Leżącą bił kablem po gołym ciele i kazał liczyć razy. 

Sąd pyta świadka: Dlaczego świadek nie chciała tego sama zeznać? 

Świadek: Bo jest mi ciężko. 

Sąd: Czy twarz napastnika pani zapamiętała? 

Swiadek: Nie. Szedł przede mną, a później przewrócił mnie twarzą do ziemi. 

Sąd: Czy rozpoznałaby go Pani?

Świadek: Nie.

Sąd: Świadek powiedziała oskarżonemu, że jest w ciąży?

Świadek: Tak, zaraz jak mnie tylko przewrócił.

Sąd: czy coś powiedział?

Świadek: Nie.

Sąd: Jak długo przebywała Pani w szpitalu po tym napadzie?

Świadek: Nie pamiętam dokładnie. Chciałam wrócić szybko do domu, obawiałam się bowiem jakiegoś napadu na dziecko. Myślałam, że wchodzą w grę sprawy pieniężne. Sąd zwraca się do oskarżonego: Czy przypadek opisany przez świadka miał taki przebieg?

Oskarżony: Tak.

Wanda O. natychmiast po złożeniu zeznań opuszcza salę rozpraw.

Podobny przebieg wypadków opisały inne kobiety, które przy szczęśliwym zbiegu okoliczności wydostały się z rąk oprawcy. Zofia B., napadnięta została w Justynowie blisko swego domu, ·w chwili gdy obawiając się idącego przed nią mężczyzny, poczuła się już bezpieczniejsza. Mężczyzna nagle zawrócił i krzyknął:„Stój, bo strzelam", potem rzucił się na nią, przewrócił i zaczął dusić. Gdy ostatkiem sił przeraźliwie krzyknęła, napastnik począł uciekać przez pola. Zeznawał także mąż napadniętej, który w miejscu gdzie pozostały ślady na świeżo zaoranej ziemi, znalazł później kabel i taśmę.

Sąd: Czy w tym miejscu zdarzył się już kiedyś podobny wypadek?

Swiadek: Tak. została tam także napadnięta moja znajoma, która szła wtedy z drugą kobietą. Napastnik ukradł jej paczkę, w której wiozła suchy chleb dla kur. 

Sąd pyta oskarżonego: Czy pamiętacie wydarzenie w czasie którego terroryzowaliście kobietę słowami: „Stój, bo strzelam ?

Oskarżony: Tak. Ale to było wtedy. gdy zabrałem paczkę z chlebem.

Zeznania dotyczące drugiej napadu w Justynowie, na dwie idące razem obok toru kobiety składały Aleksandra i Hlina S. Po ich zeznaniach sąd pyta oskarżonego: 

Czy taki był przebieg tego wypadku? 

Oskarżony: Tak, a szczegóły to chyba świadek najlepiej  zapamiętała. 

Jako ostatnia z kobiet, które przeżyły brutalne napady St. Modzelewskiego, zeznawała wczoraj Stefania J. 21 czerwca 1955 r. wracała późno z pracy w aptece, gdy spostrzegła siedzącego w życie mężczyznę . Tak, jak inne swe ofiary St. Modzelewski przewrócił ją, uderzył w głowę, tłukąc okulary, jedną ręką du- sił i bił, a drugą kneblował usta. Gdy napadnięta udała, że straciła przytomność (być może to właśnie ją uratowało), ściągnął jej z ręki zegarek i przed odejściem kilka razy kopnął.

Sąd: Czy świadek coś mówiła w czasie, napadu'! 

Świadek: Zapytałam czego ode mnie chce i powiedziałam, że by mnie puścił, bo śpieszę do dziecka. Odpowiedział bardzo ordynarnie, że mi pokaże czego chce. 

Sąd: Czy świadek przypomina sobie napastnika? 

Świadek: Nie, pamiętam jednak jego głos, jest bardzo podobny do głosu oskarżonego. 

Obrońca: Czy napastnik dał jakoś do zrozumienia, co było przyczyną napadu, że chodziło może o gwałt? 

Swiadek: Nie. 

Zeznają wczoraj kobiety, Choć w podobny sposób terroryzowane i brutalnie maltretowane, w czasie napadów nie były w stanie wywnioskować co chciał osiągnąć bandyta. Przedmioty, które im kradł, nie miały większej wartości. W chwili napadu, żadna z nich nie wiedziała, że w podobnych okolicznościach kilka innych kobiet poniosło śmierć. 

                                                                                                            M. KRAJOWNA

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz. 5

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-25 R. 24 nr 21

                                 "WAMPIR Z GAŁKÓWKA" PRZED SĄDEM

                                             Dalszy ciąg zeznań świadków

    Podczas wczorajszego szóstego dnia procesu przeciwko Stanisławowi Modzolewskiemu, sędziowie, oskarzyciele publiczni i biegli badali podczas przesłuchań kolejnych świadków okoliczności, które towarzyszyły w dniu 2.I.1955 r. zabójstwu 24-letniej Ireny D. oraz 29.III. 1956 r. śmierci 18-letniej uczennicy Heleny W.

    Irena D., mieszkanka wsi Borowa koło Gałkówka, w dniu swej tragicznej śmierci tj. w niedzielę udała się pociągiem do Łodzi, gdzie była umówiona z kolegą. W Łodzi widziano ją ok. godz. 21.50. Do domu nie powróciła. Jej zwłoki odnalazł nad ranem na odcinku prowadzącym od stacji do wsi świadek Antoni P. i zawiadomił o tym swą sąsiadkę Zofię T. Rozpoznała ona w zamordowanej kobiecie swoją siostrzenicę Irenę D. i zawiadomiła milicję. Stwierdzono, że kobieta ta została zadławiona. Liczne uszkodzenia ciała ofiary wskazywały na odbycie gwałtownej walki z napastnikiem.

    Okoliczności, które towarzyszyły temu zabójstwu, sąd badał wczoraj szczególnie wnikliwie.

    Oskarżony zeznał w śledztwie, że udał się 2.I. 1955 r. do Gałkówka, by odebrać od jednego z nabywców kradzionego cementu resztę należności, a w razie odmowy podpalić jego zabudowania. Ponieważ po ciemku nie mógł rozpoznać zabudowań, zmienił zamiar i skierował się przez pole ku stacji. Wtedy spotkał Irenę D.. Po "zajściu" - jak to nazywa - z młodą kobietą udał się na stację, gdzie powiedział kolejarzowi, że na polu leży pijak.

    Na temat tego zdarzenia zeznawał wczoraj ówczesny dyżurnu ruchu w Gałkowie - Jerzy G. Okazuje się, że oskarżony i świadek nie rozpoznają się. Dyżurny z Gałkówka zeznał, że wówczas około godziny 2 w nocy przyszedł pasażer kupujący bilet do Łodzi. Mimo wywieszek informował się przy okienku o godzinę odjazdu pociągu. Przy kupnie biletu, powiedział, że za stacją leży pijany. Najbliższy pociąg do Łodzi był około 5 rano, a poprzedni przed północą. 

    Około godz. 4 nad ranem na stację szedł wuj Ireny D. i ujrzał leżące na polu przypruszone śniegiem jakieś ciało. Sądził, że to ogólnie znany pijak z Borowej i poszedł zameldować o tym na posterunek. Milicjantów nie zastał. Wtedy i on  na stacji poinformował dokładnie dyżurnego, że na polu lezy pijany i poprosił o powiadomienie MO.

     Sąd sprawdza te zeznania jeszcze raz, przesłuchując dyżurnego ruchu. Stwierdza on, że jest to możliwe, że po raz drugi odebrał taką informację. Na posterunek nie dzwonił, ponieważ wiedział, że funkcjonariusze pełnią w terenie służbę patrolową.

    Sąd zapytuje oskarżonego dlaczego na stacji podał informację o "pijaku". Oskarżony: 

- Chodziło mi o ratowanie tej kobiety, myślałem, że jeszcze żyje. Nie miałem jej zamiaru zabić.

    Podczas wczorajszego przesłuchania, jeszcze raz odżyły szczególnie dramatyczne okoliczności śmierci młodziutkiej uczennicy łódzkiego Technikum Handlowego. Została ona zamordowana na wiosnę 1956 r., w jasny dzień, w chwili gdy wracała z Brzezin, dokąd wysłała ją siostra mężatka po wyprawkę dla niemowlęcia.

    Oskarżony St. Modzolewski, jechał wtedy z Warszawy do Łodzi na święta i wysiadł w Gałkówku. Sąd pyta oskarżonego co zrobił wówczas z zabraną dziewczynie wyprawką. Oskarzony: - Nie wiem. Miałem z tą wyprawką do czynienia, ale nie wiem co z nią zrobiłem.

    Po dokonaniu morderstwa, oskarżony udał się na stację, gdzie papierem oczyścił buty. Gdy po godzinie odnaleziono zabitą, pies tropiący MO zaprowadził po śladach do tego papieru pod ławką dworcową. Złoczyńca wcześniejszym pociągiem zdążył odjechać do Łodzi.

    Wczoraj sąd zakończył przesłuchiwanie około połowy ze stu wezwanych świadków. Dalszy ciąg rozprawy i przesłuchań odbywać się będzie 29 stycznia. Świadkowie, którzy odpowiadać mieli dzisiaj, zostaną wezwani na 30 b.m.

                                                                                                          M. Krajówna











czwartek, 4 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.4

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-24 R. 24 nr 20



Wczoraj, w piątym dniu rozprawy karnej przeciwko osławionemu „wampirowi" z Gałkówka, Stanisławowi Modzelewskiemu zeznania składało 17 świadków. .Fakty przez nich przytaczane dotyczyły okresu sprzed 16 i 17 lat i związane były z niektórymi okolicznościami, które towarzyszyły pierwszym trzem morderstwom dokonanym przez wówczas 23-letniego St. Modzelewskiego na 61 letniej Józefie P. w lesie Zielona Góra koło Gałkówka, 32-letniej Marii K. w lesie Modlica koło Tuszyna oraz na 21-letniej Teresie P. w Józefowie koło Łodzi. W okresie między tymi trzema zabójstwami, a następnym morderstwem w styczniu 1955 r. dokonanym na 24-letniej Irenie D. St. Modzelewski trzykrotnie w 1953 i 1954 roku usiłował dokonać morderstw na kobietach w podobnych okolicznościach. 

Miejsca, w których robił zasadzki na kobiety, oskarżony znał dobrze. Po terenie powiatu łódzkiego i brzezińskiego poruszał się często samochodem, służąc w wojsku jako kierowca w batalionie budowlanym. 

Zwraca uwagę charakterystyczny szczegół z tego okresu. Służbę wojskową na terenie województwa łódzkiego St. Modzelewski rozpoczął na wiosnę 1951 roku. W grudniu tego roku ożenił się z łodzianką, a po upływie 7 miesięcy popełnił „mord z lubieżności" na 67-letniej kobiecie. 22 grudnia 1952 r., St. Modzelewski zwolniony z wojska zamieszkuje u żony w Łodzi i po upływie 5 dni, w czasie jej nieobecności, wybiera się tramwajem linii Łódź - Tuszyn do Modlicy, gdzie znajduje sobie następną ofiarę. O okolicznościach towarzyszących zabójstwu w Modlicy, dokonanym na mężatce, matce 5-letniej dziewczynki i 6-letniego chłopca, zeznawali wczoraj: leśniczy, który pomógł odszukać jej zwłoki, brat ofiary, jej krewny, siostra i mąż. Maria K. przybyła w grudniu do rodziców w Rydzynkach na święta. 27 grudnia 1952 r. wybrała się do Łodzi po lekarstwa dla dzieci i już nie wróciła. Odnaleziono ją w lesie uduszoną własnym szalikiem. Zeznania świadków pokrywają się z zeznaniami oskarżonego. Mąż Marii K. potwierdza, że na miejscu zabójstwa nie znaleziono złotej obrączki, srebrnego pierścionka oraz około 3 metrów materiału, który jego żona miała w torbie. Wczoraj sąd przesłuchał także osoby, które w lipcu 1952 r. zetknęły się z okolicznościami zabójstwa 67-letniej .Józefy P. - m.in. ówczesnego komendanta posterunku MO w Gałkówku, robotnika leśnego i kobiet, które były wtedy w lesie na jagodach, tak jak Józefa P.

Jak wynika z zeznań złożonych przez ówczesnego kolegę St. Modzelewskiego w większej grupie pili wtedy wódkę w restauracji w Gałkówku. Świadek ten słyszał, że st. Modzelewski w dniu tym po pijanemu pobił podoficera na stacji w Koluszkach i zatrzymany został w areszcie. Świadek ten określa oskarżonego i jako człowieka niezrównoważonego, który łatwo się unosił. Biegły zapytuje świadka, w czym się to wyrażało. 

-  No, choćby w używaniu „łaciny. 

Wczoraj złożył także zeznanie funkcjonariusz MO, który 29 lipca 1952 r. pełnił służbę w dyżurce aresztu w Koluszkach. stwierdza, że nie wie dlaczego człowiek ten był wtedy zatrzymany, ale pamięta, że leżał na pryczy mocno pijany. Dziś można przypuszczać, że w awanturze wywołanej w Koluszkach i zatrzymaniu, oskarżony chciał sobie wówczas stworzyć na wszelki wypadek alibi. 

Wczoraj zeznawali także dwaj bracia zamordowanej 28 lutego 1953 r. Teresy P. W sobotę wieczorem młoda kobieta wracała z zakupami do domu, gdy na polnej drodze spotkała Modzelewskiego. Starszy brat był po odnalezieniu zwłok na miejscu zbrodni. 

Sąd: Czy były tam ślady świadczące o walce? 

Swiadek: Wyraźne, siostra była silna, ale napastnik silniejszy. 

Prokurator: Czy świadek był na miejscu gdy do akcji ścigania użyto psa milicyjnego? 

Swiadek: Tak, pies doprowadził po śladach do przystanku tramwajowego przy ul. Skrajnej. I to oświadczenie zgodne jest z tym co podał oskarżony. Z tego przystanku, po napadzie St. Modzelewski wrócił wtedy tramwajem do domu. Przez cały czas zeznań świadków, nie było wczoraj widać twarzy oskarżonego. Skulił się na ławce i nisko zwiesił głowę. Dziś w dalszym ciągu zeznają świadkowie. 

                                                                                                                        M. KRAJ()WN A

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.3

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-21 R. 24 nr 17

                                    "WAMPIR Z GAŁKÓWKA" PRZED SĄDEM.

                                             TRZECI DZIEŃ PROCESU

W trwającym przed Sądem Wojewódzkim dla woj. łódzkiego procesie karnym przeciwko 40-letniemu Stanisławowi Modzelewskiemu, osławionemu „wampirowi z Gałkówka", wczoraj sąd zarządził przerwę. Pierwsze dni procesu, zgodnie z harmonogramem rozprawy poświęcone były przesłuchaniom oskarżonego. Przychylając się do życzenia oskarżonego, zeznaniom dotyczącym najbardziej intymnych momentów jego życia osobistego, poświęcony został dodatkowy dzień procesu. Zeznania te sąd odbierać będzie dziś w godzinach popołudniowych, przy drzwiach zamkniętych, bez udziału publiczności. Harmonogram rozprawy przewiduje, że w dniach od 22 do 25, a następnie 29 i 30 stycznia, sąd przesłuchiwać będzie świadków, których lista obejmuje 100 osób,. Na środę wezwanie otrzymały m. in. żona oskarżonego oraz córka jednej z ofiar St. Modzelewskiego 87-letniej mieszkanki Warszawy. 

                                                                                                                              M. K



środa, 3 stycznia 2024

Wampir z Gałkówka - Dziennik Łódzki - 1968 - cz.2

 

Dziennik Łódzki. 1969-01-17 R. 24 nr 14

                                     Dziś początek procesu "wampira z Gałkówka"

                            ZABÓJCA 7 KOBIET NA ŁAWIE OSKARŻONYCH

W Sądzie Wojewódzkim w Łodzi, rozpoczyna się dziś rozprawa karna przeciwko Stanisławowi · Modzelewskiemu, nazwanemu przez opinię publiczną „wampirem z Gałkówka". 40-letni kierowca, przed aresztowaniem zamieszkały w Warszawie, stoi pod zarzutami najpoważniejszego wykroczenia przeciwko prawu, jakim jest zamach na życie ludzkie. St. Modzelewski, oskarżony jest o dokonanie w okresie od 1952 r. do września 1961 r. siedmiu zabójstw kobiet na tle seksualnym. Najstarsza z kobiet miała 87 lat, a najmłodsza 18 lat. Ponadto zarzuca się mu 6-krotne usiłowanie zabójstwa kobiet, dokonanie dwu rozbojów połączonych z kradzieżą oraz nielegalne posiadanie rewolweru typu „Nagan". Oskarżony St. Modzelewski sądzony będzie w okresie od 17 do 31 stycznia br. Skład sędziowski złożony będzie z trzech sędziów zawodowych. Bronić go będą wyznaczeni z urzędu dwaj adwokaci łódzcy. Proces łódzkiego „wampira" należy do najbardziej niezwykłych w historii polskiej i światowej kryminalistyki. Przestępstwa tego typu, nie należące do częstych, są szczególnie trudne do wykrycia. Potwierdza to także przypadek St. Modzelewskiego. Zmieniając często miejsce zamieszkania i zatrudnienia (pracował m. in. w rudzkiej wykończalni przemysłu bawełnianego, ZPB im. Liebknechta, na Lublinku oraz w kilku przedsiębiorstwach warszawskich), dopuszczał się on znanych medycynie sądowej jako najwyższe stadium sadyzmu - „zabójstw z lubieżności" w ciągu 15 lat. Starannie unikał zdemaskowania. Był człowiekiem niepozornym, przeciętnym (3 klasy szkoły podstawowej), posiadał rodzinę (żonę oraz jedno dziecko na utrzymaniu). Proces St. Modzelewskiego przygotowany został szczególnie starannie. Poznanie mechanizmów działania tego rodzaju przestępców ma bowiem olbrzymie znaczenie przy eliminowaniu ich z życia społecznego. Zarzuty aktu oskarżenia przeciwko „wampirowi z Gałkówka" spisano na 82 stronach. 15 tomów akt śledczych, zawiera 3500 kart dokumentacji. Dołączono do nich wykaz 124 innych dowodów z oględzin miejsc zabójstw, protokóły i film z wizji lokalnej, taśmy magnetofonowe z zeznaniami oskarżonego, wyniki badań daktyloskopijnych, liczne dowody rzeczowe oraz 4 opinie biegłych-psychiatrów. W procesie zeznawać będzie 100 świadków • 

                                                                                                                    M. KRAJÓWNA



poniedziałek, 13 lutego 2023

Witkowice - Łaznowska Wola - Borowa - Brzeziny - Bitwa o Łódź - Kölnische Zeitung - 1915

 

                         BITWA POD WITKOWICAMI 24 LISTOPADA 1914 R.

     W nocy z 23 na 24 listopada 1914 r. udało się przebić dywizji gwardii pod Brzezinami, przerywając tym samym pierścień, który Rosjanie, jak sądzili, zamknęli już wokół naszego korpusu. 24 listopada nasza dywizja kawalerii miała za zadanie osłaniać wyjazd korpusu rezerwowego i jego bagaży na południe od Brzezin. Sekcja wywiadowcza, dwie lekkie radiostacje i sekcja inżynieryjna dywizji otrzymały rozkaz samodzielnego przemarszu z rejonu Łaznowskiej Woli przez Borową, Witkowice do Brzezin, aby tam zająć kwatery. wydłużona wieś Witkowice, w której miała się rozegrać bitwa, rozciąga się w płytkim zagłębieniu z zachodu na wschód; teren wznosi się łagodnie w kierunku południowym. Ze wschodniego krańca wsi ścieżka prowadzi przez wzgórze, obok kilku domów na zachód od majątku Koluszki, w dół do potoku Mroga; zaledwie kilka tysięcy metrów na południe od przeprawy przez potok znajduje się mały strumyk.

     Gdy oddział wywiadowczy, który maszerował na początku wspomnianych dywizji, dotarł do tego wyłomu, jego dowódca, por. Graf zu Erbach, został poinformowany przez oficera artylerii, że wszędzie w wyłomie znajdują się jeszcze dywizje rosyjskie. W efekcie dysponuje on punktem sformowanym pod kierownictwem por. Schmandta, który wykrywa ruchy rosyjskiej piechoty na południe i zachód od Witkowic. Patrol oddziału wywiadowczego, prowadzony przez por. Grafa zu Erbacha, wkrótce pojmuje kilku Rosjan w pobliżu domów na zachód od Gut Koluszki, a dwa porzucone rosyjskie działa na południe od tych domów zostają unieszkodliwione przez głównego lekarza weterynarii oddziału wywiadowczego, dr Habichta, i kilku jeźdźców.

    Tymczasem dywizje kontynuowały marsz na Witkowice. Sytuacja staje się krytyczna, gdyż silniejsza piechota rosyjska pokazuje się teraz w Witkowicach i na zachód od tej wsi. Porucznik Graf zu Erbach szybką decyzją nakazuje nielicznym jeźdźcom swojej dywizji, osłoniętym za wzgórzem, uformować kolumnę z szerokimi przerwami między nimi, aby zmylić wroga co do niewielkiej siły swojego oddziału, i rusza do ataku. Sukces odpowiada odważnej decyzji, kilku rosyjskich oficerów i około 4-400 ludzi poddaje się, nie próbując nawet zaoferować oporu.

    W międzyczasie oficerowie lekkich radiostacji podążających za oddziałem informacyjnym, por. Wickop i por. Baltzer, również nie pozostali bezczynni. Udało im się zaprzęgnąć jedno z dwóch wspomnianych już rosyjskich dział w konie zabrane z oddziału radiooperatorów. Właśnie w momencie, gdy mieli podążać na swoje stanowiska ze zdobytym działem, kolumna otrzymała ciężki ogień piechoty z zachodu. Konie jednej stacji radiowej stają się płochliwe i galopują w kierunku rezerwy. Na szczęście jednak pojazd w porę się zatrzymuje, bo pęka dyszel i jeden z koni zostaje potrącony. Wybucha ożywiona potyczka.  Radiooperatorzy i saperzy, których oddział przybył w międzyczasie, zajęli wraz z pozostałymi ludźmi z oddziału wywiadowczego i częścią załóg przybyłej tu również kolumny amunicyjnej artylerii pieszej rodzaj pozycji recepcyjnej na wschód od Witkowic i odpowiedzieli ogniem rosyjskim. Pod osłoną ognia tej pozycji odbiorczej wycofały się na razie załogi dywizji wywiadowczej z jeńcami, natomiast dwa pojazdy dywizji inżynieryjnej, które pozostały w rejonie ognia nieprzyjaciela, można było jeszcze zabrać po odprzęgnięciu koni.

    W wyniku żywego ognia naszych strzelców ogień nieprzyjaciela stopniowo słabł, by po kilku minutach całkowicie ustać. Następnie dzielni strzelcy, prowadzeni przez Oberlt. Wacketanz z radiostacji i por. Krug z sekcji pionierów, przechodzą teraz do ataku: radiooperatorzy, załogi sekcji wywiadowczej, pionierzy, artylerzyści, wszyscy razem idą do przodu i niewielkiej grupie udaje się schwytać dużą liczbę Rosjan. Z podniesionymi rękami Rosjanie podchodzą ze wszystkich stron i poddają się. Więźniowie są natychmiast sortowani, a nowo przybyli zmuszani są groźbami do wyrzucenia karabinów. Porucznik Wickop przeszukuje okoliczne domy i zbiera około 50-60 Rosjan. Porucznik Krug z 12 ludźmi ze wspomnianej kolumny artyleryjsko-amunicyjnej próbuje schwytać kolejnych 500 Rosjan, którzy znajdują się w pewnej odległości. Gdy podchodzi do Rosjan ze swoimi kilkoma ludźmi, ci wystawiają ręce i pozwalają mu podejść na odległość 30 metrów. Nagle jednak rzucają się na niego i otwierają żywy ogień. Niemcy natychmiast odpowiedzieli ogniem, interweniowała również niemiecka piechota, która pojmała Rosjan, dzięki czemu por. Krug mógł teraz wrócić z pojazdami swojej dywizji.

   Zapadające w międzyczasie ciemności uniemożliwiły dalsze działania, a oddziały rozpoczęły marsz w kierunku Brzezin, zabierając ze sobą jeńców. Niestety, zdobyte działa i karabiny maszynowe, po uczynieniu ich w odpowiedni sposób bezużytecznymi, musiały pozostać na miejscu, gdyż brakowało niezbędnych środków transportu. Policzenie wziętych jeńców ujawniło jednak imponującą liczbę 8 oficerów i 876 ludzi (nie licząc jeńców wziętych przez piechotę), którzy złożyli broń przed 7 niemieckimi oficerami i zaledwie około 100 ludźmi.

Witkowice – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie brzezińskim, w gminie Brzeziny. W Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich z roku 1881 możemy między innymi przeczytać: „Witkowice, wieś i folwark w pow. brzeziński, gm. Lipiny, par. Brzeziny. Wikipedia

Źródło: Aukcja internetowa.


                                           VOM ÖSTLICHEN SCHAUPLATZ

                    DAS GEFECHT BEI WITKOWICE AM 24. NOVEMBER 1914.

    In der Nacht vom 23. zum 24. November 1914 war der Durchbruch der Garde-Division bei Brzeziny geglückt und dadurch der Ring, den die Russen um unsere Korps schon geschlossen zu haben glaubigen, gesprengt. Um 24. November hatte unsere Kavallerie-Division die Aufgabe, südlich Brzeziny den Abmarsch des Reservekorps und seiner Bagagen auf Brzeziny zu decken. Die Nachrichtenabteilung, die beiden leichten Funkerstationen und die Pionierabteilung der Division erhielten den Befehl, selbständig aus der Gegend von Laznowska Wola an Borowa vorbei über Witkowice auf Brzeziny zu marschieren, um in der dortigen gegend Quartiere zu beziehen. das langgestreckte Dörfchen Witkowice, wo das zu schieldernde gefecht sich abspielte, zieht sich in einer flachen Mulde von Westen nach Osten hin; nach Süden zu steigt das Gelände sanft an. Vom Ostausgang des Dorfes führt ein weg über die Anhöhe hinweg, an einzelnen Häusern westlich des Gutes Koluszki vorbei hinab zum Mroga-Bach; nur wenige 1000 m südlich des Bachüberganges befindet sich ein kleines Borwerk.

    Als die Nachrichten-Abteilung, die am Anfang der genannten Abteilungen marschierte, dieses Vorwerk erreicht, wird ihr Führer, Lt. Graf zu Erbach, durch einen Artillerieoffizier darauf aufmerksam gemacht, daß sich im Vorgelände überall noch russische Abteilungen befinden. Infolgedassen läßt er eine Spitze unter Führung der Lt. Schmandt bilden, der Bewegungen russischer Infanterie südlich und westlich Witkowice feststellt. Eine patrouille der Nachrichten-Abteilung, die unter Führung des Lt. Graf zu Erbach vorausreitet, nimmt alsbald bei den Häusern westlich Gut Koluszki einige Russen gefangen, während zwei südlich dieser Häuser stehende verlassene russische Geschützte durch den Oberveterinär der Nachrichten-Abteilung Dr. Habicht und einige Reiter unbrauchbar gemacht werden.

    Unterdessen haben die Abteilungen ihren Marsch auf Witkowice fortgesetzt. Die Lage wird kritisch, da sich jetzt stärkere russische Infanterie in Witkowice und westlich dieses Dorfes zeigt. Kurz entschlossen läßt Lt. Graf zu Erbach die wenigen Reiter seiner Abteilung, hinter einer Anhöhe gedeckt, ein Glied bilden, mit weiten Zwischenräumen, um den gegner über die geringe Stärke seiner Schar zu täuschen, und reitet zur Attacke an. Der Erfolg entspricht dem kühnen Entschluß, mehrere russische Offiziere und etwa 4-400 Mann ergeben sich, ohne auch nur den Versuch zu machen, Widerstand zu leisten. 

    Auch die Offiziere der der Nachrichten-Abteilung folgenden leichten Funkerstationen, Lt. Wickop und Lt. Baltzer, sind mittlerweile nicht untätig geblieben. Es ist ihnen gelungen, eins der beiden bereits erwähnten russischen Geschütze mit Pferden, die sie der Funkererabteilung entnommen haben, zu bespannen. Als sie gerade im Begriff sind, mit dem erbeuteten Geschütz ihren Stationen zu folgen, erhält die Kolonne aus westlicher Richtung heftiges Infanteriefeuer. Die Pferde der einen Funkerstation werden scheu und galoppieren auf die Reserven zu. Zum Glück kommt das Fahrzeug jedoch noch rechtzeitig zum Stehen, da die Deichsel bricht und eins der Pferde getroffen wird. Ein lebhaftes Gefecht entbrennt.  Funker und Pioniere, deren Abteilung inzwischen auch herangekommen ist, nehmen zusammen mit zurückgebliebenen Leuten der Nachrichten-Abteilung und einigen Mannschaften einer hier ebenfalls eingetroffenen Fußartillerie-Munitionskolonne eine Art Aufnahmestellung östlich Witkowice ein und erwidern das Feuer der Russen. Unter der Schutze des Feuers dieser Aufnahmestellung ziehen sich die Mannschaften der Nachrichten-Abteilung mit den Gefangenen zunächst zurück, während zwei Fahrzeuge der Pionierabteilung, die im Bereich des feinblichen Feuers liegen geblieben sind, nach Ausspannen der Pferde noch fortgeschafft werden können.

    Infolge des lebhaften Feuers unserer Schützen nimmt das feindliche Feuer allmählich an Stärke ab, um nach wenigen Minuten ganz aufzuhören. Da gehen die mutigen Schützen, geführt von Oberlt. Wacketanz von der Funkenstation und Lt. Krug von von der Pionierabteilung, nun ihrerseits zum Angriff über: die Funker, die Mannschaften der Nachrichten-Abteilung, die Pioniere, die Artilleristen, sie alle gehen gemeinsam vor, und es gelingt der kleinen zusammengewürfeltn Schar, eine große Anzahl von Russen gefangenzunehmen. Mit erhobenen Händen kommen die Russen von allen Seiten herbei und ergeben sich. Die Gefangenen werden sofort geordnet, die neu herankommenden durch Drohungen gezwungen, ihre Gewehre wegzuwerfen. Lt. Wickop durchsucht die umliegenden Häuser und sammelt dabei noch etwa 50-60 Russen. Lt. Krug versucht mit 12 Mann der erwähnten Artillerie-Munistionskolonne, weiter 500 Russen, die sich in einiger Entfernung befinden, gefangenzunehmen. Als er sich mit seinen wenigen Leuten den Russen nähert, nehmen diese die Hände hoch und lassen ihn auf 30 m herankommen. Doch plötzlich werfen sie sich hin und eröffnen ein lebhaftes Feuer auf ihn. Die Deutschen erwidern es sofort. da greift deutsche Infanterie ebenfalls mit ein und nimmt die Russen gefangen, so daß Lt. Krug sich nunmehr mit den Fahrzeugen seiner Abteilung zurückbegeben kann.

    Die inzwischen hereingebrochene Dunkelheit verhindert ein weiteres Vorgehen, und die Abteilungen treten unter Mitnahme der Gefangenen den Weitermarsch auf Brzeziny an. Leider mußten die erbeuteten Geschütze und Maschinengewehre, nachdem sie in geeigneter Weise unbrauchbar gemacht worden waren, stehen gelassen werden, da es an den nötigen Transportmitteln fehlte. Eine Zählung der gemachten Gefangenen ergab dafür aber die stattliche Zahl von 8 Offizieren und 876 Mann (ungerechnet der von der Infanterie gemachten Gefangenen), die vor 7 deutschen Offizieren und nur etwa 100 Mann die waffen gestreckt hatten.



Witkowice ist ein Dorf in Polen in der Woiwodschaft Łódzkie, im Kreis Brzeziny, in der Gemeinde Brzeziny. Im Geographischen Wörterbuch des Königreichs Polen und anderer slawischer Länder von 1881 ist unter anderem zu lesen: "Witkowice, Dorf und Gehöft im Kreis Brzeziny, Gemeinde Lipiny, par. Brzeziny. Wikipedia

niedziela, 12 lutego 2023

Wola Rakowa - Kurowice - Borowa - Brzeziny - Bitwa o Łódź - Kölnische Zeitung - 1934

 Następny, bardzo interesujący materiał - wspomnienie (19.11.1934 rok) z walk na terenie gminy Brójce i sąsiednich w listopadowych dniach 1914 roku.



Źródło: 

Biblioteka Uniwersytecka i Państwowa Rheinische Friedrich-Wilhelms-Universität Bonn

                                                                  NOCNY MARSZ

O godzinie pierwszej w nocy z Niedzieli Zmarłych w 1914 roku, z 22 listopada na 23 listopada, pułk 228 z 49 Dywizji Rezerwowej zebrał się przy kościele w Rzgowie. Rozkaz powrotu do Brzezin, gdzie miały się spotkać dywizje, by przebić się przez coraz ciaśniejszy pierścień armii rosyjskiej, został wydany wieczorem poprzedniego dnia. Dywizja, licząca zaledwie 3500 karabinów po ciężkich, obarczonych stratami walkach z poprzednich dni, była już w marszu na wschód do Karpina. Od dziesiątej wieczorem. W zagmatwanych, ciemnych do i z Rzgowa, pierwszy batalion oderwał się od pułku i zbyt wcześnie wymaszerował w awangardzie. Tak więc drugi i trzeci batalion, bagaż bojowy ze sobą, utworzyły samotnie straż rewanżową zgodnie z rozkazami wydanymi pułkowi. 

     Niezapomniana noc wciągnęła. Niebo było jasne jak gwiazda, nie było światła księżyca. Ścieżki były zamarznięte. Trzęsące się w kościach zimno. Toczenie wozów odbiło się echem daleko. Tylko przekleństwa w kolumnie marszowej, tylko parskanie wygłodniałych koni, terkotanie i terkotanie wozów przerywały nocną ciszę. Wszystko przeciągało się z dogorywającą wściekłością. Na froncie maszerowało to sprawnie. Ale dla nas, dla Rachmistrza, było to wieczne zatrzymywanie się i postój, potykanie się i czajenie, cofanie się i cofanie, był to jeden z tych porozrywanych, nieuregulowanych marszów, które pozornie nigdy nie chcą się skończyć i które wysysają siły jak zła choroba. I wiedzieć, że wróg dyszy nam w kark, czuć w ciemności fantastyczną grę i grozę podnieconych, nadwyrężonych nerwów, że w każdej chwili wróg może skoczyć na nas z tyłu... Niejeden już zwiesił głowę w rzekomym przeczuciu nadchodzącej zagłady. Ale zaciśnięte zęby, zaciśnięte usta, trwały godzina po godzinie w powolnym, zatrzymującym się marszu przez ciemną, niekończącą się noc. Ich groza ujawniła się zmysłowi wiedzącemu pyłki: słyszał, jak Rosjanie maszerują równoległymi ulicami na południe, w odległym dźwięku zamkniętych kolumn....

    Jeszcze częściej maszerujący wąż miauczał i drgał w przód i w tył. Należało zabezpieczyć południową flankę przed zagrożeniem ze strony nieprzyjaciela zgłoszonego pod Kalinowem (w mojej ocenie Kalino). W Hucie Wiskickiej cała straż tylna, drugi i trzeci batalion z Jägerbataillon 21 i Pionierkompanie, została ściągnięta z szańca i rozwinięta z frontem na południe i południowy wschód w wilgotnym i zimnym dnie doliny na południe od drogi marszowej. Wokół leżało znużone, zimne oczekiwanie na to, czy Rosjanin będzie naciskał. Ale nie zgłosił się. I tak po mroźnej godzinie w ciemności zebrali się i pomaszerowali dalej.

    Człowiek i koń zjednoczyli się, by czynić szybkie postępy, napędzani tępą świadomością poważnego niebezpieczeństwa, całość zatrzymała się na nowo po ledwie godzinie żmudnego dreptania i wleczenia się za człowiekiem przed nimi w ciemnościach nocy. To nie miał być ostatni przystanek. Od placówki w Giemzowie na północ od drogi zbliżał się wagon za wagonem w niekończącej się kolumnie. Cały bagaż korpusu i dwóch innych dywizji dołączył do kolumny marszowej, grzechocząc i łomocząc. Toczenie nie ustawało. Straż tylna stała godzina po godzinie w niecierpliwym mroku, zęby szczerzyły się, cicho beształy. Wielu przykucnęło na plecakach obok karabinowych phramidów lub od razu rzuciło się na zmarzniętą ziemię i spało twardym snem przeplatanym urywanymi marzeniami. Ci, których nerwy nie mogły znaleźć odpoczynku, stali tuptając i depcząc po sobie, z rękami głęboko w kieszeniach płaszcza lub spodni. Wreszcie kolumna potoczyła się przez Wolę Rakową w kierunku Kurowic, martwą prostą bezdrzewną drogą, obok małych chatek i opuszczonych domów, chat o słomianych dachach i pustych drewnianych budynków, w opustoszałej monotonii, pod górę, w dół, ku niepewnemu celowi. Coraz bardziej zaczęliśmy podejrzewać, że nie uda nam się tak łatwo wydostać z pętli, zwłaszcza gdy zobaczyliśmy, jak wszystkie oddziały, które w jakikolwiek sposób były związane z naszą dywizją, stłoczone są na tej jednej drodze marszu. Wkrótce za Kurowicami utworzono kolejną pozycję odbiorczą dla 9. K.R.D., która miała osłaniać południową flankę podczas natarcia na Tuszyn-rzgów. Pułk ustawił się w rozwinięciu bojowym po prawej i lewej stronie drogi. A teraz szwadron za szwadronem kłusował i klangorował obok. Był już ranek. Wstał lodowato szary, ponury listopadowy dzień. Przeszywający wczesny wiatr jeszcze bardziej schłodził wyczerpanych ludzi. Niektórzy zostali z tyłu, ale wlekli się znowu, bo za plecami pułku groził Rosjanin i nikt nie chciał wpaść w jego ręce. Coraz częściej straż tylna stawała się kocem zbornym zmęczonych ludzi z pułków maszerujących na przedzie. Kolorowy rój pchał się ściśle przed tylną strażą. Wszystko pędziło w kierunku Karpina, długiej, dużej wsi na wzgórzu z pięknym nowym kościołem, który otrzymał niejedno bezpośrednie trafienie. Tu należało opuścić drogę Warszawa - Łódź i skręcić na północ.

    O godz. 7.00 rozkaz został ogłoszony dywizjom, po tym jak godzinę wcześniej Naczelne Dowództwo wraz z przednią strażą 49. R.D. przekroczyło most Karpiński, który na szczęście nie został zniszczony przez Rosjan. Ogólnym celem były Brzeziny, które miały zostać osiągnięte bez względu na okoliczności do wieczora 23. Każdej dywizji przydzielono drogę marszu. Ale w owocnym przepychaniu się różnych formacji stłoczonych na najmniejszej przestrzeni powstało ogólne zamieszanie. Formacje trzymały się razem tylko w prowizoryczny sposób. Każdy pułk miał w swojej kolumnie grupy wszystkich typów. Na południe od drogi Kurowice-Karpin wyniesiono wszystkie jaskrawo kolorowe pociągi, bagaże, kolumny, transporty rannych korpusu i przydzielonych mu dywizji. Spiętrzała się tu nieprzeliczalna liczba wozów. Zanim oddziały i kolumny wyruszyły w nowym kierunku marszu, zanim niezliczone wozy rozproszyły się i ruszyły szerokim strumieniem, kilkoma rzędami na przemian, drogą na północ w kierunku Borowa, minęły godziny. Po dotarciu do Borowa, niezliczone wozy rozsunęły się i szerokim strumieniem, kilkoma rzędami obok siebie, wzdłuż drogi, ruszyły na północ w kierunku Borowa. Po osiągnięciu Borowa było pewne, że będziemy musieli zaangażować Rosjan przed Brzezinami. Zaatakowaliśmy o świcie 24, a wieczorem 24 mogliśmy sobie powiedzieć w Brzezinach, że przełom się udał.


Nasze "szaraki" -(żołnierze w szarych mundurach) z karabinami maszynowymi szukają schronienia na noc w rosyjskim domu. - Aukcja internetowa.

Unseren Feldgrauen Suchen mit ihren Maschinengewehre in einem russischen Haus Unterkunft für die Nacht. 


Um ein Uhr in der Nacht vom Totensonntag des jahres 1914, dem 22. November zum 23. November, stand das Regiment 228 der 49. Reservedivision an der Kirche von Rzgow versammelt. Der Rückmarschbefehl nach Brzeziny, wo sich die Divisionen zum Durchbruch des immer enger werdenden Ringes der russischen Armee treffen sollten, war am Abend zuvor erteil worden. Die Division, nach den schweren, verlustreichen Kämpfen der vorhergehenden Tage nur noch 3500 Gewehre stark, war schon auf dem Marsch ostwärts nach Karpin. Seit zehn Uhr abends. Im wirren, dunkeln Hin und Her in Rzgow gerit das erste Bataillon vom Regiment ab und marschierte zu früh in der Vorhut ab. So bildeten denn das zweite und dritte Bataillon, die Gefechtsbagage bei sich, allein gemäß der ans Regiment ergangenen Befehle die Rachhut. 

    Eine unvergeßliche Nacht zog herauf. Der Himmel sternenhell, kein Leuchten des Mondes. Die Wege gefroren. Eine knochenschüttelnde Kälte. Weithin hallte das Wagenrollen. Nur das Fluchen in der Marschkolonne, nur das Schnauben der hungrigen Pferde, das Rasseln und Rattern der Wagen unterbrach das nächtliche Schweigen. Alles schleppte sich mit verbissener Wut weiter. An der Spitze marschierte es sich ja wohl glatt voran. Aber für uns, für die Rachhut, war es ein ewiges Stocken und Halten, Stolpern und Lauern, Vor-und Zurückschieden, war es einer jener zerrissenen, regellosen Märsche, die schneinbar nie enden wollen und die an den Kräften zehren wie eine böse Krankheit. Und dabei zu wissen, daß der Feind uns auf dem Nacken fitzt, zu fühlen im dunkeln, phantastischen Spiel und Grauen aufgeregter, überanstrengter, überwachter Nerven, daß jeden Augenblick der Feind uns von rückwärts anspringen kann... Manch einer ließ schon den Kopf hängen im angeblichen Vorgefühl kommender Vernichtung. Doch die Zähne aufeinandergebissen, die Lippen zusammengepreßt, ging es Stunde um Stunde weiter im schleppenden, stockenden Marsch durch die dunkle, endlose Nacht. Ihr Grauen wurde pollens dem sprürenden Sinn des Wissenden offenden offenbar: Er hörte auf den südwärts parallel verlaufenden Straßen den Russen marschieren, in fernen Klang geschlossener Kolonnen...

    Noch öfter muckte und zuckte die Marschschlange hin und her. Es galt die südliche Flanke gegen die Bedrohung durch den bei Kalinow gemeldeten Feind zu sichern. Bei Huta Wiskicka wurde die ganze Nachhut, das zweite und dritte Bataillon mit dem Jägerbataillon 21 und der Pionierkompanie, von der Chaussee heruntergezogen und mit der Front nach Süden und Südosten im seuchtkalten Talgrund südlich der Marschstraße entwickelt. Es gab ein müdes, kaltes Umherliegen und Warten, ob der Russe nachdrängte. Aber er meldete sich nicht. Und so wurde dann nach einer frostbebenden Stunde im Dunkeln gesammelt und weitermarschiert.

    Mann und Pferd sich zusammennahmen, rasch voranzukommen, getrieben vom dumpfen Bewußtsein einer schweren Gefahr, stockte das Ganze nach kaum einer Stunde mühseligen Hinstoperns und ziehenden Nachtappens hinter dem Bordemann in der nächtlichen Finsternis doch von neuem. Es sollte noch nicht das letzte Halt sein. In endloser Kolonne schob sich jetzt vom Vorwerk Giemzow im Norden der Straße Wagen um Wagen heran. Die gesamte Bagage des Korps und zweier andern Divisionen fügte sich ratternd und klappernd in die Marschkolonne. Das Rollen wollte nicht aufhören. Die Nachhut stand Stunde um Stunde im dem eifigen Dunkel, zähneklappernd, leise scheltend. Viele hatten sich neben den Gewehrphramidem auf ihren Tornister gehockt oder gleich auf die gefrorene Erde geworfen und schliesen einen harten, von abgerissenen Träumen durchsetzten Schlaf. Wessen Nerven keine ruhe finden konnten, stand trippelnd und trampelnd umher, die Hände tief in den Mantel=oder Hosentaschen. Feuer durfte nicht angezündet werden, da das Licht dem Feind unsern Halt verraten hätte Endlich wälzte sich die Kolonne weiter über Wola Rakowa auf Kurowice zu, die schnurgerade baumlose Straße entlang, an kleinen Hütten und verlassenen Häusern, strohbedeckten Raten und leeren Holzgebäuden vorbei, in trostlosem Einerlei, hügelan, hügelab, einem ungewissen Ziel zu. Mehr und mehr stieg ein Ahnen auf, daß man nicht so leichten Kaufs aus der Schlinge herauskommen würde, besonders als man sah, wie alle Truppen, die nur in irgendeiner Beziehung zu unsrer Division standen, sich auf dieser einen Marschstraße zusammendrängten. Kurz hinter Kurowice langte wieder ein Aufnahmestellung bilden, um die 9. K. R. D., die beim Vormarsch auf Tuszyn-rzgow die südliche Flanke hatte decken müssen, aufzunehmen. Das Regiment baute sich in Gefechtsentwicklung rechts und links der Straße auf. Und nun trabte und klirrte Schwadron um Schwadron vorüber. Es wurde mittlerweile Morgen. Ein eisgrauer, trübseliger Novembertag stieg herauf. Der schneidende Frühwind kältete die erschöpften Leute noch mehr aus. Manch einer blieb zurück, schleppte sich aber wieder nach, denn hinter dem Rücken des Regiments drohte ja der Russe, dem niemand in die Hände fallen wollte. Mehr und mehr wurde die Nachhut das Sammeldecken ermatteier Leute der vorne marschierenden Regimenter. Ein bunter Schwarm schob sich dicht vor der Nachhut her. Alles stürmte dem auf einer Anhöhe gelegenen Karpin zu, einem langgestreckten, großen Dorf mit einen schönen neuen Kirche, die manchen Volltreffer erhalten hatte. Hier sollte die warschau-Lodz-Chaussee verlassen und nach Norden abgeschwenkt werden.

    Um 7 Uhr morgens wurde der Befehl den Divisionen bekannt, nachdem bereits eine Stunde zuvor das Generalkommando mit der Vorhut der 49. R. D. die Karpiner Brücke, die von Russen glücklicherweise nicht zerstört worden war, überschritten hatte. All gemeines Ziel bildete Brzeziny, das unter allen Umstände bis zum 23. abends erreicht werden sollte. Jeder Division wurde die Marschstraße zugewiesen. Aber bei dem fruchtbaren Gedränge und Geschiebe der auf engstem Raum zusammengepferchten vielfältigen Formationen entstand ein allgemeines Durcheinander, einer allgemeine Verwirrung. Nur notdürftig hielten die Verbände in sich zusammen. Jedes Regiment hatte Gruppen aller Gattungen in seiner Kolonne. Südlich der Straße Kurowice-Karpin waren sämtliche buntfarbigen Trains, Bagagen, Kolonnen, Verwundetentransporten des Korps und der zugeteilten Divisionen aufgefahren. Ein unabsehbarer Wagenpark hatte sich hier zusammengeknäuelt. Es dauerte Stunden um Stunden, ehe die Truppen und Kolonnen sich in die neue Marschrichtung setzen, ehe die unzähligen Wagen sich auseinanderzogen und in breiten Strom, mehrere Reihen nebeneinander, an der Straße entlang nordwärts, Borowo zustrebten. Als Borowo erst einmal einanderzogen und in breitem Strom, mehere Reihen nebeneinander, an der Straße entlang nordwärts, Borowo zustrebten. Als Borowo erst einmal erreicht war, da wurde es gewiß, daß wir noch vor Brzeziny den kampf mit den Russen eufnehmen mußten. Um 24. früh griffen wir an und am 24. abends konnten wir uns in Brzeziny sagen, daß Durchbruch gelungen war.