Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olechów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olechów. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 kwietnia 2026

Bitwa o Brzeziny 1914 roku - Horst Milnikel - Co słychać w Andrzejowie - cz.3

 Kończyła się amunicja strzelecka i artyleryjska. Brakowało żywności, ciepłej odzieży, lekarstw. Około 1000 wozów zaopatrzenia i z rannymi z braku koni ciągnęło 6.000 jeńców rosyjskich. Mróz dokuczał bardzo, w nocy - 20 stopni C., na wozach zamarzali ranni. Żołnierze obydwu walczących stron umierali z zimna w pozycji strzeleckiej 24 listopada. Sztab, wojsko z rannymi i jeńcy o godzinie 2 w nocy ruszył z Wiskitna w drogę powrotną przez Giemzów na Kurowice, żeby utrzymać w tajemnicy wycofywanie wojsk obręcze kół od wozów "żelaznych" owijano powrósłami ze słomy.

W Kurowicach z powodu ostrzału artyleryjskiego wojska rozdzielają się; dalej maszerują przez zamarznięte pola. Następne spotkanie wojsk w Brzezinach.

- 50 Dywizja maszeruje przez Rokiciny.

- 49 Dywizja maszeruje przez Borowo.

-  3 Dywizja maszeruje przez las gałkowski.

Trzecia Dywizja po przeprawie w Bukowcu przez Miazgę maszeruje na wiś Zielona Góra. Po przygotowaniach do zdobycia torów kolejowych linii Łódź - Koluszki wojska ruszają o godz. 12 w południe do natarcia.

Po uporczywych walkach tory są zdobyte. Po krótkim wypoczynku (sztab zajął kurnik w budynku dróżnika na skraju lasu gałkowskiego od strony Justynowa, gdyż w domku dróżnika byli ranni żołnierze rosyjscy), dywizja rusza o godz. 7:30 wieczorem północnym skrajem lasu gałkowskiego na Gałków i dalej przez Małczew do Brzezin. Po trzygodzinnym marszu przez pola i godzinnej walce ponownie zdobyło Brzeziny. Wzięto do niewoli dwóch generałów. W razie przedłużającego się oporu Rosjan, wschodnia część Brzezin miała być spalona. Następnego dnia dołączyły 49 i 50 Dywizja, które przełamały pierścień okrążenia w okolicach wsi Borowo i Chrusty Stare.

Razem ruszono w kierunku na Lipiny. Artyleria zajęła stanowiska wokół wsi Polik. Tam została zaskoczona atakiem rosyjskiej piechoty. Straciła dwa działa, które 8 dni później zostały wystawione w Petersburgu jako trofea wojenne. Nocą po przełamaniu linii frontu zgrupowanie znalazło się po niemieckiej stronie frontu. Dowódcom wojsk rosyjskich bardzo zależało na wzięciu do niewoli w/w. zgrupowania, gdyż naczelny dowódca Wojsk Rosyjskich wielki książe Mikołaj Mikołajewicz już dwa dni wcześniej ogłosił, że zgrupowanie zostało okrążone i wzięte do niewoli. Dowódcy dobrze wiedzieli, że nie tylko szeregowi żołnierze, ale też generałowie którzy popadli w niełaski, dostawali bilet na Syberię - w jedną stronę.

Ponieważ korpus, który działał w naszej najbliższej okolicy w ciągu dwóch tygodni był ciągle w natarciu lub w odwrocie, atakowany ze wszystkich stron przez wojska rosyjskie, poległych żołnierzy pochowali Rosjanie w masowych grobach.

W okresie okupacji hitlerowskiej groby ekshumowano, około stu poległych zabrały rodziny do Niemiec. Poległych rozdzielono. Cmentarze są wspólne ale mają część rosyjską i niemiecką.

Jak już wspominałem, kwatery poległych Polaków są w części niemieckiej jak i rosyjskiej.

Niemcy gen. Litzmanna okrzyknęli bohaterem. Łódź w okresie okupacji nazwano Litzmannstadt. Pomnik Tadeusza Kościuszki miano obalić, na jego miejscu miał stanąć pomnik generała Litzmanna.

Po tych działaniach linia frontu nieznacznie zmieniła się. Wojska okopały się i przeszły do wojny pozycyjnej.

Ofensywa Niemiecka odniosła taki skutek, że Rosjanie nie rozpoczęli zaplanowanego natarcia na Wrocław i Berlin.

Tylko źródła niemieckie podają szczegóły tej batalii i opis walk w naszej okolicy. Informacje zaczerpnąłem z książki Teodora Jakobsa -  Der Löwe von Brzeziny wydanej w 1937 roku.

                                              Wojska Niemieckie maszerują na front.
                        Artyleria Lancelle wspiera działania piechoty. Obleganie Łodzi.

Artylerii Lancelle udało się wjechać galopem przed własną linię wojsk ostrzeliwując ogniem bezpośrednim wroga.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Die Munition für Infanterie und Artillerie ging zur Neige. Es fehlte an Lebensmitteln, warmer Kleidung und Medikamenten. Etwa 1000 Versorgungs- und Verwundetenwagen wurden mangels Pferden von 6.000 russischen Kriegsgefangenen gezogen. Der Frost war sehr bitter, nachts herrschten -20 °C, auf den Wagen erfroren die Verwundeten. Soldaten beider Konfliktparteien starben am 24. November in Schussposition vor Kälte. Der Stab, die Truppen mit den Verwundeten und die Kriegsgefangenen brachen um 2 Uhr nachts von Wiskitno auf den Rückweg über Giemzów nach Kurowice auf, um den Truppenrückzug geheim zu halten; die Felgen der „eisernen“ Wagen wurden mit Strohseilen umwickelt.
In Kurowice teilen sich die Truppen aufgrund von Artilleriefeuer auf; sie marschieren weiter über die gefrorenen Felder. Das nächste Treffen der Truppen findet in Brzeziny statt.
- Die 50. Division marschiert durch Rokiciny.
- Die 49. Division marschiert durch Borowo.
-  Die 3. Division marschiert durch den Gałkowski-Wald.
Nach der Überquerung der Miazga in Bukowiec marschiert die 3. Division auf Zielona Góra zu. Nach den Vorbereitungen zur Eroberung der Eisenbahnstrecke Łódź–Koluszki rücken die Truppen um 12 Uhr mittags zum Angriff aus.
Nach hartnäckigen Kämpfen werden die Gleise erobert. Nach einer kurzen Rast (der Stab bezog einen Hühnerstall im Haus des Gleiswärters am Rande des Gałkowski-Waldes auf der Seite von Justynów, da sich im Haus des Gleiswärters verwundete russische Soldaten befanden), marschiert die Division um 19:30 Uhr am nördlichen Rand des Gałkowski-Waldes in Richtung Gałków und weiter über Małczew nach Brzeziny. Nach einem dreistündigen Marsch über Felder und einem einstündigen Kampf erobert sie erneut Brzeziny. Zwei Generäle werden gefangen genommen. Im Falle anhaltenden Widerstands der Russen sollte der östliche Teil von Brzeziny niedergebrannt werden. Am nächsten Tag schlossen sich die 49. und 50. Division an, die den Umzingelungsring in der Nähe der Dörfer Borowo und Chrusty Stare durchbrachen.
Gemeinsam rückte man in Richtung Lipiny vor. Die Artillerie bezog Stellungen um das Dorf Polik. Dort wurde sie von einem Angriff der russischen Infanterie überrascht. Sie verlor zwei Geschütze, die acht Tage später in St. Petersburg als Kriegstrophäen ausgestellt wurden. In der Nacht nach dem Durchbruch der Frontlinie befand sich die Truppengruppe auf der deutschen Seite der Front. Den russischen Befehlshabern lag sehr viel daran, die oben genannte Truppe gefangen zu nehmen, da der Oberbefehlshaber der russischen Streitkräfte, Großfürst Nikolai Nikolajewitsch, bereits zwei Tage zuvor verkündet hatte, dass die Truppe eingekesselt und gefangen genommen worden sei. Die Kommandeure wussten sehr wohl, dass nicht nur einfache Soldaten, sondern auch Generäle, die in Ungnade gefallen waren, eine Fahrkarte nach Sibirien erhielten – ohne Rückfahrt.
Da das Korps, das in unserer unmittelbaren Umgebung operierte, zwei Wochen lang ständig im Angriff oder auf dem Rückzug war und von allen Seiten von russischen Truppen angegriffen wurde, begruben die Russen die gefallenen Soldaten in Massengräbern.
Während der deutschen Besatzungszeit wurden die Gräber exhumiert, etwa hundert Gefallene wurden von ihren Familien nach Deutschland überführt. Die Gefallenen wurden getrennt beigesetzt. Die Friedhöfe sind gemeinsam, haben aber einen russischen und einen deutschen Teil.
Wie bereits erwähnt, befinden sich die Grabstätten der gefallenen Polen sowohl im deutschen als auch im russischen Teil.
Die Deutschen erklärten General Litzmann zum Helden. Łódź wurde während der Besatzungszeit in Litzmannstadt umbenannt. Das Tadeusz-Kościuszko-Denkmal sollte gestürzt werden, an seiner Stelle sollte ein Denkmal für General Litzmann errichtet werden.
Nach diesen Maßnahmen verschob sich die Frontlinie geringfügig. Die Truppen gruben sich ein und gingen zum Stellungskrieg über.
Die deutsche Offensive hatte zur Folge, dass die Russen ihren geplanten Vorstoß auf Breslau und Berlin nicht starteten.
Nur deutsche Quellen liefern Details zu dieser Schlacht und eine Beschreibung der Kämpfe in unserer Gegend. Die Informationen entnahm ich dem 1937 erschienenen Buch von Theodor Jakobs – „Der Löwe von Brzeziny“.



poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Bitwa o Brzeziny 1914 roku - Horst Milnikel - Olechów - Kurowice - Bukowiec - Karpin - Co słychać w Andrzejowie - cz.2

 Po zdobyciu Borowej i przeprawie na rzece Miazdze w Karpinie, ruszyli dalej na Kurowice. Inna część wojsk tego zgrupowania po ciężkich walkach zdobyła wsie Brójce i Eufeminów. Dywizja gen. Litzmanna walczyła o wieś Bedoń. Rosjanie ostrzeliwali Niemców z dział ustawionych w Andrespolu i Kraszewie. Walki toczyły się nocą przy temperaturze - 10 stopni. Wieś płonęła, kolejne domy zapalały się trafione pociskami armatnimi. Huk wybuchających pocisków mieszał się z jednostajnym szumem skrzydeł opodal stojącego wiatraka. Rankiem zdobyto Bedoń.

Park i zabudowania gospodarcze oraz pałac w Bedoniu, zamienione przez Rosjan w twierdzę broniły się dalej.

Dopiero po użyciu najcięższych dział stojących na południowym skraju Bukowca (w odległości 8 km.) Niemcy przełamali opór Rosjan. Atak na Bedoń prowadził osobiście dowódca regimentu (pułku) gen. mjr. Friedenburg, w asyście dowódców batalionów.

Po zdobyciu szturmem zabudowań dworskich wzięto do niewoli około 1000 jeńców, zdobyto 6 ciężkich karabinów maszynowych. Miazga i mosty na rzece były jeszcze w rękach Rosjan (w tym roku w trakcie prowadzenia robót ziemnych w Bedoniu natrafiono na rowy strzeleckie wypełnione amunicją) w następnej kolejności zdobyto Kraszew i Andrespol.

Sztab gen. Litzmanna i lazaret urządzono w Kurowicach. 20 listopada 1914 roku zaatakowano Rzgów, zdobyto wieś Grodzisko. Dziewiąta Brygada kawalerii przez Stróżę i Szklaną Hutę ma atakować Feliksin, z linii drogi Andrespol - Wiśniowa Góra. Po uporczywych walkach trwających od 8 rano do późnych godzin popołudniowych, szturmem, w walce na bagnety, łopaty, pięści zdobyto wieś. Wzięto do niewoli około 1000 jeńców.

Przygotowania do szturmu na wieś Olechów, którego bronią Dywizje Syberyjskie. Lancelle na swojej drabinie obserwacyjnej na przedpolach Olechowa od strony Wiskitna.
Vorbereitungen für den Sturm auf das Dorf Olechów, das von den Sibirischen Divisionen verteidigt wird. Lancelle auf seiner Beobachtungsleiter vor den Toren von Olechów, von der Seite von Wiskitno aus gesehen.

22 listopada 1914 roku sztab wojsk gen. Litzmanna przeniósł się do wsi Wiskitno. Wojska nacierały w kierunku na Starową Górę. Ponieważ okazało się niemożliwe dotarcie do drogi Łódź - Tuszyn postanowiono zmienić kierunek natarcia na północny. Zaatakowano wsie Dąbrowa i Olechów (dzisiaj ulice Zakładowa i Olechowska). Olechowa broniły doborowe oddziały gwardii moskiewskiej oraz dywizje syberyjskie.

Po ciężkich walkach, które przyniosły duże straty obu walczącym stronom Niemcy zajęli Olechów. Przedpola wsi zalegały setki rannych i zabitych (jeden Regiment - pułk w tej bitwie stracił 6 oficerów i 300 żołnierzy). Wieczorem dotarli łącznicy z korpusu wojsk okrążających Łódź od północy. Uzgodniono, że 23 listopada wojska uderzą na Mileszki i połączą się tamtejszym korpusem. Czas naglił gdyż ze wszystkich kierunków zbliżały się dalsze jednostki wojsk rosyjskich, w celu okrążenia XXV, XX i 3 Dywizji liczących razem około 12.000 żołnierzy.

W tym samym czasie Naczelne Dowództwo wojsk niemieckich wysłało depeszę do doiwódcy całego zgrupowania, żeby kontynuować marsz w kierunku na Brzeziny i dalej do linii frontu.

Dla okrążonych wojsk był to szok. Przed nimi był tylko jeden dzień walk i praktycznie koniec kampanii. Decyzja sztabu zmuszała ich do pokonania tej samej drogi, którą przecierali sobie w nieustannych bojach w ciągu tygodnia.

Wojska niemieckie atakują wojska rosyjskie broniące Olechowa. Atak od strony Wiskitna.
Deutsche Truppen greifen die russischen Truppen an, die Olechow verteidigen. Der Angriff erfolgt von Wiskitno aus.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nach der Einnahme von Borowa und der Überquerung des Flusses Miazga bei Karpin zogen sie weiter nach Kurowice. Ein anderer Teil der Truppen dieser Gruppierung eroberte nach schweren Kämpfen die Dörfer Brójce und Eufeminów. Die Division von General Litzmann kämpfte um das Dorf Bedoń. Die Russen beschossen die Deutschen mit Kanonen, die in Andrespol und Kraszewo aufgestellt waren. Die Kämpfe fanden nachts bei einer Temperatur von -10 Grad statt. Das Dorf brannte, ein Haus nach dem anderen ging in Flammen auf, getroffen von Kanonengeschossen. Der Knall der explodierenden Geschosse vermischte sich mit dem gleichmäßigen Rauschen der Flügel der nahegelegenen Windmühle. Am Morgen wurde Bedoń eingenommen.

Der Park, die Wirtschaftsgebäude und das Schloss in Bedoń, die von den Russen in eine Festung umgewandelt worden waren, leisteten weiterhin Widerstand.

Erst nach dem Einsatz der schwersten Geschütze, die am südlichen Rand von Bukowiec (in 8 km Entfernung) standen, konnten die Deutschen den Widerstand der Russen brechen. Den Angriff auf Bedoń leitete persönlich der Regimentskommandeur, Generalmajor Friedenburg, in Begleitung der Bataillonskommandeure.

Nach der Erstürmung der Gutsgebäude wurden etwa 1000 Gefangene genommen und 6 schwere Maschinengewehre erbeutet. Miazga und die Brücken über den Fluss befanden sich noch in russischer Hand (in diesem Jahr stieß man bei Erdarbeiten in Bedoń auf mit Munition gefüllte Schützengräben); als Nächstes wurden Kraszew und Andrespol eingenommen.

Der Stab von General Litzmann und das Lazarett wurden in Kurowice eingerichtet. Am 20. November 1914 wurde Rzgów angegriffen, das Dorf Grodzisko erobert. Die 9. Kavalleriebrigade soll über Stróża und Szklana Huta Feliksin angreifen, von der Straße Andrespol – Wiśniowa Góra aus. Nach hartnäckigen Kämpfen, die von 8 Uhr morgens bis in die späten Nachmittagsstunden andauerten, wurde das Dorf im Sturmangriff, im Kampf mit Bajonetten, Schaufeln und Fäusten eingenommen. Etwa 1000 Gefangene wurden genommen.

Am 22. November 1914 verlegte der Stab der Truppen von General Litzmann seinen Sitz in das Dorf Wiskitno. Die Truppen rückten in Richtung Starowa Góra vor. Da es sich als unmöglich erwies, die Straße Łódź–Tuszyn zu erreichen, wurde beschlossen, die Angriffsrichtung nach Norden zu ändern. Die Dörfer Dąbrowa und Olechów (heute die Straßen Zakładowa und Olechowska) wurden angegriffen. Olechów wurde von Eliteeinheiten der Moskauer Garde sowie sibirischen Divisionen verteidigt.

Nach schweren Kämpfen, die beiden Seiten große Verluste bescherten, eroberten die Deutschen Olechów. Vor den Toren des Dorfes lagen Hunderte von Verwundeten und Toten (ein Regiment verlor in dieser Schlacht 6 Offiziere und 300 Soldaten). Am Abend trafen Verbindungsleute des Korps ein, das Łódź von Norden her umzingelte. Es wurde vereinbart, dass die Truppen am 23. November auf Mileszki vorstoßen und sich dort mit dem dortigen Korps vereinen sollten. Die Zeit drängte, da sich aus allen Richtungen weitere Einheiten der russischen Armee näherten, um die XXV., XX. und 3. Division mit insgesamt etwa 12.000 Soldaten einzukreisen.

Zur gleichen Zeit sandte das Oberkommando der deutschen Truppen eine Depesche an den Befehlshaber der gesamten Gruppierung, den Marsch in Richtung Brzeziny und weiter zur Frontlinie fortzusetzen.

Für die eingekesselten Truppen war dies ein Schock. Vor ihnen lag nur noch ein Tag des Kampfes und praktisch das Ende der Kampagne. Die Entscheidung des Stabes zwang sie, denselben Weg zurückzulegen, den sie sich in den vergangenen Wochen in ununterbrochenen Kämpfen gebahnt hatten.


niedziela, 1 lutego 2026

HORST MILNIKEL - OLECHÓW - WSPOMNIENIA - Najlepszy życiowy zakup - CZ.3

 Lata powojenne jeżeli chodzi o ubiór były bardzo ubogie. Ludzie ubierali się w to co kto miał. Przerabiano ubrania, cerowano, naszywano łatki. Swetry czy też skarpety robiono na drutach.

Ja do 3 klasy szkoły podstawowej chodziłem w krótkich spodenkach, w pończochach z wełny zrobionych także na drutach, podtrzymywanych gumkami.

Mieszkańcy okoliczni kupowali od Olechowskich kolejarzy, którzy dostawali oprócz deputatu węglowego, przydział sukna kolejowego w kolorze praktycznie czarnym. Z tego mieszkańcy szyli płaszcze, spodnie itp.

Ponieważ byłem żeglarzem, nasze środowisko szyło spodnie z płótna żaglowego, oczywiście w białym kolorze. Takie spodnie to było już coś w tym morzu szarzyzny.

Wielka Łódź, a w niej ul. Piotrkowska była handlowym centrum gdzie było wiele sklepów. Tam też pojawiły się swetry w czerwonym kolorze. Ponieważ nie było już większych rozmiarów, kupiłem dwa swetry, sprułem i pani a Andrzejowa zrobiła mi odpowideni sweter na maszynie. Miałem już bardzo modny komplet: białe spodnie i czerwony sweter!

Przyszedł czas, że powiększono ilość i jakość sklepów. Wybudowano słąwny "Central", powstały sklepu "Pewex" w których można było za obcą walutę kupować deficytowy towar! Płaciło się np. dolarami, ale resztę wydawano w postaci bonów dolarowych, które były ważne tylko na terenie Polski. Jeden z takich "Pewexów" znajdował się przy ul. Sienkiewicza w pobliżu Łódzkiego Domu Kultury. Tam kupiłem sobie wymarzone  spodnie (teksasy wranglery) które miały specyficzny granatowy kolor i z czerwonym swetrem wyglądał super.

Do czasu jednak...., kiedy wybrałem się do Rochny popływać, był to odkryty basen w otoczeniu zieleni.Ponieważ, jak każdy żeglarz byłem słabym pływakiem i po kilku przepłynięciu długości basenu jak wróciłem na miejsce gdzie zostawiłem swoje ubranie, okazało się, że moje wymarzone spodnie skradziono....

Kierownik ośrodka (WOSIR) podarował mi jakieś podarte dresy, na szczęście pieniądze miałem schowane w kieszeni w koszuli. Piechotą dotarłem do Koluszek i dalej pociągiem do Andrzejowa wróciłem smutny do domu.

Moja o 10 lat młodsza sąsiadka bardzo mi współczuła. Ponieważ sama marzyła o takich spodniach. Ta kradzież spowodowała, że wranglery przestały mi się podobać..., jednak postanowiłem współczującej mi sąsiadce takie spodnie sprezentować.

Zaprosiłem ją i pojechaliśmy do Pewexu w Łodzi. Muszę przyznać, że miał figurę modelki, w związku z czym nie było problemu z dopasowaniem odpowiedniego rozmiaru!


Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Andrespolu, pani Mrówka udziela ślubu cywilnego "wranglerowcom" Alicji Łyszcz (Ali) i Horstowi Milnikelowi - 1975 rok. 
Atelier: Zakład Fotograficzny Teresa Radzian - Wiśniowa Góra.


Okazało się, że ten prezent stukrotnie się odpłacił..., po niedługim czasie została moją żoną!

A, że nie nic a nic nie zmyślam, załączam zdjęcia z cywilnego ślubu w Andrespolu.

                                                                                       Horst Milnikel

                                                                                       Andrzejów 2025


wtorek, 13 stycznia 2026

HORST MILNIKEL - OLECHÓW - WSPOMNIENIA - WYJAZD W GÓRY - CZ.2

                  HORST MILNIKEL - OLECHÓW - WSPOMNIENIA  - WYJAZD W GÓRY

Po ukończeniu zawodówki, podjąłem pracę w Janowie. Była to Baza Remontowa Transformatorów. Po kilku miesiącach pracy, chciałem troszeczkę wypocząć, wyjeżdżając w Tatry. Plecak i mapę pożyczył mi kolega Witek Matuszewski. Buty robocze zastąpiły górskie "pionierki".

Moim celem tej wyprawy było zdobycie Brązowej Odznaki Górskiej. Aby ją zdobyć należało zbierać pieczątki ze schronisk do których się dotarło. Dotarcie do tych miejsc, również szczytów górskich było wyceniane w punktach.

Wykupiłem książeczkę "autostopowicza", wyszedłem na drogę i tak przy sporym szczęściu, jadąc okazjami dotarłem pod wieczór do Zakopanego.

Jeden z kierowców który mnie wiózł, zapytał czy mogę go poczęstować papierosem. Ja rzuciłem palenie w wieku 12 lat, ale na wszelki wypadek kupiłem w Łodzi paczkę amerykańskich Camenów. Poczęstowałem go, a on zdziwiony pyta:

- Dlaczego masz papierosy, skoro nie palisz?!

Odpowiedziałem mu, że mam je przy sobie na taką właśnie okazję!

W Zakopanem zanocowałem u Bacy w stodole. Z rana rozpocząłem wędrówkę szczytami od prawa do lewa. Po tygodniu doszedłem do podnóża Kasprowego. Jeszcze między pomiędzy zaliczyłem Muzeum Lenina w Poroninie., za które premia punktowa stanowiła przynajmniej 20% wszystkich punktów.

Po powrocie pojechałem do Łodzi i w siedzibie PTTK otrzymałem BRĄZOWA ODZNAKĘ WYSOKOGÓRKĄ. Odznaka wszystkim się podobała i byłem z niej bardzo dumny.

Zimą postanowiłem pojechać do Wisły na narty na 2 tygodniowe wczasy. Pogoda dopisywała, śniegu nie brakowało. Trzy dni przed zakończeniem turnusu, nadwyrężyłem kostkę i musiałem pauzować.

Na szczęście znalazła się opiekunka i nie nudziliśmy się. Ta kobieta miała męża narkomana i ten pobyt w górach był dla niej wytchnieniem od smutnej rzeczywistości.

Przy rozstaniu powiedziała:

- Pokaż mi tę odznakę. - odkręciła nakrętkę, wzięła ją w dłonie mówiąc, że nie odda mi jej, będzie ona przypominała chwile, które razem spędziliśmy. 

Cóz miałem począć, zgodziłem się....

                                                                                                Horst Milnikel

                                                                                                Andrzejów 2025


niedziela, 11 stycznia 2026

HORST MILNIKEL - OLECHÓW - WSPOMNIENIA - ZABAWA TANECZNA - CZ.1

 HORST MILNIKEL - OLECHÓW - WSPOMNIENIA  - ZABAWA TANECZNA - CZ.1

W niedzielne popołudnie wybrałem się z kolegą Stanisławem Płatkiem na spacer. Poszliśmy zobaczyć jak w Olechowie bawią się na zabawie tanecznej w strażackiej remizie.

Była to według mnie świetlica z zapleczem gastronomicznym. Zbudowana już po wojnie. Idąc od strony szkoły w stronę Andrzejowa, była oddalona jakieś 500 metrów po lewej stronie drogi. Był to parterowy barak sąsiadujący z boiskiem piłkarskim. Sąsiadami świetlicy był dwa gospodarstwa p. Furmańczyka i p. Kiełka.

Zabawa dopiero nabierała rumieńców. Wewnątrz tańczyło kilka dziewcząt (one nie musiały płacić biletu wstępu, miały wabić chłopaków).

Przed świetlicą stało jak zwykle sporo młodzieży. Stasia rozpoznała jedna z dziewcząt, która przyszła ze swoją koleżanką. Ponieważ Stasiu był urodziwy, przystojny i do tego w mundurze leśnika, natychmiast go porwała. Ja zostałem z jej koleżanką. Zaproponowała mi spacer, od niej dowiedziałem się, że jest nową nauczycielką pracującą w nowej także olechowskiej szkole. Miałem na jej życzenie wybrać trasę wycieczki.

Zaproponowałem spacer do rzeki Olechówki. Droga prowadziła od skrzyżowania przy "starej szkole"wzdłuż sadu owocowego dyrektora szkoły, dalej polną drogą w kierunku stacji rozrządowej(obecnie Olechów-Zachód).

Po drodze mieliśmy staw w którym latem zażywano kąpieli. W tym miejscu Olechówka miał już zaznaczony nurt. Po obu jej brzegach rosły olszyny.

Nie powiem, nawet dobrze nam się rozmawiało. Pierwszy raz nie jako uczeń - nauczyciel, tylko jako równorzędny partner. Idąc brzegiem rzeki wypatrzyłem w piaszczystym dnie, ładny krzemień, który bardzo mi się spodobał.

Przy rozstaniu poprosiła abym pokazał jej ten kamień. Wzięła go do ręki, popatrzyła mówiąc:

- ten krzemień zatrzymam dla siebie na wspomnienie naszej krótkiej znajomości.

Cóż miałem zrobić, pogodziłem się...

                                                                                            Horst Milnikiel

                                                                                           Andrzejów 2025

czwartek, 18 grudnia 2025

DIE SCHLACHT BEI LODZ - BITWA POD ŁODZIĄ 1914 - Der Heimatbote - 1/1965 - cz.6

 


                                                      Rozkaz wycofania

W wyniku nagłej zmiany sytuacji 5 dywizji zostało zaatakowanych od tyłu i uwięzionych w obszarze między Łodzią, lasem Gałkowskim i rzeką Miazgą.

Brzeziny zostały zdobyte przez rosyjskiego generała Rennenkampfa pomimo bohaterskiego oporu ich załogi, co spowodowało odcięcie 20. niemieckiego korpusu rezerwowego, gwardii i korpusu kawalerii od pozostałych oddziałów niemieckich. Również z Piotrkowa i Tomaszowa nadciągały oddziały rosyjskie, grożąc pokonaniem obrońców Tuszyna i Bab.

Gwardia zyskała przewagę w walce o Łódź przeciwko Andrespolowi, zajęła Wiskitno i szturmowała część wsi Olechów. 49. dywizja rezerwowa walczyła pod Rzgowem i Wiskitnem o południowe podejścia do miasta. Ale teraz nadeszło rozkaz wycofania się. Siłom niemieckim uwięzionym w rejonie południowo-wschodniej Łodzi nie pozostało nic innego, jak zawrócić, otworzyć drogę na północ, którą Rosjanie odcięli, odzyskać Gałków i Brzeziny i przedrzeć się do Strykowa lub też – zginąć z honorem.

Wieczorem 22 listopada 1914 r. generał von Scheffer-Boyadel poczynił przygotowania do tej desperackiej operacji. Podczas gdy wydawano rozkazy, w okolicy kotła toczyła się chaotyczna walka, częściowo jeszcze jako atak na Łódź i obrona na południu, częściowo już jako osłona przed wrogiem z północnego wschodu i wschodu. Na południu 50. Dywizja Rezerwowa odparła wszystkie ataki, na wschodzie korpus kawalerii powstrzymywał wroga, a pod Karpinem straż mostowa walczyła z nacierającymi z Borowej oddziałami generała Rennenkampfa.

O godz. 21:00 rozpoczął się odwrót. Trzeba było niezauważenie oderwać się od wroga, który miejscami znajdował się zaledwie 50 metrów od rosyjskich okopów, i wykonać pełny zwrot na wschód. Udało się to, w zimną, pochmurną noc Rosjanie niczego nie zauważyli. Wieczorem 22 listopada 1914 r. generał von Scheffer-Boyadel poczynił przygotowania do tej desperackiej operacji. Podczas gdy wydawano rozkazy, w okolicy kotła toczyła się chaotyczna walka, częściowo jako atak na Łódź i obrona na południu, częściowo jako osłona przed wrogiem z północnego wschodu i wschodu. Na południu 50. dywizja rezerwowa odparła wszystkie ataki, na wschodzie korpus kawalerii powstrzymywał wroga, a pod Karpinem straż mostowa walczyła z nacierającymi z Borowej oddziałami generała Rennenkampa. O godz. 21:00 rozpoczęła się odwrót. Trzeba było niezauważenie oderwać się od wroga, który miejscami znajdował się zaledwie 50 metrów od rosyjskich okopów, i wykonać pełny zwrot na wschód. Udało się to, w zimną, pochmurną noc Rosjanie niczego nie zauważyli.

                                                      O rzece Miazdze

Jednak nad rzeką Miazgą Niemcy napotkali energiczny opór. Co prawda 49. dywizja nadal utrzymywała most do Karpina, a gwardii udało się nawet szybko zdobyć most w Bukowcu. Jednak do świtu nie udało się jeszcze przeprowadzić kolumn przez szerokie, bagniste i zamarznięte zagłębienie, przez które rzeka Miazga płynie w kierunku południowo-wschodnim.

Rankiem 23 listopada świeciło jasne słońce, a Kozacy pojawili się z przodu i na skrzydle. Z zachodu i południa dochodził hałas walk tylnej straży, z Łodzi nadciągały baterie rosyjskie i rzucały swoje żelazne skrzynie na drogę marszową. Awangarda stoczyła zaciętą walkę przy moście w Karpinie i ostatkiem sił udało jej się wybić wyrwę w szeregach wroga. Wieczorem trzech oficerów i 24 żołnierzy zgłosiło się do swojego generała jako resztki tej bohaterskiej grupy.

Przejście przez Miazgę zostało wykonane, ale wróg, który wycofał się na północ, zablokował drogę z Borowej do Brzezin, prowadzącą między lasami Chrusty i Gałków, i utrzymywał okupację nasypu linii kolejowej Żakowice-Gałków-Andrespol-Łódź. Jak pływacy, którzy daleko od brzegu zmagają się z falami na wzburzonym morzu, odcięte dywizje niemieckie walczyły z rosyjską falą.

50. dywizja rezerwowa przedarła się przez Chrusty, 49. zajęła Borową, a gwardia przedarła się przez las Gałkowski do nasypu kolejowego. Rosjanie jednak pozostali nieugięci na nasypie kolejowym, podczas gdy z Miazgi dochodził odgłos walk tylnych oddziałów, a na flankach atakowali Kozacy. Z Łodzi dochodził huk bitwy, w którą zaangażowane były trzy niemieckie korpusy, nie mogące jednak pomóc odciętym oddziałom.

                                                        Ein Rückzugsbefehl

In jährem Wechsel des Geschickes sahen sich 5 Divisionen im Rücken angefallen und in dem Raum zwischen Lodz, dem Wald von Galkow und dem Wasserlauf der Miazga gefangen. Denn

Brzeziny war von dem russischen General Rennenkampf trotz des heldenmütigen Widerstandes seiner Besatzung genommen worden und damit das 20. deutsche Reservekorps, die Garde und das Kavalleriekorps von den übrigen deutschen Truppen abgeschnitten. Auch von Petrikau und Tomaschow waren russische Truppen im Anmarsch und drohten die Verteidiger von Tuschin und Baby zu überwältigen.

Die Garde hatte in dem Kampf um lodz gegen Andrespol Raum gewonnen, Wiskitno genommen und einen Teil des Dor- fes Olechow gestürmt. Die 49. Reservedivision rang bei Rzgow und Wiskitno um die Südzugänge der Stadt. Aber nun kam der Rückzugsbefehl. Es blieb den im Raume südöstlich Lodz eingeklemmten deutschen Streitkräften nichts übrig, als kehrtzumachen, den Weg nach Norden, den die Russen abgeschnitten hatten, zu öffnen, Galkow und Brzeziny zurückzuerobern und sich nach Strykow durchzuschlagen oder aber - ruhmvoll unterzugehen.

Am Abend des 22. November 1914 traf General von Scheffer-Boyadel die Vorbereitungen zu diesem verzweifelten Unternehmen. Während die Befehle ausgefertigt wurden, tobte im Umkreis des Kessels ein chaotischer Kampf, teils noch als Angriff auf lodz und Verteidigung nach Süden, teils schon als Deckung gegen den von Nordosten und Osten drohenden Feind. Im Süden schlug die 50. Reservedivision alle Angriffe ab, im Osten hielt das Kavalleriekorps den Feind fest, und bei Karpin stand die Brückenwache im Kampf mit den von Borowo andrängenden Vorhuten des Generals Rennenkampf.

Um 9 Uhr abends begann der Rückzug. Man mußte sich vom Feind, es war stellenweise nur 50 Meter bis zu den russ. Gräben, unbemerkt lösen und eine volle Kehrtwendung nach Osten vollziehen. Dies gelang, in der kalten wolkenverhangenen Nacht merkten die Russen nichts. Am Abend des 22. November 1914 traf General von Scheffer-Boyadel die Vorbereitungen zu diesem verzweifelten Unternehmen. Während die Befehle ausgefertigt wurden, tobte im Umkreis des Kessels ein chaotischer Kampf, teils noch als Angriff auf lodz und Verteidigung nach Süden, teils schon als Deckung gegen den von Nordosten und Osten drohenden Feind. Im Süden schlug die 50. Reservedivision alle Angriffe ab, im Osten hielt das Kavalleriekorps den Feind fest, und bei Karpin stand die Brückenwache im Kampf mit den von Borowo andrängenden Vorhuten des Generals Rennenkampf. Um 9 Uhr abends begann der Rückzug. Man mußte sich vom Feind, es war stellenweise nur 50 Meter bis zu den russ. Gräben, unbemerkt lösen und eine volle Kehrtwendung nach Osten vollziehen. Dies gelang, in der kalten wolkenverhangenen Nacht merkten die Russen nichts.

                                                            Ueber die Miazga

Am Flüßchen Miazga aber trafen die Deutschen auf energischen Widerstand. Zwar hielt hier die 49. Division noch die Brücke nach Karpin, und es gelang der Garde sogar, in schnellem Zugriff die Brücke von Bukowiec zu gewinnen. Aber bis zum Morgengrauen war der Uebergang der Kolonnen über die breit versumpfte und vereiste Mulde, durch die sich der Wasserlauf der Miazga nach Südosten quält, noch nicht vollzogen.

Am Morgen des 23. November schien hell die Sonne, und Kosaken tauchten vorn und in der Flanke auf. Von Westen und Süden schallte der lärm der Nachhutgefechte, von Lodz langten Russenbatterien herüber und warfen ihre Eisenkoffer auf die Marschstraße. Die Vorhut kämpfte an der Brücke von Karpin einen Nibelungenkampf, und es gelang ihr mit letzter Kraft eine Bresche in den Feind zu schlagen. Am Abend meldeten sich 3 Offiziere und 24 Mann als Rest dieser Heldenschar bei ihrem General.

Der Uebergang über die Miazga wurde vollzogen, aber der nach Norden gewichene Feind sperrte die Straße von Borowo nach Brzeziny, die zwischen den Wäldern von Chrusty und Galkow hindurchführt und hielt den Damm der Bahnlinie Zakowice-Galkow-Andrspol-Lodz besetzt. Wie Schwimmer, die weit verschlagen auf stürmischem Meer mit den Wogen ringe, kämpften die abgeschnittenen deutschen Divisionen gegen die Russenflut an.

Die 50. Res.-Division drang über Chrusty vor, die 49. nahm Borowo die Garde schlug sich im Galkower Wald bis zum Bahndamm durch. Aber der Russe blieb unerschüttert am Bahndamm während von der Miazga der Gefechtslärm der Nachhuten  herüberschallte und in den Flanken Kosaken angriffen. Von lodz her dröhnte der Donner der Schlacht, in die drei deutsche Korps verstrickt waren, ohne den Abgeschnittenen helfen zu können.


                                                                 

DIE SCHLACHT BEI LODZ - BITWA POD ŁODZIĄ 1914 - Der Heimatbote - 12/1964 - cz.5

 

                                         Między Gostyninem a Gąbinem

Atak 9. armii niemieckiej pod dowództwem generała von Mackensena zbliżał się coraz bardziej do Łodzi. Generał nie odpoczywał, mimo że podeszwy zmęczonych żołnierzy stały się ciężkie jak ołów. 16 listopada zaatakował odcinek Bzury. Rosjanie na próżno trzymali się Łęczycy i Orłowa, gdzie wystający brzeg bagnistej Bzury ułatwiał im obronę. Kiedy ich lewe skrzydło zostało otoczone i zaniepokojeni wycofali się w kierunku Uniejowa i Kazimierza, a niemieccy jeźdźcy z Turka i Dobrej podążali za nimi. Łęczyca została zdobyta szturmem, nie pozostało im nic innego, jak wycofać się na linię Zduńska Wola-Szadek -Lutomiersk-Kazimierz-Zgierz-Stryków-Łowicz i okopać się tutaj.

Podczas gdy główne siły Mackesensa walczyły pod Łęczycą i Zgierzem, generał v. Morgen przedzierał się w kierunku Ł O W I C Z A. W lesistym terenie między Gostyninem a Gombinem, gdzie do 1945 r. mieszkali niemieccy koloniści w zamożnych wioskach, 16 i 17 listopada toczyły się zacięte walki. 36. Dywizja Rezerwowa wyparła wroga z Luisental Donnersruh Łącka i Stefanowa, 1. Dywizja Rezerwowa poniosła ciężkie straty pod Gombinem. Kiedy dotarła tak daleko, dało się odczuć ciężar nieustannie napływających rosyjskich posiłków. 17 listopada siły niemieckie były wyczerpane. Niemcy musieli okopać się, nie dotarli do Łowicza. Jednak mimo wszystko utworzyli tutaj żelazną blokadę flankową, dzięki której dalszy atak Mackensena na Łódź był zabezpieczony na flance.

                                         W Łodzi rozbrzmiały wszystkie dzwony kościelne

Od 17 listopada bitwa przybrała gigantyczne rozmiary. Ciężkie, zachmurzone niebo wisiało nisko nad Łodzią, która znajdowała się w centrum wydarzeń. Tylko od czasu do czasu błyskał promień słońca, jakby przestraszony, zatrzymując się na morzu dachów miasta i jego płonących przedmieściach i przeskakując po niezliczonych kałużach i strumykach, które plamiły teren przed miastem i wkrótce pokryły się zwodniczą skorupą lodu, a wkrótce przelały się, zmieniając kolor. Potężne strzechy domów wiejskich, np. w Nowosolnej, dymiły czerwonym żarem, a tysiące kruków siedziały w czarnych grupach na topolach i olchach, aby rzucić się na padlinę koni pogrążoną głęboko w odchodach przy drogach kolumnowych. Czerwony, pokryty sadzą las spalonych kominów fabrycznych stał nieruchomo i martwo w burzy artyleryjskiej, która zburzyła wiele kominów i zmiotła gniazdujących w nich obserwatorów. Tak wyglądało pole bitwy pod Łodzią, na którym rozegrała się decydująca bitwa roku 1914.

Im bardziej Niemcy zbliżali się do Łodzi, tym trudniej było im walczyć. 20 listopada ich działa zniszczyły Konstantynów, gdzie Rosjanie przeprowadzili desperackie kontrataki. Na drodze Poddębice-Łódź atak przeprowadzono przez Adamów i Grabieniec. Od Zgierza zdobyli teren przez Antoniew i Marjanów, ale ani tu, ani tam nie przyniosło to rozstrzygnięcia. Im gęściej były rozmieszczone wioski, im bliżej fabryk wielkiego miasta, tym bardziej zacięty i skuteczny był opór. Każdy budynek w gęsto zaludnionym obszarze pluł ogniem z karabinów maszynowych, podczas gdy ukryte baterie niszczyły drogi dojazdowe, a silne kontrataki miały na celu powstrzymanie rozwoju sytuacji.

W każdym razie 21 listopada Łódź była niemal otoczona ze wszystkich stron. Od Lutomierska do Nowosolnej i od Andrespola i Wiskitna do Rzgowa toczyły się zacięte walki. O godz. 15.30 tego dnia w Łodzi zabrzmiały wszystkie dzwony kościelne. Wtedy też z kierunku Olechowa i Łodzi rozpoczęły się jednocześnie silne ataki. Zostały one krwawo odparte. Niemniej jednak 5. pułk gwardii musiał wycofać się na wzgórza Górki Stare. Z tych wzgórz ogromne miasto z licznymi światłami prezentowało się wspaniale. Nagle na rozgwieżdżonym niebie na południu pojawił się jeden, a wkrótce potem na wschodzie trzy potężne, czerwone słupy światła reflektorów! Można było się domyślać: rosyjskie oddziały ratunkowe zgłosiły swoje przybycie!

Wkrótce to nie Niemcy byli oblegającymi, ale prawoskrzydłowa niemiecka flanka została otoczona i uwięziona.

                                                                   (Ciąg dalszy nastąpi)


                                                  Zwischen Gostynin und Gombin

Der Angriff der 9. deutschen Armee unter General von Mackensen kam immer näher an Lodz heran. Der General rastete nicht, so bleiern auch die Sohlen der ermüdeten Truppen geworden waren. Am 16. 11. griff er den Bzuraabschnitt an. Umsonst klammerten sich die Russen an Lentschütz und Orlow, wo ihnen das überhängende Ufer der versumpften Bzura die Verteidigung erleichterte. Als ihr linker Flügel umfaßt wurde und bestürzt in der Richtung Uniejow und Kazimierz auswich deutsche Reiter von Turek und Dobra her folgten und  L e n t s c h ü t z  mit stürmender Hand erobert wurde blieb ihnen nichts übrig, als auf die Linie Zdunska Wola-Szadek-Lutomiersk-Kazimierz-Zgierz-Strykow-Lowicz zurück zu gehen und sich hier einzugraben.

Währen.? Macke~sens Hauptkräfte bei Lentschütz und Zgierz rangen, kämpfte sich General v. Morgen in der Richtung auf  L O W I C Z vor. In dem waldigen Gelände zwischen Gostynin und Gombin, wo bis 1945 in wohlhabenden Dörfern deutsche Kolonisten saßen, wurde am 16. und 17. 11. hart gekämpft. Die 36. Reserve-Division warf den Feind aus Luisental Donnersruh Lonck und Stefanow, die 1. Res.-Div. blutete bei Gombin. Als man so weit gekommen war, machte sich das Gewicht der fortgesetzt zuströmenden russischen Verstärkungen bemerkbar. Am 17. 11. war die deutsche Angriffskraft erschöpft. Die Deutschen mußten sich eingraben, Lowicz hatten sie nicht erreicht. Aber immerhin bildeten sie hier einen eisernen Flankenriegel, durch den Mackensens weiterer Angriff auf Lodz In der Flanke sichergestellt war.

                                           In Lodz läuteten alle Kirchenglocken

Die Schlacht wuchs ab 17. November in riesenhafte Gestalt. Ein schwerer Wolkenhimmel hing tief auf Lodz herab, das im Mittelpunkt des Geschehens lag. Nur dann und wann blitzte ein Sonnenwurt der grell, wie erschrocken, auf dem Dächermeer der Stadt und ihren brennenden Vororten haften blieb und irr über die unzähligen Tümpel und Rinnsale huschte, die das Vorgelände fleckten und bald trügerische Eiskrusten ansetzten bald mißfarbig überquollen. Die mächtigen Strohdächer der Bauernhäuser, wie z. B. in Neusulzfeld, qualmten in roter Brunst vieltausendköpfige Krähenscharen hockten in schwarzen Klumpen auf Pappeln und Erlen, um zum Fraß auf die tief in den Kot eingesunkenen Pferdeleichen an den Kolonnenstraßen niederzustoßen. Der rote, rußgeschwärzte Wald der ausgebrannten Fabrikschlote stand starr und tot im Artilleriesturm der manchen Schornstein niederlegte und die darin nistenden Beobachter wegfegte. Das war das Bild der Walstatt von Lodz auf der die Entscheidungsschlacht des Jahres 1914 geschlagen worden ist.

Die Deutschen hatten es umso schwerer, je näher sie an Lodz herankamen. Am 20. 11. zermalmten ihre Geschütze Konstantynow, wo der Russe zu verzweifelten Gegenstößen vorbrach. An der Straße Poddembice-Lodz wurde der Angriff über Adamow und Grabieniec vorgetragen. Von Zgierz hatte er über Antoniew und Marjanow Raum gewonnen, aber weder hier noch dort die Entscheidung gebracht. Je dichter sich die Dörferhäuften, je näher man. den Fabriken der großen Stadt kam, desto erbitterter und wirksamer wurde der Widerstand. Jedes Bauwerk der reich besiedelten Gegend spie Feuer aus Maschinengewehren, während verdeckt stehende Batterien die Anmarschwege zerschlugen und starke Gegenangriffe die Entwicklung zu hemmen trachteten.

Immerhin war Lodz am 21. 11. beinahe von allen Seiten umstellt. Von Lutomiersk bis Neusulzfeld und von Andrespol und Wiskitno bis Rzgow wurde erbittert gekämpft. Um 15.30 Uhr an diesem Tage läuteten in Lodz sämtliche Kirchenglocken. Daraufhin setzten aus Richtung Olechow und Lodz gleichzeitig starke Angriffe ein. Sie wurden blutig abgeschlagen. Gleichwohl mußte das 5. Garderegiment auf die Höhen von Gorki Stare zurückgehen. Von diesen Höhen bot die Riesenstadt mit ihren zahlreichen Lichtern ein wunderbares Bild. Plötzlich erschienen am sternenklaren Himmel im Süden eine, und bald darauf im Osten drei mächtige, rotleuchtende Scheinwerferlichtsäulen ! Man ahnte: die russischen Entsatztruppen meldeten ihr Eintreffen!

Und bald waren nicht mehr die Deutschen die Belagerer, sondern war der rechte deutsche Umfassungsflügel umfaßt und eingekreist. 

                                                       (Wird fortgesetzt)


poniedziałek, 15 grudnia 2025

Olechów - Łódź - Cmentarz ewangelicki - Fundacja Kwela

 Fundacja Kwela bardzo aktywnie brała udział w spotkaniu z uczniami szkoły podstawowej w Olechowie jesienią tego roku, miałem przyjemność być obecnym. Mój przyjaciel Horst Milnikiel dużo opowiadał o niemieckich osadnikach. Kilka dni później było spotkanie na niedaleko położonym od szkoły cmentarzu ewangelickim. Młodzież i kilkoro dorosłych sprzątało w miarę swoich możliwości ten bardzo zaniedbany i zarośnięty cmentarz. Dzisiaj na Facebooku ukazał się ciekawy materiał o Olechowie. Podany jest również numer konta, aby drobnymi datkami wspomódz dalsze prace renowacyjne. Być może ktoś z bliskich spoczywających na tym cmentarzu, mieszkających poza granicami Polski aktywnie włączy się w tę akcję, zapraszam!

Zapraszam także wszystkich, których bliscy spoczywają na tym cmentarzu, piszcie, przesyłajcie swoje wspomnienia, zdjęcia i nformacje, zamieścimy je na forach Fundacji jak i na moim blogu.




Podczas październikowych prac porządkowych na cmentarzu ewangelicko-augsburskim na Olechowie natrafiliśmy na jeszcze jeden nagrobek dziecięcy. Płyta upamiętnia Eduarda Hofsässa, chłopca zmarłego w 1888 r., który przeżył zaledwie rok i dziewięć miesięcy. Jego grób znajduje się tuż obok nagrobka Wandy i Oswalda Werk, o którym pisaliśmy na początku listopada.
Ten układ przestrzenny, przypadkowy czy nie, tworzy poruszające sąsiedztwo najmłodszych mieszkańców dawnego Olechowa. Podobnie jak zrobiliśmy to w przypadku rodziny Werk, dziś przywołujemy historię rodziny Hofsäss/Hofses.
Ojcem chłopca był Christoph Hofsass, urodzony w Nowosolnej, kowal, syn Jana Adama Hofsass i Katarzyny z d. Wiesner. Matką - Katarzyna z domu Steigert, pochodząca z Olechowa, córka Georga Steigerta i Krystyny z d. Gross.
Młodzi pobrali się 12 września 1869 r. w kościele luterańskim w Pabianicach, a w kolejnych latach mieszkali w Wiskitnie, Andrzejowie i Olechowie. To właśnie w tych niewielkich wsiach i osadach rodziły się ich dzieci. Nie wiadomo, kiedy dokładnie małżonkowie przeprowadzili się do Łodzi. Wiemy jednak, że to w tym mieście dożyli swoich ostatnich dni. Christoph zmarł w 1916 r., w akcie zgonu odnotowano go jako właściciela domu w Bałutach. Katarzyna zmarła w 1924 r., a jednym ze zgłaszających jej śmierć był zięć, Edward Wegner.
Z akt metrykalnych udało się ustalić kilkoro dzieci tej pary:
• Emma, ur. 9 kwietnia 1878 r. w Jędrzejowie/ Andrzejowie, zm. 4 listopada 1936 r. w Łodzi
• Alma, ur. 23 stycznia 1884 r. w 0lechowie zm. 20 marca 1888 r.
• Eduard, ur. 17 lipca 1886 r. w Olechowie, zm. 18 marca 1888 r.
• Wanda, ur. 8 października 1889 r. w Olechowie, zm. 19 stycznia 1894 r.
Trójka młodszych dzieci (Alma, Eduard i Wanda) zmarła w dzieciństwie, w odstępie zaledwie kilku lat. Alma i Eduard odeszli na początku 1888 roku, niemal równocześnie, Wanda zmarła w 1894 r. w wieku czterech lat.
Oprócz tej czwórki odnaleźliśmy także ich najstarszą siostrę, Krystynę, urodzoną około 1872 r. (datę ustalono na podstawie aktu ślubu). 7 maja 1921 r. w parafii ewangelickiej św. Trójcy w Łodzi odnotowano jej ślub z Józefem Wojciechowskim, lat 53 wdowcem po Paulinie z d. Rüger. Krystyna występuje w dokumencie jako wdowa po Andrzeju Herzog. Udało się również ustalić datę ślubu Emmy Hofses. 24 stycznia 1899., w tej samej parafii, zawarte zostało małżeństwo między Eduardem Wegnerem, rzeźnikiem z Żubardzia, lat 31, a Emmą Hoffsess, lat 20 i 9 miesięcy, mieszkającą przy rodzicach.
Nazwiska świadków chrztów, zgonów i ślubów - Steigert, Milnikel, Jaschke, Rientz, Matuszewski, Litzenburger - układają się w mapę dawnych sąsiedzkich relacji. Ich częsta obecność w dokumentach pokazuje, że rodzina Hofsass była częścią blisko związanej społeczności osadników zamieszkujących okolice Olechowa, Andrzejowa i Nowosolnej.
Nagrobek małego Eduarda jest dziś jedynym odnalezionym śladem po młodszych dzieciach Christopha i Katarzyny. Wiemy jednak, że gdzieś na tym cmentarzu powinna znajdować się również płyta Almy, zmarłej zaledwie kilka dni przed bratem. Być może wiosenne prace odsłonią przed nami kolejne kamienie i pozwolą dopowiedzieć tę historię do końca.
💚Jeśli podoba Wam się to, co robimy — wesprzyjcie naszą działalność! Dzięki Waszym wpłatom możemy dalej edukować, opowiadać o dziedzictwie Łodzi i działać dla naszego miasta.
☕ Postaw nam kawę: buycoffee.to/fundacja-kwela
👉 Przelew tradycyjny:
Fundacja Kwela
Nr konta: 04 1090 2705 0000 0001 5538 6116
Piotrkowska 124/8, Łódź
KRS: 0001045937
NIP: 7252333259
REGON: 525841196
Tytuł przelewu: Darowizna na cele statutowe
💚 Dziękujemy za każde wsparcie — to dzięki Wam możemy działać dalej!

=======================================================================

Die Kwela-Stiftung hat sich sehr aktiv an einem Treffen mit Grundschülern in Olechów im Herbst dieses Jahres beteiligt, an dem ich teilnehmen durfte. Mein Freund Horst Milnikiel erzählte viel über die deutschen Siedler. Einige Tage später fand ein Treffen auf dem nahe gelegenen evangelischen Friedhof statt. Jugendliche und einige Erwachsene säuberten nach besten Kräften diesen sehr verwahrlosten und überwucherten Friedhof. Heute erschien auf Facebook ein interessanter Beitrag über Olechów. Dort ist auch eine Kontonummer angegeben, auf die man mit kleinen Spenden die weiteren Renovierungsarbeiten unterstützen kann. Vielleicht wird sich jemand, dessen Angehörige auf diesem Friedhof begraben sind und der außerhalb Polens lebt, aktiv an dieser Aktion beteiligen. Ich lade Sie herzlich dazu ein!

Ich lade auch alle ein, deren Angehörige auf diesem Friedhof ruhen, mir zu schreiben, mir Ihre Erinnerungen, Fotos und Informationen zu schicken, wir werden sie in den Foren der Stiftung und in meinem Blog veröffentlichen.

Während der Aufräumarbeiten im Oktober auf dem evangelisch-augsburgischen Friedhof in Olechów stießen wir auf ein weiteres Kindergrab. Die Platte erinnert an Eduard Hofsäss, einen 1888 verstorbenen Jungen, der nur ein Jahr und neun Monate alt wurde. Sein Grab befindet sich direkt neben dem Grabstein von Wanda und Oswald Werk, über den wir Anfang November berichtet haben.


Diese räumliche Anordnung, ob zufällig oder nicht, schafft eine bewegende Nachbarschaft der jüngsten Bewohner des ehemaligen Olechów. Wie wir es im Fall der Familie Werk getan haben, erinnern wir heute an die Geschichte der Familie Hofsäss/Hofses.


Der Vater des Jungen war Christoph Hofsass, geboren in Nowosolna, Schmied, Sohn von Jan Adam Hofsass und Katarzyna, geb. Wiesner. Die Mutter war Katarzyna, geb. Steigert, aus Olechów, Tochter von Georg Steigert und Krystyna, geb. Gross.

Die jungen Leute heirateten am 12. September 1869 in der lutherischen Kirche in Pabianice und lebten in den folgenden Jahren in Wiskitno, Andrzejów und Olechów. In diesen kleinen Dörfern und Siedlungen wurden ihre Kinder geboren. Es ist nicht bekannt, wann genau das Ehepaar nach Łódź gezogen ist. Wir wissen jedoch, dass sie in dieser Stadt ihre letzten Tage verbrachten. Christoph starb 1916, in der Sterbeurkunde wurde er als Eigentümer eines Hauses in Bałuty vermerkt. Katarzyna starb 1924, einer derjenigen, die ihren Tod meldeten, war ihr Schwiegersohn Edward Wegner.


Aus den Standesamtsunterlagen konnten mehrere Kinder des Paares ermittelt werden:

• Emma, geb. am 9. April 1878 in Jędrzejów/Andrzejów, gest. am 4. November 1936 in Łódź

• Alma, geb. am 23. Januar 1884 in Olechów, gest. am 20. März 1888

• Eduard, geb. am 17. Juli 1886 in Olechów, gest. am 18. März 1888

• Wanda, geb. am 8. Oktober 1889 in Olechów, gest. am 19. Januar 1894

Die drei jüngeren Kinder (Alma, Eduard und Wanda) starben im Kindesalter im Abstand von nur wenigen Jahren. Alma und Eduard starben Anfang 1888 fast gleichzeitig, Wanda starb 1894 im Alter von vier Jahren.


Neben diesen vier Kindern fanden wir auch ihre älteste Schwester Krystyna, geboren um 1872 (das Datum wurde anhand der Heiratsurkunde ermittelt). Am 7. Mai 1921 wurde in der evangelischen Gemeinde der Heiligen Dreifaltigkeit in Łódź ihre Hochzeit mit Józef Wojciechowski, 53 Jahre alt, Witwer von Paulina, geb. Rüger, registriert. Krystyna wird in dem Dokument als Witwe von Andrzej Herzog aufgeführt. Es gelang uns auch, das Datum der Hochzeit von Emma Hofses zu ermitteln. Am 24. Januar 1899 wurde in derselben Gemeinde die Ehe zwischen Eduard Wegner, einem 31-jährigen Metzger aus Żubardź, und Emma Hoffsess, 20 Jahre und 9 Monate alt, die bei ihren Eltern lebte, geschlossen.


Die Namen der Trauzeugen, Taufzeugen und Sterbezeugen – Steigert, Milnikel, Jaschke, Rientz, Matuszewski, Litzenburger – ergeben ein Bild der damaligen Nachbarschaftsbeziehungen. Ihre häufige Erwähnung in den Dokumenten zeigt, dass die Familie Hofsass Teil einer eng verbundenen Gemeinschaft von Siedlern war, die in der Umgebung von Olechów, Andrzejów und Nowosolna lebten.

Der Grabstein des kleinen Eduard ist heute der einzige gefundene Hinweis auf die jüngeren Kinder von Christoph und Katarzyna. Wir wissen jedoch, dass irgendwo auf diesem Friedhof auch die Grabplatte von Alma zu finden sein sollte, die nur wenige Tage vor ihrem Bruder verstorben ist. Vielleicht werden uns die Arbeiten im Frühjahr weitere Grabsteine offenbaren und es uns ermöglichen, diese Geschichte zu Ende zu erzählen.


Wenn Ihnen gefällt, was wir tun, unterstützen Sie unsere Arbeit! Dank Ihrer Spenden können wir weiterhin aufklären, über das Erbe von Łódź berichten und uns für unsere Stadt einsetzen.


Laden Sie uns auf einen Kaffee ein: buycoffee.to/fundacja-kwela


Traditionelle Überweisung:

Fundacja Kwela

Kontonummer: 04 1090 2705 0000 0001 5538 6116

Piotrkowska 124/8, Łódź

KRS: 0001045937

NIP: 7252333259

REGON: 525841196

Überweisungszweck: Spende für satzungsmäßige Zwecke


Wir danken Ihnen für jede Unterstützung – dank Ihnen können wir weitermachen!

niedziela, 26 października 2025

Olechów - Obóz pracy - Kolej - Żydzi - Ludobójstwo - Instytut Pileckiego - cz.2

 


000014

                                                           PROTOKÓŁ  RZESŁUCHANIA  ŚWIADKA

Dnia 26 października 1972 roku

Sąd Powiatowy dla m. Łodzi w Łodzi w osobie Sędziego Sądu Powiatowego mgr Barbary Zelent z udziałem protokólanta Krystyny Klejman na wniosek: Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskiej w Poznaniu. Przesłuchał w dniu 26 października 1972 roku Władysława Kaczmarka w charakterze świadka, którego tożsamość  ustalono na podstawie okazanego dowodu osobistego. 

Sąd pouczył świadka o obowiązku mówienia prawdy i uprzedził o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania:

Świadek podał:

Władysław Kaczmarek, rodz. Jan i Stanisława z d. Slęzak, ur. 23.1.1922 r. w Perleburg Niemcy, zam. Łódź, ul. Warneńczyka, pracownik fizyczny.

W czasie okupacji byłem wzięty na przymusową pracę jako Polak do niemieckiej firmy Budowlanej Grün o Bielfinger z Mauscheim w charakterze robotnika, pomocnika maszynisty, na kolejce wąskotorowej roboczej. Pracowaliśmy przy budowie nasypu kolejowego na terenie między stacją Łódź – Chojny a Młynkiem. Kierownikiem budowy był Włoch – Mamani. Majstrami, osobami dozorującymi pracę maszynistami byli Niemcy. Byli oni ubrani w cywilne ubrania.

Niemiec, którego nazywaliśmy wszyscy „Tyrolczyk” miał powierzony pewien odcinek budowy nasypu i pełnił funkcję dozorcy, pilnował nas przy wykonywaniu pracy. Ten Niemiec mógł mieć wówczas około 45 lat, średniego wzrostu, dosyć tęgawy, czarny tzw. miał czarne włosy i czarne wąsiki. Nazywaliśmy go dlatego „Tyrolczyk”, bo nosił krótkie zamszowe spodenki i tyrolski kapelusz z piórkiem. Na tę budowę, gdzie myśmy pracowali przywozili, a właściwie przyprowadzali Żydów z obozu z Olechowa i jak myśmy przywozili piasek, żwir i glinę to Żydzi wysypywali to. Przeciętnie przyprowadzali do pracy 40-45- Żydów. Żydzi byli wynędzniali, wybiedzeni, ledwo chodzili, byli w różnym wieku. Byli tacy, co mieli z 16 lat, dwadzieścia parę lat, 40 i 50 lat.

Wiedzieliśmy, że to są Żydzi bo mieli na ubraniach żółte gwiazdy a poza tym przychodzili do nas po chleb i stąd wiedzieliśmy, że to są Żydzi. Myśmy pracowali na dwie zmiany po 12 godzin, w jednym tygodniu na dzień, w drugim tygodniu w nocy 12 godzin. Żydzi również pracowali w nocy. Najwięcej zabójstw Żydów widziałem, wówczas kiedy pracowałem na nocnej zmianie i kiedy była niedobra pogoda. Mokra glina, piasek załadowana przez koparkę na wagony przyklejała się do podłogi wagonu i kiedy Żydzi wyładowywali wagony musieli bardzo dokładnie wyładować wszystko wszystko, zostawić czystą podłogę. Tego wymagał Niemiec „Tyrolczyk”. Jak ten Niemiec zauważył, że podłoga wagonu nie jest zupełnie czysta, kazał szybko oczyścić Żydom podłogę, a kiedy zdawało mu się, że robią to zbyt wolno, to podchodził do wagonu, podnosił rączkę służącą do zamykania wagonu, wówczas klapa przyciskała głowę, albo uderzała w kark czy plecy Żyda i wtedy Żyd życie kończył, dlatego że waga tej klapy ważyła kilkaset kilo, ponieważ to były wagony metalowe, przeznaczone tylko na budowę. Zabici Żydzi zostawali na nasypie i jak przywieziono następną porcję ziemi to przysypywali tą ziemią zwłoki Żydów.

Ja na tym odcinku pracowałem od marca 1943 roku do października 1943 roku. Jak pracowałem na noc, to nie było w zasadzie nocy, w ciągu której nie zginęłoby w ten sposób 10-15 Żydów, to zależało, jaki humor miał „Tyrolczyk”. Te zbrodnie obserwowałem z lokomotywy, ponieważ byłem palaczem na lokomotywie i jak przypchaliśmy wagoniki z ziemią musieliśmy czekać, aż Żydzi rozładują żeby jechać po następną ziemię bo takich kursów z ziemią w ciągu 12 godzin pracy robiliśmy 20-25 razy. Według mego zdania te zbrodnie, które ja widziałem to zginęło najmniej 300-500 Żydów.

Zwłoki tych zamordowanych Żydów wszystkie zostały w nasypie z tym, że na przestrzeni całego odcinka na którym pracowaliśmy, a długość odcinka wynosiła około 1200 metrów. Nazwiska „Tyrolczyka”nie znałem, znam tylko nazwisko maszynisty z którym jeździłem na lokomotywie. Nazywał się Cymermann.

Nam nie wolno było z Żydami rozmawiać, bo byliśmy tak samo karani jak Żydzi. Tylko jak się czasem udało to rozmawialiśmy przez moment i wtedy prosili o żywność.

Wśród Polaków, którzy ze mną pracowali było dużo osób, które mówiły, że pochodzą z Ostrowia Wielkopolskiego. To byli młodzi ludzie, mieli po 19, 20 lat i byli też przywiezieni na przymusowe roboty jak i ja.

                                                                                                          Podpisy.


000014

PROTOKOLL DER VERNEHMUNG EINES ZEUGEN

Am 26. Oktober 1972

Das Bezirksgericht für die Stadt Łódź in Łódź, vertreten durch die Bezirksrichterin Barbara Zelent, in Anwesenheit der Protokollführerin Krystyna Klejman, auf Antrag der Bezirkskommission zur Untersuchung der Hitler-Verbrechen in Posen. verhörte am 26. Oktober 1972 Władysław Kaczmarek als Zeugen, dessen Identität anhand seines vorgelegten Personalausweises festgestellt wurde.

Das Gericht wies den Zeugen auf seine Pflicht zur Wahrheit und auf die strafrechtliche Verantwortung für falsche Aussagen hin:

Der Zeuge gab an:

Władysław Kaczmarek, geboren als Sohn von Jan und Stanisława, geb. Slęzak, geboren am 23.1.1922 in Perleburg, Deutschland, wohnhaft in Łódź, ul. Warneńczyka, Arbeiter.

Während der Besatzungszeit wurde ich als Pole zur Zwangsarbeit bei der deutschen Baufirma Grün o Bielfinger aus Mauscheim als Arbeiter, Hilfsmaschinist auf einer Schmalspurbahn eingesetzt. Wir arbeiteten am Bau eines Bahndamms zwischen dem Bahnhof Łódź-Chojny und Młynkiem. Der Bauleiter war ein Italiener namens Mamani. Die Vorarbeiter und Aufseher der Maschinenführer waren Deutsche. Sie trugen Zivilkleidung.

Ein Deutscher, den wir alle „Tyrolczyk” (Tiroler) nannten, war für einen bestimmten Abschnitt des Bahndamms zuständig und fungierte als Aufseher, der uns bei der Arbeit beaufsichtigte. Dieser Deutsche war damals etwa 45 Jahre alt, mittelgroß, ziemlich kräftig, hatte schwarzes Haar und einen schwarzen Schnurrbart. Wir nannten ihn „Tiroler”, weil er kurze Wildledershorts und einen Tirolerhut mit Feder trug. Zu dieser Baustelle, auf der wir arbeiteten, wurden Juden aus dem Lager in Olechów gebracht, und wenn wir Sand, Kies und Lehm herbeischafften, schütteten die Juden diese Materialien aus. Im Durchschnitt wurden 40-50 Juden zur Arbeit gebracht. Die Juden waren abgemagert, ausgezehrt, konnten kaum laufen und waren unterschiedlichen Alters. Es gab solche, die 16 Jahre alt waren, andere waren über zwanzig, vierzig oder fünfzig Jahre alt.

Wir wussten, dass es Juden waren, weil sie gelbe Sterne auf ihrer Kleidung trugen und außerdem kamen sie zu uns, um Brot zu holen, und daher wussten wir, dass es Juden waren. Wir arbeiteten in zwei Schichten à 12 Stunden, in der einen Woche tagsüber, in der anderen Woche nachts 12 Stunden. Die Juden arbeiteten ebenfalls nachts. Die meisten Morde an Juden habe ich gesehen, als ich in der Nachtschicht arbeitete und das Wetter schlecht war. Der nasse Lehm und Sand, der mit einem Bagger auf die Waggons geladen wurde, klebte am Boden der Waggons, und wenn die Juden die Waggons entluden, mussten sie alles sehr gründlich entladen und den Boden sauber hinterlassen. Das verlangte der Deutsche „Tiroler”. Wenn dieser Deutsche bemerkte, dass der Boden des Waggons nicht ganz sauber war, befahl er den Juden, den Boden schnell zu reinigen, und wenn er der Meinung war, dass sie das zu langsam machten, ging er zum Waggon, hob den Griff zum Schließen des Waggons, dann drückte die Klappe auf den Kopf oder schlug gegen den Nacken oder Rücken des Juden, der dann starb, weil die Klappe mehrere hundert Kilogramm wog, da es sich um Metallwaggons handelte, die nur für den Bau bestimmt waren. Die getöteten Juden blieben auf dem Bahndamm liegen, und wenn die nächste Ladung Erde gebracht wurde, wurden die Leichen der Juden mit dieser Erde bedeckt.

Ich arbeitete auf dieser Strecke von März 1943 bis Oktober 1943. Wenn ich nachts arbeitete, gab es im Grunde keine Nacht, in der nicht 10 bis 15 Juden auf diese Weise ums Leben kamen, es hing davon ab, in welcher Stimmung der „Tiroler” war. Ich beobachtete diese Verbrechen von der Lokomotive aus, da ich Heizer auf der Lokomotive war, und wenn wir die Waggons mit Erde herangeschoben hatten, mussten wir warten, bis die Juden sie entladen hatten, um die nächste Ladung Erde zu holen, denn solche Fahrten mit Erde machten wir 20-25 Mal in 12 Arbeitsstunden. Meiner Meinung nach sind bei diesen Verbrechen, die ich gesehen habe, mindestens 300-500 Juden ums Leben gekommen.

Die Leichen dieser ermordeten Juden blieben alle auf dem Damm liegen, und zwar auf der gesamten Strecke, auf der wir arbeiteten, die etwa 1200 Meter lang war. Den Namen „Tyrolczyk” kannte ich nicht, ich kenne nur den Namen des Lokführers, mit dem ich auf der Lokomotive fuhr. Er hieß Cymermann.

Wir durften nicht mit den Juden sprechen, denn wir wurden genauso bestraft wie die Juden. Nur wenn es manchmal gelang, unterhielten wir uns kurz, und dann baten sie um Essen.

Unter den Polen, die mit mir arbeiteten, gab es viele, die sagten, dass sie aus Ostrów Wielkopolski stammten. Es waren junge Leute, sie waren 19, 20 Jahre alt und wurden wie ich zur Zwangsarbeit gebracht.

Unterschriften.


sobota, 18 października 2025

Olechów - Obóz pracy - Kolej - Żydzi - Ludobójstwo - Instytut Pileckiego - cz.1

 

Temat Olechowa stał mi się bliski dzięki kontaktom i przyjaźni z  mieszkańcem tej dawnej wsi Horstem Milnikelem. Nie miałem najmniejszego pojęcia jak bogata i zarazem tragiczna jest historia Olechowa z okresu okupacji niemieckiej w latach 1939-45. Zdobywałem coraz to nowe materiały i dokumenty świadczące o niemieckim ludobójstwie na tych terenach (Olechów, Andrzejów, Jędrzejów). Horst wspominał o barakach które pozostały po wyzwoleniu, jako dziecko z kolegami biegał i bawił się na terenie obozu pracy. Z czasem było coraz mniej śladów, to co zostało to pomnik-tablica na ul. Przemysłowej. Myślę, że malutki procent nowych mieszkańców z tzw. blokowiska zdaje sobie sprawę z tragedii jakie miały miejsce.

Niemiecki okupant podjął decyzję o rozbudowie trasy kolejowej łączącej Łódź Kaliską bezpośrednio z Koluszkami przez Olechów, Andrzejów, Andrespol. Tem pomysł o budowie największej stacji rozrządowej na terenie centralnej Polski powstał jeszcze jakichś czas temu przed wojną. Jednak zabrakło na realizację tych planów funduszy. Rozmach z jakim Niemcy przystąpili do budowy wymagał bardzo dużo siły roboczej. Z rozmachem i pośpiechem zbudowano obóz pracy przy ulicy Zakładowej i ulicy Tomaszowskiej. Oprócz rdzenny Polaków, każdego dnia przywożono z łódzkiego Getta, Żydów na stację kolejową w Andrzejowie. Rotacja była olbrzymia, nieludzkie warunki pracy, bicie, systematyczne egzekucje (wieszanie) były na porządku dziennym. Żydzi byli zabijani podczas budowy nasypów, wielu z nich było grzebanych w tych nasypach lub pobliskim lasku. Spoczywają tam do dziś dnia....

Trzy lata temu miałem okazję odwiedzić dwukrotnie Instytut Pileckiego w Warszawie. Znajduje się tam ponad 3 miliony dokumentów związanych z niemiecką okupacją na terenie Polski. Także bardzo ciekawe dokumenty dotyczące Olechowa. 

Pozwolę sobie w tej części przedstawić protokół przesłuchania Tadeusza Węglewskiego przez prokuratora Okręgowej Komisji badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.


Sygnatura akt: D… 4/69

Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.                                 000008

                                             PROTOKÓŁ  RZESŁUCHANIA  ŚWIADKA

Dnia 17 września 1969 roku w Łodzi

Wiceprokurator Wiktor Klimczak , na terenie Okręgowej Komisji badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.

Świadek: Tadeusz Węglewski, ur. 9 grudnia 1911 roku w Niedrzew pow. Kutno., syn Józefa Bronisławy, zam. w Łodzi ul. Trybały ( nie podaję całego numeru). Zajęcie: Mistrz budowlany.

W czasie okupacji zamieszkiwałem w Łodzi. Od marca 1941 roku zostałem zatrudniony w firmie braci Karola i Oskara Pleszke. Była to firma jeszcze przedwojenna prowadzona przez wymienionych braci Pleszke, którzy w czasie okupacji stali się Niemcami. Firma ta wykonywała roboty budowlane. Bracia Pleszke jak się orientuję mogli mieć w tym czasie mieć lat ponad 50 każdy. Gdzie w m-cu wrześniu 1942 w ramach firmy Pleszke wykonywałem prace związane z budową budynku łaźni, oraz wykończeniem budynku kuchni na terenie obozu w Andrzejowie. W czasie gdy tam pracowałem, zaczęli się do tego obozu wprowadzać Żydzi.

Przez okres pracy, który trwał około 5 tygodni nawiązałem kontakt z lekarzem Żydem, mieszkańcem tego obozu. Od niego wiem, że w obozie w Andrzejowie mieszkało 630 Żydów. Na terenie tego obozu ogrodzonego płotem z kolczastego drutu znajdowało sie 6 baraków. Nazwiska tego lekarza Żyda nie pamiętam. Żydzi z tego obozu byli wyprowadzani do pracy przy budowie nasypów kolejowych pod tory przez swoich grupowych Żydów. Grupy Żydów były nadzorowane jak mi wiadomo przy pracy przez majstrów niemieckich. Jak pamiętam przy bramie wejściowej na teren obozu żydowskiego znajdowała się wartownia w której służbę pełnili funkcjonariusze policji kolejowej. Zdaje się, że byli oni ubrani w szare mundury, ciemniejsze od mundurów żandarmów. Jak pamiętam funkcjonariuszy policji kolejowej było do pilnowania tego obozu 12,którzy pełnili służby na zmianę. Nazwisk żadnego z tych funkcjonariuszy nie znam. 0d Żyda-lekarza słyszałem z opowiadania, że z grup wychodzących do pracy nie wracało wieczorem 5-6 ludzi. W tym czasie jak pracowałem na terenie wymienionego obozu Żydzi wykonywali roboty przy budowie nasypu w lasku zwanym laskiem Hoffmanowej. Z tego miejsca pracy wg. opowiadań wspomnianego lekarza zawsze kilku nie wracało. Wynikało z jego wypowiedzi, ze przy tej pracy Żydzi giną, są zabijani i zakopywani w nasypie. Roboty w tym miejscu, położonym w odległości około 2 kilometrów od Andrzejowa wykonywała jakaś niemiecka firma, której nazwy nie znam. Nadmieniam, że żydowski obóz o którym wyżej mowa był położony w odległości około 1200 metrów od stacji w Andrzejowie przy drodze prowadzącej w stronę Olechowa. Dokładnie już nie pamiętam, ale zdaje się, że w listopadzie 1942 roku, gdy przyszedłem do pracy, na teren tego obozu żydowskiego w Andrzejowie dowiedziałem się, że we wczesnych godzinach rannych na terenie obozu powieszonych zostało 7 Żydów. Mówili o tym robotnicy – Polacy, którzy zamieszkiwali w barakach położonych za obozem żydowskim. Również przy drodze na Olechów. Nazwisk tych ludzi wskazać nie potrafię. Polacy ci byli obecni przy tej egzekucji. Egzekucja została przeprowadzona jak nadmienili mi opowiadający za samowolne odchodzenie Żydów z grup. Przyczyna ta została podana przed powieszeniem tych 7 Żydów, przez jakiegoś Niemca, który przybył z zewnątrz. Nadzorowali tą egzekucję funkcjonariusze policji kolejowej pełniący służbę przy obozie. Żydzi wieszani byli przez innych Żydów pod nadzorem Niemców. W baraku polskiego obozu położonego przy obozie żydowskim w Andrzejowie miałem jako brygadzista swoje pomieszczenie. Przychodziłem do tego pomieszczenia przez okres pracy, aż do lipca 1943 r. Dopiero w tym czasie przeniosłem się do Jędrzejowa. Przed przeniesieniem się do Jędrzejowa budowałem baraki przy torach na wysokości początku wsi Olechów, licząc od Andrzejowa dla jeńców angielskich, którzy zamieszkali w tym obozie gdzieś od maja 1943 r. Obóz ten został z chwilą wprowadzenia do niego jeńców odgrodzony i izolowany od reszty zatrudnionych przy budowie. Po zakończeniu roboty przy budowie baraków dla Anglików pracowałem przy budowie baraków w Jędrzejowie. Zostało tam postawionych 6 baraków. Teren został ogrodzony drutami kolczastymi, 3 baraki zostały jeszcze oddzielone od pozostałych. W jednej części zamieszkali Żydzi w liczbie 370, a w pozostałej Polacy. Z lekarzem żydowskim o którym wyżej nadmieniłem, stykałem się przez cały czas pracy na budowie. Przychodził on również do obozu przy wsi Jędrzejów. W maju lub czerwcu 1943 r., gdy przyszedłem do pracy i znajdowałem się w swoim pomieszczeniu przy obozie Żydów koło Andrzejowa, widziałem jak był wieziony jakiś Żyd na taczce z wartowni w kierunku baraków. Gdy spotkałem wspomnianego lekarza tego samego dnia, dowiedziałem się, że wieziony Żyd został tak mocno pobity przez funkcjonariuszy policji kolejowej na wartowni, że zmarł. Nazwiska tego Żyda nie znam. Chyba już na jesieni 1943 r. kiedy przechodziłem koło torów, widziałem jak majster niemiecki bił jakiegoś Żyda kawałem drewna. Żyd ten skulony stoczył się z wału nasypu. Miało to zdarzenie miejsce w pobliżu mostu przez rzekę idąc w kierunku Chojen, na wysokości lasku Kowalszczyzna. Żyd ten został zabity i zasypany, nie widziałem, ale przypuszczam, że tak było. Ja nie zatrzymywałem się, bo tego dnia wyszedłem nieco wcześniej z pracy i unikałem spotkań z Niemcami. Nadmieniam, że w miejscu, w które spadł z nasypu zabity przez Niemca, Żyd, sypana była ziemia z wagoników. Nie byłem poza tym świadkiem innych zbrodni dokonanych przez Niemców na Żydach lub osobach innych narodowości, ani też nie potrafię wskazać nazwisk sprawców zbrodni. Widziałem też, że przy budowie wykopów pod tory byli zatrudnieni więźniowie z Sikawy, dowożeni codziennie do pracy. Byli oni nadzorowani przez strażników, którzy nie dopuszczali nikogo do tych więźniów. Nie można było z tymi ludźmi porozumieć się. Na tym protokół zakończono i po odczytaniu jako zgodny ze złożonymi zeznaniami podpisany.

Wykaz niemieckich firm które korzystały na terenie Olechowa z niewolniczej pracy Polaków, Żydów, także w niewielkiej części jeńców angielskich i rosyjskich:

Kurt Hein - . Była to firma zajmująca się przygotowaniem terenu pod tory kolejowe. Torów jednak firma ta nie zakładała. Była to firma niemiecka z terenu Rzeszy.

Firma Budowlana Grün i Bielfinger z Mauscheim - budowa nasypu kolejowego

Breutigam i Matejko - Firma budowała budynki stacyjne i inne. Była to miejscowa firma budowlana prowadzona przez miejscowych Niemców.

Niemiecka firma tzw. „Ostdeutsche”, która wykonywała wykopy pod tory kolejowe. 

Ostdeutsche Tiefbau Geselschaft. - właściciel firmy był Niemiec  volksdeutsch o nazwisku Jędretzki z Konina.

Firma braci Karola i Oskara Pleszke z Łodzi ul. Nawrot 46, którzy w czasie okupacji stali się Niemcami. Firma ta wykonywała roboty budowlane.

Firma Ohlendorf - firma z Rzeszy, która wykonywała roboty związane z budową węzła kolejowego w Olechowie.

Firma Neubaumat z siedzibą w Andrzejowie. Budowa nowego dworca przetokowego.

Bilfinger & Berger - Mannheim   

Grün & Bilfinger z Mannheim 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Das Thema Olechów ist mir dank meiner Kontakte und meiner Freundschaft mit Horst Milnikel, einem Einwohner dieses ehemaligen Dorfes, sehr ans Herz gewachsen. Ich hatte nicht die geringste Ahnung, wie reichhaltig und zugleich tragisch die Geschichte von Olechów während der deutschen Besatzung in den Jahren 1939-45 ist. Ich sammelte immer mehr neue Materialien und Dokumente, die von dem deutschen Völkermord in diesen Gebieten (Olechów, Andrzejów, Jędrzejów) zeugten. Horst erinnerte sich an die Baracken, die nach der Befreiung übrig geblieben waren. Als Kind rannte er mit seinen Freunden auf dem Gelände des Arbeitslagers herum und spielte dort. Mit der Zeit wurden die Spuren immer weniger, was übrig blieb, war eine Gedenktafel in der Przemysłowa-Straße. Ich glaube, dass nur ein winziger Prozentsatz der neuen Bewohner der sogenannten Plattenbausiedlung sich der Tragödien bewusst ist, die sich dort ereignet haben.

Die deutschen Besatzer beschlossen, die Eisenbahnstrecke zwischen Łódź Kaliska und Koluszki über Olechów, Andrzejów und Andrespol auszubauen. Die Idee, den größten Rangierbahnhof in Zentralpolen zu bauen, entstand bereits einige Zeit vor dem Krieg. Allerdings fehlten die finanziellen Mittel für die Umsetzung dieser Pläne. Der Elan, mit dem die Deutschen den Bau in Angriff nahmen, erforderte sehr viel Arbeitskraft. Mit großem Elan und Eile wurde ein Arbeitslager an der Zakładowa-Straße und der Tomaszowska-Straße errichtet. Neben den einheimischen Polen wurden jeden Tag Juden aus dem Łódźer Ghetto zum Bahnhof in Andrzejów gebracht. Die Fluktuation war enorm, die Arbeitsbedingungen unmenschlich, Schläge und systematische Hinrichtungen (Erhängen) waren an der Tagesordnung. Juden wurden beim Bau von Dämmen getötet, viele von ihnen wurden in diesen Dämmen oder im nahe gelegenen Wald begraben. Dort ruhen sie bis heute...

Vor drei Jahren hatte ich zweimal Gelegenheit, das Pilecki-Institut in Warschau zu besuchen. Dort befinden sich über 3 Millionen Dokumente, die mit der deutschen Besatzung in Polen in Zusammenhang stehen. Darunter sind auch sehr interessante Dokumente über Olechów.

Ich möchte an dieser Stelle das Protokoll der Vernehmung von Tadeusz Węglewski durch den Staatsanwalt der Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź vorstellen.


Aktenzeichen: D… 4/69

Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź. 000008

PROTOKOLL DER VERNEHMUNG EINES ZEUGEN

Am 17. September 1969 in Łódź

Vize-Staatsanwalt Wiktor Klimczak , auf dem Gelände der Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź.

Zeuge: Tadeusz Węglewski, geboren am 9. Dezember 1911 in Niedrzew, Kreis Kutno, Sohn von Józef Bronisława, wohnhaft in Łódź, Trybały-Straße (ich gebe nicht die gesamte Hausnummer an). Beruf: Baumeister.

Während der Besatzungszeit wohnte ich in Łódź. Seit März 1941 war ich bei der Firma der Brüder Karol und Oskar Pleszke beschäftigt. Es handelte sich um ein noch aus der Vorkriegszeit stammendes Unternehmen, das von den genannten Brüdern Pleszke geführt wurde, die während der Besatzungszeit Deutsche geworden waren. Diese Firma führte Bauarbeiten durch. Soweit ich weiß, waren die Brüder Pleszke zu dieser Zeit jeweils über 50 Jahre alt. Im September 1942 führte ich im Rahmen der Firma Pleszke Arbeiten im Zusammenhang mit dem Bau eines Badehauses und der Fertigstellung eines Küchengebäudes auf dem Gelände des Lagers in Andrzejów durch. Während ich dort arbeitete, begannen Juden in dieses Lager einzuziehen.

Während meiner etwa fünfwöchigen Arbeit knüpfte ich Kontakt zu einem jüdischen Arzt, der in diesem Lager lebte. Von ihm weiß ich, dass im Lager in Andrzejów 630 Juden lebten. Auf dem Gelände dieses mit Stacheldraht umzäunten Lagers befanden sich sechs Baracken. Den Namen dieses jüdischen Arztes habe ich nicht mehr im Gedächtnis. Die Juden aus diesem Lager wurden von ihren Gruppenführern zur Arbeit beim Bau von Bahndämmen unter den Gleisen gebracht. Die Gruppen von Juden wurden, soweit ich weiß, bei der Arbeit von deutschen Vorarbeitern beaufsichtigt. Soweit ich mich erinnere, befand sich am Eingangstor zum jüdischen Lager ein Wachhäuschen, in dem Beamte der Bahnpolizei Dienst taten. Ich glaube, sie trugen graue Uniformen, die dunkler waren als die Uniformen der Gendarmen. Soweit ich mich erinnere, gab es 12 Bahnpolizisten, die dieses Lager bewachten und sich im Schichtdienst ablösten. Ich kenne die Namen keiner dieser Beamten. Von einem jüdischen Arzt habe ich gehört, dass von den Gruppen, die zur Arbeit gingen, abends 5-6 Menschen nicht zurückkehrten. Während meiner Arbeit in diesem Lager verrichteten die Juden Arbeiten am Bau eines Damms in einem Wald namens Hoffmanowa. Nach den Erzählungen des erwähnten Arztes kehrten von diesem Arbeitsplatz immer einige nicht zurück. Aus seinen Aussagen ging hervor, dass bei dieser Arbeit Juden ums Leben kamen, getötet und im Damm begraben wurden. Die Arbeiten an diesem Ort, der etwa 2 Kilometer von Andrzejów entfernt liegt, wurden von einer deutschen Firma durchgeführt, deren Namen ich nicht kenne. Ich möchte erwähnen, dass das oben erwähnte jüdische Lager etwa 1200 Meter vom Bahnhof in Andrzejów entfernt an der Straße in Richtung Olechów lag. Ich erinnere mich nicht mehr genau, aber ich glaube, dass ich im November 1942, als ich zur Arbeit kam, auf dem Gelände dieses jüdischen Lagers in Andrzejów erfuhr, dass in den frühen Morgenstunden 7 Juden im Lager erhängt worden waren. Das erzählten mir die Arbeiter – Polen, die in Baracken hinter dem jüdischen Lager wohnten. Auch an der Straße nach Olechów. Die Namen dieser Menschen kann ich nicht nennen. Diese Polen waren bei dieser Hinrichtung anwesend. Die Hinrichtung wurde, wie mir berichtet wurde, wegen des eigenmächtigen Verlassens der Gruppen durch die Juden durchgeführt. Dieser Grund wurde vor der Erhängung dieser sieben Juden von einem Deutschen genannt, der von außerhalb gekommen war. Die Hinrichtung wurde von Beamten der Bahnpolizei überwacht, die im Lager Dienst taten. Die Juden wurden von anderen Juden unter deutscher Aufsicht gehängt. In der Baracke des polnischen Lagers, das sich neben dem jüdischen Lager in Andrzejów befand, hatte ich als Vorarbeiter meinen Raum. Ich kam während meiner Arbeitszeit bis Juli 1943 in diesen Raum. Erst zu diesem Zeitpunkt zog ich nach Jędrzejów um. Vor meinem Umzug nach Jędrzejów baute ich Baracken an den Gleisen am Anfang des Dorfes Olechów, gezählt von Andrzejów aus, für englische Kriegsgefangene, die seit etwa Mai 1943 in diesem Lager lebten. Dieses Lager wurde mit der Einweisung der Kriegsgefangenen abgezäunt und vom Rest der am Bau beschäftigten Personen isoliert. Nach Abschluss der Arbeiten am Bau der Baracken für die Engländer arbeitete ich am Bau von Baracken in Jędrzejów. Dort wurden 6 Baracken errichtet. Das Gelände wurde mit Stacheldraht umzäunt, 3 Baracken wurden noch von den übrigen getrennt. In einem Teil wohnten 370 Juden, im anderen Teil Polen. Mit dem oben erwähnten jüdischen Arzt hatte ich während meiner gesamten Arbeitszeit auf der Baustelle Kontakt. Er kam auch in das Lager bei Jędrzejów. Im Mai oder Juni 1943, als ich zur Arbeit kam und mich in meinem Raum im Lager der Juden bei Andrzejów befand, sah ich, wie ein Jude auf einer Schubkarre vom Wachhaus in Richtung Baracken transportiert wurde. Als ich denselben Tag den erwähnten Arzt traf, erfuhr ich, dass der transportierte Jude von den Beamten der Bahnpolizei in der Wachstube so schwer geschlagen worden war, dass er starb. Den Namen dieses Juden kenne ich nicht. Ich glaube, es war im Herbst 1943, als ich an den Gleisen vorbeiging und sah, wie ein deutscher Vorarbeiter einen Juden mit einem Stück Holz schlug. Der Jude rollte zusammengekauert den Bahndamm hinunter. Dies geschah in der Nähe der Brücke über den Fluss in Richtung Chojen, auf Höhe des Waldes Kowalszczyzna. Dieser Jude wurde getötet und verschüttet, ich habe es nicht gesehen, aber ich nehme an, dass es so war. Ich habe nicht angehalten, weil ich an diesem Tag etwas früher von der Arbeit gegangen bin und Begegnungen mit Deutschen vermieden habe. Ich möchte erwähnen, dass an der Stelle, an der er von den Deutschen getötet wurde, Erde aus Waggons aufgeschüttet wurde. Ich war außerdem nicht Zeuge anderer Verbrechen der Deutschen an Juden oder Personen anderer Nationalitäten und kann auch keine Namen von Tätern nennen. Ich habe auch gesehen, dass beim Bau der Gleisgräben Häftlinge aus Sikawa beschäftigt waren, die täglich zur Arbeit gebracht wurden. Sie wurden von Wachen beaufsichtigt, die niemanden zu diesen Häftlingen ließen. Es war unmöglich, mit diesen Menschen zu kommunizieren. Damit wurde das Protokoll abgeschlossen und nach Verlesung als mit den gemachten Aussagen übereinstimmend unterzeichnet.

Kurt Hein – . Es handelte sich um eine Firma, die sich mit der Vorbereitung des Geländes für Eisenbahnschienen befasste. Die Firma verlegte jedoch keine Schienen. Es war eine deutsche Firma aus dem Reichsgebiet.

Bauunternehmen Grün und Bielfinger aus Mauscheim – Bau eines Bahndamms

Breutigam und Matejko – Das Unternehmen baute Bahnhofsgebäude und andere Gebäude. Es handelte sich um ein lokales Bauunternehmen, das von lokalen Deutschen geführt wurde.

Das deutsche Unternehmen „Ostdeutsche”, das Aushubarbeiten für die Eisenbahnschienen durchführte.

Ostdeutsche Tiefbau Geselschaft – Eigentümer des Unternehmens war ein Volksdeutscher namens Jędretzki aus Konin.

Das Unternehmen der Brüder Karol und Oskar Pleszke aus Łódź, ul. Nawrot 46, die während der Besatzungszeit zu Deutschen wurden. Dieses Unternehmen führte Bauarbeiten durch.

Die Firma Ohlendorf – ein Unternehmen aus dem Reich, das Arbeiten im Zusammenhang mit dem Bau des Eisenbahnknotens in Olechów ausführte.

Die Firma Neubaumat mit Sitz in Andrzejów. Bau eines neuen Durchgangsbahnhofs.

Bilfinger & Berger – Mannheim

Grün & Bilfinger aus Mannheim