Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 marca 2021

Bukowiec - Königsbach - Reinhold Nazarski - Wojsko Polskie - Anglia - Spadek

 

    Ciekawego e-maila otrzymałem dzidsiaj na moją skrzynkę. Pani Halina W. (nie podaję pełnego nazwiska) napisała:

Dzien Dobry,


Natrafilam na Pana blog przypadkiem w poszukiwaniu pewnej informacji.
Rowniez , przypadkiem, natrafilam na informacje o mieszkancu Bukowca w artykule w Wielkiej Brytani.  Czlowiek ten byl zolniezem ktory pozostal w Anglii po wojnie. Jest na liscie osob ktore zostawily po sobie majatek ( spadek) , ktory jezeli nie zglosi sie zadna rodzina przejdzie na wlasnosc Skarbu panstwa w Wielkiej Brytani.
Ja mieszkam w Anglii , ale pomyslalam sobie ze sprobuje kogos znalezc kto moze akurat okaze sie rodzina w regionie Lodzi lub Bukowca.
Chcialam zapytac czy ma Pan jakies mozliwosci zeby ta informacje sprawdzic.
Robie to bezinteresownie, rozne sa losy ludzkie i moze ktos nie potrafil lub nie mogl  nawiazac kontaktu z rodzina i tak mozna tez pomoc.
Podam dane:
Reinhold Nazarski


Pozdrawiam 
Halina W.

Początkowo oceniałem tę wiadomośc jako wirusa.., w drugiej opcji brałem za możliwe, że Reinhold Nazarski był mieszkańcem Bukowca koło Nowosolnej. Jednak myliłem się, znalazłem wzmiankę o tej osobie na moim blogu z 22.11.2017 roku pod 

Bukowiec - Königsbach - Gmina Brójce - Pabianice - Wiączyń - Wykaz zgonów - 1930 - cz.13


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ich habe heute eine interessante E-Mail erhalten. Frau Halina W. (ich gebe meinen vollen Namen nicht an) schrieb:

Guten Morgen,


Ich bin auf der Suche nach Informationen zufällig auf Ihren Blog gestoßen.
Außerdem stieß ich zufällig in einem Artikel in Großbritannien auf Informationen über einen Einwohner von Bukowiec.  Dieser Mann war ein Soldat, der nach dem Krieg in England blieb. Er steht auf einer Liste von Personen, die ein Erbe hinterlassen haben, das, wenn sich keine Familie meldet, in den Besitz des britischen Finanzministeriums übergeht.
Ich lebe in England, aber ich dachte, ich würde versuchen, jemanden zu finden, der vielleicht eine Familie in der Gegend von Lodz oder Bukowca hat.
Ich wollte Sie fragen, ob Sie eine Möglichkeit haben, diese Informationen zu überprüfen.
Ich mache das selbstlos, das Leben der Menschen ist anders und vielleicht konnte oder kann jemand die Familie nicht kontaktieren und so können Sie helfen.
Lassen Sie mich Ihnen die Details nennen:
Reinhold Nazarski
https://wbh.wp.mil.pl/pl/skanywyszukiwarka_bazy_personalne/?strona=366&kategoria_bazy_osobowej=4&imie=&nazwisko=&imie_ojca=&sygnatury=&sort=kategoria_bazy_osobowej&sort_type=%2B&miejsce_urodzenia=

https://geneteka.genealodzy.pl/index.php?op=gt&rid=S&search_lastname=nazarski&exac=&from_date=&to_date=&w=05ld&lang=pol&bdm=S&rpp1=50&ordertable=[[0,%22asc%22],[1,%22asc%22],[2,%22asc%22]]&searchtable=&rpp2=50

Mit freundlichen Grüßen 
Halina W.

Zunächst bewertete ich diese Nachricht als Virus..., in der zweiten Variante hielt ich es für möglich, dass Reinhold Nazarski ein Einwohner von Bukowiec bei Nowosolna war. Doch ich habe mich geirrt, ich habe eine Erwähnung dieser Person auf meinem Blog vom 22.11.2017 gefunden unter 

Bukowiec - Königsbach - Gmina Brójce - Pabianice - Wiączyń - Wykaz zgonów - 1930 - cz.13


                                                                 ROK 1930
W tabeli pod pozycją: 117/1930 był następujący wpis:
117/1930Nazarska, dziewczynka bez imienia i chrztu.
3 dni w Bukowcu.17.12.1930 w Bukowcu.Juliusz (robotnik) i Katarzyna Nazarscy z domu Ohmenzetter

Reinhold Frank, lat 39, rolnik i Reinhold Nazarski, lat 23, robotnik, obydwaj z Bukowca.
Dlatego zwracam się z prośbą do wszystkich, którzy mogą pomóc w znalezieniu krewnych o pomoc!
NazarskiReinholdAleskander1907-06-09pow. ŁódźII.53.42463

środa, 12 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Maczek - Normandia - Zakończenie wojny - Urząd Bezpieczeństwa - - Wojsko Polskie -cz.8

     Na teren Niemiec wkroczyliśmy przez miasto Harem, na które nie mówiło się inaczej jak Maczków. W pobliżu Maczkowa znajdował się obóz koncentracyjny Oberlangen, a w nim dużo Polek. Ostatnim miejscem mojego postoju w Niemczech był Osnabruck. Koniec wojny zastał mnie gdy wracałem z urlopu z Paryża, w Lille. Wieczorem zobaczyliśmy miasto oświetlone po raz pierwszy od wielu lat, śpiewy, muzyka, tańce i wino.


                                                Tadeusz Kosiorek - 1944 rok.
   

       Trudno się było temu przeciwstawić, trzeba było urlop przedłużyć. Gdy wróciłem do jednostki koledzy opowiadali jak to zakończenie wojny u nas przebiegało. Strzelano ze wszystkich luf, nawet z dział przeciwlotniczych. Na wiwat, za to, że skończył się czas poniewierki i śmierci. Jeszcze nie zastanawiałem się co będę robił dalej. Chciałem poznać Niemcy, był na to czas. Zwiedziłem Bremen, Hamburg, Hanover, Góry Harzu, obozy koncentracyjne w bergen-Belsen oraz Falingbostel. Zwiedziłem również Rotterdam, Amsterdam i Zagłębie Ruhry. Kiedy przechodziłem koło obozu Falingbostel byłem świadkiem wesela. Śpiewy, muzyka, bardzo uroczyście jak na owe czasy. Ten moment będę zawsze pamiętał, gdyż owe wesele, było weselem mojej rodzonej siostry. Wtedy oczywiście o tym nie wiedziałem.

                                Drużyna piłkarska (Tadeusz Kosiorek) - Niemcy - 1945 rok.

      W czasie późniejszym  odnalazłem siostrę i dopiero wtedy o tym się dowiedziałem. Kilku kolegów, w sposób nielegalny udało się na rekonesans do Polski. Oczywiście powrócili. Różne były ich zdania. Z Niemiec wyjechałem w 1946 roku, przez Wilhemshaven do Anglii. Różne miałem oferty, nawet takie aby jechać na okupację Japonii i obywatelstwo USA. Krążyły pogłoski, że całe polskie lotnictwo chce przejąc Brazylia.
      Koledzy emigrowali do różnych części świata: do Australii, Tasmanii, Francji, Holandii, a nawet do Niemiec by się tam ożenić i osiedlić. ja mimo, że to wszystko było bardzo zachęcające, postanowiłem wracać do Polski. nastąpiło to w 1947 roku.
      Zaraz po powrocie, mając fach w ręku i duże doświadczenie zawodowe podjąłem pracę i w jednej firmie przepracowałem 33 lata, od powrotu do emerytury. Nie żałuję tego, mimo, że spotykało mnie dużo przykrości związanych z moim powrotem. Wytykano mi często, że jestem "andersowiec", a ja powiem szczerze byłem dumny z tego. Co taki jeden z drugim wie o wojnie i o tym, co tam się w Rosji działo, jak z nami Polakami postępowano.

                      Tadeusz Kosiorek przy rozbitym samolocie niemieckim - Niemcy - 1945 rok.

      Byłem, widziałem i szczęśliwie przeżyłem. Byłem u Andersa, a u kogo miałem być? Miałem inny wybór?
      Generał Anders z tych tysięcy uciemiężonych ocalałych z łagrów Polaków zrobił żołnierzy, którzy później walczyli o Monte Casino, Ankonę i Bolonię okrywając się należną chwałą. Generał Anders wywiódł nas z azjatyckiej części ZSRR, chroniąc nas przed głodem, mrozem, tyfusem, malarią, a nade wszystko przed upadkiem moralnym. A to MU cześć i chwała oraz dozgonna pamięć żołnierza.
      takie było moje życie w Polsce i takie są teraz moje refleksje. Był okres kiedy pieczołowicie interesowało się mną UB. Często wracam do rozmyślań i kalkulacji, czy tam na Zachodzie byłoby mi lepiej żyć. Pewno, ze byłoby lepiej pod względem materialnym, pewno, że nikt by nie wytykał mi moją walkę czy inne myślenie, ale co obczyzna to obczyzna, nie byłbym między swoimi.
     Jestem w Polsce, bo tu dla Polaka jedyne miejsce na świecie mimo, że serce boli i to dosłownie. Jestem po trzech zawałach, ale do wspomnień wojennych zawsze wracam. Tego zapomnieć się nie da.

Gałków 1.4.1994                                                           Podpis

                                                               KONIEC

Jeszcze raz, serdeczne podziękowania dla Dominika za udostępnienie tego materiału. Spisane na maszynie wspomnienia Tadeusza Kosiorka są własnością MUZEUM W GAŁKÓWKU.

sobota, 8 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Maczek - Normandia - - Wojsko Polskie -cz.7

     Zaczęto nas uczyć słówek niemieckich, zapoznano nas z umundurowaniem wroga. Wreszcie nadszedł ten dla nas pamiętny dzień. załadowano nas na barki i z portu Southampton przez Kanał la Manche wylądowaliśmy koło Caen w Normandii. Nie było to łatwe i bezpieczne i choć już nigdy z nas widział gołym okiem brzeg francuski, nikt nie by ł pewien czy dopłynie cały.
     Co chwilę fontanny wody tryskały od min głębinowych, a samo wybrzeże najeżone były palami aby utrudnić lądowanie gladerów. Pierwsze lotnisko jakie  zdobyliśmy było w Caen. Tu w Normandii spotkaliśmy pierwszych Polaków. Były to dzieci-wyśta Poloki, no to dejta sygaret dla papa, a jak już dostali domagali się - czekolat dla mama. Daliśmy im również kilka puszek konserw, a oni nas częstowali calvadosem.
      Przed inwazją zwracano nam uwagę abyśmy bardzo ostrożnie zgadzali się na wszelkiego rodzaju poczęstunki. W tym celu otrzymaliśmy specjalne pigułki do odkażania wody. Calvados był jednak nie zatruty i bardzo nam smakował. Po krótkim pobycie w Normandii skierowano nas do północnej francji w okolice Lille. Po drodze widzieliśmy wyrzutnie V1, oczywiście już unieruchomione. Okolice Lille zamieszkałe były przez Polaków zatrudnionych tam w kopalniach węgla. W tym czasie odbywał się tam pobór ochotników do Wojska Polskiego. W mojej jednostce mieliśmy więc: Anglików, Polaków z Belgii i Francji oraz Polonusów z Brazylii i Argentyny. Do tego jeszcze doszli folksdojcze wzięci do niewoli przez Anglików w Afryce, którzy zostali zrehabilitowani. Ci ostatni to Ślązacy.


                                    Tadeusz Kosiorek z kolegą - Anglia - 1943 rok.
     Będąc w północnej części Francji odczuliśmy najwięcej polskości. Rozgrywaliśmy mecze piłki nożnej, zapraszano nas w gościnę, były restauracje polskie, gdzie wszystko można było kupić i sprzedać. Przeniesiono nas do Belgii. Pierwszym lotniskiem było Kutrik k. Menin. Następnym miejscem, które było mi przeznaczone to lotnisko koło Brukseli Grinbergen. Zostałem zakwaterowany w miejscowości Humbek u rodziny Von Gustaw Eden, który był właścicielem młyna elektrycznego. Tu bardzo często nawiedzały nas "buz bomby" tak nazywaliśmy pociski V1. Jedna z nich łagodnie lądując zaczepiła płatem o barak w którym kwaterowali Anglicy, ale na szczęście nie eksplodowała. Znów zmiana, tym razem lotnisko Gent, gdzie na własnej skórze odczuliśmy niemiecką operację w Ardenach. Opuszczamy Belgię i zatrzymujemy się w Holandii koło Bredy lotnisko Gilze. Zarówno lotnisko jak i miasto wyzwolone zostało przez Polaków pod dowództwem generał Maczka. Przez Arnhem koło Najmengen wszędzie spotykaliśmy polskie akcenty, by ła to droga walki dywizji generała Maczka.

                                                           - ciąg dalszy nastąpi -
     

    

czwartek, 6 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Dywizjon 318 - Generał Sikorski - Wosjo Polskie -cz.6

     Stał tam polski dywizjon 303 i 517 do którego dostałem przydział, ale później na skutek reorganizacji przeniesiony zostałem do dywizjonu 318 w Detling k.Meidstone Hrabstwo Kent. Krązyły tu pogłoski, że Meidstone nie jest bombardowane przez Niemców, gdyż więziony jest tu zastępca Hitlera, Rudolf Hess. W dywizjonie 318 służbę pełniłem jako lotogrametrowiec i już myślałem, ze tak będzie do końca wojny, gdy odezwały się dolegliwości z okresu pobytu w raju sowieckim.
     Wróciła malaria i tylko z tego powodu zamiast ze sławnym polskim lotnikiem Stanisławem Skalskim lecieć do Włoch, znalazłem się w szpitalu w Chatam, a następnie w wojskowym szpitalu Dartfort. W szpitalu tym leżało kilku Polaków. Było nam tu bardzo dobrze, szczególnie, że Polacy byli pod specjalną opieką Towarzystwa Polsko-Angielskiego Opieki nad rannymi i chorymi. Odwiedzała nas żona generała Sosnkowska i inne panie.


                                         Tadeusz Kosiorek - Anglia 1944r.
     
      Śmierć generała Sikorskiego pogrążyła nas w smutku i żałobie. Nie dane mi było uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych z powodu służby, ale w krótkim czasie odwiedziłem miejsce wiecznego spoczynku generała, które znajdowało się na cmentarzu Polskich Lotników w Nowwark.


                            Cmentarz żołnierzy polskich w Anglii - 1945r.
     

       Po kłopotach chorobowych zostałem skierowany do 411 R.S.U. Była to jednostka pomocnicza przy 131 Wingu czyli skrzydle. W okresie przygotowań do inwazji stacjonowaliśmy w południowej Anglii, w Chichester, Heston Fulham blisko Londynu. Naloty niemiecki bombowców odbywały się przeważnie nocą. nad Londynem rozwieszone były balony zaporowe, a pod Londynem "undergraund", kolej podziemna służyła jako schron przeciwlotniczy.


                                       Tadeusz Kosiorek z kolegą - Anglia - 1944r.

      Mieszkańcy Londynu przychodzili tu spać, bo V1, czyli tajemnicza broń niemiecka trochę paniki tu zrobiła. Pamiętam jak nad lotniskiem w Fulham rakieta V1 mając uszkodzonego automatycznego pilota, krążyła w koło raz wyżej, raz niżej. Czekaliśmy w napięciu gdzie i kiedy spadnie. Zaczęto przygotowywać nas do inwazji. Przepustki wstrzymano, choć nas Polaków żandarmeria R.A.F. traktowała łagodnie. Wykorzystało to dwóch Anglików i w pożyczonych od Polaków mundurach z "POLAND" na rękawie, z naszymi orzełkami, pojechali do Londynu. Żandarmi byli jednak bardzo czujni i owych przebierańców zdemaskowali mimo, że si.ę zapierali, iż angielskiego nie znają. Oczywiście był raport karny, który odbierał major Dąbrowski, ale skończyło się na "ku chwale ojczyzny".

środa, 5 czerwca 2019

Gałkówek - Muzeum - Tadeusz Kosiorek - Wspomnienia - 2 wojna światowa - Kresy - Sowieci - Starobielsk - Łagry - Tockoje - Generał Sikorski - Wosjo Polskie -cz.5

     W Starobielsku stanąłem przed komisją wojskową, - wszyscy byli zdolni do służby. Wreszcie wymarsz do transportu kolejowego, większość boso, oberwani i wynędzniali. na przeciw nas defilowali bojcy, nasi dotychczasowi gnębiciele. Żegnaliśmy ich wyuczonymi przeklęstwami rosyjskimi, na nic innego nie zasłużyli. Dostałem przydział 6 DP (Dywizja Piechoty) 6 kompania w Tockoje w Kazachstanie. Zima, a szczególnie zima w Tackoje to coś co nie da się opisać. Słupek rtęci wskazywał 40 stopni poniżej zera. Koszary nasze to namioty. Woda w manierce pod głową zamarzła. Wyżywienie marne, 2 razy dziennie zupka plus 400 gram chleba, w którym było wszystko tylko najmniej mąki. Czego tam człowiek nie znalazł, był łubin, proso, jęczmień i owies.
     Wypuszczaliśmy się pod sterty kołchozowe by ukraść trochę kłosów zbożowych. By zmniejszyć skutki głodu wysyłano nas z dywizji do pracy w kołchozach. Przeważnie młóciliśmy zboże, a jeśli był mniejszy śnieg to nawet koszono. W kołchozach pozostali tylko starcy, dzieci i kobiety. Jedliśmy wspólnie z jednego kotła i trochę odżywialiśmy się. Władać bronią uczyliśmy się na drewnianych karabinach, lufy też były drewniane. Rosjanie, teraz już nasi sojusznicy widać nie dowierzali i broni nie dawali. Stopniowo też zaczęto nas mundurować. jak jedna kompania dostała czapki, to druga z kolei spodnie itd. Do Tockoje zaczęli napływać Polacy którym udało się zbiec, gdyż nikt ich o utworzeniu wojska polskiego nie zawiadamiał. W grudniu 1941r. odwiedził nasze wojsko naczelny Wódz Generał Władysław Sikorski i zaraz po jego wyjeździe nastąpił wyjazd do Uzbekistanu. Wyjazd bez żadnego zaaklimatyzowania przyczynił się do wielu chorób i epidemii tyfusu, żółtaczki, szkorbutu i kurzej ślepoty.
      Wyjechaliśmy przy 40 stopni poniżej zera, a tu przywitała nas gorączka tak na 30 stopni w cieniu. Nic dziwnego, że w takich warunkach nawet wodę trzeba było tu porcjować. Zaczęły krążyć pogłoski najróżniejsze. Mówiono, że mamy wyjechać do Persji, a Sowieci nie chcą nas puścić. To znów przyszła taka wiadomość, aby robić zapasy żywności na podróż przez góry Afganistanu. Mówiono również, że 5 dywizja jest już uzbrojona i toczy potyczki z Sowietami. Co było prawdą, a co tylko plotką nie pamiętam gdyż owładnęły mnie wyżej wymienione choroby, wyłączając tyfus. pamiętam tyle, że mnie z barki znoszono na noszach do szpitala w Pahlawi.
      Widziałem dym i czułem swąd palących się ciuchów, które na sobie przywieźliśmy z raju. szczęście, że koledzy nie pozostawili mnie z ZSRR. Opowiadali mi później jaką podróż mieliśmy przez Morze Kaspijskie. Ciasnota okropna: cywile, kobiety, dzieci i wojsko. załatwianie się przez burtę lub na pokład. Co drugi miał biegunkę. Kilka osób wpadło do morza, kilka osób zostało w tłoku zadeptane, nikt się tym nie przejmował, trwała straszna walka o życie, o to aby jak najdalej być od tego "raju" na ziemi. Ze szpitala w Pahlawi przewieziono mnie do Teheranu i tam kurowałem się przez 2 miesiące. nastąpił wyjazd do Iraku.
      Dostałem przydział 17 pułku Ułanów Krechowieckich i stąd oddelegowano mnie do lotnictwa. Skoszarowani wybrańcy do Anglii zostaliśmy w Kanakin  nad rzeką Tygrys w Persji. Tu pożegnał nas generał Anders, a ja dostąpiłem zaszczytu bierzmowania przez samego biskupa Gawlinę, naczelnego kapelana Wojska Polskiego. Wyjechaliśmy do portu Bastra, gdzie załadowano nas na hinduski statek handlowy i przez Zatokę Perską dopłynęliśmy do Bombaju. Statek skrzypiał niesamowicie, a szczurów było na nim moc. W odległości kilkudziesięciu kilometrów od Bombaju spędziliśmy na odpoczynku kilka dni. Zwiedziliśmy Bombaj, a obowiązkiem każdego z nas było: przejechać się rykszą, zobaczyć zaklinaczy wężów i pogłaskać świętą krowę. Z Indii wypłynęliśmy amerykańskim statkiem "Maripoza" w konwoju kilkudziesięciu jednostek morskich wiozących ropę z Iranu. Tak się złożyło, ze nie wszyscy jednak z Indii wyjechali. Pozostali ci, którzy na swoje nieszczęście złapali kawalerską chorobę.

                                   Tadeusz Kosiorek - lotnisko w Anglii - 1943 rok.

      Konwój był patrolowany przez okręty wojenne i ubezpieczany balonami zaporowymi. Gdyśmy przepływali przez równik odbyła się ceremonia zgodna z tradycją marynarską. Madagaskar minęliśmy z prawej strony, a Przylądek Dobrej Nadziei i w końcu Kapsztad, - postój dwa dni. Widziałem miasto, piękne wille kolonistów i nędzę tubylców. Zwiedzałem plantację ananasów. Kapsztad opuściliśmy tym samym statkiem, lecz samotnie już bez konwoju. Patrolowały nas tylko myśliwce. częste zmiany kursu i kilka alarmów bojowych. Co zwykły żołnierz mógł się dowiedzieć więcej? Biskaje minęliśmy daleko na zachód i od północy dotarliśmy do Riverpool. Byłem już na wyspie brytyjskiej. Podróż statkiem trwała 24 dni. Z Riverpoolu koleją do Blackpool, gdzie nas przemundurowano, uczono angielskiego i przysposabiano do służby w lotnictwie. Zakwaterowani i żywieni byliśmy u osób prywatnych . Pierwszym lotniskiem w Anglii na którym stacjonowałem był Norholt k.Londynu.

                                      Tadeusz Kosiorek - lotnisko w Anglii - 1943 rok.