Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzejów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzejów. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 kwietnia 2026

Bitwa o Brzeziny 1914 roku - Horst Milnikel - Co słychać w Andrzejowie - cz.3

 Kończyła się amunicja strzelecka i artyleryjska. Brakowało żywności, ciepłej odzieży, lekarstw. Około 1000 wozów zaopatrzenia i z rannymi z braku koni ciągnęło 6.000 jeńców rosyjskich. Mróz dokuczał bardzo, w nocy - 20 stopni C., na wozach zamarzali ranni. Żołnierze obydwu walczących stron umierali z zimna w pozycji strzeleckiej 24 listopada. Sztab, wojsko z rannymi i jeńcy o godzinie 2 w nocy ruszył z Wiskitna w drogę powrotną przez Giemzów na Kurowice, żeby utrzymać w tajemnicy wycofywanie wojsk obręcze kół od wozów "żelaznych" owijano powrósłami ze słomy.

W Kurowicach z powodu ostrzału artyleryjskiego wojska rozdzielają się; dalej maszerują przez zamarznięte pola. Następne spotkanie wojsk w Brzezinach.

- 50 Dywizja maszeruje przez Rokiciny.

- 49 Dywizja maszeruje przez Borowo.

-  3 Dywizja maszeruje przez las gałkowski.

Trzecia Dywizja po przeprawie w Bukowcu przez Miazgę maszeruje na wiś Zielona Góra. Po przygotowaniach do zdobycia torów kolejowych linii Łódź - Koluszki wojska ruszają o godz. 12 w południe do natarcia.

Po uporczywych walkach tory są zdobyte. Po krótkim wypoczynku (sztab zajął kurnik w budynku dróżnika na skraju lasu gałkowskiego od strony Justynowa, gdyż w domku dróżnika byli ranni żołnierze rosyjscy), dywizja rusza o godz. 7:30 wieczorem północnym skrajem lasu gałkowskiego na Gałków i dalej przez Małczew do Brzezin. Po trzygodzinnym marszu przez pola i godzinnej walce ponownie zdobyło Brzeziny. Wzięto do niewoli dwóch generałów. W razie przedłużającego się oporu Rosjan, wschodnia część Brzezin miała być spalona. Następnego dnia dołączyły 49 i 50 Dywizja, które przełamały pierścień okrążenia w okolicach wsi Borowo i Chrusty Stare.

Razem ruszono w kierunku na Lipiny. Artyleria zajęła stanowiska wokół wsi Polik. Tam została zaskoczona atakiem rosyjskiej piechoty. Straciła dwa działa, które 8 dni później zostały wystawione w Petersburgu jako trofea wojenne. Nocą po przełamaniu linii frontu zgrupowanie znalazło się po niemieckiej stronie frontu. Dowódcom wojsk rosyjskich bardzo zależało na wzięciu do niewoli w/w. zgrupowania, gdyż naczelny dowódca Wojsk Rosyjskich wielki książe Mikołaj Mikołajewicz już dwa dni wcześniej ogłosił, że zgrupowanie zostało okrążone i wzięte do niewoli. Dowódcy dobrze wiedzieli, że nie tylko szeregowi żołnierze, ale też generałowie którzy popadli w niełaski, dostawali bilet na Syberię - w jedną stronę.

Ponieważ korpus, który działał w naszej najbliższej okolicy w ciągu dwóch tygodni był ciągle w natarciu lub w odwrocie, atakowany ze wszystkich stron przez wojska rosyjskie, poległych żołnierzy pochowali Rosjanie w masowych grobach.

W okresie okupacji hitlerowskiej groby ekshumowano, około stu poległych zabrały rodziny do Niemiec. Poległych rozdzielono. Cmentarze są wspólne ale mają część rosyjską i niemiecką.

Jak już wspominałem, kwatery poległych Polaków są w części niemieckiej jak i rosyjskiej.

Niemcy gen. Litzmanna okrzyknęli bohaterem. Łódź w okresie okupacji nazwano Litzmannstadt. Pomnik Tadeusza Kościuszki miano obalić, na jego miejscu miał stanąć pomnik generała Litzmanna.

Po tych działaniach linia frontu nieznacznie zmieniła się. Wojska okopały się i przeszły do wojny pozycyjnej.

Ofensywa Niemiecka odniosła taki skutek, że Rosjanie nie rozpoczęli zaplanowanego natarcia na Wrocław i Berlin.

Tylko źródła niemieckie podają szczegóły tej batalii i opis walk w naszej okolicy. Informacje zaczerpnąłem z książki Teodora Jakobsa -  Der Löwe von Brzeziny wydanej w 1937 roku.

                                              Wojska Niemieckie maszerują na front.
                        Artyleria Lancelle wspiera działania piechoty. Obleganie Łodzi.

Artylerii Lancelle udało się wjechać galopem przed własną linię wojsk ostrzeliwując ogniem bezpośrednim wroga.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Die Munition für Infanterie und Artillerie ging zur Neige. Es fehlte an Lebensmitteln, warmer Kleidung und Medikamenten. Etwa 1000 Versorgungs- und Verwundetenwagen wurden mangels Pferden von 6.000 russischen Kriegsgefangenen gezogen. Der Frost war sehr bitter, nachts herrschten -20 °C, auf den Wagen erfroren die Verwundeten. Soldaten beider Konfliktparteien starben am 24. November in Schussposition vor Kälte. Der Stab, die Truppen mit den Verwundeten und die Kriegsgefangenen brachen um 2 Uhr nachts von Wiskitno auf den Rückweg über Giemzów nach Kurowice auf, um den Truppenrückzug geheim zu halten; die Felgen der „eisernen“ Wagen wurden mit Strohseilen umwickelt.
In Kurowice teilen sich die Truppen aufgrund von Artilleriefeuer auf; sie marschieren weiter über die gefrorenen Felder. Das nächste Treffen der Truppen findet in Brzeziny statt.
- Die 50. Division marschiert durch Rokiciny.
- Die 49. Division marschiert durch Borowo.
-  Die 3. Division marschiert durch den Gałkowski-Wald.
Nach der Überquerung der Miazga in Bukowiec marschiert die 3. Division auf Zielona Góra zu. Nach den Vorbereitungen zur Eroberung der Eisenbahnstrecke Łódź–Koluszki rücken die Truppen um 12 Uhr mittags zum Angriff aus.
Nach hartnäckigen Kämpfen werden die Gleise erobert. Nach einer kurzen Rast (der Stab bezog einen Hühnerstall im Haus des Gleiswärters am Rande des Gałkowski-Waldes auf der Seite von Justynów, da sich im Haus des Gleiswärters verwundete russische Soldaten befanden), marschiert die Division um 19:30 Uhr am nördlichen Rand des Gałkowski-Waldes in Richtung Gałków und weiter über Małczew nach Brzeziny. Nach einem dreistündigen Marsch über Felder und einem einstündigen Kampf erobert sie erneut Brzeziny. Zwei Generäle werden gefangen genommen. Im Falle anhaltenden Widerstands der Russen sollte der östliche Teil von Brzeziny niedergebrannt werden. Am nächsten Tag schlossen sich die 49. und 50. Division an, die den Umzingelungsring in der Nähe der Dörfer Borowo und Chrusty Stare durchbrachen.
Gemeinsam rückte man in Richtung Lipiny vor. Die Artillerie bezog Stellungen um das Dorf Polik. Dort wurde sie von einem Angriff der russischen Infanterie überrascht. Sie verlor zwei Geschütze, die acht Tage später in St. Petersburg als Kriegstrophäen ausgestellt wurden. In der Nacht nach dem Durchbruch der Frontlinie befand sich die Truppengruppe auf der deutschen Seite der Front. Den russischen Befehlshabern lag sehr viel daran, die oben genannte Truppe gefangen zu nehmen, da der Oberbefehlshaber der russischen Streitkräfte, Großfürst Nikolai Nikolajewitsch, bereits zwei Tage zuvor verkündet hatte, dass die Truppe eingekesselt und gefangen genommen worden sei. Die Kommandeure wussten sehr wohl, dass nicht nur einfache Soldaten, sondern auch Generäle, die in Ungnade gefallen waren, eine Fahrkarte nach Sibirien erhielten – ohne Rückfahrt.
Da das Korps, das in unserer unmittelbaren Umgebung operierte, zwei Wochen lang ständig im Angriff oder auf dem Rückzug war und von allen Seiten von russischen Truppen angegriffen wurde, begruben die Russen die gefallenen Soldaten in Massengräbern.
Während der deutschen Besatzungszeit wurden die Gräber exhumiert, etwa hundert Gefallene wurden von ihren Familien nach Deutschland überführt. Die Gefallenen wurden getrennt beigesetzt. Die Friedhöfe sind gemeinsam, haben aber einen russischen und einen deutschen Teil.
Wie bereits erwähnt, befinden sich die Grabstätten der gefallenen Polen sowohl im deutschen als auch im russischen Teil.
Die Deutschen erklärten General Litzmann zum Helden. Łódź wurde während der Besatzungszeit in Litzmannstadt umbenannt. Das Tadeusz-Kościuszko-Denkmal sollte gestürzt werden, an seiner Stelle sollte ein Denkmal für General Litzmann errichtet werden.
Nach diesen Maßnahmen verschob sich die Frontlinie geringfügig. Die Truppen gruben sich ein und gingen zum Stellungskrieg über.
Die deutsche Offensive hatte zur Folge, dass die Russen ihren geplanten Vorstoß auf Breslau und Berlin nicht starteten.
Nur deutsche Quellen liefern Details zu dieser Schlacht und eine Beschreibung der Kämpfe in unserer Gegend. Die Informationen entnahm ich dem 1937 erschienenen Buch von Theodor Jakobs – „Der Löwe von Brzeziny“.



poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Bitwa o Brzeziny 1914 roku - Horst Milnikel - Olechów - Kurowice - Bukowiec - Karpin - Co słychać w Andrzejowie - cz.2

 Po zdobyciu Borowej i przeprawie na rzece Miazdze w Karpinie, ruszyli dalej na Kurowice. Inna część wojsk tego zgrupowania po ciężkich walkach zdobyła wsie Brójce i Eufeminów. Dywizja gen. Litzmanna walczyła o wieś Bedoń. Rosjanie ostrzeliwali Niemców z dział ustawionych w Andrespolu i Kraszewie. Walki toczyły się nocą przy temperaturze - 10 stopni. Wieś płonęła, kolejne domy zapalały się trafione pociskami armatnimi. Huk wybuchających pocisków mieszał się z jednostajnym szumem skrzydeł opodal stojącego wiatraka. Rankiem zdobyto Bedoń.

Park i zabudowania gospodarcze oraz pałac w Bedoniu, zamienione przez Rosjan w twierdzę broniły się dalej.

Dopiero po użyciu najcięższych dział stojących na południowym skraju Bukowca (w odległości 8 km.) Niemcy przełamali opór Rosjan. Atak na Bedoń prowadził osobiście dowódca regimentu (pułku) gen. mjr. Friedenburg, w asyście dowódców batalionów.

Po zdobyciu szturmem zabudowań dworskich wzięto do niewoli około 1000 jeńców, zdobyto 6 ciężkich karabinów maszynowych. Miazga i mosty na rzece były jeszcze w rękach Rosjan (w tym roku w trakcie prowadzenia robót ziemnych w Bedoniu natrafiono na rowy strzeleckie wypełnione amunicją) w następnej kolejności zdobyto Kraszew i Andrespol.

Sztab gen. Litzmanna i lazaret urządzono w Kurowicach. 20 listopada 1914 roku zaatakowano Rzgów, zdobyto wieś Grodzisko. Dziewiąta Brygada kawalerii przez Stróżę i Szklaną Hutę ma atakować Feliksin, z linii drogi Andrespol - Wiśniowa Góra. Po uporczywych walkach trwających od 8 rano do późnych godzin popołudniowych, szturmem, w walce na bagnety, łopaty, pięści zdobyto wieś. Wzięto do niewoli około 1000 jeńców.

Przygotowania do szturmu na wieś Olechów, którego bronią Dywizje Syberyjskie. Lancelle na swojej drabinie obserwacyjnej na przedpolach Olechowa od strony Wiskitna.
Vorbereitungen für den Sturm auf das Dorf Olechów, das von den Sibirischen Divisionen verteidigt wird. Lancelle auf seiner Beobachtungsleiter vor den Toren von Olechów, von der Seite von Wiskitno aus gesehen.

22 listopada 1914 roku sztab wojsk gen. Litzmanna przeniósł się do wsi Wiskitno. Wojska nacierały w kierunku na Starową Górę. Ponieważ okazało się niemożliwe dotarcie do drogi Łódź - Tuszyn postanowiono zmienić kierunek natarcia na północny. Zaatakowano wsie Dąbrowa i Olechów (dzisiaj ulice Zakładowa i Olechowska). Olechowa broniły doborowe oddziały gwardii moskiewskiej oraz dywizje syberyjskie.

Po ciężkich walkach, które przyniosły duże straty obu walczącym stronom Niemcy zajęli Olechów. Przedpola wsi zalegały setki rannych i zabitych (jeden Regiment - pułk w tej bitwie stracił 6 oficerów i 300 żołnierzy). Wieczorem dotarli łącznicy z korpusu wojsk okrążających Łódź od północy. Uzgodniono, że 23 listopada wojska uderzą na Mileszki i połączą się tamtejszym korpusem. Czas naglił gdyż ze wszystkich kierunków zbliżały się dalsze jednostki wojsk rosyjskich, w celu okrążenia XXV, XX i 3 Dywizji liczących razem około 12.000 żołnierzy.

W tym samym czasie Naczelne Dowództwo wojsk niemieckich wysłało depeszę do doiwódcy całego zgrupowania, żeby kontynuować marsz w kierunku na Brzeziny i dalej do linii frontu.

Dla okrążonych wojsk był to szok. Przed nimi był tylko jeden dzień walk i praktycznie koniec kampanii. Decyzja sztabu zmuszała ich do pokonania tej samej drogi, którą przecierali sobie w nieustannych bojach w ciągu tygodnia.

Wojska niemieckie atakują wojska rosyjskie broniące Olechowa. Atak od strony Wiskitna.
Deutsche Truppen greifen die russischen Truppen an, die Olechow verteidigen. Der Angriff erfolgt von Wiskitno aus.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nach der Einnahme von Borowa und der Überquerung des Flusses Miazga bei Karpin zogen sie weiter nach Kurowice. Ein anderer Teil der Truppen dieser Gruppierung eroberte nach schweren Kämpfen die Dörfer Brójce und Eufeminów. Die Division von General Litzmann kämpfte um das Dorf Bedoń. Die Russen beschossen die Deutschen mit Kanonen, die in Andrespol und Kraszewo aufgestellt waren. Die Kämpfe fanden nachts bei einer Temperatur von -10 Grad statt. Das Dorf brannte, ein Haus nach dem anderen ging in Flammen auf, getroffen von Kanonengeschossen. Der Knall der explodierenden Geschosse vermischte sich mit dem gleichmäßigen Rauschen der Flügel der nahegelegenen Windmühle. Am Morgen wurde Bedoń eingenommen.

Der Park, die Wirtschaftsgebäude und das Schloss in Bedoń, die von den Russen in eine Festung umgewandelt worden waren, leisteten weiterhin Widerstand.

Erst nach dem Einsatz der schwersten Geschütze, die am südlichen Rand von Bukowiec (in 8 km Entfernung) standen, konnten die Deutschen den Widerstand der Russen brechen. Den Angriff auf Bedoń leitete persönlich der Regimentskommandeur, Generalmajor Friedenburg, in Begleitung der Bataillonskommandeure.

Nach der Erstürmung der Gutsgebäude wurden etwa 1000 Gefangene genommen und 6 schwere Maschinengewehre erbeutet. Miazga und die Brücken über den Fluss befanden sich noch in russischer Hand (in diesem Jahr stieß man bei Erdarbeiten in Bedoń auf mit Munition gefüllte Schützengräben); als Nächstes wurden Kraszew und Andrespol eingenommen.

Der Stab von General Litzmann und das Lazarett wurden in Kurowice eingerichtet. Am 20. November 1914 wurde Rzgów angegriffen, das Dorf Grodzisko erobert. Die 9. Kavalleriebrigade soll über Stróża und Szklana Huta Feliksin angreifen, von der Straße Andrespol – Wiśniowa Góra aus. Nach hartnäckigen Kämpfen, die von 8 Uhr morgens bis in die späten Nachmittagsstunden andauerten, wurde das Dorf im Sturmangriff, im Kampf mit Bajonetten, Schaufeln und Fäusten eingenommen. Etwa 1000 Gefangene wurden genommen.

Am 22. November 1914 verlegte der Stab der Truppen von General Litzmann seinen Sitz in das Dorf Wiskitno. Die Truppen rückten in Richtung Starowa Góra vor. Da es sich als unmöglich erwies, die Straße Łódź–Tuszyn zu erreichen, wurde beschlossen, die Angriffsrichtung nach Norden zu ändern. Die Dörfer Dąbrowa und Olechów (heute die Straßen Zakładowa und Olechowska) wurden angegriffen. Olechów wurde von Eliteeinheiten der Moskauer Garde sowie sibirischen Divisionen verteidigt.

Nach schweren Kämpfen, die beiden Seiten große Verluste bescherten, eroberten die Deutschen Olechów. Vor den Toren des Dorfes lagen Hunderte von Verwundeten und Toten (ein Regiment verlor in dieser Schlacht 6 Offiziere und 300 Soldaten). Am Abend trafen Verbindungsleute des Korps ein, das Łódź von Norden her umzingelte. Es wurde vereinbart, dass die Truppen am 23. November auf Mileszki vorstoßen und sich dort mit dem dortigen Korps vereinen sollten. Die Zeit drängte, da sich aus allen Richtungen weitere Einheiten der russischen Armee näherten, um die XXV., XX. und 3. Division mit insgesamt etwa 12.000 Soldaten einzukreisen.

Zur gleichen Zeit sandte das Oberkommando der deutschen Truppen eine Depesche an den Befehlshaber der gesamten Gruppierung, den Marsch in Richtung Brzeziny und weiter zur Frontlinie fortzusetzen.

Für die eingekesselten Truppen war dies ein Schock. Vor ihnen lag nur noch ein Tag des Kampfes und praktisch das Ende der Kampagne. Die Entscheidung des Stabes zwang sie, denselben Weg zurückzulegen, den sie sich in den vergangenen Wochen in ununterbrochenen Kämpfen gebahnt hatten.


niedziela, 12 kwietnia 2026

Bitwa o Brzeziny 1914 roku - Horst Milnikel - Co słychać w Andrzejowie - cz.1

Mój straszy Przyjaciel Horst Milnikel od zawsze interesował się "Bitwą o Łódź", czy też "Bitwą o Brzeziny" Często chwalił się swoją wiedzą podczas spotkań z moimi kolegami. Okazało się, że swoją wiedzą podzielił się na łamach lokalnej gazety wydawanej w Andrzejowie "Co słychać w Andrzejowie", w numerze 111 w dziale historia. Postanowiłem jego wspomnienia zamieścić na moim blogu w kilku częściach, gdyż jest to obszerny materiał, warty prezentacji, zapraszam: 


                                             I WOJNA ŚWIATOWA 

NA ZIEMI ŁÓDZKIEJ I NAJBLIŻSZYCH MIEJSCOWOŚCIACH ANDRZEJOWA.

Okrucieństwa i rozmiar zniszczeń II wojny światowej sprawiły, że I Wojna światowa zniknęła w jej cieniu. Niewiele jest dokumentów czy książek dotyczących tej wojny, być może dlatego, że Polska podzielona rozbiorami, nie brała w niej udziału. Należy jednak pamiętać, że odbywała się ona na ziemiach polskich, a siłą wcieleni do wojska Polacy walczyli w obydwu armiach, często przeciwko sobie. Najwymowniej świadczą o tym cmentarze wojenne - gęsto rozsiane po naszych okolicach, gdzie kwatery poległych Polaków znajdują się wydzielone na rosyjskiej jak i na niemieckiej części cmentarza. Przykładem jest wojskowy cmentarz z okresu I wojny światowej, w lesie wiączyńskim.

Minęło 86 lat 28 czerwca 1914 roku młody Serb Gavrilo Princip w Sarajewie - stolicy Bośni i Hercegowiny (Austro- Węgierskiej prowincji) - zastrzelił Franciszka Ferdynanda, następcę tronu Austro- Węgier,

Choć wówczas nikt nie zdawał sobie z tego sprawy, były to pierwsze strzały w Wielkiej Wojnie, która wkrótce ogarnęła nieomal całą Europę. Do historii przeszła zaś jako I wojna światowa.

Na ziemi łódzkiej, jesienią 1914 roku, rozegrała się jedna z największych bitew 1 wojny światowej. Ofensywa wojsk rosyjskich na linii frontu przebiegającego około 100 km. na wschód od Łodzi. po trwających dwa tygodnie walkach, zepchnęła wojska niemieckie poza Łódź. Linia frontu ustaliła się wzdłuż miast .... Lutomiersk - Aleksandrów - Stryków - Bielawy - Żychlin...

Niemcy cofając się niszczyli linie komunikacyjne, wysadzali i palili mosty drogowe i kolejowe, demontowali urządzenia kolejowe, zwrotnice, rozjazdy, szyny. Rozkopywali nasypy, niszczyli budynki dworcowe w Skierniewicach, Piotrkowie, Koluszkach. Skutkiem tych dywersyjnych działań, były trudności w zaopatrzeniu wojsk rosyjskich, które amunicję dostarczaną koleją do Łowicza, dalej musieli transportować "podwodami" na linię frontu.

W tym czasie Naczelne Dowództwo Wojsk Rosyjskich stacjonujących w Baranowiczach, podjęło decyzję o przygotowaniach do następnej ofensywy, która miała dotrzeć do Wrocławia i Berlina. Natomiast Sztab Wojsk Niemieckich postanowił definitywnie zdobyć Łódź, okrążyć znajdującą się w okolicach Łodzi 2 Armię rosyjską i zniszczyć ją.

- Korpus "Wrocław" miał atakować w kierunku na Sieradz, Widawę.

- Korpus "Poznań" - na Zduńską Wolę. Szadek.

- Brygada kawalerii - na Wadlew.

- Natomiast XI i XVII Korpus miały nękać front rosyjski.

- Korpusy XXV i XX miały ruszyć z miejscowości Niesułków, uderzyć na Brzeziny dalej na Wolę Rakową, Kurowice, Rzgów osiągnąć drogę Łódź - Tuszyn - Monkszyn.

                      Foto. P. Krakowski z Andrzejowa - 2000 rok. Wiączyń - cmentarz wojenny.


19 listopada ofensywa miała być zakończona. Pierścień wokół 2 Armii i Łodzi miał się zamknąć. Jednak żaden z Korpusów nie osiągnął wyznaczonych celów. Po kilkudniowych krwawych walkach nie zdobyto Łodzi. Natomiast Korpusy XXV i XX, które miał wziąć udział w okrążeniu 2 Armii rosyjskiej, same zostały okrążone przez wojska rosyjskie tejże armii. Z wielkim trudem, tracąc wielu żołnierzy zdołały wyrwać się z okrążenia i przedostać na niemiecką stronę frontu. Przełamanie pierścienia wojsk rosyjskich nastąpiło w lesie gałkowskim, wzdłuż linii kolejowej Łódź - Koluszki. Natomiast przejście linii frontu w okolicach wsi Polik koło Lipin.

Ponieważ XXV, XX korpus armijny i 3 Dywizja piechoty pod dowództwem gen. Litzmanna, działały na najbliższym nam terenie chciałbym poświęcić jej więcej uwagi, gdyż to oni pozostawili po sobie trwały ślad - cmentarze wojskowe w Brzezinach, Gałkowie, Wiączyniu, Rzgowie, Łagiewnikach.

Zgrupowanie włączyło się się do boju w okolicach wsi Niesułków po zdobyciu Brzezin, maszerowało na wieś Małczew, którą kilkakrotnie próbowali odbić Rosjanie.Ciężkie walki staczali Niemcy z wojskami rosyjskimi o wieś Borowo, którą Rosjanie ostrzeliwali z dział ustawionych w Kurowicach (strącono wieżę kościelną, a w murze kościelnym do dziś tkwią kule armatnie). W walce o wzgórze 229 przy przejeździe kolejowym we wsi Borowa Niemcy stracili dwie baterie armat i cztery kompanie. wojska.

                                                  Foto. P. Krakowski z Andrzejowa.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mein älterer Freund Horst Milnikel hat sich schon immer für die „Schlacht um Łódź“ oder auch die „Schlacht bei Brzeziny“ interessiert. Bei Treffen mit meinen Freunden prahlte er oft mit seinem Wissen. Es stellte sich heraus, dass er sein Wissen in der lokalen Zeitung „Co słychać w Andrzejowie“, die in Andrzejów erscheint, in Ausgabe 111 in der Rubrik „Geschichte“ geteilt hat. Ich habe beschlossen, seine Erinnerungen in mehreren Teilen auf meinem Blog zu veröffentlichen, da es sich um umfangreiches Material handelt, das es wert ist, präsentiert zu werden. Ich lade Sie herzlich ein:

                                                   DER ERSTE WELTKRIEG

IN DER REGION ŁÓDŹ UND DEN NAHELIEGENDEN ORTSCHAFTEN VON ANDRZEJÓW.

Die Grausamkeiten und das Ausmaß der Zerstörungen des Zweiten Weltkriegs haben dazu geführt, dass der Erste Weltkrieg in dessen Schatten gerückt ist. Es gibt nur wenige Dokumente oder Bücher über diesen Krieg, vielleicht weil Polen, das durch die Teilungen zersplittert war, nicht daran teilnahm. Man darf jedoch nicht vergessen, dass er auf polnischem Boden stattfand und dass die zwangsweise zum Militär eingezogenen Polen in beiden Armeen kämpften, oft gegeneinander. Am aussagekräftigsten zeugen davon die Kriegsfriedhöfe – dicht verstreut in unserer Umgebung, wo die Grabstätten der gefallenen Polen sowohl im russischen als auch im deutschen Teil des Friedhofs abgetrennt liegen. Ein Beispiel dafür ist der Militärfriedhof aus der Zeit des Ersten Weltkriegs im Wald von Wiączyn.

86 Jahre sind vergangen. Am 28. Juni 1914 erschoss der junge Serbe Gavrilo Princip in Sarajevo – der Hauptstadt von Bosnien und Herzegowina (einer österreichisch-ungarischen Provinz) – Franz Ferdinand, den Thronfolger von Österreich-Ungarn.

Obwohl sich damals niemand dessen bewusst war, waren dies die ersten Schüsse des Großen Krieges, der bald fast ganz Europa erfasste. In die Geschichte ging er als Erster Weltkrieg ein.

In der Region Łódź fand im Herbst 1914 eine der größten Schlachten des Ersten Weltkriegs statt. Die Offensive der russischen Truppen an der Frontlinie, die etwa 100 km östlich von Łódź verlief, drängte nach zweiwöchigen Kämpfen die deutschen Truppen aus Łódź zurück. Die Frontlinie stabilisierte sich entlang der Städte ... Lutomiersk – Aleksandrów – Stryków – Bielawy – Żychlin...

Die Deutschen zerstörten auf ihrem Rückzug die Kommunikationswege, sprengten und brannten Straßen- und Eisenbahnbrücken, demontierten Eisenbahnanlagen, Weichen, Kreuzungen und Schienen. Sie gruben Bahndämme auf und zerstörten Bahnhofsgebäude in Skierniewice, Piotrków und Koluszki. Diese Sabotageaktionen führten zu Versorgungsschwierigkeiten für die russischen Truppen, die die per Bahn nach Łowicz gelieferte Munition weiter mit „Unterwasserbooten“ an die Front transportieren mussten.

Zu dieser Zeit beschloss das Oberkommando der in Baranowicze stationierten russischen Truppen, Vorbereitungen für die nächste Offensive zu treffen, die bis nach Breslau und Berlin reichen sollte. Der Stab der deutschen Truppen beschloss hingegen, Łódź endgültig einzunehmen, die in der Umgebung von Łódź befindliche 2. russische Armee zu umzingeln und zu vernichten.

- Das Korps „Wrocław“ sollte in Richtung Sieradz und Widawa angreifen.

- Das Korps „Poznań“ – auf Zduńska Wola und Szadek.

- Die Kavalleriebrigade sollte in Richtung Wadlew vorrücken.

- Die XI. und XVII. Korps sollten hingegen die russische Front bedrängen.

- Die XXV. und XX. Korps sollten von Niesułków aus vorrücken, Brzeziny angreifen, weiter nach Wola Rakowa, Kurowice und Rzgów vorstoßen und die Straße Łódź – Tuszyn – Monkszyn erreichen.

Am 19. November sollte die Offensive beendet sein. Der Ring um die 2. Armee und Łódź sollte geschlossen werden. Doch keines der Korps erreichte die gesteckten Ziele. Nach mehrtägigen blutigen Kämpfen wurde Łódź nicht eingenommen. Die Korps XXV und XX hingegen, die an der Einkreisung der 2. russischen Armee teilnehmen sollten, wurden selbst von den russischen Truppen dieser Armee eingekreist. Mit großer Mühe und unter Verlusten vieler Soldaten gelang es ihnen, aus der Umzingelung auszubrechen und auf die deutsche Seite der Front vorzudringen. Der Durchbruch des russischen Ringes erfolgte im Gałkowski-Wald entlang der Eisenbahnlinie Łódź–Koluszki. Der Übergang der Frontlinie fand hingegen in der Nähe des Dorfes Polik bei Lipin statt.

Da der XXV. und XX. Armeekorps sowie die 3. Infanteriedivision unter dem Kommando von General Litzmann in dem uns am nächsten gelegenen Gebiet operierten, möchte ich ihnen mehr Aufmerksamkeit widmen, denn sie hinterließen bleibende Spuren – Soldatenfriedhöfe in Brzeziny, Gałków, Wiączyn, Rzgów und Łagiewniki.

Die Gruppierung schloss sich nach der Einnahme von Brzeziny den Kämpfen in der Umgebung des Dorfes Niesułków an und marschierte auf das Dorf Małczew zu, das die Russen mehrmals zurückerobern wollten. Die Deutschen lieferten sich heftige Gefechte mit den russischen Truppen um das Dorf Borowo, das die Russen mit Kanonen beschossen, die in Kurowice aufgestellt waren (der Kirchturm wurde zerstört, und in der Kirchenmauer stecken bis heute Kanonenkugeln). Im Kampf um den Hügel 229 am Bahnübergang im Dorf Borowa verloren die Deutschen zwei Kanonenbatterien und vier Kompanien.


poniedziałek, 2 lutego 2026

Rodzina Krause (Kraus) - Andrespol - Andrzejów - Wolny Kościół - cz.2

Jan Krause był bardzo wierzącą osobą. Od samego początku wspierał finansowo budowę kościoła ewangelickiego w Andrzejowie. Także wspierał odbudowę tego kościoła po zniszczeniu w listopadzie 1914 roku. Brał udział również w różnych uroczystościach stowarzyszeń ewangelickich. Na zdjęciach poniżej, które ukazały się w Freie Presse - Die Zeit in Bild z 17 maja 1936 z okazji 30-lecia założenia i poświęcenia sztandaru Stowarzyszenia Chóralnego Puzonistów w Andrzejowie, był także obecny Jan Krause. 

Uroczystość 30-lecia założenia i poświęcenia sztandaru Stowarzyszenia Chóralnego Puzonistów w Andrzejowie

W niedzielę protestanckie stowarzyszenie chóralne „Puzon” obchodziło swoje 30. święto założenia i poświęcenia sztandaru przy dużej frekwencji miejscowej ludności niemieckiej i licznych gości z okolicy. Nasze zdjęcia przedstawiają procesję po lewej i nowy sztandar po prawej, w otoczeniu delegacji sztandarowych gości.
Andrzejów - Jan Krause (na dole, pierwszy z lewej strony).




Tym większe było zdziwienie ewangelików z Andrzejowa i okolic, że Jan Krause stał się założycielem i propagatorem Wolnego Kościoła w Andrespolu. Od dawna, w szczególności w Andrzejowie, nie układała się współpraca z parafią w Nowosolnej (Neusulzfeld). Mieszkańcy wyznania ewangelickiego w Andrzejowie uważali, że odprawianie nabożeństwa niedzielnego co 6 tygodni w tak pięknym kościele przez pastora z Nowosolnej nie jest wystarczające. Dlatego w 1922 roku zwrócili się z prośbą o odłączenie od parafii Nowosolnej do warszawskiego konsystorza. Ich prośba spotkała się z pozytywnym odzewem. Tym sposobem kościół w Andrzejowie stał się filią kościoła św. Jana w Łodzi, przyłączając kantoraty z Olechowa i Justynowa. Propozycję przyłączenia do Andrzejowa złożono także mieszkańcom Bukowca, a była to największa w tym regionie kolonia niemieckich osadników. Jednak nie doszło z różnych przyczyn połączenia tych parafii. Jednak konflikt interesów pomiędzy Łodzią i Andrzejowem narastał, w wyniku czego uwielbiany pastor Adolf Doberstein zmuszony został do rezygnacji z funkcji administratora przy kościele w Andrzejowie w 1927 roku.

Trudno obecnie ocenić, czy te niepokoje przyczyniły się do powstania WOLNEGO KOŚCIOŁA w pobliskim Andrespolu. Jego założycielem okazał się być właśnie Jan Krause, który tak gorąco wspierał dotychczas budowę i działalność kościoła w Andrzejowie.

Początki Wolnego Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego datowane są na 1923/24. Założycielem był kaznodzieja Malschner - Maliszewski, którego mocno wspierał pastor Engel z ameryki (Wiskonsin). Jan Krause wybudował za własne pieniądze kościół i plebanię. Podarował również działkę pod cmentarz.  

Niestety, mimo wielu spotkań i rozmów, także szukania w archiwach nie znalazłem lokalizacji tych obiektów. Według mojej oceny zarówno kościół, plebania jak i cmentarz znajdowały się w Andrespolu przy ul. Krótkiej i Źródlanej. Kościół został rozebrany po wojnie, plebania została sprzedana osobie prywatnej i jest zamieszkana. Co się tyczy cmentarza, na profilu Andrespol historia, Fotografia - kiedyś i dziś na Facebooku zamieszczono zdjęcie grobu znajdującego się na nieistniejącym już ewangelickim cmentarzu przy ulicy Krótkiej z odpowiednimi komentarzami. Zdjęcie pochodzi ze zbioru pani Anny Gajewskiej.


Jan Krause jednak "wrócił" do Andrzejowa...., jego grób znajduje się kilkadziesiąt metrów od rozebranego kościoła ewangelickiego, który był mu tak bliski.



    


.




niedziela, 1 lutego 2026

HORST MILNIKEL - OLECHÓW - WSPOMNIENIA - Najlepszy życiowy zakup - CZ.3

 Lata powojenne jeżeli chodzi o ubiór były bardzo ubogie. Ludzie ubierali się w to co kto miał. Przerabiano ubrania, cerowano, naszywano łatki. Swetry czy też skarpety robiono na drutach.

Ja do 3 klasy szkoły podstawowej chodziłem w krótkich spodenkach, w pończochach z wełny zrobionych także na drutach, podtrzymywanych gumkami.

Mieszkańcy okoliczni kupowali od Olechowskich kolejarzy, którzy dostawali oprócz deputatu węglowego, przydział sukna kolejowego w kolorze praktycznie czarnym. Z tego mieszkańcy szyli płaszcze, spodnie itp.

Ponieważ byłem żeglarzem, nasze środowisko szyło spodnie z płótna żaglowego, oczywiście w białym kolorze. Takie spodnie to było już coś w tym morzu szarzyzny.

Wielka Łódź, a w niej ul. Piotrkowska była handlowym centrum gdzie było wiele sklepów. Tam też pojawiły się swetry w czerwonym kolorze. Ponieważ nie było już większych rozmiarów, kupiłem dwa swetry, sprułem i pani a Andrzejowa zrobiła mi odpowideni sweter na maszynie. Miałem już bardzo modny komplet: białe spodnie i czerwony sweter!

Przyszedł czas, że powiększono ilość i jakość sklepów. Wybudowano słąwny "Central", powstały sklepu "Pewex" w których można było za obcą walutę kupować deficytowy towar! Płaciło się np. dolarami, ale resztę wydawano w postaci bonów dolarowych, które były ważne tylko na terenie Polski. Jeden z takich "Pewexów" znajdował się przy ul. Sienkiewicza w pobliżu Łódzkiego Domu Kultury. Tam kupiłem sobie wymarzone  spodnie (teksasy wranglery) które miały specyficzny granatowy kolor i z czerwonym swetrem wyglądał super.

Do czasu jednak...., kiedy wybrałem się do Rochny popływać, był to odkryty basen w otoczeniu zieleni.Ponieważ, jak każdy żeglarz byłem słabym pływakiem i po kilku przepłynięciu długości basenu jak wróciłem na miejsce gdzie zostawiłem swoje ubranie, okazało się, że moje wymarzone spodnie skradziono....

Kierownik ośrodka (WOSIR) podarował mi jakieś podarte dresy, na szczęście pieniądze miałem schowane w kieszeni w koszuli. Piechotą dotarłem do Koluszek i dalej pociągiem do Andrzejowa wróciłem smutny do domu.

Moja o 10 lat młodsza sąsiadka bardzo mi współczuła. Ponieważ sama marzyła o takich spodniach. Ta kradzież spowodowała, że wranglery przestały mi się podobać..., jednak postanowiłem współczującej mi sąsiadce takie spodnie sprezentować.

Zaprosiłem ją i pojechaliśmy do Pewexu w Łodzi. Muszę przyznać, że miał figurę modelki, w związku z czym nie było problemu z dopasowaniem odpowiedniego rozmiaru!


Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Andrespolu, pani Mrówka udziela ślubu cywilnego "wranglerowcom" Alicji Łyszcz (Ali) i Horstowi Milnikelowi - 1975 rok. 
Atelier: Zakład Fotograficzny Teresa Radzian - Wiśniowa Góra.


Okazało się, że ten prezent stukrotnie się odpłacił..., po niedługim czasie została moją żoną!

A, że nie nic a nic nie zmyślam, załączam zdjęcia z cywilnego ślubu w Andrespolu.

                                                                                       Horst Milnikel

                                                                                       Andrzejów 2025


środa, 7 stycznia 2026

Horst Milnikel - Wspomnienia

 Dzisiaj spotkałem się w domu Horsta na jego prośbę. Na przełomie starego i nowego roku spisał swoje wspomnienia. Zapraszam, w najbliższym czasie zamieszczę następne.

        KULINARNE WSPOMNIENIA HORSTA MILNIKELA - ANDRZEJÓW 1973

Koledzy z Biura Konstr. - Technologicznego zapowiedzieli koleżeńską wizytę. Ja musiałem przygotować prawdziwy wiejski rosół z koguta. Oni mieli zadbać o alkohol i przekąski.

Koguta "odpracowałem" u mojej teściowej. Chcąc jeszcze bardziej przypodobać się kolegom kupiłem śliwowicę paschalną "Pejsakówkę", którą produkowano na podhalu pod nadzorem Izraelczyków. To tam rosły śliwki-węgierki, które nadają właściwy smak.

Nadszedł dzień wizyty. Rosół. Niespodziewanie moi koledzy nie mogli go nachwalić, tak wybornie smakował! Stasiu Deredas, który miał w rodzinie opinię najlepszego kucharza stwierdził, że tak smacznego rosołu jeszcze nie jadł.

Z Pejsakówką okazało się, że był to niewypał, nikomu nie smakowała. Wychodząc powiedzieli, że w życiu nie zdarzyło się, żeby wychodząc z imprezy, zostawili alkohol na stole.

Po wyjściu gości zastanawiałem się, co sprawiło, że rosół był tak wyjątkowo smaczny? Przyczyny tego mogły być dwie: 

- W przeciwieństwie do gospodyń, które wydłubują z korpusu płuca, jądra itp. ja ugotowałem koguta w całości.

- Być może to zasługa garnka w którym zazwyczaj gotowane były pieluchy! 

Na tym przyjęciu był nasz szef, inż, Krzysztof Grabarczyk, który w latach okupacji niemieckiej miał 16 lat. Pracował w Grand-Hotelu jak hotelowy Boy. Dochodziła północ, był akurat w hotelowej kuchni, gdy przybiegł przestraszony kelner, gdyż obiad zamówił oficer Wehrmachtu. Kelner podczas rozmowy z nim powiedział, że w nocnej porze podają tylko zimne przekąski. Ta informacja tak zdenerwowała, że wzburzony powiedział:

- To my tam na froncie siedzimy zmarznięci w okopach, a wy nie macie dla mnie obiadu?!

Wyciągnął pistolet, kładąc go na stole i powiedział:

- Masz przynieść ciepły obiad, w przeciwnym razie zastrzelę Ciebie!

Szef kuchni tylko się uśmiechnął i powiedział, że nie ma problemu. Wyciągnijcie z pojemnika w którym są resztki po obiadowe, kawałki ziemniaków, opłuczcie je i przysmarzcie. Natomiast z pojemnika ze zlewkami wybierzcie porcję zupy, zagrzejcie i przyprawcie to zieleniną. - Jak rozkazał, tak zrobili!

Kelner niesie obiad, oficer powiada, widzisz, jak cię postraszyłem, to obiad się znalazł!

MNie, też Niemiec chciał zastrzelić. To zdarzyło się w Karl-Marks - Stadt - Chemnitz, w zakładach "Orst Hydraulik". Było w nim zatrudnione 80 pracowników Instalu Rzeszów. Do tłumaczenia było 6 tłumaczy. Mnie skierowali do biura. Łącznikiem między kierownikiem tej grupy pracowników Instalu Rzeszów, a kierownictwem "Orst Hydraulik" był Teischner. Codziennie przychodził do biura uzgadniając bieżące sprawy.

Ponieważ nasz kierownik nie znał niemieckiego, ja pośredniczyłem w rozmowach. Każda z nich kończyła się kawą i wspomnieniami.

Tego dnia Teischner wspominał końcówkę wojny i czas powojenny. Miał wtedy 17 lat i przydzielono go do kuchni Wojsku Polskim. 

Wspominał, że nie jest w stanie zliczyć, ile dostał kuksańców i poszturchiwań. Ja mu na to odpowiedziałem uśmiechając się:

- Widzisz, na dobre ci to wyszło, wyprowadzili cię na porządnego człowieka!

Jego natychmiastowa odpowiedź brzmiała: -- Horst, ja ciebie zastrzelę!

W Chemnitz zastało nas zburzenie Muru Berlińskiego i Zjednoczenie Niemiec. Każdy z pracowników mógł wymienić 4.500 Marek wschodnich na 4.500 Marek zachodnich. Jedna Marka zachodnia t w przeliczeniu 3 Marki wschodnie. 

Wszyscy o tym tylko mówili i każdy starał się tę kwotę zgromadzić. Wymiana na miejscu w zakładzie. Nawet pracownicy Instalu Rzeszów, którzy obsługiwali Export, pieniądze wymienili. To trwało 2 tygodnie. Po tym czasie, przyszedł nasz pracownik do Biura i chciał wymienić pieniądze. Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że jest za późno! Mimo tego, poszedłem z nim do punktu wymiany walut, mówiąc, ze kolega zaspał i czy da się coś z tym zrobić? Pani tam pracująca odpowiedziała:

-Wy macie jednego gamonia, a my mamy wielu! Przewidzieliśmy takie sytuacje. Sprawa została załatwiona pozytywnie!

                                                                                              Horst Milnikel

                                                                                              Andrzejów 01.01.2026


niedziela, 26 października 2025

Olechów - Obóz pracy - Kolej - Żydzi - Ludobójstwo - Instytut Pileckiego - cz.2

 


000014

                                                           PROTOKÓŁ  RZESŁUCHANIA  ŚWIADKA

Dnia 26 października 1972 roku

Sąd Powiatowy dla m. Łodzi w Łodzi w osobie Sędziego Sądu Powiatowego mgr Barbary Zelent z udziałem protokólanta Krystyny Klejman na wniosek: Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskiej w Poznaniu. Przesłuchał w dniu 26 października 1972 roku Władysława Kaczmarka w charakterze świadka, którego tożsamość  ustalono na podstawie okazanego dowodu osobistego. 

Sąd pouczył świadka o obowiązku mówienia prawdy i uprzedził o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania:

Świadek podał:

Władysław Kaczmarek, rodz. Jan i Stanisława z d. Slęzak, ur. 23.1.1922 r. w Perleburg Niemcy, zam. Łódź, ul. Warneńczyka, pracownik fizyczny.

W czasie okupacji byłem wzięty na przymusową pracę jako Polak do niemieckiej firmy Budowlanej Grün o Bielfinger z Mauscheim w charakterze robotnika, pomocnika maszynisty, na kolejce wąskotorowej roboczej. Pracowaliśmy przy budowie nasypu kolejowego na terenie między stacją Łódź – Chojny a Młynkiem. Kierownikiem budowy był Włoch – Mamani. Majstrami, osobami dozorującymi pracę maszynistami byli Niemcy. Byli oni ubrani w cywilne ubrania.

Niemiec, którego nazywaliśmy wszyscy „Tyrolczyk” miał powierzony pewien odcinek budowy nasypu i pełnił funkcję dozorcy, pilnował nas przy wykonywaniu pracy. Ten Niemiec mógł mieć wówczas około 45 lat, średniego wzrostu, dosyć tęgawy, czarny tzw. miał czarne włosy i czarne wąsiki. Nazywaliśmy go dlatego „Tyrolczyk”, bo nosił krótkie zamszowe spodenki i tyrolski kapelusz z piórkiem. Na tę budowę, gdzie myśmy pracowali przywozili, a właściwie przyprowadzali Żydów z obozu z Olechowa i jak myśmy przywozili piasek, żwir i glinę to Żydzi wysypywali to. Przeciętnie przyprowadzali do pracy 40-45- Żydów. Żydzi byli wynędzniali, wybiedzeni, ledwo chodzili, byli w różnym wieku. Byli tacy, co mieli z 16 lat, dwadzieścia parę lat, 40 i 50 lat.

Wiedzieliśmy, że to są Żydzi bo mieli na ubraniach żółte gwiazdy a poza tym przychodzili do nas po chleb i stąd wiedzieliśmy, że to są Żydzi. Myśmy pracowali na dwie zmiany po 12 godzin, w jednym tygodniu na dzień, w drugim tygodniu w nocy 12 godzin. Żydzi również pracowali w nocy. Najwięcej zabójstw Żydów widziałem, wówczas kiedy pracowałem na nocnej zmianie i kiedy była niedobra pogoda. Mokra glina, piasek załadowana przez koparkę na wagony przyklejała się do podłogi wagonu i kiedy Żydzi wyładowywali wagony musieli bardzo dokładnie wyładować wszystko wszystko, zostawić czystą podłogę. Tego wymagał Niemiec „Tyrolczyk”. Jak ten Niemiec zauważył, że podłoga wagonu nie jest zupełnie czysta, kazał szybko oczyścić Żydom podłogę, a kiedy zdawało mu się, że robią to zbyt wolno, to podchodził do wagonu, podnosił rączkę służącą do zamykania wagonu, wówczas klapa przyciskała głowę, albo uderzała w kark czy plecy Żyda i wtedy Żyd życie kończył, dlatego że waga tej klapy ważyła kilkaset kilo, ponieważ to były wagony metalowe, przeznaczone tylko na budowę. Zabici Żydzi zostawali na nasypie i jak przywieziono następną porcję ziemi to przysypywali tą ziemią zwłoki Żydów.

Ja na tym odcinku pracowałem od marca 1943 roku do października 1943 roku. Jak pracowałem na noc, to nie było w zasadzie nocy, w ciągu której nie zginęłoby w ten sposób 10-15 Żydów, to zależało, jaki humor miał „Tyrolczyk”. Te zbrodnie obserwowałem z lokomotywy, ponieważ byłem palaczem na lokomotywie i jak przypchaliśmy wagoniki z ziemią musieliśmy czekać, aż Żydzi rozładują żeby jechać po następną ziemię bo takich kursów z ziemią w ciągu 12 godzin pracy robiliśmy 20-25 razy. Według mego zdania te zbrodnie, które ja widziałem to zginęło najmniej 300-500 Żydów.

Zwłoki tych zamordowanych Żydów wszystkie zostały w nasypie z tym, że na przestrzeni całego odcinka na którym pracowaliśmy, a długość odcinka wynosiła około 1200 metrów. Nazwiska „Tyrolczyka”nie znałem, znam tylko nazwisko maszynisty z którym jeździłem na lokomotywie. Nazywał się Cymermann.

Nam nie wolno było z Żydami rozmawiać, bo byliśmy tak samo karani jak Żydzi. Tylko jak się czasem udało to rozmawialiśmy przez moment i wtedy prosili o żywność.

Wśród Polaków, którzy ze mną pracowali było dużo osób, które mówiły, że pochodzą z Ostrowia Wielkopolskiego. To byli młodzi ludzie, mieli po 19, 20 lat i byli też przywiezieni na przymusowe roboty jak i ja.

                                                                                                          Podpisy.


000014

PROTOKOLL DER VERNEHMUNG EINES ZEUGEN

Am 26. Oktober 1972

Das Bezirksgericht für die Stadt Łódź in Łódź, vertreten durch die Bezirksrichterin Barbara Zelent, in Anwesenheit der Protokollführerin Krystyna Klejman, auf Antrag der Bezirkskommission zur Untersuchung der Hitler-Verbrechen in Posen. verhörte am 26. Oktober 1972 Władysław Kaczmarek als Zeugen, dessen Identität anhand seines vorgelegten Personalausweises festgestellt wurde.

Das Gericht wies den Zeugen auf seine Pflicht zur Wahrheit und auf die strafrechtliche Verantwortung für falsche Aussagen hin:

Der Zeuge gab an:

Władysław Kaczmarek, geboren als Sohn von Jan und Stanisława, geb. Slęzak, geboren am 23.1.1922 in Perleburg, Deutschland, wohnhaft in Łódź, ul. Warneńczyka, Arbeiter.

Während der Besatzungszeit wurde ich als Pole zur Zwangsarbeit bei der deutschen Baufirma Grün o Bielfinger aus Mauscheim als Arbeiter, Hilfsmaschinist auf einer Schmalspurbahn eingesetzt. Wir arbeiteten am Bau eines Bahndamms zwischen dem Bahnhof Łódź-Chojny und Młynkiem. Der Bauleiter war ein Italiener namens Mamani. Die Vorarbeiter und Aufseher der Maschinenführer waren Deutsche. Sie trugen Zivilkleidung.

Ein Deutscher, den wir alle „Tyrolczyk” (Tiroler) nannten, war für einen bestimmten Abschnitt des Bahndamms zuständig und fungierte als Aufseher, der uns bei der Arbeit beaufsichtigte. Dieser Deutsche war damals etwa 45 Jahre alt, mittelgroß, ziemlich kräftig, hatte schwarzes Haar und einen schwarzen Schnurrbart. Wir nannten ihn „Tiroler”, weil er kurze Wildledershorts und einen Tirolerhut mit Feder trug. Zu dieser Baustelle, auf der wir arbeiteten, wurden Juden aus dem Lager in Olechów gebracht, und wenn wir Sand, Kies und Lehm herbeischafften, schütteten die Juden diese Materialien aus. Im Durchschnitt wurden 40-50 Juden zur Arbeit gebracht. Die Juden waren abgemagert, ausgezehrt, konnten kaum laufen und waren unterschiedlichen Alters. Es gab solche, die 16 Jahre alt waren, andere waren über zwanzig, vierzig oder fünfzig Jahre alt.

Wir wussten, dass es Juden waren, weil sie gelbe Sterne auf ihrer Kleidung trugen und außerdem kamen sie zu uns, um Brot zu holen, und daher wussten wir, dass es Juden waren. Wir arbeiteten in zwei Schichten à 12 Stunden, in der einen Woche tagsüber, in der anderen Woche nachts 12 Stunden. Die Juden arbeiteten ebenfalls nachts. Die meisten Morde an Juden habe ich gesehen, als ich in der Nachtschicht arbeitete und das Wetter schlecht war. Der nasse Lehm und Sand, der mit einem Bagger auf die Waggons geladen wurde, klebte am Boden der Waggons, und wenn die Juden die Waggons entluden, mussten sie alles sehr gründlich entladen und den Boden sauber hinterlassen. Das verlangte der Deutsche „Tiroler”. Wenn dieser Deutsche bemerkte, dass der Boden des Waggons nicht ganz sauber war, befahl er den Juden, den Boden schnell zu reinigen, und wenn er der Meinung war, dass sie das zu langsam machten, ging er zum Waggon, hob den Griff zum Schließen des Waggons, dann drückte die Klappe auf den Kopf oder schlug gegen den Nacken oder Rücken des Juden, der dann starb, weil die Klappe mehrere hundert Kilogramm wog, da es sich um Metallwaggons handelte, die nur für den Bau bestimmt waren. Die getöteten Juden blieben auf dem Bahndamm liegen, und wenn die nächste Ladung Erde gebracht wurde, wurden die Leichen der Juden mit dieser Erde bedeckt.

Ich arbeitete auf dieser Strecke von März 1943 bis Oktober 1943. Wenn ich nachts arbeitete, gab es im Grunde keine Nacht, in der nicht 10 bis 15 Juden auf diese Weise ums Leben kamen, es hing davon ab, in welcher Stimmung der „Tiroler” war. Ich beobachtete diese Verbrechen von der Lokomotive aus, da ich Heizer auf der Lokomotive war, und wenn wir die Waggons mit Erde herangeschoben hatten, mussten wir warten, bis die Juden sie entladen hatten, um die nächste Ladung Erde zu holen, denn solche Fahrten mit Erde machten wir 20-25 Mal in 12 Arbeitsstunden. Meiner Meinung nach sind bei diesen Verbrechen, die ich gesehen habe, mindestens 300-500 Juden ums Leben gekommen.

Die Leichen dieser ermordeten Juden blieben alle auf dem Damm liegen, und zwar auf der gesamten Strecke, auf der wir arbeiteten, die etwa 1200 Meter lang war. Den Namen „Tyrolczyk” kannte ich nicht, ich kenne nur den Namen des Lokführers, mit dem ich auf der Lokomotive fuhr. Er hieß Cymermann.

Wir durften nicht mit den Juden sprechen, denn wir wurden genauso bestraft wie die Juden. Nur wenn es manchmal gelang, unterhielten wir uns kurz, und dann baten sie um Essen.

Unter den Polen, die mit mir arbeiteten, gab es viele, die sagten, dass sie aus Ostrów Wielkopolski stammten. Es waren junge Leute, sie waren 19, 20 Jahre alt und wurden wie ich zur Zwangsarbeit gebracht.

Unterschriften.


sobota, 18 października 2025

Olechów - Obóz pracy - Kolej - Żydzi - Ludobójstwo - Instytut Pileckiego - cz.1

 

Temat Olechowa stał mi się bliski dzięki kontaktom i przyjaźni z  mieszkańcem tej dawnej wsi Horstem Milnikelem. Nie miałem najmniejszego pojęcia jak bogata i zarazem tragiczna jest historia Olechowa z okresu okupacji niemieckiej w latach 1939-45. Zdobywałem coraz to nowe materiały i dokumenty świadczące o niemieckim ludobójstwie na tych terenach (Olechów, Andrzejów, Jędrzejów). Horst wspominał o barakach które pozostały po wyzwoleniu, jako dziecko z kolegami biegał i bawił się na terenie obozu pracy. Z czasem było coraz mniej śladów, to co zostało to pomnik-tablica na ul. Przemysłowej. Myślę, że malutki procent nowych mieszkańców z tzw. blokowiska zdaje sobie sprawę z tragedii jakie miały miejsce.

Niemiecki okupant podjął decyzję o rozbudowie trasy kolejowej łączącej Łódź Kaliską bezpośrednio z Koluszkami przez Olechów, Andrzejów, Andrespol. Tem pomysł o budowie największej stacji rozrządowej na terenie centralnej Polski powstał jeszcze jakichś czas temu przed wojną. Jednak zabrakło na realizację tych planów funduszy. Rozmach z jakim Niemcy przystąpili do budowy wymagał bardzo dużo siły roboczej. Z rozmachem i pośpiechem zbudowano obóz pracy przy ulicy Zakładowej i ulicy Tomaszowskiej. Oprócz rdzenny Polaków, każdego dnia przywożono z łódzkiego Getta, Żydów na stację kolejową w Andrzejowie. Rotacja była olbrzymia, nieludzkie warunki pracy, bicie, systematyczne egzekucje (wieszanie) były na porządku dziennym. Żydzi byli zabijani podczas budowy nasypów, wielu z nich było grzebanych w tych nasypach lub pobliskim lasku. Spoczywają tam do dziś dnia....

Trzy lata temu miałem okazję odwiedzić dwukrotnie Instytut Pileckiego w Warszawie. Znajduje się tam ponad 3 miliony dokumentów związanych z niemiecką okupacją na terenie Polski. Także bardzo ciekawe dokumenty dotyczące Olechowa. 

Pozwolę sobie w tej części przedstawić protokół przesłuchania Tadeusza Węglewskiego przez prokuratora Okręgowej Komisji badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.


Sygnatura akt: D… 4/69

Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.                                 000008

                                             PROTOKÓŁ  RZESŁUCHANIA  ŚWIADKA

Dnia 17 września 1969 roku w Łodzi

Wiceprokurator Wiktor Klimczak , na terenie Okręgowej Komisji badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.

Świadek: Tadeusz Węglewski, ur. 9 grudnia 1911 roku w Niedrzew pow. Kutno., syn Józefa Bronisławy, zam. w Łodzi ul. Trybały ( nie podaję całego numeru). Zajęcie: Mistrz budowlany.

W czasie okupacji zamieszkiwałem w Łodzi. Od marca 1941 roku zostałem zatrudniony w firmie braci Karola i Oskara Pleszke. Była to firma jeszcze przedwojenna prowadzona przez wymienionych braci Pleszke, którzy w czasie okupacji stali się Niemcami. Firma ta wykonywała roboty budowlane. Bracia Pleszke jak się orientuję mogli mieć w tym czasie mieć lat ponad 50 każdy. Gdzie w m-cu wrześniu 1942 w ramach firmy Pleszke wykonywałem prace związane z budową budynku łaźni, oraz wykończeniem budynku kuchni na terenie obozu w Andrzejowie. W czasie gdy tam pracowałem, zaczęli się do tego obozu wprowadzać Żydzi.

Przez okres pracy, który trwał około 5 tygodni nawiązałem kontakt z lekarzem Żydem, mieszkańcem tego obozu. Od niego wiem, że w obozie w Andrzejowie mieszkało 630 Żydów. Na terenie tego obozu ogrodzonego płotem z kolczastego drutu znajdowało sie 6 baraków. Nazwiska tego lekarza Żyda nie pamiętam. Żydzi z tego obozu byli wyprowadzani do pracy przy budowie nasypów kolejowych pod tory przez swoich grupowych Żydów. Grupy Żydów były nadzorowane jak mi wiadomo przy pracy przez majstrów niemieckich. Jak pamiętam przy bramie wejściowej na teren obozu żydowskiego znajdowała się wartownia w której służbę pełnili funkcjonariusze policji kolejowej. Zdaje się, że byli oni ubrani w szare mundury, ciemniejsze od mundurów żandarmów. Jak pamiętam funkcjonariuszy policji kolejowej było do pilnowania tego obozu 12,którzy pełnili służby na zmianę. Nazwisk żadnego z tych funkcjonariuszy nie znam. 0d Żyda-lekarza słyszałem z opowiadania, że z grup wychodzących do pracy nie wracało wieczorem 5-6 ludzi. W tym czasie jak pracowałem na terenie wymienionego obozu Żydzi wykonywali roboty przy budowie nasypu w lasku zwanym laskiem Hoffmanowej. Z tego miejsca pracy wg. opowiadań wspomnianego lekarza zawsze kilku nie wracało. Wynikało z jego wypowiedzi, ze przy tej pracy Żydzi giną, są zabijani i zakopywani w nasypie. Roboty w tym miejscu, położonym w odległości około 2 kilometrów od Andrzejowa wykonywała jakaś niemiecka firma, której nazwy nie znam. Nadmieniam, że żydowski obóz o którym wyżej mowa był położony w odległości około 1200 metrów od stacji w Andrzejowie przy drodze prowadzącej w stronę Olechowa. Dokładnie już nie pamiętam, ale zdaje się, że w listopadzie 1942 roku, gdy przyszedłem do pracy, na teren tego obozu żydowskiego w Andrzejowie dowiedziałem się, że we wczesnych godzinach rannych na terenie obozu powieszonych zostało 7 Żydów. Mówili o tym robotnicy – Polacy, którzy zamieszkiwali w barakach położonych za obozem żydowskim. Również przy drodze na Olechów. Nazwisk tych ludzi wskazać nie potrafię. Polacy ci byli obecni przy tej egzekucji. Egzekucja została przeprowadzona jak nadmienili mi opowiadający za samowolne odchodzenie Żydów z grup. Przyczyna ta została podana przed powieszeniem tych 7 Żydów, przez jakiegoś Niemca, który przybył z zewnątrz. Nadzorowali tą egzekucję funkcjonariusze policji kolejowej pełniący służbę przy obozie. Żydzi wieszani byli przez innych Żydów pod nadzorem Niemców. W baraku polskiego obozu położonego przy obozie żydowskim w Andrzejowie miałem jako brygadzista swoje pomieszczenie. Przychodziłem do tego pomieszczenia przez okres pracy, aż do lipca 1943 r. Dopiero w tym czasie przeniosłem się do Jędrzejowa. Przed przeniesieniem się do Jędrzejowa budowałem baraki przy torach na wysokości początku wsi Olechów, licząc od Andrzejowa dla jeńców angielskich, którzy zamieszkali w tym obozie gdzieś od maja 1943 r. Obóz ten został z chwilą wprowadzenia do niego jeńców odgrodzony i izolowany od reszty zatrudnionych przy budowie. Po zakończeniu roboty przy budowie baraków dla Anglików pracowałem przy budowie baraków w Jędrzejowie. Zostało tam postawionych 6 baraków. Teren został ogrodzony drutami kolczastymi, 3 baraki zostały jeszcze oddzielone od pozostałych. W jednej części zamieszkali Żydzi w liczbie 370, a w pozostałej Polacy. Z lekarzem żydowskim o którym wyżej nadmieniłem, stykałem się przez cały czas pracy na budowie. Przychodził on również do obozu przy wsi Jędrzejów. W maju lub czerwcu 1943 r., gdy przyszedłem do pracy i znajdowałem się w swoim pomieszczeniu przy obozie Żydów koło Andrzejowa, widziałem jak był wieziony jakiś Żyd na taczce z wartowni w kierunku baraków. Gdy spotkałem wspomnianego lekarza tego samego dnia, dowiedziałem się, że wieziony Żyd został tak mocno pobity przez funkcjonariuszy policji kolejowej na wartowni, że zmarł. Nazwiska tego Żyda nie znam. Chyba już na jesieni 1943 r. kiedy przechodziłem koło torów, widziałem jak majster niemiecki bił jakiegoś Żyda kawałem drewna. Żyd ten skulony stoczył się z wału nasypu. Miało to zdarzenie miejsce w pobliżu mostu przez rzekę idąc w kierunku Chojen, na wysokości lasku Kowalszczyzna. Żyd ten został zabity i zasypany, nie widziałem, ale przypuszczam, że tak było. Ja nie zatrzymywałem się, bo tego dnia wyszedłem nieco wcześniej z pracy i unikałem spotkań z Niemcami. Nadmieniam, że w miejscu, w które spadł z nasypu zabity przez Niemca, Żyd, sypana była ziemia z wagoników. Nie byłem poza tym świadkiem innych zbrodni dokonanych przez Niemców na Żydach lub osobach innych narodowości, ani też nie potrafię wskazać nazwisk sprawców zbrodni. Widziałem też, że przy budowie wykopów pod tory byli zatrudnieni więźniowie z Sikawy, dowożeni codziennie do pracy. Byli oni nadzorowani przez strażników, którzy nie dopuszczali nikogo do tych więźniów. Nie można było z tymi ludźmi porozumieć się. Na tym protokół zakończono i po odczytaniu jako zgodny ze złożonymi zeznaniami podpisany.

Wykaz niemieckich firm które korzystały na terenie Olechowa z niewolniczej pracy Polaków, Żydów, także w niewielkiej części jeńców angielskich i rosyjskich:

Kurt Hein - . Była to firma zajmująca się przygotowaniem terenu pod tory kolejowe. Torów jednak firma ta nie zakładała. Była to firma niemiecka z terenu Rzeszy.

Firma Budowlana Grün i Bielfinger z Mauscheim - budowa nasypu kolejowego

Breutigam i Matejko - Firma budowała budynki stacyjne i inne. Była to miejscowa firma budowlana prowadzona przez miejscowych Niemców.

Niemiecka firma tzw. „Ostdeutsche”, która wykonywała wykopy pod tory kolejowe. 

Ostdeutsche Tiefbau Geselschaft. - właściciel firmy był Niemiec  volksdeutsch o nazwisku Jędretzki z Konina.

Firma braci Karola i Oskara Pleszke z Łodzi ul. Nawrot 46, którzy w czasie okupacji stali się Niemcami. Firma ta wykonywała roboty budowlane.

Firma Ohlendorf - firma z Rzeszy, która wykonywała roboty związane z budową węzła kolejowego w Olechowie.

Firma Neubaumat z siedzibą w Andrzejowie. Budowa nowego dworca przetokowego.

Bilfinger & Berger - Mannheim   

Grün & Bilfinger z Mannheim 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Das Thema Olechów ist mir dank meiner Kontakte und meiner Freundschaft mit Horst Milnikel, einem Einwohner dieses ehemaligen Dorfes, sehr ans Herz gewachsen. Ich hatte nicht die geringste Ahnung, wie reichhaltig und zugleich tragisch die Geschichte von Olechów während der deutschen Besatzung in den Jahren 1939-45 ist. Ich sammelte immer mehr neue Materialien und Dokumente, die von dem deutschen Völkermord in diesen Gebieten (Olechów, Andrzejów, Jędrzejów) zeugten. Horst erinnerte sich an die Baracken, die nach der Befreiung übrig geblieben waren. Als Kind rannte er mit seinen Freunden auf dem Gelände des Arbeitslagers herum und spielte dort. Mit der Zeit wurden die Spuren immer weniger, was übrig blieb, war eine Gedenktafel in der Przemysłowa-Straße. Ich glaube, dass nur ein winziger Prozentsatz der neuen Bewohner der sogenannten Plattenbausiedlung sich der Tragödien bewusst ist, die sich dort ereignet haben.

Die deutschen Besatzer beschlossen, die Eisenbahnstrecke zwischen Łódź Kaliska und Koluszki über Olechów, Andrzejów und Andrespol auszubauen. Die Idee, den größten Rangierbahnhof in Zentralpolen zu bauen, entstand bereits einige Zeit vor dem Krieg. Allerdings fehlten die finanziellen Mittel für die Umsetzung dieser Pläne. Der Elan, mit dem die Deutschen den Bau in Angriff nahmen, erforderte sehr viel Arbeitskraft. Mit großem Elan und Eile wurde ein Arbeitslager an der Zakładowa-Straße und der Tomaszowska-Straße errichtet. Neben den einheimischen Polen wurden jeden Tag Juden aus dem Łódźer Ghetto zum Bahnhof in Andrzejów gebracht. Die Fluktuation war enorm, die Arbeitsbedingungen unmenschlich, Schläge und systematische Hinrichtungen (Erhängen) waren an der Tagesordnung. Juden wurden beim Bau von Dämmen getötet, viele von ihnen wurden in diesen Dämmen oder im nahe gelegenen Wald begraben. Dort ruhen sie bis heute...

Vor drei Jahren hatte ich zweimal Gelegenheit, das Pilecki-Institut in Warschau zu besuchen. Dort befinden sich über 3 Millionen Dokumente, die mit der deutschen Besatzung in Polen in Zusammenhang stehen. Darunter sind auch sehr interessante Dokumente über Olechów.

Ich möchte an dieser Stelle das Protokoll der Vernehmung von Tadeusz Węglewski durch den Staatsanwalt der Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź vorstellen.


Aktenzeichen: D… 4/69

Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź. 000008

PROTOKOLL DER VERNEHMUNG EINES ZEUGEN

Am 17. September 1969 in Łódź

Vize-Staatsanwalt Wiktor Klimczak , auf dem Gelände der Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź.

Zeuge: Tadeusz Węglewski, geboren am 9. Dezember 1911 in Niedrzew, Kreis Kutno, Sohn von Józef Bronisława, wohnhaft in Łódź, Trybały-Straße (ich gebe nicht die gesamte Hausnummer an). Beruf: Baumeister.

Während der Besatzungszeit wohnte ich in Łódź. Seit März 1941 war ich bei der Firma der Brüder Karol und Oskar Pleszke beschäftigt. Es handelte sich um ein noch aus der Vorkriegszeit stammendes Unternehmen, das von den genannten Brüdern Pleszke geführt wurde, die während der Besatzungszeit Deutsche geworden waren. Diese Firma führte Bauarbeiten durch. Soweit ich weiß, waren die Brüder Pleszke zu dieser Zeit jeweils über 50 Jahre alt. Im September 1942 führte ich im Rahmen der Firma Pleszke Arbeiten im Zusammenhang mit dem Bau eines Badehauses und der Fertigstellung eines Küchengebäudes auf dem Gelände des Lagers in Andrzejów durch. Während ich dort arbeitete, begannen Juden in dieses Lager einzuziehen.

Während meiner etwa fünfwöchigen Arbeit knüpfte ich Kontakt zu einem jüdischen Arzt, der in diesem Lager lebte. Von ihm weiß ich, dass im Lager in Andrzejów 630 Juden lebten. Auf dem Gelände dieses mit Stacheldraht umzäunten Lagers befanden sich sechs Baracken. Den Namen dieses jüdischen Arztes habe ich nicht mehr im Gedächtnis. Die Juden aus diesem Lager wurden von ihren Gruppenführern zur Arbeit beim Bau von Bahndämmen unter den Gleisen gebracht. Die Gruppen von Juden wurden, soweit ich weiß, bei der Arbeit von deutschen Vorarbeitern beaufsichtigt. Soweit ich mich erinnere, befand sich am Eingangstor zum jüdischen Lager ein Wachhäuschen, in dem Beamte der Bahnpolizei Dienst taten. Ich glaube, sie trugen graue Uniformen, die dunkler waren als die Uniformen der Gendarmen. Soweit ich mich erinnere, gab es 12 Bahnpolizisten, die dieses Lager bewachten und sich im Schichtdienst ablösten. Ich kenne die Namen keiner dieser Beamten. Von einem jüdischen Arzt habe ich gehört, dass von den Gruppen, die zur Arbeit gingen, abends 5-6 Menschen nicht zurückkehrten. Während meiner Arbeit in diesem Lager verrichteten die Juden Arbeiten am Bau eines Damms in einem Wald namens Hoffmanowa. Nach den Erzählungen des erwähnten Arztes kehrten von diesem Arbeitsplatz immer einige nicht zurück. Aus seinen Aussagen ging hervor, dass bei dieser Arbeit Juden ums Leben kamen, getötet und im Damm begraben wurden. Die Arbeiten an diesem Ort, der etwa 2 Kilometer von Andrzejów entfernt liegt, wurden von einer deutschen Firma durchgeführt, deren Namen ich nicht kenne. Ich möchte erwähnen, dass das oben erwähnte jüdische Lager etwa 1200 Meter vom Bahnhof in Andrzejów entfernt an der Straße in Richtung Olechów lag. Ich erinnere mich nicht mehr genau, aber ich glaube, dass ich im November 1942, als ich zur Arbeit kam, auf dem Gelände dieses jüdischen Lagers in Andrzejów erfuhr, dass in den frühen Morgenstunden 7 Juden im Lager erhängt worden waren. Das erzählten mir die Arbeiter – Polen, die in Baracken hinter dem jüdischen Lager wohnten. Auch an der Straße nach Olechów. Die Namen dieser Menschen kann ich nicht nennen. Diese Polen waren bei dieser Hinrichtung anwesend. Die Hinrichtung wurde, wie mir berichtet wurde, wegen des eigenmächtigen Verlassens der Gruppen durch die Juden durchgeführt. Dieser Grund wurde vor der Erhängung dieser sieben Juden von einem Deutschen genannt, der von außerhalb gekommen war. Die Hinrichtung wurde von Beamten der Bahnpolizei überwacht, die im Lager Dienst taten. Die Juden wurden von anderen Juden unter deutscher Aufsicht gehängt. In der Baracke des polnischen Lagers, das sich neben dem jüdischen Lager in Andrzejów befand, hatte ich als Vorarbeiter meinen Raum. Ich kam während meiner Arbeitszeit bis Juli 1943 in diesen Raum. Erst zu diesem Zeitpunkt zog ich nach Jędrzejów um. Vor meinem Umzug nach Jędrzejów baute ich Baracken an den Gleisen am Anfang des Dorfes Olechów, gezählt von Andrzejów aus, für englische Kriegsgefangene, die seit etwa Mai 1943 in diesem Lager lebten. Dieses Lager wurde mit der Einweisung der Kriegsgefangenen abgezäunt und vom Rest der am Bau beschäftigten Personen isoliert. Nach Abschluss der Arbeiten am Bau der Baracken für die Engländer arbeitete ich am Bau von Baracken in Jędrzejów. Dort wurden 6 Baracken errichtet. Das Gelände wurde mit Stacheldraht umzäunt, 3 Baracken wurden noch von den übrigen getrennt. In einem Teil wohnten 370 Juden, im anderen Teil Polen. Mit dem oben erwähnten jüdischen Arzt hatte ich während meiner gesamten Arbeitszeit auf der Baustelle Kontakt. Er kam auch in das Lager bei Jędrzejów. Im Mai oder Juni 1943, als ich zur Arbeit kam und mich in meinem Raum im Lager der Juden bei Andrzejów befand, sah ich, wie ein Jude auf einer Schubkarre vom Wachhaus in Richtung Baracken transportiert wurde. Als ich denselben Tag den erwähnten Arzt traf, erfuhr ich, dass der transportierte Jude von den Beamten der Bahnpolizei in der Wachstube so schwer geschlagen worden war, dass er starb. Den Namen dieses Juden kenne ich nicht. Ich glaube, es war im Herbst 1943, als ich an den Gleisen vorbeiging und sah, wie ein deutscher Vorarbeiter einen Juden mit einem Stück Holz schlug. Der Jude rollte zusammengekauert den Bahndamm hinunter. Dies geschah in der Nähe der Brücke über den Fluss in Richtung Chojen, auf Höhe des Waldes Kowalszczyzna. Dieser Jude wurde getötet und verschüttet, ich habe es nicht gesehen, aber ich nehme an, dass es so war. Ich habe nicht angehalten, weil ich an diesem Tag etwas früher von der Arbeit gegangen bin und Begegnungen mit Deutschen vermieden habe. Ich möchte erwähnen, dass an der Stelle, an der er von den Deutschen getötet wurde, Erde aus Waggons aufgeschüttet wurde. Ich war außerdem nicht Zeuge anderer Verbrechen der Deutschen an Juden oder Personen anderer Nationalitäten und kann auch keine Namen von Tätern nennen. Ich habe auch gesehen, dass beim Bau der Gleisgräben Häftlinge aus Sikawa beschäftigt waren, die täglich zur Arbeit gebracht wurden. Sie wurden von Wachen beaufsichtigt, die niemanden zu diesen Häftlingen ließen. Es war unmöglich, mit diesen Menschen zu kommunizieren. Damit wurde das Protokoll abgeschlossen und nach Verlesung als mit den gemachten Aussagen übereinstimmend unterzeichnet.

Kurt Hein – . Es handelte sich um eine Firma, die sich mit der Vorbereitung des Geländes für Eisenbahnschienen befasste. Die Firma verlegte jedoch keine Schienen. Es war eine deutsche Firma aus dem Reichsgebiet.

Bauunternehmen Grün und Bielfinger aus Mauscheim – Bau eines Bahndamms

Breutigam und Matejko – Das Unternehmen baute Bahnhofsgebäude und andere Gebäude. Es handelte sich um ein lokales Bauunternehmen, das von lokalen Deutschen geführt wurde.

Das deutsche Unternehmen „Ostdeutsche”, das Aushubarbeiten für die Eisenbahnschienen durchführte.

Ostdeutsche Tiefbau Geselschaft – Eigentümer des Unternehmens war ein Volksdeutscher namens Jędretzki aus Konin.

Das Unternehmen der Brüder Karol und Oskar Pleszke aus Łódź, ul. Nawrot 46, die während der Besatzungszeit zu Deutschen wurden. Dieses Unternehmen führte Bauarbeiten durch.

Die Firma Ohlendorf – ein Unternehmen aus dem Reich, das Arbeiten im Zusammenhang mit dem Bau des Eisenbahnknotens in Olechów ausführte.

Die Firma Neubaumat mit Sitz in Andrzejów. Bau eines neuen Durchgangsbahnhofs.

Bilfinger & Berger – Mannheim

Grün & Bilfinger aus Mannheim

środa, 25 czerwca 2025

Herbert Höft - Turbulente Zeiten - Borowa - Andrzejów

 Ciąg dalszy wspomnień profesora Herberta Höfta - Turbulente Zeiten, strony 144-147.


                                               BANDYTA

Już jako dziecko nazywano go bandytą. Nikt nie znał jego ojca, nie znano również ojców jego dwóch młodszych sióstr. Nikt nie wiedział, z czego utrzymywała się rodzina mieszkająca w zrujnowanym domu na skraju lasu państwowego, z dala od wsi. Jako Polak w pokonanym kraju nie musiał, a właściwie nie miał prawa chodzić do szkoły. Edukacja przyszłych niewolników wydawała się nazistowskiemu państwu zbędna. Latem biegał boso po lasach, ścigał wrony, dzikie gołębie na drzewach, dzikie kaczki na naturalnych stawach i kradł im jaja lub wyjmował pisklęta z gniazd. Jego pasją było wędkarstwo, a sprzęt do tego szybko zdobył. Zbierał ślimaki do kuchni matki, a grzyby i jagody, które zbierała jego matka, sprzedawał czasem letnikom we wsi. Zimą polował na kuropatwy na polach i kłusował w lesie, używając pułapek i sideł. Nigdy nie został przy tym złapany. Rolnicy podejrzewali go, że kradnie więcej drobiu niż lis. Znajdowali rozbite klatki dla królików, a czasem z pola lub stodoły znikała nawet owca lub koza. Kiedyś coś zraniło mu lewe oko. Zawsze miał je półprzymknięte. Twarz wykrzywiona w grymasie. Ten wygląd, podarte ubrania, jeśli można je było nazwać szmatami, i znoszone buty przyniosły mu przydomek bandyta. Nie miał przyjaciół. Dzieci w jego wieku obserwował zawsze z daleka.

Tak żył przed wojną i podczas wojny, aż Armia Czerwona zajęła nasz region, a znaczna część Wehrmachtu pozostała w rozległych lasach. Armia radziecka miała na celowniku Poznań, a później Berlin i nie przejmowała się tym, co działo się za linią frontu.

Teraz nadeszła jego wielka chwila. W lesie i na polach leżało mnóstwo karabinów, pistoletów i amunicji. Znalazł też przyjaciół i wkrótce miał własną bandę. Uzbrojone dzieci rabowały bezbronnych Niemców i zabierały wszystko, co im się podobało. Dzieci potrafią być czasem okrutniejsze niż dorośli. Nosiły zszyte mundury, chodziły od gospodarstwa do gospodarstwa, szukały alkoholu i wędlin, urządzając hulanki w okazałych domach i śpiąc nieumyte w eleganckich łóżkach. W tak niejasnych, bezprawnych czasach cudza własność była kusząca. Takie życie trwało tylko kilka miesięcy. Potem pojawiło się nowe państwo polskie i próbowało wprowadzić zasady i porządek. Oczywiście, po doświadczeniach Polaków podczas wojny nie mogły one być przyjazne Niemcom. Wszyscy Niemcy w powstających państwach satelickich (Polska, Czechosłowacja, Węgry, Rumunia) zostali wywłaszczeni i wyrzuceni ze swoich domów. W naszej okolicy niektórzy znaleźli na krótko schronienie u współczujących Polaków. Wielu z nich pracowało za jedzenie i nocleg w stajni lub stodole jako służący lub parobek u nowych panów. W Andrzejowie, na przedmieściach Łodzi, wszystkie pozostałe niemieckie kobiety i dzieci zostały zamknięte przez milicję w kościele. Tam sortowano ludzi według ich wartości użytkowej. Wśród nich były moje dwie ciotki z dwójką małych dzieci i moja 72-letnia babcia. Jedna z ciotek miała trafić do obozu pracy bez dzieci. Dzieci płakały rozdzierająco z powodu rozłąki. Babcia wynegocjowała, że pójdzie do obozu pracy za ciotkę. Po wywiezieniu osób zdolnych do pracy do obozu pracy Sikawa pod Łodzią, pozostałe kobiety z dziećmi zebrano w grupę, wraz z bagażem ręcznym wyprowadzono na drogę krajową Łódź – Tomaszów i wysłano na wschód.

W ten sposób w tamtych czasach pozbywano się problemów z Niemcami w różnych wioskach. Moja babcia, Pauline Heidemann, matka mojej matki, zmarła w tym obozie już po kilku tygodniach. Opowiadano, że stare kobiety musiały dla rozrywki niektórych strażników wykonywać „skoki króliczka”. Ciotka, którą uratowała moja babcia, mieszkała tylko przez jakiś czas u mojej babci w Andrzejowie. Teraz została ponownie wysiedlona. Przyjechała do nas z małą córeczką i jeszcze mniejszym synkiem. My również zostaliśmy wywłaszczeni i nie mogliśmy jej przyjąć na stałe. Po kilku tygodniach znaleźliśmy dla nich mieszkanie i pracę dorywczą u krawca. Dwoje dzieci zostało zatrudnionych przez Polaków jako pasterze kóz. Po tych czystkach etnicznych w wielu wioskach milicja miała stopniowo rozbroić i rozwiązać bandy. W ramach politycznej reakcji w podziemiu zorganizowała się tzw. Armia Andersa. Generał Anders uciekł wraz z rządem polskim na wygnanie do Londynu w 1939 roku. Tam utworzył polską armię, która wraz z Anglikami walczyła przeciwko niemieckim faszystom jako piloci, a po inwazji na Francję jako żołnierze frontowi. Po kapitulacji Niemiec ich celem było przekształcenie Polski w demokratyczne państwo na wzór zachodni. Nie podobało się to komunistycznym władzom, które dążyły do stworzenia państwa na wzór radziecki. Walcząca w ukryciu Armia Andersa przybrała charakter ruchu partyzanckiego. Podczas napadów zabijała żołnierzy regularnej armii. Młody mężczyzna z naszej okolicy, Mietek Turek, powołany do służby wojskowej, został zastrzelony z pistoletu przy stole w knajpie pod Poznaniem podczas przyjacielskiej rozmowy. Zmniejszyło to sympatię do Armii Andersa. Komunistyczne władze wyznaczyły termin dobrowolnego rozwiązania armii. Ci, którzy nie zgłosili się w wyznaczonym terminie, zostali skazani na śmierć bez łaski. Dotknęło to wielu demokratycznie nastawionych Polaków. Partyzanci, którzy walczyli podczas wojny z Niemcami, zostali uhonorowani dożywotnią rentą. Młodszy brat zamordowanego Mietka, Tzecho, również otrzymał tę rentę. Bardzo wątpliwe było, czy w swoim wieku naprawdę należał do partyzantów. W takich przypadkach cenne były zeznania świadków.

Matka bandyty również w tych burzliwych czasach zajęła niemiecki dom i wygnała właścicieli. Milicja przydzieliła jej krowę mleczną z innej stajni. W ten sposób rodzina bandyty po raz pierwszy w życiu miała w miarę bezpieczne schronienie.

Grupa bandyty składała się wyłącznie z dzieci. Kiedy sytuacja się ustabilizowała, grupa rozpadła się sama. Tylko bandyta nie chciał się poddać. Nie chciał stracić władzy. Ale był teraz sam. Przypomniało mu się, co członkowie SA zrobili Polakom przed kościołem katolickim. Stanął na ulicy przed swoim domem i zażądał, aby każdy Niemiec go pozdrowił. Ja też miałem to zrobić. Było to sprzeczne z moim poczuciem honoru. Wywiązała się ostra bójka. Byliśmy mniej więcej równi siłą. Nikt mi nie pomógł. Byłem przecież tylko Niemcem. Nieznany chłopiec powiedział: „Ten Szwab ma odwagę”. Inny skinął mi głową i powiedział: „Daj mu porządnie”. Wyczerpani rozeszliśmy się. Od tamtej pory nie miałem odwagi wychodzić z wioski. Zawsze bałem się, że może mnie zaatakować cała banda, i szukałem ochrony u silniejszych polskich przyjaciół. W końcu czas wojny spędziliśmy w przyjaznej atmosferze zabawy. Bandyta postanowił dalej działać przeciwko Niemcom, którzy nadal byli pozbawieni praw, zdobył karabin i amunicję i ukrył je w lesie.

Powiedział do swoich kumpli: „Zastrzelimy tych bezużytecznych Niemców”. Tego samego wieczoru na skraju lasu padł strzał. Znaleziono starego mężczyznę z raną postrzałową płuca. Odprowadził swoją córkę, która chciała odwiedzić swoją siostrę, do skraju wsi i czekał w lesie, aby nie zostać złapanym i wysłanym.

Przybył sowiecki komendant i wpadł w szał.

Wszyscy wiedzieli, a raczej domyślali się, że to mógł być tylko bandyta. Jednak nigdy nie poszukiwano sprawcy.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Fortsetzung der Erinnerungen von Professor Herbert Höft – Turbulente Zeiten, Seiten 144–147.

                                              DER BANDIT

Schon als Kind wurde er Bandit genannt. Seinen Vater kannte niemand, auch die Väter seiner zwei kleineren Schwestern waren unbekannt. Wovon die Familie in ihrem zerfallenen Haus am Staatswald abseits des Dorfes lebte, wusste niemand. Als Pole im besiegten Land brauchte er nicht, nein, durfte er nicht zur Schule gehen. Bildung zukünftiger Sklaven erschien dem Nazistaat unnötig. Im Sommer stromerte er barfuß in den Wäldern herum, verfolgte Krähen, wilde Tauben in den Bäumen, wilde Enten an den Naturteichen und räuberte ihre Eier oder holte die Jungen aus den Nestern. Angeln war seine Leidenschaft und die Utensilien dazu waren schnell beschafft. Schnecken sammelte er für Mutters Küche, Pilze und Beeren, die seine Mutter gesammelt hatte, verkaufte er manchmal an Sommerfrischler im Dorf. Im Winter stellte er den Rebhühnern auf den Feldern nach und wilderte mit Fallen und Schlingen im Wald. Niemals wurde er dabei erwischt. Die Bauern hatten ihn im Verdacht, dass er mehr Geflügel stahl, als der Fuchs holen konnte. Się fanden Kaninchenställe aufgebrochen und manchmal verschwand sogar ein Schaf oder eine Ziege vom Feld oder aus dem Stall. Mit irgendetwas hatte er sich einmal das linke Auge verletzt. Er hielt es immer halb geschlossen. Sein Gesicht verzerrte er meistens zu einer Grimasse. Dieses Aussehen, seine zerfetzten Kleider, wenn man die Lumpen noch so nennen konnte, und seine verschlissenen Schuhe brachten ihm den Beinamen Bandit ein. Freunde hatte er keine. Kinder seines Alters beobachtete er stets nur aus größerer Entfernung.

So lebte er vor dem Krieg und während des Krieges, bis die Rote Armee unser Gebiet überrollte und größe Teile der Wehrmacht in der riesigen Wäldern zurückgeblieben waren. Die Sowjetarmee hatte die Städte Posen und später Berlin im Auge und kümmerte sich wenig, was hinter ihrer Front zurückblieb.

Nun kam seine große Zeit. Gewehre, Pistolen und Munition lagen genügend im Wald und auf den Feldern herum. Jetzt fand er auch Freunde und bald hatte er eine eigene Bande. Die bewaffneten Kinder räuberten bei den vogelfreien Deutschen und holten sich, was ihnen gefiel. Kinder können manchmal grausamer sein als Erwachsene. Sie trugen zusammengestoppelte Uniformen, gingen von Hof zu Hof, suchten na Alkohol und Gepökeltem, feierten Gelage in herrschaftlichen Häusern und schliefen ungewaschen in feinen Betten. Fremdes Eigentum ist in solch unklaren, gesetzlosen Zeiten anziehend. Dieses Leben währte nur wenige Monate. Dann meldete sich der neue polnische Staat und versuchte, Regeln und Ordnung durchzusetzen. Diese konnten natürlich nach den Erfahrungen der polnischen Menschen während des Krieges nicht deutschfreundlich sein. Alle Deutschen in den entstehenden Satellitenstaaten (Polen, Tschechoslowakei, Ungarn, Rumänien) wurden enteignet und aus ihren Häusern vertrieben. In unserer Gegend kamen manche für kurze Zeit bei mitleidigen Polen unter. Viele verdingten sich nur gegen Essen und Schlafen im Stall oder der Scheune als Magd oder Knecht bei den neuen Herren. In Andrzejów, einem Vorort von Lodz, wurden alle verbliebenen deutschen Frauen und Kinder von der Miliz in die Kirche gesperrt. Dort sortierte man die Menschen nach ihren Gebrauchswert. Meine zwei Tanten mit je zwei kleinen Kinder und meine 72 jährige Oma waren auch unter ihnen. Die eine Tante sollte ohne Kinder ins Arbeitslager. Die Kinder schrien wegen der Trennung herzzerreißend. So verhandelte Oma, dass sie für die Tante ins Arbeitslager gehen durfte. Nachdem man die Arbeitsfähigen in das Arbeitslager Sikawa bei Lodz gebracht hatte, wurden die verbliebenen Frauen mit Kinder in einen Tross zusammengestellt, mit ihrem Handgepäck auf die Fernstraße Lodz – Tomaszow geführt und nach Osten geschickt.

So entledigte man sich damals der Probleme mit den Deutschen in verschiedenen Dörfern. Meine Oma, Pauline Heidemann, Mutter meiner Mutter, starb schon nach wenigen Wochen in diesem Lager. Man erzählte, die alten Frauen mussten zur Erbauung mancher Bewacher ”Häschen Hüpf” machen. Die Tante, die von meiner Oma gerettet worden war, lebte nur zwischenzeitlich bei meiner Oma in Andrzejów. Jetzt wurde sie erneut vertrieben. Nun kam sie zu uns mit ihrer kleinen Tochter und dem noch kleineren Sohn. Wir waren auch enteignet und konnten sie nicht auf Dauer unterbringen. Nach Wochen fand się eine Unterkunft und eine Aushilfsarbeit bei einem Schneider. Die beiden Kinder wurden als Ziegenhirten von Polen tagsüber genommen. Nach dieser ethnischen Säuberung in zahlreichen Dörfern sollten auch die Banden durch die Miliz Schritt für Schritt entwaffnet und aufgelöst werden. Als politische Gegenreaktion organisierte sich im UNtergrund die sogenannte Andersarmee. General Anders war 1939 mit der polnischen Regierung ins Exil nach London geflohen. Er hatte dort eine polnische Armee aufgestellt, die mit den Engländern gegen die deutschen Faschisten z T. als Piloten und nach der Invasion in Frankreich als Frontsoldaten kämpfen. Nach der Kapitulation Deutschlands war ihr Ziel, Polen in einen demokratischen Staat nach westlichem Muster zu entwickeln. Das missfiel den kommunistisch orientierten Machthabern, die einen Staat nach sowjetischen Muster anstrebten. Die im Verborgenen kämpfende Andersarmee nahm den Charakter einer Partisanenbewegung an. Sie tötete bei Überfällen Soldaten der regulären Armee. Ein zum Wehrdienst eingezogener junger Mann aus unserer Nachbarschaft, Mjetek Turek, wurde in einer Kneipe bei Posen während eines freundschaftlichen Gesprächs mit einer Pistole am Tisch erschossen. Das minderte die Sympathie für die Andersarmee. Die kommunistische Staatsmacht stellte einen Termin für die freiwillige Auflösung. Wer sich nicht bis zu dem vorgegebenen Termin gestellt hatte, wurde gnadenlos zum Tode verurteilt. Das traf zahlreiche demokratisch gesinnte Polen. Die Partisanen, die während des Krieges gegen die Deutschen gekämpft hatten, wurden durch eine lebenslange Rente geehrt. Der jüngere Bruder, Tzecho, des getöteten Mjetek, bekam auch diese Rent. Ob. er in seinem Alter wirklich schon zu den Partisanen gehört hatte, war sehr fraglich. In solchen Fällen waren Aussagen von Zeugen wertvoll.

Die Mutter des Banditen hatte sich in dieser turbulenten Zeit auch ein deutsches Haus genommen und die Eigentümer verjagt. Die Milchkuh wurde ihr von einem anderen Stall durch die Miliz zugewiesen. So hatte die Familie des Banditen zum ersten Mal in ihrem Leben eine einigermaßen gesicherte Unterkunft.

Die Gruppe des Banditen bestand ausschließlich aus Kinder. Als die Verhältnisse wieder geordneter wurden, löste sie sich von selbst auf. Nur der Bandit wollte nicht aufgeben. Er wollte sich nicht entmachten lassen. Aber er war nun allein. Nun fiel ihm ein, was SA-Männer mit Polen vor der katholische Kirche gemacht hatten. Er stellte sich auf die Straße vor seinem Haus und verlangte, dass ihn jeder Deutsche grüßte. Auch ich sollte das tun. Das widersprach meinem Ehrgefühl. Eine heftige Schlägerei begann. Wir waren beide etwa gleich stark. Niemand half mir. Ich war ja nur ein Deutscher. Ein fremder Junge sagte: ”Der Schwobb traut sich ja was.” Ein anderer nickte mir zu und sagte: ”Gib es ihm nur ordentlich.” Erschöpft gingen wir auseinander. Seitdem traute ich mir aber mich mehr durchs Dorf. Ich fürchete immer, dass mich vielleicht eine ganze Bande überfallen könnte, und suchte Schutz durch stärkere polnische Freunde. Schließlich hatten wir ja die Kriegszeit in freundschaftlicher Spielatmosphäre verbracht. Der Bandit nahm sich vor, gegen die immer noch rechtlosen Deutschen weiter zu agieren, sicherte sich ein Gewehr und Munition und versteckte beides im Wald.

Er sagte zu seinen Kumpanen: ”Wir schießen diese unnützen Deutschen ab.” Noch am selben Abend fiel am Waldrand ein Schuss. Man fand einen alten Mann mit Lungenschuss. Er hatte seine verängsitgte Tochter, die ihre Schwester besuchen wollte, bis zu Dorfrand begleitet und wartete im Wald, um nicht weggefangen und verschickt zu werden.

Ein sowjetischer Kommandant kam und tobte.

Alle wussten, oder genauer gesagt, ahnten, das konnte nur der Bandit gewesen sein. Nach dem Täter wurde aber nie gesucht.