Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Volksfreund Kalender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Volksfreund Kalender. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 grudnia 2025

Grünberg - Zielona Góra - Niemieckie osadnictwo - Volksfreund Kalender - 1933

 Ciekawe zdjęcie znalazłem w Kalendarzu: Volksfreund-Kalender für Stadt und Land auf das Jahr 1933. 7. Jg

                                   Niemiecka zagroda w Grünbergu (Zielona Góra) koło Łodzi.


                                   Deutsches Bauerngehöft in Grünberg bei Lodz.

środa, 20 kwietnia 2022

Łódź Chojny - Pomnik - Mulinowicz - Wiatrak - Volksfreund Kalender

 Zdjecie i jego opis zamieściłem 13 kwietnia na profilu: Łódzki Wehikuł Czasu (Facebook). Nie przypuszczałem, że ten temat zainteresuje tak szerokie grono fanów Łodzi (212 osob zalajkowało)!

Także bez liku zamieszczono komentarzy (25) - pozwolę sobie zamieścić te najciekawsze:

Pomnik wzniesiony w 1634 r. przez krakowskiego obywatela Johanna Mulinowicza w jego rodzinnej wsi Stare Chojny koło Łodzi.
Das in Jahre 1634 vom Krakauer Bürger Johann Mulinowicz in seinem heimatsdorfe Alt-Chojny bei Lodz errichtete Denkmal.
Źródło: Volksfreund Kalender.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
We wsi Chojny postawił kolumnę (w okolicy obecnej BP - stąd nazwa ulicy), ale ta miała mieć ponad 10 m wys. Czy opis zdjęcia jest napewno poprawny?

 „Najbardziej znaczącym obiektem jaki pozostawił po sobie Jan Mulinowicz, była wybudowana w 1634 kolumna, która stanowiła najstarszy w Polsce świecki pomnik (10 lat przed Kolumną Zygmunta). Została ona postawiona przy wyjeździe z ówczesnej wsi Chojny. Składała się z wysokiego czworokątnego piedestału o wysokości ok. 2m, wykonanego z czarnego marmuru oraz kolumny z szarego marmuru, o łącznej wysokości ok. 8 m. Na bokach podstawy kolumny znajdowały się trzy łacińskie inskrypcje. Najważniejsza określała fundatora i podawała datę powstania pomnika. W tłumaczeniu na polski brzmiała ona: Bogu najlepszemu, najwyższemu Jan Mulinowic, mieszczanin krakowski, wzniósł w roku pańskim 1634”. Czyli to pewnie to samo, tylko może na zdjęciu nie widać proporcji 

obecnie w tym miejscu stoi kapliczka przy BP. A Johann to ten Jan od stawów


Panie Andrzeju jest cała legenda w tej sprawie. Była nam klasie we Wiskitnie opowiedziana na lekcji j polskiego.

o ile nic nie namieszam, bo jak policzyłem to minęło ze 30 lat,
Pani polonistka zmarła kilka lat temu. Bezdzietne małżeństwo (wiele lat starali się bezskutecznie) podróżowało, z Krakowa na rozstaju dróg tj dzisiejszej Rzgowskiej i Kolumny, znaleźli małego chłopca. W podziękowaniu za szczęście ufundowali figurę na rozstaju. Jeszcze było coś związanego z kościołem św Wojciecha i kulą znajdującą się nad wejściem przez główną bramę.
Jeżeli namieszałem to proszę o sprostowanie. Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt

- Tzn chyba było trochę inaczej. Małżeństwo, które nie mogło mieć dzieci, zabrało małego Mulinowicza ze sobą do Krakowa i tam wychowali go na mądrego jegomościa, wykształcili. Bohater stał się z czasem bogatym kupcem. Po latach postanowił wrócić na miejsce, gdzie znaleźli go przybrani rodzice. Postanowił w podzięce ufundować ówczesnemu obiektowi sakralnemu bodajże relikwie, ołtarz, chrzcielnicę i kulę, która znajduje się nad bramą wjazdową. Zresztą widnieje tam napis dziękczynny po łacinie z jego intencji.

- Bardzo prawdopodobne, nieco czasu upłynęło

- Dodam że dziecko było sierota ,która wyrzucił z domu na pewna śmierć gospodarz ,który miał się nim opiekowac. Niestety niepamietam czy był dla dziecka jakąś rodziną.

- Tutaj warto wejść
Odbudujemy Kolumne Sierocą Janka.

- Bardzo dobry projekt

-ale chyba padl. Wpisy ostatnie sprzed dwóch lat...

- Właśnie widzę. A pomysł fajny. Szkoda,bo historię tej kolumny znam już od paru lat.

Dlaczego ulica Kolumny?

Mapa z 1943 na której zaznaczony jest wiatrak w rejonie ulic Rzgowskiej i Kolumny.

- Ta mapa potwierdza wcześniejszą dyskusję na grupie, że lokalizacja wiatraka to miejsce gdzie dzisiaj jest salon samochodowy.

- Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł odbudować tego pomnika tylko stoi to co stoi do dzisiaj?

- Rekonstrukcja położenia w/g Pana Michał Michart



wtorek, 19 kwietnia 2022

Lisice - Sierpc - Cmentarz ewangelicki - Osadnictwo niemieckie - Volksfreund Kalender - 1936

 Rzadki przypadek emigracji całej ludności - osadników niemieckich...Źródło: Volksfreund Kalender 1936




                                    EV.-LUTH. CMENTARZ W LISICACH.

                                             OTTO LANGE, KARWOSIEKI.


    Idąc 1,5 km na północ od katolickiej wsi kościelnej Bożewo w powiecie sierpeckim, dojdziemy do kolonii Lisice. To jest przyjazne osiedle. Piękne zagrody, które znajdują się po jednej stronie ulicy wiejskiej, są w większości otoczone wysokimi, starymi drzewami owocowymi. Wszystko nadaje osadzie niemiecki charakter, a podróżny ma wrażenie, że spaceruje po niemieckiej kolonii. Lisice są jednak zamieszkane przez Polaków, z wyjątkiem jednej rodziny protestanckiej. Natomiast zagrody zostały zbudowane przez kolonistów niemieckich. Drzewa owocowe zostały zasadzone również przez niemieckich osadników, ponieważ Lisice zostały założone przez Niemców i były kiedyś kolonią wyłącznie niemiecką. Osadnicy wykonywali swoją ciężką pracę w ciszy i zadowoleniu, aż pewnego dnia wielu z nich ogarnęło emigracyjne powietrze. Gospodarstwa zostały sprzedane polskim rolnikom, a koloniści wyemigrowali na Wołyń, gdzie znaleźli nowy dom. Ta emigracja spowodowała również zamknięcie niemieckiej Kantoratschule w Lisicach. Ostatni nauczyciel tej szkoły nazywał się Maliszewski. Pozostało tu jednak kilku kolonistów niemieckich, z których jeden prowadził nabożeństwa czytań. Kiedy jednak ostatni Niemcy, z wyjątkiem jednej rodziny, sprzedali swoje gospodarstwa Polakom, Lisice przestały być osadą niemiecką.

     Jako pamiątka po niemieckiej przeszłości, cmentarz ewangelicki nadal stoi na niewielkim wzgórzu w centrum Lisic. Otoczony murem ziemnym i wysokim żywopłotem z bzu, leży cichy i opuszczony w środku pola. Krzyż wznosi się bezszelestnie w środku pogody, już mocno pochylony. Opłakując dawno minione czasy, spogląda z góry na wioskę. Uroczysta cisza otacza Niemcy w tym poświęconym miejscu. Tylko z krzewów bzu wiatr sączy swoją tęskną melodię.

    Kto wie, jak szybko ostry lemiesz przejdzie nad tym świętym miejscem! Cały cmentarz porasta zielona trawa, ale liczne kopce nagrobne są nadal dobrze widoczne. Żadna kochająca ręka nie troszczy się o groby, bo żyjący jeszcze potomkowie są rozproszeni we wszystkich kierunkach. Umarli śpią w ciszy, oczekując wielkiego poranka zmartwychwstania.

    Wiele razy niemieccy osadnicy mogli przebywać w tym miejscu, oddając cześć swoim zmarłym.... A kiedy wszystko było już gotowe do emigracji, niektórzy może spieszyli tu jeszcze raz, aby uklęknąć na jednym z tych wzgórz i pożegnać się na zawsze.

"Odpoczywajcie dobrze, kości umarłych,

tutaj w cichej samotności!

Odpoczywajcie, dopóki nie pojawi się dzień,

Gdy Pan cię wezwie

Wezwą cię z tych grobów

Do radosnych powiewów nieba.

                    Friedrich H. Hiller.

Lisice – wieś w Polsce, położona w województwie wielkopolskim, w powiecie kolskim, w gminie Dąbie. Wieś szlachecka położona była w drugiej połowie XVI wieku w powiecie łęczyckim województwa łęczyckiego. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa konińskiego. Wikipedia

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                            DER EV.-LUTH. FRIEDHOF ZU LISICE.

                                             VON OTTO LANGE, KARWOSIEKI.


    Wenn man von dem im Kreise Sierpc gelegenen katholischen Kirchdorfe Bożewo 1,5 km. nach Norden wandert, gelangt man in die Kolonie Lisice. Es ist dies eine freundliche Siedlung. Die schönen Gehöfte, die alle an einer Seite der Dorfstraße liegen, sind meist von hohen, alten Obstbäumen umrahmt. Alles gibt der Siedlung ein deutsches Gespräche, und der Durchreisende hat den Eindruck, daß  er durch eine deutsche Kolonie schreite. Lisice ist jedoch, eine ewangelische Familie ausgenommen, von Polen bewohnt. Die Gehöfte aber sind von deutschen Kolinisten erbaut worden. Auch die Obstbäume haben deutsche Ansiedler gepflantz, denn Lisice wurde von Deutschen gegründet und es war einst eine rein deutsche Kolonie. Zu stiller Zufriedenheit gingen die Siedler hier ihrem schwerem Tagewerk nach, bis eines Tages eine Auswanderungsluft viele von ihnen ergriff. Die Wirtschaften wurden an polnische Landwirte verkauft und die Kolonisten wanderten nach Wolhynien aus, wo sie eine neue Heimat fanden. Diese Auswanderung hatte auch zur Folge, daß die deutsche Kantoratschule in Lisice einging. Der letzte Lehrer diese Schule hieß Maliszewski. Es bleiben hier aber noch einige deutsche Kolonisten zurück, von denen einer die Lesegottesdienste abhielt. Als aber dann, außer eine Familie, auch die letzten Deutschen ihre Wirtschaften an Polen verkauften, hörte Lisice auf, eine deutsche Siedlung zu sein.

     Als Wahrzeichen deutscher Vergangenheit erhebt sich jedoch auch heute noch mitten in Lisice auf einer kleinen Anhöhe der evangelische Friedhof. Von einem Erdwall und einer hohen Fliederhecke umfäumt, liegt er mitten im Ackerfelde still und verlassen da. Stumm erhebt sich mitten auf dem Wetter schon stark geneigte Kreuz. Längst entschwundener Zeit nachtrauernd, schaut es auf das Dorf nieder. Feierliche Stille umfängt den Deutscher dieser geweihten Stätte. Nur im Fliederbusch säufelt der Wind seine wehmütige Melodie.

Wer weiß, wie bald schon wird über diesen heiligen Ort die scharfe Pflugschar hinweggehen! Zwar bedeckt grüner Rasen den ganzen Friedhof, doch kann man die vielen Grabhügel noch gut erkennen. Die gräber pflegt keine liebende Hand, denn die noch lebenden Nachkommen sind in allen himmelsrichtungen verstreut. Still schlummern die Toten dem Großen Auferstehungsmorgen engegen.

    Gar oft mögen einstmals die deutschen Siedler, Ihren Toten nachwienend, an dieser Stätte geweilt haben.... Und als dann schon alles zur Auswanderung bereits war, mag mancher noch einmal hierher geeilt sein, um an einem dieser Hügel niederzuknien und auf immer Abschied zu nehmen.


"Ruhet wohl, ihr Totenbeine,

hier in stiller Einsamkeit!

Ruhet, bis der Tag erscheine,

Da der Herr euch zu der Freund

Rufen wird aus diesen Grüften

Zu den frohen Himmelslüften.

        Friedrich H. Hiller.

Lisice ist ein Dorf in Polen, gelegen in der Woiwodschaft Großpolen, im Landkreis Kolsk, in der Gemeinde Dąbie. In der zweiten Hälfte des 16. Jahrhunderts befand sich im Kreis Łęczyca der Woiwodschaft Łęczyca ein Adelsdorf. In den Jahren 1975-1998 gehörte das Dorf verwaltungsmäßig zur Woiwodschaft Konińskie. Wikipedia

poniedziałek, 18 kwietnia 2022

Leonów - Piotrków - Osadnictwo niemieckie - Volksfreund Kalender - 1935

       Następny materiał dotyczący niemieckiego osadnictwa na terenie województwa łódzkiego dostępny na Volksfreund Kalender z 1935 roku. Wspomniany w materiale cmentarz ewangelicki istnieje, jednak brak ram grobowych lub nagrobków....

                                                             KANTORAT LEONÓW

                                                    PRZEZ PASTORA M. PETZNIKA.


      Najstarszym kantoratem w parafii Petrikau jest Leonów. Znajduje się 18 km na wschód od Petrikau. Jeśli przyjeżdżasz do Leonowa po raz pierwszy, wieś robi przyjemne wrażenie. Jednak pod koniec XVIII wieku mogło to wyglądać inaczej.


                                     Bethaus in Leonow -  Dom modlitwy w Loenowie

     Gęste lasy pierwotne pokrywały wówczas cały ten obszar. To właśnie niemieccy imigranci w pocie czoła przekształcili te leśne tereny w żyzne pola uprawne.

     Na przełomie XVIII i XIX w. protestanccy osadnicy kupili kawałek ziemi, na którym zbudowano dom modlitwy i szkołę. Materiały budowlane zwożono z daleka i z daleka, każdy z osadników pomagał, i tak powstał dom modlitwy i dom szkolny, w którym do dziś wierni gromadzą się na nabożeństwach. Budowę domu modlitwy przerwała wojna francusko-rosyjska, ponieważ przejeżdżający Francuzi wykorzystywali go jako kwaterę.

    W końcu jednak pozbyto się i tych nieproszonych gości, dzięki czemu w 1813 r. dom modlitwy w Leonowie mógł zostać poświęcony przez wędrownego pastora, ponieważ w tym czasie w Petrkau nie było żadnego pastora. Podczas inauguracji kantorat w Leonowie otrzymał tytuł "Ewangelicko-Luterańskiej Szkoły Filialnej w Leonowie".


                            Betsaal in Leonow -  Sala modlitwy w Loenowie

     Do dnia dzisiejszego dzieci są wychowywane w bojaźni Bożej i wiernie nauczane doktryny ewangelicko-luterańskiej. Od 1876 r. Kantoratschule została przekształcona w szkołę parafialną. W każdą niedzielę odbywają się także nabożeństwa czytań dla dorosłych parafian, prowadzone przez miejscowego proboszcza.

    Kantoratsgemeinde Leonów składa się z 22 protestanckich rodzin niemieckich i posiada własny cmentarz, który jest utrzymywany w dobrym porządku przez Kantoratsvorsthern H.R. Hauser i H.Maser oraz Kantora. W latach 1813-1876 w Leonowie działało pięciu kantorów, a mianowicie: A. Kühn, S. Pfeifer, J. Wudtke, A. Bürkholz i A. Mittelstädt.

    Obecny kantor, pan Gottlieb Schinkel, objął stanowisko kantora w 1879 r. i dzięki łasce Bożej działa do dziś. Schinkel przybył z Młoszowa, gdzie pełnił tę samą funkcję przez 12 lat. Dziś może się pochwalić 67 latami służby, z czego 55 lat wiernie służył swojemu Panu i naszemu drogiemu kościołowi w samym Leonowie.


     Ale nie tylko w sprawach religijnych kantor ten oddawał cenne usługi; był on także pracowity i sumienny pod innymi względami. Przez 18 lat był komornikiem parafii, kochanym i szanowanym przez wszystkich. W tym czasie wybudował trzy szkoły: w Leonowie, Młoszowie i Nagórzycach i już teraz możemy o nim powiedzieć: "Jego dzieła idą za nim".

     Jedno, co wypełnia nasze serca, to gorąca prośba do Boga: Panie, zachowaj go mimo jego 88 lat, aby mógł stać się odpowiednikiem dla innych!

Leonów – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie piotrkowskim, w gminie Wolbórz. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa piotrkowskiego. Zobacz też: Leonów, Leonowo Gmina Wolbórz Wikipedia


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                        KANTORAT LEONÓW

                                                    VON PASTOR M. PETZNIK.


     Das älteste Kantorat in der Petrikauer Gemeinde ist Leonów. Es ligt 18 km. östlich von Petrikau entfernt. Der zum erstemal nach Leonów kommt, auf den macht das Dorf einen angenehmen Eindruck. Wohl aber mag es dort zu Ende des 18. Jahrhunderts anders ausgesehen haben.

    Dichte Urwälder bedeckten damals das ganze Gebiet. Deutsche Einwanderer waren es, die im Schweiße ihres Angesichts  diese Waldgegend in fruchtbares Ackerland verwandelten.

    Um die Wende des 18. und 19. Jahrhunderts kauften die evangelischen Siedler ein Stück Land und auf diesem Ferrein wurde das Bet-und Schulhaus erbaut. Von weither brachte man das Baumaterial, jeder von den Siedlern legte Hand an, und so entferns das Bet-und Schulhaus, in dem sich noch heute die Gläubigen zum Gottesdienst versammeln. Der Bau des Bethauses mußte durch den französisch-russischen Kriegunterbrochen werden, da die durchziehenden Franzosen es als Quartier benutzen.

Aber schlißlich wurde man auch diese ungeladenan Gäste los, und so konnte im Jahre 1813 das Bethaus in Leonów von einem Reisepastor eingeweiht werden, da zu jener Zeit in Petrkau kein Pastor amtierte. Bei der Einweihung wurde dem Leonower Kantorat die Beziechnung "Evangelisch-lutherische Filialschule in Leonów" beigelegt.

    Die Kinder werden bis auf den heutigen Tag gottesfürchtig erzogen und in der evangelisch-lutherische Lehre treu unterrichtet. Seit dem JAhre 1876 ist die Kantoratschule in eine Gemeindeschule umgewandelt. Auch für die Erwachsenen Gemeinddeglieder finden allsonntäglich Lesegottesdienste statt, die vom Ortspastor gehalten werden.

    Die Kantoratsgemeinde Leonów besteht aus 22 evangeliscehn deutschen Familien und hat auch ihren eingenen Friedhof der von den Kantoratsvorsthern H.R. Hauser und H.Maser, sowie dem Kantor in bester Ordnung erhalten wird. Vom Jahre 1813 bis 1876 waren fünf Kantoren in Leonów tätig, und zwar: A. Kühn, S. Pfeifer, J. Wudtke, A. Bürkholz und A. Mittelstädt.

    Der gegenwärtige Kantor, Herr Gottlieb Schinkel, übernahm im Jahre 1879 die damals verweiste Kantorstelle und ist durch Gottes Gnade bis heute tä tig. Kantor Schinkel kam damals aus Młoszów, wo er 12 Jahre dasselbe Amt bekleidete. Heute darf er auf eine 67 jährige Tätigkeit zurückschauen, wobei er allein in Leonów 55 Jahre seinem Herrn und unserer lieben Kirche treu gedient hat.

    Aber nicht nur in religiöser Hinsicht hat dieser Kantor Wertvolles geleistet, er war auch sonst fleißig und pflichtgetreu. 18 Jahre hindurch war er Gemeindevogt, von allen geliebt und geehrt. In dieser Zeit hat er drei Schulen erbaut: in Leonów, Młoszów und Nagórzyce und wir können es heute schon von ihm sagen: "Seine Werke folgen ihm nach"

    Das eine, was unsere Herzen erfüllt, ist die heiße Zürbitte bei Gott: Herr, erhalte ihn uns noch, trotz seiner 88 Jahre, auf daß er zum Gegen noch für andere werde!

Leonów ist ein Dorf in Polen, in der Woiwodschaft Łódź, im Landkreis Piotrków, in der Gemeinde Wolbórz gelegen. In den Jahren 1975-1998 gehörte das Dorf verwaltungsmäßig zur Woiwodschaft Piotrków. Siehe auch: Leonów, Leonowo Gmina Wolbórz - Wikipedia

Jarosty - Moszczenica - Osadnictwo niemieckie - Chór puzonowy - Volksfreund Kalender -1933

     Kawałek historii niemieckich osadników na terenie województwa łódzkiego na łamach Volksfreund Kalender z 1933 roku. 

                                          JAROSTY KOŁO PIOTRKOWA.

                                         TWORZENIE I ROZWÓJ KOLONII.





     Biblia wyznacza maksymalną granicę wieku człowieka na 80 lat. Jednak nawet dzisiaj są ludzie, którzy zostali pobłogosławieni przez Boga i którym wolno znacznie przekroczyć tę granicę. Taką osobą w podeszłym wieku jest pan Franz Hirsekorn w Pieńkach Karolińskich koło Piotrkowa. Udokumentowane jest, że urodził się w 1825 r. na Chojnach koło Łodzi, a więc ma już 107 lat. Ani kropla brandy nie przeszła przez jego usta. Poznał trud i pracę jak mało kto, a mimo to siła jego ciała jest nadal godna podziwu: 107-letni starzec nadal wali kamieniami w wiejską drogę i wykonuje inne ciężkie prace.


    Życie Franciszka Hirsekorna jest ściśle związane z powstaniem i rozwojem niemieckiej kolonii w Jarostach. Około 1845 r., w wieku 20 lat, przybył do Jarost, wówczas majątku szlachcica Maliszawskiego. Posiadłość miała niewiele gruntów ornych, a jej teren prawie w całości pokrywała puszcza. Dopiero około 1860 r. Friedrich Dalke przejął majątek, rozparcelował go i założył kolonię Jarosty.

Przybyli tu przesiedleńcy z Grünbach, Przyłęka, Wiskitna i innych miejscowości i założyli nowe domy. Franz Hirsekorn również nabył niewielką działkę i zbudował na niej swoją chatę, która do dziś stoi ze swoimi na wpół zniszczonymi ścianami i małymi oknami jako świadek minionych czasów, jako najstarszy dom w kolonii.

    Początki kolonii w Jarostach były tak samo biedne i małe jak wszędzie indziej. Przy głównej drodze osiedla stała już karczma, a po jej obu stronach powstawały gospodarstwa osadników. Około 1870 r. było tu już tak wielu niemieckich protestantów, że wybudowali drewnianą szkołę i dom modlitwy, w którym spędzili 30 lat, budując Słowo Boże i ucząc swoje dzieci języka ojczystego.


    W 1903 r. wzniesiono nowy, solidny budynek, w którym mieściła się sala modlitewna, szkoła i mieszkanie nauczyciela-kantora. Z sali modlitewnej nadal mogą korzystać protestanci; w 1923 r. szkoła została przekształcona w polską szkołę powszechną. W 1927 r. parafia, z której pochodzi kantor, zakupiła dzwon, który obecnie wzywa wiernych na nabożeństwa w niedziele i święta, a w soboty ogłasza koniec tygodnia. Rok temu sala modlitewna została gruntownie odnowiona. Niech Bóg sprawi, aby Niemcy z Jarost i Michałowa jeszcze długo gromadzili się w tym miejscu jako swoim miejscu kultu!

Ponieważ w Jarostach, Michałowie i okolicy jest wystarczająca liczba dzieci niemieckich, gmina już po raz trzeci podjęła decyzję o budowie szkoły niemieckiej, w czym bardzo zasłużył się pan Gottfried Dalke, syn pierwszego osadnika Friedricha Dalke. Wydzierżawiono teren od pani Julianny Marks i postawiono na nim drewniany budynek z jednoklasową szkołą podstawową i mieszkaniem dla nauczyciela. Obecnie w szkole pięćdziesięcioro niemieckich dzieci uczy się w języku ojczystym.

    Rozważano również założenie chóru puzonowego. Pan Emanuel Eisbrenner z Michałowa, który przez 22 lata służył kościołowi w Piotrkowie grą na puzonie, położył kamień węgielny pod dzisiejsze Stowarzyszenie Chór Puzonowy Jarosty.


    W 1927 r. było zaledwie ośmiu aktywnych członków, z których Emil Dalke i Leopold Rehring wyemigrowali do Brazylii w latach 1930/31. Około 8 maja 1932 r. II prezes Stowarzyszenia Chórów Puzonowych, pan Artur Geisler-Łodz, odwiedził Chór Puzonowy w Jarostach, który przekształcił się w Stowarzyszenie Chórów Puzonowych. Obecnie liczy 16 aktywnych i 12 pasywnych członków.

    Niech ludzie prawi i wierni z Jarost i okolic nadal żyją i działają w duchu ojców. I niech ich patriarcha, pan Franz Hirsekorn, dożyje swoich dni.

                                                                                                             G. Haffner-Jarosty.


Jarosty – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie piotrkowskim, w gminie Moszczenica. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa piotrkowskiego. Przez miejscowość przepływa struga Rakówka. Wikipedia

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                JAROSTY BEI PETRIKAU

                        ENSTEHUNG UND ENTWICKLUNG DER KOLONIE.

Die Bibel setzt die Höchstgrenze des menschlichen Alters auf 80 Jahre fest. Es gibt aber auch heute noch gottbegnadete Menschen, die diese Grenze weit überschreiten dürfen. So ein Hochbetagter ist Herr Franz Hirsektorn in Pieńki Karolińskie bei Petrikau. Von ihm steht urkundlich fest, daß er im JAhre 1825 in Chojny bei Lodz geboren ist, somit zählt er bereits 107 Jahre. Kein Tropfen Branntwein ist je über seine Lippen gekommen. Mühe und Arbeit hat er gekannt wie kaum ein anderer, trotzdem ist seines Körpers Stärke noch immer bewundernswert: der 107 jährige Greis klopft noch Steine an der Landstraße und verrichtet auch andere schwere Arbeiten.

     Franz Hirsekorns Leben ist aufs engste mit der Entstehung und Entwicklung der deutschen Kolonie Jarosty verbunden. Als 20-jähriger kam er um 1845 nach JArosty, damals ein Gut im Besitz des Edelmanns Maliszawski. Nur wenig Ackerland hatte das Gut, dessen Fläche fast ganz von Urwald bestanden war. Erst um 1860 übernahm Friedrich Dalke das Gut, parzellirte es und gründete die Kolonie Jarosty.

So kamen Unsiedler aus Grünbach, Przyłęk, Wiskitno und andern Orten und gründeten hier neue Heimstätten. Auch Franz Hirsekorn erwarb ein kleines Grundstück und erbaute seine Hütte darauf, die heute noch mit ihren halb zerfallenen Wänden und kleinen Fenstern als Zeugin vergangener Zeiten, als das älteste Haus der Kolonie dasteht.

    Arm ung gering wie ü berall waren auch die Anfänge der Kolonie Jarosty. Am Hauptwege des Gutes hatte bereits eine Schenke gestanden, von hier aus wurden zu beiden Seiten des Weges die Ansiedlerwirtschaften angelegt. Um das Jahr 1870 waren schon so viel Deutschevangelische vorhanden, daß sie sich ein hölzernes Schul-und Bethaus errichteten, in dem sie 30 Jahre lang sich an Gottes Wort erbauten und ihre Kinder den Unterricht in der Mutterschprache erhielten.

    Im Jahre 1903 wurde ein neues massives Gebäude errichtet, in welchen ein Betsaal, die Schule und die Wohnung Lehrer-Kantors untergebracht waren. Den Betsaal dürfen die Evangelischen auch heute noch benutzen; die Schule ist 1923 in eine polnische öffentliche Schule umgewandelt worden. Im Jahre 1927 schaffte die Kantoratsgemeinde eine Glocke an, die nun an Sonn-und-Feiertagen die Menschen zur Andacht ruft und an den Sonnabenden den Wohenschluß verkündet. Vor einem Jahre ist der Betsaal gründlich renoviert worden. Gebe Gott, daß die Deutschen aus Jarosty und Michałów noch lange an dieser Stätte als in ihrem Gotteshause sich in Andacht versammeln dürfen!

Da in Jarosty, Michałów und Umgegend eine genügend große Zahl deutscher Kinder vorhanden ist, so ist die Gemeinde zum dritten Mal zum Bau eine deutschen Schule geschritten, wobei sich Herr Gottfried Dalke, der Sohn des ersten Ansiedlers Friedrich Dalke, große Verdienste erworben hat. Von Frau Julianna Marks wurde ein Platz gepachtet und darauf ein hölzernes Gebäude mit einklassiger Volkschule nebst Lehrerwohnung errichtet. In der Schule genießen zur Zeit fünfzig deutsche Kinder den Unterricht in der Mutterschprache.

    Auch an die Gründung eines Posaunenchors ist gedacht worden. Herr Emanuel Eisbrenner aus Michałów, welcher 22 Jahre der Kirche zu Petrikau mit der Posaune gedient hat, legte den Grundstein zu den heutigen Jaroster Posaunenchorverein.

    Jahre 1927 waren es kaum acht aktive Mitglieder, von denen noch Emil Dalke und Leopold Rehring in den a 1930/31 nach Brasilien ausgewandert sind. Um 8 Mai 1932 besuchte der 2 Vorsitzende der Posaunenchorvereinigung, Herr Artur Geisler-Lodz, den Posaunenchor in Jarosty, der nun in einen Posaunenchor-Verein umgewandelt wurde. Er zählt jetzt 16 aktive und 12 passive Mittglieder.

    Möge es den aufrechten Volks-und Glaubensgenossen von Jarosty und Umgegend beschieden sein, auch weiterhin im Geiste der Bäter zu leben und zu wirken. Und möge ihrem Patriarchen, Hernn Franz Hirsekorn Lebenabend beschieden sein.

                                                                                                      G. Haffner- Jarosty.


niedziela, 17 kwietnia 2022

100-lecie parafii ewangelicko-luterańskiej w Brzezinach - Volksfreund - Kalender -1932

    Ten ciekawy materiał z okazji 100-lecia parfii ewangelicko- luterańskiej w Brzezinach dedykuję Kacprowi Buldeckiemu z Brzezin. Lata jego ciężkiej pracy przy przywracania ludzkiej godności na miejscowym cmentarzu ewangelickim, są tylko małym zadośćuczynieniem. Dziękuję Kacperku!




ROCZNICA POWSTANIA EWANGELICKO-LUTERAŃSKIEGO ZBORU W BRZEZINACH


                                                  PASTOR EDUARD KNEIFEL.


    Zgromadzenie w Brzezinach od pewnego czasu przygotowywało się do godnego uczczenia 100-lecia istnienia. Początkowo planowano, że odbędzie się ona w 1929 roku. Ponieważ jednak nie ukończono jeszcze budowy muru wokół kościoła, a sam kościół wymagał jeszcze renowacji wewnątrz i na zewnątrz, uroczystość trzeba było odłożyć na później.

    Po wykonaniu wszystkich niezbędnych prac i przygotowań można było wreszcie ustalić datę obchodów jubileuszu. W sobotę 18 i niedzielę 19 października 1930 r. Zgromadzenie obchodziło 100-lecie swojego istnienia z radością i wdzięcznością.

    Dzięki wspaniałej pogodzie w spotkaniu wzięło udział wielu członków Zgromadzenia z Brzezin i okolic oraz z sąsiednich zgromadzeń. Odświętnie udekorowany kościół nie był w stanie pomieścić tak dużej liczby uczestników, że drugie nabożeństwo musiało odbyć się na świeżym powietrzu obok kościoła.

    Oprócz miejscowego pastora w obchodach jubileuszu wzięli udział: gen. sup. D. Bursche, sup. konsystorialrat Dietrich, pastorzy: Albert Wannagat - Łódź, Leopold Wojak - Częstochowa, Bruno Löffler - Łódź, Heinrich Böttcher - Nowosolna, Jakob Gerhardt - Bełchatów, Adolf Kratsch - dawniej z Rypina oraz Otto Schliter z Neutomischel.

    W uroczystości wziął udział chór kościelny "Concordia" z Brzezin oraz chóry z Felicjanowa i Gałkówka, a także chóry puzonowe z Brzezin, Borowa i Strykowa. W uroczystości wzięli udział: burmistrz miasta Brzeziny, wicestarosta i inspektor szkolny.

    Obchody rozpoczęły się w sobotę, 18 października, nabożeństwem w kościele. Kazania wygłosili pastorzy Gerhardt (Tf. 3,17) i Böttcher (Jef. 40, 6-9). Chór z Felicjanowa uświetnił nabożeństwo, śpiewając pieśń powitalną: "Witaj w domu Pana".

    W niedzielę, 19 października, odbyła się główna fiesta. Krótko po godzinie 10 rano procesja uformowała się przed salą parafialną. Przy dźwiękach puzonów i biciu dzwonów proboszczowie i osoby odpowiedzialne za władze udali się do kościoła. Zajęli miejsca w prezbiterium.

     Uroczystość rozpoczęła się od hymnu kongregacji "Cudowny Król, Władca nas wszystkich". Następnie chór z Gałkówka nastrojowo zaśpiewał pieśń "Bóg pozdrawia was". Liturgię sprawował pastor Soddanu Bruno Löffler-Łodz, po czym generał-sup. D. Bursche wygłosił kazanie w języku polskim i niemieckim (Kol 2, 6-7).

    Powitał władze i zwrócił uwagę m.in. na to, że nie musimy się wstydzić naszych ojców. Dzięki swojej ciężkiej i wiernej pracy wnieśli oni duży wkład w dobrobyt kraju. Teraz musimy kontynuować pracę w ich duchu. Mówca poruszył również temat pracy, która została wykonana w parafii w ciągu ostatnich pięciu lat. Zakupiono organy, zbudowano piękny mur wokół kościoła, wybudowano cztery domy szkolne i modlitewne, a kościół został odnowiony wewnątrz i na zewnątrz. Teraz trzeba było kupić dzwony, ponieważ "jeden mały, biedny dzwon był zbyt słaby, by spełniać swoje zadanie w sposób zadowalający parafian". Na koniec Przełożony Generalny wezwał zgromadzenie do trzymania wysoko sztandaru wiary.

    Po przemówieniu chóry z Brzezin i Felicjanowa zaśpiewały pieśń Emila Ruha "Unbetung". Następnie głos zabrał pastor Leopold Wojak, który był proboszczem w Brzezinach w latach 1899-1912. Jego kazanie było oparte na tekście 1 Kor 2, 6-7. Wspominał trudny i poważny okres działalności fundacji i mówił o swojej pracy we wspólnocie. Wiele rzeczy uległo zmianie. Ale w tych zmiennych czasach tylko jeden pozostał niezmienny: Pan! Wobec Niego wszystkich musi przeniknąć prawda: "Drogo was kupiono! Ta prawda, która stała się osobistą pewnością, zobowiązuje nas do życia w naśladowaniu Jezusa Chrystusa.

     Po nim na kazalnicę wszedł pastor Wannagat, który działał w zborze w Brzezinach w latach 1913-1924. Adres został oparty na biblijnym słowie Tes. 63, 7. Mówca poruszył temat straconego stulecia Zgromadzenia, a następnie szczegółowo omówił trudny czas wojny. Niedziela poległych w 1914 roku pozostanie niezapomniana! To był czarny, gorzki dzień! Krew płynęła strumieniami w Brzezinach i okolicach. Na ulicach miasta leżały setki trupów. Nie lepiej sytuacja wyglądała na lądzie. Wszędzie zniszczone wioski, dewastacja, krew i łzy. Owocna wojna dotknęła całą społeczność i niemal cudem było to, że kościół, choć uszkodzony, nie został zniszczony, a parafia brzezińska przetrwała. Zgromadzenie powinno dziękować Bogu życiem miłym Bogu, dzięki Jego wiernemu prowadzeniu.

    Następnie głos zabrał obecny proboszcz Brzezin, pastor Eduard Kneifel, który swoje jubileuszowe kazanie oparł na słowach z Listu do Efezjan 4,15: "Wzrastajmy we wszystkim w Tym, który jest głową, w Chrystusie". Napominał zgromadzenie, aby wzrastało we wszystkim: coraz głębiej w Słowie Bożym, coraz wyżej w wierze i coraz szerzej w duchu służby, pomagania miłości i wierności. Zgromadzenie powinno czuwać nad Chrystusem, ponieważ tylko On jest celem i źródłem wszelkiego wzrostu wewnętrznego.

     Po kazaniu miejscowy pastor opowiedział o zgromadzeniu brzezińskiego zboru ewangelicko-luterańskiego.

     Pomiędzy przemówieniami śpiewały chóry z Brzezin, Gałkówka i Felicjanowa.

    W tym samym czasie, jak wspomniano wcześniej, na zewnątrz, obok kościoła, odbyło się nabożeństwo, które poprowadził Konsistorialrat Dietrich. Na dzwonnicy ustawiono mównicę z krucyfiksem i lichtarzami. Susperintenrat Dietrich (Job. 12, 35-36) przemówił serdecznie do słuchających go pobożnie słuchaczy. W wielu oczach zabłysły łzy radości, gdy mówca wychwalał łaskę, jaką Bóg okazał zgromadzeniu w minionym stuleciu. Na zakończenie wezwał wszystkich, którzy chcą żyć i umrzeć z Chrystusem, aby podnieśli prawą rękę i w ten sposób również zewnętrznie zaświadczyli o swojej miłości do Chrystusa. Wszyscy zrobili to jednogłośnie. To był przytłaczający, niezapomniany widok!

    Liturgię na zakończenie sprawował Przełożony Generalny D. Bursche. Podniosłą uroczystość w kościele zakończył hymn Lutra "Ein feste Burg ist unser Gott".

    Zaraz potem w sali domu zborowego odbył się bankiet, w którym uczestniczyli pastorzy, ministrowie władz, zgromadzenie jubileuszowe, rada zboru, nauczyciele i kantorzy. Głos zabrali kolejno: miejscowy proboszcz, gen.-Sup. Bursche, nauczyciel Richert-Gałkówek i inspektor szkolny Cezak.

    O godzinie 3 po południu zgromadzenie ponownie zebrało się przed forteczną salą parafialną. Przy dźwiękach puzonów strykowskiego chóru pastorzy i licznie zgromadzeni wierni udali się na miejski cmentarz ewangelicki. Przy grobie pastora Herrmanna pierwszy pastor Brzezin, pastor Bruno Löffler, wygłosił bogate przemówienie na temat Księgi Rodzaju 16,7-8. Po odśpiewaniu pieśni "Chrystus, on jest moim życiem", przy grobie pastora Biedermanna, drugi pastor Brzezin, gen. Sup. Bursche mówił o Psalmie 90. Wzruszająca ceremonia na cmentarzu zakończyła się modlitwą.

   O godzinie 5 po południu zgromadzenie zebrało się w kościele na ostatnie nabożeństwo. Przemawiali pastorzy Kratsch i Schilter (1 Kor 13, 13).

   Obchody stulecia istnienia brzezińskiego zgromadzenia były dniem pełnym radości i czasu dla wszystkich, którzy w nich uczestniczyli. Niech na długo pozostanie w pamięci wszystkich jako święte przypomnienie, aby pozostać wiernym Panu i Jego Kościołowi aż do śmierci! Niech ziemia ojców - wiara i folklor - będzie i pozostanie niezniszczalną własnością zboru ewangelicko-luterańskiego w Brzezinach!

    

           My, Niemcy...

 Dla nas, Niemców, wiara jest najwyższym dobrem,

Od ziemskiego zgiełku i przemijania

spoglądamy ku niebu i wieczności,

i to daje nam odwagę do trudnej walki o byt.

A na drugim miejscu stawiamy naszą narodowość.

Możemy być zdruzgotani, ale nasza krew i szpik

nie umieramy natychmiast; wręcz przeciwnie, powstajemy dwa razy silniejsi.

Boimy się Boga - ale nigdy nie boimy się ludzi.

          Johann Stier- Wermesch

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------








DIE JAHRHUNDRTFEIER DER EVANGELISCH-LUTHERANISCHEN GEMEINDE BRZEZINY

                                                  VON PASTOR EDUARD KNEIFEL.


     Seit längerer Zeit rüstete sich die Gemeinde Brzeziny, ihr 100-jähriges Jubileum in würdiger Weise zu begehen. Es sollte anfänglich im Jahre 1929 stattfinden. Da jedoch die Mauer um die Kirche noch nicht fertiggestellt war, wie auch das Gotteshaus selbst noch innen und außen renovirt werden sollte, so mußte die Feier aufgeschoben werden.

    Nachdem alle erforderlichen Arbeiten beendet und alle Vorbereitungen getroffen waren, konnte der Zeitpunkt des Jubelfestes endgültig festgesetzt werden. Sonnabend, den 18, und Sonntag, den 19 Oktober 1930 war es ger Gemeinde beschieden, die Feier ihres 100-jährigen Bestehens frohen und dankbaren Herzens zu begehen.

    Dank des herrlichen, prächtigen Wetters erchienen viele Glaubensgenossen aus Brzeziny und Umgegend sowie aus den Nachbargemeinden. Die festlich geschmückte Kirche konnte bei weitem die große Menge der Teilnehmer nich zassen, so daß neben dem Gotteshaus, unter freiem Himmel, ein zweiter Gottesdienst abgehalten werden mußte.

    An der Jubiläumsfeier nahmen außer dem Ortpastor teil: Gen-Sup. D.Bursche, Sup. Konsistorialrat Dietrich, die Pastoren Albert Wannagat-Lodz, Leopold Wojak-Czenstochau, Bruno Löffler-LOdz, Heinrich Böttcher-Nowosolna, Jakob Gerhardt-Bełchatow, Adolf Kratsch, früher Rypin, und Otto Schliter aus Neutomischel.

    Am Fest wirkten mit: der Kirchengesangverein "Concordia" aus Brzeziny und die Gesangenchöre aus felicjanow und Galkówek, Gleichfalls ercheinen die Posaunenchöre aus Brzeziny, Borowo und Strykow. Als Betreter der Behörden nahmen teil: der Bürgermeister von Brzeziny, der Stellv. Starost und der Schulinspektor.

    Die Feier wurde am Sonnabend der 18 Oktober, mit einem Gottesdienst in der Kirche eingeleitet. Es predigten die Pastoren Gerhardt (Tph. 3,17) und Böttcher (Jef. 40, 6-9). Der Gesangchor aus Felicjanow verschönte den Gottesdienst durch den Vortrag des Begrüßungsliedes: "Willkommen im Hause des Herrn".

    Am Sonntag, den 19 Oktober, folgte die Hauptfeuer. Kurz nach 10 Uhr vormittags ordnete sich vor dem Gemeindehaus der Festzug. Unter Posaunenklang und Glockengeläut begaben sich die Pastoren und die Betreter der Behörden zur Kirche. Im Altarraum nahmen sie Platz.

    Die Feier begann mit dem Gemeindelied: "Wunderbarer Künig, Herrscher von uns allen". Hierauf trug der Gesangchor aus Gałkówek das Lied "Gott grüße dich" stimmungsvoll vor Soddan hielt Pastor Bruno Löffler-Lodz die Liturgie, worauf General-Sup. D.Bursche in polnische und deutsche Sprache predichte (Kol 2, 6-7).

     Er begrüßte die Behörden und wies u.a. darauf hin, daß wird uns unserer Väter nicht zu schämen brauchen. Sie hätten durch ihre zähe, treue Arbeit viel zum Wohle des Landes beigetragen. Nun gelte es, in ihren Geiste weiter zu wirken. Redner berührte auch die Arbeit, die in den letzten fünf Jahren in der Gemeinde  geleistet wurde. Eine Orgel sei angeschafft, eine schöne Mauer um die Kirche errichtet, vier Schul-und Bethäuser erbaut, das Gotteshaus innen un außen renoviert. Nun müßten noch Glocken gekauft werden, denn das "eine armselige Glöcklein sei viel zu schwach, um seinen Dienst zur Zufriedenheit der Gemeindebeglieder verrichten zu können". Zum Schluß ermahnte der Generalsuperintenent die Gemeinde, des Banner des Glaubens hochzuhalten.


    Nach der Anschrprache sangen der Chöre aus Brzeziny und Felicjanów das Lied von Emil Ruh:"Unbetung". Hierauf ergrieff das Wort Pastor Leopold Wojak, der von 1899 bis 1912 Seelfolger von Brzeziny war. Seiner Predigt legte er das Textwort 1. Kor. 2, 6-7 zugrunde. Er erinnerte an die schwere und ernste Zeit der Gründund und kam auf seine Arbeit in der Gemeinde zu sprechen. Vieles habe sich geändert. Doch in dem Wechsel der Zeiten ist nur einer derselbe geblieben: der Herr! In Blick auf ihn müssen alle von der Wahrheit durchbrungen sein: "Ihr seid teuer erkauft!" Diese zur persönlichen Gewißheit gewordene Wahrheit verplichtet zu einem Leben in der Nachfolge Jesu Christi.

     Nach ihm betrat die Kanzler Pastor Wannagat, der von  1913 vis 1924 in der Gemeinde Brzeziny tätig war. Eine Ansprache gründete sich auf das Bibelwort Tes. 63, 7. Redner streifte das versloffene Jahrhundert der Gemeinde und sprach sodann ausführlich über die schwere Kriegszeit. Der Totensonntag 1914 werde allen unvergessen bleiben! Es war ein schwarzer, bitterernster Tag! In Strömen floß das Blut in und um Brzeziny. Hunderte von Leichen lagen in den Straßen der Stadt. Nicht besser sah es auf dem LAnde aus. Überall vernichtete Dörfer, Berwüftungen, Blut und Tränen. Der fruchtbare Krieg suchte die ganze Gemeinde beim, und es war fast ein Wunder, daß die Kirche, wenngleich auch beschädicht, nicht zerstört wurde und das Brzeziner Kirchspiel bestehen blieb. Der trauen Gnadenführung Gottes eingedent, müsse die gemeinde dem HErrn danken mit einem Gott wohlgefälligen Leben.

     Dann sprach der gegenwärtige Seelsorger von Brzeziny, Pastor Eduard Kneifel, der seiner Jubiläumspredigt das Wort aus dem Epheserbrief 4,15 zugrundelegte: "Sasset uns wachsen in allen Stücken an dem, der das Haupt ist, Christus". Er ermahnte die Gemeinde, in allen Stücken zu wachsen: Immer tiefer in Gottes Wort, immer höher im fleghaften Glauben und immer breiter im Geiste dienender dienender, helsender Liebe und Treue. Zu Christum hin solle die Gemeinde wachlen, denn nur er sei das Ziel und die Pollendung alles inneren Wachstums.
         Nach der Predigt schilderte der Ortspastor die Gemeinde der Brzeziner evangelisch-lutherischen Gemeinde.

    Zwischen der Ansprachen sangen die Chöre aus Brzeziny, Gałkówek und Felicjanów.

    Gleichzeitig fand im Freien, neben der Kirche, wie vorhin erwähnt, ein Gottesdienst statt, den Konsistorialrat Dietrich hielt. Am Glockenturm war vorforglich ein Rednerpult mit Kruzifix und Leuchtern aufgestellt. Zu herzlichen Worten sprach Susperintenrat Dietrich(Job. 12, 35-36) zu den andächtig lauschenden Zuhörern. In vielen Augen glänzten Tränen der Freude, als der Redner die Gnade pries, die Gott der Gemeinde im verflossenen Jahrhundert erwiesen. Zum Schluß forderte er alle auf, die mit Christum leben und sterben wollen, ihre rechte Hand zu erheben und so auch äußerlich ihre Christusliebe zu bezeugen. Einmütig taten es alle. Es war ein überwältigender, unvergeßlicher Augenbild!

    Die Schlußliturgie hielt Generalsuperintendent D. Bursche. Mit dem Lutherliebe "Ein feste Burg ist unser Gott" nahm die erhebende Feier in der Kirche ihr Ende.

    Gleich darauf fand im Saal des Gemeindenhauses ein Festessen statt, an dem die Pastoren, Betreter der Behörde, der Jubiläumsauschluß, das Kirchenkollegium, Lehrer und Kantoren teilnehmen. Ansprechen hielten der Reihe nach: der Ortspastor, Gen.-Sup. Bursche, Lehrer Richert-Gałkówek und der Schulinspektor Cezak.

    Um 3 Uhr nachmittags ordnete sich wiederum vor dem Gemeindehause der Festung. Unter Posaunenklang des Strykower Chores begaben sich die Pastoren und viele Gemeindebeglieder auf den evangelischen Stadtfriedhof. An Pastor Herrmanns Grust, des ersten Seelforgers vo Brzeziny, hielt Pastor Bruno Löffler eine inhaltsreiche Ansprache über 1. Mose 16, 7-8. Nach dem Gesang des Liedes "Christus, der ist mein Leben" sprach an Pastor Biedermanns Grabe des zweiten Seelsorgers von Brzeziny, in eindrucksvoller Weise Gen. Sup. Bursche über Psalm 90. Mit Gebet und Gegen schloß die ergreifende Feier auf dem Friedhof.

    Um 5 Uhr nachmittags sammelte sich die der Gemeinde zum Schlußgottesdienst in der Kirche. Es sprechen die Pastoren Kratsch und Schilter (1 Kor. 13, 13)
    Die Jahrhundertfeier der Brzeziner Gemeinde war für alle, die an ihr teilnahmen, ein hoher Zeit-und Treudentag. Möge sie allen nach lange in Erinnerung bleiben als heilige Mahnung, dem Herrn und seiner Kirche Treue zu halten bis in den Tod! Möge auch der Möge auch der Väter Erde - Glaube und Volkstum - sein und bleiben ein unzerstörbarrer Besitz der evangel.-lutherischen Gemeinde Brzeziny!
    
           Uns Deutschen...
 Uns Deutschen gilt der Glaube als das höhste Gut,
aus irdischen Getümmel und Vergänglichkeit
sehn wir hinauf zum Himmel und zur Ewigkeit,
und das gibt uns zum schweren Kampf ums Dasein Mut.
Und unserm  Volkstum geben wir den zweiten Rang.
Man mag uns auch zermalmen, unser Blut und Mark
erstirb nicht gleich; ja wir erstehen doppelt stark.
Wir fürchten Gott - um Menschen aber wird uns nimmer bang.
          Johann Stier- Wermesch

    







    

piątek, 15 kwietnia 2022

Czyżeminek - Kolonia Pracy - Volksfreund Kalender - 1930

Czyżeminek, wieś położona pomiędzy Łodzią i Pabianicami. Sporo turystów jak i smakoszy ryb przejeżdża przez Czyżeminek do Sereczyna - do Osady Rybackiej. Zarówno Czyżeminek jak i Sereczyn mają dużo wspólnego z osadnikami niemieckimi. W kalendarzu Volksfreund Kalender na stronach 144-47 znalazłem ciekawy materiał dotyczący właśnie Czyżeminka, przetłumaczyłem z staroniemieckiego pierwszą stronę. Myślę, że nie wszyscy wiedzą, co znajdowało się w okresie międzywojennym w tej wsi. Autorem materiału jest pastor z Friedenberg z Prażychów.

Czyżeminek – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Rzgów. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do ówczesnego województwa łódzkiego. Wieś Czyżeminek jest podzielona na 3 części: "Czyżeminek I", "Czyżeminek II" oraz "Czyżeminek III". Wikipedia

           WIADOMOŚCI O KOLONII PRACY W CZYŻEMINKU KOŁO PABIANIC. 

W naszym mieście ludzie są zajęci pracą we wszystkich dziedzinach. Każdy zawód staje się coraz doskonalszy. To jest coś satysfakcjonującego. Potwierdza to prawdę zawartą w Psalmie: "Życie nasze, gdy było dobre, było trudem i pracą". Ale smutnym zjawiskiem naszego życia gospodarczego jest bezrobocie, nie tylko w naszym kraju, ale także w innych krajach. Ludzie chcą pracować i znajdują pracę. To jest właśnie szokujące! A tam, gdzie nie ma pracy, nie ma też zarobku. Dla wielu z nich najgorszy rodzaj czerwieni wkrótce się pojawia. Państwo stara się temu przeciwdziałać. Rozdziela zasiłki dla bezrobotnych, aby złagodzić skutki kryzysu. To jednak nie usuwa źródła zła. Należy dążyć w tym kierunku. Celem musi być znalezienie wartościowej pracy dla tych, którzy chcą pracować, aby żyć po ludzku.

    Stowarzyszenie Misji Wewnętrznej Kościoła Ewangelicko-Ausburskiego w RP, założone w Łodzi w 1927 r., w celu niesienia pomocy najuboższym i najnędzniejszym spośród bezrobotnych i bezdomnych, aby uwolnić ich od żebractwa i bagabondyzmu, powołało do życia Kolonię Pracy w Czyżeminku, mającą na celu walkę z żebractwem, beztalenciem i demoralizacją młodzieży.

    Stowarzyszenie postawiło sobie za zadanie zaoferować, w sposób altruistyczny i bez żadnych korzyści dla swoich członków, bezdomnym i bezrobotnym osobom wyznania protestanckiego, zdolnym i chętnym do pracy, na razie tylko płci męskiej, miejsce schronienia i próby, w którym mogą znaleźć pracę:

1. zakwaterowanie tymczasowe, zatrudnienie i praca;

2. o dobrym wychowaniu moralnym, a także skromnych zarobkach;

3. w niezbędnym zakresie również dłuższe lub krótsze zatrudnienie w rolnictwie lub w innych zawodach; oraz

4. otrzymują pomoc w poprawie swojej sytuacji i podniesieniu się na duchu.



------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Czyżeminek ist ein Dorf, das zwischen Łódź und Pabianice liegt. Viele Touristen und Fischgourmets fahren über Czyżeminek nach Sereczyn - in die Fischersiedlung. Sowohl Czyżeminek als auch Sereczyn haben viele Gemeinsamkeiten mit deutschen Siedlern. Im Kalender habe ich interessantes Material über Czyżeminek gefunden, ich habe die erste Seite aus dem Altdeutschen übersetzt. Ich denke, dass nicht jeder weiß, was in diesem Dorf in der Zwischenkriegszeit war.


Czyżeminek ist ein Dorf in Polen in der Woiwodschaft Łódź, im östlichen Kreis Łódzki, in der Gemeinde Rzgów. Zwischen 1975 und 1998 gehörte das Dorf verwaltungsmäßig zur damaligen Woiwodschaft Łódzkie. Das Dorf Czyżeminek ist in 3 Teile unterteilt: "Czyżeminek I", "Czyżeminek II" und "Czyżeminek III". Wikipedia

      NEUES ÜBER DIE ARBEITSKOLONIE CZYZEMINEK BEI PABIANICE.

    In unserer Stadt wird auf allen Gebieten eifrig gearbeietet. Jeder Beruf vervollkomnet sich immer mehr. Das ist etwas Erfreuliches. Damit wird wieder die Warhrheit des Psalmworts bestätigt: "Unser Leben, wenn's köstlich gewesen, ist Mühe und Arbeit gewesen". Aber eine traurige Erscheinung unseres wirtschaftlichen Lebens ist die Arbeitslosikeit, nicht nur bei uns zu Lande, aber auch wo anders. Man will arbeiten, und man findet seine Arbeit. Das ist das Erschütternde! Und wo keine Arbeit ist, da ist auch kein Verdinst. Da stellt sich bald für viele die allerschlimmste Rot ein. Wohl sucht der Staat dem entgegenzuarbeiten. Man verteilt Unterstützungen an Arbeitslose, um die Rot zu lindern. Doch dem Uebel ist damit die Wurzel nicht durchschnitten. Das Bestreben muß dahingehen. Arbeitswillige lohnende Arbveit finde, um sein Leben menschlich zu fristen.Um nun den Allerärmsten und Glendsten unter den Arbeits - und Obdachlosen zu Hilfe zukommen,damit sie dem Bettelunwesen und Bagabundentum entriffen werden, hat der im Jahre 1927in Lodz gegründete Verein für Innere Mission der Ewangelisch-Ausburgischen Kirche in Polen zwecksBekämpfung des Bettelunwesens, Begabundentums und der Demoralisierung der Jugend ufw. die Arbeitskolonie Czyżeminek errichtet.

    Der Verien hat sich zur Aufgabe gestellt, in uneigennütziger Weise, ohne jeden Vorteil für seine Mitglieder in der gennanten Arbeiterkolonie obdach - und arbeitslosen, aber zur Arbeit fähigen und willigen Personen evangelischen Glaubens, vorderhand nur männlichen Geschlechst, jeden Zufluchts-und Bewährungsstätte zu bieten, in der ihnen:

1. vorübergehend Wohnung, Bekö ftigung und Arbeit;

2. bei guter sittlicher Führung auch bescheidener Verdienst;

3. so weit nötig, auch längere oder kürzere landwirtschaftliche bzw. andere Beschäftigung gewährt und

4. zur Verbesserung ihrer Lage und zur sittlichen Hebung hilfreiche Hand geboten wird.

                                            Droga do Koloni Pracy w Czyżeminku.

                                                             Nowy dom pracy w Czyżeminku.


Boguchwała - Skępe - Cmentarz ewangelicki - Osadnictwo niemieckie - Volksfreund Kalender

      Ostatnio, zagłębiając się w lekturze Volksfreund Kalender znajduję piękne nazwy polskich wsi jak np. Bógpomóż czy też Boguchwała! Nie tylko ich nazwy, także piękne ryciny przedstawiające niemieckie osadnictwo z początków XIX wieku. W przypadku Boguchwały postanowłem przetłumaczyć pierwszą stronę tego materiału chcąc dowiedzieć się, dlaczego tą osadę tak nazwano. Ciekwa historia, zapraszam do lektury!

                                              NIEMIECKA OSADA BOGUCHWAŁA

                                                    OTTO LANGE, FABIANKI


    W powiecie lipnowskim, 5 kilometrów od miasta Skempe, leży niemiecka osada Boguchwała. Jest to jedna z najmłodszych kolonii na Ziemi Dobrzyńskiej.

    Tam, gdzie teraz znajdują się zagrody kolonistów i falujące pola kukurydzy, 100 lat temu był gęsty las. Dumnie wznosiły się potężne drzewa, w których gałęziach ptaki leśne bez przeszkód budowały swoje gniazda. W gęstwinach leśnych i na torfowiskach żyło wiele dzików. Przez wiele kilometrów można było wędrować samotnymi, cichymi leśnymi ścieżkami, bo poza chatą gorzelnika w środku lasu nie było tu żadnego gospodarstwa. Właściciel Trzciński von Osiek, który był właścicielem tego lasu, sprzedawał drewno żydowskim handlarzom drewnem. Liczni drwale ruszyli do lasu, a dumne drzewa zapadały się z hukiem pod ostrymi uderzeniami siekier. Zaraz potem cały wielki las został wykarczowany. Na tym leśnym terenie właściciel majątku zamierzał wybudować placówkę. Zbudował więc dużą dolinę dla owiec, a pasterz wypasał trzodę na polach. Do tego czasu nowa ziemia nie miała specjalnej nazwy. Powstał jednak spór o granicę między właścicielami gruntów Osiek i Stempe. Adwokat właściciela ziemskiego z Osieka był zręcznym mówcą, dlatego łatwo wygrał sprawę. Był zachwycony i zawołał: "Boże Chwała! Na pamiątkę tej próby nazwał nowe osiedle "Boguchwała". W 1847 r. Trzciński postanowił sprzedać te ziemie kolonistom niemieckim. 

Boguchwała – miasto w Polsce, w woj. podkarpackim, w pow. rzeszowskim, siedziba gm. miejsko-wiejskiej, na Podgórzu Rzeszowskim, nad Wisłokiem, graniczące z Rzeszowem przy trasie międzynarodowej E371. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do woj. rzeszowskiego. Wikipedia

Cmentarz położony przy głównej drodze biegnącej przez wieś, naprzeciwko stacji uzdatniania wody. Ze Skępego udajemy się ulicą Płocką w kierunku Ligowa. Po 4,8 km dojeżdżamy do skrzyżowania gdzie zgodnie z kierunkowskazem skręcamy w prawo na Boguchwałę. Po następnych 1,5 km skręcamy w lewo zgodnie z kierunkowskazem. Po dalszych 600 metrach skręcamy w prawo, by za 400 metrów skręcić w lewo. Dojeżdżamy do ostatniego skrzyżowania. Tu w lewo i po 300 metrach po lewej stronie mamy cmentarz, a po prawej stację uzdatniania wody. Cmentarz od południa sąsiaduje z drogą, którą dojechaliśmy, od północy z terenem zalesionym, a od wschodu i zachodu z terenami należącymi do gospodarstw. W odległości niecałych 30 metrów znajduje się dawna szkoła ewangelicka - kantorat. - Źródło Cmentarz ewangelicki - Boguchwała - Lapidaria - Wikidot



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Neulich habe ich beim Lesen des Volksfreund-Kalenders schöne Namen polnischer Dörfer gefunden, wie Bógpomóż oder Boguchwała! Nicht nur ihre Namen, sondern auch schöne Stiche, die deutsche Siedlungen vom Beginn des 19. Jahrhunderts zeigen. Im Fall von Boguchwała habe ich beschlossen, die erste Seite dieses Materials zu übersetzen, um herauszufinden, warum diese Siedlung so genannt wurde. Interessante Geschichte, ich lade Sie zum Lesen ein!

                                     DIE DEUTSCHE SIEDLUNG BOGUCHWAŁA

                                             VON OTTO LANGE, FABIANKI

    Im Kreise Lipno, 5 Kilometer von dem Städtchen Skempe entfernt, liegt deutsche Siedlung Boguchwała. Es ist eine der jängsten Kolonien in Dobrzynner Lande.

    Wo sich jetzt die Gehöfte und die wogenden Kornfelder der Kolonisten befinden, war vor 100 Jahren dichter Wald. Stolz ragten mächtige Bäume empor, in deren Aesten die Waldvögel ungestört ihre Rester bauten. In Dickicht des Waldes und in den Morästen hausten viele Wildschweine. Streckenweit konnte man auf einsamen, stillen Waldwegen wandern, denn außer einer Teerbrennerhütte, die mitten im Walde stand, war rings umher kein Gehöft anzutreffen. Der Gutsbesitzer Trzcinski von Osiek, dem dieser Wald gehörte, verkaufte das Holz an jüdische Holzhändler. Zahlreiche Holzfäller begaben sich in den Wald, und krachend sanken die stolzen Bäume unter der scharfen Axthieben zu Boden. Richt lange darauf war der ganze große Wald ausgerodet. Der Gutbesitzer beabsichtige auf diesem Waldlande ein Vorwerk auszubauen. Daher baute er einen großen Schaffstal, und ein Schäfer hütete die herde auf den Feldern. Bis zu dieser Zeit hatte das neue Land keinen besonderen Ramen. Es enstand aber ein Proceß wegen der Grenze zwischen den Gutsbesitzern von Osiek und Stempe. Der Rechtsanwalt des Gutsbesitzers von Osiek war ein gewandter Redner, und so gewann dieser den Proceß mit Leichtigkeit. Darüber hocherfreut rief er aus: "Bogu Chwała!" Zum Andenken an diesen Proceß nannte er das neue Gut "Boguchwała". Im Jahre 1847 entschloß sich Trzcinski, dieses Land an deutsche Kolonisten zu verkaufen. 

Boguchwała - eine Stadt in Polen, in der Woiwodschaft Podkarpackie, im Landkreis Rzeszowskie, Sitz einer Stadt-Land-Gemeinde, im Rzeszowskie-Vorland, am Fluss Wisłok, an der Grenze zu Rzeszów an der internationalen Straße E371. Von 1975 bis 1998 gehörte die Ortschaft verwaltungstechnisch zur Woiwodschaft Rzeszów. Wikipedia

Der Friedhof befindet sich an der Hauptstraße, die durch das Dorf führt, gegenüber der Kläranlage. Von Skępe aus fahren wir die Płocka-Straße entlang in Richtung Ligów. Nach 4,8 km erreichen wir eine Kreuzung, an der wir rechts in die Boguchwała einbiegen. Nach weiteren 1,5 km biegen Sie dem Wegweiser folgend links ab. Nach weiteren 600 Metern biegen Sie rechts und nach 400 Metern links ab. Sie erreichen die letzte Kreuzung. Biegen Sie links ab, und nach 300 Metern sehen Sie auf der linken Seite einen Friedhof und auf der rechten Seite eine Kläranlage. Der Friedhof grenzt im Süden an die Straße, von der wir kamen, im Norden an ein Waldgebiet und im Osten und Westen an Ackerland. Weniger als 30 Meter entfernt befindet sich die ehemalige evangelische Schule - Kantorat.








czwartek, 14 kwietnia 2022

Bógpomóż - Lipno - Cmentarz ewangelicki - Osadnictwo niemieckie - Volksfreund Kalender - 1929

     Piękna nazwa tej wsi Bógpomóż spowodowała, ze postanwiłem materiał jej dotyczący zamieścić na moim blogu. Zwykle zajmuję się osadnictwem z terenu wojwództwa łódzkiego....

Dla szerszego przybliżenia tematu postanowiłem zamieścić materiał zamieszczony na stronie gminy Bobrowniki 

Pamiątki po potomkach imigrantów... z Niemiec i Holandii


 i dodać piękne skany z kalendarza Volksfreund-Kalender für Stadt und Land auf das Jahr 1929

Stary Bógpomóż – wieś w Polsce położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie lipnowskim, w gminie Bobrowniki. - Wikipedia.

      Choć dziś trudno w to uwierzyć to jednak przed wiekami przybywali do Rzeczypospolitej, w tym na obszar królewskich dóbr zarządzanych z zamku w Bobrownikach, koloniści z Niderlandów i Niemiec uchodzący przed religijnymi prześladowaniami. Nazywani byli "olędrami", a ich osadzanie w pobliżu Bobrownik rozpoczęto na początku XVII w. nazywanego "Srebrnym Wiekiem Polski".

Zachowały się chaty olęderskie i cmentarze ewangelickie.




Stary Bógpomóż, cmentarz ewangelicki. Fot. Karol Kostrzewski


 

Najstarsze wzmianki o osadnictwie olęderskim na terenie dzisiejszej Gminy Bobrowniki pochodzą z 1616 r. Początek XVII w. to czas bezwzględnej kontrreformacji w Niderlandach rządzonych przez habsburskiego władcę Karola V Hiszpańskiego. W tym czasie królewszczyzny zarządzane przez starostów rezydujących na zamku w Bobrownikach oczekiwały na zagospodarowanie. Holendrzy, którzy sprawnie "wydzierali morzu" obszary pod grunty uprawne z powodzeniem zastosowali swe umiejętności nad brzegiem Wisły w pobliżu Bobrownik.

Pierwszy przywilej wydał dla olędrów Starosta rezydujący na zamku w Bobrownikach Andrzej Tulibowski 15 listopada 1618 r. dając prawne podstawy do zasiedlania wsi Bógpomóż, której obszar już w starożytności był miejscem aktywności ludzkiej. Świadczy o tym odnaleziony tu skarb tj. 52 denary Hadriana (cesarza rzymskiego w latach 117-138 n.e.). Starosta Tulibowski potwierdził kontrakt z olędrami 29 grudnia 1620 r. 

Grupa olędrów zwana "gminą" zawarła ze starostą bobrownickim kontrakt na dzierżawę czasową, a później wieczystą. Jedyną powinnością olędrów wobec Starosty było płacenie czynszu. Nie dotyczyła ich pańszczyzna. 

W pobliżu Bobrownik olędrzy znaleźli spokój. Mogli bez przeszkód wyznawać swoją religię, a przede wszystkim uczynili zagrożony wylewami i niezagospodarowany brzeg Wisły wydajnym polem uprawnym dając początek wsi Bógpomóż, którą w 1779 r. zamieszkiwało 140 protestantów. 

Oprócz Bógpomóż dobrami królewskimi należącymi do starostów rezydujących na bobrownickim zamku były Rybitwy. W XVI w. dobra królewskie zarządzane z bobrownickiego zamku zostały poszerzone o wsie Gnojno i Celiny, których właścicielka Zofia z Kościelca drogą zamiany przekazała je królowi za wieś Dobre na Kujawach. Z tych dziedzin takie pożytki odniesiono, że na zamek drewno zyskiwano.  

Olędrzy zakładali wsie w układzie tzw. rzędówki bagiennej cechującej się zabudową po jednej stronie wytyczanej w najwyższym punkcie drogi, tj. między rzeką a główną drogą biegnącą przez wieś. Dziś układ ten jest coraz mniej czytelny w miejscowości Stare Rybitwy, zaś w miejscowościach Miszek i Stary Bógpomóż pozostaje wręcz nienaruszony. Pojedynczy osadnik dostawał prostokątny pas ziemi na linii Wisła - droga. Trójpolowy system upraw był podstawą gospodarki rolnej olędrów. 

Druga fala osadnictwa olęderskiego nastąpiła w XVIII w. i różniła się od pierwszej narodowością kolonistów (byli to najczęściej Niemcy choć zdarzali się też Polacy) oraz układem wsi tzw. samotniczych i rozproszonych. W przeciwieństwie do zbiorowego kontraktu w pierwszej fali osadnictwa w kolejnej umowy z właścicielem gruntu zawierali koloniści osobno stąd ich obowiązki były różne. Podobnie jak w pierwszej fali osadnictwa olęderskiego chłopi mieli wolność osobistą i płacili czynsz. 

Pamiątką po kolonistach olęderskich są 4 cmentarze ewangelickie w miejscowościach Białe Błota, Gnojno, Stare Rybitwy, Stary Bógpomóż, 3 budynki nieczynnych kaplic (Gnojno, Stare Rybitwy, Stary Bógpomóż), drewniane chaty, których jest coraz mniej i wkrótce mogą być tylko wspomnieniem tj. dwa domy zbudowane na początku XIX w. we wsi Stary Bógpomóż i chata z końca XVIII w. w miejscowości Miszek.

Opracował: Karol Kostrzewski




                                             Szkoła Podstawowa - Volksschule w Bógpomóż.


                              Ruiny zamku rycerskiego w Bobrownikach koło Pomóżbóg.