Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morderstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morderstwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lutego 2026

Złotniki - Dalików - Zbrodnia wieśniaka - Echo - 1931

 

Echo. 1931-07-31 R. 7 nr 207

Zwierzęca zbrodnia wieśniaka. Rozpłatana siekierą główka niemowlęcia.  

W dniu wczorajszym, w godzinach popołudniowych jedna z mieszkanek wsi Złotniki gminy Dalików, w powiecie łęczyckim kopiąc pod lasem piasek, wygrzebała zwłoki 6-miesięcznego dziecka płci męskiej, będące już w stanie całkowitego rozkładu. Zaalarmowana komenda policji powiatowej w Łęczycy, stwierdziła, iż dziecko zostało zamordowane, a następnie zakopane w ziemi. Wszczęte intensywne dochodzenie ujawniło sensacyjne szczegóły tego ponurego wypadku. Jak się okazało dziecko zamordowane zostało przez własnego ojca niejakiego Józefa Janiaka, mieszkańca wsi Przekora, gminy Poddębice. Janiak zamożny gospodarz, w dniu 20 maja podczas sprzeczki z żoną swą Marianną, zamordował 6-miesięcznego synka siekierą. Zwłoki dziecka zbrodniarz ukrył w pobliżu domu w gęstych krzakach. W obawie wykrycia zbrodni Janiak więził swą żonę, nie pozwalając jej wychodzić nawet na chwilę z domu. Sąsiadom, którzy interesowali się nieobecnością zawsze czynnej wieśniaczki, Janiak oświadczył, iż żona jest chora. 

Po pewnym czasie, gdy rozkładające się zwłoki dziecka, zaczęły wydzielać okropną woń zgnilizny, Janiak w obawie by stan ten nie doprowadził do ujawnienia dzieciobójstwa, pod osłoną nocy. przeniósł zwłoki na pola odległej o 10 kilometrów wsi Złotniki, gdzie zagrzebał je w piasku. Dzieciobójca, w krzyżowym ogniu pytań przyznał się do zbrodni. Janiaka osadzono w więzieniu w Łęczycy do dyspozycji władz sądowych.

Zbrodniczy napad - Żydów - Dalików - Kurjer Łódzki - 1933

Czy jest to obecnie wieś Gaj?

Kurjer Łódzki. 1933-01-19 R. 33 nr 19

                       ZBRODNICZY NAPAD W POWIECIE ŁĘCZYCKIM 

Nieprzytomny wieśniak z przestrzeloną głową w głuchem polu. Krwawa zemsta, czy rabunek?

(i) Komenda powiatowej policji w Łęczycy stanęła wobec trudnego do rozwiązania wypadku. Wczoraj nad ranem w lesie na terenie wsi Żydów, gm. Dalików, powiatu łęczyckiego znaleziono leżącego w kałuży krwi, z raną postrzałową głowy, młodego mężczyznę w ubraniu marynarkowem z gołą głową. Rannego maleźli wieśniacy, którzy powiadomili policję. Mimo iż nie znaleziono przy ciężko rannym żadnych dokumentów, policji udało się stwierdzić nazwisko postrzelonego, którym okazał się niejaki 21-letni Józef Bolski, zamieszkały w pobliskiej wsi Żydów. Przeszukując las, w którym znaleziono Bolskiego policja w odległości kilkudziesięciu metrów od miejsca na którem leżał Bilski, odnalazła palto, kapelusz i szalik Bilskiego wiszące na drzewie. Poza tem w lesie na śniegu znaleziono wiele śladów stóp kilku osób. Przy postrzelonym wieśniaku nie znaleziono żadnej broni, ani wystrzelonej łuski, co wyklucza możliwość samobójstwa Bolskiego Przeprowadzone oględziny lekarskie rannego, w szpitalu miejskim w Aleksandrowie, wykazały ranę postrzałową głowy. Kula rewolwerowa większego kalibru przeszyła wieśniakowi czoło i uszkodziła komorę mózgową. Ranny Bilski dotąd nie odzyskał przytomności, wobec czego nie można było go przesłuchać. W związku z postrzeleniem Bolskiego policja prowadzi śledztwo, które dotąd jednak nie dało pożądanego wyniku. Dalsze dochodzenie trwa.

czwartek, 19 lutego 2026

Gmina Dalików - Wypadki - Pożary - Morderstwa - Pobicia - 1891- 1951

 Działo się, podobnie jak w innych gminach.

Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1891-05-02 R. 8 nr 97

Podczas targu na Starym Rynku weterynarz miejski p. Kwaśniewski, skonfiskował wczoraj 4 pudy ryb zepsutych, które zakopano głęboko w ziemi. 

U kolonisty z gm. Dalików, powiatu łęczyckiego, przybyłego wczoraj na targ do Łodzi, policya skonfiskowała 4 funty cuchnącego masła i 7 funtów sera, w którym w środku znaleziono ciasto. 

Rozwój : dziennik polityczny, przemysłowy, ekonomiczny, społeczny i literacki, illustrowany. 1902-04-09 R. 5 no 81

Pożar. We wsi Wyrobki, gm. Dalików, powiatu łęczyckiego, w niedzielę dnia 6 b. m. zapalił się dom mieszkalny, należący do Józefa Górniaka. Ugaszenie ognia przedstawiało znaczne trudności, gdyż nie było żadnych narzędzi ratunkowych. Dzięki tylko spokojnemu powietrzu, pożar nie przerzucił się na sąsiednie budynki. Dom, który zgorzał, był niedawno wybudowany i nieubezpieczony. 

Rozwój. 1907-05-25 No 113

W dniu 8 września 1906 r. odbyło się uroczyste poświęcenie straży aleksandrowskiej według obrzędu rzymsko-katolickiego i ewangelickiego. Taktyka działalności straży wyraziła się w tern, że do pożarów w okresie sprawozdawczym wyjeżdżała 5 razy, mianowicie do pożaru w nieruchomości Karola Poronickiego w Aleksandrowie; w dn. 2 sierpnia 1906 r. do pożaru we wsi Karolew, odległej o 6 wiorst od Aleksandrowa; do pożaru we wsi Dalików; do pożaru w posiadłości Kopela Handelsmana w Aleksandrowie; do pożaru w posiadłości Paszkego w Aleksandrowie.  

Gazeta Łódzka : organ narodowy. 1915-09-10 No 237 Wyd. wieczorowe

Z Łęczycy. (a) W nocy z dnia 17 na 18 u. m. w majoracie Psary gminy Dalików, spłonął dzierżawiony spichlerz z żytem, przyczem zniszczeniu uległo 350 korcy żyta. Wydano rozporządzenia o wprowadzeniu podatku na psy i o zakazie wywozu cukru. 

Echo. 1928-12-11 R. 4 nr 294

Stóg zboża zamienił się w olbrzymią pochodnię.  Pożar we wsi Prawęcice.  

Łódź, 11. 12. W dniu wczorajszym około godziny 8 wieczorem na polach wsi Prawęcice, gminy Dalików, powiatu łęczyckiego stanął w płomieniach stóg zboża stanowiący własność Ludwika Szkudlarka. Ogień powodowany wiatrem zagrażał kilku stogom pobliskim, lecz skuteczna akcja ratunkowa mieszkańców z Prawęcic pożar zlikwidowała. Stóg Szkudlarka jednakże spłonął doszczętnie. Przyczyną pożaru jak ustalono było podpalenie. Szkudlarek wartość stogu zboża obliczał na sumę 4.000 złotych. Podpalacza poszukuje policja.  


Echo. 1935-07-14 R. 11 nr 194

                 KOS Z REWOLWEREM. ZNÓW KREW NA ZABAWIE TANECZNEJ.

Łódź 14 lipca. W dniu wczorajszym we wsi Woźniki, gminy Dalików, powiatu łęczyckiego. odbywała się zabawa taneczna, urządzona przez miejscową młodzież.. Około godziny 10 wieczór, gdy młodzież męska podochociła sobie nieco, wynikła sprzeczka, która rychło zamieniła się w bójkę. Powaśnionych usiłował pogodzić 21-letni Zygmunt Kos, mieszkaniec Dalikowa, uchodzący w całej okolicy za niepokonanego siłacza. Interwencja ta zakończyła się jednak sromotną porażką Kosa, którego dotkliwie poturbowano. Porażka ta stała się przyczyną drwin i zjadliwych uśmiechów tych, którzy dotąd wierzyli w siłę Kosa. Wyprowadzony tern z równowagi miody wieśniak wyciągnął znienacka rewolwer i zanim zdołano mu w tem przeszkodzić strzelił kilkakrotnie. Jedna z kul raniła w głowę 33-letniego Adama Sęczkowskiego, zamieszkałego w Woźnikach.. Ranny wieśniak z jękiem osunął się na ziemię. Przerażony dokonanym czynem Kos rzucił się do ucieczki. Świadkowie tragicznej sceny ujęli go jednak i rozbrojonego oddali w ręce zawezwanej policji.

Zygmunt Kos osadzony został w areszcie do dyspozycji władz sądowych.

Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1936-09-23 R. 8 nr 261

6 DOMÓW W PŁOMIENIACH POD ŁODZIĄ

Ubiegłej nocy we wsi Dalików (pow. łódzki) wybuchł pożar, który strawił doszczętnie 6 zagród. Pastwą płomieni padło 6 domów mieszkalnych, obory, stajnie, stodoły itp. wraz z inwentarzem i zbiorami. Straty wynoszą 80 tys. zł. Osiem rodzin pozostało bez dachu nad głową . Władze prowadzą dochodzenie, celem ustalenia przyczyn pożaru oraz organizują pomoc dla pogorzelców.

Ilustrowana Republika. 1937-02-09 R. 15 nr 40

Na polach koło wsi Dalików pod Łodzią znaleźli przechodnie zwłoki sześciomiesięcznego dziecka. Ciało było zawinięte w szmaty i leżało w rowie. Na ciele dziecka, widnieją ślady śmierci gwałtownej. Władze prowadzą dochodzenie.

Echo. 1938-11-12 R. 14 nr 316


Ilustrowana Republika. 1938-11-13 R. 16 nr 312

                       Zastrzelił sąsiada na polowaniu. Władze wszczęły dochodzenie

Wojewódzki urząd śledczy powiadomiony został o zbrodni, jakiej dokonano we wsi Antoniew gminy Dalików w wojew. łódzkim. W polu znaleziono zwłoki zastrzelonego mężczyzny. W toku dalszych dochodzeń ustalono, iż zmarłym był Antoni Gołębiowski, mieszkaniec wsi Mrowianka( gminy Poddębice).

Ubiegłej nocy aresztowano sprawcę zastrzelenia Gołębiowskiego. Był nim Władysław Krysiak, sąsiad zabitego, który wraz z nim wyruszył na polowanie. Obaj myśliwi pokłócili się w drodze i Krysiak położył na miejscu trupem swego towarzysza. Krysiaka oddano do dyspozycji władz sądowych.


Głos Radomszczański : organ WK i ŁK Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 1951-02-22 R. 4 (7) nr 52

ZUCHWAŁY KUŁAK STANIE PRZED SĄDEM

Najoporniejszym w gromadzie Huta Bardzyńska gm. Dalików pow. łęczyckiego był kułak, Rafał Biernasiak, posiadający 28-hektarowe gospodarstwo. Wobec tego chłopi małorolni postanowili przeprowadzić u niego przymusowe omłoty. W czasie młocki kułak ten rzucił się na nich z widłami. Rozprawa sądowa przeciwko zuchwałemu kułakowi odbędzie się dziś w Dalikowie.

środa, 18 lutego 2026

Kainowa zbrodnia - Brudnów - Dalików - 1933

 W którym z artykułów jest właściwa nazwa? - Brudnów - Brudłów?

Echo. 1933-04-25 R. 9 nr 113

Kainowa zbrodnia pod Łęczycą. Brat zamordował siekierą brata

Łódź, dnia 25 kwietnia. W dniu wczorajszym wieś Brudnów, gminy Dalików, powiatu łęczyckiego, była terenem krwawej zbrodni bratobójstwa. Pomiędzy braćmi Janem i Józefem Wielkopolanami wynikła bójka na tle nieporozumień mieszkaniowych. W czasie bójki Jan Wielkopolan pochwycił siekierę i uderzył nią w głowę brata Józefa. Gdy ten padł na ziemię Jan Wielkopolan, z pomocą służącego Władysława Klimkowskiego dobili nieszczęśliwego. Zwłoki zamordowanego Józefa Wielkopolana zabezpieczono na miejscu do czasu przeprowadzenia oględzin i Władysława Klimkowskiego osadzono w więzieniu w Łęczycy.

Ilustrowana Republika. 1933-04-26 R. 11 nr 114

Brat zabił brata. Zbrodnia kainowa na wsi pod Łodzią 

Jedna z zagród we wsi Brudłów  gminy Dalików, powiatu łęczyckiego, była widownią tragicznego zajścia. Właścicielami zagrody byli bracia Józef i Jan Wielkopolanie. Między braćmi dochodziło do ustawicznych nieporozumień na tle warunków mieszkaniowych, albowiem cały dom mieszkalny składał się właściwie z jednej izby. Ostatniej niedzieli między braćmi wynikła we wczesnych godzinach rannych wielka awantura, przede wszystkiem o wzajemne zastępowanie sobie w izbie, a po zatem o dysponowanie służącym Jana przez Józefa. Kłótnia przybrała tak ostry charakter, iż Jan Wielkopolan i jego służący Klamkowski, biorący udział chwycili za siekiery i rzucili się na bezbronnego Józefa.

Józef nie zdołał się obronić. Ugodzony kilkakrotnie siekierą w głowę runął na podłogę. Okrutny brat dobił ciężko rannego Józefa kilkoma uderzeniami siekiery. Wieśniacy zwartem kołem otoczyli dom Wielkopolanów, przyczem na obydwu morderców posypał się grad wyzwisk a nawet uderzeń. Jana Wielkopolana i Władysława Klamkowskiego wybawił z opresji patrol policyjny, zaalarmowany przez zdążających do kościoła w Dalikowie wieśniaków. Obydwu morderców odprowadzono do więzienia w Łęczycy. Zwłoki zabitego Józefa Wielkopolana po dokonaniu sekcji, pogrzebano wczoraj na cmentarzu w Brudłowie.

poniedziałek, 29 lipca 2024

Justynów - Mord - Die Zeit im Bild - 1927

 


                                                 Masowy mord w Justynowie koło Łodzi.




Ciężka zbrodnia w Justynowie, która pochłonęła życie czterech osób, jest nadal badana. Nasze zdjęcie przedstawia głowę zabitej rodziny, starego Klemma, przy pracy w fabryce.  „Freie Presse” z „Lodzer Zeitung”

Noch immer das schwere Verbrechen im Justynów, dem vier Menschenleben zum Opfer fielen, ingsefühnt. Unser Bild zeigt das Haupt der abgeschlachteten Familie den alten Klemm, bei der Arbeit im Betriebe der Vorgängerin der "Freie Presse" der "Lodzer Zeitung"


sobota, 14 stycznia 2023

Andrespol - Tragedia miłosna - Rozwój - 1930

     Posiedziałem dwa dni w wirtualnej bibliotece wyszukując materiałów o Andrespolu. Jest tego dużo, tematy obyczajowe, także ciekawe rzeczy na temat mojej ulubionej postaci Jana Kruse i Ceramiki. Każdego dnia po jednym artykule, zapraszam!


Rozwój. 1930-09-16 No 256

                                     TRAGEDJA MIŁOSNA W ANDRESPOLU
                      Ciężko ranił ukochaną poczem usiłował odebrać sobie życie.

    W niedzielę około godz. 1-ej wieczór, miejscowość Andrespol, położona w odległości 1 km. od Wiśniowej Góry i Andrzejowa była widownią krwawej tragedji miłosnej.
    We wsi Bukowina pow. brzezińskiego od kilkudziesięciu lat mieszka zamożny wieśniak Johan Rometsch z  żoną swą marta i jedynaczką 17-letnią Olgą.
    Młoda dziewczyna ze względu na swą urodę i stosunkową miętność, była celem zalotów młodzieży wiejskiej. Ze względu na młodociany wiek córki Rometschowie nie zezwolili jej na poślubienie ubogiego syna kolonisty tejże wsi 20-letniego Aleksandra Dreschka, który uzyskał wzajemność ich jedynaczki.
    Dreschke korzystając w niedzielę z nieobecności w domu Rometschów udał się do ich mieszkania i zaproponował swej ukochanej spacer do pobliskiego Andrespola.
 W drodze Dreschke zaproponował swojej ukochanej, aby wbrew woli rodziców uciekła z nim do Łodzi.
    Gdy Rometschówna nie dała się przekonać namowom Dreschkego, ten wydobył z kieszeni rewolwer i z odległości pół kroku oddał do swej narzeczonej trzy strzały. Raniona smiertelnie w okolicę serca Rometschówna padła na ziemię zalewając się krwią. Wówczas Dreschke strzelił do niej raz jeszcze raniąc ją w nogę. Wtedy Dreschke skierował lufę rewolweru w swą skroń.
    Strzały zaalarmowały okolicznych mieszkańców, którzy niezwłocznie powiadomili o strzelaninie posterunek policji.
    Lekarz stwierdził ciężką ranę postrzałową w okolicy serca u Olgi Rometsch, zaś u Aleksandra Dreschke bardzo ciężką ranę postrzałową prawej skroni. Ciężko rannych przewiozło pogotowie do Łodzi do szpitala im.Prezydenta Mościckiego.



niedziela, 19 września 2021

Łaznowska Wola - Grömbach - Mord - Gotlieb i Marja Gruber - Express Wieczorny Ilustrowany - 1926

Express Wieczorny Ilustrowany. 1926-01-15 R. 4 nr 13

 

Działo się w Łaznowskiej Woli - Grömbach...

Na samym początku błąd jaki powstał w tym materiale: nie Żarnowska Wola, a Łaznowska Wola. 

Interesuje mnie, czy na cmentarzu ewangelickim w Łaznowskiej Woli, jest nagrobek z nazwiskami ofiar tej zbrodni? 


    We wsi Żarnowska Wola, gminy Mikołajew mieszkali od dłuższego małżonkowie Gotlib i Marja 

Gruberowie. Gruberowie byli bardzo zamożni, posiadali dość dużo gruntu, dom i plac w Łodzi. 

Dnia 11 grudnia 1922 roku sąsiedzi Gruberów zauważyli ze zdziwieniem. że pomimo dość późnej godziny, w domu Gruberów nie daje nikt znaku życia.

Ponadto wybite okno od stronv ogrodu, nasuwało pewne obawy, że z Gruberami coś sie stało. 

Około południa sąsiedzi zdecydowali się wreszcie i po wyłamaniu drzwi wtargnęli do mieszkania. 

Okropny, krew w żyłach ścinający widok, przedstawił się im oczom.

Na podłodze leżały zwłoki Gotliba Grubera, na łóżku zaś bezduszne ciało jego małżonki.

Oględziny lerkarskie wykazały, że Gotlib Gruber ugodzony został 3 kulami rewolwerowymi z niewielkiej odległości, przyczem jedna z nich była śmiertelna, żona zaś, tylko jedną, od której poniosła śmierć na miejscu.



Śledztwo policyjne, wdrożone natychmiast, nie dało żadnych pozytywnych wyników.

Dopiero w końcu roku 1924, bratanek zamordowanego, Adolf Wilhelm Gruber, dowiedział się drogą okólną, że niejaki Stefan Frączkowski, zamieszkały w tejże wsi, kto dokonał mordu.

Frączkowski w grudniu 1922 roku nad ranem obudzony został wejściem swego ojczyma Józefa Gajdy, który wszedłszy do izby umył sobie ręce. I następnie sądząc, że Frączkowski śpi, opowiedział żonie, żw w nocy zabili Grubera, że zabójców było kilku, i że Gruber dostał dwie kule, a żona jedną i że on, Gajda otrzymał złoty zegarek.

Frączkowski słyszał, jak Gajdzina odezwała się wtedy do męża:

"Toś ty zabił Grubera"

Po upływie tygodnia Gajda kupił, za niewiadomo jakie pieniądze, parę koni.

Tego samego dnia Gajdzina w przystępie złości krzyczała:

 - Ty zbóju, tyś zabił Grubera!

Sprawę powyższą rozważał sąd okręgowy pod przewodnictwem sędziego Arnolda.

Oskarżony do winy się nie przyznał, twierdząc, że pieniądze na konie pożyczył sobie od kuzyna.

Główny świadek Frączkowski potwierdza swe zeznania, złożone na śledztwie, inni świadkowie nic nowego do sprawy nie wnoszą.

Obrońca oskarżonego aplikant Kończyński, dowodził w swem długim przemówieniu, że nie można opierać się jedynie na zeznaniach 15-letniego chłopca, który jest nieco niedorozwinięty i prosił o uniewinnienie.

Sąd po naradzie, Józefa Gajdę uniewinnił.


****************************************************************************

Es geschah in Łaznowska Wola - Grömbach...


Gleich zu Beginn gibt es einen Fehler im Material: nicht Żarnowska Wola, sondern Łaznowska Wola. 

Mich interessiert, ob es auf dem evangelischen Friedhof in Łaznowska Wola einen Grabstein mit den Namen der Opfer dieses Verbrechens gibt? 


    In dem Dorf Żarnowska Wola, Gemeinde Mikołajew, lebten lange Zeit die Eheleute Gotlib und Marja Familie Gruber. Die Grubers waren sehr wohlhabend, sie besaßen eine Menge Land, ein Haus und einen Platz in Lodz.  Am 11. Dezember 1922 wunderten sich die Nachbarn der Grubers, dass trotz der späten Stunde kein Lebenszeichen im Haus der Grubers zu sehen war.

    Außerdem ließ ein zerbrochenes Fenster an der Seite des Gartens befürchten, dass den Grubers etwas zugestoßen war. 

    Gegen Mittag entschlossen sich die Nachbarn schließlich zum Einbruch und drangen nach Aufbrechen der Tür in die Wohnung ein. 

Ein grauenhafter, blutiger Anblick bot sich ihren Augen.

    Die Leiche von Gotlib Gruber lag auf dem Boden, während auf dem Bett der herzlose Körper seiner Frau lag.

    Die Untersuchung des Gerichtsmediziners ergab, dass Gotlib Gruber aus kurzer Entfernung von drei Revolverkugeln getroffen worden war, von denen eine tödlich war, während seine Frau nur eine erlitten hatte, an der sie auf der Stelle starb.

Die sofort eingeleiteten polizeilichen Ermittlungen brachten keine positiven Ergebnisse.

    Erst Ende 1924 erfuhr der Neffe des Ermordeten, Adolf Wilhelm Gruber, durch einen Rundbrief, dass ein gewisser Stefan Frączkowski, der im selben Dorf wohnte, den Mord begangen hatte.

    Am Morgen des Dezembers 1922 wurde Frączkowski durch den Besuch seines Stiefvaters Józef Gajda geweckt, der das Zimmer betrat und sich die Hände wusch. Dann, als er dachte, dass Frączkowski schlief, erzählte er seiner Frau, dass sie in der Nacht Gruber umgebracht hätten, dass es mehrere Mörder gewesen seien und dass Gruber zwei Kugeln und seine Frau eine bekommen habe und er, Gajda, eine goldene Uhr erhalten habe.

Frączkowski hörte, wie Gajdzina dann zu ihrem Mann sagte:

"Du hast Gruber getötet".

Nachdem eine Woche vergangen war, kaufte Gajda für einen unbekannten Betrag ein Paar Pferde.

Am selben Tag schrie Gajdzina in einem Anfall von Wut:

- Du Ganove, du hast Gruber umgebracht!

Der Fall wurde vor dem Bezirksgericht unter dem Vorsitz von Richter Arnold verhandelt.

    Der Angeklagte plädierte auf nicht schuldig und behauptete, er habe sich das Geld für die Pferde von seinem Cousin geliehen.

    Der Hauptzeuge Frączkowski bestätigte seine während der Ermittlungen gemachten Aussagen, andere Zeugen brachten keine neuen Erkenntnisse.

    Der Verteidiger des Angeklagten, Praktikant Kończyński, argumentierte in seinem langen Plädoyer, dass man sich nicht nur auf die Aussage eines 15-jährigen Jungen verlassen könne, der etwas zurückgeblieben sei, und beantragte Freispruch.

    Nach eingehender Beratung sprach das Gericht Józef Gajda frei.

    


poniedziałek, 6 września 2021

Gałkówek - Zielona Góra - Zabawa - TRAGICZNA ZABAWA W GAŁKÓWKU - Piękna Fela - Głos Poranny - 1929

     Działo się w Gałkówku! Pozostał wspomnień czar..., dawne zabawy w rermizach strażackich. Były mordobicia, także tragiczne w skutkach jak ta tragiczna historia poniżej opisana. Okazuje się, że wszędzie były "PIĘKNE FELE", Gałkówek nie chciał być w tyle!


Głos Poranny : dziennik społeczny, polityczny i literacki. 1929-08-01 R. 1 nr 177

                                    TRAGICZNA ZABAWA W GAŁKÓWKU

                              OBU MORDERCÓW POLICJA ARESZTOWAŁA.

W niedzielę na zabawie w Gałkówku dokonane zostało zabójstwo.

Na zabawie pito bardzo wiele. W pewnej chwili do jednej z mieszkanek Gałkówka, zwanej popularnie "piękną Felą" podeszło dwuch młodzieńców z Zielonej Góry, zapraszając ją do tańca. Piękna Fela odmówiła tłumacząc się, że jest w towarzystwie swego narzeczonego p. Wudskego. Obaj młodzieńcy skierowali kilka obelżywych słów pod jej adresem, co spotkało się z ostrym wystąpieniem narzeczonego panny.

Młodzieńcy rzucili się na Wudkego i młotkiem zadali mu kilka ciosów w głowę. Wudski zalewając się krwią runą na ziemię.

Wśród zebranych powstał popłoch; napastnicy zbiegli. Pierwszej pomocy ciężko rannemu udzielił dr. Adelfang, zamieszkały w Gałkówku, poczem zaalarmowano pogotowie, które przewiozło Wudskiego w agonji do szpitala.

Policja wdrożyła śledztwo, w wyniku którego aresztowano obu napastników.



środa, 18 sierpnia 2021

Bukowiec - Königsbach - Morderstwo - Wilhelm Egler - Dziennik Łódzki - 1890

    Jednym z pierwszych napotkanych nagrobków, które leżały na zaśmieconym i zarośniętym cmentarzu ewangelickim w Bukowcu był właśnie zamieszczony poniżej nagrobek. 

    Dlaczego właśnie on? - odpowiedź prosta, tekst wypiasny na nim zwrócił moją uwagę, nie często się zdarza napis: "Zginął z ręki mordercy" - "Gest. durch Mörderhand".

    Szukałem gdzie się dało, w archiwach, starych czasopisma informacji o tej tragedii. Dzisiaj podczas bezsennej jak zwykle nocy, postanowiłem wpisać hasło BUKOWICE. Znalazłem ostatnio nazwę Bukowice w dwóch artykułach poświęconych Bukowcowi w latach międzywojennych. Eureka, dzięki tej nazwie poskładałem wszystko w jedną całość!

    Grób Wilhelma Eglera, 33-letniego właściciela karczmy w Bukowcu, ojca 10-ciorga nieletnich dzieci, znajduje się w centralnym miejscu cmentarza. Będąc na tym cmentarzu, wspomnijmy mieszkańca naszej wsi, który zginął tragicznie ponad 130 lat temu.

Ps. Od prawie dwóch lat nie jestem administratorem tej nekropolii, nie odpowiadam za czystość i porządek.



                                                               Tutaj spoczywa w Bogu
                                                                  Mój drogi małżonek
                                                                  i nasz dobry ojciec
                                                                   WILHELM EGLER
                                                                   ur. 13 lutego 1857
                                                              zmarł z ręki mordercy
                                                               7 października 1890


Dziennik Łódzki : pismo przemysłowe, handlowe i literackie. 1890-10-14 R. 7 nr 231

                                                                              Morderstwo.

We wsi Bukowice, gmina Brójce, ofiara noża padł Egler, właściciel szynku tutejszego. Powóciwszy do domu, E. zastał żonę oburzoną: skarżyła się, że ubliżył jej robotnik męża, Fiszer. Uniesiony gniewem E., chciał uderzyć Fiszera, lecz ten, wymyślając mu, uciekł na podwórze. Gdy E. wybiegł za nim i zamierzył się na niego, Fiszer wydobył z kieszeni nóż długi i przerżnął Eglerowi gardło. W kilka godzin później Egler zakończył życie, pozostawiając oprócz żony, dziesięcioro małoletnich dzieci.

Fiszera aresztowano. Śledztwo w toku.







piątek, 16 lipca 2021

Wola Rakowa - Gmina Brójce - Samosąd - Morderstwo - 1907

 

    Nie często zdarzają się samosądy, dlatego ze szczególną uwagą przeczytałem artykuł z przed ponad 100 lat. Mimo, że minęło grubo ponad 100 lat od tych tragicznych wydarzeń, postanowiłem, że nie będę podawał nazwisk osób będących negatywnymi bohaterami. Nazwiska te są znane obecnie. To co może tłumaczyć fakt samosądu, to to, że kradzież konia równała się powolnej śmierci właściciela, to były czasy, gdzie koń był nieodzownym pomocnikiem rodziny. Zapraszam do lektury.

                                           Z SĄDÓW

                                  ZABÓJSTWO KONIOKRADÓW

    Ciekawą sprawę rozpatrywał onegdaj drugi wydział karny sądu okręgowego piotrkowskiego bawiącego na kadencyi w Łodzi.

    Na ławie oskarżonyczasiadło 10 włościan ze wsi Wola Rakowa, gminy Brójce, pow. Łódzkiego: 48-1etni Kasper W. 40 letni Stanisław W., 42-letni Walenty L., 34-1etni Jan W., 35-letni Jan R., 36-1etni Józef S., 30·1etni Władyslaw K., 51-letni Józef S., 28-letni Józef K. i 43-1etni Wojciech M.. Wszyscy obwinieni zostali o rozmyślne znęcanie się i bicie drągami i kamieniami włościan tejże wsi; Andrzeja G. i Rocha K., skutkiem czego wkrótce nastąpiła śmierć. Powodem do tego znęcania się i bicia miała być kradzież koni i pieniędzy dokonana przez G. i R. (ojca) i Waclawa (syna) K. Akt oskarżenia w streszczeniu brzmi, jak następuje "Rankiem, w dniu 15 stycznia 1906. roku we wsi Wo1a Rakowa gminy Brójc, powŁódzkiego zgromadziło się okola stu włcian miejscowych, którzy, otoczywszy dom Rocha K., zażądali, aby on i syn jego Wacław poszli razem do urzędu gminnego, w celu zbadania ich w sprawie skradzionych koni i pieniędzy włościaninowi Józefowi S.. O kradzież tę podejrzani byli Roch K. i syn jego Wacław. Znajdujący się w tłumie Jan W. związał Waawowi K. sznurkiem ręce i przy pomocy włościan Kacpra W., Jana R. i Wojciecha M. poprowadzili syna i ojca K. do urzędu gminnego brójeckiego, dokąd również nadciągnął um. Tutaj włościanie zaczęli bić K., domagając się od nich przyznania się do skradzenia koni S.. Wacław K. wkrótce przyznał się do kradzieży, wskazawszy na wspólnika mieszkańca sąsiedniej wsi Andrzeja G., którego natychmiast przyprowadzono do kancelaryi gminnej, gdzie zaczęli tae badać go i bić. Jednak G. nie przyznał się. Wówczas włościanie, na czele z Janem W., Janem R., Wojciechem M., Józefem K. i Józefem S., którzy najczynniejszy brali udział w biciu i badaniu G., wyciągnęli go na podwórze gdzie pobili go tak silnie, że G. wkrótce zakończył życie, przyczem, gdy G. już był martwy, któryś z tłumu, naśmiewając się, rzucił na trupa pęk słomy i podpalił. Przeczuwając, że i ich taki sam los czeka, Roch Wacław K. wyrazili życzenia spowiadnisię i komunikowaniana co też włościanie zgodzili się i posłali do osady Rzgów po księdza Pawła  Załuskę, który wyspowiadawszy i udzieliwszy Komunii Św. K., starał się przemówić do sumienia, włościan, lecz wszelkie perswazye były bezskuteczne. cianin Józef K. razem z innymi pochwycił Rocha K. za ręce i wyciągnął go na podwórze, gdzie zaczęto go bić drągami K., wołając o pomoc, obiecywał zarazem zwrócić S. zrabowany majątek i włościanie nawet zgadzali się uwolnić go, o ile zgodzi się na to S., lecz ten ostatni, znajdując się w tłumie, nie zgadzał się na to, skutkiem czego włościanie znów pochwycili Rocha K. i zaczęli ponownie bić go. Wszystko to działo się w obecności Wacława i Aleksandra K., z których pierwszy między innemi zauważył, że obchodzący się okrutnie Jan W. porwał Rocha K. za nogi, krzyknął żeby włościanie bili go po brzuchu, na- stępnie Kacper W. uderzył K. w brzuch kamieniem. Od zadanych w ten sposób razów Roch K., nie przyszedłszy do przytomności, zmarł, zaś Wacławowi K. udało się uratować życie dzięki tylko temu, że pisarz gminy Zborowski zamknął go w areszcie policyjnym. Podczas obdukcyi sądowo lekarskiej trupów Andrzeja G. i Rocha K., u pierwszego znaleziono wiele rozrzuconych po calem ciele sińców i ran, zwłaszcza na głowie. To samo ujawniono na głowie, plecach i rękach u RochK., u którego, także znaleziono, około skroni dwie rany tłuczone i jedną ranę na wierzchniej wardze. W jamach czaszek obu zmarłych ujawniono silny wylew krwi, spowodowany ciężkiem pobiciem, co zdaniem lekarza-eksperta wywołało śmierć.

    Pociągnięci do śledztwa sądowego w charakterze oskarznych o pobicie G. i Rocha K. i zadanie im ran śmiertelnych - Jan W., Kacper W.,Stanisław W.Walenty L.Jan R., Józef S., Józef K., Józef S., Władysław K. i Wojciech M. nie przyznali się do winy.


    Onegdajsze rozprawy trwały blizko sześć godzin, Do sprawy wezwano 22 świadków. Poszkodowani, mianowicie żona i synowie Rocha K., oraz zięć jego Filip, dawali zeznania obciążające znacznie więcej oskarżonych; co się tyczy świadka sołtysa Gładysza całego szeregu naocznych świadków, to ci konstatowali najzupełniejsze alibi obwinionych, a przynajmniej nie branie udziału w znęcaniu się nad G. i K.. Wezwany na sąd w charakterze eksperta dr. Wieliczko, dowodził, że w danym wypadku nie można stanowczo twierdzić, iż śmierć nastąpiła, od znęcania się. Po ukczeniu badań świadków i orzeczeniu opinii eksperta, zabrał głos towarzysz prokuratora, p. Jewdokimow. Dowodził on, że w Woli Rakowej rozegrał się straszny dramat. To nie zwykła rozprawa wzburzonego tłumu, to nie sąd doraźny (lynch). Fakt ten przypomina nam sądy średniowieczne. Jaką grozą przejmowała sytuacya, w jaki sposób działał z rozmysłem rozwścieczony tłum, dowodzi ten fakt, że sprowadzono księdza, z sąsiedztwa, aby wyspowiadał i przygotował ofiary tortur na tamten świat. Śmierć G. i Rocha nie nastąpa wypadkowo. Tam było długie pastwienie się i znęcanie kilkunastu włościan nad Rochem K. i Andrzejem G. i ono spowodowało śmierć. Zadane podczas znęcania się rany, same mogły wywołać śmierć. Dlatego też żądam zastosowania §§ 1489 i 1490 kod. karnego. Obrońca oskarżonych, adwokat przys. Fr. Maternicki, przedewszystkiem zwróca uwagę sądu na stronę formalna sprawy, mianowicie, że ekspertyza lekarska ustaliła fakt iż tu nie było znęcania się; co się tyczy strony materyalnej, to zeznania świadków poszkodowanych t. j. rodziny, nie mogą być uznawane jako tchnące istotną. prawdą. Oskarżenie obwinionych nie sprawia tak silnego wrażenia, jak chce władza prokuratorska,. Tutaj było usiłowanie dostarczenia obwinionych do urzędu gminnego i przedsięwzięcie środków, ażeby nie uciekli i nie skryli się. Dlatego K. i G. związano. Oczywiście że ten i ów z pośród tłumu mógł zadać mniej lub więcej ciężkie razy, lecz nie można stanowczo dowodzić, że w danym wypadku pastwiono się. Kto był faktycznym sprawcą zabójstwa nie można, było ustalić na sądzie. Szkoda wielka, że brak nam zeznania strażnika. Draczyka, któreby dostarczyło do sprawy wiele danych, wyświetlających fakt G. i K. tłum prowadził do kancelaryi gminnej jako złodziejów aby natychmiast wydobyć od nich zeznanie. Wezwanie księdza nastąpiło skutkiem nalegania i żądania K. Włościanie zgodzili się na wezwanie księdza, gdyż liczyli na to, że obecnć księdza skłoni K. do wskazania, gdzie są ukryte konie i pieniądze skradzione. O znęcaniu stanowczo mowy tu być nie może. W końcu obrońca Maternicki, prosi sąd, aby rozważył sprawę chłodno i zastosował § 1464 do tego faktu, w którym jednak jego klijenci nie, brali najmniejszego udziału i jako tacy, powinni być zupełnie uniewinnieni. Sąd okręgowy w komplecie: Krygiera (jako przewodniczący), Szymkiewicza i Tyski po półgodzinnej naradzie ogłos wyrok, skazujący: 48-1etniego Kaspra W. 40 letniego Stanisława W., 42-letniego Walentego L., 34-1etniego Jana W., 35-letniego Jana R., 36-1etniego Józefa S., 301etniego Władyslawa K., 51-letniego Józefa S., 28-letniego Józefa K. i 43-1etniego Wojciecha M. na pozbawienie wszystkich praw stanu i na 4 lata ciężkich robót każdego z mocy §§ 1489 i 1490 kodeksu kar głównych i poprawczych. Józef S. zostal uniewinniony. Akcyę cywilną w imieniu poszkodowanych popierał adwokat Grzeszkiewicz. Wnosi on do sądu oddzielną skargę


Wola Rakowa – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Brójce. Wieś ma charakter wielodrożnicy i składa się z następujących jednostek: Wola Rakowa Kolonia Giemzowska obecnie ul. Główna. Kolonia Pałczewska - ul. Południowa. Kolonia Romanowska - ul. Tuszyńska. Wikipedia