Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Palestra łódzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Palestra łódzka. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 listopada 2022

Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Judaika - 1949 - cz.6

 

                                  LISTA PERSONALNA DO MOICH SPRAW.

1/. Przyjaciel adwokat Aleksander R....c  sama Pani wie kto to jest: może porządny człowiek, może kanalia, może i szubrawiec /przepraszam Pani czułe ucho/..

2/. Adwokat Bernard B...a, sklejony z tymże R. , delikatnie powiedziawszy, syndelikonem, emanowanym przez "wysokie morale" R.. Pewno może nawet "kapo" obozowy, ale bez świadków.

3/. Adwokat maria Ł...a /dawniej mi przyjazna/, sklejona z nimi tym samym i może jeszcze czym innym. przecie opłaci się z takimi, co to w piłkę nożną i polityczną jednocześnie - w jednej drużynie grywali.

P.s. Na wyjezdnem a Łodzi jeden z notariuszów - poufnie, jako zastrachany przez reżim słaby człowiek - opowiedział mi następującą anegdotę w związku z moją sytuacją. - Adwokaccy i sędziowscy prawnicy sanacyjni przed wojną już nie podawali panu /znaczy mnie/ ręki, gdyż zbyt mocno bronił pan prawników żydów. Ci sami zgłaszali - też przed wojną - pretensje do adwokata Jerzego W łódzkiego /jest jeszcze adwokat Jerzy W...o. w Radomsku/, że obcuje przyjacielsko z R...m i innymi kolegami, pochodzenia żydowskiego. Zgadza się, czy nie? Obecnie, powiedział, mój rozmówca, faszyści żydowscy z łódzkiej Palestry / ze zmarłym nagle - może za mnie - adwokatem Z,, jako delegatem/ wyrażają zdziwienie, iż tenże adwokat R....c, jako "szara eminencja dopuszcza do zbytniej konfidencji i nawet faworyzuje /urzędowy mecz/ tegoż Jurka W. - Tutaj muszę zauważyć, że kochany Oleś R....c  w 1945 roku - gdy zjechała do niego żona W...o. z obozu, głodna i obdarta / jeszcze Jurek nie powrócił/ - zżymał się i klął do mnie, chociaż masy na volksdeutschach zarabiał, że musi wiele wydawać na żywienie, ubranie itp. tej Jurka żonie. Zeznam to pod przysięgą.

4/. Adwokat Edmund M....i , zdawałoby się, poważny i solidny i mój rówieśnik. Tymczasem ten, o mentalności carskiego oficera sprzed pierwszej wojny światowej, woli podrygiwać koło "szarej eminencji" R., niż pomyśleć o tym, że jest skończoną świnią wobec mnie, obecnie pyłka.

5/. Adwokat Henio F...n, też dawny i oddany przyjaciel, obecnie taka sama nikła świnka.

6/. Adwokat B...g zaistniał jako ministerialny dygnitarz i należy mu się, przecie był zdolny i przed wojną. Kocha bardzo swoją jedynaczkę córkę - też w porządku. Tylko dlaczego dopuszczał w 1945 roku, aby przebywała w deprawującym towarzystwie R...a Pamięta Pani w Grand Hotelu w 1945 roku - siadywała z nami na sali przy wieczornym posiłku. Pewnie dlatego, że zaprzyjaźnił się - pewno niesłusznie - po wojnie z R...m - nie odpowiedział mi na list, chociaż też przed wojną  podobne jak należy oceniał mnie.

7/. Pierwszy mój aplikant łódzki K...l, obecny prokurator, major wojskowy, urzędujący na kolei. Przyjął mnie wybitnie życzliwie i po przyjacielsku, gdy odwiedziłem go w moich tarapatach. Opowiedział mi, że również ma zatargi z Z...m - na tle przypisania do adwokatury ma wszelki wypadek. Obiecał udzielić mi pomocy, liczyłem na nią i wówczas nie zamierzałem opuścić łodzi i rujnować się do dna materialnie. Jednak - widocznie namówiony, znów zastraszony - i on zrezygnował i piłatowo umył ręce.

8/. Adwokat Aspis P...i , nawet komunista. przed wojną też znał mnie "dobrze". Gdy zwróciłem się do niego przy pomocy pułkownika Logi S...o, ówczesnego  I-go sekretarza W.K.P.P.R. w Łodzi, pomógł trochę formalnie, chociaż obiecywał przez telefon wiele. Wreszcie i on zastraszony przez powojenny faszyzm, chociaż komunista, zląkł się różnych pleców: nawet odmówił widzenia się ze mną. Proszę ich wszystkich powstydzić ode mnie - i podziękować za moje przedwojenne wyczyny dla nich.

    Na tych przykładach zakończę tą niezbyt "etyczną litanię", chociaż brak mi jeszcze wielu dawnych przyjaźniących się ze mną "izraelitów", obecnych senatorów sui generis, Łódzkich  senatorów, rdzennych "polaków" w litanii nie umieszczam. Jako kanalia - nawet z wyglądu i kryminalnych spraw, które im wytaczają. Większość na szczęście - nie wpada, chociaż powinni.

    W 1945 r. przyjechał z Częstochowy do mnie przedwojenny mój klient, zamożny włąściciel nieruchomości /nazwiskiem Kaliski/, gdzieś cudem ocalały. telefonował, że ma prywatną sprawę, że mu jednak ktoś w mieście zdążył wyjaśnić, że jestem już do niczego itp.., więc zastanowi się. Miał mnie odwiedzić, widocznie mu nie dali. Opajęczyli jak wielu innych ludzi dobrodusznych szeptanymi niedomówieniami. Jak zamierzali opajęczyć do dna i mnie samego.  - To też tylko łódzki fragment.

    W nowoczesnym sądownictwie Łodzi zaistniał po wojnie młody przybysz. Zaistniał on i w moich sprawach - ale dwulicowo. Zostawił mi w tym przedmiocie - po drodze swych czynności - aż dwa poważne dowody rzeczowe, jako - przepraszam - małointeligentny i słaby prawnik, skoro te dowody zostawił. Słaby prawnik widocznie i dlatego, ze prawo studiował bez etyki. Większość to czyniła i przed wojną i w wielu zawodach. Dlatego też za czasów sanacji i wyłącznie prawdziwi inteligenci posiadali etykę.. Posiadali ją również robotnicy, mało stykający się poza swą pracą z tzw. inteligencją, oraz chłopi z dalekich wsi, mało rozumiejący zepsucie miast. - Młodzieniec powyższy zdradził mnie haniebnie i brzydko. Zdekonspirował go poważny partyzant leśny i sekretarz ówczesny /1947r./ W.K.P.P.R. w Łodzi pułk. Loga S...i., do którego sztabu wcisnął się ten młodzian, jako prawnik.

Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Powstanie - 1949 - cz.5

 

    Pamięta pani i Olesia K. , który wyrósł ponad Jurka R./jako jego prototyp/ do ławy uniwersyteckiej. Ten znów doprowadził swego ojca, naszego świetlanego mecenasa Piotra K. , do samobójstwa na schyłku jego lat. Przecie ten Oleś na seansach rozwydrzonej międzynarodowej finansjery łódzkiej występował zarobkowo – publicznie. Niemiaszki oszczędzali wyjazdów do Berlina i Paryża. Inni znów przywozili stamtąd Olesiowi – wzory.

    Podobno obu – po wykorzystaniu, jako donosicieli – zakatrupiło Gestapo poza gettem w Warszawie. I słusznie.

    Proszę Koleżanki, nasz wspólny /Pani kolega, mój ekskolega/ sławny Oleś R. , obecnie B., - jest tamtych kwiatuszków tylko rodzajowym odchyleniem. Jest 0n – bezwzględnie typem kryminalnym, po prawniczemu maskujący się, salonowy tulipan, jeżeli chodzi o przyrównanie do kwiatów. Nie wiem czy na pani – jego pajęcze ofiary. Mógłbym wyliczyć z 10, a było ich u tego łódzkiego Landru więcej. Były podobno i takie, które jemu płaciły: K. i jej „Grand Hotel”. A kto zmarnował żonę prokuratora „X”. W mojej obecności w 1939 roku prokurator S. telefonował do prokuratora apelacyjnego w Warszawie, aby zabrał z powrotem – „X” do Łodzi, gdyż dzieją się gorszące fakty „towarzyskie” i kryminalne w urzędowaniu – z powodu niejakiego adwokata R. który opętał i swego kolegę i jego żonę, o którego to adwokata inne walory zapytywał wówczas S. mnie, jako przyjaciela, poinformowanego w adwokackim pogłowiu Łodzi. A kto wykończył tę młodą żonę swego kolegi, może i lekkomyślną niewiastę, w Warszawie podczas okupacji – gdy mąż jej siedział w oflagu. A na moje pytanie w 1945 roku oświadczył tenże R., że „X” zerwał z żoną po wojnie, gdyż puściła się z Niemcami. Może i puściła się – ale kto ją do tego doprowadził? A kto zmarnował stryjeczną siostrę mego przedwojennego aplikanta Tadeusza M., Panią „Y”, którą Pani w 1945 widywała w Grand Hotelu w towarzystwie tegoż R. i moim, której przed 12-15 laty Oleś obiecywał małżeństwo. Rozwiodła się dla niego – a po wojnie, będąc zmarnowana przezeń do reszty, w 1947 roku została uratowana przez swego brata, który zabrał ją do Buenos-Aires, a „kochany Olek” mógł najchętniej do uzyskania wiz, jako zaistniały po wojnie w Łodzi – pod nazwą „szarej jej eminencji”. Wstydzilibyście się czegoś podobnego: koleżanki i koledzy. Czy tak jeszcze jesteście przerażeni wojną?. Jeżeli Pani nie zna tej historii z piękną panią „Y” – proszę rozmówić się chociażby przez telefon z siostrą zamordowanej w getcie warszawskim mego Tadzia M. i przyjaciółkę mojej zamordowanej w getcie łódzkim sekretarki  Majorkiewiczówny – Inki Miller / ul. Żeromskiego 77 m.14./ Mógłbym wiele podobnych historyjek o „pięknym Olku” / troglodycie moralnym/ opowiedzieć – ale po co!

     Wystarczy jeżeli chodzi o mnie – treść akt N.I ds. ……/46 prokuratury w Łodzi i 38 stronicowy mój pozew, z listą świadków na razie 70 osób z różnych zawodów, „klas”, „sfer”. Przecie tenże Olek sprawy moje zainicjował, ten przyjaciel przedwojenny i powojenny z Grand Hotelu, co Pani sama w 1945 r. zaobserwowała.

     Pozew rzeczony znajduje się obecnie w Sądzie Grodzkim w Łodzi od końca listopada 1948 r.  Do tego czasu – od 4.10 do 18.11.1948 r. – znajdował się jako N.C…../48 w Sądzie Okręgowym w Łodzi. Listem prywatnym  wiceprezes Świderski /został mi uczciwie wiernym/ - pouczył mnie o mankamentach pozwu, przecie już wiele przepisów zapomniałem. A następnie zwrócił mi ten pozew /o cofnięcie darowizny z art. 366 K.Z./ drogą urzędową. I natychmiast uzupełniwszy i poprawiwszy przesłałem do Sądu Grodzkiego w Łodzi. Prezes Świderski również jest na liście świadków. Nawet wolę, aby w początkowym stadium proces ten był prowadzony w Sądzie Grodzkim: publiczne badanie świadków. Jeżeli pozwany prok. K. nie przyzna, jako strona, jego zasadniczej treści, względnie nie zgodzi się na wspólnym ze mną podaniu, pozew zawiesić. Wszystkie odnośne warunki posiada u siebie D, , Jeżeli K. zechce – może nawet upoważnić D., aby został jego pełnomocnikiem w tej cywilnej sprawie, chociaż Zygmuś w ostatnim liście nadmienił mi, iż on spraw cywilnych nie prowadzi.

    Pani Halino, zwracam się do Pani, jako do tej, którą przed wojną uważałem z wybitna etyczną w naszym zawodzie. Ponieważ jest Pani może aż zanadto subtelną – a więc lękliwą – radzę przed udzieleniem mi odpowiedzi odmownej / bardzo byłoby mi ciężko moralnie/ dobrać do pomocy którąś z koleżanek / tylko koleżanek/ bardziej bojowych i mnie przychylnych, może jedna znajdzie się jeszcze, aby nie Marysia L. , która zdradziła mnie z tymże R. w 1947r.. Bardzo mnie to bolało i proszę jej to wyraźnie powiedzieć, ja nic nie ukrywam: moje karty są czyste. Następnie proszę przeczytać pozew w Sądzie Grodzkim – załączam pełnomocnictwo. Załączam również pełnomocnictwo do czytania akt I Ds…./46. Prokuratury Sądu Okr. w Łodzi. Ewentualnie proszę zabrać odpis pozwu od Zygmusia D. i w tym przedmiocie załączam pełnomocnictwo. Osobiście posiadam w domu jeszcze tylko jeden odpis i nie chciałbym wyzbyć się go, gdyż postanowiłem wkrótce odbić ze 100 egzemplarzy na powielaczu, aby rozesłać do odpowiednich osób i instytucji. Poza tym jeden odpis od 3 miesięcy znajduje się w Nadzorze Prokuratorskim Ministerstwa Sprawiedliwości. Gdy Pani załączy oficjalnie pełnomocnictwo do pozwu w Sądzie Grodzkim i zacznie koło niego trochę „chodzić” – odnoszę wrażenie iż czynności te zdopingują „bandę”, aby załatwić moje sprawy i zawieszenie tegoż pozwu na warunkach, posiadanych przez D.. Również chciałbym, aby Pani zgodziła się – jako moja pełnomocniczka – zaopiekować się większym kompleksem majątkowych spraw rodziny Jarocińskich, zamieszkujących od dawna w Paryżu, których jestem generalnym pełnomocnikiem i w sprawie których – jeden z nowoczesnych adwokatów łódzkich z Małopolski wiózł dla mnie pilny list z Paryża do Łodzi samolotem aż 4 miesiące. Następnie list ten, ma się rozumieć otwarty, nadesłał mi pocztą na Julianów – i uśmiał się w telefon, gdy zapytywałem o przyczynę tak późnego doręczenia listu – już po depeszy i innym liście Jarocińskich. Nawet nie dostał dyscyplinarki. Troche to wstyd dla powojennej nowoczesnej adwokatury. Nazwisko rzeczonego adwokata znajduje się w aktach tejże sprawy I DS..../46. A jednak Jarocińscy ci posiadają poważne obiekty /Moniuszki 6, 3/4 Placu Hallera, duże mury fabryczne w Łodzi i wielką uchowaną nieruchomość w Warszawie/. Jarocińscy ci, jak może Pani wiadomo, również należą do rodzin znanych w Łodzi i w Warszawie. Stara Jarosińska z domu Goldfeder, syn zaś jej literat francuski /George Waldemar/ i francuski obywatel.

                                                  .........................................................


Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Powstanie - 1948 - cz.4

 

             We wrześniu ubiegłego roku w trzech częściach zamieściłem na moim blogu skargi łódzkiego prawnika pisane w pierwszych latach po zakończeniu działań wojennych 2 W.Ś. Był znaną osobistością w Łodzi. Pracował jako radca prawny Giełdy, Zgromadzenia Kupców m.Łodzi, dwu największych francuskich firm /"Union Textile" i "Czenstochowienna"  / i innych. Był adwokatem. Do 1940 roku mieszkał wraz z małżonką w willi na Radogoszczu, ul. Przyrodnicza 21. Po wybuchu wojny został eksmitowany przez Niemców do Piotrkowa. Po wyzwoleniu przeniósł się z małżonką do Bogatyni. Prawie 100 stron maszynopisu poświęcił na skargi składane do łódzkich sądów. Oskarżał wiele osób o rabunek jego willi, mebli i innych rzeczy, działki w Łagiewnikach. Pokazuje realia łódzkiej palestry, skorumpowanej układami koleżeńskimi i politycznymi. Czy wszystko było prawdą co opisuje w swoich skargach, trudno powiedzieć. Zamieszczam te listy bez podawania nazwisk.  Oryginalna pisownia.                    


                                                                                                   Bogatynia, dn.... stycznia 1949


                                       Szanowna Pani Koleżanko!

 

    Naród, każdy Naród, szczególnie ludzkość śródlądowej Polski, składa się – moim zdaniem – z trzech zasadniczych elementów: podstawa, rdzeń, autochtoni /to raz/; od wieków wasymilowani pograniczni sąsiedzi i inni /to dwa/; wreszcie dopiero asymilujący się sąsiedzi i inni /to trzy/.

    Tak i w wojsku: kadra/starzy żołnierze/, roczniacy/ też już nie uznają cywilów/ i wreszcie nowozaciężni – rekruci.

    Dawna Polska zawierała plemiona lechickie /autochtoni/. Drugie: Rosjanie, Litwini, Tatarzy, Ukraińcy, Czesi, Węgrzy, Niemcy i inni dosyć licznie wasymilowani wiekami. Wreszcie ciż sami – dopiero asymilujący się.

    Specyficzną część ludności Polski – od dosyć wczesnego formowania się jej państwowości i społeczności stanowili w Polsce – Izraelici, których całe masy pięknie w polskość wasymilowały się, wpływając bezsprzecznie dodatnio, moim zdaniem, na zeuropeizowanie, począwszy od czasów zamierzchłej Hiszpanii, umiędzynarodowienie naszej kultury. Wielu z nich nie asymilowało się do ostatniej wojny, tworząc własne getta, stanowiąc po wszystkich miastach Polski – odrębne: mniejsze lub większe masy. Podobne getta tworzyli i tworzą w dalszym ciągu po miastach i osiedlach obu Ameryk: Polacy, Włosi, Chińczycy, Japończycy, ciż Żydzi i inni. Nie będę natomiast wymieniał, nawet przykładowo, nazwisk tych znanych w Polsce rodzin izraelskich – wasymilowanych, które przyczyniły się mocno do podniesienia w Polsce dobrobytu, cywilizacji i rozwoju naszej kultury, o tym traktuję dzieła specjalne. Wreszcie wszystkie tego rodzaju historie zapewne zna Pani – bardziej ode mnie, jako pochodząca z jednej z tych dodatnich rodzin.

    Wszystko to działo się do ostatniej wojny, w której mentalność całego świata, Europy, Polski, - przeorał kryminalnie pomiot Antychrysta i „Alrauny” niezbadany dotąd „Hitler”. Przeorał tak dokładnie, iż przeciętny, szary myśliciel, a nawet większy naukowiec jeszcze nie może zorientować się w aspektach tej nowej ludzkiej gleby, która, po wyuzdanym unawożeniu krematoryjnym, wyłania się z głębin ludzkości. Muszą upłynąć dłuższe lata, musi wywietrzeć czad ze łbów oszalałych w Polsce i u innych ludów, skazanych przez tegoż Antychrysta – Hitlera, na zupełną eksterminację. Ocaleni muszą wyzbyć się strachu przed nagłą, storturowaną w męczarniach cielesnych – głodowych – i moralnych, śmiercią: własną, własnych najnieletniejszych dzieci, własnych – całych rodzin. Dopiero przyszłe pokolenia wykażą – czy zginęli lepsi, czy zginęli gorsi; czy pozostali lepsi – czy też przeważają wybitne kanalii. Na razie można tylko suponować względnie indywidualizować – przeważnie subiektywnie.

    Jeżeli chodzi o mój osobisty pogląd, który najbardziej wylęgł się na mojej znów skórze własnej – co stwierdzam, to uważam, iż Polska po tej wojnie została mocno skanalizowana – w sensie, iż zaistniało w niej masę wszelakiego rodzaju kanalii; we wszystkich trzech elementach, stanowiących jej ludność i we wszystkich jej zawodach i pozawodach. Zdaniem moim  zaistniał w Polsce specyficzny troglodytyzm wtórny – jak powrotny tyfus i powtórny analfabetyzm. Niczym innym nie umiałbym sobie wyjaśnić poważniej /bez przeklinania, czy też śmiechu idioty/, nie umiałbym zrozumieć tego wszystkiego, co dzieje się ze mną permanentnie od chwili ucieczki Niemców z Piotrkowa Tryb., gdzie przebyłem z żoną wojnę. Wiem, że dzieje się ze mną jakaś makabra; może w czymś wobec kogoś / lepszych elementów / rzeczywiście zawiniłem, więc sprawiedliwy los mnie karze. Ale bezwinna żona moja dlatego znosi katusze moralne i materialne, mając lat 58 wieku i będąc tą żoną skazanego – jak  będąc tą żoną skazanego – jak – wyżej – na okrutne męki 63 letniego starca, - gdyż tylko w ten sposób można określić to ,co ze mną powojenni ludzie wyczyniają. I to wyczynia nie byle kto: najserdeczniejsi przyjaciele, zdawałoby się wykształceni prawnicy, - w pojedynkę oraz zbiorowo, nawet zespołowo w zawodowych i urzędowych organizacjach. Znaczy wszystkie te odnośne komórki składają się z tychże samych zaczadziałych wojną – jaskiniowców.

    Stworzyli dzikie sprawy, opajęczyli, omotali niezrozumiałymi normalnie sytuacjami, zlikwidowali materialnie, wyzuli z dobrobytu, zdrowia. Wykonali wszystko, abym oszalał umysłowo. Uratowało mnie od podobnego kresu wyłącznie to, że właśnie jedynie umysł mocny pozostał mi, zahartowane w zmaganiach życiowych – wojną i po wojnie /łącznie 10 lat/ - silne nerwy i mocniejsze od tamtych szubrawców – morale /przepraszam, gdyż może rzeczywiście nie zdają sobie oni sprawy z tego, co czynią/. Uratowałem się może od głodowej śmierci i w ogóle materialnej ruiny – ucieczką z waszego alraunicznego miasta – aż tu na daleki chociaż dziki Zachód, gdyż przeważnie zabużański i volksdeutszerski.

     Dopiero uspokoiłem się i powiązawszy retrospektywne zaistniałe fakty wykoncypowałem pozew cywilny na razie  przeciw jednemu z tych serdecznych przyjaciół na stanowisku. Pozew ten mocno musiał „bandę” uderzyć, skoro otumaniony przez nią, mój dawny też serdeczny przyjaciel, Zygmunt D. ,  aż cały tydzień musiał zastanawiać się, aby, po przeczytaniu właśnie pozwu, jako podstawy, i zbieżnych skarg karnych, dopiero mi serdecznie /tak jakby dopiero wczoraj – znaczy przez zaczadzeniem – ze mną w tejże normalnej przyjaźni i normalnych warunkach rozstał się/ odpisać, że całą karno-kryminalną stronę moich spraw poprowadzi – właśnie jako mój dawny i bez zmian przyjaciel. Całe szczęście, że Zygmuś jest płocczaninem, więc przypuszczam zawodu mi nie zrobi. Przy tym, iż zrozumiał on nie tylko głową, lecz i sercem to wszystko, co działo się ze mną w Łodzi i trwa w odmiennych warunkach aż tutaj – jako jedna zbrodnicza całość.

    Widocznie uciekając z łodzi, nie zdążono unicestwić w zakamarkach nie licznie uratowanych naszych rzeczy do cna tamtejszej pajęczyny, w której znów przyjechały ze mną aż tutaj młode zarażone alraunicznie pajączki.

    Odnoszę wrażenie, iż pani coś nie coś wie o moim „nieszczęściu”, chociaż na ogół zaistniało ono, wzrastało i nabrzmiało – systemem szeptanym. A więc tzw. Sanacyjni chrześcijanie/kadra/ szeptała w „kółeczkach”, że O. zwariował i pewno dlatego stał się dla inteligencji łódzkiej / volksdeutszów, kollaboracionistów i sanatorów-faszystów/ niebezpiecznym komunistą. Drudzy przyjaciele, właśnie wasymilowani izraelici, ci, których w wielkim narażaniem się broniłem w pojedynkę i zbiorowo w ciągu 20 lat – puścili szept między „nowych” prawników łódzkich i między sfery socjalistyczno -rządzące, - że O. to niebezpieczny antysemita, widocznie hitleryzm podczas wojny zaćmił mu umysł.  I dla jednych i dla drugich najwygodniej było połączyć się w jednolita organizację – „bandę”, aby stworzyć dwa tomy sprawy I Ds. …….. I żadna siła ludzka nie wyjaśniła by tych problemów /sanacyjno – adwokacko – profesorskich/. Gdybym w zdenerwowaniu pękł, na co najbardziej liczono, - lub coś podobnego. Kres. Również żaden prawnik obcy nie mógł by mi zainicjować pozwu cywilnego, tego rodzaju, który wniosłem i który dopiero będzie mógł – jeżeli Pani i D. pomożecie mi – zbudować odwetowy proces karny – w stosunku do senatorów: adwokatów, profesorów i innych.

    Pamięta Pani przecie Łódź przedwojenną. Pamięta Pani Irenę B. – R. , swoją koleżankę i moją dobra znajomą. Może pani słyszała o jej synie /miałby już ze 26 lat/. Był to typek specyficznie łódzko – alrauniczny: wyhodowany na trybadyzmie, na wszelakiej rozpuście własnej matki i jej otoczenia. Przecie on do lat 15 przebiegł przeszło 10 średnich zakładów szkolnych: otwartych, prywatnych, klasztornych, koedukacyjnych. To był prawdziwie i w rzeczywistości – czarny storczyk, wyhodowany i kwitnący na pożywkach bagna łódzkiego.

sobota, 18 września 2021

Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Powstanie - 1948 - cz.3

Oto treść postanowienia:

    "Prokurator Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 7.V.1948r. - Ne.... - zawiadamia, że postanowieniem z dn. 23 kwietnia 48r. umorzył dochodzenie w sprawie przeciwko: Antoniemu J., Stefanowi B. i in., wobec niestwierdzenia czynu przestępnego (spór cywilny o odszkodowanie, względnie o niewykonanie umowy przez B". Podpis

    Nadmienić należy, iż w uzasadnieniu tenże prokurator – między innymi napisał: „- i slusznie O. został poinformowany w Prokuraturze S.O. w jeleniej Górze, iż winien wystąpić w drodze procesu cywilnego ze swoimi roszczeniami przeciwko B..

    Jest junctim między Poznaniem i Jelenią Górą? - Jest !

    Co znaczy dobra znajomość przepisów prawa cywilnego u młodego pewne urzędnika – prokuratora i co znaczy administracyjna solidar międzyprokuratorska. Umorzył dnia 23 kwietnia 48r., mimo tego iż ja, jako pokrzywdzony, udzieliłem ostatniego terminu sprzedaży samochodu do polubownego załatwienia „sporu” - w dniu 1 maja 48r…

    Może nawet poznański prokurator i czytał o tym terminie moim w swoich aktach, przecie odnośny odpis przesłałem. Ale jaki sens marnować piękny wiosenny tydzień dla oskarżyciela, o którym już w Łodzi ogłoszono, że jest niepoczytalnym pieniaczem.

    Czy jest junctim między Poznaniem i Łodzią? - Jest!

    Przecie i drugi profesor, broniąc pierwszego (przecie nie mnie) nawet fakty sfałszował, utaiwszy dowody piśmienne. Co znaczy zakłamanie polityczne i pragnienie powrotu sanacji. Wszystko dla niej, dla tej jedynej – ukochanej, aby tylko wróciła z trzecią wojną.

    I znów w Poznaniu, w którym ogniś uczciwe społeczeństwo namówiło legionowego generała, aby chociaż – na niby - oparł się marsz. Piłsudskiemu, padł strzał w moim kierunku – w próżnię. Nie przewidziano iż chory starzec, jak deus ex machina, nagle zjawi się w Poznaniu.

- Byłem dwa dni, przeprowadziłem własny wywiad, robiłem – chociaż starzec – wszystkie atuty (trochę zasmolone) przeciwników, 7 osób bez rodzin, i rozmówiłem się z ob. prokuratorem S>O> w Poznaniu. Wyjaśniłem, przekładałem, prosiłem, aby na zasadzie art. 469 $3 K.P.K. - wznowił umorzone”niby cywilne” dochodzenie, że mam za sobą głównego świadka, że należy w tej sprawie chociaż jego zbadać. – Nie, oświadczył prokurator, przepisy mi na to nie zezwalają. Adwokat pana winien wnieść zażalenie do prokuratora S.A. - niech on lojalnie postanowi – w myśl art. 464 K.P.K. Opuściłem obolały moralnie gabinet p. prokuratora. I znów z 10 godzin nocą pracowałem. Gdy na drugi dzień adwokat mój wniósł zażalenie z moim aneksem – tenże prokurator S. O. w Poznaniu, nie bacząc na kategoryczną odmowę z dnia poprzedniego, natychmiast, u siebie, bez przesyłania akt do prokuratora apelacyjnego, toż N. I DS 1…. dochodzenie wznowił, przesyłając od ręki do Bogatyni – w ślad za mną i moim świadkiem – zlecenie do miejscowej Milicji – ausgerechnet zaprzyjaźnionej z moim szabrownikiem (aby zbadać mojego świadka i konfrontować z B.) podczas czego tenże szabrownik nawymyślał mi, że go okradam, a milicjanci – śmiali się. Wesoło i znów pauza. Dopiero w lipcu czy sierpniu zostało zbadanych dwu świadków w Łodzi…. I według mnie, a trochę znam się w ogóle i na tej sprawie w szczególności, dochodzenie winno być zakończone mocnym aktem oskarżenie. Jednak znów przerwa – z powodu, widocznie nawału pracy, boć chęć udzielenia pomocy staremu prawnikowi jest. Aż zostałem we wrześniu tegoż 1948 r. wytrącony z równowagi, gdy tenże szabrownik główny, wciąż bezkarny, dziwnymi sposobami i sam dowód rzeczowy samochód i wydany mi ze sprawy I DS …. oryginał umowy (fałszywej), bez adnotacji na niej, że wydaje się z akt sprawy (taki obecnie pewno jest zwyczaj), gdzieś w Zgorzelcu też u władz – unieruchomił. Zgłosiłem znów podanie do prokuratora S.O. w Poznaniu, wytykając to i owo i prosząc o zainteresowanie się dowodem rzeczowym do sprawy, wskazując jaka władza samochód ten bezprawnie zatrzymała….




Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Powstanie - 1948 - cz.2

 

    Mój zaś zastępca urzędowy adwokat B. wyłożył odnośnie okoliczności ostatniemu memu klijentowi, bratu mojej przedwojennej gospodyni. Ci znów, trzech braci i siostra, skorzystali: zaczęli kraść moje mienie w Łodzi, Poznaniu i tu na zachodzie – bezkarnie od 2 lat. Przecie w razie czego pomogą: prokuratorzy, jako jeden solidarny „Urząd Prokuratorski”, podwładnym, przed wojną ministrowi Sławoj – Składkowskiemu. I pomagają solidarnie. Przecie innych urzędników-prokuratorów, poza społecznymi kursistami, jeszcze nie mamy. A tamtych do 1.9.1939 r. w Polsce było 99%, w bawarii zaś było prokuratorów-hitlerowców tylko 76%, sędziów 60%.

    Zapomnieli trochę, że – aczkolwiek „siła złego na jednego” - i ja jestem prawnikiem i, pomimo słabości fizycznej, jeszcze dosyć żywotnym i w dalszym ciągu bezkompromisowym radykałem. Skoro w karnym procesie uniemożliwiono mi mówić – mimo uchylenia tamtego postanowienia, jako bezsensownego, przez prokuratora apelacyjnego, - wytoczyłem proces cywilny z art. 366 K.Z. przeciw prok. „X”, a szabrownikom szereg skarg karnych w Poznaniu, Jeleniej Górze, Łodzi. - Dopiero ten cywilny pozew ujawnił mi kilka poważnych prawników, którzy nagle przejrzeli na oczy i wyzbyli się reszty czadu dymów krematoryjnych z głowy i serca.

    Jeden z nich – najpoważniejszy może w Polsce wiceprezes – wiekiem osiwiały, stwierdziwszy z pozwu, otrzymanego (C.N……) str. 38, argumenty i dowody, ściśle powiązane, - napisał do mnie prywatnie, aby pozew ten, w którym jest on najpoważniejszym świadkiem, przenieść do Sądu Grodzkiego (wykonałem w końcu października 1948 r.), pouczył o zapomnianych przeze mnie przepisach. Nie uląkł się w swej etyce sędziego demokratycznego – urzędniczego „dygnitarza” - Drugi, też znający mnie, serdeczny przyjaciel od 25 lat, specjalista od spraw karnych, adwokat Zygmunt D., wrócił mi przyjaźń i, aczkolwiek jest kolegą tamtego wytłumaczył mu, jako urzędującemu prokuratorowi, iż należy natychmiast nadać mocno bieg trzem zależałym skargom karnym przeciwko likwidującym mnie (pod tamtego protektoratem) szabrownikom. Są to sprawy:……. Nareszcie. - Wreszcie w procesie pozwu o odwołanie darowizny (art. 366 K.Z.) będzie mi pomagać na miejscu w Łodzi – też znająca mnie od lat 20 – adwokatka Halina Sz., która w 1945 r. obserwowała inicjowaną wokół mnie pajęczą siatkę i nie zrozumiała – o co chodzi. – Wreszcie odnoszę wrażenie, że i Ministerstwo Sprawiedliwości Polski Ludowej i jednoklasowej, które od 3,5 miesiąc odpisu pozwu nie zwróciło mnie i nie wtrąciło mnie do domu dla „warjatów”, jako zbiornica etyki praworządności i obowiązujących ustaw – wreszcie wymierzy: komu, co – należy. Przecie musi urwać się ołowiane ucho od szklanego dzbana – zbrodnią przyklejone.

                                                     ......................................................

    Po ucieczce mojej z Łodzi, gdy ratowałem na Zachodzie od troglodytów Łódzkich: własne resztki życia, życie żony i resztki mienia, dopdł mnie tutaj, maskując się po przyjacielsku pomieniany wyżej szabrownik, nauczony W Łodzi przez reportaż prokuratorski w "Ekspresie" i przez obrończe sprawozdanie adw. B. Szabrownik ten nakradszy bogato mnie w Łodzi - przy zakupach towarów, - wrócił z mego polecenia do Łodzi, do prawdziwego mego przyjaciela, przedwojennego mechanika, aby nabyć ciężarowy samochód - do zarobkowania nim na  Zachodzie. Otrzymał pieniądze, czek, szczegółowe dyspozycje. Plunął na to wszystko i na uczciwego mechanika w Łodzi, pojechał do Poznania i tam nabył samochód bezwartościowy, ale za to za ok. 7000.000 zł, (zamiast dobergo za 5000.000zł w Łodzi). Wykonał to przy udziale innych i następnie niechętnie podrzucił mi ten samochód w Bogatyni, aż wreszcie w tym roku i tego grata, ponieważ jest dowodem rzeczowym do sprawy, ukradł, gdy stwierdził dalszą zupełną bezkarność. - W Poznaniu (sprzedawca samochodzu jest bardzo bogaty) - pomimo aż dwu fałszywych umów, pomimo przyznania się sprzedawcy do oszustwa na piśmie i przy świadkach u mnie w Bogatyni - prokurator S.O. dochodzenie umorzył.....

wtorek, 14 września 2021

Łódzka Palestra - Prokuratura - Adwokaci - Łódź - Julianów - Powstanie - 1948 - cz.1

      Niezawodny przyjaciel Krzysiu Gładki dostarczył mi nowe materiały. Wśród nich są wspomnienia, może inaczej, skargi znanego nieżyjącego już łódzkiego adwokata Wacława O. 

Nie meritum sprawy mnie interesuje, co opis łódzkiej palestry w okresie niemieckiej okupacji jak i okresu wczesno powojennego. Materiał jest naprawdę pokaźny, myślę, że wielu z czytelników zainteresują treści w nim zawarte.



Do Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze

Wydział Karny.


Wyjaśnienia i podanie

do sprawy karnej N…../48


                                                                                     Wacława O. osobiście i jako obrońca oskarżonej

                                                                                     jego żony Marii M. zam. w B.




W związku z otrzymanymi odpisami dwu postanowień Sądu Okręgowego z dnia 9 grudnia 1948r. W sprawie powyższej wyjaśniam, jako prawnik starej daty, następujące:


                                                                                  1.


    W Łodzi do dnia mego wysiedlenia przez Niemców /7 marca 1940r./ - pozostawałem w serdecznej przyjaźni, jako adwokat cywilista, z szeregiem prokuratorów. Między innymi przyjaźniłem się towarzysko, nie tylko jako prawnik i inteligent, rodzinami, z najbliższym moim sąsiadem / na Julianowie – Radogoszczu/, kameralnym wiceprokuratorem „X”, obecnie urzędującym prokuratorem S.O. w Łodzi. Jak twierdził, znów mój przyjaciel, ówczesny prok. Marian Spólnik /zamordowany przez Niemców/, był ten „X” dobrym urzędnikiem, etycznym prawnikiem.

    Po wysiedleniu moim z Łodzi, przez 3 lata serdecznie ze mną korespondował. Gdy chorowałem i on otrzymał fałszywą wiadomość, ze nie żyję, przysłał kuzynkę – przez zieloną granicę – do Piotrkowa, aby pocieszyć moją zonę. Tymczasem ożyłem. Nie wiedzieliśmy oboje z żoną, że „X” dopuścił w Łodzi, aby jego teść wpisał swoją czesko-polską żonę na listę volksdeutszów, aż szwagier jego, młody inżynier, przenicował się na uprzywilejowanego rosjanina …. no i tak dalej, „dobrze” im wszystkim było i bezpiecznie. W 1943e. Ten polski oficer, porzuciwszy całą swoją gromadną rodzinę, uciekł do Warszawy – ratować sytuację. Niemcy z zamian poszatkowali mu rodzinę: żona, teść – zginęli w obozie, szwagier „rosjanin” - utknął, po obozie, w świecie/8-10/ „X” - a dzieci ledwo uratował się z więzienia w Łodzi – do Generalnej G., przy moim w tym udziale. Szczegółów wówczas nie znałem. „X”-a uważałem za ofiarę bohaterskiej partyzantki. Napisałem do przyjaciela wiceprokuratora Tadeusza Gorayskiego w Warszawie (zginął w Powstaniu), aby oddał „X” ostatnią moja walizę z całą zawartością. Dopiero w 1946r. Wyjaśniła mi uratowana Gorayska, iż, nie mając „X” za konspiratora, wydano mu tylko cząstkę. – Na 2 miesiące przed powstaniem przybył „X” z Warszawy do Piotrkowa, aby nam obwieścić, iż wkrótce rozpocznie się w warszawie walka orężna. Coś nie podobało mi się w tym zajęczym odwrocie silnego mężczyzny, lecz moje niewiasty, aż pięć, widziały w nim dalej bohatera. - W połowie lutego 1945 r. „X” odszedł od nas, serdecznie żegnany, w kożuszku, dopasowanym przy naszym udziale., - do Łodzi z poważnym profesorem i moim kodeksem karnym, aby uzyskać dla siebie stanowisko prokuratora (udało mu się), aby uratować moją willę i ruchomości jak oprzyjaciel. W drodze, pewno już, - wyciał żyletką (równiuśko) moje faksymile z kodeksu, a willą naszą w Łodzi wkrótce zadysponował – dla swoich urzędników na mieszkanie.

    Obłęd „zajęczy”. Po 6 tygodniach napisał kartkę (mam ją i kodeks), że mebli uratować nie umiał, willi zaś muszę bronić sam. Wiedział, że żona i ja jesteśmy fizycznymi kalekami łącznie w 150%. Makabra. - Rozpoczął się taniec św. Wita, zabawa w chowanego i w kryminalne oszustwa.

    Całkowitą prawdę opowiedizała mi własna „X” teściowa, uratowana w przytułku, już sparaliżowana, fikcyjna volksdeutszka. Dopowiedzieli inni. Dobrze, że jeszcze żyję – tamten natomiast wściekł się i rozpił się. Łącznie z podobnymi prawnikami (wielu, wielu z Łodzi) zmontowali ligę obrony praw volksdeutszów i kolaboracjonistów. Jednym szeptano, że O. zwariował i jest niebezpiecznym dla inteligencji komunistą, drugim, że stałem się antysemitą pod wpływem hitleryzmu. Pomogło: młode, nieznane mi, małopolskie prawnictwo i władze ludowe, też młode, uwierzyły im. Aby nie dopuścić do zeznawania nadbiegł do pomocy słynny sanacyjny profesor (Batawia), w w Łodzi – po wojnie – jako profesor kryminolg. - - W aktach N.I. Ds. 1122/46 (o obdzieranie przeze mnie ze skóry volksdeutszów) przenicowano i postawiono na głowie przepis „F” $ 1 art. 254 K.P.K.. - Jest to kodeks, jak prawnikom wiadomo, podarowany piłsudczyźnie w dniu imienin marszałka (19 marca) 1928 r. . Dalej tenże kodeks różnie przerabiano: wykreślono ławę przysięgłych i tp.. Aż wreszcie ostatni sanacyjny minister sprawiedliwości Grabowski, podwładny ministrowi policji granatowej i premierowi Sławoj – Składkowskiemu. „usprawniając postępowanie sądowe”. dn. 16 stycznia 1939r., własnym obwieszczeniem, nadał Narodowi jednolity tekst tegoż kodeksu. – - Po zastosowaniu promiennego przepisu z art. 254 K.P.K. sam prok. „X” - bez sądu – napisał postanowienie własne i dla pewności wydrukował je w popularnym Ekspresie…..