Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kozyra Seweryn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kozyra Seweryn. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 grudnia 2024

Major Seweryn Kozyra - 30 Dywizja Piechoty Polesie - Wspomnienia - 1939 - cz.9

Około godz. 1oo w nocy z dnia 5 na 6.X.39 r. Niemcy przestali prowadzić ogień artylerii na las Hordzieszka, w którym prawie wszystkie oddziały S.G.O. "Polesie" były zgrupowane. Nikt jednak nie spał.

    Uciekać nie było gdzie bo ze wszystkich stron już byliśmy otoczeni. Niektórzy jednak zaryzykowali.

    Z kasy baonu poleciłem płatnikowi - por. Ratyńskiemu wypłacić po 3 pensje dla oficerów i podoficerów a resztę równomiernie podzielić na strzelców. Odbiór pieniędzy pokwitowali dowódcy kompani, którzy wypłacili je swoim podwładnym za pokwitowaniem. W tym miejscu pragnę również wspomnieć o bardzo dobrej pracy oficera żywnościowego baonu por. rez. Minkiewicza. Ten rzutki oficer zapewniał wyżywienie baonu w czasie marszów dziennych i nocnych. Wypiekał chleb. Pożywienie dostarczał w czasie. Zdobywał świnie, cielaki, krowy i twierdził, że za wszystko płaci gotówką, bo takie było polecenie. Konie również miały owies i siano.

    Załuję bardzo, że łączność z tym nadzwyczaj dzielnym człowiekiem utraciłem w dniu 6.X.39 r. i do tej pory nie mam.

    Uznanie najwyższe należy się również adiutantowi baonu ppor. rez. Michniewiczowi Tadeuszowi oraz dowódcom kompanii i plutonów, jak również wszystkich żołnierzem baonu, którzy w boju wykazali męstwo.

    Wielu padło na polu chwały, wielu odniosło rany i tym w pierwszym rzędzie należy się część. Zroszona ziemia w rejonie Kocka jest dowodem, że Polak kocha swą Ojczyznę - Polskę.

    Na cmentarzu w Woli Gułowskiej, Kocku i innych pobliskich spoczywają ciała bohaterów - żołnierzy S.G.O. "Polesie" a wśród nich jest również pochowany generał Franciszek Kleeberg, który został wzorem  dla innych generałów ówczesnych i obecnych, że w razie napadu na nasz kraj, trzeba go bronić do ostatniej kropli krwi.

    W dniu 6.X.39 r. w godzinach południowych na wschodnim skraju Woli Gułowskiej nastąpiło złożenie przez nas broni Oficerów oddzielono od szeregowych, załadowano nas na samochody i zawieziono do Dęblina - do koszar 15 p.p. Z Dęblina przewieziono nas do Radomia a po kilku dniach do Kielc /pałac biskupi/.

    Z Kielc w drugiej połowie października 1939 r. przewieziono nas samochodami do Wrocławia, z którego pociągiem przewieziono nas pod namioty pod Stargardem Szczecińskim. Później Arnswalde/Choszczno/ i Woldenburg /Dobiegniewo/, ale to osobny rozdział wspomnień.

Zielonka, II/1971 r.                                                                        Seweryn Kozyra

                                                                                               mjr. w stanie spoczynku.

                                                         - Koniec - 

Major Seweryn Kozyra - 30 Dywizja Piechoty Polesie - Wspomnienia - 1939 - cz.8

 Obawiałem się jedynie czołgów niemieckich, mimo, że większość baonu miała oparcie w zabudowaniach wsi. Na moje szczęście czołgi nie wyszły ani też Niemcy nie wykonali przeciwuderzenia. Natarcie dywizji "Kobryń" wyszło około godz. 9oo-10oo. Było mocno opóźnione. Ogień artylerii niemieckiej, przeniesiony został z mojego baonu na oddziały nacierające. Baony 182,183,184/I baonu i baon 79 p.p. nacierały i doszły na moją wysokość. Około godz. 14oo otrzymałem rozkaz wycofania baonu na płn. Lipiny na lizjerę lasu. Tam wydałem obiad. Wojsko było bardzo zmęczone dobową walką, głodni i niewyspani. Większość żołnierzy pochodziła z rejonu Rydzynia, Parczewa, Kocka a nawet byli z Woli Gułowskiej i pobliskich wiosek. Dezercja należała do wyjątkowych wypadków.

    Wiedziałem, że jesteśmy otoczeni, że padł Modlin i Warszawa. Amunicja na wyczerpaniu, wiedziałem również, że toczą się rokowania o kapitulację.

    Ostatnia ta bitwa była o Polskę i honor żołnierza. W godzinach wieczornych pułki dywizji "Kobryń" zostały wycofane z walki w Woli Gułowskiej, w głąb lasu płn. Lipiny. Nasz cały 184 p.s.p. zebrałsię w lesie, ostrzeliwany w czasie domarszu przez niemiecką artylerię i po wydaniu kolacji, odczytany został ostatni rozkaz z dnia 5..39 r. godz. 19,30 Gen. Fr. Kleeberga przed frontem całego pułku.

Rozkaz ten brzmi:

Zołnierze!

Z dalekiego Polesia znad Narwi, z jednostek, które oparły się w Kowlu demoralizacji - zebrałem Was pod swoją komendę, by walczyć do końca.

    Chciałem iść najpierw na południe, gdy to się stało niemożliwe - ponieść pomoc Warszawie. Warszawa padła, nie doszliśmy. Mimo to nie straciliśmy nadziei i walczyliśmy dalej. Wykazaliście hart i odwagę w czasie zwątpień i dochowaliście wierności Ojczyźnie do końca.

    Dziś jesteśmy otoczeni a amunicja i żywność jest na wyczerpaniu. Dalsza walka nie rokuje nadziei a tylko rozleje krew żołnierza, która jeszcze przydać się może.

    Przywilejem dowódcy jest brać odpowiedzialność na siebie. Dziś biorę ją w tej najcięższej chwili - każąc zaprzestać dalszej bezcelowej walki, by nie przelewać krwi żołnierskiej nadaremnie.

    Dziękuję Wam za Wasze męstwo i Waszą karność, wiem, że staniecie, gdy będziecie potrzebni.

    Jeszcze Polska nie zginęła!

Powyższy rozkaz odczytać przed frontem wszystkich oddziałów.

                                                           Dowódca Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie"

                                                                           Fr. Kleeberg, gen. bryg.

poniedziałek, 9 grudnia 2024

Major Seweryn Kozyra - 30 Dywizja Piechoty Polesie - Wspomnienia - 1939 - cz.7

 Wspomnę, że maszerowałem w kolumnie dywizji "Kobryń" i w pierwszym dniu marszu od Włodawy na zachód, nadleciały 3 samoloty sowieckie, które krążąc nad nami ostrzelały mój baon z broni pokładowej /c.k/m// i rzucały granaty.

    Kompania C.K.M. - która w czasie marszu dziennego, była rozczłonkowana na plutony maszerujące na czele, w środku i z tyłu kolumny baonu, bardzo szybko otwierała ogień do samolotów. Stosunkowo duży cel dla samolotów stanowiły konie z wozami taboru i kompanii c.k.m. Kompanie strzeleckie w czasie nalotu rozczłonkowywały się i prowadziły również ogień do samolotów. W tym nalocie, strat nie miałem.

    Po kilku dniach marszu na zachód, S.G.O. "Polesie" w pierwszych dniach października 1939 r. osiągnęła rejon Kocka - Adamowa - a pułk 184 p.s.p. w skład którego wchodził II/184 p.s.p. - znalazł się w lasach na północ wsi Lipiny.

    Dnia 4.X.39 r. w godzinach popołudniowych otrzymałem rozkaz, zdobycia wschodniej części Woli Gułowskiej, w której byli już Niemcy. Zdobycie tej wsi miało być podstawą wyjściową do generalnego natarcia w dniu 5.X.39 r. całej dywizji "Kobryń". Licząc się z możliwością ognia artylerii niemieckiej, wyjście moje z lasu i przejście otwartej przestrzeni do wsi Lipiny, wykonałem marszem rozczłonkowanym. W samej wiosce nie napotkałem nieprzyjaciela. Natomiast po zbliżeniu się do zachodniej części wsi Wola Gułowska, Niemcy stawiali już opór, który stosunkowo łatwo został zlikwidowany natarciem baonu z marszu. Im bardziej zbliżałem się do cmentarza i kościoła, t.j. do wschodniej części wsi Wola Gułowska tym opór stawał się silniejszy.

    Cmentarz i rejon kościoła opanowała kompania 5 por. Kulmy około godz. 19oo. 

    Na wysokości 5 kompanii, nacierała po prawej stronie 4 kompania kpt. Korcyla, starego i doświadczonego żołnierza. Z tyłu w odległości 300 m. - jako odwód posuwała się 6 kompania ppor. Tarnowskiego przy której byłem z pocztem.

    Przy każdej kompanii - pluton c.k.m. W tym rejonie baon został zatrzymany silnym ogniem niemieckim z rejonu kościoła i palącą się wsią. Walka ogniowa trwała całą noc.

    Około godz. 24 por. Kulma za swoją kompanią wykonał nocny szturm. Poniósł duże straty /około połowa stanu kompanii/ i sam został ciężko ranny w brzuch serią z broni maszynowej. Wynieść z pola walki nie pozwolił się. Niemcy oświetlili szturmującą kompanię i z bliskiej odległości otworzyli ogień z posiadanej broni maszynowej. Część kompanii wdarła się jednak w stanowiska upla. Przerzedzoną lukę zapełniłem po szturmie 1 plutonem z kompanii obwodowej, który usadowił się na wysokości cmentarza i na północ od niego.

    O wschodzie słońca w dniu 5.X.39 r. Niemcy otworzyli silny ogień artylerii ciężkiej na stanowiska baonu. Ogień trwał kilka godzin i poczynił poważne straty w ludziach.

    Wspomnę, że od pocisku artyleryjskiego w dniu 5.X.39 r. około godz. 7oo-8oo zginął młody ppor. Stefan Szewczyk - oficer służby stałej oraz około godz. 9oo zginął ppor. Szyca - nauczyciel z zawodu. Zginął on w bliskiej odległości ode mnie. Męczył się z 15 minut. Miał z 15 przestrzelin odłamkami pocisku artyleryjskiego który obok niego eksplodował.

    

Major Seweryn Kozyra - 30 Dywizja Piechoty Polesie - Wspomnienia - 1939 - cz.6

 Batalion umieściłem w tartaku w m. Tomaszówka, naprzeciw wylotu drogi z lasu z kierunku Szacka do Włodawy. Tartak i domy Tomaszówki leżały równolegle do lizjery lasu skąd spodziewałem się przeciwnika, po przejściu dywizji "Kobryń" na zachodni brzeg rzeki Bug.

    Lizjera lasu oddalona od moich stanowisk około 200 m. Ugrupowałem się następująco:

4 kompania kpt. Korcyla w tartaku,

6 kompania na lewo od tartaku,

5 kompania - jako obwód przy której i ja byłem z pocztem.

Plutony C.K.M. przy każdej kompanii. Ubezpieczenie: placówka oficerska w sile plutonu z 1 c.k.m. + 1 działko p.-panc. 500 metrów w lesie przed baonem w kierunku Szacka.

Zadanie otrzymane od płk. Epleera: bronić przeprawy na Bugu do czasu przejścia ostatniego oddziału dywizji "Kobryń", t.j. do pełnego zmierzchu.

    Po wykonaniu zadanie wycofać się po moście na zachodni brzeg rzeki Bug, gdzie na północ 1 km. od Włodawy zająć stanowiska obronne nad brzegiem rzeki - w kierunku wschodnim.

    Stanowiska ubezpieczające przeprawę zająłem około godz. 15oo. Padał wtedy drobny deszcz. Wojsko zmęczone marszem z Szacka. Około godz. 17oo usłyszałem gwałtowną strzelaninę na placówce oficerskiej i po kilku minutach przybiegł goniec z placówki meldując mi że: placówka została zaskoczona przez kilka czołgów sowieckich które wjechały w środek placówki, otworzyły ogień z karabinów maszynowych i spowodowały zamieszanie, placówka wycofuje się pozostawiając przydzielone działko przeciwpancerne. Jest kilku lekko rannych. Po niedługim czasie czołgi sowieckie wychyliły się z lasu. Zostały one przywitane piekielnym ogniem dwóch czołowych kompanii strzeleckich i dwóch plutonów c.k.m. Cofnęły się w las. Wymiana ognia trwała do zmierzchu t.j. do około godz. 20oo.

    Czołgów tych nie bałem się, mimo, że baon nie posiadał broni przeciwpancernej, granatów lub butelek z benzyną. Wojska było na stanowiskach w zabudowaniach, stawiło zdecydowany silny opór, a czołgi sowieckie nie mając bliższego rozeznania czym my dysponujemy - nie pchały się na nasze stanowiska. Mimo nasilenia ognia batalion mając dobre stanowiska nie poniósł strat - oprócz samej placówki oficerskiej, która zadania nie spełniła, dając się zaskoczyć przeciwnikowi.

    Z zapadnięciem zmroku ustała walka ogniowa i na mój rozkaz - bez nacisku ze strony czołgów - rozpocząłem wycofanie baonu, po wykonaniu zadania ubezpieczenia przeprawy.

    Pierwsze - wycofałem 5 kompanię por. Kulmy, któremu poleciłem po przejściu mostu pontonowego na Bugu, zabezpieczyć przeprawę przez most reszty baonu. Do Bugu było około 1 1/2 km. odległości od Tomaszówki. W 30 minut po Kulmie, wycofałem 6 kompanię ppor. Tarnawskiego a na końcu 4 kompanię kpt. Korcyla.

    Po wycofaniu całego baonu na zachodni brzeg Bugu, przewodnik zaprowadził mnie na stanowisko obronne baonu, które na noc zająłem prowizorycznie - czyniąc poprawki - rano w dniu 28.IX.39 r.

    Po moim przejściu - most pontonowy na Bugu został zlikwidowany. I/184 przeszedł na zachodni brzeg Bugu mostem kolejowym, zajmując również stanowiska obronne.

    Wojska niemieckie w/g opowiadań cywilnej ludności wycofały się pośpiesznie z Włodawy na zachód i stwierdzono je w rejonie Lubartowa i Kocka i to w niewielkiej sile. W rejonie Radzynia stwierdzono również niewielkie oddziały wojska sowieckiego. W dniu 28.IX.39 r. czołgi sowieckie, które wyjechały z Tomaszówki w stronę Bugu, a więc naszej obrony - ognia nie otworzyły. Myśmy też nie prowadzili ognia do nich.

    Na stanowiskach obronnych koło Włodawy tkwiliśmy b. krótko, bo tylko 1 dobę. D-ca S.G.O. "Polesie" Gen. Fr. Kleeberg mając na uwadze cel t.j. pomoc Warszawie oraz brak nieprzyjaciela w tym rejonie pcha rozkazem całą S.G.O "Polesie" marszem w stronę stolicy.

    To pragnę wspomnieć, że S.G.O. "Polesie" to duże zgrupowanie wojska wszystkich rodzajów broni, Dywizja "Kobryń", dywizja "Brzoza", Suwalska Brygada Kawalerii. Podlaska Brygada Kawalerii, oddziały K.O.P. oddział marynarzy z Pińska, artyleria i nawet lotnictwo.

    S.G.O. "Polesie" maszerowała na zachód w kilku kolumnach dniem i nocą w pasie Radzyń - Parczew, ubezpieczona szeroka od przodu i ze strony północnej oddziałami kawalerii. Nie będę opisywał poszczególnych dni marszu.

   

Major Seweryn Kozyra - 30 Dywizja Piechoty Polesie - Wspomnienia - 1939 - cz.5

 Niemcy od strony zachodniej i północnej od dnia 16.IX.39 r. zaczęli atakować Kobryń, którego broniły oddziały 82 i 83 pułku piechoty. Właściwa walka o Kobryń rozgorzała w dniu 17.IX.39 r. W Walce brały udział wszystkie rodzaje broni. Swego garnizonu bronili żołnierze 83 pułku piechoty. Baony 84 p.p. tworzyły osłonę zachodnią i wschodnią obronę Kobrynia. W walce bezpośrednio nie brały udziału. Stanowiska mojego baonu były bombardowane i ostrzeliwane z broni pokładowej przez lotnictwo niemieckie. Strat w ludziach i sprzęcie nie wyrządzono mi, ani też nie udało się strącić chociaż jeden samolot niemiecki, mimo zorganizowanej obrony przeciwlotniczej - czynnej.

    Pragnę w tym miejscu z przykrością podkreślić, że z niewiadomych mi powodów dwa nasze bataliony 84 p.p. działały zawsze oddzielnie i to przeważnie pod dowództwem  p.płk. Seweryna, D-cę 83 p.p. a nie Mjr. Zaleskiego wyznaczonego na dowódcę 84 p.p.

     Jaka więc była jego i jego sztabu rola, jeżeli właściwie nie dowodził pułkiem.

    Baony działały oddzielnie. Martwiły się same o zaopatrzenie w żywność dla ludzi i koni.

    Pod Kobryniem zorganizowana została z pozostałości 83 i 84 p.p. dywizja piechoty "Kobryń" pod dowództwem płk. Eplera. Pułki otrzymały nową numerację: 182,183 i 184 w skład którego wszedł i mój baon. Tu również dowiedziałem się, że dowódca IX Okręgu Korpusu Generał brygady, Franciszek Kleeberg organizuje samodzielną grupę Operacyjną "Polesie", w skład której weszła dywizja "Kobryń"

    Po odparciu Niemców pod Kobryniem, dywizja a z nią i mój batalion otrzymała rozkaz marszu na południe w ogólnym kierunku na Kowel, łąkami i bagnami Polesia z zamiarem dostania się całej S.G.O. "Polesie" do zaprzyjaźnionej Rumunii.

     Wiedzieliśmy, że Niemcy swymi dywizjami pancernymi szybko posuwali się naprzód z zachodu, południa i północy, mimo bohaterskiego oporu naszego wojska walczącego z niewspółmierną przewagą wroga. Broniła się jeszcze Warszawa, nie uległ Modlin i nie poddawali się obrońcy Helu. Marsz nasz trwał szereg dni i nocy.

    Map nie było. O marszrucie baonu, jak i całej S.G.W. "Polesie" wspomnę niewiele, wyliczając niektóre ważniejsze miejscowości jak: Kobryń, Mokrany, Ratno, Szack, Włodawa i rejon Kocka. Wiedzieliśmy, że w dniu 17.IX. 39 r. przekroczyły naszą granicę wschodnią, wojska sowieckie, z którymi mogliśmy się spotkać lada dzień. S.G.O. miała obecnie już trzech przeciwników: bandy dywersyjne, które strzelały do wojska maszerującego, wojska niemieckie i wojska sowieckie.

    Podany do wiadomości w dniu 20.IX.39 r. rozkaz Naczelnego Wodza brzmiał "Nie walczyć z Z.S.R.R. a tylko w razie natarcia lub próby rozbrojenia z ich strony". "Odwrót na Węgry lub Rumunię". Batalion mój w czasie marszu był używany jako straż przednią i dochodził do wsi Piaseczno, został ostrzelany przez bandę dywersyjną ogniem z KB. i R.K.M. opór został natychmiast złamany. W meldunku sytuacyjnym w dniu 22.IX.39 r.  płk. Epler do Gen. Fr. Kleeberga "melduję, że w czasie marszu czoło kolumny II/184 p.p. kpt. Kozury - jako straż przednia dywizji ostrzelana została przez bandę dywersyjną, we wsi Piaseczno, Borzowa i Czeremszanka, przy czym ciężko raniony został jeden oficer i 1 strzelec oraz uszkodzony został samochód dowódcy kolumny p.płk. Seweryna.

    Przejście przez wieś Borzowa zmuszony byłem wywalczyć z bronią w ręku. Po zbadaniu tych miejscowości przychwycono kilku dywersantów z bronią w ręku. Rozkazałem ich rozstrzelać i domostwa ich spalić.

    I/184 p. sp., którym w czasie choroby właściwego d-cy kpt. Bilczewskiego, dowodził w/z por. Komarnicki Józef, wykonał również marsz po tej samej osi pełniąc czasami straż przednią lub tylną. W wyniku zaistniałej sytuacji politycznej i militarnej t.j. wkroczenie wojsk sowieckich w granice Polski i ich marsz w stronę Bugu oraz broniącej się przeciwko Niemcom - Warszawie, dowódca S.G.O. "Polesie" postanowił zmienić kierunek marszu z południowego na zachodni a to dlatego, że droga do Rumunii została przecięta przez wojska sowieckie i zmiana kierunku marszu miała na celu niesienia pomocy broniącej się Warszawy.

    Rozkaz d-cy dywizji "Kobryń" płk. Eplera w dniu 23.IX.39 r. nakazuje wykonać marsz po osi: Wyżwa Nowa, Halinowla, Krymno, od godz. 7oo dnia 24.IX.39 r. zakwaterowanie Krymno. Dnia 25.IX.39 r. dalszy marsz do Szacka jako ubezpieczenie z prawej strony kolumny.

    Dnia 26.IX.39 r. - jako straż przednia do m. Piszcza. W dniu 27.IX.39 r. otrzymałem rozkaz marszu z baonem do m. Tamaszówka, gdzie mam ubezpieczyć przeprawę wojsk przez most na rzece Bug- do Włodawy.

    

niedziela, 8 grudnia 2024

Major Seweryn Kozyra - 30 Dywizja Piechoty Polesie - Wspomnienia - 1939 - cz.4

 Tabor ten stanowił ogromny balast dla baonu. Wozy - przeważnie jednokonne - poleskie o niewielkiej zdolności załadowczej.

    Ponadto był problem wyżywienia dużej ilości koni taboru, kompanii c.k.m. oraz dowódców kompanii. Koni w sumie było około 50 sztuk.

    Pocztem baonu dowodził adiutant baonu p. por. Michniewicz, w skład którego wchodziła drużyna łączności, 2 obserwatorów, 8 gońców /po 2 z każdej kompanii/. Na wozach amunicyjnych było 5-6 jednostek ognia.

    Dodam również, że w kompaniach miałem ponad stan etatowy, ilość oficerów rezerwy - przeważnie podporucznicy. Dowódcami plutonów i zastępcami ich byli właśnie oficerowie rezerwy.

    Dnia 13.IX. 1939 r. baon mój na podstawie otrzymanego rozkazu od d-cy pułku, organizuje obronę rzeki Muchawiec / na wschód od Kobrynia/ w kierunku północnym. Po rozpoznaniu terenu obrony z dowódcami kompanii i sporządzeniu na miejscu planu ognia - przyjąłem następujące ugrupowanie: 4 kompanie kpt. Korcyla na prawym skrzydle, 5 kompania por. Kulmy na lewym skrzydle, 6 kompania p. por. Tarnawski jako obwód 300-400 m. za 4 kompanią. Karabiny maszynowe o sile 1 plutonu, przy każdej kompanii strzeleckiej.

    Moje miejsce: początkowo na lewym skrzydle 4 kompanii a po nawiązaniu styczności z nieprzyjacielem - przy 6 kompanii. Rozkaz mój do obrony był następujący:

I położenie:

a/  - w/g rozeznania, kolumnami pancernymi prze szybko naprzód z kierunku Prus Wschodnich i jest spodziewany z każdej chwili.

b/ - własne - baon nasz ma bronić 1 1/2 klm. odcinek /od-do/ rzeki Muchawiec, jako zabezpieczenie prawego skrzydła obrony m. Kobryń - w kierunku północnym.

    Na prawo sąsiada nie ma, na lewo od nas baon 82 p.p.

II. Zadanie - obrona odcinka i zabezpieczenie prawego skrzydła.

III. Wykonanie: 4 kompania - bronić odcinka /od-do/ 5 kompania - bronić odcinka /od-do/ 6 kompania - jako obwód, być gotowy do przeciwuderzenia na korzyść 4 lub 5 kompanii.

     D-ca Kompanii c.k.m. zapewni obronę przeciwlotniczą i przydzieli do każdej kompanii strzeleckiej po 1 plutonie c.k.m. oraz zorganizuje: ognie dalekie na przedpole, oraz płaskie przed czołowymi kompaniami.   

     Zapewnić powiązanie ogniowe z 4 i 5 kompanią oraz sąsiadem 82 p.p.. Ogień moździeży przewidzieć należy również i na prawe skrzydło obrony baonu. Baon i ubezpieczenia - okopać się.

IV. Ubezpieczenia:

1 klm. przed środkiem obrony baonu, placówka oficerska w sile plutonu z 6 kompanii, podlega mnie. Kompanie 4 i 5 wystawią placówki w sile drużyny przed swymi kompaniami. Kompanie 5 i 6 zabezpieczą prawe skrzydło swych kompanii patrolami - zwłaszcza w nocy.

V. Łączność: 

1/ z placówką oficerską - telefonicznie i gońcami

2/ z kompaniami - wzrokowe i przez gońca.

VI. Zaopatrzenie:

tabor zgrupowany w miejscowości /nie pamiętam/ pod d-wem por. Minkiewicza zapewni i dopilnuje by kuchnie podwoziły dla kompanii i placówki oficerskie posiłki; godz. 7oo śniadanie, godz. 12oo obiad, godz. 18oo kolacja i wydanie chleba na dzień następny.

W razie walki - kuchnie podwożą prowiant i ciepłą strawę o godz. 20oo.

Wozami amunicyjnymi dysponują dowódcy kompanii.

VII. Lekarz baonu zorganizuje batalionowy punkt opatrunkowy.

VIII. Moja m.p. i pocztu z adjutantem przy kompanii obwodowej.

IX. Wycofanie placówki oficerskiej może nastąpić pod silnym naporem nieprzyjaciela względnie na mój rozkaz. Wycofanie baonu z obrony, tylko na mój rozkaz.

W takim ugrupowaniu baon tkwił na stanowiskach obronnych do dnia 17.IX.39 r. do godzin wieczornych. W tym czasie dnia 13.IX.39 r. dowódca I baonu kpt. Bilczewski otrzymał zadanie osłony lewego skrzydła obrony Kobrynia i w tym celu przesunął baon swój z m. Bosiacz do m. Kotasze, gdzie zorganizował obronę.

    W tym samym dniu w godzinach wieczornych otrzymuje kpt. Bilczewski rozkaz wypadu na czołgi niemieckie znajdujące się miejscowości Diahle koło Zabinki w odległości -+ 40 km. od Kobrynia, D-ca baonu kpt. Bilczewski wykonał wypad trzema kompaniami strzeleckimi w stroju patrolowym, pozostawiając kompanię c.k.m. por. Komarnickiego na stanowiskach obronnych.

    Baonowi w wypadzie na czołgi niemieckie nie powiodło się. Niemcy nie dali się zaskoczyć w m. Diahle. Baon poniósł w wypadzie znaczne straty i w nocy z 16/17.IX.39 r. powrócił na stanowisko obronne w m. Kotasze.

Major Seweryn Kozyra - 30 Dywizja Piechoty Polesie - Wspomnienia - 1939 - cz.3

 Minęło bez mała 10 lat jak zamieściłem na moim blogu 2 części wspomnień majora Seweryna Kozyry....

Jak to bywa u takiego bałaganiarza jak ja, zbyt duża ilość dokumentów w moich kartonach, ciągle nowe historie, dokumenty, nowe kontakty spowodowały, że wspomnienia te wylądowały na długie lata gdzieś tam z tyłu...  

Major Seweryn Kozyra - 30 Dywizja Piechoty Polesie - Wspomnienia - 1939

Teraz wracam do tych wspomnień pisanych przez majora Seweryna Kozyrę w Zielonce w 1971 roku.

    Od dnia 1.IX.1939 r. , cała Polska objęta została pożogą wojny. Sypały się bomby z samolotów niemieckich na miasta i wioski.

    Wojska niemieckie wkroczyły do Polski od zachodu, południa i północy. Nasze wojska stawiały zacięty opór na uprzednio zajętych stanowiskach obronnych.

     Załadowanie baonu, transport, wyładowanie i domarsz do m. Bosiacz odbyło się bez przeszkód ze strony nieprzyjaciela.

    Obsada baonu przedstawiała się następująco:

 - dowódca baonu                 - kpt. Seweryn Kozyra

-  adiutant baonu                  - pchr. Krystek

-  d-ca 1 kompanii szkolnej - por. Antoni Waryszek

-  d-ca 2 kompanii szkolnej - p. por. Janusz Pauli

-  d-ca 3 kompanii szkolnej - p. por. Stanisław Szczepaniak

-  d-ca 1 kompanii szkolnej - c.k.m. por. Józef Komarnicki

Dowódcami plutonów byli przeważnie oficerowie rezerwy.

     Kompanie w miejscu zakwaterowania odbywają normalne ćwiczenia zgodnie z planem szkolenia z tym, że kompania c.k.m. zapewnia również obronę przeciwlotniczą, gdyż samoloty niemieckie krążą również i w tym rejonie.

    Dnia 12.IX. 39 r. w wyniku reorganizacji pułku otrzymałem rozkaz zdania dowództwa I baonu kpt. Bilczewskiemu Franciszkowi i objęcia dowództwa II Baonu.

    Rozkaz ten uważałem za "poroniony pomysł", gdyż I baon szkoliłem od marca 1939 r., wszyscy mnie znali i ja wszystkich, zwłaszcza oficerów, podchorążych i podoficerów, a to przecież była ważna sprawa na tym szczeblu dowodzenia. Rozkaz musiałem wykonać i objąłem dowództwo II baonu, którego skład i obsada personelu nie zmieniła się do końca krótkiej wojny i przedstawiała się następująco:

- d-ca baonu                            - kpt. Seweryn Kozyra

- adiutant                                 - p.por. rez. Tadeusz Michniewicz

- d-ca 4 komp. strzel.              - kpt. rez. Korcyl

- d-ca 5 komp. strzel.              - por. Julian Kulma

- d-ca 6 komp. strzel.              - p. por. Marian Tarnowski

- d-ca komp. c.k.m.                 - por. Stanisław Byrczek

- oficer żywnościowy             - por. Minkiewicz

- oficer płatnik                        - por. inż. Jerzy Ratyński

- lekarz baonu                         - pchr. Dymecki Stanisław

Baon składał się wyłącznie z żołnierzy rezerwy powołanych do 84 p. sp. do Pińska, Łunińca.

     Liczył około 1.000 ludzi a więc ponad stan wojenny. Kompania dzieliła się na 3 plutony po trzy drużyny strzeleckie w każdym plutonie. 

    Uzbrojenie: kbk, i każda drużyna posiadała 1 r.k.m. Kompania ciężkich karabinów maszynowych składa się z trzech plutonów po 4 c.k.m. na każdy pluton oraz w pluton moździerzy po 4 sztuki o przekroju 81 m/m. Do kompanii c.k.m. należało również i działko przeciwpancerne o przekroju 37 m/m. Tak jak w I jak i w II baonie brakowało granatników w każdej kompanii strzeleckiej, łopatek saperskich i hełmów.

    Każdy żołnierz oraz obsługa c.k.m. posiadali przy sobie po 3 jednostki ognia. Reszta amunicji była zgrupowana na wozach amunicyjnych.

    Taborem II baonu dowodził por. Minkiewicz i on składał się:

- 6 kuchni polowych o zaprzęgu końskim

- 6 wozów przykuchennych o zaprzęgu końskim

- 8 wozów amunicyjnych po dwa wozy na każdą kompanię. 

- 3 wozów sanitarnych z zaprzęgu konnym

- 4 wozów na bagaż oficerski / 1 wóz na każdą kompanię/

- 1 wóz - kasa baonu

- 1 wóz - sprzęt łączności