Wydawałoby się, że gorzej w piłce nożnej być już nie może...Obecnie ekscesy kiboli osiągają granice absurdu.. - Co mamy jednak powiedzieć, kiedy przed 88 laty wcale lepiej nie było...W "Głosie Porannym" z 20 sierpnia 1931 roku w rubryce: "Co się dzieje w Tomaszowie" znalazłem następującą notatkę:
BÓJKA NA MECZU
Sensację wywołał przebieg meczu piłkarskiego pomiędzy Młotem (Tomaszów), a Szczerbcem (Wolbórz). W trakcie zawodów jeden z graczy Szczerbca uderzył drągiem żelaznym po głowie gracza przeciwnej drużyny. Fakt ten do tego stopnia oburzył publiczność, że usiłowała ona obić drużynę wolborską. W rezultacie podczas bójki potłuczonych zostało kilka osób, przeważnie graczy Młota.
Szczerbiec obił Młota! - Nie mamy informacji jak zachował się sędzia (wtedy nie było żółtych ani czerwonych kartek)...Może skorzystał z drąga żelaznego?! - pytanie dodatkowe: skąd wziął się na boisku taki argument??!!
Źródło: Biblioteka Cyfrowa - Głos Poranny - 20.VIII.1931
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piłka nożna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piłka nożna. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 lipca 2019
sobota, 29 grudnia 2018
Łódź - Piłka nożna - Rodzina Hajzler - Widzew
Inaczej powinienem zacząć.. Mój teść Zenon Hajzler, którego tylko raz za jego życia widziałem i miałem przyjemność rozmawiać.. Nie teraz pora jest pisać jego życiorys, jego historię, dodam obecnie, że urodził się w 1924 roku w Łodzi, mieszkał przez bardzo długie lata, aż do śmierci przy ulicy Grabowej. Zmarł w wieku 63 lat w 1987 roku, spoczywa na cmentarzu komunalnym na Zarzewie w Łodzi.
Dzięki mojej Teściowej, Irenie Hajzler, która była bardzo dokładna i skrupulatna, zachowało się mnóstwo zdjęć, w dużej części opisanych. Są na nich członkowie rodzin Janowskich, Kubiak i Hajzler (dawniej Häuser), znajomi, przyjaciele. Fantastyczny materiał fotograficzny począwszy od wczesnych lat 20-tych, po lata 80-te XX wieku.
Teraz chcę zaprezentować kilka zdjęć na których występuje mój Teść jako piłkarz! Z tego co wiem, w latach 40-50-tych był kierownikiem sklepu spożywczego, dlatego napis na jego koszulce: CUKIER, kojarzy się z jego funkcją, pozostali zawodnicy też mają zbliżone nazwy: olej, papryka, manna, ryż, śledź. Być może była to spartakiada sklepów spożywczych?? Zdjęcie pochodzą z przełomu lat 40-50-tych.
Zenon Hajzler
Zenon Hajzler - piaty od lewej strony.
Prawdopodobnie boisko położone w Parku nad Jasieniem.
Dzięki mojej Teściowej, Irenie Hajzler, która była bardzo dokładna i skrupulatna, zachowało się mnóstwo zdjęć, w dużej części opisanych. Są na nich członkowie rodzin Janowskich, Kubiak i Hajzler (dawniej Häuser), znajomi, przyjaciele. Fantastyczny materiał fotograficzny począwszy od wczesnych lat 20-tych, po lata 80-te XX wieku.
Teraz chcę zaprezentować kilka zdjęć na których występuje mój Teść jako piłkarz! Z tego co wiem, w latach 40-50-tych był kierownikiem sklepu spożywczego, dlatego napis na jego koszulce: CUKIER, kojarzy się z jego funkcją, pozostali zawodnicy też mają zbliżone nazwy: olej, papryka, manna, ryż, śledź. Być może była to spartakiada sklepów spożywczych?? Zdjęcie pochodzą z przełomu lat 40-50-tych.
Zenon Hajzler
Zenon Hajzler - piaty od lewej strony.
Prawdopodobnie boisko położone w Parku nad Jasieniem.
wtorek, 6 listopada 2018
Adwokat - Piotrków Trybunalski - Łódź - Wspomnienia - ŁKS - Concordia - Huta szkła - Dzieciństwo - 1906-1916 - cz.7
Odniosłem wrażenie, że ostateczny uraz spowodowany został wypadkami 1905-1906 roku, kiedy to rewolucyjni robotnicy podzielili się na dwa odłamy, jeden stanowiła Polska Partia Socjalistyczna (PPS), a drugi Narodowa
Partia Robotnicza (NPR) i w rezultacie, zaczęli się wzajemnie mordować.
Jeśli idzie i pomijanie w opowiadaniach spraw polsko-rosyjskich, to później zrozumiałem, że chodziło Ojcu o to, aby nie robić ze mnie nieszczęśnika, cierpiącego już od dziecka na kompleks niewolnika, gnębionego jarzmem zaborcy. Nikt wówczas nie przypuszczał, że Polska stała już u progu niepodległości - przeciwnie sytuacja wyglądała wprost beznadziejnie.
Gdy jednak chodzi o Niemców, to Ojciec nie szczędził w swych opowiadaniach opisów walk, toczonych przez Polaków z zachłannością germańską.
Wywołał tym skutek zupełnie przez siebie nieoczekiwany. Otóż Rodzice moi uważali, ze obcego języka należy uczyć się od dziecka i wybór padł na język niemiecki. Oboje zresztą mówili zarówno językiem niemieckim, jak i rosyjskim. W tym celu została zaangażowana dla mnie niemiecka bona, ale cóż z tego, kiedy przejęty opowiadaniami Ojca, nie chciałem słowa powiedzieć po niemiecku. Bona mordowała się ze mną szereg miesięcy, ale wobec mego, iście oślego uporu, zrezygnowała z pracy.
Wobec tego Ojciec wpadł na inny pomysł. Przyszedł do przekonania, ze prędzej zacznę mówić, gdy zajmę się zabawą. W tym celu zaangażował chłopca w moim wieku, Niemca, syna majstra hut szklanych w Piotrkowie. Według porozumienia z ojcem chłopca, musiał on przychodzić do mnie i bawić się ze mną, za co otrzymywał obiad i kolację, oraz jego ojciec - zapłatę. Ale i z tego nic nie wyszło, bo ów Niemczak unikał również mówić po polsku i w tym języku ze mną rozmawiał.
To moje przekonanie, że Niemcy są naszym jedynym wrogiem, objawiało się czasem dość zabawnie, a mianowicie:
W roku 1912 czy 1913, Ojciec zabrał mnie na mecz piłki nożnej, "futbolowy", jak to wówczas z angielska mówiło. Piłka nożna w zaborze rosyjskim była wówczas dopiero w powijakach, a dla mnie był to pierwszy mecz tego rodzaju, jaki w życiu oglądałem. Mecz rozgrywał się pomiędzy jakąś łódzką drużyną, prawdopodobnie późniejszym ŁKS-em, a drużyną piotrkowską, zorganizowaną przy hucie szkła - późniejszą "Concordią". Nic się oczywiście na grze nie rozumiałem, ale nieustannie pytałem Ojca, kto wygrywa, czy Niemcy (tj.łodzianie). czy Polacy (tj.piotrkowianie).
Prawdziwą jednak udręką były dla mnie - skrzypce! ojciec tak się kiedyś zachwycił grą Bronisława Hubermana, skrzypka światowej sławy, ze postanowił mnie nauczyć gry na tym instrumencie i w tym celu zaangażował nauczyciela. Byłem chłopcem wątłym, karmionym ciągle różnymi wzmacniającymi środkami, z których jeden świetnie zresztą pamiętam, bo mi smakował. Otóż nabijano gwoździami jabłka, które po wyciągnięciu zostawiały ślady rdzy. Według lekarza, miało to być naturalne spożywanie żelaza. Ucząc się gry na skrzypcach, trzeba nie tylko stać, ale ponadto lewą ręką trzymać w górze podtrzymując instrument wetknięty pod brodę.
- ciąg dalszy nastąpi -
Subskrybuj:
Posty (Atom)





