Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orkiestra dęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orkiestra dęta. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 grudnia 2025

Muzycy dęci i śpiewacy - Ozorków - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 5/1970

 

                                      Muzycy dęci i śpiewacy z Ozorkowa

To zdjęcie zostało zrobione dokładnie 35 lat temu, 30 maja 1935 roku. Przedstawia ono chór męski i sekcję puzonistów z Ozorkowa, a osoby na zdjęciu to

od lewej: Leżący: Erwin Doms, Bruno Schlicht. - Siedzący: Abraham, Reinhold Urban, Leopold Urban, Heinrich Sommerfeld, Ewald Dehnke, Karl Mauer, pastor Theodor Bergmann, Karl Pass, Wendt, Emil Urban, Brendel, Alfons Urban

Pierwszy rząd stojący: Artur Schlicht, Paul Dengel, Helmut Lehmann, Artur Freund, Bruno Teske, Hehnke, Eduard Mitzner, Otto Dengel, Wilhelm Jesse, Leopold Meissner, Schanz, Arnhold Schulz, Hermann Schlicht.

Drugi rząd stojący: Bruno Hube, Artur Zerecki, Gustav Schulz, nieznany, Leopold Teske, Gerhard Radke, Karl Otto, Bruno Hiller, Karl Hiller, Tietz, Edmund Kaczonowski. Trzeci rząd stojący: Kehle, Edmund Doms, Paul Kujot, Christlieb Kehle, Max Kaczorowski, Eduard Kehle, Heinrich Fiedler.




                                                       Ozorkower Bläser und Sänger

Diese Aufnahme wurde vor genau 35 Jahren gemacht, und zwar am 30. Mai 1935. Es ist der Posaunisten- und Männer- gesangverein aus Ozorkow, und die dargestellten Personen

sind von links:

Liegend: Erwin Doms, Bruno Schlicht. - Sitzend: Abraham, Reinhold Urban, Leopold Urban, Heinrich Sommerfeld, Ewald Dehnke, Karl Mauer, Pastor Theodor Bergmann, Karl Pass, Wendt, Emil Urban, Brendel, Alfons Urban

Erste Reihe stehend: Artur Schlicht, Paul Dengel, Helmut Lehmann, Artur Freund, Bruno Teske, Hehnke, Eduard Mitzner, Otto Dengel, Wilhelm Jesse, Leopold Meissner, Schanz, Arnhold Schulz, Hermann Schlicht.

Zweite Reihe stehend: Bruno Hube, Artur Zerecki, Gustav Schulz, unbek., Leopold Teske, Gerhard Radke, Karl Otto, Bruno Hiller, Karl Hiller, Tietz, Edmund Kaczonowski. Dritte Reihe stehend: Kehle, Edmund Doms, Paul Kujot, Christlieb Kehle, Max Kaczorowski, Eduard Kehle, Heinrich Fiedler.


niedziela, 30 listopada 2025

Konin - Festyn - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 6/1964

 

                                         FESTYN MISYJNY W GMINIE KONIN

W przedwojennej Polsce dzień 29 czerwca był oficjalnym świętem. Katolicy obchodzili święto św. Piotra i Pawła, państwo organizowało „Dzień Morza”, a my, ewangelicy, wykorzystywaliśmy ten dzień wolny od szkoły i pracy na swój sposób. Wiele gmin w środkowej Polsce, np. w regionie poznańskim, gromadziło swoich członków na festynach misyjnych, a zawsze było to wielką radością, gdy takie uroczystości mogły odbywać się na świeżym powietrzu, w rozbudzonej i dojrzewającej naturze, w dużym ogrodzie, parku lub na skraju lasu. Niektórzy zapewne jeszcze to pamiętają.

Poniżej zamieszczamy opis z gminy Konin. Co roku obchodzono tam takie święto misyjne. Członkowie wspólnoty ze wszystkich kantonów, takich jak Świecia (Heilsdorf), Weglewskie Holendry (Wenglewer Holand), Bielawy, Pątnów (Pontnower Holland) i Dombrowa, z Nowy Czarków, Borowo i Briesner Holland, a także z samego miasta Konin, zbierali się setkami, aby wysłuchać słów misyjnych zaproszonych mówców. Zazwyczaj było to kilku, którzy głosili misyjne przesłanie Chrystusa: Idźcie na cały świat ...

Wszystkie gminy kantoralne współpracowały i przyczyniły się do sukcesu uroczystości. Chóry śpiewające i chóry puzonowe z większości kantoratów brały udział w uroczystościach i starały się dać z siebie wszystko. Dało to impuls i nowe życie

Święta przyniosły wielkie błogosławieństwo całej liczącej ponad 4000 dusz gminie, a misja otrzymała znaczne sumy pieniędzy. Na tym zdjęciu widzimy grupę trębaczy, którzy brali udział w święcie misyjnym w 1929 roku. Widzę tam muzyków z Heilsdorfu na czele z przewodniczącym kościoła Czarse, muzyków z Wenglewer Holland na czele z Schachtschneiderem, muzyków z Bielawy na czele ze Steinke. W pierwszym rzędzie siedzą pastorzy Heinrich Boettcher, który zginął w wypadku samochodowym, Robert Badke, obecnie mieszkający w Kanadzie, oraz Siegismund Gutsch, który zginął w więzieniu. Obok niego siedzi kantor parafialny Artur Wittmeier, który był znakomitym muzykiem, mistrzowsko opanował grę na organach, kierował wzorowym chórem w Koninie, a ponadto jako doradca i organizator chórów wokalnych i chórów puzonowych w parafii zasłużył się na trwałą sławę (obecnie mieszka w Uetzingen, powiat Fallingbostel). Zdjęcie zostało zrobione przed plebanią w Koninie.



                                      MISSIONSFEST IN DER KONINER GEMEINDE

Im Vorkriegspolen war der 29. Juni offizieller Feiertag. Die Katholiken feierten ihren Peter-Pauls-Tag, der Staat veranstaltete den "Tag des Meeres" und wir Evangelischen nutzten den schul- und arbeitsfreien Tag auf unsere Weise. Viele Gemeinden in Mittelpolen wie im Posener land sammelten ihre Glieder zu Missionsfesten, und das war stets eine Freude, wenn solch ein Fest draußen in der vollerwachten und schon reifenden Natur im großen Garten, Park oder am Rande des Waldes ab- gehalten werden konnte. So manch einer erinnert sich wohl noch daran.

Hier bringen wir eine Schilderung aus der Gemeinde Konin. Dort wurde alle Jahre solch ein Missionsfest gefeiert. Gemeindeglieder aus allen Kantoraten, wie Heilsdorf, Wenglewer Holand, Bielawy, Pontnower Holland und Dombrowa, aus Neu Czarkow, Borowo und Briesner Holland und nicht zuletzt aus der Stadt Konin selbst kamen zu Hunderten zusammen, um den Missionsworten der Gastredner zuzuhören. Meist waren es einige, die die Missionsbotschaft Christi verkündet haben: Gehet hin in alle Welt ...

Alle Kantoratsgemeinden haben mitgearbeitet und zum Gelingen des Festes beigetragen. Gesangschöre und Posaunenchöre aus den meisten Kantoraten haben mitgewirkt und waren bemüht, ihr bestes zu tun. Das gab Ansporn und neues leben

Großer Segen ist von den Festen auf die ganze über 4000 Seelen zählende Gemeinde ausgegangen und bedeutsame Summen konnten der Mission zugeführt werden. Auf diesem Bild sehen wir eine Gruppe von Posaunenbläsern, die am Missionsfest im Jahre 1929 mitgewirkt haben. Ich sehe da Bläser aus Heilsdorf mit Kirchenvorsteher Czarse an der Spitze, Bläser aus Wenglewer Holland mit Schachtschneider an der Spitze, Bläser aus Bielawy mit Steinke an der Spitze. In der ersten Reihe unten sitzen die Pastoren Heinrich Boettcher, der durch einen Autounfall starb, Robert Badke, jetzt Kanada und Siegismund Gutsch, der im Gefängnis umkam. Neben ihm Gemeindekantor Artur Wittmeier, der ein ausgezeichneter Musiker war, das Orgelspiel meisterhaft beherrschte, einen musterhaften Gesangchor in Konin leitete und darüber hinaus als Berater und Organisator der Gesang und Posaunenchöre in der Gemeinde sich einen bleibenden Verdienst erworben hat (heute in Uetzingen, Kr. Fallingbostel). Das Bild ist vor dem pfarrhaus in Konin aufgenommen worden.


niedziela, 12 maja 2024

Wilhelmswald - Borowa - Puzonowa orkiestra - Pastor Kneifel - Die Zeit im Bild - 1938

 

Każde nowe zdjęcie z dawnej Borowej, sprawia mi wiele radości!





30 lat chóru puzonowego w Wilhelmswald - Borowa..

Nasze zdjęcie przedstawia zdjęcie jubileuszowego chóru. Pastor E. Kneifel w centrum.

30 Jahre Posaunenchor in Wilhelmswald.

Unser Bild zeigt eine Aufnahme des Jubelchors. In der Mitte Pastor E.Kneifel.

sobota, 28 października 2023

Aleksandrów - Osadnictwo niemieckie - Puzoniści - Orkiestra - Der Heimatbote

Der Heimatbote - 1/1967

Puzoniści z Aleksandrowa 

Rodzina Gustava Brauna przesłała nam zdjęcie puzonistów z dawnego protestanckiego męskiego towarzystwa śpiewaczego "Polihymnia" w Aleksandrowie koło Łodzi. Zdjęcie zostało zrobione około 1935 roku. Przedstawieni są, zaczynając od górnego rzędu, od lewej do prawej: Oskar Ide, Theodor Genzior, Edmund Patz, Alfred Müller, Salin Jr, Alfons Braunke, Salin Sr. - W drugim rzędzie, od lewej: Dozorca Roman Günter, Alfons Salin, Ritter, nieznany, Rimpel, Edward Burkert, nieznany, nieznany. - W trzecim rzędzie: Nieznany, Oskar Koch, Nagel, Adolf Braunke, Erwin Salin, Theodor Braunke, Zirke, Kleiber, Wink (z zawodu malarz), Wink Jr, Jesse. - Dwoje dzieci na dole to synowie Oskara Kocha (Alfred i Harry).



Posaunisten aus Alexandrow

Familie Gustav Braun übersandte uns diese Aufnahme der Bläser des ehemaligen evangelischen Männer.Gesangvereins "Polyhymnia" in Alexandrow bei Lodz. Das Bild wurde um 1935 gemacht. Die Dargestellten sind, angefangen mit der oberen Reihe, von links nach rechts: Oskar Ide, Theodor Genzior, Edmund Patz, Alfred Müller, Salin jun., Alfons Braunke, Salin sel1lor. - In der zweiten Reihe, von links: Der Hausmeister Roman Günter, Alfons Salin, Ritter, unbek., Rimpel, Edward Burkert, unbek., unbek. - In der dritten Reihe: Unbek., Oskar Koch, Nagel, Adolf Braunke, Erwin Salin, Theodor Braunke, Zirke, Kleiber, Wink (der von Beruf Maler war), Wink jun., Jesse. - Die beiden Kinder ganz vorn unten sind die Söhne von Oskar Koch (Alfred und Harry)

wtorek, 20 grudnia 2022

Andrzejów - Orkiestra Dęta - Kościół ewangelicki - Heimatbote - 5/1969 - cz.1

 Następna perełka dotycząca Andrzejowa dzięki Beate! Artykuł poświęcony powstaniu Orkiestry Dętej zamieszczam w dwu częściach. 

Orkiestra Dęta z Andrzejowa koło Łodzi

W naszej starej ojczyźnie kwitły chóry, a oprócz niezliczonych chórów śpiewaków mieliśmy także liczne orkiestry dęte. Każdy szanujący się zbór miał swoich puzonistów, którzy grali muzykę świąteczną na chwałę i cześć Pana. Zbliżając się ponownie do niedzieli Kantaty (4 maja 1969 r.), której łacińska nazwa oznacza "Singet", chcielibyśmy jeszcze raz przypomnieć sobie o chórach w domu. Poszczególne chóry mają swoją własną historię, a szczególnie chór puzonowy przeżywał na przemian okresy świetności i żywego uczestnictwa oraz okresy spadku i niskiej liczebności. Jako przedstawiciel innych pozwolę sobie teraz opowiedzieć historię chóru puzonowego mojej rodzinnej parafii, czyli wspomnienie o puzonistach z Andrzejowa. Parafia Andrzejów znajdowała się zaledwie 6 kilometrów od Łodzi, na drodze z Łodzi do Tomaszowa, a losy tej parafii szczegółowo zrelacjonowałem pod hasłem "Andrzejów - powstanie i upadek" w numerach 5, 7 i 8/1968 naszej gazety. Teraz posłuchajmy młodych muzyków. 

    Andrzejowski Chór Puzonów został założony w 1908 roku. Jej założycielem był O s k a r                  T a r l o w s k i, ówczesny nauczyciel i kantor. Początkowo chór występował tylko na nabożeństwach i wspomagał śpiew zborowy. Później występował również na pogrzebach. Jego siła wynosiła dziesięciu mężczyzn. Na drodze do pomyślnego rozwoju chóru stanęło niepisane prawo: do chóru miały należeć tylko osoby samotne. Jeśli członek się ożenił, musiał odejść. A to w szczególności nie sprzyjało występowi chóru. Jeśli bowiem ktoś opanował instrumenty i był doskonałym dęciakiem, to zazwyczaj miał już swoją ukochaną, którą w końcu zamierzał doprowadzić do ołtarza. I odszedł ze stowarzyszenia, które w ten sposób marniało przez wiele lat. 

Sytuacja poprawiła się dopiero, gdy w 1927 roku dyrektorem został Reinhold Kr i e s e. Kriese już podczas służby wojskowej był muzykiem w polskiej orkiestrze pułkowej. Teraz zajął się oprawą muzyczną i poszerzaniem repertuaru. Dawniej grano tylko chorały i kilka lekkich marszów, teraz zaryzykowano uwertury i inne utwory koncertowe. Dodano także kilka nowych marszów żałobnych.

    Poczucie wspólnoty było w naszej starej ojczyźnie znacznie silniejsze niż w Niemczech. Do udziału w pogrzebie nie było potrzebne osobiste zaproszenie, za obowiązek uważano oddanie ostatniego hołdu znajomemu. Pogrzeby z udziałem kilkuset uczestników nie były więc rzadkością. A chór puzonów grał na każdym większym pogrzebie! Gdy długi kondukt na cmentarz uformował się i ruszył, puzoniści zagrali arię żałobną, np. "Dlaczego wyglądasz tak ponuro? W drodze na miejsce spoczynku rozbrzmiewała muzyka żałobna, na zmianę z marszem i chorałem. To zawsze robiło ogromne wrażenie.

    W 1934 roku chór puzonów zapragnął stać się prawdziwym stowarzyszeniem, z członkami czynnymi i biernymi, zarządem, sztandarem stowarzyszenia i zarejestrowanym statutem. Jednak ten cel nie mógł zostać zrealizowany tak szybko. Wybrano prowizoryczny zarząd, który miał się wszystkim zająć, a w jego skład weszli następujący panowie:

Pastor Wilhelm Ostermann (Prezes), O. Tarlowski (Pasywny członek Zarządu), R. Kriese (Aktywny członek Zarządu), E. Kriese (Sekretarz), R. Doberstein (Pisarz) i E. Hage (Skarbnik).

    Tkaninę na sztandar kupiono w Warszawie; była z najlepszego jedwabiu i kosztowała nawet wtedy 120 zł. Hafciarka wyhaftowała na sztandarze emblematy klubowe i napisy. Z jednej strony flaga była niebieska i nosiła niemiecki napis: "Allein Gott in der Höh sei Ehr". Z drugiej strony Z drugiej strony była żółta i nosiła polski napis: "Warownym grodem jest nasz Bóg". Maszt wykonany był z najlepszego drewna i niósł w szpic złoconą lirę. Lira jest symbolem muzyki. Statut stowarzyszenia leżał jednak w województwie łódzkim przez dwa lata, zanim został potwierdzony. Dopiero 10 maja 1936 roku mogło nastąpić poświęcenie sztandaru. Chór o potwierdzonym teraz statucie nosił nazwę "Stowarzyszenie Chór Puzon".



Andrzejowska Orkiestra Dęta:
Siedzą od lewej: A. Schmidt , A. Krampitz,O. Meier  G. Jess, P. Ostermann, E. Kriese,
O. Omenzetter, P. Roth.
Stoją od lewej: O. Schulz, E. Hermann, K. Völker, A. Stelzer, R. Völker, A. Heidemann, A.
Welke, C. Sutter, O. Radtke und E. Roth.

Der Andrzejower Posaunenchorverein
Sitzend von links: A. Schmidt , A. Krampitz,O. Meier , G. Jess, P. Ostermann, E. Kriese,
O. Omenzetter, P. Roth.
Stehend von links: O. Schulz, E. Hermann, K. Völker, A. Stelzer, R. Völker, A. Heidemann, A.
Welke, C. Sutter, O. Radtke und E. Roth.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Der Posaunenchor von Andrzejow bei Lodz

    In unserer alten Heimat blühte das Chorwesen und wir hatten neben den unzähligen Sängerchören auch Bläservereinigungen in großer Zahl. Jede Gemeinde, die etwas auf sich hielt, hatte ihre Posaunisten, die zu Ruhm und Ehre des Herrn die Gottesdienste festlich gestalteten. Da wir uns wieder dem Sonntag Kantate nähern (4. Mai 1969), dessen lateinische Bezeichnung "Singet" bedeutet, wollen wir uns gern wieder der Chöre daheim erinnern. Die einzelnen Chöre. hatten ihre Geschichte, und besonders bei den Posaunenchorvereinen wechselten Zeiten des Glanzes und der regsten Beteiligung mit solchen des Niederganges und der geringen Bläserzahl ab. Stellvertretend für andere möge nun die Geschichte des Posaunenchors meiner Heimatgemeinde folgen, die Erinnerung an die Posaunisten von Andrzejow. Die Gemeinde Andrzejow lag nur 6 Kilometer von lodz entfernt, an der Straße Lodz- Tomaschow, und über die Geschicke dieser Gemeinde war unter der Ueberschrift "Andrzejow - Aufstieg und Untergang" in den Nummern 5, 7 und 8/1968 unseres Blattes von mir ausführlich berichtet worden. Nun laßt uns von den jungen Bläsern hören. 

     Der Andrzejower Posaunenchor ist im Jahre 1908 entstanden. Gründer war der damalige lehrer und Kantor Oskar T a r l o w s k i. Anfänglich trat der Chor nur in Gottesdiensten auf und unterstützte den Gemeindegesang. Später auch auf Beerdigungen. Seine Stärke betrug zehn Mann. Der gedeihlichen Entwicklung stand ein ungeschriebenes Gesetz entgegen: daß dem Chor nur ledige angehören sollten. Heiratete ein Mitglied, mußte es ausscheiden. Und gerade das war der leistung des Chores nicht förderlich. Denn beherrschte jemand die Instrumente und war ein perfekter Bläser, dann besaß er gewöhnlich schon sein Liebchen, das er endlich auch zum Traualtar zu führen gedachte. Und er verließ den Verein, der auf diese Weise viele Jahre dahinkümmerte. 

    Die Lage besserte sich erst, als im Jahre 1927 Reinhold Kr i e s e zum leiter bestellt wurde. Kriese war schon während seiner Militärzeit Musiker in einem polnischen Regimentsorchester gewesen. Nun sorgte er für Notenmaterial und die Erveiterung des Repertoires. Spielte man früher nur Choräle und einige leichte Märsche, so wagte man sich jetzt schon an Ouvertüren und andere Konzertstücke heran. Auch kam eine Anzahl neuer Trauermärsche hinzu.

    Der Gemeinsinn war in unserer alten Heimat weit stärker ausgeprägt als in Deutschland. So bedurfte es keiner persönlichen Einladung, um an einer Beerdigung teilzunehmen; man sah es als Pflicht an, dem Bekannten das letzte Geleit zu geben. Beerdigungen mit mehreren hundert Teilnehmern waren daher keine Seltenheit. Und auf jeder größeren Beerdigung spielte auch der Posaunenchor! Wenn sich der lange Zug zum Friedhof formierte und in Bewegung setzte, bliesen die Posaunisten eine Trauer-Arie, zum Beispiel "Warum blickst du so trübe ?". Auf dem Wege zum Ruheort erscholl Trauermusik, abwechselnd ein Marsch und ein Choral. Das war immer sehr eindrucksvoll.

    Im Jahre 1934 wollte der Posaunenchor ein richtiger Verein werden, mit aktiven und passiven Mitgliedern, Vorstand, Vereinsfahne und eingetragenen Satzungen. Dieses Ziel war aber nicht so schnell zu verwirklichen. Ein provisorischer Vorstand wurde gewählt, der alles in die Wege leiten sollte und der sich aus folgenden Herren zusammensetzte:

    Pastor Wilhelm Ostermann (Präses), O. Tarlowski (Vorstand der Passiven), R. Kriese (Vorstand der Aktiven), E. Kriese (Schriftführer), R. Doberstein (Wirt) und E. Hage (Kassenwart).

    Das Fahnentuch wurde in Warschau gekauft; es war aus feinster Seide und kostete schon damals 120 Zloty. Eine Kunststickerin stickte Vereinsabzeichen und Inschriften in die Fahne. Auf der einen Seite war die Fahne blau und trug die deutsche Inschrift: "Allein Gott in der Höh sei Ehr". Auf der anderen Seite war sie gelb und trug die polnische Inschrift: "Warownym grodem jest nasz Bóg" (Ein feste Burg ist unser Gott). Der Fahnenstock war aus feinstem Holz und trug in der Spitze eine vergoldete Lyra. Die Lyra ist das Symbol für Musik. Indes lagen die Vereinssatzungen zwei Jahre auf der Lodzer Wojewodschaft, ehe sie bestätigt wurden. Erst am 10. Mai 1936 konnte die Fahnenweihe stattfinden. Der Chor mit den nun bestätigten Satzungen hieß "Posaunistenchorverein".


Andrzejów - Orkiestra Dęta - Kościół ewangelicki - Wiśniowa Góra - Heimatbote - 5/1969 - cz.2

 


Uroczystość poświęcenia

    Poświęcenie sztandaru na płaskim terenie było bez precedensu, a to coś znaczyło. 10 maja 1936 roku zebrał się więc ogromny tłum. Oprócz miejscowego proboszcza w uroczystości wzięli udział pastorzy Doberstein i Lipski oraz około 500 gości. Wśród nich było 14 orkiestr i pięć sztandarów oraz liczne delegacje i deputaty.

   Kościół był przepełniony; wielu członków wiary musiało stać na zewnątrz. Poświęcenia sztandaru dokonał ks. O s t e r m a n n, a asystowali proboszczowie D o b e r s t e i n  i  L i p s k i. Po nabożeństwie uformowała się kilometrowa procesja. Z wartką muzyką marszową udał się do sali ldm. Janicka w K i r s c h be r g u (Wiśniowa Góra). Policja starała się, aby droga była wolna od innego ruchu. Jasne słońce i głęboki błękit nieba zwiększyły uroczystość tego dnia, po tym jak dzień wcześniej padał deszcz. Hala w Kirschbergu oferowała miejsce dla tysiąca osób, mogli oni zjeść obiad i po przerwie o 16.00 dalej świętować. Kluby i delegacje przekazały piny do sztandaru tak, że górna połowa trzonu sztandaru była nimi całkowicie pokryta. Flaga została umieszczona w szafie, której front składał się z jednej szyby. Gdy członek odchodził do wieczności, sztandar zawsze szedł z nim. Gabinet mieścił się we własnym "lokalu" klubowym, gdzie znajdowała się 300-tomowa biblioteka.

Zawsze lojalni

    Oczywistą sprawą dla Stowarzyszenia Chóru Puzon był udział w publicznych pochodach w polskie święta narodowe, czy to 3 maja, czy 11 listopada. Niemcy zapewnili muzykę i flagę oraz umożliwili procesję. Stowarzyszenie było niepolityczne i nigdy nie dało się wciągnąć w wielkie walki narodowe. Zależało jej jedynie na propagowaniu protestanckiego chorału i muzyki kościelnej, ale także na kultywowaniu niemieckiej pieśni ludowej i towarzyskości. 

    Do 1938 roku stowarzyszenie organizowało coroczne przyjęcie ogrodowe. Festiwale te cieszyły się ogromną popularnością i dobrą frekwencją. Odbywały się one najczęściej w domu kościelnego Adolfa Werka w Andrzejowie. Ponieważ puzoniści nie dmuchali do tańca, zawsze wzywano kilku muzyków, którzy grali dla par. Chór mógł z łatwością zagrać wszystkie nowe przeboje i tańce, ale uznano za niestosowne chwalić i wysławiać Boga w kościele rano, a po południu przy pomocy tych samych instrumentów podgrzewać przyjemności tego świata. Na festiwalach chóralnych, oprócz strzelania do tarczy i loterii na zastawy, popularne było strzelanie do gwiazd. Często trzeba było ustawić dwie gwiazdy, jedną dla partii, drugą dla warstw. Zawsze było to ekscytujące, gdy z gwiazdy zwisały tylko trzy promienie: "Marszałek", "Wicekról" i "Król". Tradycyjnie były to dwie gęsi dla wicekróla i baran dla króla. Często ciemność zapadała zanim gwiazda była pusta. W takim przypadku ostatnie nagrody zostały następnie zlicytowane. Gdy zaczęło się ściemniać, przez plac targowy przeszła parada dzieci z kolorowymi lampionami.

     Ponieważ wolno było podawać napoje alkoholowe, był bufet ze sznapsem i piwem i mówiono: Raz możesz się przyłączyć do cesarza! Ale ludzie pili umiarkowanie; nasi Niemcy wiedzieli, jak daleko mogą się posunąć. Na ogół nie było trupów sznapsów czy piwa. Cały teren festiwalu był oświetlony elektrycznie do godziny 23. Potem zgasły światła i ostatni uczestnicy spieszyli do domu podekscytowani. Od tego czasu minęło ponad 30 lat. My starsi ludzie jeszcze dobrze pamiętamy wydarzenia w domu, młodzi nic o nich nie wiedzą. I już zaczyna się nad nimi rozpościerać zasłona zapomnienia. Jak długo jeszcze - i wszystko zostanie zapomniane? Cóż, mówi się: Co ma się narodzić w miłości, musi zginąć w życiu - ale czy to prawda? Zresztą wiele rzeczy już zginęło w życiu, które nie zostały przekazane ani na piśmie, ani ustnie.

Edmund Kries


Widzimy ołtarz i ambonę z kościoła w Andrzejowie koło Łodzi. Na środku ołtarza: błogosławiący Chrystus.(Zdjęcie z 1936 roku; nadesłane przez Ldm. Edmund Kriese).

Wir sehen Altar und Kanzel der Kirche zu Andrzejow bei Lodz. In der Mitte des Altars: der segnende Christus. (Aufnahme 1936; übersandt von Ldm. Edmund Kriese).


Das Fest der Weihe

    Eine Fahnenweihe auf dem flachen Lande war noch nie dagewesen und wollte etwas heißen. So strömte denn am 10. Mai 1936 eine riesige Menschenmenge zusammen. Außer dem Ortspastor nahmen die Pastoren Doberstein und Lipski an der Feier teil sowie ca. 500 Gäste. Darunter waren 14 Orchester und fünf Fahnen sowie zahlreiche Delegationen und Abordnungen.

    Die Kirche war überbesetzt; viele Glaubengenossen mußten draußen stehen. Die Weihe der Fahne vollzog P. O s t e r m a n n, während die Pastoren D o b e r s t e i n und Li p s k i assistierten. Nach dem Gottesdienst bildete sich ein kilometerlanger Zug. Unter flotter Marschmusik ging es zu dem 2 Kilometer entfernten Saal des ldm. Janick in K i r s c h b e r g (Wisniowa Gora). Die Polizei war bemüht, die Straße von sonstigem Verkehr freizuhalten. Strahlender· Sonnenschein und tiefblauer Himmel erhöhten die Feierlichkeit des Tages, nachdem es am Vortage noch in Strömen geregnet hatte. Der Saal in Kirschberg bot tausend Personen Platz, man konnte sein Mittagessei'l einnehmen und nach einer Pause um 16 Uhr weiter feiern. Da wurde der offizielle Teil fortgesetzt und die neue Fahne reich beschenkt.Vereine und Delegationen stifteten Fahnennägel, so daß die obere Hälfte des Fahnenschaftes von diesen ganz bedeckt war. Die Fahne kam in einen Schrank, dessen Vorderseite aus einer einzigen Glasscheibe bestand. Wenn nun ein Mitglied in die Ewigkeit ging, ging auch die Fahne immer mit. Der Schrank befand sich in dem vereinseigenen lokal" in dem es eine 300 Bände zählende Bücherei gab.

Immer in loyaler Haltung

   Dem Posaunistenchorverein war es eine Selbstverständlichkeit, daß er sich an den öffentlichen Umzügen der polnischen Staatsfeiertage beteiligte, ob das nun am 3. Mai war oder am 11. November. Die Deutschen stellten Musik und Fahne und ermöglichten erst den Umzug. Der Verein war unpolitisch und hat sich nie in die großen völkischen Kämpfe hineinziehen lassen. Er wollte nur den evangelischen Choral und die Kirchenmusik heben, daneben auch das deutsche Volkslied und die Geselligkeit pflegen 

    Bis zum Jahre 1938 hat der Verein alljährlich ein Gartenfest veranstaltet. Diese Feste waren außerordentlich beliebt und gut besucht. Gewöhnlich fanden sie bei Kirchenvorsteher Adolf Werk in Andrzejow statt. Weil die Posaunisten grundsatzlich nicht zum Tanze bliesen, waren immer ein paar Musiker bestellt nach deren Klängen sich die Paare drehten. Der Chorverein hätte ohne weiteres all die neuen Schlager und Tänze spielen können, aber man fand es unpassend, vormittags. in der Kirche Gott zu loben und zu preisen und nachmittags mit denselben Instrumenten die Lüste dieser Welt anzuheizen. Auf den Chorfesten wurde neben Scheibenschießen und Pfandlotterie gern das Sternschießen praktiziert. Häufig mußten zwei Sterne aufgestellt werden, der eine für die Lose, der andere für die Lagen. Spannend wurde es Immer wenn an einem Stern nur drei Strahlen hingen: der "Marschall, der "Vizekönig , der "König". Traditionsgemäß gab es für den Vize. zwei Gänse und für den König einen Schafbock. Oft brach die Dunkelheit herein, ehe der Stern leer war. In einem solchen Falle sind dann die letzten Preise verlost worden. Wenn es zu dunkeln begann, fand ein Kinderumzug über die Festwiese mit bunten Lampions statt.

     Da alkoholische Getränke ausgeschenkt werden durften, gab es ein Büffett mit Schnaps und Bier und es hieß:Einmal kannst du mit dem Kaiser mittun! Doch trank man mäßig; unsere Deutschen wußten, wie weit się gehen konnten. Schnaps- und Bierleichen gab es im allgemeinen nicht. Die ganze Festwiese war bis 23 Uhr elektrisch beleuchtet. Dann wurde das Licht gelöscht und die letzten Teilnehmer eilten beschwingt heimwärts. Seitdem sind über 30 Jahre vergangen. Wir Alten gedenken der Begebenheiten bei uns zu Hause noch gut, die Jugend weiß nichts mehr davon. Und schon beginnt sich der Schleier des Vergessens darüber zu breiten. Wie lange noch – und alles wird vergessen sein? Wohl heißt es: Was in liebe soll erstehen, muß im Leben untergehen - aber ob das stimmt? Jedenfalls ist im Leben schon vieles untergegangen, das weder schriftlich noch mündlich überliefert wurde.

Edmund Kries

poniedziałek, 19 grudnia 2022

Wykno - Będków - Orkiestra puzonistów - Osadnictwo niemieckie - Heimatbote - 2/1967

 

To, że w Wyknie gmina Będków mieszkali niemieccy osadnicy wiedziałem. Wcześniej na blogu zamieszczałem nekrologi poległych podczas 2 Wojny Światowej mieszkańców Wykna służących w niemieckiej armii. Jednak, że to była tak hermetyczna wieś (1 polska rodzina) dowiedziałem się dopiero dzisiaj. Wykno z czasów mojej młodości kojarzy mi się z moją ukochaną Wolbórką, także z udziałem na sobotnich zabawach w miejscowej remizie strażackiej.

Heimatbote 2/1967

Wykno? Niektórzy przyjaciele ojczyzny powiedzą, że nigdy o niej nie słyszeli. Otóż stara ojczyzna w centralnej Polsce była zdecydowanie zbyt duża, aby można było poznać wszystkie niemieckie wioski i małe parafie. W y k n o leżało między Koluszkami a Tomaszowem i należało do parafii Tomaszów. Była to wieś protestancka z jednym tylko polskim rolnikiem. Do Wykna należały jeszcze trzy inne małe wioski: Zaosie, Szymanów i Młynek. Mały dom modlitwy był zbudowany z drewna i miał ponad sto lat. W 1945 roku został rozebrany i sprzedany przez Polaków, którzy krzyż i naczynia komunijne zabrali na cmentarz. Na dawnym cmentarzu rolnicy wypasają teraz swoje bydło. Mało kto rozpoznałby poszczególne groby! Dwa lata temu rodak ze strefy był w starej ojczyźnie; prawie nie poznał Wykna. Więc wszystko się zmieniło...

Daniel Heit


Na zdjęciu widzimy chór Puzon z Wykna stojący przed domem modlitwy. W górnym rzędzie od lewej: Wilhelm Fritz, Daniel Heit, Gustav Maß, Karl Fritz, Günter Ewald. -
Dolny rząd: Gustav Reich, Türling, Wilhelm Friedenberger, pastor Leo M a y (zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym, syn Witold był po wojnie w Kilonii), nauczyciel i kantor Bernhard Schmied, Albert Schwarzkopf, Gottfried Bartschke,
Artur Günter

Auf dem Bilde sehen wir den Posaunenchor von Wykno, der vor dem Bethaus steht. In der oberen Reihe von links: Wilhelm Fritz, Daniel Heit, Gustav Maß, Karl Fritz, Günter Ewald. -

Untere Reihe: Gustav Reich, Türling, Wilhelm Friedenberger, Pastor Leo M a y (der in einem deutschen KZ verstarb, Sohn Withold war nach dem Kriege in Kiel), Lehrer und Kantor Bernhard Schmied, Albert Schwarzkopf, Gottfried Bartschke,

Artur Günter

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dass in der Gemeinde Wykno in Będków deutsche Siedler lebten, wusste ich. Zuvor hatte ich in diesem Blog die Nachrufe auf die Einwohner von Wykno veröffentlicht, die im Zweiten Weltkrieg gefallen sind und in der deutschen Armee gedient haben. Dass es sich um ein so hermetisches Dorf handelt (1 polnische Familie), habe ich erst heute erfahren. Wykno verbinde ich seit meiner Jugend mit meinem geliebten Wolbórka, auch mit dem Besuch von Samstagsfesten in der örtlichen Feuerwache.

Wykno? Nie gehört, wird mancher Heimatfreund sagen. Nun, die alte Heimat in Mittelpolen war viel zu groß, als daß man all die deutschen Dörfer und kleinen Gemeinden kennen lernen konnte. W y k n o lag zwischen Koluszki und Tomaschow und gehörte zur Kirchengemeinde Tomaschow. Es war ein evangelisches Dorf mit nur einem polnischen Bauern. Zu Wykno gehörten noch 3 kleine Ortschaften: Zaosie, Szymanow und Mlenek. Das kleine Bethaus war aus Holz erbaut und schon über hundert Jahre alt. Im Jahre 1945 wurde es von den Polen abgerissen und verkauft; das Kreuz und die Abendmahlsgeräte trugen sie auf den F r i e d h o f. Der Friedhof war mit einer Mauer aus Blocksteinen umgeben, wurde aber von den neuen. Herren liquidiert, und auf dem einstigen Gottesacker weiden jetzt die Bauern ihr Vieh. Die einzelnen Gräber würde kaum einer wiedererkennen! Vor zwei Jahren war ein Landsmann aus der Zone in der alten Heimat; er hat Wykno fast nicht mehr erkannt. So hat sich alles geändert ..

Daniel Heit

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Także w Heimatbote z czerwca 1969 roku znalazłem nekrolog:

Wiem, że żyje mój Odkupiciel i on mnie podniesie z ziemi. Job 19,25 a

Po długim i ciężkim cierpieniu znoszonym z wielką cierpliwością, 

miłosierny Bóg uratował moją kochaną żonę, córkę

matka, siostra, szwagierka, teściowa i babcia.

babcia

WANDA STAPEL

z domu Jahnke

urodzona 13. 11. 1900 zmarła 9. 4. 1969

zabrał ją do wieczności.

Jest opłakiwana przez:

Daniel Stapel, J. Jahnke jako matka (88 lat I),

cztery córki, trzech synów, trzech braci..,

wnuki i wszyscy krewni

X 4901 Kleinpörthen, powiat Zeitz

Dawniej Wykno, powiat tomaszowski Maz.

Pogrzeb odbył się z wielkim udziałem w dniu 14. 4.

na cmentarzu w Kleinpörthen (NRD).

Ich weiß, daß mein Erlöser lebt, und er wird mich
hernach aus der Erden auferwecken. Hiob 19,25 a
Nach langem, schwerem, mit großer Geduld ertragenem
Leiden hat der barmherzige Gott meine liebe Frau, Toch-
ter, Mutter, Schwester, Schwägerin, Schwiegermutter und
Großmutter
WANDA STAPEL
geb. Jahnke
geb. 13. 11. 1900 gest. 9. 4. 1969
zu sich in die Ewigkeit genommen.
Es trauern um sie:
Daniel Stapel, J. Jahnke als Mutter (88 Jahre I),
vier Töchter, drei Söhne, drei Brüder,
Enkelkinder und alle Anverwandten
X 4901 Kleinpörthen, Kreis Zeitz
Früher Wykno, Kreis Tomaschow Maz.
Die Beerdigung fand unter großer Ar)teilnahme am 14. 4.
auf dem Friedhof in Kleinpörthen (DDR) statt.


niedziela, 8 sierpnia 2021

Kurowice - Orkiestra - Gmina Brójce - Pielgrzymka - Tydzień - 1884 -1899

 Z wielkim zadowoleniem przeczytałem artykuł zamieszczony w gazecie Tydzien z 1884 roku. Orkiestra dęta w Kurowicach o której mowa, istnieje do dnia dzisiejszego, ma się bardzo dobrze! Przygrywa na wszystkich uroczystościach gminnych i nie tylko, także podczas pogrzebów! Jestem dumny, że na terenie naszej małej gminy, mamy artystów z tak długim stażem i tradycjami!

Tydzień. 1884-06-22 R. 12 Nr 25


                                  Orkiestry włościańskie i małomiasteczke.

    W przechodzie przez nasze miasto, z rożnych miejscowości kraju, licznych kompanij pątników, na uroczystość Zielonych Świątek do Częstochowy i w powrocie z niej, nic można było nie zwrócić uwagi na gromadę włościan z parafii Kurowice, położonej o 4 wiorsty od stacyi kolei Rokiciny. Gromadzie tej przewodniczyła orkiestra z 12 włościan złożona, na dętych instrumentach, przy towarzystwie wielkiego bębna przygrywająca pięknie i harmonijnio hymny religijne, naprzemian z chórem wieśniaków i wieśniaczek, zgodnie i umiejętnie śpiewających. Zaciekawieni tern miłem zjawiakiem, powzięliśmy kilka dokładnych w tym przedmiocie wiadomości, a mianowicie, że nauczycielem i dyrygującym kurowicką orkiestrą jest miejscowy organista Andrzej Doryn, lat 30 kilka liczący, który na zadane mu pytania odpowiedziuł uprzejmie, że sam powziąwszy początki nauki muzyki od wiejskiego nauczyciela, potem, jako wolny słuchacz, studyjował muzykę w Instytucie Muzycznym w Warszawie, a następnie uczył się instrumentacyi w Łodzi. Sam też gra na kilku instrumentach i jako baryton bierzę udział w chórze śpiewaków ułożonym na 4 głosy. Przy zdolnościach, zamiłowaniu piękna i należytem przygotowaniu, utworzył on przed kilku laty orkiestrę z 16 osób i chór śpiewaków. Orkiestra kurowicka poświęcona głównie służbie kościołów, nie odmawia niekiedy swoich posług i znaczniejszym dworom okolicznym podczas zabaw. Co do orkiestr włościjańskich i małomiasteczkowych, te, prócz znanej i przodującej innym orkiestry w Maluszynie u hr.Ostrowskiego i wzmiankowanej kurowiekiej, już od kilku lat zaprowadzone są: we wsi Milejowie o milkę od Piotrkowa, w miasteczku Sulejowie; a za Pilicą, o ile nam wiadomo, we wsiach: Studzianny, Skrzyńsku, w miasteczku Szydłowcu i Suchedniowie.

Tydzień. 1899-08-20 R. 27 Nr 34


  
W parafii Kurowice w powiecie łódzkim, w niedzielę 6 sierpnia odbył się odpust Przemienienia Pańskiego, na który raczył przybyć ks. Przeor Rejman z Jasnej Góry. Ludu z całej okolicy i miasta Łodzi zebrało się może do 10,000. Summę celebrował ks. Ludwik Ruciński z Łaznowa, kazanie głosił ks. Jan Żak ze Rzgowa, ks. Przeor zaś odprawił wotywę przed Przemienieniem Pańskim. Zaraz po summie, w obecności wszystkich kapłanów przybyłych na odpust w liczbie kilkunastu pobłogosławieni zostali przez ks. Przeora staruszkowie jubilaci, żyjący ze sobą w stanie małżeńskim lat 50: Kacper i Maryjanna Niebelscy, ze wsi Wola Rakowa, parafii kurowickiej, oboje starzy gospodarze. Mowę ua tym uroczystym akcie wygłosił ks. kanonik Cheruba L Tuszyna. Na summie, ślubie jubileuszowym i w czasie obiadu przygrywała orkiestra miejscowa chłopska, pod dyrekcyją stałego swego kapelmajstra Władysława Ognrowskiego. Pomimo takiego natłoku ludu, dzięki gospodarzom parafii umyślnie w tym celu wyznaczonym, porządek był wzorowy i nie spostrzegło sili ani jednego pijanego, choć w Kurowicach istnieje karczma i lud pić lubi. Nieszpory celebrował ks. Alfons Trepkowski z Bendkowa.