Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cztery Włóki - Vier-Hufen/Gottlob. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cztery Włóki - Vier-Hufen/Gottlob. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 grudnia 2025

Boguchwała - Gottlob - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 1/1978 - cz. 4

 Na tym kończy się artykuł o Boguchwale. Zobacz także numery 10 i 11/1977.

Do parafii szkolnej i kantoralnej Boguchwała należeli Niemcy z miejscowości Boguchwała, Cztery-Włóki, Gorzeszyn-Duży, Gorzeszyn-Mały, Osiek, Budki i Malanówko.

Kantorat należał do parafii Sierpc. W kantoracie działał chór trąbkowy i chór mieszany.

Być może rzadkością w naszej dawnej ojczyźnie było to, że z tak małej gminy kantoralnej, jaką była Boguchwała, wywodziło się czterech nauczycieli. Byli to: bracia Julius i Gustav Prill, Gustav Schlachter i Albert Prill. Z nich żyje już tylko ten ostatni.

 Spośród nauczycieli kantora, którzy pracowali tutaj w Boguchwale, należy wymienić następujących: Albert Bessel, Daniel Retz, Gottlieb Scherp, August Ferchau, Edwin Stoy, Eduard Jabs, Adolf Tomm, Samulewitsch, Hermann Tomm, Hirsch oraz polski nauczyciel o niemieckim nazwisku Josef Fisch. W ostatnim okresie przed 1939 r. językiem wykładowym w szkole był język polski. Ostatni nauczyciele nie pracowali tu długo. Podczas II wojny światowej, podobnie jak w wielu innych szkołach, uczyła tu dziewczyna z Arbeitsdienst (służby pracy).

Przed II wojną światową parafia kantorska zleciła piękne pomalowanie swojej kaplicy. Wchodząc do świątyni rozjaśnionej tak pięknymi, jasnymi kolorami, widz musiał wyznać słowami psalmisty: „Jakże miłe są Twoje mieszkania, Panie Zebaoth! Psalm 84,2”. Już wiele lat temu powiększono również cmentarz.

W ostatnich latach przed II wojną światową, a także w jej trakcie, nabożeństwa czytane były na zmianę przez kantora Adolfa Stockmanna i jego syna Bertolda. Podczas II wojny światowej Boguchwała otrzymała niemiecką nazwę Gottlob.

                                                                   Boguchwała dzisiaj

Kiedy w mroźne styczniowe dni 1945 r. burza wojenna dotarła również do Boguchwala, niosąc ze sobą strach i przerażenie, niemieckie życie zostało tutaj zniszczone jednym ciosem. Ciężko załadowane wozy rolnicze wyruszyły w pośpiechu na ucieczkę. Po pokrytych głębokim śniegiem drogach powoli i mozolnie zmierzały na zachód, do nieokreślonego celu. W tyle pozostały pokryte grubą warstwą śniegu pola, które niegdyś niemieccy osadnicy z takim trudem uczynili urodzajnymi. W tyle pozostały również zbudowane z wielkim wysiłkiem gospodarstwa rolne i piękna kaplica. Kilka kobiet, które pozostały z dziećmi, zostało wysiedlonych po tym, jak przeszły przez wiele ciężkich doświadczeń. Dzisiaj mieszka tam tylko jeden rolnik pochodzenia niemieckiego. Wszyscy inni żyją teraz jak plewy rozwiane przez wiatr, rozproszeni gdzieś po całym świecie.

Po 1945 roku kaplicę ozdobiono obrazami świętych i poświęcono jako kościół katolicki przez duchownego z Ligowa. Później jednak kaplicę rozebrano. Z pozyskanych materiałów budowlanych wzniesiono mały dom mieszkalny, a budynek szkolny powiększono i przebudowano na szkołę dwuklasową.

Dzwon przeniesiono do sąsiedniej wsi Ligowo. Tam bije z wysokiej wieży dwuwieżowego dużego kościoła katolickiego. Przy sprzyjającym wietrze jego dźwięki cicho docierają do dawnej niemieckiej osady Boguchwała i jej cmentarza, gdzie całkowicie wybrzmiewają. Wieża dzwonnicza została rozebrana, a drewno prawdopodobnie wykorzystano jako opał.

Kiedy w 1975 roku ktoś odwiedził swoje miejsce urodzenia i ojczyznę Boguchwałę, zastał osadę wymarłą. Niektóre gospodarstwa zniknęły, a inne popadły w ruinę. Część piaszczystych pól uprawnych została obsadzona lasem sosnowym. Cmentarz został ogrodzony siatką drucianą, ale brakuje już bramy wejściowej. Jest bardzo zarośnięty krzakami osiki, tak że można wejść na niego tylko z wielkim trudem.

Tak spoczywają teraz niemieccy osadnicy, którzy ciężką pracą uczynili tę ziemię urodzajną, aby stworzyć sobie nową ojczyznę. Latem wiatr szumi w drżących liściach osiki, a jesienią i zimą zawsze tak zimna burza w nagich gałęziach śpiewa melancholijną melodię o przemijalności wszystkiego, co ziemskie.

                                                                                          Otto Lange, Nienburg

                                                                                          dawniej Plock i Lipno.




Hiermit wird der Artikel über Boguchwala Beendet. Siehe auch die Folgen, in den Nummern 10 und 11/1977.

Zur Schul- und Kantoratsgemeinde Boguchwala gehörten die Deutschen aus den Ortschaften Boguchwala. Cztery-Wl

uki, Gorzeszyn-Duży, Gorzeszyn-Mały, Osiek, Budki und Malanówko.

Das Kantorat gehörte zur  Kirchengemeinde Sierpc. Im Kantorat bestand ein Posaunenchor und ein gemischte Gesangchor.

Es mag wohl eine Seltenheit in unserer alten Heimat gewesen sein, daß aus solch einer kleinen Kantoratsgemeinde, wie es Boguchwała war, 4 Lehrer hervoragegangen sind. Es waren dies: Die Brüder Julius und Gustav Prill, Gustav Schlachter und Albert Prill. Von ihnen lebt nur noch der zuletzt genannte.

Von den Kantorlehrern, die hier in Boguchwala tätig waren, seien folgende genannt: Albert Bessel. Daniel Retz, Gottlieb Scherp, August Ferchau, Edwin Stoy, Eduard Jabs, Adolf Tomm, Samulewitsch, Hermann Tomm, Hirsch und der einen deutschen Namen tragende polnische Lehrer Josef Fisch. Die Schule hatte in letzter Zeit vor 1939 die polnische Unterichtssprache. Die letzten Lehrer waren hier nicht lange tätig. Im 2. Weltkrieg unterrichtete hier, wie an fielen anderen Schulen auch, ein Mädchen vom Arbeitsdienst.

Vor den zweiten weltkrieg ließ die Kantoratsgemeinde ihre Kapelle sehr schön ausmalen. Betrat man jetzt das in so schönen hellen Farben strahlende Gotteshaus, dann mußte der Beschauer mit den Worten des Psalmisten bekennen:"Wie lieblich sind deine Wohnungen. Herr Zebaoth! Psalm 84,2". Vor Jahren schon war auch der Friedhof  vergrößert worden.

In den letzten Jahren vor dem 2. Weltkrieg und auch während desselben wurden die Lesegottesdienste vom Kantoratsvorsteher Adolf Stockmann und seinem Sohn Bertold  abwechselnd gehalten. Im 2. Weltkrieg bekam Boguchwala den deutschen Namen Gottlob.

                                                       Boguchwala heute

Als in den eissigen Januartagen 1945 der Kriegssturm auch nach Boguchwala heranbrauste und Angst und Schrecken mit sich brachte, da wurde auch hier das deutsche Leben mit einem Schlag ausgelöscht. Mit schwerbeladenen Bauernwagen macht man sich eilend auf auf die Flucht. Auf tiefverschneiten Wagen ging es nun langsam und mühsamigen Westen, einem umbestimmten Ziele zu. Zurück blieben die mit hohem Schnee warm zugedeckten Felder, die einst die deutschen Siedler mit so viel Schweiß urbar gemacht hatten. Zurück blieben auch die mit so viel Mühe erbauten Bauernhöfe und die schöne Kapelle. Einige noch zurück gebliebene Frauen mit ihren Kindern wurden ausgewiessen, nachdem sie noch sehr viel Schweres durchgemacht hatten. Heute ist dort nur ein deutschstämmiger Bauer. Alle anderen leben jetzt wie vom Winde verwehte Spreu, weit zerstreut irgendwo in der Welt.

Nach 1945 wurde die Kapelle mit Heiligenbildern geschmückt und vom kathol. Geistlichen aus Ligowo als katholisches Gotteshaus geweiht. Später aber wurde die Kapelle abgetragen. Aus dem gewonnenen Baumaterial wurde ein kleines Wohnhaus erbaut und das Klassenhaus vergrößert und zu einer zweiklassigen Schule ausgebaut.

Die Glocke wurde nach dem bebachbarten Kirchdorf Ligowo gebracht. Dort läutet sich von dem einen hohen Turm der doppeltürmigen großen katholischen Kirche. Dann klingen ihre Töne bei günstigem Luftzug leise herüber nach der einstigen deutschen Siedlung Boguchwala und ihrem Friedhof und verhallen hier vollends. Der Glockenturm ist abgebrochen worden und das Holz hat man wahrscheinlich als Brennholz genutzt.

Als einer 1975 seinen Geburst- und Heimatort Boguchwala besuchte, fand er die Siedlung wie ausgestorben vor. Manche Gehöfte fehlen und andere sind inzwischen baufällig geworden. Ein Teil der sandigen Ackerfelder sind mit Kiefernwald bepflantz worden. Der Friedhof ist mit Maschendrath eingezäunt worden,  aber es fehlt schon die Eingangspforte. Es ist sehr stark mit Espengestrüpp überwuchert, so daß man ihn nur mit großer Mühe betreten kann.

So ruhen nun die deutsche Siedler, die dort in harter, schwerer Arbeit das Land urbar machten, um sich eine neue Heimat zu schaffen. Im Sommer rauscht der Wind in den zitternden Espenblättern eine lispelnde Weise und im Herbst und Winter klagt der immer so kalte Sturm in dem kahlem Geäst eine wehmütige Melodie von der Vergänglichkeit alles Irdischen.

                                                                                          Otto Lange, Nienburg

                                                                                          früher Plock und Lipno.

-

Boguchwała - Gottlob - Cztery Włóki - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 11/1977 - cz.3.

                SPOŁECZNOŚĆ SZKOLNA I KANTORSKA BOGUCHAŁA / GOTTLOB

W tym artykule Otto Lange opisuje, jak trudne było życie niemieckich osadników, którzy wyruszyli na wschód, aby tam zagospodarować ziemię i stworzyć sobie nową ojczyznę. Podobnie jak w osadzie Boguchwała, tak samo było w wielu innych osadach niemieckich imigrantów na ziemiach polskich.                                   


                                           Budowa domu modlitwy i szkoły 

Wraz z powstaniem małej osady Cztery-Włuki znacznie powiększyła się cała osada Boguchwała. W ten sposób w 1853 roku osadnicy zbudowali szkołę i dom modlitwy. Budynek szkoły, zbudowany z sosnowych bali, był niewielki. Na jednym końcu znajdowało się małe mieszkanie nauczyciela, a na drugim sala lekcyjna. Dom modlitwy, również zbudowany z sosnowych bali, był niewielką chatą położoną między szkołą a cmentarzem. Wyglądał bardzo skromnie i prosto. Można było z pełnym prawem powiedzieć: „Oto dom Boży wśród ludzi!” (Ap 21,3). Ale osadnicy stworzyli sobie miejsce, w którym mogli gromadzić się w niedziele i święta, aby czerpać z Bożego słowa pocieszenie i siłę do ciężkiej i pełnej trudów codzienności. Jakże droga i cenna była dla nich ta święta „chata”!

                                                                            Dzwon

Parafia kantorska w Boguchwale posiadała piękny, duży dzwon. Jego dźwięk zawsze rozbrzmiewał uroczyście z drewnianej wieży w rozproszonej osadzie, gdy w sobotę wieczorem zwiastował nadejście niedzieli, w niedziele i święta zapraszał wiernych do kościoła, a swoim smutnym dźwiękiem towarzyszył zmarłym w drodze do ostatniego spoczynku. Powodem powstania tego dzwonu było bardzo osobliwe wydarzenie.

Rolnik Hein stracił żonę. Bardzo martwił się, czy jego zmarła żona odeszła w błogosławieństwie. Szczególnie zajmowało go to pytanie, gdy siedział przy ciepłym piecu w swojej izbie podczas długich zimowych wieczorów. Wtedy wpadł na pomysł, że posadzi dąb na grobie swojej zmarłej żony, a jeśli będzie on pięknie rosnąć, będzie to znakiem, że jego żona zmarła w błogosławieństwie. Kiedy stopniał śnieg i ziemia rozmroziła się, rolnik Hein udał się na cmentarz i posadził dąb przy grobie swojej żony. Podczas sadzenia nagle przyszła mu do głowy myśl, aby obok grobu swojej żony, w miejscu, gdzie w przyszłości będzie znajdował się jego własny grób, posadzić jeszcze jeden dąb. A jeśli ten również wyrośnie, będzie to znak, że on również umrze w błogosławieństwie. I tak posadził drugi dąb.

Wiosną Hein często przychodził na cmentarz, aby sprawdzić, czy posadzone dęby rosną. Był bardzo szczęśliwy, gdy zobaczył, że dąb przy grobie jego żony zazielenił się. A latem jego gałęzie były już gęsto pokryte błyszczącymi, ciemnozielonymi liśćmi. Teraz głęboko wierzył, że jego żona zmarła w błogosławieństwie. Ale teraz, w tej swojej wielkiej radości, musiał zauważyć, że dąb posadzony przy jego przyszłym grobie nie zazielenił się. Przez całe lato stał bez liści. Bardzo go to zasmuciło. Stał się poważnym, cichym człowiekiem i dużo modlił się o zbawienie swojej duszy. Następnej wiosny zauważył z wielką radością, że ten dąb również zaczął zielenić się. Liście pozostawały jednak małe i mizerne. W ciągu następnych lat drzewo rosło coraz piękniej, ale pozostawało znacznie mniejsze niż to przy grobie żony.

Z wielkiej  radości i wdzięczności, że oba dęby rosły, a tym samym zapewniły zbawienie jego duszy i duszy jego żony, ofiarował Bogu na cześć piękny, duży dzwon. Drewniana dzwonnica została zbudowana przez gminę kantoralną. Na cmentarzu stały jednak nierówne dęby, świadczące o hojności ofiarodawcy dzwonu.

                                                    Budowa kaplicy i inne sprawy

Z biegiem lat gmina kantoralna znacznie się powiększyła dzięki osiedleniu się kilku niemieckich rodzin. Okazało się, że konieczna jest rozbudowa domu modlitwy, który popadł w ruinę. Dzięki wielkim poświęceniom zbudowano przestronną, masywną kaplicę z sklepieniem i emporą. Stała się ona sercem gminy kantoralnej.

Wraz ze wzrostem liczby uczniów stara sala lekcyjna stała się zbyt mała. Przekazano ją nauczycielowi jako salon, a w okresie międzywojennym zbudowano bardzo przestronny budynek szkolny. Nie powstał on jednak na terenie szkoły, lecz na działce, którą rolnik Adolf Stockmann podarował gminie ze swoich pól uprawnych. Była ona do tego celu dobrze przystosowana, ponieważ znajdowała się w pobliżu szkoły.

Przed II wojną światową dzwon podarowany przez Heina pękł. Został wysłany do odlewni dzwonów, gdzie został przetopiony, a następnie zakupiono nowy.

                       Gospodarstwo Peplausche w Gottlob w spokojny listopadowy wieczór.
                       Der Peplausche Bauernhof in Gottlob an einem stillen Novemberabend,


DIE SCHUL- UND KANTORATSGEMEINDE BOGUCHALA / GOTTLOB

Landsmann Otto Lange schildert in diesen Artikel, wie schwer er unsere deutschen Siedler hatten, als sie nach dem Osten zogen und dort das Land urbar machten, um sich eine neue Heimat zu schaffen. So wie in der Siedlung Boguchwała war es ja auch in vielen anderen Siedlungen der deutschen Einwanderer im polnischen Land.

                                   Bethaus und Schule werden erbaut

Durch die Entstehung der kleiner Siedlung Cztery-Wluki hatte sich die gesamtsiedlung Boguchwała bedeutend vergrösert. Und so erbauter die Siedler im Jahre 1853 die Schule und das Bethaus. Das aus Kiefernbohlen erbaute Schulhaus war nur klein. Auf einem Ende befand sich die kleine Lehrerwohnung und auf dem andern Ende der Klassenraum. Ab Bethaus wurde, ebenfalls aus Kiefernbohlen, zwischen Schulhaus und Friedhof ein kleines Häuschen errichtet. Es machte einen sehr bescheidenen und schlichten Eindruck auf den Betrachter. Mit vollem Recht konte man davon sagen; .,Siehe da, die Hütte Gottes bei den Menschen !"(Offenbarung 2l,3). Aber die Siedler hatten sich hiermit eine Stätte errichtet, an der sie sich an den Sonn-und Festtagen versammeln konnten, um von hier aus dem Worte Gottes sich Trost und Stärkung für den schweren und so mühereichen Alltag zu holen. Wie lieb und wert war ihnen diese heilige ,,Hütte"!

                                                  Die Glocke

Die Kantoratsgemeinde Boguchwała war im Besitz einer schönen großen Glocke. Ihr Geläute klang immer so feierlich von hölzernen Turm durch die Streusiedlung, wenn sie am Samstag abends den Sonntag einläutete an Sonn- und Festtagen die Gemeinde ins Gotteshaus einlud und die Heimgegangen mit ihren Trauerklängen auf dem Wege zur letzten Ruhe begleitete. Diese Glocke veranlaßte, war eine sehr eigenartige Begebenheit.

Dem Bauern Hein war die Ehefrau gestorben. Er machte sich viele ernste Sorgen darüber, ob seine heimgegangene Frau auch selig gestorben sei. Besonders viel beschäftigte er sich mit dieser Frage wenn er an den langen Winterabenden in sejner Stube am warmen Ofen saß. Hierbei kam ihm der Einfall, er werde an den Grabeshügel sejner verstorbenen Ehefrau eineche pflanzen, und wenn sie schön wachsen wirdso soll dies ein Zeichen dafür sein, daß seine Frau selig gestorben ist. Als die Schneeschmelze vor war und der Erdboden aufgetaut, ging der Bauer Hein auf den Friedhof und flantze dort am Grabe seiner Frau die Eiche. Beim Pflanzen kam ihm plötzlich der Gedanken, neben den Grabeshügel seiner Frau dort wo in Zukunft sein eigenes Grab sich befinden wird, auch noch eine Eiche zu pflanzen. Und wenn auch diese wachsen wird, so soll auch dieses ein Zeichen sein, daß auch er einst selig sterben werde. Und so pflanzte er die zweite Eiche.

Im Frühling kam Hein oft auf den Friedhof, um nachzusehen, ob die gepflantzen Eichen wachsen. Seine Freude war groß, als er sah, daß die Eiche am Grab seiner Frau grünte. Und im Sommer waren ihre Zweige bereits dicht mit glänzenden tiefgrünen Blättern bedeckt. Nun glaubte er ganz fest, daß seine Frau selig gestorben sei. Aber nun mußte er in dieser seiner großen Freunde sehen, daß die gepflanzte Eiche an seinem zukünftigen eigenen Grabe nicht grünte. Den ganzen Sommer stand sie ohne Blätter da. Dies machte ihn sehr traurig. Er wurde ein ernster stiller Mann und betete viel für sein Seelenheil. Im nächsten Frühling bemerkte er zu  großen Freude, daß diese Eiche auch zu grünen begann. Die Blätter blieben jedoch nur klein und kümmerlich. Im Laufe der nächsten Jahre wuchs sie zwar immer schöner, aber sie blieb doch bedeutend kleiner als die am Grab der Ehefrau.

Aus großer  Freude und Dankbarkeit, daß beide Eichen wuchsen und daher seines und seiner Ehefrau Seelenheils gewiß, spendete er Gott zur Ehre die schöne große Glocke. Der hölzerne Glockenturm wurde von der Kantoratsgemeinde erbaut. Auf dem Friedhof aber standen die ungleichen Eichen und zeugen von dem hochherzigen Glockenspender.


                                           Der Kappelenbau und anderes

Im Laufe der Jahre hatte sich die Kantoratsgemeinde durch die Ansiedlung von einigen deutschen Familien merklich vergrößert. Da erwies sich das als, inzwischen baufällig gewordene Bethaus zu erbauen. Mit großen Opfern wurde eine geräumige massive Kapelle mit gewölbter Decke und einer Empore errichtet. Sie war nun das Herzstück der Kantoratsgemeinde.

Als die Schülerzahl immer größer wurde, war die alte Schulklasse zu klein. Man überließ diese dem Lehrer als Wohnzimmer und es wurde zwischen den beiden Weltkriegen ein sehr geräumiges Klassenhaus erbaut. Dieses wurde aber nicht auf dem Schullande errichtet, sondern auf einem Bauplatz, welchen der Landwirt Adolf Stockmann von seinem Ackerland der Gemeinde schenkte. Er war hierfür gut geeignet, denn er lag dicht an der Schule.

Vor dem 2. Weltkrieg war die von Hein gespendete Glocke gesprungen. Sie wurde in die Glockengießerei eingesandt, dort eingeschmolzen und es wurde eine neue bezogen.

                                                     Schluß folgt


                               





piątek, 12 grudnia 2025

Boguchwała - Gottlob - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 10/1977 - cz. 2.

 

                                                   Powstaje niemiecka osada

W wyniku długotrwałego i kosztownego procesu właściciel majątku popadł w kłopoty finansowe. Zrezygnował więc z dalszej rozbudowy majątku i postanowił osiedlić na tych terenach leśnych Niemców. W 1847 roku przybyli tu Niemcy z różnych stron i osiedlili się tutaj. Nowo powstała niemiecka osada zachowała nazwę Boguchwała.

Osadnicy przeznaczyli 3 morgi ziemi na szkołę, dom modlitwy i cmentarz. Najpierw przygotowano cmentarz, aby zmarłych można było pochować w ziemi poświęconej Bogu. Ledwie to zrobiono, trzeba było pochować pierwszą zmarłą osobę. Był to osadnik, który zginął w tragicznym wypadku. Podczas uprawiania nowo nabytej ziemi został zabity przez przewracające się drzewo podczas ścinki dużego drzewa leśnego. To było naprawdę bardzo smutne, nagłe zakończenie życia pracowitego osadnika!

                                         Miejscowość Cztery - Włóki / Vier - Hufen

Pomiędzy nowo powstałą osadą Boguchwała a majątkiem ziemskim znajdował się jeszcze las o powierzchni 4 łanów (120 morgów), który również należał do właściciela majątku ziemskiego z Osieka. Postanowił on osiedlić tu również Niemców. W 1852 roku osiedliło się tu 9 Niemców. Osadnicy nadali swojej małej osadzie nazwę Cztery - Włuki. Początkowo mieli własnego sołtysa. Dopiero po latach osadnicy zostali podporządkowani sołtysowi wsi Boguchwała.

Los tych osadników był nieludzko ciężki. Aby stworzyć sobie prowizoryczne schronienie, zbudowali ziemiankę. Była to wykopana w leśnej ziemi jama, nad którą ułożono belki. Na nich ułożono deski, które stanowiły sufit, a następnie krzewy, trawę leśną i mech, tak aby wszystko to tworzyło nieco pochyły dach oparty o ziemię. Następnie wszystko przykryto grubą warstwą piasku. Na małym kominie umieszczono blaszaną rurę, aby dym miał lepszy odpływ.

Taka ziemianka miała tylko dwa pomieszczenia: stodołę i pokój mieszkalny. Do drzwi wejściowych ziemianki prowadził pochyły korytarz. Najpierw wchodziło się do stodoły. Stąd wąskie drzwi prowadziły do pokoju mieszkalnego, gdzie gotowano i spano. Przez małe, wąskie okienko składające się tylko z dwóch szyb do pomieszczenia wpadało tylko skąpe światło. Ponieważ dach ziemianki był bardzo płaski i często grzebały po nim kurczaki w poszukiwaniu robaków, przeciekał, tak że podczas topnienia śniegu i ulewnego deszczu woda kapała do wnętrza chaty przez sufit. Żona jednego z osadników opowiadała, że kiedy stała przy kuchence i gotowała skromny posiłek, woda ciągle kapała jej na głowę. Przez to przeziębiła się i wkrótce zmarła.

Osadnicy w Cztery-Włuki musieli wykonywać bardzo ciężką pracę przy karczowaniu lasu. Ponieważ w Boguchwale las został już wykarczowany w wyniku sprzedaży żydowskiemu handlarzowi drewnem, tutaj trzeba było to dopiero wykonać. Na mocy umowy właściciel majątku w Osieku zastrzegł sobie prawo do drewna. Za pomocą motyki, siekiery i łopaty trzeba było uprawiać glebę leśną, aby następnie zasiać pierwsze zboże. Ileż potu kosztowało usunięcie grubych pniaków i korzeni! Do tego dochodziło to, że wszystkie te ciężkie prace musiały być wykonywane przy bardzo skromnym wyżywieniu. Posiłki składały się z zup z buraków, kaszy gryczanej i kaszy żytniej. Do kaszy żytniej, z której pieczono chleb, dodawano jeszcze otręby, ponieważ inaczej nie wystarczyłaby.

Dopiero gdy największa trudność została pokonana, osadnik zbudował sobie mały dom. Składał się on z jednego pomieszczenia mieszkalnego z spiżarnią, stajnią i stodołą. Wszystko to tworzyło jedną całość pod jednym dachem. Aby zaoszczędzić na kosztach materiałów budowlanych, dom był bardzo niski. Opowiadano o osadniku, który miał 1,78 m wzrostu i musiał chodzić po swoim pokoju zgarbiony, w „pokornej” postawie, aby nie uderzyć głową o belkę stropową. Mimo to był bardzo szczęśliwy i wdzięczny Bogu, że nie musiał już mieszkać „pod”, ale „nad”.

                                                               Ciąg dalszy nastąpi.





                                         Es entsteht eine deutsche Siedlung

Durch den langdauernden und kostspieligen Prozeß war der Gutherr in Geldschwierigkeiten geraten. So nahm er von dem weiteren Ausbau des Teilgutes Abstand und entschloß sich, auf diesem Waldgeände Deutsche anzusiedeln. Im Jahre 1847 kamen aus verschiedenen Gegenden Deutsche und siedelten sich hier an. Die neuentstandene deutsche Siedlung behielt den Ortsnamen Boguchwała.

Für Schule, Bethaus und Friedhof bestimmten die Siedler 3 Morgen Land. Zuerst wurde der Friedhof hergerichtet, damit man die Verstorbenen in gottgeweihter Erde zur letzten Ruhe betten konnte. Kaum war dies geschehen, da mußte auch schon der erste Tote hier beerdigt werden. Es war ein Siedler, der durch einen tragischen Unfall ums Leben gekommen war. Als er sein neuerworbens Land urbar machte, war er bei Fällen eines großen Waldbaumes von dem umstürzenden Baum erschlagen worden. Wahrlich, ein sehr trauriges, jähes Ende eines fleißigen Siedlers!


                                      Der Ortsteil Cztery - Włuki / Vier - Hufen

Zwischen der neuentstandenen Siedlung Boguchwała und dem Gut lag noch ein Waldstück in der Größe von 4 Hufen (120 Morgen), welches auch dem Gutsbesitzer von Osiek gehörte. Er beschloß, auch hier Deutsche anzusiedeln. Im Jahre 1852 siedelten sich hier 9 deutsche anzusiedeln. Diese Siedler gaben ihrer kleinen Siedlung den Namen Cztery - Włuki. Sie hatten anfangs ihren eigenen Schulzen. Erst nach Jahren wurden diese Siedler dem Dorfschulzen von Boguchwała unterstellt.

Unmenschlich hart war das Los dieser Siedler. Um ein notdürftiges Unterkommen sich zu schaffen, errichtete man eine Erdhütte. Dies war eine im Waldboden ausgehobene Grube, über die man die Balken legte. Darauf wurden Bretter gelegt, welche die Decke bildeten, und dann Strauch, Waldgras und Moos so, daß dies alles ein etwas schräg abfallendes Dach bildete, das sich auf die Erde lehnte. Dan wurde alles mit einer dicken Schicht Sand zugedeckt. Dem kleinen Schornstein setzte man noch ein Blechrohr auf, damit der Rauch einen besseren Abzug hatte.

Solh eine Erdhütte hatte nur zwei Räume, den Stall und den Wohnraum. Zur Eingangstür der Erdhütte führte ein schrägabfallender Gang. Zuerst kam in den Stall. Von hier führte eine schmale Tür in den Wohnraum, wo auch gekocht und geschlafen wurde. Durch ein kleines, schmales, nur aus zwei Scheiben bestehendes Fensterchen drand nur ein spärlicher Lichstschein in den Raum. WEil das Dach der Erdhütte nur sehr flach lag und daher die Hühner oft darauf nach Würmen suchend herumscharrten, so wurde es undicht, so daß es bei Schneeschmelze und starkem Regen in Innern der Hütte durch die Decke tropfte. Von der Frau eines Siedlers wurde erzählt, daß wenn sie am Herd stand und das karge Essen kochte, es ihr dann ständig auf den Kopf tropfte. Dadurch hatte sie sich eine Erkältung zugezogen, so daß sie bald starb.

Eine sehr harte Rodearbeit mußten die Siedler hier in Cztery - Włuki verrichten. Da in Boguchwała der Wald durch den Verkauf an den jüdischen Holzhändler bereits gerodet war, mußte dieses hier erst ausgeführt werden. Durch Vertrag hatte sich der Gutsherr von Osiek das Holz für sich vorbehalten. Mit Rodehacken, Axt und Spaten mußte der Waldboden urbar gemacht werden, um dann die erste Saar hineinstreuen zu können. Mit wieviel Schweiß ist dicken Stubben und Wurzeln freigemacht war! Dazu kam, daß alle diese schweren Arbeiten bei einer sehr mageren. Ernährung verrichtet werden mußten. Die Speisen bestanden aus Suppen von roten Rüben. Buchweizengrütze und Roggenschrotbrei. Dem Roggenschrot, aus dem das Brot gebacken wurde, mengte man noch Kleie bei, weil es sonst nicht gereicht hätte.

Erst als die größte Not überwunden war, erbaute der Siedler sich ein kleines Haus. Es bestand aus einem einzigen Wohnraum mit Speisekammer, Stall und Scheune. Dieses alles bildete ein Ganzes unter einem Dach. Um Baumaterialkosten zu sparen, war das Haus sehr niedrich. So wurde von einem Siedler erzählt, der 1,78 Meter groß war, daß er in seinem Wohnraum immer gebückt, in "demütiger" Haltung, gehen mußte, um nicht seinen Kopf an den Stubenbalken wund zu stoßen. Und trotzdem war er sehr froh und Gott dankbar, daß er nun nicht mehr "unter", sondern " über der Ende wohnen durfte.

                                                               Fortsetzung folgt.



Boguchwała - Gottlob - Niemieckie osadnictwo - Der Heimatbote - 10/1977 - cz. 1.

 

                     KIEDY NASI PRZODKOWIE PRZYBYLI DO POLSKI

Widzimy ziemiankę niemieckiego osadnika w Czterech Włókach - Vier-Hufen/Gottlob (skan poniżej). Chociaż dzień dobiega końca, a żona osadnika rozpaliła już ogień w piecu, aby ugotować skromną kolację, osadnik nadal pilnie zajmuje się karczowaniem pni.

W tym artykule Otto Lange opisuje, jak trudne było życie naszych niemieckich osadników, którzy wyruszyli na wschód i tam zagospodarowali ziemię, aby stworzyć sobie nową ojczyznę. Tak jak w przypadku niemieckich imigrantów na ziemiach polskich.


          SPOŁECZNOŚĆ SZKOLNA I KANTORSKA BOGUCHWAŁA/GOTTLOB

Wspominam  dawne czasy. Psalm 143, 5.

Aby dotrzeć do niemieckiej osady Boguchała/Gottlob w naszej dawnej ojczyźnie, trzeba było zejść z rynku małego miasteczka Skempe, położonego w powiecie Lipno, stromą uliczką prowadzącą na południe. Mijało się tam wzgórze, na którym stała stara drewniana dzwonnica. Kiedyś stał tu drewniany kościół parafialny w Skempe. Kiedy stał się on zbyt zniszczony, został rozebrany w 1818 roku i nie odbudowano go. Za tym wzgórzem kościelnym dochodziło się do drewnianego mostu, który prowadził przez szeroki ciek wodny łączący Święte Jezioro z Wielkim Jeziorem. Następnie szło się między starymi spichlerzami mieszkańców Skemper, które stały ciasno obok siebie po obu stronach drogi w długich rzędach.  Potem droga stała się bardzo piaszczysta, ale prowadziła również przez łąkę i bardzo gęsty las. Po 6 kilometrach wędrówki docierało się do Boguchwała.

Już z daleka witała nas wieżyczka dachowa kaplicy ewangelickiej. Pomiędzy wysokimi drzewami cmentarza można było dostrzec ciemną drewnianą dzwonnicę. Po lewej stronie, w niewielkiej odległości, widać było stary wiatrak, którego skrzydła obracały się na wietrze. Większość większych gospodarstw rolnych znajdowała się nieco na uboczu, po prawej stronie drogi. Za nimi rozciągały się pastwiska i częściowo łąki sianowe. Przez te łąki przepływał strumień Czyżnica, który wypływał z łąk Bielskich i wpadał do rzeki Skrwy w Malanowie.

                                                 Nazwa miejscowości Boguchwała

130 lat temu na ziemiach Boguchwała rosły jeszcze gęste lasy, które były własnością właściciela ziemskiego z Osieka. Na wysokim, piaszczystym podłożu proste jak świeczki sosny wyciągały swoje korony wysoko w powietrze, a na zimnych, bagnistych terenach rosły grube olchy. Właściciel majątku sprzedał ten drzewostan żydowskiemu handlarzowi drewnem i zamierzał rozbudować tu część majątku wraz z własnymi budynkami gospodarczymi. Najpierw zbudował tu dużą stajnię.

Doszło jednak do poważnego sporu między właścicielem majątku a Żydem, który ostatecznie doprowadził do ciężkiego i zaciętego procesu sądowego. W końcu właściciel majątku wygrał proces. Po ogłoszeniu wyroku, pełen radości, wykrzyknął: „Chwała Bogu!”. To skłoniło go do nadania części majątku nazwy Boguchwała.




                      ALS UNSERE VORFAHREN NACH POLEN KAMEN     

Wir sehen die Erdhütte eines deutschen Siedlers in Vier - Hufen/Gottlob. Kann auch der Tag schon zu Neige geht und die Siedlerfrau bereits das Feuer im Herd angezündet hat, um das karge Abendessen zu kochen, ist der Siedler noch immer fleißig beim Stubbenroden.

Landsmann Otto Lange schildert in diesem Artikel, wie schwer es unsere deutschen Siedler hatten, als sie nach dem Osten zogen und dort das Land urbar machten, um sich eine neue Heimat zu schaffen. So wie in der deutschen Einwanderer i, polnischen Land.


          DIE SCHUL-UND KANTORATSGEMEINDE BOGUCHWALA/GOTTLOB

Ich gedenke  an die vorigen Zeiten. Psalm 143, 5.

Um in unserer alten Heimat die deutsche Siedlung Boguchala/Gottlob zu erreichen, wanderte man vom Marktplatz der im Kreise Lipno gelegenen kleinen Stadt Skempe die nach Süden führende steil abfallende Gasse hinunter. Dort kam man an einem Hügel vorbei, auf dem ein alter hölzerner Glockenturm stand. Hier hatte einst die aus Holz erbaute Skemper Pfarrkirche gestanden. Als sie baufällig geworden war, wurde sie im Jahre 1818 abgebrochen und nicht mehr aufgebaut. Hinter diesem Kirchhügel kam man auf eine Holzbrücke, die  über den breiten Wasserlauf führte, der den Heiligen See mit dem Großen See verband. Dann schritt man zwischen den uralten Kornscheunen des Skemper Ackerbürger dahin, die dicht aneinander gedrängt an beiden Seiten des Weges in langen Reihen fanden.  Dan wurde der Weg sehr sandig, führte aber auch der eine Wiese und durch einen sehr dichten Wald. Nach einer Wanderung von 6 Kilometern erreichte man Boguchwala.

Schon aus der Ferne grüßte das Dachreitertürmchen der evangelischen Kapelle. Zwischen den hohen Friedhofsbäumen erblickte man den dunklen hölzernen Glockenturm. Links davon sah man die alte Windmühle in kleiner Entfernung stehen, deren Flügel sich im Winde drehten. Die meist größeren Bauernhöfe lagen etwas abseits an der rechten Straßenseite. Dahinter als Vichweide und zum Teil als Heuwiesen genutzt wurden. Durch diese Wiesen floß ein Bach, die Czyżnica, die den Bieler Wiesen entsprang und bei Malanowo in den Fluß Skrwa einmündete.


                                                     Der Ortsname Boguchwala

Vor 130 Jahre stand auf den Boguchwaler Ländereien noch dichter Urwald, der im Besitz des Gutsherrn von Osiek war. Auf dem hohen sandigen Boden reckten die kerzengraden Kiefern ihre Kronen hoch in die Lüfte, und in den kalten sumpfigen Gründen standen dickstämmige Erlen. Der Gutsherr verkaufte diesen Baumbestand an einen jüdischen Holzhändler und beabsichtigte, hier ein Teilgut mit eigenen Wirtschaftsgebäuden auszubauen. Zuerst erbaute er hier einen großen Gutsstall.

Da kann es aber zu einem großen Streit zwischen dem Gutsherrn und dem Juden, was schließlich einen harten erbitterten Prozeß auslöste. Endlich gewann der Gutsherr doch den Prozeß Hocherfreut rief er bei der Urteilsverkündung aus:"Chwała Bogu!" (Gott Lob). Und dies veranlaßte ihm, dem Teilgut den Ortsnamen Boguchała zu geben.