Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Pileckiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Pileckiego. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 października 2025

Olechów - Obóz pracy - Kolej - Żydzi - Ludobójstwo - Instytut Pileckiego - cz.2

 


000014

                                                           PROTOKÓŁ  RZESŁUCHANIA  ŚWIADKA

Dnia 26 października 1972 roku

Sąd Powiatowy dla m. Łodzi w Łodzi w osobie Sędziego Sądu Powiatowego mgr Barbary Zelent z udziałem protokólanta Krystyny Klejman na wniosek: Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskiej w Poznaniu. Przesłuchał w dniu 26 października 1972 roku Władysława Kaczmarka w charakterze świadka, którego tożsamość  ustalono na podstawie okazanego dowodu osobistego. 

Sąd pouczył świadka o obowiązku mówienia prawdy i uprzedził o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania:

Świadek podał:

Władysław Kaczmarek, rodz. Jan i Stanisława z d. Slęzak, ur. 23.1.1922 r. w Perleburg Niemcy, zam. Łódź, ul. Warneńczyka, pracownik fizyczny.

W czasie okupacji byłem wzięty na przymusową pracę jako Polak do niemieckiej firmy Budowlanej Grün o Bielfinger z Mauscheim w charakterze robotnika, pomocnika maszynisty, na kolejce wąskotorowej roboczej. Pracowaliśmy przy budowie nasypu kolejowego na terenie między stacją Łódź – Chojny a Młynkiem. Kierownikiem budowy był Włoch – Mamani. Majstrami, osobami dozorującymi pracę maszynistami byli Niemcy. Byli oni ubrani w cywilne ubrania.

Niemiec, którego nazywaliśmy wszyscy „Tyrolczyk” miał powierzony pewien odcinek budowy nasypu i pełnił funkcję dozorcy, pilnował nas przy wykonywaniu pracy. Ten Niemiec mógł mieć wówczas około 45 lat, średniego wzrostu, dosyć tęgawy, czarny tzw. miał czarne włosy i czarne wąsiki. Nazywaliśmy go dlatego „Tyrolczyk”, bo nosił krótkie zamszowe spodenki i tyrolski kapelusz z piórkiem. Na tę budowę, gdzie myśmy pracowali przywozili, a właściwie przyprowadzali Żydów z obozu z Olechowa i jak myśmy przywozili piasek, żwir i glinę to Żydzi wysypywali to. Przeciętnie przyprowadzali do pracy 40-45- Żydów. Żydzi byli wynędzniali, wybiedzeni, ledwo chodzili, byli w różnym wieku. Byli tacy, co mieli z 16 lat, dwadzieścia parę lat, 40 i 50 lat.

Wiedzieliśmy, że to są Żydzi bo mieli na ubraniach żółte gwiazdy a poza tym przychodzili do nas po chleb i stąd wiedzieliśmy, że to są Żydzi. Myśmy pracowali na dwie zmiany po 12 godzin, w jednym tygodniu na dzień, w drugim tygodniu w nocy 12 godzin. Żydzi również pracowali w nocy. Najwięcej zabójstw Żydów widziałem, wówczas kiedy pracowałem na nocnej zmianie i kiedy była niedobra pogoda. Mokra glina, piasek załadowana przez koparkę na wagony przyklejała się do podłogi wagonu i kiedy Żydzi wyładowywali wagony musieli bardzo dokładnie wyładować wszystko wszystko, zostawić czystą podłogę. Tego wymagał Niemiec „Tyrolczyk”. Jak ten Niemiec zauważył, że podłoga wagonu nie jest zupełnie czysta, kazał szybko oczyścić Żydom podłogę, a kiedy zdawało mu się, że robią to zbyt wolno, to podchodził do wagonu, podnosił rączkę służącą do zamykania wagonu, wówczas klapa przyciskała głowę, albo uderzała w kark czy plecy Żyda i wtedy Żyd życie kończył, dlatego że waga tej klapy ważyła kilkaset kilo, ponieważ to były wagony metalowe, przeznaczone tylko na budowę. Zabici Żydzi zostawali na nasypie i jak przywieziono następną porcję ziemi to przysypywali tą ziemią zwłoki Żydów.

Ja na tym odcinku pracowałem od marca 1943 roku do października 1943 roku. Jak pracowałem na noc, to nie było w zasadzie nocy, w ciągu której nie zginęłoby w ten sposób 10-15 Żydów, to zależało, jaki humor miał „Tyrolczyk”. Te zbrodnie obserwowałem z lokomotywy, ponieważ byłem palaczem na lokomotywie i jak przypchaliśmy wagoniki z ziemią musieliśmy czekać, aż Żydzi rozładują żeby jechać po następną ziemię bo takich kursów z ziemią w ciągu 12 godzin pracy robiliśmy 20-25 razy. Według mego zdania te zbrodnie, które ja widziałem to zginęło najmniej 300-500 Żydów.

Zwłoki tych zamordowanych Żydów wszystkie zostały w nasypie z tym, że na przestrzeni całego odcinka na którym pracowaliśmy, a długość odcinka wynosiła około 1200 metrów. Nazwiska „Tyrolczyka”nie znałem, znam tylko nazwisko maszynisty z którym jeździłem na lokomotywie. Nazywał się Cymermann.

Nam nie wolno było z Żydami rozmawiać, bo byliśmy tak samo karani jak Żydzi. Tylko jak się czasem udało to rozmawialiśmy przez moment i wtedy prosili o żywność.

Wśród Polaków, którzy ze mną pracowali było dużo osób, które mówiły, że pochodzą z Ostrowia Wielkopolskiego. To byli młodzi ludzie, mieli po 19, 20 lat i byli też przywiezieni na przymusowe roboty jak i ja.

                                                                                                          Podpisy.


000014

PROTOKOLL DER VERNEHMUNG EINES ZEUGEN

Am 26. Oktober 1972

Das Bezirksgericht für die Stadt Łódź in Łódź, vertreten durch die Bezirksrichterin Barbara Zelent, in Anwesenheit der Protokollführerin Krystyna Klejman, auf Antrag der Bezirkskommission zur Untersuchung der Hitler-Verbrechen in Posen. verhörte am 26. Oktober 1972 Władysław Kaczmarek als Zeugen, dessen Identität anhand seines vorgelegten Personalausweises festgestellt wurde.

Das Gericht wies den Zeugen auf seine Pflicht zur Wahrheit und auf die strafrechtliche Verantwortung für falsche Aussagen hin:

Der Zeuge gab an:

Władysław Kaczmarek, geboren als Sohn von Jan und Stanisława, geb. Slęzak, geboren am 23.1.1922 in Perleburg, Deutschland, wohnhaft in Łódź, ul. Warneńczyka, Arbeiter.

Während der Besatzungszeit wurde ich als Pole zur Zwangsarbeit bei der deutschen Baufirma Grün o Bielfinger aus Mauscheim als Arbeiter, Hilfsmaschinist auf einer Schmalspurbahn eingesetzt. Wir arbeiteten am Bau eines Bahndamms zwischen dem Bahnhof Łódź-Chojny und Młynkiem. Der Bauleiter war ein Italiener namens Mamani. Die Vorarbeiter und Aufseher der Maschinenführer waren Deutsche. Sie trugen Zivilkleidung.

Ein Deutscher, den wir alle „Tyrolczyk” (Tiroler) nannten, war für einen bestimmten Abschnitt des Bahndamms zuständig und fungierte als Aufseher, der uns bei der Arbeit beaufsichtigte. Dieser Deutsche war damals etwa 45 Jahre alt, mittelgroß, ziemlich kräftig, hatte schwarzes Haar und einen schwarzen Schnurrbart. Wir nannten ihn „Tiroler”, weil er kurze Wildledershorts und einen Tirolerhut mit Feder trug. Zu dieser Baustelle, auf der wir arbeiteten, wurden Juden aus dem Lager in Olechów gebracht, und wenn wir Sand, Kies und Lehm herbeischafften, schütteten die Juden diese Materialien aus. Im Durchschnitt wurden 40-50 Juden zur Arbeit gebracht. Die Juden waren abgemagert, ausgezehrt, konnten kaum laufen und waren unterschiedlichen Alters. Es gab solche, die 16 Jahre alt waren, andere waren über zwanzig, vierzig oder fünfzig Jahre alt.

Wir wussten, dass es Juden waren, weil sie gelbe Sterne auf ihrer Kleidung trugen und außerdem kamen sie zu uns, um Brot zu holen, und daher wussten wir, dass es Juden waren. Wir arbeiteten in zwei Schichten à 12 Stunden, in der einen Woche tagsüber, in der anderen Woche nachts 12 Stunden. Die Juden arbeiteten ebenfalls nachts. Die meisten Morde an Juden habe ich gesehen, als ich in der Nachtschicht arbeitete und das Wetter schlecht war. Der nasse Lehm und Sand, der mit einem Bagger auf die Waggons geladen wurde, klebte am Boden der Waggons, und wenn die Juden die Waggons entluden, mussten sie alles sehr gründlich entladen und den Boden sauber hinterlassen. Das verlangte der Deutsche „Tiroler”. Wenn dieser Deutsche bemerkte, dass der Boden des Waggons nicht ganz sauber war, befahl er den Juden, den Boden schnell zu reinigen, und wenn er der Meinung war, dass sie das zu langsam machten, ging er zum Waggon, hob den Griff zum Schließen des Waggons, dann drückte die Klappe auf den Kopf oder schlug gegen den Nacken oder Rücken des Juden, der dann starb, weil die Klappe mehrere hundert Kilogramm wog, da es sich um Metallwaggons handelte, die nur für den Bau bestimmt waren. Die getöteten Juden blieben auf dem Bahndamm liegen, und wenn die nächste Ladung Erde gebracht wurde, wurden die Leichen der Juden mit dieser Erde bedeckt.

Ich arbeitete auf dieser Strecke von März 1943 bis Oktober 1943. Wenn ich nachts arbeitete, gab es im Grunde keine Nacht, in der nicht 10 bis 15 Juden auf diese Weise ums Leben kamen, es hing davon ab, in welcher Stimmung der „Tiroler” war. Ich beobachtete diese Verbrechen von der Lokomotive aus, da ich Heizer auf der Lokomotive war, und wenn wir die Waggons mit Erde herangeschoben hatten, mussten wir warten, bis die Juden sie entladen hatten, um die nächste Ladung Erde zu holen, denn solche Fahrten mit Erde machten wir 20-25 Mal in 12 Arbeitsstunden. Meiner Meinung nach sind bei diesen Verbrechen, die ich gesehen habe, mindestens 300-500 Juden ums Leben gekommen.

Die Leichen dieser ermordeten Juden blieben alle auf dem Damm liegen, und zwar auf der gesamten Strecke, auf der wir arbeiteten, die etwa 1200 Meter lang war. Den Namen „Tyrolczyk” kannte ich nicht, ich kenne nur den Namen des Lokführers, mit dem ich auf der Lokomotive fuhr. Er hieß Cymermann.

Wir durften nicht mit den Juden sprechen, denn wir wurden genauso bestraft wie die Juden. Nur wenn es manchmal gelang, unterhielten wir uns kurz, und dann baten sie um Essen.

Unter den Polen, die mit mir arbeiteten, gab es viele, die sagten, dass sie aus Ostrów Wielkopolski stammten. Es waren junge Leute, sie waren 19, 20 Jahre alt und wurden wie ich zur Zwangsarbeit gebracht.

Unterschriften.


sobota, 18 października 2025

Olechów - Obóz pracy - Kolej - Żydzi - Ludobójstwo - Instytut Pileckiego - cz.1

 

Temat Olechowa stał mi się bliski dzięki kontaktom i przyjaźni z  mieszkańcem tej dawnej wsi Horstem Milnikelem. Nie miałem najmniejszego pojęcia jak bogata i zarazem tragiczna jest historia Olechowa z okresu okupacji niemieckiej w latach 1939-45. Zdobywałem coraz to nowe materiały i dokumenty świadczące o niemieckim ludobójstwie na tych terenach (Olechów, Andrzejów, Jędrzejów). Horst wspominał o barakach które pozostały po wyzwoleniu, jako dziecko z kolegami biegał i bawił się na terenie obozu pracy. Z czasem było coraz mniej śladów, to co zostało to pomnik-tablica na ul. Przemysłowej. Myślę, że malutki procent nowych mieszkańców z tzw. blokowiska zdaje sobie sprawę z tragedii jakie miały miejsce.

Niemiecki okupant podjął decyzję o rozbudowie trasy kolejowej łączącej Łódź Kaliską bezpośrednio z Koluszkami przez Olechów, Andrzejów, Andrespol. Tem pomysł o budowie największej stacji rozrządowej na terenie centralnej Polski powstał jeszcze jakichś czas temu przed wojną. Jednak zabrakło na realizację tych planów funduszy. Rozmach z jakim Niemcy przystąpili do budowy wymagał bardzo dużo siły roboczej. Z rozmachem i pośpiechem zbudowano obóz pracy przy ulicy Zakładowej i ulicy Tomaszowskiej. Oprócz rdzenny Polaków, każdego dnia przywożono z łódzkiego Getta, Żydów na stację kolejową w Andrzejowie. Rotacja była olbrzymia, nieludzkie warunki pracy, bicie, systematyczne egzekucje (wieszanie) były na porządku dziennym. Żydzi byli zabijani podczas budowy nasypów, wielu z nich było grzebanych w tych nasypach lub pobliskim lasku. Spoczywają tam do dziś dnia....

Trzy lata temu miałem okazję odwiedzić dwukrotnie Instytut Pileckiego w Warszawie. Znajduje się tam ponad 3 miliony dokumentów związanych z niemiecką okupacją na terenie Polski. Także bardzo ciekawe dokumenty dotyczące Olechowa. 

Pozwolę sobie w tej części przedstawić protokół przesłuchania Tadeusza Węglewskiego przez prokuratora Okręgowej Komisji badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.


Sygnatura akt: D… 4/69

Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.                                 000008

                                             PROTOKÓŁ  RZESŁUCHANIA  ŚWIADKA

Dnia 17 września 1969 roku w Łodzi

Wiceprokurator Wiktor Klimczak , na terenie Okręgowej Komisji badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.

Świadek: Tadeusz Węglewski, ur. 9 grudnia 1911 roku w Niedrzew pow. Kutno., syn Józefa Bronisławy, zam. w Łodzi ul. Trybały ( nie podaję całego numeru). Zajęcie: Mistrz budowlany.

W czasie okupacji zamieszkiwałem w Łodzi. Od marca 1941 roku zostałem zatrudniony w firmie braci Karola i Oskara Pleszke. Była to firma jeszcze przedwojenna prowadzona przez wymienionych braci Pleszke, którzy w czasie okupacji stali się Niemcami. Firma ta wykonywała roboty budowlane. Bracia Pleszke jak się orientuję mogli mieć w tym czasie mieć lat ponad 50 każdy. Gdzie w m-cu wrześniu 1942 w ramach firmy Pleszke wykonywałem prace związane z budową budynku łaźni, oraz wykończeniem budynku kuchni na terenie obozu w Andrzejowie. W czasie gdy tam pracowałem, zaczęli się do tego obozu wprowadzać Żydzi.

Przez okres pracy, który trwał około 5 tygodni nawiązałem kontakt z lekarzem Żydem, mieszkańcem tego obozu. Od niego wiem, że w obozie w Andrzejowie mieszkało 630 Żydów. Na terenie tego obozu ogrodzonego płotem z kolczastego drutu znajdowało sie 6 baraków. Nazwiska tego lekarza Żyda nie pamiętam. Żydzi z tego obozu byli wyprowadzani do pracy przy budowie nasypów kolejowych pod tory przez swoich grupowych Żydów. Grupy Żydów były nadzorowane jak mi wiadomo przy pracy przez majstrów niemieckich. Jak pamiętam przy bramie wejściowej na teren obozu żydowskiego znajdowała się wartownia w której służbę pełnili funkcjonariusze policji kolejowej. Zdaje się, że byli oni ubrani w szare mundury, ciemniejsze od mundurów żandarmów. Jak pamiętam funkcjonariuszy policji kolejowej było do pilnowania tego obozu 12,którzy pełnili służby na zmianę. Nazwisk żadnego z tych funkcjonariuszy nie znam. 0d Żyda-lekarza słyszałem z opowiadania, że z grup wychodzących do pracy nie wracało wieczorem 5-6 ludzi. W tym czasie jak pracowałem na terenie wymienionego obozu Żydzi wykonywali roboty przy budowie nasypu w lasku zwanym laskiem Hoffmanowej. Z tego miejsca pracy wg. opowiadań wspomnianego lekarza zawsze kilku nie wracało. Wynikało z jego wypowiedzi, ze przy tej pracy Żydzi giną, są zabijani i zakopywani w nasypie. Roboty w tym miejscu, położonym w odległości około 2 kilometrów od Andrzejowa wykonywała jakaś niemiecka firma, której nazwy nie znam. Nadmieniam, że żydowski obóz o którym wyżej mowa był położony w odległości około 1200 metrów od stacji w Andrzejowie przy drodze prowadzącej w stronę Olechowa. Dokładnie już nie pamiętam, ale zdaje się, że w listopadzie 1942 roku, gdy przyszedłem do pracy, na teren tego obozu żydowskiego w Andrzejowie dowiedziałem się, że we wczesnych godzinach rannych na terenie obozu powieszonych zostało 7 Żydów. Mówili o tym robotnicy – Polacy, którzy zamieszkiwali w barakach położonych za obozem żydowskim. Również przy drodze na Olechów. Nazwisk tych ludzi wskazać nie potrafię. Polacy ci byli obecni przy tej egzekucji. Egzekucja została przeprowadzona jak nadmienili mi opowiadający za samowolne odchodzenie Żydów z grup. Przyczyna ta została podana przed powieszeniem tych 7 Żydów, przez jakiegoś Niemca, który przybył z zewnątrz. Nadzorowali tą egzekucję funkcjonariusze policji kolejowej pełniący służbę przy obozie. Żydzi wieszani byli przez innych Żydów pod nadzorem Niemców. W baraku polskiego obozu położonego przy obozie żydowskim w Andrzejowie miałem jako brygadzista swoje pomieszczenie. Przychodziłem do tego pomieszczenia przez okres pracy, aż do lipca 1943 r. Dopiero w tym czasie przeniosłem się do Jędrzejowa. Przed przeniesieniem się do Jędrzejowa budowałem baraki przy torach na wysokości początku wsi Olechów, licząc od Andrzejowa dla jeńców angielskich, którzy zamieszkali w tym obozie gdzieś od maja 1943 r. Obóz ten został z chwilą wprowadzenia do niego jeńców odgrodzony i izolowany od reszty zatrudnionych przy budowie. Po zakończeniu roboty przy budowie baraków dla Anglików pracowałem przy budowie baraków w Jędrzejowie. Zostało tam postawionych 6 baraków. Teren został ogrodzony drutami kolczastymi, 3 baraki zostały jeszcze oddzielone od pozostałych. W jednej części zamieszkali Żydzi w liczbie 370, a w pozostałej Polacy. Z lekarzem żydowskim o którym wyżej nadmieniłem, stykałem się przez cały czas pracy na budowie. Przychodził on również do obozu przy wsi Jędrzejów. W maju lub czerwcu 1943 r., gdy przyszedłem do pracy i znajdowałem się w swoim pomieszczeniu przy obozie Żydów koło Andrzejowa, widziałem jak był wieziony jakiś Żyd na taczce z wartowni w kierunku baraków. Gdy spotkałem wspomnianego lekarza tego samego dnia, dowiedziałem się, że wieziony Żyd został tak mocno pobity przez funkcjonariuszy policji kolejowej na wartowni, że zmarł. Nazwiska tego Żyda nie znam. Chyba już na jesieni 1943 r. kiedy przechodziłem koło torów, widziałem jak majster niemiecki bił jakiegoś Żyda kawałem drewna. Żyd ten skulony stoczył się z wału nasypu. Miało to zdarzenie miejsce w pobliżu mostu przez rzekę idąc w kierunku Chojen, na wysokości lasku Kowalszczyzna. Żyd ten został zabity i zasypany, nie widziałem, ale przypuszczam, że tak było. Ja nie zatrzymywałem się, bo tego dnia wyszedłem nieco wcześniej z pracy i unikałem spotkań z Niemcami. Nadmieniam, że w miejscu, w które spadł z nasypu zabity przez Niemca, Żyd, sypana była ziemia z wagoników. Nie byłem poza tym świadkiem innych zbrodni dokonanych przez Niemców na Żydach lub osobach innych narodowości, ani też nie potrafię wskazać nazwisk sprawców zbrodni. Widziałem też, że przy budowie wykopów pod tory byli zatrudnieni więźniowie z Sikawy, dowożeni codziennie do pracy. Byli oni nadzorowani przez strażników, którzy nie dopuszczali nikogo do tych więźniów. Nie można było z tymi ludźmi porozumieć się. Na tym protokół zakończono i po odczytaniu jako zgodny ze złożonymi zeznaniami podpisany.

Wykaz niemieckich firm które korzystały na terenie Olechowa z niewolniczej pracy Polaków, Żydów, także w niewielkiej części jeńców angielskich i rosyjskich:

Kurt Hein - . Była to firma zajmująca się przygotowaniem terenu pod tory kolejowe. Torów jednak firma ta nie zakładała. Była to firma niemiecka z terenu Rzeszy.

Firma Budowlana Grün i Bielfinger z Mauscheim - budowa nasypu kolejowego

Breutigam i Matejko - Firma budowała budynki stacyjne i inne. Była to miejscowa firma budowlana prowadzona przez miejscowych Niemców.

Niemiecka firma tzw. „Ostdeutsche”, która wykonywała wykopy pod tory kolejowe. 

Ostdeutsche Tiefbau Geselschaft. - właściciel firmy był Niemiec  volksdeutsch o nazwisku Jędretzki z Konina.

Firma braci Karola i Oskara Pleszke z Łodzi ul. Nawrot 46, którzy w czasie okupacji stali się Niemcami. Firma ta wykonywała roboty budowlane.

Firma Ohlendorf - firma z Rzeszy, która wykonywała roboty związane z budową węzła kolejowego w Olechowie.

Firma Neubaumat z siedzibą w Andrzejowie. Budowa nowego dworca przetokowego.

Bilfinger & Berger - Mannheim   

Grün & Bilfinger z Mannheim 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Das Thema Olechów ist mir dank meiner Kontakte und meiner Freundschaft mit Horst Milnikel, einem Einwohner dieses ehemaligen Dorfes, sehr ans Herz gewachsen. Ich hatte nicht die geringste Ahnung, wie reichhaltig und zugleich tragisch die Geschichte von Olechów während der deutschen Besatzung in den Jahren 1939-45 ist. Ich sammelte immer mehr neue Materialien und Dokumente, die von dem deutschen Völkermord in diesen Gebieten (Olechów, Andrzejów, Jędrzejów) zeugten. Horst erinnerte sich an die Baracken, die nach der Befreiung übrig geblieben waren. Als Kind rannte er mit seinen Freunden auf dem Gelände des Arbeitslagers herum und spielte dort. Mit der Zeit wurden die Spuren immer weniger, was übrig blieb, war eine Gedenktafel in der Przemysłowa-Straße. Ich glaube, dass nur ein winziger Prozentsatz der neuen Bewohner der sogenannten Plattenbausiedlung sich der Tragödien bewusst ist, die sich dort ereignet haben.

Die deutschen Besatzer beschlossen, die Eisenbahnstrecke zwischen Łódź Kaliska und Koluszki über Olechów, Andrzejów und Andrespol auszubauen. Die Idee, den größten Rangierbahnhof in Zentralpolen zu bauen, entstand bereits einige Zeit vor dem Krieg. Allerdings fehlten die finanziellen Mittel für die Umsetzung dieser Pläne. Der Elan, mit dem die Deutschen den Bau in Angriff nahmen, erforderte sehr viel Arbeitskraft. Mit großem Elan und Eile wurde ein Arbeitslager an der Zakładowa-Straße und der Tomaszowska-Straße errichtet. Neben den einheimischen Polen wurden jeden Tag Juden aus dem Łódźer Ghetto zum Bahnhof in Andrzejów gebracht. Die Fluktuation war enorm, die Arbeitsbedingungen unmenschlich, Schläge und systematische Hinrichtungen (Erhängen) waren an der Tagesordnung. Juden wurden beim Bau von Dämmen getötet, viele von ihnen wurden in diesen Dämmen oder im nahe gelegenen Wald begraben. Dort ruhen sie bis heute...

Vor drei Jahren hatte ich zweimal Gelegenheit, das Pilecki-Institut in Warschau zu besuchen. Dort befinden sich über 3 Millionen Dokumente, die mit der deutschen Besatzung in Polen in Zusammenhang stehen. Darunter sind auch sehr interessante Dokumente über Olechów.

Ich möchte an dieser Stelle das Protokoll der Vernehmung von Tadeusz Węglewski durch den Staatsanwalt der Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź vorstellen.


Aktenzeichen: D… 4/69

Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź. 000008

PROTOKOLL DER VERNEHMUNG EINES ZEUGEN

Am 17. September 1969 in Łódź

Vize-Staatsanwalt Wiktor Klimczak , auf dem Gelände der Bezirkskommission zur Untersuchung der Nazi-Verbrechen in Łódź.

Zeuge: Tadeusz Węglewski, geboren am 9. Dezember 1911 in Niedrzew, Kreis Kutno, Sohn von Józef Bronisława, wohnhaft in Łódź, Trybały-Straße (ich gebe nicht die gesamte Hausnummer an). Beruf: Baumeister.

Während der Besatzungszeit wohnte ich in Łódź. Seit März 1941 war ich bei der Firma der Brüder Karol und Oskar Pleszke beschäftigt. Es handelte sich um ein noch aus der Vorkriegszeit stammendes Unternehmen, das von den genannten Brüdern Pleszke geführt wurde, die während der Besatzungszeit Deutsche geworden waren. Diese Firma führte Bauarbeiten durch. Soweit ich weiß, waren die Brüder Pleszke zu dieser Zeit jeweils über 50 Jahre alt. Im September 1942 führte ich im Rahmen der Firma Pleszke Arbeiten im Zusammenhang mit dem Bau eines Badehauses und der Fertigstellung eines Küchengebäudes auf dem Gelände des Lagers in Andrzejów durch. Während ich dort arbeitete, begannen Juden in dieses Lager einzuziehen.

Während meiner etwa fünfwöchigen Arbeit knüpfte ich Kontakt zu einem jüdischen Arzt, der in diesem Lager lebte. Von ihm weiß ich, dass im Lager in Andrzejów 630 Juden lebten. Auf dem Gelände dieses mit Stacheldraht umzäunten Lagers befanden sich sechs Baracken. Den Namen dieses jüdischen Arztes habe ich nicht mehr im Gedächtnis. Die Juden aus diesem Lager wurden von ihren Gruppenführern zur Arbeit beim Bau von Bahndämmen unter den Gleisen gebracht. Die Gruppen von Juden wurden, soweit ich weiß, bei der Arbeit von deutschen Vorarbeitern beaufsichtigt. Soweit ich mich erinnere, befand sich am Eingangstor zum jüdischen Lager ein Wachhäuschen, in dem Beamte der Bahnpolizei Dienst taten. Ich glaube, sie trugen graue Uniformen, die dunkler waren als die Uniformen der Gendarmen. Soweit ich mich erinnere, gab es 12 Bahnpolizisten, die dieses Lager bewachten und sich im Schichtdienst ablösten. Ich kenne die Namen keiner dieser Beamten. Von einem jüdischen Arzt habe ich gehört, dass von den Gruppen, die zur Arbeit gingen, abends 5-6 Menschen nicht zurückkehrten. Während meiner Arbeit in diesem Lager verrichteten die Juden Arbeiten am Bau eines Damms in einem Wald namens Hoffmanowa. Nach den Erzählungen des erwähnten Arztes kehrten von diesem Arbeitsplatz immer einige nicht zurück. Aus seinen Aussagen ging hervor, dass bei dieser Arbeit Juden ums Leben kamen, getötet und im Damm begraben wurden. Die Arbeiten an diesem Ort, der etwa 2 Kilometer von Andrzejów entfernt liegt, wurden von einer deutschen Firma durchgeführt, deren Namen ich nicht kenne. Ich möchte erwähnen, dass das oben erwähnte jüdische Lager etwa 1200 Meter vom Bahnhof in Andrzejów entfernt an der Straße in Richtung Olechów lag. Ich erinnere mich nicht mehr genau, aber ich glaube, dass ich im November 1942, als ich zur Arbeit kam, auf dem Gelände dieses jüdischen Lagers in Andrzejów erfuhr, dass in den frühen Morgenstunden 7 Juden im Lager erhängt worden waren. Das erzählten mir die Arbeiter – Polen, die in Baracken hinter dem jüdischen Lager wohnten. Auch an der Straße nach Olechów. Die Namen dieser Menschen kann ich nicht nennen. Diese Polen waren bei dieser Hinrichtung anwesend. Die Hinrichtung wurde, wie mir berichtet wurde, wegen des eigenmächtigen Verlassens der Gruppen durch die Juden durchgeführt. Dieser Grund wurde vor der Erhängung dieser sieben Juden von einem Deutschen genannt, der von außerhalb gekommen war. Die Hinrichtung wurde von Beamten der Bahnpolizei überwacht, die im Lager Dienst taten. Die Juden wurden von anderen Juden unter deutscher Aufsicht gehängt. In der Baracke des polnischen Lagers, das sich neben dem jüdischen Lager in Andrzejów befand, hatte ich als Vorarbeiter meinen Raum. Ich kam während meiner Arbeitszeit bis Juli 1943 in diesen Raum. Erst zu diesem Zeitpunkt zog ich nach Jędrzejów um. Vor meinem Umzug nach Jędrzejów baute ich Baracken an den Gleisen am Anfang des Dorfes Olechów, gezählt von Andrzejów aus, für englische Kriegsgefangene, die seit etwa Mai 1943 in diesem Lager lebten. Dieses Lager wurde mit der Einweisung der Kriegsgefangenen abgezäunt und vom Rest der am Bau beschäftigten Personen isoliert. Nach Abschluss der Arbeiten am Bau der Baracken für die Engländer arbeitete ich am Bau von Baracken in Jędrzejów. Dort wurden 6 Baracken errichtet. Das Gelände wurde mit Stacheldraht umzäunt, 3 Baracken wurden noch von den übrigen getrennt. In einem Teil wohnten 370 Juden, im anderen Teil Polen. Mit dem oben erwähnten jüdischen Arzt hatte ich während meiner gesamten Arbeitszeit auf der Baustelle Kontakt. Er kam auch in das Lager bei Jędrzejów. Im Mai oder Juni 1943, als ich zur Arbeit kam und mich in meinem Raum im Lager der Juden bei Andrzejów befand, sah ich, wie ein Jude auf einer Schubkarre vom Wachhaus in Richtung Baracken transportiert wurde. Als ich denselben Tag den erwähnten Arzt traf, erfuhr ich, dass der transportierte Jude von den Beamten der Bahnpolizei in der Wachstube so schwer geschlagen worden war, dass er starb. Den Namen dieses Juden kenne ich nicht. Ich glaube, es war im Herbst 1943, als ich an den Gleisen vorbeiging und sah, wie ein deutscher Vorarbeiter einen Juden mit einem Stück Holz schlug. Der Jude rollte zusammengekauert den Bahndamm hinunter. Dies geschah in der Nähe der Brücke über den Fluss in Richtung Chojen, auf Höhe des Waldes Kowalszczyzna. Dieser Jude wurde getötet und verschüttet, ich habe es nicht gesehen, aber ich nehme an, dass es so war. Ich habe nicht angehalten, weil ich an diesem Tag etwas früher von der Arbeit gegangen bin und Begegnungen mit Deutschen vermieden habe. Ich möchte erwähnen, dass an der Stelle, an der er von den Deutschen getötet wurde, Erde aus Waggons aufgeschüttet wurde. Ich war außerdem nicht Zeuge anderer Verbrechen der Deutschen an Juden oder Personen anderer Nationalitäten und kann auch keine Namen von Tätern nennen. Ich habe auch gesehen, dass beim Bau der Gleisgräben Häftlinge aus Sikawa beschäftigt waren, die täglich zur Arbeit gebracht wurden. Sie wurden von Wachen beaufsichtigt, die niemanden zu diesen Häftlingen ließen. Es war unmöglich, mit diesen Menschen zu kommunizieren. Damit wurde das Protokoll abgeschlossen und nach Verlesung als mit den gemachten Aussagen übereinstimmend unterzeichnet.

Kurt Hein – . Es handelte sich um eine Firma, die sich mit der Vorbereitung des Geländes für Eisenbahnschienen befasste. Die Firma verlegte jedoch keine Schienen. Es war eine deutsche Firma aus dem Reichsgebiet.

Bauunternehmen Grün und Bielfinger aus Mauscheim – Bau eines Bahndamms

Breutigam und Matejko – Das Unternehmen baute Bahnhofsgebäude und andere Gebäude. Es handelte sich um ein lokales Bauunternehmen, das von lokalen Deutschen geführt wurde.

Das deutsche Unternehmen „Ostdeutsche”, das Aushubarbeiten für die Eisenbahnschienen durchführte.

Ostdeutsche Tiefbau Geselschaft – Eigentümer des Unternehmens war ein Volksdeutscher namens Jędretzki aus Konin.

Das Unternehmen der Brüder Karol und Oskar Pleszke aus Łódź, ul. Nawrot 46, die während der Besatzungszeit zu Deutschen wurden. Dieses Unternehmen führte Bauarbeiten durch.

Die Firma Ohlendorf – ein Unternehmen aus dem Reich, das Arbeiten im Zusammenhang mit dem Bau des Eisenbahnknotens in Olechów ausführte.

Die Firma Neubaumat mit Sitz in Andrzejów. Bau eines neuen Durchgangsbahnhofs.

Bilfinger & Berger – Mannheim

Grün & Bilfinger aus Mannheim

piątek, 12 lipca 2024

Będków - Rodzina Mantajów - Przesłuchanie - Instytut Pileckiego

 Mój drugi wyjazd wspólnie z Kolegą Damianem do Instytutu Pileckiego w Warszawie przyniósł dużo dobrego materiału. Każdy z nas szukał czegoś innego. Okazało się, że w materiale Damiana, który zajmuje się tematem Koluszek, dokładniej Gettem w Koluszkach, znalazł się dokument dotyczący "mojego" Będkowa!

W Państwowym Biurze Policji Kryminalnej w Berlinie w dniu 30 lipca 1967 roku przesłuchano Artura Mantaja, urodzonego w Ujeździe 31 grudnia 1902 roku, w sprawie Karla Größera oskarżonego o morderstwa na Polakach i Żydach podczas niemieckiej okupacji.

Temat rodziny Mantajów, ich tragiczne losy nie są w znacznej części wyjaśnione. Dlatego to przesłuchanie była dla mnie wielkim wydarzeniem. Na moim blogu wielokrotnie pisałem o Albercie Mantaju, który był ojcem Artura. 

To on uratował życie wielu mieszkańców Będkowa, stojących na Rynku przed plutonem egzekucyjnym. Za zabicie Niemca, podjęto decyzję, że co 10-ty mieszkaniec zostanie rozstrzelany. Wśród tych nieszczęśników stali: moja Mama Jadwiga Pachniewicz, jej dwie siostry, brat i ich ojciec Wojciech Pachniewicz (mój dziadek).

Relacje wielu naocznych świadków, jak i mojej nastoletniej wtedy Mamy były zgodne, że Albert Mantaj, dzierżawca gospody w Będkowie, ubłagał oficera, twierdząc, iż gwarantuje, że nikt z mieszkańców nie dokonał tego mordu na Niemcu. 

Prośby i błagania przyniosły skutek, mieszkańcy Będkowa mogli wrócić do swoich domów!

W kilka miesięcy po wyzwoleniu dokonano samosądu zabijając Alberta Mantaja, jego żonę i malutkiego synka Artura i Eugenii z domu Pfeiffer.

W swoich zeznaniach Artur odniósł się do zamordowania swoich bliskich (cały materiał przetłumaczyłem, jednak do czasu uzyskania zgody Instytutu Pileckiego jak i Bundesarchiw w Berlinie, nie moge go na moim blogu zamieścić) :

"Ojciec, matka i syn zginęli w 1945 r. po okupacji. Od żony dowiedziałem się, że zostali zabici. Ale niczego nie wiedzieliśmy na pewno. Mój syn był wtedy z dziadkami".

W rozmowach z mieszkańcami Będkowa, którzy widzieli, lub słyszeli o tych wydarzeniach usłyszałem, że żona Artura Mantaja była gwałcona i bita na posterunku miejscowej Milicji Obywatelskiej przez długi czas. 

Artur z żoną zamieszkali w Berlinie, tematy dotyczące losów rodziców i dziecka, odcisnęly głębokie piętna na ich psychice.

Większość z moich rozmówców była zdania, że mordu na rodzinie Mantajów dokonano z obawy, że Albert wiedział zbyt dużo o niektórych z mieszkańców gminy Będków, którzy donosili na swoich sąsiadów....(mój przypisek).

Artur w swoich zeznaniach wspomina, że miał bardzo dobre kontakty z Polakami z Będkowa i okolic, co więcej: 

Dorastał i uczył się w szkole podstawowej w Będkowie, następnie ukończył nauki w gimnazjum i zdał maturę w Pabianicach. Następnym etapem była nauka w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Po jej zakończeniu służył w wojsku polskim. Pracował jako urzędnik w banku w Łodzi, następnie w jednej z łódzkich fabryk. Do wybuchu wojny pracował jako pracownik administracyjny w Urzędzie Powiatowym w Łodzi.

W związku z tym, że mieszkał z rodzicami w pobliskich Prażkach pomagał w prowadzeniu gospodarstwa jak i w gospodzie.

Ożenił się z Eugenią Pfeiffer 4 lutego 1939 roku i przez całą okupację mieszkali u jego rodziców. Do wojska nie został wcielony ze względu na wiek. Po zakończeniu działań wojennych został aresztowany przez Rosjan i wywieziony na roboty do Rosji, gdzie przebywał do końca września 1946 roku.

Odniósł się do faktu, że jego ojciec był niemieckim agentem, został zwerbowany przez SS-żandarmerię w Koluszkach pod numerem 1036 jako Salecki Henryk. Zapewnia w zeznaniach, że nie miał wiedzy o działalności ojca. Ojciec nigdy z nim nie rozmawiał w tym temacie.

Ze swojej strony stwierdzam, że w obszernych dokumentach jakie posiadam o działalności niemieckich agentów pracujących dla SS-żandarmerii w Koluszkach z terenu Tomaszowa, Ujazdu, czy też Będkowa i okolic, nie znajduje się żaden meldunek pisany przez Alberta Mantaja. Prawdopodobnie został zmuszony do podpisania dokumentów, jednak był agentem nieaktywnym. 

Artur Mantaj odniósł się także  do tematu Zydów w Będkowie. Jednak o tym napiszę później. 

Zamieszczam oryginalne zdjęcia rodziny Mantajów, które otrzymałem od kuzynki Ireny Konweki.

Żona Artura Mantaja Eugenia z synkiem Bogusiem, utopionym w rowie melioracyjnych pomiędzy Prażkami i Będkowem. 


Rodzina Mantajów przed ich karczmą w Będkowie, od lewej: osoba nieznana, żona Artura Eugenia, ojciec Artura Albert-Fryderyk, mama, Artur Mantaj i synek Boguś.

Artur i Eugenia Mantajowie


Artur Mantaj z kolegami i będkowskimi policjantami podczas Odpustu w Będkowie.


  

wtorek, 18 czerwca 2024

Instytut Pileckiego - Warszawa - Bundesarchiv - Wiskitno - Mord - cz.4

 

Każda nowa informacja dotycząca mordu na 14 Polakach w maju 1941 roku w Wiskitnie przez niemieckiego okupanta jest bardzo istotna. 

Otrzymałem cały plik skanów dokumentów zarówno polskiej prokuratury jak i niemieckiej. Korespondencja między tymi instytucjami prowadzona była od początku 1960 roku, do 2009 roku. W tych latach przesłuchiwani byli: Stanisław Stańczak, Jan Frączkowski, Aniela Piecyk, Stanisław Grochowski i Janina Kałużka.

Przetłumaczone na niemiecki zeznania świadków wysłano do RFN z prośbą o prowadzenie dalszego śledztwa. Świadkowie podawali w swoich zeznania nazwiska oprawców, szczególnie istotne są zeznania pani Janiny Kałużki. 

W niemieckiej prokuraturze zeznawały żyjące jeszcze osoby związane z tym mordem. Czekam z niecierpliwością na zgodę ze strony Instytutu Pileckiego jak i Bundesarchiv na możliwość zamieszczenia tych niezwykle ważnych materiałów na moim blogu.

Ciekawą informację dotyczącą rodziny żandarma Wackera, znalazłem w dokumentach dotyczących obozu pracy w Olechowie, dokładniej o jednej z wielu egzekucji na Żydach. Świadek składający zeznanie przed prokuratorem, mieszkaniec Andrzejowa Walerian Pawelak 23 września 1969 roku zeznał między innymi:

". W tym czasie Niemcy nie dopuszczali ludności do przyglądania się egzekucji. Przebieg tej egzekucji był taki sam jak poprzedniej. Nie znam nazwisk Niemców, którzy byli przy egzekucji i egzekucję nadzorowali. Nie znam również nazwisk powieszonych Żydów, ani innych Żydów. Przy tej drugiej egzekucji widziałem stojących na drodze żandarmów z posterunku w Wiśniowej Górze, mianowicie Wackera – brata zabitego wcześniej żandarma przez Polaków w Wiskitnie, Wildemana. Było tam żandarmów z tego posterunku więcej, ale nazwisk ich już nie pamiętam. Żandarmi ci jak zauważyłem jak zauważyłem nie dopuszczali ludności do oglądania egzekucji. Mnie nic nie mówili, bo znali mnie jako pracownika Babskiej, zresztą woziłem czasami żandarmów bryczką. Co się stało z wymienionymi żandarmami nie wiem. Nic więcej na temat zbrodni popełnionych przez Niemców w Olechowie nie wiem. Na tym protokół zakończono i po odczytaniu jako zgodny ze złożonymi zeznaniami podpisano".


Jede neue Information über die Ermordung von 14 Polen im Mai 1941 in Wiskitno durch die deutschen Besatzer ist sehr wichtig. 

Ich habe eine ganze Akte mit eingescannten Dokumenten sowohl von der polnischen Staatsanwaltschaft als auch von der deutschen Staatsanwaltschaft erhalten. Zwischen diesen Institutionen gab es von Anfang 1960 bis 2009 eine Korrespondenz. In diesen Jahren wurden Stanisław Stańczak, Jan Frączkowski, Aniela Piecyk, Stanisław Grochowski und Janina Kałużka verhört.

Die ins Deutsche übersetzten Zeugenaussagen wurden mit der Bitte um weitere Ermittlungen nach Deutschland gesandt. Die Zeugen nannten in ihren Aussagen die Namen der Täter, wobei die Aussage von Frau Janina Kałużka von besonderer Bedeutung war. 

Bei der deutschen Staatsanwaltschaft sagten noch lebende Personen aus, die mit dem Mord in Verbindung standen. Ich warte ungeduldig auf die Erlaubnis des Pilecki-Instituts und des Bundesarchivs, diese äußerst wichtigen Materialien in meinem Blog veröffentlichen zu dürfen.

Ich habe eine interessante Information über die Familie des Gendarmen Wacker gefunden, und zwar in Dokumenten über das Arbeitslager in Olechów, genauer gesagt über eine der vielen Hinrichtungen von Juden. Der Zeuge Walerian Pawelak aus Andrzejów, der am 23. September 1969 vor dem Staatsanwalt aussagte, sagte unter anderem aus:


". Damals erlaubten die Deutschen der Bevölkerung nicht, bei den Hinrichtungen zuzusehen. Der Ablauf dieser Hinrichtung war derselbe wie bei der vorherigen. Ich kenne die Namen der Deutschen nicht, die bei der Hinrichtung anwesend waren und die Hinrichtung überwachten. Ich kenne auch nicht die Namen der erhängten Juden oder anderer Juden. Bei dieser zweiten Hinrichtung sah ich Gendarmen vom Posten in Wiśniowa Góra auf der Straße stehen, nämlich Wacker - den Bruder des zuvor von den Polen in Wiskitno getöteten Gendarmen, Wildeman. Es gab noch mehr Gendarmen von diesem Posten, aber ich erinnere mich nicht mehr an ihre Namen. Diese Gendarmen erlaubten, wie ich feststellte, der Bevölkerung nicht, die Hinrichtungen zu beobachten. Zu mir sagten sie nichts, weil sie mich als Angestellten von Babska kannten, schließlich fuhr ich die Gendarmen manchmal in einer Kutsche. Was mit den besagten Gendarmen geschah, weiß ich nicht. Über die Verbrechen, die die Deutschen in Olechów begangen haben, weiß ich nichts mehr. Das war das Ende des Protokolls, das nach dem Verlesen als mit der Aussage übereinstimmend unterschrieben wurde".




poniedziałek, 17 czerwca 2024

Instytut Pileckiego - Warszawa - Bundesarchiv - Będków - Ceniawy - Agenci SS - cz.3

 W najśmielszych marzeniach nie spodziewałem się, że dokumenty które udało mi się pozyskać z Instytutu Pileckiego w Warszawie będą zawierały dzienne raporty niemieckiego szpicla do oddziału SS w Koluszkach! V-Agent, bo tak nazywano swoich szpicli działał aktywnie w partyzantce na terenie gminy Będków, w szczególności w Magdalance i Ceniawach. Jego prawdziwe nazwisko to Szczepaniak, pod przykrywką: Jan Krzetuski.

Jego raporty datowane są od połowy 1944 roku, do 15 stycznia 1945 roku. W nich bardzo dokładnie podawał nazwiska partyzantów, co robili, jakie akcje planowali. 

Olbrzymią wiedzę jaką posiada Andrzej Nitek, miejscowy regionalista, przekazał mi, że jego tata, opowiadał o wykonaniu wyroku śmierci na ojcu Szczepaniku zamieszkałym w Ceniawach w 1944 roku. Wyrok wykonał Graf. Podobno po zakończeniu wojny widywano Szczepanika von Krzetuskiego, który był aktywny w Służbie Bezpieczeństwa!

W dokumentach znajduje się kopia rozkazu pisanego ołówkiem przez dowódcę partyzantów majora Sokoła do rąk własnych porucznika Rysia, dowódcy 16 kompanii. (Rozkaz nr.6 Naczelnej Komendy P.P.K.).

Jest też lista wszystkich V-Agentów z terenu Tomaszowa, Rawy Mazowieckiej i innych okolic.

Bez zgody Instytutu Pileckiego, jak i niemieckiego Bundesarchiv, nie mogę obecnie czegokolwiek prezentować z dokumentów. 

Na początku lipca ponownie będę w warszawskich archiwum, mając nadzieję na dostęp do kolejnych materiałów z tego tematu.



Instytut Pileckiego - Warszawa - Bundesarchiv - Łódź - Olechów - Andrzejów - Dokumenty - cz.2

 W pierwszej części wspominałem o wizycie w Instytucie Pileckiego w Warszawie. 

Przez ostatni miesiąc przeznaczyłem wiele godzin na tłumaczenia tych dokumentów. Dzisiaj chciałbym poruszyć temat Olechowa, obecnie należącego do Łodzi. Po wybuchu 2 Wojny Światowej, Niemcy postanowili rozbudować węzeł kolejowy pomiędzy Andrzejowem i Olechowem. Bandycki pomysł wdrażali konsekwentnie w życie. Na początku 1941 roku zbudowano obozy pracy dla: Żydów, Polaków, jeńców wojennych angielskich i rosyjskich. Jestem w posiadaniu kopii zeznań 26 osób z terenu Polski składanych przez prokuratorami w latach 60-70-tych ubiegłego wieku. Świadkowie zeznawali o mordach na Żydach, których wieszano publicznie na terenie obozu. Pokazowe egzekucje musieli Żydzi wykonywać sami, zakładając pętle swoim rodakom, jak i strącając ławki na których stali skazani... Ludobójstwo odbywało się do czasu wywiezienia ostatnich Żydów do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. 

Protokoły zeznań były tłumaczone na niemiecki przez Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, i wysyłane do niemieckiej prokuratury. Materiał jest przerażający, jednak po otrzymaniu zgody na publikację, postaram się zamieścić ten materiał na moim blogu. Zgodę muszę otrzymać ze strony Instytutu Pileckiego w Warszawie i Bundesarchiv w RFN.

niedziela, 16 czerwca 2024

Instytut Pileckiego - Warszawa - Bundesarchiv - Dokumenty - cz.1

 

W kwietniu tego roku Damian Polny z Koluszek wspomniał o Instytucie Pileckiego, mieszczącego się w Warszawie, w którym znajduje się ponad 1 milion dokumentów przekazanych przez niemiecki Bundesarchiv (Archiwum Federalne). Nadmienił, że jest możliwość skorzystania z tych zasobów po uprzednim ustaleniu terminu wizyty. Damian załatwił wszystko jak należy i tak 23 maja wyruszyliśmy w trójkę samochodem Kacpra Buldeckiego. 

Instytut mieści się w okazałym wieżowcu w centrum Warszawy, Po zameldowaniu się, zostaliśmy przez miłą panią dowiezieni na 32 piętro, do pomieszczenia w którym otworzyły się nam przepastne archiwa!

Każdy z nas miał swoje tematy: Kacper szukał wszystkiego co wiąże się z Brzezinami, dokładniej ewangelikami i Żydami.

Damian koncentrował się na Koluszkach, w szczególności okresem 2 Wojny Światowej.

Moim zadaniem było zdobyć jak najwięcej materiałów dotyczących Będkowa, Olechowa (obozy pracy Żydów, Polaków, Anglików i Rosjan w czasie 1940-1945), także mordem na 14 Polakach w Wiskitnie w maju 1941 roku. 

Nie powiem, każdy z nas wyjeżdżał z Warszawy pełny (po zjedzeniu dobrego obiadu), także pełen bardzo ciekawych materiałów archiwalnych! 

Obecnie, nie mogę wstawiać na blogu żadnych dokumentów, bez uprzedniej zgody Instytutu Pileckiego, jak i niemieckiego Archiwum Federalnego. Myślę, że nie powinno być z tym większych problemów. Materiały które udało mi się w przeciągu tego czasu przetłumaczyć, mają wielką wartość historyczną, wniosą wiele nowych, jakże potrzebnych faktów!

           Kacper Buldecki przy monitorze w pomieszczeniu Instytutu Pileckiego.

                                         Widok na Warszawę z 32 piętra Instytutu.


Im April dieses Jahres erwähnte Damian Polny von Koluszki das Pilecki-Institut in Warschau, das mehr als 1 Million Dokumente beherbergt, die vom deutschen Bundesarchiv gestiftet wurden. Er erwähnte, dass es möglich ist, diese Ressourcen nach Vereinbarung zu nutzen. Damian arrangierte alles wie erwartet, und so fuhren wir drei am 23. Mai mit dem Auto von Kacper Buldecki los. 

Das Institut befindet sich in einem prächtigen Wolkenkratzer im Zentrum Warschaus. Nachdem wir eingecheckt hatten, wurden wir von einer freundlichen Dame in den 32sten Stock geführt, in einen Raum, in dem sich uns die riesigen Archive eröffneten!

Jeder von uns hatte sein eigenes Thema: Kacper suchte nach allem, was mit Birchwood zu tun hatte, insbesondere nach Evangelikalen und Juden.

Damian konzentrierte sich auf Koluszki, insbesondere auf die Zeit des Zweiten Weltkriegs.

Meine Aufgabe war es, so viel Material wie möglich über Bêbkow, Olechów (Arbeitslager für Juden, Polen, Engländer und Russen in den Jahren 1940-1945) sowie über die Ermordung von 14 Polen in Wiskitno im Mai 1941 zu sammeln. 

Ich will nicht sagen, dass jeder Warschau satt verlassen hat (nach einem guten Mittagessen), aber auch voll mit sehr interessantem  Archivmaterial! 

Heutzutage kann ich ohne die vorherige Genehmigung des Pilecki-Instituts sowie des deutschen Bundesarchivs keine Dokumente in den Blog einfügen. Ich denke, dass es dabei keine größeren Probleme geben sollte. Die Materialien, die ich in dieser Zeit übersetzen konnte, sind von großem historischen Wert und werden viele neue, dringend benötigte Fakten bringen!