Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witkowice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witkowice. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 czerwca 2025

Herbert Höft - Turbulente Zeiten - Borowa - Granica - Szmugiel

 Wczoraj odbyłem  jak zawsze miłą i interesującą rozmowę z Dominikiem Trojakiem również w temacie, który przedstawiam poniżej. Wiedza Dominika jest ogromna, liczę, że temat granicy w czasie niemieckiej okupacji jak i szmuglu na tych terenach będzie rozszerzony i zamieszczony na moim blogu.


                                                          GRANICA CELNA

Po podziale Polski na niemiecki Kraj Warty i polską prowincję (Generalną Gubernię), która jednak podlegała niemieckiej administracji, nasza wieś znajdowała się bezpośrednio na granicy tych dwóch obszarów dawnej Polski. Wschodnia część lasu państwowego należała do prowincji. Nasza wieś i zachodnia część lasu państwowego wraz z dużym magazynem amunicji zostały przyłączone do Kraju Warty. Ponieważ ceny różnych towarów w obu obszarach były różne, wkrótce, jak to bywa na każdej granicy państwowej, rozwinął się u nas intensywny przemyt. Dotyczyło to przede wszystkim popularnych wśród przemytników papierosów i alkoholu. Ponieważ przemyt jest zabroniony na każdej granicy państwowej, konieczne było utworzenie straży celnej. Początkowo wynajęto większy dom naprzeciwko szkoły wiejskiej. Później postawiono barak przy polnej drodze bliżej granicy. Celnicy mieli teraz obowiązek zapobiegania przemytowi. Kontrole przeprowadzali wzdłuż skraju lasu, czasem w lesie, czasem we wsi, i sprawdzali osoby obce, o ile udało się je zidentyfikować. Do tego zadania zatrudniano głównie starszych żołnierzy, właściwie celników w mundurach Wehrmachtu. Znaleźli oni w tej wojnie idealną pracę i często kręcili się na skraju lasu, gdzie były ścieżki. Wkrótce stało się wiadome, że nie wolno im strzelać w kierunku wsi. Zuchwali przemytnicy wyjeżdżali więc z lasu na rowerach z dużą prędkością w kierunku naszej wsi, mijając ich. Krzyki: „Stać! Stoj!”, i strzały w powietrze nie pomagały. Często zatrzymywano pieszych. Zazwyczaj zbierano ich w grupy i odprowadzano. Zabierano im towary, czasami zamykano na kilka dni lub w razie potrzeby wysyłano mężczyzn do pracy w Niemczech. Kiedy taka grupa była prowadzona przez wieś, zdarzało się, że ktoś uciekał. Jeśli biegł w kierunku lasu, strzelano do niego. Tak raz widziałem, jak przed naszym domem jeden z mężczyzn z takiej grupy uciekał w kierunku zachodniego lasu państwowego. Trzech celników strzelało jak szaleni do uciekiniera, a dwóch innych pilnowało grupy i trzymało się razem. I rzeczywiście, kiedy mężczyzna prawie dotarł do granicy lasu, upadł. Dwóch celników podbiegło do niego. Miał postrzał w płuca. Mimo to zmusili go, aby z podniesionymi rękami wrócił do grupy. W wiosce, na wszelki wypadek, zatrzymano wóz konny.

Ranny mężczyzna wołał z daleka, tak głośno, jak tylko mógł, po polsku: „Drodzy ludzie, pomóżcie mi. Jestem ranny. Proście woźnicę, aby zawiózł mnie do szpitala”. Został wprawdzie położony z tyłu wozu, ale najpierw zawieziono go do urzędu celnego. Tam skonfiskowano jego kontrabandę, kilka paczek papierosów. Następnie przewieziono go do szpitala w Löwenstadt. Nie wiadomo, co stało się z nim później. To było moje pierwsze doświadczenie, kiedy ludzie strzelali do człowieka. Patrzyłem na to wstrząśnięty.


Gestern hatte ich wie immer ein nettes und interessantes Gespräch mit Dominik Trojak, auch zu dem Thema, das ich im Folgenden vorstelle. Dominiks Wissen ist enorm, ich hoffe, dass das Thema der Grenze während der deutschen Besatzung sowie des Schmuggels in diesen Gebieten erweitert und auf meinem Blog veröffentlicht wird.

                                            DIE ZOLLGRENZE

Nach der Aufteilung Polens in der reichsdeutschen verwalteten Warthegau und das polnisch verwaltete Gouvernement, das aber unter reichsdeutscher Oberverwaltung stand, lag unser Dorf unmittelbar an der Grenze dieser beide Gebiete des ehemaligen Polens. Der östliche Staatswald gehörte zum Gouvernement. Unser Dorf und de westliche Staatwald mit seinem großen Munitionslager waren dem Warthegau zugeordnet. Da die preise verschiedener Güter in den beiden gebieten unterschiedlich waren, entwickelte sich auch bei uns, wie an jeder Staatsgrenze, bald ein reger Schmuggel. Das betraf vor allen Dingen die bei Schmugglern beliebten Zigaretten und den Alkohol. Da Schmuggel an jeder Landesgrenze verboten ist, musste also eine Zollwache her. Er wurde vorerst ein größeres Haus gegenüber der Dorfschule gemietet. Später wurde ein Barackenbau an einem Landweg näher an der Grenze aufgestellt. Die Zöllner hatten nun die Pflicht, den Schmuggel zu unterbinden. Sie führten ihre Kontrollen längs des Waldrandes, manchmal im Wald, manchmal im Dorf durch und kontrollierten fremde Personen, soweit diese als solche erkannt wurden. Für diese Aufgabe wurden meistens ältere Soldaten, eigentlich Zollbeamte in Wehrmachtsuniform, eingesetzt. Się hatten in diesem krieg den idealen Job gefunden und lungerten oft am Waldrand, wo Gehwege waren, herum. Dass sie nicht ins Dorf hineinschießen durften, war bald bekannt. Dreiste Schmuggler fuhren deshalb mit dem Fahrrad in hohem Tempo in Richtung unseres Dorfes aus dem Wald, direkt an ihnen vorbei. Die Rufe: ”Stehen bleiben! Stoi!”, und die Schüsse in die Luft nutzten nicht viel. Oft wurden Fußgänger gefangen genommen. Się wurden meist in Gruppen gesammelt und abgeführt. Man nahm ihnen ihre Ware ab, sperrte sie manchmal für ein paar Tage ein oder schickte die Männer bei Bedarf zur Arbeit nach Deutschland. Wenn eine solche Gruppe durchs Dorf geführt wurde, kam es vor, dass mitunter jemand flüchtete. Wenn es in Richtung Wald war, wurde scharf geschossen. So erlebte ich einmal unmittelbar mit, wie vor unserem Haus ein Mann aus einer dieser Gruppen in Richtung westlichen Staatswald floh. Drei Zollbeamte schossen wie wild auf den Flüchtenden, zwei weitere passten auf die Gruppe auf und hielten się zusammen. Und tatsächlich, als der Mann fast die Waldgrenze erreicht hatte, fiel er um. Zwei der Zollner rannten hin. Er hatte einen Lungenschuss. Się zwangen ihn trotzdem, mit erhobenen Händen zur Gruppe zurückzukehren. Im Dorf wurde prophylaktisch während der Schießerei ein Pferdewagen angehalten.

Der verwundete Mann rief von weiten so laut er noch konnte auf Polnisch: ”Liebe Leute, helft mir. Ich bin verwundet. Bittet den Fuhrmann, dass er mich ins Hospital fährt.” Er wurde zwar hinten auf den Wagen gelegt, aber erst zum Zollamt gefahren. Dort wurde seine Schmuggelware, mehrere Zigarettenpäckchen, konfisziert. Danach wurde er ins Krankenhaus nach Löwenstadt gebracht. Was danach mit ihm passierte, wurde nicht bekannt. Das war mein erstes Erlebnis, wie Menschen auf einen Menschen schießen. Ich schaute erschüttert zu.

czwartek, 5 czerwca 2025

Herbert Höft - Turbulente Zeiten - Witkowice - Egzekucja - 1943

 Tłumacząc książkę profesora Herbert Höfta - Turbulente Zeiten na stronach 59-60 znalazłem tekst informujący o egzekucji 10 mieszkańców Witkowic. Nie znałem wcześniej tej tragicznej historii. Liczę, że koledzy działający w Brzezinach, Gałkowie czy też Koluszkach, pomogą w bliższym jej poznaniu. Chociażby informacja, gdzie znajdują się mogiły pomordowanych?


                                             ŚRODKI KARNE W 1943 R.

W nieco oddalonej małej wiosce Witkowice za miejscowością Zielona Góra polski rolnik nie zgłosił posiadania świni i sądził, że może ją potajemnie zabić bez pozwolenia. Albo został zadenuncjowany, albo przypadkiem żandarm chciał przeprowadzić kontrolę w domu i akurat trafił na moment rozbioru zwierzęcia. Co teraz? Zgłoszenie byłoby równoznaczne z wyrokiem śmierci. W desperacji rolnik uderzył siekierą i żandarm zginął na miejscu. Sąsiedzi pomogli mu zakopać ciało w lesie. Nie minęło dużo czasu, zanim znaleziono ciało zaginionego żandarma. Niemieccy okupanci już dawno ustanowili zasadę: za jednego zabitego Niemca – dziesięciu zabitych Polaków. W ramach zadośćuczynienia aresztowano dziesięciu zupełnie niewinnych Polaków. Folksdojcze, którzy ze względu na swój wzrost zostali przydzieleni do SS, zostali wybrani do plutonu egzekucyjnego. Nikt nie odważył się odmówić udziału. Aby złagodzić ich sumienie, powiedziano im, że będą strzelać w grupie. Tylko jeden miałby ostrą kulę w przekazanej mu naładowanej broni. Pozostali mieli tylko ślepe naboje. Ale wszyscy musieli celować dokładnie. Wśród wskazanych był również syn naszego dobrego sąsiada, który nie skrzywdziłby nawet muchy. On również musiał podjąć decyzję: „Jeśli mam ostrą kulę, celuję niecelnie, a ofiara nie padnie, to ja zostanę uznany za osobę która odmówiła wykonania rozkazu”. Potem powiedział: „Mam nadzieję, że moja kula nikogo nie trafiła”. Zginął później na froncie wschodnim. Kiedy kilka miesięcy później członek partii w mundurze przekazał rodzicom wiadomość, że jego młodszy brat również zginął za Führera, naród i ojczyznę, matka wściekła wygnała mundurowego z podwórka, krzycząc i przeklinając. W tym czasie władze nie odważyły się podjąć żadnych działań przeciwko matce.

Jeden z wielu członków rodziny Patzerów z naszej wsi, który ze względu na wiek nie został powołany do Wehrmachtu, również został zmuszony do udziału w tej akcji rozstrzeliwania. W styczniu 1945 roku, zaraz po rozpoczęciu wielkiej ofensywy Armii Czerwonej i wycofaniu się Wehrmachtu z naszej wsi, został pierwszym mieszkańcem wsi zabitym przez Polaków.


Bei der Übersetzung des Buches „Turbulente Zeiten“ von Professor Herbert Höft fand ich auf den Seiten 59-60 einen Text über die Hinrichtung von 10 Einwohnern von Witkowice. Diese tragische Geschichte war mir bisher nicht bekannt. Ich hoffe, dass meine Kollegen aus Brzeziny, Gałków oder Koluszki dabei helfen können, mehr darüber zu erfahren. Zum Beispiel, wo sich die Gräber der Ermordeten befinden?

                                STRAFMAßNAHMEN 1943

In dem etwas abgelegenen kleinen Dorf Witkowice hinter dem Ort Grünberg, hatte ein polnische Kleibauer ein Schwein nicht angemeldet und glaubte, es heimlich ohne Genehmigung schlachten zu können. Entweder wurde er angezeigt oder es geschah zufällig, dass der Gendarm eine Kontrolle im Haus durchführen wollte und genau zur Fleischverarbeitung ins Haus kam. Was nun? Eine Anzeige wäre ein sicheres Todesurteil gewesen. In seiner Not schlug der Bauer mit der Axt zu und der Gendarm war auf der Stelle tot. Nachbarn halfen ihm, die Leiche im Wald zu vergraben. Es dauerte nicht lange und die Leiche des vermissten Gendarmen wurde gefunden. Die reichsdeutschen Besatzer hatten schon lange vorher eine Regel aufgestellt: für eine toten Deutschen – zehn tote Polen. Als Sühne wurden zehn völlig unschuldige polnische Männer verhaftet. Volksdeutsche, die wegen ihrer körperlichen Größe der SS zugeordnet waren, wurden zur Erschießung verpflichtet. Keiner traute sich, die Teilnahme zu verweigern. Für die moralische Entlastung sagte man ihnen, dass się in Gruppen schießen würden. Nur einer hätte eine scharfe Kugel im übergebenen geladenen Gewehr. Die anderen hätten nur Platzpatronen. Aber alle müssten genau zielen. Unter den Verpflichteten war auch unserer seelensguter Nachbarssohn, der keiner Fliege etwas zuleide tun konnte. Auch er musste eine Entscheidung fällen: ”Wenn ich die scharfe Kugel habe, und ich daneben ziele und der Delinquent fällt nich tum, dann bin ich als Befehlsverweigerer dran.” Er sagte danach: ”Hoffentlich hat meine Kugel keinen getroffen.” Er ist später an der Ostfront gefallen. Als Monate später ein Parteimann in Uniform den Eltern die Nachricht überbrachte, das auch sein jüngerer Bruder für Führer, Volk und Vaterland gefallen war, hatte die Mutter wutentbrannt den Uniformierten schimpfend und schreiend vom Hof gejagt. Zu dieser Zeit trauten sich die Machthaber nicht mehr, gegen die Mutter Maßnahmen zu ergreifen.

Einer von den zahlreichen Patzer Familien unseres Dorfes, der wegen seines Alters nicht mehr zur Wehrmacht gezogen wurde, war zu dieser Erschießungsaktion auch verpflichtet worden. Im Januar 1945, gleich nachdem die Rote Armee ihre große Offensive gestartet und die Wehrmacht unserer Dorf geräumt hatte, wurde er als Erster im Dorf von den Polen umgebracht.

poniedziałek, 13 lutego 2023

Witkowice - Łaznowska Wola - Borowa - Brzeziny - Bitwa o Łódź - Kölnische Zeitung - 1915

 

                         BITWA POD WITKOWICAMI 24 LISTOPADA 1914 R.

     W nocy z 23 na 24 listopada 1914 r. udało się przebić dywizji gwardii pod Brzezinami, przerywając tym samym pierścień, który Rosjanie, jak sądzili, zamknęli już wokół naszego korpusu. 24 listopada nasza dywizja kawalerii miała za zadanie osłaniać wyjazd korpusu rezerwowego i jego bagaży na południe od Brzezin. Sekcja wywiadowcza, dwie lekkie radiostacje i sekcja inżynieryjna dywizji otrzymały rozkaz samodzielnego przemarszu z rejonu Łaznowskiej Woli przez Borową, Witkowice do Brzezin, aby tam zająć kwatery. wydłużona wieś Witkowice, w której miała się rozegrać bitwa, rozciąga się w płytkim zagłębieniu z zachodu na wschód; teren wznosi się łagodnie w kierunku południowym. Ze wschodniego krańca wsi ścieżka prowadzi przez wzgórze, obok kilku domów na zachód od majątku Koluszki, w dół do potoku Mroga; zaledwie kilka tysięcy metrów na południe od przeprawy przez potok znajduje się mały strumyk.

     Gdy oddział wywiadowczy, który maszerował na początku wspomnianych dywizji, dotarł do tego wyłomu, jego dowódca, por. Graf zu Erbach, został poinformowany przez oficera artylerii, że wszędzie w wyłomie znajdują się jeszcze dywizje rosyjskie. W efekcie dysponuje on punktem sformowanym pod kierownictwem por. Schmandta, który wykrywa ruchy rosyjskiej piechoty na południe i zachód od Witkowic. Patrol oddziału wywiadowczego, prowadzony przez por. Grafa zu Erbacha, wkrótce pojmuje kilku Rosjan w pobliżu domów na zachód od Gut Koluszki, a dwa porzucone rosyjskie działa na południe od tych domów zostają unieszkodliwione przez głównego lekarza weterynarii oddziału wywiadowczego, dr Habichta, i kilku jeźdźców.

    Tymczasem dywizje kontynuowały marsz na Witkowice. Sytuacja staje się krytyczna, gdyż silniejsza piechota rosyjska pokazuje się teraz w Witkowicach i na zachód od tej wsi. Porucznik Graf zu Erbach szybką decyzją nakazuje nielicznym jeźdźcom swojej dywizji, osłoniętym za wzgórzem, uformować kolumnę z szerokimi przerwami między nimi, aby zmylić wroga co do niewielkiej siły swojego oddziału, i rusza do ataku. Sukces odpowiada odważnej decyzji, kilku rosyjskich oficerów i około 4-400 ludzi poddaje się, nie próbując nawet zaoferować oporu.

    W międzyczasie oficerowie lekkich radiostacji podążających za oddziałem informacyjnym, por. Wickop i por. Baltzer, również nie pozostali bezczynni. Udało im się zaprzęgnąć jedno z dwóch wspomnianych już rosyjskich dział w konie zabrane z oddziału radiooperatorów. Właśnie w momencie, gdy mieli podążać na swoje stanowiska ze zdobytym działem, kolumna otrzymała ciężki ogień piechoty z zachodu. Konie jednej stacji radiowej stają się płochliwe i galopują w kierunku rezerwy. Na szczęście jednak pojazd w porę się zatrzymuje, bo pęka dyszel i jeden z koni zostaje potrącony. Wybucha ożywiona potyczka.  Radiooperatorzy i saperzy, których oddział przybył w międzyczasie, zajęli wraz z pozostałymi ludźmi z oddziału wywiadowczego i częścią załóg przybyłej tu również kolumny amunicyjnej artylerii pieszej rodzaj pozycji recepcyjnej na wschód od Witkowic i odpowiedzieli ogniem rosyjskim. Pod osłoną ognia tej pozycji odbiorczej wycofały się na razie załogi dywizji wywiadowczej z jeńcami, natomiast dwa pojazdy dywizji inżynieryjnej, które pozostały w rejonie ognia nieprzyjaciela, można było jeszcze zabrać po odprzęgnięciu koni.

    W wyniku żywego ognia naszych strzelców ogień nieprzyjaciela stopniowo słabł, by po kilku minutach całkowicie ustać. Następnie dzielni strzelcy, prowadzeni przez Oberlt. Wacketanz z radiostacji i por. Krug z sekcji pionierów, przechodzą teraz do ataku: radiooperatorzy, załogi sekcji wywiadowczej, pionierzy, artylerzyści, wszyscy razem idą do przodu i niewielkiej grupie udaje się schwytać dużą liczbę Rosjan. Z podniesionymi rękami Rosjanie podchodzą ze wszystkich stron i poddają się. Więźniowie są natychmiast sortowani, a nowo przybyli zmuszani są groźbami do wyrzucenia karabinów. Porucznik Wickop przeszukuje okoliczne domy i zbiera około 50-60 Rosjan. Porucznik Krug z 12 ludźmi ze wspomnianej kolumny artyleryjsko-amunicyjnej próbuje schwytać kolejnych 500 Rosjan, którzy znajdują się w pewnej odległości. Gdy podchodzi do Rosjan ze swoimi kilkoma ludźmi, ci wystawiają ręce i pozwalają mu podejść na odległość 30 metrów. Nagle jednak rzucają się na niego i otwierają żywy ogień. Niemcy natychmiast odpowiedzieli ogniem, interweniowała również niemiecka piechota, która pojmała Rosjan, dzięki czemu por. Krug mógł teraz wrócić z pojazdami swojej dywizji.

   Zapadające w międzyczasie ciemności uniemożliwiły dalsze działania, a oddziały rozpoczęły marsz w kierunku Brzezin, zabierając ze sobą jeńców. Niestety, zdobyte działa i karabiny maszynowe, po uczynieniu ich w odpowiedni sposób bezużytecznymi, musiały pozostać na miejscu, gdyż brakowało niezbędnych środków transportu. Policzenie wziętych jeńców ujawniło jednak imponującą liczbę 8 oficerów i 876 ludzi (nie licząc jeńców wziętych przez piechotę), którzy złożyli broń przed 7 niemieckimi oficerami i zaledwie około 100 ludźmi.

Witkowice – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie brzezińskim, w gminie Brzeziny. W Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich z roku 1881 możemy między innymi przeczytać: „Witkowice, wieś i folwark w pow. brzeziński, gm. Lipiny, par. Brzeziny. Wikipedia

Źródło: Aukcja internetowa.


                                           VOM ÖSTLICHEN SCHAUPLATZ

                    DAS GEFECHT BEI WITKOWICE AM 24. NOVEMBER 1914.

    In der Nacht vom 23. zum 24. November 1914 war der Durchbruch der Garde-Division bei Brzeziny geglückt und dadurch der Ring, den die Russen um unsere Korps schon geschlossen zu haben glaubigen, gesprengt. Um 24. November hatte unsere Kavallerie-Division die Aufgabe, südlich Brzeziny den Abmarsch des Reservekorps und seiner Bagagen auf Brzeziny zu decken. Die Nachrichtenabteilung, die beiden leichten Funkerstationen und die Pionierabteilung der Division erhielten den Befehl, selbständig aus der Gegend von Laznowska Wola an Borowa vorbei über Witkowice auf Brzeziny zu marschieren, um in der dortigen gegend Quartiere zu beziehen. das langgestreckte Dörfchen Witkowice, wo das zu schieldernde gefecht sich abspielte, zieht sich in einer flachen Mulde von Westen nach Osten hin; nach Süden zu steigt das Gelände sanft an. Vom Ostausgang des Dorfes führt ein weg über die Anhöhe hinweg, an einzelnen Häusern westlich des Gutes Koluszki vorbei hinab zum Mroga-Bach; nur wenige 1000 m südlich des Bachüberganges befindet sich ein kleines Borwerk.

    Als die Nachrichten-Abteilung, die am Anfang der genannten Abteilungen marschierte, dieses Vorwerk erreicht, wird ihr Führer, Lt. Graf zu Erbach, durch einen Artillerieoffizier darauf aufmerksam gemacht, daß sich im Vorgelände überall noch russische Abteilungen befinden. Infolgedassen läßt er eine Spitze unter Führung der Lt. Schmandt bilden, der Bewegungen russischer Infanterie südlich und westlich Witkowice feststellt. Eine patrouille der Nachrichten-Abteilung, die unter Führung des Lt. Graf zu Erbach vorausreitet, nimmt alsbald bei den Häusern westlich Gut Koluszki einige Russen gefangen, während zwei südlich dieser Häuser stehende verlassene russische Geschützte durch den Oberveterinär der Nachrichten-Abteilung Dr. Habicht und einige Reiter unbrauchbar gemacht werden.

    Unterdessen haben die Abteilungen ihren Marsch auf Witkowice fortgesetzt. Die Lage wird kritisch, da sich jetzt stärkere russische Infanterie in Witkowice und westlich dieses Dorfes zeigt. Kurz entschlossen läßt Lt. Graf zu Erbach die wenigen Reiter seiner Abteilung, hinter einer Anhöhe gedeckt, ein Glied bilden, mit weiten Zwischenräumen, um den gegner über die geringe Stärke seiner Schar zu täuschen, und reitet zur Attacke an. Der Erfolg entspricht dem kühnen Entschluß, mehrere russische Offiziere und etwa 4-400 Mann ergeben sich, ohne auch nur den Versuch zu machen, Widerstand zu leisten. 

    Auch die Offiziere der der Nachrichten-Abteilung folgenden leichten Funkerstationen, Lt. Wickop und Lt. Baltzer, sind mittlerweile nicht untätig geblieben. Es ist ihnen gelungen, eins der beiden bereits erwähnten russischen Geschütze mit Pferden, die sie der Funkererabteilung entnommen haben, zu bespannen. Als sie gerade im Begriff sind, mit dem erbeuteten Geschütz ihren Stationen zu folgen, erhält die Kolonne aus westlicher Richtung heftiges Infanteriefeuer. Die Pferde der einen Funkerstation werden scheu und galoppieren auf die Reserven zu. Zum Glück kommt das Fahrzeug jedoch noch rechtzeitig zum Stehen, da die Deichsel bricht und eins der Pferde getroffen wird. Ein lebhaftes Gefecht entbrennt.  Funker und Pioniere, deren Abteilung inzwischen auch herangekommen ist, nehmen zusammen mit zurückgebliebenen Leuten der Nachrichten-Abteilung und einigen Mannschaften einer hier ebenfalls eingetroffenen Fußartillerie-Munitionskolonne eine Art Aufnahmestellung östlich Witkowice ein und erwidern das Feuer der Russen. Unter der Schutze des Feuers dieser Aufnahmestellung ziehen sich die Mannschaften der Nachrichten-Abteilung mit den Gefangenen zunächst zurück, während zwei Fahrzeuge der Pionierabteilung, die im Bereich des feinblichen Feuers liegen geblieben sind, nach Ausspannen der Pferde noch fortgeschafft werden können.

    Infolge des lebhaften Feuers unserer Schützen nimmt das feindliche Feuer allmählich an Stärke ab, um nach wenigen Minuten ganz aufzuhören. Da gehen die mutigen Schützen, geführt von Oberlt. Wacketanz von der Funkenstation und Lt. Krug von von der Pionierabteilung, nun ihrerseits zum Angriff über: die Funker, die Mannschaften der Nachrichten-Abteilung, die Pioniere, die Artilleristen, sie alle gehen gemeinsam vor, und es gelingt der kleinen zusammengewürfeltn Schar, eine große Anzahl von Russen gefangenzunehmen. Mit erhobenen Händen kommen die Russen von allen Seiten herbei und ergeben sich. Die Gefangenen werden sofort geordnet, die neu herankommenden durch Drohungen gezwungen, ihre Gewehre wegzuwerfen. Lt. Wickop durchsucht die umliegenden Häuser und sammelt dabei noch etwa 50-60 Russen. Lt. Krug versucht mit 12 Mann der erwähnten Artillerie-Munistionskolonne, weiter 500 Russen, die sich in einiger Entfernung befinden, gefangenzunehmen. Als er sich mit seinen wenigen Leuten den Russen nähert, nehmen diese die Hände hoch und lassen ihn auf 30 m herankommen. Doch plötzlich werfen sie sich hin und eröffnen ein lebhaftes Feuer auf ihn. Die Deutschen erwidern es sofort. da greift deutsche Infanterie ebenfalls mit ein und nimmt die Russen gefangen, so daß Lt. Krug sich nunmehr mit den Fahrzeugen seiner Abteilung zurückbegeben kann.

    Die inzwischen hereingebrochene Dunkelheit verhindert ein weiteres Vorgehen, und die Abteilungen treten unter Mitnahme der Gefangenen den Weitermarsch auf Brzeziny an. Leider mußten die erbeuteten Geschütze und Maschinengewehre, nachdem sie in geeigneter Weise unbrauchbar gemacht worden waren, stehen gelassen werden, da es an den nötigen Transportmitteln fehlte. Eine Zählung der gemachten Gefangenen ergab dafür aber die stattliche Zahl von 8 Offizieren und 876 Mann (ungerechnet der von der Infanterie gemachten Gefangenen), die vor 7 deutschen Offizieren und nur etwa 100 Mann die waffen gestreckt hatten.



Witkowice ist ein Dorf in Polen in der Woiwodschaft Łódzkie, im Kreis Brzeziny, in der Gemeinde Brzeziny. Im Geographischen Wörterbuch des Königreichs Polen und anderer slawischer Länder von 1881 ist unter anderem zu lesen: "Witkowice, Dorf und Gehöft im Kreis Brzeziny, Gemeinde Lipiny, par. Brzeziny. Wikipedia